Brzmi jak mission impossible? W czasach, gdy sklepy uginają się od nadmiaru produktów, a przestrzeń online jest zalewana treściami generowanymi przez AI, stworzenie czegoś zupełnie nowego wydaje się wyjątkowo trudne. Czy to w ogóle możliwe? Z mojego doświadczenia – zdecydowanie tak. Pojawia się jednak kolejne pytanie: nawet jeśli stworzymy taki produkt, czy klienci będą go potrzebować?
Zacznijmy od początku.
Pomysł, który zaczyna się od potrzeby
W moim przypadku wszystko zaczęło się od… przypadku, który szybko przerodził się w realną potrzebę. A jak wiadomo: „potrzeba jest matką wynalazku”.
Podczas pobytu w górach, razem z mężem i grupą znajomych, odwiedziliśmy duże saunarium. Obowiązywały tam jasne zasady: zakaz wchodzenia w strojach kąpielowych. I choć dla wielu osób może to być zaskoczeniem, jest to bardzo uzasadnione. W saunie powinno się korzystać wyłącznie z naturalnych materiałów, przede wszystkim ze względów zdrowotnych.
Miałam więc do wyboru dwie opcje: wejść nago lub okryć się ręcznikiem. Wybrałam tę drugą, bo pierwsza, z powodów czysto komfortowych, nie była dla mnie rozwiązaniem.
Szybko okazało się jednak, że ręcznik nie jest idealny. Owszem, zapewniał okrycie, ale jednocześnie zaburzał równomierne nagrzewanie ciała. Części, które nie są dla kobiet kluczowe, jak kolana czy ręce, nagrzewały się prawidłowo, natomiast te, na których zależy nam najbardziej, jak lędźwie, brzuch czy plecy, były przegrzewane pod grubą warstwą materiału.
To był dla mnie moment przełomowy.
Etap 1: badanie rynku – krok, którego nie możesz pominąć
Po powrocie zaczęłam szukać alternatywy. Naturalnej, bawełnianej, dopasowanej do kobiecego ciała. I ku mojemu zaskoczeniu, niczego takiego nie znalazłam.
To właśnie tutaj pojawia się pierwszy kluczowy etap tworzenia produktu, o którym wiele osób zapomina: rzetelne badanie rynku.
Zanim uznasz swój pomysł za innowacyjny, sprawdź dokładnie, czy ktoś już go nie zrealizował. W praktyce wielokrotnie spotykałam się z sytuacjami, w których przedsiębiorcy byli przekonani o unikalności swojego rozwiązania, a okazywało się, że podobne produkty już istnieją. Problem nie leżał w braku pomysłu, ale w braku dogłębnego researchu.
Badanie rynku to nie tylko analiza konkurencji. To także próba zrozumienia potrzeb użytkowników, często tych niewypowiedzianych. Bo klienci nie zawsze wiedzą, czego potrzebują. Ale bardzo dobrze czują, co jest dla nich niewygodne.
Jeśli pominiesz ten etap, ryzykujesz nie tylko stratę czasu, ale też pieniędzy.
Etap 2: prototypowanie i testy
Kiedy upewniłam się, że na rynku nie ma produktu odpowiadającego moim potrzebom, przeszłam do kolejnego etapu: tworzenia.
W moim przypadku oznaczało to testowanie materiałów. Kluczowe było znalezienie takiego, który będzie jednocześnie odpowiednio kryjący i komfortowy w wysokiej temperaturze. Materiał nie mógł być ani zbyt cienki, ani zbyt gruby.
Równolegle rozpoczęłam współpracę z krawcową. Na początku pracowałyśmy nad prostymi prototypami, skupiając się na funkcjonalności i wygodzie. Bardzo ważne było dla mnie, aby produkt dopasowywał się do różnych typów sylwetek i nie ograniczał ruchów.
Na tym etapie niezwykle istotne jest również znalezienie odpowiedniej technologii oraz firmy, która będzie w stanie wykonać dla Ciebie produkcję docelową. To nie tylko kwestia samego wytworzenia produktu, ale także partnerstwa i współpracy z podwykonawcą, który rozumie Twój projekt i będzie gotowy rozwijać go razem z Tobą na kolejnych etapach. Dobrze dobrany partner produkcyjny może znacząco przyspieszyć rozwój produktu i pomóc uniknąć wielu kosztownych błędów.
To etap, który wymaga czasu, cierpliwości i gotowości na poprawki. Pierwsza wersja produktu rzadko jest tą ostateczną.
Etap 3: marka i komunikacja
Nawet najlepszy produkt nie obroni się bez odpowiedniej komunikacji.
Dlatego kolejnym krokiem było stworzenie fundamentów marki: nazwy, misji, wizji oraz spójnej identyfikacji wizualnej. To moment, w którym decydujesz, kim jesteś jako marka i do kogo mówisz.
Wiele osób popełnia tu błąd: albo pomija ten etap, albo tworzy go raz i później nie jest konsekwentna. Tymczasem spójność komunikacji jest kluczowa. Klienci nie kupują tylko produktu. Kupują historię, wartości i emocje, które za nim stoją. Jak również i ludzi za którymi ta marka stoi.
To właśnie na tym etapie zaczyna się proces odwracania sytuacji: z produktu, którego nikt nie szuka, tworzysz produkt, którego klienci zaczynają potrzebować.
Etap 4: ochrona pomysłu
W przypadku nowych, innowacyjnych rozwiązań warto pomyśleć o ich zabezpieczeniu.
Dziś rejestracja wzoru przemysłowego czy ochrona patentowa są znacznie bardziej dostępne niż kilka lat temu. Istnieją również programy dofinansowań, które mogą pomóc w pokryciu kosztów.
To ważny krok, jeśli chcesz budować przewagę konkurencyjną i mieć realny wpływ na rozwój swojego produktu w dłuższej perspektywie.
Etap 5: wyjście na rynek – reklama i działania promocyjne
Kiedy masz już gotowy produkt, dopracowaną komunikację i spójny marketing, przychodzi moment, którego wiele osób się obawia, tzw. wyjście do ludzi.
To etap, w którym teoria spotyka się z praktyką. Nawet najlepszy produkt nie sprzeda się sam, jeśli nikt o nim nie usłyszy. Dlatego kluczowe jest zaplanowanie działań promocyjnych i świadome budowanie widoczności.
W tym momencie zaczynasz testować różne kanały dotarcia: od social mediów, przez kampanie reklamowe, po współprace i działania PR. To również etap intensywnej nauki. Sprawdzasz, co działa, a co wymaga poprawy. Analizujesz reakcje odbiorców, ich pytania, wątpliwości i potrzeby, które często dopiero teraz zaczynają się wyraźnie ujawniać.
To także moment, w którym rynek realnie weryfikuje Twój pomysł. Klienci mogą reagować inaczej, niż zakładałaś. Czasem potrzebna jest zmiana komunikacji, doprecyzowanie grupy docelowej, a czasem nawet modyfikacja samego produktu. I to jest naturalne.
Bardzo ważne jest, aby na tym etapie pozostać elastycznym i otwartym na feedback. To właśnie dzięki niemu można dopracować swój produkt tak, aby jeszcze lepiej odpowiadał na potrzeby klientów.
Wyjście na rynek to nie jednorazowe działanie, ale proces. To budowanie relacji, zaufania i świadomości marki krok po kroku. I to właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe życie produktu. To moment, w którym z pomysłu staje się on realną wartością dla ludzi.
Czy warto tworzyć produkt, którego nikt jeszcze nie szuka?
Zdecydowanie tak! Ale pod jednym warunkiem: Nie zaczynaj od produktu. Zacznij od potrzeby.
Najlepsze rozwiązania powstają wtedy, gdy odpowiadają na realne problemy, nawet jeśli na początku nikt ich jeszcze nie nazywa. To właśnie w tych „lukach” rodzi się innowacja.
Tworzenie produktu, którego klienci jeszcze nie szukają, to proces wymagający odwagi, uważności i konsekwencji. Ale jeśli dobrze przejdziesz przez każdy etap (od obserwacji, przez analizę, po wdrożenie), masz szansę nie tylko stworzyć coś nowego, ale też realnie zmienić sposób, w jaki klienci myślą o danej kategorii.
Warto zapamiętać
Największe innowacje nie zaczynają się od genialnych pomysłów, ale od uważnej obserwacji codziennych problemów. Jeśli nauczysz się je dostrzegać i konsekwentnie przekładać na konkretne rozwiązania, możesz stworzyć produkt, który nie tylko znajdzie swoich klientów. ale sprawi, że nie będą chcieli już wracać do tego, co było wcześniej.
LinkedIn przez lata był traktowany jak internetowe CV, miejsce do aktualizacji stanowiska i okazjonalnego kliknięcia gratulacji. Tymczasem dziś to jedno z najmocniejszych narzędzi budowania widoczności, relacji i marki osobistej w marketingu. Właśnie dlatego w tym wystąpieniu pokazywałam, że obecność na LinkedIn nie jest dodatkiem do kariery, ale realną przewagą zawodową.
To platforma, na której są prawdziwi ludzie, treści żyją dłużej niż jeden dzień, a dobrze przygotowany profil i regularna aktywność pracują także poza samym feedem: w wyszukiwarkach, narzędziach AI i procesach rekrutacyjnych. Największy problem nie polega więc na tym, że LinkedIn nie działa. Problem polega na tym, że wiele osób wciąż nie daje mu szansy.
LinkedIn działa najlepiej wtedy, gdy nie traktujemy go jak statycznego CV, ale jak aktywną przestrzeń do pokazywania tego, jak myślimy, pracujemy i komu realnie pomagamy.
Dlaczego LinkedIn wciąż jest niedoceniany przez marketerów?
Skala platformy: prawie 10 milionów użytkowników i rosnąca liczba specjalistów
Na LinkedIn jest już prawie 10 milionów użytkowników, a w samym ostatnim roku dołączyło kolejne 1,5 miliona osób. To oznacza, że mówimy o ogromnej bazie odbiorców, kontaktów i potencjalnych klientów, partnerów czy pracodawców. Dla branży marketingowej to szczególnie istotne, bo platforma skupia nie tylko osoby aktywnie szukające pracy, ale też decydentów, rekruterów, founderów i specjalistów z wielu obszarów.
W prezentacji przywoływałam też przykład z Search Navigatora: sama kategoria marketingowa pokazywała dziesiątki tysięcy osób. To nie jest nisza. To pełnoprawne środowisko zawodowe, w którym warto być widocznym.
Tylko niewielki odsetek publikuje regularnie – skąd ta luka?
Choć użytkowników stale przybywa, regularnie publikuje zaledwie niewielki procent osób. W prezentacji wskazywałam, że ogólnie aktywność utrzymuje się w okolicach kilku procent, a nawet jeśli wśród marketerów ten odsetek jest wyższy, to nadal większość pozostaje bierna. To właśnie ta luka tworzy szansę.
Jeśli większość tylko obserwuje, a mniejszość publikuje, to każda sensowna, regularna aktywność ma szansę mocniej wybrzmieć. LinkedIn nie jest dziś przepełniony dobrą treścią tak bardzo, jak wielu osobom się wydaje. Często konkurujemy nie z nadmiarem świetnych publikacji, lecz z ciszą.
LinkedIn jako przestrzeń dla ekspertów, branży marketingowej i rozwoju kariery
Dla marketerów LinkedIn jest wyjątkowo naturalnym środowiskiem. To miejsce, w którym można jednocześnie budować eksperckość, rozwijać sieć kontaktów, śledzić trendy, szukać zleceń i wzmacniać swoją pozycję zawodową. Co ważne, nie trzeba być dyrektorem, właścicielem firmy ani osobą z wieloletnim stażem, żeby zacząć działać sensownie.
Największa przewaga LinkedIna bierze się dziś z tego, że nadal relatywnie niewiele osób wykorzystuje go konsekwentnie i strategicznie.
Co naprawdę blokuje aktywność na LinkedIn?
Brak czasu i przeciążenie codzienną pracą w marketingu
Najczęściej słyszę jeden argument: nie mam czasu. I rzeczywiście, w marketingu niemal zawsze coś się dzieje. Gonią terminy, zmieniają się priorytety, pojawiają się wrzutki, kampanie, raporty i spotkania. W takim rytmie publikowanie na LinkedIn łatwo zepchnąć na później.
Problem polega na tym, że to później zwykle nie nadchodzi. Dlatego aktywność na LinkedIn nie powinna być traktowana jak dodatkowy projekt, lecz jak element pracy nad własną widocznością zawodową. Nawet jedna przemyślana publikacja tygodniowo potrafi dać więcej niż wielomiesięczne milczenie.
Syndrom oszusta i przekonanie, że wszyscy już to wiedzą
Drugą silną barierą jest syndrom oszusta. Bardzo często wydaje nam się, że to, co wiemy, jest zbyt oczywiste, zbyt proste albo zbyt podstawowe, by o tym pisać. Siedzimy w swojej zawodowej bańce i zakładamy, że inni mają dokładnie ten sam poziom wiedzy.
Tymczasem nawet pozornie podstawowe wskazówki bywają dla kogoś bardzo pomocne. To, co dla Ciebie jest codziennością, dla odbiorcy może być brakującym elementem układanki. Właśnie dlatego proste, konkretne treści edukacyjne tak często działają.
Mit, że LinkedIn nie jest miejscem dla młodszych, starszych lub niszowych specjalistów
Kolejny mit brzmi: LinkedIn nie jest miejscem dla mnie. Jedni mówią, że są za młodzi. Inni, że za doświadczeni. Jeszcze inni, że ich branża jest zbyt niszowa. To założenie zwykle nie wynika z danych, tylko z obawy.
Najlepszą odpowiedzią na ten mit jest prosta weryfikacja: wyszukanie swojej branży, roli, specjalizacji i podobnych osób na platformie. W większości przypadków okazuje się, że odbiorcy tam są. Problemem nie jest brak miejsca, tylko brak decyzji, by zacząć się pokazywać.
Dlaczego największą barierą nie jest algorytm, lecz nasze nastawienie
Łatwo obwiniać algorytm, spadki zasięgów albo zmiany na platformie. Oczywiście, LinkedIn się zmienia, tak jak każde medium. Jednak w praktyce dużo częściej blokuje nas własne nastawienie niż mechanika serwisu.
To, co najczęściej powstrzymuje nas przed obecnością na LinkedIn, to nie algorytmy, lecz bariery, które nosimy w swojej głowie.
PORADA
Zamiast pytać, czy masz czas na LinkedIn, zapytaj, ile kosztuje Cię brak widoczności. Ustal minimalny rytm, który jesteś w stanie utrzymać przez kilka miesięcy, a nie przez trzy dni zrywów. Dla jednej osoby będą to dwa komentarze i jeden post tygodniowo, dla innej jeden wartościowy PDF w miesiącu. Regularność wygrywa z ambicją, której nie da się dowieźć.
Co wyróżnia LinkedIn na tle innych mediów społecznościowych?
Treści, które żyją dłużej niż jeden dzień w feedzie
Jedną z największych przewag LinkedIna jest żywotność treści. Dobry post nie znika po kilku godzinach. Coraz częściej wartościowe publikacje pracują przez wiele dni, a nawet tygodni, wracając do obiegu dzięki komentarzom, reakcjom, wyszukiwaniu i rekomendacjom platformy.
To ogromna różnica w porównaniu z kanałami, w których życie treści bywa bardzo krótkie. Na LinkedIn jedna dobra publikacja może dać wielokrotny efekt bez konieczności codziennego gonienia za nowym formatem.
Prawdziwi ludzie zamiast anonimowych followersów i pustych zasięgów
Na LinkedIn po drugiej stronie nie ma głównie anonimowych nicków i awatarów. Są konkretne osoby z imieniem, nazwiskiem, stanowiskiem, firmą i historią zawodową. To zmienia sposób budowania relacji i sprawia, że interakcje mają większy ciężar.
Dla marketerów to szczególnie ważne, bo często zależy nam nie tylko na zasięgu, ale na jakości kontaktów. Znacznie cenniejszy od przypadkowej reakcji bywa komentarz osoby, z którą za miesiąc możesz rozmawiać o projekcie, współpracy czy rekrutacji.
Widoczność treści poza platformą – LinkedIn jako narzędzie budowania eksperckości
LinkedIn nie kończy się na feedzie. Profil, artykuły, posty i dokumenty PDF są widoczne również poza samą platformą. Mogą pojawiać się w wynikach wyszukiwania, budować Twoją obecność w sieci i wzmacniać ekspercki wizerunek również wtedy, gdy nikt nie wchodzi na aplikację społecznościową.
To sprawia, że LinkedIn jest nie tylko medium komunikacyjnym, ale też narzędziem pozycjonowania osoby jako źródła wiedzy. Dobrze przygotowana obecność działa więc długofalowo, a nie tylko tu i teraz.
Dlaczego dla marketerów LinkedIn bywa bardziej uporządkowany i użyteczny niż inne sociale
LinkedIn jest dla wielu marketerów bardziej użyteczny, bo porządkuje kontekst zawodowy. Łatwiej zrozumieć, kto mówi, z jakiej perspektywy, do kogo kieruje komunikat i jakie ma doświadczenie. Mamy też większą przewidywalność formatów i bardziej naturalne powiązanie treści z karierą, kompetencjami oraz branżą.
LinkedIn premiuje nie tylko samą obecność, ale obecność osadzoną w konkretnym kontekście zawodowym. Dzięki temu łatwiej budować rozpoznawalność ekspercką niż na platformach opartych głównie na szybkim konsumowaniu rozrywki.
Jak tworzyć treści, które pracują na Ciebie tygodniami?
Sekcja Polecane jako sposób na wydłużenie życia najlepszych publikacji
Sekcja Polecane to jedno z najprostszych i najbardziej niedocenianych miejsc na profilu. Można tam przypinać nie tylko posty, ale również wideo, dokumenty PDF, linki czy artykuły. Dzięki temu Twoje najlepsze treści nie giną po publikacji, ale dalej pracują na profil jako mini-portfolio wiedzy i doświadczenia.
Jeśli ktoś trafia na Twój profil po raz pierwszy, sekcja Polecane może bardzo szybko pokazać, czym się zajmujesz i w jakim stylu komunikujesz swoją ekspertyzę.
Evergreen content – treści, do których odbiorcy wracają niezależnie od czasu
Evergreen to treści, które nie starzeją się po tygodniu. To poradniki, checklisty, odpowiedzi na powtarzające się pytania, praktyczne wskazówki i dobrze opisane procesy. Właśnie takie materiały najczęściej są wyszukiwane, zapisywane i odświeżane po czasie.
Z perspektywy marki osobistej evergreen ma ogromną wartość, bo pozwala budować wiarygodność na wiedzy, a nie wyłącznie na bieżących emocjach. To treści, które pracują wtedy, gdy Ty akurat niczego nowego nie publikujesz.
Jakie formaty warto wykorzystywać: posty, artykuły, PDF-y, wideo i linki
LinkedIn daje więcej możliwości niż tylko klasyczny post tekstowy. Warto korzystać z artykułów, dokumentów PDF, linków do własnych materiałów i wideo. Różne formaty pełnią różne funkcje: post może uruchomić rozmowę, PDF uporządkować wiedzę, a artykuł pomóc w pozycjonowaniu eksperckim.
Kluczowe jest to, by nie ograniczać się do jednego typu publikacji. Dobrze dobrany miks formatów zwiększa szansę, że odbiorca natrafi na Ciebie w tym miejscu i w takiej formie, która będzie dla niego najwygodniejsza.
Emocje kontra merytoryka – co naprawdę generuje komentarze i zaangażowanie
Choć o LinkedIn mówi się często jako o platformie stricte eksperckiej, w praktyce duże zaangażowanie bardzo często wywołują treści oparte na emocjach. Nie chodzi o rezygnację z merytoryki, ale o zrozumienie, że ludzie komentują nie tylko wiedzę, lecz także doświadczenia, napięcia, zmianę, kulisy i osobistą perspektywę.
Najlepiej działają więc publikacje, które łączą jedno z drugim: konkret i ludzki kontekst. Sam suchy fakt bywa za mało angażujący, a sama emocja za mało wartościowa. Siła leży w połączeniu.
O czym mówią najskuteczniejsze posty na LinkedIn i dlaczego nie zawsze są sztywno eksperckie
Najskuteczniejsze posty często dotyczą realnych sytuacji zawodowych: poszukiwania pracy, awansu, porażki, kryzysu, zmiany podejścia, wdrożenia, wniosków z projektu czy wydarzenia. To tematy, które odbiorcy rozumieją i w których łatwo odnaleźć własne doświadczenie.
Dlatego nie warto mylić eksperckości ze sztywnością. Ekspert, którego zapamiętujemy, to nie tylko ktoś, kto zna narzędzia, ale ktoś, kto potrafi pokazać sposób myślenia i wyciągać sensowne wnioski z praktyki.
PORADA
Jeśli nie wiesz, od czego zacząć, wybierz trzy swoje najlepsze treści i przypnij je w sekcji Polecane. Niech jedna pokazuje Twoją wiedzę, druga sposób pracy, a trzecia ludzki kontekst lub case. Dzięki temu profil zacznie pracować nawet wtedy, gdy ktoś zobaczy tylko kilka elementów. To prosty sposób na wydłużenie życia publikacji bez tworzenia wszystkiego od nowa.
LinkedIn jako baza wiedzy dla AI i wyszukiwarek
Jak LinkedIn wpływa na widoczność marki osobistej w wyszukiwarkach i narzędziach AI
LinkedIn coraz wyraźniej pełni funkcję źródła wiedzy nie tylko dla ludzi, ale też dla wyszukiwarek i narzędzi AI. To oznacza, że publikując tam wartościowe treści, budujesz widoczność, która może wracać do Ciebie w nowych kontekstach: podczas wyszukiwania nazwiska, tematu, specjalizacji czy rekomendacji eksperta.
Dla marki osobistej to ogromna zmiana. Nie chodzi już wyłącznie o to, by ktoś zobaczył Twój post w feedzie. Chodzi o to, by internet zaczął kojarzyć Cię z konkretną dziedziną.
Dlaczego tekstowe treści pozycjonują się lepiej niż wideo i grafiki
Z punktu widzenia wyszukiwarek i AI najłatwiejszy do przetworzenia jest tekst. To dlatego lepiej pozycjonują się artykuły, średniej długości posty i dokumenty PDF niż samo wideo czy grafiki. Odbiorca może zachwycić się wideo, ale algorytmowi łatwiej zrozumieć tekstowy przekaz.
To nie znaczy, że wideo nie ma sensu. Oznacza tylko tyle, że jeśli chcesz budować długofalową widoczność ekspercką, potrzebujesz także treści tekstowych, które da się zindeksować, zacytować i przypisać do określonych tematów.
Artykuły, średniej długości posty i dokumenty PDF – formaty, które mają największy potencjał
Największy potencjał mają dziś treści, które dają się czytać, analizować i cytować. Artykuły pozwalają uporządkować temat szerzej, średniej długości posty dobrze łączą zasięg z konkretem, a dokumenty PDF świetnie sprawdzają się jako karuzele edukacyjne i materiał do zapisania.
To właśnie te formaty warto traktować jako fundament widoczności. Jeśli tworzysz merytoryczne treści, daj im formę, którą internet potrafi zrozumieć.
Jak sprawdzić, co internet i AI wiedzą o Tobie
Bardzo praktycznym ćwiczeniem jest wpisanie swojego imienia i nazwiska w wyszukiwarce oraz sprawdzenie, jakie źródła pojawiają się najwyżej. Czy prowadzą do LinkedIna, strony firmowej, artykułów, a może do przypadkowych i mało aktualnych miejsc? Taki test szybko pokazuje, jak wygląda Twoja obecność w sieci z zewnątrz.
Warto też przyjrzeć się temu, z jakimi tematami jesteś kojarzony. Jeśli chcesz być rozpoznawany jako ekspert od określonego obszaru, internet musi mieć skąd tę informację wziąć.
LinkedIn a GEO i nowoczesne pozycjonowanie eksperta w sieci
Nowoczesne pozycjonowanie eksperta coraz częściej dotyczy nie tylko klasycznego SEO, ale też GEO, czyli budowania widoczności w odpowiedziach generowanych przez AI. W tym kontekście LinkedIn staje się bardzo ważnym źródłem, bo łączy treść, kontekst zawodowy i wiarygodność autora.
Jeśli chcesz być znajdowany jako ekspert, nie wystarczy istnieć w sieci. Trzeba jeszcze dać internetowi i AI tekstowe dowody na to, w czym naprawdę się specjalizujesz.
Jak zoptymalizować profil LinkedIn, by nie był tylko internetowym CV?
Najważniejsze elementy profilu: zdjęcie, nagłówek, sekcja O mnie, doświadczenie i umiejętności
Podstawy nadal działają i nie warto ich pomijać. Zdjęcie, nagłówek, sekcja O mnie, opis doświadczenia oraz umiejętności to elementy, które tworzą pierwszy obraz Twojej profesjonalnej obecności. Jeśli są nieaktualne, puste lub przypadkowe, nawet najlepsze treści będą miały słabsze zaplecze.
Nagłówek nie powinien mówić wyłącznie, gdzie pracujesz. Powinien też podpowiadać, w czym pomagasz i z czym warto Cię kojarzyć. To właśnie tam zaczyna się pozycjonowanie specjalisty.
Jak komunikować jednocześnie, kim jesteś i komu pomagasz
Dobry profil łączy dwa komunikaty: kim jesteś oraz dla kogo i w czym jesteś użyteczny. To szczególnie ważne w sekcji O mnie i w opisach doświadczenia. Sam tytuł stanowiska rzadko wystarcza, by odbiorca zrozumiał Twoją wartość.
Im szybciej profil odpowie na pytanie, co potrafisz i komu to daje korzyść, tym większa szansa, że zostaniesz zapamiętany. LinkedIn ma być czytelny nie tylko dla Ciebie, ale przede wszystkim dla odbiorcy.
Sekcja Polecane jako mini-portfolio specjalisty
Sekcja Polecane jest praktycznym rozszerzeniem profilu. To tam możesz pokazać case study, wystąpienie, podcast, artykuł, dokument PDF, post z dużą wartością albo link do projektu. Dzięki temu profil przestaje być listą stanowisk, a zaczyna być dowodem Twojej pracy i sposobu myślenia.
Profil jako landing page kariery, oferty i ekspertyzy
Lubię myśleć o profilu LinkedIn jak o stronie lądowania. To miejsce, do którego ktoś trafia po komentarzu, poleceniu, spotkaniu, wystąpieniu albo rozmowie rekrutacyjnej. Jeśli profil jest dopracowany, od razu wzmacnia zaufanie. Jeśli jest martwy, nie konwertuje.
Właśnie dlatego LinkedIn nie powinien być porzuconym kontem z dawnych lat. To żywa wizytówka, która może wspierać karierę, sprzedaż usług, networking i zaproszenia do współpracy.
Dlaczego podstawy wciąż działają, nawet jeśli wydają się zbyt oczywiste
Bardzo często zakładamy, że o profilowych podstawach nie warto już mówić, bo wszyscy to wiedzą. A jednak te tematy nadal są wyszukiwane i potrzebne. To dobry sygnał: nawet oczywiste elementy potrafią realnie poprawić efekty obecności na platformie.
PORADA
Zacznij od szybkiego audytu pięciu elementów: zdjęcia, nagłówka, sekcji O mnie, doświadczenia i Polecanych. Sprawdź, czy po 10 sekundach obca osoba zrozumie, czym się zajmujesz i komu pomagasz. Jeśli nie, popraw najpierw komunikat, a dopiero potem myśl o częstszym publikowaniu. Nawet niewielkie korekty w tych obszarach potrafią zauważalnie podnieść wiarygodność profilu.
O czym pisać na LinkedIn, gdy wydaje Ci się, że nie masz tematu?
Jak wybrać własną niszę mimo szerokich kompetencji marketingowych
Marketerzy bardzo często mają szerokie kompetencje i przez to trudno im wybrać obszar komunikacji. Właśnie dlatego warto świadomie zawęzić tematykę. Nie po to, by zamknąć się na zawsze w jednej etykiecie, ale po to, by stać się z czymś łatwo kojarzonym.
Dobra nisza to taka, w której łączą się trzy rzeczy: Twoje umiejętności, Twoja ciekawość i realna potrzeba odbiorców. Jeśli możesz o czymś mówić długo, konkretnie i z przyjemnością, to prawdopodobnie właśnie tam warto budować rozpoznawalność.
Dlaczego warto mówić o jednym obszarze częściej i bardziej konsekwentnie
Odbiorcy zapamiętują nie tych, którzy mówią o wszystkim po trochu, ale tych, którzy konsekwentnie wracają do wybranego obszaru. Powtarzalność nie jest wadą. W budowaniu marki osobistej jest zaletą, bo wzmacnia skojarzenie.
Nie musisz ograniczać się do jednego formatu czy jednej narracji, ale warto, by rdzeń tematyczny był czytelny. To on buduje efekt top of mind.
Pisanie do konkretnej osoby zamiast do wszystkich
Jednym z najlepszych sposobów na uproszczenie komunikacji jest wyobrażenie sobie konkretnej osoby, do której piszesz. Gdy próbujesz mówić do wszystkich, treść robi się ogólna i bezpieczna. Gdy piszesz do jednej osoby z określonym problemem, komunikat zyskuje ostrość.
To nie zawęża zasięgu. Wręcz przeciwnie. Dobrze opisany, konkretny problem przyciąga więcej właściwych ludzi niż szerokie, rozmyte komunikaty.
Tworzenie treści dla młodszej wersji siebie jako sposób na prosty, użyteczny przekaz
Jeśli masz poczucie, że Twoja wiedza jest zbyt podstawowa, spróbuj pisać do młodszej wersji siebie. Do osoby, która dopiero wchodziła do branży, nie wiedziała od czego zacząć, czego unikać i jak poukładać sobie podstawy. To bardzo skuteczny filtr.
Taka perspektywa pomaga upraszczać komunikat bez infantylizowania treści. Dzięki niej tworzysz materiały, które są praktyczne, ludzkie i naprawdę pomocne.
Jak rozpoznać temat, o którym da się mówić przez cały rok
Dobry temat komunikacji to taki, do którego możesz wracać przez wiele miesięcy bez poczucia sztuczności. Jeśli dany obszar daje się pokazać z różnych stron: przez case, poradę, opinię, błąd, kulisy, rekomendację i komentarz do trendu, to znaczy, że ma potencjał długofalowy.
Nie musisz być ekspertem od wszystkiego. Wystarczy, że będziesz konsekwentnie kojarzony z jednym obszarem, w którym naprawdę masz coś wartościowego do powiedzenia.
Jak budować sieć kontaktów i docierać do właściwych osób?
Darmowa wyszukiwarka LinkedIna i jej niedoceniane możliwości
Jednym z najbardziej niedocenianych narzędzi na LinkedIn jest zwykła, darmowa wyszukiwarka. Wielu użytkowników skupia się wyłącznie na feedzie, a tymczasem platforma pozwala bardzo precyzyjnie szukać osób, firm i kontekstów zawodowych. To szczególnie cenne dla marketerów, którzy chcą budować relacje strategicznie, a nie przypadkowo.
Filtrowanie kontaktów po lokalizacji, branży, firmie, uczelni, języku i słowach kluczowych
Wyszukiwanie można zawężać między innymi po lokalizacji, obecnej firmie, branży, uczelni, języku profilu oraz słowach kluczowych. Dzięki temu łatwiej dotrzeć do osób z konkretnego miasta, konkretnej specjalizacji albo konkretnego typu organizacji.
To narzędzie ma ogromną wartość także wtedy, gdy chcesz znaleźć ludzi podobnych do odbiorców Twoich treści. Zamiast publikować w próżnię, możesz lepiej zrozumieć, kto naprawdę jest po drugiej stronie.
Jak znaleźć osoby aktywnie zatrudniające, rekruterów i decydentów
LinkedIn pozwala też wyszukiwać osoby aktywnie rekrutujące. To szczególnie przydatne, jeśli szukasz pracy, chcesz wejść do nowej branży albo po prostu rozwijać sieć kontaktów wokół konkretnych firm. Zamiast czekać, aż okazja sama się pojawi, możesz znacznie szybciej trafić do właściwych osób.
Wspólni znajomi i trafniejsze połączenia zamiast przypadkowego networkingu
Wspólni znajomi to kolejny ważny sygnał. Pomagają filtrować kontakty jakościowo i zwiększają szansę na trafniejsze połączenia. Networking nie musi polegać na masowym wysyłaniu zaproszeń. Dużo skuteczniejsze jest budowanie sieci wokół wspólnych kontekstów i realnych punktów styku.
Dlaczego relacje na LinkedIn mogą realnie przekładać się na projekty i zaproszenia
Relacje z LinkedIna przekładają się na konkretne efekty, bo za kontami stoją ludzie, którzy podejmują decyzje. To właśnie dzięki widoczności i kontaktom pojawiają się zaproszenia na wydarzenia, pytania o współpracę, rozmowy o projektach czy rekomendacje zawodowe. Platforma działa wtedy, gdy traktujemy ją nie jako tablicę ogłoszeń, ale jako miejsce realnych zawodowych relacji.
PORADA
Poświęć 20 minut tygodniowo tylko na wyszukiwanie ludzi, z którymi warto być w kontakcie. Sprawdź lokalizację, branżę, wspólnych znajomych i słowa kluczowe związane z Twoją niszą. Dodawaj osoby, których treści naprawdę chcesz czytać, a nie tylko te, które brzmią imponująco. Sieć kontaktów rośnie najlepiej wtedy, gdy jest budowana świadomie.
Regularność zamiast zrywów – jak naprawdę rośnie profil na LinkedIn?
Typowy cykl: założone konto, brak aktywności, jednorazowy post i szybkie zniechęcenie
Wiele osób przechodzi podobny schemat: zakłada konto, zostawia je na długo bez aktywności, wraca przy okazji awansu albo poszukiwania pracy, publikuje jeden post i szybko się zniechęca. Potem pada wniosek, że LinkedIn nie działa.
W praktyce problemem nie jest sama platforma, tylko brak procesu. Jednorazowy wysiłek rzadko daje efekt w medium, które nagradza ciągłość obecności.
Dlaczego porzucone konto nie buduje zaufania ani nie konwertuje
Martwy profil nie wspiera kariery. Jeśli ktoś trafia na konto, na którym ostatnia aktywność była rok temu, a sekcje są nieaktualne, trudno mówić o budowaniu zaufania. To trochę jak wejście na stronę firmy, która wygląda na porzuconą.
Porzucone konto nie konwertuje. LinkedIn działa wtedy, gdy pokazuje aktualnego Ciebie, a nie wersję zawodową sprzed kilku lat.
Systematyczność jako ważniejszy czynnik niż jednorazowy viral
Jednorazowy viral może dać impuls, ale to systematyczność buduje markę. Sama regularność nie oznacza codziennego publikowania. Oznacza rytm, którego odbiorca i platforma mogą się nauczyć. To może być jeden post tygodniowo, dwa komentarze dziennie albo jeden artykuł miesięcznie publikowany bez przerw.
Sama w ciągu roku napisałam ponad 200 postów, ale nie chodzi o bicie rekordów. Chodzi o wypracowanie stałej obecności. Lepiej pisać mniej, ale konsekwentnie, niż intensywnie przez tydzień i zniknąć na kwartał.
Jak podejść do publikowania, gdy pracujesz w szybkim i wymagającym środowisku
W szybkim środowisku najlepiej działa prosty system: lista tematów, powracające formaty i minimalny plan publikacji. Nie trzeba za każdym razem wymyślać wszystkiego od początku. Wystarczy mieć swoje kategorie treści: obserwacje z pracy, case, polecenie narzędzia, komentarz do trendu, wniosek z wydarzenia.
Znaczenie konsekwencji w budowaniu widoczności eksperckiej
Widoczność ekspercka rośnie warstwowo. Każdy kolejny post, komentarz i aktualizacja profilu dokłada mały element do tego, jak jesteś zapamiętywany. To proces bardziej podobny do budowania reputacji niż do kampanii performance.
LinkedIn w rekrutacji i rozwoju kariery
Dlaczego warto zadbać o profil, zanim zacznie się szukać pracy
Najlepszy moment na dopracowanie LinkedIna jest przed momentem potrzeby. Jeśli zaczynasz działać dopiero wtedy, gdy pilnie szukasz pracy, tracisz ważny czas. Znacznie lepiej budować profil i widoczność wcześniej, kiedy nie towarzyszy temu presja.
Wtedy LinkedIn staje się zapleczem kariery, a nie awaryjnym narzędziem ratunkowym. To ogromna różnica.
Profil LinkedIn jako portfolio, a nie tylko formalny dodatek do CV
Coraz częściej sam profil działa jak portfolio. Pozwala pokazać nie tylko historię zatrudnienia, ale też styl komunikacji, przykłady pracy, sposób myślenia i aktywność branżową. To dużo bogatszy obraz niż klasyczne CV.
W prezentacji przywoływałam też przykład procesu rekrutacyjnego, w którym spośród setek CV tylko niewielka grupa kandydatów zadbała o spersonalizowaną wiadomość i profil LinkedIn. Tacy kandydaci od razu się wyróżniali.
Co wyróżnia kandydatów, którzy personalizują komunikację i pokazują swoją wartość
Wyróżnia ich przede wszystkim intencja. Widać, że nie aplikują masowo i przypadkowo, tylko rozumieją, do kogo mówią i co mają do zaoferowania. LinkedIn świetnie wspiera taki sposób komunikacji, bo daje przestrzeń na pokazanie kontekstu, a nie tylko suchego doświadczenia.
Jakiej autentyczności oczekują dziś kandydaci od pracodawców i odwrotnie
Autentyczność działa w dwie strony. Kandydaci chcą wiedzieć, jacy naprawdę są pracodawcy, a pracodawcy chcą zobaczyć, kim naprawdę jest kandydat. LinkedIn ułatwia tę wzajemną weryfikację, bo pozwala wyjść poza formalny dokument i pokazać sposób komunikacji, podejście do pracy oraz wartości.
Dlaczego wygrywa nie ten, kto robi najwięcej, ale ten, kto jest najbardziej rozpoznawalny
W karierze często nie wygrywa osoba, która robi najwięcej po cichu, ale ta, którą najłatwiej skojarzyć z konkretną wartością. Rozpoznawalność nie oznacza celebryckości. Oznacza jasne skojarzenie: wiem, kim jest ta osoba, wiem, w czym jest dobra i wiem, dlaczego warto do niej wrócić.
Nie wygrywa ten, kto robi najwięcej, ale ten, kto jest najbardziej top of mind, czyli najłatwiejszy do skojarzenia z konkretną wartością.
Jak wygląda dobry post na LinkedIn? Praktyczne przykłady
Relacja z wydarzenia, która daje konkretne wnioski zamiast ogólnego było świetnie
Dobry post po wydarzeniu nie kończy się na stwierdzeniu, że było inspirująco. Znacznie lepiej działa publikacja, która zbiera konkretne wnioski, pokazuje, czego autor się nauczył, co wdroży i dlaczego to było ważne. Taki wpis daje odbiorcy wartość, nawet jeśli nie był na miejscu.
Oznaczanie ludzi, dzielenie się wiedzą i pokazywanie wdrożeń
Dobre relacje z wydarzeń, projektów i współprac zawierają też ludzi. Oznaczenie prelegentów, współtwórców lub rozmówców ma sens wtedy, gdy rzeczywiście osadzasz ich w merytorycznym kontekście. To nie tylko zwiększa zasięg, ale pokazuje, że umiesz budować komunikację wokół relacji i konkretu.
Najmocniej działają wpisy, które nie kończą się na wrażeniu, lecz pokazują wdrożenie. Odbiorca chce wiedzieć, co z tego wynika w praktyce.
Łączenie warstwy ludzkiej i eksperckiej w jednym wpisie
Najlepsze posty nie są ani wyłącznie osobiste, ani wyłącznie techniczne. Łączą obie perspektywy: ludzką i ekspercką. Dzięki temu odbiorca dostaje nie tylko informację, ale też autora, którego może lepiej zrozumieć i zapamiętać.
Najczęstsze błędy: zbyt ogólne treści, brak konkretu, zła forma publikacji karuzel i brak celu
Najczęstsze błędy są powtarzalne: zbyt ogólny przekaz, brak konkretnej tezy, publikacja bez celu i źle przygotowane formaty. Często widzę też problem z karuzelami wrzucanymi jako galeria obrazków, zamiast jako plik PDF. To psuje odbiór i obniża użyteczność materiału.
Każda publikacja powinna odpowiadać na jedno pytanie: po co to wrzucam? Czy chcę edukować, pokazać case, nawiązać relacje, zainicjować rozmowę czy wzmocnić skojarzenie z moją specjalizacją? Bez tego łatwo tworzyć treści, które są poprawne, ale niepracujące.
PORADA
Jeśli publikujesz karuzelę, zapisz materiał jako PDF, a nie jako zestaw osobnych grafik. Dzięki temu dokument będzie wyglądał spójnie i wygodniej się go przegląda. W samym poście dodaj jedną wyraźną obietnicę wartości, na przykład trzy wnioski, pięć błędów lub checklistę. Odbiorca powinien od razu wiedzieć, co zyska po wejściu w treść.
Plan działania: jak zacząć budować swoją obecność na LinkedIn już teraz?
Audyt obecnego profilu i szybkie poprawki, które da się wdrożyć od razu
Zacznij od prostego audytu. Sprawdź zdjęcie, nagłówek, sekcję O mnie, doświadczenie, umiejętności i Polecane. Zobacz, czy profil mówi jasno, kim jesteś, czym się zajmujesz i dlaczego warto Cię obserwować albo zaprosić do współpracy.
Wybór kilku głównych tematów komunikacji i określenie grupy odbiorców
Następnie wybierz dwa lub trzy główne tematy, wokół których chcesz budować obecność. Określ też, do kogo mówisz: juniora, managera, klienta, rekrutera, founderki, specjalisty in-house. Im wyraźniejszy odbiorca, tym lepsza treść.
Przygotowanie pierwszych publikacji: post, dokument PDF, artykuł ekspercki
Na start wystarczą trzy materiały: jeden zwykły post z opinią lub obserwacją, jeden dokument PDF z uporządkowaną wiedzą i jeden artykuł ekspercki na temat, z którym chcesz być kojarzony. Taki zestaw daje dobry fundament pod dalsze działania.
Budowanie nawyku publikacji i aktywności wokół innych twórców
Nie ograniczaj się tylko do publikowania u siebie. Komentowanie, reagowanie i wchodzenie w rozmowy z innymi twórcami to ważna część obecności na platformie. Dzięki temu stajesz się widoczny nie tylko przez własne treści, ale też przez sposób uczestniczenia w branżowych dyskusjach.
Jak mierzyć efekty: zasięg, zaangażowanie, zapytania, kontakty i wpływ na karierę
Na końcu mierz nie tylko zasięg. Patrz również na komentarze, zapisania, nowe kontakty, wiadomości prywatne, zapytania o współpracę, wejścia na profil i realny wpływ na karierę. Czasem najlepszy efekt nie wygląda spektakularnie w statystykach, ale przekłada się na jedno bardzo wartościowe zaproszenie.
Najprostszy plan startowy jest taki: popraw profil, wybierz niszę, opublikuj trzy pierwsze treści i przez kolejne tygodnie utrzymuj regularną obecność. Nie czekaj na idealny moment, bo LinkedIn nagradza działanie bardziej niż perfekcję.
Podsumowanie: LinkedIn to nie dodatek do kariery, ale aktywne narzędzie rozwoju
Najważniejszy wniosek jest prosty: LinkedIn nie jest miejscem tylko do aktualizowania stanowiska. To platforma, na której można budować rozpoznawalność, relacje, eksperckość i zawodowe szanse na długo przed momentem, gdy będą pilnie potrzebne. Działa szczególnie dobrze dla marketerów, bo łączy treść, networking i widoczność w jednym miejscu.
Jeśli chcesz zobaczyć efekty za kilka miesięcy, zacznij dziś od podstaw: uporządkuj profil, wybierz temat, do którego chcesz być przypisany, publikuj regularnie i pokaż, jak myślisz oraz pracujesz. Nie odkładaj siebie na później. Właśnie od tej decyzji zaczyna się sensowna obecność na LinkedIn.
LinkedIn działa nie dlatego, że coś publikujemy, ale dlatego, że dzięki publikacjom inni zaczynają rozumieć, kim jesteśmy, jak pracujemy i za co warto nas zapamiętać.
Media społecznościowe przestały być miejscem, w którym wystarczy „coś wrzucać”, żeby budować markę i sprzedawać. Dziś możemy mieć wysokie zasięgi, dużo wyświetleń i całkiem przyjemne statystyki, a jednocześnie nie mieć ani trwałej uwagi odbiorcy, ani realnego efektu biznesowego. Właśnie dlatego coraz częściej wracam do myślenia o komunikacji nie jak o zbiorze pojedynczych postów, ale jak o spójnym serialu.
W tym case study pokazuję, jak serialowość krótkich treści na Instagramie pomogła mi połączyć trzy rzeczy: systematyczność, rozpoznawalność i sprzedaż. Na przykładzie serii „ABC Instagrama” pokażę, jak z sześciu prostych rolek zbudować prekampanię, pozyskać 5,7 tys. nowych obserwujących, a później domknąć sprzedaż 100 miejsc na webinar w 7 dni.
Social media mają być serialem obyczajowym o marce, a nie ciągiem przypadkowych publikacji i agresywnych komunikatów sprzedażowych.
Dlaczego dziś same zasięgi już nie wystarczą
Lajki i wyświetlenia a realna wartość biznesowa treści
Lubię konkret: same zasięgi nie płacą rachunków. Możemy zebrać setki lajków i tysiące wyświetleń, ale jeśli za tym nie stoi przemyślana ścieżka odbiorcy, to tracimy najcenniejszy zasób, czyli uwagę. A uwaga bez kierunku bardzo szybko się rozprasza.
Problem twórców i marek: brak czasu, brak systematyczności, brak spójnego formatu
To problem, który znam również z własnej praktyki. Wiele osób ma pomysły, wie, że powinno publikować regularnie, ale codzienność wygrywa: praca z klientami, sprzedaż, obsługa firmy, brak przestrzeni na rozbudowane planowanie. A kiedy dochodzi do tego brak prostego formatu, publikacja staje się każdorazowo nowym projektem od zera.
Dlaczego warto myśleć o social mediach jak o „serialu obyczajowym o marce”
Takie myślenie porządkuje komunikację. Zamiast tworzyć pojedyncze, oderwane od siebie posty, budujemy świat marki, do którego odbiorca wraca. Nie po to, by za każdym razem widzieć sprzedażowy komunikat, ale po to, by stopniowo oswajać się z naszym stylem, wiedzą i sposobem pracy.
Jeśli treść nie prowadzi odbiorcy dalej, zasięg pozostaje tylko statystyką. Prawdziwa wartość zaczyna się wtedy, gdy publikacja wspiera cel biznesowy.
Jakościowi obserwujący zamiast przypadkowego ruchu
Kim są jakościowi obserwujący i dlaczego są ważniejsi niż puste liczby
Jakościowy obserwujący to nie osoba, która przypadkiem zobaczyła rolkę, tylko ktoś, kto rozumie temat, widzi w nim wartość i ma potencjał, by zostać klientem, subskrybentem newslettera albo ambasadorem marki. Taki odbiorca nie pompuje jedynie statystyk. On zostaje na dłużej.
Jak zmienił się Instagram i TikTok: algorytm pokazuje treści także bez kliknięcia „obserwuj”
To jedna z najważniejszych zmian ostatnich lat. Dziś algorytm potrafi podsuwać twórcę także osobom, które go nie obserwują, jeśli wcześniej wchodziły z nim w interakcję, komentowały albo pisały wiadomości. To oznacza, że sam przycisk „obserwuj” przestał być oczywistą decyzją odbiorcy.
Dlaczego dziś trudniej budować bazę followersów i trzeba dać odbiorcy powód do pozostania
Skoro algorytm i tak „dowiezie” część naszych treści, odbiorca musi dostać dodatkowy powód, by zostać. Tę rolę świetnie spełnia seria: przewidywalna, rozpoznawalna, przydatna i spójna. To właśnie ona buduje nawyk powrotu oraz poczucie, że warto być bliżej marki.
Serialowość treści jako odpowiedź na chaos w content marketingu
Czym jest serialowy format publikacji w social mediach
To powtarzalna forma treści, która ma wspólny temat, identyfikację i sposób podania. Może to być seria rolek, stories, postów albo live’ów. Najważniejsze jest to, że odbiorca rozpoznaje cykl i wie, czego może się po nim spodziewać.
Dlaczego cykliczna seria pomaga twórcy działać regularnie
Dla twórcy seria jest odciążeniem. Nie trzeba za każdym razem wymyślać nowej koncepcji, nowego tonu i nowej oprawy. Zostaje tylko temat odcinka. To znacząco obniża próg wejścia w regularność, zwłaszcza gdy naprawdę brakuje czasu.
Jak serialowość porządkuje komunikację bez zabijania kreatywności
Wbrew pozorom serialowość nie zamyka kreatywności, tylko daje jej ramę. Ułatwia działanie, ale nie odbiera swobody. To szczególnie ważne dla osób, które nie chcą prowadzić marki według sztywnej rozpiski dzień po dniu, a mimo to potrzebują konsekwencji.
PORADA
Jeśli chcesz zacząć, nie twórz od razu rozbudowanego sezonu. Zaplanuj 4-6 odcinków wokół jednego problemu odbiorcy. Ustal wspólny element wizualny, powtarzalne otwarcie i jedną obietnicę wartości. Dzięki temu seria będzie lekka w produkcji i łatwa do zapamiętania.
Jednym z najprostszych mechanizmów psychologicznych, które tu działają, jest efekt czystej ekspozycji. Im częściej odbiorca widzi podobny układ, dźwięk czy sposób powitania, tym szybciej zaczyna kojarzyć markę. Nawet jeśli nie obserwuje profilu, pojawia się myśl: „skądś już to znam”.
Stałe elementy serii: logotyp, dźwięk, powitanie, styl wizualny
To właśnie detale składają się na pamięć odbiorcy. W serii mogą powtarzać się: logotyp, kolorystyka, intro, sposób kadrowania, element garderoby, a nawet konkretny dźwięk otwarcia. Te drobiazgi robią ogromną pracę w tle.
Krótkie odcinki i nano learning: jeden materiał, jeden konkretny tip
W krótkiej formie najlepiej działa prostota. Jeden odcinek powinien rozwiązywać jeden problem, pokazywać jedną funkcję albo odpowiadać na jedno pytanie. To zgodne z logiką nano learningu: mała porcja wiedzy jest łatwiejsza do przyswojenia i chętniej oglądana do końca.
Przewidywalność i rytuał odbiorcy: jak wejść w codzienną rutynę obserwujących
Nie chodzi o to, by marketing przeszkadzał odbiorcy. Chodzi o to, by naturalnie wchodził w jego rutynę. Jeśli ktoś codziennie wieczorem przewija social media na bieżni albo w drodze do domu, dobrze zaprojektowana seria może stać się częścią tego rytuału.
Nie musimy wygrywać wyścigu o 1,4 sekundy uwagi za wszelką cenę. Mamy tworzyć treści, które pracują dla odbiorcy i dla marki.
Czego dziś szukają odbiorcy w mediach społecznościowych
Od przesytu bodźcami do potrzeby spokoju i edukacji
Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do bardzo intensywnej, głośnej komunikacji. Dziś coraz częściej obserwuję odwrotny ruch: odbiorcy szukają spokoju, klarowności i użytecznej edukacji. Chcą treści, które coś wyjaśniają, a nie tylko walczą o uwagę.
Dlaczego agresywny marketing coraz częściej przestaje działać
Nachalność męczy. Marka, która „wyskakuje z lodówki”, ale nie daje realnej wartości, szybko zaczyna być ignorowana. Zwłaszcza w edukacji i usługach dużo lepiej działa komunikacja spokojna, konsekwentna i oparta na zaufaniu.
Jak tworzyć treści, które nie przeszkadzają, tylko naturalnie towarzyszą odbiorcy
Warto myśleć o treści jak o towarzyszu codzienności, a nie jak o reklamowym megafonie. Jeśli publikacja jest prosta, pomocna i osadzona w stałym formacie, staje się mniej inwazyjna. Odbiorca nie czuje, że marka na niego napiera. Czuje, że marka jest użyteczna.
Od pomysłu do strategii: jak zaplanować serię, która wspiera sprzedaż
Wyjście od celu biznesowego, a nie od samej chęci publikowania
W moim przypadku punkt wyjścia był bardzo konkretny: potrzebowałam dodatkowego budżetu na kolejne działania marketingowe. Seria nie powstała więc wyłącznie z potrzeby tworzenia. Powstała dlatego, że miała wesprzeć wynik finansowy i przygotować grunt pod sprzedaż.
Jak zdefiniować problem społeczności i dopasować do niego temat serii
Drugi krok to rozpoznanie realnego problemu odbiorców. W rozmowach z klientami widziałam wyraźnie, że wiele osób nie potrzebuje od razu zaawansowanej strategii. Często blokadą jest podstawowa obsługa narzędzia, funkcji czy aplikacji. I właśnie z tego wziął się temat serii.
Jak połączyć content edukacyjny z konkretnym celem finansowym marki
Edukacja działa najlepiej wtedy, gdy jest szczera i przydatna, ale z perspektywy marki musi też wspierać szerszy plan. Dobra seria nie tylko przyciąga uwagę. Ona bada zainteresowanie tematem, buduje listę kontaktów i przygotowuje odbiorcę na kolejny krok, czyli zakup produktu lub usługi.
Case study: seria „ABC Instagrama” jako prekampania sprzedażowa
Skąd wziął się pomysł na serię i jaki problem miała rozwiązać
„ABC Instagrama” powstało z bardzo praktycznej obserwacji: odbiorcy chcieli prostych podpowiedzi dotyczących obsługi samej aplikacji. Nie kolejnej abstrakcyjnej strategii, ale konkretnych funkcji, które ułatwiają codzienną pracę. Seria miała więc edukować, porządkować wiedzę i jednocześnie budować rozpoznawalność.
Ujednolicony wizerunek jako prosty sposób na serialowy charakter treści
Całość zaczęła się od bardzo prostego zabiegu: ujednolicenia wyglądu. W każdej rolce pojawiał się ten sam charakterystyczny element stroju, dzięki czemu seria miała natychmiast rozpoznawalny rytm. To dobry przykład, że serialowość nie wymaga wielkiego budżetu, tylko konsekwencji.
Styl serii dopasowany do grupy docelowej: skojarzenie z edukacyjnymi programami z lat 90. i 2000.
Identyfikacja wizualna nie była przypadkowa. Została osadzona w estetyce kojarzącej się z edukacyjnymi programami dla dzieci z lat 90. i 2000. To był świadomy wybór: prosty, lekko nostalgiczy i łatwy do zapamiętania przez grupę docelową.
Rola powtarzalnego dźwięku i identyfikacji wizualnej w budowaniu rozpoznawalności
Każdą rolkę otwierał ten sam dźwięk i ten sam układ wizualny. W praktyce to właśnie takie elementy zamieniają pojedyncze materiały w serię. Odbiorca nie musi analizować, by zrozumieć, że ma do czynienia z kolejnym odcinkiem tego samego formatu.
Jak zaprojektować skuteczną serię edukacyjną na Instagramie
Krótkie rolki 20–30 sekund jako format dla zabieganych odbiorców
Seria „ABC Instagrama” składała się z sześciu rolek, a każda trwała około 20–30 sekund. To format idealny dla osób, które chcą dostać szybką odpowiedź bez nadmiernego angażowania czasu. Krótko nie znaczy płytko, jeśli komunikat jest dobrze zawężony.
Jeden odcinek = jedna funkcja, jedno rozwiązanie, jeden komunikat
Najważniejsza zasada była prosta: jedna rolka, jeden tip. Bez przeciążania treści, bez upychania kilku lekcji naraz. Dzięki temu odbiorca łatwo rozumiał przekaz, a ja mogłam zachować dyscyplinę i klarowność.
Dlaczego podstawowa obsługa narzędzia bywa dla odbiorcy ważniejsza niż zaawansowana strategia
W praktyce wiele osób blokuje się nie na etapie strategii, ale na etapie obsługi narzędzia. Jeśli ktoś nie wie, jak ustawić funkcję albo korzystać z prostego rozwiązania, trudno oczekiwać, że będzie gotowy na bardziej zaawansowane działania. Podstawy często dają największą ulgę.
Jak mówić prostym językiem o funkcjach Instagrama, które realnie ułatwiają pracę
W serii postawiłam na język praktyczny i bezpośredni. Bez zbędnego komplikowania, bez eksperckiego zadęcia. Im prostsza forma tłumaczenia, tym większa szansa, że odbiorca od razu wdroży wskazówkę i wróci po kolejną.
Płatna promocja serii: kiedy warto „dolać” budżet
Jak rozpoznać, że materiał organiczny ma potencjał reklamowy
Dobrym sygnałem jest sytuacja, w której pierwszy materiał organicznie radzi sobie wyraźnie lepiej od pozostałych. To znak, że komunikat rezonuje i warto sprawdzić, czy przy wsparciu budżetu uda się rozszerzyć efekt. Reklama nie powinna ratować słabej treści. Powinna wzmacniać dobrą.
Kampania na pozyskanie obserwujących jako wsparcie dla serii contentowej
W tym przypadku zdecydowałam się wesprzeć serię kampanią nastawioną na pozyskanie nowych followersów. To miał być szybki sposób na rozszerzenie zasięgu serii i zbudowanie większej grupy odbiorców wokół tego samego tematu.
Wynik kampanii: wzrost liczby followersów i wyzwanie związane z dalszym prowadzeniem ruchu
Efekt był bardzo dobry: kampania przyniosła 5,7 tys. nowych obserwujących. Problem pojawił się chwilę później. Bo sam przyrost followersów nie rozwiązuje niczego, jeśli nie mamy przygotowanej ścieżki, która poprowadzi tych ludzi dalej.
Najczęstszy błąd po kampanii follow: brak przygotowanego lejka
Dlaczego sam przyrost obserwujących nie wystarczy
Nowi obserwujący są dopiero początkiem relacji. Jeśli nie pokażemy im, co dalej, bardzo szybko rozproszą się i znikną w tłumie innych treści. To właśnie dlatego kampania follow bez lejka często daje efekt krótkoterminowy i powierzchowny.
Autopowitanie i automatyzacja wiadomości jako pierwszy krok
Pierwszym sensownym ruchem było wdrożenie autopowitania i prostego drzewa wiadomości. Dzięki temu nowa osoba nie trafiała w próżnię. Dostawała pierwszy punkt orientacyjny i mogła poznać markę głębiej.
Lead magnet: dlaczego powinien być spójny z tematem serii
Idealnie lead magnet powinien rozwijać ten sam temat, który przyciągnął odbiorcę do serii. Jeśli ktoś przyszedł po proste wskazówki dotyczące Instagrama, to właśnie taki materiał powinien dostać w zamian za zapis. Spójność skraca drogę do zaufania i zwiększa skuteczność całego lejka.
Co zrobić, gdy kampania ruszyła szybciej niż zaplecze marketingowe
To sytuacja daleka od ideału, ale całkowicie realna. W moim case study nie wszystko było gotowe na start. Najważniejsze było więc szybkie uzupełnienie braków: uruchomienie automatyzacji, poprawa ścieżki i skierowanie ruchu na newsletter. Lepiej naprawić lejek w biegu niż w ogóle nie wystartować.
Największym błędem po kampanii na obserwujących jest zostawienie nowego ruchu bez kolejnego kroku. Follow bez relacji i bez przejścia do własnej bazy to zmarnowany potencjał.
Newsletter ważniejszy niż algorytm
Dlaczego własna baza mailingowa daje większe bezpieczeństwo niż social media
Media społecznościowe są ulotne. Zasięg może się zmienić, format może przestać działać, algorytm może przesunąć akcenty. Własna baza mailingowa daje większą stabilność, bo kontakt z odbiorcą nie zależy wyłącznie od platformy.
Instagram i newsletter jako komunikacja dwutorowa
Najlepiej działa połączenie obu kanałów. Instagram daje szybkość, lekkość i codzienny kontakt. Newsletter daje przestrzeń na pogłębienie tematu, argumentację i sprzedaż. Razem tworzą znacznie mocniejszy system niż każdy z tych kanałów osobno.
Różne preferencje zakupowe odbiorców: wideo, tekst, sekwencja kontaktu
Nie każdy kupuje tak samo. Jedni potrzebują obejrzeć krótkie wideo, inni wolą usiąść i przeczytać spokojny mail. Dlatego komunikacja dwutorowa nie jest fanaberią. To odpowiedź na realne różnice w sposobie podejmowania decyzji.
Jak przeprowadzać odbiorcę z rolek do zapisu na listę mailingową
Najpierw dajemy prostą wartość w rolce, potem pokazujemy naturalny następny krok: zapis, dodatkowy materiał, rozwinięcie tematu. Odbiorca nie może mieć poczucia przypadkowości. Musi widzieć logiczny ciąg: obejrzałem, zainteresowało mnie, chcę więcej.
Dla marki lista mailingowa jest cenniejsza niż chwilowy wzrost zasięgu. To tam buduje się trwała relacja i realne bezpieczeństwo komunikacji.
Jak zamienić darmową serię w płatny produkt
Moment przejścia od darmowych rolek do oferty webinarowej
Najlepszy moment pojawia się wtedy, gdy seria już udowodniła, że temat budzi zainteresowanie. Wtedy nie zgadujemy, tylko opieramy się na reakcjach odbiorców. Tak właśnie stało się w przypadku „ABC Instagrama”: darmowe rolki przygotowały grunt pod płatny webinar.
Spójny szyld, ten sam temat, nowy poziom wartości
Przejście było płynne, bo pozostał ten sam szyld i ten sam obszar tematyczny. Zmienił się tylko poziom głębokości. Krótkie, darmowe tipy zostały rozwinięte do bardziej uporządkowanej, płatnej edukacji. To naturalna eskalacja wartości, a nie sztuczne przestawienie wajchy na sprzedaż.
Serial jako narzędzie do badania popytu na produkt edukacyjny
Seria działa tu jak bezpieczny test rynku. Jeśli odbiorcy wracają, reagują i angażują się w temat, mamy sygnał, że warto go monetyzować. To znacznie rozsądniejsze niż tworzenie produktu w oderwaniu od realnego zainteresowania.
Jak stworzyć prekampanię, która naturalnie przygotowuje odbiorców do zakupu
Najlepsza prekampania nie wygląda jak prekampania. Daje wartość, oswaja z tematem, pokazuje styl pracy i buduje zaufanie. Dzięki temu moment sprzedaży nie jest zgrzytem, tylko logiczną kontynuacją wcześniejszej komunikacji.
PORADA
Zanim przygotujesz płatny produkt, sprawdź, które odcinki serii rezonują najmocniej. To one podpowiedzą, jaki temat naprawdę boli odbiorcę. W ofercie zachowaj ten sam język i ten sam szyld, ale wyraźnie pokaż głębszy poziom wartości. Dzięki temu sprzedaż będzie naturalnym następstwem edukacji.
Ograniczona liczba miejsc i krótka sprzedaż jako element strategii
Dlaczego warto ustalić konkretny cel sprzedażowy i limit miejsc
Limit porządkuje decyzje. W tym przypadku założenie było jasne: 100 biletów i koniec. Taki cel nie tylko ułatwia planowanie, ale też chroni przed przeciąganiem kampanii bez końca i przed działaniem pod wpływem chwilowego entuzjazmu.
Jak ograniczenie oferty pomaga utrzymać kontrolę nad kampanią
Ograniczenie miejsc działa nie tylko sprzedażowo, ale także operacyjnie. Marka nie traci kontroli nad skalą, a komunikacja pozostaje spójna. W dodatku odbiorca widzi, że oferta ma realne granice, a nie jest sztucznie przeciągana.
Sprzedaż w 7 dni: tempo działań, decyzje i konsekwencja
Sprzedaż webinaru ruszyła 12 stycznia i została zamknięta po 7 dniach, zgodnie z założonym limitem 100 miejsc. Kluczowe były tu nie perfekcyjne warunki, tylko tempo, konsekwencja i trzymanie się decyzji. Kampania była prowadzona równolegle przez Instagram i newsletter.
Co robić po zamknięciu sprzedaży
Komunikat o końcu sprzedaży jako element budowania zaufania
Zamknięcie sprzedaży trzeba zakomunikować jasno. To prosty, ale bardzo ważny sygnał dla odbiorców: marka dotrzymuje zasad, które sama ustaliła. To buduje wiarygodność i pokazuje, że ograniczenie nie było tylko chwytem.
Zmiana automatyzacji: z zapisów na webinar na listę zainteresowanych
Po zakończeniu sprzedaży komunikacja nie powinna zamilknąć. W moim przypadku wcześniejsze treści nadal pracowały, więc należało szybko zmienić automatyzację: zamiast zapisu na zakończony webinar pojawiła się możliwość dołączenia do listy zainteresowanych kolejną edycją.
Jak wykorzystać zamkniętą sprzedaż do budowania popytu na kolejną edycję
Zamknięta sprzedaż nie kończy popytu. Wręcz przeciwnie, może go wzmacniać. Jeśli komunikujemy, że edycja została domknięta i jednocześnie dajemy możliwość zapisu na listę zainteresowanych, budujemy napięcie i zbieramy wartościowy sygnał o dalszym zapotrzebowaniu.
Backstage i social proof, czyli jak domknąć komunikację wokół produktu
Kulisy przygotowań jako naturalne przedłużenie serii
Po zamknięciu sprzedaży warto pokazywać kulisy. Backstage nie musi być spektakularny. Często wystarczy prosty, ludzki obraz przygotowań, który pokazuje odbiorcy, że za produktem stoi prawdziwa praca i konkretne działanie.
Publikowanie opinii zaraz po webinarze: dlaczego liczy się szybkość, a nie perfekcja
Jednym z najmocniejszych ruchów po wydarzeniu jest natychmiastowa publikacja opinii. Nie trzeba czekać na idealny montaż. Liczy się świeżość emocji i szybkość reakcji. Gdy uczestnicy są jeszcze „na gorąco”, ich rekomendacje działają najskuteczniej.
Jak recenzje uczestników napędzają zainteresowanie kolejną edycją
Opinie są pomostem między pierwszą a drugą edycją. To one pokazują osobom z zewnątrz, że wydarzenie nie było tylko obietnicą, ale dostarczyło realną wartość. W praktyce to właśnie social proof bardzo często domyka decyzję zakupową kolejnych odbiorców.
Czas publikacji opinii jest ważniejszy niż ich perfekcyjna oprawa. Szybko pokazany dowód społeczny pracuje najmocniej.
Druga edycja produktu: kiedy warto zmienić cenę i model sprzedaży
Jak ocenić, czy temat nadal jest „głodny” odbiorców
Druga edycja ma sens wtedy, gdy temat nie został wyczerpany. Sygnałami są: lista zainteresowanych, dalsze pytania odbiorców, reakcje na treści i tempo sprzedaży pierwszej edycji. Jeśli społeczność nadal chce tego zagadnienia, warto działać szybko.
Podniesienie ceny jako sposób na optymalizację liczby potrzebnych sprzedaży
W drugiej edycji można skorygować cenę. To nie musi wynikać wyłącznie z ambicji wzrostu, ale z praktycznej kalkulacji. Wyższa cena może zmniejszyć liczbę sztuk potrzebnych do osiągnięcia celu, a jednocześnie lepiej odzwierciedlać wartość sprawdzonego produktu.
Zachowanie spójności komunikacji przy jednoczesnej korekcie strategii
Korekta strategii nie oznacza zmiany całej marki. Można podnieść cenę, dopracować model sprzedaży albo skrócić kampanię, pozostawiając ten sam język, ten sam temat i ten sam rozpoznawalny format. Właśnie ta ciągłość daje marce siłę.
Co można było zrobić lepiej
Większa częstotliwość publikacji i lepsze rozpisanie dystrybucji
Z perspektywy czasu widzę, że można było publikować częściej i lepiej rozpisać dystrybucję materiałów. Sama idea zadziałała bardzo dobrze, ale przy większej regularności efekt mógłby być jeszcze mocniejszy.
Spójniejsza warstwa wizualna i mocniejsze dopracowanie formatu
Choć prostota była zaletą, warstwa wizualna mogła być bardziej dopracowana. Serial nie musi być perfekcyjny, ale im lepiej powtarzalne elementy są przemyślane, tym łatwiej o silną rozpoznawalność serii.
Lepsze przygotowanie lead magnetu i automatyzacji przed startem kampanii
To był najsłabszy punkt techniczny całego procesu. Kampania follow ruszyła szybciej niż gotowe zaplecze marketingowe. Dało się to naprawić, ale najlepiej byłoby mieć wcześniej dopięty lead magnet, automatyzację i logiczną ścieżkę do newslettera.
Dlaczego niedoskonały, ale wdrożony plan wygrywa z idealną strategią w szufladzie
Jednocześnie właśnie to jest najważniejszą lekcją z całego case study. Nie wszystko było idealne, a mimo to kampania zadziałała. W biznesie często większą przewagę daje szybkość decyzji i wdrożenie niż wielotygodniowe dopieszczanie koncepcji.
Niedoskonały plan wdrożony dzisiaj jest zwykle cenniejszy niż perfekcyjna strategia, która miesiącami czeka w szufladzie.
Jak tworzyć rolki szybciej i bez nadmiernego planowania
Nagrywanie na świeżo po rozmowach z klientami jako źródło najlepszych tematów
Najlepsze tematy bardzo często przychodzą nie z burzy mózgów, tylko z codziennej pracy. Jeśli po spotkaniu z klientem widzę pytanie, które powtarza się kolejny raz, wiem, że to dobry materiał na rolkę. Taka treść jest świeża, konkretna i osadzona w realnym problemie.
Dlaczego nie każdy materiał potrzebuje skryptu
W przypadku tej serii nie pisałam skryptów do każdej rolki. To przyspieszyło pracę i dodało naturalności. Oczywiście nie każdy format na to pozwala, ale krótkie edukacyjne tipy bardzo dobrze znoszą bardziej spontaniczne nagranie.
Jak wykorzystać pytania klientów do budowania trafnych treści edukacyjnych
Pytania klientów to gotowa mapa tematów. Pokazują, gdzie naprawdę pojawia się opór, niezrozumienie albo potrzeba uproszczenia. Jeśli zaczniemy z nich korzystać, nasze treści stają się mniej „wymyślone”, a bardziej użyteczne.
Stałe mini-studio i gotowość do nagrywania jako sposób na regularność
Bardzo pomaga też techniczne uproszczenie procesu. Stała lampa, statyw, przygotowane miejsce do nagrywania i powtarzalny układ kadru sprawiają, że między pomysłem a publikacją jest mniej tarcia. A im mniej tarcia, tym większa regularność.
PORADA
Nie czekaj na idealny dzień zdjęciowy. Zostaw przygotowane miejsce do nagrywania i zapisuj pytania, które zadają klienci. Gdy pojawi się świeży temat, nagraj materiał od razu po rozmowie. Ta energia i konkret zwykle wypadają lepiej niż długo polerowany skrypt.
Recykling treści: jak wycisnąć maksimum z jednej serii
Jak z krótkich rolek stworzyć webinar, produkt do sklepu i kampanię sezonową
To jedna z największych zalet pracy w seriach. Krótkie rolki mogą stać się punktem wyjścia do webinaru, produktu cyfrowego, oferty w sklepie czy większej kampanii edukacyjno-sprzedażowej. Raz zbudowany temat może pracować wielokrotnie, w różnych formatach i na różnych etapach lejka.
Wykorzystanie treści przy okazji Black Friday, Cyber Monday i innych akcji sprzedażowych
Seria może wracać także sezonowo. Jeśli temat jest uniwersalny i praktyczny, łatwo wpiąć go w działania sprzedażowe przy okazji Black Friday, Cyber Monday czy innych akcji promocyjnych. Dzięki temu jedna praca tworzy wiele punktów styku z odbiorcą.
Dlaczego w social mediach nie warto pracować „raz”, tylko budować system wielokrotnego użycia treści
Najdroższa treść to ta, którą wykorzystujemy tylko jeden raz. Dużo rozsądniej jest budować system, w którym materiał żyje dłużej: jako rolka, mail, webinar, oferta, lista zainteresowanych, opinie i kolejne edycje produktu. To wtedy content zaczyna naprawdę pracować dla marki.
PORADA
Po publikacji serii zrób prosty przegląd: które odcinki miały najlepszy odbiór, jakie pytania wróciły w komentarzach i co da się rozwinąć. Z tych samych treści możesz przygotować webinar, sekwencję maili, lead magnet albo produkt cyfrowy. Recykling nie jest drogą na skróty, tylko oznaką dojrzałego systemu contentowego.
Najważniejsze wnioski dla marek i twórców
Instagram ma pracować dla marki, a nie marka dla algorytmu
To najważniejsza zasada, którą warto sobie zapamiętać. Jeśli cała strategia sprowadza się do gonienia platformy, bardzo szybko tracimy energię. Znacznie lepiej budować formaty, które są dobre dla odbiorcy, spójne z marką i możliwe do utrzymania.
Szybkie działanie bywa ważniejsze niż rozbudowany biznesplan
Ten case study nie był historią o idealnie przygotowanej kampanii. Był historią o decyzji, wdrożeniu i poprawianiu elementów po drodze. I właśnie dlatego jest tak cenny. Bo pokazuje realny biznes, a nie laboratoryjną perfekcję.
Jak połączyć regularność, autentyczność i cele sprzedażowe w jednej serii
Potrzebujemy prostego formatu, realnego problemu odbiorcy, powtarzalnych elementów i jasnego celu. Do tego warto dołożyć komunikację dwutorową: social media plus newsletter. Wtedy seria nie jest tylko treścią. Staje się narzędziem budowania marki i sprzedaży.
Od czego zacząć własny serial contentowy krok po kroku
Zacznij od jednego problemu swojej społeczności. Następnie zaplanuj kilka krótkich odcinków, nadaj im wspólny znak rozpoznawczy i wybierz prosty format, który jesteś w stanie utrzymać. Potem obserwuj, co działa, zbieraj odbiorców do własnej bazy i na tej podstawie rozwijaj kolejne produkty. Nie czekaj, aż wszystko będzie idealne.
Podsumowując: serialowość treści nie jest tylko estetycznym zabiegiem. To praktyczny sposób na regularność, rozpoznawalność i sensowną sprzedaż bez nachalnej komunikacji. Jeśli mamy działać skutecznie w social mediach, potrzebujemy nie większej ilości chaosu, ale prostszych, mądrzej zaprojektowanych systemów. I właśnie od takiego systemu warto zacząć już dziś.
Czas, decyzja i działanie są ważniejsze niż perfekcyjny plan. Twórzmy tak, by Instagram pracował dla marki, a nie odwrotnie.
Podczas swojego wystąpienia Bartosz Jurga pokazał, że love brand nie jest modnym hasłem ani efektem pojedynczej viralowej kampanii. To marka, która łączy rozpoznawalność i szacunek z prawdziwą więzią emocjonalną, a tę więź podtrzymuje dzięki realnie dowiezionej jakości produktu, obsługi i całego doświadczenia. Prelekcja koncentrowała się na tym, jak budować taki status w social mediach: od wyrazistych wartości, przez rytuały i społeczność, aż po moment, w którym klient staje się ambasadorem marki.
Jurga zwracał uwagę, że w cyfrowym świecie marka konkuruje nie tylko z bezpośrednią konkurencją, ale z tysiącami innych profili, twórców i komunikatów. Dlatego celem nie powinno być wyłącznie przyciągnięcie uwagi odbiorcy, lecz zbudowanie z nim relacji na tyle silnej, by została z marką na długo, polecała ją innym i wracała nawet wtedy, gdy na rynku pojawiają się alternatywy.
Love brand to marka, która nie tylko jest znana i lubiana, ale staje się dla odbiorcy „jego marką” — bliską, godną zaufania i wartą polecania.
Czym jest love brand i dlaczego marki powinny do niego dążyć?
Silna marka może być rozpoznawalna, ceniona i skuteczna sprzedażowo. Love brand idzie krok dalej: budzi przywiązanie, wywołuje emocje i sprawia, że klient nie traktuje jej jak jednego z wielu dostępnych wyborów. To różnica między relacją czysto funkcjonalną a relacją, w której marka staje się częścią codzienności, stylu życia albo tożsamości odbiorcy.
W praktyce oznacza to przejście od jednorazowego kontaktu do trwałego przywiązania. Bartosz Jurga porównał social media do Tindera: najpierw trzeba zdobyć uwagę, potem zaprosić odbiorcę do bliższego kontaktu, a na końcu zamienić krótką interakcję w długoterminową relację. Marki, którym się to udaje, zyskują więcej niż zasięg — zyskują lojalność, rekomendacje, większą odporność na kryzysy i wyższą akceptację cen.
Relacja z marką, która nie jest love brandem, jest trochę jak „friends with benefits” — bywa przyjemnie, ale gdy pojawi się coś atrakcyjniejszego, klient bez większego sentymentu odchodzi.
Love brand według Kevina Robertsa – miłość, szacunek i dowód wartości
Jednym z najważniejszych punktów wykładu był model Kevina Robertsa. Według niego love brand nie powstaje wyłącznie z rozgłosu ani kreatywnej komunikacji. Najpierw marka musi wzbudzić szacunek, potem może zbudować miłość, a całość musi być stale podparta proofem, czyli dowodem, że produkt i doświadczenie naprawdę spełniają obietnicę marki.
Dlaczego sam rozgłos nie wystarczy?
Virale, głośne kampanie i efektowne formaty mogą zapewnić chwilowe zainteresowanie, ale nie tworzą trwałego przywiązania, jeśli marka nie dowozi realnej wartości. Odbiorca może kliknąć, obejrzeć, skomentować, ale nie wróci, jeśli po zakupie poczuje rozczarowanie.
Szacunek jako fundament
Szacunek wynika z jakości, przewidywalności, uczciwości i spójności. To etap, na którym klient wie, że marka działa dobrze, jest wiarygodna i nie zawodzi. Bez tego trudno myśleć o emocjonalnej więzi.
Love, czyli emocjonalna więź
Miłość do marki pojawia się wtedy, gdy odbiorca widzi w niej coś więcej niż produkt. To może być poczucie przynależności, zgodność wartości, nostalgia, wygoda, aspiracja albo styl życia. Istotne jest jednak to, że emocja nie może istnieć w oderwaniu od doświadczenia.
Proof, czyli dowieziona obietnica
Proof to moment prawdy: produkt działa albo nie działa, zakup jest wygodny albo frustrujący, obsługa zachwyca albo rozczarowuje. Jeśli marka buduje hype, ale nie dowozi wartości, powstaje jedynie krótkotrwałe zainteresowanie. Jurga przywołał tu przykład „viralowego rozczarowania” — sytuacji, w której ogromna obietnica zderza się z fatalnym doświadczeniem i pozostawia po sobie bardziej niesmak niż lojalność.
Bez dowiezionej wartości nie ma love brandu. Może być chwilowy szum, ale nie będzie długiej relacji.
Jak rozpoznać, w którym miejscu jest dziś Twoja marka?
Nie każda dobra marka jest od razu love brandem. Część marek funkcjonuje głównie na poziomie użyteczności: są potrzebne, ale nie wywołują silniejszych emocji. Inne bywają modne, głośne i atrakcyjne przez chwilę, lecz nie budują głębszego przywiązania. Prawdziwy love brand pojawia się dopiero wtedy, gdy klient nie tylko wybiera markę, ale wręcz chce z nią być kojarzony.
Oznaki dojrzałego love brandu są bardzo konkretne. Odbiorcy spontanicznie polecają markę, tworzą z nią treści, bronią jej w komentarzach, wybaczają błędy i niechętnie rozważają konkurencję. To już nie jest zwykła sympatia. To sygnał, że marka zajęła trwałe miejsce w głowie i emocjach klienta.
Jak Polacy zakochują się w markach, a jak robią to konsumenci na rynkach zagranicznych?
Jednym z ciekawszych wniosków prelekcji było to, że polskie love brandy często są kochane nie tyle za wzniosły storytelling, ile za pragmatyczną wartość. Na naszym rynku przywiązanie bardzo często budują wygoda, prostota, szybkość i użyteczność. Dlatego marki takie jak InPost, BLIK czy Allegro budzą silne emocje właśnie dlatego, że rozwiązują realne problemy i robią to wyjątkowo sprawnie.
Na rynkach zagranicznych częściej obserwujemy love brandy budowane wokół emocji, aspiracji, nostalgii i stylu życia. Apple sprzedaje nie tylko urządzenia, ale też określony sposób myślenia. LEGO uruchamia kreatywność i wspomnienia z dzieciństwa. Gymshark wzmacnia tożsamość osób aktywnych fizycznie i daje im poczucie bycia częścią większego ruchu.
Wniosek dla polskich marek jest prosty: nie trzeba na siłę udawać wielkiej emocjonalnej opowieści, jeśli przewagą jest funkcjonalność. Marka może być kochana za to, że ułatwia życie. Ważne jednak, by tę funkcjonalność umiejętnie opakować w komunikację, rytuały i relację ze społecznością.
PORADA
Jeśli Twoja marka wygrywa wygodą, nie ukrywaj tego pod nadmiernie poetyckim przekazem. Pokaż konkretną korzyść, a dopiero potem wzmacniaj ją emocją. W Polsce bardzo często właśnie użyteczność jest początkiem silnego przywiązania. Emocja nie musi zastępować funkcjonalności — może ją wzmacniać.
Dlaczego klienci zakochują się w markach?
Według Bartosza Jurgi istnieje kilka filarów, bez których trudno mówić o love brandzie. Po pierwsze, marka potrzebuje wyraźnej tożsamości i wartości. Odbiorca musi wiedzieć, kim marka jest, w co wierzy i czy to jest zgodne z jego własnym światopoglądem lub stylem życia.
Po drugie, ogromne znaczenie mają rytuały i regularny kontakt. Powtarzalność buduje nawyk, a nawyk wzmacnia przywiązanie. Jeśli marka staje się częścią codziennej rutyny, rośnie szansa, że zostanie z klientem na długo.
Po trzecie, produkt musi spełniać obietnicę. Bez zaufania nie ma miłości do marki. Istotna jest także prostota doświadczenia klienta — mózg lubi to, co łatwe, szybkie i intuicyjne. Frustracja osłabia relację, a wygoda ją umacnia.
Nie można też pominąć społeczności i emocji. Ludzie chcą należeć do „swoich”, a decyzje zakupowe w dużej mierze podejmują emocjonalnie. Marka, która tworzy przestrzeń dla wspólnych wartości, wspólnego języka i wspólnego doświadczenia, ma znacznie większą szansę stać się love brandem.
Od obserwujących do plemienia – jak budować love brand w social mediach?
Jednym z najmocniejszych przekazów wykładu było rozróżnienie między zwykłą grupą obserwujących a prawdziwym plemieniem wokół marki. Ładny branding, estetyczne grafiki i regularne publikowanie treści mogą zbudować widownię, ale niekoniecznie stworzą społeczność, która czuje więź z marką.
Plemię powstaje wtedy, gdy marka ma energię, wyraziste wartości, charakterystyczny sposób mówienia i daje ludziom powód, by utożsamiali się z nią publicznie. Zaangażowana społeczność różni się od biernej widowni tym, że nie tylko ogląda, ale komentuje, odpowiada, współtworzy, poleca i broni marki.
Sam „ładny branding” nie wystarczy. Love brand rodzi się wtedy, gdy odbiorcy czują, że należą do czegoś większego niż profil na Instagramie.
Wartości, które przyciągają właściwych ludzi
Marka nie powinna być dla wszystkich. To jedna z ważniejszych tez wystąpienia. Wyrazista komunikacja zawsze kogoś przyciągnie, a kogoś odepchnie — i właśnie o to chodzi. Próba podobania się każdemu zwykle kończy się nijakością, a nijakość nie buduje ani emocji, ani lojalności.
Wartości marki trzeba komunikować jasno i konsekwentnie, nawet jeśli prowadzi to do polaryzacji. Dla jednych Apple będzie symbolem kreatywności i łamania status quo, dla innych — obiektem krytyki. Ale właśnie dzięki temu marka staje się wyrazista i pozwala odbiorcy opowiedzieć się po którejś stronie.
Silny przekaz wzmacnia identyfikację odbiorców z marką. Klient ma poczucie: „to jest moje”, „to mówi moim językiem”, „to reprezentuje coś, z czym chcę się utożsamiać”. Taki moment jest znacznie cenniejszy niż szeroki, ale chłodny zasięg.
Rytuały i nawyki – najskuteczniejszy klej relacji z marką
Rytuały są jednym z najmocniejszych narzędzi budowania love brandu. Jeśli marka potrafi wpisać się w codzienność klienta, przestaje być tylko opcją zakupową, a zaczyna pełnić konkretną rolę w jego życiu. InPost buduje przywiązanie przez prosty i regularny rytuał odbioru paczek. Gymshark wzmacnia rytuał regularnych treningów. Własne przykłady Bartosza Jurgi, jak wyzwanie „30 dni na kwasie”, pokazują, że nawet prosty cykl potrafi zamienić produkt w element nawyku.
Cykliczne wyzwania, serie, akcje sezonowe czy powtarzalne komunikaty zwiększają szanse na powroty klientów. Regularność daje przewidywalność, a przewidywalność sprzyja lojalności. Marka, która pomaga odbiorcy wyrabiać dobre nawyki, staje się dla niego realnym wsparciem, a nie tylko nadawcą reklam.
PORADA
Zastanów się, jaki rytuał możesz naturalnie połączyć ze swoim produktem. Może to być codzienna czynność, cotygodniowe wyzwanie albo stały moment kontaktu z marką. Rytuał powinien być prosty, powtarzalny i łatwy do zakomunikowania. Im mniej wysiłku wymaga od odbiorcy, tym większa szansa, że zostanie z nim na dłużej.
Jak angażować społeczność już od pierwszego kontaktu?
Relacja z marką zaczyna się wcześniej, niż wielu marketerom się wydaje. Nie od zakupu, lecz często już od pierwszego obserwowania profilu. Dlatego warto projektować ten moment świadomie. Jurga zwracał uwagę na rolę wiadomości powitalnych i prostych automatyzacji, które mogą od razu zaprosić odbiorcę do kolejnego kroku: zapisu do newslettera, dołączenia do grupy czy poznania dodatkowych treści.
To ważne również z perspektywy niezależności od algorytmów. Marka, która utrzymuje kontakt z odbiorcą tylko na jednej platformie społecznościowej, buduje relację na cudzym gruncie. Przenoszenie społeczności do kanałów własnych zwiększa bezpieczeństwo i daje większą kontrolę nad komunikacją.
Jak sprawić, by odbiorcy czuli się zauważeni i ważni?
Love brand nie prowadzi monologu. Prowadzi rozmowę. Q&A, pytania do społeczności i dialogowe formaty to fundament relacyjnej komunikacji, bo pokazują odbiorcy, że jego głos ma znaczenie. Równie ważne jest odpowiadanie na komentarze w sposób, który rozwija dyskusję, a nie tylko ją zamyka.
Jurga podkreślał, że prawdziwa różnica pojawia się wtedy, gdy marka pamięta wcześniejsze interakcje. Powrót do dawnej rozmowy, odniesienie się do wcześniejszego komentarza czy rozpoznanie stałego odbiorcy daje bardzo silny sygnał: „tu są ludzie, nie tylko logotyp”. To jeden z tych detali, które potrafią zbudować wyjątkową więź.
Water the root, eat the fruit.
To krótkie hasło dobrze oddaje ideę community first. Zamiast skupiać się wyłącznie na produkcji contentu, marka powinna najpierw dbać o relacje. Dobrze „podlewana” społeczność sama zaczyna potem generować zasięg, polecenia i sprzedaż.
Współtworzenie marki przez społeczność
Zaangażowanie rośnie wtedy, gdy odbiorca czuje wpływ. Dlatego tak skuteczne są ankiety, głosowania, pytania o nowe produkty, warianty etykiet, miniatury, komunikaty czy drobne decyzje związane z marką. Nawet mikrozaangażowanie wzmacnia poczucie współuczestnictwa.
To działa również dzięki efektowi IKEA — ludzie bardziej cenią to, co współtworzyli albo w co włożyli swój czas. Konfiguratory, personalizacja produktu czy możliwość wyboru konkretnej opcji sprawiają, że marka przestaje być czymś zewnętrznym, a staje się doświadczeniem współbudowanym razem z klientem.
Inside jokes, język marki i kody kulturowe społeczności
Marki z silnymi społecznościami bardzo często mają własny język. Powiedzonka, żarty wewnętrzne, charakterystyczne zwroty czy drobne kody kulturowe pełnią ważną funkcję: pomagają rozpoznać „swoich”. Dzięki nim społeczność zyskuje dodatkową warstwę tożsamości, a komunikacja staje się bardziej osobna i zapamiętywalna.
Taki język działa najlepiej wtedy, gdy wyrasta naturalnie z relacji i doświadczeń marki, a nie jest sztucznie wymyślonym sloganem. Jeśli społeczność naprawdę zaczyna używać własnych określeń, to znak, że marka przestała być tylko nadawcą treści, a zaczęła tworzyć kulturę wokół siebie.
Autentyczność w komunikacji – dlaczego wciąż ma znaczenie?
Bartosz Jurga wyraźnie podkreślał, że odbiorcom łatwiej utożsamić się z człowiekiem niż z samym logotypem. Dlatego marka z ludzką twarzą ma dziś dużą przewagę. Nie zawsze chodzi o pokazywanie twarzy w każdym formacie, ale o obecność realnych doświadczeń, emocji, kulis i szczerości.
Autentyczność oznacza też gotowość do mówienia o błędach i trudnościach. Prelegent opowiadał o poście podsumowującym rok, w którym otwarcie pokazał potknięcia marki. Efektem była fala wspierających komentarzy. To ważna lekcja: ludzie częściej wybaczają błędy markom, które postrzegają jako „swoje”, bliskie i prawdziwe.
Im bardziej marka przypomina ludziom realnego człowieka z wartościami, historią i emocjami, tym łatwiej o sympatię, zaufanie i wybaczanie potknięć.
Community first – zamiast publikować content, dbaj o relacje
W social mediach łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że najważniejsze są publikacje. Tymczasem love brand buduje się przede wszystkim przez relacje. Jeśli profil żyje wyłącznie dzięki algorytmowi, jego siła może zniknąć wraz ze spadkiem zasięgów. Jeśli żyje dzięki społeczności, marka zyskuje znacznie trwalszy fundament.
Co realnie wzmacnia społeczność? Szybkie odpowiedzi, rozwijanie rozmów, aktywne docenianie odbiorców, zauważanie ich obecności i tworzenie okazji do wzajemnych interakcji. Zasięg może przyciągnąć ludzi, ale to relacja sprawia, że zostają.
Gdzie osadzać plemię marki poza social mediami?
Silna społeczność nie powinna istnieć wyłącznie na Instagramie czy TikToku. Warto budować własne przestrzenie: grupy na Facebooku, społeczności na Discordzie, Slacku czy WhatsAppie, a także newslettery i wydarzenia offline. To miejsca, w których odbiorcy mogą rozmawiać nie tylko z marką, ale też między sobą.
Taki krok ma dwie przewagi. Po pierwsze, marka uniezależnia się częściowo od platform i ich reguł. Po drugie, pogłębia relację, bo społeczność zaczyna istnieć jako realna sieć kontaktów, a nie tylko zbiór followersów. Eventy, spotkania i aktywności offline dodatkowo wzmacniają poczucie przynależności.
Jak zamienić klientów w ambasadorów marki?
Zadowolony klient to jeszcze nie ambasador. Ambasador publikuje treści o marce, oznacza profil, poleca go innym i robi to nie dlatego, że został do tego zmuszony, ale dlatego, że chce. Aby do tego doprowadzić, trzeba stworzyć warunki do UGC i umiejętnie takie działania wzmacniać.
Pomagają w tym reposty, podziękowania, konkursy, akcje specjalne i proste docenianie aktywności odbiorców. Współprace z influencerami również wzmacniają efekt, bo działa tu efekt aureoli: jeśli ktoś, kogo odbiorca szanuje, korzysta z marki, jej atrakcyjność rośnie. Co ważne, silny love brand nie zawsze musi płacić za UGC — część społeczności tworzy treści z własnej potrzeby, z lojalności i poczucia identyfikacji.
PORADA
Jeśli chcesz zwiększyć liczbę treści tworzonych przez klientów, zacznij od prostych bodźców: proś o oznaczenie profilu, regularnie repostuj materiały społeczności i publicznie dziękuj za zaangażowanie. Ludzie chętniej tworzą, gdy widzą, że ich wysiłek jest zauważany. Nie komplikuj mechanizmu — czasem wystarczy jasna zachęta i szybka reakcja marki. Dopiero później dodawaj konkursy czy bardziej rozbudowane akcje.
Wspólny wróg, czyli najsilniejszy spoiwo plemienia
Jednym z najmocniejszych mechanizmów budowania plemienia jest wyraźny kontrast wobec czegoś. Nie chodzi o sztuczną agresję, lecz o nazwanie problemu, przestarzałego standardu, złego nawyku albo niewygodnego rozwiązania, wobec którego marka staje po określonej stronie. Taki „wróg” może być symboliczny: alkohol, brak ruchu, skomplikowane procedury, niska jakość czy nieuczciwe praktyki rynkowe.
Konflikt wartości mobilizuje społeczność do obrony marki i wzmacnia poczucie wspólnoty. Jurga opowiadał, że nawet pojedynczy hejter potrafi uruchomić lawinę wspierających komentarzy, bo społeczność spontanicznie ustawia się po stronie „swojej” marki. To bardzo mocny znak, że relacja wyszła już poza zwykłą konsumpcję treści.
Trzeba jednak pamiętać o granicy. Wyrazisty kontrast może wzmacniać markę, ale nie powinien przeradzać się w niepotrzebną agresję. Najlepiej działa wtedy, gdy jasno wynika z misji i wartości marki.
Przykłady marek, które zbudowały silne plemiona
InPost to świetny przykład polskiego love brandu budowanego przez funkcjonalność, prostotę i codzienny rytuał. Dla wielu klientów paczkomat nie jest już tylko usługą, ale naturalnym, pierwszym wyborem. Apple z kolei łączy technologię z aspiracyjnością i bardzo silną tożsamością użytkowników. LEGO opiera siłę na nostalgii, kreatywności i ogromnej społeczności fanów. Gymshark buduje przynależność przez styl życia, wyzwania i aktywność online oraz offline.
W polskim kontekście warto zwrócić uwagę także na Allegro i BLIK. To marki, które zyskały emocjonalne znaczenie dlatego, że w praktyce ułatwiają codzienne życie. Ten przykład dobrze pokazuje, że love brand nie musi być luksusowy ani glamour — może być po prostu niezwykle użyteczny i konsekwentnie obecny w życiu odbiorcy.
Customer journey love brandu – jak wygląda droga odbiorcy do emocjonalnej lojalności?
Droga do love brandu zaczyna się od pierwszego kontaktu i poczucia „to coś dla mnie”. Następnie przychodzi zakup, który musi potwierdzić obietnicę marki. Jeśli doświadczenie jest dobre, odbiorca wraca, a wraz z kolejnymi pozytywnymi interakcjami rośnie zaufanie.
Kolejny etap to publiczne polecanie marki — dawniej szeptem, dziś często w stories, komentarzach i postach. Prawdziwy love brand zaczyna się jednak wtedy, gdy klient nie tylko poleca, ale również broni marki, chce ją współtworzyć, wybacza potknięcia i przestaje aktywnie porównywać alternatywy.
Moment, w którym klient przestaje porównywać alternatywy, jest jednym z najmocniejszych sygnałów, że marka weszła na poziom love brandu.
Jak rozpoznać, że marka naprawdę stała się love brandem?
Najbardziej czytelne oznaki są widoczne w zachowaniu społeczności. Odbiorcy spontanicznie polecają markę, bronią jej w dyskusjach, chcą uczestniczyć w jej rozwoju i aktywnie reagują na każdą nowość. Gdy pojawiają się błędy, nie uciekają od razu do konkurencji, tylko dają marce kredyt zaufania.
Na najbardziej skrajnym poziomie pojawiają się fanowskie grupy, wydarzenia, kolekcjonowanie, a nawet tatuaże związane z marką. To już nie jest zwykła lojalność konsumencka, lecz pełnoprawna kultura wokół brandu. Oczywiście nie każda marka musi dążyć do takiego poziomu ekspresji, ale sam kierunek pozostaje ten sam: od wyboru do identyfikacji.
Najczęstsze błędy w budowaniu love brandu
Najczęstszy błąd to stawianie viralowości ponad realną wartość produktu. Kolejny — komunikacja bez wyraźnych wartości i emocji, która może być poprawna, ale nie zapada w pamięć. Problemem jest też ignorowanie społeczności po publikacji posta, czyli traktowanie social mediów jak tablicy ogłoszeń, a nie miejsca relacji.
Wiele marek nie buduje też rytuałów, nie tworzy spójnego świata i nie daje odbiorcom żadnej roli poza biernym konsumowaniem treści. Ryzykowne jest również pełne uzależnienie od platform społecznościowych oraz obsesyjna chęć podobania się wszystkim. Love brand z definicji przyciąga właściwych ludzi, a nie wszystkich ludzi.
Jak zacząć budować love brand krok po kroku?
Pierwszy krok to zdefiniowanie wartości marki i sprawdzenie, z czym naprawdę może utożsamiać się odbiorca. Drugi — określenie, gdzie będzie żyć społeczność: tylko w social mediach czy także w newsletterze, grupie albo własnym kanale. Trzeci — zaplanowanie rytuałów i powtarzalnych aktywności, które pomogą marce wejść do codzienności klienta.
Następnie warto przygotować mechanizmy współtworzenia: pytania, głosowania, ankiety, prośby o opinię czy personalizację. Kolejny etap to stworzenie zachęt do UGC i rekomendacji. Na końcu trzeba nadać marce ludzki wymiar: autentyczny głos, twarz, sposób reagowania i prawdziwy dialog ze społecznością.
PORADA
Nie próbuj wdrażać wszystkiego naraz. Zacznij od trzech elementów: wyrazistych wartości, jednego rytuału i jednego stałego miejsca dialogu ze społecznością. Kiedy te fundamenty zaczną działać, dopiero wtedy rozwijaj kolejne warstwy, takie jak UGC, eventy czy bardziej rozbudowane aktywacje. Love brand buduje się etapami, ale konsekwentnie.
Pytania, które warto sobie zadać przed wdrożeniem strategii love brandu
Z jakimi wartościami ma utożsamiać się odbiorca? Jaką emocję marka chce wywoływać najczęściej? Jaki rytuał może stać się naturalną częścią życia klienta? Co społeczność będzie mogła współtworzyć? Jakie słowa, żarty i kody zbudują poczucie przynależności? Co sprawi, że ludzie zaczną mówić o marce z własnej potrzeby?
To nie są pytania dodatkowe, ale strategiczne. Odpowiedzi na nie pomagają przejść od prowadzenia profilu do budowania prawdziwej relacji. Im lepiej marka je zrozumie, tym łatwiej będzie jej projektować komunikację, doświadczenie i społeczność w sposób spójny.
Czy każda marka może zostać love brandem?
Nie każdej marce będzie równie łatwo osiągnąć status love brandu, ale niemal każda może się do niego zbliżyć. W jednych branżach emocje i społeczność buduje się szybciej, w innych proces jest trudniejszy, bo produkt wydaje się bardziej techniczny czy użytkowy. To jednak nie przekreśla szans. Jak pokazywały przykłady z wykładu, nawet marki bardzo funkcjonalne mogą budzić silne przywiązanie.
Marka osobista często ma przewagę, bo z natury ma ludzką twarz. Nie oznacza to jednak, że marka firmowa jest skazana na chłodny dystans. Dużą rolę może odegrać founder, zespół albo wyraźny głos marki. Nawet w czasach AI właśnie ten ludzki wymiar pozostaje jednym z najważniejszych czynników budujących zaufanie i emocjonalną więź.
Podsumowanie – love brand to nie kampania, lecz relacja
Wystąpienie Bartosza Jurgi pokazało bardzo wyraźnie, że love brand nie rodzi się z jednego dobrego posta ani jednej głośnej akcji. Powstaje na styku pięciu filarów: wyraźnych wartości, rytuałów, społeczności, autentyczności i dowożonej jakości. Dopiero ich połączenie sprawia, że marka staje się dla odbiorców czymś więcej niż dostawcą produktu.
Najważniejsza lekcja jest prosta: miłość do marki buduje się codziennie. W komentarzach, w wiadomościach, w prostocie doświadczenia, w powtarzalnych nawykach, w szczerości i w tym, czy marka naprawdę słucha swoich ludzi. Z takiego podejścia rodzi się społeczność, która nie tylko kupuje, ale też poleca, broni i współtworzy markę.
Jeśli więc marka ma dziś zrobić krok w stronę love brandu, powinna przestać myśleć wyłącznie o publikowaniu treści, a zacząć myśleć o budowaniu relacji. Bo to właśnie relacja sprawia, że odbiorcy zostają na dłużej — i że z klientów stają się ambasadorami.
W SEO i link buildingu możemy zadbać o publikację w dużym portalu i nadal nie osiągnąć efektu, na który liczymy. Powód może być prosty: samo „pojawić się i zdobyć link” to za mało. Znaczenie ma to, czy portal pasuje do tematu naszej strony i czy publikacja nie odstaje od reszty treści. Marka nie musi grać w każdym filmie, by budować widoczność – ważne, by trafiła do właściwego gatunku, nawet jeśli nie jest liderem na rynku. Jak zadbać o to, by jej obecność online była spójna?
Tematyczność własnego serwisu – jaka jest fabuła Twojej marki?
Własna strona internetowa to punkt wyjścia dla całej widoczności marki. Możesz być wielkim bohaterem w zewnętrznych serwisach, ale jeśli na własnej scenie nie radzisz sobie dobrze, niewiele z tego wyniknie.
Warto tu odróżnić Domain Authority od Topical Authority. To pierwsze dotyczy ogólnej siły domeny, zwykle ocenianej na podstawie profilu linków i autorytetu. Problem w tym, że sama moc serwisu nie wystarczy, jeśli marka nie pokazuje wyraźnie, w jakim obszarze jest ekspertem. Dlatego należy zadbać o Topical Authority, które opisuje, na ile marka buduje swoją eksperckość w danym temacie dzięki szerokiemu i pogłębionemu pokryciu zagadnienia.
W tym kontekście nie musisz być największym graczem na rynku w swojej branży, by pojawiać się w Google czy AI (np. AI Overviews, ChatGPT). Ale pod warunkiem, że rozwijasz logiczne klastry treści, dobrze łączysz podstrony linkowaniem wewnętrznym i nie publikujesz materiałów wyrwanych z głównej osi tematycznej.
Słowem – stare, dobre podstawy SEO nadal są na topie. Nie obejdzie się bez linków oraz wartościowego, merytorycznego contentu, zgodnego z zasadami E-E-A-T. Strony ofertowe, wpisy blogowe, poradniki, case studies czy FAQ powinny wzajemnie się uzupełniać i wzmacniać temat, na którym marce zależy.
Zadaj sobie również pytanie, czy opowieść o Twojej marce jest spójna w oczach algorytmów, które rozpoznają ją jako encję, czyli zbiór powiązanych informacji. Nazwa, adres, opis działalności i produktów, dane strukturalne (schema), opis firmy w Google Business Profile i social media – wszystko to powinno być uporządkowanym elementem tej samej fabuły.
Link building to nie casting na chybił trafił
Czy linki nadal odgrywają ważną rolę w sztuce SEO? Tak. Skąd ta pewność? Ponieważ Google podczas konferencji Search Central Live APAC 2025 oficjalnie potwierdził, że linki są istotne w kontekście rankingu (Search Engine Journal). Jak również podaje w dokumentacji, używa ich jako sygnału do określania trafności witryn i znajdowania nowych stron do zaindeksowania.
To jednak nie znaczy, że każdy link działa tak samo. Google podkreśla znaczenie naturalnego, opisowego anchor textu i kontekstu, dzięki któremu łatwiej zrozumieć zawartość strony. Ważne jest, z jakiego artykułu link pochodzi, na jakim portalu się pojawia i czy tematycznie pasuje do otoczenia. Dla AI również ma to znaczenie – jeśli wiele wartościowych, relewantnych stron odwołuje się do danej witryny, algorytmy mogą uznać ją za bardziej godną zaufania i częściej wykorzystywać jej treści w odpowiedziach. Linki pomagają także AI zrozumieć powiązania między tematami oraz odkrywać nowe strony i informacje.
A co z DR (Domain Rating)? To przydatna metryka narzędzia Ahrefs, ale nie jest oficjalnym sygnałem rankingowym. Jeśli publikacje z linkiem notorycznie trafiają na portale głównie po to, by skorzystać z wysokiego DR i zasięgu, a tematycznie nie są zgodne, może to mieć negatywny skutek. Google traktuje takie praktyki bardzo ostrożnie w ramach polityki site reputation abuse. Dlatego też casting na najlepszy link dla marki powinien być przeprowadzony ze szczególną uwagą.
Co dzieje się wtedy, gdy marka pojawia się na „mocnym” portalu, ale tematycznie zupełnie do niego nie pasuje? Na to pytanie odpowiada Robert Niechciał, CTO & Partner Vestigio, który w maju w Zakopanem wystąpi jako prelegent na konferencji SEO Vibes Summit ‘26 od WhitePress®.
To bardzo ciekawe i wbrew pozorom bardzo głębokie pytanie. Głębokość wynika ze zmian paradygmatu searchu, które obserwujemy. Search to już nie tylko Google – to również chaty, asystenci, agenci, AI mode i AI Overviews.
Tematyczność nadal ma znaczenie, ale jej definicja się rozszerza. W klasycznym SEO patrzymy na to, czy portal, na którym publikujemy, jest blisko naszego tematu – i słusznie, bo kontekst tematyczny wzmacnia sygnał linku. Ale dochodzi drugi wymiar: AI search – nazwijmy to syntezami AI – poszukuje odpowiedzi, prawdy, konsensusu. I szuka ich przede wszystkim w mocnych, zaufanych źródłach: portalach, z których czerpią ChatGPT, Perplexity czy Google AI Overviews. Ale uwaga: AI nie czerpie z tych źródeł bezwarunkowo. Szuka w nich treści, które tematycznie odpowiadają na pytanie użytkownika. Mocna domena daje przepustkę do gry, ale to tematyczna trafność decyduje, czy Twoja treść zostanie zacytowana w syntezie.
Dlatego idealny scenariusz to publikacja, która spełnia oba warunki: jest tematycznie spójna z marką i pojawia się w źródle, z którego AI czerpie. Ale nawet jeśli portal jest ogólnotematyczny – jak duże media – to obecność tam buduje coś, co nazywam „cross-domain web entity ranking”. Twoja marka to nie tylko Twoja domena – to suma miejsc, w których jesteś widoczny. Algorytmy AI rozpoznają encję marki na podstawie współwystępowania, kontekstu i częstotliwości wzmianek, nie tylko na podstawie linków, pod warunkiem, że sama publikacja jest wartościowa i marka występuje w niej w naturalnym kontekście.
Wracając do pytania: czy pojawienie się na mocnym portalu bez dopasowania tematycznego szkodzi? Nie. Problem zaczyna się wtedy, gdy treść jest wyraźnie „wrzucona” wyłącznie dla linku, bo wtedy nie buduje ani autorytetu tematycznego, ani ekspozycji w AI.
Jak sprawdzić, czy portal pasuje do scenariusza?
Algorytmy wyszukiwarek, a także systemy oparte na AI coraz lepiej rozumieją znaczenie treści, ich otoczenie oraz tematyczny kontekst źródeł. Jak zatem wybrać portal do publikacji? Odpowiedzią są wskaźniki SEO: Site Focus i Site Radius. Pozwalają spojrzeć na SEO w uporządkowany sposób i ocenić, czy dana witryna skupia się na jednym temacie, czy też może porusza wiele różnych zagadnień. Site Focus pozwala ocenić, jak silnie dany serwis koncentruje się na określonej tematyce, natomiast Site Radius pokazuje, jak szeroko portal wychodzi poza swój główny obszar zainteresowań.
A może trochę prościej… Na czym polegają te wskaźniki? Już wyjaśniamy!
Site Focus można to porównać do źródła światła. Strony o wysokim wskaźniku działają jak laser – skupiają się na jednym, konkretnym temacie, co czyni je autorytetem w danej dziedzinie. Z kolei strony o niskim Site Focus przypominają żarówkę – ich treści są rozproszone po różnych tematach, przez co nie budują silnego autorytetu w żadnym z nich.
Drugi wskaźnik to Site Radius. Wyobraź sobie układ słoneczny, którego centrum stanowi słońce, czyli tematyczne „serce” portalu. Jeśli artykuł dotyczy tematu bliskiego głównemu obszarowi witryny, jest jak planeta krążąca blisko słońca. Artykuł, który odbiega od głównego tematu, to natomiast kometa na odległej orbicie. Wysoki Site Radius może wskazywać na brak spójności tematycznej lub na fakt, że portal jest ogólnotematyczny.
Trzeba tu zaznaczyć, że te wskaźniki nie są dostępne bezpośrednio w popularnych narzędziach SEO, takich jak Google Search Console. Są one wynikiem zaawansowanej analizy wektorowej treści, która opiera się na przetwarzaniu dużych zbiorów danych za pomocą tzw. modeli embeddingowych. O tym temacie pisał w jednym z ostatnich artykułów WhitePress® – platforma do budowania widoczności online. Dowiedz się więcej o Site Focus i Site Radius.
Niech Twoja marka jest na ustach odbiorców
Linki to tylko część scenariusza. Równie ważne są wzmianki o marce (brand mentions). To każda dostępna publicznie w internecie wzmianka o Twojej marce, która z reguły nie zawiera klikalnego odnośnika do strony.
Ale jak to tak: bez linku? Otóż modele językowe i wyszukiwarki analizują nie tylko same odnośniki, ale też kontekst, częstotliwość i otoczenie, w jakim pojawia się nazwa firmy. Jeśli marka regularnie przewija się w artykułach, rankingach czy branżowych dyskusjach, rośnie szansa, że zostanie powiązana z danym tematem i uznana za wiarygodny punkt odniesienia. Działa to szczególnie wtedy, gdy wzmianki pochodzą z jakościowych źródeł i pojawiają się w naturalnym, pozytywnym kontekście.
Google, Perplexity, ChatGPT i inne AI szczególnie doceniają rolę brand mentions. Wzmianki o marce zyskują wysokie noty w ich oczach, ponieważ:
zwiększają rozpoznawalność – marka częściej pojawia się w świadomości odbiorców i branży,
wzmacniają skojarzenia tematyczne – algorytmy i użytkownicy widzą, z jakim obszarem/branżą marka jest łączona,
uzupełniają link building – nawet bez linku publikacja może pracować na reputację i widoczność,
wspierają obecność w AI search – bo liczy się też kontekst, współwystępowanie i cytowalność marki,
budują zaufanie – obecność w wiarygodnych mediach i branżowych rozmowach wzmacnia odbiór marki jako eksperta.
Dlatego warto zadbać o to, by o marce po prostu zaczęto mówić. Bo w końcu… Jak odbiorcy mogą dowiedzieć się o występie, jeśli nigdzie nie został ogłoszony i nikt o nim nie wspomina?
Wejdź na scenę za pomocą kampanii digital PR
Link building i wzmianki o marce mają się dobrze? To nie koniec produkcji. Teraz pora na punkt kulminacyjny, czyli kampanię digital PR! Ta technika link buildingu wspiera jednocześnie rozgłos, wizerunek, SEO i zaufanie do strony w oczach algorytmów.
Marka zaczyna funkcjonować w szerszym obiegu informacji, gdy pojawia się w mediach branżowych, raportach, serwisach z dużym ruchem, komentarzach eksperckich i wywiadach. Może prowadzić do zdobycia zarówno wartościowych linków, jak i wzmianek o marce. Digital PR pomaga też wzmacniać skojarzenia tematyczne wokół marki i budować jej autorytet w sieci. Co więcej, materiały wysokiej jakości, zwłaszcza raporty oparte na wiarygodnych danych, często same naturalnie przyciągają linki i wzmianki, ponieważ inne serwisy chętnie odwołują się do zawartych w nich informacji we własnych publikacjach.
Czy Twoja marka gra spójną rolę wszędzie, gdzie się pojawia?
Widoczność marki nie buduje się dziś z pojedynczych publikacji, tylko z całego zestawu sygnałów, które wzajemnie się wzmacniają. Dlatego przed wyborem portalu, formatu działań czy kierunku komunikacji warto sprawdzić, czy wszystkie elementy pracują na tę samą historię.
Zanim zaczniesz szukać kolejnego miejsca do publikacji, zadaj sobie te 5 pytań:
Czy portal, do którego chcesz linkować, rzeczywiście pasuje do tematyki Twojej strony internetowej?
Czy Twoja marka pojawia się w artykule w naturalnym kontekście, czy raczej wygląda, jakby znalazła się tu przypadkiem?
Czy miejsce publikacji wiąże się z Twoją branżą, czy tylko dobrze wygląda w raporcie np. przez wysoki DR?
Czy komunikacja marki jest konsekwentna na Twojej stronie, w mediach zewnętrznych i w działaniach PR-owych?
Czy stale dbasz o to, by marka budowała ekspercki wizerunek online w obrębie Twojej branży?
Jeśli na większość tych pytań odpowiadasz „tak”, jest duża szansa, że Twoja marka nie tylko pojawia się w sieci, ale rzeczywiście buduje widoczność w spójnym, dobrze dobranym otoczeniu. To właśnie jest SEO w erze kontekstu – nie sztuką pojawić się na każdej scenie, ale wybrzmieć tam, gdzie publiczność naprawdę czeka na Twój głos.
Czy sztuczna inteligencja właśnie dopisuje ostatni rozdział do historii tworzenia stron internetowych? Dyskusję dodatkowo podkręca fakt, że coraz więcej narzędzi potrafi w kilka minut wygenerować projekt, kod, a nawet gotową stronę, która „działa” bez udziału programisty. Nic dziwnego, że pojawia się pytanie: czy rynek web developerów to kolejna branża, którą AI rozmontuje od środka, obniżając bariery wejścia i odbierając pracę zespołom software house’ów? Zanim jednak ogłosimy koniec deweloperów, warto odłożyć emocje na bok i sprawdzić, co faktycznie się zmienia: które zadania AI przejmuje bez wysiłku, gdzie wciąż potrzebny jest człowiek i jak nie pogubić się w nowym układzie. O tym właśnie jest ten tekst.
Z badania przeprowadzonego przez LH.PL w 2024 roku na próbie ponad 500 twórców stron internetowych tworzących na WordPressie, działających w różnych modelach biznesowych oraz świadczących usługi w różnych budżetach, wynika, że większość, aż 67%, polskiego rynku wykonawców stron to freelancerzy. Agencje interaktywne stanowią 15% rynku, a pozostała część to studia software house i wirtualna asysta. Niemal 80% badanych twórców wskazało, iż tworzy przede wszystkim proste strony, sklepy i blogi na gotowych motywach WordPressa. Większość wykonawców świadczy także opiekę nad stroną oraz zajmuje się konfiguracją usług hostingowych za klienta. Z badania wynika także, że ceny usług web developerów w Polsce nie są wygórowane i mieszczą się w zakresie od 1500 do 3000 zł.
Skąd bierze się lęk przed AI w web designie?
Mamy już wiele badań oraz sondaży dowodzących, że ludzie obawiają się odebrania im pracy przez AI. Według sondażu SW Research wykonanego dla Rzeczpospolitej na próbie 800 internautów powyżej 18 roku życia, aż 41% osób w wieku 18-24 lata obawia się, że sztuczna inteligencja doprowadzi do likwidacji ich miejsca pracy. Powstają także szeroko zakrojone badania naukowe, takie jak The impact of AI anxiety on employees’ work passion: A moderated mediated effect model, które dowodzą, że lęk przed utratą pracy w wyniku rozwoju AI staje się już pojęciem naukowym i zjawiskiem, które będzie nabierać na sile.
Zjawisko to nie ominęło rynku twórców stron internetowych. Rozwój narzędzi AI w ostatnich dwóch latach był gwałtowny. Kreatory stron obiecują dziś:
gotową stronę w kilkanaście minut,
automatyczny design;
treści dopasowane do branży,
brak potrzeby kodowania
brak potrzeby posiadania zaawansowanej wiedzy i doświadczenia z kodem.
Dla wielu twórców stron to brzmi jak zapowiedź końca. Zwłaszcza dla freelancerów i małych agencji, które przez lata sprzedawały proste strony internetowe jako produkt i na tym kończyła się ich interakcja z klientem.
Problem polega jednak na tym, że rynek stron internetowych już przed erą AI przestał nagradzać samo ich wykonywanie. Model biznesowy, skupiony na poszukiwaniu klienta z małym lub przeciętnym budżetem na stronę, wykonywanie powtarzalnego projektu spełniającego minimalne wymagania klienta, prowadził do wyścigu cen. Kto da więcej i kto zrobi szybciej i taniej. „Boom” na obecność online, jakiego doświadczyła cała branża w 2020 roku unosił rynek webdeveloperów na fali wzrostów przez kilka pierwszych lat. Entuzjazm jednak opadł, rynek się skorygował, pojawiła się duża konkurencja, a AI na dobre rozgościło się w świadomości klientów.
Co bolało twórców stron jeszcze przed erą sztucznej inteligencji?
We wspomnianym wyżej badaniu rynku twórców stron na WordPressie, wykonawcy wskazali największe bolączki we współpracy z klientami. Ponad 70% twórców boryka się z problemem niskiej jakości materiałów dostarczanych od klienta. Twórcy wskazywali głównie na niskiej jakości zdjęcia lub ich brak, a także skąpe i niskiej jakości treści. Niemal 60% ankietowanych narzekała na niezdecydowanie klientów i uporczywe wprowadzanie poprawek, a także niski budżet. Niski budżet to jednak niejedyny problem finansowy web developerów. Aż 45% ankietowanych doświadczyło problemów z terminowymi płatnościami od klientów.
Przyglądając się bliżej problemom nakreślonym przez twórców, warto zastanowić się, czy AI je w jakiś sposób adresuje? Pomaga, a może komplikuje relacje wykonawca-klient?
W mojej ocenie sztuczna inteligencja stanowi odpowiedź na wyzwania, z którymi branża boryka się od lat.
AI jako nowa odpowiedź na stare problemy rynku
Jeśli spojrzymy na powyższe dane, trudno oprzeć się wrażeniu, że AI nie pojawiła się w próżni. Narzędzia oparte o sztuczną inteligencję zaczęły wypełniać dokładnie te luki, które od lat obciążały twórców stron internetowych.
Braki w materiałach?
Dziś AI potrafi wygenerować pierwszą wersję treści, zaproponować strukturę strony czy nawet zasugerować zdjęcia stockowe dopasowane do branży. Nie są to materiały finalne, ale często wystarczające, by ruszyć z projektem bez wielotygodniowego oczekiwania na komplet danych od klienta.
Niezdecydowanie i nadmiar poprawek?
Dzięki szybkim prototypom i wersjom roboczym generowanym przez AI, klient może zobaczyć stronę niemal od razu. Zamiast abstrakcyjnych rozmów o „wizji”, pojawia się konkret. To skraca proces decyzyjny i zmniejsza liczbę chaotycznych poprawek.
Presja czasu i niskie budżety?
Automatyzacja najbardziej powtarzalnych elementów pracy, tj. układu strony, wstępnych treści, podstawowej konfiguracji realnie skraca czas realizacji projektu. A czas, w jednoosobowych działalnościach freelancera, jest zasobem kluczowym.
WordPress + AI: dlaczego to połączenie ma sens
Polski rynek jest zdominowany przez strony WWW budowane na WordPressie. Nie powinno nas to dziwić, gdyż globalnie WordPress stanowi ponad 40% wszystkich stron internetowych na świecie, opartych o systemy CMS. Klienci chcą po niego sięgać z uwagi na prostotę obsługi, niski koszt wdrożenia oraz relatywnie krótki czas oczekiwania na wymarzony projekt. Czy da się zatem połączyć WordPressa ze sztuczną inteligencją?
Tak. Rynek ma już odpowiedź na tę potrzebę. Narzędzia wykorzystujące AI coraz częściej bazują właśnie na WordPressie. Dla twórców stron oznacza to jedno: AI nie jest osobnym bytem „obok” ich pracy, ale kolejną warstwą narzędzi, zintegrowaną z ekosystemem, który już znają. Jednym z takich narzędzi jest kreator stron WWW dostępny w LH.PL. To narzędzie, które bazuje zawsze na najnowszej wersji WordPressa, a na podstawie krótkiego promptu oraz kilku pytań o strukturę strony, przygotowuje w pełni funkcjonalną, estetyczną i szybką witrynę. Taka strona może być doskonałym fundamentem i punktem wyjścia dla web developera.
Kreatory stron WWW nie eliminują roli wykonawcy
Kreatory nie zastępują relacji z klientem, nie rozwiązują problemów biznesowych, finansowych „same z siebie”. Mogą jednak skutecznie grać do tej samej bramki. Dlaczego?
Dziś pozwalają już szybciej przygotować wersję startową projektu, lepiej oszacować zakres prac, łatwiej przejść od „strony jako produktu” do „strony jako elementu strategii”.
Jak zmienia się rola twórcy stron internetowych?
Najważniejsza zmiana, jaką obserwujemy, nie dotyczy technologii, lecz modelu pracy. Jeszcze kilka lat temu wielu twórców sprzedawało stronę internetową jako zamknięty projekt. Dziś coraz wyraźniej widać, że rynek premiuje tych, którzy sprzedają proces, opiekę i efekt biznesowy.
Nieprzypadkowo niemal 80% twórców oferuje opiekę nad stroną, coraz więcej wykonawców rozwija usługi abonamentowe, rośnie znaczenie SEO, UX, konwersji i doradztwa.
AI przyspiesza ten proces, bo zdejmuje z twórców obowiązek ręcznego wykonywania wszystkiego, a tym samym wymusza zmianę punktu ciężkości: z „jak zrobić stronę” na „po co ją robić”.
Czy AI zabierze pracę twórcom stron WWW?
AI z dużym prawdopodobieństwem obniży wartość prostych, powtarzalnych realizacji, zwiększy konkurencję w segmencie najniższych budżetów, sprawi, że „sama strona” przestanie być produktem premium.
Sztuczna inteligencja jednocześnie podniesie poprzeczkę jakości, wzmocni znaczenie doświadczenia i procesów, da przewagę tym, którzy potrafią pracować szybciej i mądrzej.
Z raportu LH.PL jasno wynika, że twórcy stron chcą realizować projekty o wyższych budżetach, ale blokują ich braki procesowe, czasowe i organizacyjne. AI nie rozwiąże wszystkich tych problemów, ale może być jednym z kluczowych narzędzi, które pomogą je ograniczyć.
Kto więc „wygra” – AI czy twórcy stron WWW?
To źle postawione pytanie. AI nie konkuruje z twórcami stron internetowych.
AI konkuruje z chaosem, powtarzalnością, ręcznym wykonywaniem pracy, która nie buduje przewagi.
Z przekonaniem mogę więc powiedzieć: rynek twórców stron WWW nie kończy się pod wpływem AI. On dojrzewa. A jak pokazują dane z polskiego rynku, dojrzewał już na długo przed tym, zanim sztuczna inteligencja stała się tematem pierwszych stron branżowych portali.
Na rynku pracy szkolenia stają się coraz bardziej popularne. W dynamicznym świecie biznesu i coraz bardziej konkurencyjnym rynku pracy chcemy wiedzy skondensowanej, profesjonalnej, praktycznej, którą od razu można wdrożyć w życie firmy czy marki własnej. Insightem jest merytoryka, którą przekaże nam najlepszy specjalista odnoszący sukcesy w naszej branży. Ale czy wiesz, że możesz zdobyć dofinansowanie do szkoleń dla siebie lub swoich pracowników? Dowiedz się, jak to zrobić!
Jak uzyskać dofinansowania szkoleń dla pracowników?
Nie oszukujmy się – czas profesjonalistów jest wyceniany bardzo wysoko i umówmy się na potrzeby tego tekstu, że inna wiedza nas nie interesuje. Zwłaszcza, jeżeli zamierzamy odnieść sukces, rozwijając markę własną czy wspierając brand, dla którego pracujemy i chcemy szybko zauważyć rezultaty, a co za tym idzie – finalnie wzrost zysków.
Unia Europejska oferuje program dofinansowań do szkoleń, dzięki którym możesz uzyskać środki na wybrane przez siebie szkolenia. Brzmiprzyjemnie, jednak jak przejść przez biurokratyczny proces, który na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo skomplikowany? Przygotowaliśmy krótkie kompendium, które w prosty sposób wyjaśni, jakie formalności należy spełnić, by dostać dofinansowanie do szkoleń.
Chcesz pozyskać dofinansowania szkoleń dla siebie lub dofinansowania szkoleń pracowników z Twojej firmy? Skontaktuj się z nami, a pomożemy Ci w formalnościach!
Darmowe szkolenia online
Darmowej wiedzy nie brakuje – od webinarów, przez blogi eksperckie, kanały w social mediach czy wykłady. Są one pewnym rodzajem wskazówek, ale najczęściej pełnią charakter wprowadzający lub po prostu promocyjny i nie zastąpią skrojonego na miarę branży szkolenia. Jednak jak uzyskać dofinansowanie na szkolenie, zwłaszcza jeżeli jesteśmy małym przedsiębiorstwem? Z pomocą przychodzi KFS, czyli Krajowy Fundusz Szkoleniowy.
Biorąc pod uwagę dofinansowania do szkoleń warto wiedzieć o możliwym zwolnieniu z podatku VAT. Obowiązuje, jeśli szkolenie ma charakter kształcenia zawodowego lub przekwalifikowania zawodowego (czyli służy zdobyciu, uzupełnieniu lub aktualizacji wiedzy do pracy/zawodu) oraz jest finansowane w co najmniej 70% ze środków publicznych.
Zasada ta dotyczy zarówno osób prywatnych, jak i firm i wynika z § 3 ust. 1 pkt 14 rozporządzenia Ministra Finansów w sprawie zwolnień od podatku od towarów i usług.
Krajowy Fundusz Szkoleniowy (KFS)
Krajowy Fundusz Szkoleniowy KFS stanowi wydzieloną część Funduszu Pracy, przeznaczoną na dofinansowanie szkoleń i kształcenia ustawicznego. Od 2026 roku z programu mogą skorzystać nie tylko pracownicy firm i pracodawcy, ale także osoby zatrudnione w ramach umów cywilnoprawnych czy osoby prowadzące jednoosobowe działalności gospodarcze.
Celem utworzenia Krajowego Funduszu Szkoleniowego (KFS) jest zapobieganie utraty zatrudnienia przez osoby pracujące z powodu kompetencji nieadekwatnych do wymagań dynamicznie zmieniającej się gospodarki. Jeżeli wziąć pod uwagę branżę e-marketingu, która szybko się zmienia, szkolenia są wręcz konieczne. Zwiększenie inwestycji w potencjał kadrowy ma poprawić zarówno pozycję firm, jak i samych pracowników na konkurencyjnym rynku pracy.
Drugą ścieżką, która pozwala na dofinansowanie kształcenia pracowników, jest skorzystanie z Funduszu Europejskiego – tu jednak w każdym z województw obowiązują inne zasady przyznawania środków. Szkolenie nie może być również przypadkowe, ale musi znajdować się w Bazie Usług Rozwojowych (BUR). O tym, gdzie ją znaleźć, dowiesz się w dalszej części artykułu.
1
Jaką kwotę obejmuje dofinansowanie do szkoleń z Krajowego Funduszu Szkoleniowego?
Osoba starająca się o dofinansowanie szkolenia musi wnieść wkład własny w wysokości min. 10% jego ceny – pozostałą kwotę pokrywa Krajowy Fundusz Szkoleniowy. W przypadku mikroprzedsiębiorstw i JDG będzie to maksymalnie 90% ceny szkolenia. Pozostałe przedsiębiorstwa mogą otrzymać wsparcie w wysokości do 70%. Niezależnie od profilu beneficjenta, całość dofinansowania środkami KFS nie może przekroczyć wysokości 200% przeciętnego wynagrodzenia w danym roku na jednego uczestnika.
2
Co należy zrobić, aby otrzymać dofinansowanie do szkoleń z KFS?
Przedsiębiorca, który chce starać się o dofinansowanie na szkolenia dla siebie lub swoich pracowników, powinien zgłosić się do Urzędu Pracy i złożyć wniosek w wersji elektronicznej, za pośrednictwem strony praca.gov.pl (przed rokiem 2026 możliwa była także wersja papierowa). Taki dokument powinien zawierać dokładne dane beneficjenta, uzasadnienie, określać potrzeby szkoleniowe, a także informacje dotyczące usługi. Co istotne, od 2026 roku konieczne jest wskazanie konkretnego numeru szkolenia z Bazy Usług Rozwojowych, poprzez którą będą dokonywane ostateczne zapisy na wybrane usługi.
W przypadku firm, które starają się o dofinansowanie do szkoleń organizowanych przez sprawny.marketing, klient zawsze może liczyć na naszą pomoc. Zadbamy o to, aby Twój wniosek był kompletny o niezbędną dokumentację i wskażemy, pod jakim numerem możesz znaleźć konkretne szkolenia naszej firmy w BUR. Co roku, dzięki dofinansowaniom z KFS, w naszych szkoleniach bierze udział wiele osób z różnych branż.
Kiedy można złożyć wniosek o dofinansowanie szkolenia?
Daty naborów do programu są różne w zależności od regionu, dlatego trzeba na bieżąco śledzić sytuację. Najświeższe i najbardziej rzetelne informacje uzyskasz w UP w Twoim mieście. Wnioski są przyjmowane i rozpatrywane w kolejności zgłoszeń, a pozytywna decyzja zależy m.in od limitów Krajowego Funduszu Szkoleniowego czy priorytetów określonych na konkretny rok przez dany region kraju.
3
Co powinien zrobić beneficjent, jeżeli otrzyma pozytywną decyzję o dofinansowaniu do szkolenia?
W przypadku otrzymania decyzji o przyznaniu środków, konieczne jest podpisanie umowy z urzędem pracy. W przypadku uczestnictwa pracowników firm, obowiązkiem pracodawcy jest podpisanie umowy również z pracownikiem, który uczestniczy w szkoleniu finansowanym przez KFS. Umowa taka musi zawierać zobowiązania pracownika. Jest to istotne, ponieważ w przypadku nieukończenia kursu czy zerwania stosunku pracy wcześniej niż 3 miesiące po realizacji szkolenia, pracodawca musi zwrócić otrzymane środki.
Od 2026 roku każdy beneficjent programu KFS będzie zobowiązany do dokonania zapisu na szkolenie nie tylko za pośrednictwem firmy szkoleniowej, ale także w Bazie Usług Rozwojowych, co gwarantuje wyższą jakość oferowanych usług i przejrzystość procesu.
4
Dofinansowanie do szkoleń z urzędu pracy – czy Twoja firma ma szansę?
Próbować zawsze warto. Urzędy, które posiadają środki, w większości przypadków pozytywnie rozpatrują wnioski, zwłaszcza jeśli ubiegamy się o dofinansowanie po raz pierwszy. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że musimy rozwijać naszą firmę lub przystosować naszych pracowników do dynamicznie rozwijającego się rynku.
Aby zwiększyć szanse na zdobycie dofinansowania z urzędu pracy, warto zadbać o to, aby nasz wniosek był jak najbardziej kompletny i zawierał wszelkie niezbędne elementy, m.in. wzór certyfikatu instytucji szkoleniowej czy harmonogram szkolenia. Informacje odnośnie wymaganych załączników można znaleźć na stronach placówek.
Wniosek o sfinansowanie kursu przez urząd pracy
Z pewnością niezbędne okaże się dobrze sformułowane uzasadnienie wniosku o dofinansowanie szkolenia, czyli informacja, dlaczego chcemy skorzystać właśnie ze wskazanych szkoleń konkretnej firmy. Urząd za dobre uzasadnienie z pewnością uzna konkurencyjną cenę, ale co w sytuacji, kiedy faworyt w zestawieniu wcale nie jest najtańszy? Wtedy należy zastanowić się, co jest wartościowe w danej ofercie i właśnie taki argument przedstawić urzędowi, czyli np. program szkolenia najcelniej dopasowany do potrzeb osoby szkolonej/firmy, doświadczenie usługodawcy na rynku czy wysokie kompetencje trenera.
Baza Usług Rozwojowych (BUR) – jak uzyskać dofinansowanie szkoleń?
Druga ścieżka pozyskania środków na przeszkolenie pracowników to skorzystanie z pomocy oferowanej przez Europejski Fundusz Społeczny. Unia Europejska oferuje programy dofinansowań szkoleń, dzięki którym możesz uzyskać środki na wybrane przez siebie szkolenia. Brzmi przyjemnie, jednak jak napisać uzasadnienie wniosku o dofinansowanie szkolenia i przejść przez biurokratyczny proces, który na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo skomplikowany?
W każdym województwie sytuacja wygląda trochę inaczej. Aby otrzymać dofinansowanie na szkolenia, w pierwszej kolejności należy wejść na stronę https://uslugirozwojowe.parp.gov.pl/ (parp szkolenia) i sprawdzić, jakie warunki obowiązują w regionie, w którym prowadzimy działalność. W zależności od wielkości przedsiębiorstwa i województwa, w którym zarejestrowana jest firma, możesz zdobyć dofinansowanie do szkoleń w wysokości kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy złotych.
PRZYKŁAD
W województwie wielkopolskim maksymalne dofinansowanie na szkolenie na jednego pracownika może wynosić nawet 5 000 zł netto – z czego dla mikroprzedsiębiorstwa kwota ta może stanowić 80% ceny szkolenia, dla małego przedsiębiorstwa 70%, a dla średniego 50% (minimum 20% wkładu własnego).
Istotne jest to, że szkolenie, na które mamy otrzymać dofinansowanie, musi znajdować się w Bazie Usług Rozwojowych (tak jak od 2026 roku w przypadku programu KFS).
Baza Usług Rozwojowych (BUR) to platforma, na której znajdują się informacje o szkoleniach i usługach rozwojowych, do których możesz otrzymać dofinansowanie. Znajdziesz tam spis wszystkich szkoleń spełniających odpowiednie kryteria wraz z ich harmonogramem.
Jak uzyskać dofinansowanie na szkolenie z Bazy Usług Rozwojowych? Po wejściu na stronę https://uslugirozwojowe.parp.gov.pl/ zobaczysz przystępną wyszukiwarkę, która pomoże Ci wyszukać szkolenia według interesującej Cię tematyki, segregując je na liczne podkategorie, lub – jeśli jesteś zdecydowany na konkretną firmę – znaleźć ofertę po nazwie organizatora szkolenia.
Aby firma szkoleniowa, która znajduje się w Bazie Usług Rozwojowych, mogła świadczyć szkolenia dofinansowane przez Fundusze Europejskie, musi spełnić szereg kryteriów i dowieść wysokiego standardu oferowanych przez siebie usług, czego potwierdzeniem jest posiadanie certyfikatu jakości oferowanych usług.
Do takich akceptowanych przez PARP certyfikatów należy m.in. certyfikat SUS 2.0, czyli Standard Usług Szkoleniowo-Rozwojowych. Jest to poświadczenie, że firma szkoleniowa spełnia najwyższe standardy profesjonalnego działania w obszarze szkoleniowym, zgodnie z normami Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.
Z unijnego dofinansowania na szkolenie mogą skorzystać osoby fizyczne, mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa oraz ich pracownicy, którzy wykonują swoje obowiązki na podstawie umowy o pracę. Firma zarejestrowana w danym województwie może uzyskać dofinansowanie na szkolenie jedynie na warunkach dotyczących danego województwa – jeśli zatem jesteś pracownikiem firmy np. w Poznaniu, możesz ubiegać się o dofinansowanie w ramach projektów obowiązujących w województwie wielkopolskim.
Na poniższej grafice znajdziesz informacje, jakie są możliwości dofinansowania szkoleń pracowników, które pomogą im podnieść swoje kwalifikacje zawodowe, poprzez różne źródła dofinansowania.
Dofinansowanie szkoleń pracowników jest możliwe na dwa sposoby: źródłem dofinansowania szkoleń może być Krajowy Fundusz Szkoleniowy lub Baza Usług Rozwojowych
Jak otrzymać dofinansowanie do szkoleń w 5 krokach?
Poniżej znajdziesz instrukcję, jak pozyskać dofinansowanie w kilku prostych krokach, na przykładzie szkolenia sprawny.marketing.
1
Wybierz interesujące Cię szkolenie z oferty zamieszczonej na stronie
Jeśli potrzebujesz pomocy w tym zakresie, wystarczy, że wyślesz nam krótką wiadomość e-mailową lub skontaktujesz się z nami poprzez Messengera, a nasz doradca szkoleniowy na podstawie rozmowy zaproponuje Ci szkolenia najlepiej dopasowane do Twoich potrzeb wraz z terminem ich realizacji.
2
Skontaktuj się z operatorem z Twojego województwa
Bez obaw, to tylko brzmi jak skomplikowany proces. W rzeczywistości operator będzie dla Ciebie pomocą – pomoże wypełnić wniosek zgłoszeniowy i zweryfikuje poziom dofinansowania do szkolenia, a następnie przygotuje i podpisze z Tobą umowę. Po jej podpisaniu zostanie Ci nadany numer ID.
PORADA
Wniosek o dofinansowanie usługi rozwojowej znajdziesz na stronie internetowej swojego operatora. Stronę internetową, na której dostępne są bezpośrednie kontakty do wszystkich wojewódzkich operatorów, znajdziesz na końcu artykułu.
3
Zapisz się na szkolenie
Zapis na szkolenie powinien odbyć się poprzez Bazę Usług Rozwojowych (we wstępie artykułu znajdziesz instrukcję, jak wyszukać interesujące Cię szkolenie i czym jest BUR). Następnie skontaktuje się z Tobą nasz pracownik, który ustali z Tobą niezbędne kwestie oraz dokona rejestracji. Na tydzień przed szkoleniem otrzymasz wszelkie informacje organizacyjne.
4
Zrealizuj szkolenie i oceń je
Po odbytym szkoleniu oceń szkolenie oraz przygotuj niezbędne dokumenty rozliczeniowe.
5
Otrzymaj dofinansowanie szkoleń z BUR
Po szkoleniu skontaktuj się z operatorem swojego województwa, z którym podpisywałeś umowę i przekaż mu dokumenty rozliczeniowe. Po ich weryfikacji Operator przekaże dofinansowaną kwotę na Twoje konto lub bezpośrednio na rachunek firmy szkoleniowej. Pamiętaj: sposób dysponowania budżetem na szkolenia dofinansowane oraz warunki uzyskania tego dofinansowania przez przedsiębiorców będą się różnić w zależności od województwa.
Jak rozliczyć szkolenie dofinansowane?
Istnieją dwa możliwe sposoby rozliczenia szkolenia: system bonów na usługę rozwojową (w przypadku naszej branży – bony na szkolenia) oraz refundacja kosztów usługi rozwojowej. Jak to działa w praktyce?
Bony na szkolenia – Tobie lub Twojemu pracodawcy zostanie przyznane dofinansowanie szkolenia, w związku z czym Operator przydzieli konkretną ilość bonów do wykorzystania. Bony na szkolenia mają z góry określoną ważność (np. 11 miesięcy). Po dokonaniu zapisu na szkolenie w BUR, zwykle jako firma jesteśmy zobligowani do zarezerwowania danej ilości bonów, która jest niezbędna do rozliczenia usługi (np. 1 bon na 1 godzinę szkoleniową). Po jej zakończeniu potwierdzamy ilość bonów w systemie, wystawiamy dla Ciebie fakturę oraz odpowiednie zaświadczenia o ukończeniu usługi szkoleniowej.
Refundacja kosztów szkolenia – po podpisaniu z operatorem umowy wsparcia, zapisujesz się w BUR na usługi, które zostały wskazane we wniosku. Po zrealizowanym szkoleniu wspólnie je rozliczamy, przygotowując niezbędne dokumenty. Ostatni krok to przekazanie przez Ciebie dokumentacji i faktury do swojego operatora, który zwróci Ci poniesione koszty w możliwie najkrótszym terminie lub przekaże je bezpośrednio na konto naszej firmy.
Co z osobami bezrobotnymi? Dofinansowanie na szkolenie z urzędu pracy
Osoby bezrobotne, które chcą starać się o dofinansowanie szkoleń, mają oczywiście taką możliwość, jednak szkolenie musi być uzasadnione potrzebami rynku pracy i Twoim planem aktywizacji zawodowej. W takiej sytuacji urząd z pewnością weźmie pod lupę:
sytuację na rynku pracy;
Twoje kwalifikacje;
potencjał uzyskania zatrudnienia po szkoleniu lub chęć rozpoczęcia własnej działalności gospodarczej.
Jeśli któraś z tych kwestii będzie budziła wątpliwości, Urząd Pracy może odmówić udzielenia dofinansowania na szkolenie lub przekazać mniejszą kwotę niż ta, o którą się ubiegamy. Kwoty dofinansowań są bardzo różne i pochodzą z funduszy Urzędów Pracy. W zależności od środków, którymi dysponuje dany urząd, średnio jest to od 2500 do 6000 zł netto (maksymalnie 300% przeciętnego wynagrodzenia). Aby uzyskać dofinansowanie szkoleń z urzędu pracy należy pobrać wniosek ze strony powiatowego urzędu pracy i dostarczyć wraz z wymaganymi załącznikami elektronicznie na stronie praca.gov.pl, osobiście lub drogą pocztową. Urząd z Twojego regionu ma 30 dni, aby rozpatrzyć wniosek i przesłać Ci informację zwrotną.
Podsumowanie
Aby nie przegapić możliwości na uzyskanie dofinansowania szkoleń, najlepiej nawiązać kontakt ze swoim operatorem i Urzędem Pracy już dziś oraz na bieżąco śledzić informacje o pojawiających się naborach. Poniżej przedstawiamy linki do stron, na których można znaleźć m.in. informacje o dostępnych dotacjach i rozpiski placówek w poszczególnych regionach Polski (dotyczy dofinansowań z funduszy unijnych).
Strony, na które warto zajrzeć, jeśli chcesz starać się o dofinansowanie do szkoleń:
Nowy rok, nowi my. Czy 2026 rok przyniesie kolejną falę „przełomowych trendów”, które mają „zrewolucjonizować marketing”? A może będą to zwykłe wydmuszki, które znikną po 3 miesiącach, pozostawiając marketerów z wrażeniem, że gonią kolejny balonik? Zamiast spekulować, zapytaliśmy praktyków. Ludzi, którzy nie tylko piszą o marketingu – ale go robią. Codziennie. W różnych branżach, na różnych rynkach, z różnymi budżetami. Ekspertów, którzy wiedzą, co działa, co nie działa, i co zacznie lub przestanie działać w 2026 roku. Gotowi? Zapnijcie pasy. Zaczynamy!
Bart Berliński, CEO maxroy
Czy można zautomatyzować wszystko?
Rok 2025 przyniósł eksplozję narzędzi AI w marketingu, a marketerzy stanęli przed fundamentalnym pytaniem: które procesy warto zautomatyzować, a które wymagają ludzkiego dotyku? Ehhhh. Jako właściciel agencji marketingowej też zadaję sobie masę pytań. Jedno jest pewne: narzędzia AI i automatyzacji stały się standardem. To, co jeszcze 2-3 lata temu wydawało się niemożliwe (niewykonalne nawet), dziś jest codziennością – od automatycznego generowania wariantów treści po predykcyjną analitykę zachowań konsumentów. Pytanie brzmi już nie „czy automatyzować?”, ale „co i w jakim stopniu?”.
Co można (i warto) zautomatyzować w 2026:
Analizę danych w czasie rzeczywistym – AI przetwarza miliony punktów danych szybciej i dokładniej niż człowiek, wyłapując wzorce niemożliwe do zauważenia gołym okiem. Serio. Próbowaliśmy.
Personalizację na masową skalę – możliwe jest stworzenie unikalnych doświadczeń dla tysięcy użytkowników jednocześnie, dostosowując treści do ich preferencji i zachowań. Do tego dolicz setki wariantów reklam, możliwości targetowania…
Raportowanie i monitorowanie – automatyczne alerty, dashboardy, podsumowania kampanii oszczędzają dziesiątki godzin tygodniowo. Mówię to jako osoba, na której skrzynce lądują takie rzeczy – OD DAWNA.
Optymalizację stawek i budżetów – algorytmy uczące się na podstawie wyników
Tworzenie wariantów treści – teraz „testy A/B” to (dzięki możliwościom AI) „testy A/B/C/…/Z”
SEO techniczne – analizowanie danych do audytów, monitoring pozycji, identyfikacja problemów, które można w natłoku danych przeoczyć.
Email marketing – segmentacja, czas wysyłek, optymalizacja, treści, grafiki, cuda.
Czego NIE należy automatyzować (przynajmniej w 2026):
Strategii marki i pozycjonowania – wymaga głębokiego zrozumienia rynku, konkurencji, kultury organizacyjnej i długofalowej wizji. AI może dostarczyć danych, ale nie zbuduje unikalnej tożsamości marki
Kryzysowego PR – sytuacje wymagające empatii, kontekstu kulturowego, subtelności językowej i błyskawicznej oceny ryzyka reputacyjnego. Jeden źle dobrany automatyczny komentarz może kosztować miliony
Kreatywnego storytellingu – AI może wspierać proces twórczy, generować pomysły, ale prawdziwe połączenie emocjonalne, które sprawia, że kampania staje się kulturowym fenomenem, wciąż tworzy człowiek
Relacji z kluczowymi klientami – strategiczne partnerstwa to relacja człowiek-człowiek
Etycznych decyzji marketingowych – kwestie wrażliwości kulturowej czy społecznej odpowiedzialności marki wymagają ludzkiego osądu i wartości
Strategicznych zwrotów akcji– decyzje o zmianie kierunku biznesu, wejściu na nowe rynki, rebrandingu wymagają odwagi i intuicji, której algorytmy nie posiadają
Paradoks automatyzacji w 2026:
Im więcej automatyzujemy, tym bardziej wartościowe stają się umiejętności nie do zautomatyzowania. W świecie, gdzie każda agencja ma dostęp do tych samych narzędzi AI, przewagę konkurencyjną daje:
strategiczne myślenie
kreatywność i oryginalność
empatia i inteligencja emocjonalna
umiejętność budowania relacji
zdolność do szybkiego podejmowania decyzji
Nowa rola marketera w 2026:
Marketer przestaje być wykonawcą zadań, a staje się orchestratorem – kimś, kto wie, które narzędzia automatyzacji zastosować, jak interpretować ich wyniki i gdzie niezbędna jest ludzka kreatywność i osąd.
Marianna Krupa, Head of Marketing & Strategy w maxroy
Social SEO – w kierunku „wymuszonej” przez Google’a współpracy
Google testuje funkcję pokazywania wyników z kanałów społecznościowych bezpośrednio w Search Console. To kolejny krok w kierunku, który nakreśliłam już TUTAJ – social media przestają być oddzielnym światem od SEO, a stają się jego integralną częścią.
Nowa funkcja w Search Console Insights pokazuje dane o wydajności powiązanych profili społecznościowych: kliknięcia, wyświetlenia, najważniejsze zapytania i trendy w treściach. Google automatycznie wykrywa i łączy profile społecznościowe z witryną, oferując właścicielom firm jeden pulpit do monitorowania zarówno strony internetowej, jak i social mediów.
Dlaczego to przełom?
Primo po pierwsze, Google jasno sygnalizuje: Wasze profile społecznościowe są teraz częścią Waszej widoczności w wyszukiwarce.
Po drugie, daje właścicielom firm narzędzie do optymalizacji treści social pod kątem wyszukiwania – widzą, które zapytania prowadzą użytkowników do ich profili, jakie treści rosną w popularności i skąd pochodzi ruch.
Co to oznacza w praktyce?
Marki, które do tej pory traktowały Instagram czy TikTok jako kanały budowania zasięgu, muszą je teraz optymalizować pod kątem SEO. Profile społecznościowe indeksują się w Google, pojawiając się w wynikach wyszukiwania na konkurencyjne frazy branżowe. Post o „kawiarniach w Warszawie” może wyprzedzić tradycyjny artykuł blogowy, jeśli jest odpowiednio zoptymalizowany pod słowa kluczowe w opisie i hashtagach.
Co robić już teraz:
Traktuj każdy profil społecznościowy jak mini-stronę internetową – bio, username i opisy muszą zawierać słowa kluczowe.
Analizuj dane z narzędzi SEO (Ahrefs, Semrush) dla profili społecznościowych – sprawdzaj, na jakie frazy się pozycjonują.
Optymalizuj posty pod zapytania użytkowników – szczególnie w SoMe, które już indeksują się w Google.
Monitoruj wyniki w Search Console, gdy funkcja będzie dostępna dla Twojej domeny.
46% Gen Z rozpoczyna poszukiwanie marek bezpośrednio w mediach społecznościowych. Jeśli nie optymalizujesz swoich profili pod kątem wyszukiwania, tracisz widoczność tam, gdzie Twoi klienci rzeczywiście szukają. Social SEO to nie trend – to nowa rzeczywistość.
Weronika Wareńczak, Marketing Manager w sprawny.marketing
Social media jako kanał wyszukiwania informacji, społeczności, kanały dotarcia.
W 2026 roku social media coraz wyraźniej przestają być wyłącznie kanałem do budowania zasięgu. Dla wielu użytkowników stają się pierwszym miejscem wyszukiwania informacji – od rekomendacji produktów, przez porady eksperckie, aż po inspiracje zakupowe. Zamiast wpisywać pytania w Google, odbiorcy otwierają TikToka, Instagrama czy YouTube i tam szukają odpowiedzi typu: „jak wybrać narzędzie AI”, „jaki format Reels działa najlepiej” czy „czy ten produkt naprawdę jest wart swojej ceny”. To sprawia, że rośnie znaczenie Social SEO, czyli tworzenia treści odpowiadających na konkretne pytania i intencje użytkowników, a nie tylko „ładnych postów do feedu”.
Jednocześnie zmienia się sposób budowania relacji z odbiorcami. W 2026 roku wygrywają marki, które potrafią tworzyć społeczności, a nie tylko prowadzić profile. Coraz większą wartość mają mikrospołeczności – aktywni obserwatorzy, którzy komentują, zadają pytania, wracają po kolejne treści i czują, że marka naprawdę ich słucha. Przykładem mogą być profile, które nie tylko publikują content, ale też prowadzą rozmowy w komentarzach, odpowiadają w DM-ach, zapraszają odbiorców do zamkniętych grup czy kanałów nadawczych. Autentyczność przestaje być dodatkiem do strategii – staje się jej fundamentem. Marki pokazujące kulisy pracy, procesy, błędy i prawdziwych ludzi budują znacznie większe zaufanie niż te, które komunikują się wyłącznie perfekcyjnym, reklamowym językiem.
Równolegle rośnie znaczenie twórców i kreatorów jako strategicznego kanału dotarcia. W 2026 roku współprace z influencerami coraz rzadziej opierają się na jednorazowych publikacjach. Zamiast tego marki stawiają na długofalowe relacje z twórcami, którzy są naturalnie osadzeni w danej tematyce i mają realny wpływ na decyzje swojej społeczności. Często to właśnie mikro- i mid-creatorzy – a nie największe profile – generują lepsze zaangażowanie, bardziej wiarygodne rekomendacje i treści, które można później wykorzystywać w innych kanałach marketingowych.
W efekcie marketing w social mediach w 2026 roku będzie coraz mniej oparty na liczbach, a coraz bardziej na jakości relacji, użyteczności treści i zaufaniu. Marki, które zrozumieją, że social media to dziś jednocześnie wyszukiwarka, medium opiniotwórcze i przestrzeń do budowania społeczności, będą w stanie tworzyć komunikację realnie wspierającą sprzedaż i długoterminowy rozwój biznesu.
Mariusz Bacic SEO manager w maxroy
GEO – nowa i WAŻNA dobudówka do starego SEO
Zapomnij o dylematach w stylu „SEO albo GEO”. W 2026 roku to nie jest wybór – to konieczność robienia obu jednocześnie. GEO (Generative Engine Optimization) to nie zamiennik SEO. To jego naturalna ewolucja, wynikająca z korzystania z AI użytkowników.
Czym różni się GEO od SEO?
Klasyczne SEO walczy o pozycje w wynikach wyszukiwania. GEO walczy o to, żeby Twoja marka była cytowana w odpowiedziach generowanych przez AI. SEO optymalizuje pod Google’a. GEO optymalizuje pod ChatGPT, Claude, Perplexity, Google AI Overviews i tak dalej.
Dlaczego to jest WAŻNE teraz?
Google AI Overviews pojawiają się już w wynikach wyszukiwania. ChatGPT ma funkcję wyszukiwania w sieci. Claude ma dostęp do internetu. Perplexity bazuje na real-time search. Użytkownicy masowo przechodzą z „googlowania” na „pytanie AI”. Z fraz kluczowych przechodzimy do prometów.
Co robić konkretnie?
Spokojnie. Fundamenty SEO zostają. Twoja strona musi być szybka, responsywna, z czystym kodem i dobrą strukturą. To podstawa, która nie zmienia się od lat. W technikaliach musi furczeć!
Jak zatem dobudować GEO?
Strukturyzuj wiedzę ekspercką – AI uwielbia treści z wyraźną hierarchią: problem → rozwiązanie → przykład → wniosek
Odpowiadaj na pytania wprost – zamiast „nasze usługi SEO są kompleksowe”, pisz „SEO w naszej agencji obejmuje: audyt techniczny, optymalizację treści, link building”
Cytuj źródła i badania – AI bardziej ufa treściom, które same odwołują się do wiarygodnych danych
Buduj autorytet poza swoją domeną – publikacje gościnne na innych stronach, wywiady, cytowania w mediach branżowych – AI to wszystko skanuje
Oznaczaj dane strukturalne – schema.org to taki trochę język, którym AI rozmawia z Twoją stroną
Jarosław Dudek, Head of SEO & AI w maxroy
Wizerunek marki w AI, czyli znów o GEO
Pamiętacie GEO (Generative Engine Optimization)? Mariusz pisał o tym wyżej. Powtórzę tylko dobitniej sens jego wypowiedzi: w 2026 roku optymalizacja pod silniki AI staje się kluczowym elementem i SEO i budowania wizerunku marki. Dlaczego? Bo Google AI Overviews, ChatGPT, Perplexity i Claude codziennie są odpytywane przez ogromną liczbę użytkowników.
I teraz…
Jeśli Twoja marka nie pojawia się w odpowiedziach AI, nie istniejesz. Użytkownicy już nie scrollują przez 10 niebieskich linków w organicznych wynikach wyszukiwania. Dostają gotową odpowiedź wygenerowaną przez AI. I często im to wystarcza.
Co to oznacza w praktyce?
Tylko to, że musisz zdecydować się na kontrolowanie narracji o Twojej marce w przestrzeni, gdzie algorytmy decydują, co powiedzieć o Tobie użytkownikowi.
Przykład? Gdy ktoś pyta ChatGPT „jakie są najlepsze agencje marketingowe w Polsce”, AI musi skądś wziąć odpowiedź. Jeśli Twoja marka nie ma wystarczająco silnej obecności w autorytatywnych źródłach, nie zostaniesz wymieniony. A jeśli zostaniesz pominięty w odpowiedzi AI, straciłeś potencjalnego klienta.
Jak budować wizerunek pod AI?
Po pierwsze: strukturyzuj treści na swojej stronie.
AI uwielbia dobrze ustrukturyzowane dane, odpowiednio chunkowane (dzielone na sekcje), wszelkie daty, liczby, insighty. Im łatwiej AI może zrozumieć strukturę Twojej strony, tym większa szansa na cytowanie.
Po drugie: buduj autorytet poza swoją domeną.
Wywiady w mediach branżowych, publikacje eksperckie, case studies cytowane przez innych – to wszystko wpływa na to, jak AI postrzega Twoją markę. AI ufa źródłom, którym ufają ludzie.
Po trzecie: kontroluj narrację.
Regularne publikowanie treści eksperckich, konsekwentne komunikowanie wartości marki, aktywność w mediach społecznościowych – wszystko to kształtuje obraz, który AI przekaże dalej.
Po czwarte: zbieraj dane!
GEO to jednak część SEO. A to oznacza, że jesteś zobowiązany/-a do zbierania danych i wykorzystania ich w swoich działaniach. Chociażby frazy kluczowe oraz odkrywanie ich intencji.
Remigiusz Jagusiak, Head Of Business Development
Obsługa klienta 2026 – dlaczego „dzień dobry, w czym mogę pomóc” to już za mało
Ponoć rynek AI w obsłudze klienta eksploduje z 7,06 miliarda dolarów (2025) do 93,20 miliarda dolarów (2032). Cisco przewiduje, że do 2028 roku prawie 68% interakcji z klientami będzie obsługiwanych end-to-end przez agentów AI. OHO. Dane CISCO znajdziecie TU.
Agenci AI, czyli idziemy w kierunku prawdziwego wsparcia!
Różnica między chatbotem a agentem AI? Chatbot działa według skryptu. Agent AI „rozumuje”, podejmuje decyzje i wykonuje akcje bez ludzkiej interwencji – anuluje zamówienia, przelicza faktury, umawia wizyty. Wszystko w czasie rzeczywistym, z pełnym kontekstem z CRM i historii zakupów. Wskaźnik deflection (procent zapytań rozwiązanych bez pomocy człowieka) osiąga już 65%.
AI z pamięcią kontekstową – koniec z powtarzaniem
81% konsumentów chce, żeby przedstawiciel firmy pamiętał poprzednie rozmowy. 74% frustruje się, gdy musi powtarzać informacje. AI z pamięcią kontekstową przynosi kres tym bolączkom – system pamięta wszystko: zakupy, problemy, preferencje. Każda kolejna interakcja jest mądrzejsza. To już nie pojedyncze kontakty – to ciągła, narastająca relacja. Kosmos w kontekście maszyny i codzienność w kontekście wszystkich działów sprzedaży na świecie.
Ale ludzie chcą relacji…
Nie będę owijał w bawełnę: ludzie są też zmęczeni AI. 47% konsumentów jako największy problem wskazuje niemożność dotarcia do żywego człowieka (wg. https://www.apizee.com/customer-service-trends.php). Podobno Gen Z woli rozwiązywać problemy przez telefon z człowiekiem. Połowa konsumentów tęskni za prawdziwym człowiekiem po drugiej stronie. Co nie dziwi każdego, kto próbował dogadać się z botem sprzedającym np. fotowoltaikę. Do tego należy doliczyć, że 53% martwi się o prywatność danych przy AI-powered support (a to akurat donosi TUTAJ.
No dobra, ale co to oznacza dla KAŻDEGO biznesu?
Korzystaj z AI, bądź transparentny, kontroluj i wyjaśniaj. Zmień metryki: zapomnij o liczbie rozwiązanych ticketów, mierz liczbę klientów uratowanych przed churnem. Klient roku 2026 roku będzie oczekiwał (w sumie teraz też oczekuje), że znasz jego historię/sprawę zanim otworzy usta. Jeszcze jedno klienci najbardziej oczekują, że gdy będą tego potrzebować – dasz im prawdziwego człowieka. Nie kogokolwiek, ale kogoś kto będzie wiedział wszystko, co AI już wie.
Marianna Krupa, Head of Marketing & Strategy w maxroy
Dane jako storytelling – ta, jeszcze raz o Wrapped
Spotify Wrapped to nie jest przypadek. To najlepsza lekcja tego, jak przekształcić nudne statystyki w angażującą opowieść, która staje się wiralem. Słownie: cyferki są storytellingiem.
Co roku, od prawie dekady, grudniowa kampania Spotify przekształca MILIONY użytkowników w nieodpłatnych ambasadorów marki, którzy generują jeszcze większe miliony wyświetleń. Wystarczy, że dasz ludziom ładnie zapakowane dane o nich samych.
A! Każdy grudzień App Store notuje skok pobrań Spotify – ludzie dosłownie instalują aplikację, żeby nie czuć się wykluczeni z zabawy. FOMO w najczystszej postaci. Sama ściągnę.
Co z tego wyciągnąć dla siebie?
Personalizacja na skalę jest do zrobienia
Ludzie uwielbiają widzieć swoje własne dane, szczególnie gdy są zapakowane w ładne kolory i animacje. Daj im lustro, w którym zobaczą siebie w najlepszym świetle. Ehhh
Udostępnialność się projektuje, nie dzieje się sama
Wrapped jest chirurgicznie zoptymalizowany pod viralowość. Od formatów grafik po timing kampanii (pierwszy tydzień grudnia to nie przypadek). Każdy element krzyczy: „Udostępnij mnie!”.
Dane nie muszą być nudne.
Mogą być emocjonalne, osobiste, wzruszające. Nie chodzi o to, że ktoś słuchał Drake’a 487 razy. Chodzi o to, że Drake był z nim w każdym dołku i szczycie tego roku. To już nie liczby – to historia.
Gdy użytkownicy tworzą treści za Ciebie, wygrywasz życie. I co najlepsze? Oni sami się do tego rwą. Nie musisz ich prosić, błagać ani płacić
Kreatywność zawsze wygra
Apple Music próbuje z Music Replay, YouTube lansuje Music Recap. Wszyscy kopiują. Nikt nie osiągnął jeszcze statusu fenomenu kulturowego, ale będę się temu przyglądać.
Geniusz Wrapped polega na tym, że to nie jest marketing przychodzący do użytkownika – to użytkownicy przychodzą do marketingu. Entuzjastycznie. Z własnej woli.
UGC to prawdziwe złoto
Dane przestają być danymi. Stają się narracją o tym, kim jesteś. Liczby zamieniają się w tożsamość. A statystyki? Stają się powodem do dumy, pretekstem do rozmowy, odznaką przynależności. I to właśnie powinieneś robić ze swoimi danymi w 2026 roku. Koniec, kropka.
Sandra Zielińska Head Of Project Managment
YouTube Recap – czyli dobra lekcja od Spotify
YouTube wprowadził po raz pierwszy funkcję YouTube Recap, dołączając do grona platform wykorzystujących viralowy potencjał rocznych podsumowań użytkowników. Tak, to mocna i strategiczna odpowiedź na fenomen Spotify Wrapped, który od lat generuje miliony organicznych udostępnień i stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów marketingu treści w grudniu. Ale o tym juz pisała Marianna powyżej.
Funkcja wystartowała oczywiście w Stanach i jest sukcesywnie udostępniana na całym świecie. Prawdopodobnie, gdy to czytasz, mamy już do tego dostęp. Użytkownicy znajdą Recap na stronie głównej lub w zakładce „Ty”.
Kluczowe elementy YouTube Recap pokazujące kierunek trendu:
Do 12 spersonalizowanych kart pokazujących ulubione kanały, zainteresowania i zmianę nawyków oglądania
Przypisanie typu osobowości na podstawie oglądanych treści (m.in. Poszukiwacz Przygód, Budowniczy Umiejętności, Kreatywny Duch) – element gamifikacji zwiększający zaangażowanie
Karty z najczęściej słuchanymi artystami i utworami
Fajnie, fajnie, ale dlaczego to ważne dla marketingu w 2026?
YouTube przeprowadził 9 rund testów i przeanalizował ponad 50 różnych koncepcji przed finalizacją funkcji. Zespół wykorzystał sztuczną inteligencję (Gemini) do analizy wzorców historii oglądania – pokazując, jak AI staje się standardem w personalizacji doświadczeń użytkowników. I takiego – kreatywnego – użycia AI życzę wszystkim w 2026!
Klaudia Sobczak Project Manager w maxroy
Ambient marketing wraca jako fundament budowania wizerunku marki w świecie przesytu treści
W 2026 roku to właśnie działania osadzone w realnej przestrzeni, zaskakujące, kulturowo trafne i emocjonalnie angażujące, będą najmocniej pracować na wizerunek marki i przygotowywać grunt pod dalsze działania w digitalu. Dlaczego? Bo wszystko inne można przewinąć.
IKEA, Stranger Things i Mata pokazują ten sam mechanizm: marka wychodzi z ekranu i wchodzi w codzienne życie ludzi, tworząc doświadczenia, które pozostają w pamięci.
IKEA od lat wykorzystuje ambient marketing w sposób funkcjonalny i naturalny, zamieniając miejskie przestrzenie w żywe wizytówki marki. Przystanki przemienione w salony, miejskie instalacje przypominające domowe wnętrza to nie klasyczne reklamy, tylko realne doświadczenia codziennego życia. Rozwiązują realne problemy użytkowników, jednocześnie budując wizerunek wygodnej i wiarygodnej marki. Bez krzyczenia, za to z efektem zapamiętywania.
Netflix przy promocji kolejnego sezonu Stranger Things poszedł krok dalej. Przystanki i miejskie przestrzenie stały się częścią świata serialu. Zamiast komunikatu „obejrzyj nowy sezon”, użytkownik na chwilę znalazł się w Hawkins. I właśnie to definiuje ambient marketing 2026: nie opowiadasz historii, pozwalasz jej doświadczyć, a internet, social media i reklamy płatne robią resztę.
Silnym lokalnym przykładem była akcja Maty przed Pałacem Kultury w Warszawie, promująca 1. miejsce w Spotify Wrapped w kategorii rap. Jedno symboliczne miejsce, jasny kontekst kulturowy, zero klasycznej reklamy. To był manifest wizerunku i statusu, który natychmiast podchwyciły media i digital.
Dlaczego ambient marketing będzie kluczowy w 2026?
1. Ludzie mają dość cyfrowego szumu i feedów pełnych reklam, potrzebują wiarygodności.
2. Dobrze zaprojektowany ambient sam się przenosi do digitalu – social media, UGC, earned media i reklamy płatne zwiększają skalę wizerunkową.
3. To jeden z niewielu formatów, których AI nie jest w stanie skopiować 1:1, bo opiera się na kontekście miejsca, czasu i kultury.
W 2026 roku wygrywają marki, które myślą wizerunkiem, a nie tylko zasięgiem, projektują ambient pod viral i digitalowe przedłużenie, rozumieją, że offline buduje emocje, a online je skaluje. Ambient marketing przestaje być dodatkiem. Staje się fundamentem budowania pamięci marki, a pamięć, jak wiemy, sprzedaje najlepiej.
Lena Kaszyńska Senior Project Manager w maxroy
Zarządzanie projektami w 2026 roku – kluczowe trendy
Rok 2026 przynosi rewolucję w zarządzaniu projektami, gdzie sztuczna inteligencja i automatyzacja stają się standardem, a nie luksusem. Według raportu PMI „Pulse of the Profession 2024” – znajdziecie go TUTAJ, organizacje stosujące AI w zarządzaniu projektami odnotowują o 35% wyższy wskaźnik sukcesu projektów. Ciekawe:)
Zmiana w metodologiach! Jak warto pracować?
Hybrid Project Management – połączenie Agile i tradycyjnych metod – staje się najpopularniejszym podejściem. Gartner TUTAJ przewiduje, że do 2026 roku 85% firm będzie stosować podejście hybrydowe zamiast czystego Agile czy Waterfall. Jako Project Manager zacieram rączki. Serio.
Product-Led Project Management – nowa metodologia łącząca myślenie produktowe z zarządzaniem projektami, którą wdrożyły już takie marki jak Spotify czy Netflix, koncentrując się na wartości dla użytkownika końcowego zamiast tylko na dostarczaniu funkcjonalności.
Znów o AI…
Microsoft Project i Asana zintegrowały generatywną AI do automatycznego planowania zasobów i przewidywania ryzyk. Salesforce raportuje 40% redukcję czasu spędzonego na administracyjnych zadaniach projektowych dzięki AI-asistentem.
Jak to robią najwięksi?
Google wdraża „AI Project Copilot” – system automatycznie analizujący tysiące projektów i sugerujący optymalne harmonogramy oraz alokację zespołów.
Amazon wykorzystuje machine learning do przewidywania opóźnień w projektach z 89% dokładnością, co pozwala na proaktywne zarządzanie ryzykiem.
Według Forrester Research, 73% firm planuje zwiększyć inwestycje w narzędzia PM oparte na AI w 2026 roku. Remote-first staje się normą – 68% projektów realizowanych jest przez rozproszone zespoły.
Szymon Florczak, Head of Social Media w maxroy
Koniec publikowania dla publikowania
W 2026 roku w mediach społecznościowych ostatecznie kończy się czas „publikowania dla samego publikowania”. W obliczu bezprecedensowego zalewu treści (zarówno tworzonych przez ludzi, jak i generowanych masowo przez AI), walutą o najwyższej wartości staje się nie tylko uwaga odbiorcy, ale jego zatrzymanie. Algorytmy są bezlitosne dla przeciętności, dlatego kluczowe jest skupienie na jakości kreacji. To właśnie unikalny pomysł, estetyka i „human touch” są tym, co pozwala przebić się przez szum informacyjny.
Musimy pamiętać o fundamentalnej zmianie w podejściu do wideo:
Content rolkowy (Reels/Shorts/TikTok) to już nie przywilej, innowacja czy dodatek – to absolutna codzienność i higiena każdego profilu.
Marki, które nie wdrożyły pionowego wideo jako standardu komunikacji, w 2026 roku stają się dla algorytmów niemal niewidoczne.
Jednak samo wideo to za mało. Wygrywają strategie oparte na wykorzystaniu różnorodnych formatów. Odbiorcy są przebodźcowani ciągłym ruchem, dlatego renesans przeżywają treści statyczne, które niosą wysoką wartość merytoryczną – np. karuzele edukacyjne czy infografiki, które użytkownik chce „zapisać na później”. Kluczem do sukcesu w 2026 roku jest więc płynny miks: dynamiczne rolki budujące zasięg oraz dopracowane formaty statyczne budujące lojalność i eksperckość.
Justyna Mudło, Senior Social Media Manager w maxroy
Social SEO na Instagramie w 2026, czy nadchodzi Nowa Era wyszukiwania?
Instagram przekształca się w pełnoprawną wyszukiwarkę, wypierając Google w pokoleniu Z. Według badania Adobe Digital Trends 2024, 40% użytkowników Gen Z preferuje Instagram (Marianna wyżej pisała nawet o 46%!) do wyszukiwania. Cóż. Wskaźnik będzie rósł. Sama omijam wyszukiwarkę Google’a.
Google widzi Twoje posty?
Meta potwierdziła w Q3 2024, że Instagram wdraża zaawansowane indeksowanie treści podobne do tradycyjnego SEO. Posty, Reels i Stories są teraz w rankingu na podstawie słów kluczowych w napisach, alt textach i transkrypcjach audio. Co to oznacza? W sumie tyle, co zawsze – sociale to nie tylko rozmowa z odbiorcami, ale również element szerszej strategii. Coraz ważniejszy element.
Jak robić social SEO na instagramie?
Optymalizacja profilu – słowa kluczowe w bio, nazwie użytkownika i nazwie konta stają się ważniejsze, niż myślisz! O tym poczytacie też TUTAJ.
Alt text i napisy – Instagram indeksuje pełne opisy obrazków.
Nie wierzysz?
SEMrush Instagram SEO Report 2024 TUTAJ. wskazuje, że 51% marketerów już inwestuje w optymalizację treści pod kątem wyszukiwania na platformie. Przewiduje się, że do końca 2026 Instagram będzie generować 30% ruchu organicznego tradycyjnie należącego do Google.
Przeczytałeś właśnie KILKANAŚCIE perspektyw na marketing 2026 roku od praktyków, którzy te trendy nie tylko obserwują – ale wdrażają je na co dzień. I teraz pewnie myślisz: „Okej, ale od czego zacząć?”. Nie musisz robić wszystkiego naraz. Tak się też nie da przecież.
Wybierz 2-3 obszary, które najbardziej rezonują z Twoim biznesem i stanem Twojej organizacji. Zastanów się, z jakimi problemami borykasz się na co dzień i…
jeśli masz problem z efektywnością: zacznij od automatyzacji procesów powtarzalnych (raportowanie, monitorowanie, optymalizacja stawek).
jeśli walczysz o widoczność: zainwestuj w GEO i Social SEO. To nie jest już opcja, to konieczność.
jeśli chcesz budować zaangażowanie: zastanów się, jak przekształcić swoje dane w storytelling (lekcja od Spotify Wrapped).
jeśli zarządzasz projektami: przetestuj hybrydowe metodologie i narzędzia AI do planowania zasobów.
jeśli prowadzisz social media: przestań publikować dla publikowania, bo jakość kreacji > liczba postów.
Jacek Adamczak, Lider działu & Graphic Designer w sprawny.marketing
Patrząc na kierunek rozwoju AI, 2026 rok widzę jako moment realnej dojrzałości tej technologii w kreacji.
Najchętniej widziałbym odejście od przypadkowych eksperymentów na rzecz wyraźnego skoku jakości – szczególnie w fotorealizmie, spójności i kontroli detalu. AI powinna przestać „zgadywać”, a zacząć produkować materiały, które bez wahania można wykorzystać w kampaniach.
Coraz większą rolę będzie odgrywać praca na Key Visualach i konsekwentnym kierunku wizualnym marki, z którego automatycznie powstają kolejne formaty. Bardzo liczę też na rozwój pracy na własnych produktach i materiałach referencyjnych – modele coraz lepiej rozumieją i odtwarzają konkretne obiekty, proporcje i styl, zamiast tworzyć luźne interpretacje.
W wideo spodziewam się wyraźnej poprawy jakości, ciągłości postaci i scen oraz UGC generowanego przez AI, które wygląda naturalnie, ale jest projektowane pod skuteczność, a nie tylko efekt wizualny. Jedna kreacja stanie się punktem wyjścia do wielu wariantów dopasowanych do kanału, rynku czy odbiorcy. Najbardziej pożądany kierunek jest dla mnie jasny: AI jako standardowy element procesu produkcyjnego, a nie ciekawostka. W 2026 roku przewagę zyskają marki, które mają własne assety, jasno zdefiniowany styl i świadomie zaprojektowany proces pracy z AI – bo to właśnie kontrola, a nie sama technologia, będzie decydować o jakości.
Piotr Szkoda, AI Product Manager, sprawny.marketing
Social SEO na Instagramie w 2026, czy nadchodzi Nowa Era wyszukiwania?
Kompleksowe spojrzenie na automatyzację Większość firm wdraża automatyzację punktowo: tu chatbot, tam generator treści, gdzieś automatyczne raportowanie. Efekt? Technologiczne wyspy, które nie komunikują się ze sobą. W 2026 roku kluczowe będzie spojrzenie z perspektywy całego procesu. Nie powinniśmy pytać „jakie narzędzie wdrożyć?”, ale „jak wygląda nasz proces od początku do końca?”. To zmiana myślenia – od automatyzacji zadań do automatyzacji przepływów. Dodatkowo wdrażanie automatyzacji nie powinno być realizowane rewolucyjnie, a ewolucyjnie. Zacznijmy od jednego procesu, zautomatyzujmy go, zmierzmy efekty, a dopiero potem rozszerzamy zakres. Każdy krok buduje na poprzednim, minimalizując ryzyko i budując kompetencje.
Weryfikacja procesów przed automatyzacją Zanim zautomatyzujesz proces, zadaj sobie pytanie: czy faktycznie działamy zgodnie z tym, co mamy opisane? Często w firmach funkcjonują piękne dokumentacje, które nijak się mają do rzeczywistości. Automatyzacja takiego procesu to automatyzacja chaosu, bez możliwości oceny i ewaluacji wdrażanego systemu. Spójność procesu z dokumentacją to warunek konieczny – dopiero wtedy rozszerzanie automatyzacji staje się naturalne i bezpieczne.
Korzystanie z własnych danych Przewagę konkurencyjną dadzą nie lepsze modele i narzędzia (w końcu one są dostępne dla wszystkich), ale lepsze dane – własne, unikalne. Każda firma ma kopalnię: historyczna komunikacja, maile, feedback. Dobrze przefiltrowane dane mogą stanowić bazę do modeli finetuningowanych, które realizują zadania kompletniej niż generyczny ChatGPT. Warto przeprowadzić audyt: co mamy, gdzie to jest, jak można to wykorzystać. a w przypadku wątpliwości….
…masowe próbkowanie Testy A/B nigdy nie były prostsze. Możemy tworzyć dziesiątki wariantów w czasie, w którym wcześniej powstawał jeden. Zamiast A/B, testujmy więcej wersji – A/B/C/…/Z.
Treści podtrzymujące vs. przebiciowe Treści podtrzymujące utrzymują regularność, zadowalają algorytmy, podtrzymują zaangażowanie. Idealnie nadają się do automatyzacji. Treści przebiciowe robią buzz, budują rozpoznawalność, stają się viralowe – wymagają ludzkiej kreatywności. Automatyzujemy podtrzymanie, a uwolniony czas inwestujemy w przebicia.
Eliminacja niekompetencji Najtrudniejsza do wyeliminowania niekompetencja to nie rażące błędy, ale niedopatrzenia i swobodne by nie powiedzieć lekkomyślne podejście do bezpieczeństwa. Zadbajmy o pełną świadomość w firmie z jakich narzędzi i dlaczego korzystamy. Edukujmy gdzie znajduje się granica i dlaczego warto ją respektować. Zakazywanie jest ślepą alejką, która spowoduje, że pracownicy na prywatnych kontach będą realizować działania nierzadko przesyłając dane wrażliwe. Marketer 2026 roku to nie ktoś, kto zna wszystkie narzędzia. To ktoś, kto rozumie, jak te narzędzia ze sobą współpracują i gdzie wciąż niezbędny jest człowiek.
Jedno zdanie, które musisz zapamiętać
Im więcej wokół nas AI i automatyzacji, tym bardziej wartościowe stają się umiejętności stricte ludzkie: strategiczne myślenie, kreatywność, empatia i budowanie relacji.
Marketing 2026 to nie wybór między człowiekiem a maszyną. To inteligentna integracja. Technologia wykonuje zadania. Człowiek podejmuje decyzje. AI generuje warianty. Człowiek wybiera narrację. Algorytmy analizują dane. Człowiek buduje strategię i tak dalej.
Najważniejsze pytanie na 2026 rok brzmi więc nie „czy używać AI?”, ale „czego nie powinniśmy automatyzować, żeby zachować autentyczność marki i przewagę konkurencyjną?”
A teraz… przestań czytać i zacznij testować. Bo w marketingu 2026 wygrywają nie ci, którzy wszystko wiedzą – ale ci, którzy najszybciej się uczą i adaptują.
Po pierwsze i najważniejsze – nigdy nie korzystałam ze Spotify i teraz żałuję. Od kilku dni moi znajomi wysyłają, udostępniają, komentują i omawiają off-line swój muzyczny wiek, najczęściej słuchane utwory i wiele, wiele więcej. Jestem wykluczona z tego, ale z zapartym marketingowym tchem obserwuję, jak dobrze jest to przemyślane i to nieco łagodzi moje FOMO. Rozbierzmy Spotify Wrapped na czynniki pierwsze i zastanówmy się, co takiego w tym jest, że od lat staje się „cyklicznym wydarzeniem viralowym”.
Czy to już fenomen kulturowy?
Zaczęło się niewinnie, Spotify w 2016 roku wprowadziło podsumowania muzycznego roku, ubrało dane w piękne kolory. Raport pokazuje najczęściej odtwarzane utwory, ulubione gatunki, całkowity czas słuchania, najpopularniejszych artystów… Nie jest to nowość, bo 3 lata wcześniej w 2013 roku (wtedy na topie pewne były Filipinki hue hue hue) uruchomiono „Year in Music” – prostą prezentację statystyk słuchania, która wizualnie przypominała bardziej formularz podatkowy niż coś wartego udostępnienia. Tak przynajmniej twierdzą ludzie, którzy wówczas byli podsumowani. Ktoś mi nawet powiedział: „Fajne to było, człowiek na chwilę zatrzymywał się i wczytywał we własne przyzwyczajenia muzyczne, ale nie miało to potencjału viralowego. Były to po prostu dane”.
Spotify nie jest w ciemię bite (jak mawia moja mama) i wyciągnęło wnioski. Kampania przeszła metamorfozę. Zamiast nudnych zestawień pojawiły się żywe kolory, animacje i … interaktywne historie. Oj tak. Bo ludzie kochają opowiadać o sobie, a czy można lepiej o sobie opowiedzieć, niż przez coś, co jest częścią naszej tożsamości? Ofc chodzi o muzykę.
No i zaczęło się opowiadanie. I to jakie!
Wrapped stanowił centralny element strategii Spotify mającej na celu angażowanie i poszerzanie bazy użytkowników, która wzrosła ze 123 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie (MAU) w czwartym kwartale 2016 r. do oszałamiających 602 milionów MAU w czwartym kwartale 2023 r.
W 2023 roku z kampanią zaangażowało się 227 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie, generując prawie 725 milionów wyświetleń wideo (dobitniej umuje TO) pisząc: …227 milionów osób zostało nieodpłatnymi ambasadorami marki, cały czas czując się wyjątkowo w swoim kiepskim guście muzycznym o 3 nad ranem).
FENOMEN!
Jeśli dodamy do tego fakt, że jest to cykliczne wydarzenie i użytkownicy Spotify czekają na początek grudnia, by móc się pochwalić, że są najwierniejszymi fanami Backstreet Boys i mają na liczniku 309977567889 godzin z Brianem i resztą, to robi się z tego fenomen kulturowy. Nie zapominajmy również, że czekając na podsumowanie i potem robiąc z niego użytek, bierzemy udział w masowej, spontanicznej rozmowie o muzyce, tożsamości i wspólnych doświadczeniach. Tia. BsB łączy.
Ale co napędza viral?
Psychologia. A ujmując rzecz szerzej, to sukces Spotify Wrapped opiera się na precyzyjnym i naprawdę kreatywnym przeanalizowaniu i zrealizowaniu doświadczenia użytkownika. Psychologia fenomen tłumaczy 4 teoriami/mechanizmami.
Teoria optymalnej odrębności – wprowadzona w 1991 roku przez psycholożkę społeczną Marilynn Brewer – wyjaśnia, dlaczego Wrapped działa tak skutecznie. Ludzie nieustannie balansują między dwiema sprzecznymi potrzebami: przynależności do grupy i wyrażania swojej unikalności. Spotify Wrapped osiąga to balans perfekcyjnie. Widzisz, że słuchasz tych samych artystów co znajomi (przynależność), ale też odkrywasz swoją unikalną muzyczną osobowość (odrębność).
Efekt zaskoczenia – choć żyjesz ze swoimi nawykami słuchania przez cały rok, zobaczenie ich w formie danych jest prawdziwym odkryciem. „Słuchałem tej piosenki 847 razy? Naprawdę?” Ten element niespodzianki sprawia, że użytkownicy chcą się tym podzielić.
Społeczna waluta – Wrapped nie jest tylko listą piosenek. To cyfrowa odznaka tożsamości. Udostępniając swoje wyniki, mówisz światu, kim jesteś lub kim chcesz być. Czy należysz do elitarnych 0,1% słuchaczy danego artysty? Czy odkryłeś nową falę przed wszystkimi? To staje się powodem do dumy i naturalnym sposobem rozpoczęcia rozmowy.
FOMO w najczystszej postaci – jak powiedziała June Sauvaget, była szefowa marketingu konsumenckiego Spotify: kampania tworzy „efekt FOMO”, który z natury zachęca nowych użytkowników do rozważenia Spotify. Kiedy widzisz, jak wszyscy wokół udostępniają swoje Wrapped, a Ty nie masz dostępu do tej zabawy, presja jest niesamowita. Miliony osób pobierają Spotify dokładnie z tego powodu.
Dane budują narrację, To już wiemy. Ale Spotify tę narrację ubiera w określoną identyfikację. Każdy Wrapped to tak naprawdę osobna historia, którą chcemy się podzielić – a to z kolei napędza viral. A jeśli do tego wszystkiego dodamy emocje – bo przecież muzyka to emocje – to robi się z tego coś naprawdę ciekawego.
Gdyby tego było mało, to w 2022 roku Spotify wprowadził „Personality Types” – 16 typów osobowości muzycznej opartych na zachowaniach słuchania. Czyli pokaż mi, czego słuchasz, a powiem Ci, kim jesteś. Taki muzyczny test osobowości. Jak teraz tym sobie myślę, to z mieszanki szlagierów lat 90-tych, hitów eurodance, Bruce’A Springsteena, Jacka Lecha, ACDC, Fasolek, Pidżamy Porno, Skaldów czy Pana Roguckiego z Panią Nosowską (bo tego słucham), pewnie by mi wyszło coś w stylu: The Eclectic Sentimentalist, która jest dumna ze swojego „nieoczywistego” smaku muzycznego. Hmmm. Teraz jestem ciekawa.
Ale…
To genialne połączenie trendu na testy osobowości z danymi muzycznymi. Wszystko o osobowościach przeczytacie TUTAJ.
Jak reklamować bez reklamy?
No właśnie tak. Zrobić viral i patrzeć, jak ludzie się zabijają, by opublikować jako pierwsi. A potem zbierać profity z UGC. Podręcznikowo byśmy powiedzieli, że Spotify przekształca każdego użytkownika w ambasadora marki, który promuje Spotify całkowicie za darmo.
No i teraz najlepsze. Przecież nie ma tu żadnego wezwania do działania, kodu promocyjnego ani banerów reklamowych. Jest tylko cyfrowe klepanie po pleckach.
Rezultaty mówią same za siebie. Pojawiły się one już na początku tego tekstu, ale jeszcze je przypomnę:
Wrapped stanowił centralny element strategii Spotify mającej na celu angażowanie i poszerzanie bazy użytkowników, która wzrosła ze 123 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie (MAU) w czwartym kwartale 2016 r. do oszałamiających 602 milionów MAU w czwartym kwartale 2023 r.
W 2023 roku z kampanią zaangażowało się 227 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie, generując prawie 725 milionów wyświetleń wideo (dobitniej umuje TO) pisząc: …227 milionów osób zostało nieodpłatnymi ambasadorami marki, cały czas czując się wyjątkowo w swoim kiepskim guście muzycznym o 3 nad ranem).
Legendy też głoszą, że każdego roku w pierwszym tygodniu grudnia Spotify notuje skok w rankingach App Store.
Nie bez znaczenia jest również fakt, że każdego roku Spotify dodaje nowe funkcje do Wrapped.
5 najważniejszych lekcji dla marketerów
Spotify Wrapped, jak się okazuje – to Najwyższa Szkoła Jazdy, od której nauki powinien pobierać każdy marketer.
Personalizacja na skalę działa – ludzie kochają widzieć swoje własne dane, szczególnie gdy są prezentowane w angażujący sposób
Udostępnialność trzeba zaprojektować – nie jest przypadkowa. Wrapped jest zoptymalizowany pod kątem viralowości od projektowania grafik po timing kampanii
Dane mogą być emocjonalne – nie chodzi tylko o liczby, ale o historie, które one opowiadają
User-generated content to złoto – gdy użytkownicy tworzą treści dla Ciebie, masz nieograniczoną armię promotorów
Kreatywność wygrywa – pomimo że konkurenci jak Apple Music próbują kopiować Wrapped (Apple Music Replay), żaden nie osiągnął tej samej kulturowej istotności
Spotify Wrapped przeszedł drogę od prostego zestawienia rocznego do fenomenu kulturowego, który jest wykładany w szkołach biznesu jako case study marketingu viralowego. Geniusz Wrapped polega na tym, że przekształca coś tak banalnego jak dane o słuchaniu w wydarzenie kulturowe, na które ludzie czekają przez cały rok. To nie jest marketing przychodzący do użytkownika – to użytkownicy przychodzą do marketingu, entuzjastycznie i z własnej woli. I tak to się powinno robić. Koniec
Gadżety reklamowe czasami nadal są traktowane przez niektóre firmy jak koszt, a nie narzędzie marketingowe. Jest to mylne przekonanie, które może wynikać np. z braku pomysłu na ciekawe upominki dla klientów, czy pracowników. Na potwierdzenie tej tezy możemy udowodnić, że dane mówią coś zupełnie innego. Najnowsze niezależne badanie Centrum Badawczo-Rozwojowego BIOSTAT® i OpenGift.pl na grupie 1000 respondentów dowodzi, że dobrze dobrany upominek to coś więcej niż miły gest – to strategiczne narzędzie budowania relacji, oparte na głębokich mechanizmach psychologicznych. No dobra, ale co to tak naprawdę oznacza? Poniżej rozbieramy ten mechanizm na czynniki pierwsze.
Dlaczego w ogóle lubimy dostawać prezenty?
Zanim przejdziemy do konkretnych danych, warto zrozumieć, co dzieje się w naszych głowach, gdy otrzymujemy upominek. Psychologia od lat bada te mechanizmy i wyniki są fascynujące. To obowiązujące powszechnie reguły, których opisania podjęła się psychologia społeczna.
Gdy ktoś daje nam prezent, uruchamia się w nas naturalny mechanizm opisany przez Roberta Cialdiniego jako reguła wzajemności. To głęboko zakorzeniona potrzeba odwdzięczania się za otrzymane dobro. Nie chodzi tu o manipulację – to podstawowy element budowania relacji międzyludzkich, który towarzyszył nam od zarania cywilizacji.
W kontekście biznesowym ten mechanizm działa równie silnie. Dennis Regan w swoim eksperymencie wykazał już w latach 70., że osoby, które otrzymały nawet drobny prezent (butelkę napoju), kupowały następnie dwukrotnie więcej losów na loterię niż grupa kontrolna. Ten prosty eksperyment pokazuje coś kluczowego: wartość upominku nie musi być wysoka, by wywołać efekt.
I tu właśnie można przytoczyć dane z badania BIOSTAT®. Aż 86% respondentów deklaruje, że lubi otrzymywać gadżety reklamowe. Co więcej, prawie trzy czwarte faktycznie z nich korzysta, a do kosza trafia ledwie 0,8% otrzymanych upominków. To oznacza, że w zdecydowanej większości przypadków Twój prezent nie kończy swego życia w szufladzie – staje się częścią codzienności odbiorcy.
Jak wykorzystać dobrze ten mechanizm?
Z psychologii wiemy również, że reguła wzajemności w niektórych przypadkach nie obowiązuje. Związane jest to w kontekście omawianego tematu np. z prezentem niechcianym czy niepotrzebnym. Zatem, aby gadżet reklamowy skutecznie wykorzystywał zasadę wzajemności, powinien spełniać kilka kluczowych warunków:
Wartość użytkowa, nie tylko symboliczna
Prezent powinien być rzeczywiście przydatny dla odbiorcy. Kolejny tandetny długopis nie wywołuje poczucia zobowiązania, ale wysokiej jakości powerbank, elegancki notes czy funkcjonalny gadżet technologiczny już tak.
Personalizacja i dopasowanie
Gadżet dobrany do potrzeb i zainteresowań konkretnej grupy odbiorców działa znacznie skuteczniej niż uniwersalny drobiazg. Marketing szpitala rozdający apteczki pierwszej pomocy ma większy sens niż rozdawanie ich przypadkowym przechodniom.
Moment i kontekst wręczenia
Prezent wręczony w naturalnej, nieinwazyjnej sytuacji (np. podczas branżowej konferencji, jako podziękowanie za udział w webinarze) buduje pozytywne skojarzenia. Ten sam gadżet wciskany agresywnie na ulicy wywołuje odrzucenie.
Brak bezpośredniego „quid pro quo”
Najskuteczniejsze są prezenty, które nie wymagają natychmiastowego rewanżu. Gdy firma oferuje wartościowy gadżet bez widocznych oczekiwań, mechanizm wzajemności działa naturalnie i długofalowo, budując rzeczywistą lojalność.
Jakość przekłada się na percepcję marki?
Łatwo niszczejący gadżet nie tylko nie buduje zobowiązania, ale może zaszkodzić wizerunkowi firmy. Z kolei prezent wysokiej jakości sugeruje, że i produkty czy usługi firmy są równie solidne. Skojarzenia tutaj są proste.
Kluczem do skutecznego wykorzystania gadżetów reklamowych jest więc subtelność, autentyczność i rzeczywista wartość dla odbiorcy. Tylko wtedy reguła wzajemności zadziała naturalnie, budując pozytywne relacje, zamiast wywoływać opór i niechęć.
Efekt IKEA i wartość personalizacji
Dan Ariely opisał zjawisko, które nazwano efektem IKEA. Okazuje się, że ludzie przypisują większą wartość przedmiotom, w których tworzenie mieli choćby minimalny udział. Badania z 2012 roku pokazały, że uczestnicy byli gotowi zapłacić więcej za meble, które sami złożyli, niż za identyczne produkty gotowe.
Jak wykorzystać efekt IKEA w gadżetach reklamowych?
Ten psychologiczny mechanizm ma ogromny potencjał w kontekście prezentów firmowych. Kiedy odbiorca ma poczucie, że gadżet jest „jego” – że w jakiś sposób przyczynił się do jego formy lub personalizacji – jego wartość subiektywna gwałtownie wzrasta.
Personalizacja wyboru, nie tylko personalizacja produktu
Tradycyjna personalizacja to nadruk logo czy imienia odbiorcy. Efekt IKEA sugeruje coś więcej – daj odbiorcy możliwość współdecydowania o finalnym kształcie prezentu:
Wybór wariantu kolorystycznego
Zamiast rozdawać wszystkim identyczne czarne długopisy, pozwól odbiorcy wybrać kolor z palety dopasowanej do jego preferencji. Ten prosty akt wyboru sprawia, że produkt staje się „jego” długopisem, nie „kolejnym długopisem reklamowym”.
Konfigurator gadżetów online
Platformy, gdzie klient biznesowy może sam dobrać wariant produktu (kolor, materiał, typ nadruku) przed zamówieniem pakietu gadżetów dla swoich klientów. Nawet jeśli finalnie wszystkie będą identyczne, sam proces wyboru buduje zaangażowanie.
Zestawy do samodzielnego montażu
Eleganckie stojaki na telefon, organizer biurowy z drewna czy gadżety z kartonu wymagające prostego złożenia. Minutowy wysiłek buduje emocjonalną więź z produktem.
Kreatywne zestawy
Zestaw do stworzenia własnej świecy zapachowej z logo firmy, puzzle układające się w motto marki, czy origami z firmowym przekazem. Zabawa w tworzeniu przekłada się na pozytywne skojarzenia z marką.
Co naprawdę dzieje się, gdy otrzymujemy firmowy gadżet? Co mówi nasze badanie?
Dane z badania BIOSTAT® pozwalają nam zajrzeć głębiej w emocjonalną reakcję na otrzymanie upominku biznesowego. I te wyniki powinny zainteresować każdego marketera.
Najczęstsze emocje towarzyszące otrzymaniu gadżetu to:
Ciekawość (68,5%)
Radość (61,7%)
Wdzięczność (47,5%)
Poczucie docenienia (44,4%)
To nie są błahe uczucia. To dokładnie te emocje, które odpowiadają za budowanie długotrwałej lojalności, czy relacji. Człowiek, który czuje się zauważony i doceniony, znacznie chętniej wraca do marki, poleca ją innym i nawet wybacza drobne potknięcia.
Co równie istotne – emocje negatywne są tu marginalne. W przeciwieństwie do reklam, które swoją nachalnością, czy agresywnością nierzadko wywołują irytację. Dobrze dobrany gadżet budzi pozytywne skojarzenia.
Wpływ na postrzeganie marki
Czy te emocje przekładają się na rzeczywisty wizerunek firmy? Dane są jednoznaczne:
30,2% badanych ocenia wpływ gadżetów na postrzeganie marki jako zdecydowanie pozytywny
54,2% – jako raczej pozytywny
To razem ponad 84% pozytywnych opinii
Równie interesujący jest fakt, że nastawienie do gadżetów w ostatnich latach się poprawia. Niemal 7 na 10 osób deklaruje, że w ciągu ostatnich pięciu lat zaczęło cenić upominki firmowe bardziej. To sygnał, że wraz z rosnącą jakością wykonania i większą świadomością marek, gadżety przestają być postrzegane jako tandetne dodatki, a stają się realnym elementem strategii komunikacji.
Kubek, który pracuje dla Ciebie przez rok: DŁUGOWIECZNOŚĆ
Jednym z największych atutów gadżetów reklamowych jest ich długowieczność. W przeciwieństwie do reklamy displayowej czy postu w social mediach, które znikają w ułamku sekundy, fizyczny przedmiot pozostaje z odbiorcą na długo.
Jak długo? Badanie BIOSTAT® i OpenGift.pl pokazuje, że:
54,8% osób używa gadżetów długo
42,2% – średnio długo
To oznacza miesiące, a często lata obecności Twojej marki w otoczeniu klienta
Gdzie i jak często?
Gadżety towarzyszą odbiorcom przede wszystkim:
W domu (52,6% wskazań)
W pracy (24,4%)
Jeśli chodzi o częstotliwość użycia:
28,3% osób korzysta z gadżetów kilka razy w tygodniu lub częściej
29% – 1-2 razy w tygodniu
Przeliczmy to na ekonomię kontaktu z marką. Jeśli kubek z Twoim logo jest używany 3 razy w tygodniu przez rok, to daje około 150 kontaktów z marką. Przy koszcie 20-30 zł za dobry kubek, pojedynczy kontakt kosztuje grosze. Dla porównania – w kampaniach digital płacisz za każde wyświetlenie, każde kliknięcie, każdą sekundę uwagi.
Dobrze dobrany gadżet to inwestycja jednorazowa, która generuje setki mikromomentów z Twoją marką – przy porannej kawie, w drodze do pracy, na spotkaniu, podczas treningu.
Co sprawia, że gadżet naprawdę działa?
Nie każdy gadżet działa jednakowo dobrze. Badanie BIOSTAT® precyzyjnie pokazuje także, które cechy są kluczowe dla odbiorców:
1. Praktyczność – bezapelacyjny lider
86,6% badanych wskazało praktyczność jako najważniejszą cechę gadżetu. To może wydawać się oczywiste, ale w praktyce wiele firm wciąż wybiera upominki „bo są tanie”.
Warto, aby przedmiot np. rozwiązywał realny problem, czy chociażby wpisywał się w codzienne rutyny odbiorcy. Kubek, który nie mieści się w uchwycie samochodowym, powerbank, który ładuje się wieczność, notes z papierem kiepskiej jakości – to wszystko kończy w szafie, a nie w codziennym życiu klienta.
2. Jakość i trwałość
64,2% respondentów wskazało jakość wykonania jako kluczową cechę. To drugie najważniejsze kryterium – i jednocześnie jedno z najczęściej zaniedbywanych.
Źle wykonany gadżet to gorzej niż brak gadżetu. To sygnał, że marka nie dba o detale, oszczędza na jakości, czy lekceważy odbiorcę. Dobry gadżet działa odwrotnie – komunikuje profesjonalizm, solidność, szacunek dla klienta.
3. Ułatwianie życia na co dzień
59% badanych ceni sobie gadżety, które realnie pomagają w codziennych sytuacjach. Nie chodzi o „fajne, ale nieprzydatne” – chodzi o przedmioty, których brak odbiorca zauważa. Chociaż ciekawe i nietypowe gadżety mogą być sposobem na wyróżnienie się i skuteczne zwrócenie uwagi odbiorcy.
Emocje, nie cena
Może to być zaskakujące, ale badania psychologiczne konsekwentnie pokazują, że droższy prezent niekoniecznie robi większe wrażenie.
Eksperyment Gino i Flynn z 2011 roku wykazał, że uczestnicy nie oceniali droższych prezentów jako bardziej trafionych. Kluczowe okazały się:
Dopasowanie do potrzeb odbiorcy
Zrozumienie jego stylu życia
Intencja i troska widoczna w wyborze
Emocje towarzyszące wręczeniu
Nie bez powodu najlepszy prezent to ten, który mówi „rozumiem Cię, znam Twoje potrzeby”, a nie „wydałem na Ciebie dużo pieniędzy”.
Dane z badania BIOSTAT® to potwierdzają. Praktyczność i jakość są znacznie ważniejsze niż sama wartość materialna. Kubek za 30 zł, który jest dobrze wykonany i używany codziennie, zbuduje więcej lojalności niż gadżet za 100 zł, który poprzez np. niedopasowanie wyląduje w szafie.
Jak wykorzystać te wnioski w praktyce?
Teoria to jedno, ale jak przełożyć te wszystkie mechanizmy psychologiczne i dane badawcze na konkretne działania?
1. Zdefiniuj cel, zanim wybierzesz produkt
Nie zamawiaj gadżetów „bo trzeba” – zastanów się, co chcesz osiągnąć:
Wzmocnienie lojalności klientów VIP?
Reaktywację uśpionych kontaktów?
Wsparcie procesu sprzedaży?
Budowanie kultury organizacyjnej?
Każdy cel wymaga innego podejścia i innego typu upominku.
2. Segmentuj odbiorców
Dane pokazują wyraźne różnice w preferencjach. Nie wysyłaj tego samego gadżetu do wszystkich. Pomyśl o segmentacji według:
Płci (np elektronika vs kosmetyki)
Stylu życia (biuro vs praca zdalna vs teren)
Roli w organizacji (decydent vs użytkownik końcowy)
Kontekstu użycia (dom, biuro, podróże)
3. Postaw na jakość, nie ilość
Lepiej dać mniej gadżetów, ale solidnych i przemyślanych, niż zalać odbiorcę oceanem nieprzydatnych przedmiotów, które są niezbyt reprezentatywnej jakości. Pamiętaj: źle wykonany gadżet to także komunikat o Twojej marce.
4. Personalizuj subtelnie
Odbiorcy cenią dyskretny branding. Zamiast wielkiego logo, pomyśl o:
Psychologia pokazuje, że emocje związane z momentem otrzymania prezentu są często ważniejsze niż sam przedmiot. Dlatego warto rozważyć takie rozwiązania jak:
Zapakuj upominek estetycznie
Dodaj osobistą notatkę
Pomyśl o kontekście wręczenia
Zaplanuj element zaskoczenia
6. Mierz i wyciągaj wnioski
Wykorzystuj dane do optymalizacji. Zbieraj feedback, pytaj o preferencje, testuj różne rozwiązania w różnych segmentach. Badanie BIOSTAT® i OpenGift.pl to świetny punkt odniesienia, ale Twoi klienci mogą mieć specyficzne potrzeby.
Prezent to nie koszt, to inwestycja
Reguła wzajemności, efekt zaskoczenia, poczucie docenienia, długotrwała obecność w życiu klienta – to wszystko składa się na coś, czego nie kupisz w kampanii displayowej. To budowanie więzi, która przetrwa zmienne trendy marketingowe i technologiczne.
86% ludzi lubi dostawać gadżety. Prawie 75% faktycznie z nich korzysta. Ponad 84% pozytywnie ocenia wpływ na wizerunek marki. To nie są liczby, które można zignorować. Ale żeby te mechanizmy zadziałały, gadżet musi być przemyślany. Praktyczny, jakościowy, dopasowany, subtelnie oznakowany. Musi pokazywać, że zależy Ci na odbiorcy, a nie tylko nie na własnej ekspozycji.
Alibaba to platforma e-commerce B2B z siedzibą w Chinach, która została założona w 1999 r. przez Jacka Ma (przy okazji polecam niezwykle inspirującą biografię: „Alibaba. Jak Jack Ma stworzył chiński Amazon”). Przez ostatnie dwie dekady firma ta rozwijała się, aby stać się wykorzystywaną na całym świecie, zaufaną platformą do sprzedaży produktów B2B.
Alibaba wchodzi w skład szerszej grupy AliBaba Group. W portfelu tej organizacji znajdują się również inne znane azjatyckie portale handlowe, takie jak np. AliExpress czy Taobao. Liczby związane z platformą robią wrażenie – ponad 40 mln aktywnych kupujących, ponad 400 tys. transakcji dziennie, a także dostępność w ponad 200 krajach*.
* Dane na dzień 31.08.2022 r., źródło: https://seller.alibaba.com/
Alibaba oferuje konta w wersji darmowej i płatnej, wsparcie dla płatności internetowych, pomoc przy transakcji poprzez sprawdzenie jakości oferowanych produktów, zabezpieczenia transakcji oraz, co niezwykle ważne, możliwość dystrybucji na cały świat. Całość ma wygląd i funkcjonalność popularnych serwisów sprzedażowo-aukcyjnych, co jest sporym ułatwieniem zarówno dla kupujących, jak i dla sprzedawców.
Dzięki temu jest on niezwykle popularny na świecie wśród małych i większych przedsiębiorców chcących sprzedawać globalnie swoje produkty. Portal powoli zaczyna zyskiwać na popularności także w Polsce i w całej Europie. Dlaczego?
Pod wieloma względami można powiedzieć, że Alibaba jest czymś w rodzaju Amazona B2B — zarówno pod względem skali, jak i funkcji. Strona nie ma polskiej wersji językowej, jednakże bez problemu można korzystać z wersji angielskiej, niemieckiej, rosyjskiej, hiszpańskiej i wielu innych. Dodatkową zaletą jest to, że jedną z najbardziej innowacyjnych funkcji Alibaba jest tłumaczenie w czasie rzeczywistym, które skutecznie usuwa barierę językową i umożliwia dostawcom prowadzenie rozmów na czacie z zainteresowanymi kupującymi.
Kolejną zaletą jest to, że platforma oferuje setki milionów produktów w wielu różnych kategoriach. Model biznesowy różni się od innych platform internetowych, takich jak Allegro, eBay czy Amazon. Skupił się bardziej na wymianach między firmami. W przeciwieństwie do zwykłego podejścia business-to-consumer Alibaba koncentruje się na byciu platformą dla dostawców do sprzedaży hurtowych produktów po cenach hurtowych małym lub średnim przedsiębiorstwom na całym świecie, które następnie odsprzedają je z zyskiem na swoich rynkach krajowych.
Jak rozpocząć sprzedaż na Alibaba.com krok po kroku?
Po pierwsze musisz posiadać ciekawe produkty w atrakcyjnych cenach. Jeśli chcesz zacząć sprzedawać na Alibaba, możesz rozpocząć konfigurację w stosunkowo krótkim czasie. Sam proces sprzedaży jest nieco inny niż w przypadku zwyczajnych serwisów sprzedażowych jak eBay czy Amazon, ponieważ opiera się on na indywidualnych negocjacjach z klientami, a nie na procesie „Dodaj do koszyka”. Nie oznacza to jednak, że jest on trudniejszy.
1. Utwórz swoje konto na Alibaba.com
Pierwszym krokiem do sprzedaży na tym portalu jest oczywiście utworzenie konta. Proces rejestracji na Alibaba.com wygląda podobnie jak w przypadku innych portali aukcyjnych. Po pomyślnym przejściu procesu weryfikacji w kolejnym kroku uzupełnij dane Twojego konta, takie jak: nazwa, hasło, lokalizacja, typ konta (dostawca/kupujący lub oba), pełne imię i nazwisko, nazwa firmy oraz telefon kontaktowy.
Alibaba.com oferuje różne poziomy członkostwa dostosowane do potrzeb sprzedawców. Szczegóły znajdziesz na stronie seller.alibaba.com/pricing.
2. Stwórz profesjonalny profil swojej firmy
Po zweryfikowaniu konta za pośrednictwem poczty e-mail musisz skonfigurować profil firmy, zwany również stroną firmy. Pamiętaj, że są to informacje, które zobaczą potencjalni kupujący (lub sprzedający, jeśli chcesz zostać kupującym), więc powinieneś być tak wiarygodny i profesjonalny, jak to tylko możliwe. Konieczne jest uzupełnienie następujących danych:
rodzaj biznesu,
lokalizacja,
produkty, które planujesz sprzedawać,
wielkość spółki,
rynki docelowe (na których masz nadzieję sprzedać swoje produkty/usługi).
Dokładny profil wzbudzi zaufanie potencjalnych partnerów, a poświęcenie czasu na podanie dokładnych informacji podczas konfigurowania profilu może znacznie pomóc w zabezpieczeniu przyszłej działalności.
PORADA
Na wzrost zaufania kupujących wpłynie też dodanie wszelkich wyników testów jakościowych o produktach lub certyfikatów, które mogłeś uzyskać.
3. Stwórz własny Front Store
Na platformie można stworzyć darmową wizytówkę Twojej firmy w formie sklepu, który zostanie automatycznie przetłumaczony na 16 języków. Storefront na Alibaba.com jest w pełni konfigurowalny, dzięki czemu możesz dodawać produkty, zdjęcia, filmy wideo, aby wyróżnić i uwiarygodnić swoją markę.
Kolejną jego zaletą jest to, że jest skalowalny, a więc w każdym momencie możesz zwiększyć asortyment oferowany w witrynie. Masz również możliwość stworzenia zakładki o firmie, na której zaprezentujesz unikalne informacje o firmie i pełne dane kontaktowe. Dzięki temu zbudujesz rozpoznawalność swojej marki wśród obiorców hurtowych na rynkach globalnych. Inne marketplace’y nie dają tego typu możliwości i tak dużej swobody.
4. Wystaw pierwsze produkty
Po rejestracji nowego konta i jego weryfikacji nadszedł czas na wystawienie przedmiotów na sprzedaż. Procedura jest dość przyjazna, a sam proces transparentny. Jak to często bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Najważniejsze jest dobre przygotowanie tytułu oferty. Powinna ona zawierać przede wszystkim pełną nazwę produktu.
Pamiętaj również o uzupełnieniu wszystkich elementów oferty, takich jak szczegółowy opis, wyraźne zdjęcia, a także informacje dodatkowe. Popularną praktyką jest także rozbudowa tytułu aukcji i umieszczenie np. specyfikacji produktu (jeśli jest taka możliwość). Dzięki temu kupujący od razu będzie wiedział, czy Twój produkt jest tym, którego szuka, a także wpłynie to na polepszenie wyszukiwania Twoich produktów. Poza przygotowaniem oferty zakupów hurtowych daj możliwość zamówienia próbek w dowolnym formacie. Dzięki temu Twoi przyszli kontrahenci będą mogli sprawdzić jakość produktów, która może być głównym czynnikiem konkurencji w krajach azjatyckich.
Profesjonalny wygląd ofert to jeden z głównych czynników sukcesu, jednak skuteczność sprzedaży zależy również od zdobycia zaufania kupujących – a to nie jest takie łatwe, kiedy jesteś nowym dostawcą. Na niekorzyść działa też fakt, że z Alibaba.com korzysta wielu oszustów i naciągaczy.
Co możesz więc zrobić? Po pierwsze, zaoferuj (wspomnianą już wyżej) możliwość zamówienia próbki towaru. Po drugie, rozważ wykupienie pakietu Gold Membership, który uwiarygodni Twoją ofertę w oczach potencjalnych kontrahentów. Dzięki temu zyskasz „odznakę” w postaci symbolu złotego medalu, która nie tylko wpłynie na zaufanie klientów poprzez potwierdzenie Twojej autentyczności czy zwiększy widoczność Twoich ofert (znajdą się wyżej w wynikach wyszukiwania), ale także da Ci dostęp do rozszerzonych funkcji portalu. Aby zakwalifikować się do członkostwa Gold Membership, musisz przejść proces uwierzytelniania i weryfikacji przez renomowanego zewnętrznego dostawcę usług bezpieczeństwa wyznaczonego przez Alibaba.com.
Fakt, że aby odnieść sukces na Alibaba, musisz być bardzo wiarygodny w oczach potencjalnych kontrahentów, sprawia, że europejscy czy polscy dostawcy towarów powinni mieć sporą przewagę nad innymi, ponieważ oferują wysoką jakość produktów i obsługi klienta.
5. Zadbaj o dobre tłumaczenia i SEO opisów
Wystawiając przedmioty na sprzedaż na Alibaba.com, warto przygotować je w języku angielskim – reszta zostanie przetłumaczona dzięki zaawansowanym translatorom. Poza tym nie możesz zapominać o optymalizacji opisów pod SEO.
6. Ustaw reklamy
Na Alibaba.com możesz budować wyższą pozycję swojej marki za pomocą reklamy typu PPC (Pay Per Click). Reklamy te są oparte na słowach kluczowych, które umożliwiają kierowanie na określone hasła zarówno pod kątem optymalizacji wyszukiwarek (SEO), jak i płatnych reklam.
Reklamy oparte na słowach kluczowych to niezwykle precyzyjny i wymierny model rozliczania reklamy, który podnosi pozycję Twoich produktów w wynikach wyszukiwania, a rozliczenie następuje dopiero w momencie kliknięcia i przejścia przez klienta z wyników wyszukiwania na Twoją kartę produktową.
Zakupy na Alibaba.com
Nie zapominaj, że na portalu Alibaba.com możesz też kupować. Zakupy są stosunkowo intuicyjne i nie powinieneś mieć z nimi większych problemów. Jest jednak kilka istotnych kwestii, o których warto pamiętać, jeśli chcesz prowadzić import z tego portalu – jest on jedynie pośrednikiem w zakupach. Dlatego pamiętaj o dokładnej weryfikacji kontrahenta, aby uniknąć nieuczciwych sprzedawców.
PORADA
Warto też zamówić próbki albo jedną czy dwie sztuki produktu, aby sprawdzić jego jakość. Przy takim zamówieniu nie będzie konieczne zapłacenie cła. Pewne gwarancje daje też program Alibaba Trade Assurance (dzięki tej usłudze zamawiający otrzyma zwrot pieniędzy w przypadku, gdy towary nie zostały wysłane w terminie zawartym w umowie, a także w sytuacji, gdy wyprodukowane elementy nie są zgodne z ustalonymi wymaganiami jakości), który jest swego rodzaju zabezpieczeniem zwrotu naszych kosztów, gdyby zamówienie nie zostało zrealizowane.
Sprzedaż na Alibaba.com: podsumowanie
Alibaba.com to platforma, która zdecydowanie jest warta uwagi wielu producentów, bowiem umożliwia przedsiębiorcom z całego świata wyszukanie nowych, wiarygodnych dostawców. Rozpoczęcie sprzedaży w serwisie pozwoli Ci dotrzeć do zupełnie nowego rodzaju klientów. Powodzenia!
Dlaczego w 2025 roku Facebook wciąż jest złotem dla e-commerce?
Sektor e-commerce rośnie jak na drożdżach, a nowe trendy pojawiają się szybciej niż zdążysz wdrożyć poprzednie. Można by pomyśleć, że klasyczne kanały odchodzą w cień – ale nic bardziej mylnego. Dla polskich e-commerców Facebook w 2025 roku to wciąż nie „jedna z opcji”, a solidny fundament sprzedaży i marketingu. Różnica polega na tym, że nie wystarczy prowadzić fanpage’a. Trzeba wykorzystać cały ekosystem Meta – od reklam, przez grupy, po analitykę – i robić to strategicznie, z głową, a nie na chybił trafił.
Dane nie pozostawiają złudzeń. Zgodnie z najnowszym raportem „Digital 2025” przygotowanym przez We Are Social i Meltwater, Facebook jest niezmiennie ulubioną platformą społecznościową w Polsce. Aż 28,3% aktywnych użytkowników social media wskazuje go jako swój numer jeden, zostawiając w tyle Instagram (15,4%) i dynamicznie rosnącego TikToka (12,2%).
https://datareportal.com
Co to oznacza z perspektywy biznesowej? To prosta, ale niezwykle ważna informacja:
Twoi klienci tam są.
To na Facebooku spędzają czas, szukają opinii, inspirują się i, co najważniejsze, podejmują decyzje zakupowe. Ignorowanie tak potężnej koncentracji uwagi potencjalnych konsumentów nie jest strategicznym wyborem, a biznesowym zaniedbaniem. Pytanie, które każdy właściciel e-commerce powinien sobie zadać, nie brzmi „czy być na Facebooku?”, ale „jak wykorzystać jego pełen potencjał, aby realnie zwiększyć sprzedaż?”. Pierwszym krokiem do odpowiedzi jest zrozumienie, kto dokładnie znajduje się po drugiej stronie ekranu. Tam gdzie siedzi Twój klient/klientka. Musicie się zaprzyjaźnić, chociaż się nie znacie.
Poznaj swojego klienta – demografia polskich użytkowników Facebooka
Skuteczny marketing nie zaczyna się od reklamy, tylko od liczb. Jeśli nie wiesz, kto siedzi po drugiej stronie ekranu, to przepalasz budżet, zamiast go inwestować. Dlatego zanim wrzucisz pierwszy post czy uruchomisz kampanię, potrzebujesz twardych danych. Demografia użytkowników Facebooka w Polsce to nie „ciekawostka” – to punkt wyjścia. To właśnie ona podpowiada, jak dopasować ofertę, komunikację i kreacje reklamowe tak, żeby faktycznie trafiały, a nie mijały się z odbiorcą. Bo, jak pisałem wcześniej, musicie się zaprzyjaźnić. Hmmm pewnie napiszę to jeszcze kilka razy w tym tekście.
Według danych NapoleonCat z czerwca 2025 roku, w Polsce z Facebooka korzysta blisko 24,8 miliona osób. To ogromny, zróżnicowany rynek, w którym niemal każdy sklep internetowy może znaleźć swoją niszę.
Analizując powyższe dane, możemy wyciągnąć kilka kluczowych wniosków dla e-commerce:
Lekka przewaga kobiet: Podział 55,3% kobiet do 44,7% mężczyzn to cenna wskazówka dla branż takich jak moda, uroda, zdrowie, akcesoria dla dzieci czy wystrój wnętrz. Nie oznacza to jednak, że mężczyźni są nieobecni – to wciąż potężna grupa ponad 11 milionów użytkowników.
Siła nabywcza w grupach 18-44: Najliczniejsze segmenty wiekowe to 25-34 lata (25%), 18-24 lata (23%) oraz 35-44 lata (21,8%). Łącznie te trzy grupy stanowią niemal 70% wszystkich użytkowników Facebooka w Polsce. To pokolenia aktywne zawodowo, posiadające siłę nabywczą i nawyk robienia zakupów online. To właśnie do nich w pierwszej kolejności powinna celować większość sklepów internetowych.
Niedoceniany potencjał starszych grup: Użytkownicy w wieku 45-54 (14,9%), 55-64 (8%) a nawet 65+ (7,2%) stanowią znaczącą i często pomijaną przez marketerów siłę. To konsumenci o ustabilizowanej sytuacji finansowej, lojalni i często poszukujący produktów wysokiej jakości, specjalistycznych porad czy artykułów hobbystycznych (np. ogród, wędkarstwo, rękodzieło).
Te dane to Twój strategiczny drogowskaz. Sklep sprzedający modne sneakersy powinien skupić swoją komunikację wizualną (np. w formie dynamicznych rolek – Reels) i językową na grupie 18-34. Z kolei e-commerce oferujący wysokiej jakości ekspresy do kawy może z powodzeniem kierować precyzyjne kampanie do grupy 35-54, podkreślając w reklamach jakość, trwałość i parametry techniczne produktu, zamiast podążać za ulotnymi trendami. Zrozumienie tej demografii to pierwszy, niezbędny krok do stworzenia efektywnej strategii, która przełoży się na realne wyniki sprzedażowe.
Działania organiczne na Facebooku – strategia dopasowana do celu
Każde działanie w social media, niezależnie od tego, czy mówimy o kampaniach performance’owych, czy stricte wizerunkowych, powinno mieć jasno określony cel. To absolutna podstawa każdej przemyślanej strategii.
Niektóre sklepy internetowe publikują bardzo dużo treści organicznych, licząc na budowanie zasięgu i zaangażowania. Czasem ta taktyka działa, czasem jednak prowadzi jedynie do marnowania czasu grafików i działu kreatywnego na produkowanie generycznych treści, które nie rezonują z odbiorcami i nie mają realnego przełożenia na wyniki.
https://feedbeat.co
Na załączonym screenie widać wyraźnie, jak różnie podchodzą do tego duże sklepy internetowe (choć z różnych branż, to łączy je skala działań).
Liderem w liczbie publikacji jest Media Expert, który w analizowanym okresie opublikował aż 80 postów. Dla porównania, Decathlon Polska opublikował zaledwie 4 posty. Skrajna rozbieżność? Tak, ale nieprzypadkowa.
Media Expert konsekwentnie stawia na ogromną liczbę treści, licząc na masowe dotarcie, budowanie obecności i generowanie ruchu. Z kolei Decathlon Polska wyraźnie ogranicza działania organiczne, prawdopodobnie skupiając zasoby i budżet głównie na działaniach reklamowych i kampaniach w innych kanałach.
Co ważne, każda z tych marek działa w sposób zgodny ze swoim celem. Jeżeli strategia zakłada silny nacisk na reklamę płatną, minimalizowanie treści organicznych jest w pełni uzasadnione.
Jeżeli jednak duży fanpage generuje wysokie zasięgi i zaangażowanie, regularna aktywność organiczna ma sens – szczególnie przy takiej skali, jak w przypadku X-kom.pl czy Media Expert, bo duży fanpage trudno „zmęczyć” treściami.
Małe sklepy powinny jednak działać bardziej selektywnie. Nie chodzi o ilość postów, lecz o ich wartość i potencjał na wzrost zasięgu – zwłaszcza przy wsparciu nawet minimalnym budżetem reklamowym.
Zamiast próbować publikować 3 razy dziennie, jak robią to giganci, skup się na formatach, które dają największą szansę na przebicie się:
Wideo, zwłaszcza Reels: To obecnie format o największym potencjale organicznego zasięgu. Pokaż produkt w użyciu, daj szybką poradę, stwórz zabawną scenkę.
Treści tworzone przez użytkowników (UGC): Zachęcaj klientów do dzielenia się zdjęciami z Twoim produktem i repostuj najlepsze z nich. To buduje autentyczność i zaufanie.
Wartościowe karuzele i infografiki: Dziel się wiedzą ze swojej branży. Sprzedajesz kawę? Stwórz post o 5 sposobach parzenia. Sprzedajesz kosmetyki? Pokaż kroki prawidłowej pielęgnacji.
Wniosek jest prosty: działania organiczne mają sens tylko wtedy, gdy wynikają z jasno określonego celu i są częścią większej, przemyślanej strategii.
Jak zatem dopasować działania na Facebooku do celu?
Powiedzmy sobie szczerze: nie każda marka musi „być wszędzie” i „robić wszystko”. Najważniejsze w social mediach – zwłaszcza w przypadku sklepów internetowych – jest dopasowanie działań do celu biznesowego.
Jeżeli celem jest:
Budowa rozpoznawalności – działania organiczne są ważne, bo pozwalają zwiększać widoczność bez konieczności dużych budżetów reklamowych (ale warto mierzyć ich realny zasięg i zaangażowanie).
Sprzedaż i konwersja – kluczową rolę odgrywają reklamy płatne, a organiczne treści mogą być dodatkiem, wspierającym remarketing lub wzmacniającym wiarygodność sklepu.
Zwiększenie lojalności klientów – tutaj dobrze sprawdzają się wartościowe treści organiczne, budujące relację z obecnymi klientami.
Wspomniany wcześniej przykład Decathlonu Polska dobrze to pokazuje. Marka świadomie ogranicza treści organiczne, skupiając się na działaniach sprzedażowych i reklamowych. To przemyślany wybór, zgodny z celem marki.
Z drugiej strony sklepy takie jak X-kom.pl czy Media Expert inwestują w ogromną liczbę treści organicznych – ich celem jest nie tylko sprzedaż, ale też dominacja w przestrzeni social mediów, ciągłe „bycie widocznym” i budowanie społeczności.
Kiedy warto postawić na działania organiczne?
Masz zaangażowaną społeczność lub budujesz ją od podstaw.
Chcesz zwiększyć rozpoznawalność i zasięgi wśród nowych użytkowników.
Posiadasz ograniczony budżet reklamowy.
Kiedy lepszym wyborem będą kampanie płatne?
Skupiasz się na bezpośredniej sprzedaży i konwersji.
Potrzebujesz szybkich, mierzalnych wyników.
Masz produkty o wysokiej marży, które możesz reklamować efektywnie.
Zanim zaczniesz działać, określ precyzyjnie swoje cele i dopasuj do nich strategię – bo w social mediach „więcej” nie znaczy „lepiej”.
Reklama płatna na Facebooku – jak skutecznie sprzedawać w e-commerce
W przypadku sklepów internetowych absolutnym „corem” działań w social media jest konwersja – czyli sprzedaż. Kluczem do jej realizacji jest system reklamowy Meta Ads, który dziś stanowi najpotężniejsze narzędzie tego typu na rynku.
Z poziomu jednego panelu możesz uruchamiać kampanie nie tylko na Facebooku, ale także na Instagramie, Messengerze, WhatsAppie czy Threads. To w praktyce oznacza dostęp do całego ekosystemu reklamowego Mety, z precyzyjnym targetowaniem, automatyzacją i optymalizacją opartą na danych.
Kreacja – kluczowy element sukcesu
W kampaniach e-commerce wykorzystywane są różne typy kreacji:
Statyczne grafiki – proste, czytelne, często produktowe.
Krótkie wideo – szczególnie skuteczne w mobile.
UGC (User Generated Content) – autentyczne treści od influencerów lub klientów, które świetnie „sprzedają” wizerunek produktu i wzmacniają zaufanie.
Jednak w zdecydowanej większości kampanii reklamowych dla sklepów internetowych podstawą pozostają katalogi produktowe. To właśnie kampanie oparte o katalog (w formacie karuzeli lub kolekcji) odpowiadają za największy udział w sprzedaży.
Katalogi produktowe – standard i wyróżnik
Podstawowe katalogi (karuzele, kolekcje) to już standard. Dlatego sklepy, które chcą wyróżnić swoje reklamy na tle konkurencji, powinny zadbać o dedykowane nakładki i wyróżniki graficzne. Na screenach widać, jak różne marki podchodzą do tego tematu:
Arena.pl stosuje proste nakładki graficzne, np. informację o odroczonej płatności („Zapłać za 30 dni”) lub promocyjnych cenach.
Zalando czy Nike wykorzystują zaawansowane narzędzia zewnętrzne, takie jak Cropink (https://cropink.com/), by automatycznie generować stylizacje, dopasowane do całego looku. To pozwala im lepiej eksponować produkt, a jednocześnie usprawnia proces tworzenia kreacji.
Decathlon Polska stosuje proste, jasne grafiki z produktami w centrum, dodatkowo uzupełnione o wyróżniki („Rowerowe okazje”), co jest czytelne i skuteczne w tej branży.
Suitsupply stawia na prostotę i wysoką jakość zdjęć. Tutaj produkt broni się sam
Kreacja to nowe targetowanie
Dziś to nie sam dobór grupy docelowej decyduje o sukcesie kampanii, lecz to, jak dobrze produkt zostanie przedstawiony w reklamie. Dzięki nakładkom, dodatkowym informacjom o dostawie, płatności czy rabatach, reklama staje się bardziej czytelna i skuteczna.
Kampanie Advantage+ – automatyzacja sprzedaży
Na koniec warto wspomnieć o kampaniach Advantage+ – to rozwiązanie, które Meta oferuje sklepom internetowym do automatycznego skalowania sprzedaży. W ramach jednego zestawu reklam możesz promować cały katalog produktów, a algorytmy same dobierają najlepsze połączenie kreacji, grup docelowych i placementów, optymalizując kampanię pod kątem zakupów.
Przykład Desktronic, gdzie mateirał dynamiczny adv+ czasem wyświetla się jako karuzela a czasem jako kolekcja dopasowując się do preferencji odbiorców.
To rozwiązanie działa szczególnie dobrze w sklepach, które mają duży katalog produktowy i nie chcą samodzielnie zarządzać kampaniami dla każdego z produktów.
Podsumowanie i praktyczne wskazówki – jak skutecznie wykorzystać Facebooka w sklepie internetowym?
Facebook wciąż pozostaje platformą numer jeden w Polsce, jeśli chodzi o liczbę użytkowników i realne możliwości sprzedażowe. Dla e-commerce to wciąż najważniejsze narzędzie, które – przy właściwym podejściu – może generować zarówno ruch, jak i sprzedaż.
Najważniejszy wniosek?
Nie istnieje uniwersalna strategia, która zadziała dla wszystkich sklepów. Kluczem jest dopasowanie działań do konkretnego celu.
Jeśli Twoim priorytetem jest:
Budowanie zasięgu i społeczności – postaw na treści organiczne, UGC i lekkie kampanie wspierające.
Sprzedaż i konwersje – skoncentruj się na kampaniach katalogowych, Advantage+ i reklamach nastawionych na efekt sprzedażowy.
W każdym przypadku obowiązuje jednak kilka żelaznych zasad.
1. Zaczynaj od celu
Zanim wrzucisz post lub uruchomisz reklamę, odpowiedz na pytanie: Co chcesz osiągnąć?
Nie działaj „bo trzeba”. Facebook to narzędzie do realizacji konkretnych celów biznesowych.
2. Kreacja to podstawa
Nie wystarczy „kliknąć” kampanię. Współczesna reklama na Facebooku to przede wszystkim gra o uwagę:
Dodawaj nakładki z informacjami o płatności, dostępności lub wyróżnikach produktu.
Testuj katalogi produktowe z kreatywnymi wizualami (jak Zalando, Nike czy Arena.pl).
Korzystaj z UGC i wideo, jeśli to pasuje do Twojej grupy.
3. Testuj, analizuj, optymalizuj
Facebook Ads to nie jednorazowy strzał. Najlepsze wyniki osiągają Ci, którzy:
Regularnie analizują swoje kampanie (CTR, ROAS, koszt konwersji).
Testują różne kreacje i grupy docelowe.
Optymalizują kampanie na bieżąco, nie zostawiając ich bez kontroli.
Najważniejszy wniosek na koniec:
Facebook nie działa na zasadzie „więcej znaczy lepiej”. Liczy się jakość treści, przemyślana strategia i odpowiednie ustawienie celów.
Jeżeli podejdziesz do Facebooka z takim nastawieniem, ta platforma nadal będzie jednym z najskuteczniejszych kanałów sprzedaży dla Twojego sklepu internetowego – niezależnie od skali.
Korzystanie z Google Tag Managera do zarządzania kodami na stronach internetowych stało się standardem. Wobec zmian zachodzących w świecie analityki i marketingu internetowego warto zrobić krok do przodu i przejść na rozwiązanie po stronie serwera, czyli server-side Google Tag Manager. Jakie niesie to za sobą korzyści?
Google Tag Manager (GTM) jest narzędziem, dzięki któremu na stronie dodajesz tzw. tagi, czyli skrypty umożliwiające m.in. śledzenie wizyt użytkowników. Do najpopularniejszych tagów należą skrypty Google Analytics, konwersje Google Ads oraz zdarzenia Facebook Pixel.
W „tradycyjnej” wersji GTM tagi uruchamiają skrypt np. Google Analytics w przeglądarce użytkownika i dane są wysyłane bezpośrednio na serwer Google.
W 2020 r. Google ogłosił nowe rozwiązanie, które całkowicie zmienia drogę danych do serwera Google. Uruchamiany tag (np. Google Analytics) nie wysyła danych bezpośrednio na serwer Google, lecz na serwer w Twojej subdomenie – np. dane.twojadomena.pl. Na tym serwerze zainstalowany jest server-side Google Tag Manager, który następnie wysyła dane w przypadku Google Analytics na serwer Google’a.
Podsumowując – dane użytkownika dotyczące jego zdarzeń wysyłane są na Twój serwer, a następnie skrypty firm trzecich, jak Google i Facebook, uruchamiane są poza przeglądarką użytkownika.
Dlaczego to jest dobre i korzystne rozwiązanie?
Na pierwszy rzut oka taka zmiana może dużo nie wnosić do analityki i wydawać się zbędna. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Śledzenie po stronie serwera to przyszłość, której warto wyjść naprzeciw i wyprzedzić konkurencję.
Dzięki rozwiązaniu serwerowemu masz pełną kontrolę nad tym, jakie dane i komu są udostępniane. Jest to szczególnie ważne, gdyż dbając o powierzone dane użytkowników, zyskujesz ich zaufanie i zwiększasz konwersję strony. Informację o tym możesz zamieścić w polityce prywatności oraz wśród cech wyróżniających Twoją firmę na stronie głównej. Poprzez Google Tag Manager po stronie serwera masz też większą kontrolę nad gromadzonymi danymi oraz przekazywanymi parametrami.
PORADA
Jedną z kwestii, na którą musisz szczególnie uważać w trakcie konfiguracji Google Analytics, jest sytuacja, gdy w przesyłanych danych znajdują się dane osobowe klientów, takie jak np. adres e-mail czy IP, ponieważ może stanowić to naruszenie RODO. Innym zagrożeniem dla analityki są roboty spamujące, które w rozwiązaniach przeglądarkowych mogą wysyłać fałszywy ruch, który będzie zakłócał raporty. Wybierając, jakie dane chcesz przekazywać poprzez rozwiązanie serwerowe Google Tag Managera, eliminujesz oba te zagrożenia.
Tylko bezpieczeństwo?
Większa kontrola nad danymi nie dotyczy wyłącznie ograniczeń. Nie ma przeszkód, aby oprócz strony internetowej połączyć Google Tag Manager po stronie serwera z CRM-em. Dzięki temu możesz przesyłać do narzędzi analitycznych np. zamówienia telefoniczne, które nie są widoczne w Twoim sklepie internetowym, a poprzez to wzbogacić przesyłane dane o istotne elementy, które umożliwią tworzenie bardziej rozbudowanych i precyzyjniejszych raportów. Pozwoli to na efektywniejsze wydanie budżetu reklamowego oraz analizę Twojego biznesu, co przełoży się na większe zyski.
Przyspiesz Twoją stronę
Jednym z najważniejszych czynników, które wpływają na współczynnik konwersji, jest szybkość ładowania strony. Stąd tak istotna staje się ich optymalizacja i narzędzia, jak choćby Google PageSpeed Insights. Dodając Google Tag Manager po stronie serwera, przyspieszysz działanie strony, ponieważ możesz ograniczyć liczbę skryptów uruchamianych w przeglądarce użytkownika nawet do tylko jednego. Taka konfiguracja działa szybciej niż zainstalowanie kodów normalnie w kodzie Twojej strony, ponieważ skrypty Google i innych narzędzi uruchamiają się na innym serwerze. Według badań Walmart każda 1 sekunda w poprawie ładowania się strony internetowej zwiększa współczynnik konwersji o 2%.
Dzięki temu rozwiązaniu zredukowany jest także wpływ adblockerów lub przeglądarek, które mogą blokować zapytania wysyłane bezpośrednio na serwery narzędzi firm trzecich. Przy wysyłaniu danych na Twój serwer nie wysyłasz zapytań poza Twoją domenę, więc adblockery takich rozwiązań nie powinny blokować. Ma to kolosalne znaczenie w Polsce, bo według danych Statistica jesteśmy jednym z liderów korzystania z tego typu oprogramowania w Europie.
Oczywiście, musisz uszanować ewentualny brak zgody użytkowników na korzystanie z ciasteczek w celach analitycznych, lecz tutaj z pomocą przychodzi kolejne rozwiązanie od Google – Tryb Uzyskiwania Zgody. Gdy użytkownik nie wyrazi zgody na zapisywanie oraz odczytywanie na jego urządzeniu ciasteczek w celach analitycznych lub marketingowych, to tagi Google Analytics 4 oraz Google Ads zostaną uruchomione, lecz nie będą przesyłały wrażliwych danych.
Poprzez modelowanie behawioralne Google modeluje zachowania użytkowników bez wyrażonej zgody na bazie zachowań użytkowników podobnych, którzy wyrazili zgodę. W przypadku braku wdrożonego poprawnie Trybu Uzyskiwania Zgody Google tracisz wszelkie informacje na temat wizyt i zachowań użytkowników, którzy nie wyrazili zgody na ciasteczka.
PORADA
W maju 2022 r. Google zmienił zasady dotyczące reklam Google Ads. Aby korzystać z remarketingu lub tagów konwersji, niezbędne jest zaimplementowania Trybu Uzyskiwania Zgody (Google Consent Mode). Aby go dodać, musisz na stronie zbierać zgody użytkowników na korzystanie z ciasteczek w celach analitycznych oraz marketingowych. W przypadku wydania przez użytkownika zgody tagi uruchamiają się w normalnym trybie. Gdy zgoda nie zostanie udzielona, to tagi uruchamiają się w ograniczonym trybie, który nie przesyła żadnych wrażliwych danych o użytkowniku.
Aby Tryb Uzyskiwania Zgody dla tagu Google Analytics 4 został aktywowany, niezbędne jest posiadanie co najmniej 1000 dziennych zdarzeń z odmową korzystania z ciasteczek analitycznych przez co najmniej siedem dni oraz co najmniej 1000 użytkowników wysyłających zdarzenia z udzieloną zgodą przez co najmniej 7 z ostatnich 28 dni.
Lepsze dane to szansa na większą skuteczność Twoich kampanii Google Ads. Wobec coraz większej automatyzacji w ustalaniu stawek oraz samym przeprowadzeniu kampanii (choćby kampanie Perfomance Max w Google Ads) dostarczenie jak największej ilości jakościowych danych staje się jednym z fundamentów skutecznych działań. Gdy o to zadbasz, systemy reklamowe będą miały lepszą podstawę do nauki i optymalizacji, a Ty będziesz cieszyć się lepszymi wynikami i realizowanymi celami.
A czy są jakieś wady?
Pisząc o wielu zaletach rozwiązania serwerowego Google Tag Managera, nie można zapomnieć o jego wadach.
1. Płatny serwer
Jednym z największych ograniczeń wdrożenia tego rozwiązania jest fakt, że serwer, na którym możesz wdrożyć Google Tag Managera, jest płatny. Google rekomenduje korzystanie z co najmniej trzech tzw. instancji, a jedna kosztuje ok. 45$ miesięcznie. Koszt rośnie wraz ze zwiększaniem ruchu i co za tym idzie – większą liczbą potrzebnych instancji. Pozytywną stroną jest fakt, że płacąc za każde zapytanie, zadbasz o jakość Twoich danych i nie będziesz zbierać niepotrzebnych informacji. Przełoży się to na przejrzystość raportów, łatwość analiz i wyniki przyszłych kampanii. Nadzieją jest pojawianie się coraz większej liczby rozwiązań, które pozwalają ten koszt ograniczyć. Jednym z nich jest Stape, gdzie miesięczny koszt powinien zamknąć się w kwocie 20$.
2. Konieczność zdobycia wiedzy technicznej
Drugim ograniczeniem jest wymagana wiedza techniczna. Dla osób, które nie poruszają się jak ryba w wodzie po „tradycyjnej” wersji Google Tag Managera, konfiguracja rozwiązania w chmurze może być zbyt trudna. Utrudniony jest także tryb debugowania, który nie pokazuje w tak przejrzysty sposób wszystkich zdarzeń na stronie.
3. Mała liczba tagów
Dodatkowym ograniczeniem jest (przynajmniej na razie) mała liczba tagów. Choć ich liczba rośnie z każdym miesiącem, to nie wszystkie tagi będziesz w stanie przenieść na Twój serwer – przede wszystkim związane z innymi systemami reklamowymi niż Google.
4. Brak warstwy danych w rozwiązaniu serwerowym
Istotnym elementem różniącym oba rozwiązania jest także brak warstwy danych w rozwiązaniu serwerowym. Warstwa danych to obiekt, który przekazuje informacje z Twojej strony internetowej do Google Tag Managera. Następnie dane tam zawarte mogą służyć za zdarzenia uruchamiające tagi (np. zdarzenie dodania do koszyka albo zakupu) lub przekazywać zmienne takie jak wartość czy identyfikator zamówienia.
Ok, w takim razie usuwam GTM-a!
Czy w takim razie dotychczasowy Google Tag Manager należy usunąć? Zdecydowanie nie! Musisz tylko zmienić w nim ustawienia, aby dane były wysyłane na serwer w chmurze, a także (ewentualnie) ograniczyć liczbę uruchamianych tagów i przenieść je do rozwiązania serwerowego. Instrukcję, jak to zrobić, znajdziesz w dalszej części artykułu.
Można powiedzieć, że dane nadal zbieramy w Google Tag Manager po stronie przeglądarki, a poprzez rozwiązanie serwerowe obrabiamy je i transportujemy do odpowiednich narzędzi.
W jaki sposób działa server-side?
Prześledźmy konfigurację Google Tag Managera po stronie serwera dla jednego z najpopularniejszych tagów: Google Analytics – konfiguracja GA4.
1. Aby stworzyć konto Google Tag Managera po stronie serwera, wybierz ostatnią z dostępnych opcji – Server.
2. Po utworzeniu kontenera jego konfiguracja jest trudniejsza niż w przypadku tradycyjnego GTM-a, gdzie wystarczy wkleić w dwa miejsca kody HTML. Masz do wyboru dwie opcje – automatyczne skonfigurowanie serwera w usłudze Google Cloud Platform lub konfigurację ręczną.
3. Po wybraniu automatycznej konfiguracji musisz skonfigurować konto rozliczeniowe w usłudze Google Cloud Platform i po kilku minutach serwer będzie gotowy. Optymalna jest konfiguracja ręczna, ale to temat na osobny artykuł.
4. Serwer w chmurze połącz z Twoją domeną – najlepiej tworząc subdomenę dane.twojadomena.pl. Gdy serwer zostanie skonfigurowany, po wejściu do obszaru roboczego Google Tag Managera zaobserwujesz jedną zmianę. W liście menu pojawia się jedna nowa opcja – Klienty. Klienty są odpowiedzialne za przyjęcie danych na serwer w chmurze. Wybierając klienta Google Analytics GA4, będzie on w stanie rozkodować dane przesyłane na serwer poprzez tag Google Analytics GA4 z „tradycyjnego” Google Tag Managera.
5. W konfiguracji wybierz klienta GA4 – wystarczy go zapisać po dodaniu identyfikatora pomiaru G-xxx.
6. W dotychczasowym Google Tag Managerze zaznacz opcję „Przesyłaj do kontenera serwera” i wpisz tam adres stworzonego serwera w chmurze.
7. Wróć do GTM po stronie serwera i kliknij podgląd. Po wejściu na Twoją stronę zobaczysz, że na serwerze pojawiło się zapytanie od klienta GA4.
8. Oznacza to, że dane zostały poprawnie przekazane. Korzystając z zakładki event data, możesz zobaczyć, jakie dane są przekazywane.
9. Teraz możesz przekazać dane na serwer Google Analytics. Przejdź do zakładki Tagi i wybierz Google Analytics: GA4.
10. W konfiguracji tagu możesz dodać nazwę zdarzenia oraz wykluczyć parametry lub dodać je wraz z wartością. Wśród parametrów do wykluczenia może być np. adres IP użytkownika. Możesz też dodać dodatkowe dane (np. z systemu CRM).
11. Największa różnica w konfigurowaniu tagów Google Tag Managera po stronie serwera jest jednak w regułach. Aby tag uruchamiał się przy każdym przesłaniu danych z kontenera zaimplementowanego na stronie, musisz wybrać regułę niestandardową i dodatkowy warunek, aby tag uruchamiał się, gdy Client Name równa się GA4. Co ważne – dane z klienta GA4 mogą być przesyłane także do innych narzędzi, takich jak np. API Konwersji Facebooka, co ograniczy liczbę skryptów w przeglądarce użytkownika.
12. Wracając do trybu debugowania Google Tag Managera po stronie serwera, zobaczysz, że tag został uruchomiony i dane zostały przekazane na serwer Google’a.
13. I tak właśnie podstawowa konfiguracja GA4 poprzez Google Tag Manager po stronie serwera została zakończona. Brawo!
Co dalej?
Po tym wszystkim musisz zrobić jeszcze kilka rzeczy. Kolejnymi krokami powinny być:
uruchomienie skryptu „tradycyjnego” Google Tag Managera poprzez rozwiązanie serwerowe,
implementacja tagów Google Ads,
Facebook API Konwersji.
Poza tym korzystając ze stworzonego przez Simo Ahavę tagu Cookie Monster, możesz przepisać ciasteczka narzędzi firm trzecich na ciasteczka własne i wydłużyć ich żywotność.
Podobnie jak nowy Google Tag Manager jest rozwiązaniem po stronie serwera, tak samo w przypadku Facebooka jest nim API Konwersji Facebooka. Choć jego funkcja jest analogiczna do Pixela Facebooka, to ma wszystkie zalety rozwiązania serwerowego.
Podsumowanie
Potencjał do wykorzystania Google Tag Managera po stronie serwera jest ogromny, a jego pełne wykorzystanie wymaga sporo czasu i umiejętności, jednak efekty są tego warte. Zanim przystąpisz do konkretnych działań, wszystko wcześniej zaplanuj i sukcesywnie wdrażaj, aby zapewnić ciągłość działania analityki oraz kampanii reklamowych. Jedno jest pewne – Google Tag Manager po stronie serwera już dziś staje się obowiązkiem dla każdego, kto prowadzi swój biznes w internecie.
Jak zaoszczędzić na reklamach w Google Ads? To pytanie zadaje sobie niemal każdy reklamodawca. Szczególnie w branży B2B, gdzie kliknięcia są drogie, grupy odbiorców – zawężone – a konkurencja mordercza, każdy klik jest na wagę złota. Zbyt niski współczynnik konwersji może skłonić reklamodawców do szukania winnych w nieprawidłowych kliknięciach.
Nieuczciwa działalność konkurenta ręcznie wyklikującego reklamy, bezmyślne kliknięcia użytkowników w reklamy GDN, a może zmasowany atak botów? Z pomocą mogą przyjść zarówno wbudowane rozwiązania Google’a, jak i płatne narzędzia anti-fraud. W tym artykule opowiem Ci, jak zainstalować na swojej stronie usługę monitorującą kliknięcia, co takie narzędzie może mieć do zaoferowania, a także ile to kosztuje – na przykładzie rozwiązania ClickCease.
Wbudowana ochrona od Google’a
System Google Ads korzysta z ponad 200 filtrów, by odsiać nieprawidłowy ruch z kampanii. Analizuje m.in. takie wskaźniki, jak adres IP użytkownika, czas interakcji na stronie czy powielone interakcje. Po wykryciu nieprawidłowych kliknięć Google odfiltrowuje dane dotyczące raportów, a także zwraca reklamodawcy koszty interakcji. Dane o nieprawidłowych kliknięciach sprawdzisz, dodając kolumny do raportu na poziomie kampanii.
Rys. 1. Dodawanie kolumn o nieprawidłowych kliknięciach do raportu kampanii (źródło: Google Ads)Rys. 2. Kolumny dotyczące nieprawidłowych kliknięć i interakcji. Dane za okres 30 dni (źródło: Google Ads)
By sprawdzić, czy nieprawidłowe kliknięcia w Twoje reklamy zostały rozliczone w danym miesiącu, w panelu Google Ads kliknij „Płatności” –> „Transakcje”, a następnie ustaw w rozwijanym menu opcję „Korekty”.
Rys. 3. Rozliczenie nieprawidłowych kliknięć (źródło: Google Ads)
Płatne narzędzia
Nietrudno trafić w sieci na oferty producentów płatnych rozwiązań służących ograniczeniu udziału nieprawidłowych kliknięć w kampaniach Google Ads czy Facebook. Przykładami takich aplikacji są: ClickGUARD, ClickCease i polski Traffic Watchdog. Większość tego typu rozwiązań oferuje bezpłatną wersję testową, umożliwiającą sprawdzenie przynajmniej niektórych funkcjonalności w ciągu 7- lub 14-dniowego okresu.
Poniżej przyjrzę się opcjom dostępnym w ramach narzędzia ClickCease – omówię jego instalację, specyfikację sygnałów branych pod uwagę podczas analizy nieprawidłowych kliknięć, a także wnioski z testu przeprowadzonego dla witryny devagroup.pl.
ClickCease krok po kroku
Wersja Standard narzędzia, w ramach której przeprowadziłam test, oferuje ochronę dla jednej witryny i jednego systemu reklamowego: Google Ads bądź Meta Ads. Test został przeprowadzony dla platformy Google Ads w marcu 2024 r. Do uruchomienia trialu niezbędne było podpięcie karty płatniczej.
Oficjalnie bezpłatne testy można prowadzić tylko przez siedem dni, ale przy próbie rezygnacji pod koniec trwania tego okresu producent kusi nas przedłużeniem wersji trial o kolejne siedem dni. Łącznie możesz więc cieszyć się bezpłatną usługą przez 14 dni. Po tym czasie, jeśli nie zrezygnujesz, opłata za kolejny okres zostanie automatycznie pobrana z Twojej karty.
1. Instalacja
ClickCease dla Google Ads wymaga dwustopniowej implementacji: po pierwsze, w celu analizy IP, przeglądarki użytkownika i jego zachowania, zainstalowałam fragment kodu śledzącego HTML na stronie www za pomocą GTM. Utworzyłam w kontenerze GTM nowy tag o typie „Niestandardowy kod HTML”, a w treści wkleiłam gotowy fragment dostępny w interfejsie ClickCease.
Rys. 4. Instalacja kodu HTML ClickCease za pomocą GTM
Ustawiłam regułę tagu – może to być All Pages lub inny moment podczas wyświetlania strony, także zależny od naszych ustawień Consent Mode. Przetestowałam uruchamianie tagu w trybie podglądu, opublikowałam kontener i gotowe!
PORADA
Uwaga: jak w przypadku każdego nowego narzędzia śledzącego, instalując ClickCease w witrynie, warto skonsultować się z prawnikiem i, w razie potrzeby, dostosować na stronie politykę prywatności, politykę cookies, treść okienka ze zgodami lub inne elementy wskazane przez specjalistę.
Drugim etapem implementacji jest połączenie ClickCease z naszymi kampaniami Google Ads. Dzięki temu narzędzie może automatycznie blokować w kampanii adresy IP, z których nastąpiły nieprawidłowe kliknięcia, a także pobrać dane o grupie reklam, słowie kluczowym i innych elementach, które doprowadziły do kliknięcia. Takie połączenie można wykonać, udzielając ClickCease dostępu na poziomie MCK (wystarczy podać identyfikator konta Google Ads i zaakceptować zaproszenie), lub dodając szablon śledzenia ręcznie.
Przy instalacji za pomocą dostępu MCK ClickCease nadpisze istniejący szablon śledzenia. Pamiętaj, by skopiować dotychczasowy szablon! W razie potrzeby treść dotychczasowego szablonu powinna być do odzyskania za pomocą historii zmian konta.
2. Działanie ClickCease
Od momentu instalacji narzędzie analizuje kliknięcia z kampanii Google Ads i wyklucza IP, z których wykonane były nieprawidłowe kliknięcia. Każde kliknięcie zostaje przyporządkowane do odpowiedniego poziomu zagrożenia: Low (zagrożenie niskie – brak wykrytych nieprawidłowości), Substantial (istotne – system wykrył problemy) i Critical (krytyczne – najczęściej wynikające z powtarzających się nieprawidłowości).
Rys. 5. Dashboard z wynikami analizy kliknięć z kampanii Google Ads
Z punktu widzenia analizy ruchu najistotniejszy wydaje się podział nieprawidłowych kliknięć ze względu na Fraud Type – rodzaj rozpoznanej nieprawidłowej akcji. Podczas testu dla domeny devagroup.pl zostały wykryte trzy rodzaje tzw. fraudowych kliknięć:
Over Threshold – domyślnie są to użytkownicy klikający w reklamy więcej niż dwa razy w ciągu godziny, więcej niż trzy razy w ciągu siedmiu dni i więcej niż cztery razy w ciągu 30 dni; w praktyce prawie wszystkie wykluczenia z tego powodu odbyły się w momencie trzeciego kliknięcia w reklamę w ciągu danej godziny;
VPN – kliknięcia od użytkowników korzystających z wirtualnych sieci prywatnych;
Bounced – odrzucenia oznaczające mniej niż 5 sekund spędzonych na stronie po wejściu z reklamy.
Adres IP mógł być zablokowany z więcej niż jednego powodu, zwiększało to szansę na oznaczenie danego kliknięcia jako zagrożenie krytyczne.
Rys. 6. Podział na Fraud Type
Każde wykluczenie IP z kampanii można było prześledzić na koncie Google Ads, np. w historii zmian:
Rys. 7. Wykluczenia IP na koncie Google Ads
Dodatkową bezpłatną funkcją okazała się analiza kliknięć z Microsoft Ads, która uruchomiła się automatycznie, najprawdopodobniej korzystając z UTM-ów z kampanii tego systemu. ClickCease, nie mając dostępu do konta reklamowego MS Ads, nie mógł co prawda wykluczać użytkowników z kampanii, ale udostępnił dane do analizy.
Rys. 8. Dashboard z wynikami analizy kliknięć z kampanii Microsoft Ads
3. Wyniki testu
Łącznie z kampanii Google Ads i MS Ads ClickCease rozpoznał 340 wizyt wykonanych przez 299 unikalnych użytkowników. Zablokowano 65 adresów IP – ok. 19% ruchu. 18% ruchu stanowiły kliknięcia oznaczone jako istotne zagrożenie, a tylko 1% – zagrożenie krytyczne. Połowa ruchu określonego przez ClickCease jako nieprawidłowe kliknięcia to nadmiarowe kliknięcia, dalsza 1/3 to użytkownicy korzystający z VPN, a 1/6 – odrzucenia. W przypadku ruchu z Google Ads większość bezwzględną odrzuceń stanowiły nadmiarowe kliknięcia, z kolei dla MS Ads głównym zagrożeniem okazały się częste odrzucenia. Przeważająca większość użytkowników zablokowanych w kampanii Google Ads z powodu nadmiarowych kliknięć klikała w reklamy dwa i więcej razy, o czym możemy się przekonać na podstawie raportu Multi-Clicks:
Rys. 9. Raport Multi-Clicks
Co ciekawe, nadmiarowe kliknięcia występowały najczęściej w kampanii remarketingowej.
4. Wnioski i krytyka narzędzia
Z kampanii zostało wykluczonych 19% użytkowników klikających w reklamy w badanym okresie, co przy wysokich kosztach kliknięcia w branży SEM i SEO może się przełożyć na konkretną oszczędność, a raczej alokację środków w kliknięcia, które ClickCease oceniłby jako niskie zagrożenie. Wyjściowe kryteria wykluczania adresów IP mogą z pewnością być uznane w branży za dyskusyjne – czy to kilkukrotne kliknięcia w ciągu godziny, w branży charakteryzującej się stosunkowo długim oknem konwersji i złożonym procesem decyzyjnym, czy to korzystanie z VPN-ów, można ocenić jako zupełnie normalne i niestanowiące zagrożenia zachowania użytkowników.
Z drugiej jednak strony, ClickCease jest narzędziem w dużej mierze dającym się dostosować do samodzielnie przyjętych kryteriów i potrzeb użytkownika. Oferuje bogate dashboardy, które jednak – na co warto uważać – przestają być dostępne z chwilą wygaśnięcia subskrypcji.
Uwaga: Google Ads ma własne ograniczenia dotyczące liczby wykluczeń adresów IP na poziomie kampanii. Narzędzie ClickCease zostało tak skonfigurowane, by w miarę możliwości rotować wykluczeniami, jednak przy dużym wolumenie ruchu będzie to znaczne utrudnienie. W chwili pisania tego artykułu można wykluczyć do 500 adresów IP z każdej kampanii Google Ads.
Do tego dochodzą ograniczenia techniczne, takie jak powszechnie używane zmienne IP czy brak zgód użytkownika na śledzenie cookies, a co za tym idzie – nieuruchomienie się tagu ClickCease na stronie. Wisienką na torcie wątpliwości niech będą koszty – od 50 euro miesięcznie dla jednej usługi i jednej witryny przy płatności rocznej.
Podsumowanie
Jeśli masz wątpliwości, czy kliknięcia w Twoje reklamy są prawidłowe, nawet mimo zabezpieczeń Google’a, warto skorzystać z wersji testowych narzędzi anti-fraud i dopiero wtedy podjąć decyzję, bazując na indywidualnych potrzebach, analizie kosztów i efektach testów. Pomiar i analiza wpływu stosowania tego typu narzędzi na skuteczność kampanii jest zadaniem złożonym i wymagającym tygodni, a raczej miesięcy gromadzenia danych.
Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić czytelniczki i czytelników tego artykułu do przemyślanych, rzetelnych testów i wyciągnięcia własnych wniosków.
Przez ostatnie lata obserwowałem transformację branży, śledząc trendy, analizując strategie i narzędzia. Pandemia spowodowała totalną zmianę układu sił i przenoszenie coraz większych budżetów z tzw. mediów tradycyjnych do świata online. Według ostatnich danych wydatki na reklamę cyfrową tylko w Ameryce Północnej przekroczyły 130 mld dol. w 2023 r.*, co świadczy o rosnącej roli marketingu online w globalnej gospodarce. Od 2018 r. totalnie zmienił się także format social mediów, które zdominowało wideo oraz influencerzy. Coraz mniej nas dziwi, zaskakuje i zwraca naszą uwagę w przebodźcowanym świecie.
* Wydatki na reklamę cyfrową w Ameryce Północnej: dane dotyczące wydatków na reklamę cyfrową można uzyskać z różnych źródeł, w tym raportów branżowych i analiz rynkowych prowadzonych przez firmy badawcze takie jak eMarketer, Statista czy Advertising Association.
Istnieje jednak rzecz, która pozostaje niezmienna – potrzeba ciągłego poszukiwania inspiracji. Według badania przeprowadzonego przez Content Marketing Institute aż 91% marketerów stwierdza, że inspirujący content odgrywa kluczową rolę w ich codziennej pracy**. Gdyby niewystarczające były badania o marketingu przeprowadzone na tych, którzy go tworzą, to warto powołać się na odbiorców naszej pracy, więc przywołam w tym miejscu ubiegłoroczny raport Globalnego Forum Ekonomicznego, który wskazuje, że 93% konsumentów przyznaje, że treści reklamowe, które są twórcze i innowacyjne, przyciągają ich uwagę bardziej niż tradycyjne formy reklamy.
** Content Marketing Institute jest jednym z wiodących dostawców treści związanych z marketingiem. Badania i raporty opublikowane przez tę organizację są szeroko cytowane w świecie marketingu i są dostępne na ich oficjalnej stronie internetowej.
Zatem przejdźmy razem przez osiem niestandardowych kampanii reklamowych, które wybrałem do mojego subiektywnego rankingu inspiracji.
1. Rob It To Get It
Marka Distance, sklepu sportowego z lokalami w Europie i Afryce, poinformowała klientów, że mogą „ukraść” dowolny przedmiot oznaczony etykietą: „UKRADNIJ, ABY OTRZYMAĆ”. Do spełniania był tylko jeden warunek… Musieli uciec przed ochroniarzem.
Na czas kampanii jako ochronę sklepu marka zatrudniła jednego z najszybszych sprinterów we Francji, Méba Mickaela Zeze. Aby ukraść przedmiot, klienci musieli prześcignąć 29-latka, który w swojej karierze ukończył bieg na 100 m w mniej niż 10 sek. Podsumowanie jest takie, że Zeze złapał 74 klientów, a tylko dwóch uciekło z darmowymi towarami.
Po całej akcji przedmioty, które klienci próbowali ukraść, wróciły do sprzedaży, ale oznaczone odpowiednią zniżką. „Straciliśmy dwa przedmioty, ale myślę, że wartość kampanii jest naprawdę znacznie większa” – powiedział Lionel Jagorel, kierownik, który otworzył sklep Distance w Paryżu w 2019 r. Jak Ci się podoba takie niekonwencjonalne podejście do zdobywania zasięgu kampanii?
2. Polskie marki w Fortnite
Na łamach magazynu sprawny.marketing kilkukrotnie pisałem o tym, że w przestrzeni Fortnite swoją obecność zaznaczają luksusowe brandy takie jak np. Balenciaga. W ramach akcji marketingowych w tym wirtualnym świecie odbywały się np. koncerty gwiazd światowego formatu sponsorowane przez znane marki. Przeniesienie kampanii w wirtualny wymiar sprawiło, że dla reklamodawców pojawiła się nowa, znacznie mniej ograniczona rzeczywistość.
Za sprawą studia Real Time Squad również polskie marki zaznaczyły swoją obecność w przestrzeni Fortnite. Największym medialnym echem odbiło się doświadczenie edukacyjne „Story Hunt: Poznań”, gdzie w Fornite została stworzona wirtualna mapa Poznania, a zawodnicy za pomocą wielu wyzwań mają możliwość poznania fragmentów historii naszego kraju i samej stolicy Wielkopolski.
Swoją obecność zaznaczyła tam m.in. Żabka. Każdy gracz mógł spotkać się z postacią Żabu i wystartować w wyścigu ulicami w okolicach poznańskiego Starego Rynku. Zadaniem gracza było zdobycie największej liczby porozmieszczanych na mapie żappsów w jak najkrótszym czasie. Poza urokliwymi kamienicami oraz sklepami Żabki gracz spotkał też osoby starające się pokrzyżować plany osiągnięcia zamierzonego celu rozgrywki. Na mapie wyzwania pojawiły się również inne budynki, jak chociażby siedziba firmy.
Żabka w Fortnite. Źródło: żabka.pl
W tym samym doświadczeniu swoją markę promował m.in. Lech Poznań, stając się pierwszym polskim klubem piłkarskim obecnym w Fortnite.
3. Netflix znów w formie
W moim zestawieniu od pięciu lat jedną z najczęściej pojawiających się marek jest Netflix. To prawdziwi mistrzowie niestandardowych kampanii, które odbijają się szerokim echem nie tylko w branży marketingowej. Tym razem Netflix wraz z agencją Jellyfish France postanowił „okraść” luksusowe marki, takie jak m.in. Rolex, Cartier i Chanel. Z billboardów do złudzenia przypominających te należące do wspomnianych brandów zniknęła biżuteria. Oczywiście złodziej został podpisany, a jego fani zaproszeni na kolejną serię przygód.
Jak podaje strona WWF Polska, w ciągu ostatnich 50 lat populacja dzikich zwierząt zmniejszyła się o 68%. Z kolei naukowcy z uniwersytetów w Kopenhadze i Cambridge oszacowali dokładne daty wyginięcia kilku gatunków zwierząt. Poprzez dodanie daty przewidywanego wyginięcia kilkunastu gatunków zwierząt do powszechnie używanego kalendarza Google’a ta niestandardowa kampania ma na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na problem wymierania różnorodności biologicznej oraz konieczność podjęcia działań na rzecz ich ochrony. WWF chce skłonić ludzi do refleksji nad skalą problemu i zobrazować, że wyginięcie gatunków nie jest odległym wydarzeniem, ale realnym zagrożeniem, któremu należy przeciwdziałać już teraz. Będzie ono widoczne w kalendarzu tak jak Twoje spotkania.
5. Bez uprzedzeń
W ramach działań reklamowych EasyJet promuje różnorodność zawodową poprzez prezentowanie różnych ról zawodowych w branży lotniczej, aby pokazać dzieciom, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą pracować w różnych obszarach i pełnić różnorodne funkcje bez ograniczeń społecznych. Kampania linii lotniczych EasyJet ma na celu inspirację do przełamywania stereotypów płciowych w wyborze kariery zawodowej już od najmłodszych lat.
W ramach tego przedsięwzięcia EasyJet przeprowadziło badania, w których dzieci były pytane o swoje wyobrażenia na temat różnych zawodów. Wyniki badań wykazały, że nawet najmłodsze dzieci mają tendencję do kojarzenia nie których zawodów z określoną płcią. Kampania ma na celu zwrócenie uwagi na ten problem i zachęcenie do zmiany stereotypów związanych z płcią w wyborze zawodu.
6. Oddajmy hołd rzemieślnikom
Tout Faire, skupiająca niezależne podmioty zajmujące się handlem materiałami budowlanymi, zainicjowała kampanię „Uczcijmy Rzemieślników”. Kampania ma na celu zwrócenie uwagi na znaczącą rolę budowlańców we francuskiej gospodarce.
Inicjatywa ta narodziła się w odpowiedzi na obserwowaną w ostatnich latach degradację wizerunku rzemiosła budowlanego we Francji, czego dowodem są badania, które Tout Faire przeprowadziło wraz z agencją badawczą OpinionWay, by zgłębić postrzeganie zawodów budowlanych wśród Francuzów. Wyniki badania „Jakie jest miejsce budownictwa we Francji oraz jakie wyzwania czekają tę branżę w przyszłości?” pokazują, że opinie Francuzów spoza branży budowlanej są niejednoznaczne. Z jednej strony, 59% respondentów uważa, że budownictwo ma znaczący wpływ na estetykę miast i wsi, a dla 84% jest ważnym elementem gospodarki. Z drugiej strony, 67% ankietowanych uznaje, że zawody budowlane cierpią na brak rozpoznawalności i nie przynoszą zadowolenia.
Interesujące są jednak opinie samych rzemieślników, z których tylko 18% byłoby skłonnych wybrać inny zawód. Aż 80% z nich doświadcza trudności w rekrutacji, a 70% uważa, że ich firma będzie miała problemy ze znalezieniem klientów.
W ramach kampanii znany francuski fotograf François Rousseau, współpracując z Tout Faire, stworzył serię czarno-białych fotografii ukazujących piękno ciała budowlańców. Te zdjęcia mają na celu podkreślenie siły i wytrwałości osób codziennie stawiających czoła wielu wyzwaniom. Kampania nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście zbliżających się letnich igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 r.
Fotografia autorstwa François RousseauTout powstała we współpracy z Faire. Źródło: fot. Tout Faire
7. Adidas „You Got This!”
Nowa kampania marki Adidas wskazuje na holistyczne podejście do tematu presji w sporcie. Głównym elementem jest film, w którym klasyczna piosenka „Under Pressure” zespołu Queen i Davida Bowiego jest przedstawiana w nowym kontekście, gdy młodzi sportowcy muszą radzić sobie z wysokimi oczekiwaniami otoczenia, a jednocześnie zdają sobie sprawę ze swoich rzeczywistych możliwości. Adidas przekazuje optymistyczny manifest „You Got This!”, który inspiruje wszystkich sportowców, bez względu na ich poziom zaawansowania, do odważnego stawiania czoła presji i cieszenia się sportem według własnych zasad.
Globalna kampania opiera się na przekonaniu, że presja w sporcie może mieć negatywny wpływ na wyniki i odebrać przyjemność z aktywności fizycznej. W ramach specjalnego projektu badawczego Adidas współpracował z konsumentami z różnych zakątków świata – zarówno zawodowymi sportowcami, jak i amatorami, oraz zespołem neurobiologów z Uniwersytetu w Bonn, aby zbadać, jak i dlaczego presja wpływa na wydajność sportowców. Projekt ten dostarczył również wskazówek, jak radzić sobie z różnymi emocjami podczas aktywności sportowej niezależnie od poziomu zaawansowania.
Efektem tego projektu jest unikalna baza danych oraz inspiracje płynące z historii sportowców, które zostały poparte naukowymi spostrzeżeniami ekspertów oraz poradami dla osób dążących do osiągnięcia optymalnej koncentracji w trudnych momentach.
Jak możemy przeczytać w komunikatach marki, w badaniach wzięli udział zarówno zawodowcy, jak i amatorzy różnych dyscyplin sportowych, obejmujących m.in. koszykówkę, piłkę nożną i golf. Eksperci zarejestrowali i przeanalizowali fale mózgowe sportowców podczas momentów dużej presji. Wśród uczestników znajdowali się znani sportowcy, tak jak piłkarski mistrz świata z 2022 r. Emiliano Martínez, zwycięzca Ryder Cup 2023 – Ludvig Åberg czy też gwiazdy innych dyscyplin sportowych jak Nneka Ogwumike, Rose Zhang i Stina Blackstenius.
8. BOSS i hologramy Gisele Bündchen
Marka BOSS zdecydowała się na wykorzystanie holograficznych technologii do stworzenia innowacyjnej, niestandardowej kampanii reklamowej, w której występuje supermodelka Gisele Bündchen. Nowa kampania modowego giganta łączy świat realny z wirtualnym, wykorzystując zaawansowane technologie, aby stworzyć dynamiczną i efektowną prezentację. Hologramy Gisele Bündchen pojawiły się w kilku dużych miastach na całym świecie, co nadaje kampanii charakter globalny.
W tego typu przedsięwzięciach marki najczęściej liczą na dystrybucję treści przez odbiorców zainteresowanych nowym, niestandardowym podejściem. W ten sposób tworzą się virale. Hologram londyński jest najnowszym elementem serii zaprojektowanej w celu zapowiedzi nowego etapu, który nastał po przyjęciu na stanowisko CEO Daniela Griedera i oddzieleniu marki Boss od Hugo w 2021 r. „Co sezon chcemy zrobić coś odważnego, wpływowego i burzliwego” – mówi Nadia Kokni, wiceprezes ds. globalnego marketingu i komunikacji marki w firmie matce Hugo Boss.
Ostatnie ciepłe dni lata powoli przechodzą do historii, a wieczory stają się coraz dłuższe. Wraz ze zmianą aury, w świecie biznesu kończy się okres względnego spokoju. To znak, że czas przygotować się na najbardziej gorący okres w e-commerce i marketingu – Q4. Czwarty kwartał to czas wzmożonego siania i szybkich żniw. To właśnie wtedy Black Friday, Cyber Monday i gorączka świątecznych zakupów decydują ostatecznie o rocznych wynikach. To ostatnia prosta, na której można albo spektakularnie wygrać, albo zostać daleko w tyle.
Niestety, dla wielu firm ta prosta przypomina raczej jazdę bez trzymanki. Gorączkowe planowanie na ostatnią chwilę, przypadkowe posty i codzienna walka z pytaniem „co dzisiaj opublikować?” Brzmi znajomo? W 2025 roku, w najbardziej konkurencyjnym okresie w historii social mediów, improwizacja to prosta droga do przepalenia budżetu i frustracji. Zwycięzcy Q4 mają jedną wspólną cechę: wchodzą w ten okres z żelaznym planem opartym na danych. Wiedzą, co, gdzie i do kogo mówić, zanim konkurencja zdąży zatwierdzić pierwszy budżet reklamowy.
Dobra wiadomość jest taka, że Ty też możesz dołączyć do tego grona. W tym artykule przeprowadzę Cię krok po kroku przez 5-etapowy proces budowy strategii na Q4, która naprawdę dowozi wyniki. Zaczynajmy, bo nie ma czasu do stracenia.
Krok 1: Audyt i cele – Brutalnie szczere spojrzenie w lustro
Zanim zaczniesz planować, dokąd chcesz dojechać, musisz wiedzieć, skąd ruszasz. Próba budowania strategii bez solidnego audytu jest jak wpisywanie w nawigację celu podróży bez włączonej lokalizacji GPS. Dlatego pierwszym, absolutnie kluczowym krokiem jest szybkie, ale brutalnie szczere spojrzenie na swoje dotychczasowe działania. Otwórz analitykę swoich profili społecznościowych (Facebook, Instagram, TikTok, etc.) i odpowiedz sobie na kilka pytań dotyczących ostatnich 3-6 miesięcy:
Które 3-5 postów wygenerowało najwięcej zaangażowania (komentarzy, udostępnień)?
Które formaty treści (wideo, karuzele, grafiki) radziły sobie najlepiej?
Który kanał social media był najskuteczniejszy w generowaniu ruchu na Twoją stronę?
Co okazało się kompletną klapą i dlaczego?
[Możesz pobierać gotowe dane z poszczególnych kanałów Social Media i poddać je analizie (samodzielnie lub przy pomocy AI)]
Gdy masz już te dane, czas na najważniejsze: zdefiniowanie mierzalnych celów na Q4. Zamiast ogólnego „chcemy zwiększyć sprzedaż”, postaw konkretny, ambitny, ale realistyczny cel.
Twoje zadanie: Zapisz 1 lub 2 kluczowe wskaźniki efektywności (KPI), które będą Twoim drogowskazem.
Przykład celu sprzedażowego: Zwiększenie przychodu z kampanii reklamowych na Instagramie o 25% w Q4 2025 w porównaniu do Q3 2025.
Przykład celu wizerunkowego: Wzrost średniej liczby komentarzy pod postami na Facebooku o 40%, aby zbudować bardziej zaangażowaną społeczność wokół marki.
Znasz już punkt startowy i cel podróży. Teraz możemy zacząć planować trasę.
Krok 2: Analiza terenu – Co robią inni i czego chcą ludzie?
Masz już swój punkt startowy i wyznaczony cel. Zanim jednak ruszysz z pełną parą, musisz zrobić to, co każdy dobry strateg przed bitwą: zbadać pole walki. Twoje działania w social mediach nie istnieją w próżni. Funkcjonujesz w tętniącym życiem ekosystemie, w którym o uwagę klienta walczy Twoja konkurencja, a trendy zmieniają się z tygodnia na tydzień.
Twoje zadanie: Poświęć czas na analizę dwóch kluczowych obszarów:
A. Co robi Twoja konkurencja? Wybierz 3-4 konkurentów (bezpośrednich i aspiracyjnych) i wciel się w rolę detektywa. Nie chodzi o ślepe kopiowanie, ale o wyciąganie wniosków. Przejrzyj ich profile, zwracając szczególną uwagę na Q4 z zeszłego roku:
Jakie kampanie na Black Friday czy Święta przyniosły im najwięcej zaangażowania?
Jakie formaty (wideo, poradniki, konkursy) dominowały w ich komunikacji?
O czym pisali klienci w komentarzach? Na co narzekali? Co chwalili? To kopalnia wiedzy o potrzebach rynku.
PRO TIP: Skorzystaj z Biblioteki Reklam na Facebooku (Facebook Ad Library), aby zobaczyć, jakie dokładnie reklamy Twoja konkurencja prowadziła w zeszłym roku.
[jeden z elementów audytu]
B. Czego chcą ludzie (czyli jakie są trendy)? To, co działało rok temu, dziś może być już passe. Musisz wiedzieć, co jest teraz na fali.
Przeglądaj TikToka i Reelsy: Zobacz, jakie dźwięki, montaże i typy wideo są popularne w Twojej niszy. To tam rodzą się trendy, które później dominują w całym internecie.
Sprawdź Google Trends: Wpisz frazy związane z Twoimi produktami (np. „prezent dla mamy”, „ciepły sweter na zimę”), aby zobaczyć, kiedy zaczyna się sezonowe zainteresowanie i jakich dokładnie słów używają klienci.
Brzmi jak praca na pełen etat? Bo tak jest. Ręczne przekopywanie się przez setki postów i reklam jest niezwykle czasochłonne, a ludzkie oko może łatwo przegapić subtelne, ale kluczowe wzorce. Łatwo jest utonąć w morzu danych, nie wiedząc, które z nich są naprawdę istotne. To właśnie tutaj technologia może dać Ci potężną przewagę, ale o tym opowiemy nieco później.
Krok 3: Filary komunikacji – Twoje 3 opowieści na Q4
Masz już dane o sobie, o konkurencji i o trendach. To bezcenna wiedza, ale wciąż jest tylko zbiorem faktów. Teraz musimy przekuć ją w spójną historię. Wyobraź sobie, że Twoja marka w Q4 to serial. Jakie będą jego trzy główne wątki, które przewijają się przez wszystkie odcinki? To właśnie są filary komunikacji – główne tematy, które nadają kierunek i porządkują Twoje działania. Dzięki nim kończy się codzienna panika „co opublikować?”, a zaczyna się metodyczne opowiadanie historii.
Filary nie biorą się z sufitu. To bezpośredni wynik Twojej analizy z poprzednich kroków. To właśnie tam kryją się odpowiedzi na pytanie, o czym Twoi odbiorcy naprawdę chcą słuchać w nadchodzących miesiącach.
[wstęp do filarów komunikacji]
Twoje zadanie: Na podstawie swoich notatek z kroku 1 i 2, zdefiniuj 2-3 główne tematy narracyjne na Q4. Powinny być na tyle szerokie, by dało się wokół nich stworzyć wiele różnorodnych treści, ale jednocześnie na tyle konkretne, by były zgodne z Twoją marką i celami.
Jak to wygląda w praktyce? Przykład dla lokalnej palarni kawy:
Po analizie okazuje się, że: a) w zeszłym roku najlepiej sprzedawały się zestawy prezentowe, b) klienci w komentarzach często pytają o porady, jaką kawę wybrać, c) na TikToku królują przytulne, „comforting” wideo z przygotowywania napojów.
Na tej podstawie, filary komunikacji na Q4 mogą wyglądać tak:
Filar 1: Kawa jako idealny prezent.
Dlaczego? Odpowiada na sezonową potrzebę szukania podarunków.
Przykładowe treści: Poradniki wideo „Jaka kawa dla mamy, a jaka dla szefa?”, karuzele ze zdjęciami zestawów prezentowych, rolki pokazujące, jak estetycznie pakujemy paczki.
Filar 2: Rozgrzewające rytuały na jesień i zimę.
Dlaczego? Nawiązuje do trendu „comfort content” i potrzeby szukania ciepła i przytulności.
Przykładowe treści: Przepisy na kawy z przyprawami korzennymi, posty blogowe o różnych metodach parzenia, klimatyczne zdjęcia zachęcające do chwili relaksu z kubkiem kawy.
Filar 3: Sekretna wiedza baristy.
Dlaczego? Pozycjonuje markę jako eksperta i odpowiada na pytania klientów.
Przykładowe treści: Seria „Pytanie do baristy”, wideo-tutoriale pokazujące, jak zrobić idealne espresso w domu, posty wyjaśniające różnice między arabiką a robustą.
Mając te trzy filary, już nigdy nie spojrzysz bezradnie na pusty kalendarz. Wiesz już, o czym opowiadać. Teraz czas wypełnić te opowieści konkretnymi pomysłami.
Krok 4: Bank pomysłów i harmonogram – Zamień strategię w działanie
Strategia i filary komunikacji to Twoja mapa. Teraz potrzebujesz konkretnego planu podróży – listy miejsc do odwiedzenia i terminów. To na tym etapie zamieniamy wielkie idee w codzienne, zaplanowane działania. To tutaj kreatywność spotyka się z dyscypliną.
Twoje zadanie: Podziel ten krok na dwa etapy: najpierw generowanie amunicji, a potem planowanie strzałów.
A. Stwórz bank pomysłów
Otwórz arkusz kalkulacyjny lub dokument i dla każdego z Twoich filarów komunikacji z Kroku 3, wypisz jak najwięcej konkretnych pomysłów na posty. Nie oceniaj ich jeszcze – po prostu pozwól sobie na burzę mózgów. Aby pobudzić kreatywność, przy każdym filarze zadaj sobie pytania:
Jak mogę pokazać to w formie wideo (Reels/TikTok)?
Jaką historię klienta mogę tu opowiedzieć?
Jakie pytanie mogę zadać, by sprowokować dyskusję w komentarzach?
Jak mogę przedstawić to w formie użytecznego poradnika (np. post karuzelowy)?
Jak mogę pokazać „backstage” i ludzką twarz mojej firmy w tym temacie?
Kontynuując przykład palarni kawy dla filaru „Kawa jako idealny prezent”:
Pomysł 1 (Wideo): Szybka rolka „3 błędy, których unikać, kupując kawę na prezent”.
Pomysł 2 (Poradnik): Karuzela na Instagramie „Nasz TOP 5 zestawów prezentowych poniżej 100 zł”.
Pomysł 3 (Zaangażowanie): Post ze zdjęciem i pytaniem „Jaki gadżet do kawy chcielibyście znaleźć pod choinką?”.
Pomysł 4 (Backstage): Stories pokazujące, jak zespół pakuje świąteczne zamówienia, słuchając kolęd.
Celem jest zebranie co najmniej 5-15 pomysłów na każdy filar. Dzięki temu stworzysz „magazyn”, z którego będziesz czerpać przez cały kwartał.
[przykład: filary angażujące w postaci statusów tekstowych jako przerywniki do działań stricte sprzedażowych]
B.
Zbuduj prosty harmonogram. Gdy masz już bank pomysłów, czas rozłożyć je w czasie. Użyj Kalendarza Google, Trello lub zwykłego Excela.
Zaznacz „Wielkie dni”: Na samym początku oznacz w kalendarzu kluczowe daty: Black Friday (28 listopada), Cyber Monday (1 grudnia), Mikołajki, daty graniczne dla zamówień z dostawą przed Świętami. Wokół tych dni zaplanujesz najbardziej intensywną komunikację.
Rozplanuj treści: Przenieś pomysły z banku do kalendarza, starając się publikować 3-5 razy w tygodniu. Zadbaj o różnorodność – nie publikuj pięciu wideo z rzędu. Mieszaj formaty i filary, aby Twoja komunikacja była ciekawa i wielowymiarowa.
W teorii brzmi to świetnie. W praktyce jednak to właśnie na tym etapie wiele strategii umiera. Kreatywność nie jest studnią bez dna, a presja Q4 potrafi skutecznie zablokować nawet najlepszy zespół. Utrzymanie wysokiej jakości i świeżości pomysłów przez trzy miesiące to gigantyczne wyzwanie. A co, jeśli ten bank pomysłów – pełen koncepcji dopasowanych do trendów i Twojej marki – mógłby powstać niemalże sam, w ciągu jednego dnia? Trzymaj się tej myśli.
Krok 5: Mierz i optymalizuj – Skąd wiedzieć, że to działa?
Wdrożenie zaplanowanego harmonogramu to nie koniec pracy. To dopiero początek prawdziwej, strategicznej zabawy. Wyobraź sobie, że jesteś pilotem samolotu. Wprowadziłeś plan lotu do komputera, ale nie idziesz spać w kokpicie. Przez całą drogę patrzysz na wskaźniki, reagujesz na turbulencje i robisz drobne korekty kursu. Dokładnie tak samo jest ze strategią w social mediach.
Twój plan to tylko hipoteza. Dopiero rynek i dane powiedzą Ci, czy była słuszna.
Twoje zadanie: Wróć do celów, które zdefiniowałeś w Kroku 1. Twoje KPI (kluczowe wskaźniki efektywności) stają się teraz Twoją deską rozdzielczą.
1.Monitoruj kluczowe wskaźniki: nie musisz sprawdzać statystyk co pięć minut. Ustaw sobie w kalendarzu cotygodniową „odprawę z danymi”. Poświęć 30 minut na analizę tego, co zadziałało, a co nie.
Jeśli Twoim celem jest sprzedaż: patrz na CTR (współczynnik klikalności) w linkach, liczbę konwersji z social mediów w Google Analytics (pamiętaj o tagowaniu linków UTM!), koszt pozyskania klienta (CAC).
Jeśli Twoim celem jest zaangażowanie: analizuj nie tylko liczbę polubień, ale przede wszystkim liczbę komentarzy, udostępnień i zapisów postów. To one świadczą o prawdziwej więzi z odbiorcami.
2.Podejmuj decyzje na podstawie danych (Optymalizuj). To najważniejsza część. Analiza bez działania jest bezwartościowa.
Rób więcej tego, co działa: widzisz, że rolki z przepisami na kawę generują 3x więcej komentarzy niż posty produktowe? Świetnie. W przyszłym tygodniu stwórz dwa podobne wideo, nawet kosztem mniej skutecznej karuzeli.
Poprawiaj lub eliminuj to, co nie działa: Twoja kampania reklamowa na Black Friday ma bardzo niski CTR po dwóch dniach? Nie czekaj do końca. Zmień nagłówek, grafikę lub grupę docelową i testuj nową wersję. Bądź bezwzględny dla słabych wyników.
Takie podejście – stały cykl planowania, działania, mierzenia i optymalizacji – to właśnie istota strategii opartej na danych. To różnica między „robieniem social mediów” a realizowaniem celów biznesowych.
[estymacje budżetowe]
Oto on – kompletny, 5-etapowy szkielet strategii. Audyt i cele, analiza rynku, filary komunikacji, bank pomysłów i na końcu optymalizacja. To sprawdzona ścieżka, która prowadzi do sukcesu w Q4. To także ogromna inwestycja czasu, analitycznej pracy i kreatywnej energii. Inwestycja, na którą w gorączce najważniejszego kwartału w roku mało kto może sobie pozwolić.
—
Twoja tajna broń na Q4: Jak zrobić to wszystko szybciej i skuteczniej?
Przejście przez te 5 kroków to sprawdzony przepis na sukces. Ale bądźmy szczerzy – to także przepis na zarwane noce, dziesiątki godzin spędzonych w arkuszach kalkulacyjnych i kreatywną walkę z samym sobą, gdy terminy gonią.
A co, jeśli istniałby sposób, by najtrudniejsze, najbardziej analityczne i kreatywne etapy tego procesu – czyli kroki 2, 3 i 4 – przejść w ułamku czasu i z gwarancją najwyższej jakości? Co, jeśli zamiast samodzielnie przekopywać się przez dane, mógłbyś dostać gotowy, strategiczny plan działania na tacy?
Dokładnie po to stworzyliśmyAI Social Booster. To nie jest kolejne narzędzie, ale strategiczny pakiet, który łączy potężną moc analityczną sztucznej inteligencji z doświadczeniem i intuicją żywego stratega.
To Twój osobisty zespół analityczno-strategiczny na żądanie.
Zobacz, jak idealnie odpowiada na wyzwania, które właśnie omówiliśmy:
Pamiętasz Krok 2 i żmudną analizę konkurencji oraz trendów? Nasz Raport Diagnostyczny robi to za Ciebie. AI skanuje rynek, analizuje setki postów i wyciąga wnioski, na które ręcznie pracowałbyś tygodniami.
A Krok 3, w którym głowiłeś się nad filarami komunikacji? W ramach pakietu otrzymujesz od nas gotową Mapę Filarów Komunikacji – esencję strategii, stworzoną przez naszego eksperta na podstawie twardych danych.
I wreszcie Krok 4, czyli kreatywne wyzwanie stworzenia banku pomysłów? Dostarczamy Ci Interaktywną Bazę Pomysłów z dziesiątkami gotowych, spersonalizowanych koncepcji na posty, rolki i stories, które tylko czekają na wdrożenie.
AI Social Booster to Twój sposób, by przestać zgadywać, a zacząć działać z pełną pewnością. To skondensowana praca stratega, analityka i kreatywnego w jednym, gotowym do wdrożenia pakiecie. Zamiast poświęcać tygodnie na przygotowania, dostajesz gotową strategię i możesz od razu skupić się na tym, co najważniejsze – jej egzekucji i dowożeniu wyników w Q4.
Chaotyczne działania w social mediach w ostatnim kwartale roku to już nie tylko ryzyko – to gwarancja straconych szans i przepalonego budżetu. Kluczem do zwycięstwa jest przemyślany, oparty na danych plan, który pozwoli Ci dotrzeć do klientów z właściwym komunikatem we właściwym czasie.
Możesz zbudować go sam, krok po kroku, korzystając z tego poradnika. Ale jeśli chcesz mieć pewność, że Twoja strategia na Q4 będzie ostra jak brzytwa i chcesz zyskać przewagę, jeszcze zanim konkurencja na dobre się obudzi – jesteśmy tu, by Ci pomóc.
Chcesz, aby Twój plan na Q4 powstał w dni, a nie tygodnie? Porozmawiajmy o tym, jak AI Social Booster może zbudować Twoją przewagę na rynku.Kliknij tutaj, aby umówić krótką, niezobowiązującą konsultację.
Miliony użytkowników każdego dnia napotykają bariery w dostępie do stron internetowych i aplikacji. Mimo że świadomość dostępności cyfrowej rośnie, a coraz więcej firm deklaruje dbałość o inkluzywność swoich produktów, przepaść między tym, co oferujemy, a tym, czego naprawdę potrzebują osoby z niepełnosprawnościami, wciąż pozostaje ogromna.
Materiał partnerski został stworzony przez KOLEO.
Czym jest WCAG? Jak należy dbać o dostępność cyfrową i dlaczego to takie ważne? O tym wszystkim przeczytasz poniżej.
Czym jest WCAG? Standaryzowanie wytycznych i ich prawna egzekucja z pewnością działa na firmy i podmioty publiczne mobilizująco. Dlatego niezbędne okazało się opracowanie zbioru tzw. dobrych praktyk, który stanowi dziś ważny punkt odniesienia.
WCAG (Web Content Accessibility Guidelines) to standardy dostępności dla stron internetowych i aplikacji mobilnych, opracowany przez W3C (World Wide Web Consortium). Wytyczne są podzielone na testowalne „kryteria sukcesu” przypisane do poziomów A, AA i AAA, dzięki którym można określić poziom zgodności witryny z wymaganiami.
Inaczej mówiąc: są to zasady, które należy uwzględnić podczas projektowania treści cyfrowych, aby były one przyjazne dla każdego użytkownika, także dla osób niepełnosprawnościami słuchu, wzroku, ruchu, czy poznawczymi. Treści, które spełniają warunki WCAG określa się dostępnymi cyfrowo.
Zasady WCAG opierają się na czterech najważniejszych filarach: 1. postrzegalność; 2. funkcjonalność; 3. zrozumiałość; 4. solidność (w polskim i unijnym prawie określana jako kompatybilność).
Warto podkreślić, że WCAG powinno dotyczyć wszystkich elementów treści: od kodu, przez elementy treści, aż po sposób ich komunikowania.
Badanie opublikowane w 2024 przez World Economic Forum 1 pokazuje, że miliard osób (stanowiący ok. 15% światowej populacji) zmaga się z różnymi niepełnosprawnościami. Tymczasem raport The WebAIM Million 2 , czyli audyt przeprowadzony na milionie topowych stron na świecie wykazuje, że aż 94,8% stron głównych miało błędy zgodności z WCAG 2.
Jak definiujemy poszczególne filary WCAG?
Postrzegalność: to możliwość odbierania treści za pomocą dostępnych dla użytkownika zmysłów. Można ją osiągnąć m.in. za pomocą: tekstów alternatywnych dla zdjęć lub grafik, transkrypcji materiałów audiofilmowych, logicznej struktury treści, responsywności, czyli automatycznemu dostosowywaniu się widoku do szerokości ekranu urządzenia użytkownika.
Funkcjonalność: zakłada, że bez względu na sposób nawigacji, wszyscy użytkownicy mogą korzystać z dostępnych w aplikacji funkcji. Umożliwia się to poprzez: nawigowanie za pomocą samej klawiatury, zatrzymywanie ruchomych elementów, linki, które prowadzą do treści, widoczność komend i przycisków, które są w danym momencie wybrane za pomocą klawiatury (fokus), zrozumiałe i pasujące do treści tytuły stron.
Zrozumiałość: jej nadrzędnym celem jest czytelność aplikacji. Aby ją osiągnąć, należy używać prostego języka (unikać specjalistycznego słownictwa), objaśniać skróty i akronimy, dbać o spójny wygląd i działanie elementów na wszystkich podstronach, pamiętać o czytelnych komunikatach, dotyczących błędów w formularzach i informacji, jak je poprawić.
Solidność: dotyczy ona poprawnego funkcjonowania platform internetowych we wszystkich dostępnych wersjach (np. w przeglądarce internetowej, czytnikach ekranu osób niewidomych). Kompatybilność realizuje się za pomocą prawidłowego kodu, zgodnego ze standardem sieciowym HTML, informowaniem użytkowników, korzystających z technologii asystujących o statusie/stanie, zgłaszaniem (przez technologie asystujące) ważnych komunikatów czy okien modalnych.
Europejski akt o dostępności – aktualne ramy prawne.
Europejski Akt o Dostępności (EAA) to dyrektywa Unii Europejskiej z 2019 r., której przepisy państwa członkowskie musiały wdrożyć do prawa krajowego do 2022 r. W praktyce nowe regulacje zaczęły obowiązywać od 28 czerwca 2025 r. Od tej pory obowiązek ten dotyczy także podmiotów prywatnych (z wyłączeniem mikroprzedsiębiorstw), których działalność obejmuje: sklepy internetowe, systemy rezerwacji, usługi e-commerce i serwisy bankowe, aplikacje mobilne i systemy płatności online.
Równolegle, 5 października 2023 r., opublikowano nową wersję wytycznych WCAG 2.2, które stanowią techniczny punkt odniesienia dla spełnienia wymogów EAA. Nowa wersja wprowadza dziewięć dodatkowych kryteriów sukcesu, które mają za zadanie m.in. zwiększyć bezpieczeństwo, polepszyć nawigację i interakcję, poprawić widoczność fokusu, obsługę gestów przeciągania i sprzyjać łatwemu uwierzytelnianiu.
2. Dostosowanie CMS lub zmiana systemu na dostępny cyfrowo. Upewnij się, że CMS umożliwia kontrolę nad elementami wymienionymi wyżej. Jeżeli tak nie jest, to rozważ migrację na system, wspierający dostępność.
3. Współpraca ze specjalistami – zaangażuj UX designerów, front-end developerów i ekspertów ds. dostępności. Dostępność powinna być uwzględniona już na etapie projektowania.
4. Szkolenia wewnętrzne – edukuj zespół programistów, marketerów i redaktorów treści w zakresie najlepszych praktyk dostępności i zrozumiałego, prostego języka.
5. Monitorowanie – testuj dostępność. Nie zapominaj o aktualizacjach zgodnych z wytycznymi WCAG i pozyskiwaniu feedbacku użytkowników.
Wpływ dostępności na UX i SEO.
Dotarcie do jak największej liczby użytkowników, interfejs, który jest czytelny i doceniany przez wszystkich – chyba możemy się zgodzić, że to cele twórców każdej aplikacji czy strony internetowej. Dość oczywiste jest, więc to, że pomiędzy dostępnością a doświadczeniem użytkownika, czy SEO występują liczne i ścisłe zależności.
Przede wszystkim warto podkreślić, że dostępność zaczyna się już na etapie projektowania. Niestety do niedawna było to marginalizowane i odczytywane raczej jako przejaw dobrej woli projektantów lub odpowiedzialnych społecznie firm. Wiele zmieniło się dzięki ustawie z 2019 roku i Europejskim Akcie Dostępności.
Jak w takim razie projektować treści dostępne cyfrowo?
Przede wszystkim – zgodnie z aktualnym standardem WCAG (obecnie – 2.2). Katalog wytycznych jest obszerny, ale istnieją narzędzia, które wspierają ten proces. Dobrym pomysłem jest zapoznanie się z kursem Introduction to Web Accessibility, przygotowanym przez W3C (czyli inicjatywę szkoleniową Word Wide Web Consortium), pobranie aplikacji Stark, która pozwoli sprawdzić, czy wybrana paleta kolorów spełnia standardy WCAG (Kryterium sukcesu 1.4.3 poziom AA – Kontrast) oraz przede wszystkim spojrzeć na projekt z perspektywy osób z niepełnosprawnościami, być otwartym na ich feedback.
Istotnym elementem użytecznego i dostępnego produktu cyfrowego jest także wysoki poziom konwersji, który świadczy o realizacji celów biznesowych produktu. Idealnie byłoby, żeby treści projektowano w ramach 100% zgodności z kryteriami WCAG, ale osiągniecie maksimum jest praktycznie niemożliwe. Racjonalnym, rekomendowanym przez Fundację Widzialni oraz opartym na ich badaniach i doświadczeniu progiem, jest 86% zgodności. Niestety rzeczywistość prezentuje się zgoła inaczej. Według 8. Raportu Dostępności Fundacji Widzialni 14 , jedynie 36% badanych w 2021 roku serwisów administracji publicznej w Polsce spełniało standardy dostępności i użyteczności 3 .
Coraz więcej mówi się o tym, że dostępność ma spory wpływ na SEO. W jaki sposób? Z pewnością można wyróżnić kilka punktów:
Stosowanie tekstów alternatywnych wzmacnia semantykę strony i jednocześnie zwiększa widoczność grafiki w wyszukiwarce Google.
Zachowanie struktury nagłówków wspomaga odczytywanie hierarchii treści botom indeksującym i użytkownikom, którzy korzystają z czytników ekranu.
Nawigacja, która opiera się na logicznie ułożonym menu i wykorzystuje linkowanie wewnętrzne ułatwia robotom przeszukiwanie strony i obniża współczynnik odrzuceń.
Dobrze zoptymalizowana, responsywna strona poprawia doświadczenie użytkownika, a jego zaangażowanie jest odbierane przez Google jako wskaźnik wysokiej jakości witryny, co wspiera SEO.
Optymalizacja treści poprawia szybkość ładowania strony, co ma wpływ na wygodę użytkowników i stanowi istotny czynnik rankingowy Google.
Często zapominamy o tym, że projektowanie treści zgodnie z wytycznymi dostępności, nie tylko wspiera osoby z niepełnosprawnościami, lecz także ułatwia korzystanie z nich każdemu użytkownikowi. Polecenia głosowe są przydatne dla osób, które chcą skorzystać z aplikacji podczas gotowania lub sprzątania, a funkcje dla niedowidzących pozwalają lepiej widzieć ekran w pełnym słońcu. Jak projektować i wdrażać dostępne aplikacje? Istnieje zbiór dobrych praktyk, przygotowanych przez firmy takie jak Apple czy Google, Zapoznanie się z nimi na pewno ułatwi pracę przy tworzeniu treści dostępnych i zrewiduje sposób myślenia o produkcie. Przyjrzyjmy się kilku najważniejszym.
Treść i opisy.
Co jest ważne? – Stosowanie tekstów (opisów) alternatywnych dla grafik, przycisków, ikon. – Transkrypcja materiałów audiowizualnych.
Design i czytelność
Czytelny interfejs aplikacji opiera się m.in. na:
– kontraście min. 4.5:1 dla małego tekstu, 3:1 dla dużego, – dynamicznym skalowaniu czcionek, – przekazywaniu komunikatów także za pomocą ikon, grafik (nie tylko kolorem).
Nawigacja
Prostą i dostępną interakcję z aplikacją wspiera:
– umożliwienie obsługi treści poza dotykiem, np. sterowanie głosowe, klawiatura, czy switch control (specjalne przełączniki jak joystick, przycisk, ale także czujnik oddechu czy ruch głowy), – duży obszar dotykowy (min. 48 dp × 48 dp), – alternatywy dla gestów (np. przycisk zamiast tylko „swipe”), – automatyczne zarządzanie fokusem zgodnie z logiką użytkowania.
4. Poniższa sekcja powstała dzięki wsparciu merytorycznemu firmy Accens, zajmującej się audytem dostępności cyfrowej.
Architektura strony
Interfejs musi być prawidłowo opisany w kodzie i współpracować z technologiami wspomagającymi. Jego poszczególne elementy powinny być czytelne dla czytników ekranu, switch control, klawiatur i oczywiście użytkowników. Warto, więc zadbać o:
– semantykę interfejsu: każdy element musi mieć określoną rolę i etykietę, – poprawność kodu i komponenty zgodne z wytycznymi platform (Android/iOS).
Testowanie
Wdrażanie rozwiązań dostępnych i ich testowanie to proces, który towarzyszy aplikacji w całym cyklu życia. Jak sprawdzać i walidować narzędzia, wspierające dostępność aplikacji?
1. Za pomocą czytników ekranowych, np. z TalkBack (Android) czy VoiceOver (iOS).
2. Poprzez używanie narzędzi deweloperskich (np. Accessibility Scanner, Accessibility Inspector), które pomogą wykryć problemy związane z kontrastem, etykietami, fokusem, strukturą UI.
3. Stosowanie testów w procesie ciągłych iteracji dostarczania ułatwia wychwytanie błędów w kolejnych wersjach aplikacji. Warto w tym miejscu wyróżnić kilka aplikacji, które są zaprojektowane zgodnie z dobrymi praktykami i Rekomendowane przez użytkowników.
Należą do nich m.in.:
Time4Bus – aplikacja do planowania podróży komunikacją miejską, Parcel – aplikacja do śledzenia przesyłek, Storytel – aplikacja do słuchania audiobooków, KOLEO – platforma do zakupu biletów kolejowych i sprawdzania rozkładów jazdy, mObywatel – pomimo pewnych wad, pozwala na wygodny dostęp do dokumentów i usług.
Znamy już kluczowe wytyczne, które są wsparciem w tworzeniu dostępnych aplikacji mobilnych. Dostępność to temat zróżnicowany i złożony. Kluczowe wytyczne przedstawione powyżej stanowią dobre fundamenty. Jest to jednak dziedzina, która staje się rozwija, więc warto na bieżąco uzupełniać wiedzę.
Dostępność cyfrowa to nie tylko wymóg prawny, lecz także realna korzyść biznesowa. Firmy projektujące strony i aplikacje z myślą o osobach z niepełnosprawnościami zwiększają satysfakcję i lojalność klientów, budują wizerunek odpowiedzialnych i nowoczesnych marek oraz zmniejszają ryzyko problemów prawnych czy kryzysów w mediach społecznościowych. Równocześnie inwestycje w dostępność przekładają się na wymierne efekty finansowe: wyższe zaangażowanie użytkowników, lepszy współczynnik konwersji i pozytywne rekomendacje. Firmy, które stawiają na inkluzywność, nie tylko odnotowują realny zwrot z inwestycji, ale także zdobywają zaufanie klientów i stabilną pozycję konkurencyjną.
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak narzędzia AI mogą przyspieszyć Twoją pracę? Ile godzin możesz zaoszczędzić? Jak bardzo poprawić wyniki marketingowe i sprzedażowe? W tym artykule nauczę Cię, jak wykorzystać AI w obszarach takich jak lead generation, social media i e-learning, aby Twoja codzienna praca pomagała Ci osiągać jeszcze lepsze efekty. Przybliżę też proces wdrożenia AI i automatyzacji, pokazując, jak identyfikować zadania do usprawnienia oraz przedstawię gotowy 3-krokowy proces wdrażania AI w marketingu i sprzedaży.
Czy w swojej codziennej pracy masz problem z tym, że wykonujesz nudne, powtarzalne zadania? A może czujesz, że przestajesz się rozwijać? Jeżeli co najmniej jedno z tych zdań do Ciebie pasuje, to czytaj dalej. AI pomoże Ci zautomatyzować pracę, szybciej osiągać wyniki oraz odzyskać stracony czas.
Narzędzia AI na dobre zadomowiły się w świecie marketingu i sprzedaży. Według serwisu Futurepedia w czerwcu 2023 r. było ponad 1200 narzędzi AI związanych z marketingiem. Z kolei z raportu Capterra wynika, że marketerzy najczęściej używają narzędzi AI do e-mail marketingu (63%) reklamy (58%) oraz analizy danych (57%). Do content marketingu, w tym content wideo – 33%. I na tym obszarze skupimy się w tym artykule.
Dlaczego wideomarketing?
Gdy zapytamy klientów, w jaki sposób chcą się dowiadywać o nowych produktach i usługach, to jako pierwszą odpowiedź podają „wideo”. Najlepiej, żeby to wideo było krótkie, konkretne i treściwe. Na drugim miejscu mamy artykuły, przy czym tę opcję zaznaczyło tylko 15% konsumentów. Jak widzisz na poniższym wykresie, dalej jest już tylko gorzej. Więc jeżeli teraz w swojej strategii marketingowej stawiasz głównie na artykuły SEO, to może warto zmieniać format na taki, którego oczekują klienci, czyli wideo.
Narzędzia do generowania filmów za pomocą sztucznej inteligencji dają wiele korzyści. Wykorzystanie AI w produkcji filmów to nie tylko oszczędność czasu i środków, ale przede wszystkim potężne narzędzie do indywidualnej komunikacji z odbiorcami.
Są przynajmniej trzy obszary, w których możesz wykorzystać AI w wideo:
Spersonalizowana reklama – AI pozwala na tworzenie angażujących treści wideo, które są skrojone na miarę potrzeb grupy docelowej. To otwiera nowe możliwości dotarcia do klientów i budowania głębszych relacji z nimi, co przekłada się na lepsze wyniki sprzedażowe.
Rozrywka – dzięki AI można generować unikalne treści wideo na platformy takie jak TikTok czy Instagram. To daje możliwość tworzenia wyjątkowych wrażeń wizualnych, które zdecydowanie przyciągają uwagę i zwiększają skuteczność na górze lejka marketingowego.
Edukacja – w dobie digitalizacji narzędzia AI do generowania filmów umożliwiają tworzenie materiałów edukacyjnych dostosowanych do indywidualnych stylów i preferencji uczenia się. Dzięki temu można zwiększyć efektywność procesu przekazywania wiedzy, zwłaszcza u marek, które charakteryzują się archetypem „Mędrzec”, „Czarodziej” i „Twórca”. Zatem jeżeli dzielisz się wiedzą, teraz możesz to robić jeszcze efektywniej, a za chwilę dowiesz się, jakich narzędzi AI możesz do tego użyć.
Avatary AI do wideo
Ciekawy przypadek stanowią avatary AI, czyli wygenerowane komputerowo postacie, które na wideo wyglądają zupełnie jak prawdziwi ludzie. Z ich pomocą, możesz:
Stworzyć reklamę wideo bez potrzeby wynajmowania aktorów, studia czy kupowania drogiego sprzętu.
Przeprowadzić onboarding pracowników bez potrzeby udziału managera czy kierownika w celu tłumaczenia powtarzalnych procedur i zasad.
Stworzyć szkolenie online wyłącznie na bazie tekstu pisanego, który przeczyta avatar AI. Na dodatek zrobi to w kilkunastu językach! Możesz do tego wykorzystać np. narzędzie ElevenLabs lub specjalne narzędzia wideo z opcją klonowania głosu.
Poniżej znajdziesz przykład reklamy w formie wideo, którą stworzyłam w 100% dzięki narzędziom AI. Scenariusz napisałam w ChatGPT, a awatar AI i całe nagranie zostało stworzone w narzędziu Synthesia. Całość zajęła mi 30 minut, a efekty możesz sprawdzić na moim profilu na LinkedInie.
Oglądając to wideo, jesteśmy w stanie zauważyć, że nie jest to prawdziwy człowiek. Pewne niuanse, jak brak gestykulacji czy dość skąpa mimika twarzy, zdradzają avatar wideo. Jednak myślę, że to kwestia czasu. Avatary będą coraz bardziej realistycznie, a wygenerowanie przez AI wideo trudno będzie odróżnić od prawdziwych aktorów w reklamach. Patrząc na to, jak szybko rozwijała się dziedzina text-to-image oraz text-to-video i generative video będą coraz bardziej realistyczne. Poniżej porównanie poszczególnych wersji narzędzia text-to-image, jakim jest Midjourney:
Wykorzystano następujący prompt: An incredibly detailed close up macro beauty shot of Tom Holland, shot on a Has selblad medium format camera, unmistakable to a photograph, iridescent eyes, cinematic lighting, photographed by Tim Walker, trending on 500px –ar 4:5 –seed 1118499343.
Jak wdrożyć AI w dziale marketingu i sprzedaży?
Zacznijmy od tego, że nie musisz wdrażać AI. Jeżeli nigdy nie zdarzyło Ci się żadne opóźnienie w projekcie, nie popełniłeś żadnego błędu ani nigdy nie zaznałeś krytyki z powodu literówki na grafice/slajdzie/tekście, to nie musisz wdrażać narzędzi AI. Natomiast jeżeli choć raz zdarzył się w Twoim zespole „błąd ludzki”, to pora rozejrzeć się za zastępowaniem w pewnych zadaniach ludzi robotami. Oczywiście AI nie jest nieomylne.
Jednak dzięki narzędziom AI jesteś w stanie:
Zmniejszyć liczbę błędów, bo AI nigdy się nie męczy, nie ma gorszego nastroju, nie cierpi na „ciężki poniedziałek” lub „piątek-piąteczek-piątunio”.
Przyspieszyć Twoją pracę, bo dzięki AI możesz zrealizować więcej projektów w jednym czasie.
Zdelegować nudne i powtarzalne zadania na roboty, automatyzacje i narzędzia AI, aby w końcu poświęcić czas na przyjemniejsze rzeczy.
Jeżeli nadal nie jesteś przekonany, to spójrz na AI i automatyzację nie jako narzędzia marketingowe, ale jako narzędzia do oszczędzania Twojego czasu w pracy. Pamiętaj też, że „narzędzioza” to choroba wielu początkujących marketerów.
PORADA
Wdrażanie przypadkowych narzędzi AI, tylko dlatego, że są modne, może dać efekt odwrotny od zamierzonego i spowodować, że zamiast zaoszczędzić czas, będziesz ciągle uczyć się nowych rzeczy. Zamiast testować narzędzia pamiętaj, aby na pierwszym miejscu stawiać strategię i mieć sprawdzony plan działania.
Zasada 3Z
Przedstawię Ci sprawdzony proces, który stosuję u swoich klientów, aby wdrażać automatyzację oraz narzędzia AI w ich działach marketingu i sprzedaży. Nazwałam to ZASADĄ 3Z:
ZIDENTYFIKUJ, które procesy i działania marketingowe w Twojej firmie są najbardziej powtarzalne, czasochłonne i nudne.
ZSUMUJ koszty wszystkich zasobów, które są potrzebne do wykonania danego zadania / procesu. Pamiętaj, że zarówno narzędzia, jak i czas pracy są kosztem. Ustal, co jest najbardziej zasobożerne.
ZDECYDUJ, co chcesz usprawnić i zautomatyzować jako pierwsze, wyznacz priorytety i działaj!
Jak to wygląda w praktyce? Załóżmy, że prowadzisz firmę z branży edukacyjnej. Twój dział marketingu i sprzedaży rozważa wdrożenie narzędzi AI. Od czego zacząć?
1. Zidentyfikuj
Pierwszym krokiem jest spotkanie managerów działu i osób zarządzających najważniejszymi procesami sprzedażowymi i marketingowymi. Cel spotkania: określenie obszarów, gdzie AI może pomóc. W tym celu wypisz wszystkie zadania, które są dla Ciebie męczące, powtarzalne, zasobożerne, a przede wszystkim czasochłonne.
WAŻNE: Nie nazywaj tego spotkania „Wdrażamy AI teraz!”. To rodzi opór, bo wiele osób boi się, że AI zabierze im pracę. Nazwij to spotkanie raczej „Burza mózgów: Jak zaoszczędzić nasz czas?”.
2. Zsumuj
Po kilku dniach spotykacie się ponownie, aby uzupełnić listę zadań o nowe pomysły i świeże przemyślenia. Następnie należy nadać im wagi według przyjętych przez siebie kryteriów, np. „Zadania czasochłonne” lub „Zadania powtarzalne”. Te zadania, które uzyskają najwięcej punktów, można w kolejnym kroku automatyzować i usprawniać narzędziami AI. Na tym spotkaniu dobrze, żeby uczestniczył zewnętrzny facylitator, który pomoże Wam obiektywnie wybrać zadania, które są problematyczne dla największej liczby członków w zespole i blokują przez to rozwój produktu.
3. Zdecyduj
Wybierz osobę odpowiedzialną za proces wdrażania AI oraz automatyzacji w Twoim dziale. Może to być ktoś z zespołu albo zewnętrzny ekspert. Dopiero w tym kroku znajdź odpowiednie narzędzia AI oraz metody automatyzacji. Pamiętaj też, że nie zawsze potrzebne jest konkretne narzędzie. Czasem wystarczy zmapowanie procesu, uporządkowanie go, a następnie stworzenie automatyzacji w aplikacji Make, który ten proces przyspieszy.
4. Monitoruj rezultaty
Pamiętaj też, aby monitorować rezultaty. Cały proces może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy.
10 zaawansowanych narzędzi AI do marketingu wideo
Jeżeli jesteś już pewny, że chcesz wdrażać narzędzia AI i jesteś na etapie numer 4, zerknij na poniższą listę i sprawdź dziesięć przetestowanych przeze mnie narzędzi AI do tworzenia wideo.
1. Synthesia
Synthesia generuje filmy z wykorzystaniem awatarów AI. Daje również możliwość wykonania własnego awatara. Wideo tworzymy na pojedynczych scenach, które przypominają slajdy. Możemy zanimować poszczególne elementy sceny w sposób podobny do tego, który znamy z narzędzi do tworzenia prezentacji. Za dodatkową opłatą dostajemy również możliwość wgrania własnej prezentacji i dodania do niej awatara oraz innych plików wideo. Narzędzie połączone jest z bankiem zdjęć oraz animowanych ikon. Aplikacja połączona jest z OpenAI, co pozwala na automatyczne generowanie scenariusza wideo. Synthesia płynnie zamienia tekst na mowę aż w 120 językach, dając nam do wyboru kilka głosów. Możliwość wgrania własnego audio otrzymujemy dopiero w wersji „Enterprise” oprogramowania, która wyceniania jest indywidualnie.
2. HeyGen
Narzędzie to pozwala generować wideo. Do wyboru dostajemy ponad 120 awatarów oraz otrzymujemy możliwość stworzenia własnego awatara na podstawie zdjęcia. HeyGen świetnie radzi sobie ze zamianą tekstu na mowę, także w języku polskim. Skrypt możemy wpisać samodzielnie lub skorzystać z asystenta „GPT” Script Writer wbudowanego w panel aplikacji. Dostajemy również możliwość wgrania wcześniej przygotowanego audio lub nagrania się w czasie rzeczywistym, aby połączyć plik audio z awatarem. Program posiada szeroką bazę szablonów, ikon, zdjęć, grafik i filmów, które możemy wykorzystać w naszym wideo. W podstawowej wersji programu dostajemy możliwość pobrania filmu w jakości 780p lub 1080p. Dopiero wersja business daje możliwość pobrania materiału w jakości 4K.
3. D-iD
Narzędzie w swojej podstawowej wersji nie daje możliwości działania na prezentacjach, tą funkcjonalność otrzymujemy dopiero w najwyższych pakietach. Na start otrzymujemy możliwość stworzenia wideo z awatarem. Możemy wybierać spośród wielu dostępnych propozycji, stworzyć własnego awatara, wgrywając zdjęcie lub generując go przy użyciu AI. Skrypt dla awatara możemy stworzyć samodzielnie lub przy pomocy AI. Dostajemy również możliwość wgrania własnego audio, które zostanie „podłożone” do wideo z awatarem.
4. Runway
Runway to narzędzie, które daje zupełnie inne możliwości. Pozwala stworzyć lub edytować dowolne wideo na podstawie tekstu oraz wrzuconych w ramach inspiracji obrazów. Runway przekształci również Twoje zdjęcie w wideo oraz dowolnie wystylizuje lub zedytuje wgrane przez Ciebie filmy. Całość dzieje się na podstawie wpisywanych przez Ciebie promptów, które pozwalają wygenerować Ci cokolwiek sobie wyobrazisz. W bezpłatnej wersji oprogramowania nasze wideo otrzymujemy w jakości 720p. W płatnych planach możemy pobierać wideo w jakości 4k.
5. Genmo
Narzędzie pozwala edytować zdjęcia w obiekty 3D i filmy 360 stopni oraz animować elementy na zdjęciach. Genmo daje również możliwość generowania i edytowania filmów. Narzędzie działa na podstawie wpisywanych promptów.
6. EbSynth
Narzędzie pozwala na wystylizowanie wideo. Do programu należy wgrać wideo, które chcemy edytować oraz zdjęcie, na podstawie którego ma być stworzona stylistyka wideo.
7. Pictory
Narzędzie pomoże Ci wygenerować wideo na podstawie Twoich skryptów, artykułów lub wpisów blogowych. To świetny sposób na podsumowanie dłuższego tekstu w formie wideo, które możesz udostępnić w mediach społecznościowych. Wybierasz spośród trzech dostępnych rozmiarów: 16:9, 9:16 lub 1:1. W ten sposób dostosujesz film do portalu, na którym chcesz go opublikować. Pictory wybierze automatycznie najważniejsze elementy z tekstu, dopasuje do nich wideo, stworzy napisy oraz doda muzykę. Stworzone sceny możesz dowolnie modyfikować, podmieniając wideo lub zmieniając ich style. Na ten moment aplikacja pozwala na dodanie lektora wyłącznie w języku angielskim, ale możesz również dodać swój głos, wgrywając przygotowane audio. Narzędzie to pozwala również na łatwe wyodrębnienie krótkich fragmentów wideo z długiego filmu czy wycięcie pomyłek lub niepasujących nam fragmentów z dłuższego filmu. Do stworzonego wideo można dodać również intro, outro oraz logo. W Pictory automatycznie dodamy również napisy.
8. Rask
Aplikacja pozwala na przygotowanie tłumaczenia wideo, przy wykorzystaniu dostępnych głosów, na ponad 60 dostępnych języków. Dostajemy również możliwość przetłumaczenia filmu na jeden z ośmiu dostępnych języków (w tym język polski) przy zastosowaniu technologii Voice Clone. Wideo możesz wgrać bezpośrednio ze swojego komputera lub wrzucić link do filmu osadzonego na YouTube lub Dysku Google. Jakość nagrań, które oferuje Rask, jest bardzo dobra.
9. Midjourney
Dodatkowym narzędziem, które nie jest stosowane typowo do wideo, lecz do grafiki, jest Midjourney. Zawarta w nim funkcja „Zoom out” pozwala na rozszerzenie grafiki lub obrazu poza jego oryginalne granice, nie zmieniając oryginalnej grafiki. Jak stworzyć z tego wideo? Wykorzystamy do tego morphing, czyli technikę przekształcania obrazu polegającą na płynnej zmianie jednego obrazu w inny. Dzięki temu powstają wysokiej jakości animowane obrazy, które jednak niestety są mało dynamiczne. Efekt morfingu może być osiągnięty np. za pomocą narzędzia Flowframes.
10. Adobe Character Animator
Adobe Character Animator pozwala na tworzenie animacji w bardzo prosty sposób. Wybieramy maskotkę, a następnie możemy rozpocząć nagrywanie lub wgrać plik audio. Dzięki AI oraz odczytywaniu ruchów naszej twarzy i ruchu rąk możemy stworzyć interaktywną animację – maskotka będzie reagowała na mrugnięcia oczu, ruchy głowy, ruchy ust oraz rąk. Dodatkowo możemy stworzyć swoją własną maskotkę – wystarczy podstawowa znajomość Photoshopa. Narzędzie to daje możliwość tworzenia wideo w jakości Full HD.
AI w praktyce – influencer marketing
Narzędzia AI są stosowane nie tylko do komunikacji marketingowej czy edukacji. Są też stosowane do… tworzenia nowych influencerów. Oto przykład influencera, który we wcześniej wspomnianym narzędziu HeyGen stworzył swój avatar AI, który przemówił z jego profilu na Instagramie.
Drugi przykład to Lil Miquela – wirtualna influencerka, który ma już prawie 2,5 mln obserwujących na Instagramie. Jak sama siebie przedstawia, jest 21-letnim robotem, który mieszka w Los Angeles i prowadzi całkiem normalnie życie. Spotyka się z przyjaciółmi, chodzi na spacery, testuje outfity, promuje marki. Konto istnieje od 2016 r.
Dlaczego marki chcą współpracować z influencerami stworzonymi przez AI? Powodów jest kilka:
Wirtualny influencer to postać wygenerowana komputerowo, więc możesz bardzo precyzyjnie dostosować komunikację marketingową do danego produktu.
Masz większy wpływ nad tym, w jaki sposób będzie się „zachowywał” w trakcie kampanii promującej dany produkt czy usługę. Dzięki temu zmniejszasz ryzyko kryzysu wizerunkowego.
W przypadku własnego wirtualnego influencera możesz „mieć” jego wizerunek na wyłączność, co daje jeszcze większą kontrolę.
Trzeci przykład – lifestylowa influencerka, która zaprasza do płacenia za minutę rozmowy z jej avatarem AI: caryn.ai/.Klienci, głównie młodzi mężczyźni, mogą zapytać wirtualną Caryn o wszystko. Influencerka chwali się, że z jej intymnych rozmów skorzystało już ponad… 18 000 chłopaków. Poniżej screen z 18.05.2023:
Projekt przyniósł Caryn ogromną sławę. Amerykańskie media pisały o niej już wielokrotnie, z jednej strony zachwycając się nad tym cudem technologii, a z drugiej strony poddając pod wątpliwość moralność takich praktyk. Ciekawa jestem, co Ty uważasz? Czy takie wirtualne randki to dobry pomysł?
AI w marketingu i sprzedaży: podsumowanie
Inwestycja w automatyzacje oraz narzędzia AI w marketingu i sprzedaży to nie jest chwilowy trend. To konieczność, którą każdy manager i marketer powinien uwzględnić w swoim planie na najbliższe pół roku. Dzięki narzędziom AI i automatyzacjom jesteś w stanie uniknąć nudnych i powtarzalnych zadań. Na pewno pierwszym krokiem jest zmapowanie procesów, które dzieją się w Twoim dziale lub po prostu na Twoim stanowisku. Gdy to zrobisz, to stanie się jasne, które zadania są najbardziej powtarzalne i mają potencjał do zautomatyzowania lub „zdelegowania na roboty”.
Jeżeli chcesz sprawdzić, czy obrana przez Ciebie strategia wdrażania AI ma sens, warto zapytać kogoś, kto już takie narzędzia wdrożył i ma ten proces za sobą. Dzięki temu szybciej osiągniesz upragniony cel. Życzę Ci, abyś dzięki narzędziom AI oraz automatyzacjom już wkrótce odzyskał stracony czas.
Przedstawiając subiektywne zestawienie niestandardowych kampanii, wracam do Ciebie z kolejną dawką inspiracji. Sześć z siedmiu wybranych przeze mnie przedsięwzięć marketingowych porusza bardzo ważne społeczne aspekty, które dzięki odwadze i pomysłowości marketerów zyskują na sile.
Ten artykuł powstał w maju 2022 roku.
1. #MATA2040
Zestawienie rozpoczynamy od tematu, który poruszył przedstawicieli kilku pokoleń. Mowa o wystąpieniu Michała Matczaka znanego jako „Mata”. Byłem świadkiem kilku dyskusji, w których udział brali piętnasto-, trzydziesto- i sześćdziesięciolatkowie. Reprezentanci każdego pokolenia zwracali uwagę na zupełnie inne aspekty – od problemów, które poruszył, przez sposób, w jaki zostało to przedstawione, aż po realność jego deklaracji.
„Oficjalnie rozpoczynam kampanię na urząd prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w 2040 r. Już teraz, bo młodzi ludzie często przewyższają kompetencjami starszą generację. Podam przykład. Ja już teraz znam cztery języki, a Andrzej tylko dwa, z czego jeden wątpliwie. Ja chcę zdepenalizować marihuanę, a Andrzej Duda ułaskawia mefedroniarzy” – powiedział w swoim wystąpieniu Michał Matczak.
W wielu internetowych komentarzach pojawiło się pytanie, dlaczego dopiero w 2040 r.? Dla tych, którzy się zastanawiają, mam krótkie przypomnienie z lekcji WOS-u. Według Konstytucji RP o urząd prezydenta może ubiegać się osoba powyżej 35. roku życia.
Polityka od zawsze wzbudzała ogromne kontrowersje, ale w ostatnich latach nasze społeczeństwo jest wyjątkowo spolaryzowane. Dodatkowo każde kolejne wybory pokazują, że młodzi ludzie albo nie chcą uczestniczyć w tym obywatelskim obowiązku, albo ich poglądy bardzo się radykalizują.
Czy wystąpienie i deklaracje rapera można traktować poważnie w charakterze rozpoczęcia 18-letniej kampanii wyborczej? Raczej wątpliwe. Jako marketer i osoba angażująca się w tej roli również w kampanie polityczne na pewno zwróciłbym uwagę na techniczny poziom przygotowania wystąpienia Michała Matczaka zamieszczonego na YouTube, pomysłowość oraz jego konkretne deklaracje, które poruszały kontrowersyjne kwestie, a jednocześnie były zrozumiałe dla przedstawicieli wielu pokoleń.
Ostatni raz do czynienia z takimi przekazami mieliśmy w przypadku Twojego Ruchu Janusza Palikota, który zyskał w krótkim czasie ogromne poparcie i stał się liczącą siłą polskiej polityki. Można oczywiście dyskutować na temat tego, czy młody raper ma kompetencje do tego, żeby ubiegać się o najwyższy urząd w państwie. Niestety, kampanie wyborcze od lat są bardziej plebiscytem popularności niż dyskusją na argumenty. Siłą kandydata najczęściej są kompetencje marketingowe, a tych celebrytom odmówić nie można.
2. Stop cenzurze literatury
Cenzura to powszechny problem, z którym mierzą się autorzy na całym świecie. W odpowiedzi na rosnącą statystykę ocenzurowanych lub zakazanych książek Margaret Atwood, wraz z wydawnictwem Penguin Random House, ogłosili, że przeznaczają na aukcję specjalny, niemożliwy do spalenia egzemplarz „Opowieści podręcznej”. Wspomniany tytuł wydany pierwszy raz w 1985 r. również był wielokrotnie zakazywany w wielu państwach.
Na potrzeby akcji przygotowano wideo, na którym 82-letnia pisarka próbuje spalić książkę przy użyciu miotacza ognia. Próba jest nieudana, bo książka jest ognioodporna. Nagranie kończy się hasłem: „Ponieważ potężnych słów nigdy nie da się stłumić”. Środki zebrane z aukcji mają zasilić walkę z ograniczaniem wolności słowa.
3. #DzisPracujeDlaDzieciakow
Uważam, że to najważniejsza akcja ze wszystkich, które postanowiłem wymienić w tym zestawieniu. Ludzka solidarność, empatia i chęć pomocy potrzebującym powinny nie tylko chwytać za serce, ale także inspirować nas wszystkich do działania. Zdecydowanie w taki sposób działają autorzy akcji #DzisPracujeDlaDzieciakow. Z okazji Dnia Dziecka Fundacja Siepomaga zorganizowała zbiórkę pieniędzy pod hasłem „Dziś pracuję dla dzieciaków”. Akcja miała na celu ratowanie dzieci w kryzysie psychicznym.
Poniższy wykres przedstawia dane pochodzące z raportu dotyczącego zachowań samobójczych wśród dzieci i młodzieży w latach 2012–2021.
Źródło: Raport dotyczący zachowań samobójczych wśród dzieci i młodzieży za lata 2012–2021, https://www.siepomaga.pl/dzien-dziecka
Jak możemy przeczytać na stronie fundacji:
„Już kilka lat temu psychiatrzy bili na alarm, ostrzegając, że coraz więcej dzieci doświadcza kryzysów psychicznych. Obecny mocno cyfrowy świat, gdzie miarą sukcesu jest ilość polubień i wyświetleń pod opublikowanymi w serwisach społecznościowych zdjęciami, nie sprzyja zdrowiu psychicznemu, a pandemia koronawirusa i obecna sytuacja na Ukrainie tylko pogłębiły tę sytuację (…). Wniosek jest jeden: Młodzi potrzebują pilnej pomocy psychologicznej! Dlatego też wracamy do akcji Dziś Pracuję Dla Dzieciaków i z okazji Dnia Dziecka pójdziemy do pracy z myślą o dzieciach w kryzysie psychicznym, a swoją dniówkę przekażemy na wsparcie psychologiczne podopiecznych, którymi opiekują się Fundacja Happy Kids oraz Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce”.
Wielkie brawa dla wszystkich wspierających.
4. Gucci Gaming Academy
Od kilku lat można zaobserwować zmianę targetu luksusowej marki Gucci. Współpraca z gwiazdami kina, muzykami czy sportowcami (choćby z Robertem Lewandowskim) pokazuje, że marka mruga do młodszej generacji konsumentów. Jednym z takich ruchów było nawiązanie współpracy z platformą FACEIT w ramach inicjatywy, która miała na celu wspieranie początkujących talentów w grach. Chodzi m.in. o świadczenie usług w zakresie zdrowia psychicznego. Celem akcji jest wsparcie graczy w radzeniu sobie ze stresem czy grą zespołową. Uczestnicy akademii dostali także dostęp do szkoleń i platformy Gucci Education, dzięki którym mogli dowiedzieć się, jak rozwijać markę osobistą oraz na co zwrócić uwagę w umowach zawieranych z firmami.
Przelot. Różowy bar w sercu Poznania, w którym wypijesz autorskie koktajle i zimny poncz, podawany w papierowym kubku z logo. Od samego początku jest specjalnością lokalu. Dlaczego o nim wspominam? Ponieważ właściciele tego popularnego lokalu postanowili oddać część swojej powierzchni reklamowej fundacjom działającym na rzecz zwierząt. I tak między kwietniem a czerwcem 2022 przy Wrocławskiej piło się poncz promujący Fundację Mikropsy, a później na przelotowych kubkach widniały jeżyki z ośrodka rehabilitacji jeży „Jerzy dla jeży”.
Źródło: https://www.facebook.com/przelotpoznan/
Na tym nie koniec: Przelot zobowiązał się do przekazania złotówki z każdego ponczu na rzecz wspieranych podmiotów. Na konto Fundacji Mikropsy trafiło prawie 4000 zł. Dlaczego piszę o tych przedsięwzięciach?
Po pierwsze, bo to mój ulubiony lokal w mieście, w którym mieszkam. Po drugie, bo daje on przykład, że czynienie dobra nie musi być zależne od skali działań firmy, budżetu i etatów w dziale marketingu. Niech ich kreatywność będzie dla Ciebie inspiracją, jeśli reprezentujesz mniejszy podmiot.
6. Bydgoszcz to mem
„Może to być podobne do tego, co starożytni nazywali toposami – takimi stałymi pomyśleniami, które nam rzeczywistość organizowały” – tak o memach mówił prof. Jerzy Bralczyk. Memy towarzyszą nam jako żarty oraz bieżący komentarz każdego ważnego wydarzenia politycznego, społecznego czy sportowego. Taką formę komunikacji postanowili wykorzystać autorzy akcji promującej Bydgoszcz. Tablice z bydgoskimi memami znalazły się w trzech różnych lokalizacjach Bydgoszczy: na Wyspie Młyńskiej, Placu Wolności oraz przed ratuszem na Starym Rynku. Można się rozpisywać, ale niech memy powiedzą same za siebie.
7. Sprawny.marketing i posadzimy.pl
Sprawny.marketing, czyli wydawca tego magazynu oraz firma organizująca największą marketingową konferencję w Polsce, również postanowiła skorzystać ze swojej popularności i zrobić coś dobrego. Z edycji na edycję organizatorzy starają się, żeby I Marketing było coraz bardziej EKO, a współpraca z Posadzimy.pl to kolejny krok w tym niezwykle ważnym kierunku!
Podczas minionych edycji konferencji sprawny.marketing nawiązał współpracę, dzięki której posadzimy po jednym drzewie za każdego uczestnika i prelegenta obecnego na wydarzeniu. Dlaczego wypowiadam się jako jeden z tych, którzy się do tego przyczynili? Ponieważ miałem przyjemność być jednym z prelegentów i po konferencji otrzymałem wiadomość e-mail z certyfikatem, który informuje mnie, że moje drzewo to 6 kg pochłanianego CO2 rocznie, tlen dla 0,67 osób rocznie, 58 kg zwróconego papieru i 1,11 m2 powierzchni lasu.
Google DeepMind zaprezentowało VEO 3 – przełomowy system, który zamienia tekstowe opisy w niezwykle realistyczne i płynne sekwencje wideo. Dzięki połączeniu analizy przestrzeni i czasu z mocą dużych modeli językowych, Veo 3 oferuje jakość obrazu i dźwięku, która w wielu przypadkach dorównuje profesjonalnym produkcjom filmowym.
Dla twórców oznacza to jedno: efekt końcowy niemal idealnie odzwierciedlający wizję zawartą w promptach, bez wielogodzinnej postprodukcji i skomplikowanych narzędzi.
Największym game-changerem jest jednak to, że VEO 3 generuje nie tylko obraz, ale i dźwięk. System sam dopasowuje efekty audio do scen – od szumu ulicy i śpiewu ptaków, po muzykę czy dialog – całkowicie eliminując potrzebę korzystania z zewnętrznych bibliotek czy nagrań. To kompletny pakiet filmowy, tworzony w całości przez AI.
Obecnie VEO 3 ogranicza długość jednego klipu do 8 sekund. Na pierwszy rzut oka to bariera, ale w praktyce przy użyciu narzędzia Flow można łączyć klipy w spójną narrację. To oznacza, że także formaty telewizyjne są możliwe, choć nadal bardziej naturalne środowisko dla VEO to reelsy, shorty, TikTok, kampanie rich media, prezentacje produktowe i interaktywne storytellingi.
Co eksperci myślą o VEO 3?
1. Czy generatywna AI (np. VEO 3) to przyszłość angażującego marketingu, czy zagrożenie dla wiarygodności marek?
Jacek Adamczak – Graphic Designer w sprawny.marketing. Praktyk od 8 lat projektujący materiały zarówno do digitalu, jak i do druku. Ukończył Bootcamp UI/UX Designer, gdzie zgłębiał tajniki projektowania interfejsów. Jest odpowiedzialny za oprawę wizualną konferencji I Love Marketing.
Generatywna AI, a w szczególności narzędzia takie jak VEO 3, to jedno z najpotężniejszych narzędzi do tworzenia angażującego contentu, jakie do tej pory powstało. Dzięki możliwościom generowania wideo z realistycznym ruchem, dźwiękiem i synchronizacją ust, marki mogą tworzyć kampanie, które wcześniej wymagałyby ogromnych budżetów i ekip filmowych.
Ale jednocześnie AI stawia marki przed nowym rodzajem odpowiedzialności – zbyt realistyczny content może być odbierany jako manipulacja, jeśli nie zostanie odpowiednio oznaczony lub kontekstowo osadzony. Kluczem jest transparentność i etyczne wykorzystanie AI, nie jego unikanie.
Piotr Szkoda – AI Product Manager w sprawny.marketing, wcześniej SEO Manager w Widzialni.pl, gdzie dbał o jakość usług i zespół SEO współpracując z działem sprzedaży i digital we wdrażaniu strategii marketingowych. Współtwórca, mentor i wykładowca Szkolenia Junior SEO Specialist dla Coderslab. Certyfikowany trener biznesu Akademii SET. Entuzjasta praktyk automatyzowania żmudnych i powtarzalnych zadań.
Odpowiednio wykorzystane są jak najbardziej przyszłością. Naturalnie podczas tworzenia ważna jest nasza komunikacja z odbiorcami, jednak wiarygodności marki nie zagrażają same narzędzia a sposób ich wykorzystania. Kreatywność, pomysł, spójność z dotychczasową komunikacją oraz szacunek dla odbiorców będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwo wykorzystania AI w różnorodnych kampaniach marketingowych.
2. Deepfake w marketingu – kreatywne narzędzie czy etyczna granica?
Jacek Adamczak
Gdzie kończy się akceptowalne wykorzystanie AI w wideo? Deepfake sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły – to narzędzie. VEO 3 może np. stworzyć postać, która ,,mówi do nas” z poziomu kampanii, bez konieczności angażowania aktora – to oszczędność czasu i budżetu, ale również potencjalne pole minowe.
Etyczna granica pojawia się wtedy, gdy deepfake imituje realne osoby bez ich zgody, tworzy fałszywe konteksty lub wywołuje emocje oparte na nieprawdziwych przesłankach. Marketingowcy muszą więc nie tylko znać możliwości AI, ale też umieć powiedzieć: ,,nie tędy droga.’’
Piotr Szkoda
Dla każdej branży granica ta będzie umieszczona nieco w innym miejscu. Nakładanie kremu nawilżającego na skórę twarzy przez avatar nie jest wiarygodne i najprawdopodobniej zostanie negatywnie odebrane przez odbiorców. Natomiast możliwość prezentowania się w różnych kreacjach lub wykonanie „karkołomnych” ewolucji już jak najbardziej tak.
3. Czy marki powinny ujawniać, że treść została stworzona przez AI? Autentyczność vs. kreatywna narracja
Jacek Adamczak
Zdecydowanie tak. Transparentność w komunikacji to dziś fundament zaufania. Konsumenci oczekują autentyczności, ale potrafią również docenić innowacyjność – pod warunkiem, że nie zostali wprowadzeni w błąd. Ujawnienie, że dana treść została wygenerowana przez AI, nie osłabia przekazu – przeciwnie, często wzmacnia go, pokazując odwagę i nowoczesne podejście marki.
Piotr Szkoda
Słowo ujawniać jest tu kluczowe. AI może wspierać proces tworzenia na różnych etapach, tak jak obecnie ani firmy ani agencje nie zdradzają całego know how z procesu, tak nie ma takiego obowiązku w przypadku narzędzi AI. Kluczowe jest tu nie wprowadzanie odbiorców w błąd – czyli podchodzenie tak samo jak w przypadku wyglądu produktów spożywczych na ich opakowaniach, gdzie dodana jest informacja o propozycji podania.
4. Jakie ryzyka prawne i reputacyjne niesie wykorzystanie deepfake’ów w kampaniach reklamowych?
Jacek Adamczak
W największym skrócie: prawo i zaufanie.
Ryzyko prawne: Można nieświadomie naruszyć prawa wizerunku, szczególnie jeśli twarz lub głos wygenerowane przez AI przypominają realną osobę.
Ryzyko reputacyjne: Jeśli odbiorca odkryje, że został „oszukany” syntetyczną treścią, może poczuć się zmanipulowany – a to prosta droga do kryzysu wizerunkowego.
Dlatego warto konsultować kampanie AI z prawnikiem, ustalać wewnętrzne zasady etyczne i jasno informować o wykorzystaniu sztucznej inteligencji.
Piotr Szkoda
Wykorzystanie wizerunku lub jego elementów osób trzecich może doprowadzić do pozwów prawnych, podobnie wprowadzanie konsumentów w błąd. W przypadku reputacji….
A jak na to patrzy adwokatka Kasia Krzywicka?
Jeszcze parę lat temu widziałam film wygenerowany przez AI „reklamujący” pizzę – bohaterowie nagrania wyglądali jak z plasteliny, wykonywali nienaturalne i dziwaczne ruchy. Oglądanie tego materiału w moim przypadku wywoływało po prostu ból fizyczny.
Dziś, dzięki narzędziom takim jak Veo 3 od Google, w kilka sekund powstaje wideo, które wygląda jak fragment profesjonalnej kampanii reklamowej. Marketerzy i działy HR testują to narzędzie do reklam, social mediów, onboardingu pracowników czy szkoleń.
Wraz z łatwością tworzenia tych materiałów pojawiają się kolejne pytania prawne: jakie prawo reguluje takie treści i kto odpowiada za konsekwencje?
Jakie przepisy mają zastosowanie?
Prawo autorskie i ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych – wygenerowane wideo może zawierać elementy cudzych dzieł. Problem w tym, że „czarna skrzynka” modelu nie zawsze ujawnia, czy nie zostały użyte fragmenty chronionych przez prawo filmów czy zdjęć. Takie wygenerowane video z „zapożyczonymi” fragmentami cudzych dzieł nie spełnia wymogów przewidzianych dla prawa cytatu, a więc ryzyko naruszeń, chociażby z tej strony jest naprawdę realne.
Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790 z dnia 17 kwietnia 2019 r. w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym (tzw. dyrektywa DSM) – reguluje wykorzystywanie chronionych utworów do trenowania systemów AI w określonych warunkach.
RODO – problemem może być wizerunek wizerunek (w tym wizerunek głosowy), postacie generowane przez AI mogą przypominać realne osoby, co otwiera pole do naruszeń przepisów dotyczących chociażby danych osobowych.
AI Act – nakłada obowiązki zarówno na dostawców, jak i na użytkowników. Dostawcy, tacy jak Google, muszą oznaczać treści w formacie do odczytu maszynowego (watermarki, metadane). Użytkownicy, czyli my – firmy i twórcy – mamy obowiązek wyraźnie ujawniać, że treści są sztucznie wygenerowane (oczywiście, jak to w prawie – są wyjątki:)). AI Act zatem wprowadza zasady przejrzystości i transparentności właśnie po to, by w internecie nie zacierała się granica między tym, co prawdziwe, a tym, co sztucznie wygenerowane. W praktyce jednak skuteczność tych rozwiązań jest na razie umiarkowana – deepfake’i wciąż potrafią obiec świat szybciej, niż da się je oznaczyć.
Prawo cywilne i karne – odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych, zniesławienie czy oszustwo. Deepfake może zostać wykorzystany np. do podszywania się pod osobę publiczną albo manipulowania wydarzeniami.
Prawo własności przemysłowej i ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji – ryzyko dotyczy nie tylko znaków towarowych czy logo, ale także specyficznych przedmiotów zaprojektowanych przez konkretne marki. AI może wygenerować obiekt łudząco podobny do chronionego designu albo symbol przypominający logo firmy, a użytkownik – często nieświadomie – wykorzysta to w swoim materiale, narażając się na zarzut naruszenia prawa własności przemysłowej lub czyn nieuczciwej konkurencji.
Dezinformacja i odpowiedzialność: Video tworzone w narzędziach AI to nie tylko rozrywka, ale też narzędzie, które może służyć do siania dezinformacji czy powodować inne nadużycia prawa.
I tutaj dotykamy sedna – dzisiejsze zasady odpowiedzialności określone w prawie polskim są niewystarczające. Mamy dwa główne reżimy odpowiedzialności – ale żaden z nich nie przystaje w pełni do dzisiejszego działania AI.
Dlaczego? Bo w przypadku posługiwania się AI trudno jest przypisać komukolwiek winę. Często błędy, które mogą powodować szkody np. halucynacje modelu powstają nieintencjonalnie. Sporo osób mówi też o konieczność nadania osobowości prawnej AI. Ale co dalej? Nie będziemy przecież karać robota więzieniem.
Ostatecznie odpowiedzialność spada na człowieka – twórcę, użytkownika, czasem dostawcę ale w praktyce często pozostaje luka, bo szkoda powstaje błyskawicznie, w pierwszych 24 godzinach viralowego obiegu treści. A potem niestety już niewiele osób jest zainteresowanych prawdą…
Wyzwanie na przyszłość Prawo zapewnia nam ramy – od prawa autorskiego, przez RODO, kodeks cywilny i karny, po AI Act – ale skuteczność tych regulacji będzie zależeć od praktyki. W marketingu i komunikacji wewnętrznej AI już jest używane na masową skalę.
Prawdziwym wyzwaniem będzie więc nie tylko oznaczanie deepfake’ów i treści AI, ale też utrzymanie zaufania odbiorców. Bo w świecie, w którym nie wiemy, co jest stworzone przez człowieka, a co przez algorytm, na wartości zyskuje jedno – przejrzystość i odpowiedzialność biznesu.
5. Jakie umiejętności marketingowe będą kluczowe w erze AI (VEO3, Sora)? Jak przygotować zespół na przyszłość?
Jacek Adamczak
Era AI to czas transformacji kompetencji. Najważniejsze umiejętności to: projektowanie promptów (prompt design) – pisanie zrozumiałych, precyzyjnych i kreatywnych opisów scen oraz AI storytelling – myślenie obrazem, sceną, nastrojem.
Piotr Szkoda
Edukacja i wyraźne wytyczne. Te dwa elementy w skuteczny sposób są w stanie przygotować zespół nie tylko w aspekcie tego co można i warto tworzyć z wykorzystaniem narzędzi, ale także pomagają podczas natrafienia na takie treści w życiu codziennym.
Etyczne podejście – umiejętność świadomego wyznaczania granic między kreatywnością a odpowiedzialnością.
Zespoły powinny regularnie testować nowe narzędzia i wyznaczać tzw. „AI-evangelistę” – osobę odpowiedzialną za wdrożenia i eksperymenty.
Jak VEO 3 zmienia proces produkcji wideo marketingowego?
Rewolucyjnie. Zamiast tygodni pracy, ekip filmowych, aktorów i montażystów – otrzymujemy możliwość stworzenia materiału wideo w jeden dzień i to bez kamery. VEO 3 pozwala błyskawicznie reagować na trendy, wydarzenia czy potrzeby kampanii.
Oczywiście, nie zastąpi jeszcze pełnometrażowej produkcji, ale do formatów digital, teaserów, spotów promocyjnych czy edukacyjnych – nadaje się doskonale.
Jak wygląda workflow kampanii marketingowej z VEO 3?
Typowy „łańcuch produkcyjny” wygląda obecnie tak:
Pomysł kampanii i insight od zespołu marketingowego
Scenariusz lub opis scen napisany w ChatGPT (lub ręcznie)
Wygenerowanie klipów w VEO 3 (do 8 s każdy)
Dodanie dźwięku – natywnie w VEO lub z ElevenLabs
Montaż w Runway, Premiere, CapCut lub bezpośrednio w Flow
Eksport do różnych kanałów: YouTube, Meta Ads, TikTok, prezentacje
Wszystko to można wykonać w zespole bez specjalistów od wideo – potrzebna jest tylko osoba z wyobraźnią i dostęp do narzędzi.
Jakie marki już wykorzystują VEO lub podobne technologie w kampaniach?
Wiele marek testuje VEO lub jego odpowiedniki (np. Sora, Runway, Pika) – często niechętnie się do tego przyznając. Najwięcej przykładów pochodzi z:
branży modowej (lookbooki, animacje modeli),
beauty & wellness (demo produktów),
technologii i startupów (pitch video, product explainers),
oraz edukacji i AI marketingu (filmy szkoleniowe, mikroseria video-podcastów).
Wspólny mianownik? Mały budżet, duży efekt, szybki czas realizacji.
Jak wdrożyć VEO 3 w zespole marketingowym bez doświadczenia w produkcji wideo?
Najlepiej podejść do VEO 3 jak do warsztatu kreatywnego. Zacznijcie od testowych projektów: zapowiedź webinaru, teaser nowego produktu, mini-spot z cytatem klienta. Wyznaczcie jedną osobę odpowiedzialną za eksplorację narzędzia i eksperymenty z promptami. Twórzcie wspólnie bazę udanych komend, stylów i efektów.
Nie trzeba być filmowcem, żeby tworzyć wideo – trzeba być ciekawym, otwartym i gotowym na błędy, które są częścią procesu.
Podsumowanie
VEO 3 od Google DeepMind to przełomowe narzędzie AI generujące realistyczne wideo i dźwięk na podstawie tekstowych opisów, umożliwiające tworzenie materiałów marketingowych w rekordowym czasie bez tradycyjnej produkcji filmowej. Eksperci podkreślają ogromny potencjał VEO 3 dla kreatywnego marketingu, ale wskazują też na konieczność transparentności, etycznego wykorzystania i świadomości ryzyk prawnych (np. deepfake bez zgody).
Kluczowe kompetencje w erze AI to projektowanie promptów, AI storytelling, łączenie narzędzi i wyznaczanie „AI-evangelistów” w zespołach. VEO 3 demokratyzuje produkcję wideo, pozwalając małym i dużym markom szybko reagować na trendy, tworzyć angażujące treści i testować nowe formaty bez dużych budżetów.
ChatGPT znowu wymyśla głupoty? Próbujesz i próbujesz, ale nadal to samo? Kluczem są skuteczne prompty – czyli polecenia, które wpisujemy do narzędzi generative AI. Jeśli nie do końca wiesz, jak je pisać, czat będzie powodował frustracje. W tym artykule pokażemy Ci, jak zmaksymalizować efektywność interakcji z ChatGPT, przedstawiając siedem sprawdzonych sposobów na pisanie skutecznych promptów do ChatGPT.
1. Poznaj możliwości ChatGPT
Warto zrozumieć, na czym polega siła czatu i jak szeroki jest zakres jego możliwości. ChatGPT, oparty na modelu językowym GPT (Generative Pre-trained Transformer), jest wyposażony w zdolność do przetwarzania i generowania języka naturalnego na niezwykle zaawansowanym poziomie. To, co odróżnia go od innych form sztucznej inteligencji, to zdolność do uczestniczenia w dialogu, który może być równie skomplikowany i wielowątkowy, jak rozmowy między ludźmi.
ChatGPT może odpowiedzieć na Twoje pytania, pomóc w tworzeniu tekstu na dowolny temat, od prozy po kod programistyczny, a nawet udzielać porad na podstawie zaproponowanego scenariusza. Jego zdolność do rozumienia i zachowania kontekstu w dłuższej konwersacji pozwala na płynną i spójną wymianę myśli.
Od tworzenia szkiców artykułów, przez rozwiązywanie problemów matematycznych, aż po pomysły na kreatywne projekty – możliwości ChatGPT wydają się nieograniczone. Model potrafi dostosować swój styl odpowiedzi do potrzeb użytkownika, co oznacza, że może być równie skuteczny w formalnej korespondencji biznesowej, jak i w luźnej, nieformalnej rozmowie. I właśnie ta kompleksowość może być często powodem niesatysfakcjonujących odpowiedzi. Ale o tym za chwilę…
Rozumienie możliwości ChatGPT pozwoli Ci formułować prompty, które nie tylko są jasne i precyzyjne, ale również takie, które otwierają drzwi do pełniejszego i bardziej satysfakcjonującego wykorzystania tej technologii.
PORADA
Zamiast zadawać pytanie „Jak napisać artykuł?”, spróbuj „Potrzebuję stworzyć artykuł na temat trendów w sztucznej inteligencji w 2024 r. Możesz mi pomóc zarysować główne punkty i zaproponować kilka źródeł?”. Z kolei zapytanie „Jak naprawić błąd w moim kodzie?” będzie mniej skuteczne niż szczegółowe przedstawienie problemu wraz z fragmentem kodu i wyjaśnieniem, co próbujesz osiągnąć.
2. Określ cel swojego promptu
Kluczem do skutecznego korzystania z ChatGPT jest precyzyjne określenie celu, jaki chcesz osiągnąć za pomocą promptu. To, co chcesz uzyskać od AI, może znacznie różnić się w zależności od kontekstu – czy to odpowiedź na konkretne pytanie, wsparcie w tworzeniu tekstu, czy pomoc w generowaniu kodu. Precyzyjnie sformułowany cel nie tylko ułatwi modelowi zrozumienie Twoich oczekiwań, ale również pozwoli na dostarczenie bardziej trafnych i użytecznych wyników.
Jak go zdefiniować?
Rozpocznij od pytania. Co dokładnie chcesz osiągnąć za pomocą tej interakcji? Czy szukasz informacji, inspiracji, czy konkretnej pomocy w rozwiązaniu problemu? Podobnie „searching intent” szukają copywriterzy przed stworzeniem tekstu. Nie znając tej intencji, napisaliby nietrafiony tekst. I tak też odpowie ChatGPT.
Określ zakres. Zastanów się, jak szeroko lub wąsko chcesz poruszyć temat. Czy interesuje Cię ogólna odpowiedź, czy szczegółowa analiza?
Ustal priorytety. Jeśli Twoje zapytanie może obejmować kilka aspektów, zdecyduj, które z nich są najważniejsze. Pomaga to w skoncentrowaniu uwagi ChatGPT na kluczowych punktach.
Przykłady dobrze określonych celów:
Generowanie tekstu – możesz potrzebować pomocy w napisaniu artykułu, wpisu na blog czy nawet poezji. Przykładowy prompt: „Napisz inspirujący post na blog o znaczeniu samodyscypliny w osiąganiu celów osobistych”.
Odpowiadanie na pytania – gdy szukasz konkretnej informacji, ważne jest, aby pytanie było jasne i precyzyjne. Przykładowy prompt: „Jakie są główne różnice między sztuczną inteligencją a uczeniem maszynowym?”.
Tworzenie kodu – ChatGPT może wspomagać Cię w pisaniu kodu poprzez generowanie fragmentów lub debugowanie. Przykładowy prompt: „Napisz funkcję w Pythonie, która oblicza silnię liczby”.
Każdy z tych celów wymaga innego podejścia do formułowania promptu. Im lepiej określisz, co chcesz osiągnąć, tym większa szansa, że odpowiedź ChatGPT spełni Twoje oczekiwania. Jasno określony cel to pierwszy krok do sukcesu w interakcji z AI, pozwalający na zbudowanie podstawy dla efektywnej i satysfakcjonującej współpracy.
3. Naucz się pisać precyzyjnie i otwórz umysł
Skuteczność komunikacji z ChatGPT zależy od umiejętności znalezienia równowagi między elastycznością i otwartą głową a precyzyjnym pisaniem promptów. Być może brzmi to jak paradoks, ale w praktyce oznacza to, że Twoje zapytania powinny być dostatecznie konkretne, aby model mógł zrozumieć oczekiwania, jednocześnie pozostawiając pewien margines na kreatywność i elastyczność w odpowiedziach.
Jak promptować precyzyjnie?
Detale są kluczowe. Im więcej szczegółów dostarczysz, tym bardziej precyzyjna będzie odpowiedź. Na przykład zamiast pytać: „Jak napisać dobry artykuł?” lepiej zapytać: „Jakie elementy są kluczowe przy pisaniu artykułu naukowego z dziedziny psychologii?”. Wyjaśnij kontekst, który może zmienić interpretację promptu. Podając modelowi tło swojego pytania, pomagasz mu lepiej zrozumieć Twoje intencje.
Jak eksplorować kreatywność?
Pozwól sobie (i ChatGPT) na kreatywne podejście. Zamiast dyktować dokładne sformułowania, zachęć ChatGPT do eksploracji tematu. Jak to zrobić? Na przykład zamiast „Napisz list motywacyjny na stanowisko menedżera” możesz spróbować tak: „Jakie unikalne argumenty mogę użyć w liście motywacyjnym na stanowisko menedżera, aby wyróżnić się na tle innych kandydatów?”.
Warto być otwartym na różne odpowiedzi. Czasami największą wartość przynosi nie to, czego oczekujesz, ale to, co odkrywasz w procesie. Dając ChatGPT swobodę w interpretacji promptu, możesz otrzymać odpowiedzi, które otworzą przed Tobą nowe perspektywy. To taka burza mózgów, tylko jeden z nich jest maszyną.
Przykłady: precyzyjny i kreatywny prompt
Precyzyjny prompt: „Napisz opowiadanie w stylu science fiction, w którym główny bohater, inżynier oprogramowania, odkrywa tajemniczy algorytm zmieniający sposób postrzegania rzeczywistości. Skup się na rozwoju postaci i napięciu narracyjnym”.
Kreatywny prompt: „Jakie są fascynujące etyczne dylematy, które mogą wyniknąć z rozwoju sztucznej inteligencji w przyszłości? Przedstaw kilka scenariuszy z różnych perspektyw”.
Eksperymentuj, a z czasem nauczysz się, jak formułować prompty, które najlepiej współpracują z ChatGPT, dostarczając Ci wartościowych i inspirujących odpowiedzi.
4. Używaj jasnego i zrozumiałego języka
Jednym z najważniejszych aspektów tworzenia skutecznych promptów dla ChatGPT jest stosowanie jasnego i zrozumiałego języka. Prostota w komunikacji nie tylko ułatwia modelowi zrozumienie zapytania, ale także minimalizuje ryzyko nieporozumień, prowadząc do bardziej trafnych i satysfakcjonujących odpowiedzi.
ChatGPT to model, który korzysta z języka angielskiego. Trudne słowa w języku polskim mogą mu sprawić problem. Pisz językiem zrozumiałym dla ucznia szkoły podstawowej.
Jak tworzyć proste i zrozumiałe prompty?
Unikaj zbytniego komplikowania. Proste i bezpośrednie sformułowania są zazwyczaj bardziej efektywne niż złożone i wielowarstwowe zdania. Twórz jasne, logiczne struktury. Jasny podział na pytanie, kontekst i ewentualne instrukcje może znacznie poprawić jakość interakcji. Strukturyzowanie promptu ułatwia modelowi identyfikację kluczowych elementów zapytania.
PORADA
Myśl o projektowaniu, a nie pisaniu. Twórz przemyślane, solidne konstrukcje. Definiuj niejasne terminy. Jeśli Twoje zapytanie zawiera specjalistyczne słownictwo lub terminy, które mogą być interpretowane na wiele sposobów, staraj się je zdefiniować lub użyć w sposób najbardziej jednoznaczny.
Ciekawostka: Można szyć ubrania, ale można również szyć w szafie (czyli zajmować się kablami). Jeśli człowiek może pomylić pojęcia, to AI tym bardziej!
Przykłady
Poniżej znajdziesz przykład skomplikowanego prompta (przed zmianą) oraz prostego i zrozumiałego polecenia (po zmianie).
Przed zmianą: „Zastanawiam się, jakie mogłyby być potencjalne konsekwencje implementacji interfejsów mózg–komputer w codziennym życiu, szczególnie biorąc pod uwagę aspekty etyczne i społeczne takiego postępu technologicznego”.
Po zmianie: „Jakie są potencjalne plusy i minusy używania interfejsów mózg–komputer w codziennym życiu? Proszę uwzględnić aspekty etyczne i społeczne”.
Pierwszy przykład, choć bogaty i szczegółowy, może być trudniejszy do analizy dla AI ze względu na swoją złożoność i wielowątkowość. Drugi przykład, będący prostszym i bardziej bezpośrednim sformułowaniem tego samego pytania, ułatwia ChatGPT skupienie się na kluczowych punktach i generowanie bardziej zwięzłych odpowiedzi.
Prostota i klarowność to Twoi najlepsi sojusznicy w tworzeniu promptów, które przynoszą oczekiwane rezultaty.
5. Kontekst to Twój klucz do sukcesu
Dostarczenie odpowiedniego kontekstu w prompcie jest niezwykle ważne dla uzyskania trafnych i wyczerpujących odpowiedzi od ChatGPT. Kontekst pomaga modelowi lepiej zrozumieć złożoność pytania lub zadania, dostosowując swoje odpowiedzi do specyficznych wymagań użytkownika. Umożliwia to nie tylko bardziej precyzyjne reakcje, ale także pozwala na kontynuację dialogu, gdzie każda kolejna wymiana informacji staje się bardziej spersonalizowana i dopasowana do Twoich potrzeb.
Jak skutecznie dostarczać kontekst?
Określ ramy czasowe i miejsce. Jeśli Twoje pytanie dotyczy konkretnego wydarzenia historycznego, trendu technologicznego czy też jest związane z określonym miejscem, zawsze wspomnij o tym w prompcie.
Wskazuj na wcześniejsze interakcje. Jeśli Twoje zapytanie nawiązuje do poprzednich pytań czy odpowiedzi, krótkie przypomnienie tych informacji może znacznie pomóc w zrozumieniu kontekstu przez model.
Udzielaj szczegółów dotyczących celu pytania. Wyjaśnienie, dlaczego zadajesz dane pytanie lub czego konkretnie szukasz w odpowiedzi, pomaga modelowi dostosować swoją reakcję do Twoich oczekiwań.
Przykłady
Zobacz, jaką różnicę robi dodanie kontekstu do promptu.
Bez kontekstu: „Jakie są przyczyny globalnego ocieplenia?”
Z kontekstem: „Jako osoba pisząca artykuł na temat wpływu przemysłu na globalne ocieplenie, chciałbym zrozumieć główne przyczyny tego zjawiska, szczególnie te związane z działalnością człowieka w XX i XXI w.”
Dodanie kontekstu zmienia sposób, w jaki ChatGPT może zinterpretować pytanie, skupiając się na konkretnych aspektach tematu i dostarczając odpowiedzi, które są bardziej przydatne i dopasowane do potrzeb użytkownika. Kontekst jest ważny w każdym dialogu. Wyobraź sobie, że słyszysz zza ściany okrzyk „O mój Boże!” zupełnie bez kontekstu. Ty już uśmiechasz się pod nosem, a to synek sąsiadki pomalował psa na zielono.
PORADA
Kontekst działa jak mapa, która kieruje AI przez złożoność ludzkich zapytań, pozwalając na osiągnięcie większej wartości z każdej interakcji. Warto traktować go jako niezbędny element każdego promptu, aby maksymalnie wykorzystać potencjał tej zaawansowanej technologii.
6. Wykorzystaj feedback ChatGPT
Ważnym aspektem tworzenia skutecznych promptów dla ChatGPT jest umiejętność wykorzystania feedbacku, który otrzymujesz od modelu. ChatGPT może czasami dostarczać odpowiedzi wskazujące na niezrozumienie promptu lub jego części, co jest cenną wskazówką do dalszego doprecyzowania zapytań.
Jak wykorzystywać feedback od ChatGPT?
Zwracaj uwagę na sygnały. Jeśli odpowiedź ChatGPT jest niejasna, zbyt ogólna lub nie na temat, potraktuj to jako sygnał do poprawy swojego promptu. Czasami model może także bezpośrednio zasugerować, że potrzebuje więcej informacji lub konkretniejszego zapytania.
Dokładnie formułuj pytania. Jeśli ChatGPT informuje, że Twoje zapytanie jest zbyt szerokie lub niejasne, spróbuj zawęzić temat lub dodać więcej szczegółów.
Eksperymentuj z różnymi podejściami. Wykorzystaj feedback jako okazję do eksploracji różnych sformułowań i struktur promptu. Może to pomóc odkryć, jakie podejścia są najbardziej skuteczne w komunikacji z modelem.
Pomyśl o tym, jak o relacji pies–przewodnik. Jeśli pies źle wykonuje zadanie, w 99% jest to wina przewodnika i jego błędów komunikacyjnych, a nie samego zwierzęcia.
Przykłady wykorzystania feedbacku
Jak może wyglądać feedback od ChatGPT i jak go uwzględić? Zobacz poniższy przykład.
ChatGPT: „Czy możesz sprecyzować, o jakiego rodzaju technologii chcesz wiedzieć więcej?”.
Poprawiony prompt: „Opowiedz mi o najnowszych technologiach wykorzystywanych w elektromobilności”.
ChatGPT: „Możesz podać więcej kontekstu? Mam kilka różnych informacji, które mogą być odpowiedzią na Twoje pytanie”.
Poprawiony prompt: „Jako autor science fiction szukam informacji na temat potencjalnych przyszłych zastosowań sztucznej inteligencji w medycynie. Jakie innowacje mogą pojawić się w najbliższych dziesięcioleciach?”.
Feedback od ChatGPT jest nieocenionym źródłem wskazówek, jak poprawić prompt, aby uzyskać bardziej trafne i satysfakcjonujące odpowiedzi.
7. Testy i iteracje
Aby w pełni wykorzystać możliwości ChatGPT, kluczowe jest przyjęcie metodyki testowania różnych wersji promptów i iteracyjnego ich ulepszania. Proces ten nie tylko pomaga w odkrywaniu, które sformułowania promptów są najbardziej efektywne, ale również pozwala na lepsze zrozumienie, jak ChatGPT reaguje na różne typy zapytań.
Jak efektywnie testować i iterować prompty?
Zacznij od prostych wersji. Pierwsze podejście powinno być możliwie najprostsze, aby łatwo Ci było zrozumieć bazową reakcję ChatGPT na Twoje zapytanie.
Wprowadzaj jedną zmianę na raz. Modyfikując prompt, staraj się zmieniać tylko jeden element jednocześnie (np. długość, szczegółowość, ton). Dzięki temu dokładnie ocenisz wpływ każdej zmiany.
Dokumentuj i analizuj wyniki. Zapisuj różne wersje promptów i odpowiadające im odpowiedzi ChatGPT, aby móc porównać, która kombinacja była najbardziej efektywna.
Otwórz się na niespodzianki. Niektóre wyniki mogą Cię zaskoczyć, pokazując nieoczekiwane sposoby na uzyskanie wartościowych odpowiedzi od ChatGPT.
Przykłady iteracji
Jak taka iteracja promptów może wyglądać w praktyce? Oto przykład.
Pierwsza wersja promptu: „Opowiedz mi historię o smoku”.
ChatGPT: Odpowiedź jest krótka i ogólna, brak szczegółów świata przedstawionego.
Zmodyfikowana wersja: „Opowiedz mi historię o smoku, który mieszka w górach i strzeże starożytnej tajemnicy”.
ChatGPT: Odpowiedź jest bardziej szczegółowa, zawiera elementy przygody i tajemnicy.
Kolejna iteracja: „Opowiedz mi historię o smoku, który mieszka w górach i strzeże starożytnej tajemnicy. Historia rozgrywa się w średniowieczu i zawiera elementy magii”.
ChatGPT: Odpowiedź jest jeszcze bogatsza, z wyraźnie określonym settingiem i motywami fantasy.
Iteracyjne podejście do tworzenia promptów dla ChatGPT to proces ciągłego uczenia się i dostosowywania, który pozwala na maksymalne dopasowanie interakcji do własnych potrzeb i celów. Choć może wydawać się czasochłonny, jest inwestycją w lepsze zrozumienie możliwości i ograniczeń ChatGPT. Iteracyjne tworzenie promptów pomoże Ci odkryć, które polecenia są najbardziej efektywne, a także pozwoli lepiej zrozumieć, jak reaguje na nie ChatGPT.
Pisanie skutecznych promptów do ChatGPT: podsumowanie
Korzystanie i pisanie skutecznych promptów do ChatGPT wymaga zrozumienia jego możliwości, precyzyjnego określania celów, kreatywności, gotowości do eksperymentowania oraz korzystania z doświadczeń społeczności. Stosując te taktyki, możesz znacząco poprawić jakość otrzymywanych odpowiedzi.
TOP 7 metod na pisanie skutecznych promptów do ChatGPT – podsumowanie
Poznaj możliwości ChatGPT: zrozumienie, co ChatGPT może zrobić, jest kluczowe do formułowania efektywnych promptów.
Określ cel swojego promptu: jasne zdefiniowanie, czego oczekujesz od ChatGPT, poprawi trafność odpowiedzi.
Bądź specyficzny, ale elastyczny: dostarczanie konkretnych informacji, jednocześnie pozostawiając miejsce na kreatywność AI, prowadzi do lepszych rezultatów.
Używaj jasnego i zrozumiałego języka: prostota i klarowność są kluczowe dla skutecznej komunikacji z ChatGPT.
Kontekst to klucz: dostarczanie kontekstu pomaga ChatGPT lepiej zrozumieć złożone zapytania i dostarczać bardziej precyzyjne odpowiedzi.
Wykorzystaj feedback ChatGPT: feedback od AI jest cennym źródłem wskazówek, jak poprawić i dostosować swoje prompty.
Testuj i iteruj: iteracyjne podejście do tworzenia i modyfikowania promptów pozwala znaleźć najskuteczniejsze sformułowania.
Facebook (Meta) Ads dostarcza coraz bardziej zaawansowane możliwości reklamowe dla niemal każdej branży na rynku. Umiejętne dobranie celu reklamowego do kampanii pozwala pozyskiwać wartościowe leady dla branż zajmujących się np. sprzedażą mieszkań, szkoleń, a nawet samochodów. Zobacz, jak mogą Ci w tym pomóc kampanie Facebook Lead Ads!
Co to jest Facebook Lead Ads?
Zacznijmy jednak od początku – co to jest Facebook Lead Ads? Są to kampanie na Facebooku kierujące użytkownika do formularza dostępnego wewnątrz struktury serwisu tego medium społecznościowego. Dzięki temu reklamodawcy nie muszą kierować użytkowników na specjalne strony typu landing page, a cały proces – od zainteresowania ofertą po kontakt i finalny zakup produktu – mogą uruchomić, korzystając z Facebook Ads.
Zaletą tego rodzaju kampanii jest możliwość tworzenia zarówno prostych, jak i bardzo rozbudowanych formularzy. Budując odpowiednio lejek sprzedażowy, reklamodawcy są w stanie pozyskiwać wartościowe leady, które mogą zawierać takie informacje, jak: imię i nazwisko, numer telefonu, oczekiwania odnośnie do produktu (np. model samochodu) czy proponowana data kontaktu.
O czym pamiętać, tworząc formularz?
Po pierwsze, planując kampanie Facebook Lead Ads, warto wziąć pod uwagę pewną zależność. Często zdarza się, że każde kolejne pole w formularzu – czy to pytanie odnośnie do oferty, czy prośba o podanie dokładniejszych danych osobowych – zniechęca potencjalnego klienta do jego wypełnienia. Sam formularz składa się z kilku etapów. Na potrzeby tego wpisu pod analizę zostały wzięte trzy z nich: Wprowadzenie, Pytania, Zakończenie.
Tworzenie kampanii Facebook Leads Ads
1. Wprowadzenie
W pierwszym etapie konieczne jest poinformowanie potencjalnego klienta, czego dotyczy oferta i przede wszystkim – w jakim celu pozyskiwane są jego dane. Jak może być skonstruowany tekst wprowadzający do formularza? Na przykład tak: „Rozpoczęła się Wyprzedaż Rocznika w salonie samochodowym XYZ. Szukasz samochodu dostępnego od ręki? Wypełnij formularz, a konkretnie w tej sprawie skontaktuje się z Tobą nasz doradca klienta, aby porozmawiać o autach dostępnych w naszym salonie. Nie będziemy wykorzystywać Twoich danych w innym celu”.
Ta z pozoru prosta informacja jednoznacznie wskazuje potencjalnemu klientowi, dlaczego prosisz go o podanie numeru telefonu oraz w jakim celu ten numer zostanie wykorzystany.
2. Pytania
Na tym etapie reklamodawcy mają możliwość zadać serię pytań (zamkniętych lub otwartych) poprzedzających wprowadzenie danych kontaktowych. Potencjalnego klienta warto zapytać o jego oczekiwania (potrzeby) względem produktu, np.: „Kiedy planujesz zakup mieszkania?”, „Jaki metraż mieszkania Cię interesuje?”, „Jesteś zainteresowany ofertą dla klienta indywidualnego czy prywatnego?”.
PORADA
Zadanie konkretnych pytań w formularzu nie tylko pozwala odrzucić formularze wypełnione przez przypadkowe osoby, ale przede wszystkim dookreśla potrzeby potencjalnego klienta i ułatwia późniejszą pracę działów call center. Ci jeszcze przed wykonaniem połączenia telefonicznego wiedzą, jakie są wstępne potrzeby zainteresowanych.
3. Zakończenie
Jak zostało wspomniane, zbyt wiele pozycji w formularzu zniechęca potencjalnego odbiorcę reklamy do pozostawienia swoich danych. Prowadząc kampanie Facebook Lead Ads, należy testować różne warianty formularza, a następnie oceniać ich skuteczność. Dane te mogą być pomocne przy optymalizacji dalszych działań.
Przykładowa kampania Facebook Lead Ads
Jak dodatkowo poprawić skuteczność kampanii?
Oprócz wspomnianych praktyk kluczem do prowadzenia skutecznych kampanii jest czas „podjęcia” kontaktu przez dział handlowy. Odwlekanie tej decyzji jest główną przyczyną opinii, że „Lead Adsy nie sprzedają”. Najczęściej dotyczy to jednak przypadków, kiedy handlowiec (lub pracownik działu call center) kontaktuje się z potencjalnym klientem po 2–3 dniach (a nawet później) od momentu wypełnienia formularza. W takiej sytuacji powodzenie kampanii graniczy z cudem. Optymalny czas na podjęcie kontaktu to kilkanaście minut (lub szybciej).
Aby zwiększyć skuteczność kampanii, możesz wykorzystać narzędzia do automatyzacji marketingu (np. Zapier czy Make), które integrują się z coraz większą liczbą usług. Są proste w użyciu, a zarazem stosunkowo niedrogie. Oferują one subskrypcyjny model płatności (od kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie). Wspomniane narzędzia potrafią niemal w całości zautomatyzować procesy, które uruchamiają się w momencie wypełnienia formularza przez potencjalnego klienta. Poniżej przykład takiej automatyzacji dla branży automotive (sprzedaż samochodów):
Potencjalny klient wypełnia formularz Lead Ads i otrzymuje e-mail z podziękowaniem.
Przedstawiciel działu handlowego w salonie samochodowym niemal natychmiast otrzymuje e-mail z danymi kontaktowymi potencjalnego klienta (np. imię, numer telefonu) oraz informacją, że ma 20 minut na podjęcie kontaktu.
Dodatkowo w wysłanej wiadomości e-mail znajduje się link do tabeli, w której handlowiec znajdzie wykaz wszystkich kontaktów z trwającej kampanii (może też robić tam notatki i oznaczać skuteczność pozyskanych kontaktów).
Ponadto, jeśli system CRM salonu samochodowego na to pozwala, lead przypisywany jest do konkretnego handlowca.
Klienci korzystający z oprogramowania do zarządzania projektami – np. Asana – mogą liczyć na utworzenie zadania przypisanego do konkretnego handlowca.
Teraz wyobraź sobie, jak wyglądałby proces przekazania leada bez tej automatyzacji i przede wszystkim zastanów się – ile zająłby czasu? Zakładając nawet optymistyczny scenariusz, w którym pobranie kontaktu z Facebooka, wysłanie wiadomości e-mail z podziękowaniem do potencjalnego klienta, następnie przekazanie jego danych do działu handlowego, założenie „szansy sprzedażowej” w systemie CRM i przypisanie do handlowca zadania wygenerowałyby 5–10 minut per lead, to przy skali dziesięciu kontaktów dziennie czas pracy wynosiłby 50–100 minut z 480-minutowego dnia pracy.
Przeliczając to na cały miesiąc, moglibyśmy mówić już o 1000–2000 minutach, czyli nawet 30 godzinach pracy, które można zautomatyzować dzięki odpowiednim do tego narzędziom, a zaoszczędzone godziny wykorzystać na inne działania zwiększające sprzedaż.
W jakich jeszcze przypadkach warto wykorzystać zautomatyzowane kampanie Lead Ads?
Jednym z celów kampanii promującej e-booka może być pobranie tzw. lead magnet, czyli np. możemy oferować darmowy rozdział publikacji, który może otrzymać potencjalny klient, w zamian za wypełnienie formularza i pozostawienie swojego adresu e-mail. Jak zaplanować taką kampanię, wykorzystując możliwości automatyzacji? Użytkownik, widząc reklamę e-booka, klika w nią, a następnie otrzymuje informację, że istnieje możliwość bezpłatnego zapoznania się z pierwszym rozdziałem publikacji.
Wystarczy jedynie wypełnić formularz, a na wskazany e-mail zostanie wysłany link. W tym przypadku możliwy do wdrożenia jest następujący scenariusz: użytkownik wypełnia formularz, podając swoje imię i adres e-mail –> na wskazany adres e-mail zostaje wysłany spersonalizowany e-mail z podziękowaniem oraz linkiem do pierwszego rozdziału e-booka –> w tym samym czasie uzupełniana jest tabela w Arkuszach Google z adresami e-mail, które następnie można wykorzystać (po udzieleniu odpowiedniej zgody) w kampaniach mailingowych.
Podobne kampanie można skonfigurować przy okazji rozpoczęcia sprzedaży nowych mieszkań w ramach inwestycji deweloperskiej. W komunikacji reklamowej odbiorcy są informowani o przedpremierowym udostępnieniu cenników wszystkich mieszkań, które dostępne są tylko dla zarejestrowanych potencjalnych klientów. Poniżej możliwy scenariusz do realizacji:
Użytkownik wypełnia formularz, podając swoje imię, adres e-mail oraz numer telefonu.
Na wskazany adres e-mail zostaje wysłany spersonalizowany e-mail z podziękowaniem oraz linkiem do cenników.
W tym samym czasie w systemie CRM dewelopera zakładana jest „nowa szansa sprzedażowa”.
Handlowiec po dwóch dniach kontaktuje się z osobą, która pobrała cennik, aby zaprosić ją na dni otwarte nowej inwestycji budowlanej.
Przykłady można mnożyć. Wszystkie łączy jedna z największych korzyści w pracy marketera – oszczędność czasu. Wystarczy odpowiednio skonfigurować narzędzie do automatyzacji (nie zajmuje to więcej niż 15 minut) i cieszyć się oszczędnością dziesiątek godzin w ciągu miesiąca, jednocześnie bezpośrednio wspierając dział handlowy.
Facebook Lead Ads: podsumowanie
Opisane w niniejszym artykule przykłady automatyzacji kampanii Facebook Lead Ads to tylko jedne z nielicznych, jakie można zastosować w codziennej pracy. W ten sposób można zwiększyć jakość prowadzonych kampanii Facebook Ads, minimalizując przy tym czas podjęcia leada, a także ograniczając niemal do zera czas pracy procesowania kontaktu od jego pozyskania aż po bezpośrednią rozmowę z handlowce
Jakie elementy bierzemy pod uwagę, dokonując decyzji zakupowej – kupując nowy sprzęt do pracy, czy rozważając, który hotel wybrać na wakacyjnym wyjeździe? Zapewne wśród odpowiedzi na to pytanie, jednym z pierwszych czynników, który bierzemy pod uwagę przy takich decyzjach, są opinie innych osób. Mogą to być nasi znajomi lub po prostu obcy nam internauci, którzy zdecydowali się podzielić swoimi wrażeniami dotyczącymi tego produktu czy doświadczenia.
Nie od dziś wiadomo przecież, że w reklamie można powiedzieć wszystko, a prawdziwe informacje uzyskamy z interakcji z innymi konsumentami, takimi jak my.
Według badań Nielsen Global Trust in Advertising 89% ludzi ufa bardziej rekomendacjom osób, które znają, niż komunikatom pochodzącym z reklamy.
Cóż, z decyzją o zmianie pracy jest dokładnie tak samo, a dziś właśnie na tym aspekcie – budowaniu employer brandingu organizacji – skupię się w moim artykule.
Wdrożenie employee advocacy w organizacji
Organizacje od lat zadają sobie pytanie, jak z komunikatem o firmie jako miejscu pracy, możliwościach rozwoju, jakie stwarzamy, i aktualnych rekrutacjach przebić się na tak wymagającym rynku. Obecnie mamy do czynienia z rekordowo niską stopą bezrobocia w Polsce oraz ciągłym brakiem wykwalifikowanych specjalistów, na których w ekspresowym tempie rośnie zapotrzebowanie. Rodzi to potrzebę wzmożonych działań w obszarze employer brandingu, czyli budowania marki firmy jako pracodawcy.
Celem tych działań, poza samym kształtowaniem wizerunku i promocją, jest prawie zawsze dotarcie do odpowiednich kandydatów i kandydatek na rynku pracy, którzy mogliby zasilić nasze szeregi. Problem pojawia się w momencie, kiedy w danej specjalizacji jesteś jedną z kilkuset firm, które o podobnych kandydatów walczą, a tych jak na złość nie przybywa. Jest to sytuacja, którą obecnie obserwujemy na polskim rynku HR niemal każdej branży i specjalizacji.
Jak więc w dobie atakujących nas reklam i mnogości komunikatów od marek przebić się ze swoją ofertą i zachęcić tych – niedostępnych – do wzięcia udziału w procesie rekrutacji do Twojej organizacji? Z pomocą mogą przyjść programy employee advocacy, czyli budowanie wśród naszych pracowników grup ambasadorów / influencerów, którzy w swoich zawodowych networkach będą promować Twoją firmę jako miejsce pracy. Brzmi dobrze? Jasne! Tylko jak zrobić to mądrze, aby dać swoim pracownikom wartościowe doświadczenie, a nie zrobić z nich słupy ogłoszeniowe? Odpowiedzią jest właściwie przygotowana strategia działań employee advocacy, której poświęcam dalszą część artykułu.
Zanim zabierzesz się do wdrożenia
Pierwszą rzeczą, którą musisz wiedzieć o employee advocacy, jest fakt, że jest ono jak cebula. Ma warstwy i może wywołać wiele łez, bo spalić na starcie z programem ambasadorskim dla pracowników jest wbrew pozorom bardzo łatwo.
Jak widać na poniższej grafice, ambasadorstwo pracowników to tylko jeden z elementów całej układanki – jedna z warstw. Podstawą (trzonem, korzeniem czy szczypiorem cebuli) działań mających na celu zbudowanie z kogokolwiek Twojego ambasadora jest kultura organizacyjna – wartości i misja firmy, to, co przyciąga i zatrzymuje pracowników, klientów, partnerów. Ta kultura to nic innego jak historia, którą Twoi ambasadorzy mogą opowiadać, wkład do ich treści i przekazów, ustalona narracja.
Druga warstwa to management, jako organ będący najbliżej trzonu i kształtujący kulturę organizacyjną. Bez edukacji i przekonania do tego przedsięwzięcia managerów ciężko będzie budować którąkolwiek z kolejnych warstw.
Na trzecim poziomie są pracownicy, którzy w roli ambasadorów firmowych, są niejako wzmacniaczem komunikacji marki – swoimi autentycznymi historiami opowiadają o kulturze organizacyjnej firmy, realizowanych projektach, docierając z tymi komunikatami prosto do Twoich grup docelowych – swoich networków.
Kolejne poziomy to już cały ekosystem – agencje, dostawcy, kontrahenci, klienci, partnerzy. Mogą oni również stać się Twoimi ambasadorami, rozszerzając Twoją widoczność i budując zaufanie do brandu.
Jak się zatem zabrać do wdrożenia employee advocacy w organizacji? Oto kroki, których realizacja ułatwi Ci dobry start z działaniami ambasadorskimi.
1. Strategia komunikacyjna
Efektywne zarządzanie programem employee advocacy wymaga zespołowego wysiłku różnych działów organizacji. Kluczowe jest zaangażowanie zespołów HR, PR i marketingu, a także liderów w organizacji, którzy poprzez swoje wsparcie i zrozumienie celów mogą znacząco przyczynić się do postrzegania przez pracowników tej inicjatywy – co koniec końców będzie miało swój efekt w liczebności grona zaangażowanych ambasadorów marki.
PORADA
Warto zidentyfikować osoby, które już są aktywne na platformach social mediowych i zaprosić je do programu, podkreślając, że ich udział to nie tylko rozpowszechnianie informacji o firmie, ale również szansa na budowanie własnej marki osobistej, która zostaje z nimi na zawsze. Niezbędne jest jasne komunikowanie korzyści płynących z bycia częścią programu oraz celów i kierunków rozwoju projektu.
Łatwo pomylić działania w ramach employee advocacy z typowymi projektami social selling, skierowanymi głównie na pozyskiwanie leadów sprzedażowych. Tutaj cel jest zupełnie inny, a jest nim wzmacnianie personal brandingu pracowników, co koreluje z budowaniem silnego wizerunku organizacji, którą reprezentują.
2. Proces rekrutacji ambasadorów
Istnieją dwie (co najmniej) metody pozyskiwania ambasadorów do programów employee advocacy. Pierwsza polega na uruchomieniu otwartego naboru, druga na mapowaniu i selekcji pracowników dotychczas aktywnych w mediach społecznościowych czy zaangażowanych w działania employer branding.
Zalecam hybrydowe podejście: połączenie otwartej rekrutacji z identyfikacją odpowiednich osób wewnątrz organizacji. To, o czym jednak trzeba pamiętać, niezależnie od wybranego sposobu, to ustalenie jasnych kryteriów i zadań/ obowiązków ambasadora marki. Pracownicy muszą dokładnie wiedzieć, czego od nich oczekujesz, na co się zgadzają, jakie są zasady gry.
3. Wdrożenie do roli ambasadora influencera
Onboarding ambasadorów to kluczowy moment. Obserwuję wiele programów employee advocacy na polskim rynku pracy, których niepowodzenie jest ściśle skorelowane z brakiem odpowiedniego wdrożenia i przygotowania pracowników do pełnienia funkcji firmowych ambasadorów.
To, o co powinniśmy zadbać na tym etapie, to m.in.:
przeszkolenie ich z obszarów takich jak obsługa mediów społecznościowych (np. LinkedIna, jeśli to będzie platforma, na której będą się poruszać),
etykieta ambasadora (co robić, a czego unikać),
zasady działania programu,
a przede wszystkim – jak tworzyć angażujące treści i skąd czerpać na nie inspiracje.
Wdrożenie może mieć również inny charakter – nie szkoleniowy, ale konsultacyjny czy mastermindowy. Pamiętaj na tym etapie, że dla HR-owców czy marketingowców social media to chleb powszedni, ale dla ich pracowników nie – być może startując z takim programem, spotkasz osoby z Twojej firmy, które będą pisać swój pierwszy w życiu post na LinkedInie.
4. Dostęp do informacji i treści
Pamiętasz trzon cebuli? To kultura organizacyjna, czyli opowieść, którą pracownicy mogą nieść dalej, promować w swoich sieciach zawodowych. Pamiętaj jednak, że tę opowieść często trzeba im… wytłumaczyć, pokazać przykłady, czy dać dostęp do informacji, jak w odpowiedni sposób o niej pisać.
Czwarty etap to nic innego jak zapewnienie ambasadorom firmy dostępu do ciekawych informacji, którymi mogą się dzielić, czy przygotowanie dla nich draftów postów o ważnych inicjatywach, które chcesz obecnie promować.
Nie chodzi o to, aby dawać im gotowce – ale aby nauczyć ich tone of voice firmy i na realnych przykładach pokazać, jak mogą opisywać poszczególne elementy pracy w Twojej organizacji. To szczególnie ważne na początku, kiedy ambasadorzy mogą mieć problem z kreatywnością. Istnieją różne gotowe narzędzia, które ułatwiają bardzo ten etap – m.in. Sharebee, PostBeyond, Ambasiffy.
Również profil firmowy na LinkedInie ma funkcję pozwalającą rekomendować tylko pracownikom organizacji wybrane treści, które mogą podawać dalej.
5. Budowanie społeczności
Employee advocacy to długodystansowy projekt, zatem ważne jest, aby wśród Twoich ambasadorów zbudować społeczność oraz dać im przestrzeń do wymiany doświadczeń i codziennego dzielenia się wiedzą. Komunikacja z ambasadorami może odbywać się poprzez grupy mailowe, komunikatory firmowe czy grupy dyskusyjne.
Wdrożenie employee advocacy: podsumowanie
Realizacja przemyślanej strategii employee advocacy przynosi organizacji liczne korzyści, począwszy od zwiększenia zaangażowania, przez kreowanie autentycznego wizerunku firmy jako miejsca pracy, aż po rozszerzenie zasięgu komunikacji dzięki wykorzystaniu osobistych sieci społecznościowych pracowników, które są znacznie większe niż firmowe kanały dystrybucji informacji.
W związku z tym, inicjatywy związane z employee advocacy stają się coraz bardziej istotnym elementem strategii budowania marki pracodawcy. W erze wszechobecnych i zróżnicowanych komunikatów marketingowych autentyczność przekazu zyskuje na znaczeniu, a najlepszych influencerów firmy masz już na pokładzie. Pora to zauważyć.
Załóżmy, że prowadzisz bar z kanapkami i Twój dział marketingu przychodzi do Ciebie z dwiema propozycjami promocji. Jedna mówi: „Kup dowolną kanapkę, drugą dostaniesz gratis”, a druga: „Kup dwie dowolne kanapki za 50% ceny”. Którą promocję wybierasz?
Teoretycznie te dwie oferty są identyczne. W praktyce jedna z nich będzie działać na klientów znacznie lepiej. Pierwsza oferta będzie znacznie skuteczniejsza niż druga, pomimo że przecież w jednym i w drugim przypadku klient zapłaci tyle samo. Sposób, w jaki zredagujemy promocję, nie powinien mieć wpływu na decyzje zakupowe. To z pozoru nieistotny czynnik. W rzeczywistości odgrywa jednak dużą rolę.
Pozornie nieistotne czynniki – realne wyniki
Gdybyśmy byli w pełni racjonalni, pozornie nieistotne czynniki byłyby po prostu nieistotne. Ale nie jesteśmy zupełnie racjonalni. Mało tego, można powiedzieć, że jesteśmy „systemowo nieracjonalni”. Oznacza to, że będąc ludźmi, nie tylko nie kierujemy się tym, co dla nas ekonomicznie najlepsze, ale też wszyscy „mylimy się” w podobny sposób.
Na szczęście istnieje dziedzina naukowa, zwana ekonomią behawioralną, którą bada to, jak naprawdę zachowują się nasi klienci. Podsuwa nam ona wiele pozornie nieistotnych czynników, które jednak wpływają na wysokość naszych faktur. W tym artykule przybliżam kilka zagadnień, z którymi powinien zapoznać się każdy marketer.
Efekt kosztu zerowego
Wróćmy do promocji na bułki. Promocja „Kup dowolną kanapkę, drugą dostaniesz gratis” zadziała lepiej niż „Kup dwie dowolne kanapki za 50% ceny”. Dzieje się tak z uwagi na efekt kosztu zerowego, czyli jak coś jest gratis, to trudno się temu oprzeć.
Efekt kosztu zerowego wykorzystuje np. Allegro, oferując usługę „Allegro Smart!”. Płacisz abonament i – powyżej pewnej kwoty – każda Twoja przesyłka jest gratis. Właśnie. Powyżej. Pewnej. Kwoty. To tak silny mechanizm, że mój kolega zamówił ostatnio 4 pary sznurówek. Takich samych. Pytam go:
– Ty, PO CO CI 4 pary takich samych sznurówek?
– Bo przesyłka była gratis.
– Ale nigdy nie zużyjesz 4 par TAKICH SAMYCH sznurówek.
– No tak, ale przesyłka była gratis.
PORADA
Jeżeli nasz mózg słyszy, że coś jest za darmo, to uznaje, że ta transakcja jest wolna od ryzyka. Pomyśl, co możesz dołożyć do swojej oferty „za darmo”, a znacząco zwiększysz szansę na sprzedaż.
Efekt kosztu zerowego to tylko malutki wyrywek pewnej kategorii mechanizmów. Zdaniem wielu ekonomistów behawioralnych ta kategoria jest jedną z najważniejszych tendencji kształtujących nasze decyzje.
Twój klient cechuje się awersją do strat
Dla ludzi pewna ilość bólu jest zawsze mocniej odczuwalna niż odpowiadająca jej ilość przyjemności. Konkretnie dwa i pół raza mocniej. Oznacza to, że 1000 zł podwyżki nas ucieszy, ale 1000 zł obniżki zasmuci nas dużo bardziej.
W tym miejscu możesz pomyśleć, że to fajna ciekawostka, ale niby jak można ją wykorzystać w sprzedaży lub w marketingu? Już odpowiadam: np. stosując atrakcyjną ofertę cenową w okienkach czasowych, tak jak robi to firma x-kom.
Z podobnego mechanizmu korzysta Amazon w swoich Lightning Dealach i rozsądny marketer również nie powinien od tego stronić.
Pomyśl, co w Twoim sklepie internetowym możesz sprzedawać w okienkach czasowych?
Awersję do strat można wywołać ograniczeniem czasowym, a można narracją. Tu z pomocą przychodzi nam kolejny mechanizm.
Framing
Framing, czyli narzucanie ramy interpretacyjnej, to po prostu uwypuklenie jednej strony medalu. Doskonale widać to na przykładzie pewnej kampanii, która zachęcała do ocieplenia domu. Testowano dwa komunikaty:
Jeżeli ocieplisz dom, zyskasz 50 centów każdego dnia.
Jeżeli nie ocieplisz domu, tracisz 50 centów każdego dnia.
Drugi wariant okazał się o 150% skuteczniejszy. Oczywiście, należy korzystać z tego mechanizmu z wyczuciem, ale bardzo często, podkreślając, co klient może stracić, skuteczniej zachęcasz go do zakupu.
Ile pieniędzy zostawiasz obecnie na stole?
Twoi klienci boją się strat, ale boją się też niepewności. Dlatego warto zwrócić uwagę na kolejne zalecenie od ekonomistów behawioralnych.
Redukuj niepewność
Wyobraź sobie, że jesteś na zakupach w sklepie spożywczym. Towarzyszy Ci Twój nowy szef, który ceni Cię za znajomość języków obcych. Stoisz w kolejce po ser i tak się składa, że bardzo lubisz holenderski Leerdammer. Tyle, że akurat Twój niderlandzki nie jest biegły i nie do końca wiesz, jak to przeczytać. Lirdamer? A może Leerdamer? A może Lirdammer?
Jeżeli jesteś taki lub taka jak większość osób, to gdy kasjer zapyta: „Co podać?”, prawdopodobnie odpowiesz: „Dla mnie będzie Gouda”.
Ludzie niepewni swoich wyborów w ogóle rezygnują z podejmowania decyzji.
Tę zależność doskonale wykorzystał Uber. Gdy ten start-up wchodził na rynek, taksówki zamawiano głównie telefonicznie. Wprowadzając swoją aplikację, Uber wyeliminował niepewność w kilku aspektach. Klient z góry wiedział:
Kiedy przyjedzie taksówka i ile będzie kosztować?
Kto po niego przyjedzie?
Jaką trasą dostanie się do celu?
Jakiego samochodu należy wypatrywać?
Uber zarządza oczekiwaniami i eliminuje ból związany z niepewnością. Bądź jak Uber. Przejdź ścieżkę zakupową Twojego klienta, sprawdź, na jakim etapie odczuwa niepewność i ją zredukuj lub wyeliminuj.
Ekonomia behawioralna już z nami zostanie
Efekt kosztu zerowego, awersja do strat, framing czy redukcja niepewności to tylko drobny fragment ekonomii behawioralnej, która coraz częściej flirtuje z marketingiem i sądzę, że zakończy się to małżeństwem. Im szybciej zdecydujesz się na poznanie tej fascynującej dziedziny, tym lepiej dla Twojego portfela.
LinkedIn Ads to nie magiczna różdżka, dzięki której leady zaczną spływać lawinowo. To kanał, który rządzi się swoimi prawami. Podobnie jak branża, w której działasz. Dzięki mojemu poradnikowi dowiesz się, jak wykorzystać model lejka reklamowego w kampaniach lead generation w LinkedIn Ads.
Na początku warto zaznaczyć, że kampanie leadowe to nie tylko… kampanie leadowe, rozumiane jako rodzaj kampanii zakończony formularzem. Zacznij od zorientowania się, jak w Twojej branży pozyskuje się kontakty. Może lepszy efekt da zorganizowanie webinaru albo wydarzenia, gdzie można wymienić się wizytówkami i uścisnąć dłoń? Może Twoja grupa docelowa jest tak mała, że lepiej poświęcić środki na kampanię cold-callingową, niż za wszelką cenę próbować do nich dotrzeć na LinkedInie?
Oczywiście, to największa biznesowa sieć świata i w większości przypadków znajdziesz tu Twoich odbiorców1. W końcu kampanie leadowe w systemie reklamowym LinkedIn Ads to niejedyny sposób na pozyskiwanie kontaktów.
Dlaczego potrzebujesz lejka marketingowego?
Kampanie reklamowe na LinkedInie działają w podobnym modelu jak inne systemy reklamowe – realizują określony przez Ciebie cel kampanii w najefektywniejszy możliwy sposób. Gdy wybierzesz cel kampanii „Generowanie potencjalnych klientów”, algorytm wyświetli Twoje reklamy osobom, które z największym zaangażowaniem klikają w formularze leadowe. System działa zero-jedynkowo i dąży do realizacji określonego celu za jak najniższą cenę. Tylko co się stanie, kiedy wyczerpiesz tę pulę osób? Będziesz potrzebować lejka marketingowego, który „ogrzeje” Twoich odbiorców do pozostawienia danych kontaktowych.
Zanim jednak przejdziemy do poszczególnych etapów lejka, wspomnę o dwóch niezbędnych elementach, bez których Twoja kampania będzie funkcjonować gorzej. Po pierwsze, zaimplementuj Insight Tag, czyli wgraj w odpowiednim miejscu na Twojej stronie www kod śledzący użytkowników. Możesz to zrobić przez Google Tag Managera lub wysłać kod deweloperowi.
Po drugie, zdefiniuj konwersję (przynajmniej „Wyświetlenie strony docelowej Page View)”. Możesz to zrobić w panelu „Śledzenie Konwersji” w Menedżerze Kampanii. Najpierw kliknij „Utwórz konwersję” (Create Conversion):
Następnie nazwij ją Page View i zostaw pozostałe ustawienia:
Na koniec przejdź do 3. kroku i wybierz „Wczytanie strony”.
W „Dopasuj adres URL” wybierz „zawiera” i podaj adres Twojej strony www. Jeżeli Twoja strona jest odpowiednio otagowana, możesz zaczynać budowę lejka.
1. Świadomość, czyli dotrzyj do odbiorcy
Tę fazę uruchom, jeśli dysponujesz dużym budżetem i jakościowym wideo. Dlaczego? Po pierwsze, wideo to bardzo angażujący format, chętnie wspierany przez algorytm wyświetlający treści na LinkedInie, więc jest tani. Po drugie, osoby oglądające wideo trafiają do bazy remarketingowej, którą później można wykorzystać w kampaniach na konwersję. Przy optymalizacji kampanii zwróć uwagę na VTR, czyli procent odtworzeń w stosunku do wyświetleń filmu.
Kampanie: Wyświetlenia wideo
Targetowanie: Szeroka grupa
Budżet: maks. 20%
2. Zainteresowanie, czyli skłoń do interakcji
Ten etap lejka ma zadanie zachęcić odbiorcę do wejścia w interakcję z Twoim postem lub reklamą – począwszy od zatrzymania wzroku na treści (już 3-sekundowe zatrzymanie ekranu jest liczone jako interakcja), poprzez komentarz lub reakcję na post po kliknięcie w link i przejście na stronę do celową. Zachęcam do rozdzielenia kampanii na cele „Ruch” i „Interakcje”, aby mieć większą kontrolę nad metrykami i optymalizować kampanię. Ruch optymalizuj oczywiście pod najniższy wskaźnik CPC, interakcje – pod najwyższy CTR.
Kampanie: Ruch, Interakcje
Targetowanie: 2–3 grupy
Budżet: maks. 30%
3. Konwersja, czyli pozyskaj dane kontaktowe
Na tym etapie skup się na przekonaniu odbiorcy do pozostawienia danych kontaktowych. Poniżej pokażę Ci, jak stworzyć reklamy, które sprawią, że odbiorca z większym prawdopodobieństwem otworzy formularz kontaktowy.
PORADA
Zastosuj kilka grup targetowań – podziel je tak, aby móc porównywać ze sobą wyniki i zmieniać budżety. Wykorzystaj też remarketing – dzięki zainstalowaniu Insight Taga oraz zdefiniowaniu konwersji możesz docierać do osób, które odwiedziły Twoją stronę firmową przez ostatnie 30, 60 lub nawet 180 dni.
Inne wartościowe grupy remarketingowe to m.in.: osoby, które otworzyły formularz generowania potencjalnych klientów, osoby, które obejrzały od 25% do 100% Twojego wideo, osoby, które wyświetliły Twoją stronę firmową, a także osoby, które zareagowały na konkretne posty.
Pamiętaj, że aby kampania została uruchomiona, grupa odbiorców musi liczyć min. 300 osób. Dlatego nie bój się inwestować w górne etapy lejka i czekaj, aż grupy odpowiednio się wypełnią. W przypadku małych budżetów niektóre grupy mogą się wypełniać nawet trzy miesiące.
Kampanie: Generowanie potencjalnych klientów
Targetowanie: Grupy remarketingowe lub na podstawie branży / funkcji / poziomu w hierarchii
Budżet: min. 50%
Idealna grupa docelowa
Zakładam, że masz już określone persony docelowe, do których chcesz kierować swoje reklamy. Jeżeli nie – pod koniec tej części tekstu pokażę Ci, jak poradzić sobie, nawet jeżeli dopiero zaczynasz. Pytanie, jak znaleźć Twojego klienta w gąszczu użytkowników największej sieci biznesowej na świecie.
Pomogą Ci w tym system reklamowy i możliwości analityczne. Aby mieć większą kontrolę nad kampaniami, możesz podzielić odbiorców ze względu na: branżę, stanowisko w firmie, pozycję w hierarchii, wielkość firmy, firmy o konkretnej nazwie czy zajmowane stanowiska.
To nie wszystkie możliwości targetowania (jest ich ponad 21), ale te sześć pozycji powinno pozwolić Ci stworzyć kilka grup docelowych. Im więcej grup, tym lepiej – ale wiąże się to z większym nakładem budżetu. Warto jednak inwestować we wzajemne testowanie grup – już po miesiącu patrząc na wskaźniki zainteresowania, będziesz w stanie stwierdzić, która grupa jest bardziej zainteresowana Twoim produktem – i gdzie warto kopać głębiej.
Kilka porad, jak tworzyć grupy odbiorców:
Idealne targetowanie to połączenie 2–3 opcji targetowań.
Użyj łączenia „I”, kiedy chcesz zawęzić grupę odbiorców.
Użyj łączenia „LUB”, kiedy chcesz poszerzyć grupę odbiorców.
Wykluczaj pracowników swojej firmy.
Testuj 2–3 grupy odbiorców skonstruowane w różny sposób.
Nie używaj targetowania wiek/płeć, zamiast tego wybierz lata doświadczenia.
Nie korzystaj z targetowania: umiejętności.
Pole „Włącz rozszerzenie grup odbiorców” zostaw puste.
Jeżeli jesteś dopiero na początku promowania Twojej usługi lub produktu – świetnie, że zaczynasz od LinkedIna! Ustaw szeroką grupę odbiorców (oczywiście możesz wykluczyć osoby, które na 100% nie biorą udziału w procesie decyzyjnym, np. juniorów, praktykantów, pracowników konkurencji).
Po uruchomieniu takiej kampanii, regularnie sprawdzaj panel Dane demograficzne – to miejsce, w którym zobaczysz, które osoby najchętniej klikają w Twoje reklamy w rozłożeniu na: kraj, pozycję w firmie, branżę itd. Im więcej czasu spędzisz w tym panelu, tym więcej dowiesz się o tym, jaka grupa docelowa jest najmocniej zainteresowana Twoim produktem.
Kreacje, które generują leady
Jakie kreacje reklamowe klikają się najlepiej? Według danych z The B2B Housereklama z pojedynczym obrazem cechuje się największym współczynnikiem CTR. Z moich doświadczeń wynika, że dobrze, jeżeli na grafice znajdują się ludzie. Testuj grafiki w różnych formatach (pion, poziom, kwadrat) i sprawdzaj, które formaty klikają się najlepiej.
Tekst reklamy powinien odnosić się do korzyści, jaką odniesie klient po dokonaniu akcji. Pamiętaj, że w digitalu mamy bardzo mało czasu na przyciągnięcie uwagi odbiorcy i każde słowo jest na wagę złota. Tworząc tekst, skup się na faktycznych potrzebach i pragnieniach klienta. Jeżeli zbierasz zapisy do programu partnerskiego, nie zaczynaj od „Nasz nowy program partnerski…”, ale od „Zarabiaj na prowizji…”. Im szybciej użyjesz frazy, która okaże się triggerem dla grupy docelowej (w tym przypadku – zarobienie pieniędzy), tym większe zainteresowanie wzbudzi Twoja reklama.
Możesz wykorzystać następujące pomysły na nagłówki:
Call to action, np. „Zapisz się teraz!”, „Otrzymaj bezpłatną wycenę”.
Fakty i liczby, np. „88% klientów z opinią 5/5”, „2300 pobrań w ciągu miesiąca”, „Testuj 30 dni za 0 zł”.
FOMO (ang. Fear of Missing Out, czyli obawa przed utraceniem możliwości), np. „Ostatnie wolne pakiety na 2022”, „Tylko 3 dni do końca zapisów”.
Korzyści – USP (Unique Selling Points) Twojej usługi, np. „Obsługa wyznaczonego specjalisty”, „Pełne wsparcie 24/7”, „Zarabiaj na wysokiej prowizji”.
Stan „after”, czyli jak Twoja usługa pomoże odbiorcy w jego biznesie, np. „Podpisuj umowy 3x szybciej”, „Zwiększ wydajność Twojego zespołu o 27%”, „Nigdy więcej nie korzystaj z żółtych karteczek”.
Formularze generujące leady
Jest kilka zasad, które musi spełniać formularz leadowy, aby zwiększyć liczbę leadów. Przede wszystkim musi być wizualnie i merytorycznie spójny z materiałem reklamowym i być jego kontynuacją, aby użytkownik przekonany przez reklamę nie miał poczucia zbyt dużego dysonansu. W nagłówku oraz treści formularza powtórz najważniejszą korzyść, którą użytkownik otrzyma po jego wypełnieniu.
PORADA
Polecam Ci używać bullet pointów – przejrzysta lista korzyści działa bardzo dobrze. Warto też dokładnie zastanowić się nad danymi, które chcesz zbierać. Do formularza wstaw tylko te, które potrzebujesz – i jeżeli jest to możliwe, wykorzystaj tylko pola, które wypełniają się automatycznie po otworzeniu formularza (takie jak imię, nazwisko, e-mail, nr telefonu, link do profilu na LinkedInie, firma, branża, stanowisko). W treści formularza poinformuj odbiorcę, w jaki sposób wykorzystasz jego adres e-mail, numer telefonu lub do czego jest Ci potrzebny NIP jego firmy.
Okazje do małych zwycięstw
Wygenerowanie leada to dopiero połowa sukcesu! Kiedy otrzymasz powiadomienie, że w systemie pojawił się nowy lead, zadbaj o jego jak najlepsze doświadczenie z Twoją marką. Oto kilka pomysłów:
skonfiguruj przez Zapier i SMSAPI wysłanie spersonalizowanego SMS-a z informacją, kiedy nastąpi kontakt,
skontaktuj się w przeciągu maksymalnie 24 godzin,
wyślij mail potwierdzający i przedstaw w nim dalsze kroki,
po wypełnieniu formularza daj możliwość umówienia się na rozmowę w terminie dogodnym dla odbiorcy, kierując go do Calendly – wtyczki do witryny w postaci kalendarza zintegrowanego z kalendarzem Twojego działu sprzedaży.
Kampanie lead generation w LinkedIn Ads: podsumowanie
Pamiętaj, że decyzja B2B to nie jest kupno butów. W raporcie B2B Gartnera aż 77% marketerów przyznało, że ich ostatni proces zakupowy w B2B był trudny lub zawiły. Zamiast nastawiać się na szybki spływ leadów, pomyśl, jak możesz pomóc Twoim odbiorcom w ich decyzjach. To sprawi, że prędzej czy później ludzie, którzy otrzymali od Ciebie realną wartość, wrócą do Ciebie (nawet niekoniecznie przez LinkedIn) w postaci leada. Powodzenia!
Sztuczna inteligencja wywraca do góry nogami świat marketingu, a szczególnie mocno odczuwa to branża SEO. Google wprowadza AI Overviews, ChatGPT odpowiada na pytania użytkowników bez konieczności odwiedzania stron internetowych, a narzędzia takie jak Perplexity zyskują na popularności i dają odpowiedzi bez konieczności przeglądania wyników organicznych. Do tego narzędzia AI dają możliwość praktycznie nieograniczonej produkcji contentu. W tej sytuacji naturalne staje się pytanie: czy tradycyjne pozycjonowanie ma jeszcze sens? Czy agencje SEO są w stanie coś jeszcze zaproponować? Na te wszystkie pytania odpowiada poniższy tekst. Napisali go wspólnie specjaliści z maxroy – naszej agencji partnerskiej.
Rewolucja AI w wyszukiwarkach – co się zmieniło?
Mechanizmy działania wyszukiwarek przeszły prawdziwą rewolucję. Użytkownicy coraz częściej otrzymują bezpośrednie, syntetyczne odpowiedzi zamiast listy linków do odwiedzenia. Google najpierw testował Search Generative Experience (SGE), a potem zmieniło się to w AI Overviews, a konkurencyjne narzędzia jak Perplexity czy Claude zyskują miliony użytkowników.
Nic dziwnego, że prowadząc działania SEO jesteśmy zobowiązani sprawdzać również sprawdzać, czy nasze treści pojawiają się w AIO. Mało tego. Również optymalizować swoje treści pod ten box z wiedzą. Jak to wygląda w praktyce? Na pierwszym screenie masz to, która z naszych fraz znalazła się w AIO, na kolejnym, jak to wygląda w samej wyszukiwarce.
Dawid Lesiak, Head of Design w maxroy:„Zarówno Google, jak i systemy AI, „czytają” nasze treści – i co ważne, oceniają nie tylko ich merytoryczną wartość, ale również sposób prezentacji. AI coraz lepiej „rozumie” jakość – nie tylko słów, ale i formy.”
Już w 2019 roku Google wprowadził algorytm BERT, który znacznie poprawił zrozumienie kontekstu zapytań. Dzisiaj idzie to jeszcze dalej – AI interpretuje niuanse i długie, złożone zapytania z niespotykaną wcześniej precyzją.
Czy tradycyjne SEO nadal działa? Odpowiedź ekspertów
Mariusz Bacic, SEO Manager w maxroy:„Oczywiście, że tradycyjne pozycjonowanie wciąż działa, ponieważ nie mamy tu do czynienia z walką dwóch odrębnych bytów, a raczej z głęboką integracją i ewolucją samego Google’a.”
Kluczowe jest zrozumienie, że SEO nie znika – ewoluuje. Tradycyjne metryki jak pozycje w wynikach wyszukiwania nadal mają znaczenie, ale równolegle pojawiają się nowe cele:
Zaistnienie w odpowiedziach AI – bycie cytowanym źródłem w AI Overviews
Optymalizacja pod kątem różnych platform – nie tylko Google, ale też social media jako alternatywne wyszukiwarki
Fokus na jakość i wiarygodność – algorytmy E-E-A-T (Experience, Expertise, Authoritativeness, Trustworthiness) stają się jeszcze ważniejsze
Jarosław Dudek, Head of SEO:„Pozycjonowanie nadal działa i ma się dobrze. Dopóki istnieją użytkownicy korzystający z wyszukiwarek, dopóty SEO będzie kluczowym elementem strategii marketingowych. No i do tego AI wspomnianym użytkownikom prezentuje treści. Trzeba myśleć raczej w kategoriach: jak możemy sobie pomóc – w sensie SEOwiec i AI”
Nowe wyzwania i możliwości
1. Utrata ruchu organicznego
Marianna Krupa, Head of Marketing and Strategy w maxroy:„Co AI robi SEO? Po pierwsze – chyba najważniejsze – borykamy się z utratą ruchu organicznego.”
AI Overviews i bezpośrednie odpowiedzi ChatGPT oznaczają, że użytkownicy częściej znajdują odpowiedzi bez konieczności klikania w linki. To realne wyzwanie dla właścicieli stron internetowych. No dobra, ale to nie oznacza, że pojawienie się w AIO to źle?
Bart Berliński, CEO maxroy dodaje: “AI Overviews to trwała zmiana w Google, z której firma nie wycofa się, dlatego nasze strategie SEO muszą uwzględniać tę rzeczywistość już dziś. Choć AIO zmniejsza ruch organiczny z wyników wyszukiwania, daje w zamian potężny efekt brandingowy – Google cytuje Twoje treści, pozycjonując Cię jako eksperta w branży. Firmy, które szybko dostosują swoje strategie do tej nowej rzeczywistości, zyskają przewagę konkurencyjną i będą budować rozpoznawalność marki kosztem tych, które nadal walczą z nieuniknionym.”
2. Nowe kanały dotarcia
Szymon Florczak, Head of Social Media w maxroy, wskazuje na rosnące znaczenie alternatywnych platform:„Social media – od TikToka po LinkedIna – stają się alternatywnymi wyszukiwarkami, w których użytkownicy szukają odpowiedzi, rekomendacji czy inspiracji.”
Trend „SEO w socialach” to rzeczywistość – użytkownicy wpisują frazy w wyszukiwarkach TikToka zamiast w Google, co otwiera nowe możliwości dotarcia do odbiorców. Do tego dochodzi jeszcze cały obszar związany z tym, że treści z social mediów pojawiają się w wyszukiwarce. A to z kolei nowe możliwości. Przykład poniżej. Na pierwszym screenie widzimy widoczność instagrama na dane frazy, na kolejnym jest pokazane, jak to realnie wygląda w wyszukiwarce. Ograniczam się do fraz “jak zrobić…” (i nie pytajcie, co było na szczycie listy)
3. AI jako narzędzie SEO
Paradoksalnie, AI stało się potężnym wsparciem dla specjalistów SEO.
Marianna Krupa:„Dostaliśmy do ręki potężne narzędzie, które daje wszystkim nam takie same możliwości. Tylko trzeba umieć je wykorzystać – a to inny temat. Nie da się robić szeroko zakrojonych działań SEO i rozbudowanych strategii bez AI.”
Jak zmienia się współczesne SEO?
1. Jakość treści na pierwszym miejscu
Bartosz Berliński, CEO maxroy:„Jako użytkownicy jesteśmy niecierpliwi i miałka treść SEO nas nie zadowoli. Chcemy konkretów i jakości.”
AI lepiej niż kiedykolwiek rozpoznaje wartościowe treści. Powierzchowne artykuły pisane tylko pod SEO przestają działać.
2. Znaczenie Page Experience
Dawid Lesiak:„Coraz większe znaczenie ma tzw. Page Experience, czyli zestaw sygnałów jakościowych związanych z odbiorem strony przez użytkownika – takich jak szybkość ładowania, stabilność wizualna, interaktywność czy dostępność.”
3. Dane strukturalne jako priorytet
Structured data (Schema.org) stają się kluczowe dla komunikacji z AI. Pomагają maszynom zrozumieć kontekst treści i zwiększają szanse na pojawienie się w odpowiedziach generowanych przez AI.
4. Holistyczne podejście
Sandra Zielińska, Head of Project Management w maxroy:„Dziś SEO to walka o zaufanie prowadzone w języku, który rozumie sztuczna inteligencja. Strona, która inspiruje, edukuje, upraszcza złożone rzeczy, ma dziś większą szansę na widoczność.”
Praktyczne wskazówki dla przyszłości SEO
1. Integracja z innymi kanałami
Nowoczesne SEO nie może funkcjonować w izolacji. Strategiczne łączenie działań SEO z przemyślanymi kampaniami reklamowymi w Google pozwala na kompleksowe dotarcie do szerokiego spektrum odbiorców. Do tego należy jeszcze doliczyć Social Media oczywiście. Nic już nie zatrzyma przecież rozwoju Social SEO!
Remigiusz Jagusiak, Head of Business Development w maxroy:„Tradycyjne SEO nie zniknie – przynajmniej nie tak od razu. AI to technologia, która stale się rozwija i nie znamy póki co jej finalnego kształtu. Myślę, że w tym przypadku będzie podobnie jak w sprawie technologii mobilnej, która z każdym rokiem wypierała desktop aż do definitywnego przejęcia udziału w pozyskiwanym ruchu.
Nim to się jednak stało operatorzy wyszukiwarek i co za tym idzie techniki SEO dostosowywały się do tej zmiany. Google od dłuższego czasu komunikowało wejście ,,mobile first” a każdy rok był rokiem mobile.
Uważam, że w tym przypadku proces przebiegać będzie podobnie. Trend AI osiągać będzie swój szczytowy poziom dostosowując się pod użytkownika. Techniki SEO będą więc ewoluować aby iść z duchem czasu i nadal móc pozyskiwać użytkowników na strony docelowe.
Czy SEO nadal będzie pionierem w pozyskiwaniu ruchu? Czy będzie to już inne działanie dedykowane pod narzędzia AI (Search Generative Experience)? Myślę, że w niedługim czasie się dowiemy..”
Proces adaptacji SEO do AI będzie stopniowy, podobnie jak wcześniejsze przejście na „mobile first”. Ważne jest jednak, że to się dzieje i nie ma co ukrywać, że nie widzimy różowego słonia w pokoju!
3. Wykorzystanie AI jako narzędzia
Jarosław Dudek:„Dzięki narzędziom wykorzystującym sztuczną inteligencję możemy zautomatyzować wiele czasochłonnych zadań, zwiększyć efektywność i skalę działań. Możemy tworzyć procesy, o których nam się nie śniło jeszcze rok temu. Wieloetapowość dzięki AI jest prosta i daje ogromna wartość klientom”.
Długoterminowa perspektywa
Bartosz Berliński:„SEO w erze AI wymaga ekspresowego dostosowania się do nowych realiów. Kluczowe jest łączenie tego, co ludzkie z tym, co maszynowe – a zatem mariaż analizy danych i wynikającej z niej automatyzacji z typowo ludzkim myśleniem strategicznym oraz kreatywnością. Wychodzi z tego SEO Strategiczne – w maxroy robimy je od dawna”.
Google obsługuje kilka miliardów zapytań dziennie, co nadal daje mu pozycję absolutnego lidera. Narzędzia AI jak Perplexity zyskują popularność, ale ich skala użytkowania pozostaje nieporównywalna z tradycyjnymi wyszukiwarkami.
Jak zatem prowadzić SEO w dobie AI?
Dla właścicieli sklepów internetowych i firm e-commerce odpowiedź jest jasna: czas na specjalistów, którzy nie tylko znają AI, ale potrafią je wykorzystać strategicznie do realizacji celów biznesowych.
Dlaczego nie wystarczy „robić SEO samemu”?
W erze AI każdy może wygenerować tekst w kilka sekund. ChatGPT, Claude czy Gemini są dostępne dla wszystkich. Problem w tym, że generowanie treści to dopiero początek, nie koniec procesu.
Różnica między amatorem a ekspertem leży w tym, co dzieje się po wygenerowaniu tekstu:
Amator publikuje wygenerowaną treść i czeka na efekty
Ekspert wykorzystuje AI jako narzędzie w przemyślanej strategii, która obejmuje analizę konkurencji, badanie intencji użytkowników, optymalizację techniczną i ciągłą optymalizację na podstawie danych
Co oznacza bycie kozakiem w SEO AI?
1. Strategiczne myślenie Specjalista SEO wie, że AI to narzędzie, nie strategia. Potrafi określić, które treści będą budować wizerunek eksperta w danej branży, a które to tylko „wypełniacz” bez wartości biznesowej.
2. Znajomość algorytmów Ekspert rozumie, jak działają algorytmy Google w kontekście AI Overviews, wie jak optymalizować treści pod kątem bycia cytowanym źródłem, i potrafi przewidzieć zmiany w zachowaniach wyszukiwarek.
3. Umiejętność tworzenia wartościowych treści Każdy może wygenerować tekst o „najlepszych butach do biegania”. Nie każdy potrafi stworzyć treść, która:
Odpowiada na rzeczywiste problemy klientów e-commerce
Buduje zaufanie i pozycjonuje markę jako eksperta
Jest zoptymalizowana pod kątem różnych etapów ścieżki zakupowej
Wykorzystuje dane z Google Analytics i Search Console do ciągłej optymalizacji
4. Holistyczne podejście do widoczności Prawdziwy specjalista SEO AI nie skupia się tylko na Google. Wie, że współczesne SEO to:
Optymalizacja pod kątem wyszukiwarek społecznościowych (TikTok, Instagram, LinkedIn)
Integracja z kampaniami reklamowymi (Google Ads, Facebook Ads)
Budowanie obecności tam, gdzie rozpoczyna się intencja zakupowa klientów
Ryzyko samodzielnego SEO w erze AI
Marianna Krupa:„Większość specjalistów SEO poczuło niepokojący oddech na plecach – oddech konkurencyjności.” Jeśli doświadczeni specjaliści czują presję AI, to właściciele e-commerce, którzy chcą „robić SEO samemu”, narażają się na:
Utratę widoczności przez błędne zrozumienie, jak AI zmienia zasady gry
Marnowanie budżetu na treści, które nie przynoszą rezultatów biznesowych
Szkodzenie wizerunkowi marki przez publikowanie powierzchownych treści generowanych przez AI
Na co postawić w 2025 roku?
Bartosz Berliński, CEO maxroy:„W agencjach już wiemy, że przyszłość SEO należy do osób, które potrafią skutecznie wykorzystać sztuczną inteligencję.”
Dla właścicieli e-commerce oznacza to inwestycję w specjalistów i agencje, które:
Mają udokumentowane doświadczenie w wykorzystaniu AI do celów SEO Rozumieją specyfikę e-commerce i potrafią tworzyć treści wspierające sprzedaż Oferują strategiczne podejście zamiast tylko „produkcję treści” Monitorują efekty i optymalizują działania na podstawie rzeczywistych danych biznesowych Budują długoterminową widoczność marki jako eksperta w branży
SEO nie umiera, ewoluuje
Odpowiedź na pytanie z tytułu jest jednoznaczna: SEO ma sens i będzie miało sens jeszcze przez długie lata. Jednak sposób jego prowadzenia musi się zmienić.
Sandra Zielińska:„Tradycyjne SEO nie zniknęło. Po prostu przestało być wystarczające. Dziś SEO to walka o zaufanie prowadzone w języku, który rozumie sztuczna inteligencja. Strona, która inspiruje, edukuje, upraszcza złożone rzeczy, ma dziś większą szansę na widoczność niż ta, która tylko „spełnia wymagania SEO”. Bo dziś widoczność to nie nagroda za poprawność – to efekt realnej użyteczności, rozpoznanej przez AI”.
Kluczowe zmiany, które już się dzieją:
Od pozycji do cytowań – ważne staje się bycie źródłem w odpowiedziach AI
Od słów kluczowych do intencji – AI lepiej rozumie kontekst i niuanse zapytań
Od pojedynczych kanałów do ekosystemu – SEO musi współgrać z social media, reklamami i innymi kanałami
Od manual do AI-assisted – wykorzystanie sztucznej inteligencji jako narzędzia pracy
Firmy, które zignorują pozycjonowanie, ryzykują utratę znacznej części potencjalnych klientów. Te, które dostosują swoje strategie SEO do ery AI, zyskają przewagę konkurencyjną i lepszą widoczność w sieci.
Przyszłość należy do specjalistów, którzy potrafią skutecznie połączyć tradycyjne fundamenty SEO z nowoczesnymi możliwościami sztucznej inteligencji. Różnica między sukcesem a porażką leży w tym, czy stawiacie na prawdziwych ekspertów, którzy potrafią wykorzystać AI do realizacji celów biznesowych.
Każdy może generować teksty. Nie każdy umie sprawić, by były one interesujące, merytoryczne i budowały wizerunek eksperta. A o to właśnie chodzi w nowoczesnym SEO.
W większości firm przychodzi moment, kiedy podejmowana jest decyzja na temat prowadzenia działań reklamowych w systemie Meta. Po przeanalizowaniu budżetu marketingowego wiemy, ile możemy przeznaczyć na to medium reklamowe. Zazwyczaj jest to ok. 5–10% całej kwoty. Nierzadko zdarza się sytuacja, w której pierwszy krok podejmujemy osobiście, aby sprawdzić, czy to medium będzie rentowne dla naszej firmy. I tutaj zaczyna się cała zabawa. Przygotowałem kilka praktycznych scenariuszy wykorzystania budżetu mediowego, różniących się sposobem funkcjonowania firmy. Znacznie ułatwią one pierwsze kroki podczas tworzenia reklam w systemie Meta.
Od razu zaznaczam, że jestem zwolennikiem optymalizacji budżetu na poziomie zestawu reklam. CBO (optymalizacja budżetu na poziomie kampanii) daje nam nieco mniej możliwości pod kątem skalowania działań w przyszłości. Podobnie jest z budżetem całkowitym oraz dziennym. Dlaczego optymalizacja budżetu na poziomie zestawu reklam? To bardzo proste. Dzięki temu:
mamy większą kontrolę nad wydawaniem budżetu na konkretne grupy odbiorców;
jest możliwe bardzo proste skalowanie działań, które są najbardziej rentowne;
można testować różne kreacje reklamowe z większą efektywnością.
Te trzy punkty są kluczowe dla nowego konta reklamowego. Jeśli je zastosujesz, to w łatwy sposób będziesz mógł dowolnie dostosowywać stawki konkretnych grup reklam.
Zapamiętaj: warto przygotować odpowiednią liczbę kreacji graficznych i tekstowych. Każdy zestaw reklam dodany do konta powinien mieć od trzech do pięciu kreacji. W czasie optymalizacji konta będziesz pozostawiać tylko te, które działają najlepiej. Dzięki temu algorytm Meta ma więcej możliwości, aby jak najlepiej dobrać kreację do danej grupy odbiorców. Po przeprowadzeniu takich testów zostają zazwyczaj dwie kreacje, które zbierają najlepsze wyniki.
Wysokość budżetu mediowego
Z doświadczenia agencji digitalk wynika, że dwa najczęściej pojawiające się budżety mediowe to 3000 zł oraz 10 000 zł i więcej. O ile w drugim przypadku masz już duże pole do manewru, jeśli chodzi o zróżnicowanie celów reklamowych, tak w pierwszym przypadku — będzie to wymagało nieco więcej gimnastyki. Poniżej przedstawię rozwiązania, które z mojego doświadczenia będą działać najlepiej. Przyjmiemy tutaj łącznie cztery scenariusze, które będzie można od razu wprowadzić na świeże konto reklamowe.
Zaczniemy od tematu, który pojawia się bardzo często podczas networkingu oraz rozmów ze specjalistami: „Mam sklep internetowy i chcę docierać do nowych klientów oraz budować lojalność wobec tych, którzy są ze mną”.
Budżet mediowy 3000 zł dla e-commerce
Budżet mediowy w wysokości 3000 zł na miesiąc pozwala na prowadzenie reklam za 100 zł dziennie. Dla porównania – sugerowany przez naszego opiekuna po stronie Meta budżet dzienny dla zestawu reklam na konwersję to 50–70 zł dziennie. Gdyby wykorzystać te wytyczne, to jedna grupa odbiorców pochłonęłaby połowę naszego budżetu. Musimy zatem nieco bardziej to przemyśleć, aby uzyskać więcej możliwości i móc skalować działania.
Uproszczona struktura konta reklamowego dla budżetu 3000 zł
Skalując działania reklamowe, zwiększasz budżet zestawów reklam o maksymalnie 20% i obserwujesz zmiany w wynikach przez kolejne 1–2 tygodnie. Po tym czasie pozostaw te najskuteczniejsze oraz zwiększ ich budżet. Stwórz kampanie reklamowe na podstawie następującej struktury celów:
1. Kampania na rozpoznawalność (10 zł/zestaw/dzień)
Pozwoli Ci docierać do wielu nowych odbiorców. Masz świetną okazję do prezentacji wyróżników firmy oraz przede wszystkim do nawiązania pierwszej relacji z potencjalnymi klientami.
Na tym poziomie zacznie się lejek marketingowo-sprzedażowy, który będziesz egzekwować w Meta Ads. Dodajemy dwie grupy odbiorców oparte na zainteresowaniach. W każdej z nich musimy pamiętać o wykluczeniach, aby zapobiegać wyświetlaniu komunikatu skierowanego do nowych odbiorców, aktualnych fanów/klientów.
Przykład kampanii na rozpoznawalność
2. Kampania na aktywność — 10 zł/zestaw/dzień
Zbierając zaangażowanie pod postami organicznymi/dark postami reklamowymi, napełnisz Twoje grupy odbiorców, które będziesz wykorzystywać w kampanii z innym celem. Pamiętaj o tym, żeby wystosować inną komunikację, aby nie powielać tej z rozpoznawalności.
Przykład: kampania na aktywność napełnia grupę remarketingową w branży Home&Decor, dzięki czemu remarketing osiągnął ROAS 6 w Q3 2022. W branży spożywczej prowadzenie działań na aktywność pozwoliło wygenerować w grudniu ROAS >18 podczas urodzin marki w wybranej grupie remarketingowej.
Pierwszy przykład oparty jest na działaniach organicznych klienta, który otrzymuje zdjęcia realizacji i umieszcza je na swoich kanałach: na Facebooku oraz Instagramie. Zachęcając do aktywności pod tymi postami, otrzymujemy cenną grupę remarketingową, która chętnie konwertuje w kampanii na konwersje.
W drugim przykładzie prowadziliśmy działania bazujące na przepisach, które przygotowuje nasz klient. Zainteresowanie przepisem powodowało, że odbiorcy chętniej decydowali się na produkty, które były w nich zawarte lub mogły wzbogacić prezentowane potrawy.
PORADA
Dodaj tutaj jedną grupę odbiorców, która będzie najtańsza w kampanii na rozpoznawalność. W tym miejscu chcesz kolejny raz pokazać, dlaczego warto wybrać właśnie Twoje produkty. Ekspozycja odgrywa bardzo ważną rolę. Możesz także podzielić grupy na FB/IG, co pozwoli Ci rozdzielić aktywność, która będzie się tam pojawiać.
3. Kampania na konwersje — 20 zł/zestaw/dzień
W tym miejscu będzie odbywać się pierwsza sprzedaż. W kampanii na konwersję dodaj trzy grupy odbiorców: remarketing osób aktywnych pod Twoimi postami oraz profilach Meta, remarketing konwersji PageView z Twojej strony oraz grupę „pustą”, w której poszukiwanie potencjalnych klientów zostaw algorytmowi Facebooka. Im więcej posiadasz danych w Pikselu Meta, tym lepiej będzie działać ta grupa.
Masz zatem gotową strukturę konta na równo 100 zł/dzień: rozpoznawalność (30 zł/dzień), aktywność (10 zł/dzień) i konwersje (60 zł/dzień). Po czasie testów zestawy bardziej rentowne możesz na początek skalować budżetem z pozostałych grup reklam, a jeśli będziesz dysponować dodatkowymi środkami, a wszystkie zestawy będą działać dobrze — dodaj 20% budżetu dziennego co dwa tygodnie.
Budżet mediowy 12 000 zł dla e-commerce
Jako że w poprzedniej sekcji rozmawialiśmy o celach reklamowych: rozpoznawalność, aktywność i konwersje, to teraz skupimy się na nowych celach reklamowych oraz samych stawkach, na jakich będziesz tutaj pracować. Budżet miesięczny w wysokości 12 000 zł pozwala Ci prowadzić działania reklamowe za kwotę 400 zł/dzień. Pokażę Ci, jak wykorzystać go najefektywniej.
Uproszczona struktura konta reklamowego e-commerce dla budżetu 12 000 zł
1. Kampania na aktywność — 10 zł/zestaw/dzień
Budżet tutaj się nie zmienia. Wprowadź jednak większą liczbę grup odbiorców oraz skaluj tę najtańszą. Rozbij zestawy reklam w kampanii na aktywność na dwa umiejscowienia: Facebook i Instagram. W ten sposób masz możliwość sprawdzenia, gdzie spotkasz bardziej zainteresowanych odbiorców.
Przygotuj dwa różne zestawy dla każdej grupy odbiorców i wyklucz w nich umiejscowienia jednego z mediów. Przyjmij zatem łącznie cztery grupy odbiorców (dwie grupy rozbite na dwa media).
2. Kampania na rozpoznawalność — 10 zł/zestaw/dzień
Te działania będą teraz tylko wsparciem, jednak warto je utrzymać nawet przy wyższym budżecie, jeśli są tanie (CPM < 2 zł). Przyjmijmy zatem, że będą to trzy grupy odbiorców.
3. Kampania na ruch — 20 zł/zestaw/dzień
Celem tej kampanii będzie przyciąganie nowych odbiorców na Twoją stronę oraz napełnianie grup remarketingowych. Dodatkowo przyczyniasz się także do zwiększenia ilości danych w Twoim Meta Pixel. Dodaj tutaj taką samą liczbę grup reklam jak w przypadku rozpoznawalności. I koniecznie pamiętaj o zmianie komunikatu! Ta sama kreacja w kampanii na rozpoznawalność oraz ruch zirytuje Twoich odbiorców zamiast wzbudzić jeszcze więcej ciekawości.
4. Kampania na konwersje — 40 zł/zestaw/dzień
Dodaj remarketing SoMe oraz PageView ze zwiększonym budżetem. Dzięki temu będziesz mógł docierać do bardziej wartościowych odbiorców. Przyjmujemy zatem trzy grupy odbiorców.
5. Kampania sprzedaż z katalogu — 60 zł/zestaw/dzień
Końcowy etap lejka marketingowo-sprzedażowego — przygotuj dwa zestawy reklam: remarketing wyświetleń produktów oraz opcjonalnie każdej dodatkowej konwersji, która jest na drodze do dodania do koszyka — może to być konfigurator produktowy i remarketing oraz remarketing porzuconych koszyków.
PORADA
Kluczowe dla prawidłowego działania sklepu w reklamach na Facebooku jest poprawne zainstalowanie Pixela. Bez tego nie policzysz rentowności Twoich działań!
Mamy zatem gotową strukturę konta na 370 zł/dzień: rozpoznawalność (30 zł/dzień), aktywność (40 zł/dzień), ruch (60 zł/dzień), konwersje (120 zł/dzień) oraz katalog (120 zł/dzień). Pozostaje dodatkowe 30 zł/dzień, które możesz dodać do budżetu dziennego na najbardziej rentowny zestaw reklam. Zostaw taką przestrzeń ze względu na zmiany wyników, które będziesz obserwować po wprowadzeniu całej struktury na konto reklamowe.
Budżet mediowy 3000 zł w branżach Lead Gen
Zajmiemy się teraz generowaniem wartościowych kontaktów poprzez Meta Ads. Skupimy się na utrzymaniu jakości przy względnie niskich kosztach. Jak to będzie wyglądało przy budżecie mediowym o wysokości 3000 zł?
Uproszczona struktura konta reklamowego Lead Generation dla budżetu 3000 zł
Stwórz kampanie reklamowe na podstawie następującej struktury celów:
1. Kampania na aktywność — 10 zł/zestaw/dzień
W tej kampanii, tak jak w przypadku e-commerce, chcesz zachęcić odbiorcę do zaprzyjaźnienia się z Twoją marką. Dodaj tutaj dwie grupy nowych odbiorców. W generowaniu leadów na Facebooku świetnie sprawdza się materiał wideo, który będzie się wiązał z konwersją — obejrzenie wideo. Odbiorcy, którzy w pełni zapoznają się z Twoim materiałem, będą najbardziej wartościowi. Przykład: zastosowanie materiału wideo z optymalizacją pod „ThruPlay” pozwoliło obniżyć dziesięciokrotnie koszt/lead w branży HR.
2. Kampania na konwersje — 20 zł/zestaw/dzień
Za pomocą Google Tag Managera dodaj konwersję niestandardową, która jest bezpośrednim krokiem przed przesłaniem zgłoszenia. Może to być odwiedzenie konkretnej oferty lub też wyświetlenie zakładki „Kontakt”.
Dodanie wszystkich konwersji na ścieżce kontaktu pozwoli zmieniać poziom optymalizacji zestawu reklam. Przyda się to do zasilenia Pixela wartościowymi danymi, które wykorzysta później algorytm.
3. Kampania Lead Ads — 20 zł/zestaw/dzień
Kampanie leadowe na Facebooku są świetne w skracaniu ścieżki, jaką musi przejść klient. Dodatkowo automatycznie uzupełniane przez Facebooka dane znacznie ułatwiają cały proces.
W kampanii Lead Ads dodaj dwie grupy odbiorców — jedną opartą na zainteresowaniach lub „Pustej”, drugą utworzoną na podstawie remarketingu social mediów. W kampanii zachęć do zadawania pytań oraz nawiązania rozmowy – w ten sposób uzyskasz większą ilość kontaktu od osób, które są na początku procesu zakupowego.
Przykład: Zastosowanie kampanii Lead Ads w branży budowlanej zmniejszyło koszt pozyskania kontaktu trzykrotnie w Q3 2022.
Masz zatem gotową strukturę konta na równo 100 zł/dzień: aktywność (dwa zestawy reklam 20 zł/dzień), konwersje (dwa zestawy reklam 40 zł/dzień) oraz Lead Ads (dwa zestawy reklam 40 zł/dzień).
Budżet mediowy 10 000 zł w branżach Lead Gen
Tak jak w przypadku sklepów e-commerce, pomiń omówione już cele reklamowe, czyli: aktywność, Lead Ads oraz konwersje i skup się na dwóch nowych, czyli zasięg i ruch. Budżet jednak będzie się nieco zmieniał, więc zacznijmy od początku.
Uproszczona struktura konta reklamowego Lead Generation dla budżetu 10 000 zł
1. Kampania na aktywność — 10 zł/zestaw/dzień
Stosuj tutaj więcej grup odbiorców. Mogą to być nawet odbiorcy podobni do tych, którzy nawiązali z Tobą kontakt bądź skorzystali z usług. Łącznie będą to cztery grupy reklam. Tak jak w przypadku e-commerce, zachęcam Cię do podzielenia kampanii na aktywność na konkretne media — Facebook i Instagram.
2. Kampania Lead Ads — 30 zł/zestaw/dzień
Zwiększ nieco budżet kampanii, aby docierać do większego grona odbiorców. Stosuj trzy grupy odbiorców — nowych, „Pustą” oraz remarketing. Jeśli obserwujesz niską jakość leadów z kampanii Lead Ads, włącz jedną kreację z funkcją „Mocniejszy zamiar” oraz dodaj bardziej szczegółowe pytania.
3. Kampania na ruch — 20 zł/zestaw/dzień
Zajmij się zwiększeniem ruchu na stronie, aby napełnić Pixel danymi, a także grupy remarketingowe świeżymi odbiorcami. Dodaj tutaj cztery zestawy reklam nakierowane na nowych odbiorców.
4. Kampania na konwersje — 40 zł/zestaw/dzień
Konfiguracja zestawów reklam nie zmienia się, poza budżetem. Dwie grupy odbiorców.
5. Kampania na zasięg — 10 zł/zestaw/dzień
Mały dodatek do konta reklamowego, który ma zasiać ziarnko potrzeby u nowych odbiorców. Dodaj trzy grupy odbiorców.
PORADA
Dodanie kampanii na zasięg w branży Lead Generation pozwoli Ci nawiązać głębszą relację z klientami ze względu na wielopoziomowy kontakt.
Masz zatem gotową strukturę konta na równo 320 zł/dzień: aktywność (40 zł/dzień), Lead Ads (90 zł/dzień), ruch (80 zł/dzień), konwersje (80 zł/dzień) oraz zasięg (30 zł/dzień). Tym sposobem zyskujesz przestrzeń dodatkowych 10 zł/dzień. Tak jak w przypadku e-commerce, pozostałą kwotę przeznacz na najbardziej rentowne zestawy reklam na koncie, aby dalej skalować Twoje wyniki reklam.
Możesz zaczynać!
W zależności od branży, w której działasz, dopasuj strukturę początkową konta reklamowego i zacznij działać. Już po dwóch tygodniach możesz sprawdzić wyniki i optymalizować działania, aby zmaksymalizować realizację Twoich celów reklamowych. Pamiętaj jednak, że jest to dopiero początek przygody reklamowej, a format dalszych działań reklamowych może się znacznie zmienić. Wszystko zależy od Twojej grupy docelowej, produktu/usługi oraz komunikacji w sieci. Ten poradnik zdecydowanie ułatwi Ci wejście w świat systemu reklamowego Meta. Powodzenia!
Częsty scenariusz: puka do mnie firma ze zleceniem audytu SEO, bo wszystko niby działa (a nawet mierniki SEO na zielono), ale zysków ani widu – tylko wydatki. Przychodzę, a tam specjaliści od SEO, contentu i analityki siedzą w osobnych pokoikach, wywoływani co jakiś czas, żeby wypełnić dane w plikach xls, zrobić z tego wykresy i dla sportu podać listę opublikowanych na sklepowym blogu artykułów. Nazywam to pozycjonowaniem ni do składu, ni do sensu, wyjmij frazy spod kredensu. I wdrażam kilka prostych zmian – opowiem w tekście o najważniejszych. U mnie działa!
Pozyskiwanie przynoszącego zyski ruchu i ciągła optymalizacja współczynnika konwersji
Zacznę od nudnej regułki, ale warto ją sobie utrwalić. W pozycjonowaniu sklepu internetowego chodzi głównie o dwie rzeczy: pozyskiwanie przynoszącego zyski ruchu i ciągłej optymalizacji współczynnika konwersji poprzez stopniowe wprowadzanie małych zmian. Radość powinien dawać stopniowy wzrost sprzedaży z kanału organicznego – nie tylko wzrost ruchu czy (o zgrozo) przyrost liczby artykułów na stronie.
Jak łatwo się domyślić, jest to zadanie dla kilku specjalistów, w skrócie – wymiatacz SEO określi frazy i rozpisze briefy do sekcji poradnikowej i katalogu produktów, contentowiec zadba o jakość zawartości stron, odpowiedni dobór grafik i CTA, analityk stworzy raporty w oparciu o takie wskaźniki jak zwrot z inwestycji dla poszczególnych kanałów, a ekspert od optymalizacji konwersji rozpisze strategię CRO (ang. Conversion Rate Optimization, czyli optymalizacja konwersji) z wykorzystaniem narzędzi do śledzenia konwersji i testowania A/B.
Tak działa zdrowy organizm e-commerce. W chorym buduje się przypadkowy ruch z SEO (miernikiem jest ilość, nie jakość), artykuły mają walor czysto edukacyjny (co prawda dają wiedzę – a to duża wartość dla odbiorców, ale często skupiają się na opisaniu problemu, nie prowadzą do jego rozwiązania – czyli produktu lub usługi w sklepie), zamiast CRO biznes stawia tylko na UX (zmiany na froncie wprowadzane są bez hipotez do testowania, bez wiedzy z zakresu takich dziedzin jak ekonomia behawioralna), a analityk ma z tego wszystkiego wyciągać wnioski.
Więcej o często popełnianych błędach znajdziesz w poniższej ramce!
Pięć najczęściej popełnianych błędów SEO w e-commerce
Duplikacja treści między poradnikami a katalogiem produktów – błędnie dobrane frazy sprawiają, że użytkownicy z intencją zakupową trafią na artykuły i/lub – z intencją wiedzową – na listingi produktowe. Na starcie e-commerce warto stworzyć segmenty fraz przeznaczone do katalogu i sekcji blogowej.
Mnożenie stron tagowych i stron z filtrami – częstym błędem jest indeksowanie wszystkich stron w serwisie (może to prowadzić do kanibalizacji – np. między stroną z filtrem a stroną kategorii produktowej) i tworzenie stron w oparciu o tagi bez przyjętej strategii (w takiej sytuacji w serwisie mnożą się strony o niskiej wartości – np. z jednym artykułem przypisanym do tagu).
Rich content jako grafiki – rich content na kartach produktowych (czyli bogate i rozbudowane treści w e-commerce zawierające np. tabele, ikony, animacje, zdjęcia produktu w użyciu itp.) może pozytywnie wpłynąć na sprzedaż, ale jeśli nie jest implementowany prawidłowo, to nie wpłynie korzystnie na SEO. Częstym błędem jest publikowanie treści w ramach rich content na karcie produktowej w postaci zdjęcia. Boty Google’a nie przeskanują jego zawartości, dlatego zdecydowanie lepiej jest umieścić takie opisy jako tekst.
Cele sprzedażowe na artykułach wiedzowych – jeśli użytkownik trafia z intencją wiedzową na artykuł, to usilne prezentacje produktu w pop-upach, info barach, widżetach zazwyczaj tylko go zirytują i skłonią do wyjścia. Dla takich stron zdecydowanie warto rozpisać lejki prowadzące do mikrokonwersji.
Brak opisów alt zdjęć – to wciąż duży błąd sklepów internetowych. W wielu branżach kupujemy oczami – a to oznacza, że customer journey może równie dobrze zacząć się od wyszukiwarki grafik w Google’u. Prawidłowe opisanie zdjęć tagami SEO sprawi też, że kod strony wzbogacony będzie o frazy kluczowe ważne dla pozycjonowania danego produktu.
A tymczasem przejdźmy do tego, jak prawidłowo pozycjonować e-commerce – czyli sprawić, żeby Twój e-commerce był zdrowy i przynosił zyski. Oto 10 najważniejszych zasad.
1. Wybierz odpowiednie słowa kluczowe dla e-commerce
Słowa kluczowe to wyrażenia (pojedyncze lub złożone) wpisywane przez użytkowników w wyszukiwarce. Dla sklepu internetowego najważniejsze są frazy dotyczące produktów (np. „telefon samsung a32 128 gb”), kategorii produktowych („smartfony dla seniora”) – a w tym najczęściej kategorii producentów (np. „smartfony xiaomi do 1000 zł”).
Nie znaczy to jednak, że wystarczy rozpisać strategię pozycjonowania tylko pod frazy z wyraźną intencją zakupową. To za mało – konkurencja w większości branż odrobiła lekcje zadane przez Google’a, czyli pokazała swój serwis algorytmom jako eksperta w danej dziedzinie (zbudowała wokół produktu/usługi sprzedawanej na stronie autorytet, tzw. topical authority). Najczęściej polega to na tym, że poza sekcją sprzedażową w e-commerce powstaje zlinkowana z nią sekcja blogowa.
W tej części serwisu warto pozycjonować się zarówno na frazy long tail (złożone) wynikające z faz świadomości i namysłu (np. „jaki smartfon wybrać dla seniora”, „który smartfon jest najlepszy do zdjęć”, „ranking smartfonów z androidem 2023”). Oto szybka ściąga z SEO dla e-commerce na podstawie customer journey.
W fazie świadomości użytkownik jest na ścieżce zakupowej, ale jeszcze nie skonkretyzował produktu, korzysta z fraz generycznych (typu: „dobre smartfony”) lub złożonych, ale mało konkretnych („jaki smartfon 2023”) – z taką intencją dobrze sprawdzi się sprowadzenie użytkownika do poradnika, który zgłębi wiedzę i przekona do zakupu.
W fazie namysłu często wpisywane są frazy z wyrażeniami, takimi jak „nazwa produktu – opinie”, „produkt 1 czy produkt 2 – porównanie”, wyszukiwane są też rankingi produktowe – w tym przypadku część fraz powinna ściągać ruch do katalogu e-commerce (np. opinie na karcie produktowej), a część do sekcji poradnikowej (np. rankingi połączone z opcją zakupu).
W fazie zakupu użytkownicy podjęli decyzję i szukają konkretnego produktu – często korzystają z zapytań uwzględniających parametry produktów, ich numery seryjne, nazwy marek, kolory (np. „smartfon xiaomi note 11 6 gb niebieski”) – zdecydowanie taki ruch należy ściągać bezpośrednio na kartę produktową – z prezentacją korzyści zakupu akurat w tym sklepie – za to bez odwracania uwagi poradnikami zakupowymi czy wiedzowymi.
Uwaga! Użytkownik kupił Twój produkt lub skorzystał z usługi – super, ale na tym ścieżka SEO się nie kończy. W większości branż duże znaczenie ma jeszcze faza obsługowa. Korzyści może przynieść pozycjonowanie na frazy typu „jak czyścić ekran smartfona”, „jakie szkło na telefon” itd. Tego typu frazy ściągają do sklepu również osoby, które kupiły produkty w innym e-commerce.
W większości narzędzi SEO zbadasz potencjał fraz, a w wybranych (np. Semrush) intencje kryjące się za frazami i często zadawane pytania o dany produkt
2. Zadbaj o odpowiednią strukturę serwisu
Najważniejsze podstrony tworzące architekturę serwisu e-commerce w zgodzie z SEO to najczęściej:
strona główna – pozycjonuj ją na frazy ogólne i najważniejsze w danej branży;
karty produktowe – SEO skupione na nazwach produktów i optymalizacji opisów, twórz unikalne opisy produktów wyróżniające sklep na tle konkurencji;
kategorie produktowe – stwórz kategoryzacje od ogółu (np. „smartfony”) do szczegółu („smartfony z androidem”, „smartfony dla seniora” itd.);
wpisy blogowe – opracuj strategię budującą topical authority (klastry i kategorie tematyczne), uwzględniając zarówno zapytania ogólne, jak i zbierające ruch z potencjałem sprzedażowym;
podstrony marek / producentów – pozycjonowanie e-commerce na frazy brandowe przyciągnie do sklepu miłośników danej marki, a przy okazji otwiera nowe możliwości współpracy z producentami (akcje partnerskie, wyróżnianie wybranego producenta, kody rabatowe na produkty danej marki itp.).
Uzupełnieniem tej często stosowanej struktury stron e-commerce mogą być narzędzia wspierające sprzedaż (np. konfigurator PC), podstrony z rankingami i zestawieniami produktów.
Jeśli już prowadzisz sklep w internecie i walczysz z konkurencją o cenne kliki z wyszukiwarki, to dobrym pomysłem jest analiza content gap w zestawieniu z top serwisami z branży.
Jak to zrobić? Większość narzędzi SEO (takich jak Semrush, Senuto, Semstorm) umożliwia porównywanie widoczności kilku stron, a zarazem tworzenia zbiorów widoczności w Google’u. Dzięki temu możliwe jest porównanie Twojego sklepu ze sklepem konkurencji. W efekcie powstaje lista fraz współdzielonych oraz takich, na które widoczna jest konkurencja, a Twój sklep jeszcze nie (w większości narzędzi można taką listę wyciągnąć do tabelki xls).
Można też przygotować zestawienie z frazami lepiej zoptymalizowanymi w konkurencyjnym serwisie, a następnie rozpisać strategię optymalizacji podstron, tak aby w perspektywie kilku tygodniu lub miesięcy przejąć ruch z SEO z szansą sprzedaży.
Przykład kategoryzacji na stronie – od ogółu do szczegółu, wdrożony na poziomie mega menu strony
3. Buduj content w sklepie, pozycjonując podstrony sprzedażowe
Największą moc SEO warto poświęcić na optymalizację podstron ważnych biznesowo. OK, masz już katalog e-commerce bazujący na materiałach od producentów – dobrze, ale to nie wystarczy, żeby stanąć na podium w wyszukiwarce. Przede wszystkim zadbaj o unikalne opisy produktów, na kartach produktowych w miarę możliwości korzystaj z UGC (user generated content), czyli treści tworzonych przez użytkowników (opinie, pytania o produkt).
Warto też zainwestować we własne zdjęcia produktu – wyróżnisz się na tle konkurencji, a dodatkowo każde nowe zdjęcie na karcie to szansa na optymalizację opisu alternatywnego (ważnego czynnika rankingowego w SEO). W narzędziach SEO (więcej w narzędziowniku SEO na ostatniej stronie) korzystaj z asystentów SEO porównujących optymalizację SEO poszczególnych podstron z konkurencją (uzupełniaj opisy kategorii i produktów o frazy, których używa konkurencja).
Na koniec poszukaj szans na wyróżniki SEO w porównaniu z konkurencją. Może to być np. sekcja FAQ z pytaniami o produkt i odpowiedziami przekonującymi do zakupu – to dodatkowy content i szansa na rozwianie wątpliwości na ścieżce zakupowej. Dodatkową wartością SEO może być też rich content – wzbogacenie opisów o infografiki, tabele, content wideo itp.
Wbudowany w Ahrefs Keywords Explorer umozliwia research często wyszukiwanych fraz w popularnych wyszukiwarkach
4. Przypisz odpowiednie cele do rodzaju contentu na stronie
W SEO dla e-commerce ważne jest zrozumienie, że nie każda treść będzie sprzedawać, ale nie znaczy to, że tej treści nie warto tworzyć. Przykładowo: artykuł w serwisie e-commerce generuje bardzo duży ruch, ale z niskim lub zerowym współczynnikiem konwersji. Mimo to pełni kilka funkcji:
buduje autorytet strony w danej dziedzinie,
może być wykorzystany jako baza do remarketingu,
buduje markę – jako eksperta w danej dziedzinie,
przekazuje link juice (swoją „moc SEO”) kartom produktowym,
realizuje wyznaczone mikrokonwersje.
Sam tekst nie ściąga więc ruchu kalorycznego (konwertującego i przynoszącego sprzedaż). Może się wydawać, że z perspektywy biznesowej inwestycja była fiaskiem, ale na wielu polach pełni funkcję pośrednią w sprzedaży.
Tu przechodzimy do meritum: nie ma sensu dla takiej podstrony wyznaczać za wszelką cenę celu opartego na makrokonwersji (czyli usilnym wciskaniu oferty w co drugim akapicie, gdy użytkownik przyszedł do Ciebie z intencją wiedzową – spowoduje to raczej tylko wzrost współczynnika odrzuceń). Warto dla takiej podstrony wyznaczyć cele mikrokonwersyjne. Może to być zapis do newslettera, założenie konta, pobranie e-booka (warto połączyć z automatyzacją kolejki e-mail marketingowej), kontakt z doradcą na stronie, a nawet przejście na kolejną stronę (np. na ranking produktów, którego celem będzie już sprzedaż).
5. Pamiętaj o optymalizacji technicznej strony
Nawet najlepsza strategia SEO dla e-commerce idzie w piach, gdy strona wczytuje się kilka sekund. Ba, w e-commerce liczą się nawet milisekundy, bo szacuje się, że każda sekunda opóźnienia wczytywania strony może powodować spadki konwersji nawet do 20%! Poza optymalizacją szybkości wczytywania warto myśleć szerzej i zadbać o wskaźniki Core Web Vitals. W Google Search Console możesz też sprawdzić, czy strona spełnia normy wyznaczone przez Google’a.
Zadbaj przede wszystkim o szybkość wczytywania kart produktowych i listingów. Z racji wgrywanych w tych miejscach zdjęć warto skorzystać z prostych sztuczek typu lazy loading (odłożenie w czasie wczytywania wszystkich zasobów strony – doczytują się wraz ze scrollowaniem w dół, dzięki czemu wyświetlenie pierwszego widoku jest szybsze) oraz serwowanie zdjęć w nowoczesnych formatach (WebP czy AVIF są mniejsze od JPG i PNG).
W GTMetrix sprawdzisz wydajność strony i wskaźniki Core Web Vitals
6. Optymalizuj linkowanie wewnętrzne i zewnętrzne
Boty wyszukiwarek – podobnie jak użytkownicy – skanują i przechodzą przez serwis za pomocą linków. Poprawnie wykonane linkowanie wewnętrzne to klucz do wygodnej nawigacji po stronie, a zarazem czynnik pozytywnie wpływający na szybkość indeksacji kolejnych podstron. Warto przy tym pamiętać, żeby linkowanie wewnętrzne opierać na konkretnie dobranych kotwicach (anchor tekstach) – to znak dla Google’a, że dana strona (wskazywana na wybranej kotwicy przez inne podstrony w serwisie) ma duże znaczenie.
Jak w szybki sposób zoptymalizować linkowanie na kartach produktowych i wzmocnić ich wartość SEO?
Czasami wystarczy dodać na karcie produktowej kilka widżetów typu: produkty podobne (na karcie produktowej ze smartfonem dla seniora można pokazać inne tego typu telefony), serie produktowe (np. wszystkie smartfony Xiaomi), topsellery itd. W praktyce: wszystkie produkty z danej serii linkują dzięki temu do siebie, a dodatkowo (jeśli np. w widżecie pojawi się 10 smartfonów Xiaomi) w kodzie strony zwiększysz nasycenie frazami kluczowymi na danej karcie (powtarzając 10x keyword brandowy).
W przypadku linkowania zewnętrznego sprawa nie jest już taka prosta. Sztuczne pozyskiwanie linków może odbić się czkawką widoczności w Google’u. Zdecydowanie lepiej postawić na:
stopniowe pozyskiwanie linków,
wzrost liczby domen linkujących do e-sklepu,
dobór domen z wysokim page rank strony (zaufanych),
zróżnicowanie profilu linków (np. linki prowadzące do sklepu internetowego – z grafik, z treści),
pozyskiwanie linków z atrybutem dofollow.
PORADA
W e-commerce warto pozyskać linki ze stron producentów – często znajdują się tam sekcje typu „gdzie kupić”. To idealne miejsce na pozyskanie wartościowego pod kątem SEO linku, a dodatkowo dobrze rokującego pod względem konwersji ruchu.
Uzupełnieniem naturalnego linkowania może być przygotowanie różnego rodzaju raportów i wypowiedzi ekspertów z Twojego e-commerce – jeśli materiał będzie ciekawy, to może pozyskać linki zwrotne (nawet w sekcji z bibliografią czy źródłem danych). Jedną z opcji jest też guest blogging (publikowanie na zewnętrznych stronach gościnnych wpisów z linkami do e-commerce). Najkrótszą i skuteczną ścieżką są platformy do link buildingu, które umożliwiają zakup artykułów sponsorowanych od wydawców.
W Semrush i Ahrefs możesz w prosty sposób przeprowadzić audyt linków
7. Połącz pracę ekspertów od SEO i CRO
Współpraca ekspertów SEO i od optymalizacji konwersji, czyli CRO nie tylko poprawia jakość ruchu na stronie, ale też optymalizuje wydatki na SEO. Główne założenia tej współpracy to:
sprowadzenie ruchu (SEO) – z dopasowaniem strategii SEO pod lejek konwersji (CRO),
rozbudowa linkowania na stronie (SEO) – wynikająca też z obserwacji zachowań użytkowników (CRO),
pozycjonowanie kart produktowych (SEO) – testy A/B i wdrażanie optymalizacji (CRO),
tworzenie artykułów na bazie fraz (SEO) – w oparciu o strategię mikro- i makrokonwersji (CRO),
pozyskiwanie ruchu z różnego typu zapytań (SEO) – segmentacja użytkowników do wykorzystania przy kampaniach e-mail-marketingowych i remarketingowych (CRO),
rozbudowa megamenu strony (SEO) – z równowagą między SEO a UX.
PORADA
Warto też zwrócić uwagę na czynniki CRO wpływające na działania SEO – to np. responsywność strony, czas wczytywania, odpowiednia dystrybucja linków na stronie, mechanizmy up-sellingowe i cross-sellingowe (a jednocześnie wspierające linkowanie wewnętrzne). Wszystko to łączy się ze sobą właściwie na każdym etapie – od koncepcji przez wdrożenie, testy na froncie, a następnie monitoring widoczności (SEO) i wnioski z analityki (CRO).
8. Wyznacz KPI adekwatne do modelu biznesowego
Często spotykałem się z tym, że głównym miernikiem dla e-commerce był ruch (mierzony jako liczba sesji lub unikalnych użytkowników). Oczywiście takim KPI teoretycznie można szybko zrozumieć, czy SEO idzie w dobrym kierunku, ale wskaźnik ten (bez dogłębnej analizy) skutkuje często błędną interpretacją.
Prosty przykład: dział SEO dostał cele na ruch w e-commerce, więc na potęgę rozwija sekcję poradnikową, inwestując w to większość budżetu na content. Teoretycznie ruch rośnie, ale spada współczynnik konwersji na stronie, bo ruch wiedzowy nie daje bezpośredniej sprzedaży. Jednocześnie ekspert od CRO stara się ratować sytuację – ale niestety piecze ciasto ze składników, które otrzymał od działu SEO. W konsekwencji powstaje sekcja blogowa rywalizująca z horyzontalnymi portalami wiedzowymi i potencjałem raczej do sprzedaży powierzchni reklamowej, ale z niemal zerową sprzedażą produktów i usług (a przecież nie o to tu chodziło!). Rozwiązaniem może być wskaźnik ROI z działań SEO:
Pamiętaj jednak, że zwrot w przypadku SEO nie przychodzi od razu – do pierwszego miliona użytkowników miesięcznie często potrzeba nawet 1,5–2 lat inwestycji w SEO. Dlatego na początek jakość ruchu pozyskiwanego organicznie warto mierzyć, obliczając współczynnik konwersji (z podziałem dla kart produktowych, kart kategorii i artykułów).
Oczywiście na współczynnik konwersji warto spojrzeć z lotu ptaka. Przykładowo: SEO może działać dobrze (ruch z intencjami zakupowymi sprowadzany na karty), CRO wykonał pracę (wdrożone optymalizacje na bazie testów), ale sprzedaż i tak jest niska – np. z powodu zbyt wysokiej ceny, uciążliwego sposobu dostawy, braku płatności online itd.
9. Testuj, eksperymentuj i podglądaj zachowanie użytkowników
Masz już ruch w swoim e-commerce? W takim razie strateg SEO czym prędzej powinien usiąść z ekspertem CRO do optymalizacji ruchu. Dlaczego? Bo dane z Google Analytics to za mało – oczywiście zapewnią podstawowy pakiet informacji o zachowaniach użytkowników na stronie, najlepiej konwertujących podstronach i takich, które generują ruch, ale nie sprzedają. Wszystko to przedstawione jest jednak w większości przypadków w postaci liczb i zestawień danych.
Z pomocą przychodzą narzędzia nagrywające sesje – typu Hotjar czy VWO (Visual Website Optimizer). Implementacja na stronie jest prosta (wystarczy wgrać kod np. za pomocą GTM-a), a zebrane dane robią różnicę. Na początek wystarczy nałożyć filtr na sesje pozyskane tylko z SEO. Poza liczbami zyskujesz dostęp do click map i heat map (pokazują, w co klikał najczęściej użytkownik z ruchu SEO na danej podstronie) oraz nagrań sesji (widać na nich wszystkie zachowania użytkownika – wraz z ruchem kursora itp.).
Może się okazać, że użytkownicy klikają w pogrubione elementy – myśląc, że to linki, wchodzą często na artykuł, w którym produkt osadzony jest zbyt nisko, żeby zainteresować odbiorcę, lub trafiają z SEO na stronę, która kompletnie nie odpowiada na ich potrzebę. Pogłębiona analityka to skarbnica wiedzy, a wnioski zdecydowanie warto przekazać do działu pracującego nad rozwojem contentu na stronie.
Kolejnym krokiem są testy. Jeśli sprowadziłeś ruch SEO, to dzięki testom A/B wyciśniesz z niego najwięcej – dobrze zgrany zespół SEO+CRO sprowadzi ruch pod konkretne intencje, a następnie stworzy wiele odmian witryny, nieustannie optymalizując współczynnik konwersji z ruchu organicznego.
W narzędziach typu Hotjar czy VWO możesz przeglądać heatmapy i na ich podstawie optymalizować strony w e-commerce
10. Monitoruj efekty pozycjonowania i wyciągaj wnioski
Wiesz już, jak dobrać frazy, zadbać o strukturę strony, zoptymalizować jakość ruchu SEO i wyznaczyć KPI. Czas na monitoring skuteczności działań. W SEO dla e-commerce warto tworzyć mniejsze projekty umożliwiające śledzenie efektywności działań. Zamiast monitorować tylko ogólną widoczność strony (bez analizy wzrostów i spadków) można tworzyć mniejsze projekty. Przykładowo: celem jest wypozycjonowanie podkategorii ze smartfonami dla seniorów. W tym celu można założyć monitoring dla wszystkich url produktowych oraz dla całej kategorii.
Wszystkie działania SEO w ramach tego projektu powinny być podporządkowane pod podniesienie pozycji z danej kategorii – w ramach takich optymalizacji możesz rozbudować opis kategorii, dodać zdjęcia, zoptymalizować nagłówki, czas wczytywania, a dodatkowo pozyskać linki zewnętrzne i wewnętrzne do produktów z tej kategorii. Monitoring SEO dla danej kategorii sprawdzi efektywność i czas działań – a na tej podstawie będzie też można obliczyć, jaki wzrost sprzedaży w danej kategorii przyniósł ruch organiczny od momentu rozpoczęcia optymalizacji.
Monitoring w Senuto – z historią widoczności danej frazy każdego dnia od rozpoczęcia projektu, analizą wzrostów i spadków, wbudowanym monitoringiem konkurencji na danych frazach
Narzędziownik SEO, bez którego ani rusz w e-commerce:
Semrush – wyszukasz tu nie tylko frazy, ale też przypisane do nich intencje.
Screaming Frog – pozwoli przeskanować całą stronę (działa jak bot Google’a), wychwycić błędy, ale też określić architekturę stron konkurencji i wdrożyć ją jeszcze lepiej u siebie.
Semstorm, Senuto, Semrush, Ahrefs – narzędzia do wyszukiwania fraz, monitorowania efektów SEO, tworzenia zbiorów fraz i porównywania widoczności do konkurencji.
Ahrefs i Semrush – pozwalają m.in. przeprowadzić audyt backlinków prowadzących do strony (lista domen linkujących i lista linków). Ahrefs dodatkowo daje opcję szybkich wskazówek na „szanse” wzmocnienia linkowania onsite.
Asystent contentu – dostępny m.in. w Senuto, Semstorm, Semrush – wyciąga wnioski z wyników wyszukiwania i podpowiada twórcom contentu w e-commerce, co mogą zoptymalizować na stronie.
GTMetrix, PageSpeed Insights – narzędzia, dzięki którym sprawdzisz wydajność stron (w tym wyniki Core Web Vitals).
Linkhouse – pozyskiwanie linków zewnętrznych.
Google Analytics, Google Search Console – umożliwiają podstawową analitykę strony.
Allegro Ads to system reklamowy działający na zasadzie PPC – płatności za pojedyncze kliknięcia przekierowujące do ofert sprzedawców. Jego główne zalety to duża ilość dostępnych danych i możliwość precyzyjnego dotarcia do wybranych kupujących. Jeśli sprzedajesz swoje produkty na Allegro i nie korzystasz z Allegro Ads, możesz wiele stracić!
Dwa główne formaty reklam na Allegro to Oferty sponsorowane na listingu oraz Reklama graficzna. Czym się od siebie różnią i kiedy warto wykorzystać te formaty? Oferty sponsorowane to reklamy wyświetlające się co kilka miejsc na listingu (praktycznie na każdej stronie z ofertami). Oznacza to, że Twój produkt może wyświetlić się potencjalnemu kupującemu kilka razy. Znacząco zwiększa to szansę na zwiększenie ruchu na Twoich ofertach.
Możesz wyświetlić się również na ofertach konkurencji. Jeśli masz lepsze jakościowo, dokładniej opisane lub dobrze sfotografowane produkty, to koniecznie wykorzystaj te miejsca reklamy. Oferty sponsorowane polecam każdemu sprzedającemu na Allegro pod warunkiem, że ma dopracowane oferty. Z kolei Reklama graficzna to format wyświetlający się nad wszystkimi ofertami oraz na stronie danych ofert. Może mieć formę baneru lub reklamy szablonowej składającej się z logo oraz dwóch wybranych ofert.
Do wyboru masz oczywiście więcej rodzajów reklam. To, którą wybierzesz, zależy od Twoich potrzeb. A warto, bowiem sprzedając na Allegro i nie wykorzystując Allegro Ads, zmniejszasz swoją szansę na dotarcie do potencjalnych klientów. Jakie może mieć to skutki?
1. Masz mniej wejść na Twoje oferty
W których ofertach na Allegro dokonywanych jest najwięcej zakupów? Według statystyk, które zebrałem w styczniu 2018 r., ponad 50% transakcji było dokonywanych w pierwszych siedmiu ofertach na listingu. A przecież dwa pierwsze miejsca na liście zajmują oferty reklamowane poprzez Allegro Ads. Nad listą ofert znajduje się reklama graficzna, również stworzona w systemie Allegro Ads. Sprzedawcy niekorzystający z tej opcji reklamy tracą więc szansę na kilkadziesiąt procent ruchu i potencjalnych kupujących.
Przykład reklamy graficznej szablonowej składającej się z logo i dwóch wybranych ofert
Dodatkowo reklamy pojawiają się na dalszych stronach listingu. Przy sprzedaży organicznej oferta wyświetli się kupującemu tylko raz. Dzięki Allegro Ads konsument może zobaczyć ofertę kilkukrotnie. Z kolei jeśli korzysta on z aplikacji mobilnej, po wpisaniu określonej frazy w wyszukiwarkę cały ekran smartfonu obejmują reklamy Allegro Ads.
2. Nie odbierasz klientów konkurencji
Jednym z miejsc emisji reklamy jest strona oferty przedmiotów podobnych do oferowanych przez dane konto. Jeśli sprzedający zadba o takie rzeczy jak wyróżniające się zdjęcie główne oraz atrakcyjna cena, to może w łatwy i tani sposób przekierować kupujących z ofert konkurencji, ponieważ reklama oferty wyświetli się pod galerią danej oferty konkurencyjnej.
Jedno z miejsc emisji w Allegro Ads – strona oferty
3. Nie oszczędzasz na prowizji Allegro
Odpowiednio ustawiona reklama (zarówno Oferty sponsorowanej na listingu, jak i Reklamy graficznej) dla dobrej aukcji może pozwolić na tańszą promocję oferty niż korzystanie z opcji promowania (promowanie polega na tym, że oferta znajduje się na pierwszych kilku stronach listingu zależnie od trafności). W promowaniu płacisz zawsze dodatkową prowizję wynoszącą 75% prowizji podstawowej. Ustawiając kampanię na dany produkt, bardzo często udaje się uzyskać zbliżony obrót przy mniejszym budżecie reklamowym niż prowizja ze sprzedaży ofert promowanych.
Jak ustawić kampanię?
Podziel swój asortyment na szczegółowe kategorie lub przedziały cenowe i dodaj do oddzielnych kampanii (np. kampania „Baseny Ogrodowe Stelażowe” lub kampania „Produkty 30–50 zł”).
W jednej grupie reklam używaj jednego miejsca emisji reklamy (np. kampania „Baseny Ogrodowe Stelażowe”, grupa reklam „Baseny Ogrodowe Stelażowe – Wyniki Wyszukiwana”).
Ustaw stawkę CPC poniżej sugerowanej i podnoś, jeśli ROAS jest satysfakcjonujący lub reklama nie ma kliknięć.
4. Nie budujesz własnej marki i rozpoznawalności
Drugim, mniej popularnym formatem w Allegro Ads jest Reklama graficzna. Można w niej korzystać z szablonów Allegro lub dodać własny baner wykonany przez grafika. Wyeksponowanie logo oraz przewag konkurencyjnych pozwoli na długofalowe budowanie marki i przywiązywanie klienta.
Rekomenduję korzystanie z obu formatów, ponieważ mogą przynosić one dobre wyniki. Głównym atutem reklamy szablonowej jest szybkość jej kreacji. Jeśli zależy Ci na budowaniu marki, to powinieneś się skupić na reklamie banerowej.
Przykład dobrej Reklamy graficznej banerowej
Przy odpowiednim targetowaniu reklama nie będzie miała też wyłącznie charakteru wizerunkowego, ale również sprzedażowy.
Reklama ta jest wyświetlana tylko po określeniu przez reklamodawcę ściśle określonych fraz kluczowych. Warto dodać, że jest ona mniej wykorzystywana przez sprzedawców i łatwiej jest się tutaj wyróżnić. Stworzenie Reklamy graficznej wymaga odrobinę więcej czasu, ale efekty mogą zrekompensować wysiłek. O czym musisz pamiętać?
Dobierz odpowiednie i szczegółowe frazy kluczowe, na które Twoje produkty mają się wyświetlić. Na przykład reklamując basen ogrodowy stelażowy, dodaj frazę „basen ogrodowy”, a nie po prostu basen. W tej drugiej opcji wyświetlisz się też np. na frazę „pokrywa na basen”.
Po ustawieniu kampanii sprawdzaj, na jakie frazy wyświetla się Twoja reklama, i wykluczaj te niezwiązane z produktem oraz nierentowne.
Reklamuj wąskie grupy produktów. Nie dodawaj do jednej kampanii opon i łopaty.
Dodając baner, pamiętaj, żeby znalazł się na nim przycisk CTA, wzywający do działania.
5. Nie wyświetlisz się za 9 groszy na stronie głównej Allegro.pl
Najmniej popularnym, choć niedocenianym, formatem reklamy graficznej na Allegro jest reklama na stronie głównej. Większość sprzedawców uważa, że to reklama zarezerwowana dla dużych korporacji, co jest błędnym przekonaniem. Ustawiając minimalną stawkę CPM (koszt za 1000 wyświetleń) na 9 zł, jedno wyświetlenie będzie kosztować tylko 9 groszy.
Po wykonaniu dobrego baneru może to być świetne posunięcie nawet dla małych firm. Niewielkim kosztem możemy dotrzeć do nowych kupujących, dla których jesteśmy nieznaną marką. Dodatkowo wzbudzimy u nich zaufanie, ponieważ konsumenci najprawdoboniej uznają, że marka reklamująca się na stronie głównej nie jest „firmą no name’ową”.
Przykład reklamy banerowej na stronie głównej Allegro.pl
Powyższe zdjęcie przedstawia dobrze wykonany baner i dobrany produkt do takiej reklamy. Ma to dwie główne zalety: tło jest kontrastowe w porównaniu do barw Allegro, a także mamy czasową promocję na dany produkt.
6. Nie wyświetlisz reklamy tylko o odpowiedniej porze
Po sprawdzeniu statystyk sprzedaży dla danej kategorii w Allegro Analytics można dowiedzieć się, w jakich porach dokonywana jest największa liczba zakupów. Przykładowo wiedząc, że produkty z danej kategorii sprzedają się najlepiej w środy między 10 a 17, można uruchomić kampanię wyłącznie w tych godzinach. Przy danej kampanii znajduje się przycisk włączający ją. Należy w niego kliknąć w odpowiednich godzinach.
Drugą opcją jest odpowiednie manipulowanie stawkami CPC i budżetem. Wiedząc, że w soboty sprzedaż jest najmniejsza, dobrym posunięciem będzie zmniejszenie stawek i przeniesienie budżetu na inny okres.
7. Nie skalujesz sprzedaży
Wielką zaletą tego systemu jest to, że w łatwy sposób da się skalować sprzedaż. Mając dobrą ofertę i uzyskując dobre wyniki zwrotu z inwestycji, warto dalej zwiększać jej sprzedaż. Można to robić, zwiększając stawki za kliknięcie, przez co oferty wyświetlają się częściej i masz większy ruch na aukcję. Dodatkowo warto wykorzystywać te mniej popularne miejsca emisji, takie jak lewa kolumna przy listingu.
8. Nie wykorzystasz narzędzi w panelu Allegro Ads
Jednym z bardzo przydatnych narzędzi dla sprzedawcy na Allegro jest Planer Kampanii w panelu Allegro Ads. Można go wykorzystywać do planowania w czasie promocji danych produktów, dobierania stawek CPC lub sprawdzania konkurencyjności fraz.
PORADA
Bardzo ciekawą opcją jest wykorzystanie tego narzędzia do tworzenia tytułów nowych aukcji. Wpisując tam daną frazę, uzyskasz informację o ilości jej wyszukiwani i trendzie rocznym. Dodatkowo daje inspiracje na stworzenie innych tytułów. Przykładowo wpisując „rower dla”, wyświetlą Ci się wszystkie frazy pasujące do tego początku. Dzięki temu uzyskasz informację, że dany przedmiot można nazwać zarówno „rower dla dziecka”, jak i „rower dla dziewczynki” lub nawet „rower dla córki”.
Kiedy nie warto korzystać z Allegro Ads?
Zawsze trzeba pamiętać, że reklama na Allegro sprowadza wyłącznie ruch na oferty. Jeśli są one niedopracowane (słabej jakości zdjęcia, niewyczerpujący opis, brak uzupełnionych parametrów w danych technicznych przedmiotu, słabe opinie), to reklama będzie miała bardzo słabe wyniki.
Podsumowując, najpierw powinieneś zadbać o dobre produkty i oferty, a dopiero w kolejnym kroku zająć się reklamą i skalowaniem sprzedaży. Jeśli uważasz, że masz dobre oferty, to najwyższy moment na działania i uruchomienie kampanii w Allegro Ads!
Miliony danych, tysiące zmiennych, setki grup odbiorców i dziesiątki kampanii. Jak to wszystko ogarnąć i nie dać się zwariować? Czasami bywa trudno, ale na szczęście z pomocą przychodzi automatyzacja, która rozpycha się w marketingu coraz mocniej. Wraz z postępem technologicznym jesteśmy w stanie delegować maszynom coraz to bardziej skomplikowane zadania.
Od dość dawna reklamodawcy pracujący w ekosystemach Facebooka oraz Google mają dostęp do takich narzędzi jak reguły automatyczne oraz skrypty, które w znaczący sposób ułatwiają proces obsługi oraz optymalizacji kampanii reklamowych. Jednak tylko niewielka część marketerów decyduje się skorzystać z automatyzacji na co dzień.
Na czym polegają reguły automatyczne i skrypty?
Aby poznać pełen potencjał automatyzacji, warto dowiedzieć się, na czym tak naprawdę polegają reguły automatyczne oraz skrypty. Zacznijmy od reguł automatycznych, które możemy podzielić na dwa typy.
1. Reguły powiadomień
Jest to najniższy z możliwych poziomów automatyzacji, ponieważ w tym wariancie wyraża się jedynie chęć otrzymywania powiadomień (mailowych lub w aplikacji) na temat zmian zachodzących w kampaniach. Innymi słowy, dzięki tej funkcji dostaje się „wirtualnego asystenta”, który sprawdza wyniki kampanii i w momencie, gdy np. średni koszt kliknięcia przekroczy 1,25 zł w wybranej grupie reklam, to administrator konta reklamowego zostanie natychmiast poinformowany o tym zdarzeniu mailowo.
Dzięki temu marketer nie musi poświęcać czasu na dogłębną analizę każdej grupy reklam czy pojedynczego słowa kluczowego. Jeśli w kampanii będzie działo się coś niepokojącego, to jego „wirtualny asystent” na pewno go o tym fakcie poinformuje i dopiero wówczas reklamodawca poświęci więcej czasu na dogłębną analizę tematu. W dalszej części artykułu dowiesz się, jak ustawić regułę powiadomień dla Facebook Ads i Google Ads.
PORADA
Dobrą praktyką jest ustawienie powiadomień dla zestawów reklam, w których kreacje dotarły do co najmniej 75% grupy odbiorców. Dzięki temu reklamodawca będzie świadomy faktu, że grupa odbiorców wkrótce się wyczerpie, a koszty konwersji mogą drastycznie wzrosnąć.
2. Reguły wprowadzające zmiany w kampaniach Facebook Ads i Google Ads
Drugim stopniem wtajemniczenia w świat automatyzacji systemów reklamowych są reguły, które wprowadzają trwałe zmiany w kampaniach. Jest to rozszerzona wersja reguł powiadomień, gdzie algorytm otrzymuje zgodę na wprowadzenie trwałych lub tymczasowych zmian w kampanii przy równoczesnym braku ingerencji człowieka. Bodźcem do ich implementacji może być osiągnięcie pewnych wyników przez kampanię.
Dla przykładu algorytm może zmniejszyć budżet reklamy, w zestawie którego częstotliwość wyświetleń przekracza cztery wyświetlenia na jednego użytkownika, w ciągu ostatnich 24 godzin. Oczywiście pod warunkiem, że reklamodawca tak ustawi regułę. Można zażyczyć sobie, aby o każdej zmianie wprowadzonej przez algorytm być informowanym mailowo – w myśl zasady „ufaj, ale kontroluj”.
Z własnego doświadczenia zachęcam Cię do uważnego śledzenia poczynań reguł wprowadzających zmiany, bowiem czasami przez Twoje niedopatrzenie przy kreowaniu reguły może ona wyrządzić wiele szkód na koncie reklamowym.
Automatyzację skalowania kampanii można osiągnąć poprzez ustawienie reguł automatycznych, które będą monitorować ROAS w ciągu ostatnich siedmiu dni. W ten sposób, jeśli w danej kampanii ROAS będzie zadowalający (np. ROAS > 800%), to budżet dzienny dla tej kampanii wzrośnie o 10%.
Następnego dnia operacja powtórzy się. Trzeba pamiętać też o tym, żeby wdrożyć drugą regułę, która będzie obniżać budżet o 10%, jeśli ROAS nie będzie zadowalający (np. ROAS < 700%). Dzięki temu budżet dzienny będzie dostosowywał się do wyników osiąganych przez kampanię, co zagwarantuje inwestowanie maksymalnych środków w kampanię przy utrzymaniu satysfakcjonującego zwrotu z inwestycji.
3. Skrypty Google Ads
Trzecim i najwyższym stopniem automatyzacji reklam w Google Ads są skrypty (Facebook nie udostępnia narzędzia do tworzenia skryptów bez integracji z API). Są to specjalnie przygotowane fragmenty kodu, napisane w języku JavaScript, które wykonują konkretne operacje na koncie Google Ads. Mogą one łączyć się z zewnętrznymi źródłami danych, takimi jak np. Arkusze Google, co daje ogromne możliwości automatyzacji.
Możesz np. zaimplementować skrypt, który będzie wyświetlać treść reklamy w zależności od pogody w danym regionie. Czyli na przykład będąc właścicielem restauracji, w słoneczne dni można w treści reklamy tekstowej Google Ads zachęcać do skorzystania z pięknej pogody i zjedzenia obiadu w ogródku przy restauracji. Zaś w dni, kiedy pada deszcz, można poinformować o darmowym dowozie obiadu w obrębie 2 km od restauracji. Wysoki CTR gwarantowany!
Co istotne, nie trzeba być programistą, aby implementować skrypty w Google Ads. W sieci można znaleźć mnóstwo darmowych bibliotek z przygotowanymi skryptami. Wystarczy znać JavaScript w minimalnym stopniu, aby dostosować go do swoich potrzeb, np. poprzez ustawienie odpowiednich wartości zmiennych, które mają powodować działanie.
Google udostępnia bibliotekę podstawowych skryptów, które są skonstruowane w taki sposób, aby nawet osoba z minimalnym doświadczeniem z JavaScript była w stanie zaimplementować je do swoich kampanii. Biblioteka skryptów Google Ads dostępna jest pod tym linkiem i można w niej znaleźć gotowe skrypty, m.in. takie jak: symulator efektów kampanii czy wspomniany już wcześniej skrypt zarządzania kampanią w oparciu o warunki pogodowe.
Jak ustawić reguły automatyczne na Facebooku?
Reguły automatycznie dostępne są w panelu Facebook Business Managera w zakładce „Wszystkie narzędzia”, a następnie „Reguły Automatyczne”. Po przejściu na stronę wystarczy kliknąć w spory zielony przycisk „Utwórz regułę” i rozpocząć konfigurację reguły. W panelu konfiguracji jest osiem elementów, których odpowiednie ustawienie zapewni Ci skuteczne wykorzystanie reguł automatycznych.
1. Nazwa reguły
Powinna być prosta i przejrzysta, tak żeby możliwa była szybka identyfikacja wyzwalaczy i zmian, które wprowadza reguła – np. CAPPING>10_last_3_days.
2. Zastosuj regułę do
To miejsce, w którym określa się, czy reguła ma dotyczyć całej kampanii, zestawu reklam, czy tylko kreacji reklamowej – np. Wszystkie aktywne zestawy reklam.
3. Działanie
W działaniu określa się, do jakiej akcji ma dojść w momencie spełnienia warunku. Czyli po prostu definiujemy, co ma za nas zrobić algorytm. – np. Zmniejsz budżet dzienny o 20%.
4. Warunki
Najważniejszy element tej układanki. To miejsce definiuje, kiedy ma aktywować się reguła. Jeśli w tym miejscu popełnisz błąd, to reguła może się nigdy nie uruchomić lub zrobi to w niepożądanym momencie. Warunki trzeba dobrze przemyśleć – np. Częstotliwość > 10.
Warto pamiętać, że w przypadku Facebook Ads mamy do czynienia z dużymi wahaniami wyników. Jednego dnia ROAS może wynosić 100%, a drugiego 2000%. Dlatego tak ważne jest, aby zawsze ustawiać warunki na podstawie wyników z dłuższego czasu (co najmniej kilka dni). Rekomendowane jest również zabezpieczenie w postaci warunku liczby wyświetleń na poziomie co najmniej 8000. Jest to liczba, która umożliwia miarodajną analizę próbki danych.
5. Zakres czasu
To miejsce, w którym konfiguracji podlega okres, na podstawie którego mają być uwzględnione wyniki kampanii – np. Ostatnie 7 dni.
6. Terminarz
Tutaj ustalisz jak często algorytm ma sprawdzać, czy dany warunek został spełniony. Istnieje możliwość ciągłej analizy lub punktowej, np. raz dziennie o wyznaczonej godzinie. Wybranie opcji „Ciągle” może spowodować, że budżet kampanii będzie zmieniany wielokrotnie w ciągu doby, co niekoniecznie będzie miało pozytywny wpływ na wyniki kampanii.
7. Powiadomienie
Parametr, w którym istnieje możliwość wyboru miejsca, gdzie zostaną wyświetlone informacje o wprowadzeniu zmianach w kampanii. Powiadomienia mailowe są lepszą opcją, ponieważ zostaje po nich ślad i zawsze można do nich wrócić.
8. Subskrybent
Wybór użytkowników, którzy otrzymają powiadomienie. Pozwala na wybór jednej lub kilku osób. Jest to przydatna opcja w momencie, gdy dostęp do konta reklamowego ma wielu użytkowników, którzy niekoniecznie śledzą pracę w panelu reklamowym (np. księgowa nie musi otrzymywać maili o zastosowaniu reguły automatycznej).
Konfiguracja reguł w Facebook Ads
Jak ustawić reguły automatyczne w Google Ads?
Panel konfiguracji reguł znajdziemy, podążając za ścieżką: „Narzędzia”, „Zasoby wspólne”, „Reguły”. Będąc w tym miejscu, należy kliknąć w wielki niebieski przycisk z „plusem”, a następnie wybrać, czego ma dotyczyć reguła. Trzeba się dobrze zastanowić, bowiem Google daje naprawdę spory wybór.
Dostępne opcje to: reguły kampanii, grup reklam, słów kluczowych, reklam, słów kluczowych w sieci reklamowej, tematów, dotyczące miejsc docelowych, odbiorców, przedziałów wiekowych, płci, statusu rodzicielskiego czy zakresów przychodów.
W dużym skrócie – reguły mogą dotyczyć praktycznie każdego aspektu optymalizacji reklam w Google Ads. To daje ogromne możliwości – znacznie większe niż w przypadku Facebooka.
Jakie są dalsze kroki ustawiania reguł automatycznych w Google Ads? Musisz wziąć pod uwagę następujące elementy:
1. Nazwa
Powinna być prosta i przejrzysta, tak żeby możliwa była szybka identyfikacja wyzwalaczy i zmian, które wprowadza reguła – np. Bounce-rate > 70%.
2. Właściciel
W tym miejscu pojawia się informacja o ID konta reklamowego, do którego przypisana zostanie reguła.
3. Działanie
To tutaj wyznaczona zostanie aktywność, która ma zostać automatycznie wykonana w momencie wystąpienia zdarzenia, które zostanie zdefiniowane w kolejnym kroku – np. Wstrzymaj kampanie.
4. Zastosuj do
Opcja pozwalająca wybrać kampanie lub całe konta reklamowe, na których obowiązywać ma reguła – np. Zaznaczenie jedynie kampanii produktowej (PLA).
5. Warunki
Kluczowy element tej układanki. Warunki definiują, kiedy algorytm powinien wykonać działanie – np. Współczynnik odrzuceń > 70% – co oznacza, że wyłączone zostaną wszystkie kampanie, z których generowany ruch jest niskiej jakości.
6. Częstotliwość
Jak często algorytm ma sprawdzać, czy warunki zostały spełnione? Raz, a może kilka razy dziennie? W przypadku większości reguł raz na dobę powinno wystarczyć – np. Raz dziennie, pomiędzy 20 a 21, oraz korzystanie z danych zebranych w ciągu ostatnich siedmiu dni]
7. Wyślij wynik pocztą e-mail
Warto być na bieżąco i kontrolować, jak Twoja zautomatyzowana kampania sobie radzi. System zadba, by reklamodawcy nie ominęła żadna zmiana automatycznie wprowadzona do kampanii.
Konfiguracja reguł w Google Ads
Jak zaimplementować skrypt w Google Ads?
Kolejnym krokiem jest implementacja skryptu w Google Ads. Jak to zrobić? Ścieżka, w której znajduje się narzędzie do konfiguracji skryptów, jest niemal bliźniacza jak w przypadku reguł. Czyli kolejno: „Narzędzia”, „Zasoby wspólne”, „Skrypty”. Jednak samo okno implementacji wygląda już zupełnie inaczej, bowiem w przypadku skryptów jest to po prostu pole tekstowe, w którym należy wpisać bądź wkleić kod JavaScript. Wprowadzamy nazwę pliku i gotowe. Skrypt został zaimplementowany. Teraz tylko trzeba sprawdzić, czy działa prawidłowo…
Implementacja skryptu w Google Ads
Reguły automatyczne i skrypty generują olbrzymie możliwości automatyzacji, które w tym momencie wykorzystywane są przez stosunkowo niewielką liczbę marketerów korzystających z Facebook Ads lub Google Ads. Przemyślana i prawidłowa implementacja może zaoszczędzić od kilku do kilkunastu godzin pracy w skali tygodnia. Jak mówi staropolskie przysłowie: warto pracować mądrze, a nie ciężko.
Z badań prowadzonych przez prof. Karen Nelson-Field z University of Adelaide wynika, że poziom uwagi poświęconej reklamie i spadek skuteczności reklamy są ze sobą powiązane. Co to oznacza w praktyce? Im więcej sekund aktywnej uwagi odbiorcy, tym dłużej marka pozostaje w jego pamięci. W moim zestawieniu wybieram niestandardowe kampanie, które mogą Cię zaciekawić, zainspirować, a nawet czegoś nauczyć. W nich wszystkich chodzi o to samo, czyli o wspomnianą atencję odbiorcy. Jak zainteresować reklamą odbiorców? Sprawdźmy, kto robi to najlepiej.
Polacy nie lubią reklam?
Według CBOS aż 86% Polaków reklam nie lubi, a prawie połowa czuje się przymuszona do ich oglądania lub wysłuchiwania. Pracując i spędzając czas wolny w bańce osób związanych z marketingiem i reklamą, moglibyśmy odnieść wrażenie, że efekty naszej pracy są zgoła odmienne, a jednak raczej ludzi wkurzamy. Jest jednak światełko w tunelu. Coś, co mimo nieciekawej sytuacji pozwala na wiarę w zmianę tego rezultatu niczym obroniony karny w meczu Polski z Arabią Saudyjską. Otóż 13% respondentów ma do reklam stosunek pozytywny. To dla nich musimy się starać i szukać nieustannych inspiracji.
W badaniach przeprowadzonych przez CBOS w 2009, 2015 oraz 2021 r. widać wyraźny wzrost odsetka osób, które reklam NIE LUBIĄ i starają się ich uniknąć. Niezmiennie najwięcej respondentów przyznaje, że nie jest to możliwe, a rozmaite formy reklamy atakują ich dosłownie wszędzie.
Poświęcając chociaż trzy minuty na przemyślenie tego zagadnienia, rzeczywiście trudno się nie zgodzić. Wystarczy przeanalizować drogę do pracy. Billboardy, reklama radiowa, reklama w tramwaju, na tramwaju, na przystanku, w metrze, w pociągu, w windzie, na bankomacie, a nawet nad pisuarem w biurowcu. Towarzyszy nam również przebodźcowanie. Może to wynikać z faktu, że liczba danych na świecie podwaja się co dwa lata. W tym czasie produkujemy ich więcej niż przez 20 tys. lat historii ludzkości. Jak zatem zwrócić uwagę na swoją markę w tej fali informacji, zmęczenia reklamami i ich bylejakością? Spójrz na kilka kampanii, które wybrałem, żeby Cię zainspirować. Ich kolejność jest przypadkowa.
1. Louis Vuitton x Yayoi Kusama
Reklama może być sztuką. A co może wyniknąć z połączenia unikatowych światów reklamy, sztuki i mody? Odpowiedzią na to pytanie może być nieszablonowa współpraca luksusowej marki Louis Vuitton oraz artystki Yayoi Kusamy, gdzie sztuka stała się użytkowa. Jej charakterystyczne elementy zyskały praktyczne zastosowanie, a dzięki temu twórczość ma szansę dotrzeć do osób, które dopiero otwierają się na doświadczenie artyzmu.
Już sama współpraca byłaby warta uwagi, ale niestandardowe działania sprawiły, że zwróciłem na nią uwagę w sieci i postanowiłem podzielić się nimi z Tobą. Po takich akcjach jak przejęcie gigantycznego billboardu Cross Shinjuku Vision w Tokio i umieszczenie ruchomego robota animatronicznego Yayoi Kusama w sklepie przy 5th Avenue w Nowym Jorku, firma Louis Vuitton dokonała ogromnej metamorfozy swojego flagowego sklepu Maison Champs-Élysées w Paryżu. Na całym budynku w stylu Art Déco, zbudowanym przez Georgesa Vuittona w 1912 r., znalazły się kolorowe kropki Kusamy.
Wczoraj miałem 18 lat, dziś mam 31, jutro skończę 44, a co będzie pojutrze? Nie zastanawiam się nad tym i Ty pewnie też nie. To do nas skierowana jest kampania banku ING, który chciał zachęcić Polaków do myślenia i rozmawiania o swojej przyszłości finansowej i życiu na emeryturze. W tym celu wykorzystano algorytmy kreowania obrazów przez sztuczną inteligencję (AI). W ramach akcji „Ja w przyszłości. Powered by AI & ING” bank pomagał Polakom zwizualizować ich przyszłość i w ten sposób inspirował do myślenia o niej.
„Życie na emeryturze nieczęsto pojawia się w myślach statystycznego Polaka. Nasze badanie pokazało, że połowa z nas nie rozmawiała o tym w ciągu ostatniego półrocza, a ponad 20% młodych ludzi nie zastanawia się nad tym w ogóle. Jeśli temat się pojawia, zazwyczaj łączy się z lękiem, a nie z nadzieją. Myślenie o sobie w odległej przyszłości jest wyzwaniem dla naszych umysłów i dlatego jest takie trudne. W naszej kampanii postanowiliśmy trochę to ułatwić. Sztuczna inteligencja pomaga nam przekroczyć ograniczenia ludzkiego umysłu. Dzięki możliwościom AI możemy zbudować wizję siebie i naszego bezpośredniego otoczenia za kilkadziesiąt lat. Liczymy, że to pomoże Polakom oswoić się z myślą o ich przyszłości i zainspiruje do zadbania o swój finansowy dobrostan na emeryturze” – mówi Barbara Pasterczyk, dyrektor odpowiedzialna za komunikację marketingową w ING Banku Śląskim.
„Ja w przyszłości. Powered by AI & ING”, rynek w Krakowie. Źródło: https://media.ing.pl/
3. Otwarte Klatki z kampanią przeciw hodowli zwierząt na futra
Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało spot, w którym pokazano reakcje znanych osób na nagrania z polskich ferm futrzarskich. Celem projektu zrealizowanego przez Otwarte Klatki była zbiórka podpisów pod #FurFreeEurope – Europejską Inicjatywą Obywatelską dążącą do wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt na futro w Unii Europejskiej i zakazu importu futer na tereny krajów UE.
4. Płacząca rzeźba w centrum Madrytu
W wielu miejscach karmienie piersią w przestrzeni publicznej wciąż budzi kontrowersje i stanowi temat tabu. Badanie przeprowadzone przez LOLA MullenLowe i Lino Market Research Spain, w grudniu 2022 r. pokazuje, że 52% Hiszpanek musiało się ukrywać, aby nakarmić swoje dziecko w miejscu publicznym, a aż 63,5% badanych przyznało, że czuły się oceniane w tym kontekście. Choć karmienie piersią w przestrzeni publicznej nie jest prawnie zabronione, nawet 15% kobiet doświadczyło krytyki i było aktywnie zachęcanych do zakrycia się, pójścia w bardziej ustronne miejsce lub do toalety.
Wśród polskich marek na ten problem uwagę zwróciła np. marka YES, a w Hiszpanii jakiś czas temu głośno zrobiło się o płaczącej rzeźbie w centrum Madrytu. Otóż na Placu Muzeum Reina Sofia została zainstalowana wielka rzeźba płaczącego niemowlaka, która przyciągała uwagę przechodniów nie tylko swoimi rozmiarami i niepokojącym wyglądem oraz nieustannym płaczem… Instalacja została zaprojektowana tak, aby dziecko szlochało 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu – dopóki nie zostanie uchwalona ustawa o karmieniu piersią w przestrzeni publicznej.
5. Poruszająca kampania zwracająca uwagę na problem przemocy domowej
Działająca w Kazachstanie organizacja KazFem wypuściła projekt, który ma na celu nagłośnienie przemocy domowej wobec kobiet. W jego ramach powstał portal „Schitaetsya”, gdzie zamieszczono oparte na raportach organizacji pozarządowych i agencji rządowych dane dotyczące ofiar przemocy. Obrazują je wymowne wykresy i mapy.
Źródło: https://www.adsoftheworld.com/
6. Ponad 3-metrowa figura Chyżoszpona z gry Horizon Forbidden West
Wróćmy na chwilę do Polski, a konkretnie na stok Kotelnica Białczańska w Białce Tatrzańskiej. Jakiś czas temu pojawiła się tam rzeźba Chyżoszpona ze świata Horizon. Figura metalowej bestii stanęła na szczycie Kotelnicy i była dostępna dla wszystkich narciarzy oraz fanów przygód Aloy. Ta niestandardowa akcja, która miała zwrócić uwagę odbiorców, stała się hitem w sieci, a za inicjatywą stała Sony Interactive Entertainment w ramach akcji promocyjnej gry i lokalnych działań dotyczących kampanii Live from PS5. Nie jestem fanem gier, ale trudno przejść obojętnie obok tak wielkiej bestii, a przecież o ten brak obojętności chodzi.
Rzeźba Chyżoszpona w Białce Tatrzańskiej
7. Karta na zdrową żywność
Od 1990 r. liczba dzieci borykających się z problemem nadwagi wzrosła ponaddwukrotnie. Zmaga się z nią już co czwarty chłopiec w Polsce w wieku zaledwie 5–9 lat*! Ten problem ma jednak wymiar globalny, a jego największe spustoszenie dla zdrowia można zaobserwować m.in. w USA.
* J. Szymborski, K. Jakóbik, Zdrowie dzieci i młodzieży w Polsce, BIULETYN RPO materiały
Problemem jest nie tylko brak świadomości dotyczącej wpływu niezdrowej żywności na nasze zdrowie, ale także nierówności społecznych i braku środków na zakup zdrowszych i droższych produktów. Rewolucyjny może być pomysł zaprezentowany przez organizację non profit About Fresh z Bostonu w Stanach Zjednoczonych. Na czym polegała ta inicjatywa?
Pacjenci kliniki w Boston’s Mass General Brigham, którzy zmagają się z niedoborem żywności, mogli uzyskać „receptę” na owoce i warzywa. W ciągu tygodnia od wizyty na wskazany adres została wysłana specjalna karta debetowa, za pomocą której mogli bezpłatnie zaopatrywać się w produkty w lokalnych sklepach spożywczych. Karta o nazwie Fresh Connect była wydawana przez Pathward, NA, zgodnie z licencją udzieloną przez Mastercard International Incorporated, i była przeznaczona do współpracy ze standardowym systemem przetwarzania płatności używanym przez sprzedawców detalicznych w Bostonie.
Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Tufts wykazało, że recepta na zdrową żywność może być równie opłacalna jak zapobiegawcze leczenie farmakologiczne w przypadku takich chorób, jak cukrzyca, nadciśnienie czy wysoki poziom cholesterolu. Choć projekt wydaje się dopiero w początkowej fazie, to nie mogę doczekać się jego rozwoju i wprowadzenia w Polsce.
Źródło: https://www.aboutfresh.org/fresh-connect/
8. Jak przyciągnąć uwagę, czyli casus środków do czyszczenia komina
Reklama z kilkoma kontrowersyjnymi żartami trafiła na Wykop.pl i JoeMonster, gdzie stała się viralem. Krótki klip pełen niewybrednych dowcipów opowiadał historię Pani Mikołajowej, która skarżyła się na samotne wigilie oraz pracę męża, a także na to, że brudne kominy przysparzają jej dużo pracy. Przez nie musi z trudem prać brudne ubrania Świętego Mikołaja. Bohaterka spotu polecała używanie szczotki Tajfun, dzięki której oszczędziłaby sobie trudu.
Wielokrotnie powtarzaliśmy, że aby zwrócić uwagę odbiorców, często trzeba poruszyć temat tabu albo posłużyć się kontrowersją. Jak możemy przeczytać na portalach branżowych, twórcy szczotki Tajfun na jednej z konferencji poświęconych marketingowi natknęli się na stand-upera Karola Modzelewskiego, który wraz ze swoim zespołem tworzy filmy przykuwające uwagę. Autorowi (jak nam wszystkim) zależy na tym, aby odbiorca dotrwał do końca reklamy i nie pomijał jej po pierwszych pięciu sekundach.
9. Parówki jak złoto!
Kolejnym przykładem niestandardowego marketingu made in Poland jest niekonwencjonalne podejście do walentynkowego szaleństwa w jednym z salonów jubilerskich w Giżycku, gdzie w alternatywie do pierścionka można było znaleźć… parówki! Dlaczego parówki akurat w salonie jubilerskim? Odpowiedź stanowi ich skład – dobry i czysty niczym złoto! Za akcją stała marka Dolina Dobra. Zamiast wręczać drugiej połówce niejadalną różę warto pomyśleć o czymś oryginalnym, smacznym, naturalnym i przyjaznym dla środowiska, takim jak parówki od Doliny Dobra. A jeśli te parówki połączymy ze wspólną kolacją, podczas której najważniejszy będzie czas spędzony razem, zamiast kulinarnych eksperymentów, może nam wyjść przepis na walentynki idealne!
Jak sztuczna inteligencja wpłynie na naszą pracę? Jak my, marketerzy, możemy ją wykorzystać, aby AI działało dla nas? I dlaczego mam problem z samym określeniem „sztuczna inteligencja”? Tego dowiesz się z tego artykułu!
Pojęcie „sztuczna inteligencja” jest dla mnie trochę oksymoronem. Inteligencja jest czymś, co charakteryzuje nas! Żywe istoty. Wiem, wiem. Już dziś AI przeskakuje nas o kilka długości nie tylko w tak banalnych działaniach jak skomplikowane obliczenia, ale też tworzenie scenariuszy, grafik czy opracowań – oczywiście wszystko robi w kilka sekund i nie potrzebuje do tego grama kofeiny.
Dla mnie na ten moment AI jest bardzo szybkim liczeniem i ekspresowym, zgrabnym „wypluwaniem” analizy z tego liczenia. Takie patrzenie na sztuczną inteligencję pozwala lepiej zrozumieć, co możemy z nią zrobić (albo co ona może zrobić z nami). AI rozumiana jako szybkie liczenie i zgrabne wypluwanie (w skrócie SLiZW) opiera się na:
sieciach neuronowych,
uczeniu maszynowym,
robotyce,
tonach danych,
analizie,
wnioskowaniu,
prognozowaniu,
przewidywaniu (w tym zagrożeń).
W skrócie: sztuczna inteligencja bierze dane i aby je przeanalizować, korzysta z sieci neuronowych, uczenia maszynowego – całej robotyki. Po kilku sekundach zwraca nam odpowiedź – trochę jak z kalkulatorem czy z Excelem. Gdybyśmy mieli wykonać tę pracę sami, zajęłoby nam to znacznie więcej czasu.
Sztuczna inteligencja genialnie wspiera medycynę, badania kliniczne, wyłapuje szczegóły i niuanse. Pozwala nawigować pomiędzy zagrożeniami, których ludzkie oko nie jest w stanie wyłapać, np. w analizie badań naszego ciała, finansach, transporcie, w moim ukochanym rolnictwie. Na marginesie: to, jak sztuczna inteligencja jest wykorzystywana w świecie agro, to jest jakiś kosmos w porównaniu np. do jej wykorzystywania w branży automoto.
Coraz powszechniej wykorzystuje się ją także w marketingu. Mamy mnóstwo danych, możemy na ich podstawie precyzyjnie targetować reklamy, co pomaga w nieprzepalaniu budżetu. Przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji przygotowuje się oferty, tworzy treści. Istnieją agencje, które już dziś tworzą całe strategie dla marek, wpisując w narzędzia AI hasła kluczowe. AI wykorzystuje się również już od dawna chociażby w obsłudze klienta (np. w formie livechatów).
Automatyzacja służy marketerom. A co z ludźmi?
No więc o co chodzi? Dlaczego sztuczna inteligencja rozumiana jako szybkie liczenie i wypluwanie danych ma być jakąkolwiek przeszkodą? Doskonale wiemy, że automatyzacja służy marketerom. A co służy ludziom? Również automatyzacja. Lubimy wygodę i porządek. Lubimy, jak coś jest nam dostarczane ekspresowo – informacje, wnioski, analizy. Excel, kalkulator – to są podstawy, które bardzo ułatwiają nam życie.
Jednak należy pamiętać o tym, że choć szybko przyzwyczajamy się do dobrego – tego co szybkie i wygodne – z gruntu kochamy jednak ludzi. Zawsze bardziej niż automaty.
Odczułam to na własnej skórze, kiedy kilka lat temu pracowałam w Brand24. Brałam wtedy udział w projekcie, który miał na celu budowanie świadomości tej marki na rynku globalnym (głównie w Stanach Zjednoczonych). Oczywiście, mieliśmy na to przeznaczony pewien budżet, mieliśmy do dyspozycji pewne narzędzia, jednak możliwości były ograniczone, dlatego należało podejść do tego sprytnie. Bo zwiększenie świadomości polskiej marki, polskiego narzędzia w wielkiej Ameryce nie było prostym zadaniem.
Moja rola polegała na stworzeniu bazy topowych marketerów i wysyłaniu do nich (każdym możliwym kanałem) spersonalizowanych wiadomości. Tak, aby faktycznie chcieli ją przeczytać i skorzystać z naszego narzędzia, biorąc pod uwagę, że takich propozycji i ofert od różnych firm dostawali mnóstwo. Osoby te bardzo doceniły spersonalizowaną, ludzką komunikację – która moim zdaniem nie jest możliwa przy wykorzystaniu AI.
W ramach tych działań promocyjnych dodatkowo przygotowaliśmy raport „Top 100 digital marketing influencers”, który zaprezentowaliśmy na naszym stoisku na konferencji Social Media Marketing World w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej, tworząc najbardziej soczyste, spersonalizowane wiadomości, poinformowaliśmy osoby uwzględnione w raporcie, że znalazły się w takim zestawieniu, że będziemy na tym wydarzeniu, że z chęcią spotkamy się na żywo.
Efekty? Między innymi Guy Kawasaki, bardzo znany amerykański specjalista od marketingu, który odpowiadał za marketing komputera Macintosh, pochwalił się w swoim wpisie na Twitterze, że znalazł się na 5. miejscu naszego raportu, wzmiankując Brand24! I nie on jedyny.
Rozmawiałam z wieloma absolutnie topowymi influencerami w branży marketingowej i PR-owej i właściwie wszyscy znali, czytali nasz raport. Kilkadziesiąt osób opisało go w swoich postach. Sprawiło to, że rozpoznawalność naszej marki znacznie wzrosła, zasięgi wzniosły się na wyżyny, a branża dowiedziała się o naszym white paper, a co za tym idzie – poznali markę. To jest sukces, którego nie odnieślibyśmy dzięki sztucznej inteligencji, bez tytułowego human touch.
Miłość do unikatowości i odręczności
Jako ludzie kochamy to, co jest unikatowe, odręczne i nieperfekcyjne o wiele bardziej od tego, co jest idealne – zwłaszcza w dobie masowej produkcji. Świadczy o tym chociażby boom na polską ceramikę, która jest absolutnie wyjątkowa, a równocześnie pięknie nieidealna. Wtedy mamy poczucie, że ktoś zrobił coś specjalnie dla nas, poświęcił na to swój czas – i jesteśmy w stanie zapłacić więcej.
Perfekcja nas nudzi – potwierdza to rosnący w siłę ignorant design. To proste, nieidealne kreski, rysunki, które wydają się stworzone nie tyle niedbale, co naturalnie w swej formie. Przejawia się w designie, sztuce, życiu codziennym, w tatuażach. Charakteryzuje go surowość, wręcz prymitywność, nierzadko groteska, to coś, co sprawia, że dany produkt czy dzieło ma charakter „home made”. Widać to w ceramice, w grafikach, w przedmiotach użytku codziennego. I to po doba nam się coraz bardziej. Materiały, dzieła, obrazy, które pokazują, że autor zaprezentował to, co bezpośrednio miał w głowie i sercu. Bez retuszu, sztucznego wygładzania. Zrobił to człowiek z całym swoim talentem, pomysłem i niedoskonałością.
Jesteśmy nielogiczni, nieprzewidywalni, niedoskonali. Emocjonalni. Zmienni. I nawet jeżeli jako ludzie wykształcamy pewne modele zachowań, jeżeli 300 razy zrobimy coś tak samo, a nagle spotka nas sytuacja, która sprawi, że wypadniemy z wyuczonego schematu, to tony bazy danych mogą stać na koniec znacznie mniej użyteczne, niż zakładaliśmy.
Marki, które będą elastyczne, uważne, te, które nauczą się, że jako ludzie mimo wyuczonych zachowań potrafimy zrobić nagle coś kompletnie nieprzewidywalnie, będą z przodu.
Przekonał się o tym Janek Sikora z Plente, który jakiś czas temu namierzył swoją potencjalną klientkę, która nagle przestała odpowiadać mu na wiadomości, choć deal był już prawie dograny. Janek dowiedział się, że kontakt się urwał, ponieważ druga strona wybrała się na wakacje. Dzięki mediom społecznościowym dowiedział się, kiedy i skąd wraca. Podjechał na lotnisko po nią i jej rodzinę w stroju szofera i zaprosił ich do wynajętej, ekskluzywnej limuzyny. Efekt? Deal został domknięty. Human touch w pełnej okazałości.
To, że kochamy taki ludzki czynnik, udowadniają chociażby influencerzy, którzy cieszą się w swoich social mediach z odręcznie napisanych przez marki listów. Jest to znamienne zwłaszcza teraz, w czasach kiedy różne komunikatory umożliwiają nam natychmiastowy kontakt, a niektóre z nich uczą się naszych ścieżek pisania, podpowiadając kolejne słowa, a my możemy tylko zatwierdzać te propozycje, klikając „spacja, spacja, spacja”.
Chcemy być docenieni
Chcemy czuć się wyjątkowo i być traktowani przez marki jako odrębne jednostki. Przekonała się o tym rodzina, która przez przypadek pozostawiła w hotelu Ritz-Carlton maskotkę swojego dziecka. Chłopiec niesamowicie zmartwił się brakiem pluszowego kumpla, a rodzice zwrócili się do obsługi z zapytaniem, czy przypadkiem nie znaleźli pluszowego Joshiego.
Co zrobiła obsługa hotelu? Dostarczyła zdjęć, które dowodziły, że Joshie miał wakacje życia, jednocześnie uspokajając chłopca, że jego ukochana maskotka jest cała i zdrowa. Cała akcja rozniosła się viralowo dzięki kreatywności zespołu hotelowego.
Zdjęcia Joshiego wysyłane do jego rodziny przez obsługę hotelu Ritz-Carlton. Źródło: www.choosetothinq.com
Czy AI zastąpi marketerów?
AI przygotowuje rozwiązania, które coraz częściej są bliskie ideału albo starają się do niego dążyć. Jednak uwarunkowania naszej natury, naszego mózgu sprawiają, że dla nas to będzie wygodne, ale nie spowoduje, że się w tym zakochamy.
Sztuczna inteligencja już teraz staje się naszą codziennością i z dnia na dzień będzie się w niej coraz bardziej rozgaszczać. Czujemy to, o czym świadczą co rusz pojawiające się pytania o to, czy AI zastąpi człowieka. Moim zdaniem… tak. Zastąpi, ale nie każdego.
Zagrożeni są ci, którzy są zastali, niekreatywni, którzy nie będą sztucznej inteligencji wykorzystywać. Bo należy pamiętać o tym, że AI daje przewagę tym, którzy traktują ją jako ułatwienie swojej pracy, ale dodają do niej human touch. Taki „ekstras”, którego sztuczna inteligencja na ten moment nie ogarnia – a w mojej ocenie nie ogarnie go nigdy.
Bo o ile endorfiny i dopamina potrafią nam się wydzielać w konsekwencji używania np. mediów społecznościowych, o tyle oksytocyny, czyli hormonu uwalniającego się np. wtedy, gdy kogoś przytulamy, technologia prawdopodobnie nie będzie w stanie przeskoczyć.
Wykorzystujmy AI. Ale niech ona nam służy, niech ułatwia (a w medycynie – nawet ratuje) nam życie. To my musimy zdecydować, co nas wyróżnia w tym całym szumie komunikacyjnym. A do tego dziś są i zawsze będą umiejętność obserwacji, słuchania i empatia.
Amerykanie nie lubią jeść soczewicy. Skąd to wiem? W 2022 r. sieć hoteli Accor wdrożyła innowacyjny system o nazwie Orbisk. Dzięki niemu hotelowe restauracje marnują mniej jedzenia. Jak działa?
Zanim obsługa hotelu wyrzuci talerz z niedokończonym jedzeniem do kosza, podstawia go pod specjalną maszynę, która robi zdjęcie talerza. Sztuczna inteligencja identyfikuje składniki na talerzu. Na podstawie tych informacji połączonych z danymi o gościach hotelowych szef kuchni dostaje rekomendacje, których dań robić więcej, a których mniej. Okazało się, że Amerykanie nie zjadają soczewicy, którą z ciekawości nakładali sobie na talerz.
Takich asystentów AI będzie coraz więcej. Zarówno w profesjonalnych zastosowaniach – na pewno słyszałeś o systemach, które pomagają radiologom wynajdować anomalie na zdjęciach rentgenowskich – jak i w zastosowaniach prywatnych. Istnieje aplikacja, która pomaga w odróżnianiu grzybów jadalnych od trujących, no i oczywiście jest nawigacja, która podpowiada Ci, którędy masz jechać.
Wiesz, kiedy taki asystent AI przestaje być pomocny? W dwóch przypadkach. Pierwszy scenariusz jest taki, że nie potrafimy używać narzędzia, które dostajemy. To racjonalny powód. Drugi scenariusz: ignorujemy rady. Uważamy, że wiemy lepiej. Dziś chciałbym dać Ci narzędzia i metody do uporania się z oboma tymi scenariuszami.
Niewłaściwe wykorzystanie narzędzi AI
Zacznijmy od używania modeli językowych. Narzekamy, że generują one przewidywalne, miałkie teksty. Jakiś czas temu Iga Świątek opublikowała na Facebooku informację o tym, że została pierwszą w Polsce ambasadorką marki Lancôme. Od razu – jak to w internecie – wysypały się komentarze od znawców różnego rodzaju, instruujące Igę, jak ma żyć, co ma robić i jak ma pisać posty w social mediach. Leave Iga Alone!
Ale to, na co chcę zwrócić uwagę, to powtarzający się motyw: posty Igi wyglądają tak, jakby pisał je ChatGPT. Czy ChatGPT pisze złe posty? Nie, tylko trzeba się nauczyć go używać porządnie.
I nie, to nie jest artykuł o prompt engineeringu – przynajmniej nie takim, jak myślisz. Trafiłem ostatnio na e-book o różnego rodzaju pomocnych promptach. Bardzo prominentną sekcją było tam namawianie Chata GPT, żeby wcielił się w rolę tego czy innego wielkiego umysłu. Przykro mi, ale to nie działa. ChatGPT jest w stanie wcielić się w Steve’a Jobsa tak samo, jak osoba komentującą na LinkedInie jest w stanie wcielić się w Igę Świątek. Taki „znawca” twierdzi, że Iga jest w swoich postach nieautentyczna – i mniej więcej takiej samej wartości są twierdzenia Chata GPT, któremu kazałeś myśleć, że jest Elonem Muskiem.
Najpierw musisz się czegoś… oduczyć!
Skoro nie tędy, to którędy pójść? Porozmawiajmy o dwóch sposobach wchodzenia w interakcję z modelami językowymi. Jeden przyda się do generowania tekstów, a drugi do generowania obrazów.
1. Jak generować wartościowe teksty?
Zacznijmy od tekstów. Tutaj najpierw musimy się czegoś… oduczyć. Modele językowe działają tym lepiej, im więcej materiału dostaną na wejściu. To, co nazywamy miałkim stylem Chata GPT, jest niczym innym, jak regresem do średniej – uśrednionym stylem komunikacji całego modelu językowego. Im bardziej go rozbujamy, tym bardziej się od tej średniej odchyli i wygeneruje dla nas coś wartościowego.
Problem polega na tym, że używamy modeli językowych tak, jakbyśmy używali wyszukiwarki Google’a.
Google przyzwyczaił nas to tego, że łapie w lot nasze intencje, więc wyszczekujemy do niego słowa kluczowe, nawet nie przejmując się konstrukcją pełnych zdań. Chcemy się dowiedzieć, jakie są najlepsze restauracje serwujące chińskie jedzenie w Warszawie? Wpisujemy: „chińska restauracja Warszawa” i oczekujemy, że Google przejmie pałeczkę. Google serwuje nam mniej więcej te same odpowiedzi. I nam to nie przeszkadza. Ale w przypadku modelu językowego, który ma generować posty na media społecznościowe, już zaczyna przeszkadzać.
Ogólna reguła powinna być taka: im więcej słów w zapytaniu, tym bardziej odległy od średniej będzie wynik, który otrzymasz od modelu językowego. Zatem wpis typu „Wygeneruj mi post do social mediów przedstawiający zalety MacBooka Air” wygeneruje papkę w stylu Chata GPT.
Ale zrób prompt: „Myślałem ostatnio o MacBooku Air. Zastanawiałem się, czy go kupić. Niby jest lekki, waży niewiele więcej niż pszczoła w locie, ale z drugiej strony boję się, czy procesor bez wiatraka da sobie radę przy moim stylu pracy. Robię na komputerze prezentacje, ogarniam sprawy firmowe, czasem zdarza mi się zmontować jakiś film w DaVinci Resolve (nie lubię jakoś Final Cut Pro). Weź te moje rozterki, dodaj to, co wiesz o MacBooku Air i napisz post do social mediów, który używa mojego języka, mojego stylu i mówi o zaletach MacBooka Air. Niech post będzie zabawny. Zwróć uwagę na zastosowania, o których pisałem. Wpleć w post słowo makrela”. Podziwiaj wyniki.
2. Jak „namalować” obraz przy pomocy AI?
Takie same „szczeknięcia” próbujemy stosować przy generowaniu obrazów. I niestety, to kwestia przyzwyczajenia. Socjologowie zauważyli, że dzieci w interakcjach z modelami językowymi używają o wiele dłuższych promptów niż dorośli, wychowani na Google’u. A tu dochodzi jeszcze jeden problem. Ale tym razem winna nie jest żadna stara technologia, tylko nasz własny mózg. A konkretnie język, którego używamy. Dlaczego? Ponieważ nie jest stworzony do malowania obrazów. Skąd to wiemy?
David Ogilvy, jeden z najsłynniejszych copywriterów świata, w 1958 r. dostał zadanie zareklamowania Rolls-Royce’a. Nie wiem, czy spotkała Cię kiedyś okazja, aby doświadczyć przejażdżki tym samochodem – jeśli nie, wszystko przed Tobą. Ale gdybyś dostał zadanie opisania go, jakich słów byś użył?
Ludzie, których pytam o to na szkoleniach, odpowiadają „luksusowy, prestiżowy i elegancki”. Ale teraz wyobraź sobie następujący eksperyment. Opisujesz tego Rollsa za pomocą słów „luksusowy, prestiżowy, elegancki”, a potem wpuszczamy na salę nową osobę. I robimy jej wprowadzenie: grupa miała proste zadanie: opisz przedmiot. Opisali go za pomocą słów prestiżowy, luksusowy, elegancki. Twoje zadanie jest równie proste: narysuj ten przedmiot. Jak Ci się wydaje, jaki procent narysuje Rolls-Royce’a? Powyższe słowa równie dobrze opisują dom, płaszcz, obiad w restauracji, bal u księcia w baśni o Kopciuszku i tak dalej.
„Prestiżowy, luksusowy i elegancki” to tzw. słowa wytrychy. Wytrych to klucz, który pasuje do każdego zamka. Tak samo te słowa – pasują do mnóstwa kontekstów. Używamy ich, bo są łatwe – nie musimy się zastanawiać, o czym jest rozmowa i możemy do takiej rozmowy dołączyć, budować relacje z rozmówcą, niczego jednocześnie nie wnosząc. Mówiąc metaforycznie: te słowa nie malują obrazów w głowie odbiorcy.
Ale kiedy próbujemy dogadać się z modelem językowym, który ma dla nas namalować obraz, przestaje to być metaforyczne. Dosłownie używamy słów, które nie malują obrazów w głowie odbiorcy! Jak sobie z tym poradzić?
Narzędziem, którego powinniśmy użyć, jest coś, co pochodzi zarówno z technik storytellingowych, których uczę, jak i z projektowania doświadczeń (UX design). Mapa empatii. Mapa empatii nakłada na nasz mózg swego rodzaju kaganiec, ograniczając słowa, których chcemy użyć jedynie do doznań zmysłowych. W mapie empatii mamy pytania naprowadzające na te doznania zmysłowe:
Co widzisz? Zwróć uwagę, że w kwestii tego, co możemy zobaczyć, jest bardzo niewiele prymitywnych kategorii. Możemy zobaczyć kolory (czarny, czerwony), kształty (prostokątny, okrągły) oraz relacje między tymi kształtami. Relacje mogą być statyczne (po lewej stronie, po prawej stronie) albo dynamiczne (przed, za, zbliża się, oddala się).
Pozostałe pytania z mapy empatii dotyczą kolejnych zmysłów: co słyszysz, co czujesz (w sensie zapachu), jakie to jest w dotyku. Tej części mapy empatii nie używasz bezpośrednio przy generowaniu obrazów, ale tu zwrócę uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze: inne doznania zmysłowe mogą pomóc w prompcie przy generowaniu kontekstu. Po drugie: warto się ich nauczyć, bo asystenci wirtualni potrafią o wiele więcej niż tylko generowanie obrazu i posługiwanie się precyzyjnym językiem do opisania np. doznań dotykowych pozwoli na lepsze identyfikowanie przedmiotów dla ludzi z wadami wzroku, doskonale przydaje się też w edukacji do multizmysłowej nauki.
Ignorowanie rekomendacji AI
Porozmawiajmy teraz o drugim scenariuszu. Asystent AI daje Ci rekomendację, którą Ty… ignorujesz. Bo wiesz lepiej. Wbrew pozorom skłonienie ludzi do zmiany zdania to bardzo ciężka robota. Co zatem wpływa na efektywność przekonywania asystentów AI? Z jednej strony to kwestia programowania tego asystenta, ale z drugiej – i są na to badania – to Twoja osobowość.
Wyobraź sobie, że Twój samolot ląduje w pięknej Austrii. Zaraz po przyjeździe czeka Cię zawód: nie ma kangurów. Co będziesz robić, jeśli nie możesz podziwiać kangurów? Możesz iść… na grzyby. Ale jako turysta niezaznajomiony z tutejszą florą nie potrafisz odróżnić grzybów jadalnych od trujących. Wchodzi apka AI, cała na biało-czerwono (bo zaprojektowana przez austriackich naukowców z Uniwersytetu w Linzu), która może Ci pomóc. Pokazujesz jej grzybek, a ona mówi, czy jest trujący, czy nie.
No i teraz ważna kwestia. AI nie jest nieomylne. A konsekwencją takiej pomyłki, której nie wyłapaliśmy, jest zjedzenie trującego grzyba. Czyli gra toczy się o dość wysoką stawkę. Jak ustawić interakcje, żeby zmaksymalizować efektywność takiej współpracy?
Efektywność rozumiana jako szybsze podejmowanie decyzji oraz lepsze wyłapywanie błędnych rekomendacji od AI. Benedikt Leichtmann, Christina Hummer oraz ich koledzy i koleżanki starali się zbadać dokładnie ten problem. Mieli dwie hipotezy: poprawę efektywności osiągniemy, sprawiając, żeby ludzie lepiej rozumieli, jak działa AI, jak działają algorytmy sortujące, machine learning itp.
No i druga rzecz: kolejnym czynnikiem poprawiającym efektywność jest pokazanie ludziom, jak AI doszła do konkretnej rekomendacji, np. wyświetlając im obrazki innego grzyba, który jest tego samego gatunku. Co się okazało? Technologiczne ogarnięcie nie ma żadnego wpływu na efektywność asystentów AI. To, co jest skorelowane z efektywnością, to właśnie wizualizacja procesu i pokazanie argumentów.
PORADA
Zatem: jeśli chcesz podejmować lepsze decyzje, każ AI tłumaczyć się z rozumowania i powoływać się na źródła. Mój ChatGPT jako jedną z custom commands ma właśnie to: „If I’m asking questions, provide not only the answer, but also the reasoning behind it and link me to the available sources”.
Ale to jeszcze nie koniec. Efektywność Twojego asystenta AI pójdzie do piachu, jeśli będziesz mu za każdym razem zaglądać przez ramię i kwestionować jego decyzje. Skąd to wiemy?
W artykule „The Effects of Trust and Control on Human-AI Collaboration” (Human Factors, 2023) autorzy opisują eksperyment, który zaprojektowali. Ludzie mieli za zadanie sortować zdjęcia przy pomocy asystentów AI. Do badania wprowadzono dwie zmienne.
Pierwsza to zaufanie: uczestnicy dostawali informację o tym, że asystent AI jest doskonałej jakości albo że jest nędzny w sortowaniu zdjęć. Była też grupa, która dostawała neutralne informacje na ten temat.
Druga zmienna to poziom kontroli: ludzie mogli sprawdzać i kwestionować decyzje AI, mogli dawać jej sugestie, których AI nie musiała się trzymać albo mogli zostawić AI w spokoju.
Wyniki są bardzo ciekawe: zaufanie do AI jest najlepszym predyktorem efektywności takiego zespołu. Ludzie, którzy ufali rekomendacjom AI oraz decydowali się ją rzadziej kontrolować, osiągali najlepsze wyniki.
Oznacza to, że poprawianie po AI jest często pozbawione sensu. To, że uważamy, że post wygenerowany przez AI jest nędznej jakości, może być tym, co w analizie danych nazywamy „red herring”, czyli czerwony śledź. To taki kawałek w Twoich danych, który być może świeci jasno, ale nie ma wpływu na wyniki. Czyli może się okazać, że post wygenerowany przez AI, który razi Cię stylem, generuje tyle samo lajków, zasięgu, komentarzy co Twój wycyzelowany i wypieszczony wpis. W takim przypadku nie ma sensu poświęcać czasu na to cyzelowanie. Problem w tym, że łatwiej to powiedzieć, niż zrobić. Dlaczego? Bo Twoja osobowość – a konkretnie jeden jej aspekt – ma wpływ na to, jak traktujesz asystentów AI. A żeby o tym porozmawiać, musimy pofatygować się do Londynu.
Siadasz do stołu. Przed Tobą ktoś rozkłada pięć kart zawierających cyfry – na każdej jest cyfra od 1 do 9. Cztery karty widzisz, ale piąta jest zakryta. Twoje zadanie: odgadnąć, czy cyfra na ostatniej karcie jest wyższa, czy niższa od poprzedniej.
Zanim odpowiesz, dostajesz podpowiedź. Część graczy dowiaduje się, że podpowiedź pochodzi od człowieka (poprzedniego gracza) a część – że od asystenta AI. Badacze mierzą dwa parametry: szybkość podjętej decyzji oraz to, czy posłuchasz rady. Na końcu też pytają Cię, jak bardzo ufałeś udzielanym radom. Zastanawiają się, czy większy wpływ na Twoją decyzję ma czynnik zewnętrzny (człowiek lub maszyna), czy jednak osobowość (którą wcześniej przebadali).
W osobowości sprawdzają dwie rzeczy. Pierwsza to tzw. wielka piątka. Opracował ją niderlandzki psycholog Boelle de Raad. Jest jedną z najpopularniejszych metod klasyfikowania osobowości. Składa się z pięciu osi:
Otwartość – otwartość na nowe informacje lub tendencja do trwania przy swoim.
Sumienność – zorganizowanie i dążenie do celu lub chaos i wielokierunkowość.
Ekstrawersja – energia, szukanie dreszczyku emocji lub introwersja, szukanie spokoju.
Zgodność – przyjazność, chęć niesienia pomocy lub antagonizm, wrogość.
Neurotyczność – wahania nastroju czy raczej stabilność.
Drugą rzeczą, którą sprawdzają badacze, jest coś, co nazywa się w psychologii Locus of Control. Po naszemu mówimy o wewnątrzsterowności lub zewnątrzsterowności. Ludzie wewnątrzsterowni są przekonani o swojej sprawczości i rzadziej konsultują swoje decyzje z innymi. Zewnątrzsterowni ludzie częściej pytają o radę i mają tendencję do zwalania winy za porażki na czynniki zewnętrzne.
Okazało się, że po pierwsze: podpowiedzi od AI były wykorzystywane częściej niż od byłych graczy. W ankietach po grze gracze twierdzili też, że bardziej ufają podpowiedziom od AI niż od innych graczy. Wniosek tutaj jest jeden: asystenci AI nie muszą ukrywać, że są sztuczną inteligencją. Udawanie człowieka jest kontrproduktywne jeśli chodzi o stosowanie się do rad.
Po drugie: parametry wielkiej piątki praktycznie w ogóle nie miały znaczenia, jeśli chodzi o szybkość i posłuch w interakcjach z AI. Ludzie z otwartą osobowością mieli szybszą reakcję, ale tylko w interakcjach z ludźmi. Z kolei ludzie z bardziej neurotyczną osobowością mniej ufają podpowiedziom, zarówno od ludzi, jak i od AI.
Tym, co miało największy wpływ na wynik, był Locus of Control. Ludzie wewnątrzsterowni mają tendencję do ignorowania podpowiedzi. Zarówno pochodzących od ludzi jak i od AI. Z innych badań wiemy, że ta tendencja wzrasta, jeśli ludzie uważają się za ekspertów w danej dziedzinie.
I teraz zaskakujący wniosek: jeśli jesteś specjalistą od marketingu i używasz asystenta AI, który pomaga Ci w marketingu, będzie on mniej efektywny od asystenta, który pomaga Ci np. w rozpoznawaniu grzybów (czyli w rzeczy, na której się nie znasz). Prowadzi to do ostatecznego wniosku: asystenci AI są bardziej skuteczni, kiedy im ufamy.
Ale jak możemy im ufać, kiedy nie słuchamy ich racjonalnych argumentów? Musimy iść nieracjonalną ścieżką i ich polubić. Zatem: jeśli już ustawiasz sobie parametry Twojego Chata GPT albo projektujesz takich asystentów dla innych ludzi, zadbaj o warstwę emocjonalną. Co łatwiej powiedzieć niż zrobić, bo prosty prompt typu „Be Cheerful in your answers” działa, kiedy mam dobry humor, ale wkurza mnie, kiedy próbuję rozwiązać poważniejszy problem. Zwłaszcza, że AI potrafi już dziś nie tylko odczytywać, ale także udawać emocje lub dostosowywać się do emocji użytkownika.
I teraz wyobraź sobie, że asystent AI nie tylko wie, jaką potrawę powinieneś przygotować, żeby goście nie wyrzucili jej do kosza, nie tylko wie, który grzyb jest trujący, ale ponieważ mówi Ci to w taki sposób, że odbija stan emocjonalny, w którym jesteś, będziesz bardziej skłonny go posłuchać. A Ty z kolei masz język i nawyki, dzięki którym taki asystent jest o wiele bardziej efektywny.
W dzisiejszym cyfrowym świecie social listening staje się koniecznością, co do tego nie trzeba już chyba nikogo przekonywać. Monitorowanie opinii o własnej marce czy produkcie, analiza rezultatów kampanii marketingowych, kontakt ze społecznością, bieżące monitorowanie kryzysów w sieci czy porównanie swoich działań z konkurencją stają się codziennym orężem w arsenale współczesnego marketera.
Narzędzia monitoringu internetu są tutaj niezastąpionym przyjacielem – pozwalają w prosty sposób, w czasie rzeczywistym wyszukiwać i zbierać wszelkie wzmianki o marce lub produkcie z sieci zarówno z mediów społecznościowych, jak i z tradycyjnych źródeł, takich jak blogi czy newsy.
Oprócz zbierania wzmianek wyniki poddawane są szeregowi analiz – wyliczane są zasięgi postów, AVE (ang. Advertising Value Equivalent), sentyment, najpopularniejsze słowa czy zagregowane informacje o najbardziej prominentnych źródłach ruchu czy wpływowych influencerach wypowiadających się w naszym kontekście.
Przeglądając znalezione wzmianki i analizy, można wyciągnąć kluczowe dla swojej marki wnioski – Jak nam idzie? Ludzie nas lubią czy nie? Z kim najlepiej rozmawiać o współpracy? Czy temat X jest tak ważny, jak nam się wydaje? Na co najczęściej narzekają klienci? Czemu konkurencji idzie lepiej niż nam? Na jakim kanale idzie nam lepiej niż konkurencji? Jeszcze rok temy temu na tym zakończyłbym prezentację możliwości Brand24, gdyby nie skromny fakt, że w międzyczasie przetoczyła się przez nasz świat rewolucja AI.
Jak żyć?
Główny problem dzisiejszego świata, który dotyka praktycznie każdego z nas, to dramatyczny niedobór czasu. Pracujemy nad kilkoma projektami jednocześnie, z każdej strony ktoś domaga się naszej uwagi – szef podrzuca nowe zadania, współpracownik potrzebuje wsparcia, klient zgłasza nieprawidłowości, dobrze by też było być na bieżąco z branżową literaturą – a jeszcze wypadałoby nakarmić dzieci i wyprowadzić psa, bo przecież połowę tygodnia siedzimy na home office.
Zgadzamy się, że social listening jest kluczowym elementem współczesnego marketingu – ale w obliczu chronicznego niedoczasu oraz problemów z uwagą i skupieniem kiedy znaleźć czas, aby się tym zająć? Odpalamy monitoring, ale w panelu widzimy kilka tysięcy wzmianek na nasz temat. Przeglądamy kilkanaście najbardziej negatywnych, robimy rzut oka na porównanie z poprzednim miesiącem, ale na więcej brakuje czasu – natomiast pozostaje niedosyt, bo czujemy, że gdzieś w tych danych z pewnością ukryte są diamenty, które tylko czekają na wydobycie na światło dzienne.
Ten problem jest kluczowym tematem prac zespołu R&D w Brand24 – jak sprawić, by surowe dane monitoringu przekształciły się w gotową do użycia wiedzę? Oto kilka realnych przypadków, nad rozwiązaniem których pracowaliśmy w ostatnim czasie.
A co to za górka?!
Centralne miejsce w panelu Brand24 zajmuje wykres ilości wzmianek i zasięgów w czasie. Wyczytać można z niego dynamikę pojawiania się treści na monitorowany temat. W każdej branży istnieją pewne fluktuacje – jednego dnia pojawia się więcej wzmianek, drugiego mniej – ale czasami zdarzy się, że nagle wykres wystrzeli ostro w górę. Często wiesz, co się stało, często też spodziewasz się tego – jeśli akurat masz premierę nowego produktu lub startujesz z nową kampanią, to drastyczny wzrost pozytywnego zasięgu jest jak najbardziej pożądanym zachowaniem.
Niemniej wyobraź sobie hipotetyczną sytuację – dzień jak co dzień, budzisz się rano, robisz kawę, leniwie włączasz Twoje ulubione narzędzie monitoringu internetu – a tu gigantyczna górka na wykresie. I co gorsza, na wykresie negatywnego sentymentu. „Kryzys wizerunkowy! Afera! Zwolnią mnie?!” – myślisz. Gorączkowo przeglądasz wzmianki, wczytujesz się w pojawiające się opinie, usiłujesz dojść do tego, co tu się właściwie stało…
By uchronić od ataków serca, ułatwić identyfikację i wyjaśnienie takich zdarzeń, każda odpowiednio charakterystyczna górka na wykresie zostaje rozpoznana jako anomalia. Dla każdej anomalii rozpoznawane są unikalne, odstające od normy elementy – słowa, źródła, autorzy – oraz wykrywane są najistotniejsze wzmianki. Dla każdej anomalii generowane jest krótkie podsumowanie, które wyświetlamy wprost nad wykresem. Zamiast gorączkowo poszukiwać odpowiedzi na pytanie „Skąd ta górka?!” odpowiedź jest dostępna od ręki.
Kilka dni od uruchomienia tej funkcjonalności taka sytuacja pojawiła się także wewnętrznie w naszej firmie – pewnego dnia ogromnie wzrósł zasięg naszej marki, do którego nie przyznawał się dział marketingu. Uruchomienie Anomalii pozwoliło odkryć, że jeden z influencerów rozpoczął z nami współpracę – niestety, nie informując nas o tym fakcie.
Jak odnaleźć się w gąszczu treści?
W standardowym widoku Wzmianek wyniki monitoringu są posortowane chronologicznie. W przypadku gdy marka zyskuje popularność, a wzmianek na jej temat zaczyna pojawiać się wiele, ogarnięcie wszystkich wątków może być przytłaczające. Analiza Tematyczna pozwala na pogrupowanie dyskusji w spójne grupy dotyczące jednego – nomen omen – tematu. Można więc szybkim rzutem oka odkryć, o czym się mówi w naszym kontekście – a rezultaty mogą być czasami szokujące.
W przypadku unikalnych nazw marek, jak przykładowo Brand24, wykrywane tematy dotyczą stricte życia marki – zazwyczaj znajdziemy temat dotyczący wyników giełdowych, ogólnej dyskusji o produkcie, wątek personalny CEO Michała Sadowskiego i kilka dotyczących bieżących wydarzeń – targów CES, konferencji I Love Marketing itd. Każdy z tych tematów możemy osobno przeglądać, analizować jego statystyki, np. udział zasięgów w całości projektu.
Ciekawiej robi się dla mniej unikalnych nazw marek – choćby naszego konkurenta, Brandwatch. Spora część dyskusji w sieci ze słowami kluczowymi pod Brandwatcha dotyczy… markowych zegarków – de facto spamu w kontekście monitoringu tej marki. Z poziomu Analizy Tematycznej umożliwiliśmy usunięcie wzmianek z danego tematu, dzięki czemu możemy łatwo przeczyścić projekt, by zostały w nim jedynie adekwatne treści, dla których chcemy mierzyć performance. Wewnętrznie, porównując się do konkurencji, mieliśmy często dół psychiczny, patrząc na ich zasięgi. Po odsianiu tematu zegarków sytuacja wygląda o wiele bardziej rynkowo.
I znów biurokracja, znów raportowanie…
Początek tygodnia, początek miesiąca – w większości firm to okres wyjęty z życia przez konieczność przygotowania raportu ze swoich działań w minionym okresie. Kilka godzin mozolnego przeglądania statystyk, weryfikowania KPI, identyfikowania sukcesów i pól do dalszego rozwoju.
Dzięki Wnioskom AI można ten czas skrócić lub wykorzystać o wiele pożyteczniej – w każdy poniedziałek rano i w każdy pierwszy roboczy poranek miesiąca, na skrzynce mailowej (i w panelu Brand24) ląduje stworzony przy pomocy sztucznej inteligencji raport analizujący trendy w statystykach, korelujący je z najważniejszymi wydarzeniami i rekomendujący zmiany, które można wprowadzić, by poprawić wyniki. Posiadane są potwierdzone przypadki, gdzie kilkugodzinna praca została sprowadzona do forwardowania maila.
Twój osobisty asystent
Użycie narzędzia do social listeningu samo w sobie zdejmuje z barków dużą dawkę roboty – nie trzeba zbierać ręcznie danych. Skorzystanie z nowych funkcjonalności AI to kolejne zaoszczędzone godziny – otrzymujemy pogrupowane, przeanalizowane i wyróżnione najistotniejsze wnioski płynące z danych. A co, jeśli można by pójść krok dalej? Co, jeśli zniknęłaby konieczność pamiętania o tym, że jakiekolwiek dane w ogóle istnieją, a można by o sytuacji naszej marki i naszych celach pogadać z kimś, kto się na tym zna?
Wyobraź sobie, że masz cały sztab ludzi, specjalistów w swoich dziedzinach – analityka, marketera, PR-owca, produktowca itd. Każdy z nich ma dostęp do wszystkich informacji zawartych w obrębie Twojego monitoringu – wszystkie wzmianki, statystyki, analizy dotyczące wszystkich Twoich projektów. I ten sztab ludzi tylko czeka, by odpowiedzieć na Twoje pytania kluczowe dla biznesu, produktu i Twojej pracy.
AI Asystent Marki może być tym, kto zrewolucjonizuje sposób, w jaki korzystamy dziś z monitoringu internetu. Jest to asystent czatowy, który łączy w sobie gigantyczną wiedzę z wielu kluczowych dziedzin z dokładnymi statystykami i wzmiankami na temat marki lub produktu. Wykorzystuje on całą dostępną w narzędziu B24 wiedzę – w tym wyniki innych analiz AI, jak Anomalie, Tematy czy Wnioski, dzięki czemu jest w stanie doprecyzowywać i dokładniej odpowiadać na pytania o nurtujące nas rzeczy. Potrafi podsumować statystyki, wyjaśniać zjawiska i rekomendować możliwe rozwiązania.
Dla początkującego marketera to bezcenny towarzysz i nauczyciel. Dla doświadczonego wyjadacza PR-u – cenny podkomendny, który zdejmuje ciężar żmudnych działań, zostawiając przestrzeń do kluczowych aspektów. Dla małych zespołów lub start-upów – brakujący członek zespołu, na którego zrekrutowanie do tej pory nie mieliśmy czasu lub zasobów. Możliwych zastosowań jest tyle, ile problemów w każdym z biznesów i procesów. Oto przykładowe z nich.
1
Analiza konkurencji
Chcesz porównać się do Twojego konkurenta. Analizując statystyki i kluczowe wskaźniki, zaobserwujesz twardy wymiar obecności w sieci. Możesz to zrobić sam albo zapytać Asystenta. To, co może on zrobić ponad analizę KPI, to zagłębić się w treści wzmianek, np. podać mocne i słabe strony w porównaniu z konkurencją, na bazie opinii społeczności.
2
Influencer marketing
Kto mówi o Tobie pozytywnie, kto negatywnie? Z kim powinieneś nawiązać współpracę, kogo do siebie przekonać? Dlaczego?
3
Ochrona wizerunku
Patrząc na rodzaj aktywności w sieci, nie chciałbym być PR-owcem w biznesach Elona Muska. Jeśli kluczowe osoby w firmie mają zbliżony typ osobowości, Asystent może być kluczowym sanity checkiem dla firmy w każdy poranek.
4
Rekomendacje i brainstorm
Jeśli brakuje Ci pomysłu, wokół czego można by spróbować stworzyć viral, jak popchnąć swój marketing na kolejny poziom, co robić lub czego nie robić – Asystent może służyć jako kompetentny towarzysz do rozmowy. Nie tylko podpowie, ale również wyjaśni, uszczegółowi i uargumentuje swoje wybory.
Prompty, LLM, RAG – jeszcze inżynieria czy już magia?
Żadna z opisanych funkcjonalności nie mogłaby zaistnieć, gdyby nie potęga modeli językowych. ChatGPT – tego jegomościa nie trzeba nikomu już chyba dzisiaj przedstawiać. Pierwszy LLM, który przebił się do szerokiej publiki, zmieniając nasze postrzeganie świata i ułatwiając wykonanie wielu zaawansowanych czynności, które trudno było do tej pory wykonać. Generowanie tekstu, podsumowywanie, ekstrakcja informacji, prototypowanie – to wszystko stało się o niebo łatwiejsze. ChatGPT był pierwszym modelem językowym, który trafił pod strzechy – ale nie pierwszym w ogóle.
Technologia LLM (ang. Large Language Model) polega na skompresowaniu w zaawansowanym modelu matematycznym jak największej dawki wiedzy o świecie. Model językowy, zdobywający informacje na podstawie znaczącej części zawartości internetu, potrafi nie tylko pięknie pisać i uwzględniać znaczeniowe podobieństwo tekstu, ale też posiada ogromną wewnętrzną wiedzę o otaczającym nas świecie.
Promptując, czyli zadając odpowiednio spreparowane zapytanie do modelu, uzyskujesz odpowiedź, jakiej pragniesz. To delikatna sztuka, granicząca obecnie z szamanizmem – często zmiana jednego słowa w poleceniu lub dodanie teoretycznie nieznaczącego polecenia (jak kazanie modelowi „pooddychać chwilę” przed udzieleniem odpowiedzi) całkowicie zmienia uzyskiwane rezultaty. Zadając pytania bezpośrednio modelowi, bazujemy na jego wewnętrznej, nauczonej wiedzy. Pełnię możliwości LLM rozwija podczas procedury zwanej RAG (ang. Retrieval Augmented Generation), gdzie do promptu dokładane są odpowiednie dane mające na celu nadanie kontekstu odpowiedzi modelu.
Dramatycznie upraszczając, w ten sposób tworzone są opisy Anomalii, wyjaśnienia Tematów, treści Wniosków czy odpowiedzi Asystenta – w wielokrokowej procedurze, wybierane są odpowiednie dane, które stanowią kontekst dla odpowiedzi modelu. LLM, używając całej wiedzy o świecie, analityce, marketingu i biznesie, analizuje dostarczone dane, wyciąga i łączy fakty z kluczowych wzmianek i generuje adekwatną treść.
Czy w czasach rewolucji AI konieczny jest pośrednik?
Skoro pod spodem Brand24 i tak korzysta z różnych LLM, to może po prostu wpisać nurtujące pytanie do formularza ChatGPT? Można, oczywiście że tak. ChatGPT, jako najbardziej prominentny z LLM-ów, zawsze napisze odpowiedź – jednakże będzie ona ogólna i generyczna, oparta jedynie na jego wewnętrznej wiedzy. To, czego będzie mu brakowało, czyli to, co dostarczają funkcjonalności AI Brand24, to wysokojakościowe dane z social listeningu, pozwalające LLM-owi odpowiadać dokładnie, precyzyjnie i na temat. Odpowiadać tak, by wspomóc w pracy marketera, PR-owca czy właściciela biznesu, by zaoszczędzić jego cenny czas.
Według statystyk serwisu domainnamestat.com w Polsce* jest zarejestrowanych blisko 600 tys. domen. Blisko 20 tys. z nich wygaśnie w ciągu kolejnych 30 dni. Za każdą stoją nieudany pomysł na biznes, niezrealizowany w pełni projekt czy wydarzenie, które się zakończyło. Za niektórymi ukrywają się zainwestowane tysiące, dziesiątki czy nawet setki tysięcy złotych. W jaki sposób można je znaleźć i wykorzystać ich potencjał za pomocą ChatGPT? Sprawdźmy!
* Dane na rok 2023, kiedy powstał ten artykuł.
Liczba zarejestrowanych domen w Polsce może na pierwszy rzut oka robić wrażenie. Perspektywa zmienia się po uwzględnieniu informacji, że polskie domeny stanowią zaledwie 0,09% globalnego rynku domen. Zatem, aby w pełni korzystać z możliwości, jakie oferują domeny z historią, warto przemyśleć, czy chcemy działać wyłącznie na lokalnym podwórku.
Bez względu na to, jaka decyzja zostanie podjęta, warto dodać, że mamy do czynienia z rynkiem, który rośnie w niespotykanym tempie. Liczba domen zarejestrowanych w Polsce w ciągu ostatnich dziesięciu lat wzrosła bowiem o 523%.
W jaki sposób monetyzować przechwycone domeny?
Dlaczego warto poświęcić czas analizie i poszukiwaniu domen, które wkrótce wygasną? Odpowiedź jest prosta – na domenach pozyskanych z rynku wtórnego można zarobić niemałe pieniądze.
1. Tworzenie tzw. money sites
Jeśli wygasła domena ma dobre wskaźniki jakościowe, odpowiednio zbudowany profil linków i nienaganną historię, można przekształcić ją w witrynę zarabiającą np. na afiliacji, sprzedaży produktów własnych czy artykułów sponsorowanych w określonej niszy.
Google traktuje strony posiadające (dobrą!) historię nieco inaczej niż zupełnie nowe domeny. Domena, która ma już historię i na której np. 1–2 lata temu był już serwis, podlega ocenie innego algorytmu niż domena z nową historią, na której Google musi zweryfikować większą ilość czynników algorytmicznych. Warto jednak podkreślić, że mowa tu przede wszystkim o domenach, które wygasły nie wcześniej niż 2–3 lata temu.
2. Przekierowanie 301
Często spotykanym zastosowaniem wygasłych domen jest przekierowywanie ich do innej witryny, np. naszego biznesu czy e-commerce. W ten sposób przekierujesz moc linków prowadzących do domeny przechwyconej na witrynę główną.
PORADA
Analizując działania konkurencji np. narzędziem Ahrefs, można odnaleźć wartościowe wygasające domeny i dzięki przekierowaniu 301 przenieść ich wartość na domenę główną znacznie taniej niż budując profil linków poprzez np. zakup artykułów sponsorowanych.
3. Private Blog Network
Wygasłe domeny są wykorzystywane (szczególnie przez agencje SEO) do tworzenia tzw. prywatnych sieci blogów. Jest to sposób na budowanie profilu linków znany od lat, który obecnie wraca do łask.
PBN z założenia są prywatne i ukryte przed firmami trzecimi. Decydując się na stworzenie własnej sieci PBN, należy unikać tzw. footprints. Więcej na ich temat można przeczytać np. na blogu PBN Pilot.
4. Przywracanie treści
Niektóre domeny zawierały kiedyś mnóstwo wartościowych treści, które po wygaśnięciu marnują się. Jeśli prawa autorskie na to pozwalają, można je przywrócić i zoptymalizować pod kątem SEO, zwiększając ich potencjał.
5. Handlowanie domenami
Prawdopodobnie najprostszym sposobem zarabiania na przechwytywaniu domen jest ich późniejsza sprzedaż. Można to zrobić na kilka sposobów:
poprzez serwisy pośredniczące, np. AfterMarket.pl,
umieszczenie ogłoszenia w grupach Facebooka, np. SEO/SEM Polska,
wykorzystując sprzedaż bezpośrednią np. podmiotom konkurencyjnym względem przechwyconej domeny.
Gdzie szukać domen z historią?
Okej, wiesz już, w jaki sposób można zarobić. Ale jak znaleźć takie domeny?
1. Aftermarket.pl
Pierwsze kroki warto skierować do serwisu AfterMarket.pl – giełdy domen internetowych. Aktualnie w serwisie znajduje się blisko 150 tys. domen, które czekają na nowych właścicieli. Nabycie domeny na AfterMarket jest możliwe poprzez:
udział w licytacji,
zaakceptowanie oferty sprzedaży, dzierżawę,
podjęcie próby przechwycenia.
Panel kupna domeny w Aftermarket.pl
Szukając odpowiedniej domeny, warto skorzystać z możliwości wyszukiwania zaawansowanego, które pozwala odfiltrować część mniej atrakcyjnych ofert:
Widok panelu wyszukiwania zaawansowanego
Popularność platformy sprawia, że ze względu na dużą konkurencję ceny poszczególnych domen mogą być wysokie. Warto zatem szukać ich również na własną rękę.
2. Analiza profilu linków stron trzecich
Doświadczonemu użytkownikowi przychodzą z pomocą dwa narzędzia — Ahrefs.com lub jego alternatywa, Majestic SEO. Pozwalają one na analizę profilu linków przychodzących, np. stron konkurencyjnych czy witryn tematycznych w poszukiwaniu wygasających domen.
Widok panelu Backlink profile –> Backlinks w Ahrefs
Na szczególną uwagę zasługuje panel Backlink Profile –> Backlinks. Tu za pomocą kilku parametrów można wybrać konkretny typ linków i posegregować je w określony sposób.
Szukając wygasających domen w Ahrefs.com, warto segregować linki za pomocą parametru „Lost”. Dzięki temu jako pierwsze wyświetlą się linki, które z jakiegoś powodu (np. ze względu na to, że domena wygasła) zostały usunięte i nie prowadzą już do witryny docelowej.
W wielu przypadkach pierwszym symptomem braku chęci przedłużenia domeny jest wygasający certyfikat SSL. Warto obserwować strony, których właściciele zdecydowali się go nie przedłużać.
Jeżeli celem jest systematyczne pozyskiwanie wygasających domen, sposób ten jest tańszy niż otwarte licytacje. Koszt narzędzi waha się w przedziale 1300–1600 zł w zależności od kursu dolara, warto jednak pamiętać, że inwestujemy również czas potrzebny do znalezienia wartościowej domeny.
Odbudowa historycznej struktury strony
Zakładając, że domena będzie odbudowywana, warto już na etapie poszukiwań zadać sobie kilka pytań, które będą stanowić kryterium wyboru. Jeśli na większość z tych pytań odpowiedź brzmi TAK, można przejść do odbudowy strony.
Czy istniała na niej wcześniej strona internetowa z contentem lub e-commerce, który był pozycjonowany na konkretne słowa kluczowe?
Czy domena ta historycznie miała wysoką widoczność w wynikach wyszukiwania?
Czy wygasła stosunkowo niedawno?
Czy dysponuje dobrym profilem linków?
Przykład serwisu InfoBudowa.pl odbudowanego w 2021 r. na podstawie archiwalnej struktury URL
Podstawowym zadaniem będzie odtworzenie archiwalnej struktury adresów URL. Można to zrobić na kilka sposobów:
Dla niewielkich stron poprzez ręczną analizę w narzędziu web.archive.org.
Dla większych serwisów poprzez narzędzie Ahrefs i panel Organic Search Organic Keywords, który umożliwia wyświetlenie danych do dwóch lat wstecz i wyeksportowanie ich do pliku .csv wraz z listą słów kluczowych, na które dana podstrona była widoczna w Google’u. W ten sposób powstaje gotowa lista artykułów, które można stworzyć w ChatGPT pod warunkiem użycia odpowiednich promptów.
Wsparciem będzie także funkcja „Utracone” w narzędziu Senuto, która pozwala na odnalezienie słów kluczowych i podstron, na które strona przestała rankować. W przypadku tego narzędzia można cofnąć się do stycznia 2020 r.
Jak wykorzystać ChatGPT podczas odbudowy domeny?
ChatGPT jest narzędziem, które odpowiednio wykorzystane znacznie skraca czas potrzebny na odbudowę domeny.
1. Słowniki pojęć
Już najprostsze prompty świetnie sprawdzają się np. do tworzenia narzędziowników czy słowników pojęć:
Przykład sekcji „Słownik architekta” na portalu infobudowa.pl stworzonej przy użyciu ChatGPT
Warto zauważyć, że od tego, jak skonstruowany będzie prompt, zależy efekt końcowy, który zostanie przedstawiony. Prompt, który pomoże stworzyć tego typu słownik, może brzmieć następująco:
„Przygotuj słownik 100 najpopularniejszych pojęć w branży SEO wraz z podziałem na kategorie nadrzędne”
Efekt tak sformułowanego zapytania będzie niezbyt precyzyjny:
Przykład użycia promptu w wersji ChatGPT4
Aby poprawić jakość otrzymanej odpowiedzi, należy odpowiednio zmodyfikować prompt, np.:
„Przygotuj słownik 100 najpopularniejszych pojęć w branży SEO. Do każdego pojęcia dopasuj 3 słowa kluczowe long-tail. Podziel pojęcia na 10 kategorii głównych”.
Po takiej modyfikacji promptu efektem pracy ChatGPT będzie przygotowanie 100 pojęć wraz ze słowami kluczowymi, które dodatkowo zostały podzielone na kategorie
Pracując z ChatGPT, należy wydawać precyzyjne polecenia. Przykładowo – zamiast prosić o długi tekst lepiej jest napisać konkretną liczbę znaków, jakiej oczekujemy. Im więcej detali, tym lepszy wynik. Warto jednak dodać, że ChatGPT nie jest narzędziem doskonałym, jeśli chodzi o research najefektywniejszych słów kluczowych. Warto zweryfikować podane przez niego propozycje, korzystając np. z Planera Słów Kluczowych Google.
Czy to działa? Odpowiedź może być zaskakująca – na razie tak. Na screenie umieszczony został przykład strony, która jest przeze mnie obserwowana od początku 2023 r., a której autor postanowił umieścić na niej kilkadziesiąt tysięcy podobnie skonstruowanych artykułów:
Widoczność FunkyMedia.pl, na której umieszczono dziesiątki tysięcy artykułów wygenerowanych za pomocą ChatGPT. Fakt dodawania na niej artykułów wygenerowanych przy pomocy ChatGPT można prześledzić np. po mapie strony: https://funkymedia.pl/sitemap_index.xml – 63 mapy strony po 1000 URL-i każda, niektóre dodane w jeden dzień. Przykład: sitemap2,3,4,5,6 – łącznie 6000 artykułów dodanych w 24 h. Dodatkowo weryfikowałem narzędziami do wykrywania tekstów AI, otrzymując wyniki ponad 99,8% tekstów z AI.
2. Artykuły wygenerowane za pomocą ChatGPT
ChatGPT pozwala także na tworzenie zdecydowanie bardziej rozbudowanych treści artykułów czy konspektów. Jest także wsparciem w zakresie kreowania tematów i sposobu ich rozbudowy. Zakładając, że tworzona strona będzie wymagać treści na temat przygotowania kampanii marketingowych, pierwszym krokiem będzie określenie, czego w takim artykule szukają użytkownicy. Z pomocą przychodzi prompt:
„Wygeneruj listę popularnych pytań związanych z {Przygotowanie kampanii marketingowych}. Dla każdego z zapytań spróbuj przewidzieć, czy użytkownicy oczekują autorytatywnych czy świeżych treści. Sformatuj dane w tabeli.”
Efektem będzie tabela, która zawiera w sobie listę popularnych pytań związanych z omawianym tematem. Można wykorzystać ją do rozbudowy artykułu docelowego lub np. do budowy autorytetu tematycznego domeny poprzez odpowiedzenie na każde z pytań w osobnym artykule. W tabeli znajduje się również podział na treści autorytatywne, na podstawie których można tworzyć treści evergreen oraz treści świeże, np. trendy w danej tematyce.
Przykład odpowiedzi wygenerowanej przez ChatGPT4 na w/w prompt
Następnie na podstawie wygenerowanej listy następuje przygotowanie treści z pomocą kolejnego promptu, np.:
„Dla strony https://stronaomarketingu.pl stwórz interesujący artykuł na temat: „Jak przygotować efektywną kampanię marketingową?”. Artykuł ma być podzielony na cztery nagłówki h2, z których jeden musi zawierać frazę: efektywna kampania marketingowa. Sformatuj tekst wizualnie, nie wstawiaj znaczników html. Tekst ma mieć długość 5000 znaków i zawierać przynajmniej jedną listę nieuporządkowaną. W tekście możesz wymienić takie usługi, jak: Google ADS, Planer Słów kluczowych Google ADS, Canva, Freshmail.”
Efekt częściowy artykułu na temat efektywnej kampanii marketingowej z ChatGPT4
Aby uzyskać lepsze rezultaty, należy „karmić” ChatGPT kolejnymi porcjami danych. Warto także stosować zasadę kontrolowanego zaufania i uważnie weryfikować treści, które są generowane. Poza tym warto umieścić w prompcie informację o napisaniu artykułu w określonym stylu lub kierowaniu treści do konkretnej grupy docelowej.
PORADA
ChatGPT można wykorzystać podczas tworzenia treści różnego rodzaju, m.in.: generowania artykułów na określony temat; rozbudowy artykułów na podstawie określonych parametrów; generowania konspektów do artykułów; generowania sekcji FAQ na podstawie dostarczonej treści; generowania metaopisów czy meta title.
3. Scrapowanie artykułów – ChatGPT z dostępem do internetu!
Jednym z głównych argumentów osób sceptycznych wobec ChatGPT jest brak dostępu do aktualnych danych. Fakt: zdarza się, że ChatGPT zapytany o statystyki, cytaty czy różnorakie dane liczbowe przeinacza fakty. Z pomocą przychodzą wtyczki, które można zainstalować, aby rozszerzyć jego możliwości.
Przykładem jest Scraper.ai, która pozwala na scraping (z ang. ekstrakcja lub wydobycie danych ze stron internetowych) innych witryn, a następnie przekształca pozyskane w ten sposób informacje na tekst docelowy. Pozwala ona np. na połączenie kilku artykułów (również ze źródeł w innych językach) i wygenerowaniu na ich podstawie pełnowartościowego tekstu.
Przykład użycia rozszerzenia scraper.ai w ChatGPT-4
Dzięki temu narzędziu tworzenie treści w dowolnym języku na świecie staje się dużo prostsze. Warto jednak przypomnieć w tym miejscu, że obwarowania prawne, np. dotyczące praw autorskich związanych z generowanymi przez ChatGPT treściami, nie są jeszcze klarowne.
Stanowisko Google’a
Na ten temat zostało powiedziane już wszystko, więc krótko mówiąc: zadaniem Google’a jest prezentowanie użytkownikom najlepszych możliwych wyników wyszukiwania. Dużą częścią tej optymalizacji jest zapobieganie wyświetlaniu treści niskiej jakości.
W często cytowanym wywiadzie z kwietnia 2022 r. John Mueller z Google zapytany o to, czy Google może zrozumieć różnicę między tym, czy treść jest stworzona przez człowieka, czy algorytm sztucznej inteligencji, odpowiedział wymownie: „I can’t claim that” („Nie mogę tego stwierdzić)”.
W artykule „Wskazówki wyszukiwarki Google dotyczące treści generowanych przez AI” z 8 lutego 2023 r. możemy przeczytać, że: „[W Google] Skupiamy się na jakości treści, a nie na sposobie ich tworzenia. To przydatna wytyczna, która od lat pomaga nam dostarczać użytkownikom wiarygodne wyniki o wysokiej jakości”.
Screen pochodzi z artykułu: https://developers.google.com/search/blog/2023/02/google-search-and-ai-content?hl=pl
Zatem zgodnie z oficjalnymi wytycznymi Google’a należy uznać, że dopóki treść, która jest prezentowana na stronie, niesie ze sobą wartość dla użytkownika, dopóty sposób jej tworzenia jest sprawą drugorzędną.
ChatGPT a SEO
Przedstawione przeze mnie przykłady to tylko wierzchołek góry lodowej możliwości, które dają ChatGPT i jego rozszerzenia. Odpowiednio wyedukowany model językowy z efektywnymi promptami i sprawnym prompt managerem jest w stanie wykonać zadania i spełnić cele, które do tej pory wymagały pracy wielu ludzi. Warto na koniec przypomnieć, że jest on wciąż tylko narzędziem i to od użytkownika zależy sposób jego wykorzystania.
Żyjemy już w takich czasach, gdzie informacje rozchodzą się błyskawicznie. A opinie konsumentów potrafią równie szybko pomóc marce wejść na szczyt lub zepchnąć ją na samo dno. Dbanie o reputację stało się zatem kluczowym elementem strategii biznesowej. Nie chodzi tu tylko o emocje, zaufanie czy lojalność klientów. Dobry wizerunek przekłada się też w dłuższej perspektywie na konkretne zyski.
Firmy muszą być dziś czujne. Jedno trafione działanie marketingowe może przynieść niesamowite efekty i korzyści. Natomiast jedna wpadka może kosztować fortunę…
Reputacja marki składa się na wszystkie działania firmy. Od obsługi klienta, przez traktowanie pracowników, po jakość usług i produktów. Wszystko się liczy i wszystko może wpłynąć na to, jak ludzie będą postrzegać markę.
Reputacja a postrzeganie marki
Reputacja marki ma ogromny wpływ na to, jak postrzegają ją konsumenci i jak bardzo jej ufają. To bezpośrednio przekłada się na decyzje zakupowe. Z raportu Edelmana wynika, że aż 81% konsumentów musi zaufać marce, aby w ogóle rozważyć jakikolwiek zakup. Zaufane marki odnotowują też 28-proc. wzrost rekomendacji i 21-proc. wzrost obrony ze strony konsumentów w razie ewentualnych kryzysów. Co więcej, 61% respondentów twierdzi, że ich zaufanie do marki zależy od jej zgodności z ich przekonaniami. Aż 76% konsumentów zwraca dużą uwagę na komunikaty zaufanych marek, a tylko 48% w przypadku marek, którym w pełni nie ufają.
Z moich obserwacji oraz analizy kilku innych raportów wynika, że większość konsumentów uważa marki o dobrej reputacji za bardziej wiarygodne. Pozytywne doświadczenia z taką marką skłaniają ich do zakupów. Przyznają też, że unikają marek o złej reputacji…
Zarządzanie reputacją marki to nie jest wcale łatwe zadanie. Zwłaszcza w dobie internetu i mediów społecznościowych. Każdy dziś ma możliwość wyrażenia swojej opinii, która szybko może roznieść się wirusowo po sieci, a co za tym idzie – wpłynąć na postrzeganie marki. Dlatego trzeba nieustannie kontrolować oraz odpowiednio reagować na głosy, które się pojawiają.
Kolejnym wyzwaniem jest coraz większa świadomość konsumentów i ich wymagania względem marki. Oczekują oni dziś nie tylko wysokiej jakości produktów czy usług. Chcą też autentyczności, przejrzystości wszelkich działań, a także zaangażowania społecznego.
Analiza wizerunku marki
Analiza wizerunku marki to podstawa w zarządzaniu jej reputacją. Trzeba spojrzeć w takiej analizie na wiele aspektów. Social media, tradycyjne media, komunikacja wizualna i niewizualna – to wszystko się liczy. Ważne są również opinie klientów oraz pracowników. Nie można zapomnieć o obsłudze klienta czy jakości usług i produktów.
Wartości marki, jej konkurencyjność i ogólny wizerunek mają znaczenie. W takiej analizie kluczowe jest zrozumienie, jak markę widzą różne grupy, tj. odbiorcy, klienci, pracownicy, media. Każda z tych grup może mieć inne spojrzenie.
W analizie wizerunku mogą pomóc narzędzia do monitorowania. Warto też śledzić opinie pojawiające się w sieci. Badania rynkowe także mogą dostarczyć wielu cennych informacji. Taka kompleksowa analiza pozwala lepiej zrozumieć, gdzie i jak marka stoi oraz co można poprawić.
PORADA
Narzędzia monitorowania wizerunku pozwalają śledzić, co ludzie mówią o marce w sieci. Jest kilka przydatnych narzędzi do tego. Polecam szczególnie Hootsuite, Sprout Social czy Brand24. Można dzięki nim śledzić wzmianki o marce. Poza tym potrafią rozpoznawać, czy wypowiedzi są pozytywne, czy negatywne. Pomaga to dostosować komunikację marki, a nawet wcześnie wykryć potencjalne kryzysy wizerunkowe.
Ale internet to nie wszystko. Należy również słuchać tego, co klienci mówią bezpośrednio. Recenzje usług i produktów, kontakt z obsługą klienta, badania satysfakcji – to też są bardzo ważne źródła informacji. Poza tym warto obserwować także portale z opiniami o pracodawcach. Tam można się dowiedzieć, jak markę postrzegają obecni i byli pracownicy. Takie kompleksowe podejście daje pełny obraz tego, jak marka jest postrzegana. A to podstawa do dalszych działań.
Wykonując audyt wizerunku, trzeba spojrzeć na kilka kluczowych elementów, takich jak:
Obecność marki w wyszukiwarkach i wyniki organiczne – co pojawia się, gdy ludzie szukają informacji o Twojej marce? To może pokazać potencjalne zagrożenia wizerunkowe oraz pomóc zmodyfikować strategię.
Aktywność w mediach społecznościowych – jak wygląda Twoja obecność na Facebooku, Instagramie, LinkedInie czy X? Warto zwrócić uwagę na komentarze i opinie użytkowników.
Recenzje na branżowych forach – to często źródło cennych opinii. Mogą ujawnić słabe punkty naszej oferty. Wzmianki w mediach tradycyjnych oraz online – zarówno pozytywne, jak i negatywne publikacje mogą mocno wpłynąć na wizerunek marki. Trzeba je kontrolować.
Opinie pracowników na portalach – zadowoleni pracownicy to lepsza reputacja marki. Warto obserwować, co piszą obecni i byli pracownicy.
Ogólne postrzeganie – czy marka jest uważana za autentyczną, etyczną, transparentną? Czy działa zgodnie z deklarowanymi wartościami? To ważne pytania, na które trzeba spojrzeć obiektywnie.
Identyfikacja potencjalnych zagrożeń i słabych punktów wizerunku – pozwala opracować skuteczną strategię zarządzania reputacją.
Te obszary trzeba regularnie monitorować, żeby na bieżąco korygować działania oraz reagować na zmiany.
Źródło: Edelman
Reagowanie na kryzysy
Kryzysy wizerunkowe mogą dotknąć każdą markę, nawet tę najlepiej zarządzaną. Wpadki PR-owe, problemy z usługami czy produktami, a nawet hejt – wszystko może się zdarzyć. Najważniejsze w takich przypadkach to działać szybko i zdecydowanie.
Reakcja musi być wtedy przemyślana i zgodna z wcześniej przygotowanymi procedurami kryzysowymi. Każda chwila zwłoki pogłębia kryzys… Rośnie też ryzyko strat finansowych oraz utraty zaufania klientów. Skuteczna strategia zarządzania takim kryzysem to przede wszystkim błyskawiczna reakcja i przejęcie narracji. Im szybciej marka zareaguje, tym ma większe szanse opanować sytuację. Chodzi o to, by nie dopuścić do rozprzestrzenienia się negatywnych treści.
W takich sytuacjach potrzebna jest szczera i otwarta komunikacja. Ukrywanie faktów, zbędne tłumaczenia lub nieszczere przeprosiny mogą tylko pogorszyć sprawę. Trzeba przyznać się do błędu i pokazać realne działania naprawcze. Samo „przepraszamy” to za mało – ważne, by udowodnić, że coś faktycznie się zmieni.
Dobre praktyki
W komunikacji kryzysowej ważne jest wyznaczenie kompetentnej osoby do rozmów z mediami i odbiorcami. Trzeba również zadbać o spójne przekazy we wszystkich kanałach.
Sprzeczne informacje mogą podważyć wiarygodność marki oraz pogłębić kryzys. Bezpośredni kontakt z klientami jest tutaj niezbędny. Oprócz komunikacji masowej, indywidualne podejście może zmniejszyć straty wizerunkowe. Ważne jest też wdrożenie realnych działań naprawczych i wyciągnięcie wniosków. Marka musi wykonać konkretne kroki, by rozwiązać problem. No i zrobić wiele, by zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
Case study
Współpracowałam jako konsultant z influencerką, trenerką personalną. Po wizycie w popularnej sieci fitness opublikowała ona krytyczną opinię o obsłudze i konkretnym pracowniku. Wpis ten błyskawicznie zyskał popularność i zdobył dużo negatywnych komentarzy. Sieć fitness zareagowała szybko, a także profesjonalnie. Ustała w obronie swojego pracownika oraz podkreśliła swoje standardy.
Influencerka po konsultacji podjęła przemyślane działania. Opublikowała przeprosiny w formie wideo i dodała wpis o etyce. Zaangażowała tym wpisem obserwujących w wartościową dyskusję. Osobiście przeprosiła pracownika, a ponadto kiedy poznała jego trudną sytuację zdrowotną, zorganizowała dla niego zbiórkę na leczenie.
Gdyby moja klientka zareagowała emocjonalnie, chcąc utrzymywać swoje prawo do krytyki, przy tym zniekształcając fakty czy usuwając post bez wyjaśnienia – kryzys mógłby się znacznie pogłębić. Tutaj potrzebna była szybka i przemyślana reakcja.
Budowanie pozytywnej reputacji marki
Budowanie pozytywnej reputacji to najskuteczniejsza metoda zarządzania wizerunkiem marki. Najważniejsze są tu spójna komunikacja, autentyczność i zaangażowanie. Silna więź emocjonalna z odbiorcami oraz klientami daje większe szanse na lepszy odbiór marki. Pomaga też przetrwać ewentualne zawirowania.
1
Spójność komunikacji i autentyczność
Spójność komunikacji i autentyczność to podstawa. Komunikacja na wszystkich polach musi być spójna. To niezbędne dla wiarygodności marki. Sprzeczne przekazy to prosta droga do podważenia zaufania. Ważne jest opracowanie spójnej strategii komunikacji dla wszystkich kanałów. Strategia powinna być oparta na jasno zdefiniowanych wartościach i misji marki.
Za przykład może tutaj posłużyć marka Żywiec Zdrój, która prowadzi spójną komunikację we wszystkich kanałach. Ujawnia skład produktów i proces produkcji. Publikuje raporty zrównoważonego rozwoju. Angażuje się w ochronę środowiska poprzez inwestycje w odnawialne źródła energii i redukcję plastiku. Takie podejście pozwala marce nawiązać głębszą więź z odbiorcami. Zyskuje ich zaufanie oraz lojalność.
Zarządzanie reputacją marki. Źródło: Żywiec Zdrój
2
Angażowanie społeczności
Marka może angażować społeczność na różne sposoby. Programy lojalnościowe, konkursy czy akcje społecznej odpowiedzialności – to tylko niektóre z nich. Pozwala to stworzyć grono wiernych ambasadorów marki. Oni będą ją aktywnie promować i bronić w razie kryzysu.
Marka Tymbark angażuje odbiorców przez konkursy i akcje społeczne. Jedną z nich jest Puchar Tymbarku, czyli najwięk szy turniej piłkarski dla dzieci w Polsce. Marka organizuje go we współpracy z Polskim Związkiem Piłki Nożnej. Co roku w turnieju biorą udział setki tysięcy młodych zawodników. Do tej pory w akcji uczestniczyło prawie 3 mln dziewcząt i chłopców z naszego kraju.
Źródło: Tymbark
Tymbark jest też aktywny w mediach społecznościowych, gdzie buduje relacje z odbiorcami. Dzięki temu stworzył wokół siebie wierną społeczność. Ona chętnie promuje markę i nie zostawia jej w sytuacjach kryzysowych. W 2016 r. jeden z użytkowników dodał zdjęcie z nieznanym obiektem w kartonie po soku.
Źródło: Demotywatory
Pojawiły się memy i negatywne komentarze. Ale dzięki silnemu zaufaniu odbiorców kryzys szybko zażegnano. Tymbark sprawnie odniósł się do sytuacji. Wyjaśnił rzeczowo sytuację i zaproponował rekompensatę. Ciekawe jest to, że sami odbiorcy tłumaczyli markę w tym kryzysie, że to pewnie zastały przecier owocowy. Pisali w komentarzach, że to efekt złego przechowywania, a nie wina Tymbarku. Ten przykład pokazuje, jak ważne jest odpowiednie podejście do budowania relacji z odbiorcami.
3
Rola CSR i działań prospołecznych
Działania prospołeczne i inicjatywy społecznej odpowiedzialności biznesu mają znaczenie w wizerunku marki. Badania Edelman Connected Crisis pokazują, że ponad połowa konsumentów oczekuje od marek działań na rzecz dobra społecznego. Weźmy marki takie jak Żabka, Orlen czy Allegro, które zbudowały swoją reputację na zaangażowaniu społecznym i ekologicznym. Udowodniły, że biznes może być dochodowy i jednocześnie przynosić korzyści dla społeczeństwa oraz środowiska.
Dla przykładu marka Żabka promuje zdrowy styl życia programem Porcja DobreGO!. Spowodowało to, że sprzedaż zdrowych produktów wzrosła aż o 85%. Żabka idzie też w stronę ekologii (Raport Odpowiedzialności Żabki). Używa ona opakowań ze 100% rPET, wprowadza pojazdy hybrydowe i elektryczne oraz promuje ekologiczną jazdę. Wdrożyła również programy recyklingu butelek i puszek w zamian za punkty lojalnościowe.
Reputacji nie da się kupić żadnymi kampaniami reklamowymi. Najważniejsze jest tu zawsze autentyczne zaangażowanie marki. Konieczne jest budowanie relacji z odbiorcami, dbanie o satysfakcję klientów i pracowników. No i oczywiście konsekwentne działanie zgodnie z deklarowanymi wartościami.
Pomiar i analiza skuteczności
Reputacja marki to nie jest coś, co można raz zbudować i o tym zapomnieć… Należy stale monitorować oraz na bieżąco optymalizować działania. Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim to, że trzeba zdefiniować właściwe wskaźniki efektywności, a następnie wykorzystać narzędzia analityczne do pomiaru skuteczności wdrożonej strategii. Dzięki temu można na bieżąco korygować działania i dostosowywać je do zmian rynkowych.
Jakie wskaźniki efektywności warto śledzić i jakie narzędzia wykorzystać? Oto kilka, które rekomenduję.
Sentyment opinii online – to taki barometr nastrojów względem marki. Regularne monitorowanie opinii pozwala szybko wychwycić zmiany w percepcji marki i odpowiednio zareagować, zanim problem urośnie.
Zaangażowanie w mediach społecznościowych – tu jakość interakcji jest ważniejsza niż liczby. Głębokie, merytoryczne komentarze i dyskusje świadczą o prawdziwym zainteresowaniu marką, budując silniejszą społeczność.
Liczba pozytywnych recenzji – to nie tylko rekomendacje klientów, ale także dowód uznania w branży. Budują one wiarygodność marki i mogą przyciągać nowych klientów oraz pracowników do firmy.
Wśród przydatnych narzędzi, które pozwalają m.in. na śledzenie wzmianek o marce w czasie rzeczywistym, ocenę sentymentu i identyfikację dodanych opinii, można wymienić Brand24 oraz Brandwatch.
Źródło: Brandwatch
Wskaźnik rekomendacji – to taki miernik zadowolenia i zaufania klientów. Wysoki wskaźnik oznacza, że klienci są nie tylko zadowoleni, ale także gotowi polecać markę innym.
Pozycja w wyszukiwarkach – to nie tylko kwestia SEO, ale i dowód na autorytet marki w danej dziedzinie. Wysoka pozycja pokazuje, że marka jest uznawana za wiarygodne źródło informacji. W tym kontekście warto sprawdzić Senuto oraz SEMrush – narzędzia, które pomagają monitorować widoczność marki w wynikach wyszukiwania, śledzić słowa kluczowe i optymalizować strategie pod SEO.
Zasięg publikacji PR – to taka miara pozytywnego przekazu o marce. Szerokie rozpowszechnienie informacji w różnych mediach buduje świadomość marki i kształtuje jej wizerunek. Każda pozytywna wzmianka jest dotarciem do wielu nowych osób, które zobaczą markę w dobrym świetle. Ocenę efektywności działań PR o zasięgu publikacji w mediach pozwolą sprawdzić Ci takie narzędzia, jak Newspoint oraz Isentia.
Źródło: Newspoint
Regularne monitorowanie tych wskaźników pozwala na bieżącą ocenę skuteczności w zarządzaniu reputacją, a także sprawne wprowadzenie niezbędnych korekt w strategii. Ważne jest, aby dokładnie analizować zmiany, bo to pomaga zidentyfikować ich prawdziwe przyczyny oraz odpowiednio na nie zareagować.
Zarządzanie reputacją marki: dobre praktyki
Skuteczne zarządzanie reputacją marki wymaga kompleksowego podejścia. Powinno ono łączyć w sobie elementy brandingu, marketingu, PR-u, obsługi klienta i komunikacji zewnętrznej oraz wewnętrznej. Oto moja krótka checklista dobrych praktyk:
1. Zdefiniuj kluczowe wartości i misję marki
Jasno określone wartości i misja są potrzebne każdej marce. Przykład stanowi IKEA. Jej misja brzmi: „oferowanie szerokiego asortymentu dobrze zaprojektowanych, funkcjonalnych produktów wyposażenia domu w cenach tak niskich, że może sobie na nie pozwolić jak najwięcej osób”. Te kwestie są fundamentem wszystkich działań marki.
Wartości IKEI: Prostota, świadomość kosztów i poczucie wspólnoty.
Efekt: Odbiorcy i klienci wiedzą, czego mogą się spodziewać. Marka IKEA dzięki takiemu podejściu buduje autentyczną tożsamość.
2. Opracuj spójną strategię komunikacji
Spójna komunikacja to podstawa. Weźmy jako przykład firmę, która mówi jednym głosem we wszystkich kanałach. Od reklam, przez media społecznościowe, aż po bezpośredni kontakt z klientem. To pozwala budować silny wizerunek marki.
Korzyści takiego podejścia: Wiarygodność, rozpoznawalność i zaufanie klientów.
Efekt: Odbiorcy i klienci nie są zdezorientowani sprzecznymi komunikatami w różnych mediach. Marka tworzy dzięki takiemu podejściu spójny przekaz.
3. Monitoruj wzmianki online i reaguj
Stała obserwacja opinii online jest bardzo ważna. Przykład: firma, która śledzi komentarze i wzmianki o sobie w internecie, może szybko reagować na pojawiające się opinie, a to pozwala efektywnie zarządzać wizerunkiem online.
Korzyści takiego podejścia: Budowanie relacji, szybka reakcja na problemy i ochrona reputacji.
Efekt: Odbiorcy i klienci czują, że marka ich słucha i na nich reaguje. Marka dzięki takiemu podejściu buduje pozytywne relacje.
4. Angażuj społeczność wokół swojej marki
Budowanie społeczności jest potrzebne. Weźmy za przykład firmę, która organizuje regularne konkursy oraz wyzwania dla swoich odbiorców i klientów. To pozwala budować społeczność wokół marki, a także angażuje ich, zachęcając do kreatywnego wykorzystania usług lub produktów.
Korzyści takiego podejścia: Większa lojalność klientów, autentyczne relacje i wzrost zainteresowania marką.
Efekt: Odbiorcy i klienci czują się częścią czegoś większego oraz chętniej angażują się w działania marki. Marka dzięki takiemu podejściu kreuje autentyczną tożsamość.
5. Dbaj o satysfakcję i lojalność pracowników
Zadowoleni pracownicy to siła napędowa każdej firmy. Przykład: firma, która dba o potrzeby swoich ludzi i inwestuje w ich rozwój, buduje tym samym wartościową kulturę organizacyjną i solidny zespół.
Korzyści takiego podejścia: Większa produktywność, niższa rotacja i pozytywny wizerunek pracodawcy.
Efekt: Pracownicy chętniej stają się ambasadorami marki i promują ją na zewnątrz. Firma dzięki takiemu podejściu tworzy dobre środowisko pracy.
6. Wdrażaj programy CSR
Działania prospołeczne to obowiązek odpowiedzialnej marki. Weźmy za przykład firmę, która aktywnie wspiera lokalne inicjatywy i angażuje się w życie społeczności. Pokazuje tym, że jest wrażliwa na potrzeby innych, a to podstawa szczerych działań CSR.
Korzyści takiego podejścia: Budowanie zaufania, poprawa wizerunku i realny wpływ na otoczenie.
Efekt: Odbiorcy i klienci widzą, że marka nie tylko dba o zyski, ale też o dobro wspólne. Marka dzięki takiemu podejściu tworzy pozytywny wpływ na społeczeństwo.
7. Przygotuj procedury kryzysowe
Każda marka powinna być gotowa na ewentualny kryzys. Weźmy za przykład firmę, która ma opracowane szczegółowe procedury na wypadek kryzysu. Dzięki temu może szybko i skutecznie reagować, gdy coś pójdzie nie tak. To pozwala na skuteczne radzenie sobie w trudnych sytuacjach.
Korzyści takiego podejścia: Minimalizacja strat wizerunkowych, szybka reakcja i profesjonalne zarządzanie kryzysem.
Efekt: Odbiorcy i klienci widzą, że marka potrafi sobie radzić nawet w niesprzyjających okolicznościach. Marka dzięki takiemu podejściu pokazuje, że jest odpowiedzialna i przygotowana.
8. Mierz skuteczność działań
Monitorowanie efektywności jest bardzo ważne. Przykład: firma, która regularnie śledzi kluczowe wskaźniki. Pozwala jej to oceniać swoje działania i wprowadzać niezbędne zmiany, co jest konieczne, aby skutecznie zarządzać marką.
Korzyści takiego podejścia: Szybka reakcja na trendy, optymalizacja strategii i ciągłe doskonalenie.
Efekt: Odbiorcy i klienci widzą markę, która nie spoczywa na laurach, ale stale dąży do doskonałości. Marka dzięki takiemu podejściu tworzy kulturę ciągłego rozwoju.
9. Dostosowuj strategię do ciągłych zmian
Elastyczność jest równie ważna w dynamicznym świecie. Weźmy za przykład firmę, która regularnie analizuje rynek i preferencje konsumentów. Ma ona możliwość szybko dostosowywać swoją strategię do nowych wyzwań, a to pozwala jej być na bieżąco w zmieniającym się otoczeniu.
Korzyści takiego podejścia: Utrzymanie konkurencyjności, lepsze zaspokajanie potrzeb klientów i innowacyjność.
Efekt: Odbiorcy i klienci postrzegają markę jako nowoczesną oraz zorientowaną na ich potrzeby. Marka dzięki takiemu podejściu pozostaje zawsze aktualna i atrakcyjna.
Wyzwania i trendy
Zarządzanie reputacją marki w przyszłości nie będzie łatwe. Zwłaszcza kiedy rośnie rola sztucznej inteligencji i automatyzacji. Wyzwaniem jest rosnąca świadomość konsumentów i ich wymagania względem marek. Oczekują oni dziś nie tylko wysokiej jakości usług czy produktów.
Konsumenci pragną autentyczności i transparentności w ich działaniach. Chcą też, by marki były zgodne z deklarowanymi wartościami i wykazywały się zaangażowaniem społecznym. Przypuszczam, że zarządzanie reputacją marki będzie wymagało jeszcze więcej uwagi i kompetencji.
1. Sztuczna inteligencja i automatyzacja
AI i automatyzacja będą coraz bardziej potrzebne, także w procesie zarządzania reputacją marki. Pozwalają one na bardzo szybkie przeanalizowanie ogromnych ilości danych, a dzięki temu na szybką reakcję na zmiany i potrzeby konsumentów. AI może również pomóc w wykrywaniu potencjalnych kryzysów. Marki muszą nauczyć się więc odpowiednio wykorzystywać te narzędzia.
2. Autentyczność i transparentność
Autentyczność i transparentność będą coraz bardziej pożądanymi wartościami na rynku. Szczególnie w internecie oraz w mediach społecznościowych, gdzie jest bardzo duża ilość fake newsów i dezinformacji. Konsumenci już oczekują od marek pełnej przejrzystości w działaniach i komunikacji. Marki powinny zatem kontrolować swój przekaz oraz być gotowe na otwartą rozmowę.
3. Zaangażowanie społeczne
Zaangażowanie społeczne staje się coraz ważniejszym elementem wizerunku marki. Konsumenci oczekują od marek czegoś więcej – realnego wpływu na otaczający nas świat. Chcą widzieć, że marki angażują się w działania na rzecz społeczeństwa i środowiska. Przedsiębiorstwa muszą nieustannie kontrolować i rozwijać swoje strategie CSR. Z badań przeprowadzonych przez Cone Communications wynika, że aż 87% konsumentów chętniej wybierze markę, która prowadzi odpowiedzialny CSR. To pokazuje, jak ważne jest tutaj ich zaangażowanie społeczne.
Zarządzanie reputacją marki: podsumowanie
Zarządzanie reputacją marki to proces, który wymaga cierpliwości i konsekwencji. Nie chodzi tu o szybkie efekty, ale o budowanie trwałego wizerunku. W dzisiejszych czasach, czyli w dobie internetu i mediów społecznościowych, to duże wyzwanie. Każda opinia czy każdy komentarz może roznieść się po sieci oraz wpłynąć na postrzeganie marki. Dlatego marki muszą ciągle monitorować swoją reputację. No i o nią dbać. Muszą też być bardziej czujne niż wcześniej… Myślę, że inwestycja w skuteczne zarządzanie reputacją powinna być priorytetem każdej firmy dbającej o swoją przyszłość. Nie jest to już dodatek do strategii biznesowej, ale jej kluczowy element.
Nawet nie oglądając telewizji i nie słuchając radia, trudno uniknąć bombardowania serią nowego typu reklam sieci sklepów Biedronka i Lidl. Polegają one na tym, że każda z nich podnosi, że ich ceny są niższe, a produkty lepsze niż oferowane przez konkurenta. Jest to seria wzajemnych ataków, w których dla uwiarygodnienia przekazu przedstawiane są nawet rozmaite statystyki.
Jaki jest sens takiej reklamy?
Taki typ reklamy powoduje przepływ klientów Lidla do Biedronki i odwrotnie. Obie sieci zarówno nieznacznie zyskują, jak i tracą na takich zabiegach. Trudno nam ocenić, jaki będzie bilans i kto w tym sporze będzie wygranym. Co ciekawe, trudno to zapewne ocenić także właścicielom tych sieci. Ale z jakiegoś powodu zainwestowali przecież w kampanię. Dlaczego?
W rzeczywistości nie jest to istotne. Te reklamy nie mają na celu przekonać klientów Lidla do korzystania z Biedronki i na odwrót. Ich podstawowym celem jest stworzenie w nas poczucia, że spośród wielości sklepów mamy do wyboru albo jeden, albo drugi.
Celem jest więc tutaj skupienie uwagi ludzi dotychczas korzystających z innych sieci tylko na tych dwóch. Na rynku funkcjonuje kilkanaście mniej lub bardziej znanych, mniejszych lub większych sieci supermarketów. Poprzez produkcję reklam, w których dwie z nich atakują się wzajemnie, w podświadomości ludzi wywołuje się wrażenie, że są one najważniejszymi, a z czasem być może nawet jedynymi na rynku.
Oczywiście, gdy poprosimy kogoś o podanie pięciu losowych sieci supermarketów, nikt nie będzie miał problemu ze znalezieniem trzech innych, którymi uzupełni listę, lecz te dwie przyjdą mu do głowy od razu. I gdy w sobotę rano, zaspani, zmęczeni tygodniem, przytłoczeni ilością obowiązków i z perspektywą rodzinnego obiadu u teściowej postanowimy udać się na zakupy, nasza podświadomość podsunie nam jedną alternatywę – Biedronka lub Lidl.
Rzecz jasna, na nasz wybór mają wpływ także inne czynniki, jak odległość do sklepu czy liczba miejsc postojowych, ale są to kwestie dodatkowe, na które reklama ma mniejszy wpływ.
Czy w rzeczywistości Lidl i Biedronka różnią się na tyle, żeby spór między nimi był uzasadniony?
Obie sieci sprzedają produkty rozmaite. Nasze ulubione produkty można kupić zarówno w sklepie jednym, jak i w drugim. Oczywiście, każdy posiada pewną grupę produktów ekskluzywnych oraz produktów markowanych nazwą sklepu, ale większość asortymentu jest dla nich wspólna. Ceny także różnią się niewiele. W jednym zapłacimy mniej za nabiał, a w drugim za wędliny, ale sumarycznie płacimy mniej więcej tyle samo.
Nie jest to pierwszy raz, kiedy wielkie korporacje zauważyły, że na takim marketingu można wygrać. Na myśl przychodzi seria reklam sprzed kilkunastu lat, w których pewien pan wścieka się straszliwie, wychodząc z jednego sklepu z elektroniką, widząc reklamę innego, oferującego lepszy lub tańszy sprzęt. W ten sposób atakowały się sklepy Saturn i Media Markt. Niewiele osób wiedziało, że obie te sieci należą do jednej spółki.
Jaki, poza logo na reklamówce, ma to wpływ na Twoje życie?
Uważam, że na przykładzie tego „sporu” należy zwrócić uwagę na znacznie istotniejszy jego aspekt. Popatrzmy na problem z góry. Taktyka tu opisana opiera się na stosowanej już w starożytności zasadzie dziel i rządź (łac. divide et impera). Polega ona na podsycaniu lub tworzeniu sztucznych wewnętrznych konfliktów wśród wrogów, co z różnych względów umożliwia sprawne nimi rządzenie. Warto przeanalizować pod tym kątem inne aspekty naszego życia, którymi – stosując tę zasadę – różne siły starają się zarządzać. Najistotniejsza jest tu jest polityka – w końcu stąd się to wszystko wywodzi.
Dwaj główni gracze na polskiej (lecz nie tylko) scenie politycznej robią wszystko, żeby w odbiorze społecznym różniły się we wszelkich aspektach. Nawet jeśli któraś z nich zrobi coś, co można ogólnie ocenić jako „dobre”, ta druga od razu rozpoczyna krytykę. Nie jest to krytyka merytoryczna.
Ta ułomność jest posunięta do tego stopnia, że często strona druga – po zmianie władzy – robi dokładnie to samo, co krytykowała, a w zamian dostaje krytykę od strony, która takie działania podejmowała. Ileż to razy słyszeliśmy np., że cenę paliwa można obniżyć jedną decyzją?
Rzeczywistość wydaje się zmieniać wraz z każdą zmianą władzy. Tworzy się te podziały przy każdej możliwej okazji. Tymczasem gdyby przeanalizować program tych głównych graczy, nie różni się on wiele: wysokie podatki, system państwowej edukacji, interwencjonizm państwowy, etatyzm, korupcja, a nawet politycy, przechodzący od jednego stronnictwa do drugiego. Tych wspólnych cech często nie zauważamy, gdyż sztuczny spór, który jest cały czas podsycany, odwraca naszą uwagę od pryncypiów, jak np. fundamenty systemu.
Czynnikiem wyróżniającym jest przekaz głównych graczy, który nie jest pozytywny względem siebie samych, a negatywny (często nawet nienawistny) wobec przeciwnika.
Zastosowanie takiej taktyki ma trzy skutki:
skupienie uwagi społeczeństwa na jego głównych uczestnikach – rozgrywających spór;
zepchnięcie wszelkich alternatyw na margines;
nastąpienie polaryzacji, która sprawia, że klienci sami stają się reklamą, atakując się wzajemnie.
Tak jak politycy głównych partii podczas debat zadają pytania wyłącznie sobie, wykluczając z dyskusji pozostałych interlokutorów, tak korporacje atakują się wzajemnie, wykluczając z rynku pozostałe dyskonty.
Podsumowanie
Wplątanie się w taki sztuczny konflikt często nie jest naszą winą. Korporacje czy partie polityczne zatrudniają wyspecjalizowanych w manipulowaniu społeczeństwem marketerów, których metod nie zauważamy. Musimy mieć świadomość, że oddziałuje się na nas wszędzie i wieloma metodami. Bądźmy sceptyczni wobec wszelkich przekazów, jakie do nas docierają. Kiedy następnym razem zobaczymy maskotkę Biedronki na otwarciu nowego sklepu Lidl, pomyślmy o powodach, a będziemy w wielu aspektach lepszym społeczeństwem.
Gdyby ktoś dekadę temu powiedział mi, że będę zarabiać na życie między innymi dzięki tworzeniu zabawnych obrazków, popukałabym się w głowę i zapytała, czy nie oszalał. A jednak tu jestem – w świecie, w którym kotki z tekstami generują więcej zaangażowania niż mistrzowsko przygotowane infografiki, nad którymi siedzę godzinami.
Pamiętasz czasy, gdy reklamy miały być przede wszystkim profesjonalne? Gdziekolwiek się obróciłeś, tam jakiś garniturowy ekspert mamrotał pod nosem, dlaczego MUSISZ kupić jego produkt, a Ty przewracałeś oczami i szukałeś pilota. To absurdalne? Jasne, ale właśnie tak wyglądał marketing przez lata – napuszony, nadęty i śmiertelnie nudny. A teraz? Teraz zamiast sztywniaka w krawacie mamy memy z kotem, absurdalne tiktoki i marki, które potrafią się z siebie śmiać. I wiesz co? To działa. Działa lepiej niż większość poważnych strategii.
Dlaczego tak bardzo lubimy się śmiać?
Humor w marketingu nie jest nowym pomysłem, ale dopiero w erze social mediów zaczęliśmy używać tej broni na pełną skalę. I nie ma co się dziwić – w świecie, gdzie każdy widzi codziennie setki (jeśli nie tysiące) reklam, tylko emocje mogą przebić się przez ten szum.
HubSpot donosi, że 90% marketerów stawia na krótkie filmy – często memy wideo, jak i te z szablonów CapCuta – bo to one najlepiej angażują odbiorców i dają największy zwrot z inwestycji. Te szybkie, śmieszne klipy przyciągają uwagę jak magnes.
Źródło grafiki: HubSpot
Wyobraź sobie, że scrollujesz TikToka i nagle widzisz śmiesznego kota z tekstem „Kiedy Twój szef mówi, że deadline jest na wczoraj”. Zatrzymujesz się, uśmiechasz i może nawet klikasz „udostępnij”. Gdy się śmiejemy, nasz mózg dostaje zastrzyk dopaminy – tego samego hormonu, który czujemy, wpychając do ust czekoladę albo scrollując social media o trzeciej nad ranem. Co to znaczy w praktyce? Że jeśli Twoja reklama mnie rozśmieszy, istnieje spora szansa, że pokażę ją znajomym z komentarzem: „O matko, musisz to zobaczyć”. I już masz darmową promocję, za którą zapłaciłeś jedynie swoją kreatywnością.
Co to jest ten LOLcontent?
Użytkownik średnio poświęca na post 1-2 sekundy. Tyle masz, żeby go zaciekawić. A nic nie przyciąga uwagi szybciej niż żart. LOLcontent to treści, których jedynym celem jest wywołanie śmiechu. Memy, zabawne filmiki, absurdalne teksty – wszystko co sprawia, że czytelnik wypuszcza powietrze nosem nieco mocniej niż zwykle. I nie oszukujmy się – to właśnie takie rzeczy sami najchętniej konsumujemy po godzinach.
A co najlepiej pokazuje, jak potężny jest LOLcontent? Liczby! Według Paquette (2019), posty z memami w social mediach przyciągają uwagę 30% odbiorców – czyli co trzecia osoba polubi, skomentuje lub udostępni taki post. Dla porównania, tradycyjne reklamy w Google AdWords (te wszystkie banery, które mijasz bez mrugnięcia okiem) mają średnio tylko 1% klikalności – zaledwie jedna na sto osób w ogóle kliknie. Dlaczego taka różnica? To proste – ludzie uwielbiają się śmiać i utożsamiać z treściami, które widzą w internecie, a nie lubią, gdy ktoś na siłę próbuje im coś wcisnąć.
Najlepszy przykład? Podczas Super Bowl w 2013 roku nastąpiła awaria prądu. Oreo w kilka minut wrzuciło na Twittera grafikę z podpisem 'Power out? No problem. You can still dunk in the dark’ („Brak prądu? Żaden problem. W ciemności też możesz maczać”). Ten prosty żart udostępniono 10 tysięcy razy w ciągu godziny. Bez wielkich budżetów, bez planowania – po prostu szybka, inteligentna reakcja na bieżące wydarzenie.
Źródło: Oreo Cookie, 2013, Twitter
Memy jako naukowy fenomen
Odchodząc na moment od czysto marketingowych rozważań – memy to fascynujące zjawisko społeczne, które zyskało znaczne zainteresowanie badaczy. Kiedyś traktowane jako błahostka, dziś stały się przedmiotem poważnych analiz naukowych.
Badanie opublikowane w styczniu 2024 roku w czasopiśmie „Innovative Marketing” przez Navrang Rathi i Pooja Jain wykazało, że meme marketing ma bezpośredni i znaczący wpływ(β = 0,257, p < 0,05)na intencje zakupowe konsumentów. Co więcej, badacze odkryli, że zaangażowanie konsumenta działa jako częściowy mediator, co oznacza, że memy nie tylko bezpośrednio zachęcają do zakupu, ale także pośrednio – przez wzrost zaangażowania.
Źródło grafiki: Rathi i Jain, 2024
A co to wszystko oznacza dla nas, marketerów? Że memy to nie tylko zabawna ciekawostka, lecz potężne narzędzie wpływu społecznego, które może realnie przekładać się na sprzedaż.
Dlaczego memy sprzedają lepiej niż sztywne grafiki?
Śmieję się za każdym razem, gdy widzę, jak firma wrzuca na social media grafikę ze stocka z hasłem i logo. Taka treść ma tyle samo osobowości co lodówka i równie mało szans na zatrzymanie uwagi, w czasach gdy scrollujemy feed z prędkością światła
W 2025 roku „suche grafiki”, czyli estetyczne, ale bezosobowe posty z produktem i ceną, lądują w koszu szybciej niż wczorajsza pizza.
Dlaczego memy działają lepiej?
Po pierwsze, przesyt reklamami. Ludzie mają dość nudnych banerów i stockowych zdjęć. Każdy, kto ma działający kciuk do scrollowania, widzi ich dziesiątki dziennie. Memy to powiew świeżości.
Po drugie, zmiana zachowań online. Scrollujemy social media dla rozrywki, nie dla zakupów. Suche grafiki przegrywają z memami i tiktokami, bo nie zatrzymują wzroku. Posty humorystyczne zmniejszają dystans między marką a odbiorcą, sprawiając, że użytkownicy chętniej wchodzą w interakcję i udostępniają treści.
Po trzecie, kultura internetu. Memy to język generacji Z i milenialsów, którzy dominują w sieci (około 60% użytkowników social mediów w Polsce to osoby poniżej 40. roku życia, co potwierdza raport DataReportal, 2024). Suche grafiki to relikt dla boomerów.
Najbardziej przekonującym argumentem jest jednak efekt viralowy. Grafika z ceną i produktem prawie nigdy nie jest udostępniana. Kto w ogóle miałby ochotę wysłać znajomemu reklamę? „Hej, spójrz na te cudowne ceny odkurzaczy!” – powiedział absolutnie nikt nigdy. Mem z żartem o życiu codziennym? Ten leci dalej jak wirus.
Kim są odbiorcy memowych treści?
Badania YPulse pokazują, że 55% osób w wieku 13-35 udostępnia memy co tydzień, a 30% robi to codziennie. To imponująca armia potencjalnych ambasadorów marki. Gdy dodamy, że memowe wideo stanowi 35,8% wszystkich udostępnianych filmów w internecie, mamy przepis na zasięgi, o których w przypadku tradycyjnych kampanii marketingowych można tylko pomarzyć.
Ale kim są ci ludzie, którzy tak chętnie dzielą się memami? To głównie przedstawiciele generacji Z i młodsi milenialsi – osoby, które dorastały w internecie, dla których komunikacja obrazkowa jest często naturalniejsza niż słowna. Dla nich memy to społeczny kod, sposób na wyrażanie emocji, poglądów i budowanie poczucia wspólnoty.
Co ciekawe, badania przeprowadzone przez Rathi i Jain (2024) wskazują, że mem unfortunately są szczególnie skuteczne w budowaniu zaangażowania konsumentów w grupie wiekowej 18-34, czyli wśród młodych dorosłych, którzy stanowią coraz ważniejszą grupę konsumencką. Ta grupa jest też najbardziej odporna na tradycyjne formy reklamy, ale entuzjastycznie reaguje na treści humorystyczne, które chętnie udostępnia w swoich kręgach społecznościowych
O tym, jak sprzedaje autoironia w marketingu
Widzę to codziennie na LinkedIn – im bardziej marka próbuje być perfekcyjna, tym mniej autentycznie wypada. Scrollując korporacyjne posty pełne wymuskanych grafik i haseł o „synergii”, przewijam je mechanicznie. To jak słuchanie znajomego, który nigdy nie popełnia błędów i zawsze musi być najlepszy – po chwili masz ochotę powiedzieć: „Dobra, rozumiem, jesteś super”.
To, co naprawdę przykuwa moją uwagę, to ludzkie, niedoskonałe treści. Posty, w których ktoś przyznaje się do porażki albo dzieli się doświadczeniem, które wcale nie jest spektakularnym sukcesem, tylko codzienną lekcją. Bo tego szukamy nawet w zawodowych miejscach – kawałka człowieka, a nie wypolerowanej fasady. Co zaskakujące, te bardziej ludzkie, często humorystyczne posty zdobywają też znacznie większe zasięgi. Obserwuję to od dawna: standardowy firmowy post z infografiką zbiera kilkanaście reakcji, ale ten sam temat podany z przymrużeniem oka czy z odrobiną autoironii potrafi zebrać ich setki.
Netflix bije na głowę inne serwisy streamingowe nie dlatego, że ma lepszy content (treści), ale ponieważ na swoich profilach nie udaje, że jest bezbłędny. Ich social media to nie nudny katalog premier, ale seria żartów z własnych produkcji, często autoironicznych. Menedżerowie social mediów dostają pozwolenie na bycie zabawnymi. I to działa – Netflix ma jedne z najbardziej angażujących kont w social mediach.
Memowy marketing w praktyce: jak robić to dobrze?
Widzę, jak niektórzy marketerzy podchodzą do memów – „OK, zróbmy coś na szybko, wrzućmy jakiś śmieszny obrazek, dodajmy logo i gotowe”. Niestety, to tak nie działa. Memy to nie chwilowa moda, lecz skomplikowany kod kulturowy, który wymaga zrozumienia i wyczucia.
Kilka zasad skutecznego memowania w marketingu:
Zrozum swój target – różne grupy śmieją się z różnych rzeczy. Memy popularne wśród generacji Z mogą być kompletnie niezrozumiałe dla milenialsów, a co dopiero dla starszych grup wiekowych.
Bądź na czasie – memy mają bardzo krótki „okres przydatności”. To, co było viralem tydzień temu, dziś może być już przestarzałe. Meme marketing wymaga ciągłego śledzenia najnowszych trendów internetowych.
Zachowaj autentyczność – używaj memów w sposób, który pasuje do Twojej marki. Nie próbuj być kimś, kim nie jesteś, bo odbiorcy natychmiast to wyczują.
Nie bój się autoironii – marki, które potrafią śmiać się z siebie, zyskują sympatię. Netflix często żartuje z własnych wpadek (np. słabych sequeli).
Mierz efekty – jak każda strategia marketingowa, meme marketing powinien być mierzalny. Monitoruj nie tylko zasięgi i zaangażowanie, ale także konwersję na konkretne działania.
Warto też pamiętać, że nie każda marka i nie każdy produkt nadaje się do memowego marketingu. Są sytuacje, kiedy powaga jest jak najbardziej na miejscu, np. komunikacja kryzysowa czy branże o wysokim poziomie zaufania społecznego, np. opieka zdrowotna czy finanse.
Jak memy manipulują naszymi emocjami
Memy mają tę siłę, której nie ma klasyczna reklama – trafiają prosto w nasze emocje, wykorzystując momenty, kiedy mamy opuszczoną gardę. A najczęściej opuszczamy ją, gdy się śmiejemy. Sama łapię się na tym, że zatrzymuję się przy postach, które trafnie puentują codzienne absurdy. „Ja próbujący nie wydać wypłaty w pierwszy weekend po przelewie” ze zdjęciem słodkiego kota wpatrującego się w pustą lodówkę? Czuję się osobiście zaatakowana! „Kiedy obiecujesz sobie: ostatni odcinek serialu” z kadrem z True Detective? Patrz, to ja o 3 nad ranem w każdą sobotę!
W momencie, gdy czujemy, że ktoś nas rozumie, bariera krytycznego myślenia spada. Jest tylko: „Tak, dokładnie tak się czuję” i… klik. Zapisuję się na newsletter. Klikam „Sprawdź szczegóły”. Dodaję do koszyka. To reakcja emocjonalna, nie racjonalna.
Według badań Rathi i Jain (2024), meme marketing buduje specyficzną więź emocjonalną między marką a konsumentem, co zwiększa wskaźniki zaangażowania (β = 0,745, p < 0,05). To zaangażowanie z kolei bezpośrednio wpływa na intencje zakupowe (β = 0,651, p < 0,05). Po polsku? Najpierw Cię rozbawią, potem zbudują z Tobą więź, a na końcu otwierasz portfel.
Przyszłość memów w marketingu: co nas czeka?
W miarę jak technologia się rozwija, zmienia się sposób tworzenia i konsumowania memów. Od prostych obrazków z tekstem przeszliśmy do złożonych formatów wideo, interaktywnych memów i aplikacji dedykowanych memom. Sztuczna inteligencja zaczyna odgrywać coraz większą rolę w ich tworzeniu i dystrybucji. Narzędzia AI mogą analizować trendy memowe w czasie rzeczywistym, pomagając markom być na bieżąco, a także personalizować memy dla konkretnych segmentów odbiorców, maksymalizując ich skuteczność.
Wraz z rosnącą popularnością memów w marketingu rośnie też konkurencja. Aby się wyróżnić, marki będą musiały być coraz bardziej kreatywne i autentyczne. Osobiście przewiduję też większą integrację memów z innymi strategiami marketingowymi. Memy nie powinny być traktowane jako oddzielny kanał, lecz jako element większej całości, który współgra z tradycyjnymi formami reklamy, content marketingiem i strategiami influencer marketingu.
I co? Powinieneś zacząć robić memy czy nie?
Przestań się bać, że Twoja marka straci powagę, jeśli zacznie żartować. Gdy 73% Polaków uważa, że reklam jest za dużo, a 51% odczuwa ich negatywny wpływ na samoocenę (SW Research, 2024), autentyczność staje się kluczowa
Humor w marketingu to nie modny trend, który minie jak fidget spinnery – to fundamentalna zmiana w sposobie komunikowania się z klientami. Według Rathi i Jain (2024), meme marketing bezpośrednio zwiększa intencje zakupowe konsumentów (β = 0,257, p < 0,05), co pokazuje, że śmieszne obrazki i filmiki mogą realnie napędzać biznes.
Wyobraź sobie, że jeden dobrze trafiony mem sprawia, że klienci sami ustawiają się w kolejce po Twój produkt – to nie mrzonka, to rzeczywistość. Dlatego daj sobie i swojej marce przyzwolenie na odrobinę szaleństwa. W najgorszym wypadku nikogo nie rozśmieszysz. W najlepszym? Twoja kampania stanie się viralowa, a Twój dział sprzedaży będzie miał problem z nadążaniem za zamówieniami.
Jak powiedział Oscar Wilde: „Życie jest zbyt ważne, aby traktować je poważnie”. To samo według mnie dotyczy marketingu.
Źródła:
DataReportal (2024). Digital 2024: Poland.
HubSpot (2023). State of Marketing Trends 2023.
Oreo Cookie (2013). Tweet z 3 lutego 2013.
Paquette, A. (2019). „Meme marketing makes brands go viral”. MediaPost, 12 grudnia 2019.
Rathi, N., Jain, P. (2024). „Impact of meme marketing on consumer purchase intention: Examining the mediating role of consumer engagement”. Innovative Marketing, 20(1), 1-16. DOI: 10.21511/im.20(1).2024.01.
Statista (2023). „Most popular video content type worldwide in 2nd quarter 2023, by weekly usage reach”.
SW Research (2024). „Oczekiwania Polaków wobec reklam w 2024
W ubiegłym roku Jakub Biel opublikował na swoich profilach w social mediach serię „Szczere marki – gdyby firmy mówiły tylko prawdę”. Na grafikach znalazły się logotypy lub produkty znanych marek opatrzone zabawnymi podpisami (jak np. „Drogo, ale blisko” w przypadku sklepów Żabka). Wśród nich była także Biedronka, której jednak nie spodobał się ten pomysł, dlatego wezwała twórcę serii do usunięcia obrazka ze swoich mediów społecznościowych i bloga.
W odpowiedzi na to Jakub Biel postanowił opublikować na swoim kanale wideo, w którym omówił całą sprawę, a to wywołało prawdziwą burzę w polskim internecie. W tym wywiadzie pytamy autora o inspiracje do kreatywnych działań, reakcje marek na humorystyczne grafiki, prawne aspekty całej akcji oraz kulisy burzy, którą wywołało pismo od Biedronki.
Sprawny.marketing: Skąd pomysł na serię „Szczere marki”? Co Cię zainspirowało do jej stworzenia?
Jakub Biel: Od dawna wyżywałem się kreatywnie, tworząc reklamy, które nigdy nie powstały. Przykładowo kiedy Kanał Sueski został zablokowany przez kontenerowiec Evergreen, stworzyłem serię kreacji nawiązujących do tego wydarzenia, wykorzystując takie marki, jak Durex, WD-40 czy Stoperan.
Kreacja, którą stworzył Jakub po zablokowaniu Kanału Sueskiego przez Evergreen
Tym razem szukałem kolejnych „okazji” i tak natrafiłem na grafiki autorstwa Clifa Dickensa, który ponad 10 lat temu przygotował serię „Honest Advertising Slogans”.
Kreacje Clifa Dickensa z serii „Honest Advertising Slogans”
Wydały mi się one celne, ale według mnie nieco zabrakło im polotu. Zauważyłem, że jego kreacje dotyczą głównie amerykańskich firm i postanowiłem zrobić to trochę lepiej, a przy okazji skierować je na polski rynek. Trochę jak dostosowanie trendu na TikToku do naszych warunków (śmiech).
SM: Czy przed wystartowaniem ze „Szczerymi markami” konsultowałeś ten pomysł z prawnikiem w kontekście wykorzystania logotypów marek? Jak wygląda to od strony prawnej?
JB: Oczywiście! Z samej ustawy o prawie autorskim (art. 29.1) wynika, że wolno korzystać z utworów na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury*. Poza tym często wykorzystywałem tematy, które już zyskały popularność w mediach czy potocznych powiedzeniach.
* Art. 29.1. [Parodia, pastisz, karykatura] Wolno korzystać z utworów na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury, w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości.
SM: A czy spodziewałeś się, że którejś z wymienionych w kreacjach marek mogą się one nie spodobać? A może miałeś przygotowany jakiś plan, gdyby wystąpiła taka sytuacja?
JB: Na grafikach nie było informacji, które można zakwalifikować jako fake news – co najwyżej znalazły się na nich wyolbrzymienia, jak w przypadku Polsatu i hasła „Najlepsze reklamy przerywane filmami”. Mimo wszystko zakładałem, że ktoś może do mnie napisać w prywatnej wiadomości z prośbą, aby usunąć grafikę o jego firmie – i w takim przypadku pewnie zrobiłbym to po cichu, bez nagłaśniania sprawy w swoich social mediach.
SM: Czy poza Biedronką jakaś marka zareagowała w negatywny sposób?
JB: Wręcz przeciwnie! Sporo działów marketingu wysyłało mi zdjęcia, jak moja kreacja wisi u nich w biurze jako plakat albo jest schowana w szufladzie czy notesie. Było też mnóstwo firm, które pytały, czy chcę zrobić coś o nich, jednak nie przystałem na to. Zdecydowanie wolałem sam wybierać firmy, które wywołują już u mnie jakieś skojarzenia. Wtedy jest lepsza zabawa.
SM: A kto zareagował pozytywnie?
JB: Radio ESKA udostępniło na swoim Insta Story moją kreację z tekstem „Jeszcze raz te same trzy piosenki do porzygu”. Tiger Energy Drink śmieszkował w komentarzach, Lasy Państwowe opublikowały na swoim profilu żartobliwy post nawołujący do upcyklingu palet, a Tauron przerobił moją kreację po swojemu i sam wrzucił ją na LinkedIn. I to wszystko jeszcze przed zamieszaniem z Biedronką!
Post na profilu Lasów Państwowych zachęcający do przeróbki palet. Źródło: https://www.facebook.com/LasyPanstwowe
SM: No właśnie, zatrzymajmy się na moment przy temacie Lidla. Udostępnili oni grafikę z Twoim wizerunkiem, opatrzoną podpisem „Zakupy? Robię w Lidlu – Jakub Biel, mistrz kreatywnego marketingu”. Czy przed jej publikacją skontaktowali się z Tobą i poprosili o zgodę na wykorzystanie Twojego wizerunku w tym kontekście?
JB: Tak, pracownicy Lidla odezwali się do mnie za pośrednictwem maila oraz Instagrama, żeby zapytać o użycie mojego zdjęcia w social mediach. Uznałem, że to bardzo zabawny zwrot akcji i nie tylko wyraziłem zgodę, ale i wysłałem im swoje zdjęcia w dobrej jakości.
SM: Czy ta nieoczekiwana współpraca będzie mieć dalszy ciąg?
JB: Na razie pokazuję się w ich klapkach na Instagramie, ale rozmawiamy o dalszym ciągu ewentualnej współpracy. Zobaczymy, czy uda nam się dogadać w tej kwestii. Nie ukrywam, że byłoby fajnie!
Post opublikowany w social mediach Lidla w odpowiedzi na film zamieszczony przez Jakuba Biela na YouTube
SM: Wróćmy zatem do Biedronki. Czy jej przedstawiciele kontaktowali się z Tobą wcześniej w sprawie tej grafiki (mailowo, przez social media), czy od razu wysłali wezwanie do jej usunięcia?
JB: Nie. Od razu dostałem wezwanie z działu prawnego. Jednocześnie było ono wysłane mailem, jak i pocztą na adres mojej firmy. Prawnicy dali mi trzy dni na usunięcie grafiki. Doszedłem do wniosku, że nawet gdybym mógł to obronić w ewentualnym sądzie, to cały wysiłek nie ma sensu. Straciłbym mnóstwo czasu i energii dla jednego głupiego obrazka. Usunąłem go więc i wraz z ubolewaniem dałem znać prawnikom marki, że znikł z wymaganych miejsc, czyli moich social mediów oraz bloga. Prawnicy zweryfikowali usunięcie i potwierdzili ten fakt. Zabawne może być to, że gdyby nie dali mi trzech dni na usunięcie, tylko np. pięć, to sprawa nie zyskałaby rozgłosu, bo zaczynało się EURO 2024 i zbliżał się mecz Polaków. A tak trafili na sezon ogórkowy, który rządzi się swoimi prawami.
SM: Czy spodziewałeś się takiej burzy w mediach po opublikowaniu wideo na YouTube?
JB: Wiedziałem, że będzie trochę zamieszania, ale nie, że aż tyle! Raczej zakładałem, że ponarzekam sobie wśród swojej społeczności, może trochę osób w marketingu dowie się o tym, że wysyłanie pisma może w takiej sytuacji nie być najlepszym pomysłem, i tyle. Jednak już godzinę po publikacji filmu wiedziałem, że nie da się już zapanować nad tą sytuacją i będzie z tego viral. Od tego momentu odpowiadałem na setki komentarzy i mnóstwo pytań od mediów. Drugiego dnia byłem już nawet zmęczony całą tą sprawą – na samym Insta Story miałem ok. 2000 oznaczeń!
SM: Jak przełożyła się na Twoje zasięgi sama seria „Szczere marki”, a jak to „zamieszanie” z Biedronką?
JB: Seria „Szczere marki” była dość popularna, bo to jedne z lepszych postów na moich kontach, ale jej popularność wystrzeliła dopiero po piśmie od Biedronki. Instytut Monitorowania Mediów zbadał, że sam zasięg w mediach dotyczący pisma od Biedronki to 3,2 mln.
Wyniki analizy medialnej przeprowadzonej przez Instytut Monitorowania Mediów
To już sporo, ale nie uwzględnia chociażby Insta Story popularnych profili czy wielu streamów i filmów na YouTube. Temat omawiał np. Konopskyy (ponad milion wyświetleń). Był jeszcze Kanał Zero, Revo, Człowiek Warga i wiele innych. Efektem ubocznym jest zamieszanie w social mediach, bo moje publikacje na LinkedInie w tygodniu od publikacji wideo o wezwaniu do usunięcia grafiki miały 1,9 mln zasięgu, na X aż 2 mln, a na Instagramie 0,5 mln.
SM: Czy według Ciebie ta sytuacja może przynieść jakieś straty dla Biedronki? A dla Ciebie korzyści?
JB: Nie liczyłbym na ogromne straty Biedronki, bo większość deklaracji w social mediach kończy się, kiedy sklep ogłasza kolejną promocję na karpia. Zresztą przy tej skali, nawet gdyby tysiące osób przestały u nich kupować, to byłoby to mniej odczuwalne niż odpadnięcie Polaków z EURO 2024 i obniżone zapotrzebowanie na piwo i chipsy.
Jeśli chodzi o mnie, to nie robiłem tego dla korzyści. Zresztą wspominałem już w filmie, że firma ma prawo do ochrony swojego znaku towarowego i choć ja bym tego nie załatwił w taki sposób, to akceptuję ich decyzję. Inna sprawa, że, kurczę, te palety naprawdę są widoczne w ich marketach.
SM: Okej, ale chyba jednak coś zyskałeś na całym tym zamieszaniu?
JB: Wyszedłem do mainstreamu, wpadło trochę obserwujących na Instagramie, no i mam kolejny przykład na to, że virale znam nie tylko z teorii. Ale powtórzę: nie robiłem tego dla żadnego zysku. Raczej żeby się poskarżyć czy wskazać dziwną decyzję prawników, którzy chcą usunąć mem z internetu. Sporo zresztą było już prób cenzury w internecie i ma to nawet swoją nazwę: efekt Streisand. To dziwna droga, zwłaszcza kiedy chodzi o usuwanie memów, a nie jakiegoś poważnego hejtu.
Ciekawostką jest to, że wpis o biedronkowym zamieszaniu pojawił się nawet w Wikipedii pod hasłem o wspomnianym efekcie. Prawie się zadławiłem ze śmiechu, kiedy znajomi mi to wysłali. Liczyłem, że mój pierwszy raz w encyklopedii będzie dotyczył jakiegoś wielkiego wynalazku albo podróży w kosmos, no ale cóż, mem też może być (śmiech).
SM: A jak Ty byś zareagował na ich miejscu?
JB: Przed pismem mogli do mnie po prostu napisać mail albo wiadomość. Przecież ciągle mijamy się w social mediach, newsletterach czy na konferencjach i najpewniej usunąłbym grafikę bez wielkiego krzyku. A kiedy już mleko się rozlało, mogli dać znać, że prawnicy trochę się zapędzili, ale ogarną palety, wyślą mi np. brandowane skarpety i klapki, i jesteśmy kwita. Nawet chętnie bym ich poparł.
Zresztą we wpisie podsumowującym na LinkedInie użyłem hasztagu #UsuńciePaletyNieMemy – i tak powinny działać firmy. Naprawiajmy to, co źle działa, zamiast wymagać usunięcia mema. To drugie zawsze przyniesie odwrotny skutek.
SM: Jakubie, jesteś znany z kreatywnych reklam, które tworzyłeś już w wielu ciekawych miejscach, jak np. w Telegazecie czy na Pornhubie. Czy chciałbyś na koniec podzielić się z naszymi czytelnikami kilkoma poradami, skąd czerpać inspiracje na niecodzienne kreacje reklamowe?
JB: Według mnie inspiracji trzeba szukać jak najdalej. Samo obserwowanie konkurencji to droga donikąd, bo nie wymyślimy nic spektakularnego ani innowacyjnego. Dlatego warto patrzeć szeroko, a kreatywnych pomysłów szukać również poza swoją branżą.
Druga sprawa to robienie „kompostu”, czyli zbieranie z zespołem ciekawych pomysłów ze świata. Może to być stara reklama Jaguara, nietypowy tiktok influencerki z Meksyku albo fajne wykorzystanie reklamy w prasie przez jakąś japońską firmę. Najważniejsze jest to, by zbierać inspiracje, omawiać je i uczyć się łączenia kropek.
SM: A gdzie zbierać takie pomysły, aby móc do nich później łatwo wrócić?
JB: Można to robić np. na prywatnej grupie na Facebooku, która umożliwia przejrzyste komentowanie, tworzenie wątków, a dzięki temu łatwe odnajdywanie potrzebnych rzeczy. Wiele firm korzysta też z Discorda czy innych kanałów lub grup.
Podstawą jest to, aby członkowie zespołu mieli nawyk dzielenia się fajnymi rzeczami, wymieniania się opiniami i sięgania do nich w przyszłości, kiedy burza mózgów będzie tego wymagać.
Przede wszystkim trzeba też pamiętać, że nie warto się bać. Dopóki Twój kreatywny marketing nikogo nie obraża, to słabe pomysły po prostu przejdą bez echa. Dlatego zachęcam do testowania, mierzenia wyników i sprawdzania, a jak coś się nie uda, to ponownego próbowania z innym przekazem albo medium. Trzymam kciuki!
Komentarz prawnika
Tomasz Palak
Radca prawny, prelegent, autor artykułów na tomaszpalak.pl i w prasie. Ośmiokrotnie na podium konferencji I Love Marketing & Technology, występował również na Infoshare, TEDx Fuckup Nights i licznych innych wydarzeniach. Wykładowca WSB, WSAiB, WSEI i UTH. Ekspert proszony o wypowiedź przez podmioty z zewnętrzne – m.in. TVN, Rzeczpospolitą czy money.pl.
W takiej sytuacji marka na miejscu Biedronki może znaleźć kilka paragrafów jako punktów zaczepienia. Natomiast w przypadku posta Jakuba na każdy znalazłaby się jakaś kontra. Dlatego przedstawię je w wyliczance „tak, ale”.
Dobra osobiste – czyli te przepisy, które kojarzymy przykładowo z sądzeniem się polityków i udowadnianiem, czy nazwanie kogoś „durniem bez matury” jest prawdą. Ale Biedronka musiałaby wykazać nieprawdziwość twierdzeń z grafiki, doznanie szkody, związek jednego z drugim itd.
Ochrona z prawa autorskiego – czyli np. przepisy o „zabieraniu obrazków”. Jednak w przypadku tworzenia parodii czy satyry (a za takie można uznać grafikę o paletach) włączenie w nowy utwór cudzego jest dopuszczalne.
Logo jako znak towarowy – ale w zakazach stosowania chodzi raczej o oznaczanie identycznych towarów, ryzyko wprowadzania kupujących w błąd itd. Tu go właściwie nie ma.
Tzw. czyn nieuczciwej konkurencji – tylko tutaj oprócz analizy, „czy Jakub jest konkurencją Biedronki”, wrócilibyśmy do tej z punktu pierwszego.
Jak widać, każda strona miałaby swoje racje i decyzja biznesowa o usunięciu materiału, zamiast angażowania się w długotrwały proces sądowy, ma sens. Warto zauważyć, że przy użyciu nazwy w „Barbie Girl” firma mająca prawa do słynnej lalki ostatecznie uznała chronienie piosenki jako parodii. Co więcej, później nawet użyła melodii w reklamie, a sampel przewinął się w soundtracku filmu. Może trochę szkoda, że w Polsce nie mogliśmy pochwalić się tego typu pokojowym i sympatycznym rozwiązaniem sprawy.
Nasze social media są zalane informacjami i poradami, w jaki sposób możemy wykorzystać narzędzia oparte na AI w optymalizacji tworzeniu contentu, działań marketingowych i innych „wirtualnych” działań. Działań, których efekt – choć wymierny – to ogranicza się do sfery digitalowej lub nieśmiało wystawia z niego mały palec u nogi.
Chcemy opowiedzieć Wam historię naszej współpracy z poznańską marką PROPS, która pokazuje, jak sztuczna inteligencja zmienia proces tworzenia i projektowania fizycznego, namacalnego produktu – całej serii torebek. To był intensywny, ale satysfakcjonujący projekt, który jasno pokazuje, że na AI nie możemy patrzeć tylko z perspektywy technologii, ale jak na narzędzie, które pomaga wyrażać kreatywność i stworzyć coś naprawdę wyjątkowego, skracając drogę od pomysłu do finalnego efektu.
Wyzwania w procesie projektowania
Wyobraźcie sobie markę, która chce tworzyć piękne, funkcjonalne torebki, ale ma ograniczony czas i budżet. PROPS stanął przed właśnie takim wyzwaniem – szybko zmieniające się trendy, brak rozbudowanego zespołu projektowego i ogrom pracy do wykonania.
Dotychczasowe tradycyjne metody tworzenia nowych wzorów i projektów były jak spacer przez bagna – da się, ale wolno, męcząco i mało satysfakcjonująco. Tym bardziej, jeśli chcemy przekazać naszą konkretną wizję najpierw na projekt, a następnie na finalny produkt.
Wymiana briefów między Asią a projektantkami w celu ujęcia w projekcie wizualnym zamysłu właścicielki ciągnęło się tygodniami, powodując, że od rozpoczęcia pracy nad tkaniną do jej wysłania do tkalni mijał ponad kwartał. Ten przestój przekładał się na frustrację i powolne wprowadzanie nowości do oferty oraz odciągał uwagę od bieżącej promocji i działań marketingowych.
Tips & Tricks:
Znajdź priorytet: jeśli każdy proces wydaje się ważny, zaczynaj od pytania: co najbardziej wpłynie na klienta?
Czas to pieniądz: automatyzacja procesów (np. dzięki AI) może być jak posiadanie magicznej różdżki – pozwala zrobić więcej w krótszym czasie.
Tworzenie produktu z wykorzystaniem AI
Mając na uwadze powyższe wyzwania, podzieliliśmy się zadaniami: Jacek zajął się designem nowych krojów oraz sferą graficzną, a ja zaprzągłem modele językowe w tworzenie opisów produktów. Muszę przyznać, że w celu napisania precyzyjnych opisów konieczne było wykorzystanie modeli image to text oraz informacji na temat rodzajów torebek (wielkości, zastosowania, kroju) – tak by informacje wsadowe (prompty) były możliwie jak najbardziej precyzyjne.
A czy wspomniałem, że opisy produktowe powstały jeszcze zanim jakakolwiek tkanina została nadrukowana w szwalni lub najmniejsza igła użyta do zszycia zaprojektowanych torebek? Korzystaliśmy w pełni z wygenerowanych grafik – zarówno stworzonych modeli, jak i tkanin.
Kroje dopasowane do okazji
Jak stworzyć torebkę, która będzie idealna na zakupy albo randkę? AI pomogła nam zaprojektować modele dopasowane do codziennych potrzeb. Wytypowane zostały trzy główne kroje, które sprawdzą się w takich sytuacjach, jak:
Zakupy: duże, praktyczne torby z kieszeniami. Trochę jak furgonetka InPostu – niezawodne i gotowe na wszystko.
Randki: eleganckie, małe torebki, które świetnie komponują się z wieczorowymi stylizacjami. Myśleliśmy o Audrey Hepburn w „Śniadaniu u Tiffany’ego”.
Codzienny glamour: stylowe modele na każdą okazję – takie, które można zabrać i na spacer z psem, i na lunch w mieście.
Spersonalizowane wzory materiałów
Analiza trendów modowych i preferencji klientek to zadanie dla AI. Opierając się na danych dotyczących sprzedaży oraz rodzaju i stylu produktów wytypowanych zostało sześć motywów. Dodatkowo w celu aktywizacji odbiorców zrealizowany został konkurs na opis wymarzonego materiału na torebki. Wygranym projektem został motyw roślinny (np. „Zielnik”) – jako coś, co klientki pokochają.
Tworząc projekt materiałów do druku byliśmy w stanie obalić także pokutujący mit o słabej jakości grafik wygenerowanych przez AI.
Stworzone materiały nie tylko nie odbiegały jakością od klasycznie tworzonych materiałów, ale byliśmy w stanie także zapewnić detale w szczegółach motywu odpowiednio z wizją właścicielki. Jest to tym bardziej ważne w przypadku druku na aksamitnym welurze, który wymaga wysokiej jakości projektów.
Tips & Tricks:
Użyj narzędzi generatywnych: Midjourney albo Stable Diffusion mogą być jak osobisty artysta, który jest w stanie przelać Twoją wizję na projekt graficzny.
Testuj pomysły w małej skali: generowanie grafik z AI pozwala szybko sprawdzić, co będzie rezonować z odbiorcą.
Optymalizacja procesu produkcji
Tradycyjnie stworzenie projektu i prototypu to maraton, który trwa miesiącami. Dzięki AI udało nam się skrócić ten proces do kilku dni. Możliwość natychmiastowego wprowadzania poprawek, szybkie wdrażanie zmian oraz możliwość testowania dużej liczby opcji umożliwiło osiągnięcie wymarzonego efektu szybko i bez uczucia wyczerpania całym procesem.
Tips & Tricks:
Digitalizacja etapów produkcji: dostosuj rozwiązania technologiczne do potrzeb i oczekiwanych efektów. Oceń czy lepiej stworzyć model 3D, z którego następnie wygenerowany zostanie wykrój do udoskonalenia, czy może wykorzystać do tego ludzkie doświadczenie, przenosząc grafiki i projekty na kompletny wykrój.
Wspieraj lokalnych dostawców: wybierając polskich producentów. PROPS zmniejszyło czas transportu i wsparło lokalny rynek – nie tylko materiały, ale każdy element jak zamki czy klamry pochodzą z Polski.
Efekty współpracy
Powyżej opisane działania umożliwiły stworzenie nowej kolekcji PROPS składającej się z 36 produktów, które naprawdę robią wrażenie. Wykorzystanie AI umożliwiło osiągnięcie tego szybciej, taniej i bardziej kreatywnie.
Czas produkcji: proces od koncepcji do premiery zajął kilka tygodni, zamiast tradycyjnych kilkunastu.
Koszty: zredukowane dzięki cyfrowemu prototypowaniu i zaoszczędzonemu czasu.
Zaangażowanie klientek: dzięki konkursom i personalizowanym wzorom klientki poczuły się częścią marki.
Tips & Tricks:
Współpraca z odbiorcami: angażuj swoich odbiorców. Daj możliwość opisania idealnego produktu lub wzoru. W taki sposób nie tylko doceniamy i włączamy klientów w proces twórczy, ale także lepiej poznajemy ich potrzeby i oczekiwania.
Work local – think global
W całym projekcie głównym parametrem, na który zwróciliśmy, uwagę była jakość – zarówno pod względem wykorzystanych materiałów, jak i rozwiązań usprawniających działanie. Nie musi to oznaczać jednocześnie mozolnego procesu, w którym zmuszeni jesteśmy na czekanie na finalny efekt. Swoiste skrócenie dystansu między pomysłem a projektem umożliwiło poświęcenie większej ilości czasu na planowanie sprzedaży i oferowanie produktów (m.in na Amazonie).
Content dodatkowy: social media i aktywizacja odbiorców
W świecie mediów społecznościowych liczy się przede wszystkim wizualność i historia. Zastosowanie wizualizacji w postaci sesji zdjęciowych z wykorzystaniem AI oraz angażujących konkursów dało PROPS przewagę w social mediach.
Tips & Tricks:
Wizualizacje: prezentowanie modeli w 3D przyciągnęło uwagę i pozwoliło klientkom wyobrazić sobie produkty w realnym użyciu.
Konkursy: zachęcenie klientek do głosowania na ulubione wzory zbudowało zaangażowanie i więź z marką.
Podsumowanie: jak wykorzystać AI w projektowaniu produktów?
Pracując z PROPS, utwierdziliśmy się w naszym przeświadczeniu, że AI to coś więcej niż narzędzie – to partner w działaniu na poziomie operacyjnym i strategicznym. Jeśli chcesz wprowadzić nowoczesne technologie do swojej firmy, pamiętaj, że wszystko może zacząć się od wizji.
Joanna Gacek-Sroka:
To dla mnie ogromna radość i duma, że mogliśmy stworzyć coś tak wyjątkowego razem ze sprawny.marketing — kolekcję, która łączy świat mody, technologii i nowoczesnej kobiecości. Praca nad tym projektem pokazała mi, jak potężnym narzędziem może być sztuczna inteligencja, jeśli oddamy jej odpowiednie wartości i energię. Razem z zespołem zaprojektowaliśmy modele, które nie tylko przyciągają wzrok, ale też mają swój charakter, misję i emocje. Dziękuję całemu zespołowi sprawny.marketing za otwartość, zaufanie i wspólne godziny inspiracji. To dopiero początek… a my już widzimy, jak wielkie rzeczy może przynieść przyszłość.
Czy można iść dalej?
Obecnie istnieją rozwiązania, które pozwalają na umieszczenie naszych produktów w całkowicie wirtualnym środowisku i w mgnieniu oka nasz produkt może znaleźć się w dowolnym otoczeniu, jakie sobie wyobrazimy. Zaprojektowane torebki mogą być noszone przez wirtualne modelki. Wygląd otoczenie i położenie modelki możemy edytować i dopasowywać do naszych potrzeb. Jest to świetne rozwiązanie dla firm, które chcą posiłkować się w swojej komunikacji z klientem obrazami dopasowanymi do grupy odbiorców, okazji czy sezonu. Nie posiadając nieograniczonego budżetu mamy szansę na stworzenie sesji zdjęciowej, której jakość nie odbiega od tradycyjnych, realizowanych przez duże marki.
Nie jesteśmy ograniczeni tylko do branży beauty. W współtworzonej przez nas agencja.ai stworzyliśmy z AI także przekąski mięsne, stroje do opery i wiele innych.
Dzisiejszy branding zanurza się w coraz bardziej elastycznych, wielowymiarowych doświadczeniach, które powstają na styku online i offline. W świecie, gdzie w sekundę przetwarzamy dziesiątki bodźców wizualnych, tradycyjne statyczne logo przestało robić wrażenie. Minimalizm w 2025 roku nie tylko doskonale współgra z odważną, ekspresyjną typografią, ale też płynnie łączy się z elementami 3D i immersyjnymi detalami, tworząc wyraziste formy wizualne. Dlatego marki, które chcą być o krok przed innymi, stawiają na modular design – podejście łączące spójność z ciągłą gotowością na zmiany.
Dlaczego samo logo nie wystarcza?
Jeszcze kilkanaście lat temu wystarczyło wstawić rozpoznawalny logotyp w najróżniejszych formatach – od materiałów drukowanych, przez outdoor, po stronę www – i wszystko grało. Dziś jednak jesteśmy bombardowani setkami komunikatów, a nasza uwaga jest bardziej rozproszona niż kiedykolwiek. Skrolujemy media społecznościowe, przełączamy się między aplikacjami i błyskawicznie oceniamy, co nam się przyda, a co od razu ląduje w informacyjnym koszu.
Marka, która chce przetrwać w takim szumie, musi zaoferować coś więcej niż statyczny znak. Właśnie tu wkracza modular design, zaprojektowany, by reagować na zmiany w czasie rzeczywistym i przyciągać uwagę odbiorców, która jest na wagę złota.
Czym jest modular design i dlaczego to już standard?
Modular design w brandingu polega na zbudowaniu całego ekosystemu wizualnego z mniejszych, samodzielnych elementów. Wyobraź sobie zestaw „klocków” – kolorów, kształtów, ikon, form typograficznych czy animacji – które można ze sobą łączyć. Każdy moduł ma jasno określoną rolę i styl. Dzięki temu nawet gdy marka pojawia się w różnych kanałach (odmbilbordów po krótkie formy wideo w social mediach), zawsze zachowuje spójność i rozpoznawalność. To już nie tylko „look & feel”, to system zdolny przystosować się do zmian, które przynosi świat online i offline.
Lifting tożsamości Audi – minimalizm spotyka elastyczność
Świetnym przykładem jest rebranding Audi. Przygotowany przez studio Strichpunkt system pomógł marce zapanować nad wcześniejszym podstarzałym wizerunkiem, dlatego że elementy i korzystanie z nich zostały jasno zdefiniowane. Nie dokonano tam totalnej rewolucji, tylko dopracowano cały ekosystem. Błyszczące pierścienie zmieniły się w płaskie, czarne kontury, co pozwoliło na lepszą adaptację w różnych mediach – także w systemach pokładowych aut.
Co otrzymaliśmy? Nowoczesną, a jednocześnie modularną identyfikację. Audi przekonująco udowodniło, że można zachować DNA marki i jednocześnie odpowiedzieć na wyzwania kolejnych lat w designie. Hasło „Przewaga dzięki technice” zyskało nowe życie, a sama marka otrzymała narzędzia, by błyskawicznie reagować na nowe platformy, trendy czy potrzebę wprowadzania drobnych modyfikacji.
To niezwykle ważne przy globalnej skali działalności: salony, eventy, aplikacje, AR, strona, social media… Lista jest nieskończona. Na szczęście dzięki modularnemu systemowi dział marketingu nie musi projektować wszystkiego od zera – wystarczy umiejętnie korzystać z dostępnych „klocków”, by zachować spójność. Audi wyznaczyło tym samym kierunek, w jakim rozwija się branża motoryzacyjna (i nie tylko) pod względem identyfikacji.
Motion i interakcje – tu dzieje się magia
Rok 2025 będzie nadal stał pod znakiem form interaktywnych i ruchomych, bo właśnie one najlepiej przykuwają uwagę w mediach społecznościowych i aplikacjach. Dlatego w nowoczesnym podejściu do projektowania identyfikacji nie traktuje się już wideo czy animacji jako dodatku, który dorzucamy na końcu. W modularnym myśleniu o brandingu animowane logo może np. „rozpaść się” na elementy stanowiące dynamiczne przejścia w prezentacjach lub ruchome akcenty w mailingach. Tak zaprojektowany system sprawia, że marka żyje na ekranie – a to znakomicie współgra z rosnącą rolą real-time marketingu i user experience.
Logo w roli zapalnika, a nie centrum
Czy to znaczy, że logo traci na znaczeniu? Nic podobnego! Logo wciąż jest ważnym punktem rozpoznawalności. Zmiana polega na tym, że w systemie modularnym jest ono dopiero początkiem całej historii wizualnej, a nie jedynym elementem, wokół którego kręci się wszystko. Dzięki takiemu podejściu marka może wprowadzać stopniowe modyfikacje (również inspirowane generatywną sztuczną inteligencją) bez konieczności dokonywania kosztownego rebrandingu co kilka lat.
Wartości i manifest projektowy – fundament silnej marki
Nawet najciekawsza koncepcja wizualna nie przetrwa jednak, jeśli zabraknie jej duszy. Dlatego coraz więcej mówi się o zakorzenieniu projektowania w wartościach marki – w jej „dlaczego?” i „po co?”. Powstają też tzw. manifesty marek, które w jasny sposób definiują przekonania, cele i zasady działania.
W dobie świadomych konsumentów to właśnie autentyczność i uczciwość są najistotniejsze: marki, które mydlą oczy, są szybko demaskowane i tracą zaufanie. Kolejnym istotnym punktem jest szacunek dla odbiorcy – projektowanie z uwzględnieniem realnych potrzeb użytkowników, ich kontekstu społecznego i kulturowego. No i otwartość – bo wartości też się zmieniają i marka powinna wraz z nimi ewoluować.
Branding w oparciu o wartości – jak to działa w praktyce?
Wartości marki stanowią punkt odniesienia dla każdego nowego modułu w systemie. Zadajemy pytanie: „Czy to, co teraz projektujemy, jest zgodne z naszą misją i stylem?”. Dzięki temu wszystkie formy komunikacji pozostają spójne nie tylko wizualnie, ale też pod względem idei.
Jeśli firma deklaruje ekologiczną wrażliwość, to w jej identyfikacji zobaczymy np. zieleń i przyjazne środowisku formaty druku. Jeżeli marka obiecuje dostępność dla każdego, to projektanci zadbają o takie fonty i kontrasty, by nawet osoba z zaburzeniami wzroku czuła się zaopiekowana. W ten sposób manifest projektowy przestaje być jedynie ładnym hasłem, a staje się praktycznym drogowskazem. A modułowa struktura to dodatkowy bonus: marka może szybko dostosowywać się do nowych trendów, technologii i zmian na rynku, nie rozbijając przy tym swojej tożsamości na kawałki.
Modular design: podsumowanie
Elastyczne projektowanie stało się nową normą, a systemy modułowe i wartości idą ramię w ramię. W świecie, gdzie krótkie formy wideo i migające powiadomienia walczą o naszą uwagę, potrzebujemy identyfikacji, która nie tylko przyciąga wzrok, ale też odpowiada na ciągłe zmiany. Modular design oferuje taką swobodę – pozwala marce być żywym organizmem, gotowym na szybkie reakcje wobec mody i rynku. A kiedy te wizualne moduły wspiera solidny fundament wartości, firma może być spokojniejsza o własną przyszłość. Bo tak zbudowany brand przetrwa niejedną rynkową burzę i jeszcze będzie wyglądał świetnie.
Według globalnego badania McKinsey na temat AI, w 2024 r. co druga firma planowała wdrożyć sztuczną inteligencję, co wiąże się z uwzględnieniem jej w budżecie i w najlepszym przypadku również w strategii. Oczekiwania wobec systemów są spore – i słusznie. Optymalizacja czasu pracy, zastąpienie powtarzających się czynności czy nawet pełna automatyzacja niektórych procesów – to już nie science fiction. Bardzo ważny w kontekście myślenia o AI jest również nurt superhuman, zakładający, że człowiek nadal pozostaje najistotniejszym organem wykonawczym, a jeśli jest wsparty możliwościami nowoczesnej technologii, może pracować znacznie efektywniej.
Dynamiczny rozwój rynku powoduje ciągłe powstawanie nowych aplikacji. Chęć skorzystania z tej ewidentnej przewagi konkurencyjnej jest tak duża, że nie raz przyćmiewa zdrowy rozsądek – i bardzo szybko możemy obudzić się na zaawansowanym etapie wdrożenia AI, które jest dla nas kosztowne i niestety nieefektywne.
Co zatem zrobić, aby adaptacja sztucznej inteligencji przyniosła oczekiwane rezultaty? Zapraszam do mojego poradnika „Jak wdrożyć AI, żeby zyskać, a nie stracić?”.
Wdrożenie AI: korzyści a nie możliwości
Z pewnością już w tym momencie masz mnóstwo pomysłów, w czym Ciebie lub Twój zespół wyręczy w najbliższym czasie sztuczna inteligencja. Pytanie, jak faktycznie dopasować rozwiązanie do naszych potrzeb, a nie dostosowywać funkcjonowanie firmy dla jakiegoś programu? Na stronie agregującej rozwiązania AI znajdują się przecież setki tysięcy aplikacji…
Najpierw zastanów się, jaka ma być korzyść. Rozpatrywanie rozwiązań pod kątem oferowanych możliwości nie jest najlepszym rozwiązaniem. Prawdopodobnie nie wszystkie funkcjonalności programu będą tak skuteczne, jak opisuje dostarczyciel technologii. Próba użycia wszystkich naraz może skończyć się rozproszeniem, a przecież był konkretny cel.
Metodą małych kroków warto zaczynać od pojedynczych funkcjonalności, poszukując tak zwanych Low Hanging Fruits. Przykładowo:
„Chcę transkrypcję ze spotkań online” – tutaj warto rozważyć użycie Fireflies.
„Chciałbym dodać lektora do moich materiałów” – tu może sprawdzić się ElevenLabs.
„Chciałbym dodać napisy do moich Reelsów” – narzędziem, które może w tym pomóc, jest Captions.
Jeżeli ta jedna funkcja danego narzędzia działa dla Ciebie w zadowalający sposób – korzystaj z niej. Po czasie odkryjesz, że Fireflies nie tylko robi notatki głosowe, ale pozwala też przeprowadzać analizy aktywności uczestników i tworzyć podsumowania. ElevenLabs może generować efekty dźwiękowe, a Captions całkiem nieźle przetłumaczy Twoją rolkę np. na język hiszpański. Najważniejsza jednak jest zgodność rezultatu z Twoim pierwotnym założeniem.
PORADA
Rozpocznij od wdrożenia pojedynczych, łatwo dostępnych narzędzi, które bezpośrednio odpowiadają Twoim potrzebom. Z czasem, gdy zaczniesz dostrzegać dodatkowe funkcje i korzyści tych aplikacji, możesz rozszerzyć ich wykorzystanie, aby jeszcze lepiej wspierać Twoje cele i projekty.
Niezależnie od tego, czy zdecydujesz się na współpracę z firmą zewnętrzną, czy będziesz szukać usprawnień na własną rękę, warto wybrać lidera zmiany. To osoba, która czuje ten temat, a więc czas poświęcony na research nie idzie na marne. Taka osoba świetnie łączy interesy firmy z technologią. Przyda się również, kiedy będzie trzeba wesprzeć współpracowników w nauce nowych narzędzi. Być może jesteś nią właśnie Ty?
A co, jeśli nic nie działa?
Poszukując rozwiązań na rynku, łatwo odnieść wrażenie, że są one fajne… ale nie dla Twojej firmy. Może tak być szczególnie w przypadku rozbudowanej struktury organizacji. Platformy typu SaaS (Software as a Service) często są budowane tak, aby dopasować się do wszystkich użytkowników. Niestety, oznacza to często, że są dopasowanie do… nikogo.
Niektóre zagadnienia są tak specyficzne dla danej branży, że nikt nawet takiego tematu nie podjął. Są też rzeczy, które są zbyt skomplikowane, żeby publicznie poręczyć za ich działanie. Zależy Ci na dobrym zabezpieczeniu danych? Chcesz przeanalizować dane, których jest zwyczajnie za dużo? Lub wynik, jakiego oczekujesz, nie jest osiągalny dostępnymi rozwiązaniami? Możliwe… Co w takim przypadku?
W takiej sytuacji warto zastanowić się nad własnym rozwiązaniem – czyli takim, które zostanie uszyte na miarę Twoich oczekiwań, będzie w 100% odpowiadać założonym wynikom i naprawdę da szansę na długotrwałą przewagę konkurencyjną. Jeszcze niedawno takie rozwiązania były możliwe tylko dla największych korporacji. Oczywiście, nadal wyuczenie własnego modelu językowego to spora inwestycja. Co nie znaczy, że nie jest to zasadne, jeśli w perspektywie własny model może wykonywać firmowe zadania z obszaru predykcji, rekomendacji, ofertowania – i tak wymieniać można praktycznie bez końca.
Według raportu przygotowanego przez ARK Invest, w 2020 r. koszt trenowania GPT-3 wyniósł 4,6 mln dolarów. Natomiast rozwój technologii pozwala niektóre rzeczy osiągnąć niższym nakładem pracy, a co za tym idzie – niższym kosztem. Już w 2022 r. koszt treningu podobnego modelu wyniósłby tylko 450 tys. dolarów.
Jak wdrożyć AI w firmie? Od czego zacząć?
Najczęściej rozmowy na temat automatyzacji procesów zaczynamy od ich mapowania. Na podstawie rozmów z osobami odpowiedzialnymi za kluczowe obszary w firmie bardzo szybko znajdują się procesy, które generują duże obciążenie. Istotne jest zrozumienie, jakie czynności następują po sobie i gdzie automatyzacja będzie miała najwięcej sensu.
Najczęściej ma to miejsce tam, gdzie są dane. To właśnie jedna z największych przewag, jaką daje nam AI. Setki stron treści mogą zostać przeanalizowane w mgnieniu oka. Można stworzyć na ich podstawie rozbudowane i dość dokładne modele predykcyjne, które już dziś mogą wesprzeć np. badanie popytu czy planowanie produkcji. Zarządzanie ceną na podstawie setek tysięcy transakcji nagle również okazuje się łatwiejsze niż kiedykolwiek.
Dane
Jeśli już wiemy, że zależy nam na danych, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy je posiadamy. Firmy od dawna zwiększają swoje przestrzenie serwerowe czy chmurowe w celu zapisywania przeróżnych parametrów funkcjonowania. Jeśli tak robiły, to tutaj duży plusik.
Dane to nowa waluta naszych czasów i w niektórych segmentach mają wartość większą od złota. Jednak bardzo ważna jest jakość danych.
Nieuporządkowana baza danych, zawierająca szereg sprzeczności, może sprawić, że stanie się bezużyteczna. Da się ją uporządkować, ale wymaga to trochę pracy. Na czym zarabia teraz lider branży convenience store w naszym kraju? Na informacjach na temat naszego koszyka zakupowego zapisywanych przy każdym kliknięciu aplikacji. Kto kupił, co, o której godzinie… Nie ma nic cenniejszego dla producentów niż zestaw takich informacji. A pewnie niebawem sama sieć dzięki AI ogarnie segment indywidualnych promocji specjalnie dla nas – które z całą pewnością spowodują, że będziemy kupować więcej.
Sztuczna inteligencja nie tylko jest w stanie analizować dane, ale może również je tworzyć przy pomocy tzw. agentów AI. To bardzo innowacyjna technologia, która pozwala wykorzystać takiego wirtualnego agenta do konkretnych zadań, jak np. przeglądanie internetu w poszukiwaniu leadów na podstawie naszego idealnego klienta, monitorowanie i aktualizowanie istotnych dla nas parametrów – dosłownie pracować cały czas w poszukiwaniu informacji, które są dla nas cenne. To bardzo ważne narzędzie, które dzięki możliwości wykonywania akcji daje programom sprawczość przy wykonywaniu zadań.
Jakie rozwiązania AI przedsiębiorcy budują dla swoich firm?
W dobie cyfrowej rewolucji przedsiębiorcy coraz śmielej sięgają po nowinki z obszaru sztucznej inteligencji, aby umożliwić swoim biznesom przewagę konkurencyjną i usprawnić działanie na wielu płaszczyznach. W obszarze sprzedaży i obsługi klienta chatboty i wirtualni asystenci to już niemal nasze cyfrowe alter ego, które potrafi prowadzić sensowne dialogi z klientami. Zasilone ekspercką wiedzą często stają się idealną opcją pierwszego kontaktu z firmą. Dlaczego?
Ponieważ są dostępni 24/7 i są w stanie bardzo szybko rozwiać wątpliwości klienta lub ewentualnie przekierować go do przedstawiciela handlowego w przypadku bardziej skomplikowanych zapytań. Ale to tylko wierzchołek cyfrowej góry lodowej. W gąszczu danych, w którym toną współczesne firmy, systemy rekomendacyjne działają jak kompas. Centralizacja informacji i możliwość ich analizy jest dla wielu firm szansą na stworzenie takiego „superadvisora”, który o firmie wie prawie wszystko.
Taka unifikacja danych to często pierwszy krok, żeby zbudować modele predykcyjne, porównawcze lub inne analizy kilkusetstronicowych dokumentów. Tutaj oczywiście korzystamy z jednej z największych przewag nowoczesnej technologii, czyli mocy obliczeniowej, która cały czas rośnie, prowadząc klientów przez spersonalizowane ścieżki zakupowe i pomagając im w odkrywaniu produktów dopasowanych jak ulał do ich potrzeb.
Wiemy, że algorytmy znane nam na co dzień z social mediów coraz lepiej selekcjonują treści, które potencjalnie nam się spodobają. Z kolei sztuczna inteligencja w analizie danych to nic innego jak nasz biznesowy detektyw, który potrafi wyłowić z morza informacji złote rybki w postaci trendów i wzorców, pozwalając firmom podejmować decyzje z iście sherlockowską precyzją.
Automatyzacja procesów za pomocą agentów AI to z kolei metoda na zautomatyzowanie tych wszystkich żmudnych czynności, które do tej pory były wykonywane przy udziale ludzi – wyobraź sobie małego, cyfrowego pomocnika, który z niezachwianą dokładnością wykonuje swoje zadanie. Nie można też zapominać o systemach rozpoznawania obrazów, które z rewolucyjną skutecznością potrafią odróżnić na linii produkcyjnej jedno jabłko od drugiego czy też o systemach rozpoznawania mowy, które pozwalają nam porozumiewać się ze światem cyfrowym bez użycia rąk.
Systemy przewidywania i analizy ryzyka to z kolei nasze cyfrowe kryształowe kule, które pozwalają prorokować przyszłe zdarzenia, a systemy zarządzania wiedzą działają jak bibliotekarze, którzy zawsze wiedzą, gdzie znajduje się potrzebna informacja. Tutaj skuteczność zależy oczywiście od jakości bazy danych oraz tego, na ile jawne lub możliwe do oszacowania są brane pod uwagę parametry. Często modele predykcyjne o skuteczności niewiele ponad 60% potrafią wygenerować niesamowite oszczędności.
A co z personalizacją doświadczeń?
Tutaj AI to nic innego jak najbardziej uważny sprzedawca, który zawsze pamięta, co lubisz, a czego nie. Często mówi się o tym, że już niedługo każdy z nas będzie widział taki internet, jaki chce. Dzięki możliwości produkcji dużej liczby testów A/B naszych stron internetowych algorytmy zdecydują, jak strona ma wyglądać, żeby podobać się użytkownikom.
AI w biznesie to nie science fiction – to rzeczywistość, która staje się coraz bardziej dostępna dla przedsiębiorców pragnących wykorzystać potencjał tej technologii do skalowania i innowacji. Wszystko po to, by nie tylko nadążać za zmieniającym się światem, ale być krok do przodu.
Jak wdrożyć AI: podsumowanie
Sztuczna inteligencja staje się kluczowym elementem strategii rozwoju firm. Wdrożenie AI umożliwia optymalizację pracy, automatyzację zadań i wzrost efektywności, ale wymaga także przemyślanego podejścia. Istotne jest zidentyfikowanie konkretnych korzyści i stopniowe wdrażanie funkcjonalności, które realnie wpływają na poprawę działania przedsiębiorstwa. W razie niewystarczających narzędzi SaaS firmy mogą rozważyć tworzenie dostosowanych do własnych potrzeb systemów AI, które mają potencjał na to, aby przynieść długoterminowe korzyści.
Pamiętaj, że proces adaptacji sztucznej inteligencji powinien zaczynać się od analizy procesów biznesowych i danych, które są fundamentem funkcjonowania inteligentnych systemów. No i oczywiście dobrze jest znaleźć odpowiedniego partnera technologicznego, z którym wyruszymy w podróż do przyszłości, a ten stanie na wysokości zadania i dostarczy nam samozawiązujące się najki – jeśli oczywiście wiesz, co mam na myśli.
LinkedIn, jako największa sieć biznesowa na świecie, nieustannie rozwija swoje narzędzia, aby jeszcze lepiej wspierać użytkowników w ich działaniach zawodowych i marketingowych. W ostatnich miesiącach dzięki integracji z technologiami sztucznej inteligencji (Gen-AI) pojawiło się wiele nowych funkcji AI na LinkedInie, ułatwiających użytkownikom zarządzanie profilami, tworzenie treści oraz nawiązywanie relacji biznesowych. Przyjrzymy się im w tym artykule, ponieważ nawet jeśli nie zrewolucjonizują sposobu, w jaki korzystamy z tej platformy, to na pewno bardzo nam to ułatwią.
Kiedy w 2016 r. Microsoft kupił LinkedIn, platforma była przede wszystkim siecią społecznościową dla profesjonalistów służącą do szukania pracy, jednak bez zaawansowanych narzędzi wspomagających jej użytkowników – poza narzędziami dla rekruterów. Już wtedy Microsoft inwestował w rozwój narzędzi machine learning (ML), które potem rozwinęły się w to, co dziś nazywamy AI. Kluczowym krokiem było zainwestowanie w 2019 r. w start-up OpenAI, który wówczas nie był jeszcze szeroko znany. Co się stało potem – wszyscy wiemy.
W rezultacie w ciągu kilku lat LinkedIn zyskał szereg zaawansowanych funkcji opartych na AI, które znacząco zwiększyły wartość i możliwości platformy. Dziś jej użytkownicy mają dostęp do 27 różnych płatnych wersji kont wykorzystujących technologię AI, co czyni platformę liderem w porównaniu z np. Meta.
Nowe narzędzia i funkcjonalności
Jak odblokować funkcje AI na LinkedInie? Musisz mieć konto Premium, ale wystarczy bezpłatna, miesięczna wersja próbna. Przełącz także język profilu na angielski, ponieważ obecnie tylko w nim działają opisywane narzędzia. Niektóre z nich są dodatkowo związane z wykupieniem wyspecjalizowanych kont, jak Sales Navigator czy Recruiter.
1. Optymalizacja profilu
Jedną z pierwszych funkcji opartych na Gen-AI na LinkedIn jest narzędzie do optymalizacji profilu. Dzięki niemu użytkownicy mogą otrzymywać spersonalizowane wskazówki dotyczące poprawy swoich profili zawodowych. Narzędzie podpowiada, jak pod kątem SEO zoptymalizować słowa kluczowe, aby profil był bardziej widoczny w wyszukiwarkach, oraz jakie umiejętności dodać, aby lepiej odzwierciedlić swoje doświadczenie zawodowe.
Dlaczego warto?
Jeśli profil odzwierciedla to, co chcesz o sobie przekazać, oznacza to, że wypełniłeś go dobrze. A prawdopodobnie Twoi odbiorcy, np. rekruterzy, odbiorą go tak samo jak AI. Dlatego warto wykorzystywać tę opcję do sprawdzania poprawności wypełnienia profilu.
Jak to zrobić?
Po kliknięciu przycisku „Enhance” zobaczysz propozycję poprawy Twojego profilu.
2. Skills Graph
W 2022 r. CEO LinkedIn, Ryan Roslansky, powiedział*: „Możemy zbudować świat, w którym wszyscy mają możliwości nie przez to, gdzie się urodzili, kogo znali albo gdzie chodzili do szkoły, ale dzięki swoim rzeczywistym umiejętnościom i talentom”.
* Wypowiedź z października 2023 r. podczas Tallent Connect Summit.
LinkedIn chce to osiągnąć dzięki innowacyjnej metodzie Skills Graph. Na podstawie umiejętności wpisywanych w nasze profile i w oferty pracy oraz dzięki narzędziom ML powstała baza obejmująca 39 000 nazw umiejętności (Skills) w 26 językach (w tym po polsku) z 374 000 synonimami oraz z ponad 200 000 połączeń między nimi.
Jeśli uzupełniając profil, skorzystasz z nazw umiejętności sugerowanych przez LinkedIn, staną się dwie rzeczy: wzmocnisz dane Skills Graph oraz zostaniesz wrzucony do „bańki” osób o podobnych charakterystykach.
Przykładowo: jeśli wybierzesz „marketing”, a w opisie stanowiska „marketing manager”, platforma zaproponuje Ci ścieżkę rozwoju z marketing managera na marketing directora, a w narzędziach dla sprzedawców i rekruterów wyświetli Cię razem z osobami z opisem „kierownik marketingu”, gdyż uzna, że to jest to samo stanowisko, tylko inaczej opisane. Bo nie wiem, czy wiesz, ale słowo „manager” można po polsku napisać na jedenaście sposobów, a „kierownik” i „szef” to też manager – i LinkedIn to wie.
LinkedIn Skill Graph rozumie wszystkie synonimy i odmiany hasła „manager”
Dlaczego warto?
Dzięki „karmieniu” danymi Skills Graph będziemy otrzymywać coraz bardziej dopasowane do nas treści, propozycje kontaktów, oferty pracy czy zaproszenia do wspólnych artykułów. Będziemy mogli też lepiej zaplanować swoją ścieżkę kariery, ponieważ np. zobaczymy, jakich umiejętności z wymaganych na interesujące nas stanowisko nam brakuje.
Na podstawie przypisanych do Ciebie Skills będą sugerowane Ci szkolenia, oferty pracy, nowe kontakty i dopasowane treści
Jak to zrobić?
To proste – wypełnij wszystkie pola w profilu Skills sugerowanymi przez LinkedIn, a nie pisz ich samodzielnie.
3. Narzędzia dla HR
HR zawsze był domeną LinkedIna i pewnie dlatego wprowadził zaawansowane narzędzia oparte na AI, które usprawniają każdy etap procesu rekrutacji. Dzięki nim możliwe jest automatyczne generowanie opisów stanowisk w oparciu o istniejące profile czy całych ogłoszeń o pracę na podstawie jednego prompta. Z kolei wyszukiwanie kandydatów opiera się dodatkowo na wcześniej wspomnianym Skills Graph. AI analizuje nasze profile oraz wstępnie ocenia jako kandydatów.
Co więcej – rekruter może za pomocą tych narzędzi tworzyć wiadomości, opierając się na kombinacji prompta, ogłoszenia o pracę i Skills z profilu kandydata.
Zamiast wymyślać od zera opis stanowiska, tworzyć ogłoszenie rekrutacyjne, a potem oceniać samodzielnie kandydatów możesz posłużyć się chatbotem
Dlaczego warto?
Pozwala to bardzo skrócić czas i – jak twierdzi LinkedIn – zwiększa liczbę odpowiedzi od kandydatów.
Jak to zrobić?
Nowe wersje narzędzi rekrutacyjnych są stopniowo wprowadzane dla wszystkich posiadających licencję Recruiter.
4. Pisanie postów z GEN-AI
AI wspiera również proces tworzenia postów i artykułów na LinkedIn. Nowa funkcja wygląda jak przeniesiona żywcem z ChatGPT – pozwala użytkownikom generować szkice postów, które można następnie edytować i publikować.
Dlaczego warto?
Mimo że rozwiązanie pisania postów jest oparte na narzędziu OpenAI, to otrzymamy inne rezultaty. Implementacja na LinkedIn ma za zadanie jak najmniej fantazjować i jeśli czegoś nie rozumie, poprosi o doprecyzowanie.
Jak to zrobić?
Podczas pisania nowego posta zobaczysz przycisk „Revrite with AI” i licznik słów do 20. Zacznij pisać tak, jakbyś pisał prompt. Jeśli narzędzie uzna, że ma za mało informacji, poprosi o podanie źródeł czy kontekstu, tak aby tekst opierał się na faktach.
Mój prompt to: napisz post o nowych funkcjach AI na LinkedIn, użyj punktów, zaproponuj hasztagi i emotki
5. Microsoft Designer
Wprowadzenie Microsoft Designera do LinkedIn to krok ku ułatwieniu tworzenia postów atrakcyjnych wizualnie. To darmowe narzędzie będące w założeniach alternatywą dla Canvy, ponieważ pozwala użytkownikom w kilka sekund stworzyć profesjonalne grafiki, które zwiększą zaangażowanie odbiorców.
Dlaczego warto?
Porównanie do Canvy jest trochę na wyrost, ale spokojnie można w tym narzędziu wygenerować przyzwoite grafiki na podstawie treści posta. Co więcej, można na stałe wgrać własne zestawy kolorystyczne, loga i fonty. Dodatkowo wygląda i działa identycznie jak Designer z pakietu Office czy nowy Paint z Windows, co ułatwia nauczenie się go.
Jak to zrobić?
Jeśli podczas pisania nowego posta masz widoczną ikonę „Design”, to po jej kliknięciu otworzy się okno z prośbą o wpisanie prompta. Wygenerowane grafiki można ulepszać, wybierając najlepsze wersje czy dodając własne elementy graficzne.
6. Top Voice i Collaborative articles
Top Voice to nowa funkcjonalność, która zastępuje wcześniejszy program LinkedIn Influencer. Teraz każdy użytkownik, niezależnie od liczby followersów, może zostać wyróżniony. Działa ona razem z funkcją Collaborative articles. Najpierw na podstawie interakcji społeczności – które AI zbiera i analizuje, aby wyróżniać najciekawsze i najbardziej wartościowe treści – otrzymujemy przy nazwisku plakietkę w kolorze żółto-brązowym. Z kolei plakietka w kolorze niebieskim jest przyznawana najbardziej wartościowym członkom społeczności poprzez decyzję moderatora.
Dlaczego warto?
Poza podbudowaniem naszego ego (bo świetnie jest być wyróżnionym, prawda?) ma to znaczenie praktyczne. Profile z plakietkami są podsuwane jako sugerowane kontakty w danej kategorii, a ich treści – mocno promowane.
Jak to zrobić?
Po otrzymaniu zaproszenia do współdzielenia artykułu zostanie Ci on wyświetlony. Dopisz do jednego lub więcej punktów swoje komentarze.
Tak wygląda zaczątek artykułu stworzonego przez AI. Dzięki Twoim komentarzom może być wartościowy dla społeczności LinkedIn, a Ty zyskasz plakietkę „Top Voice of LinkedIn”
7. Wsparcie dla sprzedaży
Drugim po HR najważniejszym celem LinkedIn jest wsparcie działów sprzedaży. Nowe funkcje AI umożliwiają precyzyjniejsze targetowanie potencjalnych klientów oraz automatyzację procesów sprzedażowych. Dzięki integracji z GEN-AI użytkownicy mogą teraz jeszcze lepiej personalizować swoje działania sprzedażowe. Lista wprowadzonych funkcjonalności jest bardzo długa, dlatego skupię się tylko na dwóch, które całkowicie zmieniają korzystanie z Sales Navigator.
Na powyższej ilustracji widzisz obecną wersję wyszukiwarki. Wymaga ona ogromnej wiedzy: jak wyklikać odpowiednie zapytanie, jakie stanowiska z niego wykluczyć, jak przygotować listę leadów. Z kolei nowa wersja działa podobnie jak ChatGPT, więc zamiast wyklikiwać kombinację 27 parametrów – po prostu „rozmawiamy” z asystentem. Analogicznie jak w narzędziach rekrutacyjnych można poprosić AI o napisanie wiadomości sprzedażowej inMail w oparciu o prompt i dane zebrane z profilu.
Druga funkcja to Account IQ – jest dostępna tylko dla posiadaczy kont Sales Navigator Advanced i wyższych. Daje ona dostęp do zaawansowanych informacji o firmie za pomocą jednego kliknięcia. Zaczynamy od sekcji o tym, jak i na czym zarabia dana firma, aby przejść do analizy jej priorytetów oraz wyzwań biznesowych. Następnie otrzymujemy całkiem niezłą analizę jej konkurencji w modelu SWOT, a koniec raportu to informacje na podstawie trendów zatrudniania pracowników w poszczególnych działach.
Na ilustracji nie widać, jak rozbudowana jest taka analiza firmy. Od tych generowanych przez ChatGPT różni ją podawanie źródeł i zerowy poziom fantazjowania
Dodatkowo LinkedIn nie opiera się w tym tylko na własnych danych, ale za pomocą Bing i OpenAI również na danych zewnętrznych. Co istotne – na końcu podaje źródła, z których korzystał, abyśmy mogli samodzielnie zweryfikować informacje.
Dlaczego warto?
Moim zdaniem funkcje te zrewolucjonizują podejście do analizy leadów sprzedażowych, pozwalając szybko i dokładnie przygotować się do pierwszej rozmowy.
Jak to zrobić?
Te zmiany są odblokowywane sukcesywnie dla wszystkich kont. Aby uruchomić funkcję Account IQ, należy na profilu firmy przejść do zakładki o tej nazwie. Jeśli firma, którą chcemy analizować, jest zbyt mała, LinkedIn może nas poinformować, że nie ma na jej temat informacji.
8. Kampanie marketingowe oparte na AI
Każdy, kto prowadzi kampanie reklamowe, wie, jak trudny i wieloetapowy jest to proces. Wie to także LinkedIn, który chce walczyć z Meta o budżety marketerów, dlatego wprowadził nowy typ kampanii – Accelerate, o którym Abhishek Shrivastava, Vice President of Product, powiedział:
„Wiemy, że 84% marketerów wierzy, że sztuczna inteligencja wesprze ich w pracy, a oszczędność czasu w procesie tworzenia kampanii to świetny początek”.
Kampania ta składa się z tylko dwóch kroków – podajemy jej cel oraz stronę, na którą ma prowadzić. Następnie to AI analizuje stronę, cel oraz nasze poprzednie kampanie, aby przygotować nam wszystkie potrzebne elementy: analizę słów kluczowych, grupy docelowe, treści, grafiki oraz budżet.
Dlaczego warto?
Miałem okazję skorzystać z wersji testowej i najbardziej doceniłem możliwość zadawania pytań o każdy element kampanii – tak jakbym rozmawiał z asystentem. Dlaczego tak zaplanowałeś budżet? Jakie inne grupy docelowe proponujesz? Można też prosić o inną treść reklam. Pouczające i skuteczne.
Każdy element z niebieską gwiazdką jest sugerowany przez AI i można z AI o nim dyskutować, dlaczego tak a nie inaczej wygląda propozycja
Jak to zrobić?
Ta funkcjonalność została uruchomiona w marcu dla wybranych klientów z USA. Jesienią ma być odblokowana dla Europy.
Podsumowanie
Integracja GEN-AI z LinkedIn otwiera przed Tobą nowe możliwości – niezależnie od tego, czy chcesz dzięki niej zbudować swoją markę, znaleźć pracę, kandydata czy nowego klienta. Aby maksymalnie wykorzystać ten potencjał, warto zainwestować czas w poznanie opisanych narzędzi – nawet jeśli obecnie wymaga to któregoś z kont płatnych i przestawienia języka, którego używasz na tej platformie, na angielski.
A jeśli nie chcesz od razu wykupywać płatnych kont, dobrze byłoby przynajmniej je wypróbować podczas bezpłatnego okresu testowego, ponieważ korzyści – w postaci oszczędności czasu, lepszych treści czy dopasowanych ofert pracy i klientów – są tego zdecydowanie warte.
Key Points from the Lecture:
1. Wprowadzenie – O trudnościach dotarcia do wyspecjalizowanych grup docelowych
– Problem dotarcia do specyficznych grup zawodowych (przedsiębiorcy, lekarze, etc.)
– Tradycyjne metody marketingowe często nie działają dla nich skutecznie
2. Metoda 1: Autoironia
– Używanie humorystycznego podejścia skierowanego do konkretnej branży
– Przykład GitHR-a (Code2) – kanał humorystycznie opisujący relacje HR i programistów
– Przykład TLDTV – aplikacja do notatek ze spotkań, promowana przez zabawne filmiki ukazujące typowe sytuacje sprzedażowe
– Przykład Natalii Bogdan z Job House – humorystyczne filmiki o rekrutacji
– „Funny beats professional every time” – bycie profesjonalnym to podstawa, ale humor dodaje wartości
3. Metoda 2: Grupa, nie produkt
– Problem z tworzeniem treści edukacyjnych tylko o produkcie (przykład LMS-ów)
– Tworzenie treści o tematach interesujących dla grupy docelowej, nawet jeśli nie są bezpośrednio związane z produktem
– Przykład webinarów o „absurdach i patologiach w e-learningu” zamiast o samym narzędziu
4. Metoda 3: Targetowanie przez samoidentyfikację
– Problemy z tradycyjnym targetowaniem na Facebooku (właściciele małych firm, administratorzy stron, dane demograficzne)
– Wykorzystanie grup niestandardowych – targetowanie osób, które same się zidentyfikowały poprzez interakcję z odpowiednimi treściami
– LinkedIn jako skuteczne narzędzie do targetowania konkretnych stanowisk, ale wysokie koszty
– Wykorzystanie remarketingu do osób, które już wykazały zainteresowanie
5. Wnioski końcowe
– „Jeżeli coś się nie udaje, to winy należy szukać w sobie”
– „Marketing jest sztuką empatii” – zrozumienie grupy docelowej jest kluczowe
– „Kiedy marketing jest zrobiony właściwie, sprzedawanie właściwie nie jest konieczne”
Potencjalne cytaty:
1. „Funny beats professional every time. Bycie profesjonalnym jest warunkiem sine qua non. Tak po prostu musi być. Ale, jeżeli jesteś przy okazji poziom wyżej – warto o to walczyć.”
2. „Wiem, że jest trudne, o czym moglibyśmy przetworzyć treści nawet jeżeli tego nie sprzedajemy, ale zwłaszcza jeżeli tego nie sprzedajemy.”
3. „Marketing jest sztuką empatii – bo jeżeli zrozumiemy naszą grupę to ustawimy pod nią wszystko.”
4. „Kiedy marketing jest zrobiony właściwie, sprzedawanie właściwie nie jest konieczne.”
Ważne stwierdzenia:
1. Ciśnięcie we własne gniazdo sprawdza się w każdej branży – ludzie identyfikują się z problemami pokazanymi w humorystyczny sposób.
2. Treści powinny być „relatable” – ludzie muszą zobaczyć w nich siebie, swoje problemy i sytuacje.
3. Targetowanie standardowe często nie działa – lepiej stworzyć treści, które sprawią, że grupa docelowa sama się zidentyfikuje.
4. Jeśli chcemy dotrzeć do specyficznych grup zawodowych, tradycyjne metody marketingowe są niewystarczające.
Porady praktyczne:
1. Zamiast tworzyć treści tylko o swoim produkcie, pomyśl o tematach, które naprawdę interesują Twoją grupę docelową.
2. Wykorzystaj autoironię i humor branżowy, ale pamiętaj, żeby był zrozumiały tylko dla Twojej grupy docelowej.
3. Buduj grupy niestandardowe w narzędziach reklamowych, wykorzystując dane osób, które już weszły w interakcję z Twoimi treściami.
4. Na LinkedIn kieruj reklamy do konkretnych stanowisk, ale najpierw zbuduj zaangażowanie treściami wartościowymi, a dopiero potem próbuj sprzedawać.
5. Jeśli tradycyjne targetowanie nie działa, zmień swoje podejście – niech ludzie sami się targetują poprzez zainteresowanie Twoimi treściami.
Struktura artykułu:
1. Wprowadzenie – o problemie dotarcia do specyficznych grup zawodowych
2. Metoda 1: Autoironia – jak wykorzystać branżowy humor
3. Metoda 2: Grupa, nie produkt – tworzenie treści o tematach interesujących dla grupy docelowej
4. Metoda 3: Samoidentyfikacja – jak sprawić, by grupa docelowa sama się targetowała
5. Podsumowanie – marketing jako sztuka empatii
W dobie cyfrowego szumu informacyjnego dotarcie do precyzyjnie określonych grup zawodowych stanowi prawdziwe wyzwanie marketingowe. Artur Jabłoński, doświadczony ekspert z ponad 10-letnim doświadczeniem w sprzedaży i marketingu, dzieli się swoimi sprawdzonymi strategiami, które pozwalają skutecznie komunikować się z wymagającymi grupami odbiorców takimi jak przedsiębiorcy, lekarze czy specjaliści z konkretnych branż. W przeciwieństwie do tradycyjnych metod, które często zawodzą w takich przypadkach, prezentuje on trzy innowacyjne podejścia, które rzeczywiście przynoszą rezultaty.
Metoda 1: Autoironia jako sposób na dotarcie do branży
Pierwsza z metod, którą proponuje Jabłoński, polega na umiejętnym wykorzystaniu autoironii branżowej. Internet, choć teoretycznie jest miejscem pełnym ironii, w praktyce wciąż pozwala na skuteczne budowanie zaangażowania dzięki treściom, które w humorystyczny sposób obnażają codzienne realia danej branży.
Jak zauważa ekspert, przykładów takiego podejścia nie brakuje. Projekt HR-owy firmy Code2 znany jako GitHR, który w zabawny sposób pokazuje relacje między działami HR a programistami, stał się prawdziwym hitem w tej niszy. Podobnie aplikacja TLDTV do robienia notatek ze spotkań, promowana jest przez filmiki na TikToku, które w prześmiewczy sposób pokazują typowe zachowania handlowców podczas rozmów sprzedażowych.
Z polskiego podwórka świetnym przykładem jest Natalia Bogdan z firmy Job House, która tworzy zabawne filmiki ośmieszające typowe patologie rekrutacyjne. Jej treści rezonują z odbiorcami właśnie dlatego, że pokazują sytuacje, z którymi każdy HR-owiec się zetknął, ale przedstawione w krzywym zwierciadle.
Funny beats professional every time. Bycie profesjonalnym jest warunkiem sine qua non. Tak po prostu musi być. Ale, jeżeli jesteś przy okazji poziom wyżej – warto o to walczyć.
Kluczem jest tworzenie treści, które są zabawne i zrozumiałe wyłącznie dla konkretnej grupy zawodowej. Nie chodzi o to, by bawić wszystkich, ale by tworzyć treści, które będą rezonować wyłącznie z właściwą grupą docelową. Dzięki temu przyciągamy dokładnie tych, na których nam zależy, a pozostali przejdą obojętnie obok naszych komunikatów, nie widząc w nich nic wartościowego dla siebie.
Pamiętaj, że autoironia branżowa nie umniejsza Twojemu profesjonalizmowi. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że doskonale rozumiesz realia branży i potrafisz spojrzeć na nie z dystansem.
Metoda 2: Grupa, nie produkt
Druga metoda opisana przez Jabłońskiego to radykalna zmiana podejścia do tworzenia treści. Zamiast skupiać się na edukowaniu o swoim produkcie, warto skupić się na tematach, które faktycznie interesują naszą grupę docelową – nawet jeśli nie są bezpośrednio związane z tym, co sprzedajemy.
Ekspert przytacza przykład z własnego doświadczenia, gdy był współwłaścicielem startupu Wahms oferującego system LMS (Learning Management System) dla firm. Początkowo firma próbowała tworzyć treści edukacyjne o samym produkcie: jak wybrać LMS, najczęstsze błędy przy wdrożeniach czy kiedy zdecydować się na zmianę systemu. Szybko okazało się jednak, że te tematy nikogo nie interesują – systemy LMS wymienia się raz na dekadę, a wyszukiwania związane z tymi hasłami były minimalne.
Wiem, że jest trudne pytanie – o czym moglibyśmy tworzyć treści nawet jeżeli tego nie sprzedajemy, a zwłaszcza jeżeli tego nie sprzedajemy.
Zamiast tego firma stworzyła serię webinarów pt. „Absurdy, patologie i e-learning”, gdzie dzielono się zabawnymi historiami o tym, jak pracownicy oszukują podczas szkoleń online – np. kupując bony do spa koleżankom, by odsiedziały za nich szkolenie z inkluzywności, czy używając mechanicznych urządzeń symulujących ruch myszki, by system myślał, że uczestniczą w szkoleniu. Te treści, choć nie dotyczyły bezpośrednio produktu, przyciągały dokładnie tych ludzi, którzy byli potencjalnymi klientami.
Dzięki temu firma wyszła poza wąską specjalizację samego narzędzia LMS i zaczęła być kojarzona szerzej – jako ekspert od skutecznej edukacji w firmach. Co więcej, osoby klikające w takie treści same identyfikowały się jako grupa docelowa, co umożliwiało późniejsze targetowanie.
PORADA
1. Zastanów się, jakie problemy ma Twoja grupa docelowa, niekoniecznie związane z Twoim produktem.n2. Twórz treści, które dotyczą tych problemów – nawet jeśli wykraczają poza obszar Twojej oferty.n3. Staraj się być częścią szerszej rozmowy branżowej, zamiast tylko promować swój produkt.n4. Zaproś ekspertów z pokrewnych dziedzin do współtworzenia treści, aby rozszerzyć swoją perspektywę.n5. Pamiętaj, że celem jest stać się częścią społeczności, a nie tylko sprzedawcą.
Metoda 3: Niech odbiorcy sami się targetują
Trzecia metoda dotyczy problemu targetowania w płatnych kampaniach reklamowych. Jabłoński wskazuje, że standardowe opcje targetowania na platformach takich jak Facebook (właściciele małych firm, administratorzy stron, dane demograficzne) często zawodzą przy dotarciu do specyficznych grup zawodowych.
Zamiast tradycyjnego targetowania proponuje on odwrócenie procesu – sprawienie, by to odbiorcy sami się targetowali poprzez interakcję z odpowiednimi treściami. Ekspert zwraca uwagę na tzw. „grupy niestandardowe” w narzędziach reklamowych, które pozwalają targetować osoby na podstawie ich wcześniejszych interakcji z naszymi treściami.
To właśnie dlatego warto prowadzić profile w mediach społecznościowych i tworzyć treści specyficzne dla danej branży – czy to żarty hermetyczne, czy wartościowe materiały edukacyjne. Kiedy ktoś wchodzi w interakcję z takimi treściami, identyfikuje się jako część naszej grupy docelowej, co pozwala nam później docierać do niego z bardziej sprzedażowymi komunikatami.
Jabłoński wskazuje również na LinkedIn jako platformę, która faktycznie pozwala na precyzyjne targetowanie według stanowisk i wielkości firm. Zauważa jednak, że standardowe podejście – kierowanie od razu reklam sprzedażowych do tej grupy – jest kosztowne (ok. 5,5$ za kliknięcie) i mało skuteczne (CTR poniżej 0,5%).
Znacznie lepszym rozwiązaniem jest wykorzystanie LinkedIn do generowania wartościowego ruchu poprzez treści interesujące dla grupy docelowej, a następnie stosowanie remarketingu do osób, które już wykazały zainteresowanie. Taka strategia pozwala obniżyć koszty kliknięcia nawet pięciokrotnie.
Najskuteczniejsze kampanie remarketingowe są kierowane do osób, które już zidentyfikowały się jako Twoja grupa docelowa poprzez interakcję z Twoimi treściami.
Marketing jako sztuka empatii
Podsumowując swoje wystąpienie, Artur Jabłoński podkreśla kilka kluczowych zasad, które warto stosować w marketingu skierowanym do specyficznych grup zawodowych:
Jeżeli coś się nie udaje, winy należy szukać w sobie i swoim podejściu, a nie w narzędziach czy grupie docelowej
Marketing jest sztuką empatii – zrozumienie grupy docelowej jest kluczem do sukcesu
Kiedy marketing jest zrobiony właściwie, sprzedawanie właściwie nie jest konieczne
Te trzy metody – wykorzystanie autoironii branżowej, tworzenie treści o tematach interesujących dla grupy (a nie o produkcie) oraz umożliwienie odbiorcom samoidentyfikacji – stanowią kompleksowe podejście do problemu dotarcia do specyficznych grup zawodowych.
Marketing jest sztuką empatii – bo jeżeli zrozumiemy naszą grupę, to ustawimy pod nią wszystko.
Skuteczny marketing do grup zawodowych wymaga zatem nie tylko zrozumienia ich potrzeb związanych z naszym produktem, ale również szerszego spojrzenia na ich codzienne problemy, poczucie humoru i kontekst zawodowy. Tylko takie holistyczne podejście pozwala przebić się przez szum informacyjny i naprawdę nawiązać kontakt z wymagającymi odbiorcami.
To, że mamy różnorodność pokoleniową na rynku pracy, wiemy już wszyscy. Nie wszyscy jednak jeszcze wiemy, jak docierać, rekrutować i angażować kandydatów wszystkich generacji. W tym artykule podpowiem Ci kilka sposobów na to, jak nie stracić okazji do rekrutacji pracowników w różnym wieku i prowadzić skuteczny marketing rekrutacyjny dla wszystkich pokoleń.
Marketing rekrutacyjny: od czego zacząć?
Zanim zaczniesz rekrutować różne pokolenia, przyjrzyj się obecnej strukturze pokoleń w Twojej organizacji. Czy korzystasz z mocnych stron pracowników w różnym wieku? Jak prowadzone są rekrutacje? Czy firma ma tendencję do zapraszania na rozmowy kwalifikacyjne np. tylko osób młodszych albo tylko starszych? A jeśli tak, to dlaczego tak się dzieje?
Kandydaci, MY, jesteśmy różni, w różnym wieku. Wszyscy domagamy się równie dobrego i poważnego traktowania. Rekrutacja pokoleń dotyczy każdego z nas. Dziś jesteś młodym pokoleniem, jutro będzie nim ktoś młodszy.
Według raportu World Economic Forum większość pracodawców w ramach programów DEI będzie priorytetowo traktowało kobiety (79%), młodych kandydatów poniżej 25. roku życia (68%) oraz osoby z niepełnosprawnościami (51%). Jednak preferując określoną grupę wiekową pracodawcy sami ograniczają sobie dostęp do kandydatów. Po co polować tylko na młode talenty (których jest mało), kiedy można zarzucić sieci na wszystkie pokolenia?
Jednak jak zabrać się za marketing rekrutacyjny skierowany do pracowników i o czym warto pamiętać? Poniżej znajdziesz siedem ważnych kwestii, dzięki którym zrozumiesz, dlaczego warto rekrutować kandydatów z różnych pokoleń i jak to zrobić w praktyce.
Kampania OLX Praca zwracająca uwagę na wykluczenie kandydatów 50+ z rynku pracy. Warto obejrzeć spoty wideo „OLX Praca. Zawód po 50-tce”
1. Zrozum, skąd biorą się przedziały pokoleniowe
Specjalnie piszę przedziały, aby uniknąć słowa podziały, które kojarzą się od razu z tym, że coś nas może podzielić, poróżnić. Lubię myśleć o generacjach jako o przedziałach pociągu, który i tak jedzie w jednym kierunku. Na początek warto założyć, że opisy pokoleń – Zetek, Iksów, Millenialsów i Baby Boomers – zostały stworzone po to, aby ułatwić nam poznanie pokoleń. A nie po to, aby nas kategoryzować i szufladkować.
Skąd się wzięły opisy różnych pokoleń? Przede wszystkim z różnych okoliczności i możliwości, jakie mieliśmy w najmłodszych latach. Kształtują nas warunki, w jakich wyrastamy: społeczne, gospodarcze, ekonomiczne. Wpływa na nas także:
system edukacji,
środowisko,
możliwości związane z rynkiem pracy,
rozwijające się technologie itd.
I choć każde pokolenie prędzej czy później zaczyna wzdychać nad tym, że miało najlepiej, że wie lepiej, to nie powinno to nikogo dziwić. Każde pokolenie ma prawo do własnej opinii.
Różnorodność pokoleniowa jest faktem. Inkluzywność jest koniecznością, a może stać się przywilejem, jeśli nauczymy się korzystać z talentów, doświadczeń i perspektyw rożnych generacji.
Dla pracodawcy różnorodność pokoleniowa oznacza większy wysiłek. Wysiłek, który musimy włożyć w komunikację z kandydatami i pracownikami. Bo budowanie angażujących miejsc pracy dla wszystkich pokoleń będzie bardziej złożone. To większy stopień skomplikowania procesów i relacji z kandydatami, ale też relacji w firmie (częstsze konflikty i nieporozumienia w zespołach).
Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, łatwo byłoby nas wszystkich zaspokoić tym samym benefitem, stylem zarządzania czy częstotliwością feedbacku. Ostatnie lata przyniosły jednak tak ogromne zmiany pod kątem ekonomicznym i technologicznym, że kolejne pokolenia pracowników wnoszą na rynek pracy nowe oczekiwania, nowe motywacje, nowy styl pracy i komunikacji. Pracodawcy muszą za tymi zmianami w oczekiwaniach nadążyć, jeśli chcą skorzystać z różnorodności talentów i doświadczeń, jakimi dysponują różne pokolenia.
IKEA już w 2020 r. zrealizowała kampanię w ramach Strategii Różnorodności i Włączania, w której skupiała się na pokoleniu 50+. Niestety, przykładów takich kampanii ze strony innych pracodawców nadal jest bardzo mało.
Źródło: ikea.com/pl/newsroom/
I choć wczoraj rynek pracy wzdychał na milenialsów, to dziś mają oni już 40 lat i są rodzicami zupełnie nowego pokolenia młodych kandydatów. Nasze oczekiwania zmieniają się również dlatego, że zmieniają się okoliczności, w których żyjemy. Niektórzy z nas spodziewają się dzieci, inni posyłają je już na studia, a jeszcze inni kończą spłacać hipotekę. Nasze życie prywatne i rodzinne ma ogromny wpływ na to, jakie mamy preferencje dotyczące sposobu i czasu wykonywania pracy – czy potrzebujemy pracy zdalnej, jakie mamy sympatie do określonych benefitów (czy wybieramy ubezpieczenie na życie czy dofinansowanie przedszkoli).
Jeśli jako pracodawcy chcemy docierać i pozyskiwać pracowników różnych pokoleń, musimy dopasowywać działania marketingu rekrutacyjnego do różnych pokoleń.
2. Poznaj swoich kandydatów
Marketing nie robi komunikacji bez opisania (poznania) klienta. Marketing rekrutacyjny też nie powinien. Dlatego warto wykonać ćwiczenie opisywania person, do których skierowana ma być kampania rekrutacyjna. Pomoże Ci w tym spora ilość badań dostępnych na rynku, może pomóc też ChatGPT, ale przede wszystkim pomocni będą ludzie, których już znasz i z którymi pracujesz. Zrozum i poznaj motywacje, oczekiwania, ale i obawy kandydatów w różnym wieku.
Dysponujesz wynikami badań zaangażowania pracowników? Przejrzyj wyniki pod kątem grup wiekowych. Co najbardziej cenią sobie pracownicy 50+, a czego oczekują 25+? Jaki mają stosunek do benefitów? Do przywództwa? Do pracy zdalnej? Za co cenią miejsce pracy? Czego spodziewają się w procesie rekrutacyjnym?
PORADA
Dobre praktyki w rekrutacji, jak np. udzielanie informacji zwrotnej, stosuj do wszystkich pokoleń.
3. Unikaj ogólników i sloganów rekrutacyjnych
Pisząc ogłoszenie rekrutacyjne, omijaj szerokim lukiem „młode, dynamiczne zespoły”, jeśli Twój zespół nie jest tylko młody i dynamiczny. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że jako pracownicy preferujemy pracę w zróżnicowanych zespołach. Więc jeśli taka jest struktura Twojej firmy, to zastanów się, dlaczego i czy taka ma pozostać. Badania wskazują na wyższą efektywność zespołów zróżnicowanych, nie tylko pokoleniowo.
Trudno też uwierzyć, że wszystkie firmy nagle są liderami na rynku i dążą do dynamicznego rozwoju. Opisując firmę, zakres obowiązków, benefity itd. bardziej opłaci się prawda.
79% specjalistów podaje*, że istnieje rozbieżność między tym, co czytają w ogłoszeniu rekrutacyjnym, a tym, o czym dowiadują się na spotkaniu (np. o zakresie obowiązków). To świadczy nie tylko o nieprofesjonalnym procesie rekrutacyjnym, ale także zwiększa rozczarowanie kandydatów. Nie wspominając o dodatkowych kosztach, jakie generuje organizacja kolejnych spotkań, a nawet uruchamiania nowych rekrutacji.
* Źródło: Raport Candidate Experience w Polsce 2023/2024, eRecruiter
4. W ogłoszeniu lepiej postaw na dowody, a nie tylko na powody
Kandydaci chcą znać prawdę i konkrety. Dlatego w ogłoszeniu rekrutacyjnym podawaj dowody, a nie tylko powody. Chcesz, aby kandydaci uwierzyli, że oferujesz międzynarodowe możliwości rozwoju? Zastąp obietnicę dowodem, np. w postaci informacji, że „40% naszej kadry menedżerskiej ma na koncie relokacje do oddziałów w innych krajach”. Zamiast dawać obietnicę nauki języków obcych, podaj dowód (np. „Realizujemy bezpłatne kursy na terenie zakładu. W 2021 r. 450 naszych pracowników uzyskało certyfikat z języka angielskiego”). Prawda się opłaci, a konkrety uwiarygodnią obietnice.
5. Pracownicy (w różnym wieku) będą najlepszymi brand herosami Twojej marki
Ludzie sprzedają najlepiej, bo są wiarygodni. Podobnie jak opinie o produktach, tak i opinie o pracodawcach czytamy chętnie i wierzymy w nie bardziej niż w deklaracje głoszone przez markę. Jeśli już masz zróżnicowany pokoleniowo zespół, nie zapomnij o zaangażowaniu rożnych grup wiekowych w komunikację marki.
PORADA
Weź pod uwagę, że kandydaci poszukują w social mediach informacji również o swoich potencjalnych przełożonych. Warto pamiętać też o różnorodności pokoleniowej podczas organizowania programów typu employee advocacy. Opinie pracowników będą miały znaczenie dla kandydatów, tak samo jak np. ich profile na LinkedInie, z których kandydaci mogą dowiedzieć się m.in. o ścieżce rozwoju w firmie. Jeśli organizujesz kampanię ambasadorską, pamiętaj, aby zaprosić do niej wszystkich pracowników, a nie tylko młodych (tych na plakatach widzieliśmy już dość).
Bardziej zróżnicowani pokoleniowo ambasadorzy w mediach społecznościowych to bardziej zróżnicowane sieci kontaktów, do których dotrą informacje o firmie jako o potencjalnym pracodawcy. Jak może wyglądać to w praktyce? Np. tak jak zrobił to Lidl w kampanii employer brandingowej „Razem w Lidlu” z 2024 r., w której wystąpili pracownicy firmy, zaś sama marka pokazała swój stosunek m.in. do wieku czy wyglądu kandydata w procesie rekrutacyjnym.
Marketing rekrutacyjny: kampania „Razem w Lidlu”. Źródło: markapracodawcy.pl
Z kolei na stronie kariery marki Hugo Boss znajdują się informacje m.in. na temat tego, ile kobiet jest w kadrze menedżerskiej firmy, ile narodowości reprezentują pracownicy, jaka jest średnia wieku w firmie. W filmie pracownicy opowiadają o tym, co odróżnia ich od innych, promują różnorodność w zespole.
Strona kariery Hugo Boss. Źródło: Źródło: careers.hugoboss.com/global/en/the-power-of-differences
Zaś Philip Morris w swojej kampanii employer brandingowej podkreśla, że opiera się stereotypom w rekrutacji. Kreacje reklamowe pokazują konkrety, m.in. ile osób w wieku 50+ pracuje w fabryce.
Kampania employer brandingowa marki Philip Morris
6. Dopasuj treść i kanały dotarcia z ofertą do kandydatów
Różne generacje to różne formaty i kanały komunikacji. O ile najmłodsi kandydaci najczęściej wybierają spośród portali rekrutacyjnych OLX.pl, to najstarsze pokolenia szukają ofert raczej na Praca.pl lub Pracuj.pl. Dla najmłodszych najefektywniejszym kanałem komunikacji może być Facebook i Instagram lub plakaty na uczelniach. Dla starszych pokoleń już niekoniecznie.
Wybieraj miejsca, gdzie pokolenia, z którymi chcesz się skomunikować, spędzają czas online, ale też offline. O tym, kto, gdzie i jak reaguje na ogłoszenia rekrutacyjne, dowiesz się, pytając samych kandydatów – zadając im pytanie o to, skąd mają informację o firmie. Wystarczy, że dodasz do arkusza rekrutacyjnego dodatkowe pytanie, czy wysłanie aplikacji jest efektem jakiejś kampanii, czy polecenia znajomego itd. Systemy rekrutacyjne ATS pozwalają na zbieranie i zarządzanie takimi danymi.
Poza tym warto też pytać swoich pracowników w różnym wieku o porady w tym zakresie. Zebrane informacje umieść w opisach person. Konsultuj kanały i treści ogłoszenia z osobami, które reprezentują pokolenia, do których chcesz dotrzeć. Następnie ciągle badaj i mierz skuteczność poszczególnych kanałów dotarcia. Skąd otrzymujesz najwięcej aplikacji? Z którego kanału przychodzi najwięcej „trafionych” kandydatów? Na koniec dnia nie chodzi o liczbę otrzymanych CV, ale o ich jakość.
Stawiaj na efektywność kanałów dotarcia i pozyskiwania kandydatów. I pamiętaj, że to nie liczba lajków pod postem na Facebooku jest ważna, ale faktyczne przełożenie się tych reakcji na sukces rekrutacji.
7. Wyjście ze swojego przedziału pokoleniowego Ci się opłaci
Pamiętaj, że wszyscy jesteśmy narażeni na poddawanie się zbyt szybkiej ocenie i wszyscy mamy nieświadome uprzedzenia, które kierują naszymi decyzjami. Jednak jeśli chcemy prowadzić dobrą rekrutację i pozyskać najlepszych kandydatów, musimy starać się od tych własnych uprzedzeń zdystansować.
Wiek nie jest datą przydatności do pracy. Wprost przeciwnie – osoby doroślejsze stanowią dziś ogromny potencjał na rynku pracy. Gdy większość bije się o Zetki, których jest na rynku mało, czy nie lepiej poszerzyć zakres poszukiwań? Tak jak zrobił to Rohlig Suus, ogłaszając rekrutację na staż, gdzie oferta skierowana jest zarówno do studentów, jak i do osób w wieku 50+. Oznacza to, że firma zaprasza na staże osoby z dwóch różnych pokoleń.
Źródło: Rohlig Suus
Marketing rekrutacyjny: inkluzywność pokoleniowa dotyczy wszystkich
Dlaczego poważne traktowanie kandydatów w każdym wieku jest ważne? Bo dotyczy nas wszystkich. Nieistotne, ile lat masz dziś i z jakiego jesteś pokolenia. Jutro będziesz starszy/a. W 2040 r. 40% społeczeństwa w Polsce będzie w wieku 50+4. Milenialsi już dziś są osobami 40+ i nikt już o nich nie mówi: „młodzi, roszczeniowi”. Jakiego traktowania starszych pokoleń nauczymy młode generacje, jeśli sami będziemy dziś dojrzałych kandydatów z rekrutacji wykluczać?
Według badań IPSOS, muzyka w reklamie jest najbardziej lubianym elementem marketingu marki wskazywanym przez konsumentów. Tymczasem firmy komunikują się przede wszystkim przez logo, kolory i slogany, a muzyka stanowi jedynie 8% wszystkich wykorzystywanych zasobów. Powód, dla którego tak się dzieje, jest prozaiczny – rzadko kto naprawdę wie, jak dobrać muzykę do danej kreacji i jak ten proces powinien wyglądać.
Muzyka zostawiana jest często na sam koniec budżetowania, kiedy do deadline’u zostają ostatnie trzy dni. W efekcie doskonale przemyślana kreacja pod względem merytorycznym i wizualnym jest „zapychana” jakąkolwiek muzyką stworzoną „na już” na zamówienie przez znajomego producenta muzycznego bądź wybierana jest z bazy dźwięków. Coś w tym procesie nie gra, a odpowiedź na tę bolączkę jest na wyciągnięcie ręki – nazywa się audio branding.
Audio branding to przemyślany system (język) stworzonych od podstaw brzmień i melodii, które identyfikują markę i tworzą jej tożsamość przez lata.
Na identyfikację muzyczną składają się takie dźwięki jak: Audio Logo (popularnie nazywane jinglem lub dżinglem firmy), Audio DNA („dźwiękowy brandbook”, tylko nie w postaci PDF-a, a ok. 45–90-sekundowego utworu muzycznego; ukazane są w nim brzmienia i melodie charakteryzujące markę), muzyka do reklam, dźwięk na infolinię konsumencką, podkłady muzyczne na YouTube, intro do podcastów, muzyka do biura, na targi, prezentacje sprzedażowe i wiele innych.
Identyfikacja dźwiękowa jest zbyt istotną częścią biznesu, potrafiącą zbudować silne powiązania emocjonalne z marką, aby podchodzić do tej kwestii pobieżnie. Dlatego czas zanurzyć się w temat głębiej. Niniejszy artykuł odpowiada na następujące pytania:
Jak zabrać się za zaplanowanie muzyki, którą będzie wykorzystywać marka?
Kto powinien zdecydować, jak muzyka będzie brzmieć?
Jak wygląda proces produkcji i doboru dźwięków dla firmy?
1. Wybór agencji audio brandingowej
Kiedy marketing manager zdecyduje się podjąć temat okiełznania przekazu muzycznego marki, zwykle zaczynają się wewnętrzne dyskusje o muzyce. Jeden ze współpracowników powie, że firmie blisko do klasycznej muzyki, inny zasugeruje podejście bardziej elektroniczne, a jeszcze inny zapyta o wykorzystanie melodii ze znanej piosenki – zastanawiając się jednocześnie, jak daleko można się w tej kwestii posunąć, aby nie zostać pozwanymi przez oryginalnych autorów. W końcu ktoś powie: „hej, czy nasza agencja reklamowa nie zajmuje się też muzyką?!” – zapewne tak, jednak jest to poziom kampanii, a chodzi tu o rozwiązanie problemu raz na zawsze, zatem interesujący poziom to ten dotyczący brandingu marki.
Audio branding to bardziej branding niż audio. Podczas procesu doboru wykonawcy identyfikacji dźwiękowej należy się upewnić, że jest to ekspert w tym wąskim polu, który stworzy inteligentny system dźwięków, będący elastyczny i możliwy do ewoluowania razem z marką, nawet na przestrzeni dekad.
Należy uważać na firmy i agencje, które mówią, że tworzą audio branding, a następnie w dwa dni komponują jeden długi dźwięk, który następnie można pociąć – to nie jest system dźwięków. Profesjonalny proces audio brandingowy powinien trwać od ok. dwóch do nawet sześciu miesięcy, ale oczywiście zależy to od potrzeb marki.
Proces tworzenia audio brandingu jest bardzo zbliżony do tego, z którym marketerzy spotykali się już niejednokrotnie. Istotną kwestią jest jedynie to, aby do brandingu muzycznego podejść tak samo poważnie jak do brandingu wizualnego. Różnica między jednym a drugim procesem polega przede wszystkim na przesunięciu perspektywy z aspektu wizualnego na aspekt dźwiękowy.
2. Wstępny briefing
Celem pierwszego briefingu jest zapoznanie się i zrozumienie potrzeb i wyzwań marki przez agencję audio brandingową. Na tym etapie będą pojawiać się standardowe pytania, tj. o misję, wartości, charakter czy archetyp marki. Trzeba przygotować się na „grillowanie” – profesjonalna agencja zwykle drąży temat tak bardzo, że uczestnicy briefingu wychodzą z niego spoceni. Dla firmy audio brandingowej najważniejsze będzie wytypowanie najistotniejszych cech, emocji lub słów kluczowych, z którymi marka ma być wiązana.
Przykład:
Marka McDonald’s od 2003 r. doskonale wspiera swoją komunikację, wykorzystując znane na całym świecie Audio Logo „I’m lovin’ it”. Ten 5-nutowy dżingiel („pa ra pa pa pa”) został wyprodukowany przez Pharella Williamsa i zaśpiewany przez Justina Timberlake’a. Logo dźwiękowe McDonald’s miało oddawać wartości marki, czyli radość i zabawę, ale także prostotę i spokój, rozumiany jako bezpieczeństwo (spożywania posiłków). Stworzone logo jest doskonale elastyczne – da się je zanucić, wygwizdać, wyszeptać, wykrzyczeć oraz przearanżować, kreatywnie dopasowując się do danej reklamy, na każdym zakątku globu. To było głównym zadaniem twórców – stworzyć dźwięk uniwersalny, który będzie odbierany („smakowany”) tak samo przez wszystkich konsumentów na całym świecie – tak jak produkty McDonald’s.
3. Badanie konkurencji
Kolejnym krokiem, który powinna wykonać firma audio brandingowa, jest badanie konkurencji i ustalenie benchmarków. Agencja powinna przeprowadzić audyt i badania porównawcze. Ten etap jest niezwykle istotny, ponieważ może się okazać, że w branży, w której funkcjonuje firma, mogą istnieć pewne „kody”, zabiegi dźwiękowe, do których być może warto albo się zbliżyć, albo, albo wręcz odwrotnie – wyraźnie się od nich odróżnić.
Takie kody funkcjonują w wielu różnych branżach. Na przykład w branży ubezpieczeń na życie zwykle stosowana jest muzyka spokojna, przy której można się zrelaksować. Brzmienia są łagodne, tempo wolne, lektor ma ciepły, wzbudzający zaufanie głos. Innym przykładem marek, które posługują się pewnym „kodem” muzycznym w reklamach, są sklepy z elektroniką. Wykorzystywana muzyka jest zwykle bardzo dynamiczna, często wręcz „krzycząca” z telewizora czy radia – nieważne czy głosem reklamy jest zawadiacki lektor, czy popularna piosenkarka. Agencja audio brandingowa musi zawsze brać takie „kody” pod uwagę i świadomie zdecydować: płynąć z nurtem czy iść pod prąd?
4. Utworzenie wewnętrznego zespołu „Słuchaczy”
To kwestia rzadko poruszana przy procesie brandingu, jednak przy tworzeniu identyfikacji dźwiękowej jest niezwykle istotna. Warto stworzyć w firmie niewielki zespół, który zajmie się… słuchaniem. Taka ekipa (nazywana w naszej firmie „Słuchaczami”), powinna składać się z nie więcej niż 6–8 osób, które doskonale znają markę, ale nie muszą być muzykami i znać się w ogóle na muzyce – nawet lepiej, jeżeli osoby te w ogóle nie mają do czynienia z profesjonalną produkcją muzyki na co dzień czy też nie mają wykształcenia muzycznego. Po prostu większość klientów marki nie ma takiego wykształcenia, dlatego zespół „Słuchaczy” powinien być tak dobrany, aby był możliwie najbardziej obiektywny. Mogą być to managerowie wszelkiego typu, osoby zajmujące się obsługą klienta, developerzy produktu, testerzy, marketerzy, pracownicy agencji reklamowej.
5. Analiza płaszczyzn styku
W następnym etapie, wspólnie z agencją audio brandingową, powinno się wyszczególnić najważniejsze płaszczyzny styku klienta z marką (touchpoints), w których można używać elementów systemu dźwiękowego. Istnieją pewne płaszczyzny zbieżne prawie dla każdej marki (jak strona www, social media, infolinia konsumencka, filmiki produktowe), ale branże różnią się między sobą i każda firma ma coś szczególnego – jedyną w swoim rodzaju płaszczyznę do wykorzystania dźwięku. Producent aut elektrycznych ma cały ocean możliwości wykorzystania dźwięku wewnątrz samochodów.
Przykłady:
Agencja nieruchomości może wykorzystywać dźwięk przy wizualizacjach 3D lub podczas oprowadzania klientów po mieszkaniach. Influencer z branży beauty może stworzyć własną piosenkę, w której refren będzie oparty na pewnym głównym motywie (tzw. hooku), stanowiącym jednocześnie jego „signature sound” – który w dalszej kolejności może być wykorzystywany przez jego społeczność w social mediach lub do różnego rodzaju kreatywnych konkursów.
Przykładów na kreatywne wykorzystanie własnego audiobrandingu jest praktycznie prawie tyle , ile firm, które posiadają profesjonalną identyfikację muzyczną. Jakiś czas temu na polskim TikToku głośno było o akcji marki Motorola, która ogłosiła konkurs na kreatywne przerobienie ich kultowego dżingla „Hello Moto”. Podobny konkurs w 2022 r. ogłosiło BMW w ramach własnego Interaktywnego Festiwalu Kreatywności. Zadanie polegało na pomysłowym oddaniu hasła „Kreatywne Jazdy” w dźwięku, którego długość nie mogła przekraczać 5 sekund. Do konkursu przystąpiło kilkuset twórców z całego kraju, a sam Festiwal odbywał się we współpracy BMW z takimi artystami, jak Monika Brodka czy Krzysztof Zalewski.
Ciekawym przykładem zza granicy są francuskie koleje państwowe – SNCF. Firma ma tak dźwięczne i charakterystyczne Audio Logo, że gitarzysta zespołu Pink Floyd David Gilmour stworzył całą piosenkę na jego bazie. Utwór „Rattle that lock” w krótkim czasie stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych w solowej historii twórczości tego muzyka. Skalę pozytywnego efektu dla kolei SNCF można sobie wyobrazić – utwór odbił się szerokim echem, rozgłosem wykraczając daleko poza granice Francji.
6. Propozycja strategii
Po wskazaniu płaszczyzn wykorzystania dźwięku na tym etapie firma audio brandingowa powinna zaproponować już wstępną strategię wdrożenia komunikacji dźwiękowej do marketingu marki.
To tu powinno się zdecydować, czy najpierw prezentowane będzie audio logo w filmikach produktowych, czy lepiej zacząć od muzyki nadawanej tylko w infolinii klienckiej, a może najlepszym rozwiązaniem będzie w pierwszej kolejności zastosowanie i przedstawienie dźwięków podczas wewnętrznych spotkań i szkoleń z pracownikami firmy.
Ta wstępna propozycja strategii nie jest jeszcze wiążąca, ale wskazuje zarówno firmie, jak i agencji audio brandingowej pewien kierunek. Finalna strategia jest przedstawiana na końcu całego procesu, razem z tzw. Sound Bookiem, o którym później.
7. Audio Moodboards
Tutaj rozpoczyna się kreatywna praca agencji audio brandingowej nad doborem stylu dźwiękowego dla marki. Na etapie moodbooardu agencja powinna przedstawić ekipie „Słuchaczy” playlistę, zawierającą 6–8 utworów zebranych ze Spotify, YouTube bądź innego ogólnodostępnego źródła. Utwory te powinny odzwierciedlać cechy bądź słowa klucze, wskazane na etapie pierwszego briefingu. Firmy rzadko kiedy są jednowymiarowe, dlatego często warto zastanowić się nad stworzeniem kilku playlist. Inaczej będzie brzmiał moodboard dla słowa „innowacja”, a inaczej dla takich haseł, jak „luksus”, „zabawa”, „human touch” czy „słodycz”.
Celem sesji spotkań między agencją audio brandingową a zespołem „Słuchaczy” jest stworzenie takiego moodboardu dźwiękowego, który w najlepszy sposób będzie reprezentować najbardziej oczekiwany charakter muzyczny marki. Na tym etapie agencja zajmująca się identyfikacją muzyczną powinna wyczytać z moodboardu m.in. to, jaki rytm, instrumentacja, wokalizacja czy tonacja będą najlepsze dla marki.
8. Akceptacja ostatecznego briefu
Finalny brief jest najistotniejszym elementem, który zespoli wszystkie poprzednie kroki. W briefie agencja audio brandingowa powinna zawrzeć wnioski z analizy konkurencji, spisać wszelkie płaszczyzny styku, w których można wykorzystywać dźwięk, finalnie zawrzeć ostateczny moodboard i wytyczyć kierunek, w którym będzie komponowana i produkowana muzyka przez twórców.
9. Tworzenie Audio DNA i Audio Logo
Po akceptacji briefu agencja audio brandingowa rozpoczyna prace nad tzw. Audio DNA marki. Audio DNA to główny plik dźwiękowy firmy, stworzony od zera przez producenta muzycznego, zawierający się w przedziale 45–90 sekund, prezentujący brzmienia, rytm i melodie – swoisty elementarz dźwiękowy marki, źródło i referencję na przyszłość. To w tej kompozycji zawarta jest „dusza” marki.
PORADA
Audio DNA powinno być dźwiękową reprezentacją ustaleń zawartych w briefie. Plik ten nie służy do wykorzystywania go w jakiejkolwiek płaszczyźnie styku klienta z marką – to plik wewnętrzny, tylko dla zarządu i pracowników firmy. Z Audio DNA wynika także Audio Logo (popularnie zwane dżinglem), czyli najważniejszy dźwięk, który będzie prezentowany klientom poprzez wszelkie touchpointy, wokół którego będzie odbywać się potem cała magia.
Współpraca przy konferencji I Love Marketing
Przykładem dobrej współpracy agencji z marką jest współpraca zespołu sprawnego.marketingu z naszą agencją, SoundizeTM Audio Branding. W 2017 r. zostaliśmy poproszeni o wykonanie pełnego udźwiękowienia legendarnej już konferencji I Love Marketing & Technology, odbywającej się w Złotych Tarasach. Naszym głównym zadaniem było stworzenie takiego Audio Logo marki, które zostanie zrozumiane i zaakceptowane przez innych specjalistów od marketingu, gdyż to oni są głównymi odbiorcami treści.
Audio Logo skomponowaliśmy na pięciu nutach, które stanowią sylabizację sloganu i jednocześnie nazwy konferencji „I-love-mar-ke-ting”. Brzmienie logo jest bardzo minimalistyczne, acz dynamiczne i elektroniczne – w ten sposób podkreśliliśmy profesjonalny i nowoczesny charakter marki. Barwa Audio Logo jest taka, że z łatwością można je stosować w elastyczny sposób w innych, dłuższych aranżacjach (np. w utworze „entry stage”, który jest odtwarzany podczas wchodzenia prelegenta na scenę czy w ramach videorelacji „after movie”).
Logo i Audio DNA marki musiało być tak wykonane, aby nadawało się do każdej płaszczyzny, gdzie dochodzi do kontaktu marki z klientem. Dźwięk zatem miał pasować zarówno na ogromną konferencję, jak i na mniejsze, wyspecjalizowane szkolenia czy do używania w materiałach filmowych w social mediach.
Dobra agencja audio brandingowa nie „wciska” Audio DNA klientowi na siłę, na tym etapie nie powinno być miejsca na usilną sprzedaż. Audio DNA powinno zostać zrozumiane i zaakceptowane przez zespół „Słuchaczy” – powinni oni się w nim wręcz zakochać. Tylko takie empatyczne podejście gwarantuje, że marka będzie stosować wykonaną identyfikację dźwiękową w sposób konsekwentny i przemyślany.
W proces tworzenia Audio DNA warto aktywnie zaangażować zespół „Słuchaczy”. Wówczas ludzie poczują, że wspólnie stworzyli coś wyjątkowego. Jest to niebywała okazja w ramach wewnętrznego team-buildingu.
Prezentacja stworzonego Audio DNA i Audio Logo (lub też od razu innych brzmień będących propozycją pierwszych elementów do kompletnego systemu dźwięków) w najlepszym scenariuszu powinna odbyć się na bezpośrednim spotkaniu z zespołem „Słuchaczy” (czyli nie online). Muzyka to emocje i dla najlepszego efektu dobrze jest, kiedy ludzie doświadczają jej wspólnie, siedząc obok siebie.
10. Akceptacja identyfikacji dźwiękowej
Jeżeli agencja przeprowadziła briefing w sposób profesjonalny i nie przeskoczyła żadnego etapu, wówczas może się okazać, że stworzone Audio DNA i Audio Logo (i reszta dźwięków) zostaną zaakceptowane w całości już na pierwszej prezentacji. Ostateczna decyzja o akceptacji audio brandingu powinna opierać się nie na gustach poszczególnych członków zespołu „Słuchaczy”, ale na tym, czy dane Audio DNA,
Audio Logo i cały system stworzonych dźwięków na pewno spełnia cele marki i zadania wyznaczone w finalnym briefingu. Poniższe pytania pomogą ocenić, czy wykonana identyfikacja muzyczna jest dobra dla marki.
Czy audio branding reprezentuje konkretne słowa kluczowe, wartości bądź emocje i efektywnie uzupełnia storytelling marki?
Czy stworzona muzyka pomaga wyróżnić się na tle konkurencji?
Czy Audio Logo jest elastyczne na tyle, aby móc używać je w różnych płaszczyznach styku?
Czy system dźwięków jest zgodny z Audio DNA i Audio Logo? Czy jest faktycznym systemem mogącym ewoluować w przyszłości?
Czy muzyka pasuje do różnego rodzaju komunikatów reklamowych?
Czy pracownicy wiedzą, jak używać stworzonych dźwięków?
11. Sound Book
Nazwa „Sound Book” została stworzona przeze mnie w ramach pracy w Soundize Audio Branding i określa dokument w postaci obszernego PDF-a, będącego zbudowanym na wzór wizualnych brandbooków, zwykle stosowanego przez agencje brandingu wizualnego. W Sound Booku zawierają się podstawowe informacje o audio brandingu jako takim, ale przede wszystkim wyjaśnia, w jaki sposób firma powinna stosować konkretne dźwięki, aby przyniosło to oczekiwane efekty dla marki.
Im bardziej interaktywny Sound Book, tym jest łatwiejszy do zrozumienia przez pracowników i agencję reklamową. W Sound Booku wskazywane są konkretne pliki dźwiękowe, ich zastosowania, zaproponowana jest także strategia wdrożenia audio brandingu do komunikacji marki na przestrzeni najbliższych miesięcy. Sound Book powinno się aktualizować mniej więcej co 6–12 miesięcy.
Audio branding krok po kroku: podsumowanie
Technologia szybko zmienia sposób, w jaki konsumenci wchodzą w interakcję z marką. Odpowiedzialnie zarządzane firmy w dobie TikToka, Web 3.0 i metaverse musi być przygotowane do angażowania klientów na wszelki możliwy sposób. Potrzeba stworzenia holistycznego brandingu, zatem nie tylko wizualnego, ale też dźwiękowego, staje się obecnie absolutnym minimum do osiągnięcia sukcesu marketingowego i sprzedażowego. Świetna muzyka to już nie „luksus” – to konieczność, która umożliwi „wwiercenie się” klientowi do świadomości, zostając tam na długie lata.
Wielu twórców i firm twierdzi, że „TikTok wymaga zbyt dużo czasu” i dlatego unikają tej platformy. Niezaprzeczalnym faktem jest, że prowadzenie tego medium społecznościowego jest czasochłonne i wymagające. Dlatego warto docenić, jak sztuczna inteligencja może wesprzeć i ułatwić działania marketingowe prowadzone na TikToku. Wystarczy wiedzieć, jakie narzędzia sztucznej inteligencji wykorzystać!
Twórcy mogą wykorzystywać sztuczną inteligencję do generowania pomysłów na filmy, scenariusze, teksty, dźwięki, obrazy oraz wideo. Aplikacje i narzędzia, które zaraz omówię, ułatwią Twoją pracę w każdej z tych kategorii, a Ty zaoszczędzisz dzięki nim sporo cennego czasu!
1. Speechgen.io
Oto bardzo prosta w obsłudze strona do generowania głosów lektora, dzięki której będziesz mieć możliwość opowiadania historii na TikToku. Można ją również używać do dubbingu, nadając każdej postaci inny głos. Speechgen.io oferuje 21 głosów po polsku. Jak to działa w praktyce? Wystarczy wpisać tekst, wybrać głos i opcjonalnie zmienić ustawienia takie jak pauzy między zdaniami. Następnie dźwięk jest gotowy do wygenerowania i wyeksportowania.
2. HeyGen
HeyGen, poza wygenerowaniem własnego awatara AI, umożliwia łatwe tłumaczenie wideo na inny język za pomocą jednego kliknięcia. Wystarczy przesłać wideo i wybrać język tłumaczenia, np. japoński, a platforma automatycznie zmieni podkład głosowy na taki w tym języku, zachowując oryginalny głos twórcy.
Obecnie dostępnych jest 28 języków tłumaczenia dla filmów, których językiem oryginalnym jest polski. Wśród nich są m.in.: angielski, francuski, japoński, niemiecki czy szwedzki.
Źródło: app.heygen.com/video-translation
Narzędzie to jest idealne dla firm prowadzących swoje działania w różnych krajach, które nie mają zasobów do natywnego tworzenia materiałów w wielu językach. Rekomendowane jest jednak przesyłanie wideo, które ma więcej niż 30 sek., aby sztuczna inteligencja mogła lepiej nauczyć się głosu oraz stylu mówienia i później je odzwierciedlić.
3. D-iD
D-iD to narzędzie generujące filmy przedstawiające ludzi, animowane postacie i awatary, które mówią do kamery. Platforma przekształca obrazy w mówiące awatary wideo. Jak to wygląda w praktyce?
Możesz wgrać swoje zdjęcie i wybrać opcję, by D-iD wygenerował Twoją postać w jakimś konkretnym stylu (np. w stylu Disney, jak na ilustracji poniżej) i wstawił tekst, który wygenerowana postać ma wypowiadać.
Można też od razu wgrać obraz jakiejś postaci i dodać tekst, a narzędzie stworzy wideo przedstawiające postać mówiącą do kamery.
Oto przykład tiktoka stworzonego za pomocą D-iD, w którym postać pokazuje nam instrukcje, jak stworzyć postać w stylu Disney.
Bardzo użyteczna jest funkcja przesyłania nagrania z własnym głosem lub głosem zatrudnionego aktora, aby awatar był bardziej dopasowany. Jeśli marka nie chce posługiwać się wizerunkiem realnej osoby, może stworzyć wirtualną. W takim przypadku należy wybrać wygląd, głos (lub sklonować własny), opisać sposób interakcji i dostarczyć dodatkowe in formacje, aby awatar był maksymalnie dopracowany. Na podstawie tej wiedzy platforma wygeneruje wirtualną postać w ciągu kilku sekund.
Żródło: studio.d-id.com
4. Captions
Captions to aplikacja, która łączy w sobie wiele funkcji. Jedną z nich jest możliwość automatycznego dodania napisów do filmu. Po wygenerowaniu można zmienić styl napisów, jeśli domyślny nie jest dopasowany do brandbooka marki. Można również wgrać własny font.
Captions umożliwia także zmianę języka na inny. Oznacza to, że możesz wgrać wideo np. w języku polskim, a aplikacja przetłumaczy je na wybrany język. Kolejną ciekawą opcją, która często jest bardzo doceniana przez twórców, jest skierowanie wzroku mówcy do kamery, co pozwala czytać z promptera lub kartki bez konieczności zapamiętywania całej kwestii. Dzięki niej możesz patrzeć na kartkę, a aplikacja „naprostuje” Twój wzrok tak, żeby nie było tego widać.
5. Dall-E
Dall-E to narzędzie, które stworzy realistyczne obrazy i dzieła sztuki na podstawie opisu. Najlepiej dopasowanym formatem do ich wykorzystania na TikToku są składanki z kilku zdjęć. Oprócz tego, obrazy te można również użyć w materiałach wideo.
Dzięki AI możliwe jest analizowanie istniejących scenariuszy wideo i identyfikowanie wzorców, które wpływają na ich sukces lub porażkę. Przykładowo, można przeanalizować strukturę scenariusza, wykorzystanie dialogów, postaci itp. AI może również służyć do tworzenia dialogów między postaciami.
Filmustage to narzędzie, które ułatwi przeprowadzenie takiej analizy. Na początku musisz jednak włożyć w to trochę własnej pracy: spisać dialogi i opisać sceny z filmu, który chcesz przeanalizować. Kolejny krok stanowi przesłanie pliku do systemu i przejście do zakładki „Analityka”. Sztuczna inteligencja oceni różne aspekty, które musisz wziąć pod uwagę, jeśli chcesz opierać się na tym filmie jako inspiracji, a także zidentyfikuje potencjalne ryzyko, które może pojawić się w trakcie nagrań.
7. Storyboarder.ai
Storyboarder.ai oferuje narzędzie do automatycznego tworzenia scenariuszy. Podobnie jak większość platform tego typu, Storyboarder.ai rozpoznaje i rozumie treści napisane po polsku, natomiast scenariusz generuje w języku angielskim. Użytkownicy mogą określić gatunek i podać szczegóły scenariusza, zaś sam prompt może być opisany bardzo szczegółowo lub mieć ogólniejszą formę.
Ważne jest zaznaczenie czasu trwania filmu, aby scenariusz był dostosowany do długości materiału na TikToku. Algorytmy AI wykorzystują te parametry do tworzenia struktury historii, opisu postaci oraz dialogów.
Scenariusz wygenerowany przez Storyboarder.ai
Oznaczanie treści wygenerowanych przez AI
A co z kwestią oznaczania na TikToku treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję lub przy jej pomocy? Przede wszystkim najpierw należy zrozumieć, jakie treści mogą być zakwalifikowane jako stworzone przez AI. Należą do nich:
dźwięki,
obrazy,
filmy.
TikTok zachęca twórców do oznaczania materiałów stworzonych lub zmodyfikowanych przez sztuczną inteligencję, takich jak dźwięki, obrazy czy całe filmy. Można to zrobić na kilka sposobów.
Najłatwiej jest skorzystać z etykiety przygotowanej przez TikToka. Znajdziesz ją, klikając „Więcej opcji” podczas publikowania tiktoka oraz przesuwając suwak przy funkcji „Treść wygenerowana przez AI”.
Oprócz tego akceptowane formy oznaczania to dodanie tekstu bezpośrednio na materiale lub w opisie filmu. Jeśli jednak w filmikach użyto wyłącznie filtrów/efektów oferowanych przez aplikację, nie ma potrzeby oznaczania takich materiałów.
W przypadku, gdy film nie został oznaczony przez autora jako treść wygenerowana przez AI, ale TikTok zidentyfikował użycie AI, platforma może automatycznie przypisać etykietę takiemu filmowi.
Dlaczego to ważne?
Dla platformy ważne jest zapobieganie „rozprzestrzenianiu wprowadzających w błąd informacji na TikToku, wyjaśniając widzom, które treści są oryginalne, a które zostały zmienione lub zmodyfikowane przez technologię AI”. W związku z tym powinno się oznaczać takie materiały, które:
przedstawiają realną osobę, której zachowania zostały zmodyfikowane przez AI (np. J.K. Rowling grająca w tenisa na Wall Street).
pokazują osoby, miejsca, obiekty generowane przez sztuczną inteligencję (np. przedstawiające zmyślone miasto).
przedstawiają prawdziwe wydarzenia lub sceny zmienione przez sztuczną inteligencję (np. film przedstawiający Euro 2024, gdzie Polska wygrała z Holandią).
Koniecznie pamiętaj też o tym, że na TikToku jest zabronione:
wykorzystywanie wizerunku prywatnej osoby, w tym osób poniżej 18. roku życia, wygenerowanych/zmodyfikowanych przez AI;
wykorzystywanie osób publicznych do treści komercyjnych lub politycznych, wygenerowanych/zmodyfikowanych przez AI.
Narzędzia sztucznej inteligencji, które ułatwią prowadzenie profilu na TikToku: podsumowanie
Dzięki sztucznej inteligencji tworzenie treści na TikToku może być zdecydowanie łatwiejsze i szybsze. Warto jednak pamiętać, że automatycznie generowany materiał może wymagać edycji i poprawek. Wykorzystanie narzędzi sztucznej inteligencji nie tylko oszczędza czas, ale także budżet reklamodawców. Dzięki nim można stworzyć kompletny „dział kreatywny” zajmujący się TikTokiem: scenarzystę, lektora, dźwiękowca, osobę do montażu oraz copywritera. Korzystanie z AI zmniejsza również ryzyko wysokich kosztów związanych z nietrafionymi pomysłami.
SEO is dead! O tym słyszeli już wszyscy – nawet jeśli nie słyszeli, czym jest SEO. Dzięki ostatnim zmianom wywołanym przez AI mamy do czynienia z kolejnym sezonem tego serialu. Chyba tylko „Moda na sukces” ma ich więcej. A może nawet nie… Jeśli zastanawiasz się, co to jest Generative Engine Optimization, w skrócie GEO, i jak zmienia się wyszukiwarka Google, to trafiłeś we właściwe miejsce. W erze AI optymalizacja wyszukiwarek staje się bardziej ekscytująca i skomplikowana niż kiedykolwiek wcześniej!
Ostatnimi czasy świat SEO przechodzi znaczące transformacje. W miarę jak wyszukiwarki internetowe, takie jak Google i Bing, wprowadzają coraz to nowsze rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, specjaliści ds. pozycjonowania muszą dostosować swoje strategie, aby pozyskać ruch z nowych sekcji wyników wyszukiwania.
Dzięki takim rozwiązaniom jak Search Generative Experience (SGE) i AI Overviews od Google’a optymalizacja stron stanie się bardziej złożona i będziemy musieli zmienić swoje myślenie dotyczące czynników rankingowych. Ale co to właściwie oznacza dla SEO? Czy tradycyjne metody optymalizacji są już przestarzałe? Na szczęście odpowiedź brzmi stanowcze: „to zależy”.
Mimo że podstawowe zasady SEO wciąż mają znaczenie, wprowadzenie technologii AI wymusza na nas adaptację i rozwój strategii.
W tym artykule przyjrzymy się, czym jest GEO (Generative Engine Optimization), jak Google przekształca swoje algorytmy wyszukiwania i co możesz zrobić, aby zoptymalizować swoją stronę internetową pod kątem tych zmian.
Na swoje szczęście (dzięki temu mogę pisać ten tekst) dostałem się do programu testowego Google, przetestowałem wersję beta nowej wyszukiwarki i podzielę się z Tobą swoimi wnioskami. Więc zrelaksuj się, zapnij pasy i przygotuj się na podróż przez fascynujący świat SEO w dobie AI. Zapewniam, że to nie koniec optymalizacji pod wyszukiwarki, a raczej nowy, ekscytujący początek.
Czym jest GEO?
Zacznijmy od wyjaśnienia kluczowych terminów. Na pierwszy ogień idzie GEO, czyli Generative Engine Optimization. To nowa koncepcja, która powstała w odpowiedzi na rozwój wyszukiwarek napędzanych sztuczną inteligencją, takich jak Search Generative Experience (SGE) od Google’a i BingChat.
Tradycyjne SEO (Search Engine Optimization) koncentruje się na optymalizacji treści i struktury strony internetowej, aby uzyskać wyższą pozycję w organicznych wynikach wyszukiwania. GEO idzie o krok dalej: dostosowując te praktyki do dynamicznie zmieniającego się krajobrazu, w którym AI odgrywa kluczową rolę. Oznacza to konieczność takiej optymalizacji zawartości strony pod sztuczną inteligencję, generującą odpowiedzi w wynikach wyszukiwania, by być jednym ze źródeł, na podstawie których ta odpowiedź powstaje.
W erze Generative Engine Optimization optymalizacja treści nie ogranicza się jedynie do dodawania odpowiednich słów kluczowych czy budowania linków. Obejmuje także wykorzystanie koncepcji AI do publikowania odpowiedzi, które są bardziej kontekstowe i dostosowane do intencji użytkownika. Modele te są w stanie analizować ogromne ilości danych i przewidywać, jakie informacje będą najbardziej wartościowe dla użytkowników, co pozwala na tworzenie bardziej trafnych i angażujących treści.
Porównanie GEO i SEO
1. SEO (Search Engine Optimization):
Cel: zoptymalizowanie stron internetowych, aby uzyskać wyższą pozycję w tradycyjnych wynikach wyszukiwania (SERP).
Metody: wykorzystanie słów kluczowych, tworzenie wysokiej jakości treści, budowanie linków zwrotnych.
2. GEO (Generative Engine Optimization):
Cel: zoptymalizowanie treści w celu zwiększenia ich widoczności w odpowiedziach generowanych przez AI.
Metody: optymalizacja języka i sposobów komunikacji używanej w treściach, aby były bardziej trafne i bezpośrednio odpowiadały na potrzeby użytkowników.
Oznacza to, że Generative Engine Optimization to ewolucja tradycyjnego SEO, która integruje najnowsze osiągnięcia w dziedzinie sztucznej inteligencji, aby lepiej odpowiadać na potrzeby użytkowników i utrzymywać wysoką pozycję w dynamicznie zmieniającym się świecie wyszukiwarek internetowych.
O co chodzi z SGE?
Obecnie na językach najczęściej jest nowy Google czy SGE (nazywane też od ostatniej konferencji I/O Google w maju ’24 AI Overviews). Czym jest? To najnowsza innowacja Google, która integruje zaawansowane modele AI w procesie wyszukiwania. SGE wykorzystuje AI do generowania szczegółowych odpowiedzi na zapytania użytkowników, dostarczając informacje w bardziej zrozumiały i kontekstowy sposób. Gigant z Mountain View w maju 2023 r. ogłosił, że na poważnie dołącza do wyścigu zbrojeń AI. Pierwsza wersja nowych wyników wyszukiwania wykorzystujących AI wyglądała tak:
Źródło: blog.google
Zobaczyliśmy wtedy wyniki wyszukiwania w niczym nieprzypominające dotychczasowo znanego nam Google’a. Nie było reklam ani wyników organicznych. Z pierwszego widoku zepchnęła je odpowiedź wygenerowana przez AI. Dobrą wiadomością i nadzieją wszystkich SEOwców był fakt, że pojawiły się źródła, na podstawie których powstała. Gdy teraz wpiszemy dokładnie to samo pytanie, które Google zaprezentował na premierze SGE, wyniki wyglądają zupełnie inaczej:
Odpowiedź nie zajmuje całego ekranu, a jest częściowo schowana pod suwakiem, zaś linki zostały przeniesione. Co warte zauważenia, odpowiedź ta jest mocno zbliżona do informacji wyciągniętej w Direct Answer Boxie, czyli bezpośredniej odpowiedzi pojawiającej się w wynikach wyszukiwania już od kilku lat, ale niebazującej na AI:
Google generuje odpowiedzi dzięki swojemu modelowi językowemu Gemini, który podobnie jak GPT-4 od OpenAI charakteryzuje się multimodalnością, co oznacza, że potrafi przetwarzać dane tekstowe, wizualne, dźwiękowe i wideo. Gemini integruje się z systemami wyszukiwania Google’a, co teoretycznie ma pozwalać na zaawansowane rozumowanie wieloetapowe i planowanie odpowiedzi.
Celem wdrożenia tych rozwiązań jest zmiana relacji użytkownika z wyszukiwarką poprzez dostarczanie bardziej precyzyjnych i kontekstowych odpowiedzi na zapytania. Zamiast tradycyjnych list linków użytkownicy otrzymują kompletne odpowiedzi, które pomagają im szybciej znaleźć potrzebne informacje. To nie tylko poprawia doświadczenie użytkownika, ale także zwiększa zaangażowanie i satysfakcję z korzystania z wyszukiwarki Google’a.
Wprowadzenie AI Overviews ma na celu uczynienie wyszukiwania bardziej intuicyjnym i efektywnym, co jest kluczowe w dynamicznie zmieniającym się cyfrowym krajobrazie.
Problemy wieku dziecięcego AI Overviews
Życie pokazuje jednak, że efektowne hasło i cel a realia to często dwie różne rzeczy. Google miało pierwotnie zakończyć testy AI Overviews / SGE do grudnia 2023 r. Jednak proces testowania przeciągnął się, co spowodowało, że funkcja ta została wprowadzona dopiero w połowie maja 2024 r. w pierwszym kraju (USA). Opóźnienie wynikało z konieczności dalszego udoskonalenia technologii oraz testowania jej stabilności i dokładności odpowiedzi.
Po wprowadzeniu AI Overviews Google napotkało kilka spektakularnych wpadek. Jednym z najbardziej znanych przypadków była rekomendacja użycia kleju do pizzy, która pojawiła się w wyniku przetworzenia żartobliwego posta z Reddita jako poważnej odpowiedzi na zapytanie użytkownika o sposób na to, aby ser nie spływał z pizzy (swoją drogą, czy samo w sobie uczenie sztucznej inteligencji na Reddicie, zamiast na sprawdzonych źródłach, nie jest wpadką?). Takie sytuacje pokazały, że systemy AI wciąż mają problem z rozróżnianiem treści żartobliwych od poważnych, co może prowadzić do nieoczekiwanych wyników.
źródło: https://twitter.com/PixelButts
W trakcie trwania testów jednym z głównych problemów zgłaszanych przez użytkowników była długość czasu ładowania odpowiedzi generowanych przez AI. W porównaniu do tradycyjnych wyników wyszukiwania generowanie odpowiedzi przez AI zajmuje więcej czasu, co może frustrować użytkowników przyzwyczajonych do natychmiastowych wyników. W początkowym etapie trwało to nawet do pół minuty, pod koniec ok. 6 sek.
Testując SGE w pierwszych miesiącach 2024 r., zauważyłem również, że z każdym miesiącem spada liczba zapytań, na które dostaję odpowiedź wygenerowaną przez AI. W chwili pisania tekstu, czyli nieco ponad dwa tygodnie od wdrożenia AIO, pojawiły się informacje o ograniczeniu występowania odpowiedzi AI nawet do 2,5% zapytań, gdzie w początkowej fazie wersji beta mówiło się o okolicach 70%.
Dodatkowo już w trakcie testów (marzec-kwiecień) dla wielu zapytań pojawiał się tylko cienki pasek z przyciskiem, który dopiero po kliknięciu wywoływał odpowiedź AI. Oczywiście Google może zasłaniać się optymalizacją procesu generowania odpowiedzi, jednak mi bliżej jest do innej teorii.
Bo kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to oczywiście chodzi o pieniądze. Generowanie odpowiedzi AI jest nawet do 10 razy droższe niż standardowe wyniki wyszukiwania. Google musiało zbalansować koszty operacyjne z jakością i dostępnością usług.
Koszt produkcji odpowiedzi AI jest znaczący i mało która firma może łatwo zaakceptować taki wzrost wydatków. W połączeniu z nierozwiązanym (w wersji beta) tematem reklam w odpowiedziach AI (a dokładniej ich brakiem) pieniądze były jednym z większych znaków zapytania w tle całej dyskusji.
Co z reklamami?
Mimo że to artykuł o SEO, to nie możemy zapominać, że Google zarabiał dotychczas najlepiej na reklamach. Wprowadzenie AI Overviews do wyszukiwarki nie oznacza jednak końca reklam w wynikach wyszukiwania. W drugiej połowie maja Google rozpoczęło testowanie integracji reklam w ramach AI Overviews w specjalnych sekcjach „sponsored”. Reklamy te są automatycznie kwalifikowane do pojawiania się w AI Overviews, jeśli są odpowiednie do zapytania użytkownika.
Wprowadzenie reklam do AI Overviews stanowi jeden z pierwszych kroków Google’a w kierunku monetyzacji swoich inwestycji w sztuczną inteligencję, równocześnie starając się zrównoważyć koszty generowania odpowiedzi przez AI. Ta zmiana ma na celu zapewnienie, że użytkownicy nadal będą otrzymywać wartościowe i trafne informacje, jednocześnie umożliwiając Google’owi utrzymanie swojego modelu biznesowego opartego na reklamach.
Co z ruchem organicznym?
Nowa sekcja w wynikach wyszukiwania, dodatkowo rozbudowana o reklamy, może oznaczać jedno – ruch organiczny zanotuje spadek. Najgorsze scenariusze zakładają nawet ponad 50% straty. Patrząc jednak na spadającą liczbę zapytań z odpowiedzią AI, te prognozy wydają się zbyt pesymistyczne.
Warto być jednak tego świadomym – tym bardziej, że mimo potencjalnego spadku ruchu możemy założyć, że konwersje pozostaną na tym samym poziomie. Przecież zmiana wyglądu wyników wyszukiwania Google’a nie sprawi, że kolarze nie będą chcieli kupić nowych części do rowerów. Zmieni się ich ścieżka dotarcia, pojawią się nowe źródła ruchu, jak chociażby linki zamieszczane w AI Overviews.
Co więcej, nie dla wszystkich branż odpowiedzi będą się pojawiały. Przykładowo dla branży finansowej bardzo trudno jest uzyskać odpowiedź wygenerowaną przez AI. W tematach związanych z pieniędzmi Google od pewnego czasu jest bardzo ostrożny.
Podobnie sprawa miała się dotychczas w tematach medycznych. Ale ku mojemu zaskoczeniu w trakcie testów SGE bardzo chętnie proponował, co zażyć na ból głowy, zabezpieczając się jedynie krótką informacją, że „nie jest to porada lekarska”.
Co więcej, w kolejnej odpowiedzi potrafił zasugerować, że ta sama substancja może być niebezpieczna dla zdrowia człowieka.
Kto pojawia się w AI Overviews?
No ale skoro nowy Google już pojawił się w pierwszym kraju, to warto spojrzeć na to, jakie strony podawane są jako źródła wiedzy w odpowiedziach AI. Na ten moment AI Overviews preferuje duże marki, ponieważ to na nich systemy AI były trenowane. Obecnie pojawiają się strony mocno podlinkowane i dobrze zoptymalizowane pod SEO.
Historia w przypadku SERP-ów wyglądała analogicznie. Google też zaczynał od wyświetlania głównie dużych marek, z czasem wprowadzając bardziej zróżnicowane wyniki, obejmujące również mniejsze, ale wartościowe strony. W związku z tym warto mieć na uwadze, że optymalizacja SEO, treści i silne zaplecze linków wciąż są kluczowe dla sukcesu. Mimo że Google mówi inaczej. Jeszcze ważniejszy jest fakt, że AI Overviews i SGE w wersji testowej mogą okazać się jedynie mało podobnym rodzeństwem finalnej wersji.
Zmiana podejścia do czynników rankingowych w SEO
Dla specjalisty SEO wprowadzenie AI Overviews oznacza jednak zmianę w podejściu do swojej pracy i procesu pozycjono wania. Do tej pory mocno opierało się ono na contencie, jego długości czy wysyceniu frazami kluczowymi. Dotychczas był on określany jako najważniejszy czynnik rankingowy w wyszukiwarce Google’a. Do niego dokładaliśmy setki innych elementów, które mają mieć wpływ na to, czy strona znajdzie się wysoko w wynikach, czy też nie i rozpoczynaliśmy dywagacje, co zmienić.
W sytuacji, gdzie AI pozwala masowo i szybko tworzyć długie treści, ten czynnik rankingowy musi stracić na wadze, a zyskają pozostałe, jak chociażby zadbanie o czas ładowania, tematyczna mapa strony czy dobre backlinki.
Nie oznacza to jednak, że content będzie bez znaczenia. Pozostanie istotny, ale bardziej niż na pojedynczym tekście trzeba będzie skupić się na strategii w podejściu globalnym i budowaniu topical authority domeny oraz odpowiednim konstruowaniu samych treści.
Przykładowe strategie optymalizacji pod GEO (Generative Engine Optimization):
Tworzenie treści odpowiadającej na powiązane zagadnienia od ogółu do szczegółu: twórz artykuły, które są dobrze zorganizowane i odpowiadają na szerokie spektrum powiązanych pytań. Linki w odpowiedziach AIO bardzo często kierują do konkretnych fragmentów treści, a nie do całości wpisu.
Zadawanie pytań w śródtytułach: umieszczaj pytania w śródtytułach, które są podobne do pytań wpisywanych w wyszukiwarkę. Odpowiadaj na nie w prosty sposób w pierwszym zdaniu lub dwóch, a dopiero później rozwijaj temat.
Szukanie fraz kluczowych pod kątem Topical Map: wyszukuj frazy kluczowe tak, aby poruszały powiązane zagadnienia, i buduj szczegółowe mapy tematyczne (Topical Maps). Pomaga to organizować treści w sposób logiczny i spójny, co z kolei buduje topical authority. Serwisy, które wyczerpują temat, są widziane jako autorytet w danej dziedzinie.
Kombinacja tych strategii może potencjalnie zwiększyć widoczność w AI Overviews i przyciągnąć więcej ruchu do Twojej witryny.
Dlaczego SEO w dobie AI będzie tak ważne?
Patrząc na rosnącą trudność tej specjalizacji oraz wyzwania rosnące niczym grzyby po deszczu, może okazać się, że SEO będzie istotne jak nigdy dotąd. Rozwój technologii sztucznej inteligencji i jej integracja z wyszukiwarkami internetowymi otwiera przed specjalistami SEO nowe możliwości, a przed właścicielami stron stawia nowe wyzwania.
W miarę jak AI staje się integralną częścią wyszukiwarek, rola specjalistów SEO ewoluuje. Stają się oni niejako specjalistami od ruchu z wyszukiwarek. Muszą teraz nie tylko optymalizować treści pod tradycyjne algorytmy wyszukiwarek, ale także dostosowywać strategie do nowych rozwiązań opartych na AI, takich jak Google AI Overviews czy w przyszłości Perplexity.
PORADA
To oznacza, że będą musieli zrozumieć, jak różne modele AI w zależności od narzędzia interpretują i generują odpowiedzi na zapytania użytkowników, oraz jak wykorzystać te informacje do zwiększenia widoczności i ruchu na stronach internetowych. W tym momencie najważniejszy dalej jest Google. Jego AI Overviews stanowią nowe, nieeksplorowane dotąd źródło ruchu. Optymalizacja treści pod kątem generatywnych odpowiedzi AI może przyciągnąć znaczną liczbę użytkowników, którzy szukają szybkich i precyzyjnych odpowiedzi na swoje pytania.
Specjaliści SEO są obecnie konieczni do zbadania nowego obszaru i opracowania strategii pod jego kątem, bo jak mało kto znają upodobania Google’a.
Jakie narzędzia AI mogą Ci pomóc?
Czytając ten artykuł, pewnie zastanawiasz się, jakich narzędzi AI warto użyć w SEO. Oto moje ulubione, które dzięki sztucznej inteligencji mogą istotnie pomóc Ci w SEO / GEO.
1
Research fraz – Keyword Insights
Keyword Insights to narzędzie do analizy słów kluczowych, które wykorzystuje AI do identyfikacji najbardziej wartościowych fraz dla Twojej witryny. Dzięki zaawansowanym algorytmom Keyword Insights w znacznie krótszym czasie jest w stanie zaproponować listę fraz, a następnie je sklasteryzować.
2
Tworzenie treści – ChatGPT i Jasper.ai
ChatGPT nikomu nie trzeba przedstawiać. Chcę jednak zwrócić Twoją uwagę na Jasper.ai (dawniej Jarvis). Jest to narzędzie typowo do tworzenia treści oparte na AI (ChatGPT to chatbot, a tu mamy większe możliwości edycji treści) z prede finiowanymi szablonami. Dodatkowo posiada bardzo wygodną integrację z kolejną propozycją, umożliwiającą tworzenie treści zoptymalizowanych pod SEO w jednym oknie.
3
Optymalizacja SEO – Surfer SEO
Surfer SEO to narzędzie, które wykorzystuje sztuczną inteligencję do analizy i optymalizacji treści pod kątem SEO. Analizuje ono strony internetowe i wyniki wyszukiwania, by dostarczyć szczegółowe rekomendacje dotyczące optymalizacji treści, takie jak sugestie dotyczące słów kluczowych, struktury nagłówków i długości treści.
4
Intencja użytkownika – ChatGPT
ChatGPT jest również niezwykle przydatny w analizie intencji użytkownika. Dzięki zdolności do przetwarzania i rozumienia złożonych zapytań ChatGPT może pomóc w identyfikacji intencji kryjących się za zapytaniami wyszukiwania. Dodatkowo potrafi zaproponować wartościową strukturę artykułu zawierającą kluczowe aspekty do poruszenia w treści. To pozwala na tworzenie tekstów, które dokładniej odpowiadają na pytania użytkowników.
Czy przyzwyczajenie pozwoli na drastyczną zmianę?
Niemal każdy człowiek lubi ułatwiać sobie życie, dlatego narzędzia takie jak ChatGPT zyskały na popularności. Jednak zmiana przyzwyczajeń nie jest już tak łatwa, zwłaszcza gdy mówimy o ugruntowanych nawykach związanych z wyszukiwaniem informacji w internecie. Spójrzmy na dwa przypadki, które ilustrują wyzwania związane z wprowadzaniem nowych technologii w wyszukiwarkach.
1. Falstart Binga
Wydawać się mogło, że Microsoft ma asa w rękawie, dzięki któremu zmieni rozkład sił wśród wyszukwiarek – zintegrował technologię OpenAI z wyszukiwarką Bing, wprowadzając Bing Chat. To rozwiązanie miało na celu poprawienie interakcji użytkowników z wyszukiwarką, oferując bardziej bezpośrednie i kontekstowe odpowiedzi na zapytania. Przewidywano, że integracja AI zwiększy zainteresowanie Bingiem i przyciągnie więcej użytkowników. Pomimo tych zmian Google wciąż dominuje rynek wyszukiwarek, mając blisko 82% udziału wśród wyszukiwarek (strata 2,74% rok do roku), zostawiając daleko w tyle Binga z 10,5% (wzrost o 1,66%). Nawet innowacyjne funkcje nie zdołały naruszyć pozycji hegemona Google’a.
2. Perplexity jako wizja przyszłości
Skoro nie Bing, to może Perplexity? To narzędzie, które ma na celu dostarczanie precyzyjnych odpowiedzi na pytania użytkowników, dobierając źródła lepiej niż ChatGPT. Perplexity AI jest nastawione na pogłębiony research i serwowanie informacji w prosty sposób. Narzędzie to jest zaprojektowane jako alternatywa dla tradycyjnych wyszukiwarek, oferując szybszy i bardziej bezpośredni dostęp do informacji bez konieczności przeglądania wielu stron. Brzmi jak AI Overviews, ale w praktyce jest na ten moment lepsze. Do tego stopnia, że w jego potencjał uwierzył Jeff Bezos, stając się jego inwestorem.
Dodatkowo badania Gartnera przewidują, że do 2026 r. tradycyjny ruch w wyszukiwarkach spadnie o 25%, a użytkownicy będą coraz częściej sięgać po narzędzia generatywnego AI, takie jak Perplexity i ChatGPT. To oznacza, że Google może stracić znaczną część swojego rynku, jeśli nie poprawi AIO.
Generative Engine Optimization: podsumowanie
Zmiana przyzwyczajeń użytkowników oczywiście jest trudna, ale nie niemożliwa. Nowe technologie muszą nie tylko oferować lepsze doświadczenia, ale także przezwyciężyć głęboko zakorzenione nawyki. Przyszłość wyszukiwarek będzie zależała od tego, jak skutecznie te nowe narzędzia będą w stanie przekonać użytkowników do zmiany swoich przyzwyczajeń.
Zapraszam Cię w niezwykłą podróż. Ponownie będę Twoim przewodnikiem w krainie kreatywności. Przeprowadzę Cię przez kilka inspirujących kampanii m.in. ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, jak i naszego rodzimego rynku. Mieszanka, którą wybrałem, to kampanie oddziałujące niemal na wszystkie zmysły.
1. „70 years later the fire’s still burning”
Do 2030 r. populacja osób w wieku 60+ będzie wzrastać 3,5 razy szybciej w porównaniu z całą populacją*. To zatem trwała zmiana społeczna, a co za tym idzie – trwała zmiana biznesowa. Wielokrotnie podkreślam, że wygrają marketerzy, którzy odpowiednio wykorzystają ten trend starzejących się na szeroką skalę społeczeństw.
* Sytuacja osób starszych w Polsce w 2021 r., GUS
W tej chwili aż 28% przedstawicieli pokolenia „Silver” uważa, że reklamy ich ośmieszają. Badania pokazują, że nie ma drugiej grupy wiekowej, która na taką skalę uważa, że reklamy uwypuklają ich kompleksy. Zwróćmy jednak uwagę, że ta grupa ma dystans do siebie. Kluczem są żarty w dobrym guście. Pokazywanie pokonywania ich ograniczeń jest dla tej grupy motywacją do działania.
Na poniższej ilustracji zobaczysz, jak do tego tematu podeszli przedstawiciele marki Burger King. Otóż znana sieć fast foodów obchodziła swoje 70. urodziny. Z tej okazji wykorzystała wizerunek wspomnianych silversów w kampanii „70 years later the fire’s still burning”. Zakochani pokazują, że niezależnie od wieku ich uczucie może być gorące jak płomień.
Źródło: Fot. Guy Aroch/Room23; Trans Company
2. House of Kaktus
W moich zestawieniach niestandardowych kampanii zawsze swoje miejsce znajdą te, których autorzy postanowili połączyć doświadczenia offline i online, tworząc hybrydę obu światów, w których równolegle funkcjonujemy. Tak też stało się w przypadku najnowszej kampanii kultowych lodów Kaktus. W czerwcu ruszyła ich nowa kampania, w ramach której marka stworzyła przestrzeń prawdziwie content friendly – „House of Kaktus”. Hostem i przewodnikiem po strefie była digitalowa postać – Kaktus Jeżor.
Wnętrze House of Kaktus nawiązywało do kultowych lodów, znanych i uwielbianych przez wielu. Zostało zaprojektowane z myślą o młodych ludziach, którzy chcą nie tylko oglądać, ale i przede wszystkim doświadczać. Damian Podawca, Marketing Manager Froneri Polska, mówi:
„Zetki znane są ze swojej miłości do technologii i mediów społecznościowych, znajdą więc tutaj idealne warunki do tworzenia wyjątkowych treści. Ale nie tylko oni! Każdy z elementów dedykowanej przestrzeni House of Kaktus zachęca do wyciągnięcia telefonu z kieszeni i po prostu nagrywania niepowtarzalnych materiałów na social media i dzielenia się nimi z innymi”.
Przewodnikiem po tej immersyjnej przestrzeni był Kaktus Jeżor – digitalowa postać stworzona wspólnie przez markę Kaktus i rapera Okiego, inspirowana jego wizerunkiem. Kaktus Jeżor oprowadzał odwiedzających przez całe doświadczenie w przestrzeni, która była dostępna w wybrane letnie weekendy w Warszawie, Gdańsku oraz Kołobrzegu. Dzięki technologii głos i wirtualna postać Kaktusa Jeżora towarzyszyły gościom na każdym kroku, zapewniając unikalne i interaktywne doświadczenia. Ponadto raper pojawił się osobiście podczas inauguracji projektu 14 czerwca w Warszawie, gdzie odbyło się specjalne meet & greet z fanami.
– Od początku naszym założeniem było stworzenie unikalnego doświadczenia z marką Kaktus w przestrzeni digitalowej, która kieruje do doświadczenia w offline. Kaktus to prawdziwy klasyk wśród lodów, jego komunikacja musi zaskakiwać i przyciągać swoją formą. Tą kampanią chcemy przypomnieć o kreatywnym DNA marki i angażować zarówno dotychczasowych, jak i nowych fanów Kaktusa – mówi Dawid Kaźmierczak, Founder and CCO Agencji Polot.
Kampanię poprzedziła faza teaserowa, podczas której w social mediach marki @republikakaktusa pojawiały się treści stopniowo odsłaniające postać Kaktusa Jeżora.
Źródło: facebook.com/RepublikaKaktusa
3. LEGO z okazji urodzin Igi Świątek
W tenisie reklamy to kwintesencja stylu i klasy. Podczas takich turniejów jak np. French Open wszystko jest idealnie dobrane kolorystycznie. Czas odmierza Rolex, sędziowie i obsługa techniczna noszą eleganckie stroje od Lacoste, a na siatkach widnieją logotypy dumnych sponsorów zawsze sprowadzone do kolorystyki, którą determinuje cały turniej. Nie ma miejsca na przypadek i bylejakość.
Natomiast LEGO udowodniło, że jest miejsce na małe szaleństwo. Polską ambasadorką marki jest zajmująca pierwsze miejsce w światowym rankingu WTA Iga Świątek. 31 maja to dzień jej urodzin. Z tej okazji marka zbudowała kort tenisowy z kilkunastu tysięcy elementów, który podarowała tenisistce.
Źródło: facebook.com/LEGOPolska
4. #FollowingWildfire
Jak możemy przeczytać na portalu adsoftheworld.com, w 2023 roku pożary lasów w Kanadzie ustanowiły rekordy pod względem czasu trwania i zniszczeń, wpływając zarówno na ludzi, jak i społeczność w Kanadzie i poza nią.
Eksperci przewidują, że nadchodzące sezony pożarów będzie jeszcze poważniejszy. W 2024 roku Kanadyjczycy mogli zaalarmować lokalne władze i pomóc wykryć nawet pożary, które nie są łatwo wykryte za pomocą technologii teledetekcyjnych wykorzystanych w narzędziu Follow Wildfire.
Kanadyjczycy dołączali do inicjatywy, aby pomóc chronić środowisko za pomocą robienia zdjęcia na świeżym powietrzu i oznaczania #FollowingWildfire. Zastrzeżony algorytm skanował w czasie rzeczywistym główne platformy mediów społecznościowych w poszukiwaniu obrazów, które używają tagu #FollowingWildfire i wykazują wczesne oznaki pożaru: dym lub płomienie.
Po wykryciu potencjalnego pożaru algorytm integrował regionalne dane pogodowe i roślinne, aby pomóc ocenić potencjał zapłonu, rozprzestrzeniania się i intensywności spalania. Przeszkolony specjalista od pożarów lasów przeglądał następnie pozytywne wykrycia, aby wykluczyć fałszywe alarmy ze strony sztucznej inteligencji, sprawdzał lokalizację geograficzną i publikował informacje na osi czasu z użytkownikiem mediów społecznościowych. Następnie jeśli zdjęcie zawierało wczesne oznaki pożaru, użytkownik mediów społecznościowych był proszony o skontaktowanie się z infolinią lokalnego urzędu straży pożarnej w celu powiadomienia o wykryciu pożaru.
Dostarczając natychmiastowe powiadomienia lokalnym władzom przeciwpożarowym, Follow Wildfire umożliwiał Kanadyjczykom wzięcie udziału w zbiorowych wysiłkach, chroniąc w ten sposób społeczności, lasy i dziką przyrodę. Innowacyjne rozwiązanie zostało opracowane we współpracy z Dentsu Creative Canada.
5. Mural mierzący natężenie hałasu
Według danych Światowej Organizacji Zdrowia hałas jest drugą, zaraz po smogu, najważniejszą przyczyną środowiskową złego stanu zdrowia i powoduje rocznie ok. 16 600 przypadków przedwczesnej śmierci w Europie. Szacuje się, że narażonych na nadmierny hałas jest prawie 32 mln dorosłych osób, a ponad 13 mln dorosłych cierpi na zaburzenia snu.
Różne źródła opisują hałas najczęściej jako uciążliwy dźwięk o natężeniu 65–70 decybeli [dB]. Hałas utrudnia sen, wypoczynek, naukę, koncentrację, a także pracę. Poziom ok. 70 dB powoduje niekorzystne zmiany wegetatywne w organizmie, powyżej 75dB rozmaite uszkodzenia organiczne i choroby, a od 90 dB osłabienie i ubytek słuchu.
– Najnowsza kampania ma na celu przede wszystkim podniesienie świadomości społecznej na temat problemu hałasu w przestrzeni miejskiej. Kwietniowa aktywacja w oryginalny sposób skłania odbiorców do refleksji na temat znaczenia dbania o słuch i minimalizacji narażenia na szkodliwe czynniki akustyczne. Co ciekawe, słowik śpiewa na poziomie ok. 40 dB, a definicja niedosłuchu w Polsce zaczyna się właśnie od ubytku 40 dB – mówi Małgorzata Stępnicka, dyrektor marketingu ACS Audika.
Źródło: https://www.audika.pl/blog/poziom-halasu
6. Znaczki o zapachu… bagietki
Kiedy wydaje mi się, że już nic mnie nie zaskoczy, Instagram podrzuca mi news, w którym czytam, że francuska poczta wyprodukowała znaczki o zapachu… bagietki. Nic w tym dziwnego, bo bagietka to francuskie dobro narodowe i obok Zinedine’a Zidane’a i wieży Eiffla wymieniłbym ją na trzecim miejscu jako moje skojarzenia z Francją.
Jak czytamy w notatce prasowej, akcja ma związek z dniem imienin świętego Honoratusa, patrona piekarzy, cukierników i młynarzy. Francuska poczta wypuściła z tej okazji serię 594 tys. znaczków o zapachu świeżego pieczywa. Pojedynczy egzemplarz kosztuje 1,96 euro i jest to nie lada gratka dla filatelistów.
Źródło: laposte.fr
Wystarczy delikatnie potrzeć znaczek i w ten sposób uaktywnić zapach świeżego pieczywa. Niecodzienne oznaczenie opłaty pocztowej zaprojektowano w drukarni Philaposte, od lat współpracującej z francuską pocztą. Ciekawe, o jakim zapachu powstałby znaczek, gdyby taką akcję wymyśliła Poczta Polska.
7. „Każdy kwiat kiedyś rozkwitnie”
W moich zestawieniach od pięciu lat jedną z najczęściej pojawiających się marek jest Netflix. Nie sposób znów ich nie wymienić, bo marketerzy Netflixa oraz agencje z nimi współpracujące to prawdziwi mistrzowie niestandardowych kampanii. Tym razem w jednej z najbardziej prestiżowych części Warszawy pojawiły się setki kwiatów, które nawiązują do hasła trzeciego sezonu serialu „Bridgertonowie” – „Każdy kwiat kiedyś rozkwitnie”.
Jak stwierdziła Joanna Karnowska z Warexpo: „Warto zwrócić uwagę nie tylko na wizualną soczystość i piękno samej realizacji, ale przede wszystkim na doskonały timing kampanii. Ruszyła ona tuż przed Nocą Muzeów, podczas której Krakowskim Przedmieściem przechodzą wielotysięczne potoki spacerowiczów. W następnej kolejności mamy długi weekend na początku czerwca, kiedy to do Warszawy przybędzie mnóstwo turystów. Sama lokalizacja również zasługuje na wyróżnienie. To unikatowe na polską skalę przestrzenie reklamowe”.
Założona w 2013 r. marka kosmetyczna The Ordinary, która jest znana ze swojej innowacyjności w branży pielęgnacji skóry, w stosunkowo niedługim czasie zdobyła popularność dzięki swojemu podejściu do prostoty i przejrzystości w składnikach oraz przystępnych cenach. W swojej najnowszej kampanii marketingowej marka informuje, że nie współpracuje z celebrytami, bo… żaden nie ma dyplomu z biochemii. Ta minimalistyczna i prosta kampania reklamowa zdobyła uznanie odbiorców marki i przebojem wdarła się do większości szanowanych portali opisujących świat reklamy i marketingu.
Jak wynika z raportu Global Luxury Brand Analysis 2023, influencerzy są integralną częścią kultury konsumenckiej, zwłaszcza w mediach społecznościowych, a 61% konsumentów pokolenia zetek i millenialsów jest skłonnych kupić produkt rekomendowany przez znanego influencera. „Ktoś powiedział, że współpraca z celebrytami byłaby dobra dla naszego wizerunku. Niestety nie mogliśmy znaleźć żadnego z dyplomem z biochemii” – głosi jeden komunikatów zamieszczonych na kreacjach graficznych.
Czy kiedykolwiek czułeś, że Twoja lista zadań mnoży się szybciej niż memy na Facebooku, a czas ucieka jak woda przez palce? Albo że Twój dzień pracy przypomina niekończący się maraton między mailami, spotkaniami i deadline’ami? Jeśli tak, to jesteś w dobrym miejscu. Jako marketerzy często zmagamy się z ciągłym brakiem czasu, nadmiarem obowiązków i stresu, który się z tym wiąże. Na szczęście żyjemy w czasach, gdy technologia może stać się naszym najlepszym sprzymierzeńcem. Mowa o narzędziach dla marketera!
Od kiedy zacząłem pracę w marketingu i przerzuciłem się z Windowsa na macOS, zacząłem rozglądać się za narzędziami, które usprawnią moją pracę i pozwolą odzyskać cenny czas. Przez ostatnie cztery lata przetestowałem mnóstwo aplikacji i znalazłem kilka perełek, które naprawdę robią różnicę. Na tej podstawie przygotowałem listę pięciu narzędzi, bez których dzisiaj już nie wyobrażam sobie pracy i które znajdziesz w dalszej części tego artykułu. Większość z nich działa na macOS i Windows, więc jestem przekonany, że znajdziesz wśród nich coś dla siebie!
1. Raycast
Zaczynamy z grubej rury, bo od narzędzia dla marketera, które dosłownie wystrzeliło moją produktywność w kosmos. Co najlepsze, jest dostępne zupełnie za darmo. Mowa tutaj o aplikacji Raycast, która kompletnie odmieni sposób, w jaki pracujesz na swoim MacBooku.
Stanowi ona zamiennik dla nudnego search bara, który jest domyślnie wbudowany w system macOS. Dzięki niemu w kilka sekund uruchomisz wybraną aplikację, wyszukasz dowolny plik czy stworzysz link do spotkania na Google Meet czy Zoomie. Na tym lista jego możliwości się nie kończy, ale więcej o tym poniżej.
Błyskawicznie uruchamianie aplikacji
Narzędzie to umożliwia błyskawiczne i bajecznie proste uruchamianie aplikacji i ich poszczególnych funkcji. Wystarczy wpisać kilka pierwszych liter, wybrać odpowiednie narzędzie i gotowe!
Błyskawiczne uruchamianie aplikacji w Raycast
Proste wyszukiwanie plików
Jeśli tak jak ja jesteś bałaganiarzem, a każda próba znalezienia czegoś na Twoim komputerze przypomina wyprawę po zarośniętej dżungli z maczetą, to Raycast jest zdecydowanie dla Ciebie. Tutaj niczym rycerz na białym koniu pojawia się funkcja „Search Files”. Wystarczy wpisać jej nazwę w Raycast (najlepiej stworzyć specjalny skrót klawiszowy np. pod literą „F”) i podać nazwę pliku.
Aby wyszukać plik na komputerze, wystarczy wykorzystać funkcję „Search Files”, która jest dostępna w Raycast
Każdego dnia pracujesz na tych samych narzędziach dla marketera i aplikacjach? W takich przypadkach prawdziwym i często pomijanym fundamentem efektywnej pracy jest znajomość skrótów klawiszowych. Raycast ma wbudowaną funkcję „Search Menu Items”, która po uruchomieniu w dowolnej aplikacji wyświetli dostępne skróty klawiszowe.
Skróty klawiszowe w Raycast
W ten sposób jesteś w stanie o wiele szybciej się ich nauczyć czy przypomnieć sobie o nich, kiedy tylko będą Ci potrzebne.
Snippets
W dużym uproszczeniu Raycast pozwala tworzyć „skróty”, które po wpisaniu wcześniej przez Ciebie zdefiniowanej frazy automatycznie podstawią w jej miejsce wybrany tekst. Działa to w ten sposób, że gdy wpiszesz np. „snip”, narzędzie automatycznie podstawi NIP Twojej firmy.
W ten sposób nie musisz za każdym razem tracić czasu na szukanie takich rzeczy jak np. linki do social mediów, numer rachunku bankowego czy adres e-mail.
Snippety w Raycast
Historia schowka
Czy chociaż raz przydarzyła Ci się taka sytuacja, kiedy poświęciłeś sporo czasu na stworzenie ciekawego wpisu np. na LinkedIna? Następnie skopiowałeś tekst, bo chciałeś sprawdzić go za pomocą Ortograf.pl. Odszedłeś na chwilę od komputera, zapomniałeś o tym i skopiowałeś coś innego, a tekst przepadł? Dzięki funkcji „Clipboard History” masz szybki dostęp do historii wszystkich skopiowanych rzeczy, takich jak np. linki, zdjęcia czy dokumenty:
Historia schowka to bardzo przydatna funkcja Raycast
Raycast Store
Na sam koniec zostawiłem prawdziwą wisienkę na torcie! Musisz wiedzieć, że Raycast ma ogromną listę rozszerzeń, które są połączone z najpopularniejszymi aplikacjami. Lista jest naprawdę długa, więc zachęcam Cię do tego, abyś w oknie Raycast wpisał „Store” i poszukał czegoś dla siebie. Ale spokojnie! Przecież nie zostawię Cię z pustymi rękoma.
Oto kilka moich ulubionych rozszerzeń:
Google Meet – szybkie generowanie linków do spotkania.
Screen OCR – umożliwia kopiowanie tekstu z dowolnego miejsca ekranu (również obrazów).
TinyPNG – dzięki niemu zmniejszysz wagę skopiowanej grafiki za pomocą jednego kliknięcia.
Color Picker – pozwala na wybór koloru, który aktualnie znajduje się pod wskaźnikiem myszy.
DeepL – pozwala na tłumaczenie dowolnego tekstu, który skopiujesz do schowka (w kilka sekund).
Spotify Player – chyba nie muszę tłumaczyć?
2. Beeper
Beeper to darmowe narzędzie, które łączy ze sobą wszystkie chaty, dzięki czemu możesz z nich wygodnie korzystać w jednym miejscu – niezależnie od tego, czy pracujesz na Windowsie czy macOS. Pozwala wysyłać i odbierać wiadomości aż z 14 różnych komunikatorów, takich jak np.: Whatsapp, Messenger, Instagram, LinkedIn, Slack czy Discord.
Dzięki temu mogę pracować w większym skupieniu i uniknąć sytuacji, kiedy po 40 minutach łapię się na tym, że zamiast skreślać kolejne taski z mojej listy to-do, przeglądam kolejny filmik ze śmiesznymi kotkami. Brzmi znajomo?
Beeper działa zarówno w wersji desktopowej, jak i mobilnej, dzięki czemu możesz z niego korzystać dosłownie wszędzie. Uwielbiam go za to, że gdy np. chcę odpisać komuś na Instagramie, to nie muszę uruchamiać aplikacji.
Przyjemnym dodatkiem jest funkcja (bo chyba tak możemy ją nazwać) „Note”, dzięki której wyślesz dowolną wiadomość do samego siebie. Sprawdzi się świetnie w sytuacji, gdy np. chcesz zapisać link do ciekawego artykułu lub świetny pomysł, który właśnie wpadł Ci do głowy na spacerze.
3. Arc
Przeglądarka internetowa, która w 100% zastąpiła mi Google Chrome i Safari, ponieważ łączy to, co w nich najlepsze, i daje jeszcze więcej. Jest dostępna za darmo zarówno dla użytkowników z systemem macOS, jak i Windows.
Ciekawostka: firma odpowiedzialna za stworzenie przeglądarki Arc (The Browser Copmany) została założona w dużej mierze przez byłych pracowników Instagrama, Google’a czy Tesli.
Arc umożliwia importowanie zakładek z innych przeglądarek i jest zbudowany na silniku Chromium, dzięki czemu obsługuje wszystkie rozszerzenia, z których korzystałeś na Google Chrome. Dlaczego warto dać szansę Arc? Powodów jest co najmniej kilka.
Minimalistyczny interfejs
Na uwagę zasługuje zdecydowanie prosty i łatwy w obsłudze interfejs z paskiem zakładek umieszczonym po lewej stronie, który możesz schować za pomocą prostego skrótu klawiszowego.
Dzięki temu witryny internetowe wypełniają się na całą powierzchnię ekranu, a niepotrzebne elementy nie będą rozpraszać Cię podczas pracy. Poza tym przeglądarka Arc ma wbudowany pasek komend, który służy do szybkiego przemieszczania się pomiędzy stronami internetowymi. Możesz wywołać go za pomocą skrótu klawiszowego „CMD + T”. W wyglądzie przypomina „pasek”, który jest dostępny w Raycast:
Specjalne przestrzenie robocze
Arc umożliwia użytkownikom organizowanie zakładek i tworzenie specjalnych przestrzeni roboczych w bardziej efektywny sposób. Dzięki czemu jesteś w stanie z łatwością organizować wszystkie aktywności na komputerze, jak np. praca, nauka czy hobby, i jeszcze lepiej zarządzać poszczególnymi zadaniami.
Arc Max
Arc Max to darmowa funkcjonalność oparta na sztucznej inteligencji, która pozwala na wiele przydatnych rzeczy, jak np. stworzenie szybkiego podsumowania zawartości danej strony, zadawanie pytań dotyczących treści na stronie czy chociażby integrację z ChatGPT.
Tryb picture-in-picture
Przeglądarka ma wbudowany automatyczny tryb picture-in-picture – gdy wyświetlisz dowolny odtwarzacz wideo, np. YouTube i przejdziesz do innej karty, okno z filmem zostanie automatycznie pomniejszone i wyświetlone w rogu ekranu:
Skróty klawiszowe
Na temat skrótów i tego, dlaczego są tak istotne w kontekście efektywnej pracy na komputerze, już napisałem. Przeglądarka Arc ma domyślnie ustawione najlepsze skróty, które znajdziesz w innych przeglądarkach. Mało tego! Masz możliwość zamiany domyślnych skrótów na własne, dzięki czemu praca nie tylko staje się szybsza, ale przede wszystkim wygodniejsza i łatwiejsza:
Live Capture
Kolejnym świetnym rozwiązaniem wbudowanym w przeglądarkę Arc jest funkcja „Live Capture”, która umożliwia tworzenie dynamicznych zrzutów ekranu, które aktualizują się, gdy zawartość oryginalnej strony ulegnie zmianie.
Mówiąc prościej: jeśli przechwyciłeś fragment ekranu z najnowszymi wiadomościami, ten fragment będzie automatycznie aktualizowany, aby zawsze pokazywać najnowsze informacje. Co najlepsze, możesz przełączać się między widokiem statycznym a dynamicznym, w zależności od swoich potrzeb.
Lista wszystkich powodów, dla których warto przesiąść się na Arc, a co za tym idzie – możliwości, na tym się nie kończy. Dlatego zachęcam Cię, abyś dał jej szansę i samodzielnie odkrył pozostałe funkcjonalności. Warto!
4. Perplexity AI
Jeśli dotarłeś do tego miejsca, to pewnie już zauważyłeś, że jestem geekiem, który uwielbia testować różne nowinki technologiczne. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie opowiedział Ci o darmowym narzędziu, działającym na macOS i Windowsie, które niesamowicie ułatwia mi tworzenie tekstów sprzedażowych czy contentu do social mediów.
Perplexity AI to (w sporym uproszczeniu) wyszukiwarka internetowa oparta na AI, która dzięki swoim funkcjonalnościom zaoszczędzi Ci od kilku do nawet kilkunastu godzin, które musiałbyś poświęcić na research.
Narzędzie udziela precyzyjnych odpowiedzi na pytania zadane w naturalny sposób i ma coś, co moim zdaniem w kontekście researchu bije na głowę ChatGPT, którego raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Wystarczy, że sformułujesz prosty prompt, np. „Jakie są najnowsze badania na temat wykorzystania CRO (Conversion Rate Optimization) w sklepach internetowych. Szukaj w języku angielskim. Odpowiedz po polsku”, a Perplexity AI zajmie się całą resztą.
Perplexity nie tylko pomoże Ci w researchu, ale także wskaże odnośniki do źródeł, które wykorzystał podczas formułowania odpowiedzi na zadany prompt
Jak widzisz na powyższym przykładzie, poprosiłem Perplexity, aby szukało odpowiedzi w języku angielskim, a odpowiadało w języku polskim. Dzięki temu mam pewność, że narzędzie uwzględni w swoich poszukiwaniach anglojęzyczne źródła, których z reguły jest więcej. W przeciwnym razie narzędzie mogłoby zawęzić się jedynie do polskich źródeł Perplexity nie dość, że błyskawicznie przeszuka internet, aby odpowiedzieć na wszystkie Twoje pytania, to w dodatku wskaże odnośniki do wszystkich źródeł, które zostały wykorzystane do sformułowania odpowiedzi.
Czymś, na co zdecydowanie warto zwrócić uwagę, jest funkcja „Focus”, dzięki której możesz wybrać rodzaj danych, które Cię interesują i na bazie których Perplexity przygotuje odpowiedź. Dla przykładu mogą to być np. źródła akademickie, a więc wszelkiego rodzaju badania naukowe.
Ile to kosztuje?
Perplexity ma plan płatny, który kosztuje 20 USD / miesięcznie, w ramach którego masz dostęp do o wiele większej liczby szczegółowych zapytań (PRO), generowania obrazów czy chociażby możliwość wyboru modelu AI, który będzie wykorzystywany do generowania treści lub obrazów.
Dużym plusem jest to, że nawet korzystając z darmowego planu, poza dostępem do prostych zapytań, masz możliwość skorzystania z trzech zaawansowanych wyszukań (PRO), które odnawiają się po 24 godzinach. Jeśli chcesz skorzystać z zaawansowanego wyszukiwania, wystarczy kliknąć kontrolkę „PRO”.
5. Screen Studio
Na sam koniec naszej listy zostawiłem świetne narzędzie, które ułatwi życie każdej osobie, która nagrywa lub planuje nagrywać materiały wideo. Screen Studio jest polskim i niestety płatnym narzędziem dla marketerów i nie tylko, dostępnym jedynie dla szczęśliwych posiadaczy urządzeń z nadgryzionym jabłuszkiem.
Narzędzie jest świetne dla osób, które chcą tworzyć wysokiej jakości treści wideo, bez umiejętności edycji i poświęcania mnóstwa czasu na montaż. Oto opis kilku ciekawych funkcjonalności.
Automatyczne powiększanie
Screen Studio automatycznie doda zoomy do Twoich filmów, abyś mógł jeszcze lepiej i dokładniej zaprezentować czynności wykonywane w danym momencie na ekranie. Możesz je dowolnie edytować, dodawać lub usuwać za pomocą zaledwie kilku kliknięć:
Dodaj kamerę internetową
Pewnie Cię nie zaskoczę, gdy powiem, że Screen Studio pozwala na dodanie ekranu z kamery internetowej, ale to nie wszystko! Narzędzie pozwala na zmianę „obramowania” wokół kamery czy jej położenia w danym momencie na ekranie. Screen Studio automatycznie wykryje momenty, kiedy należy odpowiednio powiększyć lub pomniejszyć wielkość kamery, aby uniknąć zakrycia kursora myszy:
Automatyczna zmiana wielkości kamery w Screen Studio
Nagrywanie dźwięków systemowych
Dużym plusem jest również to, że narzędzie ma opcję nagrywania dźwięku systemowego ze wszystkich lub wybranych aplikacji, dzięki czemu tworzenie poradników i samouczków audio staje się o wiele łatwiejsze.
Nagrywanie ekranu iPhone’a lub iPada
Screen Studio oprócz tego, że pozwala na nagrywanie pięknych wideo z ekranu komputera, ma możliwość nagrywania ekranu na urządzeniach mobilnych. To świetne rozwiązanie, dzięki któremu udoskonalisz nagrania ze swoich aplikacji lub samouczków mobilnych.
Funkcja nagrywania ekranu na urządzeniach mobilnych w Screen Studio
Screen Studio automatycznie wykryje model i kolor Twojego urządzenia i oferuje szeroką gamę ramek oraz kolorów urządzeń do wyboru. Nagrywanie ekranu z urządzeń mobilnych jest dziecinnie proste. Wystarczy podłączyć urządzenie kablem USB i rozpocząć nagrywanie.
Narzędzia dla marketera: podsumowanie
W dzisiejszym cyfrowym świecie mamy do dyspozycji wiele niesamowitych narzędzi dla marketerów, które są proste w obsłudze, mogą znacząco usprawnić pracę, zwiększyć produktywność i nie wymagają żadnych specjalistycznych umiejętności technicznych. Pamiętaj, że narzędzia są jedynie dodatkiem, a przede wszystkim liczy się to, jak efektywnie potrafisz z nich korzystać.
Ponownie zachęcam Cię do tego, abyś w pierwszej kolejności nauczył się podstawowych skrótów klawiszowych w aplikacjach, z których regularnie korzystasz. Następnie stopniowo dodawaj kolejne trybiki do swojego systemu produktywności. Warto również zwrócić uwagę na to, że jeśli dane rozwiązanie sprawdza się u mnie, to nie oznacza, że tak samo sprawdzi się u Ciebie. Dlatego eksperymentuj, dostosowuj i optymalizuj swoje workflow, aby osiągnąć jak najlepsze rezultaty.
Teraz gdy znasz już wszystkie moje ulubione narzędzia dla marketera, czas przetestować je w marketingowym boju i przekonać się, które z nich wpisują się najlepiej w Twoją codzienność. Powodzenia!
Czy zdarzyło Ci się marzyć o tym, żeby mieć więcej czasu? Wyobraź sobie, że możesz sklonować samego siebie, aby zająć się rutynowymi, ale niezbędnymi czynnościami, podczas gdy Ty skupisz się na strategii i kreatywnych rozwiązaniach. Brzmi zbyt dobrze, żeby było prawdziwe? Dzięki awatarom AI to możliwe!
Awatary AI – co to takiego?
Awatary AI to wirtualne postacie, które korzystając z zaawansowanych algorytmów sztucznej inteligencji, mogą wyglądać tak jak Ty, czy mówić Twoim głosem. Tak, tak, nie przesłyszałeś się! To taki Twój „wirtualny klon”, który jeżeli połączysz ze swoim wirtualnym „drugim mózgiem”, czyli wirtualną bazą wiedzy, dodatkowo jest w stanie zastąpić Cię w wybranych zadaniach. Co ważne, awatary AI potrafią przetwarzać język naturalny, rozpoznawać ton wypowiedzi czy reagować w sposób, który wydaje się naturalny i ludzki.
Jedna technologia – różne branże
Awatary AI znajdują szerokie zastosowanie w wielu branżach, przynosząc liczne korzyści. W sektorze szkoleniowym awatary AI mogą prowadzić interaktywne kursy i warsztaty, dostosowując się do tempa nauki uczestników. Zwłaszcza nowa technologia od OpenAI, czyli Advanced Voice Mode, jest w tym bardzo pomocna. Możesz powiedzieć do awatara: „Proszę, mów do mnie wolniej”, a on dostosuje tempo mówienia do Ciebie. Poza tym możesz takiemu awatarowi przerwać w dowolnym momencie wypowiedzi, a także dopytywać, kiedy tylko tego potrzebujesz.
W branży finansowej awatary AI mogą odgrywać rolę doradców klienta, udzielając informacji na temat produktów finansowych, pomagając w wypełnianiu formularzy oraz odpowiadając na pytania dotyczące kont i transakcji. Taka automatyzacja obsługi klienta pozwala na szybkie i precyzyjne udzielanie odpowiedzi, co zwiększa satysfakcję klientów i obniża koszty operacyjne.
W sektorze IT i SaaS awatary AI mogą wspierać użytkowników w rozwiązywaniu problemów technicznych, prowadząc przez procesy instalacji, konfiguracji oraz rozwiązywania problemów. Na bazie wcześniej przygotowanej bazy wiedzy mogą krok po kroku poprowadzić za rękę nawet początkującego użytkownika poprzez zaawansowany system IT. Awatary AI mogą również „przeprowadzać” szkolenia z nowych produktów i funkcji, zapewniając spójne wsparcie dla wszystkich użytkowników.
W e-commerce awatary AI mogą działać jako wirtualni sprzedawcy, pomagając klientom w wyborze produktów, odpowiadając na pytania dotyczące specyfikacji produktów, dostępności oraz procesu zakupowego. Mogą również personalizować rekomendacje zakupowe na podstawie analizy wcześniejszych zakupów i preferencji klientów, co zwiększa szanse na dokonanie transakcji i poprawia doświadczenie zakupowe. Avatar zasugeruje inne rozwiązanie – w zależności od tego, jaka bazą wiedzy był „nakarmiony”. Zatem znów: dobre dane to podstawa dobrego awatara.
Korzyści z zastosowania awatarów AI w marketingu
Awatary AI mają wiele korzyści, które mogą znacząco usprawnić Twoje działania marketingowe. Przyjrzyjmy się kilku z nim.
1. Oszczędność czasu i zasobów
Awatar AI może przejąć wiele rutynowych zadań, co pozwala zespołowi marketingowemu skupić się na bardziej strategicznych działaniach. Wyobraź sobie, że Twój wirtualny odpowiednik odpowiada na pytania klientów, prezentuje produkty, a w niedalekiej przyszłości być może nawet będzie w stanie prowadzić webinary.
2. Zwiększenie zaangażowania klientów
Dzięki interaktywności i personalizacji awatary AI mogą znacznie zwiększyć zaangażowanie klientów. Potrafią prowadzić konwersacje, które są dostosowane do indywidualnych potrzeb i preferencji użytkowników, co sprawia, że komunikacja staje się bardziej efektywna i satysfakcjonująca.
Awatary AI są zdolne do przygotowania spersonalizowanych rekomendacji produktów i usług dzięki zaawansowanym algorytmom analizy danych z wcześniejszych interakcji z klientem.
Jest to możliwe poprzez ciągłą integrację z zewnętrznymi i wewnętrznymi systemami baz danych, które gromadzą i przetwarzają te informacje. W praktyce oznacza to, że każda interakcja z użytkownikiem, której dane są wykorzystywane do dalszej personalizacji, musi być odpowiednio udokumentowana i zabezpieczona.
Dzięki zastosowaniu takiego podejścia awatary AI mogą nie tylko efektywnie wspierać procesy sprzedażowe, ale też zwiększać sprzedaż, przestrzegając przy tym kluczowych norm prawnych i etycznych. Na przykład w e-commerce mogą sugerować produkty na podstawie wcześniejszych zakupów i przeglądanych produktów, co zwiększa prawdopodobieństwo dokonania kolejnego zakupu.
Automatyzacja i skalowalność
Dzięki awatarom AI Twoja firma może obsługiwać tysiące interakcji jednocześnie, 24/7, bez utraty jakości. Awatary AI są w stanie odpowiadać na pytania klientów, rozwiązywać ich problemy i udzielać wsparcia w czasie rzeczywistym, co znacząco zwiększa efektywność operacyjną. To pozwala na skalowanie operacji bez proporcjonalnego zwiększania kosztów, a zasoby ludzkie można przekierować na bardziej skomplikowane zadania, które wymagają kreatywności i strategicznego myślenia. Przykład na grafice poniżej:
Efekt? 40 milionów dolarów oszczędności w ciągu jednego roku. Źródło informacji: profil na Linkedin firmy Klarna
Dodatkowo awatary AI mogą zbierać i analizować dane z każdej interakcji, dostarczając Ci cennych informacji zwrotnych, które możesz wykorzystać do dalszej optymalizacji procesów biznesowych i strategii marketingowych. Dzięki temu lepiej zrozumiesz potrzeby swoich klientów, co pozwoli Ci szybko reagować na zmieniające się oczekiwania rynku.
Jak stworzyć własny awatar AI?
Zobacz, jak krok po kroku stworzyć własny awatar AI!
1
Określenie celu
Na początku zastanów się, jaki ma być główny cel Twojego awatara AI. Czy chodzi o obsługę klienta, wsparcie sprzedaży, czy może o wewnętrzną automatyzację procesów? Określenie celu jest kluczowe, ponieważ wpływa na wszystkie dalsze decyzje: od wyboru technologii po trening modelu. Na przykład:
Obsługa klienta. Awatar może odpowiadać na pytania klientów, pomagać w rozwiązywaniu problemów czy wspierać klienta nawet w formie obsługi posprzedażowej.
Prezentacja produktów. Może prezentować produkty, opowiadać o ich cechach i korzyściach, prowadzić użytkownika przez proces zakupowy.
Wewnętrzna komunikacja. Może automatyzować rutynowe zapytania wewnątrz firmy, np. dotyczące polityki korporacyjnej czy szczegółów projektów.
Feedback do rozmów sprzedażowych dla handlowców i podnoszenie efektywności sprzedaży, np. w działach call center.
Sprawniejszy onboarding nowych pracowników
Szkolenia i e-learning w różnych działach.
2
Zbieranie danych i treści
Twoje AI będzie tak inteligentne, jak bogate są dane, które mu dostarczysz. Spisz wszystko, co pomoże AI lepiej rozumieć Twoją działalność.
Checklisty i procedury – dokumenty opisujące procesy wewnętrzne i zasady działania firmy.
Dialogi i transkrypcje – zawierające słownictwo specyficzne dla Twojej branży, np. e-commercowy żargon, jeśli tworzysz kurs dla właścicieli e-sklepów.
Dane o klientach – historia interakcji, preferencje i zachowania, zawsze z zachowaniem zasad RODO i ochrony danych osobowych.
3
Wybór odpowiednich technologii
Na rynku dostępne są różne narzędzia do tworzenia awatarów AI, takie jak HeyGen, Colossyan AI czy Synthesia. Wybór zależy od:
Specyfiki branży. Czy potrzebujesz bardziej zaawansowanej analizy języka naturalnego?
Budżetu. Koszty licencji, generowania i utrzymania avatarów różnią się w zależności od platformy.
Łatwości integracji. Czy narzędzie łatwo integruje się z istniejącymi systemami w Twojej firmie?
4
Trening i testowanie AI
Trening AI to proces iteracyjny, który wymaga ciągłego dostosowywania i testowania.
Trening – naucz AI na zgromadzonych danych, stopniowo zwiększając złożoność zadań.
Testowanie – sprawdzaj, jak awatar radzi sobie w różnych scenariuszach, zarówno standardowych, jak i nietypowych.
5
Zbieranie feedbacku i iteracja
Po pierwszych testach zbierz opinie od użytkowników i wykorzystaj je do dalszej optymalizacji awatara.
Feedback od klientów. Co sądzą o interakcjach z AI? Czy są jakieś obszary, które wymagają poprawy?
Analiza zachowań. Jakie zadania AI wykonuje dobrze, a w których popełnia błędy?
Iteracja. Wdrażaj usprawnienia, zaczynając od tych kluczowych funkcjonalności lub krytycznych błędów, stopniowo usprawniające kolejne rzeczy.
6
Koszty wdrożenia
Koszty wdrożenia mogą być zróżnicowane w zależności od zakresu projektu i wybranych technologii.
Nagranie wideo i montaż: od 500 zł netto za sesję.
Subskrypcja narzędzi AI: miesięczny abonament za dostęp do platformy waha się od $29 do $89. Do tego dochodzą koszty generowania nowych wypowiedzi avatarów, które są zwykle rozliczane w postaci „wirtualnych monet czy też „kredytów”. Jeżeli wyrobisz się w limicie miesięcznym, nic nie dopłacasz. Ale jeżeli używasz avatarów bardzo intensywnie, to opłata będzie proporcjonalna do liczby wygenerowanych wypowiedzi z użyciem avatara AI.
Dostęp do API: koszty związane z korzystaniem z zaawansowanych funkcji API mogą wymagać dodatkowych opłat.
Pamiętaj, że dobrze zaprojektowany i wdrożony awatar AI może znacząco zwiększyć efektywność działań marketingowych i sprzedażowych, szybko przynosząc zwrot z inwestycji.
Jak to zrobić? Przykład mojego avatara
Aby pokazać Ci, że tworzenie avatarów AI jest możliwe i może być przydatne, poniżej opiszę przykład, jak razem z moim zespołem stworzyliśmy mój wirtualny klon.
Krok 1: Określiliśmy cel biznesowy i… charytatywny
Na samym początku zastanawialiśmy się, jaki główny cel chcemy osiągnąć dzięki naszemu awatarowi AI. Dla nas kluczowe było zaoszczędzenie czasu oraz możliwość dzielenia się wiedzą marketingową nawet wtedy, gdy nasze kalendarze są wypełnione po brzegi. Dodatkowo zależało nam, aby nie tylko realizować cele biznesowe, ale też charytatywne, dlatego zaprojektowaliśmy avatara w taki sposób, że pierwsze 5 „zapytań”, czyli promptów wpisanych do avatara AI, oraz odpowiedzi są bezpłatne. Kolejne są dostępne za paywallem, a środki, które zbierzemy dzięki takim działaniom, przekażemy na fundację HEARTY.
Krok 2: Spisaliśmy procesy i procedury
Następnie zgromadziliśmy dane, które pomogły naszemu asystentowi AI zrozumieć, jak działamy i jak się wyrażamy. Dzięki temu krokowi ustaliliśmy, jakie dane chcemy mu przekazać i jak ma wyglądać język komunikacji.
Krok 3: Wybraliśmy odpowiednie narzędzia
Przeanalizowaliśmy dostępne narzędzia pod kątem funkcjonalności, kosztów oraz łatwości integracji z istniejącymi systemami. Zdecydowaliśmy się na narzędzie HeyGen do generowania wideo, które daje możliwość tworzenia awatarów w 45 językach. Poza tym w pierwszym kroku skorzystaliśmy z API Open AI w zakresie stworzenia asystenta AI.
Te dwa rozwiązania działały, były jednak niewystarczające do naszych potrzeb. Chcieliśmy w łatwy sposób zarządzać i udostępniać naszą marketingową wiedzę. Stworzyliśmy więc do tego autorską platformę Ragen AI, która z jednej strony pozwala na łatwe zarządzanie dokumentami przez ludzi, a z drugiej strony przetwarza je do formatu rozumianego przez modele AI. Korzystamy z niej jako z CMS dla AI, a nasi odwiedzający mogą korzystać z przyjaznego interfejsu chatbota lub avatara.
Krok 4: Testowaliśmy Avatara AI
Trening polegał na “karmieniu” AI zgromadzonymi danymi w Ragen AI. Regularnie testowaliśmy awatar w różnych scenariuszach, aby sprawdzić, jak radzi sobie w praktycznych zastosowaniach. Ocenialiśmy jego zdolność do prowadzenia naturalnych i wartościowych interakcji.
Krok 5: Zbieraliśmy feedback
Po pierwszych testach zbieraliśmy opinie od użytkowników i na ich podstawie wprowadzaliśmy niezbędne poprawki. To ciągły proces doskonalenia, który pomaga dostosować awatar jeszcze lepiej do potrzeb odbiorców. W ten sposób krok po kroku stworzyliśmy nasz awatar AI, który odpowiada na pytania osób zainteresowanych marketingiem, jest do dyspozycji 24/7 (nawet gdy nikt od nas z zespołu nie jest w danej chwili dostępny), pomaga nam oszczędzać czas, a na dodatek dochód przeznaczany jest na cele charytatywne.
No dobrze… ale czy awatary AI są etyczne?
Korzystając z awatarów AI, warto pamiętać o kilku kluczowych aspektach etycznych.
Transparentność
Przykład: Gdy klient wchodzi na chat na stronie internetowej, jasno zaznacz, czy rozmowa prowadzona jest przez człowieka, czy przez AI. Na przykład na początku interakcji może pojawić się wiadomość: Witaj! Jestem awatarem AI, który pomoże Ci znaleźć odpowiedzi na Twoje pytania. Jeśli wolisz rozmawiać z człowiekiem, napisz “Przełącz”.
Porada: Użyj wyraźnych oznaczeń i ikon w interfejsie użytkownika, które pomogą odróżnić komunikację z AI od tej prowadzonej przez człowieka.
Wolność wyboru
Przykład: W serwisie e-commerce, gdzie awatar AI pomaga w doborze produktów, zapewnij opcję wyboru formy pomocy. Użytkownik może zdecydować, czy chce korzystać z pomocy awatara AI, czy woli konsultację z doradcą ludzkim.
Porada: Zintegruj łatwo dostępną opcję przełączania się między awatarem AI a prawdziwym konsultantem, tak aby użytkownicy czuli, że mają kontrolę nad swoim doświadczeniem.
Autentyczność
Przykład: Awatar reprezentujący firmę powinien mówić i zachowywać się w sposób, który jest spójny z marką i jej wartościami, unikając jednocześnie nadmiernej idealizacji lub ludzkich cech, które mogłyby wprowadzać użytkowników w błąd.
Porada: Podczas tworzenia skryptów dla awatara AI upewnij się, że jego ton i styl komunikacji odzwierciedlają realne wartości i ton marki, a jego prezentacja jest zgodna z prawdziwym wizerunkiem firmy.
Równość i niedyskryminacja
Przykład: Awatar AI używany do przeprowadzania wstępnych rozmów kwalifikacyjnych powinien być zaprogramowany tak, aby nie wykazywać uprzedzeń na podstawie wieku, płci, rasy czy innych czynników osobowych.
Porada: Regularnie przeprowadzaj audyty modeli AI pod kątem uprzedzeń, używając zróżnicowanych zestawów danych do treningu, aby zapewnić, że wszystkie rekomendacje i decyzje są sprawiedliwe i nie wprowadzają dyskryminacji.
Implementacja awatarów AI wymaga nie tylko wiedzy technicznej, ale też głębokiego zrozumienia aspektów etycznych i prawnych. Kluczowe jest przestrzeganie zasad transparentności, wolności wyboru, autentyczności oraz równości. Dzięki temu firmy mogą budować zaufanie i lojalność klientów, jednocześnie korzystając z zalet nowoczesnych technologii.
Podsumowanie
Awatary AI to innowacyjne narzędzie, które może znacząco usprawnić działania marketingowe i sprzedażowe. Dzięki nim możesz oszczędzić czas, zwiększyć zaangażowanie klientów i zautomatyzować wiele procesów. Pamiętaj jednak, że kluczem do sukcesu jest odpowiednia strategia, ciągłe doskonalenie oraz przestrzeganie zasad etyki. Jeśli jesteś gotowy, aby wprowadzić awatara AI do swojej firmy, zacznij od dokładnego planu i analizy swoich potrzeb. Dzięki temu Twoje wdrożenie będzie skuteczne i przyniesie oczekiwane rezultaty.
Ktoś kiedyś powiedział, że gdy wieje wiatr, jedni budują mury, inni wiatraki. I tak trochę jest z budżetami marketingowymi. Temat ich obniżania w kryzysie wraca jak bumerang i szczególnie teraz jest bardzo aktualny. Dlaczego? Bo codziennością firm jest galopująca inflacja, kryzys finansowy, recesja i konieczność sprawniejszego zarządzania budżetami. Jak jest z tymi budżetami marketingowymi? Czego uczy nas historia? I – w końcu – co jest bardziej opłacalne: ucinanie budżetów marketingowych czy ich skuteczne alokowanie? O tym wszystkim piszemy poniżej.
Dlaczego firmy decydują się na ucinanie budżetów marketingowych?
Cóż. Okazuje się, że powodów jest naprawdę wiele. Począwszy oczywiście od najbardziej oczywistych, związanych z ochroną płynności finansowej firmy czy tworzeniem poduszki finansowej na „jeszcze gorsze czasy”. Doświadczenie uczy nas – od wielu lat pracujemy w agencji marketingowej – że marketing jest zawsze ofiarą pierwszych cięć. Wstrzymanie kampanii reklamowych daje efekt natychmiastowy w postaci uwolnienia środków.
I żeby było jasne, jest to dla nas w pełni zrozumiałe – bo przecież czasami gra się toczy o być albo nie być danej firmy. Ale. No właśnie: ale co jeśli to właśnie kampanie płatne nakręcają sprzedaż? W takiej sytuacji całkowite wstrzymanie działań marketingowych może okazać się przysłowiowym strzałem w kolano.
Szczególnie w e-commerce czy branżach usługowych, gdzie płatne kampanie często stanowią główne źródło ruchu i leadów, nagłe zatrzymanie tego strumienia może prowadzić do drastycznego spadku przychodów. Co więcej, późniejsze odbudowanie pozycji i powrót do poprzednich wyników może kosztować znacznie więcej niż oszczędności uzyskane podczas cięć. Dlatego zamiast radykalnego „wyłączania” marketingu warto rozważyć jego mądrą optymalizację. Ale do tego jeszcze wrócimy…
Co pokazuje nam historia cięć? Lekcje od gigantów
Kilka słów o mydle
Cofnijmy się do przełomu lat 20. i 30. XX wieku. Stany Zjednoczone pogrążone są w Wielkim Kryzysie. Firmy masowo redukują wydatki, a konsumenci zaciskają pasa. W tym trudnym okresie Procter & Gamble, zamiast ciąć budżety, decyduje się na odważny krok: zwiększa nakłady na reklamę radiową.
P&G zainwestowało w produkcję audycji radiowych, które były emitowane w porach dnia, gdy kobiety, główna grupa docelowa produktów takich jak Ivory Soap czy Oxdyol, miały czas na ich słuchanie. Audycje te były później nazywane „operami mydlanymi”. Serializacja i wciągające fabuły przyciągały słuchaczki, a jednocześnie subtelnie promowały produkty P&G.
O tym wszystkim opowiada film pt. „Procter & Gamble: A Leader in Producing Original Content for Their Marketing”, dostępny na kanale Content Marketing Institute:
Historia Procter & Gamble dostarcza cennych lekcji o sile konsekwentnego marketingu w trudnych czasach. Pokazuje również, jak wyjść z kryzysu obronną ręką. Wystarczy alokować środki. I odpowiedzieć sobie na kilka pytań, w tym m.in.:
Czy wszystkie kanały działają tak samo efektywnie?
Które kampanie generują najwyższy zwrot z inwestycji?
Może lepiej skupić się na najbardziej rentownych działaniach i czasowo ograniczyć te mniej efektywne?
Ta strategia pomogła firmie nie tylko przetrwać kryzys, ale wzmocnić jej pozycję rynkową. Marka Ivory Soap stała się powszechnie rozpoznawalna, a firma zyskała lojalnych klientów.
Historia lubi się powtarzać. W 2008 roku, podczas globalnego kryzysu finansowego, P&G znów postawiło na marketing. Zamiast ciąć wydatki, firma zainwestowała w innowacje produktowe i kampanie reklamowe. Rezultat? Wzrost sprzedaży i umocnienie pozycji rynkowej.
Święty Mikołaj a kryzys
Coca-Cola to przykład firmy, która konsekwentnie inwestuje w markę – niezależnie od sytuacji gospodarczej. Podczas tego samego kryzysu lat Wielkiej Depresji w latach 30. XX wieku, gdy wiele firm ograniczało wydatki, Coca-Cola zwiększyła swój budżet marketingowy. Firma wprowadziła ikoniczny wizerunek Świętego Mikołaja w czerwonym stroju, który do dziś jest kojarzony z marką.
W czasie kryzysu finansowego 2008 roku Coca-Cola ponownie postawiła na silny marketing, inwestując w kampanię „Open Happiness”, która miała na celu promocję pozytywnych emocji w trudnych czasach.
Apple jest kryzysoodporny?
W 2001 roku, w obliczu recesji na rynku technologicznym, Apple zaskoczyło świat, wprowadzając iPoda. Rynek muzyczny był wówczas w kryzysie, a wiele firm technologicznych zmniejszało swoje wydatki na badania i rozwój oraz marketing. Apple obrało jednak inną strategię. Zamiast ograniczać koszty, firma zainwestowała w rozwój nowego produktu i wprowadziła intensywną kampanię marketingową, która nie tylko promowała iPoda, ale również odświeżyła całą markę.
Ale z Apple wiąże się jeszcze jeden aspekt kryzysów – mianowicie efekt szminki. Możesz wygooglować to pojęcie, naprawdę istnieje. Ma nawet swoje miejsce na Wikipedii. Efekt szminki to:
twierdzenie, iż w gospodarce w okresach kryzysów gospodarczych funkcjonuje mechanizm polegający na radykalnej zmianie preferencji konsumentów w tym sensie, iż zmniejsza się konsumpcja dóbr luksusowych o dużej wartości, a wzrasta konsumpcja dóbr luksusowych o relatywnie mniejszej wartości, np. zmniejsza się wolumen sprzedaży luksusowych samolotów i samochodów, a wzrasta wolumen sprzedaż luksusowych kosmetyków, urządzeń elektronicznych, produktów spożywczych.
Doskonale tłumaczy to profesor Waldemar Rogowski w rozmowie, którą można odsłuchać tutaj.
No dobra, a co do tego ma Apple? Okazuje się, że kryzys dotyka producentów smartfonów, których sprzedaż spada, natomiast sprzedaż iPhone spada w o wiele mniejszym stopniu. I teraz pewnie nasuwa się pytanie: czy kryzys może być szansą? W kontekście efektu szminki można powiedzieć, że dla niektórych marek tak. A co z producentami dóbr „nieluksusowych”?
Kryzys jako szansa: dlaczego marketing może być Twoją tajną bronią?
Pamiętaj, że konkurencja nie śpi. Podczas gdy Ty przykręcasz budżety, oni mogą je relokować i w czasie kryzysu budować np. widoczność w organicznych wynikach wyszukiwania. Kiedy konkurencja ogranicza swoje działania marketingowe, pojawia się unikalna szansa na zwiększenie udziału w rynku. Twój przekaz może być lepiej słyszalny, a koszty dotarcia do klienta potencjalnie niższe. Nie bez przyczyny w Google Ads czy SEO tyle mówi się o konkurencyjności, która niesie za sobą koszty czy trudność w osiąganiu celów.
W czasie kryzysu konieczne jest liczenie. Tu nie ma już czasu na robienie działań dla samego robienia. Marketing musi być bardzo dobrze policzonym filarem firmy.
Chcesz ochronić budżet marketingowy? Udowodnij wartość marketingu poprzez liczby! Co dokładnie to oznacza?
Przedstaw dokładne wyliczenia ROI z kampanii.
Pokaż ścieżkę zakupową klientów i rolę marketingu w niej.
Przygotuj analizę koszt pozyskania klienta vs jego wartość życiową.
Zademonstruj, jak marketing wpływa na sprzedaż w różnych kanałach.
Za takim podejściem kryje się prawdziwa szansa na inwestowanie w działania, które przynoszą realny zwrot z inwestycji i idealnie trafiają tam, gdzie mają trafiać.
Do tego należy oczywiście doliczyć kwestie wizerunkowe, które nie zawsze można policzyć z taką policzyć z taką precyzją. Kryzys to okres, gdy konsumenci szukają stabilności i pewności. Firmy, które utrzymują lub nawet zwiększają swoją obecność marketingową, wysyłają sygnał: „Jesteśmy silni, jesteśmy stabilni, możesz nam zaufać”. Budowanie wizerunku marki jako solidnej i niezawodnej może nie tylko przyciągnąć nowych klientów, ale także umocnić lojalność tych obecnych. W trudnych czasach lojalność nabiera szczególnego znaczenia – konsumenci chętniej wracają do marek, które sprawiają wrażenie niezachwianych w obliczu problemów.
PORADA
Dodatkowo, w kryzysie zmieniają się priorytety konsumentów, co otwiera nowe możliwości. Marketing ukierunkowany na aktualne potrzeby i obawy klientów może stać się kluczem do sukcesu. Elastyczność i szybka adaptacja komunikatów marketingowych do zmieniającej się rzeczywistości pozwalają nie tylko przetrwać, ale i rozwijać się w czasie kryzysu.
W rezultacie firmy, które podejdą do marketingu strategicznie, mogą wyjść z kryzysu nie tylko bez szwanku, ale wręcz silniejsze. Widzisz zatem, że kryzys to nie czas na ślepe cięcia marketingowe.
Mądre inwestycje vs ślepe cięcia: jak znaleźć złoty środek?
W 2008 roku, gdy większość firm zaciskała pasa, Netflix zainwestował w rozwój streamingu online. Ta odważna decyzja zrewolucjonizowała sposób, w jaki konsumujemy treści wideo i uczyniła z Netflixa globalnego giganta. Podczas gdy inne firmy w branży rozrywkowej i medialnej koncentrowały się na tradycyjnych modelach dystrybucji, Netflix dostrzegł potencjał w rosnącym zapotrzebowaniu na treści dostępne na żądanie. Inwestycja w technologię i nowy model biznesowy pozwoliła firmie wyprzedzić konkurencję i stać się pionierem w nowym segmencie rynku.
W tym samym czasie wiele konkurencyjnych firm, takich jak Blockbuster, zlekceważyło zmieniające się preferencje konsumentów i pozostało przy tradycyjnym modelu wypożyczalni wideo. Blockbuster, choć dominował na rynku, zbyt późno dostrzegł zmiany zachodzące w branży, co ostatecznie doprowadziło do jego upadku.
W czasie gdy Netflix inwestował w streaming, Blockbuster zbyt późno wprowadził podobne usługi, a jego oferta nie była tak rozwinięta ani popularna jak oferta Netflixa. W efekcie Blockbuster nie zdołał utrzymać konkurencyjności w zmieniającym się środowisku rynkowym. To kontrastujące podejście do kryzysu pokazuje, jak kluczowe znaczenie ma elastyczność i gotowość do adaptacji w obliczu zmian.
Marketingowa strategia przetrwania w kryzysie
Po pierwsze: elastyczność budżetowa
W czasach kryzysu sztywne budżety marketingowe mogą okazać się pułapką. Elastyczne podejście do budżetowania może pomóc w szybkim reagowaniu na zmieniające się warunki rynkowe. Pomyśl o swoim budżecie jak o akordeonie – powinien mieć zdolność do kompresji w trudnych momentach, ale też możliwość szybkiej ekspansji, gdy pojawią się okazje.
Jak to zrobić w praktyce? Rozważ następujące strategie:
Alokacja budżetu w cyklach krótkoterminowych.
Tworzenie rezerw na niespodziewane okazje marketingowe.
Elastyczne kontrakty z dostawcami i agencjami.
Po drugie: weź pod uwagę różne scenariusze budżetowe
Przygotowanie różnych scenariuszy budżetowych (optymistycznego, pesymistycznego i neutralnego) może pomóc w lepszym przygotowaniu się na różne sytuacje rynkowe.
Scenariusz optymistyczny: Co zrobisz, jeśli sytuacja się poprawi?
Scenariusz pesymistyczny: Jak zareagujesz na pogłębienie kryzysu?
Scenariusz neutralny: Plan działania przy utrzymaniu status quo.
Taka elastyczność pozwoli Ci szybko reagować na zmieniające się warunki rynkowe.
Po trzecie: wartościowe treści jako alternatywa dla drogich kampanii
W czasach, gdy każda złotówka się liczy, content marketing może być Twoją tajną bronią. Dlaczego? Bo pozwala budować relacje z klientami i zwiększać świadomość marki przy relatywnie niskich kosztach. Nie możemy zapominać również o tym, że inwestycja w wartościowe treści ma również wpływ na widoczność Twojej strony w organicznych wynikach wyszukiwania. Google chętniej odsyła użytkowników do stron, które są kompleksowymi źródłami wiedzy.
Jeszcze coś! Przecież w wielu narzędziach możesz sprawdzić, jaki masz udział ruchu brandowego vs non brand. Co jeśli 90% ruchu to właśnie brandowy? Na Twoją stronę nie mają szansy trafić osoby, które nie znają Twojej marki. Można im to szybko ułatwić za pomocą treści.
Po czwarte: edukacja zamiast hard sellu
W czasach kryzysu konsumenci mogą stać się bardziej ostrożni i sceptyczni wobec agresywnych technik sprzedażowych. Tradycyjne podejście do marketingu, oparte na nacisku na szybkie zamknięcie sprzedaży, może przestać przynosić oczekiwane rezultaty. Zamiast tego firmy, które koncentrują się na edukacji i dostarczaniu realnej wartości swoim klientom, mogą zyskać większe zaufanie i długoterminową lojalność. Konsumenci coraz częściej szukają marek, które nie tylko oferują produkty, ale także pomagają im zrozumieć kontekst i korzyści związane z ich wyborem.
Przykład:
Marka Patagonia, zamiast nachalnie reklamować swoje produkty, edukuje klientów na temat zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska. Patagonia nie tylko sprzedaje odzież outdoorową, ale także angażuje swoich klientów w większą misję – ochronę naszej planety. Firma regularnie publikuje treści, które uczą klientów o wpływie przemysłu tekstylnego na środowisko, promują etyczną konsumpcję i zachęcają do długowieczności produktów poprzez naprawę zamiast kupowanie nowych.
Patagonia poszła o krok dalej, uruchamiając inicjatywy takie jak „Worn Wear”, które promują naprawę i ponowne użytkowanie odzieży zamiast kupowania nowych rzeczy. To podejście nie tylko buduje wizerunek marki jako odpowiedzialnej społecznie, ale także angażuje klientów w aktywne działania na rzecz zrównoważonego rozwoju.
Efekt? Lojalna baza klientów i silna pozycja marki nawet w trudnych czasach. Patagonii udało się zbudować społeczność, która ceni wartości firmy i jest gotowa wspierać ją nawet wtedy, gdy inne marki mogą tracić na znaczeniu. Edukacyjne podejście do marketingu pozwala im nie tylko przetrwać kryzysy, ale także rozwijać się w ich trakcie, utrzymując silne relacje z klientami, którzy coraz bardziej doceniają autentyczność i odpowiedzialność społeczną.
Po piąte: AI, czyli jak robić więcej za mniej?
Dzięki szerokiemu dostępowi do AI masz do dyspozycji armię robotów, które mogą wykonywać za Ciebie powtarzalne zadania marketingowe. Czas i zasoby są na wagę złota, zatem technologia staje się kluczowym sojusznikiem w osiąganiu większej efektywności przy mniejszych nakładach.
Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji i automatyzacji mogą pomóc w zwiększeniu skuteczności działań marketingowych, jednocześnie potencjalnie redukując koszty. AI pozwala na automatyczne analizowanie ogromnych ilości danych, co z kolei umożliwia precyzyjniejsze targetowanie i personalizację treści. Na przykład, zamiast tworzyć jedną kampanię reklamową skierowaną do szerokiej grupy odbiorców, AI może segmentować Twoją bazę danych i generować spersonalizowane wiadomości dla różnych segmentów klientów, co zwiększa szanse na sukces kampanii.
Po szóste: data-driven marketing i decyzje poparte danymi
W czasach kryzysu nie możesz pozwolić sobie na strzały w ciemno. Każda decyzja marketingowa powinna być poparta solidnymi danymi. Narzędzia analityczne mogą pomóc nie tylko w śledzeniu efektów kampanii, ale także w przewidywaniu trendów i identyfikowaniu nowych możliwości. Poza tym przecież jest tyle możliwości gromadzenia i analizowania danych – weźmy chociażby BigQuery. Nasz kolega, analityk, o BQ mawia:
„Mieć poprawnie wdrożone BigQuery to jakby mieć własne centrum analityczne, ale bez całego zachodu związanego z utrzymaniem sprzętu. Google BigQuery to chmurowe rozwiązanie, które pozwala Ci skupić się na analizie danych, nieważne jak są duże. a podstawie danych podejmujemy decyzje biznesowe – przynajmniej tak powinno być. Dlatego musisz mieć te dane w zasięgu ręki, dobrze poukładane, wysokiej jakości – niezależnie od tego, z jakiego narzędzia pochodzą. I właśnie BigQuery to umożliwia”.
Dzięki danym możesz precyzyjnie zrozumieć, które kanały komunikacji przynoszą najlepsze rezultaty, co pozwala na optymalizację budżetu i skoncentrowanie się na najbardziej efektywnych działaniach.
Co więcej, analiza zachowań klientów w czasie rzeczywistym umożliwia szybkie dostosowywanie strategii do zmieniających się warunków rynkowych, co jest kluczowe w dynamicznym i nieprzewidywalnym otoczeniu kryzysowym.
Po siódme: może ktoś pomoże?
W trudnych czasach warto rozejrzeć się za sojusznikami. Współpraca z innymi markami może pozwolić na dzielenie kosztów marketingowych przy jednoczesnym zwiększeniu zasięgu. Tego rodzaju partnerstwa mogą być kluczowe, zwłaszcza gdy ograniczone budżety wymuszają kreatywne podejście do promocji i dystrybucji produktów.
Idealnym przykładem jest kampania „Better Together” marki Taco Bell i Doritos. Połączenie sił dwóch gigantów doprowadziło do stworzenia kultowego produktu Doritos Locos Tacos, który nie tylko przetrwał kryzys, ale stał się bestsellerem. W czasie gdy wiele firm borykało się z ograniczonym popytem, Taco Bell i Doritos zjednoczyły swoje zasoby i bazy klientów, tworząc produkt, który błyskawicznie zdobył popularność. Dzięki synergii marek obie firmy mogły skorzystać z wzajemnego wzmocnienia wizerunku i efektywnie dotrzeć do szerszej grupy odbiorców.
PORADA
Współpraca z influencerami może być skutecznym sposobem na zwiększenie zasięgu i wiarygodności marki przy ograniczonym budżecie. Kluczem jest znalezienie autentycznych partnerów, których wartości są zbieżne z wartościami Twojej marki. Pamiętaj jednak, że w czasach kryzysu konsumenci są szczególnie wyczuleni na sztuczność i nachalną promocję. Postaw na długoterminowe relacje z influencerami, którzy mogą stać się prawdziwymi ambasadorami Twojej marki.
Jak powinien wyglądać marketing doby kryzysu?
Po tym wszystkim, co napisałyśmy powyżej, już wiesz, że obcinanie budżetów marketingowych to droga na skróty, która może prowadzić donikąd. Zamiast radykalnych cięć, które mogą zagrozić przyszłości firmy, warto postawić na mądre przekierowanie zasobów tam, gdzie przyniosą najwięcej korzyści.
Historia wielokrotnie pokazała, że firmy, które w czasie kryzysu utrzymały lub nawet zwiększyły swoje wydatki marketingowe, wyszły z niego znacznie silniejsze. Podczas gdy konkurencja znikała z pola widzenia klientów, one budowały swoją pozycję i zaufanie.
Zamiast pytać „Ile możemy zaoszczędzić na marketingu?”, zadaj sobie pytanie „Jak sprawić, by każda zainwestowana złotówka pracowała efektywniej?”. Może się okazać, że niektóre działania rzeczywiście warto ograniczyć lub całkowicie z nich zrezygnować, ale inne – te najskuteczniejsze – zasługują na jeszcze większe wsparcie. Gdy inni się wycofują, Ty zyskujesz szansę na większą widoczność przy mniejszej konkurencji. Wykorzystaj ten czas na przemyślane działania, optymalizację procesów i budowanie silniejszej pozycji rynkowej. Bo kryzys kiedyś minie, a wtedy liczyć się będzie to, kto utrzymał kontakt z klientami i nie przestał inwestować w rozwój. Tylko tyle i aż tyle.
GA4 na stałe zagościł w portfolio narzędzi, bez których marketer nie powinien nawet próbować udowadniać skuteczności swoich kampanii. To narzędzie, które w jednym miejscu potrafi analizować wartość ruchu z wielu źródeł, wskazać atrybucję oraz ułatwić optymalizację wszystkich ważniejszych typów kampanii. Zapomnij jednak o patrzeniu na liczby i raporty – liczy się to, co z nimi zrobisz i jak to wpłynie na kampanię czy strony docelowe. Właśnie na takich działaniach skupię się w tym artykule. Zobacz praktyczne porady, jak zoptymalizować kampanie i strony docelowe!
Analiza stron docelowych
Nieważne, czy prowadzisz działania w SEO, czy Google Ads lub Meta Ads, strona docelowa musi być przyciągająca – użytkownik powinien na niej zostawać, nie wracać do źródła, które go odesłało. Zapomnijmy na chwilę o algorytmach i skupmy się wyłącznie na użytkowniku.
Skoro mierząc sesje, widzimy, że ktoś wchodzi na stronę i nie spędza na niej nawet 10 sekund, to oznacza, że to kliknięcie było złe. Doświadczony marketer powie, że zawiodło kierowanie reklamy lub właśnie strona docelowa. Problem w tym, że po drodze była jakaś konkretna reklama lub treść wyników wyszukiwania. Ktoś aktywnie w wynik kliknął, został przyciągnięty. Dlatego dane i doświadczenie pokazuje, że takie kliknięcia z odbiciem są bardzo często sygnałem głównie dotyczącym słabej strony docelowej.
Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z Google Analytics 4, sprawdź konto demo przygotowane przez Google’a. Konto mierzy ruch w Google Merchandise Store, pokazując przykładowe konfiguracje i pozwalając nam swobodnie eksplorować zbierane dane. Dodatkowo warto zapoznać się z platformą Skillshop, na której szkolą się specjaliści. Zdasz tu również za darmo egzaminy certyfikacyjne.
GA4 mierzy sesje z zaangażowaniem. Taka sesja trwa domyślnie więcej niż 10 sek., następują w niej co najmniej dwie odsłony lub kluczowe zdarzenia. Na podstawie tej danej wyznaczany jest współczynnik zaangażowania, gdzie 90% oznacza, że 9 na 10 sesji było właśnie z zaangażowaniem. To dokładnie odwrotny parametr do nowego współczynnika odrzuceń. Jeśli użyjesz zakładki „Odkrywanie” (dawniej „Eksploracja”) i dodasz wymiary, takie jak: Sesja – źródło/medium oraz strona docelowa + ciąg zapytania, a w sekcji „Dane” wybierasz, np. sesje i współczynnik zaangażowania, to stworzysz bardzo prosty raport pokazujący, jak użytkownik trafiał na Twoją stronę i odbijał się od niej. Dodatkowe filtry pozwolą pokazać w ten sposób np. ruch tylko z Google’a (para google/organic w zakresie źródło/medium).
Sam stosuję ten raport, aby pokazać twórcom treści, jak wypadają ich artykuły na blogu. Na podstawie najlepszych artykułów wyznaczamy kolejne tematy i dobre praktyki. Najgorsze artykuły staramy się poprawiać lub kompletnie zrezygnować z błędnych założeń co do tematyki. Pamiętaj, że to tylko bardzo wstępny raport, a znacznie lepszym rozwiązaniem jest analiza konwersji/transakcji. Jeśli masz do tego zbyt mało danych, pomyśl, jakie mikrokonwersje możesz mierzyć.
Raport pokazuje współczynnik odrzuceń dla konkretnych stron docelowych, gdzie źródłem wejścia jest Google. Zawiera artykuły, które ze względu na niepasującą tematykę i błędne założenia zostały usunięte lub konieczny był ich recykling.
Uwaga! Znajdziesz trzy różne wymiary oznaczające źródło: „Źródło/medium” to nie to samo co „Pierwsze źródło/medium użytkownika” i „Sesja – źródło/medium”. Pierwszy z nich to źródło/medium kluczowych zdarzeń w odniesieniu do atrybucji ustawionej na koncie GA4, w najczęstszych przypadkach atrybucji Data Driven. Drugi to pierwsze źródło dla badanego użytkownika, a ostatni wymiar oznacza źródło dla konkretnych mierzonych sesji.
Przykład
Użytkownik trafia na stronę z reklamy w Google Ads, a potem w kolejnej sesji wraca na nią, wpisując nazwę firmy w Google’u i klikając w wynik bezpłatny. W tym przypadku raport analizujący użytkowników pokaże google/cpc jako wartość dla „Pierwsze źródło/medium użytkownika”. Na poziomie analizy sesji używamy „Sesja – źródło/medium”, które pokaże nam google/cpc dla pierwszej sesji oraz google/organic dla drugiej.
Jakie akcje można podjąć na podstawie zebranych danych?
Analiza szybkości ładowania się najgorszych stron pod kątem Core Web Vitals na web.dev/measure/.
Analiza brakującej treści – np. dodanie FAQ na bazie analizy data-driven w Cont.ai (to narzędzie pozwalające na pisanie treści w oparciu o szczegółową analizę bezpośredniej konkurencji w wynikach wyszukiwania oraz szerokie analizy powiązanych słów kluczowych).
Przesunięcie ważniejszych treści wyżej na stronie – wskazana dodatkowa analiza za pomocą np. Microsoft Clarity (to narzędzie pozwalające na badanie zachowań użytkowników na stronie, dzięki któremu można m.in. tworzyć mapy klikalności, badać, jak głęboko strona jest przewijana przez użytkowników czy nawet nagrywać ich wizyty).
Analiza nawigacji i uproszczenie/stosowanie dobrych komunikatów i CTA – np. zamiast „kup”à „sprawdź”.
Analiza kontekstu ruchu – strona docelowa może być słaba dla konkretnego kierowania reklamy, słów kluczowych. Testy innych stron docelowych, np. kategoria zamiast produktu, wyniki wyszukiwania wewnętrznej wyszukiwarki, inne ułożenie produktów itp.
Szczegółowa analiza konkurencji – analiza aukcji w Google Ads lub analiza innych wyników wyszukiwania na dane słowa kluczowe w kontekście pozycjonowania. Twoja strona powinna lepiej rozwiązywać problemy użytkowników i odpowiadać na pełne spektrum ich intencji.
Analiza dat i aktualności treści strony – stara data w title czy description może również skutecznie zmniejszać CTR wyniku wyszukiwania.
Kampania Google Ads testowała trzy różne strony docelowe. Jedna z nich, oryginalna, dawała dwa razy gorszy wynik. To ekstremalny przypadek, ale doskonały dla umotywowania szerokich testów w zakresie optymalizacji strony docelowej.
Możesz zmienić 10-sekundowy warunek (czas trwania sesji). Twórcy narzędzia postarali się jednak o to, aby solidnie tę opcję ukryć. W zakładce „Administracja” wybierz „Strumienie danych” –> Twój strumień –> „Skonfiguruj ustawienia tagów w sekcji Tag Google”. Następnie użyj opcji „Pokaż więcej” w sekcji „Ustawienia” i wybierz opcję „Dostosuj czas trwania sesji”. Tu zmienisz warunek czasu trwania sesji oraz licznik czasu pod kątem sesji z zaangażowaniem.
Dużą bolączką marketerów, szczególnie zajmujących się trudnymi tematami B2B, jest brak kluczowych danych o konwersjach. Dlatego warto na stronie mierzyć dodatkowe działania, które mogą okazać się dobrym wskaźnikiem jakości ruchu. Na przykład użytkownik, który pobierze Twoje oferty w plikach pdf, prawdopodobnie ma większą szansę na konwersje w przyszłości niż taki, który nawet nie odwiedzi zakładki „Kontakt”.
Pomyśl, jak poniższe pomysły na mikrokonwersje mogłyby ułatwić Ci analizę danych na Twojej stronie.
Przykładowe mikrokonwersje:
wejście do zakładki kontakt
dodanie do koszyka
skopiowanie adresu
kliknięcia w ikonki social mediów
drukowanie
pobieranie
aktywność na stronie
logowanie / założenie konta
Sprowadzenie ruchu do jednego mianownika
Zanim zaczniesz korzystać z raportów atrybucji data-driven i porównasz źródła ruchu, musisz zacząć je lepiej mierzyć. GA4 domyślnie świetnie poradzi sobie z mierzeniem kampanii Google Ads i organicznego ruchu z wyszukiwarek, ale wszystkie inne źródła wymagają tagowania za pomocą parametrów UTM.
Pierwsze linki możesz generować za pomocą narzędzia Campaign URL builder, ale większość specjalistów generuje je ręcznie lub za pomocą arkuszy Google/Excel, ponieważ jest to zdecydowanie szybsze, prostsze i pozwala na tworzenie dokumentacji.
UTM mają bardzo szerokie zastosowanie: tagowanie postów i działań organicznych w mediach społecznościowych oraz nietypowych miejsc, jak np. link w bio Instagrama, tagowanie wszelkich linków w mailach i newsletterach, tagowanie linku z Google Maps czy opisów na YouTube. Pamiętaj o możliwości skracania linków oraz ukrywania UTM za kodami QR w celu mierzenia interakcji z nimi.
Pamiętaj, że w ten sposób nie tylko porządkujesz ruch, przypisując go do konkretnych kampanii, ale też możesz wpłynąć na zmniejszenie ruchu klasyfikowanego domyślnie jako direct/none (wejścia bezpośrednie). Ta para zawiera wiele sesji, w których nie dało się zmierzyć źródła, a zastosowanie UTM skutecznie eliminuje te przypadki.
Uwaga: co prawda nie udało się udowodnić w testach niższej skuteczności linków pozycjonujących z UTM, to jednak dobrą praktyką jest niestosowanie w nich dodatkowych parametrów, w tym UTM. Podobnie nie tagujemy UTM kampanii Google Ads.
Jakie akcje można podjąć na podstawie zebranych danych?
Skuteczne uczenie się, jakie elementy newsletterów przynoszą efekty i generują kliknięcia, możliwe do uzyskania jasne wyniki testów A/B w zakresie efektów pozyskanego ruchu.
Łatwiejsza ocena pozycjonowania – wyłączenie ruchu z map Google’a, który zazwyczaj zawyża wyniki pozycjonowania, generując wysokie współczynniki konwersji.
Porównanie kosztu konwersji i/lub ROAS między kanałami w jednym miejscu – decyzje o przesunięciu budżetów.
Obserwacja zmiennego zainteresowania wpisami u tych samych influencerów czy miejsc reklamowych – doskonałym przykładem jest klient, który zrezygnował z kampanii Ads na rzecz reklamy w lokalnym portalu. Problem w tym, że z miesiąca na miesiąc reklama miała mniejszą skuteczność ze względu na nasycenie ograniczonej grupy odbiorców małego portalu.
Obserwacja, jakie treści/wpisy w mediach społecznościowych generują konwersję na stronie – w wielu obserwowanych przykładach korelacja między polubieniami a efektem sprzedażowym wcale nie była jednoznaczna.
Budowanie person data-driven
Doświadczony marketer wie, że opis: „moim klientem jest każdy mieszkaniec Polski” to sygnał, że będą kłopoty. Tu znów na ratunek przychodzi GA4, dysponujący raportami demograficznymi oraz obejmującymi zainteresowania. Nawet za pomocą domyślnych raportów dostępnych w zakładce „Raporty” możemy poznać, które grupy wiekowe, płci i segmenty zainteresowań generowały największe współczynniki konwersji. Budując kampanie w Meta Ads czy Google Ads, możemy skorzystać z tych danych już na starcie.
Warto pamiętać, że raport może być też sporą pułapką. Jeśli w ofercie posiadasz wiele produktów, należałoby stworzyć specjalny raport dla konkretnych stron docelowych.
PROTIP: Zweryfikuj, czy dane grupy wiekowe nie zaniżają mocno CTR kampanii. Może okazać się, że nie są dobrym odbiorcą lub wymagają zdecydowanych kreacji, aby podnieść CTR przez personalizację.
Dane z wyszukiwarki lokalnej
Jeśli podczas konfiguracji wybierzesz „Pomiar zaawansowany”, to zauważysz, że GA4 automatycznie mierzy zdarzenia z wyszukiwarki wewnętrznej. Wystarczy stworzyć raport w sekcji „Odkrywaj” lub otworzyć gotowy raport zdarzeń i wyfiltrować go po zdarzeniu o nazwie „view_search_results”. W opisie parametrów „Wyszukiwane hasło” znajdziesz słowa kluczowe, jakie użytkownicy wpisywali do Twojej wyszukiwarki.
PORADA
Weź poprawkę na to, że domyślne zmienne wyszukiwania to q,s,search,query oraz keyword. Stąd, jeśli w Twojej witrynie wyszukiwanie wygląda w ten sposób: domena.pl/?szukaj=szukaneslowo, to musisz dodać zmienną „Szukaj” do konfiguracji.
Co możesz zrobić z tymi danymi?
To świetne źródło pomysłów na słowa kluczowe do SEO oraz Ads.
Sprawdź wyniki wyszukiwania na najważniejsze / najpopularniejsze z nich.
Ulepsz nawigację, jeśli pojawia się niepokojąco dużo wyszukiwań – pomyśl, jak wielu użytkowników mogło wrócić do Google’a zamiast użyć Twojej wyszukiwarki.
Zbuduj stały raport pokazujący, jak użytkownicy zachowują się po użyciu wyszukiwarki lokalnej – taki, jak za dobrych czasów Analytics Universal.
Strefa zbierania kurzu
W analizie często skupiamy się na bestsellerach, optymalizacji najpopularniejszych stron. Warto zrobić to też na odwrót i wygenerować z GA4 listę stron z najmniejszą liczbą odwiedzin oraz produkty, które jeszcze nigdy się nie sprzedały. Być może przez fatalną nawigację zastawiły drogę do podstron niczym słynne palety tworzące labirynty w Biedronce.
Alternatywnie, jeśli produkt jest odwiedzany, a nie sprzedaje się, to być może nie warto go wcale promować, bo taka sprzedaż z jakiegoś powodu (cena, koszt dostawy, dostępność, cechy) nie nastąpi nigdy. Google Merchant Center pozwoli Ci oznaczyć takie produkty odpowiednimi etykietami i wyłączyć z kampanii Ads.
Analizując strony w ten sposób, trafiliśmy na całe sekcje produktów, gdzie braki w opisach i nazwach powodowały porażkę na całej linii: od braków efektów SEO po brak ekspozycji w Google Ads. Reklamy Shopping Ads opierają się bowiem na treści opisów produktów i ich nazwach.
Pamiętaj, że dopiero dobry crawler, np. SiteBulb lub Screaming Frog, pokaże Ci wszystkie podstrony, a zestawiając je w arkuszach Google’a z wyeksploatowanymi podstronami z GA4, odkryjesz te, które nie odnotowały żadnych odsłon.
Uważaj na liczne parametry bardzo utrudniające opisaną analizę. Pamiętaj, że warto sprawdzić, czy użytkownicy z nich korzystają – mniej wersji adresu URL to mniejsze zasoby Google potrzebne na indeksację, szczególnie jeśli parametr nie wnosi nic do indeksu. Odwrotnie: jeśli parametr (np. wyboru koloru) generuje dobre tytuły, np. „Czerwone su kienki”, „Czarne sukienki” itp., to masz szansę odkryć tu nisze wzmacniające pokrycie długiego ogona.
SiteBulb to zabawka dla SEO, ale doskonale pomoże odkryć Ci kilka typów stron:
orphan pages, sierotki – czyli strony, które istnieją w Twoim GA4 i Google Search Console (należy połączyć je z SiteBulb), a nie istnieją w nawigacji i użytkownik nie trafi na nie, korzystając z menu;
strony tylko z jednym linkiem – stanowiące nie tylko niewykorzystany potencjał pod kątem SEO, ale również trudno dostępne;
strony odległe od strony głównej w więcej niż trzech kliknięciach. Znów: potencjał na optymalizację SEO, ale również utrudniony dostęp dla użytkowników.
Jak zoptymalizować kampanie i strony docelowe: podsumowanie
Jak widzisz, GA4 to nie tylko gloryfikowany licznik na stronę. To narzędzie, na podstawie którego możesz podnieść skuteczność kampanii, ulepszyć strony i szukać odpowiedzi na pytanie, co jest priorytetem dla Twojego serwisu. Gorąco zachęcam Cię do eksplorowania innych pomysłów i poszukiwania dalszych możliwości!
Gdy słyszymy, że ktoś chce zostać influencerem, najczęściej spotyka się to ze śmiechem. Przecież to zepsute środowisko, które na dodatek wymiera i nie przynosi opłacalnych zysków. Ale czy na pewno? Czy na pewno czeka nas koniec influencer marketingu?
Skąd się wzięli influencerzy?
Wbrew pozorom ich początków nie znajdziemy w internecie, a na srebrnym ekranie. Influencer to osoba, która korzysta z zasięgów, a te zdobywane były niegdyś właśnie w telewizji, za pomocą tzw. gatekeeperów, czyli osób, które decydowały o tym, kto zyska popularność i zasięgi. Niegdyś była to rodzina pracująca w telewizji, która mogła wprowadzić swoich bliskich w świat show-biznesu, z czasem stali się nimi jurorzy w telewizyjnych talent showach.
Pierwszymi osobami, które miały wysokie zasięgi, z którymi ja się zetknąłem, były dzieciaki z programu telewizyjnego „5, 10, 15”. Dzisiaj mają po 30, 40, 50 lat i są to znani ludzie – Krzysztof Ibisz, Justyna Pochanke, Piotr Kraśko.
Ojej! Influencerzy za chwilę stracą pracę
Kilka lat temu fascynowali nas blogerzy, a dziś mało kto o nich pamięta. Obecnie popularność zyskują tiktokerzy, którzy być może swoją pracą zdominują instagramerów. Jednak czy można mówić o tym, że zbliża się koniec influencer marketingu?
Świat mediów bardzo się zmienił na przestrzeni lat, a wraz ze zmniejszaniem się wpływu telewizji zwiększał się wpływ internetu. I tak oto największą popularność zyskujemy obecnie dzięki gatekeeperom, którymi są Meta, TikTok czy Google i ich algorytmy. Jako codzienni użytkownicy internetu mamy dostęp do ogromnej ilości treści, które każdy z nas może sam tworzyć i zdobywać wyświetlenia, a co za tym idzie – zasięgi. Staliśmy się konsumentami i twórcami. Konsumpcja i tworzenie treści wzrosło, a dzięki internetowym gatekeeperom możliwość uzyskania zasięgu bardziej się zdemokratyzowała.
Reklamodawcy, widząc tę zmianę, decydują się na przeniesienie swojego budżetu do internetu, który stał się dla nich miejscem ze znacznie większym polem manewru. Korzystając z usług influencerów, docieramy do szerokiej i różnorodnej grupy publiczności, jednak influencer marketing staje się coraz bardziej skomplikowany i wymaga od nas coraz więcej.
Influencer marketing to nie tylko product placement, a coraz częściej oś całej kampanii. Odbiorcy, czyli potencjalni klienci, oczekują czegoś więcej niż ich ulubionego influencera, który przekonuje, że dany produkt jest fajny. Potrzebna jest historia, której influencer staje się bohaterem. Takim, którego można wykorzystać również na innych obszarach naszej historii.
Każdy z nas może zdobywać wyświetlenia i popularność w internecie, a reklamodawcy, chcąc nie chcąc, muszą się gdzieś reklamować. Stereotypy o influencer marketingu często wynikają z nieudanych współprac i braku doświadczenia. Cały rynek rozwija się w kierunku budowania kompetencji w tym obszarze, a dążenie do współpracy z wyspecjalizowanymi agencjami influencerskimi jest kluczowe dla sukcesu każdej nowoczesnej kampanii marketingowej.
Nie ma więc mowy o końcu influencer marketingu. Zmieniają się jedynie formaty – blogerów zastępują tiktokerzy, a większe gwiazdy ustępują miejsca mikroinfluencerom.
Czy każdy influencer to patologia?
Badania opinii pokazują, że zawód influencera jest jednym z najbardziej negatywnie postrzeganych. Jednakże, podobnie jak w przypadku aktorów czy muzyków, wśród influencerów znajdziemy zarówno tych, których chętnie oglądamy, jak i tych, których wolelibyśmy unikać.
Większość influencerów tworzy wartościowe i ciekawe treści, które niestety często są niedostrzegane przez szeroką publiczność. Poza najbardziej znanymi influencerami istnieje ogromna liczba twórców – aż 99% z nich działa poza głównym nurtem i codziennie tworzy fantastyczne treści. Pozwólmy, aby czas pokazał prawdziwą wartość, jaką niosą ze sobą ci twórcy.
To największe darmozjady?
11 lat temu współpracowałem z Elizą Wydrych, znaną w internecie jako Fashionelka. Eliza opublikowała wtedy wpis zawierający aż 3448 znaków i 4 zdjęcia. Dla porównania… dzisiejsza średnia długość wpisu na Instagramie to zaledwie 751 znaków i 1–2 zdjęcia.
Czy to oznacza, że influencerom się nie chce? Influencerzy, widząc swoje sukcesy, stali się darmozjadami, którzy coraz mniej angażują się w tworzenie swoich treści? Nie do końca, bowiem twórcy dopasowują się do preferencji ich konsumentów. Jako odbiorcy wolimy obecnie krótsze formy treści – one dostarczają natychmiastowej gratyfikacji. Można więc powiedzieć, że influencerzy najzwyczajniej dostosowali się do naszych oczekiwań. Kiedyś Eliza musiała opublikować cztery długie posty miesięcznie, aby przekazać wszystkie informacje, które chciała, a teraz musi ich stworzyć co najmniej osiem, ale krótszych.
Ponadto influencerzy muszą skupiać na sobie uwagę odbiorców i dbać o interakcje z nimi, m.in. poprzez Insta Stories. Patrząc na tworzenie treści z tej perspektywy, widzimy, że określenie influencerów darmozjadami ma niewiele wspólnego z prawdą. Zmiany, które zachodzą na naszych oczach, są wynikiem prób dostosowania się do zmieniającego się sposobu odbioru informacji.
O skuteczności influencer marketingu słów kilka
Bardzo chciałbym przedstawić Ci dokładny raport i analizę kampanii influencer marketingu. Niestety, klienci takimi informacjami dzielić się nie lubią. Nie mogę podać konkretnych nazw marek i wyników, dlatego musisz uwierzyć mi na słowo, że poniższe przykłady są prawdziwe.
Jeden z naszych klientów, producent maszynek do golenia, jakiś czas temu postanowił całkowicie zrezygnować z tradycyjnych działań reklamowych i w całości zainwestować w kampanie z influencerami. Wynik? Kilkunastoprocentowy wzrost sprzedaży w sklepach stacjonarnych!
Innym przykładem jest duży bank, który do promowania swoich usług zaangażował właśnie influencerów. Z czterech wybranych twórców dwóch przekroczyło oczekiwania, generując ROI powyżej estymacji kampanii.
Odpowiadając więc na wcześniej zadane pytanie: tak, influencerzy potrafią sprzedawać i sprzedają! Co więcej, kampanie z influencerami wygrywają też nagrody branżowe takie jak Effie. Nie możemy jednak budować domków z kart na niepewnym gruncie – nasze działania muszą być przemyślane, a my, marketerzy, musimy postawić na odpowiednią strategię, która stanie się solidnym fundamentem naszych działań.
Z kim robić kampanie influencerskie?
Jako właściciel agencji influencerskiej niestety nie będę tu obiektywny, ale postaram się przedstawić możliwie najbardziej bezstronny obraz. Skupię się na zaletach współpracy z różnymi typami partnerów.
PORADA
Bezpośrednie współprace z influencerami są zazwyczaj tańsze i pozwalają na zniwelowanie problemów z przekazywaniem informacji. Z drugiej strony gdy współpracujemy z innymi podmiotami, takimi jak agencje czy domy mediowe, również mamy z tego wiele korzyści.
Agencje mają bardziej biznesowe podejście, a domy mediowe oferują silne wsparcie kampaniami płatnymi czy analizami post-buy. Agencje PR-owe wyróżniają się solidnymi relacjami z celebrytami, co może ułatwiać współpracę z bardziej znanymi osobistościami. Agencje kreatywne skupiają się natomiast na tworzeniu oryginalnych koncepcji (big idea) i wkomponowywaniu ich w szersze działania marketingowe.
Z kolei agencje influencerskie, mimo że mogą wydawać się mniej atrakcyjne w porównaniu do domów mediowych, mają swoje unikalne atuty. Bogate doświadczenie wynikające z realizacji setek kampanii umożliwia sprawniejsze zarządzanie procesami i minimalizowanie ryzyka niepowodzeń. Dzięki bliskim relacjom z influencerami jesteśmy w stanie lepiej negocjować warunki współpracy, unikać potencjalnych problemów oraz osiągać lepsze rezultaty.
Ponadto kluczowa jest elastyczność agencji influencerskich. Ze względu na ich mniejszą strukturę mogą szybciej adaptować się do zmieniających się warunków kampanii i sprawnie nawigować przez złożone procesy. To pozwala na szybszą reakcję na potrzeby klientów i lepsze dostosowanie strategii do dynamicznych trendów rynkowych.
W rezultacie, chociaż domy mediowe mogą oferować kompleksowe pakiety, agencje influencerskie wyróżniają się zwinnością i bliską współpracą, co często prowadzi do bardziej autentycznych i efektywnych kampanii.
Skuteczna kampania krok po kroku
Aby przygotować skuteczną kampanię, trzeba uwzględnić co najmniej kilka kluczowych elementów.
1
Strategia
Jednym z nich jest strategia. Wymaga ona dogłębnej analizy i wyciągania wniosków, a także przemyślanego umiejscowienia kampanii. Każdego roku wybór platform i formatów staje się coraz szerszy, co dodatkowo komplikuje proces decyzyjny.
2
Rozwinięcie pomysłu
Kolejnym krokiem jest rozwinięcie pomysłu. Czasami dobry pomysł pojawia się spontanicznie, innym razem wymaga długiego namysłu i inspiracji, które mogą przyjść w najmniej oczekiwanych momentach.
3
Znalezienie odpowiedniego influencera
Gdy już mamy pomysł, musimy znaleźć odpowiedniego influencera. Możemy to zrobić na różne sposoby, korzystając z narzędzi, które ułatwiają ten proces i pomagają ocenić kilkanaście kluczowych parametrów, takich jak demografia grupy odbiorców czy zaangażowanie influencera.
4
Weryfikacja influencera
Następnie przystępujemy do weryfikacji twórców. Sprawdzamy ich wiarygodność, upewniamy się, że ich followersi są prawdziwi i że ich profil nie jest zapełniony konkurencyjnymi treściami czy kontrowersyjnymi elementami. Potem kontaktujemy się z nimi, negocjujemy stawki i ustalamy warunki współpracy. A to… tylko początek.
5
Realizacja kampanii
Realizacja kampanii jest równie złożona. Wymaga nie tylko organizacji logistyki, takiej jak dostarczanie produktów, ale także monitorowania postępów, przyjmowania uwag od klientów i końcowego raportowania wyników. To zadanie dla całego zespołu, a nie dla jednej osoby.
Podsumowanie
Cały rynek influencer marketingu rozwija swoje kompetencje, ale to agencje specjalizujące się w tym zakresie są liderami w dziedzinie. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu i realizacji setek kampanii agencje influencerskie są elastyczne i gotowe do działania w coraz bardziej złożonym środowisku. Są przygotowane na coraz bardziej złożone i kompleksowe kampanie z influencerami, które obejmują różnorodne elementy: od eventów i platform komunikacyjnych po działania offline, wychodzące poza tradycyjne schematy.
To oznacza jedno – to nie koniec influencer marketingu. Wręcz przeciwnie – coraz bardziej się rozwija, komplikuje i specjalizuje. To oznacza, że zachodzą w nim dynamiczne zmiany i wzrasta potrzeba elastyczności, którą oferują agencje influencerskie.
Steve Jobs powiedział kiedyś: „Kreatywność to po prostu łączenie ze sobą rzeczy. Kiedy pytasz kreatywnych ludzi, jak coś zrobili, czują się winni, ponieważ tak naprawdę nic nie zrobili, tylko coś zauważyli. Po prostu wydało im się to oczywiste”. Naukowcy nadal sprzeczają się o naturę kreatywności. Są badania, że to cecha w 70% dziedziczna. Inni eksperci uważają, że kreatywność jest dostępna dla każdego i tylko od nas zależy, na ile tę umiejętność kreatywnego myślenia w sobie rozwiniemy. Przydadzą Ci się w tym frameworki kreatywne! Zobacz, które z nich pomogą Ci rozwinąć kreatywność w marketingu
Dlaczego kreatywność w marketingu jest tak ważna?
Jeśli przyjmiemy, że każdy brief czy kampania reklamowa są dla nas problemem do rozwiązania, możemy przyjąć definicję kreatywności jako „umiejętności rozwiązywania problemów”. Dlaczego dzisiaj kreatywność w marketingu jest bardziej istotna niż kiedykolwiek?
1. Przebicie się przez szum
W gąszczu komunikatów, darmowych i płatnych treści coraz trudniej sprawić, żeby to nasza reklama była czymś, na czym odbiorca na chwilę zawiesi oko. Szanse na to wzrosną, jeśli będziemy umieli skutecznie przyciągnąć i utrzymać jego uwagę czymś zabawnym, zaskakującym czy kontrowersyjnym.
2. Empatia z personą
Bycie oryginalnym nie wystarczy do nawiązania głębszej relacji z odbiorcą. Myślę, że jedną z najważniejszych cech dla marketerów jest empatia – czyli umiejętność wczucia się w personę, wyobrażenia sobie, czego może chcieć i potrzebować. Czy muszę lubić luksusowe samochody, żeby dobrze zareklamować luksusowy samochód? Nie, ale wyobrażenie sobie, o czym i jak myśli taka osoba, na pewno wymagałoby ode mnie nie lada kreatywności.
3. Marketing nie kończy się na pozyskaniu
Dzisiejszy marketing dopiero zaczyna się na pozyskaniu nowego klienta. Wraz z rosnącymi kosztami reklam zwrot z inwestycji w reklamę jest bardzo często możliwy dopiero przy którymś kolejnym zamówieniu, dlatego często ważniejsze niż pozyskanie są lojalizacja i retencja klientów.
Nie wystarczy, że kreatywnie doprowadzę klienta do koszyka, a następnie przez proces zakupu. Muszę również myśleć o wszystkim, co będzie dalej – jak sprawić, żeby kupił ode mnie znowu, a jego doświadczenie było na tyle pozytywne, żeby polecił mnie innym.
Jak widzisz, spektrum problemów marketingowych, które musimy rozwiązywać dzięki kreatywności, jest coraz szersze z każdym rokiem. Wierzę jednak, że kreatywność to też zestaw określonych narzędzi i frameworków. Każdy, kto je pozna i nauczy się je stosować, może łączyć rzeczy. W tym artykule przybliżę Ci cztery z nich. Mam nadzieję, że ułatwią Ci one pracę kreatywną, i sprawią, że będziesz wymyślać więcej treści w łatwiejszy sposób, a problemy będą rozwiązywać się same.
1. Myślenie przez analogię
Słynny pisarz i filozof Edward de Bono, twórca terminu „myślenie lateralne”, stwierdził, że myślenie przez analogię (ang. analogical thinking) pomaga nam wyjść z pułapki myślenia tradycyjnego i w łatwy sposób spojrzeć na rzeczy inaczej.
Myślenie przez analogię to proces, w którym wykorzystujemy podobieństwa między różnymi sytuacjami, obiektami lub pojęciami do rozwiązywania problemów, generowania pomysłów lub tworzenia nowych rozwiązań. Jak zastosować je w praktyce w marketingu?
1. Szukanie podobieństw
Ta metoda polega na identyfikacji wspólnych cech lub relacji między dwoma różnymi kontekstami. Kiedyś w ramach współpracy z Wolt robiliśmy kampanię na Katowice. Naszym pierwszym i najbardziej oczywistym pomysłem było odwołać się do rzeczy kojarzonych z tym miastem, łącząc je z rzeczami charakterystycznymi dla Wolt.
Kampania Wolt kojarząca się z katowickim Spodkiem
2. Metafora
Metafory są bardzo mocnym narzędziem w marketingu, ponieważ pomagają w łatwy sposób zobrazować skomplikowane pojęcia. Mogą też być używane do tworzenia mocnych, zapadających w pamięć przekazów.
Na poniższej ilustracji zobaczysz przykład banera, który w świetny sposób używa metafory. Tatuaże z kotem i ptakiem nawiązują do zwierząt, których spotkanie może doprowadzić do katastrofy – tak samo jak w okresie epidemii COVID-19 uścisk rąk.
Warto też wspomnieć o słowniku synonimów, który jest moim ulubionym narzędziem, kiedy muszę zacząć szukać jakiejś analogii. Pozwala w szybki sposób pomyśleć, jak jeszcze można daną rzecz nazwać, co uruchamia cały ciąg dalszych skojarzeń.
Kiedyś wymyślaliśmy tagline do aplikacji mobilnej, który miał sugerować, że to jest pewne, łatwe i dostępne. Dzięki słownikowi synonimów pojawił się tagline „Masz to w kieszeni!”, który dobrze komponuje się z aplikacją mobilną, bo telefon zazwyczaj nosimy w kieszeni.
2. Twórz linie kreatywne ze swoich korzyści
To może brzmieć skomplikowanie, ale wcale takie nie jest. Tworząc strategie kreatywne, zawsze wychodzę od korzyści klienta, czyli od tego, dlaczego ktoś miałby kupić ten produkt u nich, a nie u kogoś innego. Często popełnianym błędem jest to, że po wymienieniu tych korzyści od razu próbujemy przekuć je na treści: artykuły, posty w social mediach czy reklamy.
PORADA
To, co jednak warto zrobić najpierw, to spróbować dołożyć do tej korzyści kilka wariantów tego, jak ona może być zobrazowana, pod jakim kątem (dlatego często nazywamy te linie kreatywne angles).
Pokażę to teraz na przykładzie. Moim klientem był catering dietetyczny. Jedną z ich przewag konkurencyjnych jest to, że porcje są dobrze zbilansowane i zawsze dostajesz to, co miałeś dostać. Wymyśliliśmy więc do tej korzyści linię kreatywną „Malutkie jedzenie”, będącą jednym ze sposobów, żeby pokazać, że u nas ten rozkład makro jest odpowiedni.
Zaproponowaliśmy też linię „My vs oni”, żeby na zasadzie prostego porównania pokazać, czym się różnimy od innych. Na poniższej ilustracji możesz zobaczyć, jak wykorzystaliśmy ten pomysł, zestawiając wyróżniki Dietyfic i cechy konkurencji (np. „Liczą się tylko kalorie” vs „Liczą się odpowiednie składniki odżywcze”).
Tak naprawdę chodzi o wypracowanie w sobie nawyku tego, żeby uczyć się patrzeć na każdą korzyść z różnych stron i potrafić, wczuwając się w personę i insighty, generować różne linie kreatywne, zwiększając szansę na to, że któryś z tych pomysłów okaże się skuteczny.
Przenieśmy się na chwilę ze świata cateringów dla ludzi do świata cateringów dla piesków. Na poniższej ilustracji zobaczysz przykład tego, jak z jednego benefitu może powstać kilka linii kreatywnych (a w ramach każdej z tych linii oczywiście kilka kreacji do testów):
3. SCAMPER
Czy obiła Ci się kiedyś o uszy nazwa SCRAMPER? Jeśli nigdy o niej nie słyszałeś, już tłumaczę, na czym polega ta metoda. Nazwa pochodzi od akronimu i oznacza kolejno:
S – zastąp (ang. substitute) – co i jak możemy zastąpić?
C – połącz (ang. combine) – co i z czym możemy połączyć?
A – dostosuj (ang. adapt) – jakich istniejących pomysłów czy rozwiązań można użyć?
M – modyfikuj (ang. modify) – które elementy można zmienić, np. zwiększyć lub zmniejszyć?
P – wykorzystaj do innych celów (ang. put to another use) – jak inaczej można coś wykorzystać?
E – wyeliminuj (ang. eliminate) – jak można coś uprościć?
R – odwróć (ang. reverse) – czy można zastosować inny układ i odwrócić kolejność?
Najbardziej lubię pracować z tą techniką przy reklamach wizualnych – wideo i grafikach. Ona trochę łączy się z szukaniem analogii i często jest wstępem do nawyku myślenia przez analogię, jeśli takiego na razie nie masz.
Załóżmy, że muszę wymyślić reklamę jedzenia dla piesków, mam przed sobą grafikę, na której jak zawsze jest pies z miską i człowiek, który go karmi. Jaki proces myślowy mogę przejść dzięki SCAMPER?
Substitute: mogę zamienić psa i człowieka rolami, i to piesek będzie karmił człowieka swoim jedzeniem.
Combine: pies i dziecko będą jadły z jednej miski, bo oboje są członkami rodziny.
Adapt: jako że nasze jedzenie jest dostarczane prosto pod drzwi, niech wpada z paczki bezpośrednio do psiej miski.
Modify: niech do miski pieska wlatuje zdrowe jedzenie z lodówki i tam się przekształca w jego karmę.
Put to another use: piesek gra jakąś muzykę, używając do tego miski.
Eliminate: pusty baner, na którym jest tylko miska z psim jedzeniem i mocne copy, sugerujące, że dobrze wiesz, czym ona ma być wypełniona.
Reverse: pokazanie procesu jedzenia przez pieska w odwróconej kolejności: jest szczęśliwy, a potem się dowiadujemy, dlaczego.
Ważne! Tak jak wiele technik brainstormowych, SCAMPER wymaga od Ciebie niekrytykowania żadnych pomysłów. Można pracować z tą techniką zarówno samodzielnie, jak i w grupie, ale istotne jest, żeby spisać wszystkie pomysły – jakkolwiek by się wydawały absurdalne – i dopiero potem przejść do ich ewaluacji.
4. Stara dobra burza mózgów
Skoro już jesteśmy przy burzy mózgów (brainstormie), to wydaje się, że wszyscy wiedzą, co to, ale z moich obserwacji wynika, że niewiele osób i firm potrafi poprawnie korzystać z tej techniki. Oto mój przepis na dobry brainstorm, który pomoże wygenerować wiele fajnych pomysłów.
1. Przygotowanie i definiowanie celów
Przed sesją warto zakomunikować wszystkim uczestnikom, jaki konkretnie problem chcemy rozwiązać i jakie są oczekiwane efekty sesji (np. jak zwiększyć konwersję na stronie, wymyślić nowe hasło dla produktu). Postaraj się maksymalnie doprecyzować ten cel, on nie może być zbyt ogólny.
2. Wybranie narzędzi
Jeśli sesja odbywa się online, warto skorzystać z Miro (typowa interaktywna tablica) czy Figmy (narzędzie do tworzenia web intefejsów, również czasami używane jako interaktywna tablica). Jeśli warsztat ma być na miejscu, karteczki i markery są absolutnie wystarczające.
3. Zbieranie różnorodnych perspektyw
Upewnij się, że w sesji uczestniczą osoby z różnymi doświadczeniami i punktami widzenia. Im bardziej zróżnicowana grupa, tym bardziej różnorodne pomysły mogą powstać. Za efektywną uważa się grupę od 5 do 12 osób.
4. Trzy fazy sesji
Sesja powinna obejmować wstęp i definiowanie celów, generowanie pomysłów oraz ich ewaluację. W razie potrzeby te fazy można powtarzać, trochę zmieniając wejściowe założenia.
5. Ograniczony czas brainstormu
Staram się, żeby faza generowania pomysłów trwała maksymalnie 10–15 minut! To może się wydawać szalone, ale z mojego doświadczenia wynika, że takie sesje są najbardziej efektywne. Użyj więc minutnika i pilnuj czasu. Lepiej zrobić kilka krótkich sesji niż jedną trwającą godzinę.
6. Brak oceniania
W czasie fazy generowania pomysłów ważne jest, aby zastosować zasadę braku oceniania. Każdy pomysł powinien być mile widziany, nawet jeśli wydaje się niemożliwy lub „od czapy” – od tego jest brainstorm.
7. Przypisywanie priorytetów i konsolidacja pomysłów
Po zakończeniu fazy generowania pomysłów przejdź do ewaluacji zebranych pomysłów. Przypisz priorytety, identyfikuj powtarzające się pomysły i wybierz te, które są najbardziej obiecujące.
8. Użycie różnych technik
Czasami, jeśli wydaje się, że utknęliśmy i stoimy w miejscu, mogą nam pomóc rozmaite techniki, np. wspomniany wcześniej SCAMPER, sześć kapeluszy myślenia (w tej metodzie każdy uczestnik przyjmuje założoną z góry narrację, np. negację wszystkiego) czy klasyczna analiza SWOT (strengths – silne strony pomysłu, weaknesses – słabe strony pomysłu, opportunities – szanse i threats – zagrożenia).
Kreatywność w marketingu: podsumowanie
Zaczęłam od tego, że kreatywność w marketingu jest ważna jak nigdy, a skończyłam na opisaniu technik, które są znane od dziesięcioleci, jak nie stuleci. Prawda jest też taka, że kreatywność jest cechą, która umożliwiła ludzkości adaptację, innowację i rozwój w różnych dziedzinach życia. Od zawsze pozwala nam wyjść poza konwencjonalne ramy myślenia i rozwiązywać wiele różnych problemów. Na koniec kilka porad, jak pielęgnować w sobie myślenie kreatywne.
Myślenie kreatywne – jak je pielęgnować?
Obserwuj świat dookoła – bądź uważny na zjawiska natury, kształty, architekturę, regularnie dostarczaj swojemu umysłowi estetycznych wrażeń.
Ale też… odpoczywaj – i tu mam na myśli nie tylko odpoczynek fizyczny, ale też ten od pochłaniania treści. Przebodźcowany umysł nie może być kreatywny, dobre pomysły potrzebują czasu, żeby się „wykluć”.
Wydaje mi się, że jak się dobrze złapie balans między tymi dwoma biegunami, to kropki i rzeczy zaczną się łączyć same, czego też Ci serdecznie życzę.
A jeszcze więcej na temat kreatywności w marketingu i tego, jak zwiększać sprzedaż dzięki dobrej kreacji, dowiesz się na naszym szkoleniu ze strategii kreatywnej!
Zaczynasz stawiać pierwsze kroki w marketingu? A może pracujesz już w tej branży od lat, ale cały czas chcesz poszerzać swoją wiedzę i szukasz inspiracji do działania? Specjalnie z myślą o Tobie poprosiliśmy najlepszych ekspertów z branży, aby polecili nam warte uwagi książki o marketingu, które ich zdaniem powinien przeczytać każdy, zarówno początkujący, jak i doświadczony marketer. Tak właśnie powstał ranking, w którym znajdziesz najlepsze książki marketingowe. Wśród nich znalazły się pozycje m.in. na temat content marketingu, strategii marketingowej, prowadzenia marketingu w mediach społecznościowych czy pozyskiwania nowych klientów.
1. Ideaflow: Przepływ pomysłów jako siła napędzająca każdy biznes
Tytuł: Ideaflow: Przepływ pomysłów jako siła napędzająca każdy biznes
Autorzy: Jeremy Utley, Perry Klebahn, David Kelley
Polecona przez: Kamę Kotowską oraz Annę Ledwoń-Blachę
Kama Kotowska
Trenerka wystąpień publicznych i pitchowania. Keynote speaker
W moim TOP 2 w 2024 roku znalazły się dwie książki o marketingu. Jedną z nich jest „Ideaflow”, przedstawiająca model biznesowy, który pomaga uwolnić kreatywność i podejść nieszablonowo do promocji.
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas
Ta pozycja świetnie podsumowuje, jak budować kulturę kreatywności i wdrażać innowacje – a w marketingu, gdzie często trzeba reagować szybko i pomysłowo, to kluczowa umiejętność. Kreatywność to nie jest przypadkowy przebłysk geniuszu, ale coś, co można wytrenować i ulepszać systematycznie. Autorzy podkreślają, jak ważna jest zdolność generowania wielu pomysłów i jak tę umiejętność rozwijać, żeby w końcu wpaść na rozwiązania naprawdę unikalne i wartościowe. Czyta się tę pozycję niezwykle przyjemnie i szybko.
2. Co chce wiedzieć klient. Jak tworzyć treści w inbound marketingu i sprzedaży odpowiadające na pytania odbiorców
Tytuł: Co chce wiedzieć klient. Jak tworzyć treści w inbound marketingu i sprzedaży odpowiadające na pytania odbiorców
Autor: Marcus Sheridan
Polecona przez: Macieja Lewińskiego oraz Annę Kołodziej-Muszyńską
Maciej Lewiński
Certyfikowany trener i partner Google
„Co chce wiedzieć klient” Marcusa Sheridana to must-read dla każdego, kto w marketingu czuje się jak detektyw na tropie – bo tutaj znajdziesz prawdziwe CSI klienta! Sheridan serwuje proste, ale genialne podejście: odpowiadaj na pytania klientów, zanim jeszcze zdążą je zadać. Brzmi jak szarlataneria? Wręcz przeciwnie. To sztuka przewidywania ich potrzeb – jakbyś miał kryształową kulę, ale bez wróżki i kolorowych dymów. Sheridan uczy, że marketing to mniej o „Patrz, jaki jestem świetny!”, a więcej o „Hej, w czym mogę pomóc?”. Dla mnie to klasyk, bo dzięki takiemu podejściu klienci sami przychodzą po więcej, jakbyś serwował najlepsze cynamonki w mieście.
Anna Kołodziej-Muszyńska
Redaktor naczelna & content marketing manager
Marcus Sheridan udowadnia, że istotą skutecznych działań marketingowych jest zaufanie, które zbudujesz tylko wtedy, kiedy zrozumiesz swojego klienta i odpowiesz na jego potrzeby i pytania – nawet jeśli te są dla Ciebie „niewygodne”. Co chce wiedzieć klient? to pozycja obowiązkowa dla każdego sprzedawcy i content managera.
3. To jest marketing!
Tytuł: To jest marketig!
Autor: Seth Godin
Polecona przez: Marcina Wsóła
Marcin Wsół
Niezależny i certyfikowany specjalista Google Ads i Google Analytics, Partner Google Premium
Godin przedstawia marketing jako narzędzie do budowania społeczności i zaufania, a nie tylko do generowania sprzedaży. To inspirujące spojrzenie na marketing w szerszej perspektywie.
4. Tworzenie najlepszych ofert. Produkty i usługi, na których zależy klientom
Tytuł: Tworzenie najlepszych ofert. Produkty i usługi, na których zależy klientom
Autorzy: Alexander Osterwalder, Yves Pigneur, Gregory Bernarda, Alan Smith i in.
Polecona przez: Dawida Bagińskiego
Dawid Bagiński
Prowadzi agencję marketingu w social mediach, Social Elite
Jeżeli pracujesz w marketingu, to książką marketingową, którą ogromnie polecam, jest „Tworzenie najlepszych ofert. Produkty i usługi, na których zależy klientom”. Dlaczego? Ponieważ tworzenie atrakcyjnych ofert to deficytowa umiejętność na naszym rynku, która jest niezwykle ważna do skutecznego prowadzenia biznesu.
Książka ta pokazuje procesy projektowania skutecznych działań marketingowych. Niezależnie od tego, czy tworzysz treści, robisz reklamy, prowadzisz social media, tworzysz wideo lub zarządzasz zespołami – ta książka będzie bardzo pomocna!
Tworzenie atrakcyjnych wartości rynkowych, które pokochają klienci, jest umiejętnością, której na polskim rynku ze świecą szukać u specjalistów. Z tej książki o marketingu dowiesz się, co należy przygotować i przemyśleć, zanim zaczniesz realizować prace wdrożeniowe w projektach. Jeżeli faktycznie staniesz się mistrzem w tym, czego uczy ta książka, Twoja skuteczność jako specjalisty od marketingu wystrzeli w kosmos.
A każdego, kto potrafi skutecznie wdrażać tę wiedzę dla biznesu, zapraszam do mojego zespołu w Social Elite.
5. Skuszeni. Jak tworzyć produkty kształtujące nawyki konsumenckie
Tytuł: Skuszeni. Jak tworzyć produkty kształtujące nawyki konsumenckie
Autorzy: Nir Eyal, Ryan Hoover
Polecona przez: Kamę Kotowską
Kama Kotowska
Trenerka wystąpień publicznych i pitchowania. Keynote speaker
Książka Nira Eyala i Ryana Hoovera, łącząc psychologię, naukę i UX, koncentruje się na tworzeniu produktów, które stają się nieodłączną częścią codziennego życia konsumentów.
6. Negocjuj jakby od tego zależało twoje życie!
Tytuł: Negocjuj jakby od tego zależało twoje życie!
Autorzy: Chris Voss, Tahl Raz
Polecona przez: Michała Sadowskiego
Michał Sadowski
Założyciel Brand24
Chris Voss, były negocjator FBI, wprowadza nas w świat psychologicznych technik negocjacji, które pomagają osiągać swoje cele w każdej rozmowie. Książka ta jest pełna praktycznych wskazówek, które uczą słuchania, empatii i znajdowania rozwiązań, które zadowolą obie strony. Zdecydowanie warto przeczytać!
7. Praca głęboka. Jak odnieść sukces w świecie w którym ciągle coś nas rozprasza
Tytuł: Praca głęboka. Jak odnieść sukces w świecie w którym ciągle coś nas rozprasza
Autor: Cal Newport
Polecona przez: Marcina Wsóła
Marcin Wsół
Niezależny i certyfikowany specjalista Google Ads i Google Analytics, Partner Google Premium
Newport analizuje, jak w świecie pełnym rozproszeń skoncentrować się na pracy głębokiej, która pozwala osiągać lepsze rezultaty. Ta książka jest szczególnie pomocna dla marketerów, którzy chcą skupić się na jakościowej, kreatywnej pracy, zamiast ulegać ciągłym rozproszeniom.
8. Notestorming. Atlas narzędzi rozwiązywania problemów w biznesie i rozwoju osobistym
Tytuł: Notestorming. Atlas narzędzi rozwiązywania problemów w biznesie i rozwoju osobistym
Autor: Dariusz Góras
Polecona przez: Martynę Tarnawską
Martyna Tarnawska
Facylitatorka, trenerka, konsultantka biznesowa i projektantka doświadczeń
Książka-przewodnik, która prezentuje kilkadziesiąt metod i technik, dzięki którym (online i offline!) zrobisz analizę konkurencji, potrzeb grupy docelowej, wygenerujesz nowe pomysły, a także spriorytetyzujesz plany działania. Świetna pozycja, jeśli marketer wraz z zespołem (ale też sam dla siebie) szuka nowego sposobu na swoje zadania. Przydaje się również wtedy, kiedy zabraknie nam pomysłów, jak coś zrobić, by było to nowsze, świeższe i efektywniejsze – książka dostarczy Ci metod, a Ty uzupełnisz je wiedzą i swoimi kompetencjami.
9. Marketing 5.0: Technology for Humanity
Tytuł: Marketing 5.0: Technology for Humanity
Autorzy: Philip Kotler, Hermawan Kartajay, Iwan Setiawan
Polecona przez: Igę Kosiorek
Iga Kosiorek
Senior Account Manager w Enyo
Z czystym sumieniem polecam tę pozycję, ponieważ łączy ona perspektywę klasycznego marketingu z nowoczesnymi technologiami, takimi jak sztuczna inteligencja, analiza danych czy automatyzacja. Niezależnie od branży można znaleźć w niej wskazówki dotyczące personalizacji, storytellingu czy wykorzystania narzędzi cyfrowych.
10. Iluzja wyboru, czyli jak kupujemy
Tytuł: Iluzja wyboru, czyli jak kupujemy
Autor: Richard Shotton
Polecona przez: Annę Prończuk-Omiotek
Anna Prończuk-Omiotek
Konsultantka biznesów B2B i B2C, certyfikowana trenerka, host webinarowy
Jak to możliwe, że świetny produkt zalega na półkach, a inny – średniej jakości – wyprzedaje się błyskawicznie? Czy to kwestia ceny, reklamy, a może czegoś zupełnie innego? Richard Shotton w książce „Iluzja wyboru” pokazuje, jak działa nasz mózg, gdy podejmujemy decyzje i dlaczego nie są one tak logiczne, jak nam się wydaje. Ta książka to kopalnia wiedzy dla przedsiębiorców i marketerów. Wszystkich, którzy chcą tworzyć bardziej angażujące doświadczenia zakupowe.
Richard Shotton łączy wiedzę z praktycznymi przykładami i konkretnymi wskazówkami, które są gotowe do wdrożenia. Dzięki zrozumieniu błędów poznawczych:
stworzysz skuteczniejsze kampanie marketingowe,
uprościsz decyzje zakupowe,
lepiej zrozumiesz klientów i ich potrzeby.
11. Data driven marketing. O logicznym podejściu do podejmowania decyzji
Tytuł: Data driven marketing. O logicznym podejściu do podejmowania decyzji
Autor: Adrian Andrzejczyk
Polecona przez: Kamila Leśniaka
Kamil Leśniak
Event & Marketing Manager w DevaGroup
Tę książkę o marketingu mogę polecić wszystkim marketerom, którzy tworzą kampanie marketingowe i chcą jeszcze mocniej opierać się na danych. Otrzymujemy w niej koncepcję, którą łatwo wykorzystać w praktyce i przenieść do codziennej pracy markera, i sposoby, które wdrożyłem do swojej pracy niemalże od razu po jej przeczytaniu (no dobra, może nie wszystkie, na niektóre potrzebuję jeszcze trochę czasu!).
12. Zbuduj przyszłość swojej marki. Brand purpose krok po kroku
Tytuł: Zbuduj przyszłość swojej marki. Brand purpose krok po kroku
Autorka: Anna Ledwoń-Blacha
Polecona przez: Wojciecha Żywolta
Wojciech Żywolt
Regional Paid Social Senior Specialist w GroupM Poland
Na moją półkę trafiła nowa książka Ani Ledwoń-Blachy „Zbuduj przyszłość swojej marki. Brand purpose krok po kroku”. Ania wyjaśnia, czym jest brand purpose, jak odróżniać go od misji i wizji oraz w jaki sposób uwzględnić w strategii marki. Dodatkową wartość stanowią case studies firm, m.in. Aon, Kubota czy Coffeedesk. Książka jest przeznaczona dla każdej osoby, która chce poszerzyć swoją wiedzę z zakresu marketingu (i nie tylko!).
13. 9 praw marketingu B2B. Poznaj podstawowe zasady działania i sposoby myślenia w marketingu business-to-business
Tytuł: 9 praw marketingu B2B. Poznaj podstawowe zasady działania i sposoby myślenia w marketingu business-to-business
Autor: Michał Szermelek
Polecona przez: Rafała Szymańskiego
Rafał Szymański
Ekspert sprzedaży B2B i B2C, pionier we wdrażaniu LinkedIn Sales Navigator w korporacjach
Ten rok poświęciłem bardziej na książki psychologiczne niż biznesowe. Skorzystałem jednak najbardziej z „9 praw marketingu B2B. Poznaj podstawowe zasady działania i sposoby myślenia w marketingu business-to-business” autorstwa Michała Szermelka, ponieważ autor dobrze pokazuje, jak różnią się działania w B2B i B2C.
14. Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi
Tytuł: Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi
Autor: Dale Carnegie
Polecona przez: Michała Sadowskiego
Michał Sadowski
Założyciel Brand24
Ta książka napisana przez Dale’a Carnegie’ego to klasyk, który od lat inspiruje ludzi do budowania lepszych relacji: zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Jego książka dostarcza prostych, ale skutecznych technik wpływania na innych poprzez autentyczność, szacunek i zainteresowanie drugim człowiekiem, pomagając tym samym w rozwoju umiejętności społecznych.
15. Radical Candor: How to Get What You Want by Saying What You Mean
Tytuł: Radical Candor: How to Get What You Want by Saying What You Mean
Autorka: Kim Scott
Polecona przez: Adriannę Kubik
Adrianna Kubik
Member & Business Director w They Digital
„Radical Candor” to obowiązkowa pozycja dla każdego szefa zespołu. Książka uczy, jak być szczerym i bezpośrednim w komunikacji z zespołem, jednocześnie z troską dbając o relacje międzyludzkie. To doskonały przewodnik dla liderów, którzy chcą budować otwartą i pełną zaufania kulturę pracy. Pozycja bardzo bliska mojemu sercu.
16. Marketing kwantowy. Marketing przyszłości dla konsumentów jutra
Tytuł: Marketing kwantowy. Marketing przyszłości dla konsumentów jutra
Autor: Raja Rajamannar
Polecona przez: Konrada Jezierskiego
Konrad Jezierski
Członek zarządu i OmniSales Director, Sklepy Komfort S.A
Zdecydowanie polecam książkę „Marketing kwantowy”. Jej autor, Raja Rajamannar, jest dyrektorem marketingu Mastercard. To świetna lektura, która na nowo definiuje podejście do marketingu, uwzględniając wpływ rewolucyjnych zmian technologicznych, takich jak sztuczna inteligencja czy media społecznościowe.
Rajamannar opisuje cztery etapy ewolucji marketingu, kończąc na piątym paradygmacie – rewolucji, która zdominuje przyszłość branży. Książka oferuje konkretne strategie, które pomagają wykorzystać dane, kreatywność i AI do tworzenia skutecznych kampanii. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce odnosić sukcesy w dynamicznie zmieniającym się świecie marketingu i wyprzedzić przyszłość tej branży. Warto ją przeczytać nie tylko po to, by nadążyć za zmianami, ale także po to, by stać się liderem w tej ekscytującej transformacji. Jeśli marketing jest Twoją pasją, ta książka z pewnością doda Ci odwagi i narzędzi, by twórczo kształtować przyszłość.
17. SEO dla blogerów, influencerów i marek osobistych
Tytuł: SEO dla blogerów, influencerów i marek osobistych
Autorka: Ewelina Podrez-Siama
Polecona przez: Kamila Leśniaka
Kamil Leśniak
Event & Marketing Manager w DevaGroup
To jedna z książek o marketingu, którą (mimo, że wyszła pod koniec 2023 roku) polecam wszystkim, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę w internecie. Odpowiada ona m.in. na pytanie o to, jak stać się widocznym w internecie, czy też jak wyróżnić się na tle innych. W tej książce przeczytasz o content marketingu, aspektach technicznych SEO, poznasz narzędzia ułatwiające pracę oraz zaznajomisz się z opiniami innych ekspertów na poszczególne tematy.
18. SEObook. Praktyczne aspekty pozycjonowania
Tytuł: SEObook. Praktyczne aspekty pozycjonowania
Autorzy: Jakub Barabasz, Ewelina Ibek, Piotr Jacek, Dorota Kika, Marika Kowalska, Krzysztof Marzec, Kamil Sroka, Alicja Stojek-Szewczuk, Łukasz Suchy, Bartłomiej Tomczyk, Leszek Urban, Jakub Zeid
Polecona przez: Krzysztofa Marca oraz Kamila Leśniaka
Krzysztof Marzec
CEO w DevaGroup
Pochwalę się naszym SEOBookiem. Postanowiliśmy stworzyć książkę, która otwiera drogę do SEO, ale też adresuje elementy średniozaawansowane. Nasze podejście było o tyle niestandardowe, że autorami są osoby związane z działem SEO w DevaGroup, a przekazana wiedza, poparta wzajemnym sprawdzaniem, ulepszaniem i rozszerzaniem treści, obrazuje, jak działa grupa specjalistów w opozycji do pojedynczego autora. Efekt oceńcie sami, ale już teraz mogę podkreślić bardzo szerokie podejście do SEO ze szczyptą dodatkowych przykładów od zaproszonych gości.
Kamil Leśniak
Event & Marketing Manager w DevaGroup
To akurat nasza publikacja, ale jest ona niesamowitym podręcznikiem do startu w świat SEO. Każdy rozdział to inny autor, a więc inne podejście do tematów omawianych w danej chwili. Ta pozycja ma być pomocą w skutecznym planowaniu i zarządzaniu działaniami SEO.
19. The Subtle Art of Not Giving a F*ck
Tytuł: The Subtle Art of Not Giving a F*ck
Autor: Mark Manson
Polecona przez: Michała Sadowskiego
Michał Sadowski
Założyciel Brand24
Mark Manson w przystępny i bezpośredni sposób rozprawia się z nadmiernym pozytywizmem i presją na osiąganie sukcesów. Zamiast tego zachęca do skupienia na tym, co naprawdę istotne, ucząc, jak mądrze wybierać swoje priorytety i uwolnić się od potrzeby spełniania cudzych oczekiwań.
20. 101 technik dla zarządzających
Tytuł: 101 technik dla zarządzających
Autor: Bartosz Majewski
Polecona przez: Mike’a Korbę
Mike Korba
CCO & co-founder w User.com
Jeśli prowadzisz firmę lub zarządzasz zespołem, ta książka to must-have. Bartek bez owijania w bawełnę pokazuje, jak radzić sobie w czasach, kiedy wszystko dookoła się zmienia.
Dlaczego ją polecam? Bo nie ma tu wielkich teorii, tylko praktyczne wskazówki, które możesz wdrożyć od razu. Zaufaj mi – po lekturze spojrzysz na swój biznes bardziej realistycznie, ale z wiarą, że można wyjść na prostą. A najlepsze? Można ją pobrać za darmo tutaj.
21. Esencjalista. Mniej, ale lepiej
Tytuł: Esencjalista. Mniej, ale lepiej
Autor: Greg McKeown
Polecona przez: Wiolettę Sotomską
Wioletta Sotomska
Marketing & New Business Development Director
„Esencjalista. Mniej, ale lepiej” Grega McKeowna to książka, która zainspirowała mnie do przemyślenia, jak zarządzam swoim czasem i energią. McKeown opowiada o esencjalizmie jako filozofii życia, w której chodzi nie o robienie więcej, ale o robienie wyłącznie tego, co ma prawdziwe znaczenie. Ta książka pomaga zidentyfikować i odrzucić wszystkie nieistotne zadania i zobowiązania, które tylko odciągają nas od ważnych celów.
McKeown podkreśla, że każdy z nas ma prawo decydować o tym, na co poświęca swoją energię, i uczy, jak odzyskać kontrolę nad własnym życiem dzięki świadomym wyborom. To idealna pozycja dla osób, które chcą uprościć swoje życie i skoncentrować się na jakości zamiast ilości. Autor proponuje praktyczne techniki, takie jak refleksja nad priorytetami i nauka mówienia „nie”, co jest szczególnie cenne w dzisiejszym świecie pełnym bodźców.
Dla mnie „Esencjalista” to więcej niż książka – to przewodnik, który pozwala zwolnić i skupić się na tym, co naprawdę ważne – zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.
22. Wanting: The Power of Mimetic Desire in Everyday Life
Tytuł: Wanting: The Power of Mimetic Desire in Everyday Life
Autor: Luke Burgis
Polecona przez: Adriannę Kubik
Adrianna Kubik
Member & Business Director w They Digital
Intrygująca książka o mechanizmach stojących za naszymi potrzebami (również zakupowymi). Autor analizuje, jak nasze pragnienia są kształtowane przez społeczne wpływy oraz jak możemy lepiej zrozumieć i kontrolować nasze potrzeby. To fascynująca książka dla marketera i obowiązkowa lektura dla tych, którzy chcą zgłębić psychologię konsumenta.
23. Wellness
Tytuł: Wellness
Autor: Nathan Hill
Polecona przez: Łukasza Kępińskiego
Łukasz Kępiński
CEO i założyciel Tears of Joy
Dla mnie każda książka, która wnosi coś pozytywnego, jest lepszym wyborem niż scrollowanie i szybkie „strzały” dopaminowe z social mediów. Ostatnio spokój i chwilę refleksji zapewniła mi książka „Wellness” Nathana Hilla. Uprzedzam, że nie jest to klasyczna pozycja biznesowa, ale daje przestrzeń na chwilę zatrzymania się i pomyślenia o tym, co w tym pędzącym świecie jest na wagę złota.
24. Ukryty potencjał. Ty też go masz i co z nim zrobisz?
Tytuł: Ukryty potencjał. Ty też go masz i co z nim zrobisz?
Autor: Adam Grant
Polecona przez: Rafała Szymańskiego
Rafał Szymański
Ekspert sprzedaży B2B i B2C, pionier we wdrażaniu LinkedIn Sales Navigator w korporacjach
Absolutny hit – jak zawsze od Adama Granta! W swojej książce „Ukryty potencjał” autor pisze o tym, jak bez amerykańskiego zadęcia osiągać duże rzeczy.
25. Mapa kulturowa. Jak skutecznie radzić sobie z różnicami kulturowymi w biznesie
Tytuł: Mapa kulturowa. Jak skutecznie radzić sobie z różnicami kulturowymi w biznesie
Autorka: Erin Meyer
Polecona przez: Katarzynę Kosińską-Rysz
Katarzyna Kosińska-Rysz
Revenue and Clients Relations, Altavia Kamikaze + K2
Materiał wciąga od pierwszych stron – książka napisana jest w dobrym tempie, pełna przykładów z życia wziętych. To niezwykle relewantna pozycja dla wszystkich tych, którzy funkcjonują w zróżnicowanym pod względem kulturowym środowisku. Ułatwić może współpracę między pracownikami różnych agencji w globalnej grupie marketingowej (jak np. Altavia Kamikaze + K2 w Grupie Altavia). Książka jednak nie ma na celu utrwalać stereotypów, a sama Erin Meyer tłumaczy, że „musisz rozumieć różnice kulturowe, a także szanować różnice indywidualne”, jeśli chcesz osiągnąć sukces w świecie biznesu.
Autorka znana jest też z wartościowej marketingowo pozycji „Gdy regułą jest brak reguł. Netflix i filozofia przemiany” – i myślę, że oba wydawnictwa są warte uwagi.
Praktyczny przewodnik o optymalizacji naszych codziennych nawyków. Autor pokazuje konkretne strategie, które pomagają wprowadzać pozytywne zmiany w życiu zawodowym i osobistym. Nauczysz się, jak prosto i skutecznie budować dobre nawyki i eliminować te złe.
27. Nieperfekcjoniści. Strategiczne podejście na niepewne czasy
Tytuł: Nieperfekcjoniści. Strategiczne podejście na niepewne czasy
Autorzy: Robert McLean, Charles Conn
Polecona przez: Rafała Szymańskiego
Rafał Szymański
Ekspert sprzedaży B2B i B2C, pionier we wdrażaniu LinkedIn Sales Navigator w korporacjach
Po pandemii czy inwazji Rosji na Ukrainę warto poczytać, jak rozwiązywać problemy, zarządzać niepewnością i przygotować firmę na zmianę.
28. Książki o influencer marketingu
Adam Szudra
Dyrektor zarządzający agencją Friends&Brands
Czy istnieje idealna książka o influencer marketingu, która z laika uczyni eksperta? Niestety tych, którzy chcieliby ją znaleźć, muszę już we wstępie rozczarować. Influencerzy to nie tylko stosunkowo młoda dziedzina marketingu, ale też ewoluująca niezwykle szybko – podobnie jak platformy i narzędzia, z których korzystają influencerzy oraz marketingowcy.
Jeśli chcesz sięgnąć po książkę „Influencer Marketing od A do Z” (co nie jest wcale trudne, bo pobierzesz ją online i to za darmo), to pamiętaj, że w 2019 roku, gdy książka powstawała, nie było jeszcze reelsów na Instagramie, TikTok dopiero co połączył się z Musical.ly, a influencerów najczęściej nazywało się wtedy liderami opinii. Czy warto ją pobrać? Mimo swojego wieku (sic!), to dalej dobra baza teoretyczna, która w przystępny sposób odpowie na pytania o genezę i podstawowe pojęcia w influencer marketingu.
Jeśli już się cieszysz, bo zamówiłeś/aś właśnie w księgarni książkę Anny Łaszkiewicz ze słowami „Influencer Marketing” w tytule (całkiem świeżą, bo z 2022 roku), to też niestety muszę pohamować Twój entuzjazm. Znajdziesz w niej mnóstwo potrzebnej wiedzy teoretycznej, ale głównie to, bo wpadła Ci do koszyka akademicka „monografia”.
Jak więc znaleźć aktualną, przydatną i wartościową wiedzę o influencerach?
Po pierwsze – zacznij od podstaw
Aby dobrze zrozumieć istotę Influencer Marketingu, potrzebujesz poznać podstawy marketingu w ogóle. Znajomość wskaźników marketingowych, podstawowych pojęć i narzędzi to konieczność dla influencer marketing managera.
Po drugie – czytaj i słuchaj praktyków!
Osoby, które zajmują się Influencer Marketingiem, chętnie dzielą się swoim praktycznym know-how, którego niestety nie znajdziesz w księgarniach. Ta wiedza jest dostępna najczęściej w artykułach publikowanych w prasie branżowej, na portalach o tematyce marketingowej i na konferencjach.
Po trzecie – amerykański know how
Stany Zjednoczone to największy rynek usług Influencer Marketingu i wiele trendów wykluwa się właśnie tam. Pamiętaj jednak, że każdy rynek rządzi się swoimi prawami i to, co działa za oceanem, nie zawsze da się przełożyć 1:1 w Polsce.
29. Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym
Tytuł: Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym
Autor: Daniel Kahneman
Polecona przez: Annę Ledwoń-Blachę oraz Pawła Salę
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas
Kluczowe w marketingu jest dla mnie poznanie innych i ich sposobu myślenia. Z pomocą przychodzi ta książka. Jak myślimy, jak podejmujemy decyzje? Jedna z najbardziej wartościowych książek w moim życiu.
Paweł Sala
Ekspert e-mail marketingu
Dlaczego ta książka o marketingu? Ponieważ w dzisiejszym świecie trudno robić dobry marketing, nie rozumiejąc, jak działa ludzki umysł. Niestety, przez wiele dekad mieliśmy mylne wrażenie odnośnie do tego, jak postrzegamy świat. W swojej książce Daniel Kaheman opowiada o tym, jak przez lata odkrywał funkcjonowanie ludzkiego umysłu, za co finalnie dostał nagrodę Nobla. Pozycja ta, mimo swojej przepastnej objętości, powinna stać na półce każdego marketera, który chce poznać kwestie związane z tematem, jakim jest psychologia sprzedaży i dotrzeć do serca i umysłu swojego klienta.
30. Zaczynaj od dlaczego. Jak wielcy liderzy inspirują innych do działania
Tytuł: Zaczynaj od dlaczego. Jak wielcy liderzy inspirują innych do działania
Mogłoby się wydawać, że ta książka nie jest o marketingu. A jednak. Znalezienie odpowiedzi na pytanie DLACZEGO dana marka istnieje i co może zrobić dla swoich potencjalnych użytkowników, żeby wpłynąć na ich emocje, jest bardzo ważne w kontekście tworzenia każdej strategii marketingowej. Właśnie z tego powodu polecam tę książkę. Od kilku lat tworzę strategie marek z różnych branż i za każdym razem zaczynam właśnie od znalezienia odpowiedzi na te pytania. Takie podejście do strategii marketingowej, zarówno marek produktowych, usługowych, jak i personalnych, daje mocny start w budowaniu silnej marki.
Paulina Walkowiak
CEO & co-founder cux.io
Pewnie każdy ją już zna. Dla mnie TED Talk Sinka był kluczowy, kiedy zaczynałam swój biznes. Możesz robić fantastyczne rzeczy i kochać to, co robisz, ale jeśli komunikujesz jak wszyscy, to dużo trudniej będzie Ci się wybić z komunikatem. Sinek zmusza do przemyślenia i zredefiniowania sposobu komunikacji. Jest to książka, do której co jakiś czas wracam, żeby sobie ją utrwalić.
Magdalena Pawłowska
Ekspertka kursów online
Skuteczność marketingu zależy od relacji, którą mamy z naszą społecznością, czyli od poziomu zrozumienia jej potrzeb, problemów i aspiracji. Koncept Simona z tej książki wyjaśnia w bardzo prostych słowach, na czym trzeba się skupić – na „Dlaczego?”. Po przeczytaniu tej pozycji już nic nie jest takie same.
31. How Brands Grow: What Marketers Don’t Know
Tytuł: How Brands Grow: What Marketers Don’t Know
Autor: Byron Sharp
Polecona przez: Maćka Wróblewskiego oraz Martę Cwalinę-Śliwińską
Maciek Wróblewski
Ekspert video marketingu
Jedna z nielicznych pozycji na rynku, która opisuje procesy wzrostu marek i ich udziałów rynkowych za pomocą nauki i „twardych” badań – danych, a nie przypuszczeń i mumbo-jumbo. Bayron Sharp jest profesorem marketingu i dyrektorem instytutu Ehrenberg-Bassa – najbardziej cenionej jednostki badawczej w zakresie marketingu na świecie.
Marta Cwalina-Śliwińska
Head of Marketing HARIBO Polska
Książka, która w bardzo konkretny sposób prowadzi czytelnika przez poszczególne kroki niezbędne do zbudowania silnej marki. Bazą merytoryczną do jej napisania były wieloletnie badania na setkach światowych marek w różnorodnych branżach, przeprowadzone przez Ehrenberg-Bass Institute for Marketing Science na Uniwersytecie Australii Południowej. Dlaczego polecam tę książkę? Ponieważ skuteczność opisanych w niej sposobów budowania marki sprawdziłam osobiście, zarządzając globalnymi markami, takimi jak M&M’s, Twix, Mars, Bounty czy Milky Way na rynku polskim oraz tworząc strategie marketingowe dla swoich klientów.
32. Strategia błękitnego oceanu
Tytuł: Strategia błękitnego oceanu
Autorzy: W. Chan Kim i Renée Mauborgne
Polecona przez: Jacka Kotarbińskiego
Jacek Kotarbiński
Doktor ekonomii i finansów, ekonomista rynku, praktyk marketingu od 1990 roku
Fundamentalna pozycja dla zrozumienia zasad tworzenia nowych kategorii rynkowych i budowania wartości dla klientów. Istotna dla każdego, kto marzy o największym wyzwaniu marketingowym, jakim jest strategia dywergencji, czyli zbudowania całkowicie nowego rynku i nowego produktu oraz zyskania na nim silnej, rozpoznawalnej marki, niemożliwej do pokonania przez konkurentów.
33. Strategy That Works: How Winning Companies Close the Strategy-to-Execution Gap
Tytuł: Strategy That Works: How Winning Companies Close the Strategy-to-Execution Gap
Autor: Paul Leinwand
Polecona przez: Jacka Pogorzelskiego
Jacek Pogorzelski
Właściciel i dyrektor zarządzający firmy doradztwa marketingowego PrimeCode
Proste ujęcie strategii, ciekawe, mniej znane w Polsce przykłady (brazylijska Natura, chiński Haier) oraz mocny akcent na aspekt wdrażania strategii czynią z tej książki wartościową pozycję.
34. Marketing za przyzwoleniem
Tytuł: Marketing za przyzwoleniem
Autor: Seth Godin
Polecona przez: Monikę Czaplicką
Monika Czaplicka
Ekspertka social media, CEO Wobuzz
Ta pozycja uczy, że reklamy nie muszą przeszkadzać (jak te w TV przerywające nam film), a mogą być pomocne i pożądane. Była to jedna z pierwszych książek o marketingu, którą przeczytałam – ukształtowała moje spojrzenie na social media marketing. Czyta się przyjemnie. Chociaż dziś może lekko trącać myszką, myślę, że sam sposób myślenia może się przydać niektórym marketingowcom i dziś.
35. Youtility: Why Smart Marketing Is About Help Not Hype
Tytuł: Youtility: Why Smart Marketing Is About Help Not Hype
Autor: Jay Baer
Polecona przez: Grzegorza Miecznikowskiego
Grzegorz Miecznikowski
CEO S Words, ekspert LinkedIn
Nieważne czy komunikujesz się za pomocą sygnałów dymnych, gołębi pocztowych czy tam-tamów, Twój komunikat zawsze brzmi tak samo: „Hej! Mam dobry produkt! Kupisz go?”. Każda firma chce być liderem w swojej kategorii – z tym, że mówienie „jestem liderem” nie sprawia, że naprawdę nim jesteśmy. W swojej książce Jay Baer udowadnia, że aby sprzedawać skutecznie i prowadzić skuteczną komunikację w dzisiejszych czasach, trzeba być albo bardzo innowacyjnym, albo mieć bardzo dobry wyróżnik rynkowy, albo można być po prostu pomocnym i użytecznym dla klientów. Bo w tym całym szumie komunikacyjnym najlepszym sposobem na wyróżnienie się dla firmy (nawet za pomocą reklamy) jest stworzenie albo rzeczywiście niezwykłej, albo po prostu użytecznej formy komunikacji. Dlatego też consultancy selling czy social selling to już nie tylko trendy, ale rzeczywistość wielu firm. Pozycja warta lektury w przypadku każdego sprzedawcy i marketera. Zasadniczo polecam Ci całą serię dotyczącą Youtility.
36. Marketing
Tytuł: Marketing
Autor: Philip Kotler
Polecona przez: Patrycję Górecką-Butorę oraz Dagmarę Platę-Alf
Patrycja Górecka-Butora
Jeśli jesteś marketerem i nie czytałeś tej pozycji – musisz to zrobić. To książka, która nie potrzebuje recenzji. W książce znajdziemy wszystko, począwszy od wskazówek związanych z brandingiem, zarządzaniem marketingowym i budowaniem strategii marketingowej. Idealny podręcznik dla tych, którzy mają niedosyt po ukończeniu studiów na kierunkach związanych z marketingiem.
Dagmara Plata-Alf
Dagmara Plata-AlfPo prostu klasyk nad klasykami, który każdy marketer powinien przeczytać w swoim życiu przynajmniej raz. Dlaczego znajduje się na mojej liście? Bo to pozycja, do której wracam regularnie i uważam, że po prostu jest ponadczasowa.
37. Content Inc.: How Entrepreneurs Use Content to Build Massive Audiences and Create Radically Successful Businesses
Tytuł: Content Inc.: How Entrepreneurs Use Content to Build Massive Audiences and Create Radically Successful Businesses
Autor: Joe Pulizzi
Polecona przez: Katarzynę Sowicką
Katarzyna Sowicka
Must have jeśli chodzi o temat content marketingu. Joe Pulizzi odrzuca tradycyjne podejście marketingowe, które do tej pory było skupione na stworzeniu produktu, a następnie próbie znalezienia klientów. Czas na odwrócenie reguł, niech zadziała inżynieria wsteczna. „Content Inc.” pokazuje, jak najpierw zdobyć klientów, a później opracować produkty. To najlepszy sposób na zbudowanie solidnego, długofalowego biznesu, dobrze pozycjonującego się w dzisiejszym dynamicznie zmieniającym się świecie. Radykalny, sześcioetapowy proces budowania biznesu przedstawiony w tej książce o marketingu jest prosty, praktyczny i opłacalny. A co najważniejsze – działa.
38. 22 niezmienne prawa marketingu
Tytuł: 22 niezmienne prawa marketingu
Autorzy: Al Ries, Jack Trout
Polecona przez: Monikę Czaplicką
Monika Czaplicka
Ekspertka social media, CEO Wobuzz
Kolejna pozycja z serii old time classics. Bardzo często w pogoni za nowinkami zapominamy o treściach, które stanowią podstawy. To może być „Marketing” Kotlera, to mogą być właśnie „22 niezmienne prawa marketingu”. Czy takie niezmienne, to nie wiem ;), ale na pewno świetne do tego, żeby spojrzeć inaczej na swój marketing. Część z tych prawd może się wydawać oczywistą oczywistością, ale zapewniam, że lektura dostarcza też nowych doznań ;).
39. Content marketing i social media
Tytuł: Content marketing i social media
Autorka: Barbara Stawarz-Garcia
Polecona przez: Maję Wiśniewską
Maja Wiśniewska
Head of Marketing w SMSAPI
Książka, dzięki której zrozumiałam wartość content marketingu na początku aktywności zawodowej. To dobre zestawienie różnych aspektów treści i kompendium wiedzy dla początkujących marketerów. Obejmuje wszystkie elementy tworzenia strategii content marketingowej dla różnych kanałów komunikacji.
40. Content: Elementarna cząstka marketingu
Tytuł: Content: Elementarna cząstka marketingu
Autorzy: Rebecca Lieb i Jaimy Szymanski
Polecona przez: Katarzynę Sowicką
Katarzyna Sowicka
Doskonałe uzupełnienie content marketingowej biblii Joe Pulizziego. To oparty na badaniach głęboki i wnikliwy przewodnik, pokazujący, że marketingową wartość należy budować nie tylko poprzez inicjatywy i media własne (strona firmowa, blog), ale także poprzez media społecznościowe, reklamę i kanały offline. Autorka wykracza ponad powierzchniowe opisy sposobów tworzenia contentu, przedstawiając wyniki wielu lat badań ilościowych i jakościowych – tym ciekawszych, że są one rezultatem wielu godzin spędzonych na wywiadach z osobami zarządzającymi marketingiem w kilku wiodących światowych markach. Książka zdecydowanie pomocna, jeśli podejmowanie decyzji dotyczących organizacji, zespołu, narzędzi i procesów content marketingowych to Twoja codzienność. Dość trudna, ale tym bardziej warto.
41. Model Story Brand. Zbuduj skuteczny przekaz dla swojej marki
Tytuł: Model Story Brand. Zbuduj skuteczny przekaz dla swojej marki
Autor: Donald L. Miller
Polecona przez: Wojciecha Bizuba oraz Angelikę Chimkowską
Wojciech Bizub
Marketing Strategist, CEO, Co-founder, autor książki „Odczaruj marketing”
Ta pozycja pokazała mi, jak tworzyć komunikację marketingową opartą na storytellingu bez zbytniego komplikowania. Prezentuje ona koncepcję klienta i marki-opiekuna. Oprócz tego to świetna egzemplifikacja tego, w jaki sposób można sprzedawać swoje szkolenia, bo książka jest długim listem sprzedażowym.
Angelika Chimkowska
Strateg Silnych Marek Osobistych i Firmowych
Książka, która uczy, jak mówić do klientów, aby chcieli słuchać tego, co mamy do powiedzenia. Nie jest to przewodnik po manipulacji ani propagandzie. Autor ostrym nożem odcina rzeczy, które są warte powiedzenia, od tych, które należy przemilczeć, bo naszego klienta zwyczajnie to nie interesuje. Na pewno słusznie się domyślasz, że do tych kwestii należy to, należą ile lat ma Twoja firma oraz dlaczego jesteście tacy świetni. Klienta interesuje jego problem lub aspiracja, do której dąży. Nasz produkt czy usługa są na tyle ważne, na ile pozwalają te cele zrealizować. Książka pozwala ułożyć taki przekaz w spójną, przyciągającą uwagę historię. Zdecydowanie warta przeczytania pozycja. Co więcej, warta praktykowania, bo skutecznie wyróżnia się na rynku.
42. Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?
Tytuł: Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?
Autorka: Janina Bąk
Polecona przez: Grzegorza Miłkowskiego oraz Piotra Buckiego
Grzegorz Miłkowski
CEO ContentHouse
Cóż mogę napisać, Janinę zawsze przyjemnie się czyta, a ta książka to klasa sama w sobie, która opowiada o statystyce w jedynym, niepowtarzalnym, „janinowym” stylu. Lektura obowiązkowa! :)
Piotr Bucki
Od kilkunastu lat pomaga ludziom szlifować komunikację
Wiem, pomyślicie sobie, że nic w rodzinie nie ginie, ręka rękę myje i nie ma rady na układy (swoją drogą brawa dla tego, kto odkryje, jakiego zjawiska psychologicznego tu użyłem [z którego zresztą korzystał też obrońca O.J. Simpsona]). No ale muszę. Bo nawet jakbym nie lubił Janiny jako osoby, to musiałbym rekomendować tę książkę moim studentom kierunków marketingowych, żeby nauczyli się myśleć i nie wyciągać błędnych wniosków. Narzędzia do analizy, bazy danych już mamy – teraz musimy się nauczyć mądrze z nich czytać ze sprawnością wróżki Benity z kryształowej kuli. I tego właśnie mądrego czytania rzeczywistości się z tej książki nauczysz. Tylko dla ludzi z mocnymi zwieraczami i poczuciem humoru.
43. Ogilvy o reklamie w epoce cyfrowej
Tytuł: Ogilvy o reklamie w epoce cyfrowej
Autor: Miles Young
Polecona przez: Annę Ledwoń-Blachę
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas
Dla mnie to podręcznik na temat przejścia reklamy tradycyjnej w reklamę cyfrową – swoista opowieść o cyfrowej rewolucji w marketingu, ale również miejsce do uzupełnienia podstaw o marketingu.
44. Ogilvy on Advertising
Tytuł: Ogilvy on Advertising
Autor: David Ogilvy
Polecona przez: Jakuba Chmielniaka
Jakub Chmielniak
Przedsiębiorca, CEO Lethe
Książka autorstwa jednego z najsłynniejszych amerykańskich marketerów, ojca reklamy, twórcy agencji Ogilvy & Mather. W ciągu całej swojej kariery współpracował z dziesiątkami największych amerykańskich przedsiębiorstw. Jego metodologia i styl pracy wykształciły pokolenia pracowników branży reklamowej, a książka ta zawiera zestaw bezcennych porad dla każdego zainteresowanego tematem.
45. Potęga irracjonalności. Ukryte siły, które wpływają na nasze decyzje
Tytuł: Potęga irracjonalności. Ukryte siły, które wpływają na nasze decyzje
Autor: Dan Ariely
Polecona przez: Łukasza Rogalę
Łukasz Rogala
SEO/SXO Visioner & Strategist, Product-led SEO
Żyjemy w mocno internetowych czasach. Rola Internetu, w tym Facebooka i Google, jest coraz większa. Przy tak dużej ilości informacji i natłoku danych wszystkim wydaje się, że podejmują mądre i rozsądne decyzje. Tymczasem po spędzeniu 4 godzin na poszukiwaniach odpowiedzi w Internecie może okazać się, że decyzja nie jest optymalna/najlepsza. Gros tych osób to nasi obecni lub potencjalni klienci.
Książka ta pomaga zrozumieć dziwactwa umysłu i sprawić, że zrozumiemy irracjonalność naszych odbiorców (lub ją namierzymy) i będziemy mogli ją wykorzystać w pracy nad produktem, który reklamujemy/współtworzymy. Można się bardzo zaskoczyć jak coś, co jest dla nas raczej oczywiste, nie jest takie w umysłach naszych klientów.
46. Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą
Tytuł: Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą
Autor: Hans Rosling
Polecona przez: Maję Wiśniewską oraz Tomasza Palaka
Maja Wiśniewska
Head of Marketing w SMSAPI
Chociaż nie jest to typowa narzędziowa książka o marketingu, to pozwala każdemu marketerowi spojrzeć na dane z odpowiednim dystansem oraz odróżniać fakty od fake newsów. Pomaga zrozumieć rzeczywistość i podejmować decyzje w oparciu o rzetelne dane.
Tomasz Palak
Radca prawny, prelegent, bloger
Ta książka pozwala na zdystansowane podchodzenie do ocen niezawierających poparcia badań i zauważenie, jak często nieświadomie posługujemy się wewnętrznie ukrytymi w nas fałszywymi przekonaniami. W marketingu warto wiedzieć to zarówno jako jego nadawca, jak i wcielając się w odbiorcę. Tytuł książki jest bardzo trafny – w końcu można przyznać rację autorom.
48. Storytelling danych. Poradnik wizualizacji danych dla profesjonalistów
Tytuł: Storytelling danych. Poradnik wizualizacji danych dla profesjonalistów
Autor: Cole Nussbaumer Knaflic
Polecona przez: Łukasza Rogalę oraz Mateusza Muryjasa
Łukasz Rogala
SEO/SXO Visioner & Strategist, Product-led SEO
Dane są sexy, zwłaszcza teraz. Jako marketingowcy musimy nimi operować, bo pozwalają nam zarobić na chlebek. Dobrze podane dane są kluczem do decyzji data-driven. A ponieważ nie każdy w organizacji naszej lub klienta musi umieć się z nimi obchodzić, dobrze wiedzieć, jak prezentować skomplikowane liczby i tworzyć za ich pomocą historie. Historie, które przełożą się na zwiększenie inwestycji w działania marketingowe. Generalnie jest to książka która po przeczytaniu i odrobinie treningu zrobi z prezentacyjnego nieuka Boga prezentacji danych. Jeżeli w pracy robisz dużo prezentacji, to uwierz mi, że zyskasz w oczach swoich kolegów i klientów.
Mateusz Muryjas
Data Engineer & Analytics Consultant
Przygotowywanie raportów i opowiadanie o wynikach Twoich działań jest dla Ciebie wyzwaniem? Musisz koniecznie przeczytać tę książkę – jest ona pewnego rodzaju podręcznikiem wizualizacji danych dla profesjonalistów. Każdy z nas co jakiś czas prezentuje lub przedstawia jakieś dane – w formie raportów, podsumowań czy prezentacji sprzedażowych. Książka „Storytelling danych” uczy skutecznego storytellingu z wykorzystaniem danych. W kilku lekcjach krok po kroku przejdziesz przez proces zamiany danych w informacje, a informacji w wiedzę. A wszystko to jest poparte licznymi przykładami i wieloma grafikami, które mogą stanowić doskonałą inspirację do dalszej pracy. Wiele z praktycznych wskazówek przedstawionych w książce to tzw. quick wins, czyli szybkie i konkretne rozwiązania gotowe do natychmiastowego użycia w Twoich raportach.
49. Jak rozmawiać z nieznajomymi
Tytuł: Jak rozmawiać z nieznajomymi
Autor: Malcolm Gladwell
Polecona przez: Grzegorza Miecznikowskiego oraz Tomasza Palaka
Grzegorz Miecznikowski
CEO S Words, ekspert LinkedIn
Jest lipiec 2015 roku. Sandra Bland, młoda afroamerykanka jedzie na rozmowę o pracę w Teksasie. Zostaje zatrzymana przez drogówkę. Wywiązuje się awantura. Bland trafia do aresztu, a po trzech dniach popełnia samobójstwo. To wydarzenie stało się preledium do społecznego ruchu #BlackLivesMatter. I ta książka to próba zrozumienia, co wydarzyło się wtedy na drodze. Bo, jak pisze Gladwell, nie powinno przechodzić się do porządku dziennego nad takimi sprawami. Malcolm Gladwell i tym razem nie zawodzi (zresztą identycznie wysoki poziom trzymają wszystkie jego książki i reportaże w #TheNewYorkTimes). A jego najnowsza książka „Jak rozmawiać z nieznajomymi”, mimo tego, że znajduje się w księgarniach na półkach z książkami do rozwoju osobistego, nie jest ani motywacyjnym bełkotem, ani przewodnikiem dla karierowiczów. To zbiór doskonałych, reportażowych, mocnych opowieści, w których znajdziemy także sporo współczesnej socjologii i psychologii. Opowieści, które pokazują, co idzie nie tak, kiedy spotykamy się z nieznajomymi i dlaczego tak często rozmowy z nimi kończą się konfliktami lub niepowodzeniem. Nie jest to typowo marketingowa pozycja, ale daje dużo do myślenia. Polecam zwłaszcza osobom zajmującym się komunikacją i sprzedażą.
Tomasz Palak
Radca prawny, prelegent, bloger
Mnóstwo godnych uwagi i przydatnych w marketingu spostrzeżeń oraz historii. W marketingu najczęściej właśnie „rozmawiamy z nieznajomymi” – warto wiedzieć, na jakie błędy trzeba uważać i jak robić to jak najlepiej. A na czym lepiej, jeśli nie na przykładach od konkwistadorów po serial „Przyjaciele”?
50. Made to Stick
Tytuł: Made to Stick
Autorzy: Chip Heath, Dan Heath
Polecona przez: Angelikę Chimkowską
Angelika Chimkowska
Strateg Silnych Marek Osobistych i Firmowych
Książka, która w naukowy sposób pokazuje, co jest siłą napędową viralowych treści. Co ciekawe, autorzy nie tylko udowadniają tezy od marketingowej strony, ale również od psychologicznej i socjologicznej. Pozycja ta jest alternatywą dla łatwych przewodników o tym, jak w pięciu krokach wykręcić ponadprzeciętny zasięg. Dodatkową zaletą książki jest styl, w jakim została napisana. Autorzy świetnie wiedzą, co utrzymuje naszą uwagę i jak nasz mózg tworzy skojarzenia, zapamiętuje i uczy się. Dokonali tego praktycznie, właśnie pisząc tą książkę.
To zbiór inspiracji marketingowych, do którego wracam za każdym razem, gdy ich potrzebuję. Ładnie wydana i szalenie inspirująca pozycja!
52. The Long and the Short of It
Tytuł: The Long and the Short of It
Autorzy: Peter Field, Les Binet
Polecona przez: Maćka Wróblewskiego
Maciek Wróblewski
Ekspert video marketingu
To próba znalezienia odpowiedzi, które działania reklamowe i w jakich okolicznościach są najbardziej efektywne dla marek. Po lekturze tej książki wielu marketerów otworzy oczy na to, jak wiele z ich działań w rzeczywistości nie mają sensu. Opracowanie powstało na podstawie danych z 996 kampanii zgłoszonych do konkursów efektywności.
53. Pochodzenie marek
Tytuł: Pochodzenie marek
Autorzy: Al Ries, Laura Ries
Polecona przez: Jacka Kotarbińskiego
Jacek Kotarbiński
Doktor ekonomii i finansów, ekonomista rynku, praktyk marketingu od 1990 roku
Kluczowa pozycja nawiązująca do zjawiska konwergencji i dywergencji w przyrodzie. Opisuje wykorzystanie tych procesów do budowania marek poprzez specjalizację (dywergencja) lub łączenie wartości (konwergencja). Obowiązkowa lektura dla każdego, kto chce tworzyć i rozwijać marki.
54. Marketing wartości
Tytuł: Marketing wartości
Autorka: Justyna Bakalarska-Stankiewicz
Polecona przez: Grzegorza Miłkowskiego
Grzegorz Miłkowski
CEO ContentHouse
Świetna pozycja, która przedstawia inspirujące historie firm wierzących w to, że biznes ma do spełnienia ważniejsze zadanie niż tylko zarabianie pieniędzy, a człowiek stanowi w nim największą wartość.
55. Zasady wywierania wpływu na ludzi. Teoria i praktyka
Tytuł: Zasady wywierania wpływu na ludzi. Teoria i praktyka
Autor: Robert B. Cialdini
Polecona przez: Martynę Zastrożną
Martyna Zastrożna
Ekspertka analityki internetowej i web usability
Absolutny klasyk! Polecam nawet tym, którzy znają opisane przez Cialdiniego zasady z innych opracowań. Książka pełna badań, przykładów i anegdot, doskonale pokazuje, jak na co dzień oddziałują na nas marketingowcy.
56. Kod kulturowy. Jak zrozumieć preferencje współczesnego konsumenta, motywacje wyborców czy zachowania tłumu
Tytuł: Kod kulturowy. Jak zrozumieć preferencje współczesnego konsumenta, motywacje wyborców czy zachowania tłumu
Autor: Clotaire Rapaille
Polecona przez: Marcina Łukiańczyka
Marcin Łukiańczyk
Ekspert eCommerce z 20-letnim doświadczeniem, doświadczony mówca, ekspert automatyzacji, analityki, programowania i AI
Co nami kieruje, kiedy chcemy kupić samochód? Niskie spalanie czy może bezpieczeństwo i ilość poduszek w standardzie? Jak głęboko powinniśmy sięgnąć w głąb duszy naszych klientów, aby dojrzeć prawdziwe powody decyzji zakupowych? „Kod kulturowy” pokaże Ci inne podejście do tego, jak możesz to sprawdzić i jakie pytania powinieneś zadawać potencjalnym klientom, aby to odkryć.
57. Unconscious Branding. How Neuroscience Can Empower (and Inspire) Marketing
Tytuł: Unconscious Branding. How Neuroscience Can Empower (and Inspire) Marketing
Autor: Douglas Van Praet
Polecona przez: Magdalenę Urbaniak
Magdalena Urbaniak
Założycielka agencji marketingowej MaxTractor
Jestem wielką fanką neuromarketingu. Każdy, kto chce wiedzieć, jak naprawdę działa nasza podświadomość, powinien sięgnąć po tę pozycję. Douglas obala popularne twierdzenia, a przede wszystkim tłumaczy, jak my wszyscy jako konsumenci jesteśmy poddawani i sami poddajemy się konkretnym mechanizmom tworzonym przez marki, ale też przez samych.
58. A New Brand World
Tytuł: A New Brand World
Autor: Scott Bedbury
Polecona przez: Martę Cwalinę-Śliwińską
Marta Cwalina-Śliwińska
Head of Marketing HARIBO Polska
Tę książkę napisał marketer odpowiedzialny za światowy sukces takich marek jak Nike czy Starbucks – Scott Bedbury. Autor dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem w drodze do sukcesu zarządzanych przez siebie marek, a także przedstawia ciekawe case studies sukcesów i porażek wielu innych światowych marek, takich jak Disney, Guinness, Harley-Davidson czy Gap. Ponadto w książce znajdziemy wiele anegdot z pracy nad Nike i Starbucks, które w ciekawy sposób pokazują, jak podejmowane były decyzje i kto za nimi stał.
59. Jak Google, Bono i Gates trzęsą światem dzięki metodzie OKR
Tytuł: Jak Google, Bono i Gates trzęsą światem dzięki metodzie OKR
Autor: John Doerr
Polecona przez: Mateusza Muryjasa
Mateusz Muryjas
Data Engineer & Analytics Consultant
Książka, którą powinien przeczytać każdy marketer, zanim rozpocznie tworzenie strategii. John Doerr, na podstawie historii gigantów takich jak Intel, Google, czy Microsoft, przedstawia ideę celów i kluczowych wyników (OKR – objectives and key results), dzięki której organizacje dążą do doskonałości operacyjnej. Książka pozwala wyrobić sobie nawyk wyznaczania celów, np. kampanii lub obecności marki w danym medium, za pomocą metody „małych kroków”. Dzięki niej określisz nie tylko oczekiwany efekt końcowy, ale i poszczególne działania, które Cię do niego doprowadzą. Jeżeli zdarzyło Ci się nie osiągnąć wyznaczonego wcześniej celu, prawdopodobnie dzięki metodzie OKR precyzyjnie odpowiesz sobie na pytanie „Dlaczego tak się stało?”.
60. Marketing Rebellion: The Most Human Company Wins
Tytuł: Marketing Rebellion: The Most Human Company Wins
Autor: Mark Schaefer
Polecona przez: Magdalenę Urbaniak
Magdalena Urbaniak
Założycielka agencji marketingowej MaxTractor
Wiadomo, że liczy się nie tylko książka, ale też człowiek, który za nią stoi. Marka podziwiam zawodowo za jego zawsze świeże i śmiałe pomysły na działania biznesowe. Uważam, że wyprzedza wielu specjalistów w myśleniu. Prywatnie mam zaszczyt nazywać go przyjacielem. Czytam i polecam wszystkie jego książki – to skarbnica praktycznej wiedzy i inspiracji.
61. Shoe Dog
Tytuł: Shoe Dog
Autor: Phil Knight
Polecona przez: Jakuba Chmielniaka
Jakub Chmielniak
Przedsiębiorca, CEO Lethe
Phil Knight, twórca Nike, w swojej autobiografii pokazuje, w jaki sposób, przy wykorzystaniu influencerów jego czasów i dostępnych mu kanałów dystrybucji treści marketingowych, zbudował jedną z największych marek odzieżowych na świecie. Fabularyzowana opowieść wciąga, jest napisana przystępnie, ale ma bogatą treść. Must read dla wszystkich marketerow pracujących z fizycznym produktem.
62. The Brain Audit: Why Customers Buy (and Why They Don’t)
Tytuł: The Brain Audit: Why Customers Buy (and Why They Don’t)
Autor: Sean D’Souza
Polecona przez: Wojciecha Bizuba
Wojciech Bizub
Marketing Strategist, CEO, Co-founder, autor książki „Odczaruj marketing”
Marketing jest o tym, w jaki sposób klienci podejmują decyzje. Co jest dla nich ważne i co działa na podstawie badań, a nie domysłów. Trzeba przeczytać „The Brain Audit”, aby zrozumieć procesy zachodzące w głowie klientów.
Tytuł tej książki jest nieco mylący. Nie dotyczy ona tylko prezentacji, ale języka sprzedaży i ogółem wizji marketingu, jaką realizował Steve. Według mnie to obowiązkowa pozycja dla każdego marketera i sprzedawcy.
64. Logo Design Love. Tworzenie genialnych logotypów
Tytuł: Logo Design Love. Tworzenie genialnych logotypów
Logo to jeden z najważniejszych elementów każdej marki. Ta książka odmienia sposób patrzenia na nie. Pełna jest genialnych przykładów.
65. Kreatywność S.A. Droga do prawdziwej inspiracji
Tytuł: Kreatywność S.A. Droga do prawdziwej inspiracji
Autor: Ed Catmull
Polecona przez: Maćka Wróblewskiego
Maciek Wróblewski
Ekspert video marketingu
Jedyną strategią, jaką zobaczy Twój klient, jest kreacja. Współzałożyciel studia animacji Pixar dzieli się swoim doświadczeniem w zakresie procesów powstawania kreacji. Na podstawie najlepszych dzieł studia Pixar pokazuje, jak ważna jest nie tylko kreatywność twórców, ale też organizacja i zasady procesu twórczego.
66. Pre-swazja. Jak w pełni wykorzystać techniki wpływu społecznego
Tytuł: Pre-swazja. Jak w pełni wykorzystać techniki wpływu społecznego
Autor: Robert B. Cialdini
Polecona przez: Zytę Machnicką
Zyta Machnicka
Manager of To Znowu Oni, Employer Branding Strategist w Lightness
Książka ta stanowi rozszerzenie dotychczasowych odkryć dotyczących skutecznej komunikacji i wywierania wpływu na innych. Tym razem Cialdini udowadnia, że znaczenie mają nie tylko treść i forma, ale liczy się również to, co dany przekaz bezpośrednio poprzedza. I znowu trafiamy na mnóstwo przykładów i rekomendacji do działań, które mogą być wykorzystane w absolutnie każdej branży. Zdecydowany must have dla każdego speca od marketingu.
67. 100 rzeczy, które każdy projektant powinien wiedzieć o potencjalnych klientach
Tytuł: 100 rzeczy, które każdy projektant powinien wiedzieć o potencjalnych klientach
Autorka: Susan M. Weinschenk
Polecona przez: Pawła Salę
Paweł Sala
Ekspert e-mail marketingu
Kompendium wiedzy na temat projektowania de facto wszystkiego, ze szczególnym uwzględnieniem przekazów marketingowych. Książka ta pozwala w prosty sposób zapoznać się z dziesiątkami badań na temat postrzegania rzeczywistości przez ludzi. Dzięki niej w łatwy sposób będziesz w stanie zrozumieć, jak dostosowywać swoje przekazy marketingowe do coraz bardziej zabieganych potencjalnych klientów.
Rynek specjalistów, ekspertów i wszelakich innych marek osobistych przechodzi prawdziwą rewolucję. Jeszcze kilka lat temu wystarczyło założyć profil na LinkedIn i od czasu do czasu wrzucić jakiś post. Ja tak zaczynałem. Ty pewnie też. Wciąż jest to przewaga nad osobami, które w ogóle nie budują swojej marki. Jednak w porównaniu do aktywnych twórców jest to zbyt mało.
Bardzo wyraźnie widać spadki zasięgów na LinkedInie (i na innych platformach social media), które są spowodowane zmianami algorytmów — ponieważ te muszą dostosowywać się do większej aktywności twórców.
Dziś budowanie marki eksperckiej wymaga znacznie więcej: strategicznego podejścia, wykorzystania nowych technologii i przede wszystkim autentyczności. Jako strateg biznesowy, który wspiera przedsiębiorców i ekspertów w rozwoju ich marek, obserwuję te zmiany z pierwszej linii. I jednego jestem pewny: nadeszła już nowa era dla każdego, kto chce rozwijać swoją markę.
Tutaj chciałbym zostawić małą informację dla lepszego zrozumienia tego wpisu. Naprzemiennie używam takich słów, jak marka osobista, content creator, twórca lub influencer. Przyjąłem, że wszystkie te pojęcia mają identyczne znaczenie – i tego się trzymajmy. Tworzenie jakiejkolwiek treści powoduje, że jesteś content creatorem, a to buduje Twoją markę. Gdy budujesz swoją markę, to zdobywasz influence, czyli wpływ na swoje otoczenie – i jednocześnie stajesz się influencerem.
Zanim przejdziemy do trendów personal brandingu – garść konkretów z rynku
Jeśli myślisz, że „boom” na personal branding to chwilowa moda, to musisz wiedzieć, że dane mówią co innego. Według najnowszych analiz firmy Coherent Market Insights, rynek tzw. creator economy urośnie z obecnych 156 miliardów dolarów do ponad 528,39 miliardów dolarów w 2030 roku. Co ciekawe, już teraz na świecie działa ponad 300 milionów twórców.
Udało mi się znaleźć raport Linktree z 2022 roku (gdy liczba twórców wynosiła 207 milionów), który przedstawia podział twórców według liczby obserwatorów:
23 miliony ma mniej niż 1000 obserwujących,
139 milionów ma od 1000 do 10 tys. obserwujących,
41 milionów ma od 10 tys. do 100 tys. obserwujących,
2 miliony ma od 100 tys. do 1 mln obserwujących,
2 miliony ma ponad 1 mln obserwujących.
Dodatkowo, według raportu State of the Creator Economy 2024 by Kit wynika jasny podział na konkretne obszary działania. Największe grupy Content Creatorów to: Entrepreneur (23%), Blogger (21%), Coach (19%), Educator (18%), Writer (13%), Author (9%), Artist (9%), Marketer (9%), Youtuber (6%), Designer (6%).
Ale uwaga – te liczby to nie tylko influencerzy z Instagrama czy TikToka. To także, a może przede wszystkim, eksperci budujący swoją pozycję w konkretnych branżach. I właśnie o nich – czyli prawdopodobnie o Tobie – będzie ten artykuł.
Nie musimy pisać książek, aby być twórcami. Nie musimy być podróżnikami, aby być twórcami. Nie musimy też być przedsiębiorcami. Aby zostać twórcą, wystarczy tworzyć content na temat, który nas (i naszych odbiorców) ciekawi. Jeśli dzielisz się wiedzą z marketerami na LinkedIn, to jesteś twórcą. Jeśli jako CMO średniej firmy opowiadasz o wyzwaniach, z jakimi się spotykasz, to też jesteś twórcą.
Zakładam jednak, że jeśli czytasz ten wpis, to zależy Ci na przełożeniu wiedzy tutaj zawartej na swoją markę. Chcesz rosnąć, chcesz dostawać lepsze oferty pracy lub zleceń, a także w przyszłości chcesz zarabiać na swojej marce.
Wszystko to jest możliwe. Zapraszam więc do konkretów. Oto 5 trendów personal brandingu, które zdominują rynek ekspercki.
1. AI jako wsparcie marki osobistej (ale nie tak, jak myślisz)
Zacznijmy od gorącego tematu – sztucznej inteligencji. Już teraz wielu twórców wykorzystuje AI w swojej pracy. Ale uwaga – nie chodzi tu o bezmyślne generowanie contentu przez ChatGPT. Najbardziej efektywne wykorzystanie AI w personal brandingu wygląda zupełnie inaczej. Podam Ci kilka przykładów.
Analiza i planowanie:
Wykorzystanie AI do analizy trendów w Twojej branży
Badanie zachowań Twojej grupy docelowej
Planowanie kalendarza treści na podstawie danych historycznych
Usprawnienie procesu twórczego:
Generowanie pomysłów na treści (ale nie gotowych tekstów!)
Szybka edycja i korekta materiałów
Automatyzacja rutynowych zadań
Personalizacja komunikacji:
Lepsze targetowanie treści
Automatyczne, ale spersonalizowane odpowiedzi na często zadawane pytania
Analiza feedbacku od odbiorców
Co ważne – AI ma być Twoim asystentem, nie zastępcą. Twoja wiedza, doświadczenie i osobowość są nie do podrobienia. Technologia ma Ci pomóc lepiej je pokazać.
Najlepszym, co udało mi się zbudować wraz z AI, to cały asystent marki osobistej w Claude.ai (zamiast ChatGPT). Schemat jest prosty:
Stworzyłem plik strategiczny (kim jestem, grupa docelowa, cele itp.).
Dokładnie go uzupełniłem.
Wgrałem go do Claude i zapytałem: „Co mam doprecyzować oraz czego Ci brakuje?”.
Dopisałem wskazane przez AI elementy.
Wgrałem w pełni gotowy plik do Claude jako artefakt.
Rezultat jest taki, że teraz za każdym razem, gdy coś tworzę, to otrzymuję spersonalizowane odpowiedzi, które nie wymagają pogłębiania czy przerabiania. Są one skrojone pod moją obecną sytuację.
Oto trzy przykłady promptów, których wielokrotnie użyłem:
Na bazie mojej strategii marki przygotuj 10 tematów na treści, które adresują przynajmniej jedną potrzebę mojej grupy docelowej.
W oparciu o moją strategię marki oraz te 3 posty {{dołączam je}} podaj 5 propozycji na małe produkty (alternatywnie darmowe lead-magnety), które mógłbym upsellować moim klientom. Taki produkt nie może kosztować więcej niż 89 zł, a jego stworzenie powinno zająć od 2 do 5 godzin.
Wciel się w rolę stratega biznesu. Na bazie wszystkich informacji, które Ci dostarczyłem, odpowiedz na pytanie: „Co powinienem przekazać odbiorcy (cel) na mojej stronie www?”.
Oczywiście to jedynie mały wycinek tego, co może w praktyce dać nam AI. Im głębiej w to wejdziemy (i więcej zrozumiemy), tym więcej będziemy mogli z tego wyciągnąć.
I właśnie dlatego jest to tak ważny trend naszych czasów. Dzisiejsi twórcy mają pod ręką stratega, copywritera, analityka, a nawet kogoś, kto za nich myśli. Kiedyś o czymś takim marzyliśmy. Dzisiaj mamy to 24/7 pod ręką.
2. Strategia omnichannel – koniec ery „jestem tylko na LinkedIn”
Pamiętasz czasy, gdy ekspert mógł być obecny tylko na LinkedIn i to wystarczało? Te czasy definitywnie się kończą. Badania pokazują, że marki obecne spójnie na wielu kanałach notują nawet 33% wyższe przychody. Co ciekawe, z perspektywy logiki nie jest to wcale aż tak dziwne. Skupienie odbiorców rozmywa się na wiele platform. Jeśli my jako twórcy jesteśmy dostępni tylko na jednej platformie, to drastycznie zawężamy swoją grupę docelową oraz utrudniamy odbiorcom kontakt z nami.
Dla przykładu: jest wiele osób, które po pracy nie zaglądają do LinkedIna. To jest ich czas na Instagrama albo YouTube’a. Ale uwaga – nie chodzi o to, by być wszędzie. Chodzi o to, by być MĄDRZE na wybranych platformach.
Jak to wygląda w praktyce?
Podstawa to strategia cross-platformowa. Przykład:
LinkedIn jako profesjonalny hub
Instagram/TikTok dla pokazania lżejszego i bardziej przyziemnego contentu
Każda platforma ma inne zasady gry i inną publiczność. Kluczem jest dostosowanie formy, zachowując spójność przekazu.
Najczęstsze błędy przy podejściu wielokanałowym:
Kopiowanie identycznych treści na wszystkie platformy
Rozpoczynanie działań na zbyt wielu kanałach naraz
Brak spójnej strategii łączącej wszystkie aktywności
Co działa:
Tworzenie contentu modułowego (jeden temat → różne formaty, np. artykuł blogowy, infografika na social media, krótki filmik na Insta Stories, odcinek na kanał YT)
Stopniowe dodawanie nowych kanałów
Kierowanie ruchu między platformami
Co więc najbardziej rekomenduje? Zostawiam Ci cztery najważniejsze kroki na poniższej grafice:
Trendy personal brandingu: strategia omnichannel
3. Wideo przejmuje władzę (ale nie panikuj!)
Statystyki są jednoznaczne – do końca 2025 roku ponad 80% ruchu w internecie będzie generowane przez wideo. Dla wielu ekspertów to przerażająca wizja i ja to w pełni rozumiem.
Wielokrotnie wmawiałem sobie, że nie nadaję się do kamery i wiem, że taki sam opór ma większość moich znajomych z branży. Natomiast świat idzie w tym kierunku i przestajemy mieć wybór (jeśli chcemy rozwijać markę).
Zostając tylko w contencie pisanym, tracimy ogromną część odbiorców, a ci, którzy się nie boją, po prostu zdobywają przewagę.
Najważniejsze to rozpoczęcie od małych kroków. Nie musisz od razu być gwiazdą TikToka. Wystarczy, że zaczniesz dodawać elementy wideo do swojej komunikacji.
Kilka propozycji, jak zacząć robić video:
Krótkie formy edukacyjne:
Przerobienie starego posta na scenariusz do 60-sekundowej rolki
60-sekundowe wyjaśnienia złożonych zagadnień
Szybkie porady z Twojej branży
Formaty hybrydowe:
Nagranie 3-5 minutowego filmu, w którym omawiasz case-study
Prezentacja w formie video
Ekspercki live streaming:
Uruchomienie podcastu
Analizy na żywo typu: „Przyjdź, pokaż swoją stronę, a ja dam Ci feedback”
Współpraca z innymi ekspertami
Opcji jest wiele. Wybierz jedną i po prostu zobacz, jak to wyjdzie. Z czasem warto pomyśleć o uruchomieniu swojego podcastu, kanału na YouTube czy nawet TikToka. Próg wejścia jest bardzo niski (mikrofon krawatowy + lampa), co powoduje, że bardzo łatwo jest od samego początku zagwarantować odbiorcom w miarę wysoką (wystarczającą) jakość contentu.
4. Szybsza droga do monetyzacji
Wspominałem już, że wartość rynku twórców mocno rośnie. To oznacza, że dużo łatwiej można zmonetyzować swoje działania. Jako mikroinfluencerzy możemy zarabiać pierwsze godne pieniądze. Dodatkowo możemy tworzyć własne produkty, które w skali roku mogą odpowiadać za 20-50% naszego całego dochodu i oczywiście mówię tutaj o skali mikro. Patrząc na to, że rynek rośnie (i zakładając, że robisz jakościową robotę), Twoje dochody mogą znacznie się zwiększyć.
Trend monetyzacji, o którym musisz wiedzieć, zamyka się w jednym zdaniu: ścieżki monetyzacji stają się coraz bardziej dostępne i różnorodne.
Przykładem może być np. narzędzie easycart, które znacznie ułatwia sprzedaż. Cały proces dodania naszego produktu i stworzenia mu strony sprzedażowej zajmuje 5-10 minut. Jesteś w stanie zarabiać na swojej pracy tego samego dnia.
A co można sprzedawać? Wiele osób się nad tym zastanawia. Najlepsza odpowiedź to oczywiście: sprzedawać możemy wszystko, co rozwiązuje problemy oraz daje wartość naszym odbiorcom.
A technicznie… co to może być? Oto kilka przykładów.
Narzędzia i szablony (szczególnie frameworki Notion)
E-booki nowej generacji (np. pogłębione lekcjami video)
Modele subskrypcyjne:
Społeczności
Programy mentoringowe
Hybrydowe usługi konsultingowe:
Łączenie spotkań 1:1 z dostępem do zasobów online
Grupowe programy mentoringowe
Praktyczny framework do stworzenia swojego produktu:
Zidentyfikuj potrzeby / wyzwania swojej grupy docelowej
Stwórz pomysł na produkt, który na nie odpowiada
Porozmawiaj z potencjalnymi klientami (pytaj i zbieraj feedback)
Wydaj MVP (Minimum Viable Product – pierwsza, najprostsza wersja produktu z podstawowymi funkcjami, którą można przetestować z użytkownikami)
Testuj różne modele cenowe
Zbieraj feedback i ulepszaj produkt
Wydaj pełen produkt z naciskiem na jakość
Zbuduj kolejny produkt & aktualizuj poprzednie
Chcesz zapisać to na później? Pobierz poniższą grafikę!
5. Era mikrospecjalizacji
Ekspert od wszystkiego to ekspert od niczego – to powiedzenie nabiera nowego znaczenia. Rynek ekspertów staje się tak nasycony (a wręcz przesycony), że samo bycie „ekspertem od marketingu” czy „doradcą biznesowym” już nie wystarczy.
Dzisiaj należy znaleźć swoją niszę i wiem… nie jest to łatwe. Sam stałem przed tym problemem jakiś czas temu. Często jako eksperci rozwiązujemy bardzo szerokie problemy klientów, natomiast jeśli chcemy zbudować naszą markę na rynku, to musimy znaleźć swoją mikrospecjalizację. W innym przypadku nie będziemy w stanie się wyróżnić. Z czasem, gdy nasza marka urośnie, będziemy w stanie grać szerzej. Przykład:
Pierwszy rok: ekspert marketingu B2B w branży medycznej
Drugi rok: ekspert marketingu B2B
Trzeci rok: ekspert biznesu B2B
PORADA
Jak znaleźć swoją niszę?
Przeanalizuj swoje dotychczasowe projekty
Znajdź wspólny mianownik
Sprawdź, czy jest to nisza z potencjałem (czy są tam $$)
Zdefiniuj konkretny problem, który rozwiązujesz
Zacznij pozyskiwać klientów
Przykłady mikrospecjalizacji:
Zamiast „konsultant marketingowy” → „specjalista od strategii content marketingu dla firm SaaS”
Zamiast „doradca biznesowy” → „ekspert od transformacji małych firm rodzinnych w nowoczesne organizacje”
Zamiast „coach kariery” → „mentor dla specjalistów IT chcących zostać managerami”
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby dać się zaszufladkować. Naszym celem jest to, aby nasi odbiorcy kojarzyli nas z czegoś bardzo konkretnego i rzadko spotykanego.
Najważniejsze na koniec, czyli jak wykorzystać te trendy personal brandingu w praktyce?
Najważniejsze to nie próbować wdrażać wszystkiego naraz. Oto 3-stopniowy plan działania.
Krok 1: Audyt obecnej sytuacji
Gdzie jesteś teraz?
Które trendy są najbardziej istotne dla Twojej branży?
Co możesz wdrożyć najszybciej (liczy się działanie, a nie myślenie!)?
Krok 2: Plan priorytetów
Wybierz jeden główny obszar do rozwoju
Określ konkretne cele na najbliższe 3 miesiące
Zaplanuj listę to-do
Krok 3: Działaj
Twórz content
Zbieraj dane (i rozliczaj się z KPI)
Analizuj postęp (polecam robić to z AI)
Trendy personal brandingu: podsumowanie
Trendy personal brandingu, które tutaj opisałem, moim zdaniem stały się już fundamentem. Im szybciej je wdrożysz, tym lepiej dla Twojej marki. Zmiany w świecie personal brandingu są nieuniknione, ale to dobra wiadomość. To wszystko daje nowe możliwości wyróżnienia się i dotarcia do właściwych odbiorców. Kluczem jest znalezienie własnej ścieżki w tym chaosie.
Pamiętaj – nie musisz być wszędzie i robić wszystkiego. Skup się na tym, co ma największy sens dla Twojej marki i Twoich odbiorców. Pamiętaj, że ludzie są leniwi (ja i ty też). Każdy wie, jakie są trendy, ale mało kto to wdroży. Jeśli Ty to zrobisz, to zyskasz ogromną przewagę.
PS A! I jeszcze jedno! Bardzo ważne: pozostań autentyczny. W świecie zdominowanym przez technologię i algorytmy to właśnie autentyczność staje się największą wartością. Zobacz chociażby, jak mocno rozwijają się konta (na IG / YT) osób, które po prostu pokazują swoje codzienne życie. Nie ma tam idealnego kadru czy super jakości. Są po prostu oni, ich przemyślenia oraz ogromna dawka autentyczności. Dzisiaj to jest serio ważne. Nie ma sensu nikogo udawać.
Tradycyjne SEO stron internetowych jest czasochłonne i bardzo konkurencyjne. Osiągnięcie pierwszej strony w Google wymaga ogromnej ilości pracy i dużych budżetów. W przypadku filmów sytuacja wygląda inaczej. Zobacz praktyczny poradnik wideo SEO, dzięki któremu dowiesz się, jak pozycjonować filmy w Google i dlaczego warto to robić!
Dlaczego warto postawić na wideo SEO?
1
Wideo wyróżnia się w wynikach Google
Miniatura filmu przyciąga uwagę znacznie skuteczniej niż standardowy nagłówek z opisem.
Wideo angażuje wzrok, słuch oraz emocje, co sprawia, że jest bardziej skuteczne i zapada w pamięć.
4
Niższa konkurencja
Większość firm wciąż stawia na treści pisane, ignorując filmy.
5
YouTube i Google współpracują
YouTube należy do Google, dlatego filmy z tej platformy są priorytetowo promowane w wynikach wyszukiwania.
Bez względu na to, czy promujesz lokalne usługi, sklep internetowy czy markę osobistą – wideo SEO otwiera drzwi do nowych odbiorców.
Kluczowe kroki optymalizacji filmu pod SEO
1. Dobór słów kluczowych
Wideo SEO zaczyna się od dobrze dobranych słów kluczowych. Zastosuj frazy, które odpowiadają na potrzeby Twoich widzów oraz mają spora liczbę wyszukiwań.
Narzędzia do wyszukiwania fraz:
Google Keyword Planner – analiza najpopularniejszych fraz.
TubeBuddy i vidIQ – narzędzia dedykowane do optymalizacji filmów na YouTube.
AnswerThePublic – źródło pytań zadawanych przez użytkowników.
Ubersuggest – rozszerzenie do przeglądarki, które podpowiada frazy kluczowe
Polecam zwłaszcza to ostatnie narzędzie, bo jest darmowe i szybkie w działaniu. Dodaje ono do wyszukiwarki „nakładkę”, która pokazuje średnią miesięczną liczbę wyszukiwań oraz frazy z tzw. „długiego ogona”.
Pozycjonowanie wideo w Google może być zarówno trwałe (moje filmy od lat znajdują się na pierwszej stronie dla niektórych fraz), jak i tymczasowe (Twoje wideo może pojawić się w wynikach wyszukiwania na kilka dni).
Nawet tymczasowa „ekspozycja” w Google jest bardzo korzystna, jeśli nagrasz i zoptymalizujesz film dla bardzo konkurencyjnej frazy. Zaledwie kilka dni na pierwszej stronie Google z frazą „ChaGPT” sprawiło, że mój film obejrzało ponad 25 tysięcy osób.
Warto również co kilka miesięcy nagrywać nowe wideo na ten sam temat, aby zwiększyć swoją widoczność. W przypadku niektórych fraz na trzy wideo wyświetlane przez Google wszystkie trzy są moje, co daje mi pewnego rodzaju monopol. Niezależnie od tego, co użytkownik kliknie, i tak trafi na mój film.
2. Optymalizacja tytułu i opisu filmu
Tytuł wideo powinien zawierać główne słowo kluczowe – najlepiej umieścić je na samym początku. Przykład: „Wideo SEO – jak pozycjonować filmy w Google krok po kroku?”. Tytuł powinien być także krótki – postaraj się, aby nie przekraczał 60 znaków.
Opis wideo to Twój krótki artykuł. Zaznacz w nim, co widz zyska, oglądając Twoje wideo. Bardzo ważne jest pierwsze zdanie, bo oprócz miniatury i tytułu jest ono widoczne przed kliknięciem filmu. Początek opisu powinien nawiązywać do tytułu – stanowić jego rozwinięcie oraz zachęcać do kliknięcia. Umieść główne słowo kluczowe w pierwszym akapicie opisu i powtórz je 4-5 razy w całym opisie.
Oto przykład:
Tytuł filmu: ChatGPT Search – to koniec Google?
Pierwsze zdanie opisu: Open AI dodało do ChatGPT nową funkcję: ChatGPT Search. To nic innego jak przeglądarka, która przeszukuje dla Ciebie strony / filmy na YouTube i na ich podstawie pokazuje odpowiedź.
Jak widzisz, opis wyjaśnia i nawiązuje do tytułu. Podobnie jak tytuł zawiera też frazę kluczową, na której mi zależy, czyli „ChatGPT Search”.
Poza głównym słowem kluczowym warto również umieścić w opisie frazy LSI (z ang. Latent Semantic Indexing). Semantyczne słowa kluczowe rozszerzają wybraną frazę o dodatkowe słowa, kształtując jej pełny kontekst. W ten sposób ułatwiają wyszukiwarkom poprawne zrozumienie tematyki treści.
Możesz je łatwo znaleźć w Google’u, na dole strony z wynikami wyszukiwania – Google zawsze prezentuje osiem takich fraz. Dzięki narzędziu Ubersuggest od razu zobaczysz ich miesięczną liczbę wyszukiwań.
2. Optymalizacja tytułu i opisu wideo
Naturalnie wplataj frazy kluczowe, unikając ich sztucznego nagromadzenia. Dodaj sekcje z rozdziałami w opisie, np.:
00:00 – Wstęp
01:30 – Plan ćwiczeń dla 40-latka
05:45 – Dieta dla 40-latka
W tytułach rozdziałów umieść zarówno główne, jak i pokrewne frazy kluczowe, ponieważ znacząco wpływa to na SEO filmu. Google często pokazuje w wynikach wyszukiwania konkretne rozdziały z filmów.
Umieść główne słowo kluczowe i pokrewne również w tagach filmu. Przed przesłaniem filmu na YouTube zmień nazwę pliku wideo, wstawiając w nią słowa kluczowe. Podobnie postąp z plikiem graficznym miniatury.
3. Miniatura
Kluczowa rzecz, która najbardziej wpływa na kliknięcia Twojego filmu… Miniatura to wizualna prezentacja Twojego filmu, która ma zachęcać do obejrzenia go. Powinna być wysokiej jakości (1280×720 px). Użyj na niej maksymalnie 4–5 słów. Tutaj wskazówka: warto wprowadzać słowa przyciągające uwagę, takie jak np.: błąd, sekret czy szok, oraz liczby.
Unikaj powtarzania tekstu z tytułu filmu na miniaturze. Użyj czytelnych fontów i kontrastujących kolorów. Miniatury z wyrazistymi twarzami poprawiają klikalność średnio o 20–30% (źródło: Darrel Eves, „Przepis na sukces na YouTube”). Emocje, które można przedstawić na miniaturze, to zdziwienie, złość, strach, radość czy obrzydzenie.
4. Transkrypcja filmu
Warto przesłać plik z napisami do filmu, aby Google lepiej zrozumiało Twój materiał. Ale to nie wszystko! Podczas tworzenia transkrypcji filmu staram się kilkukrotnie wpleść słowa kluczowe, zwłaszcza w pierwszym zdaniu. Ważne jest jednak, aby robić to z umiarem, dodając je około 4–5 razy. Do tworzenia transkrypcji korzystam z narzędzia happyscribe.com. To narzędzie jest płatne, a jego dużą zaletą jest to, że robi bardzo mało błędów.
5. Tworzenie wartościowych filmów
Zilustrujmy to na przykładzie. Przy tworzeniu filmu warto wczuć się w rolę użytkownika, który poszukuje informacji na dany temat. Na przykład jeśli mam szczeniaka i chcę go nauczyć czystości, wpisuję w Google frazę: „Jak oduczyć psa sikania w domu”.
Jako twórca filmu nagrywasz wideo zoptymalizowane pod tę frazę. W filmie od razu dostarczasz wartościowe informacje o tym, jak postępować ze zwierzakiem. Google bierze pod uwagę, jak długo użytkownik ogląda Twój film. Jeśli miniatura i tytuł przyciągną uwagę, ale widz zrezygnuje z oglądania po 10 sekundach, Google nie będzie wysoko pozycjonować Twojego filmu. Krótki czas oglądania sugeruje, że film nie spełnił obietnic zawartych w miniaturze i tytule, a także że jest nieadekwatny do tematu.
PORADA
Dlatego ważne jest, aby utrzymać widza jak najdłużej. W tym celu należy unikać nudnych i nic niewnoszących do tematu wprowadzeń, powitań oraz zachęcania do polubienia i subskrypcji. Od razu dostarczaj widzowi wartościowe treści i spełniaj obietnice z tytułu oraz miniatury.
Jak długo powinno trwać wideo?
Nie ma jednoznacznej reguły, ale YouTube preferuje dłuższe filmy (8–15 minut), ponieważ generują więcej czasu oglądania. Ważna jest dolna granica Twojego filmu. czyli minimalny czas filmu: 8 minut. Jeśli film trwa powyżej 8 minut, to YouTube może wstawić reklamy również w środku filmu, co oznacza większe zarobki z filmu dla YouTube. A YouTube lubi filmy, które generują większe zyski, więc daje im większa ekspozycję. Granica górna, czyli 15 minut, jest umowna. Są tematy, gdzie nie da się omówić tematu w kwadrans, jak np. tworzenie strony krok po kroku. Jednak dla większości tematów 15 minut wystarczy, by treściwie omówić temat
Jednak jeden z filmów mojego klienta jest zoptymalizowany na frazę produktową i trwa zaledwie 2:22 minuty. To proste nagranie z ręki, gdzie prowadzący pokazuje i omawia produkt, a w opisie filmu kieruje do strony z produktem. Jego nagranie zajęło 5 minut.
6. Strategia na pierwsze 24 godziny
Pierwsza doba jest kluczowa, więc zrób wszystko, aby jak najwięcej osób zobaczyło Twój film. Promuj go w newsletterze, na swoich profilach w mediach społecznościowych, na branżowych blogach i forach. Udostępniaj film w grupach na Facebooku związanych z Twoją niszą. Zachęcaj do interakcji, takich jak komentarze i polubienia.
Warto również rozważyć płatne promowanie filmu w Google Ads, nawet przy niewielkim budżecie (10 zł dziennie powinno wystarczyć). Polecam ustawić reklamę w formacie In-Stream (tzw. reklamy możliwe do pominięcia). Inny format reklam, czyli In Feed, generował średnio zaledwie ok. 30 sekund średniego czasu oglądania. Filmy, które promuję, osiągają średni czas oglądania ponad 8 minut.
7. Skopiuj konkurencję, ale…
…zrób to lepiej. To jedna z moich ulubionych strategii. Znajdź filmy konkurencji z dużą liczbą wyświetleń dla interesujących Cię słów kluczowych, a następnie opracuj strategię lepszego dopasowania do oczekiwań widzów. Innymi słowy: zrób to lepiej. Przygotuj lepszy tytuł, opis i miniaturkę oraz nagraj wyższej jakości wideo. Przeanalizuj film konkurencji: czego w nim brakuje? Co jest zbyt rozwlekłe?
Pomyśl, jak stworzyć bardziej angażujący początek, który przyciągnie widzów. Zwróć także uwagę na to, co jest dobrze zrobione w tym filmie i powtórz te elementy. Po kilku miesiącach stwórz wideo na ten sam temat. Dzięki zdobytemu doświadczeniu zrobisz to jeszcze lepiej.
Dodaj coś ekstra, jak bonusowy PDF, checklistę czy mini e-book (darmowy lead magnet). Efekt: Google i YouTube dostrzegają, że Twój film oferuje więcej wartości i promują go wyżej.
8. Twórz krótkie filmy w pionowym formacie na ten sam temat
Rolki, Shortsy, wideo na TikToku. Twórz zwięzłe filmy jako zapowiedzi dla głównych materiałów wideo. Przykład: Jeśli masz dłuższy film „Plan treningowy na 30 dni”, stwórz Shorts: „3 najlepsze ćwiczenia na brzuch w 60 sekund”. Wykorzystaj te same słowa kluczowe w opisie – zarówno w Shorts, jak i w głównym filmie.
Call-to-Action: „Obejrzyj pełną wersję – link w przypiętym komentarzu.” Dzięki temu krótkie filmy przyciągną widzów, którzy przejdą do pełnych wersji.
9. Napisz artykuł na bloga z optymalizacją pod tę samą frazę, co w wideo
Zintegruj swój film w artykule. To bardzo efektywna strategia. Jeśli publikujesz wpis na WordPress, możesz skorzystać z wtyczki do optymalizacji SEO, takiej jak SEO Yoast.
Umieść wideo na swojej stronie, korzystając ze znaczników schema VideoObject. Dzięki temu Google lepiej zinterpretuje treść wideo i wyróżni je w wynikach wyszukiwania. Znaczniki schema VideoObject możesz wygenerować na stronie technicalseo.com.
10. Geotargetowanie
Nieznana funkcja YouTube, o której niewiele osób słyszało. Jeśli Twoje filmy dotyczą specyficznych tematów lub usług w określonej lokalizacji, geotargetowanie może przynieść znakomite efekty. Jak to zrobić? Wystarczy dodać lokalizację w ustawieniach wideo na YouTube.
W tytule i w opisie wpleć lokalne frazy kluczowe, np. „Pizzeria włoska Warszawa”. Promuj filmy w lokalnych grupach na Facebooku i na forach.
Podsumowanie
Wideo SEO to niezwykle efektywne narzędzie, które pozwala wyróżnić się w wyszukiwarce Google oraz na YouTube, przyciągnąć uwagę odbiorców i zwiększyć ruch na stronie lub kanale. Ze względu na mniejszą konkurencję i multisensoryczny charakter, wideo może skutecznie zdominować wyniki wyszukiwania – zarówno na poziomie lokalnym, jak i globalnym.
Kluczowe elementy sukcesu w video SEO to:
Staranny dobór słów kluczowych – odpowiadaj na potrzeby użytkowników.
Optymalizacja tytułów, opisów i miniatur – to one przyciągają uwagę i zachęcają do klikania.
Tworzenie wartościowych treści – daj rozwiązania, które utrzymują widza jak najdłużej.
Skuteczna promocja wideo – pierwsze 24 godziny są kluczowe.
Analiza konkurencji i stałe ulepszanie treści – zawsze dąż do bycia lepszym.
Wideo SEO to nie tylko technika, ale długoterminowa strategia, która pozwoli przyciągnąć użytkowników i zbudować silną markę w sieci. Nagrywaj, optymalizuj i promuj – pierwsze wyniki mogą Cię pozytywnie zaskoczyć. Łącząc wszystkie opisane techniki, Twoje filmy mogą zdominować pierwsze strony Google.
W dynamicznym świecie biznesu rok 2025 stawia przed firmami wyjątkowe wyzwania (ale i możliwości!). Z raportu Kantara „Marketing Trends 2025” wynika m.in., że marketerzy, którzy zrozumieją zmianę w sposobie nawiązywania relacji między markami a konsumentami, będą w stanie osiągnąć wyniki lepsze niż ich konkurencja. Jednak aby odpowiednio wykorzystać sygnały z rynku ważne będzie nie tylko marketingowe wyczucie, ale (a raczej przede wszystkim) odpowiednio opracowana strategia i określone cele. Zatem jak skutecznie ustalać cele marketingowe w 2025 roku? Zapraszam do lektury!
Znaczenie precyzyjnego ustalania celów marketingowych
Nie ma realnych, długofalowych wyników marketingowych bez odpowiednio przygotowanej strategii, a nie ma strategii marketingowej bez precyzyjnie ustalonych celów marketingowych. Dokładnie określone cele stanowią mapę dla działań marketingowych. Dzięki nim zespół wie, na czym skupić swoje wysiłki, co pozwala uniknąć rozproszenia i marnotrawstwa zasobów.
PORADA
Ustalając konkretne cele, warto skupić się nie tylko na wynikach, ale i na ich weryfikacji, czyli na zbieraniu danych, które są istotne z punktu widzenia realizacji celów. To pozwala na uzyskanie bardziej wiarygodnych i wartościowych informacji, które mogą wspierać podejmowanie dalszych decyzji.
Precyzyjne określenie celów marketingowych pomaga także w budżetowaniu. Decyzja dotycząca wysokości budżetu marketingowego powinna uwzględniać cele marketingowe firmy, analizę konkurencji oraz specyfikę rynku, na którym przedsiębiorstwo działa. Dane z rynkowych raportów sugerują inwestycje około 5–10% przychodów na marketing w sektorze B2B, podczas gdy dla firm B2C sugeruje się przeznaczenie 6–12% przychodów na działania marketingowe.
Różnice między celami biznesowymi a celami marketingowymi
Cel marketingowy wynika z celu biznesowego i jest jednym z kluczowych narzędzi służących do realizacji ogólnej strategii firmy. Aby lepiej to wyjaśnić, warto podzielić oba cele na czynniki pierwsze.
Co to jest cel biznesowy?
Kiedy mowa o celach biznesowych, chodzi o to, co firma chce osiągnąć w kontekście swojej długoterminowej wizji i działalności. To szerokie, strategiczne wytyczne, które odnoszą się do całej działalności firmy, takie jak:
zwiększenie przychodów o określoną wartość w ciągu roku,
ekspansja na nowe rynki geograficzne,
budowanie przewagi konkurencyjnej w określonym segmencie.
Takie cele są najczęściej mierzone w kategoriach finansowych lub ogólnego rozwoju firmy. Są one jednak zbyt szerokie, by mogły być realizowane bezpośrednio za pomocą konkretnych działań marketingowych.
Cel marketingowy – co to jest?
Cel marketingowy wynika z potrzeby przełożenia ogólnego celu biznesowego na konkretne działania w obszarze komunikacji, promocji, pobudzenia sprzedaży czy budowy relacji z klientami. Jest bardziej szczegółowy, dostosowany do narzędzi i kanałów marketingowych.
Przykłady:
Cel biznesowy: zwiększenie przychodów o 20% w ciągu roku.
Cel marketingowy: wzrost świadomości marki o 30% w kluczowym segmencie demograficznym poprzez kampanię graficzną w mediach społecznościowych.
Cel biznesowy: budowanie lojalności klientów, zwiększenie CLV (Customer Lifetime Value) o 15%.
Cel marketingowy: wdrożenie programu lojalnościowego, który zwiększy liczbę powracających klientów o 25% w ciągu 6 miesięcy.
Marketing odpowiada za zbudowanie świadomości, zainteresowania i zaangażowania klientów, co z kolei prowadzi do realizacji celu biznesowego. Wszystkie działy firmy, współpracując, są w stanie osiągnąć wyznaczony cel biznesowy – ważne, aby o tym pamiętać.
Formułowanie celów marketingowych w 2025 roku: praktyczne podejście
Formułowanie celów marketingowych w 2025 roku wymaga nie tylko jasno określonej wizji, ale także praktycznych narzędzi i technik, które pozwolą na ich skuteczne opracowanie. Modele takie jak SMART czy OKR oraz wykorzystanie danych w procesie ustalania celów odgrywają kluczową rolę w tworzeniu strategii dostosowanych do dynamicznego otoczenia rynkowego. Ważne, aby ustalając cele, określać, do którego z etapów lejka sprzedażowego przypisujemy dane działania i co konkretnie chcemy osiągnąć.
W formułowaniu celów możemy wykorzystać popularny model SMART. To jedno z najbardziej uniwersalnych narzędzi do formułowania celów, które pomaga w precyzyjnym określeniu, co i jak chcemy osiągnąć. W 2025 roku, kiedy rynek staje się coraz bardziej złożony, kluczowe jest, by stosowanie zasad SMART uwzględniało zarówno nowe technologie, jak i zmieniające się preferencje konsumentów. Jak to wygląda w praktyce?
1
Specyfikacja (Specific)
Cel powinien być jednoznaczny i precyzyjnie określony. Przykład: zamiast „zwiększyć sprzedaż” określ „zwiększyć sprzedaż produktu X o 20% w pierwszym kwartale 2025 roku w segmencie klientów premium”.
2
Mierzalność (Measurable)
Musimy mieć możliwość oceny, czy cel został osiągnięty. Pomocne są tu konkretne wskaźniki, takie jak ROI, CTR, liczba nowych klientów itp. Przykład: „Zdobyć 5 000 nowych subskrybentów newslettera w ciągu 3 miesięcy”.
3
Osiągalność (Achievable)
Cel powinien być realistyczny, ale także ambitny. Wskazówka: należy uwzględnić dostępne zasoby (budżet, zespół, technologie), aby uniknąć tworzenia celów, które są poza naszym zasięgiem.
4
Istotność (Relevant)
Cel musi być zgodny z ogólną strategią biznesową. Przykład: jeśli firma chce wejść na nowy rynek, celem marketingowym może być „zwiększenie ruchu na lokalnej wersji strony internetowej o 30% w ciągu 6 miesięcy”.
5
Określoność w czasie (Time-bound)
Każdy cel powinien mieć jasno określony termin realizacji. Przykład: „zwiększyć liczbę followersów na Instagramie do 20 000 do końca drugiego kwartału 2025 roku”.
W formułowaniu celów możemy wykorzystać także model OKR (Objectives and Key Results). Model ten zyskuje na popularności jako sposób na ustalanie i monitorowanie ambitnych, ale mierzalnych celów. W marketingu OKR pozwala firmom skupić się na priorytetach i jednocześnie mierzyć postępy na podstawie konkretnych wyników.
Jak działa model OKR?
Po pierwsze – Objective (Cel) – to szerokie i inspirujące wyzwanie, które chcemy osiągnąć. Cel powinien być motywujący i skierowany na realne potrzeby biznesowe. Przykład: zbudowanie silnej obecności marki w mediach społecznościowych.
Po drugie – Key Results (kluczowe wyniki) – to konkretne, mierzalne wskaźniki, które pokazują, w jakim stopniu realizujemy cel. Przykłady: osiągnięcie 10 000 nowych followersów na Instagramie w ciągu 6 miesięcy; uzyskanie średniego współczynnika zaangażowania na poziomie 7%; wzrost ruchu na stronie internetowej z mediów społecznościowych o 20%.
Plusami tego modelu jest prostota i przejrzystość. Dzięki temu zarówno cele, jak i wyniki powinny być jasne dla całego zespołu.
W 2025 roku nie można zapomnieć o danych – to one powinny odgrywać kluczową rolę w ustalaniu celów marketingowych. Dzięki zaawansowanej analityce firmy mogą podejmować decyzje oparte na faktach, co zwiększa szanse na sukces. Narzędzia marketingowe, takie jak Google Analytics, Hotjar czy SimilarWeb dostarczają szczegółowych informacji na temat ruchu na stronie internetowej, zachowań użytkowników czy popularności określonych treści. Dzięki temu, analizując dane o ruchu na stronie, możemy ustalić cel, np. zwiększyć liczbę konwersji w e-commerce o 15% w ciągu 6 miesięcy.
Źródło: www.similarweb.com
Systemy do zarządzania relacjami z klientami, takie jak HubSpot czy Salesforce, pozwalają zrozumieć preferencje klientów, przeanalizować historię ich zakupów i przewidywać przyszłe potrzeby. Na podstawie danych z CRM można ustalić cel – np. zwiększenie współczynnika retencji klientów o 10% poprzez wdrożenie kampanii lojalnościowej.
Źródło: www.salesforce.com
Dane z platform takich jak Facebook, Instagram czy LinkedIn pomagają w analizie demografii odbiorców, poziomu zaangażowania oraz skuteczności kampanii. Chcąc ustalić cel, taki jak np. zwiększenie zaangażowania użytkowników na Facebooku o 25% w ciągu trzech miesięcy, można opierać się na historycznych danych o zasięgu i zaangażowaniu użytkowników.
KPI: kluczowe wskaźniki efektywności jako narzędzie monitorowania wyników
KPI (Key Performance Indicators), czyli kluczowe wskaźniki efektywności, to mierniki, które pozwalają monitorować postępy w realizacji celów marketingowych. W 2025 roku, kiedy dane odgrywają tak dużą rolę w podejmowaniu decyzji biznesowych, KPI są nieodzownym narzędziem oceny skuteczności działań oraz identyfikowania obszarów wymagających poprawy. Odpowiednio dobrane KPI pomagają firmom mierzyć efekty, identyfikować trendy marketingowe i podejmować trafne decyzje oparte na faktach.
KPI można podzielić na różne kategorie – w zależności od celu, jaki mają realizować. W kontekście marketingu powinny one odpowiadać poszczególnym etapom lejka sprzedażowego. Mogą to być:
KPI dotyczące świadomości marki:
zasięg kampanii (np. liczba unikalnych wyświetleń reklamy),
liczba nowych użytkowników na stronie internetowej,
liczba wzmianek o marce w mediach społecznościowych.
KPI dotyczące zaangażowania:
współczynnik zaangażowania w mediach społecznościowych (np. liczba polubień, komentarzy, udostępnień),
średni czas spędzony na stronie internetowej,
liczba użytkowników biorących udział w ankietach, webinarach czy innych wydarzeniach.
KPI związane z konwersją:
współczynnik konwersji (np. procent osób, które dokonały zakupu po wejściu na stronę),
liczba pobranych materiałów (np. e-booków, raportów),
liczba leadów pozyskanych w wyniku kampanii marketingowej.
KPI dotyczące lojalności i utrzymania klientów:
wskaźnik retencji klientów (procent klientów, którzy dokonali ponownego zakupu),
Net Promoter Score (NPS) – wskaźnik, który mierzy, jak bardzo klienci są skłonni polecać firmę innym,
liczba uczestników programów lojalnościowych.
Wpływ analizy konkurencji i trendów na cele marketingowe w 2025 roku
Trendy to kierunki lub zjawiska, które w danym czasie zyskują na popularności, wpływając na zachowania ludzi, ich decyzje, styl życia, a także na działania biznesowe i strategie marketingowe. Są to zmiany zachodzące w otoczeniu społecznym, technologicznym, ekonomicznym, kulturowym czy ekologicznym, które kształtują sposób, w jaki społeczeństwo i firmy funkcjonują oraz adaptują się do nowych realiów. Ostatnio zauważalne trendy to rosnąca świadomość ekologiczna i potrzeba zrównoważonego stylu życia, wzrost popularności sztucznej inteligencji (AI) czy przejście na subskrypcyjne modele sprzedaży (np. Netflix, Spotify).
Analiza konkurencji i śledzenie trendów to kluczowe działania, które pomagają firmom formułować skuteczne cele marketingowe. Pozwalają one nie tylko na lepsze zrozumienie otoczenia rynkowego, ale również na dostosowanie strategii do zmieniających się oczekiwań konsumentów oraz przewidywanie przyszłych wyzwań i szans.
Do analizy konkurencji można:
wykorzystać takie narzędzia, jak Senuto czy Semstorm,
przeanalizować komunikację w mediach społecznościowych, np. częstotliwość czy typ komunikacji,
porównać ceny bestsellerów czy oferowane promocje,
sprawdzić dane w KRS, aby porównać wyniki finansowe i oszacować możliwe budżety marketingowe.
Trendy natomiast można śledzić w narzędziu Google Trends, opierać się o raporty branżowe czy portale takie jak Statista.
Analiza konkurencji i trendów to dwa filary skutecznego planowania celów marketingowych. Konkurencja dostarcza punktu odniesienia i inspiracji, podczas gdy trendy wskazują kierunki rozwoju i potrzeby rynku.
Cele marketingowe w 2025 roku: podsumowanie
Funkcjonowanie w często zmieniającym się świecie nie zachęca do długofalowego planowania, jednak bez strategii niemożliwym jest wypracowanie stabilnych długofalowych wzrostów. W 2025 marketerzy muszą skupić się na wyznaczaniu i realizowaniu celów. Tylko w oparciu o dane będą w stanie obronić zasadność działań oraz weryfikować obrane kroki czy strategie.
Aby skutecznie wyznaczać cele marketingowe w 2025 roku, konieczne jest przyjrzenie się przeszłym działaniom, wyciągnięcie wniosków, a także czerpanie z rynku – obserwacja i interakcja z klientami oraz weryfikowanie działań konkurencji. Każde podjęte działanie marketingowe powinno być mierzalne i weryfikowalne – dzięki temu możliwy będzie wzrost i przeciwstawienie się wyzwaniom rynkowym.
Świat SEO nie stoi w miejscu. Odpowiedź na to, jak będzie wyglądał za kilka miesięcy, tkwi w zmieniających się algorytmach wyszukiwarek, zwyczajach użytkowników i nowych narzędziach pojawiających się na skutek rosnącej roli AI. Dziś pokuszę się o nakreślenie prognoz i trendów SEO na rok 2025. Niektóre spośród nich mogą wydawać się wzajemnie sprzecznie, bo tak naprawdę nikt nie wie, które trendy SEO utrzymają się na dłużej, a które być może wkrótce znikną na skutek rozwoju sztucznej inteligencji. Jeśli czeka Cię pozycjonowanie strony, z pewnością wśród opisanych niżej trendów SEO znajdziesz kilka zagadnień zmuszających do refleksji!
1. Visual Search Optimization – liczba wyszukań za pomocą Google Lens rośnie
Optymalizacja strony w kontekście SEO już od dawna obejmuje między innymi aspekty graficzne. Zdjęcia dostępne na stronie i teksty alternatywne mają wpływ na pozycjonowanie nie tylko sklepów internetowych.
W 2025 roku prawdopodobnie ten aspekt będzie coraz bardziej zyskiwał na znaczeniu, ponieważ coraz więcej użytkowników korzysta w wyszukiwarce z obiektywu Google. Z tego powodu możemy wręcz wyróżnić nową gałąź SEO – Visual Search Optimization. Szczególnie w branży e-commerce warto postarać się o to, aby znaleźć się wysoko w wynikach wyszukiwania poprzez Google Lens.
Jak optymalizować strony internetowe pod Google Lens – elementy Visual Search Optimization:
Eksponuj główny obiekt na zdjęciu na jasnym tle z odpowiednią ostrością, by ułatwić jego rozpoznanie przez algorytmy.
Jednocześnie pilnuj, aby zbyt duże pliki zdjęć nie wpłynęły na powolne ładowanie się Twojej strony. Postaw na skompresowane formaty.
Nazywaj pliki graficzne w sposób opisowy, a więc przedstawiając, co znajduje się na zdjęciu – to może pomóc w poprawnej klasyfikacji grafiki.
Dodaj do zdjęcia tekst alternatywny, który poprawia pozycjonowanie stron internetowych
Przypisuj do zdjęć ustrukturyzowane dane, aby poprawnie wyświetlały się w wynikach wyszukiwania (np. jako produkty).
2. Możliwe wdrożenie AIO/SGE w Polsce
Możliwe, że w 2025 roku polscy użytkownicy Google zyskają zupełnie nowe doświadczenie związane z wyszukiwarką – Google AI Overviews. Czym jest to narzędzie?
AIO, początkowo nazywane SGE (Search Generative Experience), testowane aktualnie w 120 krajach, to algorytm wyszukiwarki Google wspierany przez sztuczną inteligencję i z założenia wpływający na wyższą satysfakcję użytkowników. W praktyce AIO ma postać dodatkowego panelu znajdującego się na górze wyników wyszukiwania:
Ten asystent wyszukiwania bardziej precyzyjnie odpowiada na rozbudowane pytania użytkownika, daje sugestie kolejnych kroków i zapytań, a także między innymi przedstawia wyszukiwane punkty na mapie.
Czy nowe narzędzie znacząco wpłynie na optymalną strategię pozycjonowania? Prawdopodobnie tak, ponieważ wyniki wyszukiwania w tradycyjnych algorytmach Google oraz AIO pokrywają się ze sobą w zaledwie ok. 30%. Może to oznaczać spadek znaczenia wartościowych treści, które nie będą przygotowane pod nowe narzędzie. AIO najprawdopodobniej będzie faworyzować treści i witryny zoptymalizowane do tego modelu wyszukiwania.
3. Rewolucja w SEO w 2025 roku? Przewidywane skutki przełamania monopolu Google
Istnieje pewna szansa, że już w 2025 roku internet czeka ogromna rewolucja, a optymalizacja treści i innych elementów stron internetowych już nigdy nie będą takie same. Google, które na większości rynków jest zdecydowanym monopolistą, ma pewne kłopoty w Stanach Zjednoczonych. Departament Sprawiedliwości USA ma zaproponować rozwiązanie służące zwiększeniu konkurencyjności branży, a to może oznaczać zmuszenie Google’a do udostępnienia swoich danych wyszukiwania i algorytmów.
Gdyby tak się stało, przynajmniej na jakiś czas, wyścig o najwyższe pozycje w wyszukiwarce i zaangażowanie użytkowników rozpocznie się od zera. Być może wrócą czasy masowego generowania treści o średniej jakości, ale dostosowanych idealnie pod ujawnione algorytmy, a także jeszcze mocniejsza optymalizacja treści z udziałem AI. Do rozstrzygnięcia pozostaje kwestia, jak taki wyrok wpłynąłby na pozycję konkurentów Google’a.
4. Wyszukiwarki nowej generacji – Perplexity AI
W kontekście najbliższych lat zasadne może wydawać się pytanie, czy tworzenie wysokiej jakości treści pod SEO, optymalizacja stron i praca w Google Search Console będą w ogóle komukolwiek potrzebne. Już dziś sztuczna inteligencja, która jest wykorzystywana przez liczne narzędzia, choć niedoskonała, precyzyjnie odpowiada na pytania użytkowników.
Z drugiej strony ChatGPT i inne narzędzia AI nie są optymalnym rozwiązaniem do internetowych zakupów czy wyszukiwania konkretnych lokalizacji. Załóżmy, że z jakiegoś powodu pozycja dzisiejszego monopolisty radykalnie osłabnie. Świat nie lubi próżni, więc co zajęłoby miejsce Google?
Wiele wskazuje na to, że tę lukę wypełniłyby wyszukiwarki nowej generacji – na przykład Perplexity AI. Narzędzie to – zgodnie ze swoją nazwą – wykorzystuje na szeroką skalę sztuczną inteligencję i działa jak wspólny potomek Google i ChatGPT. Całkiem dobrze rozpoznaje intencje użytkowników, odpowiada na ich pytania jak chatbot, a jednocześnie podaje wykorzystane źródła, które można z kolei porównać do wyników wyszukiwania Google.
Perplexity AI potrafi precyzyjnie wyjaśnić, czym jest przyspieszenie ziemskie, ale równie dobrze wskazać restauracje działające w pobliżu podanego adresu. Być może niebawem w strategiach SEO pojawi się tworzenie treści zoptymalizowanych pod standardowe algorytmy Google, a jednocześnie będących wiarygodnym źródłem dla wyszukiwarki opartej całkowicie na AI.
5. Dostosowanie treści pod schemat E-E-A-T wciąż opłacalne
Mimo wszystko pamiętajmy, że nadchodzi 2025 rok, a nie 2030. Oznacza to, że wiele dobrych trendów SEO i strategiach wykorzystywanych na Twojej stronie pozostanie aktualnych w najbliższych 12 miesiącach. Jeden z nich dotyczy content marketingu. Przy tworzeniu angażujących treści z pewnością wciąż pomocny pozostanie w rekomendowany przez Google schemat E-E-A-T.
O co chodzi? Są to wskazówki stosowane na co dzień przez wewnętrznych testerów Google, którzy oceniają trafność wyników wyszukiwań, a na podstawie ich rekomendacji zmieniają się algorytmy.
Z czego składa się model E-E-A-T?
Expertise – treści tworzone w oparciu o wiedzę specjalistyczną.
Experience – dzielenie się z odbiorcą autentycznymi doświadczeniami.
Authoritativeness – wiarygodność oparta na autorytecie, np. treści eksperckie.
Trust – zaufanie wynikające z jakości strony i po części z wiedzy specjalistycznej, doświadczenia oraz autorytetu.
Tworzenie treści wysokiej jakości, najlepiej z udziałem autorytetów w danej dziedzinie, jest dziś traktowane przez algorytmy Google co najmniej na równi z optymalizacją słów kluczowych i tagów. W nadchodzącym roku model E-E-A-T z pewnością nadal pozostanie cenną wskazówką dla specjalistów SEO i twórców treści.
6. Optymalizacja pod kątem wyszukiwania głosowego, intencji odbiorcy i user generated content, czyli nowy wzór użytkownika i odpowiedź algorytmów
W mijającym roku algorytmy Google z pewnością mocniej faworyzowały treści pojawiające się na platformach społecznościowych, takich jak Reddit i Quora. Nie jest to dziełem przypadku, lecz oznaką pewnego trendu. W Google z pewnością nastąpił zwrot w kierunku oczekiwań użytkowników, ze słabnącą rolą fraz kluczowych.
Należy nadmienić, że w ostatnim czasie zmienili się sami użytkownicy, którzy coraz częściej poszukują informacji przy pomocy długich fraz kluczowych w formie precyzyjnych pytań. Jednocześnie oczekują precyzyjnych odpowiedzi. Z pewnością jest to również efekt optymalizacji stron pod kątem wyszukiwania głosowego.
W 2025 roku trendy SEO promujące rozwiązywanie problemów użytkowników, korzystanie z asystentów głosowych, a nawet chęć budowania relacji z odbiorcami z pewnością pozostaną aktualne. Miej to na uwadze, optymalizując treści na stronie. Pamiętaj, że nie chodzi wyłącznie o teksty, ale również grafiki przydatne z punktu widzenia Google Lens, a także treści wideo coraz bardziej lubiane przez odbiorców.
Jeśli to możliwe, daj na swojej stronie użytkownikom pole do wypowiedzi w komentarzach, zupełnie jak w mediach społecznościowych, ponieważ ten sam trend SEO zdecydowanie promuje user generated content.
7. Oczekujesz wysokiej pozycji w wynikach wyszukiwania? Pamiętaj o technicznych aspektach SEO!
W dobie sztucznej inteligencji oraz chęci rozwiązywania problemów swoich klientów i odbiorców łatwo zapomnieć o bardziej przyziemnych fundamentach SEO. To spory błąd. W 2025 roku techniczne aspekty SEO wciąż będą mocno wpływały na pozycję strony w wyszukiwarce, a traktowanie ich po macoszemu może posłać witrynę na peryferia internetu.
PORADA
Dbaj o szybkość ładowania się strony, prostotę kodu, poprawne wyświetlanie witryny na urządzeniach mobilnych, uporządkowaną strukturę, linkowanie wewnętrzne, a tym bardziej o obecność certyfikatu SSL.
Trendy SEO w 2025 roku: podsumowanie
Przewidywanie, co może wydarzyć się w branży SEO w ciągu nadchodzącego roku, z założenia ma charakter spekulacji, ale jedno jest pewne – nie będziemy się nudzić. Warto pamiętać o fundamentalnych zasadach optymalizacji strony, dobrym content marketingu, ale jednocześnie dostrzegać na horyzoncie potencjalnie rewolucyjne narzędzia, takie jak AIO czy wyszukiwarki nowej generacji, by być gotowym na ich przyjście!
A jeszcze więcej na temat trendów SEO i skutecznych działań w zakresie pozycjonowania stron dowiesz się na szkoleniu z SEO!
Wyobraź sobie scenariusz: wchodzisz do kasyna. Nagle przy automatach rozpoznajesz znajomą twarz. To 10-letni syn Twoich sąsiadów i grupa jego znajomych z klasy. Grają w jednorękiego bandytę. Rozglądasz się i nie widzisz z nimi rodziców. Dzieci oprócz gry raczą się drinkami, a w przerwach wychodzą na fajkę. To widok, który na pewno by Cię zaszokował, i jest nie do zaakceptowania w tradycyjnym, realnym świecie, prawda? Natomiast dziecko z telefonem jest dla nas normalnością. Według raportu NASK dzieci i młodzież w internecie spędzają coraz więcej czasu – średnio 5 godzin i 36 minut dziennie.
Przyjmując taką średnią i fakt, że ten stan miałby nie ulec zmianie, możemy łatwo obliczyć, że np. dziewczynka , która rozpoczyna swoją aktywność online w wieku 11 lat – a wiemy, że dzieje się to często znacznie szybciej – i dożyje średniej wieku w Polsce kobiet, czyli 82 lat, to przez te 71 lat życia:
24 lata poświęci na sen,
11 lat spędzi w szkole i później w pracy (przyjmując wiek emerytalny jako 65 lat oraz niepracowanie w weekendy i na urlopach),
16 lat spędzi online,
20 lat spędzi na pozostałych aktywnościach (rodzina, przyjaciele, hobby itd.).
Te zmiany mają dalekosiężne konsekwencje, których skutki będą odczuwalne przez dekady. To, co dzieje się w świecie online, nie jest już tylko zjawiskiem kulturowym, lecz wpływa na psychikę, społeczne interakcje, a nawet przyszłość zdrowia psychicznego młodych ludzi. I to w dużej mierze od nas jako branży kreującej świat online zależy, jak będzie wyglądało te 16 lat jej życia.
Uzależnienie od dopaminy: jak media społecznościowe kształtują nasze mózgi?
Badania pokazują, że mechanizm korzystania z mediów społecznościowych jest zbliżony do działania hazardu. Mózg, w szczególności układ limbiczny, wydziela dopaminę, gdy otrzymujemy pozytywne reakcje w postaci lajków czy komentarzy. Na początku mała liczba „nagród” wystarcza, ale z czasem potrzeba ich coraz więcej, co prowadzi do uzależnienia.
Dzieci i młodzież są szczególnie narażone na to uzależnienie, ponieważ ich płaty przedczołowe odpowiedzialne za kontrolowanie impulsów rozwijają się dopiero do 25. roku życia. W świecie, w którym bodźce przychodzą nieprzerwanie, naturalna potrzeba odpoczynku i koncentracji staje się trudniejsza do zaspokojenia.
Pokolenie lęku: co dzieje się z psychiką młodych ludzi?
Jonathan Haidt, amerykański psycholog społeczny, w swojej książce „Pokolenie lęku” wskazuje, jak szybki rozwój technologii wpłynął na psychikę młodych ludzi. Wzrost zaburzeń psychicznych, depresji, a także poczucia bezsensu życia – to tylko niektóre z efektów.
Jednym z kluczowych czynników jest przejście z tradycyjnych telefonów na smartfony, które stały się portalem do wirtualnego świata. A ten świat różni się od rzeczywistego w czterech kluczowych aspektach, które mają wpływ na rozwój emocjonalny młodych ludzi:
Po pierwsze, świat online nie pozwala dzieciom na „ucieleśniony” kontakt z rzeczywistością, na doświadczanie czegoś naprawdę istniejącego. To tak jakby uczyć dziecko chodzić, pokazując mu filmy o chodzeniu na YouTube.
Po drugie, w świecie wirtualnym nie komunikujemy się ze sobą w tym samym czasie. Rozmowy i zabawy w piaskownicy były oparte na komunikacyjnym ping-pongu i ciągłej informacji zwrotnej. W świecie online informacja zwrotna jest opóźniona i przekazywana w ograniczony sposób: przez emotikonki i skróty takie jak chociażby kropka nienawiści.
Po trzecie, w świecie realnym nie da się rozmawiać z kilkuset osobami naraz. Komunikacja „jeden do wielu” powoduje ciągłe rozpraszanie, a także sprawia, że młody człowiek w internecie jest nieustannie oceniany i poddawany presji.
Po czwarte, nawiązanie i wyjście z relacji w trybie online rządzi się innymi prawami. Tradycyjnie, aby wejść w relację, trzeba się sporo napracować. Co z kolei zniechęca do jej zerwania z byle powodu. W świecie online wejście i wyjście z relacji to zaledwie kilka kliknięć.
Niepokojące dane: co robią dzieci i młodzież w internecie?
Raport fundacji UNAWEZA, oparty na badaniach przeprowadzonych na grupie 184 tysięcy uczniów w wieku 10–19 lat, rzuca światło na realia dzisiejszego życia online.
Okazuje się, że:
8 na 10 uczniów miało konto w mediach społecznościowych przed 13. rokiem życia,
32,5% młodych ludzi nie akceptuje swojego wyglądu,
30% publikuje treści, których nie chce, tylko po to, aby być zaakceptowanym przez innych,
Prawie 50% młodzieży doświadcza hejtu w internecie, z czego 42,6% dotyczy wyglądu fizycznego.
Spośród szkodliwych treści, do których dostęp powinien być ograniczony wiekiem, młodzi ludzie najczęściej wymieniali… oglądanie gali FAME MMA (54,1%). Badania potwierdzają, że regularny kontakt z przemocą online zwiększa ryzyko zachowań agresywnych oraz ZOBOJĘTNIENIA NA PRZEMOC.
Musimy zwrócić uwagę, że co piąty uczeń ogląda pornografię. Dzisiejszy nastolatek ogląda w sieci więcej nagich kobiet niż w rzeczywistości mieli możliwość potężni władcy w czasach średniowiecznych. To prowadzi do zaburzeń, które rzutują na późniejsze relacje seksualne.
Rodzice są wzorem, ale co dzieci oglądają w internecie?
Rodzice są pierwszymi nauczycielami dla swoich dzieci, a ich zachowanie w mediach społecznościowych ma ogromny wpływ na to, jak dzieci podchodzą do tej technologii. Jeśli dziecko od najmłodszych lat widzi, że mamusia i tatuś spędzają godziny, przeglądając swojego smartfona, to trudno żeby samo robiło inaczej.
Początek mediów społecznościowych w Polsce datuje się różnie, jednak najczęściej wymieniany jest rok 2006 i powstanie portalu Nasza Klasa. Osoby, które się wtedy urodziły, dziś mają prawie 19 lat – a to oznacza że przez całe dzieciństwo obserwowały aktywność rodziców w mediach społecznościowych, a za chwilę same będą rodzicami.
Deutsche Telekom stworzyło kampanię, którą polecam Twojej uwadze – ma ona na celu uświadomienie nas na temat zagrożeń wynikających z nieodpowiedniego korzystania z mediów społecznościowych. Możemy się z niej dowiedzieć m.in. że:
75% rodziców udostępnia w social mediach wizerunek swoich dzieci,
8 na 10 rodziców wśród swoich followersów ma osoby, których nigdy nie poznały,
dziecko ma opublikowanych średnio 1500 swoich zdjęć w internecie przed ukończeniem 5 roku życia.
Autorzy kampanii wierzą, że rodzice robią to nieświadomie, nie mając pojęcia o tym, że w ten sposób tożsamość ich dziecka może zostać skradziona lub że np. jego zdjęcia zostaną zamieszczone na nielegalnych stronach z dziecięcą pornografią.
Biosfera 2: jak rozwijają się dzieci w social mediach?
Pod koniec lat 80. na pustyni w Arizonie rozpoczęto eksperyment Biosfera 2. Miał on być początkiem stworzenia możliwości życia ludzi na innej planecie. Biosfera 2 została zaprojektowana z myślą o utrzymaniu ośmiu osób, które próbowałyby w niej żyć przez kilka lat.
Nie udało się to z kilku powodów, a jednym z nich był brak produkcji tlenu przez drzewa. Wiele zasadzonych drzew szybko rosło, a następnie przewracało się przed osiągnięciem dojrzałości. Dlaczego? Ponieważ nie było tam wiatru. Do czego jest on potrzebny w rozwoju drzew? Otóż wygina i szarpie młode drzewa, a te reagują na naturalny stresor, umacniając swoje komórki. Drzewa, które są narażone na silne wiatry we wczesnym okresie życia, stają się później mocnymi i odpowiednio rozwiniętymi dorosłymi drzewami.
To doskonała metafora w odniesieniu do dzieci, które również muszą doświadczać częstych stresorów, aby stać się silnymi dorosłymi. Jak zaznacza wspomniany przeze mnie wcześniej Jonathan Haidt, wśród głównych powodów problemów z psychiką młodych ludzi nie jest globalne ocieplenie albo sytuacja na rynku pracy, tylko życie oparte na social mediach oraz nadopiekuńczy rodzice.
Społeczne konsekwencje: jakie będą efekty psychiczne i społeczne tej rewolucji?
Wyobraź sobie, że znów masz 10 lat. Jaki wpływ miałoby na Ciebie oglądanie streamu, na którym ktoś jest bity, upokarzany, albo nawet gwałcony? Ryje banie, co? Nasze dzieci w social mediach mają taką możliwość na jedno kliknięcie – i nie da się tego odzobaczyć.
Oprócz takich informacji warto zwrócić uwagę na fakt, że mózg współczesnego nastolatka przetwarza dziennie tyle informacji, ile człowiek średniowiecza przetwarzałby przez całe swoje życie. Przebodźcowanie, o którym tutaj mowa, w połączeniu z wcześniej przytoczonymi statystykami oraz przykładami nie może pozostawić nas bez konsekwencji.
Eksperci przewidują, że do 2030 roku depresja stanie się najczęściej diagnozowaną chorobą na świecie. Jakie będą społeczne skutki tej rewolucji? Jak będzie wyglądała przyszłość młodych ludzi, jeśli obecna tendencja nie zostanie powstrzymana?
Co możemy zrobić jako branża?
Jako twórcy treści w świecie online mamy realny wpływ na to, jak młodzież korzysta z technologii. Naszym celem nie jest wyeliminowanie mediów społecznościowych, ale kształtowanie ich w taki sposób, aby miały pozytywny wpływ na użytkowników.
Celem tego tekstu nie jest powiedzenie Ci, że należy zlikwidować social media. My ich nie zlikwidujemy. Mamy jednak realny wpływ na to, co dzieci i młodzież z nich wynoszą.
Skutecznym sposobem jest podawanie jakościowych i edukujących treści, nie robiąc tego wprost. Dla mnie dobrym przykładem są bajki Disneya, dzięki którym dowiedziałem się m.in.:
że płeć nie definiuje naszych możliwości,
że prawdziwą wartością człowieka nie jest wygląd,
że odwaga to nie brak lęku, ale działanie pomimo strachu,
że życie jest cyklem i każdy z nas ma w nim swoje miejsce.
Bajki nie są jednak jedynym przykładem. Licealiści nie lubią czytać poezji Słowackiego, Szymborskiej czy Tuwima, ale kiedy jest ona śpiewana przez Sanah, to podejście młodzieży do tych tekstów diametralnie się zmienia.
Dobrym przykładem i prekursorem w zakresie edukacji poprzez grę była Dania. Panowie Kokkendorf i Nielsen z Urzędu Geodezyjnego odtworzyli swój kraj w grze Minecaft w skali 1:1. Zrobili to ponad 10 lat temu.
PORADA
Kampanie społeczne, które uświadamiają rodzicom i dzieciom zagrożenia płynące z korzystania z mediów społecznościowych, są kolejnym krokiem w stronę zmiany. Ważne jest, aby edukować i inspirować do mądrego korzystania z internetu, który – jeśli jest używany odpowiedzialnie – może stać się nieocenionym narzędziem.
Podsumowanie
Branża mediów społecznościowych nie ma już wyboru – musi odpowiedzialnie kształtować internetową rzeczywistość, aby przyszłość młodzieży była zdrowa zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Równocześnie jako rodzice, nauczyciele i twórcy treści powinniśmy być świadomi wpływu, jaki nasze działania mają na młode pokolenie.
Więcej o tym, jak spędzają swój czas dzieci i młodzież w internecie, i co jako branża możemy z tym zrobić, dowiesz się z wystąpienia Jamesa Behra. A kolejna edycja I Love Marketing & Technology odbędzie się już 8-10 kwietnia!
Na początku stycznia Mark Zuckerberg ogłosił, że Meta rezygnuje z fact-checkingu, a zamiast tego wprowadza Community Notes, rozwiązanie znane z platformy X, na której to użytkownicy mają możliwość dodawania notatek i sprostowywania nieprawdziwych informacji.
Zmiana ta póki co dotyczy USA. Czas pokaże, czy Meta będzie próbowała wprowadzić podobne rozwiązanie w Europie. Jak stwierdziła Nicola Mendelsohn, szefowa ds. globalnego biznesu Meta, na ten moment nie są planowane zmiany w zakresie weryfikacji faktów w UE. Platforma chce najpierw sprawdzić, jak to rozwiązanie sprawdzi się w Stanach Zjednoczonych. Prawdopodobnie dużą rolę odgrywają tutaj także unijne przepisy, według których platformy społecznościowe powinny reagować na pojawiającą się dezinformację i eliminować wprowadzające w błąd treści polityczne.
Konsekwencje rezygnacji z programu fact-checkingu
Jakie konsekwencje może przynieść rezygnacja Mety z fact-checkingu? Czy przejście na Community Notes może sprzyjać dezinformacji i manipulacji? Czy Mecie grozi odpływ reklamodawców, jak miało to miejsce w przypadku X? A może zmiany te będą sprzyjać przypływowi nowych użytkowników platform należących do Zuckerberga? Zapytaliśmy o opinię 14 ekspertów i ekspertek z branży. Oto ich odpowiedzi!
Piotr Chmielewski
CEO Social Media Now
Meta zapewnia, że rezygnacja z fact-checkingu na rzecz Community Notes dotyczy wyłącznie Stanów Zjednoczonych. W Europie nic się więc nie zmieni, Meta nadal będzie współpracować z organizacjami weryfikującymi prawdziwość informacji.
Samo rozwiązanie Community Notes znane z Twittera/X nie wydaje się złe – tam tego typu komentarze społeczności skutecznie odkłamują nawet wpisy Elona Muska. Dzięki Community Notes to społeczność rozwiązuje problem, który sama stworzyła.
Jednocześnie całe szczęście, że rozwiązanie tego typu nie wejdzie (na razie?) w życie w Europie, bo po pierwsze: wymaga przetestowania, a po drugie: oczekiwania polityków europejskich i urzędników UE są wręcz przeciwne. W związku z historią wyborów prezydenckich w Rumunii (anulowanych ze względu na działania obcych służb na TikToku) oczekują oni raczej wzmocnionej weryfikacji treści. Tego typu zmiana ustawiałaby więc Metę na kursie kolizyjnym z regulatorami, a to nie mogłyby się skończyć dobrze.
Artur Kurasiński
Przedsiębiorca, inwestor, twórca podcastu i newslettera o nowych technologiach – Technofobia.
No to mamy powtórkę z Twittera, tym razem na skalę wielu milardów użytkowników. Wideo Zuckerberga obejrzałem trzy razy, szukając elementów wskazujących na to, że to jest fejk. Niestety. Zuckerberg postanowił wejść w tyłek Trumpowi tak bardzo, że chce przegonić w tym Muska.
Bardzo niebezpieczny fragment to ten, w którym Zuckerberg jasno mówi, że Europa za bardzo cenzoruje amerykańskie firmy i zapowiada walkę. To jest opcja atomowa. Z takim przeciwnikiem jak Meta nie ma szans na wygranie walki. Inaczej to szury z Qanon będą wybierały kolejne rządy na kontynencie. Jedynym wyjściem w Europie będzie ban tych platform. Całkowity.
„Meta will get rid of factcheckers, “dramatically reduce the amount of censorship” and recommend more political content on its platforms, including Facebook, Instagram and Threads, founder Mark Zuckerberg has announced. In a video message, Zuckerberg vowed to prioritise free speech after the return of Donald Trump to the White House and said that, starting in the US, he would “get rid of factcheckers and replace them with community notes similar to X”.
W ogniu ideologicznej walki z „fact-checkingiem” warto też przypomnieć, że tak bardzo idealizowane muskowe „Community Notes” nie działają z prostej przyczyny – wszyscy opiniujący muszą zgodzić się co do finałowego kształtu notki, co przy tematach typu pandemia czy polityka po prostu nie jest możliwe.
Wojtek Kardyś
Ekspert od social media i komunikacji internetowej, wykładowca akademicki, digital ambasador UE, twórca treści, publicysta
Nowa polityka treści Meta, choć z pozoru przedstawiona i zaprojektowana z myślą o zwiększeniu transparentności i poprawie moderacji treści, jest niczym innym jak cynicznym i biznesowo-politycznym ruchem Marka Zuckerberga, którego kolana aż bolą od klękania przed Trumpem i jego administracją.
Przypominam, że Meta od lat wpływa na społeczeństwo, a kolejne zmiany mogą nie tylko pogłębić istniejące problemy, ale także stworzyć nowe. Ingerencja w algorytm, promująca treści polityczne, to furtka do jeszcze silniejszej polaryzacji społecznej.
Odejście od fact-checkerów na rzecz Community Notes może spowodować, że platforma stanie się bardziej podatna na manipulacje.
Osobiście uważam, że podejście Meta i Zuckerberga stawia politykę ponad ludźmi. Już teraz taplamy się w fake newsach / scamach i wzajemnej nienawiści do samych siebie. Nowa polityka treści zwiększy toksyczność dyskursu i pogłębi podziały, zamiast wspierać swoje społeczności.
Tak więc moje pytanie jest takie, czy Facebook wciąż jest platformą społecznościową, czy już tylko (niebezpiecznym) narzędziem politycznym?
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays
Meta odchodzi od fact-checkingu, wprowadzając Community Notes, co na pierwszy rzut oka może wydawać się demokratyzacją moderacji treści, ale w praktyce niesie szereg zagrożeń.
Decyzja ta może znacząco zmienić charakter Facebooka i Instagrama. Dotychczasowe wsparcie organizacji fact-checkingowych, opartych na dziennikarskich standardach, było filarem walki z dezinformacją. Przeniesienie odpowiedzialności na użytkowników, którzy często nie mają ani wiedzy, ani czasu, by rzetelnie analizować treści, grozi eskalacją chaosu informacyjnego.
Największym wyzwaniem jest podatność systemu na manipulację. Community Notes, choć teoretycznie mają promować różnorodność opinii, mogą zostać zdominowane przez grupy interesu czy boty. Przykłady z platformy X pokazują, że taki model nie zawsze działa efektywnie – notatki docierają do niewielkiej liczby użytkowników, a dezinformacja często rozprzestrzenia się szybciej niż mechanizmy jej weryfikacji.
Długofalowo Meta ryzykuje utratę zaufania użytkowników. Wolność słowa to piękna idea, ale czy powinna odbywać się kosztem odpowiedzialności platformy? Decyzja ta podkreśla konieczność edukacji cyfrowej, która pozwoli użytkownikom świadomie poruszać się w sieci. Jednak pytanie brzmi: czy społecznościowy fact-checking na platformach o takiej skali jak te należące do Meta jest realną odpowiedzią na problem dezinformacji, czy tylko próbą uniknięcia odpowiedzialności? I jak zawsze: „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”.
Z perspektywy użytkownika spodziewam się, że Facebooka i Instagrama mogą zalać treści skrajne – spiskowe z jednej i drugiej strony – a język debaty zaostrzy się, jak ma to miejsce na X. Wkrótce w platformach Mety zobaczymy treści, które przez kilka ostatnich lat były blokowane. Co prawda w większości będą one opatrzone odpowiednią notatką społecznościową (Community Notes), ale badania pokazują, że może ona okazać się niewystarczająca, szczególnie w przypadku mniej świadomych grup odbiorców.
Z perspektywy marketera kluczowe jest to, czy Meta zdecyduje się wprowadzić możliwość dodawania notatek społecznościowych do reklam oraz postów marek i influencerów, jak zrobił to X. To jeden z powodów, dlaczego reklamodawcy tak masowo wycofali swoje budżety z platformy Muska.
Na X można spotkać sporo reklam (np. gier wideo z adnotacją, że prezentowany w reklamie materiał wideo nie pochodzi z reklamowanej gry). Community Notes pojawiają się też pod reklamami sklepów dropshippingowych oraz sprzedających produkty słabej jakości.
W połowie stycznia agencja Reuters przekazała informację, że notatki społecznościowe w platformach Mety nie będą dotyczyły reklam, a jedynie treści organicznych. Wcześniej Wall Street Journal podał, że organiczne posty marek i influencerów również mogą nie podlegać Community Notes. Nie są to jednak informacje oficjalne, czyli od samej Mety. Rzecznik Mety nazywał je wręcz spekulacjami.
Dagmara Pakulska
Marketerka, przedsiębiorczyni i wykładowczyni akademicka, a od niedawna również konferansjerka wydarzeń branżowych. Autorka Niby-Prasówki
Decyzja Marka Zuckerberga o zastąpieniu programu weryfikacji faktów na platformach należących do Mety funkcją Community Notes, inspirowaną rozwiązaniem istniejącym już na X, to ewidentne puszczenie politycznego oczka w stronę nowej administracji, która pod przewodnictwem Trumpa wkracza właśnie do Białego Domu.
Nie zmienia to jednak faktu, że ten ruch może przynieść istotne zmiany w moderacji treści w mediach społecznościowych. Z jednej strony takie narzędzie angażuje społeczność, promując różnorodność opinii i współodpowiedzialność za przestrzeń informacyjną. Z drugiej jednak doświadczenia platformy X wskazują na ograniczoną skuteczność tego systemu, który nie zawsze spełnia swoją rolę w walce z dezinformacją.
Badanie przeprowadzone w 2024 roku przez amerykański dziennik „The Washington Post” oraz Centrum Przeciwdziałania Cyfrowej Nienawiści pokazało, że na portalu Elona Muska aż 74 proc. notatek społeczności dotyczących fałszywych informacji o amerykańskich wyborach prezydenckich nie było pokazywanych użytkownikom. Dla kontrastu: wprowadzające w błąd posty były widoczne 13 razy częściej niż dodane do nich notki.
W praktyce może to oznaczać, że portale społecznościowe, które dla wielu ludzi są źródłem wiarygodnych informacji, nierzadko preferowanym bardziej niż jakiekolwiek inne media, stracą tę moc.
Rezygnacja z profesjonalnego programu fact-checkingu może skutkować większym ryzykiem rozprzestrzeniania się fałszywych treści i teorii spisowych, co może znacząco nadużyć zaufanie użytkowników do platform należących do Mety, jak również długofalowo doprowadzić do wielu społecznych, a nawet politycznych i gospodarczych szkód.
Podsumowując, decyzja Zuckerberga cofa Metę w rozwoju o kilkanaście lat. Póki co tylko w USA, ponieważ w UE obowiązuje nieco inne prawo – lecz stanowi niebezpieczny ruch na mapie mediów społecznościowych, którego konsekwencji doświadczać będziemy już w niedalekiej przyszłości.
Natalia Charzyńska
Doświadczona performance marketerka i konsultantka. Specjalizuje się w reklamach Facebook (Meta) Ads
Community Notes to notatki dodające kontekstu danej wypowiedzi, pisane przez tzw. Contributors. Notatki są publikowane tylko wtedy, gdy pozytywnie ocenią je osoby o różnych poglądach politycznych czy społecznych. Niestety, właśnie z tego powodu większość Community Notes w serwisie X.com nigdy nie zostało opublikowanych. Finalnie więc wiele fake newsów nie zostaje wyjaśnionych i sprostowanych.
Tego typu fałszywe informacje często służą wyłudzaniu danych wrażliwych, co w kontekście reklam Meta Ads może oznaczać całkowitą utratę dostępu do kont reklamowych oraz ryzyko utraty tysięcy złotych wydawanych przez scammerów na własne reklamy.
Również osoby niezwiązane z reklamą i marketingiem mogą poważnie ucierpieć. Oszuści wykorzystują strony łudząco podobne do serwisów informacyjnych, by kraść dane wrażliwe (takie jak numery kart płatniczych), czy choćby ciasteczka pozwalające na dostęp do naszych kont w każdym serwisie, w którym jesteśmy zalogowani.
Pod pozorem rzekomej wolności wypowiedzi kryje się więc wyłącznie jeden realny benefit – oszczędność milionów dolarów ze strony Mety, kosztem bezpieczeństwa blisko 3 mld osób.
Karolina Kociołek
Digital Marketing Lead w Socjomania. Certyfikowana trenerka Digital Marketing Institute
Ponowne objęcie prezydentury przez Donalda Trumpa wpłynęło na decyzję Mety o zakończeniu programu fact-checkingowego w Stanach Zjednoczonych. Znamienne jest to, że wprowadzony został w 2016 roku, po pierwszych wyborach wygranych przez Trumpa. Choć Meta tłumaczy swoją decyzję tym, że zewnętrzni weryfikatorzy są silnie podatni na stronniczość, a na ich decyzje mogą wpływać liczne błędy poznawcze, faktyczny powód zakończenia programu jest prosty – interes Mety.
O ile przed laty wprowadzenie takiego programu były opłacalne dla Mety i postrzegania firmy przez opinię publiczną, o tyle teraz jest to sygnał, że prawdopodobnie platforma nie zamierza stać w opozycji do prezydenta.
Wbrew narracji o większej swobodzie i wolności wypowiedzi, jestem dość mocno sceptyczna co do wprowadzanych zmian i zamiany programu fact-checkingowego na „notatki społeczności”, które z dużą dozą prawdopodobieństwa będą pomijane przez większość użytkowników, którzy już teraz w dużej mierze ograniczają się do czytania nagłówków.
Jest to krok w kierunku zwiększania ilości fake-newsów na platformie, siania dezinformacji, a co za tym idzie – zwiększenia możliwości manipulacji nastrojami społecznymi poprzez odpowiednio zaplanowaną i skoordynowaną akcję komunikacyjną.
Dawid Bagiński
Prowadzi agencję marketingu w social mediach, Social Elite
Decyzja firmy Mety o rezygnacji z fact-checkingu i wprowadzeniu programu Community Notes ma zarówno potencjalne korzyści, jak i zagrożenia.
Z jednej strony dla Marka Zuckerberga to dobry ruch biznesowy. Jak sam powiedział w wywiadzie u Joe Rogana, Meta zatrudnia pracowników, którzy zajmują się fact-checkingiem. Wyobrażam sobie, że aby moderować miliardy wpisów, potrzeba tysięcy pracowników. Dla firmy wycofanie się z tego systemu oznacza redukcję etatów i kosztów, czyniąc ich model biznesowy bardziej rentownym.
Widzę też, że platforma X zyskuje popularność, a użytkownicy platformy są niezwykle zaangażowani. Funkcja Community Notes, którą chce wprowadzić Meta, kopiując rozwiązanie platformy X, może przyczynić się do zwiększenia zaangażowania użytkowników Instagrama i Facebooka. Pamiętajmy, że social media to biznes, a w biznesie technologicznym trzeba być konkurencyjnym.
Co więcej, pod rządami Donalda Trumpa ten ruch dla Marka Zuckerberga jest PR-owo bardzo opłacalny. Już widzimy, jak wiele się o nim mówi i to w dobrym świetle. Osobiście uważam, że jest to w głównej mierze dobry ruch biznesowy i dobra zagrywka PR-owa.
Długoterminowo istnieje też jednak duże zagrożenie. Jakie? Wzrostu ilości dezinformacji i manipulacji opiniami społecznymi. Jest przecież wiele wydarzeń i informacji, do których my, „zwykli obywatele” nie mamy dostępu. Jest wiele wydarzeń i informacji niejawnych publicznie. Dlatego skuteczna ocena treści przez społeczność platformy w wielu przypadkach będzie niewykonalna. Łatwo wyobrazić sobie, że w takiej sytuacji może dość do manipulacji opiniami.
Warto też zastanowić się, jak to rozwiązanie w dłuższej perspektywie wpłynie na dzieci, które mają dostęp do platform i kłamią w kwestii swojego wieku. Na platformie X widać ogromny wzrost wolności słowa i to jest na pewno lepsze niż cenzura polityczna. Z drugiej strony na platformie można znaleźć każdy rodzaj treści, w tym nagrania ze strzelanin, śmierci czy tragicznych wypadków. Wyobrażam sobie, że na platformie można znaleźć treści dosłownie każdego rodzaju – w tym totalne patologie, których nie zobaczymy nawet we freak fightach. Jaki to może mieć wpływ na kształtowanie umysłów dzieci i jakie wartości wniosą do świata, gdy będą dorosłe?
Decyzja Marka Zuckerberga o zastąpieniu fact-checkingu systemem Community Notes, wzorowanym na rozwiązaniu platformy X, to krok w stronę decentralizacji moderacji treści. Zuckerberg wskazuje na zaangażowaniu społeczności jako kluczu do efektywnej moderacji, ale rozwiązanie to niesie ze sobą istotne wyzwania.
System Community Notes, oparty na wspólnej weryfikacji treści przez użytkowników, może zwiększyć ich poczucie wpływu, ale brak centralnej kontroli eksperckiej stwarza ryzyko manipulacji, zwłaszcza w tematach polityki czy zdrowia.
Zmiana podejścia do moderacji wpłynie również na rynek reklamowy, otwierając możliwości promowania treści wcześniej blokowanych. Może to przyciągnąć nowych reklamodawców i wygenerować wyższe przychody dla Mety, ale istnieje ryzyko spadku wiarygodności platformy.
Zuckerberg, który w podcaście Joe’a Rogana mówił o presji regulatorów i użytkowników, musi znaleźć równowagę między otwartością a odpowiedzialnością. Jeśli Meta sprosta wyzwaniom i zabezpieczy system przed nadużyciami, zmiana ta może przynieść sukces i zapewnić Zuckerbergowi miejsce w TOP 3 najbogatszych ludzi świata.
Grzegorz Miecznikowski
CEO S Words. Ekspert LinkedIn, szkoleniowiec, specjalista od komunikacji, optymalizacji sprzedaży i rozwoju biznesu
Możemy mieć nadzieję, że mechanizmy takie jak Community Notes będą działać skutecznie, ale dotychczasowe dane budzą poważne obawy. Według raportu Center for Countering Digital Hate (CCDH), 74% notatek społecznościowych dotyczących dezinformacji wyborczej w USA nigdy nie została wyświetlona użytkownikom serwisu X. Fake newsy na temat wyborów osiągnęły 13 razy większy zasięg niż zweryfikowane informacje.
To, że jesteśmy w Unii Europejskiej, nie oznacza, że zmiany proponowane przez Meta nas nie dotkną. Nasz region już teraz zalewają fake newsy, deep fakes, które wpływają na opinię publiczną i które z serwisów Meta nie są usuwane.
Nowa polityka moderacji Meta daje zielone światło osobom o konserwatywnych poglądach do stosowania przemocy słownej wobec grup marginalizowanych. Kilka dni temu Stowarzyszenie Demagog, zajmujące się walką z dezinformacją, donosiło o wzmożonym ataku polityków Konfederacji na swoją stronę. Równocześnie tajemniczo znikają posty dotyczące spraw LGBTQIAP+ czy praw reprodukcyjnych kobiet (o czym donoszą NGO w USA i jednostkowo w Europie), publikowane na stronach organizacji pozarządowych.
Inny przykład to usunięcie przez Meta zdjęcia sprzed trzech lat, na którym influencerzy LGBTQIAP+, Jakub i Dawid, całują się w tęczowych maseczkach w „strefie wolnej od LGBT”. Treść ta została oflagowana jako „nawoływanie do nienawiści”.
Nowe zasady moderacji utrudnią działalność organizacjom prawoczłowieczym, fact-checkerom, firmom oraz osobom publicznym, które będą musiały intensyfikować swoje działania moderacyjne w kanałach społecznościowych, zarówno jeśli chodzi o sekcje komentarzy, jak walkę z fałszywymi wzmiankami na temat swoich marek.
Żyjemy w czasach, które przypominają fabuły dystopijnych filmów science fiction – władza polityczna, wpływy, możliwość manipulacji większymi i mniejszymi gospodarkami koncentruje się w rękach cyfrowych magnatów. Pytanie brzmi: czy uda się ich powstrzymać i jakie szkody wyrządzą społeczeństwom na całym świecie w imię swoich biznesów?
Mikołaj Nowak
Brand Strategist & Co-Founder Iskrzenie Studio. Autor Metody Satelitarnej
What the Zuck? – zastanawiamy się od kilku tygodni, choć odpowiedź jest prosta i (niestety) sprowadza się do politycznego uwikłania: trójkąt „Trump, Musk i Zuck” może okazać się „bermudzkim” tylko dla jednego z nich. Tak zaprezentowano karty w nowym rozdaniu: Zuck nie wywraca stolika do góry nogami, a wręcz komunikuje przegraną (i robi z siebie ofiarę), by Meta nie dobiegła do innej mety.
Zrozumienie tego faktu ułatwia chronologia zdarzeń: rezygnacja Mety z fact-checkingu (w czasach masowej dezinformacji!) poprzez dostosowanie postępowania akurat do politycznego programu Trumpa – praktycznie nikt nie ma wątpliwości, że jest to ukłon w stronę tamtejszych i jak widać wiodących wzorców komunikacji. Ukłon świadczyłby o szacunku, tu jednak widać i czuć przymus, co jest komunikowane formą „albo z nami, albo Bermudy”.
Tym samym brand hero Meta i jej CEO zarazem traci wiarygodność jako lider, a jego dalsze działania rodzą pytania, np.: czy jest miliarderem na sznurkach? Jaki naprawdę jest jego wpływ na rzeczywistość social mediów? I czy wpływ ten nie jest przeceniany?
Marketerzy i inne osoby odpowiedzialne za jakość oraz kreowanie dialogu na platformach należących do Meta mają przed sobą wyzwanie – zespolenie nowej polityki z prawem obowiązującym na konkretnym terytorium będzie rodzić wątpliwości i nieporozumienia.
W końcu Mark mówi, że od teraz można więcej, bo Donald i Elon tego oczekują. A ja pytam: czego oczekuje tłum, czyli de facto rdzeń, sens i przyczyna istnienia SOCIAL mediów?
Wypowiedź nie powstała w oparciu o AI.
Mikhail Fediukovich
Senior Performance Specialist, Digital Consulting, Performance Lead w Kerris
W 2016 roku, po wygranej Trumpa, głośno omawiano temat Big Daty i Brada Parscale’a. Po 8 latach (w 2024 roku) w kontekście wyników wyborów na tapet był wzięty wpływ Elona Muska i eX-Twittera. W centrum tego wszystkiego nadal stoją media społecznościowe, które umożliwiają zarówno zbieranie informacji o użytkownikach, jak i wpływanie na ich poglądy. Dlatego zmian na Meta nie możemy rozpatrywać w oderwaniu od zmieniającego się kierunku politycznego w USA.
Te zmiany mogą poprawić odbiór Mety jako bardziej demokratycznej platformy i przywrócić polityczne dyskusje, w tym pod postami bardziej alternatywnych mediów. Niestety, algorytmy social media wspierają tworzenie baniek informacyjnych, przez co każdy pozostanie przy swoich opiniach. W skrajnych przypadkach model Community Notes może być też zmanipulowany przez zorganizowane grupy działające w złej wierze, co może podważyć zaufanie do Mety jako źródła informacji.
Jeśli chodzi o reklamodawców, monopol Mety utrzyma ich na platformie – nawet przy ryzyku lokowania marek w nieodpowiednim kontekście. Z kolei większe zaangażowanie użytkowników i dłuższy czas spędzany na platformach przełożą się na jeszcze większe wyświetlenia i zyski dla Mety.
Patryk Gwarek
Social Media & Gaming Specialist w agencji GoldenSubmarine, w której jako hard user TikToka uskutecznia niestandardowe formy komunikacji oraz opracowuje gamingowe aktywacje przeznaczone nie tylko dla generacji Z i Alfa
Ta zmiana przypomina oddanie megafonu w ręce tłumu – może zwiększyć zaangażowanie, ale niesie ze sobą duże ryzyko. Instagram i Facebook mogą przekształcić się w przestrzenie o większej wiarygodności, gdzie różne perspektywy współtworzą prawdę. To szansa na oddolny dialog, którego przykład możemy zobaczyć na X.
Jest też druga strona medalu. Co się stanie, jeśli megafon trafi w ręce osób, które będą chciały go wykorzystać do szerzenia dezinformacji? Przykłady pokazują, że odbiorcy na Facebooku mają skłonności zarówno do tworzenia, jak i wierzenia w dezinformacje, co mogliśmy niedawno obserwować przy fali RTM-ów związanych z chałką AI. Choć temat bawił, nie bez powodu ten insight był autentyczny. Wynika to też z tego, że platforma przyciąga nieco starszą grupę odbiorców, która nie jest tak obeznana z cyfrowymi trendami i rozpoznawaniem fake newsów jak młodsi użytkownicy np TikToka.
Widzimy też tendencję do traktowania informacji z social mediów jako faktów, co w połączeniu z zanikiem umiejętności krytycznego myślenia jest zagrożeniem. Dlatego Community Notes mogą skłaniać do refleksji, zmuszając nieco odbiorców do głębszego zastanowienia się nad treścią, którą przeglądają. Natomiast czy Meta w odpowiedni sposób będzie moderować moderujących?
To może zmienić dynamikę platform, szczególnie na Facebooku, gdzie raczej większość konsumuje treści, niż je tworzy, ale bez solidnych zabezpieczeń ten eksperyment może zakończyć niepowodzeniem, bo tłum potrafi zarówno budować mosty, jak i je burzyć.
W styczniu wiele marek publikuje w swoich kanałach reklamy na Dzień Babci i Dziadka. Niestety, jak pokazują badania, 28% seniorów uważa, że reklamy ich ośmieszają. Nic w tym dziwnego, skoro w 38% reklam starsi ludzie są ukazywani stereotypowo. Dlatego w dzisiejszym zestawieniu pokazuję zarówno te mniej stereotypowe wizerunki seniorów w reklamach, jak i kampanie, które poruszają naprawdę ważne problemy dotyczące starszych osób. 3, 2, 1… Zaczynamy!
1. Burger King „70 years later the fire’s still burning”
Na pierwszy ogień idzie reklama Burger Kinga. Marka w 2024 roku świętowała swoje 70-lecie. W kampanii „70 years later the fire’s still burning”, która powstała z tej okazji, ukazano seniorów, których miłość nie wygasła pomimo upływu lat. Widok starszych ludzi, którzy czule się obejmują czy całują, może szokować – ale właśnie o to chodzi! W końcu miłość nie ma daty przydatności.
2. IKEA: Babcia w formie
Jak ważna jest aktywność fizyczna – i to w każdym wieku – wiemy wszyscy. IKEA, zgrabnie bawiąc się słowem, pokazuje, że w formie może być każdy!
3. Reklama na Dzień Babci od marki Łowicz
Na zabawę słowem postawił też Łowicz w swojej reklamie na Dzień Babci.
4. KFC i Media Expert
Te dwie marki w swoich reklamach na Dzień Babci postawiły na bardziej stereotypowy przekaz, ale komu nigdy babcia nie wciskała dokładki, niech pierwszy rzuci kamieniem.
5. Mastercard: niestereotypowy wizerunek seniorek w reklamie
Na pewno kojarzysz reklamy Mastercard bazujące na schemacie: kupno danego produktu – kosztuje X, ale dane przeżycie/wartość – bezcenne. W ubiegłym roku w styczniu na facebookowym profilu marki pojawił się post z podpisem: „Wyskoczyć z dziewczynami na miasto. Bezcenne”, którego bohaterkami są panie z pokolenia silver, ukazane zdecydowanie w niestereotypowy sposób.
6. A real connection
Prawie 2 miliony babć i dziadków w Wielkiej Brytanii widuje swoje wnuki tylko raz w roku – ze względu na odległość, w jakiej od siebie mieszkają. Na pomoc przychodzą nowe technologie, dzięki którym można pozostać w kontakcie. A jak widać w reklamie Facebook Portal „A real connection”, starsi ludzie mogą sobie z nimi radzić równie dobrze, jak ci młodsi!
7. OLX „Zawód po 50-tce to już tylko uczucie”
Z kolei OLX w swojej ubiegłorocznej kampanii „Zawód po 50-tce to już tylko uczucie” walczyło ze stereotypowym spojrzeniem na pracowników w wieku 50+.
8. McDonald’s i babcia
Śniadania od babci budzą w Tobie najpiękniejsze skojarzenia? McDonald’s wykorzystał ten motyw, jednak sama postać babci może zaskoczyć!
9. Allegro: English for beginners (2016)
Chyba nie ma osoby, która nie kojarzy tego spotu. Co prawda jest to reklama świąteczna, ale obraz starszego pana, który postanawia rozpocząć naukę języka angielskiego, by móc porozumieć się ze swoją wnuczką, jest zaprzeczeniem stereotypu o nieporadnych seniorach, dla których jest już za późno na naukę nowych rzeczy. Jak widać, wystarczy chcieć.
10. Joy Ride | Amazon
Podobnie jest z zabawą! Bo kto powiedział, że w pewnym wieku nie przystoi już robić pewnych rzeczy, jak np. zabawa na śniegu? Zwłaszcza, że taka spontaniczna rozrywka może przywołać fantastyczne wspomnienia z dzieciństwa. Doskonale obrazuje to reklama z seniorkami od Amazona!
11. Zalando: Free to be (2019)
Na motyw nieskrępowanej zabawy postawiło też Zalando w swoim spocie z 2019 roku, w której wnuk zabiera swoją babcię na… imprezę!
12. Doritos: Dina & Mita
Z kolei w reklamie na Super Bowl 2024 od Doritos mogliśmy zobaczyć dwie starsze panie: Dinę i Mitę, które w duecie stworzyły prawdziwy dynamit energetyczny!
13. Petits Frères des Pauvres w kampanii „Les inexposés”
Pora przejść do poważniejszych kwestii. A taką bez wątpienia jest samotność wśród seniorów. Problem ten poruszyła fundacja Petits Frères des Pauvres w kampanii „Les inexposés”.
Kampania społeczna obejmowała spoty i materiały graficzne, na których znaleźli się seniorzy przypominający postaci ze znanych dzieł sztuki. Na jednym z nich widzimy starszą kobietę, która została zestawiona z chyba najbardziej znanym obrazem z paryskiego Luwru. Grafice towarzyszy tekst: „Mona Lisa, 521 lat – 7,3 miliona odwiedzających rocznie. Marie-Louise, 84 lata – 0 odwiedzających w ciągu roku”.
14. „Let’s Change How We Age”
Ten sam problem poruszała kampania „Let’s Change How We Age”, w której pytano: „Dlaczego antyki cenimy bardziej niż seniorów?”.
15. Mali Bracia Ubogich: Co za różnica?
Z kolei stowarzyszenie Mali Bracia Ubogich w swoim spocie z 2024 roku przedstawiło alarmujące statystyki: aż 13% osób powyżej 80. roku życia w ogóle nie wychodzi z domu. Jednak możesz to łatwo zmienić, zabierając swoją babcię czy dziadka na kawę, obiad, do teatru czy na zwykły spacer!
Silver tsunami
A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat silver tsunami i tego, jak dostosować swoje działania w social mediach do starzejącej się populacji, aby nie prowadzić sztampowej, pełnej stereotypów komunikacji, koniecznie obejrzyj prezentację Jamesa Behra, którą wygłosił na konferencji I Love Marketing & Technology!
Link building to fundamentalna taktyka pozycjonowania, której skuteczność potwierdzają zarówno liczne case studies, jak i doświadczenia ekspertów SEO. Na przestrzeni lat – w związku z ewolucją algorytmów najpopularniejszej wyszukiwarki – charakter tych działań znacząco się zmienił. Konkurujące o uwagę użytkowników witryny muszą spełniać coraz to nowsze kryteria, by dostosować się do zmian i pokazywać na wysokich pozycjach w SERP-ach.
Nasuwa się więc pytanie: czy w 2025 roku link building nadal ma sens? Jakie rozwiązania stosować i na co uważać, by działania były maksymalnie opłacalne i efektywne? Sprawdź nasz kompletny przewodnik po link building i poznaj odpowiedzi na te pytania!
Link building: co to jest?
Link building to nazwa ogółu działań, których celem jest zdobycie linków zewnętrznych kierujących do danej witryny. Wszystko po to, by zwiększyć jej autorytet w oczach algorytmu wyszukiwarki. To z kolei przekłada się na wyższe pozycje w wynikach wyszukiwania i gwarantuje większą liczbę odwiedzin.
Czy w 2025 roku nadal musimy linkować?
W ostatnich latach bez wątpienia waga linkowania w całym procesie pozycjonowania ulegała zmianie. Strategia link buildingu skupiła się na jakości linków, a nie na ich ilości. Przy planowaniu działań SEO istotność zyskał również content, jednak nie był on w stanie wyprzeć działań mających na celu pozyskanie linków.
Jedno jest pewne: link building wciąż jest podstawą w działaniach SEO i będzie tak jeszcze przez długi czas. W końcu to właśnie jakość i liczba odnośników przychodzących do Twojej witryny pozwalają algorytmom ocenić jej autorytet i umieścić ją na odpowiedniej pozycji pośród konkurencyjnych serwisów.
Dzięki złożoności robotów Google’a strony internetowe nie istnieją w próżni – łączy je sieć wzajemnych powiązań. To z kolei pozytywnie wpływa na wyniki wyszukiwania, kierując użytkowników w najwyżej cenione miejsca w internecie.
W idealnym świecie link building byłby niepotrzebny. Wartościowa treść przyciągnęłaby odbiorców, którzy chętnie zamieściliby u siebie odnośnik do Twojej witryny, zapewniając Ci uznanie i wysokie miejsca w SERP-ach.
Niestety, jeśli Twoja firma nie jest wielką marką, o której się mówi – i to głośno – będzie to bardzo trudne. Nawet najlepszy content potrafi zaginąć pośród tysięcy konkurencyjnych postów, wpisów czy infografik.
Według badań przeprowadzonych przez Ahrefsponad 90% treści w internecie nie trafia do żadnych odbiorców. Pierwszym z domniemanych powodów takiego stanu rzeczy jest właśnie brak odnośników przychodzących – aż 66% domen nie ma nawet jednego backlinka, a do 26% pozostałych linkuje od jednej do trzech zewnętrznych witryn.
Udowodniona we wspomnianych badaniach zależność jest prosta – im więcej linków, tym wyższe miejsca w wynikach wyszukiwania. Niezwykle istotną kwestią jest także ich jakość, która wyraźnie zyskała na znaczeniu wraz z kolejnymi aktualizacjami algorytmów. Właśnie dlatego powinieneś pozyskiwać odnośniki o wysokiej wartości, nie licząc jedynie na ich naturalny przyrost.
Kiedy linki są wysokiej wartości? Wtedy, gdy pochodzą ze stron o wysokim autorytecie wg. Google. Jeśli jesteście ciekawi, jak to sprawdzić, zapoznajcie się z dalszą częścią artykułu – „Jak wyselekcjonować „dobre” odnośniki?”.
PORADA
Skąd pozyskiwać linki? Otóż w sieci istnieją popularne platformy, które ułatwiają kontakt z właścicielami witryn. Dzięki Whitepress oraz Linkhouse możesz odpłatnie uzyskać link czy to po napisaniu bądź zamówieniu artykułu sponsorowanego, czy też w istniejącej już na stronie treści. Jednak czy są to jedyne opcje?
Skąd pozyskiwać linki do link buildingu?
Pewnie, że nie. Do dyspozycji masz naprawdę wiele źródeł – od tych darmowych, po rozwiązania płatne lub te na mocy barteru. Chcąc zapewnić swojej stronie naturalny, zróżnicowany profil linkowania, warto wykorzystywać każde z nich.
1
Artykuły sponsorowane
Są to treści publikowane na zewnętrznej stronie, które zawierają odnośnik do pozycjonowanej witryny. Najlepiej byłoby, gdyby dotyczyły zakresu tematycznego obu portali, w naturalny sposób je ze sobą wiążąc. Dobry artykuł sponsorowany powinien być atrakcyjny nie tylko dla robotów Google’a, ale także dla użytkowników – to spowoduje napływ organicznego ruchu do Twojej witryny.
W sieci znajdziesz wiele stron świadczących możliwość opublikowania artykułu sponsorowanego wraz z Twoim linkiem – oczywiście za odpowiednia opłatą. Jest to dobre rozwiązanie dla mniejszych graczy w branży, którzy dzięki takim praktykom są w stanie pozyskać linki od wyżej notowanych stron, co byłoby niemożliwe na zasadzie wymiany odnośników.
2
Guestposting
Tak zwane artykuły gościnne to barterowa forma zdobywania linków. Jeśli – jako ekspert w swojej branży – stworzysz artykuł, który ma szansę przyciągnąć liczną publikę, pokrewne strony chętnie go opublikują, umieszczając odnośnik do Twojej witryny. Ich właściciel otrzyma wówczas wartościową treść oraz ruch, zapewniając Ci w zamian dodatkowy link, który zwiększy pozycję Twojej strony w SERP-ach. Możesz także umówić się na wymianę takich artykułów z innym specjalistą – na czym zyskają obie strony.
3
Zaplecza SEO
Są to zazwyczaj serwisy contentowe tworzone wyłącznie w celu zwiększania autorytetu „głównej” witryny. Pomimo tego, że jedynym założeniem ich istnienia jest linkowanie do podstron pozycjonowanej domeny, warto, by zaplecza posiadały przynajmniej przeciętnej jakości treść. Im wyżej są oceniane w oczach robotów Google’a, tym korzystniej wpływają na skuteczność link buildingu.
4
Strony powiązane/satelitarne
To strony umieszczone na oddzielnych domenach, ściśle związane z pierwotną witryną, a także inne marki należące do danej firmy. Te pierwsze działają niezależnie, promując konkretną kategorię produktów lub usługę. Ich zaletą jest możliwość dotarcia do liczniejszej grupy odbiorców dzięki bardziej precyzyjnemu profilowaniu.
Strony powiązane kumulują zatem ruch ze źródeł, do których nie może trafić witryna–matka. Dla link buildingu stanowią one istotne źródło odnośników, nad którym właściciel ma pełną kontrolę.
Witryny innych brandów także mogą się wzajemnie wspierać, pozytywnie działając na swoje profile linkowe – nawet jeżeli niezupełnie pokrywają się tematycznie. W takiej sytuacji warto umieścić link w sekcji „partnerzy” – czego przykładem może być informacja w stopce na stronie otomoto.pl.
5
Linki partnerskie/sponsoring
Skorzystanie z programów partnerskich to doskonała opcja na pozyskanie wartościowego ruchu. Linki afiliacyjne gwarantują współpracującym z Tobą influencerom czy blogerom pewny zysk, a Tobie dodatkową klientelę. Linki umieszczane na stronach partnerów rzutują też na ogólny profil linkowania Twojej witryny.
Nie należy zapominać również o możliwościach, które zapewnia sponsoring wydarzeń i akcji społecznych. Na ich stronach warto umieścić link w formie graficznej – logo firmy z odnośnikiem dofollow kierującym do strony głównej.
6
WOMM
Marketing szeptany, znany także jako Word Of Mouth Marketing, przybiera w internecie różne formy. Najbardziej popularna z nich – rekomendacje na forach i blogach – może być źródłem cennych linków do Twojej strony. Musisz jednak pamiętać o tym, by dodawane tam wpisy odznaczały się wysoką wartością merytoryczną oraz były umieszczane w miejscach tematycznie powiązanych z Twoją witryną.
7
Social media
Pozyskiwanie linków przy pomocy mediów społecznościowych zakłada przede wszystkim nawiązanie relacji z przedsiębiorstwami, blogerami i influencerami działającymi w Twojej branży. Reagowanie na ich treści, dyskusje i dzielenie się wiedzą po pewnym czasie może zaowocować nowymi możliwościami. Znając Cię, branżowi liderzy dużo chętniej rozważą Twoje propozycje – to z kolei pomoże Ci w uzyskaniu wartościowych odnośników.
Własne profile firmowe w social mediach to także dobre miejsce do publikacji blogowych artykułów oraz informacji w serwisie. Linki z mediów społecznościowych nie wpływają bezpośrednio na pozycjonowanie (nie przenoszą mocy). Są jednak dodatkowym źródłem ruchu i popularyzują Twoją stronę.
Jak wyselekcjonować „dobre” odnośniki?
Czasy, gdy liczba linków górowała nad ich jakością, bezpowrotnie odeszły. Mówi się, że jeden link wysokiej jakości znaczy więcej niż 10 mniej wartościowych. Jednak w jaki sposób ocenić, czy dana strona może być dla Ciebie źródłem odnośników, które skutecznie wesprą autorytet Twojej witryny? W tym pomogą Ci wskaźniki z wielu narzędzi SEO. Niektóre sprawdzisz za darmo, inne wymagają inwestycji, jeszcze inne zaś pomogą Ci ocenić potencjalny link na podstawie doświadczenia i intuicji.
1
Domain Rating
To wskaźnik z narzędzia Ahrefs, który odzwierciedla ogólną wartość witryny w zakresie od 0 do 100. Ocenia przede wszystkim jakość i liczbę linków zwrotnych kierujących do danej strony – jest więc niezwykle istotną informacją przy selekcji pożądanych odnośników. Rzecz jasna najlepiej wybierać odnośniki z domen o jak najwyższym DR, ponieważ zazwyczaj gwarantują one najwyższy wpływ na pozycję Twojej strony.
2
URL Rating
Podobnie jak poprzednia pozycja na liście, UR pochodzi z narzędzia Ahrefs. Ocenia on wartość pojedynczej podstrony danej domeny w zakresie 0–100. Zbiera też informacje zarówno o wewnętrznym, jak i zewnętrznym linkowaniu, co ma na celu odwzorowanie algorytmów używanych przez Google.
3
Trust Flow i Citation Flow
To wskaźniki z narzędzia Majestic, za pomocą których ocenisz jakość i wiarygodność (TF) oraz liczbę (CF) linków prowadzących do danej witryny. Zestawienie obu tych wartości da Ci obraz profilu linkowania danej strony – np. niskie TF przy wysokim CF może wskazywać na dużą liczbę niskiej jakości odnośników.
4
Authority Score
To kolejny wskaźnik próbujący naśladować algorytmy Google, stworzony przez Semrush i oceniający witryny w skali od 1 do 100. Pomoże Ci zdecydować, czy pochodzący z danej domeny odnośnik będzie dla Ciebie korzystny.
Siła domeny mierzona jest w dwóch krokach:
Algorytm wykorzystujący machine learning przeszukuje sieć w poszukiwaniu najpopularniejszych i najbardziej wartych zaufania witryn. Drugi algorytm ocenia daną stronę za pomocą zestawienia linków przychodzących i wychodzących, liczby i jakości linkujących do domeny stron oraz proporcji linków nofollow do dofollow.
Informacje te przeliczane są na wartości punktowe w odniesieniu do bezpośrednich konkurentów domeny – witryn o podobnym zakresie Authority Score.
5
Profil linków
W poszukiwaniu odpowiedniego źródła, z którego chcesz pozyskać odnośniki, warto zwrócić uwagę na ogólny profil linków przychodzących danej domeny. Czy są to linki od tematycznie spójnych witryn, czy raczej do wielu stron o różnych tematach? Linki pochodzące z witryn zorientowanych wokół jednej branży lub zagadnienia wydają się dużo bardziej naturalne i warto ubiegać się o odnośnik ze strony o takim właśnie profilu.
PORADA
Gdzie je sprawdzić? Narzędzia Ahrefs, MajesticSEO czy Semrush pozwalają na przegląd profilu linków. Warto również zwrócić uwagę na linki z domen zewnętrznych zarejestrowanych przez Google Search Console.
6
Linki wewnętrzne i wychodzące
Struktura strony to bardzo ważny czynnik przy ocenie jej przydatności pod względem link buildingu. Spójna witryna, której właściciel zadbał o linkowanie wewnętrzne do podstron, to źródło dużo bardziej wartościowych odnośników niż „upstrzone” linkami wychodzącymi fora.
Ważne jest również, by link nie pojawił się na tzw. orphaned page, czyli osieroconej podstronie, do której nie kierują linki wewnętrzne. Tego typu podstrony są bezużyteczne z punktu widzenia pozycjonowania. Strony takie jak główna są najmocniejsze w obrębie serwisu ze względu właśnie na dużą liczbę linków wewnętrznych.
Warto także zwrócić uwagę na to, jak wiele odnośników wychodzi z tej witryny i czy są to linki site-wide (linki umieszczone na wszystkich podstronach). Nawet domena z wysokimi wskaźnikami jakości może rozmienić się na drobne, linkując do wielu zewnętrznych witryn, a każdy kolejny link wychodzący będzie mieć coraz mniejszą wartość.
7
Estymowany ruch
Jest to element często pomijany lub pobieżnie sprawdzany przy wyborze domeny do link buildingu. Szacowanie ruchu organicznego pozwala ocenić widoczność strony w wynikach wyszukiwania – dzięki temu widzisz, czy nie ma na niej blokady lub filtra. Dosyć dokładną estymację ruchu na danej witrynie, wraz z możliwością sprawdzenia, z jakich fraz on pochodzi, umożliwiają narzędzia:
Ahrefs,
Semrush
i Senuto
Informacja o organicznych słowach kluczowych jest niezwykle istotna – w końcu to one przynoszą domenom najwięcej ruchu organicznego. Warto sprawdzić, czy rzeczywiście są związane z tematyką strony. W sieci funkcjonuje obecnie sporo domen, które w sposób spamowy poprawiają ten parametr, wyświetlając się wysoko na często wyszukiwane frazy o nikłej konkurencyjności, np. tytuł filmu + cda.
8
Ciągłość historii domeny
Historia domeny jest szczególnie istotna przy zakupie tych już istniejących w internecie, ale stanowi także istotny walor w procesie link buildingu. Google lubi długowieczne strony i docenia ten fakt w wynikach wyszukiwania. Często wykorzystuje się to przy budowie stron zapleczowych, gdzie domeny są przechwytywane i później odbudowywane.
Musimy jednak wiedzieć, że takie linki mogą (nie muszą) być bezwartościowe – zwłaszcza gdy przechwycona strona zmienia swoją tematykę. W takiej sytuacji statystyki wyglądają dobrze, ale sam link nie niesie już takiej wartości. Warto więc sprawdzić to w połączeniu z estymowanym ruchem. W jaki sposób? Na przykład za pomocą serwisu web.archive.org, który pokaże nam historyczne informacje dotyczące zawartości serwisu – jakie były tam dostępne treści, czy jaki miał design.
9
Ocena serwisu
Prześledzenie strony z perspektywy potencjalnego czytelnika pomaga ocenić, czy pochodzące z niej linki są wartościowe. Zwróć uwagę na aspekty techniczne, czytelność, aktualność oraz częstotliwość publikacji. Zdaję sobie sprawę z tego, że to dosyć subiektywny element oceny, jednak może być jak najbardziej użyteczny.
Musisz pamiętać, że wiele wspomnianych tu wskaźników może zostać sztucznie napompowanych. Odkupione domeny po zmianie tematyki oraz strony pozycjonujące się na często wyszukiwane frazy o niewielkiej konkurencyjności mogą „oszukać” algorytmy kierujące podliczaniem wskaźników. To sprawi, że osiągną one zadowalające wyniki, lecz prawdziwa wartość pozyskanych odnośników będzie dużo niższa, niż zakładano.
Tylko dokładna analiza przy użyciu wielu narzędzi pozwoli wybrać satysfakcjonujące źródło linków.
Jakich narzędzi używać do link buildingu?
Do dyspozycji masz naprawdę szeroki wachlarz dostępnego oprogramowania – od rozszerzeń przeglądarki, aż po programy w chmurze. Wiele zależy od Twojegobudżetu – niektóre z usług są płatne, a comiesięczne opłaty abonamentowe mogą znacząco go obciążyć. Narzędzia mają jednak darmowe wersje próbne, dzięki którym uzyskasz istotne informacje bez konieczności inwestycji. To z pewnością ułatwi pierwsze kroki w świecie link buildingu.
1. Ahrefs
Cena: od 99$ /msc.
Ahrefs, dedykowany zawodowym pozycjonerom, ułatwia przede wszystkim ocenę autorytetu witryny. Pozwala także znaleźć odpowiednie słowa kluczowe, przeprowadzić audyt strony; pokazuje też, jakie odnośniki ma Twoja konkurencja, a których brakuje w Twoim profilu linkowania.
Na początek warto skorzystać z jego darmowych funkcji: Website Authority Checker oraz Backlink Checker. Wersja trial jest jednak płatna. Warto więc rozważyć alternatywne opcje, takie jak Moz oraz Majestic, zapewniające podobną funkcjonalność z darmowym okresem próbnym.
2. Majestic
Cena: od 46,99$ /msc.
Narzędzie, znane wcześniej jako MajesticSEO, umożliwia dokładną analizę profilu linków danej witryny. Gwarantuje dostęp do dużej bazy danych oraz wykaz odnośników przychodzących, uszeregowanych pod względem autorskich współczynników. Dzięki Majesticowi pozyskasz istotne informacje na temat stron z odnośnikami do Twojej konkurencji. Dzięki temu zaoszczędzisz czas potrzebny na wyszukiwanie adekwatnych źródeł. Narzędzie jest płatne, jednak warto skorzystać z okresu próbnego.
Bazy narzędzi Ahrefs i Majestic różnią się od siebie, dzięki czemu ich działanie może się uzupełniać.
3. Semrush
Cena: od 129,95$ /msc.
Semrush to zestaw narzędzi pozycjonerskich, które posłużą Ci do działań SEO na naprawdę wielu polach. Wspomniany już Authority Score ułatwi ocenę wartości potencjalnego linku, a zakładka Backlinks dostarczy Ci niezbędnej wiedzy na temat struktury linków, profilu konkurencji czy linkowania wewnętrznego. Funkcja audytu toksyczności linków oceni linkowanie Twojej strony, sugerując usunięcie odnośników o negatywnym wpływie na domenę.
4. Senuto
Cena: od 99zł /msc.
Jest to narzędzie wielofunkcyjne, dające Ci dostęp do istotnych danych, zaprezentowanych w niezwykle przyjaznej i użytecznej formie. Zapewnia analizę widoczności w wyszukiwarce, udostępniając frazy kluczowe i szacując ich liczbę w TOP3, TOP10 oraz TOP50.
5. SurferSEO
Cena: od 89$ /msc.
To narzędzie ułatwia analizę linkowania wewnętrznego i zewnętrznego. Audyt Twojej strony poinformuje Cię między innymi o tym, jakich często pojawiających się u konkurencji linków Ci brakuje – podając na tacy nowe źródła pozyskiwania linków.
6. Webarchive
Cena: darmowe narzędzie
Darmowa strona pod adresem web.archive.org daje dostęp do historii witryny, pozwalając odwiedzić jej wcześniejsze wersje zachowane w „archiwum Internetu”. Przydaje się to w sytuacji, gdy potrzebujesz informacji na temat tego, czy domena nie została zakupiona i przerobiona na stronę zapleczową. Jeśli znacząco zmieniła swoją tematykę, takie linki mogą być mniej wartościowe. Ciągłość historii domeny gwarantuje, że pozyskany z niej odnośnik wzmocni profil Twojej strony.
W jaki sposób linkować pozycjonowaną stronę?
Istotne znaczenie dla link buildingu ma częstotliwość publikacji odnośników. Warto rozłożyć ją w czasie, ale także ciągle ubiegać się o nowe domeny referujące. To imituje naturalny przypływ linków związany ze wzrostem popularności Twojej strony.
Ponadto, jak już wspominałem wcześniej, naturalny profil linkowy to zaleta, która premiuje Twoją domenę w algorytmach wyszukiwarki. By go osiągnąć, korzystaj z odpowiednich anchorów.
Anchor to fraza, pod którą ukrywa się odnośnik do Twojej strony. Wyszukiwarka sczytuje go jak zapowiedź zakresu tematycznego witryny, co jest pomocne przy pozycjonowaniu na konkretne słowa kluczowe.
Jakie rodzaje anchorów są najpopularniejsze?
Exact match – sprzedażowe, odpowiadają w całości głównej frazie kluczowej, np. „sukienki letnie”;
Partial match – z nimi mamy do czynienia wtedy, gdy przynajmniej jedno słowo kluczowe występuje w zakotwiczonej frazie, np. dla frazy „sukienki letnie” byłby to anchor „sukienki dla kobiet na ciepłe dni”;
Brand – anchor to nazwa marki, np. Zalando;
Zero match – anchory w stylu „kliknij tutaj!”;
Czysty URL – .
Te najczęściej stosowane anchory pozwalają zwiększyć autorytet domeny czy marki, jak i wypromować ją na konkretne frazy kluczowe.
Gdy dopiero rozpoczynasz link building, warto zdecydować się na te brandowe oraz czyste URL – są bezpieczniejsze i nawet spora ich liczba nie powinna wzbudzić podejrzeń Google’a. W późniejszej fazie dobrze jest zwiększać częstotliwość stosowania silniejszych exact match i partial match, by jeszcze bardziej wpłynąć na autorytet strony – nie ryzykując przy tym zaburzenia naturalności linkowania oraz bycia posądzonym o spamerskie praktyki.
Link dofollow czy nofollow?
Tu trochę teorii… Roboty wyszukiwarki Google co jakiś czas skanują zaindeksowane witryny, poszukując m.in. nowych treści oraz zmian w ich strukturze. Crawlery – bo tak również zwykło się na nie mówić – chętnie podążają za umieszczonymi w treści linkami, co rzutuje na autorytet linkowanej strony.
W 2005 roku Google wprowadziło podstawowy podział odnośników, rozróżniając linki dofollow oraz nofollow:
linki dofollow obligują Googleboty (to kolejna nazwa robotów wyszukiwarki) do udania się za odnośnikiem na linkowaną stronę, przesyłając jej tzw. link juice – cząstkę swojego autorytetu;
linki nofollow – wcześniej uniemożliwiały robotom wyszukiwarki podążanie za linkami; od niedawna stanowią jedynie wskazówkę, by tego nie robić.
Które z nich wybrać? Linki dofollow mają największy wpływ na pozycjonowanie i powinny stanowić trzon profilu linków, jednak ważne jest także jego zróżnicowanie. Warto więc pamiętać o tym, że linki nofollow również odgrywają rolę w procesie link buildingu.
Efektywne strategie link buildingu na 2025 rok – 4 propozycje
Techniki, które dają dobre efekty, zakładają przede wszystkim stworzenie naturalnego profilu linków oraz dokładną ewaluację jakości źródeł linkowania.
1
Synergia linków wewnętrznych i zewnętrznych
Prowadząc link building, nie można zapomnieć o linkowaniu wewnętrznym. Odnośniki kierujące do innych podstron w obrębie Twojej witryny pomagają zarówno użytkownikom, nawigując ich po stronie, jak i robotom Google’a, które oceniają witrynę pod względem przejrzystości budowy. Pozyskiwanie linków zewnętrznych powinno być poparte odpowiednią aranżacją linkowania on-site, co zagwarantuje zróżnicowany i naturalny przepływ link juice przez Twoją domenę.
2
Data-Driven Link Building
To podejście zakłada podejmowanie decyzji o źródłach i sposobie linkowania tylko na podstawie dostępnych danych. Liczne narzędzia SEO pomagają wybrać odpowiednie domeny referujące poprzez możliwość weryfikacji wskaźników ich autorytetu oraz pozycji na daną frazę kluczową. Podobnie działa algorytm Google, który nie kieruje się emocjami i intuicją, ale przede wszystkim dostępną bazą danych.
Strategia Data-Driven Link Building gwarantuje Ci więc skuteczny link building zarówno w krótkiej, jak i dłuższej perspektywie. Wymaga to jednak dużego budżetu oraz utrzymania licencji wielu narzędzi SEO, o czym warto pamiętać, decydując się na taki krok.
3
Ręczna weryfikacja źródeł linków
Podobnie skuteczną techniką może być zdanie się na własną wiedzę, doświadczenie oraz intuicję. Narzędzia SEO w tym przypadku pełnią rolę doradców, a ostateczną decyzję podejmuje pozycjoner. Nie wymaga to więc tak dużego budżetu – w końcu dane możesz pozyskiwać z mniejszej liczby źródeł, w dużej mierze kierując się własnymi przeczuciami w oparciu o dostępne wskaźniki.
4
Cross marketing
Cross marketing zakłada współpracę z inną stroną bądź wieloma domenami działającymi w podobnym kręgu tematycznym, niestanowiącymi jednak bezpośredniej konkurencji. Marketing krzyżowy działa dobrze, jeśli produkty bądź usługi proponowane przez oba podmioty wzajemnie się dopełniają, np. warsztat samochodowy i sklep z częściami do aut. To ułatwia link building, ponieważ obie witryny mogą w kontrolowany sposób dzielić się wartościowymi odnośnikami, wzajemnie zwiększając swoje pozycje w SERP-ach.
Jakie linki nie mają sensu oraz czego nie warto robić?
Wiesz już, czym jest link building i jak linkować, znasz narzędzia oraz techniki budowania linkowego profilu, by był on naturalny i pomagał w pozycjonowaniu… Teraz czas na przestrogi.
Przede wszystkim: jeżeli ktoś obiecuje Ci kosmiczną liczbę odnośników za stosunkowo niewielkie pieniądze, uwierz mi – nie warto. Unikaj także masowego ich pozyskiwania w sposób zautomatyzowany. Linki będą niskiej jakości, z niezbyt wartościowych źródeł i mogą wyrządzić Ci więcej krzywdy, niż przynieść korzyści. Algorytmy Google są wyczulone na tego typu działania, w efekcie czego ranking serwisu może zostać obniżony. Link building to proces długotrwały i żmudny, i naprawdę trudno tu o drogę na skróty. W dłuższej perspektywie dużo lepiej sprawdzą się rzetelne działania.
Nie warto pozyskiwać linków z katalogów, które już dawno zatraciły wartość w oczach algorytmu wyszukiwarki. Nieopłacalne stały się także systemy wymiany linków, które dostarczają odnośniki wątpliwej jakości – to prosty sposób na karę od Google’a i niższe pozycje, a domniemane zyski nie są warte podejmowanego ryzyka. Ponadto linki w sekcjach stron, które się nie indeksują, nie mają żadnego wpływu na pozycjonowanie – zdobywanie ich jedynie przepali Twój budżet.
Uważaj na nadmiar anchorów exact i partial match, szczególnie na początku swojej przygody z link buildingiem. Może to sugerować skrajną nienaturalność linkowania, czego Google nie lubi i stara się wyłapywać takie praktyki. Dużo lepiej sprawdzi się naturalny, zróżnicowany profil linków, który nie prowadzi tylko do jednej podstrony.
Nie spamuj linkami na social mediach. Ze względu na oznaczenie nofollow nie mają one tak dużej wartości dla pozycjonowania Twojej witryny; mogą co najwyżej rozzłościć pozostałych użytkowników mediów społecznościowych. Miej jednak na uwadze, że subtelne linkowanie w SM pomoże zdywersyfikować źródła odnośników – to z kolei jest bardzo przydatną opcją.
Pamiętaj także o tym, że link building – podobnie jak inne techniki pozycjonowania – nie przyniesie natychmiastowych efektów. Skuteczna praca nad profilem linków do Twojej witryny to jednak gwarancja sukcesu w dalszej perspektywie. Nie spiesz się i dokładnie analizuj swoje działania.
Podsumujmy…
Link building to proces, który wymaga dokładności, doświadczenia oraz wiedzy. Jest on jednak istotną częścią działań SEO i zgłębienie jego tajników z pewnością pomoże Ci w pracy nad pozycjonowaniem Twojej witryny.
Mam nadzieję, że ten przewodnik po link building był dla Ciebie przydatny i dzięki niemu wiele kwestii stało się jasnych i bardziej zrozumiałych. Wierzę też, że garść skutecznych strategii na 2025 rok pomoże Ci w pozyskiwaniu wartościowych odnośników. Powodzenia!
Podczas dotychczasowych XVIII edycji I Love Marketing & Technology – największej konferencji o marketingu w Polsce – odbyło się łącznie 736 prezentacji. Dzięki temu, że nasza konferencja jest zgrywalizowana, a uczestnicy mają możliwość ocenienia wystąpień, każdy z prelegentów i prelegentek miesiącami zbiera najlepsze case’y i dokłada wszelkich starań, aby przygotować naprawdę dobrą prezentację!
Obejrzyj 29 najlepszych prezentacji w historii konferencji I Love Marketing & Technology, które są dostępne na naszym kanale na YouTube! Każda z nich otrzymała średnią co najmniej 5,59/6 – co oznacza, że zobaczysz najlepszych z najlepszych!
A kolejna edycja #ilovemkt odbędzie się już 8-10 kwietnia 2025 roku! Dołącz do nas, aby nie przegapić inspirujących wystąpień!
29. Łukasz Kępiński: Jak post z dziadkiem grającym w Dooma pozwolił mi zrobić 2 mln przychodu
Edycja: XIV
Dzień: I Love Marketing
Średnia: 5,59
Podczas swojej prezentacji na #ilovemkt Łukasz Kępiński zdradził swoje sprawdzone sposoby na pozyskiwanie klientów w B2B oraz dostawanie więcej lepszych briefów. Ponadto z wystąpienia dowiesz się, jak sprawić, by cold mail wcale nie był cold, a Twoje wiadomości do potencjalnych klientów nie pozostawały bez odpowiedzi!
28. Cezary Stacewicz: Rebelia marketingu
Edycja: XIV
Dzień: I Love Social Media
Średnia: 5,59
63% ludzi widzi w kółko te same reklamy, a 44% uważa, że te reklamy ich w ogóle nie dotyczą. Jak w takim razie robić reklamy? Warto zapoznać się z pojęciem guerilla marketing! Czym on jest i jak go wykorzystać w praktyce? Cezary Stacewicz tłumaczy to na przykładach w swojej prezentacji, którą wygłosił podczas konferencji I Love Marketing & Technology!
27. Andrzej Brandt: Wyżej ROASu nie podskoczysz – taktyki na przebicie sufitu
Edycja: XVI
Dzień: I Love Ads & Analytics
Średnia: 5,59
Ścieżka zakupowa użytkownika staje się coraz dłuższa i bardziej skomplikowana. Może trwać wiele dni i obejmować wiele kanałów. To pokazuje, jak nieadekwatne wobec aktualnych procesów zakupowych stały się klasyczne modele obrazowania zachowań zakupowych, jak np. lejki. Lepiej może sprawdzić się model Messy Middle. Więcej na temat tego, jak przebić tytułowy sufit ROAS-u, dowiesz się z prezentacji!
26. Karol Dziedzic: Jak się przygotować na 2023?
Edycja: XIV
Dzień: I Love Ads & Analytics
Średnia: 5,59
W swojej prezentacji Karol Dziedzic przedstawił, jakie zmiany nastąpiły w Google (takie jak np. Performance Max czy konieczność przejścia na GA4) i co należało uwzględnić, aby prowadzić skuteczne działania w 2023 roku.
25. Paweł Tkaczyk: Cyfrowi antropolodzy, czyli marketingowe kompetencje przyszłości
Edycja: XV
Dzień: I Love SEO & Content
Średnia: 5,6
Content is the king, ale to algorytm rządzi marketingiem treści. Jak działają algorytmy w social mediach? Czy da się je rozpracować? Czym jest algorytm sortujący? I przede wszystkim: jak wykorzystać tę wiedzę w praktyce? Tego wszystkiego dowiesz się z prezentacji Pawła Tkaczyka!
24. Cezary Stacewicz: Jak będąc małym, tworzyć duże treści czyli virality od kuchni
Edycja: VIII
Dzień: I Love Influencer Marketing
Średnia: 5,617
Wcale nie trzeba mieć dużego profilu w social mediach, aby tworzyć treści, które staną się viralem. Wystarczy wiedzieć, jak wykorzystać virality, czyli wirusowość treści. Cezary Stacewicz w swojej prezentacji przedstawia kilka elementów, których obecność wpływa na odbiorców, zachęcając ich do udostępniania treści.
23. Kamil Kozieł: Pozornie nieistotne czynniki, o które warto zadbać w marketingu
Edycja: XIII
Dzień: I Love Marketing
Średnia: 5,619/6
Kamil Kozieł podzielił się pozornie nieistotnymi czynnikami w marketingu, które jednak odgrywają bardzo dużą rolę. Dlaczego? Ponieważ ludzie są nieracjonalni. Nie tylko podejmują nieracjonalne decyzje (również te zakupowe), ale także „mylą się” w podobny sposób. O co więc musisz zadbać? Tego dowiesz się z prezentacji!
22. Jakub Biel: Kreatywne reklamy, które sprzedają
Edycja: I Love Marketing℠ TOP 20 #ILOVEMKT (XI)
Dzień: Special Edition
Średnia ocen: 5,62/6
Jak tworzyć niestandardowe kampanie, które nie tylko przynoszą polubienia i zasięgi, ale także realnie wpływają na sprzedaż? Swoje sposoby na kreatywne reklamy zdradzi Ci Jakub Biel!
21. Kamila Kotowska: Wkurzony klient to najlepszy klient. Jak dane behawioralne wykorzystać w adsach?
Edycja: XIV
Dzień: I Love Ads & Analytics
Średnia: 5,63
Dlaczego wiedza o tym, co frustruje Twoich klientów, może pomóc Ci w zwiększeniu konwersji? Gdzie szukać takich danych? Zobacz praktyczne porady od Kamili Kotowskiej, jak zoptymalizować swój biznes dzięki analityce behawioralnej!
20. Tomasz Palak: Na czym złapie Cię prawnik?
Edycja: VIII
Dzień: I Love Social Media
Średnia ocen: 5,642/6
Tomasz Palak wciela się we wrednego prawnika i pokazuje, jak można na różne sposoby zrozumieć słowa lub całe zdania zawarte w umowach. Jak uniknąć takich nieporozumień, które mogą doprowadzić do sporych rozczarowań (a może nawet i rozpraw sądowych)? O co zadbać w umowach? Tego dowiesz się z prezentacji „Na czym złapie Cię prawnik?”!
19. Tomasz Miler: Jak za pomocą marketingu online zbudowałem bazę odbiorców sprzedaży fizycznej?
Edycja: I Love Commerce
Średnia ocen: 5,65/6
Zobacz zwycięską prezentację Tomasza Milera z pierwszej edycji I Love Commerce, dzięki której dowiesz się, jak możesz wykorzystać marketing online, aby robić biznes offline.
18. Łukasz Chwiszczuk: Wszystko co chcieliście wiedzieć o Google Ads, ale wstydziliście się zapytać
Edycja: XII
Dzień: I Love Ads & Analytics
Średnia ocen: 5,657/6
Poznaj 7 przydatnych wskazówek prosto od Łukasza Chwiszczuka, dzięki którym będziesz tworzyć naprawdę skuteczne kampanie w Google Ads!
17. Mariya Kallagova: 5 grzechów w UGC, które prawdopodobnie popełniasz
Edycja: XVII
Dzień: I Love Social Media
Średnia: 5,658
Autentyczność potrafi budować relacje – także w social mediach. Udowadniają to statystyki: 90% milenialsów uważa, że autentyczność marki wpływa na ich decyzje zakupowe. Z kolei 73% gen Z ufa poleceniom zaufanych influencerów tak samo jak rodzinie i znajomym. Jak więc wykorzystywać UGC (user generated content), aby było to skuteczne? Tego dowiesz się z prezentacji Marii Kallagovej!
16. Kamil Kozieł: Co musisz wiedzieć o skutecznych prezentacjach?
Edycja: VIII
Dzień: I Love Marketing
Średnia ocen: 5,683/6
Kamil rozprawia się z popularnymi mitami na temat przygotowywania prezentacji na konferencje branżowe, TED czy spotkania u klienta. Pokazuje też, o czym warto pamiętać oraz przedstawia uniwersalną strukturę, która sprawdzi się w konstruowaniu każdego wystąpienia.
15. Monika Czaplicka: Hejt i trolling – broń się przed negatywami
Edycja: I
Dzień: I Love Marketing
Średnia ocen: 5,688/10
Kryzysy w mediach społecznościowych wybuchają w weekendy, ale nie tylko. Jak radzić sobie z negatywnymi komentarzami na profilach marki? W swojej prezentacji Monika pokazuje, jak oddzielić hejt i trolling od konstruktywnej krytyki oraz jak odpowiadać na takie komentarze, by nie narażać wizerunku firmy/organizacji.
14. Kamil Kozieł: Jak decyduje Twój klient?
Edycja: XII
Dzień: I Love Marketing
Średnia ocen: 5,689/6
Ekonomia behawioralna to dziedzina nauki, która wyjaśnia, w jaki sposób decydują Twoi klienci – a wiedza ta pozwoli Ci zwiększyć sprzedaż bez zwiększania budżetu. Brzmi kusząco? Więcej na temat tego, jak to zrobić, dowiesz się z prezentacji Kamila Kozieła!
13. Wojtek Ławniczak: O podejściu premium w marketingu
Edycja: XVI
Dzień: I Love Marketing
Średnia: 5,69
Premium to nie luksus, to półka wyżej. Wojtek Ławniczak tłumaczy, czym jest podejście premium w marketingu oraz dzieli się czterema praktycznymi działaniami strategicznymi, związanymi z obszarem premium, które mogą pomóc Ci we wzmocnieniu swojej marki i zwiększeniu zysków.
12. Mariya Kallagova: Prosty sposób, jak tworzyć reklamy video, które sprzedają i są oglądane
Edycja: XVI
Dzień: I Love Ads & Analytics
Średnia ocen: 5,711
W czasach, kiedy okres skupionej uwagi użytkowników social mediów stale się zmniejsza, coraz trudniej robić skuteczne reklamy w internecie. Mariya Kallagova dzieli się sprawdzonym frameworkiem, dzięki któremu możesz tworzyć kreacje reklamowe, które będą nie tylko chętnie oglądane, ale także będą sprzedawać!
11. Kamil Kozieł & Piotr Bucki: O narracji, którą udostępniasz. Dekonstrukcja reklamy Allegro
Edycja: III
Dzień: I Love Marketing
Średnia ocen: 5,717
Większość dobrych reklam opartych jest na dobrze napisanych historiach. W swojej prezentacji Kamil Kozieł wraz z Piotrem Buckim zdradzają, jak skutecznie zastosować storytelling przy tworzeniu kreacji marketingowych. Wszystko w oparciu o viralową reklamę Allegro z dziadkiem i nauką języka angielskiego.
10. Tomasz Miler: Historia rebrandingu portfeli manumi.pl
Edycja: VI
Dzień: I Love Marketing
Średnia ocen: 5,718/6
Rebranding to zawsze poważne wyzwanie. Jak przekształcić markę, aby na tym zyskać, a nie stracić? Swoim case study podzielił się Tomasz Miler, który opowiedział o rebrandingu marki manumi.pl.
9. Maciej Lewiński: 5 najbardziej strzeżonych sekretów w Google Analytics
Edycja: V
Dzień: I Love Marketing
Średnia ocen: 5,72/6
„Świat nie jest gotowy na Polaków”. Takimi słowami Maciej Lewiński przekonywał uczestników konferencji, którzy oglądali jego prezentację, że jest kilka prostych sposobów, aby uzyskać dostęp do dodatkowych informacji w Google Analytics.
8. Tomek Graszewicz: Sztuka konwersacji z AI
Edycja: XV
Dzień: I Love Marketing
Średnia ocen: 5,74/6
Umiejętność rozmawiania ze sztuczną inteligencją stanie się nową kompetencją XXI w. Jak robić to skutecznie, aby otrzymywać zadowalające odpowiedzi na wpisane prompty? Tomek Graszewicz w swoim wystąpieniu podzielił się siedmioma sprawdzonymi wskazówkami w zakresie sztuki konwersacji z AI.
7. Łukasz Chwiszczuk: Jak podkręcić sprzedaż w Google Ads?
Edycja: VIII
Dzień: I Love Ads & Analytics
Średnia ocen: 5,744/6
Bardzo konkretna prezentacja Łukasza Chwiszczuka o optymalizacji kampanii w Google Ads. Zobacz, jakie ustawienia niestandardowe warto zastosować oraz na jakie czynniki zwraca uwagę Google.
6. Piotr Bucki: Rzeczywistość nie ma znaczenia. Liczy się tylko percepcja
Analiza danych w dzisiejszej rzeczywistości jest nie lada wyzwaniem. Informacji, które do nas docierają, jest zwyczajnie za dużo. Maciej Lewiński proponuje posegmentowanie ich na trzy płaszczyzny, które zdecydowanie ułatwią Ci pracę.
4. Jakub Biel: Jak za 1 zł dotrzeć do 1 000 000 klientów? Kampanie niestandardowe, które działają
Edycja: VIII
Dzień: I Love Social Media
Średnia ocen: 5,779/6
Mały budżet stwarza wielkie możliwości. Gdy masz mniej pieniędzy, musisz mieć więcej dobrych pomysłów. Niestandardowe myślenie w tworzeniu kampanii reklamowych ma większą wartość niż milionowe budżety, a efektywność takich kampanii potrafi mocno zaskoczyć. Zobacz, jak tworzyć treści, które rozejdą się szeroko po internecie.
3. Janina Bąk: Wszystkie błędy, które popełniasz, analizując statystyki w marketingu
Edycja: VI
Dzień: I Love Social Media
Średnia ocen: 5,791/6
Błędna analiza danych prowadzi do błędnych wniosków. Te z kolei prowadzą do podejmowania błędnych decyzji. Właśnie dlatego dobrze robiona analityka jest tak istotna. Zobacz, na co zwracać szczególną uwagę, sprawdzając osiągi swoich mediów społecznościowych.
2. Wojtek Ławniczak: Bitwa na gary, czyli nikt nie prosił, wszyscy potrzebowali
Edycja: XV
Dzień: I Love Marketing
Średnia ocen: 5,81/6
Podejście jobs to be done jasno, prosto i konkretnie wyjaśnia mechanizm, który stoi za wszystkimi decyzjami konsumenckimi. A ludzie nie kupują produktów albo usług, tylko je zatrudniają do wykonania określonej pracy. Tak, to nie pomyłka – zatrudniają produkt, a kiedy pojawi się lepszy, to zwalniają ten zatrudniony. A jak projektuje się coś, co łatwo zatrudnić i trudno zwolnić? Wojtek tłumaczy to na przykładzie Thermomixa.
1. Janina Bąk: Co mierzyć, by się dowiedzieć? O statystykach przydatnych w influencer marketingu
Edycja: V
Dzień: I Love Social Media
Średnia ocen: 5,815/6
Influencer marketing to skuteczna forma promocji – pod warunkiem, że dobierzemy właściwego twórcę. Kluczowa w tym zakresie będzie analiza zasięgów wybranej osoby. O tym, jak przeprowadzić ją dobrze, opowiada Janina Bąk.
Wpływ technologii na marketing nabiera tempa, ale czy faktycznie zmierzamy we właściwym kierunku? Podczas gdy jedni intensywnie eksplorują nowości, inni wciąż borykają się z ich wdrożeniem, a większość balansuje gdzieś pomiędzy. W tym artykule dzielę się doświadczeniami z pierwszej linii frontu, które ukształtowały nasze podejście do planowania technologicznego rozwoju. Zobacz praktyczne porady, jak zaplanować rozwój technologiczny w 2025 roku!
Ostatnie miesiące w marketingu przypominają jazdę kolejką górską. Stale słyszymy o „przełomowych” narzędziach AI, które mają zrewolucjonizować naszą pracę. W praktyce jednak często nie spełniają one pokładanych w nich nadziei.
Świetnie obrazuje to nasza próba wykorzystania AI do tworzenia zdjęć produktowych w e-commerce w 2024 roku. Początkowo byliśmy podekscytowani możliwością automatyzacji procesu. Redukcja kosztów profesjonalnych sesji i przyspieszenie publikacji produktów wydawały się dostępne na wyciągnięcie ręki. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te oczekiwania.
Głównym problemem okazała się jakość generowanych zdjęć. AI miało trudności z zachowaniem proporcji produktów, odwzorowaniem detali czy oddaniem właściwej tekstury materiałów. Zamiast przyspieszyć proces, często traciliśmy czas na niekończące się próby uzyskania akceptowalnych rezultatów.
Do tego wciąż zmagamy się z codziennymi wyzwaniami: niespójnymi procesami, danymi rozproszonymi pomiędzy różnymi narzędziami i brakiem czasu na wdrażanie innowacji.
Jako osoba, która na co dzień wprowadza rozwiązania oparte o technologię oraz z nich szkoli, codziennie obserwuję ten dysonans. Większość zespołów marketingowych balansuje między ekscytacją możliwościami, jakie dają nowe technologie, a frustracją wynikającą z trudności w ich praktycznym zastosowaniu.
PORADA
Planując 2025 rok, warto zadać sobie podstawowe pytanie: czy skupiamy się na właściwych priorytetach? Zamiast gonić za każdą nową funkcją AI (jak choćby podczas grudniowego 12 days of OpenAI, gdzie każdego dnia ogłaszano nowe funkcje), powinniśmy najpierw zbudować solidne podstawy technologiczne i mieć dobry plan działania.
Budowanie fundamentów technologicznych
Zanim zaczniemy rozmawiać o konkretnych narzędziach czy rozwiązaniach, musimy zmienić sposób myślenia o technologii w marketingu. Często popełniamy błąd, szukając „narzędzia do…” zamiast najpierw zastanowić się, co chcemy osiągnąć i dlaczego? To kluczowa różnica — w pierwszym przypadku zaczynamy od rozwiązania, szukając do niego problemu, w drugim — zaczynamy od zrozumienia naszych potrzeb.
Na początek warto zadać sobie kilka prostych pytań:
Które procesy w zespole są najbardziej czasochłonne lub frustrujące?
Gdzie najczęściej pojawiają się błędy lub niespójności?
Jakie zadania powtarzamy regularnie?
Z których narzędzi korzystamy tylko częściowo, nie wykorzystując ich pełnego potencjału?
Te pytania pomogą nam określić priorytety i skupić się na rozwiązaniach, które przyniosą największą wartość. W naszej praktyce sprawdził się następujący model działania:
1
Zaczynamy od audytu obecnych procesów
Okazało się, że w niektórych przypadkach korzystaliśmy tylko z 30-40% funkcji płatnych narzędzi, podczas gdy część powtarzalnych zadań wykonywaliśmy ręcznie. Po dokładnej analizie możliwości dostępnych aplikacji udało nam się zautomatyzować niektóre rutynowe działania bez dodatkowych inwestycji.
2
Identyfikujemy „quick wins”
Przykład? Wprowadzenie prostych automatyzacji w procesie akceptacji treści zmniejszyło zaangażowanie naszych specjalistów o 20%. W tym przypadku połączyliśmy zarówno narzędzia dostępne na rynku, jak i wcześniej opracowane rozwiązania, które były już częścią naszego stack’u technologicznego.
3
Budujemy na sukcesach
Każde udane wdrożenie to nie tylko usprawnienie procesu, ale też okazja do nauki. Dokumentujemy zarówno sukcesy, jak i porażki, tworząc bazę wiedzy dla zespołu. To pozwala nam unikać powtarzania tych samych błędów i szybciej identyfikować potencjalne problemy w kolejnych projektach.
Ważne jest też zrozumienie, że wdrażanie technologii to proces, a nie jednorazowe działanie. W praktyce oznacza to, że zamiast próbować wprowadzić wszystko naraz, lepiej skupić się na solidnych podstawach i stopniowo je rozwijać.
Budowanie kultury technologicznej w zespole
To, czy Twój zespół skutecznie wykorzysta technologię, zależy również w dużej mierze od kultury organizacyjnej. Nie chodzi tylko o dostęp do narzędzi czy szkoleń, ale o stworzenie środowiska, w którym eksperymentowanie jest naturalną częścią codziennej pracy. Dokładniej oznacza to trzy kluczowe elementy:
1. Bezpieczne eksperymenty
Każda nieudana próba automatyzacji czy wykorzystania AI to po prostu nowe doświadczenie. W naszej praktyce sprawdziło się ustalenie jasnych ram dla eksperymentów:
Określamy, które procesy mogą być przedmiotem testów.
Definiujemy zasady bezpiecznego testowania (np. nigdy nie używamy prawdziwych danych klientów).
Ustalamy budżet czasowy na eksperymenty.
2. Zespołowe podejście do nauki
Zamiast pozostawiać każdego członka zespołu samego z nowymi technologiami, tworzymy małe grupy projektowe. Sprawdziły się:
Regularne 30-minutowe spotkania, gdzie dzielimy się informacjami na temat naszych testów.
Biblioteka przypadków — dokumentujemy zarówno udane wdrożenia, jak i ślepe zaułki.
Kanał na Slacku do dzielenia się ciekawymi znaleziskami i naszymi obserwacjami.
3. Jasna ścieżka rozwoju
Naiwne jest myślenie, że każdy zostanie ekspertem od wszystkiego. Ważne, żeby podstawy były wspólne, a zespół potrafił wzajemnie się wzmacniać. Oznacza to:
Określenie podstawowych kompetencji wymaganych od wszystkich.
Identyfikację obszarów specjalizacji dla poszczególnych osób.
Plan rozwoju dopasowany do roli i zainteresowań.
Wiem, że to oczywiste, ale jednak nadal część firm wpada w pułapkę, w której technologia, zamiast wspierać pracę zespołu, staje się dla niego dodatkowym obciążeniem. Dlatego tak ważne jest, by każde nowe rozwiązanie było wprowadzane z myślą o realnych potrzebach i możliwościach zespołu.
Plan działania na 2025
Planując rozwój technologiczny na kolejny rok, warto skupić się na trzech obszarach:
1. Fundamenty i procesy
Pierwszym krokiem jest uporządkowanie tego, co już mamy:
Przegląd obecnie używanych narzędzi — które są wykorzystywane optymalnie, a które tylko częściowo?
Identyfikacja powtarzalnych procesów, które można zautomatyzować.
Jak obecne aplikacje ze sobą współpracują — np. gdzie tracimy czas na ręczne przenoszenie informacji?
2. Rozwój zespołu
Zanim zaczniemy wdrażać nowe rozwiązania, zadbajmy o:
Wyrównanie podstawowej wiedzy technologicznej w zespole.
Określenie obszarów specjalizacji dla poszczególnych osób.
Stworzenie systemu dzielenia się wiedzą i dobrymi praktykami.
Plan działania powinien uwzględniać zarówno regularne warsztaty, jak i dostęp do mentoringu lub konsultacji.
3. Efektywne eksperymenty
Bazując na doświadczeniach z 2024, warto:
Zidentyfikować obszary, w których nowe technologie mogą przynieść największą wartość.
Zaplanować testy rozwiązań, które wcześniej „zaparkowaliśmy” (w naszym wypadku było to generowanie wideo, a ostatnie ogłoszenia skłoniły nas ponownego zgłębienia tematu).
Wyznaczyć jasne kryteria sukcesu dla każdego eksperymentu: maksymalny czas trwania testu, budżet (czasowy i finansowy), mierzalne kryteria sukcesu oraz plan alternatywny w przypadku niepowodzenia.
Rozwój technologiczny w 2025 roku: podsumowanie
Intensywny rok wdrożeń, warsztatów i pracy nad nowymi rozwiązaniami potwierdził jedno — znajdujemy się w naprawdę ciekawym momencie, w którym nie tylko zyskujemy coraz większe możliwości, ale i burzymy kolejne silosy. Cieszy mnie to, że coraz rzadziej widzę pytanie „jakie narzędzia wdrożyć?”, a dyskusje częściej zaczynają się od tego „jaką zmianę chcemy wprowadzić?”. Technologia staje się naturalnym elementem tej drogi i to podejście z pewnością będzie się rozwijać w kolejnych latach, co osobiście niesamowicie mnie nakręca!
Tworzenie contentu pod SEO w mniejszym bądź większym stopniu zmienia się z roku na rok. Czynniki, jakie trzeba brać pod uwagę w 2025 roku, może nie są zupełnie najnowsze, ale razem wzięte sprawiają, że treści nie możemy już pisać jak jeszcze 2–3 lata temu. Czym są entities, E-E-A-T oraz Helpful Content i w jaki sposób zmieniają myślenie o tym, co dotąd wyznaczało kierunek w SEO copywritingu, czyli o frazach kluczowych? A może dziś frazy kluczowe są już wręcz passe?
Frazy kluczowe, czyli jak to działało dawniej
Google jest wyszukiwarką tekstową. Użytkownik wpisuje swoje zapytanie i na tej podstawie otrzymuje wyniki wyszukiwania – listę linków, które algorytm uznał za najlepiej odpowiadające aktualnej potrzebie szukającego. Owo zapytanie to właśnie fraza kluczowa.
Różnorodne narzędzia do analizy fraz kluczowych zbierają dane na temat tego, jak często użytkownicy wpisują określone frazy do wyszukiwarki i dostarczają informacji o tzw. miesięcznym wolumenie wyszukiwań, sezonowości fraz czy ich konkurencyjności, a my, specjaliści od treści optymalizowanych pod SEO, analizujemy te informacje i dzięki temu wiemy, na jakie tematy warto pisać treści. A przede wszystkim, jakie frazy kluczowe umieszczać w tych treściach. Roboty Google’a wyszukują w treściach na stronach właśnie te ciągi znaków składających się na frazy. To tak w największym skrócie.
Jeszcze 10 lat temu największe znaczenie miało więc to, by frazy umieszczać w niezmienionej formie i w odpowiednim natężeniu. Każdy, kto stawiał pierwsze kroki w copywritingu SEO, pytał najczęściej o to, jaki ma być procentowy udział fraz kluczowych w tekście i jakie triki stosować, by jak najwięcej fraz „upchnąć” w ich oryginalnej postaci.
Teksty rojące się od pokracznych wstawek w stylu „Nasz salon fryzjerski Szczecin działa od 5 lat” i „W naszym sklepie znajdziesz Adidas koszulki oraz Nike koszulki tanie” były na porządku dziennym. Ale algorytm Google ewoluuje i z biegiem lat coraz bardziej premiuje treści, które brzmią naturalnie i są wartościowe dla realnego odbiorcy. Ciężar przesuwa się z optymalizacji pod roboty wyszukiwarki na optymalizację pod żywego człowieka.
Ok, cofnęłam się do naprawdę starych czasów w SEO. A przecież naturalne użycie fraz, ich odmiana, stosowanie synonimów i przejście z ilości na jakość to rzeczywistość, w której żyjemy już od wielu lat. Podejrzewam, że w branży są obecnie osoby, które tego, co opisałam wyżej, wcale nie znają z własnego doświadczenia, a jedynie (jeśli już) z opowieści starszych kolegów. Czy warto więc o tym mówić? Tak! Choćby po to, żeby uświadomić sobie, jak znaczące są zmiany w działaniu wyszukiwarki obecnie.
Frazy kluczowe a entities
Obecnie wyszukiwarka działa, opierając się na rozumieniu jednostek wiedzy, nie zaś ciągów znaków, a więc fraz kluczowych. Te jednostki wiedzy to właśnie entities – encje. Wcześniej Google gromadził wiedzę w postaci tekstów, teraz – jednostek uporządkowanej wiedzy. Jeśli więc chciałeś się ze swoją stroną internetową wyświetlać na zapytanie „salon fryzjerski Szczecin”, powinieneś był używać tej frazy w swoich treściach, żeby wyszukiwarka mogła dopasować frazę wpisaną przez użytkownika do tej właśnie frazy na Twojej stronie.
Obecnie Google nie dopasowuje ciągów znaków, ale rozumie znaczenie słów. Rozpoznaje encje, w tym przypadku „salon fryzjerski” jako miejsce i „Szczecin” jako miasto. Interpretuje je w szerszym kontekście (usługi, miejsce pracy, konkretna lokalizacja).
Czym są encje?
Dla rozjaśnienia spójrzmy szerzej na to, czym są encje. To każde zjawisko, rzecz, osoba, miejsce, które można opisać w sposób ustrukturyzowany:
ludzie,
miejsca,
marki
idee,
rzeczy,
książki,
filmy,
muzyka,
wydarzenia,
daty,
kolory,
waluty,
rośliny,
zwierzęta,
i wiele innych.
Jak można poznać, że Google działa w oparciu o encje? Wpisując dziś w wyszukiwarkę frazę „najlepsze filmy 2023”, otrzymujemy takie wyniki:
Źródło: wyszukiwarka Google
Mamy tu konkretne propozycje filmów, które algorytm wybrał na podstawie ocen filmów z różnych serwisów poświęconych tej tematyce. Przeszukał zatem strony pod kątem jednostek wiedzy, ponieważ rozumie znaczenie zapytania „najlepsze filmy 2023”.
A przed erą entities? Google wyświetlał w wynikach takie strony, które zawierały tę frazę. Nie musiały być to więc wyniki najbardziej wiarygodne, bo wystarczyło, że ktoś napisał artykuł zoptymalizowany pod tę frazę na podstawie swoich osobistych preferencji i posłużył się w nim frazą „najlepsze filmy 2023” oraz frazami pokrewnymi.
Encje a content – jak entities wpływają na pisanie treści?
Czy to oznacza, że nie opłaca się dziś pisać recenzji oraz innych form o charakterze osobistych przemyśleń, bo Google i tak premiuje twarde dane, fakty i to, co obiektywne? W żadnym razie, to zdecydowanie błędna konstatacja. Piszmy, ale na tematy, w których możemy poszczycić się rangą eksperta.
Jeśli Twój biznes kręci się wokół kina, jesteś „uprawniony” do tworzenia contentu z recenzjami i ocenami filmów. Ale już wypowiadanie się na temat muzyki alternatywnej na rynku brytyjskim, oceny koncertów śląskiego rocka czy recenzowanie polskiej literatury faktu na tej samej stronie internetowej może wprowadzać algorytm w zakłopotanie. Ekspert od filmu czy też od muzyki? W tych pomniejszych dla Ciebie dziedzinach raczej nie uzyskasz statusu eksperta. A i dla prawidłowej oceny tematyki Twojej strony będzie to dodatkowym utrudnieniem.
PORADA
Chodzi więc o to, by zapełniać stronę treściami ściśle ze swojej dziedziny. Im więcej dogłębnie omówionych wątków w obrębie Twojego tematu nadrzędnego, tym łatwiej będzie Google’owi zrozumieć tematykę strony i co za tym idzie, pokazywać ją wyżej w wynikach wyszukiwania. Dobrze sprawdza się tu także optymalizacja entitów (bo tak też się o encjach i entitiesach mówi) na stronie internetowej.
W zależności od tego, z czym związany jest Twój biznes, mogą to być:
lokalizacje i atrakcje turystyczne (np. dla strony hotelu, wyszukiwarki noclegów),
gatunki drzew (dla producenta mebli, podłóg drewnianych), gatunki materiałów (dla internetowej pasmanterii, strony zakładu krawieckiego),
marki (np. dla sklepu internetowego z odzieżą sportową, sklepu z zegarkami, optyka),
gatunki roślin (dla sklepu ogrodniczego czy kwiaciarni online),
opisy schorzeń, urazów (dla sklepu z materiałami opatrunkowymi, sprzętem rehabilitacyjnym),
waluty (dla internetowego kantoru),
daty (dla strony muzeum czy innej placówki edukacyjnej).
To tylko niektóre przykłady. Można by rzec: daj mi biznes, a znajdę na niego encje do zoptymalizowania. Na to zagadnienie należy spojrzeć jeszcze bardziej szczegółowo – na poziomie fraz kluczowych.
Jak wiesz, fraz kluczowych jest niesamowicie dużo, zwłaszcza w niektórych tematach. W pierwszej kolejności przychodzą mi do głowy kulinaria, w których od dłuższego czasu contentowo intensywnie się obracam. Jak wiele kombinacji różnorodnych potraw, tak dużo fraz kluczowych. Weźmy sobie za przykład frazę „zupa pieczarkowa”. Spójrz, ile jest fraz związanych z różnymi wersjami tej zupy.
Źródło: keywordtool.io
Jeszcze całkiem niedawno wszystkie te frazy można było śmiało „ograć” jednym artykułem pod tytułem „Zupa pieczarkowa – przepis”. Artykuł na kilka tysięcy znaków mógł być ogólną opowieścią o tej zupie, nawet bez specjalnie sformatowanego przepisu kulinarnego, by zdobywać pozycje na wyżej pokazane frazy kluczowe. Z czasem na znaczeniu zaczęły zyskiwać takie artykuły, które już taki przepis podają.
Dlaczego? Bo coraz ważniejsze dla algorytmu Google było dopasowanie treści do intencji czytelniczej, a ta jest tu przecież oczywista – użytkownik, wpisując frazę „zupa pieczarkowa”, chce poznać przepis na tę zupę, ewentualnie sprawdzić pewne szczegóły, by poradzić sobie z gotowaniem w domu. Pewnie niespecjalnie interesują go informacje o pochodzeniu pieczarek czy historia przepisu na zupę.
Jak jest teraz? Można powiedzieć, że jeszcze trudniej. Jeśli w artykule podajemy jeden, podstawowy przepis na zupę pieczarkową (załóżmy, że będzie to zupa krem), to tym samym nie podajemy przepisu na zupę pieczarkową z makaronem, zupę pieczarkową z ziemniakami czy zupę pieczarkową z pulpetami. Owszem, możemy zamieścić te wszystkie frazy, wspominając, że „zupę pieczarkową da się przyrządzić na wiele różnych sposobów, dodając do niej…”, ale czy czytelnik znajdzie w Twoim artykule to, czego szuka, czyli przepis na pieczarkową z makaronem albo z pulpetami?
Ok, domyślam się, co możesz teraz myśleć. Czy na każdą taką frazę mam pisać osobny artykuł?! Czasami takie podejście byłoby naprawdę karkołomne, zwłaszcza gdy rozdrobnienie fraz jest bardzo duże (spójrz tylko na te kombinacje: zupa pieczarkowa z makaronem, zupa pieczarkowa z makaronem i serkiem topionym, zupa pieczarkowa z serkiem topionym i mięsem mielonym… Wariantów jest pewnie tyle, ile kombinacji trafienia szóstki w totolotka!).
PORADA
Chcę Ci jednak uświadomić, że treści trzeba dziś pisać klastrami. A więc nie jeden bardzo ogólnikowy artykuł o pieczarkowej, po którym przerzucisz się na przepisy na pizzę i carbonarę, ale seria wzajemnie się dopełniających artykułów o tej zupie i dopiero po wyczerpaniu tematu (i/lub potencjału), przejście do realizacji innego klastra tematycznego. Żeby nie zgubić się w gąszczu danych, powinieneś oczywiście wspierać się narzędziami do łączenia fraz kluczowych w klastry. Odpowiednie do tego moduły znajdziesz m.in. w SurferSEO czy Senuto. W maxroyu natomiast wykorzystujemy do tego autorskie rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.
Stosowanie fraz kluczowych w tekstach SEO a wytyczne E-E-A-T
Specjalizowanie się w swojej dziedzinie, pisanie na tematy, w których autor ma doświadczenie, budowanie poprzez to autorytetu – to wszystko ściśle wiąże się z nie tylko z Entity-based SEO, ale też z konceptem E-E-A-T, czyli wytycznymi Google’a co do tego, jakie kryteria musi spełnić strona internetowa, by została uznana za stronę wysokiej jakości. Nie jest to czynnik rankingowy, a więc nie powinien mieć wpływu na pozycje Twojej witryny w wynikach wyszukiwania, jednak uznaje się, że spełnianie tych warunków (bądź nie) ma na te pozycje pośredni wpływ.
E-E-A-T – co to takiego?
Zbiór zasad określanych tym akronimem znajduje się w Search Quality Evaluator Guidelines, przewodniku opracowanym z myślą o tzw. testerach jakości. Testerzy odwiedzają strony z topowych pozycji w SERPach i sprawdzają jakość stron. Z ich obserwacji wyciąga się wnioski odnośnie do tego, jak przydatne i pożyteczne są serwisy, które Google podsuwa użytkownikom w odpowiedzi na ich zapytania. Zbiór tych wniosków bierze się pod uwagę przy udoskonalaniu algorytmów Google’a. Początkowo akronim miał postać E-A-T, ale pod koniec 2022 roku został rozszerzony o dodatkowe „E”. Co stoi za poszczególnymi literami?
1
E – Expertise (wiedza specjalistyczna)
Strony są oceniane pod kątem tego, jak dużą wiedzę specjalistyczną prezentuje autor treści. Testerzy oceniają, czy poruszane na stronie zagadnienia o wysokim poziomie skomplikowana omawiane są przez autorów, którzy mają ku temu kompetencje (np. temat bezpieczeństwa podczas uprawniania kitesurfingu poruszany na stronie szkoły tego sportu przez certyfikowanych instruktorów).
2
E – Experience (doświadczenie)
To rozszerzenie pierwszej z zasad, czyli wiedzy specjalistycznej. Bo, jak wiadomo, często nawet bardzo zaawansowana wiedza teoretyczna nie wystarcza, by w pełni kompetentnie zajmować się jakimś zagadnieniem.
Przykładem może być psychodietetyk, który w przeszłości sam borykał się z zaburzeniami odżywania, a z czasem wyszedł z nich i wykształcił się w tym właśnie kierunku. Nie znaczy to jednak, że tylko ktoś, kto na własnej skórze doświadczył jakiegoś problemu, będzie uznawany za odpowiednio doświadczonego przez Google. Doświadczenie może się też przejawiać poprzez bogatą historię pracy z pacjentami w gabinecie psychodietetycznym (w kontrze do psychodietetyka po studiach, który nie ma za sobą żadnych współprac z pacjentami i swoje treści opiera wyłącznie na poznanej w trakcie edukacji teorii).
Pamiętasz wątek pisania recenzji filmów versus ich ocen w skali? Jeśli jesteś kinomaniakiem i recenzowanie filmów to dla Ciebie nie pierwszyzna, to Twoje treści mają szansę być oceniane wysoko. I nie jest powiedziane, że musisz mieć wykształcenie kierunkowe. Wiadomo, wiedza specjalistyczna plus doświadczenie to taka kumulacja atutów, ale dzięki temu, że ocen E-E-A-T dokonują żywi ludzie, nie są one tak zero-jedynkowe, jak w przypadku działania algorytmów. Przecież tester nie uzna jako niewiarygodne artykułów o pielęgnacji niemowląt blogerki, która jest matką, tylko dlatego, że nie jest przy tym położną, lekarzem pediatrą czy innym tego typu specjalistą.
3
A – Authoritativeness (wiarygodność)
Właściwie powiedziałam o nich już przy omówieniu dwóch pierwszych liter akronimu. Wiarygodny jest ten twórca internetowy, który pisze na tematy, na których się zna, i które wiążą się z jego obszarem działalności. Ale oprócz wiarygodności twórcy istnieje jeszcze wiarygodność strony. Np. za najbardziej wiarygodne źródło informacji o jakimś składniku kosmetycznym będzie uznana strona producenta, który ten składnik opracowała i pierwszy raz w swoich kosmetykach wykorzystała.
4
T – Trust (zaufanie)
To takie podsumowanie poprzednich zasad. Żeby strona została uznana za godną zaufania, powinna być wiarygodna i oparta na wiedzy oraz doświadczeniu twórców. Ponadto w składniku „trust” mówi się o dokładności, uczciwości, bezpieczeństwie i niezawodności.
Czy domyślasz się już, jakie powinno być podejście do fraz kluczowych w rzeczywistości, w której strony internetowe oceniane są w taki sposób? Myślę, że tak. Na pewno nie mogą stanowić punktu wyjścia i dyktować warunków w Twojej twórczości.
Weźmy znów za przykład psychodietetyka, który od specjalisty SEO dostaje rekomendacje tematów na bloga. Kilka z nich dotyczy zagadnień diety przy nowotworach złośliwych, które zresztą mają wysokie wolumeny wyszukań oraz wzrastający trend, jeśli chodzi o zainteresowanie tym tematem. Problem w tym, że ten psychodietetyk nie zajmuje się w swojej pracy pacjentami chorującymi na nowotwory. Nie jest to jego specjalizacją i tym bardziej nie ma doświadczenia w pracy z takimi osobami. Czy powinien zrealizować taki contentowy plan? Myślę, że nie masz wątpliwości.
Treść ze strony dietetyczki, która podkreśla, że ma zarówno wiedzę ekspercką, jak i doświadczenie (własne oraz w pracy z pacjentami).Przykład treści ze strony alaantkoweblw.pl. Autorki odniosły duży sukces w sieci, obecnie strona wyświetla się na pierwszej pozycji na frazę „blw”. Google (i nie tylko) uznaje stronę za godną zaufania, bo tworzą ją osoby, które rozpropagowały metodę rozszerzania diety niemowląt BLW w Polsce. Najważniejsze jest tu doświadczenie autorek, realna styczność z tym tematem.
Frazy kluczowe a Helpful Content
Jak wspominałam, wytyczne E-E-A-T nie są czynnikiem rankingowym Google. Jednak bardzo mocno pokrywają się one z założeniami, o jakich mówi aktualizacja algorytmu z 2022 roku o nazwie Helpful Content. Chodzi o to, że Google premiuje takie treści, które są przydatne dla użytkowników.
Można to sprowadzić do stwierdzenia, że wyżej klasyfikowane w wynikach wyszukiwania są te serwisy, które dostarczają wartościowych treści, a nie zapychaczy mających za zadanie budować widoczność na jak największą liczbę fraz.
Nie powiem więc tu niczego nowego – nastawienie w strategii contentowej na pisanie na coraz więcej fraz, bez analizy, czy frazy te odpowiadają wiedzy i doświadczeniu twórcy, nie prowadzi dziś do niczego dobrego.
Jak więc tworzyć content, który jest przydatny?
Pisz wyczerpująco, nie lej wody, upychając frazy kluczowe.
Unikaj pisania, kierując się tylko wolumenem wyszukań, kosztem dopasowania tematów do Twojej niszy.
Bądź oryginalny – nie pisz innymi słowami tego, co znajdziesz na innych stronach, ale dodawaj do treści osobisty pierwiastek, np. w postaci wniosków z własnych analiz, własnego doświadczenia, a nawet badań.
Odpowiadaj na sygnały odbiorców odnośnie do tego, co ich realnie interesuje.
Frazy rozmieszczaj mądrze, w strategicznych miejscach (jak tytuł, nagłówki), pilnując przy tym poprawności językowej (precz z „salon fryzjerski Szczecin”, „koszulki Adidas męskie promocja” i „dieta 10 kg w 2 tygodnie jadłospis”!)
Wnioski? Frazy kluczowe wciąż są super ważne, ale nie tak… kluczowe w rozumieniu stawiania ich na pierwszym miejscu. W centrum uwagi powinieneś mieć realnego użytkownika, bo Google dziś doskonale rozpoznaje wartościowe, godne zaufania treści i to właśnie je premiuje.
Jeśli potrzebujesz więcej wiedzy na o tym, jak pisać dobre treści pod SEO, zapraszam Cię na moje szkolenie SEO copywriting od podstaw. Będzie na nim jeszcze więcej o frazach i innych aspektach, które musisz brać pod uwagę jako twórca treści budujących widoczność organiczną strony!
W marketingu internetowym czas zdaje się biec szybciej. Nowe formaty reklamy wypierają starsze, a na naszych oczach zmieniają się zwyczaje odbiorców. Marketing internetowy coraz bardziej stoi pod znakiem sztucznej inteligencji, pomocnej w tworzeniu i targetowaniu reklam. Nowości w Google Ads są tego najlepszym przykładem. Skuteczne kampanie Performance Max i inne kampanie reklamowe Google już po kilku miesiącach mogą przestać być efektywne ze względu na ciągłe nowości w Google Ads.
Planujesz po dłuższej przerwie skorzystać z tego narzędzia? Poznaj listę nowości w Google Ads, o których koniecznie musisz wiedzieć, by dzięki efektywnej kampanii jak najszerzej dotrzeć do swoich klientów!
1. Reklamy na YouTube nie tylko w systemie Google Ads
W swojej strategii chcesz skupić się na realizacji kampanii performance wyłącznie na YouTube, a nie w sieci wyszukiwania i innych kanałach, bo właśnie YouTube przyciąga Twoją grupę docelową? W takim razie mam dla Ciebie doskonałą wiadomość. Nie musisz być marketingowym ninją, specjalistą od kampanii internetowych ani wiedzieć, jak działa cały panel Google Ads.
Od 2024 roku planowanie i obsługę kampanii zrealizujesz bezpośrednio na YouTube, a konkretnie w karcie YouTube Studio. Narzędzie jest skierowane do reklamodawców, którym zależy na szybkim stworzeniu stosunkowo prostych reklam. Dostęp do zaawansowanych opcji i bardziej złożonych typów kampanii wciąż wymaga użycia Google Ads, ale nie jest to niezbędne. Życzę Ci powodzenia w Twoich youtubowych kampaniach!
2. Google Consent Mode v2, czyli drobna przeszkoda w realizacji kampanii performance
Nie wszystkie nowości w Google Ads są przyjazne twórcom i reklamodawcom w sieci reklamowej, ale za to chronią użytkowników Google. Do takich z pewnością należy wprowadzony w marcu 2024 roku Google Consent Mode v2.
O co chodzi? GCM v2 to nowy system zbierania zgód internautów dotyczących plików cookie i wykorzystywania danych w personalizowaniu reklam i analizie danych, przede wszystkim gdy chodzi o skuteczność kampanii.
Upraszczając tą zmianę – zostały dodane dwie nowe zgody jako wymagane:
ad_user_data – dotyczące wykorzystywania danych użytkownika do celów reklamowych;
ad_personalization – dotyczące używania danych do tworzenia personalizowanych kampanii.
Na szczęście z punktu widzenia marketerów i innych specjalistów doświadczonych w projektach e-commerce jest to tylko połowiczne utrudnienie. Dostęp do danych indywidualnych został zastąpiony danymi zagregowanymi, równie przydatnymi w trakcie tworzenia kampanii w sieci reklamowej. Ponadto Google, wykorzystując sztuczną inteligencję, jest w stanie wychwycić trendy dotyczące prognozowania konwersji.
3. Nowości w Google Ads – elastyczny wygląd reklam na bazie AI
Sztuczna inteligencja w coraz większym stopniu pomaga w tworzeniu reklam tekstowych i nie tylko. Aby wykorzystać generatywną sztuczną inteligencję na poziomie kampanii, należy w Google Ads wybrać korzystanie z automatycznych komponentów. Wówczas algorytmy samodzielnie wybiorą teksty, obrazy dynamiczne, linki i objaśnienia, jeżeli według prognozy taka reklama przyniesie w wyszukiwarce wyższą konwencję niż komponenty stworzone ręcznie.
4. Rozszerzenie z rokiem założenia firmy – przydatne w reklamach usług lokalnych?
W 2024 roku w Google Ads testowano kolejny typ automatycznego rozszerzenia reklam wyświetlających się w wyszukiwarce. Niektórzy użytkownicy w dolnej części reklamy mogli dostrzec rok założenia przedsiębiorstwa.
Takie rozszerzenie prawdopodobnie nie miałoby wpływu na reklamę internetową największych globalnych marek, które wszyscy doskonale znamy. Z drugiej strony rozwiązanie może okazać się pomocne w promocji lokalnych lub niewielkich, niszowych firm, w przypadku których wiele lat działalności na rynku może budować zaufanie wśród potencjalnych klientów.
5. Aktualizacja modeli atrybucji w Google Analytics 4
W połowie 2024 roku Google zmieniło modele atrybucji w GA4, aby dokładniej mierzyć współczynnik konwersji w kampaniach płatnych w oparciu o wyniki wyszukiwania. W skrócie: zmiany dotyczą parametru „gclid” odpowiadającego za identyfikację kliknięć w płatne wyniki wyszukiwania. Teraz konwersja jest przypisywana na innych zasadach – również gdy użytkownik powróci na stronę poprzez inny kanał. To szczególnie istotne w przypadku witryn one-page.
W praktyce reklamodawcy muszą wiedzieć, że zmiana doprowadzi do wzrostu współczynnika konwersji, co należy uwzględnić w prowadzonych lub powtarzanych kampaniach Performance Max i innych kampaniach Google Ads.
Wykorzystujesz urządzenia mobilne (przede wszystkim smartfona) do nawigacji podczas jazdy? Być może udało Ci się już zauważyć jedną z kolejnych nowości w Google Ads – a mianowicie nowy format reklamy wyświetlany na urządzeniach mobilnych w trakcie nawigacji z pomocą Google Maps!
7. Zmierzch kampanii inteligentnych. Czas na kampanie Performance Max
Nowości w Google Ads wielokrotnie wypierały starsze rozwiązania. Jednym z najnowszych tego przykładów jest rezygnacja Google z kampanii inteligentnych – Google Ads Smart Campaign. Z założenia to narzędzie ma zostać całkowicie zastąpione przez Google Performance Max, które oferuje reklamodawcom znacznie więcej możliwości.
8. Jeszcze więcej reklam produktowych
Każdy, kto jest związany z digital marketingiem od wielu lat, z pewnością pamięta, jak przed dekadą, a zwłaszcza dwiema, wyglądała wyszukiwarka Google. Najlepiej określał ją ascetyzm. Dziś kolejne formaty kampanii Google Ads znacząco zmieniają wygląd strony z wynikami wyszukiwania. W 2024 roku zaobserwowano zwiększoną liczbę propozycji produktowych pojawiających się jednocześnie. Rekordziści otrzymali w Google aż 18 propozycji zakupowych!
9. Wycofanie statystyk analizy aukcji z Looker Studio
Od 24 września 2024 roku źródła danych Looker Studio straciły dostęp do pól dotyczących analizy aukcji. Już miesiąc wcześniej pola nie były dostępne dla nowych źródeł danych. Jeśli po pewnym czasie wracasz do raportowania, usuń te pola z raportów i wykresów, by uniknąć potencjalnych problemów.
10. Nowe zasady promocji piwa w Google Ads
Czas na jedną z najświeższych nowości w Google Ads. Od 1 października 2024 roku aktualizacji uległy zasady dotyczące promowania alkoholu w Google Ads. Teraz reklamodawcy mogą promować napoje piwne w sieci wyszukiwania, ale polityka Google w tym zakresie jest ograniczona.
PORADA
W reklamach dozwolone jest umieszczanie informacji związanych z piwem, a także promowanie piwa, jednak wciąż zabronione jest promowanie sprzedaży alkoholu. Aby legalnie promować piwo, należy wcześniej uzyskać specjalny certyfikat poprzez formularz online.
11. Płać za interakcję w reklamach display’owych Google Ads
Wnikliwi obserwatorzy dostrzegli, że we wrześniu 2024 roku w ustawieniach kampanii display Google Ads pojawiła się opcja rozliczania kampanii na podstawie interakcji, a nie – jak dotychczas – wyłącznie konwersji lub kliknięć. Według definicji Google Help interakcja to działanie użytkownika związane z formatem reklamy, takie jak przewinięcie tekstu, obejrzenie reklamy wideo lub połączenie ze wskazanym numerem itd.
12. Funkcja Efficient Reach w Plenerze Zasięgu
Kolejna z nowości w Google Ads z pewnością zainteresowała twórców reklam wideo na YouTube. Po pomyślnych testach od września wszyscy użytkownicy w swoim Planerze Zasięgu mają do dyspozycji funkcję Efficient Reach.
Dzięki niej możesz prognozować zasięg kampanii wideo oraz jej częstotliwość. To nie wszystko. Na podstawie tych prognoz Google Ads jest w stanie automatycznie wybrać najlepszy mix formatów reklam i przydzielić optymalne budżety. Funkcja Efficient Reach obejmuje wszystkie formaty reklam dostępne na YouTube.
13. Nowy wygląd rozszerzenia Whatsapp
Rozszerzenie WhatsApp dostępne w kampanii Google Ads w przeglądarce, które pozwala na bezpośredni kontakt z reklamodawcą, doczekało się nowego wyglądu. Jak łatwo się domyślić, jest to charakterystyczne, zielone logo aplikacji.
14. Reklamy przewijane w wyszukiwarce Google
W październiku 2024 roku w wyszukiwarce Google pojawiły się rozwijane i przewijane reklamy. W pierwszym przypadku użytkownicy mogą wyświetlać ukryte wcześniej reklamy po kliknięciu na ikonę strzałki.
Przewijanie reklam pozwala przede wszystkim na wyświetlanie większej liczby proponowanych produktów. Czas pokaże, czy te nowe funkcje będą miały realny wpływ na budowanie zasięgu i poziom konwersji w kampaniach Google Ads.
15. Aktualizacja Call Ads
Korzystasz z reklamy Call Ads w swoich kampaniach? Musisz zatem wiedzieć, że wymaga ona aktualizacji do elastycznej formy! W celu aktualizacji musisz wprowadzić nazwę firmy, docelowy adres URL i stworzyć responsywną reklamę. W zamian otrzymasz:
większą elastyczność w dodawaniu Call Ads w różnych kombinacjach reklamy,
pozwolisz odbiorcom docierać do Ciebie jednocześnie poprzez interakcję online i rozmowy telefoniczne,
a także zyskasz większą kontrolę nad swoimi reklamami.
16. Blokowanie kategorii reklam na YouTube
Ostatnia z przedstawionych nowości jest pośrednio związana z Google Ads i zainteresuje przede wszystkim twórców działających na YouTube, ale ma również wpływ na aktywność reklamodawców. Teraz na platformie możliwe jest blokowanie konkretnych kategorii reklam, które później nie będą pojawiać się na kanale. Co prawda dotychczas istniała taka możliwość, ale z poziomu AdSense. Aktualnie blokady można dokonać bezpośrednio na YouTube.
Podsumowanie
Jeśli chodzi o dynamiczne zmiany w Google Ads, warto na bieżąco śledzić, co wydarzyło się przez ostatni miesiąc, więc jeżeli za Tobą dłuższa przerwa w zarządzaniu kampaniami reklamowymi, przegląd obejmujący cały rok 2024 powinien okazać się tym bardziej pomocny! Które nowości w Google Ads Twoim zdaniem zostaną z nami na dłużej, a o których, zwłaszcza znajdujących się w fazie testów, wkrótce zapomnimy?
A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat skutecznych działań oraz zmian i nowości w Google Ads, zapisz się na szkolenie z Google Ads & Google Ads PRO z Łukaszem Chwiszczukiem!
Co roku znane marki biorą udział w wyścigu na świąteczne reklamy. Nie zawsze jednak wychodzi to dobrze – piękna i długa reklama Apartu 2020 przejdzie już chyba do historii, a to za sprawą satyrycznej piosenki, którą na podstawie tego spotu nagrał Klub Komediowy. Frazy: reklama apart parodia czy apart parodia nadal są bardzo chętnie wyszukiwane przez internautów, a mimo to marka ta w kolejnych latach wypuszczała bliźniaczo podobne spoty – z tą różnicą, że nieco krótsze.
Są jednak marki, które reklamy świąteczne robią naprawdę dobrze! Przekonasz się o tym, zapoznając się z naszym subiektywnym zestawieniem najlepszych świątecznych kampanii z ostatnich lat. Gotowy? Zaczynamy!
1. Nakarm psa – OLX
Jak co roku OLX przeprowadziło przedświąteczną akcję „Nakarm psa”. Wystarczyło wejść na stronę nakarmpsa.olx.pl, wybrać jednego z psiaków (lub kotów) i kliknąć w obrazek kości. Każde nakarmione zwierzę = 20 kg karmy. W tym roku udało się nakarmić 150 psów i 30 kotów, a to oznacza, że do schronisk w Tarnobrzegu i Radlinie trafi łącznie 3600 kg karmy!
2. T-Mobile „Kiedy bariery znikają, pojawia się bliskość” (2024)
T-Mobile w tegorocznej kampanii świątecznej „Kiedy bariery znikają, pojawia się bliskość” przekonuje, że warto skupiać się na tym, co nas łączy, a nie na tym, co nas dzieli.
3. Świąteczna reklama od John Lewis (2024)
Reklamą świąteczną, na którą wiele osób czeka każdego roku, jest ta od John Lewis. Tegoroczny spot wzbudził mieszane emocje: jedni go chwalą, inni zarzucają, że jest chaotyczny i trudno go zrozumieć. A Ty co o nim myślisz? Nam się podoba!
4. OTOMOTO | Prawdziwe historie (świątecznie): Wartburg
Z okazji zbliżających się świąt OTOMOTO postanowiło przypomnieć viralowe „Prawdziwe historie” z 2021 roku z Wartburgiem w roli głównej! W końcu, jak przekonują bohaterki spotu, samochody to często nie tylko zwykłe przedmioty, ale również wiele wspomnień i emocji.
5. Amazon Midnight Opus – Holiday (2024)
Głównym bohaterem tegorocznego spotu świątecznego Amazona jest woźny, którego pasją jest śpiew. Do tej pory robił to w ukryciu, jednak jego współpracownicy postanowili przygotować dla niego pewną niespodziankę…
6. Kampania świąteczna Milki (2024)
W swojej najnowszej kampanii Milka przekonuje, że idealne święta to wcale nie dokładnie wymyte okna, doskonałe pierogi czy idealnie wysprzątany dom. Zamiast tego marka zachęca, aby przymknąć oko na pewne niedoskonałości i spędzić więcej czasu z bliskimi.
7. Joy Ride | Amazon Christmas Ad I 2023
Ubiegłoroczna reklama świąteczna od Amazona pokazuje, że z najprostszych przyjemności można cieszyć się w każdym wieku – zwłaszcza gdy otrzymamy prezent, który przywoła najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa.
8. Tesco | Become More Christmas I 2023
Wkurza Cię, że ozdoby świąteczne pojawiają się w sklepach już w listopadzie, zaraz po tym jak ze sklepowych półek znikną znicze? Nie należysz do osób, które z niecierpliwością czekają na początek grudnia, aby tylko przyozdobić choinkę i wyciągnąć z dna szuflady lampki i inne gadżety? Jeśli tak, koniecznie obejrzyj spot świąteczny od Tesco!
9. It’s Time For The GOOD Stuff | Christmas Advert 2023
Jeśli organizowałeś kiedyś święta u siebie, to z pewnością znasz te problemy: goście, którzy pojawili się zbyt szybko, ktoś utknął w toalecie, a może w trakcie przyjęcia wyłączono… prąd? Jak przekonują twórcy reklamy świątecznej Waitrose & Partners, nie ma czym się przejmować!
10. Microsoft holiday 2023 | Make your a holiday masterpiece
Rok 2023 i 2024 bez wątpienia można było nazwać rokiem AI. Nic więc dziwnego, że coraz więcej marek wykorzystuje w swoich kampaniach sztuczną inteligencję. Microsoft w reklamie świątecznej 2023 postanowił wykorzystać AI do… ożywienia wspomnień z dzieciństwa związanych z Bożym Narodzeniem.
11. TK Maxx – reklama świąteczna 2023
Reklama świąteczna TK Maxx z 2023 roku może i nie jest zbyt odkrywcza, ale… alpaka, gęsi i jeżyk są tak urocze, że nie mogliśmy pominąć tego spotu w naszym zestawieniu.
12. Fuzzy Feelings | Apple Holiday Film | 2023
W swojej reklamie świątecznej 2023 Apple przenosi nas do świata rodem z „Opowieści wigilijnej” Dickensa, w którym główną rolę gra zgorzkniały szef. Zresztą zobaczcie sami.
13. Dom | Świąteczna reklama Allegro 2023
A jak Ci się podoba reklama Allegro na święta 2023? Marka bardzo wysoko zawiesiła sobie poprzeczkę i co roku nowy spot porównywany jest do kultowej reklamy z dziadkiem uczącym się języka angielskiego, jednak nam się podoba – jest ciepło, poruszająco, a sama reklama podkreśla, że najważniejsze są nie drogie prezenty, a małe gesty.
14. Świąteczna reklama Carrefoura (2023)
Święta Bożego Narodzenia to okres, w którym cenimy bliskość i wspólne doświadczenia. W świątecznej kampanii Carrefoura można to wszystko dostrzec. Reklama świąteczna marki opowiada historię chłopca i jego psa, podkreślając emocje i świąteczne rytuały, a także ukazuje wartość wspólnie przeżywanych chwil.
15. Reklama świąteczna Amazona (2022)
Chyba każdy z nas spotkał się z „gryzącymi” pytaniami przy wigilijnym stole. „Kiedy się weźmiesz do prawdziwej pracy, wnusiu?”, „Synuś, a kiedy wreszcie na Twoim weselu zatańczę?” – takie z pozoru niewinne teksty mogą doprowadzić do szału. W reklamie świątecznej Amazona z 2022 roku Sara James znalazła odpowiednie riposty na takie zaczepki!
16. Świąteczne życzenia | Świąteczna reklama Disneya 2023
Ubiegłoroczna świąteczna kampania Disneya w reżyserii Meiji Alabi, zdobywczyni Grammy, została zrealizowana w RPA i ukazuje sześć kultur, języków i świątecznych tradycji. W spocie wykorzystano nową aranżację piosenki z „Kopciuszka”, wykonaną przez artystów z różnych krajów, w tym przez Natalię Bajak.
17. Wzruszająca reklama świąteczna od Lidla: The Story of Lidl Bear (2022)
Jedną z ciekawych reklam świątecznych 2022 jest też ta od marki Lidl. Jej głównym bohaterem jest pluszowy miś, który zupełnym przypadkiem stał się prawdziwym celebrytą. Po tym, jak został ubrany w skurczony w praniu sweter Lidla i ktoś robił mu zdjęcie, kiedy wybrał się na zakupy ze swoją ludzką rodziną, wpadł w wir telewizyjnych nagrań, sesji zdjęciowych, eventów i wywiadów. Jego mała właścicielka bardzo przez to cierpi, ponieważ tęskni za swoim misiem. Wszystko jednak kończy się dobrze, a bohater wraca do domu na święta.
18. Samsung Polska & Sokół: Magia świąt. NIC więcej
Świetny przykład na to, że nie trzeba wiele, aby zrobić dobrą reklamę świąteczną. Wystarczy fajny pomysł i chwytliwa gra słów.
19. Listy do Mikołaja | reklama świąteczna Allegro 2022
W reklamie świątecznej Allegro z 2022 roku bohaterem jest mały chłopiec, który spisuje marzenia świąteczne – jak się jednak okazuje, nie oczekuje ich dla siebie, a dla sąsiadów. Mottem reklamy jest „Zobacz wokół siebie to, co najważniejsze”.
20. Allegro: English for beginners (2016) – czyli chyba najbardziej rozpoznawalna świąteczna reklama Allegro
Skoro jesteśmy już przy Allegro, pora na kampanię, która zapisała się w świadomości odbiorców jako reklama Allegro z dziadkiem. Nic dziwnego – główny bohater prawie 3-minutowego spotu wzbudza ogromną sympatię, a obserwowanie jego zmagań z nauką języka angielskiego sprawia, że na twarzy pojawia się szczery uśmiech. Na samym końcu widzowie odczuwają spore rozczulenie, kiedy okazuje się, że cały trud starszego pana sprowadzał się do tego, by móc porozumieć się z wnuczką. Reklama Allegro to wideo, które śmiało możemy zaliczyć do kategorii najbardziej „Wzruszające reklamy świąteczne”.
21. John Lewis & Partners: The Beginner (2022)
A oto kolejna wzruszająca reklama świąteczna, która porusza temat rodzin zastępczych. Głównym bohaterem spotu jest mężczyzna, który usiłuje nauczyć się jazdy na deskorolce. Po drodze zalicza wiele upadków i kontuzji, a to wszystko, jak się okazuje, po to, aby załapać nic porozumienia z dziewczynką, dla której mają stać się nowym domem. Nie da się ukryć, że to wideo chwyta za serce.
22. Milka: Obdaruj tych, którzy dzielą się sercem (2019)
Chyba nie ma osoby, która nie kojarzyłaby melodii z tego spotu. Reklama świąteczna Milki, choć może wydawać się dość sztampowa, zdecydowanie ma coś w sobie. Tym razem w rolach głównych występuje dziewczynka, która wraz z innymi dziećmi z chóru bierze udział w próbach do świątecznego wystąpienia, i woźny – starszy, niesłyszący pan, który przygotowuje dekoracje. W trakcie koncertu bohaterka postanawia językiem migowym przekazuje starszemu panu, o czym jest piosenka, dzięki czemu nie czuje się on tak wykluczony.
23. Coca-Cola: This Christmas, give something only you can give – świąteczna reklama coca-coli 2020 od laureata Oscara
Reklama coca coli to coś, na co każdego roku czeka wielu marketerów. Z okazji świąt 2020 marka postanowiła zaprosić do współpracy nad swoim spotem nowozelandzkiego reżysera Taika Waititi, który był nominowany do Oscara za scenariusz do filmu „Jojo Rabbit”. Efekt? Kampania reklamowa, którą śmiało można zgłosić do nagrody „Najlepsze reklamy świąteczne 2020”.
Bohaterem wideo jest mężczyzna, który opuszcza dom rodzinny, aby rozpocząć pracę na morskiej farmie wiatrowej. W momencie, kiedy żegna się z najbliższymi, córka wręcza mu list do świętego Mikołaja. Kiedy dociera na miejsce, orientuje się, że zapomniał wysłać listu. Aby nie zawieść oczekiwań swojego dziecka, wyrusza w szaloną podróż na Biegun Północny, w trakcie której pokonuje wiele trudności – przedziera się przez bagna, wspina po wysokich skałach, przedziera przez dżunglę i pustynię… Niestety, na marne. Rozczarowany, wraca do domu, gdzie okazuje się, że wszystkiego, czego pragnęła mała dziewczynka, to spędzić święta ze swoim ojcem. Reklama świąteczna Coca-Coli jest jedną z naszych ulubionych z 2020 roku.
24. John Lewis & Elton John (2018)
Przenieśmy się nieco w czasie i porozmawiajmy na następujący temat: reklamy świąteczne 2018. Nam szczególnie zapadła w pamięć ta, którą przygotowała brytyjska sieć domów towarowych John Lewis. W spocie wystąpił Elton John. Ta wzruszająca reklama świąteczna ma na ten moment ponad milion wyświetleń na YouTube!
Przedstawia ona historię legendarnego muzyka, która jest ukazana jako sentymentalna podróż w czasie. Odbiorca może zobaczyć momenty z ogromnych koncertów gwiazdy, sceny zza kulis, migawki z tras i nagrań, pierwsze koncerty przed publicznością. A to wszystko zaczęło się od… prezentu, który bohater otrzymał na święta, kiedy był jeszcze małym dzieckiem.
25. IKEA: Ile jedzenia marnujemy w sezonie świątecznym? Czas na zmianę (2020)
A teraz mała zmiana klimatu. Z czym kojarzą Ci się święta? Z choinką? Prezentami? Świętym Mikołajem? Nam kojarzą się również z górą jedzenia i słynnym „Nie jedz tego, to na święta!”. Niestety, po wszystkim często spora ilość żywności ląduje w koszu na śmieci. Na ten problem postanowiła zwrócić uwagę IKEA. Utrzymany w katastroficznym klimacie spot stanowi ciekawą odskocznię od tradycyjnych reklam świątecznych, a jednocześnie ma niepodważalny walor edukacyjny. My jesteśmy na TAK.
26. Wypożyczalnia Choinek Volvo
Wartościowe przesłanie niesie też kampania od Volvo. Od 2017 roku marka prowadzi wypożyczalnię choinek. Na czym to polega? Chętni mogą wypożyczać żywe drzewka na święta w autoryzowanych salonach Volvo. Po świętach należy ją zwrócić, a Volvo za każde zwrócone drzewko zasadzi 10 kolejnych. Dzięki temu w Polsce w 2019 roku przybyło ponad 7000 drzew, a w 2020 roku – 12000.
27. Amazon: The Show Must Go On – reklama świąteczna 2020
Bohaterką świątecznej reklamy Amazona z 2020 roku jest młoda tancerka, która ma zagrać główną rolę w spektaklu. Niestety, na jej drodze staje wiele przeciwności spowodowanych pandemią. Mimo to dziewczyna nie poddaje się i przygotowuje się do występu pomimo trudności. Wszystko to do momentu, aż spektakl zostaje odwołany…
Chwilowy kryzys zostaje jednak zażegnany, a bohaterka może zatańczyć, choć w nowej, dostosowanej do obowiązujących obostrzeń rzeczywistości. Ta wzruszająca reklama świąteczna działa z kilku powodów: wzbudza konkretne emocje – od współczucia, po podziw i radość – a przede wszystkim odwołuje się do trudnej sytuacji, której wszyscy doświadczamy i z którą musimy sobie radzić od prawie dwóch lat. W końcu przedstawienie musi trwać.
28. John Dog: Prezenty na święta (2020)
Do pandemicznej rzeczywistości odnosi się też reklama świąteczna marki John Dog z 2020 roku. Nie od dziś mawia się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. 2020 rok spotęgował tę przyjaźń jeszcze bardziej – poprzez pracę zdalną, częstsze przebywanie z domu, a w pewnym momencie nawet zakaz opuszczania mieszkania bez ważnego powodu. Wszyscy wtedy żartowali, że psy po raz pierwszy w historii mają już dosyć spacerów. Kampania reklamowa John Dog stanowi podziękowanie dla wiernych towarzyszy tego dziwnego roku, którzy choć z natury są bezinteresowni, to zasługują na prezent na święta.
29. Zalando: Free to be (2019)
Była już reklama Allegro z dziadkiem, pora na reklamę świąteczną z babcią. W tej od Zalando wnuk zabiera ją na bal bożonarodzeniowy w trakcie którego wszyscy – niezależnie od wieku, koloru skóry, czy stylu – świetnie wspólnie się bawią. Aż chciałoby się pójść na taką imprezę.
30. YES – Jestem kobietą (2021)
Marka YES udowodniła, że reklamy świąteczne wcale nie muszą przedstawiać wyidealizowanego i stereotypowego świata kobiet. „Jestem kobietą” to kampania YES z 2021 roku, która podbiła serca zarówno kobiet, jak i mężczyzn. W reklamie zobaczysz m.in. wioślarkę i wicemistrzynię olimpijską Kasia Zillmann ze swoją dziewczyną Julią Walczak. Pojawia się także Bogna Golec – modelka plus size, czy Christina Flagmeier – modelka w wieku 74 lat. Kampania ma być hołdem dla wszystkich kobiet. Bez wyjątku. Mamy nadzieję, że takie reklamy świąteczne będą pojawiać się częściej! A o biżuterii będzie jeszcze mowa…
31. Tesco – #NothingsStoppingUs (2021)
Ta świąteczna reklama Tesco przedstawia osoby, które świetnie radzą sobie z napotkanymi przeciwnościami losu. Nic nie jest w stanie ich powstrzymać przed celebrowaniem Świąt Bożego Narodzenia – ani zepsuty samochód, ani brak prądu na imprezie firmowej. W tle słychać energiczny utwór zespołu Queen –Don’t Stop Me Now, który świetnie oddaje humorystyczny charakter reklamy. Zwykle spoty świąteczne budzą pozytywne emocje, jednak nie zawsze. Jedna ze scen w reklamie Tesco wywołała niemałe poruszenie wśród odbiorców. Chodzi dokładnie o moment, w którym Święty Mikołaj będąc na lotnisku, pokazuje celnikowi ważny paszport covidowy. Ten fragment sprawił, że ponad 3 tys. widzów z Wielkiej Brytanii złożyło skargę na treści telewizyjne. Niemniej, reklama jest świetna!
32. Erste Bank – #BelieveinChristmas (2018)
Erste Bank postawił na wzruszającą reklamę świąteczną. Przedstawia ona historię młodego jeża, będącego uczniem szkoły dla zwierząt. Jego kompleksem są kolce, którymi nieumyślnie rani swoich znajomych. Właśnie dlatego żadne zwierze nie chce z nim usiąść w szkolnym autobusie czy w ławce, co zasmuca bohatera. Jedynie wiewiórka okazuje się akceptować jego wygląd i stara się, by jeż czuł się obok niej jak najbardziej swobodnie. To ona podczas świątecznego spotkania wręcza mu nietypowy prezent: Pudełko wypełnione… piankami. Okazuje się, że są świetnymi ochraniaczami na kolce i od tej pory wszystkie zwierzęta mogą bezpiecznie przytulić się do jeża. Reklama jest bardzo estetyczna i rozgrzała nasze serca.
33. Boots UK – #BagsOfJoy (2021)
A gdyby istniała taka torebka, która pomieści w sobie wszystko? Boots UK w swojej kampanii świątecznej przedstawia bohaterkę, która otrzymuje właśnie taki nietypowy prezent. Grająca główną rolę Jenna Coleman odkrywa, że ze swojej torebki może wyjmować prezenty, o których sama wcześniej marzyła. To nie wszystko! Wyjmuje z niej także wymarzone prezenty dla najbliższych: aparat, rękawiczki, a nawet bańki mydlane i bombki. Ta reklama doskonale oddaje kwintesencję świąt – dzielenie się z najbliższymi tym, co mamy.
34. DocMorris – Take Care of Yourself (2020)
Kampania DocMorris może Ci się skojarzyć ze świąteczną słynną reklamą Allegro. Ponownie mamy dziadka, który stara się dla swojej wnuczki. Tym razem jego celem jest poprawa formy fizycznej. Mężczyzna codziennie ćwiczy z ciężarami w składziku na narzędzia. Proste ćwiczenia początkowo sprawiają mu trudność, ale z czasem dochodzi do upragnionej formy i zaczyna nawet biegać. Zaproszony na spotkanie świąteczne, daje wnuczce prezent, jakim jest gwiazdka. Zadowolony mężczyzna podnosi wnuczkę wysoko nad siebie, by ta mogła przywiesić ozdobę na czubku choinki.
35. Pornhub – Premium Gifting Service (2015)
W zestawieniu najlepszych świątecznych kampanii reklamowych nie mogło zabraknąć Pornhuba, który postawił na promocję dość nietypowego prezentu gwiazdkowego. Uściślając, chodzi o dostęp premium do serwisu z filmami dla dorosłych. Pornhub w swojej reklamie świątecznej udowadnia, że każdy ma inne marzenie, które jest warte spełnienia. Jedni ucieszą się ze swetra, innych zadowoli nietypowy voucher. Mamy nadzieję, że na te święta otrzymasz swój wymarzony prezent pod choinką. Cokolwiek by to nie było!
36. McDonald’s UK – #ReindeerReady (2018)
Czy promocja produktów McDonald’s podczas świąt ma sens? Restauracja udowadnia, że tak! Bohaterem reklamy świątecznej z 2018 roku jest Mikołaj, który wraz ze swoimi reniferami podróżuje nocą od komina do komina, rozdając dzieciom prezenty. Zgodnie z tradycją w każdym domu czekają na niego mleko i ciasteczka, pozostawione przez najmłodszych. Niestety, w większości domów brakuje przysmaków dla reniferów, które stają się coraz bardziej zmęczone podróżą. Mikołaj wpada na pomysł, by zakupić przysmaki w pobliskiej restauracji McDonald’s – są to marchewki.
37. Aldi – Santa Crashes Christmas (2018)
Świąteczna reklama Aldi z 2018 roku rozpoczyna się dość nietypowo: sanie Mikołaja rozbijają się gdzieś na środku pustyni. Lokalna społeczność postanawia naprawić pojazd, w międzyczasie opiekując się Świętym. Mikołaj dostaje od nich nowe ubranie, śpi w namiocie i wspólnie biesiaduje. W barze dostaje nawet mleko zamiast piwa! By okazać wdzięczność, pomaga społeczności w codziennych obowiązkach. Ciekawa, dobrze wykonana i warta obejrzenia kampania.
38. Aldi – reklama świąteczna Surfin’ Santas (2012)
A co jeśli Mikołajowi znudzą się przymrozki? Wtedy jedzie na drugi koniec świata, surfuje na dzikiej plaży i zajada w trakcie szynkę z Aldi… Dziwaczne, nie? Ale przyznaj, że to niecodzienny widok! Rozbawił nas też prosty tekst, który pojawia się na końcu spotu: „Sun, fun and Aldi ham”.
39. Google Assistant – Home Alone Parody (2018)
Kto nie oglądał chociaż raz Kevina samego w domu podczas świąt, niech pierwszy rzuci pierogiem. Ta świąteczna reklama Google Assistant szczególnie skradła nasze serca! Już dorosły Kevin znowu zostaje w domu, tym razem nie całkiem sam, bo właśnie z #GoogleAssistant.
W spocie odtwarzane są najsłynniejsze sceny z kultowego filmu tj. zamawianie pizzy i pożegnanie dostawcy słowami „Keep the change, you filthy animal”. We wszystkich tych czynnościach Kevinowi pomaga Google.
40. Klub Komediowy: Piękna i długa reklama Apartu (2020)
Na koniec hit świąt 2020, którego nie mogło zabraknąć: parodia reklamy Apartu. Nie jest to co prawda reklama świąteczna, ale nagranie stało się świetną reklamą samego Klubu Komediowego. Sam spot Apartu 2020 był bardzo sztampowy i zapewne przeszedłby bez większego echa, jednak dzięki fanowskiej wersji od Klubu Komediowego zrobiło się o nim naprawdę głośno!
Potrzebujesz więcej inspiracji? Zobacz najlepsze reklamy z 2024 roku przygotowane z okazji różnych świąt i okazji!
Model H2H redefiniuje kulturę organizacyjną firmy, kładąc nacisk na empatię, mocne strony pracowników i otwartą komunikację. Dzięki strategii opartej na feedbacku, inkluzywności i harmonii celów poszczególnych osób z celami biznesowymi, firmy mogą zwiększać zaangażowanie, efektywność zespołów i osiągać lepsze wyniki.
Angażująca kultura organizacyjna to podstawa sukcesu nowoczesnych firm. W centrum tego podejścia znajduje się człowiek – jego potrzeby, talenty i relacje. Model H2H (Human to Human) redefiniuje tradycyjne podejście do zarządzania, promując empatię, transparentność i partnerską współpracę ludzi w całej firmie – zarówno z pracownikami, partnerami, dostawcami jak i interesariuszami.
W tym artykule przedstawiam case study wdrożenia modelu H2H w kontekście budowania angażującej kultury organizacyjnej oraz praktyczne porady, które mogą wspomóc inne organizacje w tej transformacji.
Model H2H: co to jest?
Model H2H stawia człowieka w centrum organizacji, eliminując sztywne struktury hierarchiczne i promując autentyczne relacje. Główne założenia tego podejścia obejmują:
Empatię i otwartość: tworzenie środowiska sprzyjającego dialogowi i wymianie opinii.
Dopasowanie ról do talentów: rozpoznawanie mocnych stron pracowników i pracownic oraz ich efektywne wykorzystanie.
Budowanie relacji: wzmacnianie zaufania między liderami i liderkami, zespołami i indywidualnymi osobami.
Badania wskazują, że firmy wdrażające model H2H odnotowują wzrost zaangażowania pracowników o 20% oraz poprawę wyników finansowych o 23% dzięki wyższej produktywności zespołów (źródło: Gallupa).
Case study: wdrożenie H2H i rozwój kultury organizacyjnej
Jak wdrożyć krok po kroku model H2H w swojej organizacji? Oto kilka sprawdzonych kroków, które wykorzystaliśmy!
1. Strategie oparte na mocnych stronach
Kluczowym krokiem było wykorzystanie badania mocnych stron Gallupa do zrozumienia potencjału pracowników. Wyniki te stały się podstawą do budowy strategii HR, obejmującej:
Rekrutację i onboarding – dopasowanie ról do talentów już na etapie zatrudnienia, co zwiększyło satysfakcję nowo zatrudnionych pracowników.
Rozwój i szkolenia – organizowanie programów rozwojowych skoncentrowanych na lepszym rozumieniu różnorodności i komunikacji inkluzywnej stron zwiększyło efektywność zespołów.
Procesy exit – analiza doświadczeń odchodzących pracowników pozwoliła lepiej zrozumieć wyzwania i potrzeby zespołu.
2. Budowanie kluczowych kompetencji
Aby zespół mógł działać na najwyższym poziomie, istotne było zidentyfikowanie i rozwijanie kompetencji niezbędnych dla efektywności i współpracy. Wyróżniono trzy kluczowe obszary:
1
Feedback jako codzienna praktyka
Transformacja feedbacku z jednorazowego procesu w codzienny element współpracy. Regularne informacje zwrotne budują zaufanie i wspierają rozwój jednostek oraz zespołów.
2
Efektywna komunikacja
Inkluzywna wymiana informacji pozwala każdemu pracownikowi czuć się wysłuchanym i docenionym.
3
Samorozwój
Promowanie równowagi między indywidualnymi aspiracjami a celami biznesowymi wzmacnia zaangażowanie pracowników i pracownic.
3. Feedback w duchu H2H
Model H2H nadaje feedbackowi nowy wymiar, czyniąc go integralną częścią kultury organizacyjnej. Kluczowe działania obejmowały:
Spotkania one-to-one: regularne rozmowy liderów z członkami i członkiniami zespołów pozwoliły na bieżące omawianie wyzwań i możliwości rozwoju.
Feedback zespołowy: promowanie otwartego dialogu w grupach projektowych wzmocniło współpracę i wspólną odpowiedzialność za wyniki.
Szkolenia liderów i liderek: rozwijanie umiejętności udzielania konstruktywnych informacji zwrotnych wspierało atmosferę zrozumienia i współpracy.
Promocja komunikacji NVC (Nonviolent Communication) jako sposobu na interakcję międzyludzką opartą na szacunku do wzajemnych potrzeb i uczuć oraz dążeniu do rozwiązań bezkonfliktowych win-win.
4. Łączenie rozwoju społeczności z celami biznesowymi
Model H2H zakłada harmonię między rozwojem społeczności pracowniczej, a realizacją celów biznesowych. Najważniejsze kroki obejmowały:
Matryce kompetencji: tworzenie map umiejętności pozwoliło na efektywne zarządzanie talentami w organizacji. Dzięki temu można transparentnie zarządzać rozwojem według jasno zdefiniowanych kompetencji społecznych, osobistych, liderskich i zawodowych.
Transparentność celów, misji i wizji: wyraźne komunikowanie oczekiwań umożliwiło społeczności pracowniczej zrozumienie ich roli w realizacji strategii firmy.
Indywidualne plany rozwoju: dzięki testom mocnych stron i regularnym spotkaniom feedbackowym pracownicy mogli realizować ścieżki kariery zgodne z ich potencjałem.
PORADA
Aby skutecznie wdrożyć model H2H w organizacji, warto skupić się na następujących działaniach:
Edukacja osób na stanowiskach liderskich: rozwijanie kompetencji związanych z empatią, komunikacją i zarządzaniem talentami.
Regularny feedback: przekształcenie informacji zwrotnych w codzienny element współpracy.
Dopasowanie ról do mocnych stron: wykorzystanie badania mocnych stron Gallupa do lepszego zarządzania potencjałem społeczności.
Tworzenie inkluzywnej komunikacji: budowanie przestrzeni, w której różnorodne perspektywy są doceniane.
Pilotażowe inicjatywy: kultura konsultowania, budowania projektów małymi krokami z zaangażowaniem grupy docelowej na poziomie tworzenia rozwiązań.
H2H jako fundament nowoczesnego zarządzania kulturą organizacyjną DEI (Diversity, Equity, Inclusion)
Model H2H pozwala organizacjom budować trwałe relacje, wspierać rozwój społeczności pracowniczej i zwiększać efektywność zespołów. Dzięki strategii kultury organizacji opartej na mocnych stronach, regularnemu feedbackowi oraz inkluzywnej komunikacji firmy mogą nie tylko osiągać lepsze wyniki biznesowe, ale także tworzyć środowisko pracy, w którym ludzie czują się docenieni i zaangażowani.
Transformacja w duchu H2H to inwestycja, która procentuje na wielu poziomach – od lepszych wyników finansowych po większą satysfakcję i lojalność społeczności pracowniczej. Warto zacząć od małych kroków, które stopniowo przekształcą kulturę organizacyjną w przestrzeń opartą na empatii i autentycznych relacjach.
To podejście wspiera też międzynarodowo ustanowione Cele Zrównoważonego Rozwoju oraz strategię ESG. Chcemy i dążymy do tego, by być pracodawcą odpowiedzialnym społecznie.
Jakie narzędzia AI dla marketerów polecają eksperci i ekspertki z branży? Jakie zadania można dzięki nim zautomatyzować i dzięki temu zaoszczędzić czas, który można poświęcić na bardziej strategiczne działania? Jakie narzędzia AI sprawdzą się przy tworzeniu grafik, a które najlepiej wesprą dział obsługi klienta? Co wykorzystać do generowania tekstów lub generowania pięknych grafik? Sprawdź!
Michał Sadowski
Założyciel Brand24 – narzędzia internetowego do ochrony reputacji w internecie, z tysiącami klientów z ponad 120 krajów
ChatGPT i Claude AI – analiza dużych zbiorów danych
Jednym z najczęstszych zastosowań AI u moich działaniach jest analiza danych. Korzystam z modeli językowych ChatGPT i Claude AI, które pomagają mi szybko wyciągnąć wnioski z dużych zbiorów informacji i znaleźć między nimi istotne zależności. Dzięki temu mogę szybko przetworzyć duże ilości tekstu, np. komentarze użytkowników, recenzje czy feedback klientów, i dostrzec wzorce oraz tematy, które mogą wymagać uwagi.
ChatGPT i Claude AI są dla mnie niezastąpione w analizowaniu danych jakościowych, co oszczędza wiele godzin pracy i pozwala skupić się na wyciąganiu strategicznych wniosków.
Heygen – wideo na potrzeby onboardingu klientów
Heygen to narzędzie AI do generowania video, które wykorzystuję głównie przy onboardingu klientów. Zamiast nagrywać każde wideo od nowa, mogę wygenerować spersonalizowane materiały, które wprowadzają nowych użytkowników w świat Brand24, i tłumaczą im krok po kroku, jak korzystać z naszego narzędzia. Dzięki Heygen mogę stworzyć profesjonalne i atrakcyjne wideo, które angażują klientów i sprawiają, że szybciej zaczynają odnosić sukcesy z naszą platformą. Automatyzacja onboardingu przez AI oszczędza czas, ale też zwiększa spójność i jakość naszych materiałów.
ElevenLabs – poprawki w podcastach i audio dla klientów
Kiedy potrzebuję poprawek w nagraniach audio – np. do naszego podcastu albo w komunikatach audio wysyłanych do klientów – sięgam po ElevenLabs. To narzędzie do syntetyzowania głosu, które pozwala mi dokonać subtelnych poprawek bez konieczności nagrywania całego materiału od nowa. Korzystam z niego również podczas tworzenia bardziej spersonalizowanych komunikatów dla klientów.
Dzięki ElevenLabs mogę szybko stworzyć wysokiej jakości nagrania, które brzmią naturalnie i profesjonalnie, co ma duże znaczenie, kiedy komunikujemy się z odbiorcami przez dźwięk.
Intercom – AI w automatyzacji obsługi klienta
Intercom to jedno z najpopularniejszych narzędzi do marketing automation, które teraz dzięki AI zyskało jeszcze więcej funkcji. Wprowadzone komponenty sztucznej inteligencji automatyzują część naszej obsługi klienta, np. generując krótkie podsumowania długich rozmów i półautomatycznie odpowiadając na najczęściej zadawane pytania.
To naprawdę cenne wsparcie dla naszego działu obsługi klienta, bo pozwala oszczędzić czas i sprawniej obsługiwać klientów, zwłaszcza gdy pojawia się sporo powtarzalnych zapytań. Dzięki Intercom z AI nasz zespół jest bardziej efektywny, a klienci szybciej dostają odpowiedzi na swoje pytania.
Grammarly – poprawa anglojęzycznych treści
Od lat korzystam z Grammarly, które przeszło niesamowitą drogę od podstawowego narzędzia do poprawy pisowni do zaawansowanej platformy do edycji tekstu. Grammarly jest niezastąpione, jeśli chodzi o poprawę treści w języku angielskim – od maili, przez artykuły, po posty na bloga. Sprawdza gramatykę, stylistykę, a także spójność tekstu, dzięki czemu nasze anglojęzyczne materiały są dopracowane i profesjonalne. To nie tylko oszczędność czasu, ale też gwarancja, że nasze komunikaty będą zrozumiałe i poprawne, co ma ogromne znaczenie w komunikacji z klientami zagranicznymi.
Ciekawostka – Grammarly to jedno z największych przedsiębiorstw z Ukrainy, co jest imponujące, biorąc pod uwagę ich globalny sukces.
MidJourney – generowanie grafik AI
W pracach kreatywnych coraz częściej korzystam z MidJourney – narzędzia do generowania grafik przy pomocy sztucznej inteligencji. Używam go do tworzenia obrazów do artykułów, wpisów blogowych i innych materiałów wizualnych, które wzbogacają nasze treści i przyciągają uwagę klientów.
To niesamowite, jak dzięki MidJourney można uzyskać profesjonalnie wyglądające grafiki w kilka minut – bez potrzeby angażowania grafika na każdym etapie pracy. AI w sztuce graficznej to dla mnie coś niezwykle inspirującego i uwalniającego kreatywność.
Narzędzia AI dla marketera i ich zalety
Każde z tych narzędzi ma swoje unikalne miejsce w mojej codziennej pracy. AI pozwala mi działać szybciej, efektywniej i bardziej profesjonalnie. Bez względu na to, czy chodzi o analizę danych, tworzenie treści, komunikację z klientami czy generowanie grafik, sztuczna inteligencja daje mi nowe możliwości i ułatwia osiąganie lepszych rezultatów.
Krzysztof Marzec
CEO w DevaGroup
Najwięcej pracuję z ChatGPT – tu polecam zrobić proste doświadczenie i stworzyć prompty przepisujące treść (np. reklam czy strony docelowej), ale pod konkretną, dobrze opisaną personę. Porównywanie tych treści to ciekawa wiedza, na co powinniśmy zwracać uwagę, tworząc personalizowane pod dane grupy odbiorców treści.
PORADA
Polecam tworzyć persony w oparciu o konkretne dane, np. demografię i zainteresowania, które najlepiej konwertują według Google Analytics 4.
Narzędziem, które mocno opiera się o AI, jest też Contadu – niezastąpione przy tworzeniu treści zoptymalizowanej pod Google. Narzędzie to nie tylko analizuje, jakie słowa kluczowe są powiązane z głównym tematem i bada ich nasycenie w treści, ale również wyciąga dane z bezpośredniej konkurencji. Doskonałe do idealnego wpasowania się w to, jak powinien wyglądać nasz wynik w Google oraz na jakie pytania powinien odpowiadać.
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays
AI używam wszędzie tam, gdzie mogę przyspieszyć swoją pracę, być bardziej efektywna i szybsza, aby mieć więcej czasu na.. pracę kreatywną. Korzystam z wersji premium „wielkiej czwórcy”: ChatGPT, Gemini, Claude, Midourney, a ostatnio także z Perplexity.
Wspieram się również wtyczkami do przeglądarki, takimi jak Harpa.ai czy Sider. Korzystam z rozwiązań AI w Notion czy Feedly. Benchmarków na kampanie poszukuje w Adaily, a dobrze bawię się dźwiękiem i obrazem w HeyGen, ElevenLabs, Runway czy Suno.
Maciej Lewiński
Certyfikowany trener i partner Google. Ma za sobą ponad 200 wdrożeń Google Analytics. Współpracował z takimi firmami, jak Pizza Hut, Empik czy Allegro
Nie będę oryginalny. ChatGPT od OpenAI to mój osobisty asystent, który sprawia, że tworzenie treści idzie jak po maśle. Kiedyś zajmowało mi to wieki, a teraz – wrzucam pomysł i hop! ChatGPT podaje mi teksty gotowe do działania, jakby wiedział, że mój czas to złoto (i że kawa właśnie stygnie). Czasem się zapominam i próbuję z nim porozmawiać jak z kumplem – i, przyznam szczerze, ChatGPT odpowiada równie cierpliwie jak przyjaciel na kolejnej kawie.
Kama Kotowska
Trenerka wystąpień publicznych i pitchowania. Keynote speaker. Jako entuzjastka content i behavior-led marketingu szuka nieszablonowych pomysłów na rozwiązywanie problemów komunikacyjnych i budowanie strategii. Mówi o sobie Creative MacGyver
Jakie narzędzia AI dla marketerów polecam? Perplexity + ChatGPT 4o. Te dwa modele pomagają mi w codziennym researchu, odsiewaniu informacji istotnych od fake newsów, przeglądzie najnowszych badań, optymalizacji czasochłonnych działań, a także znajdowaniu odpowiedzi na „myśli prysznicowe” (Dlaczego mózg pamięta, że o czymś zapomnieliśmy, ale nie potrafi sobie przypomnieć, co to było?).
Dlaczego stawiam na połączenie obu tych narzędzi AI? Bo modele generatywne mają tendencję do halucynacji i sprawdzanie ich odpowiedzi w różnych źródłach jest niezbędne, aby ich uniknąć.
Zaczynaj swoje konwersacje od nadania kontekstu, np. „Jesteś dietetykiem klinicznym. Na podstawie moich wyników badań, zaproponuj 30-dniowy jadłospis…”.
Łukasz Kępiński
CEO i założyciel Tears of Joy, agencji social media influencer marketingu
W tym roku w zasadzie każde narzędzie, którego używam, ma w sobie element AI, ale szczególnie doceniam Fireflies. To mój osobisty asystent podczas wirtualnych spotkań – notuje, podsumowuje i przydziela zadania. Dzięki temu mam pełną kontrolę nad projektami, a co ciekawe, jego efektywność potwierdziłem nawet programem afiliacyjnym, w którym zdobyłem już kilka nagród. AI staje się naturalnym wsparciem w pracy, dzięki czemu możemy bardziej skupić się na kreatywności i strategii.
Dawid Bagiński
Prowadzi agencję marketingu w social mediach, Social Elite
Uwielbiam AI. Korzystam z niej każdego dnia. Uczę się jej. Inwestuję w nią. Buduję indywidualnie rozwiązania dla własnej firmy i pomagam korzystać z niej innym. Zarabiam na niej i dzięki niej. W 2025 roku idę „all in” w tę technologię.
AI pomaga mi w:
automatyzowaniu firmy,
szkoleniu pracowników,
podnoszeniu efektywności pracy,
księgowaniu dokumentów,
udzielaniu wsparcia moim pracownikom czy też w ocenie ich skuteczności.
Ponadto korzystamy z AI do generowania treści do filmów, zdjęć czy nawet pomysłów, które wykorzystujemy w codziennej pracy.
Mike Korba
CCO & co-founder w User.com
Fathom.video to mały game-changer w zarządzaniu spotkaniami. Dlaczego? Bo zamiast notować, mogę się skupić na rozmowie. Automatyczne transkrypcje, podsumowania i kluczowe punkty – wszystko podane na tacy. Idealne rozwiązanie, jeśli chcesz wycisnąć więcej ze swoich spotkań.
PORADA
Używaj tego narzędzia do analizowania rozmów sprzedażowych – dowiesz się, co działa, a gdzie tracisz uwagę klienta. To AI, które daje realne efekty, a nie jest tylko modnym hasłem.
Mateusz Malinowski
SEO Director. Od 2016 roku prowadzi działania SEO w Fabryce Marketingu
Jeśli chodzi o narzędzia AI dla marketerów, to moimi dwoma ulubionymi połączeniami są:
1. SurferSEO + Jasper.ai = content machine
Surfer analizuje TOP 10 wyników i daje wytyczne SEO, a Jasper od razu tworzy tekst zgodny z tymi wytycznymi. Oszczędność czasu? 70% na research i pisanie, a treści są od razu zoptymalizowane pod algorytmy Google.
2. Screaming Frog + ChatGPT = SEO sprinter
To combo daje super rezultaty w żmudnej optymalizacji. Screaming Frog wykrywa problemy techniczne, a ChatGPT pomaga błyskawicznie generować np. tagi title dla wszystkich podstron. Dzięki tej automatyzacji możemy tworzyć skalowalne strategie naprawcze.
Rafał Szymański
Ekspert sprzedaży B2B i B2C, którą zajmował się w Sanofi, Roche, Philips czy 3M. Pionier we wdrażaniu LinkedIn Sales Navigator w korporacjach
Na co dzień wykorzystuję kilkanaście narzędzi AI, głównie LLM-ów, które spiąłem po API do działania i automatyzacji. W tym roku do zespołu botów, które mam od ponad 6 lat i działają głównie na LinkedIn (stąd nazwa LAFIK – od LinkedIn Automatiom Friend), dołączyła Alicja. Alicja to taki „second brain” nakarmiony całą wiedzą o wszystkim w firmie, znająca każdy e-mail czy wysłaną ofertę. Wykorzystuję ją do:
streszczania długich wątków i odpisywania w moim imieniu na e-maile,
porządkowania wiedzy,
bycia moim trenerem w tematach, w których chce się podciągnąć.
Jednym z przykładów jest proces, w którym każde nasze spotkanie online czy offline jest nagrywane za pomocą Firefiles, transkrypcja wysyłana jest przez Make.com do kilku agentów, którzy robią na jej podstawie różne zadania. Jeden robi podsumowanie w formie punktów i pisze draft e-maila, inny rozdziela zadania według tych punktów i wrzuca jako taski do ClickUp, a Alicja analizuje, czy rozmowa odbyła się zgodnie za założeniami, czy zostały poruszone konkretne punkty i jak się sprawdziłem w trudnej dla mnie roli handlowca.
Jarosław Dudek
Head of SEO and AI manager w maxroy. Wraz z Mariuszem Bacicem prowadzi szkolenia z SEO
W SEO czas to nie tylko pieniądz – to przede wszystkim możliwość szybszego reagowania na zmiany algorytmów i potrzeby klientów. Dlatego w mojej codziennej pracy stawiam na inteligentną automatyzację przy użyciu narzędzi AI. Mówiąc szczerze, to nie pamiętam już dnia, w którym nie otarłbym się o coś napędzanego przez sztuczną inteligencję.
Obecnie moim głównym wsparciem jest Dify.ai – narzędzie, które pomaga mi w budowaniu zautomatyzowanych procesów. Idealnie sprawdza się w procesach contentowych i analitycznych. Wykorzystuję je do szybkiego tworzenia szkieletów tekstów, analizy konkurencyjnych treści czy briefów contentowych.
Uświadamiam sobie również, że nie korzystam z wyszukiwarki Google tak często jak kiedyś. A to za sprawą Perplexity. To narzędzie świetnie sprawdza się w researchu i błyskawicznym dostępie do aktualnych danych, co jest nieocenione. Samo Perplexity może być również świetnym źródłem wiedzy do zasilenia modelu, czyli do stworzenia RAG-a.
Dla SEO-wców szczególnie wartościowe mogą być również poniższe narzędzia:
Kluczem jest jednak nie tylko dobór narzędzi, ale też umiejętność budowania z nich efektywnego ekosystemu. W SEO liczy się przede wszystkim systematyczność i skalowalność działań – dlatego właśnie AI staje się nieodzownym partnerem w codziennej pracy.
Kamila Maleszak
Marketing Specialist w DevaGroup
Narzędzie AI dla marketerów, które polecam, to przede wszystkim ChatGPT. To narzędzie, które każdego dnia przyspiesza i ułatwia moją pracę. Pomaga mi w wielu kwestiach: od tworzenia postów na social media przez szybki research, po opracowywanie szkiców treści. Sprawdza się również przy korekcie tekstów: wyłapuje błędy językowe, sugeruje poprawki struktury, a także pozwala sprawdzić, czy tekst jest zrozumiały.
Lubię też zapytać też Chat o to, jakie emocje moje teksty mogą wywołać u odbiorcy. Uważam, że wskazówki zaproponowane przez to narzędzie są trafne i mogą stanowić bardzo przydatną i szybką alternatywę, gdy brakuje nam obiektywnej opinii na temat naszych treści.
Oczywiście, trzeba mieć na uwadze, że ChatGPT nie zrobi za nas wszystkiego. Aby korzystać z niego efektywnie, trzeba nakarmić go odpowiednimi danymi, poinformować o naszych celach i nauczyć naszego stylu komunikacji.
Z kolei jeśli czujemy przesyt ChatGPT, warto wypróbować narzędzie Jasper.ai. Pomaga w tworzeniu treści, takich jak wpisy blogowe, posty na social media czy opisy produktów. Umożliwia także personalizację tekstów pod kątem stylu i tonu wypowiedzi. Jasper.ai oferuje 7-dniową wersję próbną – polecam przetestować!
Narzędzia AI do podcastów
W pracy zajmuję się też montażem podcastów, a ogromnym wsparciem jest dla mnie Adobe Podcast, a dokładniej funkcja Enhance Speech. Dzięki niej mogę uzyskać czysty, radiowy dźwięk nawet z najgorszej jakości nagrań. Narzędzie jest proste i szybkie w obsłudze. Korzystając z niego, możemy zapomnieć o długich godzinach spędzonych na poprawianiu dźwięku w wideo czy podcastach marketingowych. Miłego korzystania!
Wojciech Żywolt
Regional Paid Social Senior Specialist w GroupM Poland, wykładowca i szkoleniowiec
W swojej pracy chętnie korzystam z Gemini od Google, ChatGPT czy Brand24. Gemini i ChatGPT wykorzystuję, aby pobudzić swoją kreatywność, przygotować schematy e-maili, tłumaczyć teksty czy robić research. Brand24 to bardzo przydatne narzędzie AI dla marketerów, za pomocą którego monitoruję marki w internecie, analizuję konkurencję, tworzę raporty czy infografiki.
wskazuj kontekst (zawęź tematykę swojego pytania),
wyjaśnij, jakie masz oczekiwania (możesz podawać przykłady),
zawsze weryfikuj odpowiedzi wygenerowane przez narzędzia (istnieją tzw. „halucynacje AI” – sztuczna inteligencja może okazjonalnie tworzyć odpowiedzi, które brzmią wiarygodnie, ale opierają się na zmyślonych, niedokładnych lub błędnych informacjach).
Mateusz Murawski
Social Media Strategy Team Leader w Altavia Kamikaze + K2
AI dość mocno zmieniło flow mojej pracy, czyniąc ją bardziej wydajną i lepiej zorganizowaną. Narzędzia AI dla marketera, z których korzystam na co dzień, to:
1
Poe.com
Platforma, która umożliwia użytkownikom interakcję z różnymi modelami językowymi, w tym AI, takimi jak ChatGPT, Google Gemini oraz generative AI (jak Pika i Dall-E). Dzięki niej w łatwy sposób mogę porównać wyniki i możliwości każdego z modeli. Poe kosztuje tyle, co dostęp do ChatGPT, a daje zdecydowanie więcej.
2
Perplexity
Wyszukiwarka zbudowana w oparciu o AI. Zamiast wyświetlać linki, jak np. robi to Google, podsumowuje informacje i dodaje do nich źródła. Momentami jest to szybsze niż przeklikiwanie się przez kolejne strony.
3
NotebookLM
Narzędzie Google do notatek i researchu. W dużym skrócie: dodane do folderu źródła (linki, teksty, dokumenty, prezentacje, wideo) są przetwarzane przez AI i analizowane pod dowolnym kątem. To świetne narzędzie do gromadzenia notatek i badań, dzięki któremu szybko można wyszukać potrzebne informacje. Ryzyko błędnych i zmyślonych odpowiedzi jest minimalne, bo NotebookLM opiera się tylko na źródłach, które sami dodamy.
Julia Chwała
Creative & Strategic Projects Specialist w agencji Enyo
Niektóre z narzędzi AI dla marketerów stały się już nieodłączną częścią mojej codziennej pracy zawodowej. Perplexity super się sprawdza w researchu – dzięki niemu szybko znajduję potrzebne informacje i jestem na bieżąco z aktualnymi trendami. Claude świetnie pomaga mi przy redagowaniu tekstów, nadając im profesjonalny szlif. A ChatGPT? To mój partner od kreatywnego myślenia, pozwalający mi spojrzeć na projekty z zupełnie nowej perspektywy.
Kluczem jest jednak umiejętne korzystanie z tych narzędzi. Pamiętajmy, że technologia ma wspierać naszą kreatywność, a nie ją zastępować. To nasza ludzka perspektywa, doświadczenie i empatia są najcenniejsze. Moja rada? Nie bój się eksperymentować i odkrywać, jak AI może wesprzeć Cię w codziennej pracy.
Adam Płoński
Senior Graphic Designer w agencji Insignia
Pracując w agencji marketingowej, muszę być elastyczny i szybki. Moje zadania skupiają się głównie na projektach w social mediach – często prowadzę wiele tematów naraz i niezwykle ważne jest, abym robił to zarówno dokładnie, jak i w ramach określonych, często wymagających terminów realizacji. Istotne jest też to, aby możliwie jak najlepiej oddać wizję i misję klientów, dla których tworzę treści. Rewolucja narzędzi AI dla grafików całkowicie przekształciła moją dynamikę pracy, pozwalając mi tworzyć projekty znacznie szybciej niż wcześniej.
Narzędzia AI dla grafików z pakietu Adobe
W świecie generowania i edycji grafik kluczową rolę odgrywają dla mnie zaawansowane narzędzia AI z pakietu Adobe. Wypełnianie generatywne w Photoshopie to dla mnie absolutna rewolucja, która pozwala błyskawicznie usuwać lub dodawać elementy, czy uzupełniać obrazy w sposób, który jeszcze niedawno wydawałby się niepotrzebnie złożony lub nawet niemożliwy.
Generatywne rozszerzenie tła to kolejne narzędzie w Photoshopie, które stało się dla mnie mocnym gamechangerem. Zdjęcie w proporcjach 1:1 w mgnieniu oka mogę dostosować pod format IGS. To ułamek w całej gamie narzędzi AI, jakie oferuje Adobe, a ich dynamiczny rozwój pozwala na wdrażanie coraz to lepszych usprawnień, które mogę wykorzystywać w codziennej pracy. Warto monitorować wersje beta programów z pakietu Adobe – to tam w pierwszej kolejności dodawane są kolejne funkcje i usprawnienia związane z AI.
Harmonize
Obecnie na horyzoncie rysuje się nam kolejne rewolucyjne narzędzie, o którym warto tu wspomnieć, a mianowicie Harmonize. Istnieje już rozwiązanie o tej samej nazwie, dostępne w pakiecie Neutral Filters, ale będzie to zupełnie nowe narzędzie. Da ono możliwość dostosowania kolorów i cieni dwóch różnych zdjęć tak, by pasowały do siebie pod względem światła, temperatury barw i kolorystyki oraz jej nasycenia. Dzięki temu np. umieszczanie packshotów na zdjęciach stockowych ograniczy się do dwóch kliknięć.
Midjourney i Stable Diffusion
Z kolei Midjourney stał się moim nieodzownym towarzyszem w procesie twórczym. Dzięki niemu mogę szybko szkicować koncepcje graficzne, tworzyć intrygujące mockupy oraz generować storyboardy. W tym samym celu wykorzystuję Stable Diffusion, który jest szczególnie przydatny przy bardziej specjalistycznych i precyzyjnych wizualizacjach. Stability Matrix natomiast pomaga mi zarządzać i optymalizować całe procesy generowania obrazów w Stable Diffusion.
Promptomania
Przy tworzeniu odpowiednich promptów pomaga mi kolejne narzędzie AI, mianowicie Promptomania, które pozwala na określanie stylu na przesłanym przeze mnie zdjęciu lub z wybranych presetów. Umożliwia ono określenie istotnych dla kompozycji detali, takich jak przesłony, materiały znajdujące się na generowanych grafikach, typ światła, kolory czy emocje. Oczywiście to wszystko można robić bezpośrednio w Midjourney, jednak Promptomania jest wygodnym usprawnieniem.
Narzędzia AI do animacji
Social media bez dynamiki i ruchu w dzisiejszych czasach nie istnieją, dlatego narzędzia do animacji są również bardzo ważne. Pika pozwala mi w mgnieniu oka zamieniać statyczne grafiki w dynamiczne, angażujące klipy, które wykorzystuję przy pracach przetargowych i na etapach koncepcyjnych.
Runway ML to z kolei prawdziwy majstersztyk umożliwiający tworzenie zaawansowanych efektów ruchu, podmienianie tła czy generowanie przejść między scenami.
Trochę bardziej ograniczoną funkcjonalność oferuje Haiper, niemniej również zachęcam do przetestowania. W tym temacie również muszę zacząć wdrażać się w działanie Stable Diffusion Video – jeszcze nie korzystałem z generowania wideo za pomocą tego narzędzia, ale znając jego możliwości w zakresie obrazów statycznych, przewiduję, że i tu kryje się spory potencjał. Wymienione narzędzia stanowią dla mnie bazę do inspiracji. Nie wykorzystuję ich przy kreacjach dla klientów, ale sprawdzają się u mnie na poziomie koncepcyjnym.
Asystenci AI
Wsparcie merytoryczne i kreatywne to kolejny ważny aspekt mojej pracy. Claude stał się moim ulubionym asystentem AI do pracy nad koncepcjami i generowaniem pomysłów. ChatGPT świetnie sprawdza się w początkowej fazie burzy mózgów, a Gemini stanowi dodatkowe źródło inspiracji i weryfikacji pomysłów. Na podobnej zasadzie działa Copilot, i choć jest to ChatGPT w przebraniu Microsoftu, to czasem daje ciekawe rezultaty.
Nie mogę również zapomnieć o Civitai, które oferuje kompleksowe repozytorium modeli AI, w którym mamy dostęp do szerokiej gamy narzędzi do generowania obrazów. Rozwiązanie to koncentruje się na modelach Stable Diffusion oraz społeczności samych twórców i użytkowników zajmujących się generowaniem grafik, a dodatkowo to wszystko, w przeciwieństwie do samego Stable Diffusion, dostępne jest online.
Ideogram natomiast otwiera przede mną zupełnie nowe możliwości generowania grafik z tekstem, co jest wprost idealne dla komunikacji w social mediach. Kolejne świetne narzędzie, które wykorzystuję podczas pracy koncepcyjnej.
Chyba dla wszystkich jest już jasne, że narzędzia AI nie zastąpią ludzkiej kreatywności, ale bez wątpienia ją wzmacniają. Moja praca stała się szybsza, bardziej zróżnicowana i przyznam szczerze, o wiele bardziej ekscytująca. Kluczem jest jednak nie sama technologia, lecz umiejętność jej świadomego i twórczego wykorzystania. AI to narzędzie, a prawdziwa magia dzieje się w naszych głowach.
Mateusz Bartkowiak
Performance Marketing Coordinator w Performance Group
Uważam, że eksploracja, wdrażanie i wykorzystywanie narzędzi AI dla marketerów w swojej codziennej pracy powinno być standardem, chlebem powszednim. Sztuczna inteligencja dostarcza tak wiele możliwości przyspieszenia pewnych procesów, że nie możemy przejść obok tego obojętnie.
W codziennej pracy staram się używać narzędzi AI do tłumaczeń, edycji i poprawy treści, generowania treści i grafik, tworzenia podsumowań. Oprócz tego istnieje wiele narzędzi specjalistycznych, wykorzystujących technologię AI, które zostały opracowane do pracy z konkretnymi systemami. Na przykład Google może się pochwalić wieloma narzędziami do optymalizacji kampanii, feedów produktowych, treści.
Jednak dla mnie najciekawsze jest to, co możemy wypracować z narzędziami AI sami. Możemy być w tym naprawdę kreatywni, a ciągle rozwijające się modele potrafią coraz więcej. Możemy więc napisać nową formułę do Excela, fragment kodu (VBA, SQL, JavaScript), o które wcześniej musieliśmy prosić (i czekać!) dział IT. Na naszych oczach rozwija się niesamowita technologia, która już wpływa na naszą pracę, a jej wpływ będzie jeszcze większy, więc na pewno powinniśmy dać jej szansę, a może dzięki temu zyskamy 5 minut więcej na poranną kawkę i ploteczki z kolegami/koleżankami z biura.
Adrianna Kubik
Board Member & Business Director w They Digital
Narzędzie AI, które wykorzystuję w swojej codziennej pracy, to Copilot – codzienny asystent do pracy w środowisku Microsoft. Copilot pomaga mi w wielu obszarach, takich jak automatyzacja zadań administracyjnych, analiza danych, tworzenie i edycja dokumentów. Dzięki Copilot mogę skupić się na bardziej strategicznych zadaniach, ponieważ zdejmuje ze mnie część rutynowych czynności. Przykładowo automatycznie zarządza moim kalendarzem, przypomina o ważnych terminach, podsumowuje wątki z Teams. Pomaga mi również w tworzeniu podsumowań plików, syntezie informacji, researchu, generowaniu wizualizacji.
Konrad Jezierski
Członek Zarządu i OmniSales Director, Sklepy Komfort S.A.
Sztuczna inteligencja staje się coraz bardziej integralną częścią naszej pracy, pełniąc rolę wirtualnego „stażysty”, który pomaga w podstawowych, czasochłonnych zadaniach. Na poziomie podstawowym AI doskonale sprawdza się w wykonywaniu powtarzalnych zadań, które wcześniej zajmowały dużo czasu i wymagały dużych zasobów.
Jednak w Komfort poszliśmy o krok dalej. Zamiast traktować sztuczną inteligencję tylko jako wsparcie w prostych zadaniach, postanowiliśmy wykorzystać jej pełny potencjał. Zrozumieliśmy, że AI nie tylko wspiera nas w codziennych zadaniach, ale również może stać się kreatywnym partnerem w procesie produkcji, oferując zupełnie nowe możliwości.
Kampanie takie jak „Satysfakcja” czy „Black Sales Weeks” są efektem zastosowania aż dwunastu różnych narzędzi AI, które były wykorzystywane na różnych etapach produkcji. Dzięki tym narzędziom mogliśmy zautomatyzować wiele procesów, a jednocześnie zyskać możliwość eksperymentowania i tworzenia bardziej zaawansowanych treści.
W cyfrowym świecie, gdzie uwaga użytkowników internetu jest ulotna i trudno ją zdobyć, skuteczne angażowanie odbiorców na Insta Stories stało się nieodłącznym elementem strategii marketingowych i osobistych profili.
W tym artykule przedstawię Ci skuteczne i sprawdzone sposoby angażowania Twoich odbiorców na Insta Stories, przy wykorzystaniu zasobów Instagrama i różnych narzędzi. Zdradzę Ci moje sztuczki na to, jak wyróżnić się w gąszczu treści oryginalnymi materiałami.
Kluczowa kwestia – wygląd
Postaw na jakość relacji. Rozmazane zdjęcie, wklejony tekst, który jest nie dość, że nieczytelny, to za długi, zniechęca odbiorcę już na samym początku. Jeśli masz długi tekst, to wybierz z niego najciekawsze fragmenty i podziel go na kilka kafelków. Zachęci to odbiorcę do przejścia dalej. Pamiętaj też, aby pierwsza relacja była ZACHĘTĄ do dalszego działania.
Kluczową kwestią, jeśli chodzi o tworzenie Insta Story, jest wygląd
No dobra. Ale jak tworzyć relacje, które przyciągną odbiorców i będą chcieli je odczytywać, bawić się nimi? Oto kilka wskazówek!
1. Naklejki, ankiety
Zapewne wiele razy odczytując relację, widziałeś naklejki czy ankiety, które zaciekawiły Cię do tego stopnia, że brałeś w nich udział. Nawet z czystej ciekawości, czy dobrze myślisz. Tego typu treści możesz tworzyć na podstawie materiałów, które już opublikowane są w twoich kanałach, a przy okazji promować swoje produkty. A przy okazji – poznać oczekiwania swoich odbiorców jeśli zapytasz o produkty.
Pamiętaj – warto recyklingować treści! Jeśli nie masz czasu na dobieranie informacji, to skorzystaj z pomocy ChatGPT lub innego narzędzia, które na podstawie dodanego artykułu, wpisu stworzy dla Ciebie plan na rolkę, szablon karuzeli na Instagram czy streści artykuł do tego stopnia, że będziesz mógł umieścić go w relacji.
PORADA
Nie twórz długich pytań i odpowiedzi. Użytkownik może znudzić się po przeczytaniu treści na kafelkach i zrezygnuje z odczytywania relacji.
Jak widzisz, w poniższej relacji wykorzystałam wiele innych opcji, które oferuje Instagram: suwak, głosowanie czy układ do połączenia zdjęć, dzięki czemu powstał kolaż. Całość to świetna sekwencja, którą można wykorzystać np. przy promocji szkoleń i innych produktów. My zrobiliśmy to dla szkolenia Social Media Manager, które prowadzi Artur Jabłoński.
Na Insta Story masz możliwość dodawania naklejek, ankiet czy quizów – wykorzystaj ją!
Możesz też poprosić AI o stworzenie quizu na podstawie np. artykułu lub niech sam wymyśli pytania na wybrany przez Ciebie temat. Przykładowy prompt może brzmieć następująco: „Wyobraź sobie, że prowadzisz szkolenia z zakresu sztucznej inteligencji. Stwórz quiz na temat AI z pięcioma krótkimi pytaniami i odpowiedziami. Przy każdej odpowiedzi zaznacz, która jest prawidłowa”.
2. Rolka w Stories
Publikujesz rolki? Pamiętaj, aby udostępniać je w relacji. Dzięki temu dodasz bonusowe wyświetlenia danemu materiałowi (jeśli będzie oglądany dłużej niż 3 sek.). Ja, gdy publikuję rolkę w Insta Stories, dodaję do niej intrygujące pytanie lub tekst informujący, o czym ona jest, plus niezbędne daty czy linki.
Opublikowanie rolki w Insta Stories to zawsze dobry pomysł!
Tego nie rób: Nie dodawaj na relacje naklejek typu „New reel”. Materiał zakryty naklejką traci swój potencjał i mało osób sprawdzi, co pod tą naklejką jest.
3. Odliczanie
Organizujesz wydarzenie, wyczekujesz czegoś, a może w Twojej firmie odbędzie się premiera produktu? Stwórz odliczanie, dzięki któremu użytkownicy ustawią sobie przypomnienie, a Ty przy okazji zbudujesz napięcie. Można zrobić to z poziomu relacji, gdy użytkownik ją odczytuje.
4. Post w Insta Stories
Sytuacja wygląda analogicznie jak w rolce. Opublikowałeś post na Instagramie? Dodaj go na Insta Stories z chwytliwym opisem! Zdarza się, że użytkownik nie widzi opublikowanego posta, a taka relacja mu o nim przypomni.
Tego nie rób: Nie zakrywaj udostępnionego posta naklejką. To naprawdę nie ma sensu.
Opublikowałeś post na Instagramie? Udostępnij go także w Insta Story!
5. Interaktywne relacje dzięki naklejkom
Wykorzystaj naklejki z pytaniami i ankietami, aby poznać opinie odbiorców, lub naklejki z linkiem, aby skierować użytkowników do witryny swojej firmy.
Swoje Insta Stories możesz urozmaicić, dodając do niego interaktywną naklejkę
Pamiętaj, że Twoje relacje odczytują Twoi obserwatorzy, dlatego miej z nimi stały kontakt. Nie doprowadzaj do tego, aby każda relacja była sprzedażowa. Nie przesadzaj też z ilością materiałów na Insta Stories (chyba, że znasz swoich odbiorców i wiesz, że wszystko obejrzą).
PORADA
Rozpocznij od publikowania kilku Stories dziennie i obserwuj reakcję Twojej publiczności. Jak już wcześniej wspomniałam – pamiętaj o pierwszej planszy, która zaintryguje, zaciekawi odbiorcę. Analizuj wskaźniki, takie jak zasięg, oglądalność i interakcje, aby dostosować swoją strategię. W zależności od branży i celów różne liczby mogą być odpowiednie. Dla marek i influencerów często zaleca się publikowanie 1–7 Stories dziennie (choć zmienia się to dynamicznie), aby utrzymać zaangażowanie bez zniechęcania obserwujących.
6. Dzień z życia
Odbiorców zawsze ciekawi to, czego na co dzień nie widzą. Uwierz, że chętnie zobaczą przygotowania eventu, pakowanie paczek, nagrywanie, robienie makijaży, backstage podczas sesji zdjęciowych lub jakichkolwiek innych wydarzeń, a nawet dnia z życia firmy. Mogłabym wymieniać w nieskończoność. Ja stawiam na tego typu treści podczas konferencji I Love Marketing & Technology. Dodaję zapowiedzi, pokazuję salę, dokumentuję na bieżąco, co się dzieje.
Odbiorcy lubią zaglądać za kulisy – wykorzystaj to na swoim Insta Story
7. Przekształć swoje relacje w reklamy
Masz ciekawy materiał, który znalazł się w Twojej relacji? Świetnie! Pójdź o krok dalej i utwórz reklamę.
WAŻNE: używaj pełnoekranowych zasobów w orientacji pionowej (9:16), które wpisują się w ekosystem Mety i wygląd relacji na Instagramie.
8. Efekty AR
Filtry AR to świetny pomysł na angażowanie odbiorców! Użytkownik może uruchomić go z poziomu profilu lub relacji, a co za tym idzie – pobawić się efektem, spędzić nieco więcej czasu na interakcji z Twoimi zasobami firmowymi. Ponadto możesz tworzyć grupy odbiorców (wykorzystasz je w targetowaniu) na podstawie efektu AR i konkursy na najciekawsze relacje z jego wykorzystaniem.
Efekty AR to kreatywny i angażujący pomysł na Insta Stories
9. Chcesz wysokie zasięgi na Stories? Wykorzystaj szablony!
Opcja „Twoja kolej” to interaktywna funkcja w Insta Story, która pozwala użytkownikom odpowiadać na relacje innych użytkowników, tworząc własne odpowiedzi w formie zdjęć. Naklejka „Twoja kolej” umożliwia nie tylko interakcję, ale także budowanie swego rodzaju „łańcucha treści”.
Każdy użytkownik może dodać swoją wersję szablonu lub odpowiedź na pierwotną relację, co sprawia, że Stories staje się bardziej dynamiczne i angażujące. Funkcję możesz wykorzystać na przykład w swoim sklepie, aby ludzie dodawali zdjęcia zamówień / konkretnego produktu, na przykład sukienki. Możesz też wykorzystać ją podczas eventu, aby uczestnicy dodawali zdjęcia, dzięki czemu utworzy się nitka na zdjęcia z wydarzenia.
Opcja „Twoja kolej” to ciekawy pomysł na relację na Instagramie, który zaangażuje odbiorców. Źródło ilustracji: Twitter @mosseri
Jak ustawić kampanię na relację?
1. Wybierz cel reklamowy (np. ruch, konwersje). Dzięki temu promowana relacja będzie zawierała link z odnośnikiem do strony, na którą chcesz kierować.
2. Podczas tworzenia kampanii wybierz z zestawu reklam odpowiednie umiejscowienie. W tym wypadku „Instagram Stories”. Ja czasami dodaję również Instagram Reels – wtedy reklama może wyświetlać się w zakładce z Reelsami.
3. Następnie przejdź do sekcji ,,Reklama” i wybierz relację.
WAŻNE: relacja opublikowana organicznie, która posiada naklejkę np. z linkiem do strony, nie przejdzie w panelu reklamowym. Natomiast link możesz dodać do relacji bez niego, który będą kierować na stronę.
Co jeszcze warto zrobić?
Najciekawsze relacje dodaj do wyróżnionych. Dzięki temu użytkownik, który odwiedza Twój profil, będzie mógł Ciebie bliżej poznać. Pamiętaj również o miniaturkach wyróżnionych relacji. Możesz je utworzyć np. w Canvie.
Nie doprowadzaj do tego, aby każda relacja była sprzedażowa.
Stories również są oparte na algorytmie, dlatego ważne jest, aby publikować je regularnie i dostarczać wartościowe, inspirujące treści.
Tajny trik – zrób przerwę w dodawaniu relacji. Najlepiej na 24 godziny. Z mojego doświadczenia wynika, że gdy po przerwie dodamy relacje, to ich zasięg się zwiększa (do przetestowania u Ciebie!).
Pamiętaj, aby zadawać pytania swoim odbiorcom, prosić o opinie, angażować ich na różne sposoby.
Analiza Stories – WatchTime. Liczy się to, ile czasu odbiorca spędza, oglądając dane Stories (tutaj mam na myśli film). W związku z tym warto postawić na krótkie filmiki, które utrzymają uwagę odbiorcy. Pamiętaj też o dynamice, zapowiedziach.
W statystykach relacji możesz sprawdzić liczbę kont odbiorców, do których docierasz (wraz z podziałem na osoby obserwujące i nieobserwujące), zaangażowane konta, aktywność w profilu. Ponadto możesz przeanalizować przejścia dalej, wyjścia z relacji, jeśli kogoś nie zainteresował materiał, czy przejścia wstecz, aby np. doczytać relację, a nawet liczbę kliknięć linku przenoszącego do strony.
Jak sprawdzić statystyki Stories?
Dla relacji, która widnieje na Twoim Stories nie więcej niż 24 godziny, możesz to zrobić ze strony głównej. Kliknij w relację i przesuń ją do góry – wtedy pojawią się statystyki.
Dla zarchiwizowanych relacji wejdź na swój profil, wybierz trzy kreski w prawym górnym rogu, następnie „Archiwizuj” –> „Archiwum relacji” i gotowe.
Podsumowanie
Instagram Stories to potężne narzędzie do angażowania odbiorców i budowania relacji. Wykorzystaj pomysły z tego tekstu, eksperymentuj i dostosowuj swoje strategie, aby lepiej spełniać oczekiwania swojej widowni. No i co ważne – bądź na bieżąco z nowościami, bo wychodzi ich naprawdę wiele.
Pamiętaj, że kluczami do skutecznego angażowania na Stories są kreatywność, autentyczność, regularność oraz dbałość o potrzeby i zainteresowania swoich obserwujących.
W ubiegłym tygodniu, w piątek 6 grudnia, na 2 dni przed startem drugiej tury wyborów prezydenckich w Rumunii, rumuński Sąd Konstytucyjny unieważnił pierwszą turę wyborów, jednocześnie zapowiadając, że całe wybory zostaną przeprowadzone na nowo. Jaki jest tego powód i jaki związek mają z tym social media?
Social media a polityka
To, że polityka jest coraz mocniej powiązana z social mediami, wiemy nie od dziś. Najważniejsze osoby w państwach, takie jak prezydenci, premierzy, ale też politycy, są na co dzień aktywni w social mediach. Są one też wykorzystywane w ramach kampanii wyborczych, zwłaszcza wśród tych, którzy chcą dotrzeć do młodszych wyborców.
Jednak chyba po raz pierwszy możemy obserwować bezprecedensowy wyrok, jakim jest unieważnienie wyborów z powodu… kampanii wyborczej na TikToku.
Social media jako narzędzie polityczne, czyli wnioski z raportu rumuńskiego wywiadu
Wybory zostały unieważnione z powodu zarzutu wpływu na wyniki wyborów poprzez skoordynowaną kampanię w social mediach, która miała na celu wypromowanie kandydata na prezydenta Rumunii Călina Georgescu. Jak możemy przeczytać w raporcie:
„W kontekście pierwszej tury wyborów prezydenckich uzyskano dane, które ujawniły agresywną kampanię promocyjną, przeprowadzoną z obejściem krajowych przepisów wyborczych, a także wykorzystanie algorytmów niektórych platform mediów społecznościowych w celu zwiększenia popularności Călina Georgescu w przyspieszonym tempie”.
Z dalszej części raportu dowiadujemy się, że na kilka tygodni przed wyborami Georgescu nie cieszył się zbyt dużą popularnością wśród wyborców – w sondażach przedwyborczych przeprowadzonych między 15 a 20 listopada zajmował 6. miejsce z wynikiem 6,2%, a w sondażach z 20 –21 listopada wykazywano 10,6% poparcia.
W raporcie pada też stwierdzenie, że wzrost poparcia dla tego kandydata wynikał ze „skoordynowanej kampanii mającej na celu zwiększenie jego popularności, wzmocnionej na dwa tygodnie przed datą głosowania” – chodzi tu głównie o TikToka, który miał zapewnić Georescu zwycięstwo w pierwszej turze z wynikiem 22,94%.
Źródło ilustracji: odtajnione raporty rumuńskiego wywiadu, CSAT SRI I, www.presidency.ro/ro/media/comunicate-de-presa/comunicat-de-presa1733327193
Kampania wyborcza na TikToku
Po pierwsze, rumuński wywiad zwrócił uwagę na sieć kont bezpośrednio związanych z kampanią Călina Georgescu na TikToku. Składało się na nią 25 tys. kont, które stały się bardzo aktywne na dwa tygodnie przed wyborami. 797 z nich istniało od 2016 roku, jednak do 11 listopada 2024 roku były one bardzo mało aktywne.
Po drugie, stwierdzono, że cała kampania była koordynowana na Telegramie przez konto @propagatorcg, poprzez które inni użytkownicy otrzymywali szczegółowe wytyczne dotyczące treści, hashtagów i sposobów omijania mechanizmów weryfikacji platformy. W raporcie wskazuje się też, że po utworzeniu kanału @propagatorcg na Telegramie zarejestrowano 76 nowych kont na TikToku, których wyłączną rolą było promowanie kandydata Călina Georgescu.
Źródło ilustracji: odtajnione raporty rumuńskiego wywiadu, CSAT SRI I, www.presidency.ro/ro/media/comunicate-de-presa/comunicat-de-presa1733327193
Ponadto w kampanię zaangażowano wpływowe osoby publiczne, które publikowały treści promujące kandydata. Miało się to odbywać na dwa sposoby:
bezpośrednio – poprzez publiczne wspieranie kandydata,
oraz pośrednio – poprzez posty, które były pozornie neutralne, ale zawierały tagi związane z kandydatem, takie jak np. #echiIbrușiverticaIitate.
Niektóre z tych wpisów nie były oznaczone jako reklama.
Lista kont, które wspierały kandydata. Źródło: odtajnione raporty rumuńskiego wywiadu, CSAT SRI I, www.presidency.ro/ro/media/comunicate-de-presa/comunicat-de-presa1733327193
Kolejnym zarzutem, o którym wspomniano, było wykorzystanie w celu wsparcia Călina Georgescu „dziesiątek kont” na TikToku, które wprowadzały w błąd, ponieważ używały logo takich rumuńskich instytucji państwowych, jak SRI i Brygada Antyterrorystyczna (BAT). Znalazły się na nich także zdjęcia rumuńskiej policji i BAT, które zostały „pobrane z przestrzeni publicznej”. Miało to sprawiać „fałszywe przekonanie, że kandydata popierają instytucje państwowe”.
Wątpliwości wzbudził też sposób finansowania kampanii. Oficjalnie Călin Georgescu oświadczył, że nie wydał żadnych pieniędzy na kampanię wyborczą, jednak jak wskazano w raporcie, w finansowanie kampanii na TikToku zaangażowany był Bogdan Peșchir (@bogpr), który miał przekazać na ten cel niemal milion euro.
Źródło ilustracji: odtajnione raporty rumuńskiego wywiadu, CSAT SRI I, www.presidency.ro/ro/media/comunicate-de-presa/comunicat-de-presa1733327193
Z kolei influencerzy zaangażowani w kampanię mieli otrzymywać 1000 euro za klip video wspierający kandydata. Płatności odbywały się za pomocą platformy FameUp, a za kontakt z niektórymi influencerami odpowiedzialna była agencja FA Agency z RPA.
Źródło ilustracji: odtajnione raporty rumuńskiego wywiadu, CSAT SRI I, www.presidency.ro/ro/media/comunicate-de-presa/comunicat-de-presa1733327193
Wniosek Rumunii do TikToka o usunięcie materiałów
21 listopada do TikToka został wysłany wniosek o usunięcie materiałów wyborczych Georgescu, które nie zawierały kodu identyfikacyjnego kandydata. Jak dowiadujemy się z raportu służb wywiadowczych, dzień później platforma przesłała do AEP potwierdzenie usunięcia postów, jednak późniejsze kontrole wykazały, że tak się nie stało i materiały były nadal widoczne dla rumuńskich obywateli – nawet po zakończeniu kampanii wyborczej i w dniu wyborów, co jest niezgodne z rumuńskim prawem wyborczym.
Dalej czytamy, że mimo że materiały promujące Călina Georgescu miały charakter polityczny, były przez TikToka zakwalifikowane jako posty o charakterze rozrywkowym, przez co były wyświetlane w nieograniczony sposób szerokiemu gronu użytkowników platformy, co jest sprzeczne z polityką samego TikToka.
Komisja Europejska wkracza do gry
W sprawę zaangażowała się też sama Komisja Europejska, która domagała się od TikToka odpowiedzi na zarzuty rumuńskich służb wywiadowczych. W ubiegłym tygodniu w Brukseli odbyło się spotkanie z przedstawicielami TikToka na temat niedopełnienia obowiązków związanych z aktem DSA – w tym umożliwienie dezinformacji i manipulacji treściami politycznymi.
Jak donosi Polska Agencja Prasowa, Caroline Greer, dyrektor TikToka ds. polityki publicznej i relacji rządowych, zapewniła, że TikTok przestrzega zasad związanych z treściami politycznymi, a firma zatrudnia aż 6 tysięcy moderatorów treści na całym świecie – w tym lokalnie w Rumunii jest ich zatrudnionych 35 plus dodatkowo 20 fact-checkerów.
„Jednak jej stwierdzenie, że oznaczanie treści politycznych nie jest obowiązkiem platformy, lecz osób je publikujących, wywołało oburzenie eurodeputowanych.” – źródło PAP.
Z kolei dyrektorka ds. produktu, autentyczności i przejrzystości w TikToku, Brie Pegum „wymieniła, że od września do początku grudnia w samej Rumunii platforma usunęła 66 tys. fałszywych kont, 7 mln lajków, 10 mln obserwujących, a w ostatnich tygodniach tysiąc kont podszywających się pod polityków”.
Komisja Europejska skierowała również do platformy oficjalne pismo w związku z nieprawidłowościami podczas wyborów prezydenckich w Rumunii. TikTok miał 24 godziny na odpowiedź – i jak poinformował 10 grudnia Thomas Regnier, Rzecznik Komisji Europejskiej, KE otrzymała już informacje od platformy. Na ten moment KE jest w trakcie analiz tej odpowiedzi, a jeśli okaże się, że TikTok złamał przepisy cyfrowe obowiązujące w Unii Europejskiej, zostaną podjęte odpowiednie działania.
Ponadto Komisja Europejska na podstawie aktu DSA nakazała TikTokowi zachowanie i zamrożenie wszystkich danych związanych z wyborami w Rumunii do końca marca 2025 roku.
Siła social mediów
Jak trafnie stwierdził Tomasz Brusik w artykule „W jaki sposób Ukraina i Rosja wykorzystują social media?”, który ukazał się na łamach 18. numeru magazynu sprawny.marketing: „Social media to też broń”. I to bardzo silna broń. W internecie każdy może być twórcą treści, dlatego o wiele trudniej kontrolować fake newsy i manipulacyjne treści.
Zresztą w raporcie rumuńskich służb wywiadowczych to właśnie na Rosję padają podejrzenia o koordynowanie całej akcji, zwłaszcza że Călina Georgescu określa się jako polityka o skrajnie prawicowych i prorosyjskich przekonaniach.
Historia unieważnionych wyborów prezydenckich w Rumunii pokazuje, jak ogromną siłę może mieć dobrze zaplanowana strategia, skuteczna koordynacja działań, wykorzystanie wpływowych influencerów i znajomość algorytmów – tak w biznesie, jak i w polityce. Nie należy jednak zapominać o etyce, transparentności i tym, jak ważna jest umiejętność weryfikowania informacji.
Na Wigilię firmową wylosowałeś kolegę z działu, któremu masz kupić prezent na święta, ale zupełnie nie wiesz, na co się zdecydować? A może masz wśród znajomych pracownika agencji kreatywnej – indywidualistę z oryginalnym stylem – i dobrze wiesz, że w jego przypadku sprawdzą się tylko kreatywne pomysły na prezent? Lub – co jeszcze trudniejsze – zostałeś oddelegowany do zakupu upominku dla przełożonego i teraz w panice wklepujesz w wyszukiwarkę hasła w stylu „pomysł na prezent dla szefa” czy „fajne pomysły na prezent”?
Spieszymy z pomocą i podpowiadamy, jaki prezent dla marketera sprawdzi się nawet w przypadku najbardziej wymagających!
1. Książki branżowe
Dobra książka to zawsze dobry pomysł na prezent! Możesz postawić na klasyki, np. na Kotlera, albo wybrać coś z nowości wydawniczych. A jeśli potrzebujesz inspiracji, koniecznie sprawdź naszego Instagrama, na którym publikujemy wiele rolek z książkowymi polecajkami oraz wpis 89 książek polecanych w trakcie konferencji I Love Marketing! Opisujemy w nich warte uwagi pozycje, z którymi powinien zapoznać się każdy marketer – zarówno ten początkujący, jak i doświadczony.
2. Przejściówka i karta SD
Drobny, ale bardzo przydatny prezent, szczególnie dla marketerów zajmujących się grafiką lub wideo. Przejściówka pozwala na łatwe podłączenie różnych urządzeń, a karta SD zapewnia dodatkową przestrzeń na zapisywanie materiałów.
3. Kursy online
Szkolenia online są doskonałe dla wszystkich marketerów, którzy cierpią na chroniczny brak czasu, zatem nie zawsze mogą sobie pozwolić na to, aby wziąć udział w każdej konferencji i szkoleniu, które ich interesują. Dzięki temu można zaoszczędzić nie tylko czas, ale również pieniądze, no i przede wszystkim jest to wygodne – można odpalić kurs w domu, siedząc wygodnie na kanapie z kubkiem ulubionej kawy czy herbaty w ręku.
4. Zestaw kaw speciality
Dobrej jakości kawa to prezent, który doceni każdy miłośnik kofeiny. Ziarna z różnych regionów świata pozwalają odkrywać nowe smaki i aromaty, idealne na poranki pełne kreatywności. Taki zestaw często zawiera też informacje o pochodzeniu kawy i wskazówki dotyczące parzenia. To idealny upominek dla osób, które potrzebują dawki energii na intensywne dni!
5. Elegancki długopis/pióro + dobrej jakości notatnik
Jeśli osoba, którą chcesz obdarować świątecznym prezentem, lubi tradycyjne rozwiązania i zapisywanie wszystkiego na papierze, możesz przemyśleć zakup eleganckiego długopisu lub pióra oraz notatnika – to przydatny zestaw na spotkania biznesowe lub do robienia notatek w trakcie pracy.
6. Kalendarz/planner na 2026 rok
Przypomnienia w telefonie i wszelkie aplikacje to nie wszystko! Czasem najlepsze są najprostsze rozwiązania. Kalendarz czy planner pozwolą zapisać obdarowanemu ważne spotkanie nawet wtedy, kiedy nie ma pod ręką telefonu lub jest on rozładowany.
7. Bilet na konferencję I Marketing & Technology
Marketing jest branżą, w której trzeba być na bieżąco ze wszystkimi nowościami. By najszybciej poznać aktualne trendy, warto brać udział w konferencjach branżowych, podczas których eksperci omawiają najnowsze zmiany na rynku.
Jeśli zastanawiasz się, co na prezent świąteczny ucieszy każdego spragnionego wiedzy marketera, na pewno zrobi to bilet na konferencję I Love Marketing & Technology, która odbędzie się w dniach 21-24 kwietnia 2026 roku! Przez trzy dni zorganizujemy aż dziewięć konferencji z trzema ścieżkami tematycznymi każdego dnia.
8. Czytnik e-booków
Niezastąpione urządzenie, a jednocześnie świetny prezent dla marketera, który czyta bardzo dużo książek branżowych (i nie tylko), a nie ma już wolnego miejsca na półce. Jest to rozwiązanie ekologiczne i bardzo wygodne – e-book jest lekki, zajmuje mało miejsca, a także pozwala na zaznaczanie interesujących fragmentów czy sporządzanie notatek. No i przede wszystkim – dzięki niemu można mieć przy sobie wiele lektur na raz!
9. Voucher na e-booki
Jak czytnik e-booków, to i voucher na dostęp do aplikacji, która pozwala na ich pobieranie i czytanie. Wybór platform i opcji jest naprawdę duży – wiele zależy od czytnika, z którego korzysta dana osoba. Jeśli masz większy budżet, nic nie stoi na przeszkodzie, aby prezenty na święta były dwa: i czytnik, i voucher.
10. Karta podarunkowa Spotify Premium
Skoro jesteśmy już przy voucherach – świetnym pomysłem na prezent pod choinkę dla marketera jest karta podarunkowa do Spotify. Obdarowany będzie Ci za nią szczególnie wdzięczny, jeśli pracuje z biura i lubi „odciąć się” od współpracowników za pomocą słuchawek i muzyki.
11. Karta podarunkowa na dostęp do platformy z audiobookami
A jeśli osoba, której masz sprawić prezent, lubi czytać książki, ale ciągle brakuje jej na to czasu, możesz pomyśleć nad kartą podarunkową umożliwiającą dostęp do popularnych platform z audiobookami. Dzięki temu obdarowany będzie mógł nadrabiać czytelnicze zaległości podczas sprzątania, ćwiczeń czy w trakcie jazdy samochodem.
12. Dostęp do narzędzi
Narzędzia marketingowe są obecne w pracy każdego marketera, dlatego mogą stanowić fajny pomysł na prezent pod choinkę. A jeśli chcesz obdarować marketera dostępem do narzędzi AI, koniecznie sprawdź TEN WPIS.
13. Voucher na szkolenia sprawny.marketing
Imienny elektroniczny voucher na szkolenia to trafiony prezent świąteczny dla każdego marketera, który chce zgłębić swoją wiedzę z zakresu e-marketingu. Pełną ofertę naszych szkoleń poznasz na stronie: sprawnymarketing.pl/szkolenia. Jeśli chcesz zamówić taki prezent, napisz na: faktury@sprawnymarketing.pl
14. Filtr prywatyzujący na monitor
Filtr prywatyzujący to świetna sprawa dla wszystkich, którzy nie lubią, gdy zagląda im się w monitor podczas pracy. Dzięki niemu to, co wyświetla się na ekranie, jest widoczne tylko dla osoby, która siedzi na wprost monitora.
15. Apple Pencil
Przydatny gadżet dla wszystkich tych, którzy są posiadaczami iPada. Dzięki niemu robienie notatek, dodawanie adnotacji czy rysowanie stają się o wiele prostsze!
16. Powerbank
Nie ma nic gorszego niż rozładowane urządzenie mobilne, kiedy jest ono niezbędne do pracy, a w danej chwili nie mamy dostępu do źródła prądu (np. w podróży). W takich sytuacjach niezwykle przydatny okaże się powerbank!
17. Ładowarka indukcyjna
W ramach prezentu dla marketera równie dobrze co powerbank sprawdzi się ładowarka bezprzewodowa. W końcu życie bez kabli jest o wiele prostsze – zwłaszcza gdy ktoś z biura po raz kolejny podkrada ładowarkę do telefonu.
18. Gimbal
Gimbal to przydatny gadżet dla każdej osoby, która nagrywa wideo telefonem. Dzięki niemu można uzyskać stabilny obraz bez drgań, a jego dużą zaletą jest to, że jest lekki i poręczny, a tym samym nie obciąża dłoni i kręgosłupa.
19. Adapter statywowy do telefonu
Dzięki adapterowi statywowemu można wykorzystać możliwości aparatu w telefonie do maksimum, dostosowując pozycję telefonu do nagrywania w pionie, poziomie lub pod innym dowolnym kątem.
20. Dostęp do chmury lub dysk zewnętrzny
Miejsca na pliki nigdy dość, dlatego jeśli marketer, któremu chcesz kupić prezent na święta, narzeka na brak miejsca na dysku, pomyśl o wykupieniu dostępu do chmury lub o dysku zewnętrznym.
21. Przenośny ekran dodatkowy do laptopa
Dodatkowy ekran to nieoceniona pomoc dla osób, które pracują wielozadaniowo lub często podróżują. Lekki i łatwy w instalacji, pozwala zwiększyć przestrzeń roboczą w każdej sytuacji. Dzięki temu praca nad projektami, analizami czy prezentacjami staje się bardziej efektywna.
22. Zestaw aromaterapeutyczny
Dyfuzor zapachowy z olejkami eterycznymi to prezent, który wprowadzi spokój i koncentrację do każdego biura. Olejki o właściwościach relaksujących, jak lawenda, lub pobudzających, jak mięta pieprzowa, pomogą dostosować atmosferę do potrzeb chwili.
23. Amazon Alexa
Coś dla fanów gadżetów i życia w trybie smart. Asystent głosowy od Amazona niezmiennie cieszy się ogromną popularnością. Dzięki niemu można m.in. zarządzać domem przez system Smart Home, włączyć głosowo muzykę, zadzwonić do kogoś, czy po prostu… porozmawiać z Alexą.
24. Ray-Ban Meta Smart Glasses 2024
Nowe okulary powstałe we współpracy Mety i Ray-Ban umożliwiają m.in. przeprowadzenie transmisji live na Facebooku lub Instagramie, prowadzenie rozmów, nagrywanie video, obsługę asystentów głosowych czy słuchanie muzyki.
25. Organizer na biurko
Elegancki organizer pomoże utrzymać porządek na biurku i sprawi, że praca stanie się bardziej efektywna. Modele z wbudowaną stacją ładowania USB pozwalają na szybkie naładowanie telefonu lub innych urządzeń. Dodatkowe przegródki na długopisy, notatki czy akcesoria sprawiają, że wszystko jest zawsze pod ręką.
26. Tablica suchościeralna do planowania
Tablica suchościeralna to świetny prezent dla marketerów, którzy lubią wizualizować swoje pomysły. Można na niej planować kampanie, tworzyć mapy myśli czy zapisywać najważniejsze zadania. A dzięki temu mieć wszystko pod ręką czy raczej… w zasięgu wzroku!
27. Lampka biurkowa z funkcją ładowania USB
Minimalistyczna lampka biurkowa to nie tylko źródło światła (które jest przydatne zwłaszcza o tej porze roku!), ale także funkcjonalny gadżet. Dzięki wbudowanemu portowi USB można łatwo naładować telefon lub inne urządzenia, oszczędzając miejsce na biurku. Regulowane natężenie światła pozwala dostosować je do pracy wieczorami czy relaksu z książką.
28. Lampa LED lub softbox
Lub i jedno, i drugie! To podstawowe wyposażenie każdego marketera, który robi zdjęcia (np. produktowe) czy nagrywa wideo. A przecież w obu przypadkach dobre oświetlenie to podstawa!
29. Mikrofon
Mikrofon to fajny pomysł na prezent dla osoby, która chce zająć się nagrywaniem webinarów czy też coraz popularniejszych podcastów!
30. Prompter do telefonu
Kolejny gadżet, który przyda się osobom nagrywającym wideo. Dzięki niemu można wyświetlić treść tekstu, który chcemy wypowiedzieć na naszym filmie, wprost z telefonu.
31. Słuchawki bezprzewodowe
Dobrym pomysłem na prezent będą też słuchawki bezprzewodowe (tradycyjne lub douszne). Są o niebo wygodniejsze, rozwiązują problem poplątanych kabli i gwarantują całkiem niezłą jakość dźwięku.
32. Lokalizator
Jeśli osoba, której chcesz kupić świąteczny prezent, ciągle coś gubi – ten upominek z pewnością się jej przyda i rozwiąże problem ciągłych poszukiwań. Lokalizator jest niewielki i poręczny – sprawdzi się w funkcji breloka od kluczy. Łączy się z telefonem za pomocą bluetooth i jest kompatybilny z telefonami z systemem Android oraz iOS.
33. Podkładka/stolik pod laptopa
Ostatnie lata przyczyniły się do wzrostu popularności pracy zdalnej. Jeśli marketer, któremu chcesz zrobić prezent na święta, nadal nie zorganizował sobie wygodnego domowego biura, to na pewno ucieszy się ze stolika pod laptopa. Zwiększy on komfort pracy, a przede wszystkim uchroni sprzęt przed przegrzaniem.
34. Biurko z elektryczną regulacją wysokości
A jeśli jesteśmy już przy komforcie w miejscu pracy… Jeśli masz nieco większy budżet na świąteczny prezent, możesz pomyśleć nad tym, aby uzupełnić domowe biuro bliskiej Ci osoby o biurko z elektryczną regulacją wysokości, dzięki czemu obdarowany będzie mógł zmieniać pozycję w trakcie długich godzin spędzanych przed komputerem.
35. Ergonomiczny fotel biurowy
Równie ważny jest ergonomiczny fotel do biurka, który zapewni wygodę w trakcie długich godzin pracy! Regulowane oparcie, podłokietniki i wysokość pozwalają na dostosowanie go do indywidualnych potrzeb i… uniknięcie bólu pleców!
36. Domowa bieżnia pod biurko
Osoba, którą chcesz obdarować, zbyt wiele czasu spędza w pozycji siedzącej? Pomyśl nad bieżnią pod biurko! W sprzedaży są już dostępne modele, które zajmują naprawdę niewiele miejsca, a dzięki takiemu sprzętowi można nabijać kroki np. podczas długich rozmów na Zoomie czy Google Meets lub w trakcie odpisywania na maile.
37. Voucher na masaż
Pozostając jeszcze na moment w temacie zdrowia… Każdy, kto wykonuje pracę siedzącą, wie, jak dokuczliwe potrafią być czasem bóle pleców, dlatego wśród fajnych pomysłów na prezent dla marketera można wymienić voucher na masaż!
38. Rękawiczki do smartfona
A dla osób, które nie przepadają za zimą i cenią sobie komfort cieplny, dobrze sprawdzą się rękawiczki, które pozwolą na obsługę smartfona, bez konieczności ich ściągania.
39. Podgrzewacz do kubka na USB
Albo podgrzewacz do kubków na USB, który utrzyma temperaturę napojów. Niestygnąca kawa czy herbata w mroźny dzień – no kto by nie chciał takiego luksusu.
40. Smartwatch
Dzięki smartwatchowi obdarowany nigdy nie spóźni się na umówione spotkanie. Nowoczesne zegarki mają też wiele dodatkowych funkcji, takich jak monitorowanie snu, krokomierz, możliwość odbierania telefonów czy mierzenie pulsu. To przydatny gadżet zarówno w codziennym życiu, jak i dla fanów aktywnego wypoczynku.
Zapytaliśmy 21 ekspertów i ekspertek, o czym warto pamiętać, planując swoje działania marketingowe na kolejne miesiące i co koniecznie należy uwzględnić, przygotowując strategię marketingową 2025. Oto kilka ważnych wskazówek, które ułatwią Ci to zadanie!
Maciej Lewiński
Certyfikowany trener i partner Google. Ma za sobą ponad 200 wdrożeń Google Analytics. Współpracował z takimi firmami, jak Pizza Hut, Empik czy Allegro
Najważniejsze przy planowaniu działań marketingowych na 2025 rok jest uważne obserwowanie zmieniających się zachowań konsumentów i dostosowanie do nich strategii. Oparcie działań na danych, np. z Google Analytics, pozwala lepiej przewidzieć oczekiwania klientów.
Polecam także uwzględnienie elastycznych rozwiązań w kampaniach i przygotowanie scenariuszy awaryjnych – świat cyfrowy zmienia się z zawrotną prędkością, a zwinność to teraz kluczowy element skutecznego marketingu.
A teraz coś, co może nie brzmi tak efektownie, ale jest bezwzględnie konieczne – policzenie CAC, czyli kosztu pozyskania klienta. To kluczowy wskaźnik, który pomoże uniknąć pułapki „świetnych kampanii” generujących wyłącznie koszty. Na koniec dnia, choćby kampania była kolorowa jak poznańska starówka, warto, żeby się opłacała.
Michał Sadowski
Założyciel Brand24 – narzędzia internetowego do ochrony reputacji w internecie, z tysiącami klientów z ponad 120 krajów
Marketerzy w 2025 roku powinni maksymalnie wykorzystać nowe możliwości AI, aby tworzyć bardziej angażujące kampanie i budować lepsze relacje z klientami. Generowanie wideo przy pomocy takich narzędzi AI jak Heygen pozwala błyskawicznie przekształcić zdjęcia produktów w dynamiczne klipy, idealne do reklam i onboardingu.
Hiperpersonalizacja, wspierana przez takie narzędzia, jak np. ElevenLabs, umożliwia precyzyjne dopasowanie komunikacji audio do odbiorcy. AI staje się również wsparciem w analizie danych – modele takie jak Claude pomagają marketerom szybciej wyciągać wnioski i lepiej dostosowywać kampanie.
PORADA
Warto też zadbać o widoczność marki w wynikach wyszukiwarek AI. Pomimo zalet automatyzacji autentyczność pozostaje kluczowa. Konsumenci coraz bardziej cenią treści tworzone przez ludzi, więc równowaga między AI a ludzkim podejściem może być przewagą w komunikacji.
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays
Po pierwsze: usiądź i zrób to. Serio. To najważniejsza rada. Po drugie: zrób to w zgodzie ze swoimi zasobami, żeby realnie wdrożyć swoje plany w życie. To dwa największe blokery działań w marketingu. Trzeba po prostu to zrobić i zacząć działać. A poza tym…
2025 rok to nie czas na przypadkowe wydawanie pieniędzy. Skup się na działaniach, które przynoszą wartość. Postaw na analitykę – sprawdź, co działało najlepiej, i wyciągnij wnioski. Zrezygnuj z kanałów, które nie przynoszą zwrotu, nawet jeśli są modne.
Poza tym konsumenci coraz bardziej zwracają uwagę na etykę marki i jej podejście do środowiska. Zastanów się, jak wpleść zrównoważony rozwój w strategię – transparentność w tym zakresie i realne działania mogą zbudować pozytywne relacje i lojalność klientów.
AI w 2025 roku będzie jeszcze bardziej zaawansowane, ale zamiast automatyzować wszystko, warto przemyśleć, gdzie AI rzeczywiście usprawni działania, a gdzie lepiej polegać na ludzkiej kreatywności i intuicji. AI świetnie sprawdza się w analizie danych, personalizacji i automatyzacji, ale strategię i głos marki nadaje człowiek.
Krzysztof Marzec
CEO w DevaGroup
Niestety, wiele osób nadal nie ma konkretów: budżetów, celów/KPI czy preferowanych kosztów CPA / poziomów ROAS. Myślę, że od tego należy zacząć planowanie w każdym wypadku.
Druga wskazówka to zastanowienie się, jak bardzo ciągnie nas w dół stara infrastruktura. Wiele z kampanii jest skazanych na porażkę, bo latami czeka na migrację strony na nowy system. Czasem po prostu nie warto w to brnąć, a pieniądze, których część jest przepalana, należy zainwestować w przebudowę strony. Pamiętaj jednak, że przy migracji trzeba uwzględnić specjalistów SEO już na etapie planowania.
Podpowiem Ci również, że to właśnie takie migracje czy nawet sama zmiana serwera mogą być kluczowe w podnoszeniu wyników Core Web Vitals.
Kama Kotowska
Trenerka wystąpień publicznych i pitchowania. Keynote speaker. Jako entuzjastka content i behavior-led marketingu szuka nieszablonowych pomysłów na rozwiązywanie problemów komunikacyjnych i budowanie strategii. Mówi o sobie Creative MacGyver
1
Zarządzanie cenami
Reakcje marek na inflację uderzającą w kieszenie konsumentów w tym roku obejmowały: promocje cenowe, shrinkflację, dyskontowanie, ale również… premiumizację. Topowe brandy zwiększały swoją siłę cenową i wprowadzały oferty premium, aby maksymalizować udziały we wszystkich segmentach klientów.
Tak więc w 2025 roku warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
Czy oczekiwania konsumentów co do ceny Twoich produktów/usług pokrywają się z rzeczywistością na rynku?
Czy masz wystarczająco dużo kapitału, aby uzasadnić cenę?
Czy masz to szczęście, że masz „dodatkowy” kapitał, który pozwoli na wprowadzenie kategorii premium?
2
Integracja analityczna
Digitalizacja i rozkwit sztucznej inteligencji z jednej strony ułatwiają naszą pracę, z drugiej zaś sprawiają, że coraz trudniej jest dotrzeć z przekazem do odbiorców. Z pomocą nieodłącznie przychodzi analityka i łączenie różnych źródeł i setów danych, aby stworzyć maksymalnie rzeczywiste grupy odbiorców i spersonalizowaną komunikację odpowiadającą na ich potrzeby. Moja rada? Naucz się wyciągać wnioski i wdrażaj w strategie marketingowe dane jakościowe – w nich jest najwięcej informacji o potencjalnych optymalizacjach działań.
3
Wystąpienia publiczne
Doświadczeni i ambitni marketerzy powinni nie tylko zacząć inwestować w rozwój swoich umiejętności prezentacji i wystąpień publicznych, ale też poszerzyć definicję public speakingu. Należy zrozumieć, że za każdym razem kiedy otwieramy usta, mamy jakiś komunikacyjny cel: sprzedaż oferty, przedstawienie pomysłów klientowi, zaprezentowanie wyników działań, negocjacje z szefem, przekonanie znajomych do wspólnego wyjazdu itd. Wykorzystanie technik storytellingu i efektywnej prezentacji to więc nasz klucz do komunikacyjnego sukcesu, w który warto inwestować!
Kamil Bolek
Dyrektor ds. rozwoju biznesu w Tears of Joy. Influencer marketing, YouTube & MCN expert
Osobiście jestem już zmęczony ciągłym gonieniem chwilowych trendów, tworzeniem efemerycznych kampanii i dostosowywaniem kreacji do kapryśnych algorytmów – i spodziewam się, że nie jestem w tym odosobniony. Dlatego z mojej perspektywy ważne jest, aby strategii nie budować z doraźnych RTM-ów, ale stawiać na rozwiązania generujące długoterminowe efekty. Takie, które pracują dla nas zdecydowanie dłużej niż 24-godzinne Stories czy viralowy TikTok.
PORADA
Aby to osiągnąć, warto zerknąć na trend tzw. „social search” i odpowiadające mu wideo SEO – tzn. długoterminowe pozycjonowanie treści wideo pod zapytania, frazy i słowa kluczowe wpisywane w wyszukiwarki (nie tylko Google’ową, ale i te w social mediach).
Długoterminowe, zoptymalizowane treści wideo, które utrzymują się w wynikach wyszukiwania przez lata, to sposób na stały ruch i lepszą widoczność marki tam, gdzie szukają jej konsumenci – na YouTube czy TikToku. Optymalizacja treści wideo pod tzw. „search” pozwala też na odświeżanie starszych materiałów, aby tchnąć w nie nowe życie i przyciągnąć świeży ruch – zamiast ciągle produkować nowe tiktoki i rolki na Instagramie.
Dobrze przygotowany content w zakresie inbound marketingu nie musi być też tylko działaniem wizerunkowym, bo to doskonała baza do remarketingu – również na YouTube. Dzięki temu łatwiej jest projektować ścieżki zakupowe i lejki marketingowe, przez które przechodzą nasi klienci.
Poza tym – zarówno jako marketerzy, ale i jako użytkownicy internetu w ogóle musimy być coraz czujniejsi i bardziej skrupulatni przy weryfikacji danych, trendów czy poradnikowych, a nawet eksperckich treści. Pokusa korzystania z generatywnej AI jest ogromna i sięga po nią coraz więcej użytkowników, niestety również tych piszących „eksperckie” artykuły o marketingu – tak w Polsce, jak i za oceanem.
I tu niestety okazuje się, że AI często bazuje na uśrednionej wiedzy, „zmyśla” (produkuje tzw. halucynacje, czyli nieprawdziwe treści) lub nie jest w stanie zaproponować faktycznej innowacji. A przy researchu, szukaniu insightów, planowaniu strategii, doborze taktyk, kanałów i narzędzi może nas niejednokrotnie wyprowadzić na manowce. I to kosztowne.
Mateusz Malinowski
SEO Director. Od 2016 roku prowadzi działania SEO w Fabryce Marketingu
W 2025 skupiłbym się na podnoszeniu poziomu odczuć użytkownika naszego serwisu. W tym przypadku trzeba zająć się zarówno aspektami technicznymi, jak i contentem.
Core Web Vitals
W przypadku pierwszego zdecydowanie postawiłbym na dostosowanie do Core Web Vitals. To jest podstawa. Google jasno pokazuje, że Core Web Vitals to nie fanaberia, a must-have. Tip na początek: zacznij od optymalizacji obrazów i cache’owania – to zwykle daje najszybsze efekty. Więcej obszarów możesz zbadać dzięki darmowemu narzędziu od Google, PageSpeed Insights, które da Ci też jasne wskazówki, co należy poprawić.
Content
Druga sprawa to content. Samo generowanie go przy użyciu AI nie wystarczy. Szczególnie dla mocno konkurencyjnych fraz. Musimy dodać tu własne praktyczne insighty. Trzeba łączyć automatyzację z realną wartością, dlatego wykorzystuj AI do tworzenia szkieletów treści, ale wzbogacaj je o własne case studies i testy. Dobrze działają też rzeczywiste wyniki i metryki.
E-E-A-T
Z contentem nierozerwalny jest też algorytm E-E-A-T (Experience, Expertise, Authoritativeness, Trustworthiness). Google coraz mocniej premiuje prawdziwą ekspertyzę. Co zrobić?
PORADA
Buduj profile autorów z potwierdzonymi kwalifikacjami, np. do LinkedIn, linkuj do źródeł i badań, i pokazuj realne doświadczenie w temacie. Dodatkowo pamiętaj o aktualizacji wcześniej napisanych treści. Gdy pojawiają się nowe dane, warto je dodać, żeby nie wypadły z wyników wyszukiwania.
Programmatic SEO
Trzeci wątek to programmatic SEO, które pozwala skalować działania. Znasz strony z popularnymi restauracjami, kawiarniami itp. w poszczególnych miastach na TripAdvisorze? To właśnie jest programmatic SEO. Automatyzuj tworzenie stron kategorii i produktowych, bazując na wykorzystaniu szablonów treści opartych na danych. Frazy long tailowe, które najczęściej związane są z tą strategią, mogą mieć fajną konwersję i niską konkurencję. W 2025 roku wygra ten, kto połączy technologię z autentyczną wartością!
Mike Korba
CCO & co-founder w User.com
„Brace yourself, winter is coming” – i to nie tylko w memach. 2025 będzie rokiem przemyślanej optymalizacji. To, co działało „z automatu” jeszcze rok temu, dziś wymaga dużo większej precyzji.
Na co postawić? Dane, dane i jeszcze raz dane.
Zamiast rozpraszać budżet na dziesięć kanałów, wybierz te, które przynoszą realny efekt. Testuj, ale z głową – małe eksperymenty mogą dać ogromne rezultaty. Pamiętaj też, że w kryzysie najważniejsza jest lojalność klientów – oni są Twoim największym zasobem. Efektywność i elastyczność to hasła na 2025 rok.
Rafał Szymański
Ekspert sprzedaży B2B i B2C, którą zajmował się w Sanofi, Roche, Philips czy 3M. Pionier we wdrażaniu LinkedIn Sales Navigator w korporacjach
To będzie rok niepewności, więc stawiałbym na to, aby mieć plan A (długoterminowy) i plan B (z celami do osiągnięcia szybko i skutecznie). Na pewno pomoże w tym AI i automatyzacja, które moim zdaniem przejdą z etapu fascynacji („Łał! Mogę sklonować siebie w HeyGen, a głos w Eleven Labs!”) w praktyczne wykorzystanie. Jesteśmy oswojeni z technologią, więc wygrają ci, którzy wdrożą ją w praktyce.
Anna Prończuk-Omiotek
Znana jako AnnaPRO, ponieważ uczy, jak robić PROfesjonalny marketing, który wspiera sprzedaż. Konsultantka biznesów B2B i B2C, certyfikowany trenerka, host webinarowy
Jak zaplanować działania marketingowe na 2025 rok?
Naucz się mówić o swoim biznesie / produkcie / usłudze w 30 sekund. Dokładnie tyle czasu ma przeciętny klient na podjęcie decyzji. Skup się na konkretnych korzyściach, nie na opisie funkcji. To zrobi ogromną różnicę.
Wykorzystaj siłę storytellingu w social mediach. Krótkie, angażujące filmy mogą przynieść nawet 1200% więcej udostępnień niż zwykłe posty tekstowe.
Zaplanuj interaktywne treści: quizy, ankiety, pytania do społeczności. To nie tylko zwiększa zasięgi, ale buduje prawdziwą więź z odbiorcami.
Wykorzystaj AI do analizy danych i personalizacji przekazu. Sztuczna inteligencja pomoże Ci lepiej zrozumieć potrzeby Twojej grupy docelowej, a dzięki temu osiągać lepsze rezultaty.
Zadbaj o automatyzacje w oparciu o AI i odpowiednie prompty. Automatyzacja rutynowych zadań pozwoli Ci zaoszczędzić nawet 6 godzin tygodniowo, które możesz przeznaczyć na strategiczne planowanie.
Bart Berliński
CEO maxroy
Analiza konkurencji – kluczowy element planowania działań marketingowych na 2025 rok
No dobra, po co Ci wiedzieć, co robią inni? Po pierwsze, nie ma lepszego momentu na zrobienie dobrej analizy konkurencji, niż moment planowania działań na kolejny rok. Po drugie, nic nie powie Ci tyle o Twoim marketingu, co przeanalizowanie działań w tym zakresie u konkurentów. A po trzecie, wynik analizy, kluczowe wnioski to bardzo mocny fundament do opracowania efektywnej i wyróżniającej się strategii.
A teraz nieco jaśniej…
Analizując posunięcia konkurencji, możesz zidentyfikować luki na rynku, które pozwolą Ci lepiej zaspokoić potrzeby klientów. Pozwoli Ci to także ocenić, gdzie znajdujesz się na tle rynkowych liderów oraz określić, w jakich obszarach powinieneś skoncentrować swoje działania, aby przegonić konkurencję. Wgląd w budżety (no powiedzmy takie szacunkowe) i kanały komunikacji stosowane przez konkurentów umożliwi Ci też optymalne alokowanie własnych środków marketingowych.
Ponadto śledzenie trendów i nowych rozwiązań stosowanych przez firmy z Twojej branży daje Ci cenne wskazówki odnośnie kierunków rozwoju rynku. Pozwoli Ci to z wyprzedzeniem przygotować się na nadchodzące zmiany i odpowiednio dostosować Twoją ofertę oraz sposób komunikacji z klientami. Wiem, że brzmi to bardzo poważnie.
Gdybym miał w kilku słowach wskazać sens takiej analizy: może się okazać, że przepalasz budżet, jesteś daleko za konkurencją i serio nie robisz nawet kroku w jej stronę.
A teraz przykład
Wyobraź sobie, że ogólne (podkreślam słowo „ogólne”, bo w praktyce dajemy klientowi szczegółowe) zalecenia z takiej analizy to:
Zwiększenie inwestycji w marketing płatny (display, wideo, produktowy) w celu zrównania się z liderami rynkowymi.
Intensyfikacja działań z zakresu content marketingu i budowania społeczności w social mediach.
Optymalizacja strony pod kątem SEO w celu poprawy pozycji w wyszukiwarce Google i zwiększenia udziału ruchu brandowego.
Wprowadzenie automatyzacji i personalizacji w kampaniach e-mail marketingowych w celu zwiększenia retencji klientów.
Nie sądzisz, że nawet tak ogólne kwestie ukierunkowują Twój marketing na kolejny rok?
AI i przyszłość treści: przeróbki, deepfake oraz odpowiedzialność w mediach społecznościowych
W 2024 roku widzieliśmy, jak sztuczna inteligencja (AI) przekształca sposób, w jaki tworzymy i publikujemy treści. Tempo pracy i presja, aby dostarczać atrakcyjne, personalizowane materiały, sprawiają, że firmy coraz chętniej sięgają po AI. Automatyzacja publikacji treści staje się czymś więcej niż chwilowym trendem – to odpowiedź na potrzeby współczesnych odbiorców, którzy oczekują szybkości, precyzji i autentyczności.
Jednym z kluczowych obszarów, w których AI odgrywa rolę, jest płatna promocja treści. W każdym z ekosystemów reklamowych wprowadzono narzędzia wykorzystujące AI, które wspierają optymalizację kampanii i pomagają maksymalizować efektywność działań reklamowych.
Przykładowo:
Meta Advantage+ oferuje inteligentne rekomendacje w zakresie wyboru grupy docelowej i alokacji budżetu, zwiększając precyzję kampanii.
Pinterest Performance+ wspiera tworzenie spersonalizowanych kampanii, które lepiej trafiają do użytkowników o określonych zainteresowaniach.
LinkedIn Accelerate pozwala na bardziej efektywne zarządzanie kampaniami B2B.
Natomiast TikTok Smart+ automatycznie dostosowuje treści do preferencji użytkowników, co przekłada się na większe zaangażowanie.
Dzięki takim narzędziom marki mogą szybciej i skuteczniej reagować na zmieniające się potrzeby konsumentów, optymalizując przekaz i zwiększając jego zasięg.
Deepfake
Jednak AI niesie ze sobą także wyzwania – jednym z najnowszych i najgorętszych tematów w branży jest deepfake. Technologia ta, początkowo kontrowersyjna, zaczyna być wykorzystywana przez marki do tworzenia imponujących, realistycznych wizualizacji i animacji. Wyobraźmy sobie kampanię, w której historyczne postacie opowiadają o wartości produktów – brzmi innowacyjnie, ale jednocześnie rodzi pytania o etykę i autentyczność. Czy mamy prawo przedstawiać ludzi i sytuacje, które nigdy nie miały miejsca?
Sztuczna inteligencja a etyka
AI daje nam ogromne możliwości w zakresie szybkości działania i dostosowywania przekazu, ale sposób, w jaki z niej korzystamy, powinien opierać się na wartościach i etyce. Media społecznościowe to przestrzeń, w której zaufanie odbiorców jest kluczowe, dlatego każda firma, która sięga po nowoczesne narzędzia, jak deepfake, powinna to robić z rozwagą.
Tworzenie treści z AI może wspierać budowanie autentycznego, ludzkiego wizerunku – pod warunkiem, że pamiętamy o odpowiedzialności.
Właściwie wykorzystywana sztuczna inteligencja może pomóc markom budować bliższe, bardziej angażujące relacje z odbiorcami, a nawet zmieniać sposób, w jaki postrzegamy komunikację w mediach społecznościowych.
Wojciech Żywolt
Regional Paid Social Senior Specialist w GroupM Poland, wykładowca i szkoleniowiec
Podczas planowania działań marketingowych i strategii marketingowej 2025 warto:
Przeanalizować skuteczność kanałów social media, w których istnieje marka (co się sprawdzało, co nie sprawdzało się wcale, a co należy poprawić).
Zrewidować cele marketingowe z poprzedniego roku i ustalić nowe – polecam stosować metodę SMART (Specific, Measurable, Achievable, Relevant, Time-bound), czyli cele powinny być konkretne, mierzalne, osiągalne, istotne i ograniczone czasowo,
Odświeżyć grupę docelową – odbiorcy i ich potrzeby nieustannie się zmieniają, mogą pojawić się nowe osoby, które będą do niej należeć. Pomaga mi w tym najprostszy przykład: „Wojtek w 2024 roku jest zupełnie innym Wojtkiem niż ten w 2014 roku”.
Przeanalizować konkurencję – analiza konkurencji pomaga w doskonaleniu działań marki, które warto uwzględnić w strategii.
Stale monitorować osiągane efekty oraz optymalizować działania.
Magdalena Kościółek
SEO Specialist i Content Specialist w DevaGroup
Każdy biznes jest inny i nie da się wskazać konkretnych liczb ani wszystkich czynników wpływających na budżet. Można jednak określić podstawy, od czego wyjść. Na wstępie będą to analizy wyników działań, jakie były podejmowane w obecnym roku, oraz wszelkich wydatków związanych z marketingiem. Dadzą odpowiedź, na to, czy plan był optymalny, czy może gdzieś pieniędzy było za dużo, a w innym obszarze zdecydowanie za mało.
Kolejną kwestią będzie to, że ceny zmieniają się ciągle, a z nimi także koszty. To, za co w styczniu tego roku można było zapłacić 500 zł, pod koniec 2025 roku może kosztować nawet 1500 zł.
Trzecią: uwzględnienie w budżecie wszelkich planów na przyszły rok – zaczynając od nowej wersji strony, na zakupie gadżetów na event branżowy kończąc.
I tak dochodzimy do punktu czwartego – zabezpieczenia pewnej kwoty do zagospodarowania na nieprzewidziane sytuacje. W szacowaniu nieocenioną pomocą będą specjaliści zajmujący się poszczególnymi obszarami – czy to z działów wewnętrznych, czy z agencji. To oni na co dzień pozycjonują stronę, prowadzą płatne kampanie reklamowe czy zamawiają gadżety na targi pracy. Tak zebrane informacje można analizować dalej, aby dopasować kwotę do potrzeb i możliwości danego biznesu. Nie jest to łatwe, ale im więcej czynników uwzględni się teraz, tym mniej zaskoczeń może czekać w przyszłym roku.
Sandra Zielińska
Head of Project Management w maxroy
Jak voice commerce i wyszukiwanie wizualne zmieniają zasady gry w marketingu cyfrowym
Voice commerce oraz wyszukiwanie wizualne wprowadzają znaczące zmiany w krajobrazie marketingu cyfrowego. W erze mobilności oraz wzrastającej popularności inteligentnych asystentów, takich jak Alexa, Siri czy Google Assistant, konsumenci oczekują bardziej intuicyjnych interakcji z markami. Jednocześnie rozwój technologii wyszukiwania wizualnego, umożliwiającego identyfikację produktów na podstawie obrazów, otwiera nowe możliwości w optymalizacji treści i strategiach marketingowych.
Wyszukiwanie głosowe charakteryzuje się bardziej naturalną, konwersacyjną formą zapytań, która różni się od tradycyjnych, krótkich fraz wpisywanych ręcznie. Na przykład, zamiast wpisywać „dron z kamerą 4K”, użytkownik może zapytać: „Jaki dron z kamerą 4K jest najlepszy i gdzie go mogę kupić w moim mieście?”. Taka zmiana wymaga od marketerów dostosowania treści do bardziej złożonych intencji użytkowników.
Aby sprostać wymaganiom wyszukiwań głosowych, istotne staje się stosowanie fraz kluczowych typu long-tail, precyzyjna optymalizacja treści pod kątem intencji wyszukiwania oraz dostosowanie treści do Featured Snippets, które często stanowią źródło odpowiedzi dla asystentów głosowych. Wyszukiwania głosowe mają również szczególne znaczenie w lokalnym SEO, co stanowi dodatkową szansę na dotarcie do klientów w konkretnych lokalizacjach.
Równolegle rozwój wyszukiwania wizualnego z wykorzystaniem takich narzędzi, jak Google Lens czy Pinterest Lens, otwiera nowe perspektywy w obszarze SEO. Wyszukiwanie obrazów umożliwia użytkownikom identyfikację produktów, co przyspiesza decyzje zakupowe.
PORADA
Aby skutecznie wdrożyć strategię wizualnego SEO, specjaliści muszą zwrócić uwagę na wdrażanie zaawansowanych metadanych obrazów, optymalizację tekstów alternatywnych (alt text) z uwzględnieniem algorytmów rozpoznawania obrazu oraz tworzenie wysokiej jakości materiałów wizualnych dostosowanych do wymagań systemów sztucznej inteligencji.
Dane opublikowane przez Pinterest Business wskazują, że platforma odnotowuje ponad 600 milionów wyszukiwań wizualnych miesięcznie. Google Lens natomiast analizuje miliardy obrazów dziennie, co podkreśla rosnącą rolę tej technologii w strategiach marketingowych.
Według raportu Juniper Research rynek voice commerce może osiągnąć wartość 80 miliardów dolarów do 2025 roku, co sugeruje dynamiczny rozwój tej technologii. Jednocześnie według Business Insider Intelligence ponad 40% internautów w Stanach Zjednoczonych korzysta z asystentów głosowych, a trend ten zyskuje na popularności również w Europie.
Piotr Krystosik
Head of Analytics w maxroy
Szanowni Państwo, bez dobrej analityki internetowej nawet najlepsze strategie nie przyniosą oczekiwanych rezultatów. Tyle tytułem wstępu. A tytułem rozwinięcia poniżej.
BigQuery. Po co to komu?
Jedną z moich ulubionych funkcji w nowej wersji Google Analytics (GA4) jest bez wątpienia darmowa możliwość połączenia usługi z BigQuery. Po podłączeniu ze sobą tych narzędzi otwierają się drzwi do nieskończonych możliwości analizy danych. Dzięki miesięcznym limitom możesz poznawać BigQuery bez ponoszenia kosztów! Twoja karta kredytowa zostanie obciążona dopiero po przekroczeniu 1TB przetworzonych danych oraz 10GB przechowywania danych. Trzeba się postarać, żeby te limity przekroczyć.
A czym jest samo BigQuery?
Google BigQuery to skalowalna hurtownia danych w chmurze, która umożliwia szybkie przetwarzanie i analizę dużych zbiorów danych, bez konieczności zarządzania infrastrukturą. Dzięki możliwości integracji z innymi usługami, takimi jak np. Google Ads, Google Search Console, Google Analytics 4 czy Facebook, BigQuery stanowi potężne narzędzie, które pozwoli Ci stworzyć spójny system raportowania, będący głównym źródłem prawdy o danych w Twojej organizacji. Zebrane dane można zwizualizować za pomocą dobrze znanego Looker Studio (dawniej Google Data Studio).
Zalety BigQuery w analityce internetowej:
Szybkość i skalowalność: BigQuery pozwala na błyskawiczne przetwarzanie terabajtów danych, co jest kluczowe przy analizie dużych zbiorów informacji.
Integracja z narzędziami marketingowymi: dzięki natywnej integracji z systemami Google, ale też możliwości podłączenia np. Facebooka, możemy tworzyć zaawansowane analizy i niestandardowe raporty w jednym miejscu, co pozwala na pełniejszy wgląd w dane i ich lepsze zrozumienie.
Integracja z CRM: BigQuery umożliwia połączenie z systemami CRM, co pozwala na tworzenie zintegrowanych analiz ścieżek użytkowników, łącząc dane online i offline. Dzięki temu firmy mogą lepiej zrozumieć pełną historię interakcji klientów i tworzyć spójne profile użytkowników, wspierając działania związane z personalizacją i retencją.
Archiwizacja danych: dane użytkowników w GA4 są przechowywane maksymalnie przez 14 miesięcy. Po tym okresie dane na poziomie użytkownika są automatycznie usuwane. Choć można uzyskać dostęp do starszych danych w standardowych raportach zbiorczych, eksploracje i raporty ścieżek nie pozwalają na cofnięcie się dalej niż 14 miesięcy, co stanowi barierę przy bardziej złożonych analizach. BigQuery rozwiązuje ten problem, pozwalając na archiwizację danych bez ograniczeń czasowych i pełną elastyczność w analizie wieloletnich trendów.
Sampling: GA4, aby sprawnie obsługiwać duże zbiory danych, stosuje próbkowanie, które aktywuje się przy określonej wielkości danych. Dzięki temu GA4 zmniejsza obciążenie serwera i przyspiesza generowanie raportów, jednak wpływa to na dokładność i szczegółowość danych. BigQuery nie ma takich ograniczeń – umożliwia analizę pełnych, niepróbkowanych zbiorów danych, co pozwala na uzyskanie bardziej precyzyjnych i szczegółowych wyników.
Przykłady zastosowań BigQuery:
Poprawa atrybucji Google Ads: od mniej więcej połowy roku 2024 GA4 coraz częściej błędnie przypisuje informacje o kampaniach Google Ads. Zamiast ich nazw w interfejsie możemy zobaczyć (not set), organic lub referral. Dzięki surowym danym w BQ jesteśmy w stanie poprawić dane, które widzimy w interfejsie GA4.
Bardziej szczegółowa analiza źródeł ruchu: GA4 oferuje tylko dwa modele atrybucji: last-click oraz data-driven. BigQuery umożliwia odtworzenie modeli, takich jak np. linear, time-decay czy position-based, ale także nic nie stoi nam na przeszkodzie w stworzeniu własnego modelu. Pozwala to na lepsze zrozumienie ścieżek użytkowników i optymalizację strategii marketingowych.
Zaawansowana analiza e-commerce: dzięki BigQuery można identyfikować popularne pary produktowe, co wspiera cross-selling i up-selling. Możliwość tworzenia zestawów produktowych pozwala na lepsze dostosowanie oferty do preferencji klientów.
Podsumowanie
Wykorzystanie BigQuery w analityce internetowej pozwala na głębsze zrozumienie zachowań użytkowników, optymalizację kampanii marketingowych oraz zwiększenie efektywności działań e-commerce.
Dominik Siadak
Chief Strategy Officer & Partner w agencji ASAP&ASAP
Coraz mniej brandów może pozwolić sobie na tradycyjne podejście mówienia do wszystkich, wszędzie, w taki sam sposób. Masowe marki znikają, są mniej widoczne, a w ich miejsce budowane są produkty i usługi dedykowane wąskim grupom odbiorców. Za takim podejściem muszą iść nowoczesne strategie komunikacji, strategie mediowe i strategie sprzedaży. O tym przede wszystkim należy pamiętać, planując działania na 2025 rok.
Narzędzia mediowe pozwalają coraz precyzyjniej docierać do różnych segmentów konsumenckich. Dlatego warto flighty masterbrandowe, zasięgowe uzupełniać taktycznymi uderzeniami precyzyjnie docierającymi do kluczowych segmentów. Ważne, żeby ta optymalizacja nie skupiała się wyłącznie na mediach, ale również na kreacji i dostosowaniu komunikatu werbalnego i wizualnego do danej grupy odbiorców.
Trudno myśleć o takiej kampanii bez video. Tworzenie spotów i contentu video jest coraz tańsze i nie jest już zarezerwowane wyłącznie dla największych marek z wielkimi budżetami. Rozsądny shoot video dostarczy materiału nawet na dwie lub trzy kampanie. Istnieją również alternatywy, jak content creatorzy, stocki video czy rozwiązania AI.
PORADA
Dodatkowo polecam trzymać się zasady 30/70, czyli do 30% budżetu marketingowego przeznaczamy na kreację, a 70% na media – proporcje oczywiście będą zmieniać się na korzyść mediów wraz ze wzrostem budżetu marketingowego.
Konrad Jezierski
Członek Zarządu i OmniSales Director, Sklepy Komfort S.A.
Planując strategię marketingową 2025, warto postawić na personalizację wspieraną przez sztuczną inteligencję. Dzisiejsi klienci oczekują hiperpersonalizacji, czyli treści precyzyjnie dostosowanych do ich indywidualnych potrzeb, które są identyfikowane na podstawie analizy ich zachowań, preferencji czy historii zakupów. AI wspiera nie tylko automatyzację i generowanie treści, ale także pozwala na bardziej trafne kampanie.
Jednocześnie kluczowe znaczenie ma dbałość o wysoką jakość contentu. To właśnie ona buduje wizerunek marki i pomaga osiągnąć tzw. pozycję zero w wynikach wyszukiwania – szczególnie dzięki treściom, które już na wstępie oferują konkretne i wartościowe odpowiedzi.
Nie można zapominać o regularnym audycie i optymalizacji treści. Usuwanie nieaktualnych materiałów oraz wprowadzanie świeżych danych, statystyk i case studies pomaga utrzymać zaangażowanie odbiorców i wzmacnia pozycję marki na dynamicznie zmieniającym się rynku.
Szymon Krzysiak
Growth Business Manager w agencji Insignia
Współczesny rynek wymaga od marek coraz większej adaptacyjności i szybkiego reagowania na zmieniające się warunki. Kluczowym słowem wydaje się być „elastyczność”. W obliczu dynamicznych wyzwań tworzenie sztywnych, rocznych kalendarzy marketingowych staje się nie tylko trudne, ale wręcz oderwane od rzeczywistości.
Od czasu pandemii marki stoją przed zupełnie nowymi wyzwaniami. Z jednej strony muszą się zmagać z rosnącymi cenami surowców, wojną cenową pomiędzy dyskontami, inflacją, napięciami geopolitycznymi, z drugiej – z nieprzewidywalnością konsumenckich zachowań. Taka dynamika powoduje, że idealny „Plan To Go 2025” to dziś niemalże utopia.
Kluczem do skutecznej strategii marketingowej 2025 jest elastyczność i zdolność do szybkiego dostosowywania się do nowych realiów. Sukces będą odnosiły te marki, które zamiast dążyć do perfekcyjnego, długoterminowego planu, postawią na ciągłe monitorowanie rynku i otwartość na zmiany.
Warto w związku z tym, aby przy planowaniu rocznego planu, oprócz standardowych aktywności wpisanych w kalendarz komunikacji (typu Easter, Back To School, Black Friday, Christmas itd.), zostawić sobie zapas budżetu i miejsce na tzw. „unexpected events”. Coraz częściej można zasłyszeć na rynku reklamy, że marketerzy muszą działać zgodnie z zasadami „day by day” czy „slot by slot”. Niestety, nie wynika to z ich niezaplanowanych działań, tylko czynników rynkowych, które są niezależne od nich.
Podsumowując, myślę że tworząc roczne Action Plans, musimy się kierować następującymi zasadami:
Postaw na elastyczność w strategii: świat zmienia się w błyskawicznym tempie, dlatego planowanie długoterminowe powinno zakładać możliwość adaptacji. Twórz ogólne ramy działań, ale zostaw miejsce na zmiany, reagowanie na trendy i nieprzewidziane wydarzenia.
Regularnie analizuj efekty działań i aktualizuj strategię: buduj plan awaryjny, dzięki któremu będziesz gotowy na nagłe zwroty akcji.
Uwzględnij dynamiczne budżetowanie: rosnące koszty surowców, zmiany w cenach reklam online czy nowe regulacje prawne mogą wpłynąć na budżet marketingowy. Zostaw rezerwę finansową na nieprzewidziane wydatki i dokładnie monitoruj rentowność działań.
Dokonaj audytu dotychczasowych działań i zadbaj o maksymalizację efektywności: konsumenci coraz częściej korzystają z różnych kanałów komunikacji. Upewnij się, że Twoja marka jest spójnie obecna zarówno online, jak i offline. Łącz social media, e-commerce i działania w punktach sprzedaży, tworząc spójną ścieżkę klienta. Przeprowadź gruntowną analizę wyników z 2024 roku. Które działania były najbardziej efektywne, a które wymagały więcej zasobów niż przyniosły korzyści? Postaw na dane jako fundament decyzji strategicznych. Nie bój się powtarzać tych działań, które realizowały wskaźniki sprzedażowe.
Zdefiniuj KPI i mierz efektywność: określ konkretne cele i wskaźniki sukcesu, które pozwolą Ci śledzić postępy. KPI powinny być realistyczne i mierzalne.
Zostaw miejsce i budżet na działania typu „test and learn”: nie bój się sięgać po pomoc specjalistów, agencji marketingowych czy zewnętrznych konsultantów. Wprowadź testowe kampanie, by sprawdzić, które działania przynoszą najlepsze rezultaty.
Bądź na bieżąco z trendami marketingowymi: świat marketingu zmienia się dynamicznie, dlatego nie przegap nowych możliwości. W 2025 roku szczególną uwagę warto zwrócić na: automatyzację, AI, social selling, nanoinfluencing itd.
Podsumowując, uważam że dynamika i zmienność środowiska rynkowego prowadzi do maksymalnej koncentracji na sprzedaży, niezależnie od kategorii, jaką reprezentuje dana marka. Beztroskie czasy kampanii reklamowych realizowanych tylko dla zrealizowania marketingu wartości minęły.
Mateusz Marcinczak
Account Manager w agencji Enyo
Nowy rok to nowe wyzwania. Przy tworzeniu strategii marketingowej 2025 warto mieć na uwadze kilka elementów.
1
Analiza oparta na rzetelnych danych
Dokładna analiza konkurencji, grupy docelowej, ale także analiza produktu, który mamy i tego, komu jest dedykowany, pozwoli bardzo dobrze określić cele i działania w nadchodzącym roku. Bez tej wiedzy nie uda nam się stworzyć strategii, która pozwoli nam na realizacje celów.
2
DNA brandu
Strategia marketingowa powinna być spójna z tym, co wyznaje dany brand. Rewolucyjne zmiany powinny być przemyślane i warto wtedy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy są konieczne.
3
Określenie celów
Aby dobrze spożytkować budżet, ale także prowadzić spójną komunikację, musimy określić nasze cele marketingowe oraz biznesowe. Każdy cel wymaga innego rozwiązania.
4
Przygotowanie planu na działanie
Dobra strategia wymaga także zaplanowania tego, w jaki sposób chcemy ją zrealizować. Warto odpowiedzieć sobie wtedy na pytanie, czy egzekucja strategii jest możliwa.
Bartłomiej Brzoskowski
Strategy Director w agencji Altavia Kamikaze + K2
Jest kilka obszarów, które warto wziąć pod uwagę przy myśleniu o strategii marketingowej 2025 i kolejnych latach. Zacznę od tego, co marketerów przeraża chyba najbardziej – od kosztów. W ciągu ostatniego roku widziałem, jak mocno zmienia się struktura działań marketingowych i jak bardzo wychodzą one poza obszar 100% kontroli marketerów. Ugruntowanie TikToka oraz krótkich formatów, rosnąca rola influencerów oraz content creatorów sprawia, że część kontroli nad marką wędruje spod skrzydeł marek pod skrzydła twórców.
Wskazówki marketingowe na 2025 rok:
Warto zapytać swoje agencje o rewizję podejścia do content marketingu, pozostając jednocześnie gotowym na trudne wybory (głównie finansowe).
Należy pamiętać o tym, że komunikacja dzieli się na komunikację marki oraz „o marce” – potrzebujemy i jednej, i drugiej.
Nie należy ignorować TikToka – warto planować komunikację w oparciu o to medium, jak również (a może przede wszystkim) o krótkie formy.
Należy zastanowić się, jak można uczynić świat nieco lepszym. CSR jest ważny dla nas, konsumentów. Innymi słowy: w swoich działaniach marketingowych zaplanować miejsce na „coś dobrego”.
Dzisiaj każdy marketer ma dostęp do narzędzi AI, ale co się stanie, gdy każdy z nas faktycznie zacznie ich używać do komunikacji marek w internecie? To pytanie spędza sen z powiek wielu specjalistom od marketingu, i słusznie – stoimy w obliczu bezprecedensowej zmiany. Rewolucja związana ze sztuczną inteligencją to pierwsza rewolucja technologiczna, która jest tak łatwo dostępna dla każdego z nas.
Wiele funkcjonalności jest darmowych, a za inne trzeba zapłacić kilkanaście czy kilkadziesiąt dolarów miesięcznie. Jak to się ma do budżetów marketingowych? Jest to przecież zaledwie promil. To właśnie ta demokratyzacja narzędzi sprawia, że obecna rewolucja jest tak fundamentalnie różna od poprzednich.
Kwestie finansowe nie są więc tutaj żadną barierą wejścia. Barierą, którą dostrzegam w ostatnim czasie w społeczności marketingu, jest jednak sfera mentalna. A mianowicie powszechna bojaźń względem AI wyrażana ignoranckim podejściem i marginalizacją rewolucji.
Najczęściej spotykam się z postawami w stylu „Nic nie zastąpi mojej kreatywnej głowy” lub „Pff, przecież i tak widać, że to pisał ChatGPT”. To podejście może okazać się największym błędem współczesnych marketerów.
AI w marketingu – dwie różne historie
Patrząc na wpływ AI na marketing, warto podzielić perspektywę na dwa obszary. Pierwszy dotyczy performance marketingu – i tu sprawa jest stosunkowo prosta. Uczenie maszynowe i algorytmy będą bezcenne w analizie danych i podejmowaniu decyzji mających na celu zwiększenie konwersji czy optymalizację CPC. To naturalna ewolucja tego, co już dziś robią algorytmy Mety czy Google’a, tylko na znacznie większą skalę i z większą precyzją.
1. Performance marketing
Performance marketing to obszar, gdzie dane zawsze były królem, a AI jest w analizie danych po prostu lepsza od człowieka. Sztuczna inteligencja potrafi analizować setki zmiennych jednocześnie, wychwytywać nieoczywiste korelacje i optymalizować kampanie w czasie rzeczywistym. To nie jest przyszłość – to już się dzieje, a skala tych zmian będzie tylko rosnąć.
2. Brand awareness
Jednak prawdziwa rewolucja (i prawdziwe wyzwanie) czeka nas w marketingu świadomościowym (brand awareness). Popatrzmy na content. AI jako narzędzie pozwoli nam na tworzenie contentu, który dotychczas był nieosiągalny z przyczyn fizycznych (np. wideo produktowe na Marsie) lub finansowych (np. wideo ukazujące produkt na kilku kontynentach). To otworzy zupełnie nowe możliwości kreacyjne, ale jednocześnie jeszcze bardziej utrudni wyścig o uwagę użytkownika w sieci.
Według badań Kantaraskuteczność reklam w social mediach spadła w ciągu roku z 43% do 31%, co pokazuje, że odbiorcy są coraz mniej wrażliwi na reklamy w mediach społecznościowych i coraz trudniej będzie nam przyciągnąć ich uwagę. W takiej sytuacji samo zasypywanie ich tysiącami kreacji wygenerowanych przez AI nie rozwiąże problemu. Potrzebujemy czegoś więcej.
Gdzie w tym wszystkim jest człowiek?
I tu dochodzimy do sedna, czyli do roli człowieka w świecie zdominowanym przez AI. Możemy wyróżnić dwa kluczowe obszary, o których często zapominamy podczas kolejnych fal zmian w social mediach. To właśnie te obszary przetrwały wszystkie rewolucje technologiczne, pozostając niezachwiane nawet przy tak fundamentalnych zmianach, jak pojawienie się internetu.
1
Kreatywność
Pierwszym obszarem jest kreatywność. W natłoku formatów generowanych przez AI sama technologia stanie się czymś powszechnym. Zaskakujący nie będzie już sam fakt wykorzystania AI w kreacji, ale sposób jego zastosowania. To właśnie unikatowy pomysł na zaciekawienie odbiorcy, w połączeniu z umiejętnym wykorzystaniem najnowszych możliwości technologicznych, stanie się kluczowym wyróżnikiem skutecznego marketingu.
2
Strategia
Drugim fundamentalnym obszarem jest strategia – zarówno marki, jak i działań marketingowych oraz komunikacji. W świecie, gdzie każdy może wygenerować „profesjonalny” content w kilka minut, długoterminową przewagę osiągną marki, które potrafią:
konsekwentnie realizować swoją strategię,
kreatywnie wykorzystywać nowe technologie,
zachować spójność przekazu.
Dlaczego strategia jest tak istotna? Jak zauważa Byron Sharp w książce „How Brands Grow”, dzięki niej budujemy konkretne struktury pamięciowe w umysłach odbiorców.
Przykład:
Świetnym przykładem jest tutaj Coca-Cola. Niezależnie od tego, czy kreacja jest generowana przez AI, czy tworzona tradycyjnie, kluczowe elementy marki pozostają niezmienne: czerwony kolor, radość, charakterystyczna szklana butelka.
Coca-Cola pokazuje nam, jak umiejętnie łączyć tradycję z nowoczesnością:
wykorzystuje AI do tworzenia nowych smaków (np. Y3000), trafiających w gusta młodego pokolenia;
Coca Cola Y3000
organizuje konkurs „Create Real Magic”, gdzie użytkownicy mogą tworzyć własne kreacje przy pomocy DALL-E i ChatGPT, wykorzystując charakterystyczne elementy marki.
Co zabawne, w czasie kiedy powstaje ten wpis, Coca-Cola niejako potwierdziła moją tezę, wypuszczając coroczną kampanię świąteczną wygenerowaną w całości przez AI. Reakcje? Bardzo negatywne: „sztuczne”, „nieprawdziwe”, „niesmaczne”.
Moim zdaniem kolejny raz w okresie świąt marka zwróciła na siebie uwagę i zrobiła kampanię, o której wszyscy mówią. Kluczowy będzie kolejny rok. Nie chce mi się wierzyć, że marka oparta na radości, ludziach i autentyczności na stałe wejdzie w 100% generowanie contentu przez AI. To raczej tylko zaznaczenie, że jest „na czasie” i podsumowanie tego przełomowego roku w technologii, ale raczej nic więcej. Wszystko wróci do normy.
Coca-Cola Zero Sugar | Real Magic | HAC | GB | 6s
Nowa era specjalistów
Rynek już teraz sygnalizuje zapotrzebowanie na nowy typ ekspertów. Widzimy ogłoszenia o pracę dotyczące prompt engineerów – to nie jest przypadek, to potwierdzenie zmian w naszej branży. Osoby, które wiedzą, jak promptować odpowiednie narzędzia, będą niezbędne dla zespołów marketingowych.
Te osoby będą łączone w tandemy z kreatywnymi głowami – specjalistami potrafiącymi tworzyć unikatowe i chwytliwe pomysły. Sama kreatywność nie wystarczy, bo pomysł będzie niewiele wart bez umiejętności jego realizacji. Dlatego spędzanie teraz czasu na eksperymentowaniu z AI w marketingu (czy to pisząc teksty blogowe, generując grafiki, czy testując nowe narzędzia), jest kluczowe dla rozwoju zawodowego.
Social media manager 2.0: jak zacząć?
Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś/aś, wprowadź do swojej codzienności podstawowe działania z AI. Od czego bym zaczął? Od pisania postów do social mediów z pomocą narzędzi AI, takich jak ChatGPT lub Claude (mi osobiście ten model bardziej pasuje przez możliwość tworzenia artefaktów, czyli wydzielonych bloków treści, jak kod, dokumenty czy wizualizacje, które nie tylko można osobno zapisać, ale też dodać do projektu jako źródło wiedzy do wykorzystania w kolejnych rozmowach z chatem – to bardzo przydatne przy tworzeniu spójnego contentu w dłuższej perspektywie).
Co ważne, przygotuj Chata na to, o czym i dla kogo chcesz pisać. Wgraj mu w plikach założenia strategiczne:
dla jakiej marki piszesz,
jaka jest jej grupa docelowa,
jaką masz dla niej przygotowaną propozycję wartości,
przykładowe poprzednie posty, aby AI mogło nauczyć się Twojego sposobu pisania, tone of voice marki oraz długości postów.
Widok konfiguracji własnego Chata GPTProjekt „Redaktor Naczelny”, który pomagał mi „podkręcić” ten wpis. Wiedzę do projektu dodajemy poprzez przycisk „Add Content” w widoku projektu w Claude
Poproś następnie, aby na przykładzie dostarczonych materiałów stworzył wpis aktywizujący/sprzedażowy na temat XYZ z zachowaniem dostarczonej wiedzy. Zobaczysz, że dojedzie z poziomem!
Testuj też inne narzędzia:
generowanie grafik z ChatGPT, Midjourney czy DALL-E,
udoskonalanie kreacji przez dodanie lektora za pomocą HeyGen.
Co najwygodniejsze dla nas – wiele narzędzi posiada już natywnie wbudowane moduły AI i na ich bazie tworzy funkcjonalności. Przykłady to:
Środowisko Adobe, gdzie Firefly AI pomaga w generowaniu grafik, edycji zdjęć czy tworzeniu tekstur – możesz np. usunąć niechciane elementy ze zdjęć jednym kliknięciem czy wygenerować warianty grafiki dopasowane do różnych formatów social media.
Canva (znienawidzona przez grafików, ale kochana przez marketerów), która oferuje Magic Studio – umożliwiając generowanie obrazów przez tworzenie tła, aż po automatyczne dopasowywanie wielkości grafik do różnych platform. Szczególnie przydatna jest funkcja Magic Design, która potrafi przekształcić prosty tekst w gotową prezentację czy post.
Notion, w którym posłużysz się pomocą AI przy tworzeniu notatek, biblioteki wiedzy czy strategii dla klienta – bez potrzeby przeklikiwania się do okienek chatu. AI pomoże Ci nie tylko w pisaniu, ale też w organizacji wiedzy: potrafi tworzyć podsumowania długich tekstów, generować pomysły na content czy przekształcać luźne notatki w uporządkowane dokumenty
Bawmy się tym i korzystajmy! No i jeszcze polecajka! Jeżeli chcesz być na czasie z newsami ze świata AI, warto obserwować i oglądać twórców takich jak Matt Wolfe, nagrywającego podsumowania nowinek z AI na YouTube.
Narzędzie KREA do edycji zdjęć i grafik
Jak wygrać grę zwaną życiem zawodowym?
Przepis na social media managera 2.0 przyszłości jest krótki, jednak bardzo czasochłonny. Składa się z trzech kluczowych elementów:
Techniczne mistrzostwo: potrafisz okiełznać narzędzia AI i wykorzystać je do błyskawicznego tworzenia contentu.
Kreatywna iskra: wpadasz na nieszablonowe pomysły, które wyróżnią Twoją markę w morzu AI-generowanych treści.
Strategiczny mindset: rozumiesz fundamenty marketingu i potrafisz zadbać o spójność przekazu marki.
Jeśli to Twój opis, to wygrywasz grę zwaną życiem zawodowym i dostarczasz wartość, której świadome firmy chcące budować długoterminową przewagę marketingową już poszukują.
Wiem, jakie to trudne zadanie – już teraz niełatwo znaleźć osoby łączące umiejętności strategiczne z dobrym operacyjnym opanowaniem social mediów i kreatywnością. Ale wierzę, że obranie ścieżki zgodnej z własnymi predyspozycjami w nakreślonych wyżej kierunkach pozwoli Ci odnaleźć się na rynku. Bo nie chodzi o to, by być najlepszym we wszystkim. Warto mieć świadomość, które z powyższych umiejętności i obszarów wiedzy to coś, co lubisz i do czego masz predyspozycje.
Dla Ciebie jako social media managera 2.0 specjalizacją pierwszego wyboru powinna być specjalizacja w narzędziach AI i umiejętność kreatywnego myślenia oraz podstawowa wiedza w strategii.
Odpowiedzialność za spójność komunikacji i wypracowywanie założeń strategicznych leży po stronie managerów/dyrektorów marketingu, którymi zresztą z pewnością wraz z doświadczeniem i rozwojem możesz się stać. Wszystko jest kwestią rozwoju i własnych upodobań.
Social media manager 2.0: podsumowanie
Masz wielką przyjemność być świadkiem bezprecedensowych zmian w naszej branży. Nigdy wcześniej nie było takich możliwości – ciesz się tym i baw się w grę zwaną marketing. Nie obawiaj się zmian, tylko wykorzystuj je do stawania się lepszym specjalistą. Najważniejsze to zacząć działać. Stoisz właśnie w pierwszym rzędzie widowni, obserwując największą rewolucję w historii marketingu. Możesz być jej biernym świadkiem albo aktywnym uczestnikiem. Wybór należy do Ciebie.
Eksperymentuj, testuj, popełniaj błędy i ucz się na nich. W końcu marketing zawsze był sztuką łączenia fundamentów z nowościami. A te fundamenty? One się nie zmieniają – to na nich budujesz swoją przewagę, niezależnie od tego, jakie nowe narzędzia pojawią się jutro.
A jeszcze więcej na temat tego, jak prowadzić skuteczne działania w social mediach, dowiesz się na szkoleniu Social Media Manager z Arturem Jabłońskim!
Wiele firm jest przyzwyczajonych do intensyfikacji swoich działań marketingowych w czwartym kwartale roku, w którym roi się od wydarzeń mających zachęcić konsumentów do zakupów, dokonywanych często pod wpływem impulsu: bo święta, bo niepowtarzalna okazja, bo mega rabat, bo jutro będzie drożej. Zresztą w ciągu 365 dni roku jest mnóstwo okazji, które są wykorzystywane marketingowo. Czy rzeczywiście intensyfikacja działań w zakresie kampanii reklamowych, takich jak kampanie okazjonalne w Google Ads, i zwiększanie budżetów jest zawsze dobrym rozwiązaniem i każdemu gwarantuje oczekiwany zwrot z inwestycji?
Czym są kampanie okazjonalne i kiedy zazwyczaj są uruchamiane?
Kampanie okazjonalne, jak sama nazwa wskazuje, obejmują działania marketingowe wykorzystujące konkretne okazje czy święta w ciągu roku, w których czasie zainteresowanie daną grupą produktów czy usług wśród konsumentów z założenia jest wzmożone i powinno skutkować zwiększeniem sprzedaży.
To wydarzenia takie jak Walentynki, Dzień Kobiet, czy najpopularniejsze w Q4: Black Friday, Cyber Monday i święta Bożego Narodzenia. Dla osób zajmujących się marketingiem są to często okresy wzmożonej pracy i spożycia niezliczonych ilości kawy.
Kampanie przygotowywane i wdrażane są z myślą o zwiększeniu widoczności, generowanego ruchu i finalnie zysków reklamodawców. Dzięki dobrze skoordynowanym działaniom często można odnieść sukces, należy jednak pamiętać o szalenie istotnej kwestii: reklamowanej ofercie i popularności danej firmy. To nieodzowne składowe, które mają decydujący wpływ na możliwy do osiągnięcia wynik.
Z czego wynika popularność kampanii okazjonalnych Google Ads?
Kluczowa jest chęć osiągnięcia zysków i strach przed brakiem wykorzystania nadarzającej się okazji do ich uzyskania. Wszyscy mamy świadomość, że w konkretnych okresach roku zainteresowanie konsumentów zakupami jest większe. Klienci z większym zaangażowaniem poszukują atrakcyjnych ofert, co wiąże się z chęcią nabycia produktów lub usług. Marki mogą wykorzystać wzmożone zainteresowanie i łatwiej przyciągnąć uwagę swoich potencjalnych klientów.
Sprzedawcom łatwiej w tym okresie stworzyć oferty/promocje, które pozwolą im wyprzedać przechowywany w magazynach towar. Ma to ogromne znaczenie dla firm działających w branżach takich jak fashion czy elektronika, gdzie konkretne modele często tracą na wartości wraz z nadejściem nowego roku kalendarzowego.
Wielu przedsiębiorców obawia się również tego, że nie biorąc udziału w akcjach promocyjnych i nie prowadząc kampanii okazjonalnych, da się łatwo wyprzedzić swojej konkurencji. Pozostanie biernym w poszczególnych okresach może skutkować utratą klientów na rzecz innych firm z naszej branży.
Należy również zaznaczyć kluczowe kwestie odnoszące się właśnie do kampanii Google Ads. Kampanie reklamowe w Google Ads są w stanie w krótkim okresie realnie wpłynąć na zwiększenie ruchu na stronie internetowej wśród klientów zainteresowanych naszymi usługami lub produktami.
Szczególnie skuteczne mogą okazać się kampanie tekstowe w wyszukiwarce Google, które opierają się na odpowiednio dobranych słowach kluczowych, kampanie produktowe czy wyświetlające się w całym ekosystemie Google kampanie Performance Max. Istotnym czynnikiem odpowiednio zoptymalizowanych działań będą również kampanie graficzne w sieci reklamowej Google, za pomocą których możemy wyświetlać spersonalizowany content i pozyskiwać w ten sposób osoby, które np. porzuciły koszyk w naszym sklepie.
W przypadku działań sezonowych w marketingu internetowym elastyczność i natychmiastowa widoczność stanowią główną przewagę płatnych reklam Google Ads nad pozycjonowaniem organicznym.
Przy odpowiednio ustalonym budżecie możemy szybko uruchomić kolejne kampanie i wygenerować większy ruch na stronie, co powinno przełożyć się z kolei na osiągane wyniki sprzedażowe. Warto wcześniej zadbać też o kampanie wizerunkowe, które wpłyną na rozpoznawalność Twojego biznesu w okresie, gdy natężenie reklam w sieci ulegnie zwiększeniu.
Uwaga! Kampanie okazjonalne nie dają gwarancji zwrotu z inwestycji, dlatego cały czas należy je analizować i optymalizować, tak by osiągnąć możliwie najwyższą opłacalność prowadzonych działań. Chwilowe i znaczne zwiększenie budżetu może również negatywnie wpłynąć na skuteczność naszych kampanii.
Jakie wyzwania wiążą się z reklamą okazjonalną w Google Ads?
Większość wyzwań, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć w trakcie prowadzenia działań okolicznościowych w Google Ads, będzie wynikało przede wszystkim z faktu, że… nie będziemy jedynymi, którzy będą chcieli wykorzystać konkretne okazje.
Większa liczba reklamodawców działających bardziej agresywnie w ramach Google Ads może wpłynąć na wzrost kosztów reklam. W reklamach typu Pay Per Click (PPC) koszt pojedynczego kliknięcia (CPC) może i prawdopodobnie rzeczywiście wzrośnie.
Zintensyfikowanie działań wpłynie również na możliwy efekt przesycenia po stronie odbiorców, szczególnie gdy najwięksi reklamodawcy będą przysłowiowo męczyć konsumentów jedną reklamą emitowaną w wielu kanałach na ogromną skalę. Jeżeli myślisz, że jest to przypadkowe działanie, to jesteś w błędzie. W większości przypadków jest to celowo zaplanowana strategia, która wpływa na nasze postrzeganie i utożsamianie marek z konkretnymi wydarzeniami.
PORADA
Zastanów się i odpowiedz na poniższe pytania:
Jaka sieć jubilerska kojarzy Ci się ze świątecznymi podarunkami?
Jaki napój gazowany powinien stanąć na świątecznym stole?
Gdzie można kupić tanią elektronikę?
Zapewne w większości przypadków odpowiedzi będą się powtarzać. Niestety, zintensyfikowane działania czołowych graczy mogą wpłynąć na to, że część osób będzie odczuwała przesyt komunikatów reklamowych.
Przydatne narzędzia
Należy zastanowić się również nad tym, kiedy rozpocząć działania promujące daną ofertę związaną z okazją lub sezonem. Czy nie zaczniemy za wcześnie? Co jeżeli zaczniemy za późno i będziemy musieli gonić konkurencję? W podjęciu tak kluczowych decyzji pomoże nam Google Trends oraz Planer Słów Kluczowych Google Ads. Sprawdzimy tam zyskujące na popularności frazy i zweryfikujemy, jak sytuacja wyglądała historycznie. To totalny must have w doborze słów kluczowych i planowaniu naszej strategii działania.
Ostatnie, kluczowe w moim odczuciu wyzwanie, to analiza tego, czy nasza oferta w ogóle nadaje się do promocji w trakcie trwania danej okazji. Nie każdy produkt czy usługa będzie odpowiednia do reklamowania i tworzenia dedykowanych ofert np. z okazji Walentynek czy Dnia Dziecka. Trzeba jednak przyznać, że osoby zajmujące się marketingiem dwoją się i troją, aby tak właśnie było. W niektórych przypadkach najlepiej będzie jednak odpuścić, do czego jeszcze wrócę i wyjaśnię.
Kiedy kampanie okazjonalne w Google Ads mają sens?
Czy kampanie okazjonalne w Google Ads zawsze mają sens i gwarantują wysoki zwrot z inwestycji? Niestety nie. Można jednak wstępnie określić, czy nasze działania mają sens i czy prawdopodobieństwo sukcesu jest wystarczająco wysokie, by podjąć próbę.
1. Właściwy produkt/usługa
Kluczowe jest posiadanie produktu lub usługi, która wpisuje się w dany sezon czy okazję. Przykładem mogą być produkty prezentowe, takie jak biżuteria, kwiaty, perfumy itp., które łatwo możemy wpleść w narrację związaną np. z Walentynkami, Dniem Kobiet, świętami.
Z drugiej strony, czy prowadząc np. skład budowlany, warto brać udział w organizowaniu promocji, przykładowo z okazji Walentynek? To zależy. Oczywiście, może to w jakimś stopniu przynieść zamierzony efekt, ale osiągnięty z tego tytułu przychód w odniesieniu do poniesionego kosztu może okazać się niewystarczający. Być może lepszym rozwiązaniem będzie zorganizowanie akcji bez powiązania jej z konkretną datą w kalendarzu, kiedy ilość reklamodawców intensyfikujących akurat swoje działania nie będzie tak duża? Dużo zależy od przyjętej strategii.
2. B2B vs. B2C
W branży B2B trudniej wpasować się w tego typu okazje (chociaż nie jest to regułą). Z moich doświadczeń wynika, że firmy rzadziej podejmują decyzje zakupowe pod wpływem chwili i impulsu. Zakupy te są bardziej przemyślane i analizowane.
3. Przygotowanie oferty
Kolejną kwestią jest przygotowanie samej oferty. Duża część użytkowników kupujących przez internet jest wyczulona na fałszywe promocje, chociaż zostało to mocno ukrócone dzięki dyrektywie Omnibus. Rekomenduję przygotowanie ofert i promocji, które rzeczywiście będą atrakcyjne i realne. W przeciwnym razie straty w zakresie wizerunku firmy mogą przewyższyć osiągnięte zyski.
4. Odpowiedni budżet mediowy
Dołączając do wyścigu, trzeba też dysponować odpowiednim budżetem mediowym. Uruchomienie nowych kampanii, wyższe stawki za przekierowanie, większa konkurencja i zwiększenie potencjału wyszukiwań przełoży się na ogólną skuteczność i opłacalność działań.
Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na szalenie istotną kwestię i celowo temat budżetu mediowego połączę z opłacalnością działań. Należy pamiętać o tym, że wdrożenie akcji promocyjnych / obniżki cen wpłynie na takie wskaźniki, jak ROAS/ROI – ogólnie mówiąc: na zwrot z inwestycji.
Nieodpowiednio ułożona strategia i nieprzemyślane działania mogą skutkować negatywnym scenariuszem: zwiększamy budżet mediowy i przygotowujemy promocję, przez co sprzedajemy produkty ze zbyt mocno obniżoną marżą. Źle przemyślana strategia może spowodować, że mimo większej liczby konwersji nie zarobimy wystarczająco, by udział w akcji promocyjnej miał sens.
Podsumowując: kampanie okazjonalne Google Ads muszą mieć odpowiedni budżet oraz przemyślaną strategię, by rzeczywiście generowały zyski.
Dysponując bazą klientów, którą możemy wykorzystać w działaniach marketingowych, wpływamy pozytywnie na wyniki kampanii. Spersonalizujmy komunikaty reklamowe i docierajmy do naszych klientów, ponownie ich aktywizujmy. Łatwiej sprzedać produkt klientowi, który już nas zna niż zupełnie nowej osobie.
…a może jednak zrezygnować z tego typu działań w Google Ads?
Nie każdy powie to głośno, ale czasem lepiej zrezygnować z reklam okazjonalnych Google Ads. Ślepy udział w akcjach typu Black Friday czy wyprzedaże noworoczne nie zawsze generuje wystarczające zyski i może wpłynąć na frustrację właścicieli biznesów e-commerce czy świadczących konkretne usługi.
Kiedy rozważyć ewentualną rezygnację z kampanii okazjonalnej w Google Ads?
Zastanów się, czy marka i oferta, którą dysponujesz, może nawiązać walkę z dużymi podmiotami. Te z pewnością będą chciały wykorzystać poszczególne okresy i wpompują ogromne budżety w swoje działania marketingowe. Czy jest coś, co wyróżnia Ciebie, Twój produkt lub usługę oraz sam proces zakupowy?
Stawiając w przeciwności jedną z wyżej omawianych kwestii: jeżeli nie dysponujesz produktem lub usługą, którą możesz wpleść w daną okazję czy sezon, zastanów się, czy warto na siłę brać w niej udział.
Sam udział w okazjach typu Black Friday może być negatywnie postrzegany przez klientów ekskluzywnych marek premium. To właśnie fakt, że nie każdy może sobie pozwolić na dane produkty czy usługi, powoduje, że jest na nie popyt wśród bardziej zamożnej grupy osób.
PORADA
Coś, o czym często się zapomina, a może być gwoździem do trumny w rozwoju firmy: jej wydolność. Masz dobry produkt i korzystną ofertę? Twoje przedsiębiorstwo musi być przygotowane na prawdziwe zatrzęsienie klientów! Niewydolny serwer, magazyn, logistyka wpłyną na postrzeganie Twojej marki i w teorii doskonała akcja promocyjna zmieni się w totalną antypromocję.
I co najważniejsze: czy w ogóle tego potrzebujesz? Być może zajmujesz się np. rękodziełem i masz rezerwacje na swoje produkty na kilka tygodni/miesięcy do przodu?
Czy istnieje alternatywa dla kampanii okazjonalnych?
Czy firmy, które nie mogą podpiąć się pod okazje i sezonowość, są skazane na porażkę? Absolutnie nie! Rozwiązaniem są długotrwałe strategie i realna, stała obecność w Google Ads. W myśl powiedzenia “małą łyżeczką więcej się najesz”: rozłóż dodatkowy budżet na cały rok i ugraj większy kawałek tortu w dłuższej perspektywie. Proste, ale wyjątkowo skuteczne. Zadbaj przy tym o wyróżniającą się na tle konkurencji obsługę klienta, unikalne cechy marki i oferty oraz wyjątkowo angażującą komunikację.
Kampanie okazjonalne w Google Ads: podsumowanie
Jak widzisz, nie ma uniwersalnej odpowiedzi na pytanie zadane w tytule tego artykułu. Na sukces kampanii okazjonalnych w Google Ads składa się masa czynników, o których, niestety, właściciele firm i osoby zajmujące się marketingiem często zapominają.
Na koniec przytoczę jeden wcześniej niewymieniony czynnik, który moim zdaniem ma wpływ na opłacalność i skuteczność kampanii reklamowej w Google Ads w każdym przypadku: współpraca osoby prowadzącej kampanie i właściciela biznesu. Bez obustronnego zaangażowania trudno o naprawdę genialną i niezwykle skuteczną kampanię Google Ads – bez względu na to, czy jest to kampania prowadzona w sposób ciągły, czy okazjonalny.
A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat skutecznych działań w Google Ads, zapisz się na szkolenie z Google Ads & Google Ads PRO z Łukaszem Chwiszczukiem!
Zapytaliśmy ekspertów i ekspertki z branży o to, kto zasługuje na miano marketingowej osobowości roku 2024. Przeczytaj wpis i dowiedz się, kogo warto obserwować w social mediach, aby być na bieżąco z nowinkami marketingowymi i zyskać masę inspiracji do działania. Oto zestawienie marketingowych osobowości roku 2024!
Kama Kotowska
Trenerka wystąpień publicznych i pitchowania. Keynote speaker. Jako entuzjastka content i behavior-led marketingu szuka nieszablonowych pomysłów na rozwiązywanie problemów komunikacyjnych i budowanie strategii. Mówi o sobie Creative MacGyver.
Doceniam specjalistów, którzy potrafią opowiadać ciekawe i merytoryczne historie, a w tym roku, moim zdaniem, najbardziej wciągającą komunikację – choć w zupełnie różnych formatach (!) – prowadziły Sylwia Zabielska, Sylwia Królikowska, Natalia Bogdan, Róża Szafranek, Ola Sidorowska i Martyna Tarnawska.
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays.
Kogo wskazałabym jako marketingową osobowość roku 2024 i dlaczego? Jest kilka takich osób!
Bartek Pucek – za najlepszy newsletter technologiczno-biznesowy w Polsce, poszerzający moje marketingowe horyzonty.
Brandoholik (Maciek Sznitowski) – ekspert budowania marek, od którego chce się uczyć.
Anna Wawszkiewicz – za odpowiedzialne, etyczne i spójne podejście do LinkedIna i budowania marki osobistej.
Ewelina Podrez-Siama – za mówienie o SEO przystępnym głosem.
Szymon Negacz – za łączenie biznesu z marketingiem.
Tomasz Palak – za przybliżanie aspektów prawnych w marketingowym świecie.
Maciej Lewiński
Certyfikowany trener i partner Google. Ma za sobą ponad 200 wdrożeń Google Analytics. Współpracował z takimi firmami, jak Pizza Hut, Empik czy Allegro.
W mojej opinii na tytuł marketingowej osobowości roku zasłużył Michał Wrzosek. Jego podejście do tworzenia treści wideo to prawdziwa szkoła dla każdego marketera. Pokazał, jak produkować filmy hurtowo, tanio i skutecznie, co jest nie lada wyczynem w dzisiejszych czasach. Jego case studies to kopalnia wiedzy dla tych, którzy chcą rosnąć na filmach bez rozbijania banku. Polecam śledzić jego działania w social mediach – inspiracji tam nie brakuje.
Rafał Szymański
Ekspert sprzedaży B2B i B2C, którą zajmował się w Sanofi, Roche, Philips czy 3M. Pionier we wdrażaniu LinkedIn Sales Navigator w korporacjach.
Do mojej listy osobowości, które obserwuję, dopisałem w tym roku trzy osoby – z czego tylko jedna z nich zajmuje się stricte marketingiem. Tą osobą jest James Behr, który z roku na rok podejmuje coraz ciekawsze i trudniejsze tematy (silver generation, zdrowie psychiczne), i robi to w absolutnie mistrzowski sposób.
Kolejną osobą jest Monika Pakulska, która jako pierwsza w Polsce otrzymała aż trzy odznaki LinkedIn Top Voice, na co dzień prawniczka zarządzająca kancelarią White & Case. Zaczęła publikować treści na pograniczu leadership, HR-u i ESG, zaczynając od prawie zerowej listy obserwujących. Pokazuje, jak można pisać w przystępny i zabawny sposób, nie będąc ekspertem od social mediów.
Trzecią osobą jest Michał Wrzosek, którego znamy jako dietetyka z ogromnymi zasięgami na TikToku, YouTube i Instagramie. Zaś na LinkedIn Michał pokazuje zupełnie inną twarz – biznesmena uchylającego rąbka tajemnicy, jak buduje firmę, jak planuje i jest produktywny. Szalenie inspirujące i ludzkie, bez zadęcia. Michał zadebiutował też w tym roku na konferencji I Love Marketing & Technology – i zrobił to z ogromną klasą.
Dagmara Kokoszka-Lassota
Ekspertka w zakresie psychologii marketingu i sprzedaży. Prowadzi szkolenie Psychologia sprzedaży.
Według mnie marketingową osobowością roku 2024 jest zdecydowanie Justyna Bakalarska-Stankiewicz. Zasłużyła na to wyróżnienie przede wszystkim dzięki swojemu zaangażowaniu w rozwój języka inkluzywnego w komunikacji oraz eksperckiemu podejściu do copywritingu. Justyna pokazuje, jak ważne jest, by język używany w marketingu był otwarty, szanujący różnorodność i odpowiadający na potrzeby różnych grup odbiorców.
Jej publikacje i szkolenia pomagają markom budować przekaz, który nie tylko sprzedaje, ale także tworzy przestrzeń na dialog i autentyczność. To dzięki takim osobom jak Justyna firmy zaczynają rozumieć, że słowa mają ogromną moc – mogą budować relacje, inspirować, a jednocześnie być wrażliwe na kwestie społeczne. Śledzenie jej treści w mediach społecznościowych to doskonała okazja, by nauczyć się, jak tworzyć treści, które są zarówno skuteczne, jak i etyczne. Justyna łączy w sobie profesjonalizm i pasję, które inspirują do działania.
Mike Korba
CCO & co-founder w User.com.
Dla mnie marketingową osobowością 2024 jest Mariusz Serafin. Jeśli nie kojarzysz Lancerto – to ta marka, która ubierała selekcjonera polskiej reprezentacji i z sukcesem wskrzesiła Próchnika. Mariusz to ktoś, kto nie tylko rozumie marketing, ale świetnie wykorzystuje storytelling, łącząc emocje z biznesem.
Jego podejście do e-commerce i zdolność przekształcania tradycyjnych marek w nowoczesne, ale z duszą, to coś, czego warto się uczyć. Inspirują mnie ludzie, którzy nie boją się podejmować odważnych decyzji, a jednocześnie budują autentyczne relacje z odbiorcami. Warto śledzić jego działania, bo Lancerto to przykład, jak robić rzeczy dobrze – i z klasą.
Wojciech Żywolt
Regional Paid Social Senior Specialist w GroupM Poland, wykładowca i szkoleniowiec.
Od kilku lat z dużym zainteresowaniem obserwuję Annę Ledwoń-Blachę, Dagmarę Pakulską czy Adriana Gamonia – ogromnie imponuje mi ich wiedza z zakresu marketingu czy social mediów i zawsze zerkam z ciekawością na ich treści.
Osoby z mojego prywatnego „podwórka”, które są świetnymi ekspertkami i ekspertami w dziedzinie marketingu, to Maja Kaczor, Zuza Frydel, Maciek Sowa oraz Olek Czerniewicz. Posiadają szeroką, specjalistyczną wiedzę, są zaangażowani, a współpraca z nimi to po prostu czysta przyjemność.
Patrycja Kozioł
Marketing Specialist w DevaGroup.
Edukuje i inspiruje zacne grono ekspertek i ekspertów marketingu – a ich liczba zwiększa się z każdym miesiącem. Nie starczyłoby czasu, żeby wymienić wszystkich wartych obserwowania, dlatego ograniczę się do mojego osobistego TOP 3.
Dagmara Pakulska – nowości i zmiany w mediach społecznościowych pokazuje jako jedna z pierwszych, a na swoim LinkedInie udowadnia, że ten portal nie musi być garniturem w socialmediowej garderobie. Jej wpisy często zostają w głowie na dłużej i inspirują do zmiany nie tylko sposobu pracy, ale też myślenia.
Tomasz Palak – bo nie samym marketingiem marketer żyje i nawet jeśli nie interesuje się prawem, to prawo interesuje się nim i jego klientami. Tomek prostym językiem tłumaczy „z prawniczego na nasze” i dostarcza nam nowości z dynamicznego niczym zespoły w korpo świata ustaw i regulacji. Okrasza je przy tym komentarzem, żebyśmy nie musieli zadawać pytań, na które 90% prawników odpowie „to zależy”.
Kama Kotowska – rozkłada na czynniki pierwsze wystąpienia publiczne z punktu widzenia naszych mózgów. Warto wpaść do niej po tipy, nawet jeśli nie obcujesz ze sceną na co dzień, a jedynie z feedem w social mediach albo klientami na spotkaniach biznesowych.
Mateusz Malinowski
SEO Director. Od 2016 roku prowadzi działania SEO w Fabryce Marketingu.
Robert Niechciał i Damian Sałkowski – za dzielenie się wiedzą w sieci i na szkoleniach.
Krzysztof Marzec
CEO w DevaGroup.
Jako marketingową osobowość 2024 wskazałbym osobę, którą śledzę już od jakiegoś czasu, ale swoim wystąpieniem na SERP Conf w Wiedniu potwierdziła, że nie tylko wymiata, jeśli chodzi o SEO, ale również udało jej się zdobyć realne dowody na wiele tez będących dotychczas tylko w teoretycznej sferze SEO. Mark Williams-Cook, bo o nim mowa, dostał nagrodę w wysokości 13337 $ za zgłoszenie błędu w ramach programu Bug Bounty w Google.
Błąd dotyczył podglądania pewnych zmiennych dotyczących stron internetowych, które Google zdecydowanie wolałoby ukryć przed szersza publicznością. Potwierdzenie istnienia takich parametrów, jak click_age_probability czy site_quality w tych danych, to coś, co w SEO zdarza się niezwykle rzadko. Dodatkowo Mark jest osobą, która bardzo często dzieli się nieoczywistymi podpowiedziami taktyk SEO na swoim LinkedInie oraz ma świetne narzędzie: AlsoAsked, które warto wypróbować!
Adam Szudra
Dyrektor zarządzający agencją Friends&Brands
Polska scena marketingowa ma wiele wspaniałych osobowości i równie duże grono liderów wyznaczających trendy w komunikacji, których warto obserwować. Najwięcej zamieszania wywołuje jednak ktoś, kto nie posiada nawet swojego nazwiska. Sztuczna inteligencja, bo o niej mowa, zawładnęła już nie tylko wyobraźnią marketerów i konferencjami branżowymi. Stała się nieodzownym uczestnikiem procesów marketingowych: zarówno w korporacjach, jak i w agencjach, dzieląc się wiedzą oraz wspierając pracę analityczną i kreatywną. Chociaż AI stale się uczy, to już dzisiaj jej możliwości wydają się olbrzymie, pod warunkiem, że sami nauczymy się sensownie z niej korzystać.
Marketingowe osobowości roku 2023
A jak to wyglądało w ubiegłym roku? Jakie marketingowe osobowości roku 2023 wytypowali eksperci? Sprawdź!
Michał Sadowski
Założyciel Brand24 – narzędzia internetowego do ochrony reputacji w internecie, z tysiącami klientów z ponad 120 krajów.
Dla mnie tą osobą jest niezmiennie Janina Bąk, która dzięki charyzmie i humorowi potrafi skutecznie edukować – szczególnie na tematy, które historycznie marketerzy traktowali z dystansem, a dzięki Janinie zyskują na znaczeniu.
Aleksander Cierniewski
CEO Semcore. Pełen energii lider. Dba o kluczowe procesy, kulturę organizacyjną i współpracę ze wszystkimi zespołami w firmie.
Jeśli weźmiemy pod uwagę, że kolejny rok stać będzie mocno pod znakiem rozwoju sztucznej inteligencji, to moim zdaniem na miano osobowości roku 2023 zasługują osoby mocno wspierające szerzenie wiedzy – tak niezbędnej do odnalezienia się w świecie AI.
Taką osobą bez wątpienia jest Natalia Hatalska, CEO infuture.institute, ekspertka w dziedzinie przewidywania trendów i prognozowania ich wpływu na naszą rzeczywistość. Mapa Trendów, którą dostarcza infuture.institute, powinna być jednym z pierwszych dokumentów, po który sięga się podczas planowania działań marketingowych na nowy rok.
James Behr
Zarządza agencją AdFather, której działania obejmują takie obszary jak strategia, branding, social media, design oraz produkcja contentu.
Nie mam wątpliwości, że powinien to być poznaniak – Wojtek Ławniczak. Choć sam mówi, że nie jest marketingowcem, to w 2023 roku jego dwa zwycięstwa podczas I Love Marketing & Technology oraz aktywność zawodowa sprawiły, że zapracował na taki tytuł.
PS Wojtek Ławniczak, jako zwycięzca konferencji I Love Marketing & Technology, znalazł się również na okładce 23. numeru magazynu sprawny.marketing, w którym opublikowaliśmy artykuł powstały na podstawie jego wystąpienia.
Piotr Bucki
Od kilkunastu lat pomaga ludziom szlifować komunikację. Autor takich książek, jak „Porozmawiajmy o komunikacji”, „Life’s a pitch and then you die”, „Sapiens na zakupach. O tym jak i dlaczego wybieramy, oceniamy, kupujemy”, „Viral. Jak zarażać ideami i tworzyć wirusowe treści” czy „Prezentacje. Po prostu!”.
W mojej galaktyce zaistniał na powrót Wojtek Kardyś. Na powrót, bo go znałem i lubiłem wcześniej. Zaistniał, bo z dużą siłą wybił się ponad wiele innych głosów ekspertów. Cenią go za „odrębne zdanie”, autentyczność i dużą wiedzę. Wojtek to taki idealny kandydat na BROMANCE.
Kamila Kotowska
Head of Marketing w cux.io. Jako entuzjastka content i growth marketingu skupia się przede wszystkim na nieszablonowym podejściu do rozwiązywania problemów komunikacyjnych oraz budowaniu strategii kreatywnych.
Dla mnie niezmiennie królują niesamowicie mądre kobiety ze smykałką do dzielenia się wiedzą: Martyna Tarnawska (design thinking, identyfikacja trendów, digital marketing), Emilia Korczyńska (product marketing), Edyta Kowal (content i digital marketing, podcast) oraz Anna Ledwoń-Blacha (social media marketing).
Pasjonaci podcastów powinni natomiast śledzić Michała Kasprzyka, Andrzeja Tucholskiego czy Agatę Solecką-Zimmer.
Bartosz Walat
Creative Lead w Tears of Joy
Liczba postów, publikacji, webinariów i konferencji poświęconych sztucznej inteligencji, pokazuje, że rola jakiegokolwiek człowieka została w tym roku umniejszona. Tryumfowały maszyny, ewentualnie twórcy maszyn. Wyróżniał się każdy, kto robił swoje, zamiast codziennie podsuwać innym po dziesięć promptów na zaoszczędzenie czasu w marketingu.
Franciszek Georgiew
Owner of XXII Ventures: Tigers, Automation House, Huqiao 琥桥
Skoro strategia i analityka są według mnie kompetencjami przyszłości, to za taką osobę należy uznać moim zdaniem Wojtka Ławniczaka, który naprawdę dzieli się wysokiej jakości treściami i na pewno może czuć się bezpiecznie – jego praca długo nie zostanie zastąpiona przez AI.
Dominik Karbowski
Wiceprezes i współzałożyciel firmy Selectivv
Uważam, że ten tytuł powinien zostać przyznany nie dla pojedynczej osoby, ale dla całego zespołu Fundacji SexEd.pl i ich marketingowego podejście do promowania swojej działalności. Fundacja założona przez Anję Rubik i zarządzana przez Martynę Wyrzykowską wyróżnia się swoją wyjątkową pracą nad tematami istotnymi dla dorastającej młodzieży.
To, co wyróżnia Fundację Sexed.pl, to sposób w jaki podejmuje istotne tematy dotyczące zdrowia psychicznego, fizycznego i relacji międzyludzkich. Informacje na stronie podzielone są na trzy sekcje: ciało, głowa i serce. Ich strona zawiera wartościowe artykuły, które odpowiadają na pytania, z którymi młodzi ludzie często nie wiedzą, gdzie się zwrócić lub o które wstydzą się pytać. Dodatkowo, promowanie akcji społecznych mających na celu walkę z przemocą czy hejtem w internecie jest niezmiernie ważne w dzisiejszym świecie online. To podejście wskazuje na zaangażowanie w kształtowanie pozytywnego i bezpiecznego środowiska dla młodych ludzi w sieci.
Janina Bąk
Statystyczka, blogerka, influencerka, autorka książek („Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla” oraz „Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra”)
Od kilku lat z zainteresowaniem i pozytywną zazdrością obserwuję to, co robi Wojciech Ławniczak. Jego wiedza, eksperckość, klasa i prezentacje dopracowane tak, jakby je sam Michał Anioł dłutem ciosał to coś, do czego chcę dążyć.
Wojciech Żywolt
Social media specialist, wykładowca i szkoleniowiec.
Wskażę kilka osób, które w pełni zasługują na taki tytuł! Są to Dagmara Pakulska, Martyna Tarnawska, Anna Prończuk-Omiotek oraz Adrian Gamoń. Dlaczego? Dzielą się swoją wiedzą z różnych obszarów i z ogromną przyjemnością wyczekuję ich wpisów.
Swoją działalnością wyróżnił się też Bartek Szczepaniak – twórca projektu edukacyjnego Talent Network, który ma zainspirować ludzi do działania!
Paweł Sala
Co-founder FreshMail. Ekspert e-mail marketingu. Podcaster i autor artykułów branżowych. Mówca na licznych konferencjach.
To pytanie z serii podchwytliwych. Więc pozwólcie, że odpowiem na nie tak: jeśli chodzi o osoby, które warto obserwować, to zdecydowanie nie da się wymienić tylko jednej czy dwóch. Całkiem dobrą robotę w tym obszarze zrobili Widoczni, publikując swój raport – i myślę, że warto obserwować każdą z wymienionych w nim osób.
Natomiast jeśli chodzi o kogoś, kto fajnie tworzy działania marketingowe i nie znajduje się w tym zestawieniu, to obserwowałbym pracę Dawida Szczepaniaka, Executive Creative Director w VMLY&R Poland, który ze swoim ponad 80 osobowym, kreatywnym zespołem przygotowują wyjątkowo kreatywne i przemyślane kampanie.
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays.
Według mnie nie ma jednej takiej osoby, a każdy autorytety i osoby do śledzenia powinien wybierać sobie sam. Ja na pewno cenię i podglądam: Alinę Sztoch, Kamilę Kotowską, Małgorzatę Wardaszkę, Annę Wawszkiewicz, Grzesia Miecznikowskiego, Martynę Tarnawską i wielu innych, ale ja nie mam pamięci do imion i nazwisk. Po prostu śledzę, podziwiam i się inspiruję.
Dominika Bucholc
Konsultantka i ekspertka w zakresie AI i strategii
Zdecydowanie moim marketingowym odkryciem 2023 roku jest Ilona Kliszcz, która zajmuje się social media marketingiem, a dokładnie specjalizuje się w Reelsach. Na swoim profilu zdradza triki i porady na lepsze rolki. Dodatkowo właśnie wybiło jej 100k obserwujących na Instagramie, co idealnie dowodzi, że to właśnie jest jej 5 minut.
Marketingowe osobowości roku 2022
A kogo wyróżnili prelegenci i prelegentki #ilovemkt za rok 2022? Sprawdź!
Kamila Kotowska
Head of Marketing w cux.io. Od ponad 6 lat związana z branżą kreatywną. Prowadzi zajęcia ze studentami i szkolenia z efektywnej komunikacji. Jako entuzjastka content i growth marketingu skupia się przede wszystkim na nieszablonowym podejściu do rozwiązywania problemów komunikacyjnych oraz budowaniu strategii kreatywnych. Mówi o sobie Creative MacGyver.
Jestem pod nieustającym wrażeniem pracy Karoliny Kawskiej, CEO i co-ownerki Tigers. Jej umiejętność łączenia odwagi w działaniu, empatii i przemyślanych strategii jest niesamowita – co zresztą widać w ich biznesowych podsumowaniach. Warto śledzić!
Drugą osobowością tego roku jest dla mnie Rafał Szymański, który pięknie łączy ogromną wiedzę z bardzo fajnym, ludzkim podejściem do budowania relacji. Z przyjemnością stalkuję go na LinkedInie.
Aleksander Cierniewski
CEO Semcore. Pełen energii lider. Dba o kluczowe procesy, kulturę organizacyjną i współpracę ze wszystkimi zespołami w firmie. Niekwestionowany autorytet z obszaru sprzedaży, który efektywnie realizuje cele biznesowe. Członek rady programowej w Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu. Pasjonat e-commerce i podejścia Customer Success.
Anna Rulkiewicz – CEO Lux Medu – za odpowiedź na kryzys wojenny, budowanie marki Lux Medu oraz rozwijanie swojej marki osobistej jako liderki, bizneswomen. Co więcej, za aktywność marki w obszarze społecznym (m.in. sport paraolimpijski, wsparcie konferencji, stworzenie Indeksu Zdrowych Miast).
Wojciech Popiela
Specjalista UX i optymalizacji konwersji metodami badawczymi. Co-Founder agencji CRO/UX Webmetric. Ze swoim zespołem dostarcza wartość dla biznesu, zwiększając użyteczność i współczynnik konwersji stron www, sklepów oraz aplikacji. Prowadzi również kanał UX On the Way, gdzie w prosty sposób mówi o doświadczeniach użytkowników w biznesie oraz roli badań w procesie projektowym. Współpracował m.in. z takimi markami, jak Bauer Media, Komputronik, Neonail i Eurocash.
Wymieniłbym Tomka Graszewicza. Jego prezentacja na I Love Marketing zapadła mi w pamięć i mieliśmy okazję zamienić parę miłych słów. To na pewno osoba, o której usłyszymy jeszcze nie raz, i która pokaże nam zaskakujące, kreatywne projekty.
Jeśli również chcesz obejrzeć prezentację Tomka Graszewicza, którą wygłosił na ostatniej edycji konferencji I Love Marketing, kup dostęp do nagrań.
Martyna Tarnawska
Digital Innovation Lead w Socjomanii. Entuzjastka świata digital i nowych technologii, trener, facylitator i project manager. Od 2015 roku projektuje procesy rozwojowe, produkty i usługi. Przeprowadziła +1000 godzin szkoleniowych i warsztatowych z zakresu service design, design thinking, trendów w digitalu, content marketingu i marketingu internetowego.
Sylwia Zabielska – wzór marki osobistej i niebanalnego marketera, bo ekspertki od komunikacji i leadershipu. Publikuje bardzo regularnie wysokiej jakości posty na LinkedInie, dzieląc się wiedzą, doświadczeniami i dobrymi praktykami. Otwarta, szczera, a do tego skromna; świetnie przekazująca wiedzę i umiejętności. Odsłania inne puzzle marketingu i komunikacji.
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays. Szkoleniowiec – głównie w zakresie mediów społecznościowych i customer experience. Była trenerka w agencji Socjomania, gdzie szkoliła z mediów społecznościowych, obecnie trenerka w IAB Polska. Współautorka kilku kursów e-learningowych. Ma międzynarodowy certyfikat DIMAQ PROFESSIONAL potwierdzający wiedzę i doświadczenie z zakresu digital marketingu.
Zawsze i wszędzie powtarzam, że Bartek Pucek. Na pewno też Alina Sztoch z Kuboty. Doceniam również Kamilę Kotowską, jej rozwój i wkład w promowanie analitycznego podejścia do biznesu. Ewelina Podrez-Siama, Agata Patoła, Piotr Bucki – to również osoby, od których się uczę i które podziwiam. W moim prywatnym, bananowym świecie na wyróżnienie zasługują Natalia Sikora i Wojtek Żywolt, którzy robią genialną robotę dla klientów i marketingu.
Anna Prończuk-Omiotek
Znana jako AnnaPRO, ponieważ uczy, jak robić PROfesjonalne webinary i prezentacje. Przedsiębiorca, marketer, certyfikowany trener szkoleń online. W branży od ponad jedenastu lat. Współpracowała m.in. z takimi firmami jak Allegro, Mercedes-Benz, TEDx, infoShare Academy. Autorka trzech kursów online, w tym kompleksowego programu „Webinar Master”, opartego na autorskiej metodzie WebinarPROTM.
Moja odpowiedź: Dagmara Pakulska. Dagmara od lat edukuje ludzi poprzez swoją marketingową #NibyPrasówkę, na LinkedInie i w salach szkoleniowych. W 2022 roku otrzymała wyróżnienie jako przedsiębiorcza mama w ramach konkursu „Kobiety e-biznesu”, zajęła 7. miejsce w rankingu Widoczni, a jej profil na LinkedInie obserwuje prawie 17 tys. followersów. Czy trzeba dodawać coś jeszcze?
Wojtek Kardyś
Ekspert do spraw komunikacji internetowej. Z wykształcenia filozof i scenarzysta. Z pasji PR-owiec, marketer, mówca konferencyjny, konsultant, szkoleniowiec i felietonista. Współzałożyciel agencji produkcyjno-konsultingowej Good For You. Zdobywca nagród branżowych (takich jak Brązowy Spinacz). Twórca pierwszej w Polsce audycji radiowej w całości poświęconej influencerom.
Pierwszym, kto mi przychodzi do głowy jeśli chodzi o polskie podwórko, to UOKiK i „zabranie się” za rynek marketingu influencerskiego. Najpierw zostały wydane rekomendacje dotyczące oznaczania treści reklamowych przez influencerów w mediach społecznościowych. I to faktycznie się zadziało dzięki licznym publikacjom i głośnym karom. Influencerzy w końcu zaczęli oznaczać produkty lokowane, a obserwujący zaczęli to dostrzegać, a nawet ganić ich, gdy oznaczenia brakuje. Bez wątpienia to ogromna zmiana (na lepsze!). Od małych po dużych – nagle wszędzie zaczęły pojawiać się oznaczenia i hasztagi #reklama.
Teraz UOKiK zapowiedział zwalczanie scamu (i to nie tylko na Instagramie). I tak, lepiej późno niż wcale. Słyszałem o propozycjach samoregulacyjnych (influencerzy zwalczający scamerów, youtubowe lincze itd.). Całe szczęście nie zyskało to społecznej aprobaty. Lepiej, aby zajął się tym UOKiK – z rekomendacjami i oznaczeniem poradził sobie nieźle, więc mam nadzieję, że i scamy ogarnie. Trzymam za nich kciuki.
Tomasz Stopka
Ekspert SEO. Prowadzi własną agencję SEO SEMURAI. Lubi grzebać w kodzie stron. Po godzinach, gdy ma czas, rozwija serwis VRnews.pl, gdzie pisze o wirtualnej rzeczywistości.
Na tytuł marketingowej osobowości roku 2022 zasługuję każda osoba, której udało się odnaleźć w tym roku i znaleźć dla siebie ścieżkę. Niezależnie od tego, czy jest to nowa praca, usługa, czy rozpoczęcie całego cyklu zmian w swoim życiu – jeżeli nie załamałeś/załamałaś rąk i walczysz, jesteś dla mnie osobowością roku.
Dawid Bagiński
Posiada bogate 15-letnie doświadczenie w budowaniu biznesów, marketingu i sprzedaży. Prowadzi agencję marketingu w social mediach, Social Elite, która w latach 2018–2021 pomogła swoim klientom wygenerować ponad 1 mld zł sprzedaży. Swoje doświadczenie wykorzystuje, aby pomagać przedsiębiorcom w e-commerce w poukładaniu biznesu i przebiciu szklanego sufitu przychodów, a dyrektorom marketingu i sprzedaży w B2B w pozyskiwaniu większej ilości leadów poprzez wdrożenie nowoczesnego marketingu i automatyzacji.
Karol Dziedzic – moim zdaniem to jeden z najlepszych specjalistów od Google Ads w Polsce. Jego działania edukacyjne charakteryzują się wysoką jakością i dobrym poczuciem humoru. Zdecydowanie wyróżniająca się osobowość marketingowa.
Witold Wrodarczyk
CEO w Adequate Interactive Boutique. Certyfikowany specjalista Google Ads, Analytics i Facebooka. Doradca inwestycyjny. Ekspert w zakresie optymalizacji profit-driven i modelowania atrybucji.
Ja, za konsekwentną ewangelizację kwestii prywatności i cookieless. A tak poważnie: dla mnie osobą, której postawa zasługuje na docenienie, jest Rafał Szymański. Jest on świetnym specjalistą LinkedIn, który od lat skupia się na tym, co w tej dziedzinie social media najważniejsze i jest dla mnie największym autorytetem w tej dziedzinie (choć pewnie są głośniejsi). Ale poza tym, mimo aktywności zawodowej, jest wzorem rodzica, który był w stanie sprostać trudnościom (problemy psychologiczne dzieci) i jest szczególnie zaangażowany nie tylko w sprawy swojej rodziny, ale generalnie psychiatrii dziecięcej, gdzie włącza się w organizację konferencji, filmów edukacyjnych z celem wywarcia realnego wpływu na opinię publiczną, zbiórki funduszy na wsparcie psychologiczne dla dzieci. To wszystko realnie oddziałuje na świadomość społeczną i w końcu na polityków, którzy mogliby wprowadzić zmiany, więc tym bardziej należałoby go wyróżnić. Myślę też, że dodałoby mu to siły!
Magdalena Urbaniak
Założycielka agencji MaxTractor, specjalizującej się w agro marketingu i nowoczesnych technologiach. Strateżka i szkoleniowiec w obszarze komunikacji i budowania marek. Wykładowczyni na takich uczelniach jak Uniwersytet Wrocławski, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu czy WSEI w Krakowie. Autorka bloga magdaurbaniak.com i tractormania.pl.
Według mnie tytuł marketingowej osobowości roku 2022 powinna otrzymać Edyta Kowal (do tej pory z Displate) – za kreatywne podejście do ogarniania komunikacji i marketingu marki globalnej. Za dojrzałe podejście do porządkowania struktury i budowania procesów, które usprawniają funkcjonowanie całej firmy.
Piotr Bucki
Od 17 lat pomaga ludziom szlifować komunikację. Autor książki „Porozmawiajmy o komunikacji” oraz „Life’s a pitch and then you die”. Współautor i redaktor merytoryczny Startup Manual, autor i opiekun serii BuckiAcademia.
Za działalność edukacyjną w obszarze ekologii i zero waste – Paulina Górska.
CEO w DevaGroup, agencji z tytułem Partner Google Premier i Google Rising Star. Trener SEO, Google Ads & Analytics, prowadził szkolenia dla najlepszych agencji i domów mediowych bezpośrednio na zlecenie Google, szkolił w Akademii Google Partners. Autor dwóch książek z wyprzedanymi nakładami, ponad setki artykułów i wysoko ocenianych kursów online.
Przychodzi Google i mówi, że musimy zmienić Universal Analytics na GA4 i mamy na to bardzo ograniczony czas. Podnoszą się od razu: lament, ceny szkoleń i wdrożeń, a przy okazji wzmaga się poziom chaosu w danych. Wtedy wchodzi on, cały na biało, z darmowym (!) kursem przybliżającym analitykę i GA4 każdemu marketerów. Lekko, z humorem i bardzo jasno wyjaśniając podstawy. Przemek Modrzewski, bo o nim mowa, poświęcił masę swojego czasu, aby przybliżyć branży nowe narzędzie i uspokajał, kiedy wszyscy wieszczyli koniec świata. Zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie!
Są jeszcze inni bohaterowie bez peleryny i też warto o nich mówić – to wszystkie te osoby, które promują zdrowe podejście do work-life balance, otwarcie mówią o zdrowiu psychicznym i pomagają innym adresować swoje własne problemy. Druga grupa to wszystkie te osoby, które miały na tyle odwagi, że w niepewnych czasach organizowały branżowe eventy, dzięki którym w tym roku miałem wrażenie powrotu do normalności. Wiem, że zdecydowana większość osób robi to dla branży, propagowania wiedzy i wkłada to mnóstwo serca i swojego czasu.
Które kampanie 2024, zarówno reklamowe, jak i społeczne, sprawiły, że serca marketerów i marketerek zabiły szybciej w ostatnich miesiącach? Sprawdź zestawienie najciekawszych kampanii 2024 roku według 15 ekspertów i ekspertek z branży!
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays.
Co takie zestawienie wybieram inne kampanie, bo inne przychodzą mi do głowy jako Top of mind. Otworzyłam swój folder z zapisanymi kampaniami z tego roku i mam ich ponad 5000… Nie jest łatwo!
IKEA – Cat-alogue i Dog-alogue
IKEA znów pokazała, że marketing może łączyć kreatywność z troską o społeczeństwo. Cat-alogue i Dog-alogue to nie tylko promocja produktów, ale też zachęta do adopcji zwierząt ze schronisk. IKEA stworzyła wyjątkowe katalogi, które podkreślają wagę adopcji i dbałości o pupili, sprawiając, że klienci nie tylko patrzą na meble, ale też zaczynają myśleć o zwierzętach w potrzebie. Cudownie prosty pomysł, a jaki efektywny!
Hellmann’s – Perfumy o zapachu majonezu
Dlaczego ta kampania? Bo jestem fanatyczką perfum, całe mieszkanie zawalone perfumami… Czasem kampania działa, bo jest tak dziwaczna, że nie można o niej zapomnieć – tak właśnie było z Hellmann’s. Perfumy o zapachu majonezu? Nie trzeba być fanem majonezu, żeby zaintrygowała nas ta reklama! Zagrała na ciekawości i odrobinie absurdu, idealnie trafiając w gusta odbiorców, którzy lubią zaskakujące, niecodzienne podejście. Dzięki temu Hellmann’s zdobyło mnóstwo „medialnych punktów” i przyciągnęło uwagę także tych, którzy wcześniej nie interesowali się ich produktami.
Doritos: Dina & Mita
Dlaczego ta kampania? Doritos postawiło na humor i nostalgię, wykorzystując dwie starsze panie, które walczą o zdobycie nowej wersji chipsów. A ja uwielbiam reklamy z tym pokoleniem! Kampania stała się viralem, pokazując, że można reklamować produkt w sposób angażujący i przystępny, bez nachalnych haseł sprzedażowych. To przykład reklamy, która wciąga, bawi i pozostawia odbiorców z uśmiechem, co przekłada się na pozytywne skojarzenia z marką.
DietaNieŻycia – PsychoMedic
To kampania, która dotyka niezwykle delikatnego tematu, jakim są zaburzenia odżywiania. Zrealizowana w sposób, który nie tylko edukuje, ale też wzrusza i przyciąga uwagę odbiorców, pokazała siłę społecznego zaangażowania w marketingu. To projekt, który przywraca wiarę w to, że marketing może być narzędziem zmiany społecznej, a nie tylko sprzedaży.
Amnesty International – żółta budka telefoniczna
Kampania Amnesty z interaktywną budką telefoniczną, w której można było usłyszeć historie osób doświadczających łamania praw człowieka, to przykład marketingu angażującego emocje. Dzięki nowatorskiemu podejściu Amnesty stworzyło coś, co przyciągało ludzi z ulic i uświadamiało ich o problemach, o których zwykle nie chcemy myśleć. Dla mnie to doskonały przykład kampanii, która wykracza poza ekran i zmusza do refleksji.
Źródło: Facebook: Amnesty International Polska
#MenToBeHealthy
W świecie, gdzie mężczyźni rzadziej mówią o swoim zdrowiu, kampania #MenToBeHealthy zwróciła uwagę na ten problem i zachęciła do otwartych rozmów o zdrowiu. To kampania, która łączy aspekty społeczne z edukacyjnymi, przełamując tabu i wspierając zdrowy styl życia.
Źródło: Instagram Pathkind Labs
Kama Kotowska
Trenerka wystąpień publicznych i pitchowania. Keynote speaker. Jako entuzjastka content i behavior-led marketingu szuka nieszablonowych pomysłów na rozwiązywanie problemów komunikacyjnych i budowanie strategii. Mówi o sobie Creative MacGyver.
Od kilku lat obserwujemy zmianę w kierunku zrównoważonej innowacji, inkluzywnej komunikacji i strategicznego PR-u w celu budowania zaufania. Konsumenci coraz częściej szukają firm, które rezonują z ich wartościami – i takie też kampanie przyciągnęły moją uwagę w tym roku.
Najciekawsze kampanie 2024 roku
Kampania społeczna „Assume That I Can” została zainicjowana przez CoorDown, włoską organizację zajmującą się wsparciem osób z zespołem Downa. Główna idea kampanii polega na zachęceniu społeczeństwa do zmiany perspektywy i dostrzegania potencjału osób z zespołem Downa w kontrze do stereotypowych zachowań będących „samospełniającą się przepowiednią”.
Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni odczuwają lęk przed wystąpieniami publicznymi. Marka Peachaus stworzyła więc kampanię mającą na celu budowanie pewności siebie u kobiet w tych stresujących momentach. Kampania odważnie i dosłownie (!) zachęca je, aby przezwyciężyły swoje lęki i obnażyły się przed publicznością – choć na szczęście istnieje mnóstwo bardziej efektywnych sposobów na walkę z tremą i stresem.
Maciej Lewiński
Certyfikowany trener i partner Google. Ma za sobą ponad 200 wdrożeń Google Analytics. Współpracował z takimi firmami, jak Pizza Hut, Empik czy Allegro.
W 2024 roku Jakub Biel wywołał niemałe zamieszanie swoim cyklem „Szczere marki – gdyby firmy mówiły tylko prawdę”, który szybko zdobył serca internautów… No, poza jednym wyjątkiem. Biel, w swoim stylu, żartobliwie „przedstawił” Biedronkę hasłem: „Od 2002 roku więcej palet w alejkach niż otwartych kas”. Nic dziwnego, że cała akcja zaiskrzyła jak biedronkowa promocja na karpia – na reakcję nie trzeba było długo czekać, bo w ruch ruszyli prawnicy sieci, domagając się usunięcia grafiki.
Choć Biel tłumaczył, że to tylko niewinna satyra, ostatecznie postanowił zdjąć obrazek, nie chcąc toczyć długiej wojny z prawnikami. W social mediach wybuchła gorąca dyskusja, w której pojawiły się głosy o granicach parodii i tolerancji korporacji na dowcipy. I tak oto kampania „Szczere marki” zyskała sławę, pokazując, że czasem nawet niewielka dawka humoru może wywołać burzę większą niż promocje na szneki z glancem w Poznaniu.
Źródło: jakubbiel.pl/szczere-marki/
Martyna Tarnawska
Digital Innovation Lead w Socjomanii. Entuzjastka świata digital i nowych technologii, trener, facylitator i project manager.
Dwie ulubione, obie społeczne. Pierwsza to słynna POWIEDZ MI JAK? | DOBRY, Kuba Galiński i Piotr Fronczewski x MŁODE GŁOWY, a druga to pomysł PEDIGREE na orkiestrę symfoniczną pod batutą… ogonków piesków.
Łukasz Kępiński
CEO i założyciel Tears of Joy, agencji social media influencer marketingu.
Na wyróżnienie zasługuje cały zespół, który stał za kampanią MasterCard „Room for Everyone”, która została „olwiona” (4 Lwy i 14 nominacji!) i uhonorowana Grand Prix na Cannes Lions. To ogromne osiągnięcie dla polskiej reklamy i dowód na to, że nasze kampanie mogą i rywalizują na światowym poziomie.
Ten sukces to wynik wspólnej pracy całego zespołu McCANN Poland, a takie wyróżnienia dają nam wszystkim w polskiej branży marketingowej inspirację i pokazują, że mamy ogromny potencjał do budowania kampanii, które zostawiają po sobie ślad.
Marianna Krupa
Head of Strategy and Marketing w maxroy.
Najbardziej na świecie kocham reklamy i kampanie społecznie, które mówią o relacjach – tych wszelkiej maści. Każdego roku czekam na reklamy brytyjskiego domu towarowego John Lewis, a potem zalewam się łzami wzruszenia.
W 2024 roku baaardzo poruszyła mnie kampania Teatru Muzycznego z Poznania. Wybieram ją z kilku powodów:
Jestem z Poznania.
Jest ultraważna.
Pokazuje, jak można dobrze połączyć kampanię reklamową ze społeczną.
Wychowałam się w latach 90-tych, czyli w czasach, gdy takie teksty były na porządku dziennym.
Ta kampania to opowieść o dialogu, który – jak wszyscy wiemy – bywa trudny.
Ale po kolei… Teatr Muzyczny w Poznaniu rozpoczął kampanię promującą premierę musicalu „Drogi Evanie Hansenie”. Spektakl, który porusza temat zdrowia psychicznego młodzieży, inspiruje do przełamywania tabu i budowania lepszych relacji międzypokoleniowych. W ramach akcji na ulicach Poznania pojawiły się kontrastujące plakaty – jedne pokazują niewłaściwe komunikaty kierowane do młodych ludzi, drugie prezentują ich pozytywne alternatywy.
Kampanię przygotowała agencja AdFather i to oni są autorami tych zdjęć.
Rafał Szymański
Ekspert sprzedaży B2B i B2C, którą zajmował się w Sanofi, Roche, Philips czy 3M. Pionier we wdrażaniu LinkedIn Sales Navigator w korporacjach.
Jako ambasador kampanii „Młode Głowy” fundacji UNAWEZA na pewno ją wymienię, bo znam ją bardzo dobrze. W ramach tej kampanii najpierw przeprowadzono największe w Polsce badanie zdrowia psychicznego młodzieży, obejmujące 184 000 uczniów w wieku 10–19 lat. Na podstawie wyników opublikowano raport, który odbił się nie tylko szerokim echem społecznym, ale też na poziomie działań rządowych.
Kolejnym krokiem było opracowanie przez ekspertów kilku programów profilaktycznych, np. „Godzina dla MŁODYCH GŁÓW”, na który zapisało się ponad 4000 szkół. Najciekawsze działania promocyjne w ramach tej kampanii to angażujące teledyski: „Powiedz mi jak” z Piotrem Fronczewskim, poruszający „Rozmowa ma moc” z Bedoesem 2115 czy najnowszy z Julią Wieniawą.
Głównymi kanałami dotarcia są TikTok i YouTube, za który prezeska fundacji Martyna Wojciechowska odebrała Grand Video Awards.
Dagmara Kokoszka-Lassota
Ekspertka w zakresie psychologii marketingu i sprzedaży. Prowadzi szkolenie Psychologia sprzedaży.
Jedna z kampanii 2024 roku, „Uważna Szkoła” Fundacji JiM, to dla mnie szczególnie ważna inicjatywa, bo dotyka tematu neuroróżnorodności – tak istotnego w dzisiejszych czasach. Pokazuje ona, że szkoły mogą być miejscem, gdzie dzieci w spektrum autyzmu czy z ADHD znajdą zrozumienie i wsparcie. To, co wyróżnia tę kampanię, to fakt, że udało się stworzyć w świecie online przestrzeń do kulturalnej i inspirującej rozmowy – ludzie zaczęli dzielić się swoimi doświadczeniami, refleksjami i pomysłami na zmiany. To świetny krok ku realnym zmianom.
Jako psycholog cieszę się, że dzięki tej akcji temat neuroróżnorodności dotarł do szerszej grupy odbiorców. Kampania przypomina, jak kluczowa jest otwartość i wrażliwość dorosłych, pokazując jednocześnie, że nawet niewielkie zmiany w podejściu mogą znacząco poprawić codzienne funkcjonowanie dzieci. To inspirujący dowód na to, że ważne tematy mogą znaleźć swoje miejsce i odpowiednią uwagę w mediach społecznościowych.
Katarzyna Warzecha
Content & Marketing Manager w DevaGroup.
Najciekawsze kampanie 2024 roku
Starzenie się społeczeństwa i wykluczenie osób starszych to problem, który staje się zauważalny w całej Europie. W 2024 roku moją uwagę przyciągnęły dwie kampanie społeczne: „Les Inexposés” we Francji i „Let’s Change How We Age” w Wielkiej Brytanii – które poprzez porównania do dzieł sztuki i antyków wniosły świeże spojrzenie na temat wartości seniorów.
Francja: „Les Inexposés” – Nienaświetleni
Kampania „Les Inexposés” została zainicjowana przez Petits Frères des Pauvres – stowarzyszenie walczące z samotnością i izolacją osób starszych. Zestawia samotnych seniorów z arcydziełami sztuki, takimi jak Mona Lisa czy Van Gogh, które są odwiedzane przez miliony osób rocznie.
Na jednej z najbardziej wymownych grafik widnieje starsza kobieta, Marie-Louise, obok której umieszczono informację: „84 lata, 0 odwiedzających w ciągu roku”. Przekaz jest poruszający – choć osoby starsze są żywym świadectwem historii i doświadczeń, społeczeństwo coraz bardziej ich ignoruje. Prosty, ale mocny komunikat kampanii podkreśla, że wartość człowieka nie maleje z wiekiem, a troska i czas, jaki poświęcamy starszym, są nieocenione.
Wielka Brytania: „Let’s Change How We Age” – Zmieńmy sposób, w jaki się starzejemy
Kampania „Let’s Change How We Age” stworzona przez Age UK podnosi temat samotności i izolacji osób starszych w brytyjskim społeczeństwie, często zapomnianych przez bliskich oraz instytucje. Kampania wykorzystuje hasło „Dlaczego antyki cenimy bardziej niż seniorów?” – pytanie, które ma wywołać refleksję na temat naszej hierarchii wartości i zwrócić uwagę na społeczny problem osamotnienia osób starszych. Plakaty promujące akcję są stylizowane na klasyczne dzieła sztuki – pokazują sceny samotności codziennego życia seniorów.
Wojciech Żywolt
Regional Paid Social Senior Specialist w GroupM Poland, wykładowca i szkoleniowiec.
Najciekawsza kampania społecznościowa to kontynuacja kampanii online „W Podlaskiem jeżdżę z kaskiem”, za którą odpowiada agencja White Bits. W kolejnej odsłonie pojawiły się nowe postacie (podlaskie zwierzęta wygenerowane za pomocą sztucznej inteligencji) i znów nie brakuje w niej gier słownych oraz humoru!
Przy okazji Halloween województwo Podlaskie wraz z podlaskimi parkami krajobrazowymi oraz Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Białymstoku przygotowało kampanię „Co NAPRAWDĘ straszy?”, w której zwrócono uwagę na śmieci pozostawiane w lasach, przy poboczach dróg czy nad rzekami. Oprócz zwierząt pojawili się także tacy bohaterowie, jak butelka (straszy przez 500 lat) czy opona (straszy przez 100 lat).
W sieci pojawił się również nowy spot „Małopolska nieoczywista”, promujący województwo Małopolskie, który nawiązuje do stylistyki filmów Wesa Andersona. Materiał zachęca do tego, aby odejść od utartych szlaków, odkryć nieoczywiste miejsca oraz zakochać się w pięknie Małopolski.
Anna Kołodziej-Muszyńska
Redaktor naczelna & content marketing manager w sprawny.marketing.
Które kampanie 2024 roku skradły moje serce? Było ich wiele! Ale spróbuję wybrać spośród nich kilka takich, które mocno do mnie przemówiły!
Decathlon: Work-Sport Balance
Work-Sport Balance to inicjatywa, z którą jakiś czas temu Decathlon wyszedł do swoich pracowników. W ramach programu osoby zatrudnione w firmie mogą uprawiać sport w godzinach pracy. Dla każdego dostępna jest jedna godzina sportu w tygodniu, w pełni płatna, a także ubezpieczona. Naprawdę fajny krok, który pokazuje, że o work-life balance należy nie tylko mówić, ale też działać w jego kierunku!
Dove #PrawdziwePiękno
Dove po raz kolejny walczy z nierealistycznymi kanonami piękna, tym razem w kampanii, w której zachęca do tego, aby zastanowić się nad wpływem rozwoju sztucznej inteligencji na dobrostan psychiczny kobiet. Za działania mediowe tej kampanii odpowiada Mindshare Polska we współpracy z That One Agency (kreacja) i Yellowcups PR Agency.
Visit Oslo: Is it even a city?
To zdecydowanie jedna z bardziej kreatywnych kampanii, zachęcających do odwiedzenia miasta, jaką widziałam. Ta „antyreklama” przekonała mnie o wiele bardziej niż niejedna cukierkowa kreacja!
OLX: Praca z korzyścią dla wszystkich
Na początku czerwca OLX wypuściło spot, który ma pokazywać, że urlop rodzicielski jest w takim samym stopniu dla mam, jak i dla ojców. I choć możliwość obserwowania rozwoju dziecka to jest coś, czego już nie da się nadrobić, to jednak niewielu mężczyzn się na to decyduje. A jak przekonuje OLX, warto!
Dove & Nike: Hard Knocks
Czy wiesz, że aż 45 proc. nastolatek rezygnuje ze sportu z powodu kompleksów na punkcie swojego ciała? W kampanii 2024 „Hard-Knock Life”, która powstała we współpracy z Nike, Dove przekonuje, że dziewczynki powinny zachować pewność siebie.
Weronika Wareńczak
Junior Marketing Manager w sprawny.marketing.
TouchYourBreasts: kampania boliwijskich supermarketów przeciwko rakowi piersi
Co ma wspólnego boliwijska sieć supermarketów Ketal z owocami i badaniami przesiewowymi w kierunku raka piersi? Więcej, niż mogłoby się wydawać! Kampania „Dotknij swoich piersi” wykorzystuje owoce, aby promować samobadanie piersi i świadomość raka.
Wzorem wcześniejszych działań Worldwide Breast Cancer z cytrynami, akcja przypomina, że zmiany, które są normalne na owocach, nie powinny występować na piersiach. Tylko 1 na 4 kobiety potrafi poprawnie wykonać samobadanie, więc plakaty z owocami i kodami QR kierującymi do instrukcji są ważnym elementem tej edukacyjnej inicjatywy.
Burger King „70 years later the fire’s still burning”
Popularna sieć fast foodów Burger King w tym roku świętowała swoje 70-lecie. Z tej okazji w kampanii „70 years later the fire’s still burning” wykorzystano wizerunek seniorów. Zakochane pary udowadniają, że niezależnie od wieku, ich miłość może być równie gorąca jak płomień.
Konrad Jezierski
Członek zarządu i OmniSales Director, Sklepy Komfort S.A.
Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia skłaniają mnie do refleksji nad najnowszą kampanią T-Mobile „Stare telefony działają cuda”, która w wyjątkowy sposób łączy muzykę, kulturę i działania CSR. Współpraca z Pezetem oraz Małgorzatą Walewską przy utworze muzycznym to doskonały przykład tego, jak marka może łączyć prospołeczne inicjatywy z kulturą i angażować szerokie grupy odbiorców.
Kolejnym projektem, który wywarł na mnie wrażenie, jest kampania „MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym”. W jej ramach powstał utwór „Powiedz mi jak?”, który wzbogacono narracją niezastąpionego Piotra Fronczewskiego. Ten wyjątkowy manifest porusza wyzwania związane z obecnością w cyfrowym świecie, przypominając, jak istotne jest życie offline oraz dbanie o zdrowie psychiczne.
Nie sposób nie wspomnieć o kolekcji reklam „Szczere marki” autorstwa Jakuba Biela, które zawsze poprawiają humor. Pokazują one, jak wyglądałyby komunikaty firm, gdyby mówiły wyłącznie prawdę, a ich szczerość wzbudza ogromną sympatię.
Anna Prończuk-Omiotek
Znana jako AnnaPRO, ponieważ uczy, jak robić PROfesjonalny marketing, który wspiera sprzedaż. Konsultantka biznesów B2B i B2C, certyfikowany trenerka, host webinarowy
Wystarczy jeden człowiek – Serdeczna Fundacja Hearty
Kampania Fundacji Serdecznej „Wystarczy jeden człowiek” przypomina, że największe zmiany często zaczynają się od jednego serca pełnego odwagi i dobroci. Przekaz kampanii mówi o odpowiedzialności i pięknie bycia dla innych.
Historia Kasi, która dzięki wsparciu znalazła odwagę i nadzieję, jest przykładem, jak wiele można zmienić, gdy ktoś w nas uwierzy. To, co robi ta kampania, to po prostu celebracja człowieczeństwa. Każdy z nas ma moc, by zmieniać życie innych i uczynić świat lepszym. Wideo do kampanii zostało wygenerowane przez AI, ale jest w nim coś niezwykle ludzkiego – prostota, która porusza.
Adam Szudra
Dyrektor zarządzający agencją Friends&Brands
Jako obserwatorzy rynku reklamowego uwielbiamy umieszczać w tego typu zestawieniach wysokobudżetowe produkcje, które zaskakują swoją formą i kreatywnością. Zawsze sprawdzają się też reklamy ze społecznym twistem, ponieważ wywołują szereg emocji. Nawet jeśli sama koncepcja kreatywna nie zachwyca, to całość nadrabia przekazem i misją. A co, jeśli nie mamy astronomicznych budżetów, najbardziej lifestylowych produktów lub nie realizujemy akurat misji ratowania świata? Poniżej najciekawsze według mnie kampanie tego roku.
Jak zachęcić młodych do odwiedzenia muzeum?
Nigdy nie byłem zagorzałym fanem muzeów w tradycyjnym wydaniu. Kojarzą mi się one z miejscami pełnymi gablot i niedostępnych eksponatów, w towarzystwie groźnie wyglądającej pani na krzesełku w rogu każdej sali. Nie wpadłbym na to, żeby odwiedzić Muzeum Zamoyskich w Kozłówce…, gdyby nie stworzony serial o życiu i pracy służby domowej w początkach XX wieku, publikowany w social mediach. Kozłówkowe Downton Abbey jest pełne humoru i wartościowych treści, które doskonale wpisują się w edukacyjny charakter placówki oraz przyciągają dziesiątki tysięcy odbiorców na profile muzeum.
Lidl nokautuje Biedronkę na TikToku
Telewizyjna wojna reklamowa o najniższe ceny między Biedronką a Lidlem towarzyszy nam już od dawna. Obie marki co chwilę wymieniają się ciosami w spotach reklamowych. W sierpniu tego roku Lidl zyskał przewagę na TikToku – wystarczyło tylko przejąć najlepszego „zawodnika” przeciwnika! Marta Zgutczyńska (Zguta) przez długi czas prywatnie publikowała na swoim profilu zabawne filmy o pracy w Biedronce, pozyskując aż 600 000 obserwujących. W połowie roku wszystkich zaskoczyła wiadomość, że Marta zmienia pracę! Niewykorzystany przez Biedronkę potencjał łatwo zagospodarował konkurent, ogłaszając tzw. „transfer roku”. Marta dzisiaj jest ambasadorką Lidla i już oficjalnie wspiera markę. Proste, a genialne!
Końcówka roku to dobry moment na podsumowanie swoich dotychczasowych działań i zaplanowanie strategii na kolejny rok. Jakie trendy marketingowe mogliśmy obserwować w 2024 roku? Jakie wnioski warto wyciągnąć na przyszłość? Zobacz marketingowe podsumowanie roku 2024 według 17 ekspertów i ekspertek z branży!
Dawid Bagiński
Prowadzi agencję marketingu w social mediach, Social Elite.
Wszystkie oczy w 2024 roku były skierowane na sztuczną inteligencję. Powstało wiele narzędzi AI dla biznesu. Już widzę, że te rozwiązania będą z nami przez kolejne lata.
W obszarze reklamy w social mediach doskonale widzę duży wzrost zainteresowania narzędziami reklamowymi wśród biznesu. Sieci reklamowe ugruntowały swoją pozycję jako niezbędne narzędzie do rozwoju firmy. Polski rynek zyskał na znaczeniu w oczach takich firm, jak TikTok czy Pinterest, które zaczęły mocno rozpychać się na naszym rynku, walcząc z Meta i Google Ads o klienta biznesowego.
Ponieważ wśród biznesu zainteresowanie reklamami jest większe, trudniej jest zrobić atrakcyjne kampanie reklamowe i przebić się do klientów – co oznacza, że zapotrzebowanie na dobrych specjalistów od adsów wzrośnie, a ci przeciętni nie będą już generować wyników. Rynek będzie wymagał więcej.
Rynek e-commerce sprofesjonalizował się i wypromowanie własnej marki (np. odzieżowej) jest trudniejsze niż w poprzednich latach. 2024 rok w branży mody był zaskakujący, ponieważ popyt na rynku spadł, w szczególności na produkty luksusowe. To utrudniało wielu przedsiębiorcom prowadzenie własnego sklepu.
Firmy, które sprzedają w modelu B2B, zobaczyły, że pozyskiwanie klientów przez internet to ważny kanał sprzedaży. Obserwuję dynamiczny wzrost zainteresowania wśród firm narzędziami marketingu social media.
Marcin Wsół
Niezależny i certyfikowany specjalista Google Ads i Google Analytics, Partner Google Premium. Od 2011 r. przeprowadził ponad 2,3 tys. kampanii, których budżet przekroczył już 30 mln zł. Niektórzy klienci mówią o nim „Midas Google Ads”, bo każda jego kampania działa jak złoto. Autor mięsistych artykułów w czołowych magazynach i czasopismach branżowych. Współautor drugiego i trzeciego wydania „Biblii e-biznesu”.
Kluczowe trendy marketingowe, które mogliśmy obserwować w 2024 roku, to:
1. Automatyzacja i sztuczna inteligencja (AI)
Rok 2024 był pełen innowacji w zakresie automatyzacji marketingu, szczególnie w kontekście kampanii Google Ads i social media. Narzędzia oparte na AI, takie jak generatory treści, personalizacja komunikacji czy algorytmy do analizy zachowań użytkowników, były wykorzystywane na szeroką skalę, aby efektywniej dostosowywać treści do indywidualnych odbiorców.
2. Video marketing i krótkie formy wideo
Popularność krótkich filmów na platformach takich jak TikTok, Instagram czy YouTube Shorts nadal rośnie. Marki inwestowały w ten format, dostosowując treści do preferencji młodszych użytkowników, szukających szybkiej, angażującej rozrywki.
3. Ochrona prywatności i nowa era cookies
Rok 2024 to kontynuacja zmian w zakresie prywatności. Wprowadzenie nowych regulacji dotyczących prywatności zmusiło marketerów do poszukiwania alternatywnych metod targetowania i zbierania danych użytkowników.
Marketingowe podsumowanie roku 2024: co się zmieniło w stosunku do lat poprzednich?
Wśród zmian w stosunku do lat poprzednich mogliśmy zaobserwować:
Wzrost znaczenia AI – w porównaniu do lat poprzednich narzędzia AI przeszły z „opcji” do nieodzownego elementu marketingu, pomagając w generowaniu treści, przewidywaniu trendów i analizie danych w czasie rzeczywistym.
Marketing skierowany na pokolenie Z – wzrosło znaczenie Gen Z jako kluczowej grupy konsumenckiej. Firmy dostosowały swoje strategie, aby trafiać do młodszych odbiorców, stawiając na autentyczność, szybkość przekazu i wartości, które pokolenie Z uznaje za istotne.
Jakie wnioski warto wyciągnąć na przyszłość? Po pierwsze, inwestycje w pierwszorzędne dane (first-party data) będą kluczowe. Firmy muszą budować silne relacje z klientami, aby gromadzić dane bezpośrednio od nich, zamiast polegać na plikach cookies.
Po drugie, rola AI w marketingu dalej będzie rosła, a marki, które zaadoptują technologię szybciej, zyskają przewagę konkurencyjną.
Po trzecie, video i krótkie formy video będą nadal dynamicznie rozwijane, a marki muszą inwestować w ten format, aby przyciągnąć uwagę pokolenia Z i milenialsów.
Podsumowując
Rok 2024 pokazał, że marketing ewoluuje w stronę większej automatyzacji, personalizacji i transparentności. W 2025 roku sukces odniosą te marki, które szybko zaadaptują się do nowych trendów i podejmą działania, aby budować autentyczne, wartościowe relacje z klientami.
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays.
Marketingowe podsumowanie roku 2024
Rok 2024 to czas redefiniowania priorytetów w marketingu, gdzie technologia i autentyczność (cóż za dysonans!) próbowały wygrać z powierzchownymi, chwilowymi trendami i działaniami ad hoc. Równocześnie zmiany w algorytmach i podejściu do konsumenta wymusiły nowe strategie.
Renesans strategii marketingowej
Wiele marek przestało kierować się „błyskotkami”, a skupiło się na fundamentach – na solidnych, długofalowych planach. Widać to zwłaszcza w podejściu do wydawania budżetów: marki coraz częściej analizują, gdzie inwestycje rzeczywiście przyniosą zwrot, zamiast sięgać po każdy nowy trend.
Polskie firmy zaczęły dostrzegać, że strategia marketingowa to nie tylko „ładne reklamy” i szybkie efekty, ale złożony proces i inteligentne lokowanie zasobów, który pozwala konsekwentnie budować markę, zwiększać lojalność klientów i odpowiadać na ich realne potrzeby. Na znaczeniu zyskały takie elementy, jak:
budowanie unikalnej tożsamości marki,
integracja strategii z celami biznesowymi,
analiza rynku i konsumentów.
Na polskim rynku obserwuję renesans strategii marketingowej jako nieodłącznej części sukcesu firmy – tu już nie chodzi o to, żeby było „widać”, ale żeby klient wiedział, dlaczego i za czym idzie. Czy mam na to poparcie w badaniach i statystykach? Nie. Ale zauważam wyraźną zmianę w leadach, zapytaniach i intuicja marketerki czasem się przydaje.
Automatyzacja w social mediach
Automatyzacja w social mediach przestała być tylko modnym hasłem. Stała się absolutnym must-have w zarządzaniu kampaniami na dużą skalę – ale co ważne, również na małą – przy wykorzystaniu chociażby takich narzędzi do automatyzacji, jak ManyChat.
Ponadto: automatyczne optymalizacje reklam, algorytmy uczenia się na bieżąco, automatyczne dostosowywanie treści do kontekstu użytkownika – tu już nie ma miejsca na manualne zarządzanie, kiedy można to zrobić szybciej i efektywniej. Co istotne, to rozwiązania, które mają konkretne cele: uproszczenie działań i oszczędność czasu, który można przeznaczyć na strategiczne myślenie.
AI w analizie danych i hiperpersonalizacji
W tym roku AI było używane już nie tylko jako generatywna sztuczna inteligencja do tworzenia tekstów czy grafik, ale do głębokiej analizy danych i tworzenia ultraspersonalizowanych komunikatów. Personalizacja na maksa, ale oparta o algorytmy, które nie tylko widzą dane, ale potrafią je zrozumieć.
Meta przetasowała nam algorytmy (ach, te treści od „unconnected”), zmieniając sposób docierania do odbiorców, co wprowadziło konieczność dostosowania strategii. Kazała również zastanowić się na nowo, czym jest zasięg organiczny i że on wcale nie umiera. Zmienia się.
Ten rok był kluczowy w redefiniowaniu podejścia do treści w social mediach. Ba! W gąszczu tych wszystkich rolek powróciliśmy nawet do karuzel na Instagramie.
SEO w social mediach
A skoro jesteśmy już przy algorytmach… SEO w social mediach przestało być ciekawostką, a stało się koniecznością. TikTok, Instagram, LinkedIn – wszędzie tam widać było wyraźny nacisk na dostosowanie treści pod kątem słów kluczowych i nadal istniejące hasztagi. Zamiast liczyć tylko na algorytmy rekomendacyjne, zaczęliśmy dostosowywać treści pod wyszukiwania użytkowników.
Dla wielu marek było to odkrycie, że social media nie kończą się na lajkach i serduszkach – chodzi o bycie widocznym, gdy ktoś faktycznie szuka odpowiedzi.
AR i VR
Wprawdzie FOOH (czyli digitalowa reklama out of home) nie zdominowała rynku, ale dzięki integracji z AR i VR pojawiły się jej nowe, ciekawe formy. To kierunek, w którym marki mogą tworzyć unikalne doświadczenia, które wykraczają poza to, co może dać zwykła reklama zewnętrzna.
AR i VR dają możliwość angażowania użytkownika na poziomie, który trudno osiągnąć innymi sposobami. Wdrożenie tych technologii sprawiło, że reklamy zyskały interaktywny, niemal „dotykalny” wymiar, ale to dodatek, który działa, jeśli marki naprawdę wiedzą, jak go wykorzystać.
Działania proekologiczne
Klienci stali się bardziej wyczuleni na greenwashing, co wymusiło na markach realne działania proekologiczne. Wartość zrównoważonego rozwoju stała się nieodłącznym elementem strategii, bo konsumenci wymagali, by marki działały w zgodzie z ich wartościami. Tu nie wystarczyła już zielona naklejka – liczył się wpływ i konkrety. Ale więcej o tym w mojej książce o brand purpose – wyprzedziłam trendy i 2024 rok.
PORADA
Z 2024 roku wyciągamy ważne lekcje: inwestycje muszą mieć sens, technologie trzeba stosować tam, gdzie widać wartość, a AI i automatyzacja mogą współistnieć, ale muszą pełnić różne funkcje. Marki, które potrafią dostosować się do algorytmów, zrozumieć SEO w social mediach i uczciwie podejść do zrównoważonego rozwoju, wygrają kolejne lata. Jedno jest pewne: przyszłość marketingu wymaga większej precyzji, autentyczności i ciągłego eksperymentowania.
Maciej Lewiński
Certyfikowany trener i partner Google. Ma za sobą ponad 200 wdrożeń Google Analytics. Współpracował z takimi firmami, jak Pizza Hut, Empik czy Allegro.
Rok 2024 okazał się rokiem „zerwania masek” – autentyczność i transparentność były na wagę złota. Klienci coraz bardziej przypominają naszą babcię, która od razu wyczuje, kiedy próbujemy coś koloryzować. Marki nie miały wyjścia, musiały działać uczciwie i komunikować się otwarcie, a jak ktoś próbował „ściemniać”, to prędzej czy później prawda wyszła na jaw.
Co jeszcze? No cóż, AI nadal wchodzi do gry jak celebryta na czerwonym dywanie – wszędzie go pełno. Od personalizacji po automatyzację kampanii – AI wciągnęła marketerów w przyszłość szybciej, niż zdążyli powiedzieć „ChatGPT”.
A skoro o analityce mowa, to GA4 przypomniało nam, że dane są jak nasza ulubiona kawa z cynamonem – niby wszyscy wiedzą, że jest potrzebna, ale dobrze zaparzyć to już nie każdy potrafi.
Ten rok to lekcja, że bez solidnych danych nawet najlepsze pomysły mogą się rozsypać jak domek z kart.
Dagmara Kokoszka-Lassota
Ekspertka w zakresie psychologii marketingu i sprzedaży. Prowadzi szkolenie Psychologia sprzedaży.
Marketingowe podsumowanie roku 2024
Jednym z najważniejszych trendów 2024 roku było szerokie zastosowanie sztucznej inteligencji w marketingu. Dzięki AI możliwe stało się generowanie wysokiej jakości grafik i materiałów wideo w rekordowo krótkim czasie, co znacznie przyspieszyło procesy kreatywne.
Zadania, które kiedyś wymagały wielogodzinnej pracy grafików i montażystów, teraz można zrealizować w kilka chwil. Często za pomocą prostych narzędzi AI dostępnych online. To przełom, który zmienił sposób tworzenia treści, eliminując potrzebę korzystania z przestarzałych zdjęć stockowych i otwierając nowe możliwości szczególnie dla małych marek i twórców.
W 2024 roku zauważalnym trendem było również bardziej strategiczne podejście marek do wyboru platform społecznościowych. Wiele firm zaczęło rezygnować z obecności na mniej skutecznych kanałach, skupiając swoje działania na tych, które przynoszą najlepsze efekty.
Skupienie się na konkretnych kanałach pozwoliło markom lepiej wykorzystać zasoby i skuteczniej docierać do swoich odbiorców. Dzięki temu strategie komunikacyjne stały się bardziej dopasowane i efektywne.
Łukasz Kępiński
CEO i założyciel Tears of Joy, agencji social media influencer marketingu.
Rola wideo w tym roku wystrzeliła i osiągnęła kolejny poziom popularności. Sukces TikToka udowodnił, jak silny jest to format, ale obserwujemy też rosnące zainteresowanie YouTubem – zwłaszcza jako platformą do długotrwałego budowania relacji z widzami. Marki wyciągnęły wnioski z poprzednich lat i teraz bardziej świadomie podchodzą do produkcji, unikając treści, które giną w tłumie.
Firmy zaczynają dostrzegać, że kluczowe jest tworzenie video, które odpowiada na realne potrzeby konsumentów: generuje nie tylko chwilowe wyświetlenia, ale staje się albo viralem, albo jeszcze lepiej – dobrze wypozycjonowanym evergreen contentem.
Mike Korba
CCO & co-founder w User.com.
2024 był jak zimowy spacer bez czapki – kosztowny i niekomfortowy. Koszty reklam w digitalu poszybowały, a konwersje wyhamowały. O kryzysie nikt głośno nie mówi, ale dane pokazują, że marketerzy muszą mierzyć się z trudnymi decyzjami. Zamiast pompować budżety, 2024 to rok, w którym nauczyliśmy się „grać mądrze”.
Co to oznacza? Wiele marek przerzuciło fokus na retencję – taniej i efektywniej jest utrzymać obecnych klientów, niż zdobywać nowych. Pojawił się też renesans kreatywności – mniej „więcej pieniędzy w reklamy”, a więcej automatyzacji, optymalizacji i personalizacji.
Wniosek na przyszłość? Nawet jeśli budżety są chudsze, dobre dane i precyzyjne działania to Twój zimowy płaszcz na trudne czasy.
Rafał Szymański
Ekspert sprzedaży B2B i B2C, którą zajmował się w Sanofi, Roche, Philips czy 3M. Pionier we wdrażaniu LinkedIn Sales Navigator w korporacjach.
Z mojej perspektywy 2024 rok był pełen wyzwań marketingowych. Z jednej strony mogliśmy obserwować kilka pozytywnych trendów. Pierwszym jest wpisanie na stałe zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności społecznej w plany marketingowe i działania firm.
Kolejnym, który wynika z pierwszego jest transparentność i autentyczność marek. Przekłada się to na pewno coś, co nazwałbym humanizacją w marketingu, a najbardziej zyskał na tym influencer marketing, nawet na poziomie mikro.
Oczywiście, co mnie cieszy, bo od lat tym się zajmuję: ten rok został zdominowany przez AI i wynikającą z jego możliwości automatyzację. Na plus tego trendu mogę zaliczyć ilość oszczędzonego czasu w przygotowywaniu contentu, obsługi procesów czy lepszej analityki. Jako minus wymienię podmianę obsługi klienta na średnio działające chatboty.
Marianna Krupa
Head of Strategy and Marketing w maxroy.
Dekonstrukcja influencer marketingu
Powiem na swoim przykładzie: lubię być influenserowana. Lubię kupować coś, co mi ktoś poleca. ALE! Nie kupuję wielkich influencerów, nie kupuję storisków, w których ktoś nie pokusił się nawet o użycie produktu, a wrzucił tylko kod rabatowy. Wówczas mam z tyłu głowy poczucie, że ktoś tego produktu nawet nie zna i na bank nie wie, o czym mówi. No taka jestem. I teraz: sama swoimi wyborami i treściami, które lubię i często do nich wracam, przyczyniłam się do zmiany w influencer marketingu. Jakie to zmiany zaszły w 2024 (chociaż wiele z nich zaczeło się już wcześniej)?
1
Wzrost znaczenia nano- i mikroinfluencerów
Wiesz, dlaczego pokochałam, kupiłam i wszystkim polecam gąbkę Scrub Mommy? Bo widziałam sporo treści z nią w roli głównej. Ktoś mi pokazał, jak gąbka mięknie pod wpływem ciepłej wody i jakie cuda robi podczas sprzątania. Ktoś za jej pomocą doczyścił piekarnik, który upiekł – sądząc po stanie – naprawdę wiele. Nie. Nie były to osoby z milionowymi zasięgami, ale mniejsze konta. Ba! Ja zadałam pytanie pod postem z gąbką i dostałam odpowiedź od twórcy!
2
Nacisk na autentyczne partnerstwa długoterminowe
Skoro już o gąbce mowa, to lubię również to, że firma, która ją produkuje, zdaje sobie sprawę z tego, że to dzięki mediom społecznościowym odnieśli sukces + stawia na AUTENTYCZNE partnerstwa.
Przykład? Współpraca z Auri Katariiną, która ma milionowe zasięgi na TikToku i zdobyła moje serce właśnie autentycznością. To influencerka od wszelkiej maści czyszczenia, sprzątania i ogarniania przestrzeni. W 2021 roku ogłosiła, że wybiera się do Wielkiej Brytanii, by całkowicie za darmo posprzątać dom samotnej matki. Wtedy marka od moich gąbek odezwała się do niej, pokryła koszty przedsięwzięcia i tak zaczęła się długoterminowa współpraca. O wszystkim możesz przeczytać TUTAJ.
Employee advocacy, czyli jak dobrze promować firmę?
Jednym z najskuteczniejszych narzędzi promocji marki są jej właśni pracownicy. SERIO. To właśnie na tym opiera się employee advocacy – strategia, w której członkowie zespołu stają się ambasadorami swojej firmy. Sukces tej strategii opiera się na autentyczności. Jesteśmy serio znudzeni oficjalnymi, bezosobowymi komunikatami i notkami przygotowanymi przez zespoły PR. Chcemy rzeczywistych doświadczeń, chcemy widzieć zaangażowanie, wiarygodność i ludzkie strony marek.
I teraz przykłady. Wiesz, że w mediach społecznościowych jest całe mnóstwo treści w stylu: „Jestem stewardessą [NAZWA LINII LOTNICZYCH] i spędź ze mną dzień”. Kocham je oglądać i dzięki nim wiele dowiedziałam się o funkcjonowaniu samych firm. Pierwszy lepszy przykład.
Krindż marketing
Jak my kochamy krindż! O samym trendzie jako pierwszy mówił Wojtek Kardyś:
– Nazwałem to „cringe marketing”. Polega on na tworzeniu bardzo prostych spotów reklamowych, często nagrywanych telefonem, bez dodatkowego sprzętu czy oświetlenia. Nie występują w nich aktorzy, a nagrywają je sami pracownicy — mówi.
Chcecie przykład? Daje go również Wojtek:
Krindż marketing przybiera na sile. Tak jak mówiłem. Będzie tego więcej.
Tutaj kolejny viral, jednego ze sklepów Grupy Chorten, zbierający tysiącek lajków i udostępnień. pic.twitter.com/Nx8yBOOKxz
Dlaczego to tak popularny trend? Dlaczego w 2024 roku było tyle krindżu? Bo marki zrozumiały, że internauci chcą autentyczności i treści o potencjale viralowym. To, co jeszcze 2 lata temu było dla nas nieśmieszne i żenujące, teraz jest receptą na darmowe zasięgi – ogromne zasięgi. Teraz wiele z tych treści postrzegamy jako momentami nawet urocze. Nikt nie zrobił więcej dla promocji jakiegokolwiek hotelu na świecie niż ta osoba, która chwyciła za telefon i ta druga, która stanęła przed kamerą. Jeśli kiedykolwiek pojadę do tego hotelu, to tylko po to, by zbić piąteczkę z tą panią!
Ostatnie 12 miesięcy poświęciłem tworzeniu i prezentowaniu koncepcji kreatywnych do prezentacji new business, więc przeczytałem dziesiątki briefów i chętnie podsumuję rok 2024 z tej perspektywy.
Z pewnością marketingowym słowem roku była odmieniana przez przypadki „autentyczność”. Marki prosiły również o rozpisanie nowych lub dostosowanie starych person do zmieniających się trendów, co świadczy o tym, że personalizacja treści także miała się dobrze, zgodnie z przewidywaniami.
W grupach docelowych hucznie witano generację Alpha, bo, jak się okazało, nowe pokolenie ceni sobie relacje w świecie rzeczywistym, nie tylko online. Marketerzy lubią takich odbiorców. Widać to choćby po rosnącym rynku reklamy outdoorowej oraz coraz bardziej fantazyjnych strefach marek na festiwalach.
Jak jeszcze zapamiętam rok Marka Hłaski? Specjaliści chętnie wyśmiewali niedoskonałości w treściach generowanych przez sztuczną inteligencję (czytaj: „ach, te zęby, te palce”), a nawet jeśli content przypadł im do gustu, podkreślali, że dopóki kwestie prawne nie zostaną w pełni uregulowane, nie chcą słyszeć o takich rozwiązaniach.
Wciąż widoczny był trend zacierania granic między mediami cyfrowymi a tradycyjnymi. W briefach na scenariusze reklam telewizyjnych proszono o rozwiązania tak angażujące, jak filmy influencerów, a w briefach social media oczekiwano storytellingu w stylu klasycznych produkcji.
Zagadnieniu temu poświęciłem prezentację na konferencji Meetup 404, podczas której przedstawiłem szereg danych wskazujących, że w dobie starzejącego się społeczeństwa i rosnącej popularności silver influencerów, tego typu formalne zapożyczenia będą nam towarzyszyć również w przyszłości. Zwłaszcza że zamiana ról pozostaje dominującą metodą kreatywną – jest wyrazista, a jednocześnie każdy już gdzieś to widział.
Mateusz Malinowski
SEO Director. Od 2016 roku prowadzi działania SEO w Fabryce Marketingu.
AI fundamentalnie zmienia sposób, w jaki robimy SEO. W 2024 roku obserwowaliśmy, że sztuczna inteligencja nie tylko wspomagała działania optymalizacyjne, ale stała się jej integralną częścią. Skalę pokazują badania Hubspot, mówiące o nawet 64% marketerów korzystających z AI!
Search Generative Experience (SGE) / AI Overview
AI Overview, początkowo nazywane przez Google SGE, miał być prawdziwym game-changerem w świecie SEO. Google postanowiło wykorzystać generatywną AI do tworzenia bezpośrednich odpowiedzi na zapytania użytkowników, co w efekcie może prowadzić do spadku ruchu organicznego na wielu stronach. W praktyce okazało się, że Google pospieszył się z wdrożeniem, mając wytrenowane modele na mało jakościowych danych. Obecnie rozwiązanie funkcjonuje głównie na rynku amerykańskim.
Programmatic SEO
Jest to strategia pozycjonowania, która pozwala nam dotrzeć do nisz i długiego ogona wyszukiwań poprzez automatyzację tworzenia i optymalizacji treści, co w dobie AI jest znacznie bardziej przystępne. Kluczem jest tu zbieranie danych i tworzenie szablonów, które pozwalają na skalowanie działań SEO.
Bez dwóch zdań 2024 to rok, w którym albo dostosowaliśmy się do nowych trendów, albo zostaliśmy w tyle. AI to już nie przyszłość, to teraźniejszość SEO!
W 2024 roku najmocniej zaznaczył się trend mówienia o tym, jak to AI zmieni świat, podczas gdy zapominało się o podstawach. Każdy rok przynosi większe lub mniejsze zmiany w SEO/SEM i od lat wiemy, że warto interesować się nowościami. Problem w tym, że czasem można się zwyczajnie w tym pogubić lub zachłysnąć.
To już ten moment, kiedy modele są na tyle dobre, że generowanie nowych reklam (warto sprawdzić np. Google Product Studio), ulepszanie treści czy wspieranie się AI w procesie optymalizacji technicznej strony to chleb powszedni. Myślę, że to jest moment, w którym faktycznie specjalista może sobie zorganizować pracę tak, że ma jej znacznie mniej.
Warto jednak zwrócić uwagę, że nie ogranicza się to tylko do okienka ChatGPT, tylko trzeba trochę wzmocnić swoje kompetencje – wykorzystać dodatkowe źródła danych i kontekstu, tworzyć własnych agentów, automatyzować z użyciem Make itp. Wtedy AI stanie się realnym elementem pracy, a nie tylko marketingową papką.
Poboczny trend to coś, co pojawia się przy okazji każdego kryzysu, a w mojej opinii powinno być podstawą każdego działania marketingowego, czyli rozmowa o celach i kosztach. Im jest gorzej na rynku/w gospodarce, tym więcej klientów pyta o docelowy ROAS czy koszt CPA. Ten trend rósł mocno w 2023 i 2024 roku, i choć powody nie są przyjemne, to jednak jest to bardzo dobre rozwiązanie.
Performance marketing właśnie tak powinien działać – zakładamy budżet, estymujemy cele i albo je dowozimy, albo szukamy innego sposobu. Każda kampania powinna być budowana wokół tych założeń, a parametry, takie jak widoczność czy ruch, są kompletnie wtórne. To wiąże się również ze stałym wzrostem świadomości i rozumienia produktów digitalowych.
Alicja Stojek-Szewczuk
SEO Team Leader i Senior SEO Specialist w DevaGroup.
Zbliża się koniec roku, a wraz z nim czas marketingowych podsumowań najważniejszych wydarzeń. Bez wątpienia największym trendem, który zdominował nie tylko naszą, ale niemal wszystkie branże, był rozwój sztucznej inteligencji. Nowe narzędzia, automatyzacja procesów, asystenci w wyszukiwarkach i chatboty – wszystkie te nowinki wpłynęły nie tylko na naszą codzienną pracę, ale także na zachowania konsumentów. Co przyniesie przyszłość? Trend rozwoju AI z pewnością będzie się nasilał, dlatego warto trzymać rękę na pulsie, aby nie przegapić istotnych zmian.
PORADA
W dobie niepewnej sytuacji gospodarczej oraz wielu kryzysów konsumenci coraz bardziej racjonalnie i z rozwagą podchodzą do wydatków i zakupów. Aby zyskać ich lojalność, marki muszą wykazać się dużym profesjonalizmem oraz dbać o swoją wiarygodność.
Zaufanie stało się swego rodzaju “walutą”, którą łatwo stracić, jeśli nie będzie odpowiednio pielęgnowana. Dlatego tak ważne jest weryfikowanie influencerów, z którym podejmowane są współpracę oraz dbanie o wszystkie inne elementy wzbudzające zaufanie wśród klientów, takie jak transparentność działań, eksperckie treści na stronie, opinie od zadowolonych klientów oraz profesjonalna obsługa klienta. Trendy te są zauważalne zarówno w działaniach marek, które wyciągają wnioski z innych kryzysów marketingowych, jak i także wśród działań samego Google, który premiuje dobrej jakości treści oraz przygląda się serwisom pod kątem opinii i recenzji pozostawionych przez użytkowników.
Wojciech Żywolt
Regional Paid Social Senior Specialist w GroupM Poland, wykładowca i szkoleniowiec.
Short video i video
W przemijającym 2024 roku możemy zaobserwować wyraźny wzrost zainteresowania formatami short video i video. Średni miesięczny czas spędzony przez aktywnych użytkowników TikToka to 34 godziny i 15 minut, a blisko 80% osób poszukuje w tym medium zabawnych lub rozrywkowych treści. Reels na Instagramie również odnotowują wzrosty (6,92% w 2024 roku w porównaniu z 4,5% w 2023 roku), a format ten charakteryzuje się najwyższym wskaźnikiem zasięgu (w stosunku do pozostałych typów postów w tym serwisie).
Krótkie formy video stały się dominującym sposobem konsumpcji treści, a tendencja ta może utrzymywać się w kolejnych latach.
Wzrost popularności Threads
Zeszłoroczna prognoza dotycząca wzrostu popularności Threads okazała się trafna. Platforma stale rośnie w siłę (według portalu Statista, stan na 2. kwartał 2024, z Threads miesięcznie korzysta już ponad 175 milionów użytkowników na całym świecie), dlatego nadal zachęcam, aby pojawić się na niej wcześniej niż nasza konkurencja.
To jednak niejedyny serwis Mety, na którym warto istnieć. Ponad 62% użytkowników korzysta z Instagrama, żeby obserwować ulubione marki i poszukiwać na nim produktów, dlatego warto stworzyć kompleksową strategię, która uwzględni działania na obu platformach.
Dawid Lesiak
Head of Design w maxroy.
Marketingowe podsumowanie roku 2024: krótkie formaty wciąż dominują
W 2024 roku krótkie formaty wideo stały się fundamentem strategii contentowej. Klienci są zalewani treściami, więc nie mają czasu ani ochoty na długie materiały – tutaj bez zaskoczeń: rządzi TikTok. Algorytm platformy wręcz uwielbia kreatywne, spontaniczne treści, więc nawet mała marka ma szansę stać się viralowa w mgnieniu oka.
TikTok to świetne miejsce dla marek, które chcą działać szybko, być na czasie i bezpośrednio reagować na trendy. Jego popularność wciąż wymusza na innych platformach dopasowanie się do tego modelu – liczy się dynamika i możliwość przystępnego przedstawienia wartości brandu. W 2024 roku TikTok przyciągał młodsze pokolenie, ale także dalej poszerzał grupę demograficzną. Ale wiadomo, mamy jeszcze Instagram Reels i YouTube Shorts…
1
Instagram Reels
Tutaj nadal kluczowa jest estetyka. Reelsy lepiej sprawdzają się w przypadku marek, które stawiają na dopracowany, spójny wizualnie content. Instagram to też kopalnia funkcji służących do interakcji z odbiorcami, więc marki mogą korzystać z Reelsów, by budować bardziej angażujące treści i utrzymywać relacje na dłużej.
2
YouTube Shorts
To najlepsza opcja, gdy chcemy budować bardziej trwałą więź z odbiorcami. W mijającym roku Shorts jeszcze częściej przyciągały ludzi z YouTube’a, którzy wracają po więcej, więc to idealne miejsce dla marek, które chcą pokazać coś więcej niż tylko chwilowy trend – mogą tu budować lojalność i zaprosić widzów do dłuższej przygody z marką.
3
Wzrost znaczenia live streamingu
W 2024 roku więcej marek stawiało na transmisje na żywo, aby pogłębić relację z odbiorcami. Live streaming to doskonałe narzędzie do budowania autentycznego wizerunku – odbiorcy mogą zobaczyć firmę „w akcji”, zadać pytania w czasie rzeczywistym i uzyskać odpowiedzi tu i teraz. Taka interakcja sprzyja budowaniu lojalności, bo odbiorcy czują się zaangażowani, a jednocześnie uczestniczą w „życiu” marki.
Nacisk na treści „behind-the-scenes”
W świecie, gdzie autentyczność jest na wagę złota, treści „za kulisami” zyskały na znaczeniu. Odbiorcy coraz bardziej doceniają możliwość zajrzenia za scenę, zobaczenia procesu tworzenia produktu lub pracy zespołu. Takie treści nadają marce „ludzką” twarz i pozwalają budować zaufanie – klienci czują, że firma jest transparentna i otwarta.
Eksponowanie historii i archiwów
W 2024 roku wiele dojrzałych marek zaczęło wykorzystywać ten trend, wprowadzając na rynek nie tylko dawne projekty produktów, co jest typowe dla takich firm sportowych, jak Adidas czy Nike, ale także prezentując treści oparte na archiwalnych zdjęciach i fotografiach swoich siedzib czy biur.
Otwarcie archiwów stało się istotnym elementem budowania autentyczności firm i głęboko wpływa na emocje konsumentów.
Ten wątek jest o tyle ciekawy, że dotyczy też celebrytów i influencerów, którzy polują na archiwalne ubrania i sprzęty marek luksusowych, nadając im nowych kontekstów w mediach społecznościowych. Pokusiłbym się o wniosek, że istnieje ryzyko, że coraz szybsza moda na archiwa może zbytnio „spłaszczyć” ich oryginalność, zamieniając je w pustą imitację, a nie prawdziwy hołd.
Tomasz Walicki
Dyrektor marketingu w Foxy.
W 2024 roku nie wystarczy już mówić tylko o samym produkcie. Żyjemy w czasach, kiedy zmiany klimatyczne stają się coraz bardziej odczuwalne, a klienci coraz świadomiej wybierają to, co kupują. Dlatego w nadchodzącym roku firmy powinny skupić się na komunikacji dotyczącej zrównoważonego rozwoju.
Ważne jest, aby rozszerzać doświadczenie klienta, pomagać mu w dokonywaniu wyborów dzięki transparentności produkcji i budować marketing oparty na wartościach oraz realnych potrzebach. Marka Foxy dostosowała się do tych trendów, m.in. realizując kampanię „Foxy Love the Bee”. Jej celem jest pokazanie, jak ważna jest ochrona zapylaczy, dbanie o bioróżnorodność oraz uświadamianie, że wspieranie środowiska zaczyna się od odpowiedzialnych zakupów.
Cieszy nas, że konsumenci coraz bardziej zwracają uwagę na odpowiedzialność marek. Mamy nadzieję, że etyczne podejście do biznesu stanie się czymś naturalnym, a inne firmy, tak jak Foxy, będą wybierać przejrzystość i odpowiedzialność na każdym etapie swojej działalności.
Adam Szudra
Dyrektor zarządzający agencją Friends&Brands
Jeszcze trwający, ale kończący się 2024 rok, to czas wielu istotnych zmian. Choć nie nastąpiła wielka rewolucja marketingowa, to mamy już inną rzeczywistość niż ta, z którą mieliśmy do czynienia zaledwie 12 miesięcy temu. Dlaczego?
Wzrost roli sztucznej inteligencji
Póki co daleko nam do spełnienia się wizji niektórych o AI wygryzającej ludzi z pracy i podbijającej rzeczywistość (przynajmniej tę wirtualną). Sztucznej inteligencji wiele brakuje do perfekcji i trudno mówić o jej spektakularnych sukcesach na polu „samodzielnej” kreacji reklamowej, o czym przekonaliśmy się, oglądając tegoroczny, świąteczny spot Coca-Coli. Mimo tego już dzisiaj ta technologia to miliardy zaoszczędzonych godzin pracy i nieodzowne wsparcie w analizie danych oraz optymalizacji procesów marketingowych czy kampanii mediowych. Coś, co rok temu było nowinką, z której korzystali nieliczni marketingowcy, stało się codziennością w działach marketingu i agencjach.
Zwrot ku jakości w influencer marketingu
Po latach eksploatowania głównie dużych influencerów do krótkoterminowych, taktycznych kampanii w social mediach coraz więcej marketerów dostrzega potrzebę zredefiniowania swojego podejścia do współpracy z twórcami. W przestrzeni mediów społecznościowych, w której kluczowa jest autentyczność, dotychczasowy sposób działania musiał w końcu ustąpić temu, co przyniesie marce korzyść na poziomie wyższym niż tylko zasięg.
Zmiany dotyczą tutaj nie tylko zwrócenia się w stronę bardziej angażujących mikroinfluencerów, ale też bardziej jakościowego podejścia do działań influencerskich. Poszukiwanie atrakcyjnych formatów kreatywnych, które pozwolą markom faktycznie zaistnieć w świadomości konsumentów, gruntowna analityka profili twórców i weryfikacja ich dopasowania, a także pełna synergia z pozostałymi kanałami komunikacji marki to już konieczne standardy w influencer marketingu.
TikTok dojrzał do większej roli w marketingu
Platforma, która jeszcze rok temu była postrzegana jako medium nastolatków i Gen Z, wyrosła z trudnego okresu dojrzewania. Dzisiaj zdecydowana większość użytkowników TikToka to pełnoletni konsumenci, którzy nie tylko posiadają sprecyzowane preferencje względem treści video, ale też mają w stosunku do marek konkretne oczekiwania. Za trendem podążył sam TikTok, rozwijając swoje narzędzia reklamowe i umożliwiając markom precyzyjne dotarcie do konsumentów oraz realizację zróżnicowanych celów kampanii mediowych, co rok temu było mocno ograniczone.
Przeglądając social media trafiasz na reklamę, która przyciąga Twoją uwagę. Dostrzegasz jej przekaz, ale z jakiegoś powodu nie dokonujesz interakcji i kontynuujesz scrollowanie. Mimo wszystko reklama utkwiła Ci w pamięci. Kolejnego dnia pojawia się potrzeba i decydujesz się na zakup produktu, którego reklama wzbudziła Twoje zainteresowanie. Choć bezpośrednio nie doszło do interakcji z reklamą, bezsprzecznie zainicjowała ona Twoją ścieżkę zakupową.
Materiał partnerski stworzony przez Get Noticed Agency.
Wstęp
Analiza efektywności kampanii reklamowych nie zawsze jest oczywista. Im bardziej staramy się być precyzyjni, tym pojawia się więcej znaków zapytania na naszej drodze. Doskonale obrazuje to sytuacja, w której chcielibyśmy pokusić się o zsumowanie wartości przychodów raportowanych przez poszczególne panele reklamowe. Szybko okaże się, że otrzymamy wartość, którą chcielibyśmy widzieć, aniżeli tą, którą w rzeczywistości mamy „w portfelu”.
Atrybucyjna bitwa o skuteczność
Z czego wynika cały ten analityczny chaos, który spędza sen z powiek nie tylko marketerom, ale także, a może – przede wszystkim – właścicielom biznesów, którzy podejmują decyzję o inwestycji w konkretne kanały reklamowe? Za całym tym galimatiasem stoi atrybucja i sposoby pomiaru danych.
W marketingowym słowniku atrybucja odpowiada za metodykę klasyfikacji danych. Ma ona kluczowe znaczenie w kontekście tych dotyczących konwersji.
W tym miejscu dochodzimy do sedna problematyki oceny działań reklamowych — czy konwersja powinna być zaklasyfikowana do kanału, który był pierwszym punktem interakcji klienta na ścieżce zakupowej, czy może jednak kluczową wagę miał ten, który był ostatnim przed właściwą konwersją? A może jeszcze inny? Odpowiedź na to pytanie poniekąd determinuje wnioski dotyczące skuteczności poszczególnych ekosystemów reklamowych.
Kontrowersje wokół konwersji Meta Ads
Jednym z najpopularniejszych kanałów reklamowych, który rodzi kontrowersje, jest ekosystem Meta Ads. Wszystko to za sprawą własnego systemu raportowania, który przypisuje konwersję niezależnie od etapu, na którym wystąpi interakcja z reklamą. Nie ma zatem znaczenia, na jakim etapie ścieżki konwersji pojawił się punkt styku użytkownika z reklamą.
Kolejną kością niezgody jest fakt, iż Meta poszerza definicję własnej skuteczności, wskazując, że już samo wyświetlenie reklamy wpływa na decyzje zakupowe, nawet jeśli nie dochodzi do kliknięcia. Ta metoda atrybucji, znana jako konwersja „po wyświetleniu”, zakłada, że już sama ekspozycja na reklamę wpływa na świadomość marki i może prowadzić do konwersji.
Krytycy wspomnianego modelu argumentują, że przypisywanie konwersji do wyświetleń może prowadzić do zawyżenia efektywności kampanii, ponieważ trudno jest jednoznacznie określić, czy to właśnie wyświetlenie reklamy miało decydujący wpływ na decyzję konsumenta. Zwolennicy — przeciwnie, uważają, że pomijanie konwersji „po wyświetleniu” w analizach to zbyt wąskie podejście, które nie uwzględnia roli, jaką odgrywa świadomość marki w procesie zakupowym.
Co nie może pozostać obojętne – dane o konwersjach „po wyświetleniu” są cenne także z perspektywy algorytmów. Kampanie, które w swojej optymalizacji wykorzystują dane atrybucji łączącej tak kliknięcia, jak i wyświetlenia, często osiągają lepsze rezultaty, co wynika z możliwości agregacji większej ilości danych i tworzenia w oparciu o nie dokładniejszego profilu konsumenta z większym prawdopodobieństwem konwersji.
Google Analytics i ewolucja podejścia – marketingowa recepta?
Chcąc w pewien sposób ujednolicić analizę danych, możemy odwołać się do narzędzi, które są w stanie agregować dane z wielu kanałów. Należy do nich m.in. Google Analytics. Jednak i w tym wypadku podejście do atrybucji nie jest jednoznaczne.
Universal Analytics, który swego żywota dokonał w 2023 r., domyślnie opierał się na modelu ostatniego kliknięcia niebezpośredniego (konwersja zostaje przypisana do ostatniego kanału, który nie jest wejściem bezpośrednim).
Jego następca, Google Analytics 4, oprócz nowej metodologii gromadzenia danych wniósł także świeże spojrzenie na atrybucję – bazuje głównie na modelu opartym na danych (data-driven). Wspominany wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego do analizy wszystkich odnotowanych interakcji konsumenta z kanałami marketingowymi i cząstkowego (niekoniecznie liniowego) przypisywania udziału w konwersji dla poszczególnych kanałów, które pojawiły się na ścieżce zakupowej.
Przykład:
Wyobraź sobie, że prowadzisz sklep internetowy i korzystasz z trzech kanałów marketingowych: Meta Ads, e-mail marketingu oraz Google Ads. Klient kliknął reklamę na Facebooku, otrzymał wiadomość e-mail z automatyzacji remarketingowej, skorzystał z zawartego tam odnośnika i ponownie wszedł na Twoją stronę, ale dopiero kolejnego dnia podjął decyzję o zakupie. Wyszukał interesujący go produkt w wyszukiwarce Google, kliknął reklamę i sfinalizował transakcję.
Tradycyjne modele atrybucji mogą przypisać całą wartość sprzedaży ostatniemu kanałowi – w tym przypadku Google Ads. Model oparty na danych spojrzy na całą ścieżkę klienta, dzieląc wartość sprzedaży pomiędzy te kanały w stosunku np. 30% dla Facebooka, 30% dla e-maila i 40% dla Google.
Dla innego klienta może tę samą ścieżkę rozłożyć w stosunku 20%, 10% i 70%, jeśli dane na jego temat wskazywałyby na takie preferencje.
Pozwala to na bardziej precyzyjną ocenę wkładu poszczególnych kanałów w proces decyzyjny. Czy zatem takie podejście jest realnie bardziej wartościowe od tego reprezentowanego przez ekosystem Meta Ads?
Argumentacja Meta zyskuje z czasem
Zachowania konsumentów zmieniają się w czasie. Szczególnie jaskrawy obraz zmian pojawia się wśród młodszych pokoleń. Większa świadomość, lepsze zrozumienie cyfrowego świata czy skala przyswajanych treści powodują, że ścieżki zakupowe ulegają wydłużeniu. Tym samym determinuje to wniosek, iż tradycyjne metody atrybucji, takie jak modelowanie oparte na ostatnim kliknięciu, mogą nie odzwierciedlać rzeczywistej efektywności działań marketingowych.
Jedno z ostatnich badań przeprowadzonych przez Meta (Event „Meta Agency Measurement Accelerator”, 17.07.2024) wśród 91 reklamodawców detalicznych w Stanach Zjednoczonych ukazało, że pokolenie Z generuje znacznie więcej konwersji po wyświetleniu niż po ich kliknięciu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wyraźna rozbieżność stosunku konwersji „po wyświetleniu” do tych „po kliknięciu”. Ratio (stosunek) dla generacji Z wykazało 12,7x większą ilość konwersji „po wyświetleniu”, podczas gdy kohorta (zbiór danych) dla innych grup wiekowych wykazała ratio wynoszące 5,3x.
Przytoczone wyniki, oparte na logice atrybucji stosowanej przez Meta, rzucają nowe światło na znaczenie rozszerzania perspektywy pomiaru efektywności kampanii reklamowych. Ilustruje to również, jak inne metody, np. Google Analytics, mogą zaniżać wkład niektórych kanałów – szczególnie tych, które generują znaczną ilość konwersji „po wyświetleniu”.
Powyższy wykres jasno obrazuje, jak młodsze grupy wiekowe (zwłaszcza 18–24 lata) wykazują wyraźnie wyższe ratio w porównaniu do starszych konsumentów. Podkreśla to potrzebę dostosowywania strategii marketingowych i metod atrybucji, aby lepiej odzwierciedlać wpływ reklam na młodsze demografie.
W kontekście rosnącego znaczenia świadomości marki i zaangażowania w wielokanałowe ścieżki konwersji powinniśmy analizować wyniki wielopłaszczyznowo, uwzględniając zróżnicowane modele – również te, które dają szersze spojrzenie na interakcje niebezpośrednie. Takie podejście może znacząco wpłynąć na strategie marketingowe – szczególnie w sektorach, gdzie główną grupą docelową są osoby młodsze.
Wpływ danych „po wyświetleniu” na wyniki marketingowe – instrukcja
Chcąc poruszać się sprawniej w sporze słuszności danych z panelu Meta oraz Google Analytics, ważne jest zrozumienie, że nie wszystkie wpływy reklam można zmierzyć bezpośrednio.
Wiele działań konsumentów, takich jak wyszukiwania w Google wywołane jedynie poprzez ekspozycję na reklamę na Facebooku lub Instagramie bez bezpośredniej interakcji, pozostają niewidoczne w tradycyjnych raportach atrybucji. Można jednak postarać się uchwycić te „niewidoczne” efekty, które nie są bezpośrednio mierzalne, ale mają wpływ na ogólne wyniki marketingowe, poprzez uwzględnienie w raportach konwersji niestandardowych. Poniżej krótka instrukcja konfiguracji takowych.
Krok 1: Utwórz niestandardową konwersję do segmentacji ruchu płatnego oraz organicznego z Google
1. Przejdź do Menedżera zdarzeń w panelu Meta, a następnie do sekcji „Niestandardowe konwersje” i kliknij „Utwórz”.
2. Utwórz konwersję niestandardową dla ruchu płatnego z Google.
W polu „Zdarzenie” wybierz opcję „Cały ruch URL”. Spowoduje to uruchomienie niestandardowej konwersji dla dowolnego adresu URL w witrynie.
W sekcji „Reguły” wybierz opcję „Referring Domain”, aby filtrować cały ruch URL według domeny odsyłającej. By odnieść się bezpośrednio do płatnych wyników wyszukiwania Google Ads, uwzględnij zawężenie o URL, który zawiera parametr gclid, gad_source lub utm.
Kliknij „Utwórz”.
3. Powtórz krok proces tworzenia konwersji niestandardowej dla ruchu organicznego z Google.
Powtórz kroki 1 i 2, uwzględniając zmianę w pkt.2.3 – uwzględnij zawężenie o URL, który nie zawiera parametru gclid,gad_source lub utm.
Krok 2: Uwzględnij utworzone konwersje niestandardowe do raportowania w Meta Ads Manager
1. Na koncie reklamowym wybierz sekcję „Kolumny” i kolejno opcję „Dostosuj kolumny”.
2. Wyszukaj i zaznacz utworzone niestandardowe konwersje „Google Paid Traffic” oraz „Google Organic Traffic”.
3. Zapisz ustawienia, aby zobaczyć nową kolumnę w tabeli raportów.
Krok 3: Przeanalizuj wyniki w kontekście 1-dniowego okna atrybucji dla wyświetleń
1. W Ads Manager wybierz ponownie sekcje „Kolumny” i kolejno opcję „Porównaj ustawienia atrybucji”.
2. Wybierz „1-dniowe wyświetlenie” i zastosuj ustawienia.
Po wykonaniu instrukcji uzyskasz dostęp do raportu wzbogaconego o niestandardowe metryki, który wykażą, ile razy osoby, które nie dokonały bezpośredniej interakcji z reklamą, weszły na Twoją stronę z wyszukiwarki Google w ciągu jednego dnia od wyświetlenia reklamy w Meta.
Podsumowanie
Elastyczność i otwarty umysł to kluczowe kompetencje, które powinny kierować podejściem do analizy danych marketingowych. Choć kolejne narzędzia analityczne dostarczają nam coraz bardziej zaawansowane metody pomiaru, pierwiastek ludzki nadal pozostaje niedoścignioną zmienną, która mogłaby być mierzalna jedynie w rzeczywistości sci-fi z uwzględnieniem analizy neuronowej. Scenariusz ten w dobie wszechobecnego AI może nie wydaje się już tak odległy jak 5 lat temu, jednak zapewne niewielu z nas zgodziłoby się na pełną integrację umysłu z narzędziami analitycznymi.
Wracając na ziemię… Nie patrzmy wyłącznie na wartości bezwzględne. Spójrzmy na dane poprzez pryzmat społecznych trendów konsumenckich, wzbogaćmy obserwację o uwarunkowania rynkowe i branżowe. Dopiero wtedy analiza będzie w stanie ewoluować we właściwym kierunku.
Końcówka roku to dobry moment na to, aby podsumować swoje dotychczasowe działania marketingowe i wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość. A jak będzie ona wyglądała? Poprosiliśmy 23 ekspertów z branży o to, aby podzielili się z nami swoimi przewidywaniami na temat tego, jak będą wyglądały trendy marketingowe 2025. Na co warto zwrócić uwagę? Jakie platformy będą na topie? Jakie tendencje się utrzymają? Zapraszamy do lektury.
Michał Sadowski
Założyciel Brand24 – narzędzia internetowego do ochrony reputacji w internecie, z tysiącami klientów z ponad 120 krajów
Nie zaskoczę pewnie nikogo, mówiąc, że jesteśmy świadkami jednej z największych technologicznych rewolucji, a sztuczna inteligencja odgrywa tu kluczową rolę. Już 35% firm aktywnie z niej korzysta, a aż 87% organizacji wierzy, że zapewnia ona przewagę konkurencyjną. Dlatego niżej przedstawiam narzędzia i prognozy, które mogą pomóc w maksymalnym wykorzystaniu nadchodzących zmian, by osiągać jeszcze lepsze wyniki – zarówno te finansowe, jak i marketingowe.
AI w tworzeniu treści wideo
Pierwsza ważna kwestia to dominacja AI w tworzeniu treści wideo. Obecnie dostępne modele potrafią wygenerować film na podstawie tekstu, co oznacza, że praktycznie każdy może być twórcą wideo. Narzędzia takie jak Runway ML umożliwiają konwersję statycznych zdjęć produktów na krótkie, angażujące klipy. Amazon już dziś oferuje funkcje automatyzacji tworzenia wideo dla swoich wystawców e-commerce, a rozwój tej technologii daje marketerom ogromne możliwości tworzenia dynamicznych, przyciągających uwagę treści.
Trendy marketingowe 2025: hiperpersonalizacja
Kolejny krok w ewolucji komunikacji to hiperpersonalizacja. Dzięki zaawansowanym narzędziom możemy tworzyć niezwykle precyzyjne, dostosowane do potrzeb odbiorcy treści.
Produkty takie jak AmpleMarket pozwalają na wykorzystanie danych o klientach zebranych z różnych źródeł, np. z LinkedIna, by dopasować komunikację tak, by była maksymalnie spersonalizowana.
Co więcej, pojawiają się możliwości tworzenia wideo z wirtualnymi aktorami, co otwiera przed marketingiem zupełnie nowe możliwości.
Rosnąca rola komunikacji audio
Następnym prognozowanym trendem marketingowym 2025 jest rosnąca rola komunikacji audio. AI umożliwia generowanie muzyki i dźwięków w różnych stylach, a coraz więcej urządzeń będzie wyposażonych w funkcje audiointerakcji. W praktyce oznacza to, że będziemy częściej komunikować się z urządzeniami za pomocą głosu, co stworzy nowe, innowacyjne kanały dotarcia do odbiorców.
Analiza danych
AI zmienia również sposób, w jaki analizujemy dane. Modele takie jak ChatGPT stają się osobistymi analitykami, interpretującymi dane sprzedażowe czy marketingowe w celu identyfikacji korelacji i trendów. W przyszłości możemy mieć swoje personalizowane wersje tych modeli, które będą zgromadzone w naszej organizacji i zintegrowane z kluczowymi bazami danych. Dzięki temu każdy, kto potrzebuje szybkiego wglądu w konkretne informacje, będzie miał do nich łatwy i szybki dostęp.
GPT-SEO
Przyszłość marketingu to również zmiany w wyszukiwarkach i pozycjonowaniu. Dzięki rosnącej popularności ChatGPT i podobnych rozwiązań marketing SEO przybierze nową formę, „GPT-SEO”, gdzie ważne będzie pojawianie się wysoko w wynikach generowanych przez AI.
PORADA
Można to osiągnąć, dbając o publiczną dostępność treści oraz współpracę z platformami, które współtworzą z AI.
Piotr Bucki
Od kilkunastu lat pomaga ludziom szlifować komunikację. Autor takich książek, jak „Porozmawiajmy o komunikacji”, „Life’s a pitch and then you die”, „Sapiens na zakupach. O tym jak i dlaczego wybieramy, oceniamy, kupujemy”, „Viral. Jak zarażać ideami i tworzyć wirusowe treści” czy „Prezentacje. Po prostu!”.
Na początek muszę przyznać, że z radością odkryłem, że moje przewidywania trendów marketingowych z 2024 roku się w dużej mierze spełniły. Ciekawe, czy podobnie będzie z tymi na 2025 rok. W najbliższym czasie z pewnością możemy się spodziewać wzrostu znaczenia sztucznej inteligencji i – mam nadzieję – proporcjonalne wzrostu umiejętnego z niej korzystania. Bardzo ciekawi mnie, w jaki sposób samo wykorzystanie AI przez konsumentów do wyszukiwania i oceniania produktów wpłynie na biznes Google. Ja sam np. ostatnio porównywałem z ChatGPT dwie generacje Ōura.
Prawdopodobnie też wraz z rosnącą popularnością asystentów głosowych optymalizacja treści pod kątem wyszukiwania głosowego stanie się kluczowa. Marki będą musiały dostosować swoje strategie SEO do naturalnego języka używanego przez konsumentów.
Podejrzewam też, że w jeszcze większym stopniu sposobem na wyróżnienie się będzie budowanie doskonałego doświadczenia klienta. Spójne doświadczenie klienta we wszystkich punktach kontaktu z marką, zarówno online, jak i offline, stanie się obowiązującym standardem. Integracja różnych kanałów komunikacji i sprzedaży będzie kluczowa dla budowania lojalności klientów.
Maciej Lewiński
Certyfikowany trener i partner Google. Ma za sobą ponad 200 wdrożeń Google Analytics. Współpracował z takimi firmami, jak Pizza Hut, Empik czy Allegro
Rok 2025 zapowiada się jak mecz na szczycie: Google kontra AI, z kibicami na trybunach – marketerami i biznesami walczącymi o kawałek cyfrowego tortu. Wejście do gry będzie coraz droższe – stawka, by w ogóle pojawić się w internecie, wzrośnie. Kampanie płatne? Wchodzimy na poziom, gdzie nawet „startowy bilet” do widoczności będzie kosztować więcej niż kiedykolwiek.
Walka między gigantami zapowiada się widowiskowo. Google jako król wyszukiwania będzie starał się trzymać rynek w ryzach, mając za sobą zasoby, o jakich inne firmy mogą tylko pomarzyć. Duży może więcej, a gdy ma kapitał na rozwój technologii i zabezpieczenie się przed wzrostem kosztów energii, będzie mógł „grillować” mniejszych zawodników, dla których rachunki za prąd rosną szybciej niż inflacja.
Dla marketerów 2025 rok to będzie gra o optymalizację i szukanie alternatywnych dróg. Koszt dotarcia do klientów będzie większy, więc stawiamy na bardziej wyrafinowane działania – treści, które wciągają i naprawdę angażują, oraz rozbudowane strategie, które wychodzą poza schemat „zainwestuj, a kliknie”.
Kamil Bolek
Dyrektor ds. rozwoju biznesu w Tears of Joy. Influencer marketing, YouTube & MCN expert
1
Wideo dalej króluje i powoli zastępuje… Google?
Napisać, że wideo w mediach społecznościowych jest kluczowe – to banał. Ale wideo zaczyna też pełnić zupełnie nową rolę i otwiera nowe możliwości zdobywania klientów. Filmy – zarówno krótkie, jak i długie – zaczynają bowiem pełnić również kluczową rolę w… strategiach SEO.
Coraz więcej użytkowników, szczególnie młodszych generacji, zaczyna omijać tradycyjne wyszukiwarki na rzecz platform społecznościowych opartych na wideo, takich jak YouTube czy TikTok, które w dużym stopniu zastępują nam… Google’a!
80% konsumentów w wieku 13–39 lat oraz 24% użytkowników ogółem w pierwszej kolejności szuka informacji, produktów i treści na platformach społecznościowych. Platformy wideo jak YouTube czy TikTok będą więc coraz silniej pełniły rolę wyszukiwarek, a SEO-wcy będą musieli z pisania blogów i optymalizacji stron przejść w końcu na produkcję wideo!
2
Skalujemy influencerów z AI
Stale wzrasta rola skalowalnych rozwiązań w influencer marketingu, szczególnie w obszarze performance marketingu lub budowania programów ambasadorskich z mikroinfluencerami. Ciekawe jest jednak to, jak sami influencerzy zaczynają wykorzystywać sztuczną inteligencję i automatyzacje o nią oparte.
Dzięki narzędziom takim jak Meta AI Studio już dziś możliwe jest nauczenie algorytmu, jak ma odpisywać na wiadomości czy komentarze (na podstawie stylu influencera). W 2025 roku będziemy również z pewnością świadkami rozwoju wirtualnych influencerów, vTuberów czy chatbotów posiadających osobowość (!) konkretnych twórców.
3
Rap w mainstreamie i marketingu
Było dotychczas – a pewnie będzie więcej. Influencer marketing w Polsce czerpał już z popkulturowego fenomenu rapu, który szturmem zdobywa mainstream. W najbliższym czasie będzie to z pewnością ważny ekosystemem i platforma komunikacji dla wielu marek. Współprace McDonald’sa z Bambi, Adidasa z Matą i wiele innych pokazują, że w dobie inkluzywnej komunikacji czasem wygrywają kampanie „ekskluzywne” – tzn. w całości i strategicznie zaprojektowane pod konkretną grupę docelową.
4
Brand safety w praktyce
Niezwykle ważnym elementem stało się w ostatnim czasie zarządzanie bezpieczeństwem i ryzykiem przy współpracy z influencerami – zarówno na etapie doboru do współpracy, jak i w jej trakcie. W 2024 roku dużo o tym mówiliśmy, a przyszły rok to będzie czas wprowadzania rozwiązań z zakresu „brand safety” w praktyce. Jako Tears of Joy wraz z wieloma innymi agencjami współpracujemy obecnie z IAB Polska i Stowarzyszeniem Komunikacji Marketingowej SAR, aby wypracować konkretne rozwiązania w obszarze certyfikacji, edukacji rynku, konkretnych kodeksów, ale i narzędzi pozwalających na ich egzekwowanie.
Kama Kotowska
Trenerka wystąpień publicznych i pitchowania. Keynote speaker. Jako entuzjastka content i behavior-led marketingu szuka nieszablonowych pomysłów na rozwiązywanie problemów komunikacyjnych i budowanie strategii. Mówi o sobie Creative MacGyver.
Trendy marketingowe 2025
Na jakie trendy marketingowe warto zwrócić uwagę w nadchodzącym roku? Co uwzględnić w swoich działaniach?
Zwrot z uwagi
W świecie, który zalewa nas – prawdziwymi lub nie – przekazami, znaczenie uwagi dla efektywności kreatywnej i reklamowej staje się coraz ważniejsze dla marketerów. Wykorzystanie głębokiej analityki behawioralnej (np. kodowanie twarzy czy śledzenie ruchu gałek ocznych) do mierzenia uwagi na dużą skalę w przypadku reklam cyfrowych pozwala optymalizować ROI, tworzyć angażujące przekazy i budować silniejszą markę. Te mierniki zyskują (i zyskiwać będą) coraz większe znaczenie w ocenie skuteczności naszych działań.
Długoterminowe planowanie
Działania marketingowe coraz bardziej podkreślają znaczenie długoterminowego tworzenia wartości, inkluzywności, pozytywnej społeczności i wpływu na środowisko.
Konsumenci coraz częściej szukają firm, które przyczyniają się do rozwiązań środowiskowych i społecznych, dlatego też marki zaczynają rozumieć potrzebę łączenia krótkoterminowych wskaźników z wieloletnim rozwojem marki i produktu.
Tak więc zaczynamy godzić się z faktem, że marketing to nie sprint, a maraton.
Opowiadanie historii
Choć 67% marketerów pozytywnie ocenia możliwości Gen AI w celu zwiększenia efektywności i rozwijania kreatywności na dużą skalę (Kantar Media Reactions, 2023), to wciąż prezentowanie tych rewelacji jest zadaniem ludzi. Umiejętność wystąpień publicznych i skutecznej komunikacji to nauka, która zyskuje na znaczeniu w dobie coraz bardziej wirtualnych relacji społecznych.
Dawid Bagiński
Prowadzi agencję marketingu w social mediach, Social Elite
W 2024 roku obserwowaliśmy, jak rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, szturmem wdarły się do świata biznesu i naszego codziennego życia. Ten trend już nie zawróci, dlatego 2025 rok to będzie rok sztucznej inteligencji.
Trendy marketingowe 2025
Świat biznesu szybko zrozumiał, jak dużą dźwignią są rozwiązania oparte o AI. Wielu moich kolegów przedsiębiorców, w tym również ja, mocno inwestujemy w rozwój własnych i wdrażanie już dostępnych narzędzi i rozwiązań. Firmy i specjaliści, którzy „nie przestawią się” na nową rzeczywistość, za kilka lat przestaną być konkurencyjni.
Na platformach social media generowanie grafik z AI, tworzenie treści czy filmów jest już codziennością. Trudno jest na pierwszy rzut oka zobaczyć, co jest prawdą, a co jest obrazem generowanym. I ten trend również będzie postępował.
W szczególności w e-commerce pojawi się coraz więcej zdjęć produktów, które są wygenerowane przez AI. Zobaczymy mnóstwo wirtualnych modelek i modeli prezentujących produkty na zdjęciach czy filmach. Obniżenie kosztów i wzrost wydajności w biznesie jest oczywisty.
Sztuczna inteligencja będzie wspierać firmy w codziennych zadaniach. U nas w Social Elite wykorzystujemy AI do wielu zadań, np. do księgowości czy do analizowania wyników naszych specjalistów w codziennych zadaniach. A już w 2025 roku sztuczna inteligencja będzie szkolić naszych handlowców. Oszczędności i wzrost wydajności jest ogromny!
Reklama w social mediach
A co w reklamie na Meta, Google’u, TikToku czy Pinterest? Dzieje się i to dużo. Algorytmy targetowania są jeszcze lepsze i bardziej efektywne. W szczególności duży potencjał widzimy w TikToku i Pintereście. W 2024 roku wszystkie te platformy jeszcze mocniej zyskały na popularności, co jednocześnie oznacza, że organiczne pozyskiwanie klientów poprzez publikację treści staje się syzyfową pracę. Z każdym kolejnym rokiem firmy będą wydawać jeszcze więcej na reklamy, aby przebić się przez rynek i dotrzeć do swoich klientów.
Zapowiada się interesujący rok!
Marcin Wsół
Niezależny i certyfikowany specjalista Google Ads i Google Analytics, Partner Google Premium. Od 2011 r. przeprowadził ponad 2,3 tys. kampanii, których budżet przekroczył już 30 mln zł. Niektórzy klienci mówią o nim „Midas Google Ads”, bo każda jego kampania działa jak złoto. Autor mięsistych artykułów w czołowych magazynach i czasopismach branżowych. Współautor drugiego i trzeciego wydania „Biblii e-biznesu”.
1
Automatyzacja i AI na jeszcze wyższym poziomie
Google będzie dalej rozwijać automatyczne rodzaje kampanii i optymalizacje oparte na sztucznej inteligencji, aby zwiększać efektywność kampanii. Reklamodawcy będą korzystać z bardziej zaawansowanych algorytmów do automatycznego dostosowywania stawek, grup odbiorców i materiałów reklamowych w czasie rzeczywistym. Dodatkowo będziemy mogli w łatwiejszy sposób tworzyć i dostosowywać kreacje reklamowe dzięki AI.
2
Kampanie Performance Max
Te kampanie, które łączą różne kanały reklamowe w jeden ekosystem, będą bardziej rozwinięte, umożliwiając lepsze zrozumienie pełnej ścieżki użytkownika. Widać również postępujący trend w większej możliwości raportowania tego typu kampanii, więc można liczyć, że się to utrzyma.
3
Reklamy video i interaktywne
Większy nacisk będzie kładziony na reklamy video, szczególnie krótkie formaty i materiały interaktywne, które pozwolą na większe zaangażowanie użytkowników.
4
Większe znaczenie kreatywności i spersonalizowanych materiałów reklamowych
Kreatywne i spersonalizowane treści będą kluczowe, by wyróżnić się na tle konkurencji.
5
E-commerce i rozszerzenie reklam produktowych
Google będzie dalej rozwijać funkcje dla reklamodawców e-commerce, umożliwiając np. wyświetlanie jeszcze bardziej interaktywnych reklam produktowych (również w formie video), a także wdrażając nowe narzędzia do analizy danych i zarządzania produktem (w Google Merchant Center Next).
Mariya Kallagova
Partnerka w tribe47, agencji growth dla e-commerce. Od niedawna marketing director w Rozetka.pl. Ma ponad 10 lat doświadczenia w digitalu. Specjalizuje się w kreacji, wzroście start-upów i e-commerce.
1
Video
W 2025 roku aż 82% ruchu w internecie to będzie video (źródło). I o ile w ostatnich dwóch latach ekstremalnie krótkie formy video przeżywały boom, mam wrażenie, że wiele użytkowników sieci jest zmęczonych dziesięcio- czy piętnastosekundowymi video.
Spodziewam się powrotu do dłuższych reklam, choć zasada haczyków nadal pozostaje bez zmiany – masz dosłownie jedną sekundę, żeby wkręcić użytkownika w swoją historię.
2
UGC i rola content creators
W 2024 po raz pierwszy zobaczyliśmy, że marki szukają content creators! I to wcale nie takich, którzy mają olbrzymie zasięgi. Myślę, że zmieniła się rola tradycyjnych influencerów w lejku – oczywiście tworzą dla marki rozpoznawalność – ale to treści od „zwykłych śmiertelników” używane jako reklamy generowały dla moich klientów najwięcej sprzedaży. Ta nowa dynamika raczej zostanie z nami w 2025 roku.
3
AI-powered tworzenie assetów
Narzędzia takie, jak Quickads czy Adcreative.ai pozwalają stworzyć assety dla kampanii digital niemalże w sekundy. Co to oznacza dla branży? Na pewno pozwoli nam więcej i łatwiej testować, i optymalizować budżety.
Ten nowy trend marketingowy na to, że reklamę w zasadzie może stworzyć osoba bez żadnego doświadczenia w grafice czy projektowaniu, przeniesie też ciężar pracy przy reklamach na stratega kreatywnego, który nadal jednak wszystkie te grafiki musi wymyślić. Podobnie jest z copywritingiem: Jasper czy Copy.ai radzą sobie doskonale. Czy cieszy mnie to jako marketerkę? Jasne. Jednak bardzo smuci jako koleżankę wielu wspaniałych grafików i copywriterów, którym w tej akurat branży może być bardzo ciężko.
Bartosz Walat
Creative Lead w Tears of Joy
Trendy marketingowe 2025: content marketing
Większość to przyzna, ale nie każdy będzie potrafił wdrożyć. W 2025 roku content marketing będzie koncentrował się na autentyczności, upraszczaniu i efektywności kosztowej. Podstawowe filary nowoczesnej strategii obejmą krótsze, bardziej angażujące treści wideo (z odpowiednim „hakiem” na początku), personalizację opartą na głębokim zrozumieniu odbiorców oraz interakcje z konsumentami.
Z mojej perspektywy warto zwrócić uwagę na narrację, którą marki budują za pomocą wystąpień, prezentacji czy scenariuszy wideo. Już wiosną 2024 roku podczas konferencji I Love Marketing & Technology zachęcałem, by postawić na wiarygodnych bohaterów, a najlepiej antybohaterów – tak jak robią to scenarzyści najpopularniejszych seriali. Wywołujący uśmiech Ted Lasso, który kompletnie nie zna się na trenowaniu piłkarzy, ale nadrabia talentem do budowania relacji czy obrazoburczy Tommy Shelby z Peaky Blinders, którego mimo wszystko tak wielu chciałoby przytulić – to tylko dwa przykłady na to, jak bardzo przyciągają nas nieoczywiste historie. „Dlaczego marketerzy uwielbiają seriale z drugim dnem, a wracając do biurka, zlecają nagranie cukierkowych spotów z trzykrotnie powtórzonym hasłem reklamowym?” – pytałem ze sceny Złotych Tarasów.
Rok 2025 może być w tym zakresie przełomowy. W obliczu rosnących możliwości narzędzi AI branża kreatywna będzie musiała udowodnić, że potrafi produkować treści taniej i szybciej – bez straty na jakości rozumianej jako utrzymanie uwagi widza od pierwszej sekundy i skuteczne przekierowanie go ku szczytowi lejka sprzedaży. Aby taki content nie tracił na efektywności, będzie musiał być albo wyrazisty, albo osadzony w czasie rzeczywistym (RTM).
Kluczową rolę odegra content marketing tworzony przez mniejsze zespoły, które szybciej reagują na zmieniające się trendy i potrafią błyskawicznie korygować kurs. Na horyzoncie widać świetną zabawę.
Dagmara Kokoszka-Lassota
Ekspertka w zakresie psychologii marketingu i sprzedaży. Prowadzi szkolenie Psychologia sprzedaży
Jakie trendy marketingowe będziemy obserwować w 2025 roku?
Moim zdaniem jednym z najważniejszych trendów marketingowych na 2025 rok będzie pochylenie się w kierunku psychologii i głębszego zrozumienia ludzkich potrzeb. Marki coraz bardziej zdają sobie sprawę, że klucz do sukcesu leży w empatii i umiejętności spojrzenia na świat oczami klienta. Lepsze zrozumienie motywacji, wartości i zachowań odbiorców prowadzi do bardziej trafnych strategii marketingowych, które przekładają się na wymierne zyski.
Im lepiej znamy naszych odbiorców, tym łatwiej możemy tworzyć spersonalizowane komunikaty, które nie tylko przyciągają uwagę, ale także budują trwałe relacje i lojalność wobec marki. Psychologia staje się więc nie tylko narzędziem, ale fundamentem skutecznego działania na rynku.
Drugim zauważalnym trendem jest według mnie większa spontaniczność i autentyczność w działaniach komunikacyjnych. Coraz częściej twórcy i marki odchodzą od perfekcyjnie przygotowanych grafik czy wyidealizowanych kampanii na rzecz bardziej naturalnych, spontanicznych materiałów. Zdjęcia robione telefonem, relacje na żywo czy surowe formy wideo budują poczucie bliskości i prawdziwości, które są dziś cenione przez odbiorców.
Autentyczność staje się nowym synonimem jakości – to, co nieidealne, bywa bardziej angażujące, ponieważ jest bliższe codziennym doświadczeniom konsumentów. W erze przeładowania treściami sztuczność traci na wartości, a naturalność i emocje wychodzą na pierwszy plan.
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays.
Jakie trendy marketingowe 2025 będziemy obserwować? Oto kilka moich przewidywań.
Marketing oparty na wartościach
Konsumenci oczekują, że marki będą nie tylko sprzedawać produkty, ale też jasno komunikować swoje wartości i działania na rzecz społeczności. Autentyczność stanie się kluczowym elementem budowania zaufania, a marki, które próbują udawać, szybko zostaną „wyłapane” przez świadomych odbiorców.
Zrównoważony rozwój, równość, inkluzywność – to nie są już dodatki, ale fundament strategii. Coraz większej autentyczności będziemy oczekiwać również w treściach. Tylko czy jako marketing i biznes na to pozwolimy? Wykorzystywanie zdjęć bez retuszu i normalizacja kobiecego ciała – to już trochę za mało i nie dla każdej branży.
Strategie hybrydowe – digital i real
W 2025 roku zauważymy jeszcze większy powrót do doświadczeń offline, które będą zintegrowane z działaniami w sieci – phygital!i. Kampanie marketingowe będą łączyły technologie (np. AR, VR, FOOH) z realnym kontaktem z klientami (eventy, pop-upy i interaktywne showroomy). Ludzie chcą „poczuć” marki na własnej skórze, a nie tylko widzieć je na ekranie.
Dane 2.0 – prywatność, ale skuteczność
Era zbierania „wszystkiego” wchodzi w końcowy etap. W 2025 roku marki będą musiały działać zgodnie z zaostrzonymi regulacjami dotyczącymi prywatności (np. ograniczenia third-party cookies) i zacząć polegać na własnych danych first-party. Budowanie własnych baz danych, rozwój programów lojalnościowych i personalizacja oparta na zgodzie klienta będą kluczowe.
Social media: nie umierają, zmieniają się
Rok 2025 nie będzie końcem social mediów dla biznesu, mimo że co jakiś czas słyszymy taki dramatyczny nagłówek. Zasięg organiczny wcale nie umarł – on ewoluuje, a nasza rola polega na tym, żeby za tym nadążać. Algorytmy zmieniają sposób, w jaki docieramy do odbiorców, ale social media wciąż są potężnym narzędziem.
Kluczem jest dostosowanie strategii, kreatywność i szukanie sposobów, które pozwolą wykorzystać te zmiany na swoją korzyść. Tak, algorytmy platform takich jak Meta czy TikTok zmieniają zasady gry, ale to nie oznacza, że social media przestały działać. Organiczne zasięgi nie umarły – po prostu ewoluowały. Teraz bardziej niż kiedykolwiek liczy się wartość treści i umiejętność angażowania odbiorców oraz nadal – reagowanie na trendy.
PORADA
Tworzenie contentu, który wywołuje reakcje, komentarze i dyskusje, ale również wysoki watchtime, zapętlenie treści – to sposoby na „pokonanie algorytmów”. A co więcej? SEO w socialach. Jeśli myślisz o swoich postach jak o odpowiedziach na pytania użytkowników, trafiasz w dziesiątkę.
Social media zaczynają wyglądać… tak samo, ale to nie problem algorytmów
Coraz częściej widzimy, że różne platformy stają się do siebie podobne. Instagram kopiuje TikToka, YouTube Shorts rywalizuje z Reelsami, mamy X, Threads i BlueSkye. Ale to nie jest kwestia rozwiązań technologicznych – to ludzie sprawiają, że social media wyglądają tak samo. Tworzymy podobne treści, korzystamy z tych samych trendów, powielamy formaty, które „działają”.
Dlatego w 2025 roku będziemy coraz bardziej szukać niszowych platform albo zupełnie nowych miejsc, gdzie znajdziemy swoje „tribe” – ludzi, którzy myślą podobnie, którzy chcą angażować się w specyficzne tematy, a nie w popularne, ale mało znaczące treści. Marki też będą musiały testować te niszowe przestrzenie, zamiast ograniczać się do wielkiej piątki social mediów.
Mikrospołeczności i ultra-nisze
Tam, gdzie wszystko wydaje się masowe, siła mikrospołeczności będzie rosła. Odbiorcy coraz częściej szukają grup i marek, które rozumieją ich specyficzne potrzeby. Dla marketerów oznacza to szansę na stworzenie strategii skierowanych do konkretnych, niszowych odbiorców – z przekazem, który naprawdę do nich trafia. Algorytmy podsyłają nam wciąż te same trendy i masowe treści, a mikrospołeczności wyrastają na kluczowy element strategii marketingowych.
Sztuczna inteligencja jako wsparcie, nie rozwiązanie
AI pozostanie kluczowym narzędziem, ale nie zdominuje marketingu – przynajmniej nie w całości. W 2025 roku AI będzie bardziej wszechstronne w analizie danych, predykcji trendów, tworzeniu treści i automatyzacji prostych procesów, ale kluczowe decyzje strategiczne i kreatywność nadal będą domeną człowieka.
Kreatywność jako waluta
W świecie, gdzie technologia wyrównuje szanse, kreatywność stanie się największym wyróżnikiem. Firmy będą inwestować w innowacyjne kampanie, storytelling, a nawet niecodzienne partnerstwa, żeby przyciągnąć uwagę i wywołać emocje u odbiorców.
Jarosław Dudek
Head of SEO and AI manager w maxroy. Wraz z Mariuszem Bacicem prowadzi szkolenia z SEO.
AI silnikiem SEO
O tym, że AI to szansa, piszę niemal co roku. Wszyscy wiedzą, że to doskonałe narzędzie do przetwarzania ogromnych zbiorów danych. Ale czy w SEO wykorzystujemy wszystkie jej możliwości? Nadal nie!
Dzięki rozwiązaniom, które możemy skroić na swoją miarę lub na miarę naszych klientów, możliwe jest skalowanie działań marketingowych bez (lub ze znikomym) skalowaniem zasobów. Dostępne narzędzia low-code i no-code umożliwiają zbudowanie wieloetapowych procesów korzystających z wszelakich LLM-ów czy dostępu do API przeróżnych narzędzi. To wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki dla każdego – wystarczy minimalny poziom wiedzy lub samozaparcie w nauce i testowanie z ChatemGPT czy Claude jako pomocnikiem/mentorem.
Ale to tylko wierzchołek. SEO w 2025 roku to bazowanie na wielu danych i szersze spojrzenie. SEO napędzane silnikiem AI oferuje:
analizy porównawcze – np. content gap – nie z wybranym konkurentem, a z całą branżą czy z tym, jak Google widzi dane zagadnienie (grafy wiedzy),
szerokie możliwości w automatyzacji linkowania wewnętrznego (modele embeddingowe),
ekstrakcję danych,
klasyfikację danych,
analizę i wizualizację wyników.
A to tylko część zagadnień, które dotknięte są możliwościami AI.
Trendy marketingowe 2025: RAG
Kolejny rok będzie również kontynuacją trendu, który widać już teraz, czyli traktowanie modeli językowych jako procesorów językowych, a nie źródła wiedzy. Po ponad 2 latach od pojawienia się ChatGPT na rynku seowcy oraz część innych specjalistów powiązanych z marketingiem zaczęli rozumieć, że modele językowe są świetnym procesorem WIEDZY (danych), którą należy im dostarczyć, bo właśnie ona robi różnicę i daje jakość temu, co LLM-y mają „wyprodukować”. To wszystko można zamknąć w trzy litery: RAG (Retrieval Augmented Generation). Jeśli jeszcze nie spotkałeś/aś się z tym pojęciem, to czas najwyższy się z nim zaznajomić, bo właśnie RAG robi różnice w pracy z LLM-ami.
Wojciech Żywolt
Regional Paid Social Senior Specialist w GroupM Poland, wykładowca i szkoleniowiec
Użytkownicy wykorzystują media społecznościowe do różnych celów – utrzymują kontakt z bliskimi, oglądają transmisje na żywo czy poszukują produktów i usług. Według raportu „2024 Social Trends Report” HubSpot, jeden na czterech konsumentów chętniej szuka marek na platformach społecznościowych niż w wyszukiwarkach, a 21% odbiorców korzysta z social mediów, aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania.
W przyszłym roku taki trend może się nasilić, bowiem na naszych oczach rozwija się nowy wymiar social mediów jako search. Platformy będą coraz bardziej zintegrowane, aby oferować konsumentom szeroki wachlarz usług: od zakupów po rozrywkę. Do przykładów należy TikTok czy Instagram, które już zaczynają przypominać wyszukiwarki i pozwalają użytkownikom łatwo znaleźć interesujące ich treści.
AI w działaniach reklamowych
W 2025 roku utrzyma się tendencja do wykorzystywania rozwiązań opartych o AI w działaniach reklamowych. Meta zachęca nas do korzystania z kampanii Advantage+, Pinterest uruchomił rozwiązanie Performance+, zaś TikTok wprowadził nowy typ kampanii – Smart Performance Campaign (system tworzy wiele kreacji oraz ofert, aby zwiększyć wydajność działań reklamowych na TikToku).
Pomimo rosnącego znaczenia AI, to właśnie ludzka kreatywność jest kluczowa w tworzeniu unikalnych i angażujących treści.
Brian Plackis-Cheng
Dyrektor generalny SALESmanago
Trendy marketingowe 2025
Rok 2025 to czas rewizji strategii marketingowych dla firm e-commerce. O zmianach rynkowych coraz bardziej będą decydować technologie oraz oczekiwania klientów. Przedsiębiorstwa, które chcą odnieść sukces, muszą dostosować się do tych nowych warunków.
Sztuczna inteligencja
Największym trendem pozostanie wykorzystanie sztucznej inteligencji. AI może automatyzować tworzenie treści, planowanie kampanii targetowanych i segmentowanie odbiorców. Pomaga również podejmować decyzje, analizując dane behawioralne. Dzięki temu firma może reagować na działania klienta w czasie rzeczywistym i skuteczniej odpowiadać na jego potrzeby.
Voice commerce
Jesteśmy też świadkami przełomu w zakresie asystentów głosowych. Dzięki ich rosnącej popularności rozwinął się voice commerce. Klienci oczekują coraz sprawniejszej komunikacji głosowej w trakcie wyszukiwania informacji o produktach czy podczas robienia zakupów.
W związku z tym przedsiębiorstwa będą zmuszone do optymalizacji swoich serwisów pod kątem wyszukiwania głosowego oraz integracji z takimi asystentami, jak Alexa czy Google Assistant.
AR
Ciekawym trendem okażą się także rozwiązania immersyjne oparte na rozszerzonej rzeczywistości (AR), które pozwalają np. na wirtualne przymierzenie okularów czy ustawienie kanapy w salonie. Takie rozwiązania zwiększą satysfakcję klientów i obniżą liczbę zwrotów.
E-commerce
W 2025 roku rozwój e-commerce będzie zależał od tego, czy firmy nauczą się wdrażać dopasowane technologie. W miarę jak rynek martech się rozwinie, na prowadzenie wysuną się te biznesy, które uproszczą swoje systemy, wyeliminują nieużywane funkcje oraz skutecznie wykorzystają dane. Dzięki ukierunkowanemu podejściu do technologii zapewnią sobie przewagę konkurencyjną.
Anna Prończuk-Omiotek
Znana jako AnnaPRO, ponieważ uczy, jak robić PROfesjonalny marketing, który wspiera sprzedaż. Konsultantka biznesów B2B i B2C, certyfikowany trenerka, host webinarowy
Patrząc na zmiany w marketingu i kierunki, jakie obierają nasi klienci, widzę trzy główne trendy marketingowe, które będą miały ogromny wpływ na działania promocyjne w 2025 roku.
Marki osobiste CEO
Coraz więcej przedsiębiorców zdaje sobie sprawę, że profesjonalnie zbudowana marka CEO przekłada się na realizację celów biznesowych. To ludzie, a nie logotypy, budują relacje i wiarygodność. Klienci chcą wiedzieć, kto stoi za firmą i jakie ma wartości.
LinkedIn, wystąpienia publiczne, podcasty czy wypowiedzi w mediach – budowanie marki osobistej CEO to świetny sposób na budowanie zaufania oraz lojalności. Wystarczy porównać wyniki i zaangażowanie pod postami na profilach prywatnych z profilami firmowymi.
YouTube marketing
Wideo odgrywa coraz większą rolę nie tylko w budowaniu relacji, ale także w strategiach SEO. YouTube jako druga największa wyszukiwarka na świecie staje się kluczowym narzędziem do zwiększania widoczności marek. Treści wideo osadzone na stronie pomagają przyciągnąć odbiorców, zwiększyć czas spędzany na stronie i poprawić pozycjonowanie w wyszukiwarkach. Firmy, które wykorzystują wideo w strategii SEO, zyskują przewagę, docierając do klientów wtedy, kiedy sami szukają informacji.
Marianna Krupa
Head of Strategy and Marketing w maxroy
Przyklej się do marki, czyli IMMERSJA!
Mówmy, jaka prawda: wszyscy dobrnęliśmy do tego momentu, w którym chcemy znacznie więcej od brandów. Nie chcemy ich tylko oglądać. Przed dokonaniem decyzji (zakupowej w szczególności) chcemy się zanurzyć w marce. Czasami dosłownie. Na te potrzeby odpowiada właśnie immersja, o której mówimy od jakiegoś czasu, a teraz nabiera ona jeszcze większego znaczenia. W dużym skrócie jest to przeniesienie użytkownika w świat marki, wykorzystując do tego różnego typu bodźce sensoryczne. A jeżeli o te chodzi, to do dyspozycji mamy (my, marketerzy) naprawdę wiele – chociażby VR, AR czy mapping.
Dlaczego to takie ważne?
Każdy brand opowiada pewną historię i robi to w określony sposób. Wszystko po to, by wywoływać określone emocje, być „jakimś” i rozpoznawalnym. Immersja pomaga zanurzyć się w opowieści i przykleić się do niej – a to w dalszym kroku buduje nasze przywiązanie.
Udane przykłady marek immersyjnych? Proszę bardzo!
A tutaj możesz zobaczyć, jak można dosłownie wejść w „plakat”.
Źródło: www.jens-nilsson.com/work/malmofestivalen
Łukasz Chwiszczuk
Certyfikowany specjalista Google. Współpracował m.in. z takimi markami, jak: Ford, Volvo, mBank, meritumBank, PZU, BZ WBK czy Bosch. Prowadzi szkolenia z Google Ads.
W ostatnim czasie można było zaobserwować większy wpływ automatyzacji oraz AI na systemy reklamowe. Przykładowo dodanie jednej kreacji pozwoli na stworzenie kilku kolejnych reklam na podstawie reklamy pierwotnej – pociętej, z dodanymi napisami oraz zmienionym formatem z poziomego na pionowy (Rolkę / Shorts).
Pozwala to też na nieograniczanie kampanii (tak jak to było kiedyś), ponieważ nie mamy kreacji. W tej chwili wystarczy lekki wkład do tego, aby mieć komplet kreacji do wielu mediów. Pomysł cały czas ma znaczenie, natomiast aspekt techniczny czy też czasowo/kosztowy powoli się niweluje.
Hiperpersonalizacja – klucz do serc konsumentów w 2025 roku
Hiperpersonalizacja to trend, który rewolucjonizuje nie tylko e-commerce, ale też działania w social mediach, gdzie dostosowanie treści do indywidualnych potrzeb użytkowników stało się normą. Dziś konsumenci oczekują, że marki wyjdą naprzeciw ich unikalnym preferencjom i potrzebom, a ich komunikaty będą „szyte na miarę”. Jest to szczególnie ważne w erze przebodźcowania i natłoku informacji, gdzie indywidualne podejście jest kluczem do zyskania uwagi naszego użytkownika.
W mediach społecznościowych hiperpersonalizacja ujawnia się na różne sposoby. Algorytmy z coraz większą uważnością analizują preferencje użytkowników i dostarczają im treści, które najlepiej wpisują się w ich upodobania. To właśnie dlatego na Facebooku czy Instagramie widzimy reklamy produktów, które nas interesują, a na TikToku treści wciągają nas od pierwszych sekund.
W efekcie social media przestają być głównie platformą rozrywkową, a stają się narzędziem precyzyjnie kierowanej komunikacji marketingowej, która buduje zaangażowanie i przyciąga klientów w sposób naturalny i niewymuszony.
Hiperpersonalizacja sięga jednak głębiej. Coraz popularniejsze stają się chatboty oparte na AI, które nie tylko odpowiadają na pytania klientów, ale uczą się ich stylu komunikacji, aby tworzyć bardziej ludzką i przyjazną interakcję. Hiperpersonalizacja zmienia także e-commerce – użytkownicy otrzymują rekomendacje produktów oparte na ich wcześniejszych wyborach i zachowaniach, co znacząco wpływa na ich decyzje zakupowe.
Hiperpersonalizacja: trend marketingowy 2025
Dlaczego hiperpersonalizacja zyskuje na znaczeniu? Ponieważ odpowiada na potrzebę indywidualnego podejścia w cyfrowym świecie, gdzie każdy z nas chce czuć się wyjątkowo. Nie chcemy już być częścią większości. Chcemy, aby zauważono nasz charakter i unikatowość. Chcemy być wysłuchani. Marki, które zrozumieją i wdrożą ten trend, zbudują silniejsze, bardziej lojalne relacje z klientami, przekształcając cyfrowe interakcje w coś więcej niż jednorazowy kontakt. Stworzą przede wszystkim doświadczenie, które użytkownik zapamięta i do którego będzie wracał. Bo to właśnie doświadczenia zapamiętujemy. Nie produkty czy logotypy. Daj więc swoim użytkownikom hiperspersonalizowane doświadczenie, a ich miłość do Twojej marki prędko nie zardzewieje.
W jednym z ostatnich podcastów Wojciech Zaremba, współzałożyciel OpenAI, mówił o rozwoju sztucznej inteligencji (AI), wyróżniając kluczowe etapy rozwoju produktu ChatGPT. Przełomowym, nadchodzącym etapem będzie osiągnięcie poziomu w pełni działających agentów AI – systemów zdolnych do autonomicznego podejmowania decyzji i realizacji różnorodnych zadań bez ciągłej interwencji człowieka.
Szybki rozwój technologii AI sprawia, że pytanie brzmi nie „czy”, ale „kiedy” ten etap w pełni nadejdzie. Chociaż pełna autonomia agentów to raczej wizja dalszej przyszłości, dynamiczny rozwój chatbotów i asystentów już dziś zmienia sposób, w jaki firmy podchodzą do marketingu.
W 2025 roku możemy spodziewać się, że AI stanie się integralnym elementem strategii marketingowych, szczególnie w zakresie automatyzacji działań na stronach internetowych. W praktyce oznacza to:
dynamiczną personalizację treści,
bardziej precyzyjne rekomendacje produktowe,
oraz głębszą analizę potrzeb klientów w czasie rzeczywistym.
Możliwe będzie także pełne zautomatyzowanie procesu tworzenia unikalnych treści. W efekcie automatyzacja może podzielić firmy na wysoko- i niskomarżowe, gdzie przewagę uzyskają te, które efektywnie wdrożą nowe rozwiązania AI do swoich procesów.
Nie będzie niczym odkrywczym, jeśli powiem, że dzisiejsi konsumenci oczekują czegoś więcej niż zwykłych rekomendacji od influencerów. Wzrost znaczenia autentycznych i szczerych relacji – a tym samym mikroinfluencerów – wieszczono już w prognozach na bieżący rok. Ich konta w social mediach to dowód na to, że owszem, z influencerami można mieć relacje. Skala mikro oznacza tu nie tylko małą grupę odbiorców, ale też wąską specjalizację tematyczną. Właściwie to kolejność zjawisk jest odwrotna – influencer na swoim koncie podejmuje tematykę bardzo konkretnej niszy i tym samym przyciąga do siebie tylko tych odbiorców, którzy są nią wysoce zainteresowani. Tacy użytkownicy nie są zwykłymi, zdystansowanymi obserwatorami contentu. Oni komentują, udostępniają, wysyłają wiadomości w DM-ach, oznaczają.
Dlaczego taki marketing działa? Bo mikroinfluencerzy dostarczają wartościowego, edukacyjnego contentu. A w takim kierunku rozwijają się dziś media społecznościowe, co jest widoczne szczególnie na Instagramie. Zwykłe pokazywanie swojego życia, zwłaszcza z nastawieniem na jego konsumpcyjny wymiar, kiedyś się sprawdzało – dziś już nie.
PORADA
Zapowiada się, że w 2025 roku premiowanie edukacyjnych treści przez social media jeszcze się pogłębi, więc marki, które chcą zacząć (albo poprawić dotychczasowe) działania influencer marketingowe, powinny uważnie dobierać do współpracy mniejsze konta ze sprecyzowanym audytorium i stawiające autentyczność wysoko wśród swoich wartości. Mogą w tym sobie pomóc za pomocą narzędzi AI – zarówno jeśli chodzi o research influencerów, jak i układanie wyważonych content planów.
W świecie, gdzie tempo życia wymusza błyskawiczne decyzje, treści online stały się naszą codziennością. Scrollujemy, przeglądamy, zatrzymujemy się na chwilę przy kolorowych grafikach, krzykliwych nagłówkach czy wciągających rolkach.
Liczy się to, co widzimy – estetyka, emocje, wartość przekazu. W efekcie przestaje mieć znaczenie, kto jest twórcą treści. Liczy się tylko content. Jesteśmy bardziej zainteresowani przekazem niż osobą, która stoi za nim. Autorzy tracą na znaczeniu, a uwagę przyciągają słowa, obrazy, klipy, które w ciągu kilku sekund mają nas przekonać do czegoś, rozbawić, zaskoczyć lub wzbudzić emocje.
Źródło: Raport Gethero – kim są użytkownicy TikToka, część 4
Jednak ta natychmiastowość i powierzchowność niesie za sobą pewne ryzyko. Codziennie konsumujemy setki, a może nawet tysiące informacji, często nie zdając sobie sprawy, że wiele z nich to fake newsy, manipulacje lub po prostu niesprawdzone treści, które z łatwością wkradają się do naszego umysłu. Internet stał się areną, gdzie każdy może być twórcą treści – blogerem, dziennikarzem, influencerem – i niestety, nie zawsze towarzyszy temu odpowiedzialność za to, co się publikuje.
Powstają treści, które nie mają na celu rzetelnego przekazu, a jedynie kliknięcia, kontrowersje i szybki rozgłos. W efekcie jako odbiorcy zostajemy zasypani informacjami, które nie zawsze są rzetelne i mogą wpływać na nasze opinie, decyzje i postrzeganie świata.
Problem polega na tym, że konsumując treści bezrefleksyjnie, tracimy kontrolę nad tym, co jest prawdą, a co tylko wyrazem czyjejś manipulacji. Fake newsy, które czasem wyglądają jak rzetelne informacje, wprowadzały w błąd nawet wytrawnych użytkowników sieci. W tej rzeczywistości musimy być bardziej świadomi, że każda informacja, którą widzimy, powinna być przez nas przefiltrowana. Oznacza to większą odpowiedzialność po naszej stronie (jako odbiorców). Musimy nauczyć się nie tylko konsumować treści, ale i je krytycznie analizować.
Zamiast bezmyślnie przyswajać wszystko, co nam podsuną algorytmy, powinniśmy postawić na sprawdzanie źródeł, podważać informacje, które wydają się podejrzanie sensacyjne i starać się unikać pułapek manipulacji. To od nas zależy, jakie treści zyskują popularność i czy internet pozostanie miejscem wartościowych informacji, czy raczej areną do szerzenia dezinformacji. Content może dominować, ale my powinniśmy pamiętać, że to my jako odbiorcy mamy moc weryfikacji i selekcji tego, co jest prawdziwe i warte naszej uwagi.
PORADA
Dlatego kluczowe będzie tworzenie treści z naciskiem na autentyczność oraz transparentność, ponieważ odbiorcy będą coraz bardziej krytycznie podchodzić do publikowanych informacji. Marki, które dostosują się do tego trendu, mogą zyskać przewagę na rynku, budując trwałe i lojalne relacje z odbiorcami.
Dawid Lesiak
Head of Design w maxroy
Trzy duże trendy marketingowe, które odmienią świat kreatywny w 2025 roku
Nie da się ukryć, że w 2024 roku związek ludzi z technologią opierał się o relację love-hate. A wynika to z ogólnego przemęczenia ludzkości internetem i poważnymi skutkami jego nadużywania. W świecie designu na kanwie tego, jak wpływa to na interakcję z konsumentami, coraz wyraźniej zarysowują się nowe kierunki, które kładą nacisk na autentyczność, dynamikę oraz bliskość człowieka. Projektowanie, branding oraz komunikacja stają się bardziej świadome oraz skupione na emocjach i potrzebach użytkowników.
1
Motion design, czyli więcej ruchu
Animacje na stronach przestały być tylko efektem „wow” – teraz to już must-have. W 2025 roku motion design będzie silnie przyciągać uwagę użytkowników. Przechodzenie przez strony stanie się bardziej intuicyjne, a cała wizyta – przyjemniejsza. Animacje nie będą służyć już tylko estetyce: pokazanie, jak zrealizować zakup albo zaprezentowanie produktu w ruchu będą odgrywać coraz większą rolę w zwiększaniu atrakcyjności witryn.
Gustownie podane packshoty produktów w wersji animowanej? Najwięksi gracze już to mają. Zatem, drogie polskie marki, doceńcie ruch w Waszej komunikacji wizualnej, bo po pierwsze, to już standard, a po drugie, na naszym rynku wciąż brak full-time jobs dla projektantów animacji.
2
Mniej nudy
Kolejny trend to renesans rzemiosła w odpowiedzi na znużenie sztuczną inteligencją i wszechobecnymi produktami seryjnymi. Konsumenci coraz częściej chcą rzeczy wyjątkowych, które mają dla nich osobiste znaczenie. Szukają rzeczy autentycznych i ręcznie robionych, które wyróżniają się w pośród masowej produkcji. Milenialsi oraz generacja Z wracają do korzeni. Marki, które znajdą sposób na kreatywne połączenie świata realnego z cyfrowym zyskają więcej. Tutaj szczególny ukłon w stronę mikromarek produkujących limitowane rzeczy: od odzieży przez wyposażenie wnętrz. Z kolei w usługach cyfrowych wyczerpuje się model „pay to play”, przedkładający twardy zysk (Tinder… Meh) ponad marketingowe obietnice.
W obszarze komunikacji wizualnej coraz wyraźniej widzimy kontrę wobec zunifikowanych, generowanych masowo grafik. W oceanie podobnych kreacji, produkowanych przy użyciu darmowych aplikacji AI i narzędzi takich jak Canva, zaczyna wyłaniać się nowy nurt. Jego fundamentem są eksperymenty i celowe niedoskonałości, które przypominają: „Hej! Procesy myślowe człowieka, jego intuicja i drobne błędy wciąż mają wartość i są unikalne!”. Ta estetyka podkreśla kreatywność i wyjątkowość twórcy, wyróżniając się na tle algorytmicznej perfekcji. Zataczamy intelektualne koło.
3
Więcej szczerości
Podążamy także w kierunku większej autentyczności i reprezentacji. W projektach na 2025 rok zobaczymy marki promujące prawdziwą inkluzywność – nie tylko jako trend, ale jako prawdziwą część swojej misji. To nie będą już tylko gesty odczytywane najczęściej jako wszelkiego rodzaju washingi, ale przemyślane podejście, które stawia człowieka na pierwszym miejscu.
Zaczniemy odczuwać, że brandy na nowo będą odkrywać, czym jest ludzkość. To przełoży się również na ogólne projektowanie apek. Przykładem jest Pique, aplikacja randkowa, która pomaga użytkownikom w doborze tematów rozmów, ale organizuje też mikroakcje. Na przykład ubiegłego lata w McCarren Park na nowojorskim Brooklynie stworzyła ścianę miłości. Wynajęty fotograf robił zdjęcia wyrażającym zgodę spacerowiczom, którzy dodawali kilka szczegółów o sobie, nim ich portret został umieszczony na specjalnej ścianie. Każdy, kto zauważył zdjęcie kogoś, kim jest zainteresowany, mógł zostawić swoje dane kontaktowe, a Pique robiło resztę, by te osoby połączyć.
Ale to nie wszystko. Ostatnio marki zaczęły częściej wychodzić „na zewnątrz”. Obserwuję rosnący trend, w którym firmy wychodzą poza wirtualny świat i organizują wydarzenia stacjonarne, aby nawiązać bliższy kontakt z odbiorcami. W czasach przesycenia reklamami online konsumenci zaczynają poszukiwać namacalnych doświadczeń. W odpowiedzi na te potrzeby marki decydują się na organizowanie eventów, które pozwalają klientom doświadczyć ich produktów i wartości na żywo. Na pewno zdążyliście zauważyć, jak wiele sportowych marek podąża za ideą run clubs, organizując otwarte treningi dla biegaczy. Pojawiają się również nowego rodzaju miejsca budujące społeczności: H&M inwestuje w sklepy, które są przestrzeniami warsztowo-coworkingowymi, jak np. H&M Garten Mitte Berlinie, a Zara otwiera tymczasowe kawiarnie.
Jeśli chodzi o trendy marketingowe, to w 2025 roku projektowanie komunikacji i produktów nabierze bardziej ludzkiego charakteru – będzie wspierać użytkowników w przyjemniejszym odbiorze treści, oferować unikalne rzeczy czy usługi oraz promować inkluzywność, która wykracza poza powierzchowne gesty.
Czasy, w których marki wybierały między działaniami brandingowymi a reklamą online (brand vs. performance), właśnie dobiegają końca. W nadchodzącym roku i kolejnych latach inwestowanie w oba obszary będzie nie tylko pożądane, ale wręcz konieczne dla skuteczności sprzedażowej. Silny branding i działania poza sferą cyfrową napędzają reklamowe wyniki w internecie. W dobie algorytmów relacja na żywo z marką zyskuje na wartości – jest osobista i przede wszystkim mniej przewidywalna, co otwiera konsumentom furtkę do ciekawszych, bardziej pociągających doświadczeń.
Adam Szudra
Dyrektor zarządzający agencją Friends&Brands
W 2025 r. zaobserwujemy dalszy rozwój influencer marketingu oraz wzrost jego znaczenia w komunikacyjnym mixie. Już teraz marketerzy deklarują zwiększenie wydatków na kampanie z twórcami internetowymi, którzy odgrywają ważną rolę w kształtowaniu zachowań konsumenckich. Jakich trendów marketingowych możemy się spodziewać w nadchodzących miesiącach?
Zorientowanie na jakość
Przesyt formatami reklamowymi w świecie mediów społecznościowych będzie wymagał od brandów oraz influencerów większego zorientowania na dopasowanie i jakość. Kluczowe dla marketerów stanie się przeorientowanie myślenia z maksymalizacji iluzorycznego zasięgu na rzecz precyzyjnego dotarcia. To w połączeniu z większym zaangażowaniem w content, faktyczną widocznością marki oraz realną efektywnością potwierdzoną skalowalnymi miernikami będzie odgrywało dużą rolę.
Hybrydowe budowanie zasięgu
Aż 1/3 marketerów obawia się zmienności algorytmów platform społecznościowych i ich przełożenia na opłacalność inwestycji. Obserwujemy, że dzisiejszy rynek zmierza do synergii influencer marketingu oraz wsparcia mediowego, który jest zorientowany na konkretny efekt. Wzajemne uzupełnianie się zasięgu organicznego z mediowym pozwoli na wzrost efektywności kampanii, a potencjał kreacji reklamowej zostanie maksymalne wykorzystany. Taki hybrydowy schemat działania zapewni lepsze dotarcie do grupy docelowej przez precyzyjne targetowanie.
Autentyczność i efektywność kosztów
Wraz z rosnącymi oczekiwaniami finansowymi topowych twórców internetowych wzrastają także obawy marketerów o efektywność i autentyczność kampanii. Rok 2025 bez wątpienia będzie należał do nano- i mikroinfluencerów, którzy już dziś często kreują większe zaangażowanie i prezentują markę w bliższy konsumentowi sposób. Te czynniki w połączeniu z niższymi kosztami współpracy staną się realnymi korzyściami, które odczują marki.
Efektywne wykorzystanie AI
Sztuczna inteligencja w 2025 roku stanie się narzędziem, które będzie coraz mocniej wspomagać marketerów w analizie grup odbiorców kampanii influencerskich na znacznie głębszym poziomie niż dotychczas. AI polepszy monitorowanie i optymalizację działań z twórcami, szczególnie w przypadku współprac mikroinfluencerskich, angażujących często setki twórców jednocześnie. Chociaż marketerzy już dziś mogą korzystać z AI do śledzenia dowolnej liczby wskaźników, to jej rozwój pozwoli monitorować efektywność oraz wprowadzać szybkie aktualizacje dla treści, opcji targetowania, a nawet wyboru samych influencerów, aby zmaksymalizować zasięg lub sprzedaż.
Trendy marketingowe 2024
A jak to wyglądało w 2024 roku? Jakie trendy marketingowe 2024 wskazywali eksperci?
Piotr Bucki
Od kilkunastu lat pomaga ludziom szlifować komunikację. Autor takich książek, jak „Porozmawiajmy o komunikacji”, „Life’s a pitch and then you die”, „Sapiens na zakupach. O tym jak i dlaczego wybieramy, oceniamy, kupujemy”, „Viral. Jak zarażać ideami i tworzyć wirusowe treści” czy „Prezentacje. Po prostu!”.
Niezmiennie warto myśleć. Wiem, brzmi to banalnie. W końcu trudno znaleźć marketera czy marketerkę, którzy przyznają, że nie myślą. Ja mam jednak na myśli wymagający, intelektualny rygor myślenia krytycznego, odwagę badania rzeczywistości i szukania odpowiedzi na dobrze zadane pytania dotyczące klientów, plemion, zjawisk, motywacji i aspiracji. Przekonania, którymi często się posługujemy w dyskusjach o marketingu, opinie, które wyrażamy w panelach, nie wymagają pracy intelektualnej. A wyrażane z dużą dozą pewnością mogą być toksyczne. I szkodliwe dla biznesu. Ja w 2024 roku chcę zadawać więcej pytań, projektować lepsze eksperymenty i rzadziej mówić o jakimkolwiek zjawisku z pewnością.
Jeśli chodzi o platformy, to podejrzewam, że Meta będzie się miotać, by zapobiec spadkom użytkowników i zaangażowania na Facebooku. X będzie być może zamieniać się w toksyczne bagno ultrakonserwatystów, zwolenników teorii spiskowych z kilkoma bastionami oporu (np. Black Twitter). Threads będzie jakimś ersatzem dla tego poprzedniego. A wszyscy będą spekulować, co będzie kolejnym złotym strzałem.
Jeśli chodzi o tendencje, to obawiam się, że czeka nas coraz większa polaryzacja i operowanie już nie tylko odrębnymi przekonaniami i światopoglądami, ale także odrębnymi, zupełnie niespójnymi zestawami faktów. A jeśli chodzi o biznes – szukanie optymalizacji budżetów i ciągła fetyszyzacja PKB, wzrostów i przedkładanie dobrostanu i dobrobytu akcjonariuszy nad dobrostan klientów i dobrą przyszłość planety.
Paweł Sala
Co-founder FreshMail. Ekspert e-mail marketingu. Podcaster i autor artykułów branżowych. Mówca na licznych konferencjach.
W mojej ocenie w 2024 roku warto zwrócić uwagę na kilka zjawisk i trendów marketingowych, których świadomy marketer nie może pominąć.
1
Ewolucja AI w marketingu
W miarę jak narzędzia AI stają się coraz bardziej zaawansowane, oczekuje się, że marketerzy będą skupiać się na dostosowywaniu tych narzędzi do unikalnych cech ich marek. To nie tylko przyspieszy procesy, ale także zapewni tworzenie bardziej spersonalizowanych i różnorodnych treści.
2
Prywatność i zarządzanie danymi
Zmiany w obszarze prywatności danych, szczególnie w kontekście przeglądarki Chrome (14 grudnia 2023 roku Google potwierdził, że wchodzi w kolejną fazę testową swojego programu „Tracking Protection”), będą miały duży wpływ na strategie marketingowe. Firmy będą skupiać się na rozwijaniu własnych baz danych i list adresowych, co otwiera drzwi do bardziej kreatywnych i niestandardowych kampanii marketingowych.
3
Społeczne i środowiskowe zaangażowanie marek
Rosnąca świadomość społeczna i oczekiwania konsumentów sprawiają, że marki angażujące się w ważne cele społeczne i środowiskowe, mogą zyskać przewagę konkurencyjną. Autentyczność i zaangażowanie stają się kluczowymi elementami w budowaniu relacji z konsumentami. Co ciekawe, coraz więcej konsumentów chce kupować także od marek, które chcą rzucać wyzwanie ustalonemu porządkowi – a to zwiastuje fajne marketingowe kampanie.
4
Nowe wyzwania SEO
Zmiany w algorytmach wyszukiwarek, takich jak Bing z ChatGPT i Google Search Generative Experience, wymagają od marketerów dostosowania strategii SEO. Będzie to rok uczenia się i eksperymentowania w celu skutecznego pozycjonowania treści.
5
Dychotomia w strategiach marek
W 2024 roku zobaczymy marki, które będą optymalizować koszty (np. przez zmniejszenie liczby produktów w opakowaniu czy zmianę zasad dostarczania usług), oraz te, które będą dążyć do pozycjonowania się jako marki premium. Te drugie, aby skutecznie dotrzeć do odbiorców, zmuszone będą do wykorzystania wysoce emocjonalnych przekazów marketingowych w swojej narracji.
W mojej ocenie 2024 rok zapowiada się jako czas dynamicznych zmian, wymagających od marketerów elastyczności, kreatywności i gotowości do adaptacji do nowych realiów rynkowych.
Tomasz Brusik
Ekspert social media i autor bloga rysujefejsbuki.pl
2024 rok to czas rewizjidziałań marketingowych. Przede wszystkim w celu ograniczenia zbędnych kosztów, ale też dostosowania się do zmieniającego się otoczenia. W ostatnich latach z powodu prosperity w e-commerce wiele rzeczy było robionych w kółko od lat, trochę z przyzwyczajenia. Teraz, gdy bardziej niż w minionych latach trzeba liczyć koszty, korekty kursu są nieuniknione.
Poza kwestiami czysto ekonomicznymi dochodzą też zmiany na poziomie poszczególnych platform, w jakich Twoja firma działa lub będzie działać w kolejnych latach. TikTokstaje się coraz ważniejszy i zmienia się jego specyfika – z roku na rok są na nim publikowane coraz dłuższe filmy, czym rzuca wyzwanie YouTube’owi.
Twitter zmienia się w X i pogrąża w chaosie. Powstaje Threads, który w tym roku raczej jeszcze nie namiesza, ale w kolejnych już może. Jeśli tak się stanie, to wzmocni potężny system reklamowy Meta.
Firmy stają się również coraz bardziej świadome w kwestii współprac z influencerami. Wiele z nich doprowadza to do wniosku, że z niektórymi nie warto współpracować.
Influencer marketing nie zginie, ale będzie znacznie bardziej racjonalny. Marki rzadziej będą współpracować na przykład z influencerkami tylko dlatego, że te wysłały DM-a na IG z ofertą współpracy. Jej nawiązanie poprzedzi analiza konta, treści i odbiorców. Zresztą za rok, dwa, może trzy, nie będzie w ogóle wiadomo, czy taka influencerka istnieje w realu, czy jest wygenerowana przez AI.
2024 z jednej strony będzie rokiem dalszej popularyzacji narzędzi AI, z drugiej – w jakimś stopniu rozczarowania nimi po zachłyśnięciu się możliwościami w 2023. Te narzędzia z roku na rok będą stawały się powszechniejsze, ale też coraz więcej ludzi, przy próbie praktycznego wykorzystania, będzie odkrywało ich ograniczenia, jakie prawdopodobnie przeskoczą dopiero za kilka lat, wraz z dalszym rozwojem technologii.
Nie wiem, czy już w 2024 roku, ale koniec końców na pewno czekają nas też zmiany w prawie oraz regulaminach poszczególnych platform dot. korzystania z AI. Chociażby nakaz oznaczania kont wirtualnych influencerów jako konta osób, które nie istnieją naprawdę. Osobiście pierwszych regulacji spodziewam się już w tym roku.
Anna Ledwoń-Blacha
Co-founder & Creative Director w agencji More Bananas oraz co-founder i główny organizator CRASH Mondays.
Jakie trendy marketingowe 2024 będą wiodące? Co warto uwzględnić w swoich działaniach marketingowych?
Bezpieczeństwo wykorzystywania danych
Wycieki związane z wykradaniem danych z firm, korporacji czy po prostu profili prywatnych zdarzają się coraz częściej. Prewencja, edukacja i dbanie o aspekty związane z bezpieczeństwem będą kluczowe. Coraz większą uwagę zwracają na to również klienci. Jako coraz mniej lojalne społeczeństwo (kryzys gospodarczy robi swoje) wybieramy systemy płatności i firmy, które znamy, którym ufamy i nie boimy się powierzać danych.
Nie sposób tutaj również nie wspomnieć o samym wykorzystywaniu danych, jakie gromadzi nasza firma. Od lat żyjemy w świecie big data, ale dane głównie przetrzymujemy, a nie wykorzystujemy. Liczę na zmianę w tym temacie dzięki AI.
I „w końcu” nadchodzi świat bez cookies. Jak dla mnie to ewolucja, nie rewolucja, ale na te zmiany i tak musimy się przygotować.
Autentyczność i transparentność
Za bezpieczeństwem idzie autentyczność i transparentność. W każdym aspekcie. Połączyłabym to z customer i employee experience. Klienci coraz większą uwagę zwracają na to, jak firma traktuje swoich pracowników, dbając jednocześnie o własne doświadczenia. Są ich coraz bardziej świadomi. Są coraz bardziej wygodni i wymagający. Autentyczność dotyczy również komunikacji marketingowej w każdym aspekcie, w tym chociażby w social mediach, które powinny stawać się coraz bardziej naturalne i „ludzkie”. Wszakże nomen omen – społecznościowe.
Digitalizacja procesu zakupu w B2B
To pokłosie budowania doświadczeń. Klienci często kontaktują się z handlowcem tylko dlatego, że nie mają możliwości dokonać zakupu osobiście przez internet, bądź nie znaleźli potrzebnych dla siebie informacji.
Zrównoważony rozwój
Do tej pory klienci jedynie deklarowali prospołeczne i proekologiczne postawy i zwracali na nie uwagę w procesie zakupu. Efekt finansowy nie był tutaj jeszcze widoczny dla firm. To się zmienia. Zrównoważony rozwój to coś, co firmy powinny zacząć implementować w całej swojej organizacji, wpisać w swoje DNA, a nie tylko realizować dla potrzeb marketingu. Często nazbyt doprowadzając do pinkwashingu czy greenwashingu.
Rozproszenie użytkowników
Widoczne jest również coraz większe rozproszenie użytkowników w różnego typu kanałach komunikacji. Czeka nas starcie hegemonów (Meta, TikTok, LinkedIn) vs niszowe platformy (Discord, Reddit, BeReal). Szukamy swoich plemion w sieci.
„Media społecznościowe się rozpadają. I to jest świetna wiadomość. Ludzie opuszczają duże platformy na rzecz mniejszych kręgów online. To początek nowej, zdrowszej ery mediów społecznościowych.”
Co dla nas marketerów oznacza spore zmiany, nie wspominając o takich platformach, jak Threads czy nadal niestety niedoceniany w Polsce Snapchat czy Pinterest.
Pokolenie 50+
Rozproszenie użytkowników nie bierze się znikąd. Jest nas coraz więcej w sieci, coraz bardziej różnorodnych. Targetowanie demograficzne staje się przestarzałe, persony wymagają zupełnie innego podejścia, a zamiast Pokoleniem Z powinniśmy zacząć się interesować pokoleniem 50+, które będzie główną siłą nabywczą i największą siłą w internecie.
Co jeszcze bym dodała?
SEO w obrębie social mediów, gdzie szukamy coraz więcej treści, korzystając z platform jak z wyszukiwarek.
Na pewno nadchodzą również zmiany w zakresie SEO tradycyjnego, wynikające również z rozwoju sztucznej inteligencji. Natomiast pytania, czy SEO umiera, są bezzasadne. Zmienia się. Do tej pory radziliśmy sobie z każdą zmianą algorytmu i nie tylko. Przesycenie treściami video, ślepota banerowa, przebodźcowanie na pewno doprowadza do powrotu contentu statycznego, dłuższych treści – tęsknimy za rzetelnością i ekspertyzą.
Warto tutaj również wspomnieć o już zadomowionej pod strzechami technologii AR, ale na pewno do gry wejdzie VR ze względu na coraz tańsze technologie zarówno dla firm, jak i użytkowników prywatnych.
Ze względu na upadek autorytetów wśród influencerów na pewno powrócimy do generowania UGC (User Generated Content), a nawet IGC, czyli Influencer Generated Content. A finalnie musimy wrócić do podstaw i mądrego ustalania polityki cenowej. Dzisiejszy klient ze względu na sytuację gospodarczą szuka tanich rozwiązań, promocji i rabatów, ale udzielamy ich bezrefleksyjnie. Co kiedy sytuacja gospodarcza wróci do normy? Ceną nie da się wygrywać w nieskończoność.
Dominik Karbowski
Wiceprezes i współzałożyciel firmy Selectivv
Marketing 2024 będzie musiał jeszcze bardziej skupić się na nowoczesnych strategiach, zwłaszcza w kontekście tzw. retail marketingu. Jednym z kluczowych trendów marketingowych 2024 będzie wykorzystanie platform zakupowych, które umożliwiają dotarcie do użytkowników w kluczowym momencie podejmowania decyzji o zakupie.
Warto zauważyć, że obecnie media społecznościowe są przepełnione reklamami, co prowadzi do bombardowania użytkowników komunikatami marketingowymi. Ten trend zmusza marketerów do poszukiwania nowych ścieżek, aby dotrzeć do swojej grupy docelowej w bardziej skuteczny sposób.
Dlatego też platformy zakupowe stają się atrakcyjnym miejscem dla reklamodawców. Nie tylko Allegro, ale także aplikacje oferujące kody rabatowe i cashback zyskują na popularności. Te platformy stanowią miejsca, w których konsumenci podejmują decyzje zakupowe, co czyni je doskonałym terenem dla skutecznych strategii marketingowych.
James Behr
Zarządza agencją AdFather, której działania obejmują takie obszary jak strategia, branding, social media, design oraz produkcja contentu.
Od 10 lat jestem związany z branżą marketingową i zaryzykuję stwierdzenie, że w tej dekadzie to właśnie miniony rok 2023 najbardziej obfitował w nowości zmieniające branżę. Dokładnie rok temu w grudniu większość marketerów zastanawiała się nad rozwojem AI i jej wpływem na naszą codzienną pracę. W maju 2023 przynajmniej połowa prezentacji na konferencji I Love Marketing & Technology również była poświęcona tej tematyce. Wszystko zmieniło się w takim tempie, że to, co pół roku temu wydawało nam się przełomem, dziś jest normą.
Będąc świadkiem takiego tempa rozwoju technologii wykorzystywanej w marketingu, nie skupiałbym się zatem na narzędziach, tylko postawił na zmianę podejścia w niektórych aspektach. Mam na myśli temat szczególnie mi bliski i omawiany przeze mnie wielokrotnie na konferencjach w tym roku, czyli problem starzejącego się społeczeństwa i zmiany naszego myślenia w komunikacji z Silversami. To nie tylko trend marketingowy 2024, ale na całą najbliższą dekadę. W związku z tym, że Polacy są najszybciej starzejącym się społeczeństwem w całej UE, mamy do czynienia z trwałą zmianą społeczną, a co za tym idzie – z trwałą zmianą biznesową.
Kamil Bolek
Influencer marketing, YouTube & MCN expert
W 2024 postawiłbym przede wszystkim na… ludzi. To znaczy na wszystkie narzędzia marketingowe i kanały komunikacji, które są o nich oparte. Wszystkie nowe rozwiązania technologiczne, nowe funkcje mediów społecznościowych, rozwój asystentów AI, galopująca ekonomia twórców itp. pokazują, że jako ludzie chcemy mieć przede wszystkim kontakt (i komunikować się) z innymi ludźmi. Blokujemy bezosobowe reklamy, łatwo wyłapujemy bezduszną i niespersonalizowaną automatyzację i masowo generowany content, który nas zalewa – dlatego tym bardziej zyskuje wszystko co „bardziej ludzkie”. Mam na myśli takie rozwiązania, jak:
Nawet wirtualnych influencerów czy asystentów. W końcu nawet rozwiązania oparte całkowicie o sztuczną inteligencję i ich interfejsy starają się maksymalnie upodobnić do komunikacji interpersonalnej. I do tego – w mojej ocenie – powinna dążyć również nasza komunikacja marketingowa. Nie B2B czy B2C, ale stare i znane, choć teraz tym bardziej aktualne – H2H.
Kamila Kotowska
Trenerka wystąpień publicznych i pitchowania. Keynote speaker. Jako entuzjastka content i behavior-led marketingu szuka nieszablonowych pomysłów na rozwiązywanie problemów komunikacyjnych i budowanie strategii. Mówi o sobie Creative MacGyver.
Marketing i analityka idą – i iść będą nadal – w parze. Ostatnie lata pokazały, że kończy się era „wydajemisizmu” i opierania działań na „dobrych praktykach” – teraz czas na solidne liczby, logiczne wnioski i decyzje mające umocowanie w danych.
Umiejętności analityczne są w marketingu niezbędne do identyfikacji potrzeb i preferencji klientów, oceny skuteczności działań (np. zwrot z inwestycji), odkrywania nowych kanałów komunikacji czy ulepszania dotychczasowych. Dlatego trendem marketingowym 2024 będzie dalszy rozwój Behavior-Led Marketingu, czyli połączenia analizy ilościowej (odpowiedzi na pytanie „CO się dzieje?”), jakościowej (odpowiedzi na pytanie „DLACZEGO tak się dzieje?”) i najważniejszego komponentu – kreatywności.
Narzędzia, które powinny się znaleźć w technologicznym stacku każdego świadomego marketera, to narzędzia do analityki ilościowej (np. Google Analytics 4, PIWIK Pro), jakościowej (np. cux.io, Heap, Lucky Orange) oraz wszelkie inne wspierające wnioskowanie i wizualizację danych (np. Matomo).
Michał Sadowski
Założyciel Brand24 – narzędzia internetowego do ochrony reputacji w internecie, z tysiącami klientów z ponad 120 krajów.
Myślę, że w najbliższych latach dostęp do modeli LLM stanie się powszechny. Ta technologia będzie dla nas jak internet. Każdy będzie miał w komputerze czy telefonie personalnego AI asystenta, który będzie mógł ściągnąć z nas część zadań – zamówić pizzę, kupić bilet lotniczy czy przesunąć spotkanie (oczywiście te rzeczy już można robić głosowo, ale jest to trudne, nieużyteczne i mainstream z tego nie korzysta).
Sądzę, że prędkość modeli LLM wzrośnie na tyle mocno, że możliwa stanie się komunikacja głosowa praktycznie w czasie rzeczywistym.
Moim zdaniem będziemy również obserwować wysyp wyspecjalizowanych modeli związanych z poszczególnymi branżami (np. model z wyspecjalizowaną wiedzą motoryzacyjną) oraz modeli multimodalnych, jak nowe Gemini. Modeli łączących umiejętności tekstowe z wizualnymi i dźwiękowymi.
Z innych obszarów – obserwuję dalszy wzrost znaczenia LinkedIna. Ta platforma stała się dla mnie najbardziej zasięgowym kanałem komunikacji moich biznesowych treści. Treści żyją znacznie dłużej niż na innych platformach (wyłączając YouTube). Typowo moje posty zbierają wartościowe zaangażowanie tygodniami – w porównaniu z godzinami na FB (w porywach dniami). Inwestycja w zwiększenie aktywności na LinkedIn to jedna z najlepszych inwestycji, jakie możesz zrobić w 2024 roku.
W 2024 roku oczekuje się, że przychody z reklam w podcastach wzrosną do 2,56 miliarda dolarów, co świadczy o znaczącym wzroście popularności i skuteczności tego medium jako narzędzia marketingowego. Taki wzrost podkreśla, jak bardzo podcasty stają się kluczowym elementem w strategiach marketingowych, oferując markom nie tylko szeroki zasięg, ale również unikalną możliwość budowania głębszych relacji z zaangażowaną publicznością poprzez angażujące i spersonalizowane treści.
Janina Bąk
Statystyczka, blogerka, influencerka, autorka książek („Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla” oraz „Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra”)
Ilu ekspertów, tyle trendów. Które to trendy bardzo często nie wynikają z danych, a z intuicji lub osobistych opinii pytanego. Dlatego nie jestem zwolenniczką ślepego podążania za trendami, a w zamian – fanką rozważnych, zindywidualizowanych decyzji dotyczących tego, które z platform, formatów, nowości mogą najbardziej przydać się w moim biznesie i są najbardziej adekwatne do moich celów zawodowych.
Marcin Wsół
Certyfikowany specjalista Google Ads i Google Analytics
Rok 2023 w Google Ads upłynął pod kątem rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji i na pewno można się spodziewać więcej opcji tego typu w roku 2024. Nadchodzące funkcje oparte na sztucznej inteligencji w Google Ads obejmują półautonomiczne tworzenie reklam, co pozwoli reklamodawcom oszczędzić sporo czasu na szukaniu grafik i dobieraniu odpowiednich tekstów do reklamy.
Google coraz mocniej zachęca użytkowników do korzystania z dopasowania przybliżonego, co również będzie postępować w tym roku. Możliwe, że to kolejne kroki do odejścia od słów kluczowych dodawanych w tradycyjny sposób. Już teraz w kampaniach Performance Max można dodawać tzw. tematy wyszukiwania. Być może podobne funkcję czekają nas również w standardowych kampaniach w wyszukiwarce. Mniejsza kontrola nad słowami kluczowymi i poleganie na automatycznych strategiach ustalania stawek jest kierunkiem, w jakim reklamodawcy powinni podążać wg Google’a.
Obserwujemy również wzrost znaczenia reklam video, szczególnie krótkich formatów (Shorts). W tym obszarze również możemy spodziewać się dodatkowych funkcji i opcji, aby efektywniej trafiać do wybranej grupy docelowej.
Nie możemy również zapomnieć o trybie uzyskiwania zgody, który był gorącym tematem w poprzednim roku, a w obecnym nabrał jeszcze większego rozpędu. W najbliższym czasie wymagane będzie wdrożenie Consent Mode w wersji 2 w celu zachowania możliwości personalizacji reklam i finalnie zliczania konwersji.
Krzysztof Marzec
CEO w DevaGroup
Zmiany w SEO
Szklana kula mówi mi, że w SEO możemy spodziewać się pogłębienia przewagi tych stron, które do budowania treści wykorzystują wsparcie AI. Nawet najlepszy artykuł nie będzie miał szans, jeśli będzie ścierał się w wynikach wyszukiwania z takim, który został przygotowany w oparciu o semantyczne powiązania między słowami kluczowymi, badanie intencji czy będzie zawierał odpowiedzi na pytania powiązane z wyszukiwaniem. Już teraz narzędzia takie jak Surfer SEO czy Contadu stanowią sporą różnicę, a mam wrażenie, że to dopiero początek, szczególnie w kontekście wejścia Generative Search Experience.
Automatyzacja w Google Ads
W zakresie Google Ads na horyzoncie niezmiennie pojawia się automatyzacja i ograniczanie możliwości samodzielnego zarządzania kontem. Może dostaniemy nowe raporty i ustawienia do Performance Max, ale najpewniej kosztem ograniczenia funkcji i ustawień. Już teraz system wspiera nas w pisaniu reklam czy dobieraniu kierowania za pomocą AI – być może znacznie więcej uwagi w pracy specjalistów przypadnie po stronie realnego przygotowania i optymalizacji stron docelowych.
Wyzwania związane z analityką
Jeśli chodzi o analitykę, czuję, że przed nami rok bałaganu. Wytyczne dotyczące ciasteczek, stanowiska prawne vs. oczekiwania Google – to niestety spore zamieszanie. Nie ma miesiąca, w którym nie odkrywamy czegoś nowego: od nieprawidłowego działania do nowych wyzwań i zmieniających się wyznaczników. Bez obserwowania tego prędzej czy później stracimy dane lub marketingową efektywność, a w najgorszym wypadku ktoś może popaść w problemy prawne.
Dawid Bagiński
Prowadzi agencję marketingu w social mediach, Social Elite
W 2024 roku w obszarach marketingu i sprzedaży rozwiązania oparte o AI na stałe zadomowią się w planach i działaniach firm. Zespoły będą dążyły do podniesienia wydajności, jakości i tempa realizowanych zadań. To wszystko stało się możliwe dzięki narzędziom no code i prostemu dostępowi do sztucznej inteligencji. Wiele prac, które jeszcze rok temu robili ludzie, w tym roku systematycznie będzie zastępować i realizować AI oraz automatyzacje no code.
W social mediach coraz częściej będziemy widzieli wideo i zdjęcia wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Na dobre rozpocznie się też rewolucja AI influencerów. Dla statystycznego użytkownika Instagrama nie do odróżnienia będzie zdjęcie i film wygenerowany przez AI od tych publikowanych przez prawdziwego influencera.
Co w zasadzie uznamy za prawdziwe? Czy internetowa influencerka wygenerowana przez AI będzie nieprawdziwą influencerką? W końcu projektowanie efektywnych asystentów AI, którzy rozmawiają z Tobą lub piszą na firmowym czacie, stało się relatywnie proste i w zasięgu finansowym.
Świat marketingu i sprzedaży wchodzi w nową erę. To wszystko to trendy i nowości, które sprawią, że dla wielu trudno będzie skupić się na fundamentach biznesu.
Zyskają firmy, które rozumieją, czym jest dobra strategia, skuteczne procesy w zespołach, efektywna reklama w social mediach i lejki marketingowe. A w to wszystko wdrożą narzędzia AI. To spowoduje większe zapotrzebowanie na specjalistów z branży marketingu. Skuteczne kampanie reklamowe jak nigdy wcześniej zyskają na znaczeniu. Obecna sytuacja gospodarcza spowodowała, że walka o uwagę odbiorcy i klienta będzie bardziej zacięta niż kiedykolwiek wcześniej. Kompetencje w tych obszarach zyskają na znaczeniu. To będzie bardzo ekscytujący rok!
Tomasz Walicki
Dyrektor Marketingu w ICT Poland Sp. z.o.o
W 2024 roku będziemy świadkami jeszcze większej zmiany w kierunku zrównoważonego rozwoju, z coraz większym naciskiem na wspieranie świadomych wyborów konsumentów. Kampanie marketingowe będą dążyć do edukowania konsumentów na temat pochodzenia produktów, podkreślając zrównoważone źródła pozyskiwania surowców, opakowania, które pozwalają zminimalizować ich wpływ na środowisko i bardziej etyczne metody produkcji.
Ta zmiana w kierunku przejrzystości jest nie tylko odpowiedzią na potrzeby konsumentów i wyzwania naszych czasów – także te prawne, związane z raportowaniem ESG – ale także może być strategicznym posunięciem, dzięki któremu obronią się marki autentycznie odpowiedzialne i transparentne. Takie, którym zależy na budowaniu zaufania i długoterminowych relacji z konsumentami.
Dodatkowo ciekawym aspektem działań marketingowych z pewnością będzie większa integracja tradycyjnych narzędzi marketingowych i sztucznej inteligencji (AI). Sztuczna inteligencja umożliwia spersonalizowane i oparte na danych podejście, pomaga zwiększać zaangażowanie klientów i dostarczyć im bardziej ukierunkowane i trafne treści.
Mimo iż AI nie zastąpi kompetencji specjalistów od marketingu i ich znajomości rynku, oczekiwań konsumentów oraz sprawdzonych rozwiązań, będzie wartościowa w procesie optymalizacji przygotowania materiałów oraz mierzenia efektów kampanii. Obie te kwestie bez wątpienia zredefiniują krajobraz marketingowy, który znamy.
Aleksander Cierniewski
CEO Semcore. Pełen energii lider. Dba o kluczowe procesy, kulturę organizacyjną i współpracę ze wszystkimi zespołami w firmie.
Tu nie będzie raczej zaskoczenia. O ile w 2023 roku na sztuczną inteligencję mogliśmy jeszcze patrzeć jak na trend, o tyle w 2024 jej obecność będzie codzienną marketingową rzeczywistością. To znajdzie swoje odzwierciedlenie w jeszcze większej personalizacji treści, co z kolei będzie musiało nieść za sobą zmiany w postrzeganiu prywatności użytkowników i sposobie zbierania o nich danych. W tym ostatnim możemy się wreszcie doczekać kilkukrotnie już zapowiadanych zmian od Google dotyczących cookies.
W 2024 roku należy także zwrócić się w kierunku humanizacji marek oraz budowaniu społeczności wokół nich. Od kilku lat możemy obserwować wysoki wzrost udziału w rynku wśród małych firm, a to oznacza, że klienci stale przykładają coraz większą wagę do tego, z jakich źródeł kupują. Tendencja ta będzie jedynie wzrostowa. Należy także wziąć pod uwagę rosnący wpływ mediów społecznościowych na sprzedaż. W samym tylko 2023 roku wzrost ten wyniósł prawie 40%.
Bartosz Walat
Creative Lead w Tears of Joy
Rok 2024 zapowiada się jako kolejny etap wyścigu maszyn. Nowe aplikacje, aktualizacje starych aplikacji i głośne kolaboracje tych starych z nowymi. Część marketerów zwiększy częstotliwość swoich działań, co będzie skutkowało nadprodukcją treści i przeciętnością stosowanych zabiegów formalnych. Na drugim biegunie znajdą się miłośnicy wyrazistych idei i niestandardowych rozwiązań, którzy wybiją się ponad automatyzację i algorytmy, by zaserwować nam coś nietuzinkowego.
Ta dychotomia winszuje świetny rok dla kreatywnych. Po latach komunikacyjnej poprawności zaczynamy odczuwać potrzebę zrobienia czegoś odważnego. Z jednym zastrzeżeniem. Odważnie może oznaczać: spokojnie. Prowokacje i skrajne emocje, jakie pojawiają się w życiu politycznym czy społecznym, pochłaniają tak wiele energii, że oczekiwania odbiorców zmierzają w stronę harmonii. Rozpisał się o tym Instytut Pantone, ogłaszając, że kolorem roku 2024 będzie brzoskwiniowy puch. Kolor, który daje nam dobre, pozytywne emocje, odżywia nas, ale i przybliża do siebie.
Franciszek Georgiew
Owner of XXII Ventures: Tigers, Automation House, Huqiao 琥桥
Dzieje się to, co powtarzam już od kilku lat w kolejnych prognozach, tylko widzimy to coraz wyraźniej. Coraz większe kawałki procesu możemy zautomatyzować, a od niedawna wyoutsourcować do AI. Coraz więcej naszych drobnych decyzji w reklamowych systemach samoobsługowych podejmują za nas algorytmy. Przewaga człowieka tkwi w zrozumieniu szerszych kontekstów i niuansów, których nie da się przekazać do „czarnej skrzynki” przy pomocy tabeli, tekstu czy bazy danych.
Stąd za najbardziej „hot” kierunki uważam konsekwentnie strategię i analitykę, które pozwalają podejmować właściwe decyzje w marketingu i biznesie.
Mateusz Malinowski
Od 2016 roku prowadzi działania SEO w Fabryce Marketingu.
Marketing w 2024 roku to będzie prawdziwa jazda bez trzymanki, gdzie AI i SEO mają własną ligę. Tak, zmiany w marketingu cyfrowym pędzą jak szalone, a SEO jest w samym centrum tego szaleństwa.
Zacznijmy od tego, że AI staje się królem balu. Narzędzia generatywnego AI zmieniają sposób, w jaki marketerzy realizują swoje strategie SEO. Więc jeśli jeszcze tego nie robisz, pora wskoczyć na pokład AI.
PORADA
Ale uważaj, AI to nie wszystko. Ludzki dotyk wciąż się liczy. Możesz używać AI do generowania treści, ale bez ludzkiego spojrzenia, które to wszystko dopieści, nie ruszysz się z miejsca. Prawdziwa sztuka polega na używaniu AI strategicznie, dając sobie więcej czasu na myślenie o „bigger picture”, a nie tylko o szczegółach.
Co jeszcze? Ekspertyza będzie kluczowym czynnikiem różnicującym. Musisz dostarczać treści z autentycznymi wkładami i oryginalnymi danymi, które mogą być przypisane do autorów z imieniem i nazwiskiem.
Wojciech Żywolt
Regional Paid Social Senior Specialist w GroupM Poland, wykładowca i szkoleniowiec
Digital marketing nieustannie się rozwija, a z nim zmieniają się sposoby komunikacji, nabywania produktów i usług oraz konsumowania treści. Wyzwania na kolejne lata? Dopasowanie przekazów reklamowych do właściwych grup odbiorców, równocześnie uwzględniając rosnące potrzeby użytkowników. Chociaż zauważam utrzymującą się tendencję wykorzystywania takich formatów, jak video i short video, nie należy zapominać o formatach statycznych oraz tekstowych!
Warto uwzględnić w swoich działaniach platformę Threads, która jest dostępna dla Polski od 14 grudnia 2023. Najpierw sprawdźmy, jak działa, co warto publikować i czy w ogóle sprawdzi się dla marki, którą prowadzimy.
Mikhail Fediukovich
Senior Performance Specialist, Digital Consulting, Performance Lead w Kerris
W roku 2024 warto przyłożyć większą wagę do ludzkiego aspektu w tworzonych przez nas reklamach. Pomimo fali informacji na temat automatyzacji pracy, warto czasem zastanowić się, czy nie zapominamy, że nasze reklamy są skierowane do prawdziwych ludzi. To oni, a nie ich Google Assistant, decydują (przynajmniej na razie), w którą reklamę kliknąć i co zakupić.
Konflikt pomiędzy firmami Unii i Meta, prowadzący do nowych ograniczeń w zakresie targetowania na platformach, z pewnością zmusi reklamodawców do wyjścia poza standardowe ramy Google’a i Facebooka, zwracając uwagę na mniej oczywiste platformy, gdzie potencjalnie znajdują się odbiorcy z grup docelowych (od TikToka poprzez ex-Twittera aż po Reddita czy Snapa).
Bez wątpienia utrzyma się tendencja do upraszczania procesu tworzenia reklam i ograniczania obszarów, na które mamy bezpośredni wpływ. Meta chce, abyśmy korzystali z „polepszania” reklam i Advantage+. Google zaleca akceptowanie wszystkich ich sugestii i używanie keywordów w dopasowaniu przybliżonym. Obydwie platformy zachęcają do minimalizowania modyfikacji podczas tworzenia reklam. Nie zawsze jest to zjawisko negatywne, ponieważ widziałem wiele kampanii, w których faktycznie lepiej by było oddać kontrolę robotom. Niemniej jednak, nawet ufając algorytmom, warto wskazywać im kierunek, którym powinny podążać.
Dominika Bucholc
Konsultantka i ekspertka w zakresie AI i strategii
Uważałabym z nazywaniem kolejnego roku rokiem AI (zwłaszcza kiedy myślimy tylko o generative AI)… Ważne będzie zachowanie balansu między wykorzystaniem AI a utrzymaniem autentyczności i kreatywności marki. Oczywiście, nadal będziemy uczyć się tej technologii i ją adaptować, ale znacznie częściej pojawiać się będzie pojęcie „Human Intelligence”. W miarę jak więcej marketerów zacznie włączać AI do swoich procesów pisania, kluczowe będzie tworzenie treści o wysokiej jakości, które są prowadzone przez ludzi, a nie tylko kopiowane przez chatboty.
Tomasz Stopka
Ekspert SEO. Prowadzi własną agencję SEO SEMURAI
Piękny to był rok 2023, nie zapomnę go nigdy. Rewolucja AI zmieniła bardzo mocno nasze internetowe życie i wszystko wskazuje na to, że będzie zmieniać je jeszcze bardziej. Powstają kolejne ułatwienia i rozwiązania dla codziennego życia. Strony internetowe, aplikacje, ale i całe produkty bazujące na AI. Czy to jednak jedyna zmiana, jaka będzie postępować w rozpoczętym roku 2024? W mojej ocenie absolutnie nie, chociaż będzie to wszystko oscylowało w okolicach wykorzystania AI.
Najważniejsze, co należy zauważyć, to fakt, że Google zaspało totalnie rewolucję związaną z AI. Nawet Microsoft ze swoim Bingiem w odpowiednim momencie weszli w kooperację z OpenAI, oferując najpierw czat zbliżony do tego, co oferuje ChatGPT, aby w ogóle zaproponować użytkownikom Copilota, który będzie „dokokszoną” wersją Siri z iOS. Tylko Google dalej powoli rozwija swoje rozwiązanie nazwane Bard, które w ich ocenie będzie podobnie dobre jak rozwiązania OpenAI. Śmiem w to wątpić.
Ja osobiście przypuszczam, że rok 2024 może być zamknięciem cyklu – podobnie jak było w 2012 roku, gdzie linki i treść tworzone były na potęgę przez wiele ułatwiających ten proces narzędzi. Już teraz można tworzyć zaplecza, treści i nowe linki w zasadzie bez większych ograniczeń. Różnica co prawda jest taka, że w 2012 roku wystarczyło mieć narzędzia, aby mieć linki. Teraz należy mieć jeszcze do tego odrobinę gotówki.
Niemniej myślę, że zbliżamy się do momentu, gdy Google powie „STOP” i zrobi czystkę w wynikach wyszukiwania. Rozwiąże to problem tworzenia gigantycznych ilości treści, problemów z indeksacją, jakością treści czy ich duplikacją. Będzie to też otworzenie szeroko drzwi do wprowadzenia wyników wyszukiwania serwowanych w jakimś większym stopniu przez AI oraz odpowiedzi podobne jak w czacie.
Myślę, że trzeba mocniej skupić się na budowaniu obecności w internecie – nie tylko poprzez SEO, ale także inne kanały jak social media czy reklama płatna (o to nie tylko w Ads).
I nie, SEO nie umrze – będzie się miało lepiej niż kiedykolwiek. Zaczną zmieniać się nawyki użytkowników, którzy coraz częściej będą chcieli otrzymywać gotowe odpowiedzi, a nie szukać ich na dwudziestu stronach oferujących rozbudowane, ale nic nie mówiące artykuły. Przygotujcie się. Miasto nie może upaść.
Dixon Jones
CEO. Board member. NED advisor. Startup veteran in the digital SAAS space
Narzędzia, które próbują segmentować odbiorców i „intencje użytkowników”, są w większości przestarzałe, zwłaszcza jeśli chodzi o wyszukiwanie, gdzie zapytania są często segmentowane po prostu jako „nawigacyjne”, „transakcyjne” itd. Jest to naiwne i przestarzałe. Narzędzia takie jak InLinks używają czasowników, aby pomóc zrozumieć intencje użytkowników na znacznie bardziej szczegółowym poziomie. Ahrefs również wydaje się ostatnio próbować rozwiązać tę kwestię. W styczniu uruchomią również nowe i całkowicie bezpłatne narzędzie analityczne „Audience”, które również wykroczy poza to podejście.
Marcin Gut
Head of Business Development CEE w Programmads, certyfikowany trener Google Marketing Platform
Zwiększenie wykorzystania sztucznej inteligencji w marketingu
W sferze kreatywnej technologia AI będzie przełomowa. Wykorzystując algorytmy AI, zespoły kreatywne będą mogły zautomatyzować i rozwinąć wiele procesów. Na przykład, wykorzystując możliwość analizy rozległych zbiorów danych w czasie rzeczywistym, personalizacja zostanie wyniesiona na nowy poziom, zapewniając lepsze dopasowanie reklamy do konsumenta. Nie tylko zwiększy to zaangażowanie użytkowników, ale także zmaksymalizuje skuteczność kampanii reklamowych.
Oprócz tego sztuczna inteligencja będzie wykorzystywana na większą skalę do tworzenia treści. Niezależnie od rodzaju generowanych treści, algorytmy AI będą w stanie replikować kreatywność podobną do ludzkiej. Ta zdolność oszczędza czas i może otworzyć drzwi do innowacyjnych i unikalnych pomysłów na treści, które w przeciwnym razie mogłyby nie zostać zbadane.
Dodatkowo w perspektywie blokowania plików cookie 3rd party wzrośnie predykcyjna rola sztucznej inteligencji, dzięki której reklamy są dostarczane do właściwych odbiorców we właściwym czasie, zwiększając szanse na konwersję.
Wzrost znaczenia danych własnych
Wraz z wycofaniem przez Google i inne główne platformy plików cookie stron trzecich, branża reklamowa przechodzi głęboką transformację. W efekcie przeprowadzanych zmian w 2024 roku znacząco wzrośnie znaczenie danych własnych (1st party data) reklamodawców i marketerów. Dane własne, które obejmują bezpośrednie informacje zebrane od klientów poprzez interakcje z witryną internetową firmy, aplikacją lub innymi platformami, będą siłą napędową spersonalizowanych doświadczeń reklamowych.
Dynamiczny wzrost znaczenia marketplace’ów
Retail media coraz bardziej będą przypominać wydawców. Ewolucja ta wymaga dostosowania procesów, technologii i sposobu myślenia do wymagań reklamodawców. Kluczowe kwestie w tym zakresie to standaryzacja formatów reklam, wdrożenie technologii umożliwiającej pomiar emisji reklam atrybucji oraz strategii monetyzacji danych własnych.
Marcin Łukasik
Co-Founder Agencji i studia podcastowego Studio PLAC
Co nas czeka w marketingu 2024? W największym skrócie: konieczność wspięcia się na wyżyny kreatywności. Biorąc pod uwagę obecną sytuację ekonomiczną, jak zwykle w takich sytuacjach marketing jest pierwszym celem do odstrzelenia w firmowym budżecie. O czym warto pomyśleć, planując działania na nadchodzący rok?
1
Podcasty
Nie byłbym sobą, gdybym o tym nie wspomniał. Często dostaję pytania, czy podcastowy pick już za nami? Absolutnie nie! To wciąż bardzo młody rynek, który wyraźnie się profesjonalizuje i sięga po nowe rozwiązania. Rośnie liczba słuchaczy oraz samych podcastów. To najlepszy znany mi sposób na opowiedzenie swojej historii, wartości marki czy budowania relacji z klientami, tworząc wartościowe i „kaloryczne” treści.
Kierunkiem, który przewiduję, są nowe różnorodne formaty podcastów. To już nie tylko rozmowa dwóch osób, ale np. reportaże backstage z pracy firmy, miniseriale audio czy trzyminutowe podcasty produktowe. Polacy od lat kochają audio i warto to wykorzystać.
2
Rodzeństwo audio i video
To, jak w ostatnich latach świat pokochał krótkie formy video, jest nie do pomyślenia. Powody są proste. To po prostu działa, a odbiorcy chętnie konsumują tego typu treści. W komunikacji marek stawiałbym na tworzenie jakościowych materiałów, przekazujących odbiorcom realną wartość. Natomiast nie patrzę na video jak na zagrożenie dla podcastów, ale raczej jak na rodzeństwo, które idzie za rękę i wzajemnie się wspiera.
3
AI i automatyzacja
Od tego już nie uciekniemy, a im szybciej zrozumiemy, że to nie tyle szansa, co konieczność, tym lepiej! W 2023 roku wiele agencji i twórców „wąchało” się z AI. Jestem pewny, że w 2024 AI będzie już niemalże stałym wsparciem dla naszych działań. Nie określałbym AI jako zagrożenia dla naszej pracy, ale raczej niezbędne wsparcie i eliminację czasochłonnych powtarzalnych aktywności.
Abby Hehemann
Director of Product Marketing at GetResponse
Bez wątpienia sztuczna inteligencja (AI) nadal będzie zajmować czołowe miejsce na nagłówkach i w codziennej pracy marketerów. Po lawinie nowych rozwiązań opartych na AI w 2023 roku, dynamika zmian pozostaje taka sama. ChatGPT od OpenAI nadal wiedzie prym, choć Gemini od Google’a ma być znaczącym graczem i przewiduje się, że będzie rywalizować z OpenAI. Niezależnie od tego, kto ostatecznie wyjdzie na prowadzenie, będzie to kolejny innowacyjny i ekscytujący rok dla AI.
Przechodząc do e-mail marketingu, przygotuj się na duże zmiany w lutym! Gmail i Yahoo mają wprowadzić nowe wytyczne dotyczące masowej wysyłki wiadomości e-mail, koncentrując się na uwierzytelnianiu, kontroli spamu i usprawnionej rezygnacji z subskrypcji. Te regulacje wprowadzają w życie to, co od dawna było najlepszą praktyką w świecie e-mail marketingu. Priorytetowe traktowanie domen wysyłkowych i staranne zarządzanie listami odróżni zwycięzców od przegranych. Jest to dynamiczny krajobraz, a ci, którzy szybko się dostosują, wyjdą na szczyt (skrzynki odbiorczej).
Lohi Omo-Ezomo
Hawking creativity & brand equity @comtrade360
Przewidywanie przyszłości może być dość trudne, jednak świetnym punktem wyjścia jest przeszłość, która zwykle daje wskazówki, pomagające przewidywać i ustalać strategie, które dadzą Ci przewagę w przyszłości. Nie inaczej jest w przypadku marketerów. Oto moje przemyślenia na temat tego, czego możemy się spodziewać jako marketerzy i liderzy marek:
W 2024 roku ludzie nadal będą ludźmi, więc będą obowiązywać te dwie podstawy dotyczące trendów:
Storytelling – bardzo modny, ponieważ ludzie nadal będą musieli stworzyć więź emocjonalną, zanim podejmą działania w Twojej witrynie lub związane z Twoim produktem. Marki, które potrafią tworzyć przekonujące narracje, wzbudzające odpowiednie emocje, będą rezonować z grupą docelową i napędzać jej zaangażowanie.
Treści i materiały marketingowe opierające się na budowaniu zaufania – ludzie zwykle wracają do marek, produktów lub osób, którym ufają, które postrzegają jako autentyczne i wierzą, że nie mają ukrytych celów. Dlatego warto być przejrzystym i publikować treści, które wzbudzą zaufanie do Twojej marki.
A na co warto zwracać uwagę?
W 2023 roku wprowadzono wiele aktualizacji i zmian w jednej z największych na świecie wyszukiwarek – a w kolejnych miesiącach będzie ich jeszcze więcej! Dlatego jeśli chcesz, aby Twoja marka utrzymała swoją pozycję w wyszukiwarce, musisz przyjrzeć się (nowym) sposobom, w jaki ewoluują intencje wyszukiwania (Search Intent) i ścieżki zakupowe wraz ze wszystkimi zmianami, aby napędzać optymalizację, pozycjonowanie i personalizację Twojej marki w czasie rzeczywistym!
W 2023 roku widziałam wiele marek i firm współpracujących ze specjalistami z konkretnych nisz (ekspertami), a nie z influencerami (generalistami), zwłaszcza w przestrzeni B2B. Rok 2024 będzie świetnym czasem, aby przeznaczyć budżety na influencerów na rzecz ekspertów z określonej niszy, którzy mają realny głos i zbudowaną społeczność, która może obejmować Twoją docelową grupę odbiorców.
AI, AI, AI – podbija świat i różnorodne branże… nie chcesz zostać w tyle.
Mick Griffin
Chief Growth Officer at TRAFFIT, Digital Recruitment Expert, Angel Investor, Curator of Growth
Wierzę, że rok 2024 będzie rokiem przewagi jakości nad ilością i rozwoju przestrzeni uwagi. Dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji w 2024 r. będziemy publikować więcej treści niż kiedykolwiek wcześniej. Zobaczymy, że nasze kanały, takie jak Gmail, Facebook, LinkedIn itp., będą pracować ciężej niż kiedykolwiek, aby zapewnić nam tylko taką komunikację, jaką ich zdaniem chcemy widzieć zarówno na naszych feedach, jak i w skrzynce odbiorczej.
Oznacza to, że marketerzy w 2024 roku będą musieli dysponować bardziej wartościowymi treściami dla swojej publiczności niż kiedykolwiek, ale także stale rozumieć, jakiego rodzaju treści oczekują poszczególne kanały. To wyzwanie, z którym będzie się mierzyć wielu z nas, ponieważ często to, czego chce nasz odbiorca, nie jest tym, co LinkedIn uważa, że ten odbiorca chce. Dlatego uważam, że jako marketerzy musimy stworzyć więcej kanałów, nad którymi mamy kontrolę.
Poza tym zobaczymy więcej społeczności tylko dla zaproszonych, więcej wydarzeń offline, a może nawet powrót kampanii wysyłanych tradycyjną pocztą! Musimy też zastanowić się nad tym, gdzie wchodzić w interakcję z naszymi odbiorcami, aby jednocześnie nie być niewolnikami algorytmów i wyświetleń.
Zack Deris
Founder & CEO @ ZDTS
Uwaga jest najważniejszą walutą w marketingu. Firmy obecnie skupiają się bardziej na zasięgu generowanym przez darmowe platformy mediów społecznościowych niż na przestarzałych metodach płatnej reklamy. Najlepszym sposobem na przyciągnięcie uwagi konsumentów są teraz przestrzenie cyfrowe, takie jak rozrywka, gry i sieci społecznościowe. Firmy muszą zdać sobie sprawę, że te platformy oferują niebywałe możliwości rozwijania obecności marki i angażowania odbiorców bez wygórowanych kosztów związanych z „tradycyjnymi” kanałami reklamowymi.
Jakie trendy marketingowe 2024 warto wziąć pod uwagę?
Wśród kluczowych trendów marketingowych w 2024 roku można wymienić wykorzystanie sztucznej inteligencji do badań konsumenckich, rozwój społeczności w celu zbudowania silniejszych więzi oraz integrację handlu społecznościowego w celu wygodnego dokonywania zakupów na platformach społecznościowych.
Sztuczna inteligencja, szybsza i dokładniejsza niż tradycyjne metody, przynosi korzyści firmom, które szkolą swoich pracowników w zakresie analityki konsumenckiej przy użyciu AI, zapewniając marce zabezpieczenie na przyszłość oraz zwiększając lojalność i przychody.
Marki będą w coraz większym stopniu rozwijać społeczności online (np. kanały WhatsApp czy poprzez grupy nadawcze na Instagramie), aby wzmocnić więź z konsumentami, biorąc pod uwagę malejący zakres ich uwagi spowodowany „tiktokenizacją” internetu.
Social commerce, kluczowy w 2024 roku, wykorzystuje średnio 3 godziny dziennie, które społeczeństwo spędza w mediach społecznościowych, maksymalizując współczynniki zakupów i konwersji poprzez integrację sklepów e-commerce na tych platformach.
Technologie immersyjne, takie jak wirtualna i rozszerzona rzeczywistość, które stają się standardem, pozwalają markom na tworzenie fascynujących doświadczeń, tym samym zwiększając zaangażowanie konsumentów.
Jakie platformy będą na topie?
Wbrew powszechnej opinii, każda platforma social media jest kluczowa dla marketingu w 2024 roku. Odbiorcy na Facebooku różnią się od tych na LinkedInie, a ci z kolei od tych na TikToku. Dostosowywanie treści do każdej platformy przyspiesza rozwój i maksymalizuje pozyskiwanie konsumentów.
LinkedIn, X, Instagram, TikTok i inne wschodzące platformy oferują unikalną, opłacalną możliwość prezentowania marek. Strategiczne skupienie się na tych platformach, zrozumienie ich algorytmów i opanowanie storytellingu w ich ramach jest kluczowe, aby pozostać na czele tej marketingowej gry.
Które trendy prawdopodobnie przetrwają?
Marki, które przedkładają marki osobiste swoich pracowników nad własną. Firmy, które zachęcają swoich pracowników do budowania marek osobistych, odnotowują znaczny wzrost ARR i liczby klientów.
Wraz z rosnącą popularnością mediów społecznościowych, ludzie dążą do tworzenia marek osobistych i społeczności, a firmy, które wykorzystują ten trend, pozwalając pracownikom na promocję, czerpią z tego spore korzyści. Chociaż jest to trudna kwestia dla CEO firm, biorąc pod uwagę, że średni cykl życia pracownika wynosi 4,6 roku, zapewnienie większej swobody zmniejsza ryzyko jego przedwczesnego odejścia. Umożliwienie im rozwoju marek osobistych sprzyja symbiozie, pozwalając firmom na rozwój dzięki treściom generowanym przez pracowników, a także na budowanie silniejszych relacji zarówno z nimi, jak i odbiorcami treści.
Konstantin Yevishkin
Founder & CEOFounder & CEO Content Loop
W 2024 r. ogólną tendencją będzie wzrost liczby cyfrowych bliźniaków, wirtualnych influencerów i anonimowych kont. Zatem gen AI będzie jeszcze bardziej skalować produkcję treści.
W 2024 roku, jako ogólny trend, zobaczymy więcej cyfrowych bliźniaków, wirtualnych influencerów oraz anonimowych kont. Tak więc generatywna AI będzie jeszcze bardziej skalować produkcję treści.
Jeśli chodzi o sektor B2C, twórcy i influencerzy z pewnością będą kontynuować uruchamianie własnych kursów i marek D2C, ale sądzę, że w końcu zaczną wdrażać też własne rozwiązania SaaS. Jest to dla nich łatwiejsze pod kątem zdobywania popularności, a także pozwala szybko przekształcić ją w dochodowy biznes, bez konieczności korzystania z kapitału VC.
Jeśli chodzi o B2B, sądzę, że na LinkedInie i X pojawi się jeszcze więcej twórców B2B, którzy będą zakładać własne społeczności w oparciu o swoją wiedzę specjalistyczną. Potraktuj to jako autentyczną falę influencer marketingu, ale teraz w segmentach B2B.
Robert Craven
Director, GYDA.co (Grow Your Digital Agency)
Dodawanie wartości dla klientów to jedna rzecz, na której musimy się skupić… Wszyscy uwielbiamy rozmawiać o strategiach i taktykach marketingowych, ale wszystko, czego chcą klienci, to więcej lepszych klientów… Daj im to, a będą zachwyceni. Czy obchodzi ich, w jaki sposób to robimy, jak bardzo jesteśmy sprytni lub jakich wymyślnych narzędzi używamy? Nie sądzę. Płacą nam za pomoc w rozwijaniu ich biznesu. Zrób to, a pokochają ci
Jak się uczyć, to od najlepszych! Przeczytaj nasze zestawienie i poznaj podcasty o marketingu, biznesie i nowych technologiach, dzięki którym będziesz na bieżąco z najnowszymi trendami marketingowymi oraz technologicznymi, zyskasz masę inspiracji do dalszych działań i praktycznych porad od ekspertów z branży, a także dowiesz się, jak uniknąć najczęstszych błędów! Gotowa/y? 3, 2, 1… zaczynamy!
Podcast o brand marketingu autorstwa Macieja Sznitowskiego, skierowany do przedsiębiorców i marketerów, z którego dowiesz się, jak zbudować silną markę!
Kilka przykładowych tematów poruszanych w tym podcaście o marketingu i brandingu:
Biznes czy brand – co ważniejsze na starcie?
Czym się różni strategia marki od strategii marketingowej?
Strategiczny pivot marki Decathlon –> Krzysztof Gońka / Decathlon
W marketingu B2B brakuje autentyczności –> Martyna Goździuk / Vibrand
Czy klient jest najważniejszy w budowaniu marki?
2. Technologicznie – podcast Bartka Pucka i Jarosława Kuźniara
W tym podcaście o nowych technologiach posłuchasz o najnowszych trendach, narzędziach i innowacjach oraz ich wpływie na nasze życie. Jest on adresowany zarówno do osób prywatnie zainteresowanych nowymi technologiami, jak i przedsiębiorców, którzy chcą być na bieżąco z najnowszymi trendami i wykorzystać je w swojej działalności.
Kilka przykładowych tematów podcastu o nowych technologiach autorstwa Bartka Pucka i Jarosława Kuźniara:
Skąd się wziął kryzys w OpenAI?
Jak ChatGPT pomaga w pracy?
Jak wprowadzać produkt na rynek? Skutecznie z MVP
Jak wykorzystać AI w biznesie? Best of Technologicznie
Ciekawy podcast o marketingu, w którym nie znajdziesz lania wody, za to same konkretne rozwiązania, dzięki którym usprawnisz swoje działania marketingowe i sprzedaż. W swoim podcaście Artur Jabłoński dzieli się wiedzą na różnorodne tematy związane kampaniami reklamowymi, content marketingiem, social mediami, e-mail marketingiem czy e-commerce. W Konkretnie o marketingu i sprzedaży znajdziesz też rozmowy z ekspertami, polecenia książek marketingowych czy biznesowych, a także porady odnośnie do procesów rekrutacyjnych czy zarządzania sobą w czasie.
Kilka przykładowych tematów podcastu o marketingu Artura Jabłońskiego:
KODY ŚLEDZĄCE: czy są konieczne w kampanii reklamowej #116
Google Ads czy Facebook Ads: WARTO reklamować się tam jednocześnie? #115
Google Ads czy Facebook Ads: Który system będzie lepszy, by promować Twój biznes? #114
Książki o zarządzaniu – 5 tytułów, które warto przeczytać #113
Książki dla menedżerów i przedsiębiorców: 5 przydatnych tytułów #112
Podcast „Technofobia” to skarbnica wiedzy na temat technologii i jej wpływu na życie codzienne oraz biznes. Przygotowany przez Artura Kurasińskiego podcast oferuje merytoryczne rozmowy z ekspertami z różnych dziedzin, takich jak AI, e-commerce czy bezpieczeństwo cyfrowe. Odcinki poruszają różnorodne tematy, od wyjaśnienia skutków wprowadzenia nowych regulacji unijnych dotyczących sztucznej inteligencji po generatywną AI do dyskusji na temat wpływu AI na takie branże, jak SEM czy e-commerce.
Kilka przykładowych tematów tego podcastu technologicznego:
Co to jest e-podpis i jak z niego korzystać?
O co chodzi z aferą wokół OpenAI?
Jak AI Act zmieni Europę i świat?
AI Act – co to jest i jakie będzie miało znaczenie?
W swoim podcaście o biznesie Greg Albrecht, zapraszając różnych przedsiębiorców, przybliża strategie, które działają w prowadzeniu biznesu. Pozycja obowiązkowa do odsłuchania dla przedsiębiorców i prezesów firm.
Przykładowe odcinki podcastu o biznesie Grega Albrechta:
Podcast biznesowy skierowany m.in. do przedsiębiorców, który porusza następujące tematy: budowanie marki, content marketing, produktywność, finanse firmy, online marketing, zakładanie firmy, automatyzacja zadań, historie przedsiębiorców, psychologia biznesu, prowadzenie sklepu, organizacja pracy, pracownicy w firmie, praca zdalna, tworzenie oferty handlowej, zwiększanie sprzedaży, zarządzanie firmą, influencer marketing, social media, tworzenie kursów online, skalowanie działalności, event marketing, praca freelancera, obsługa klienta, praca dla przedsiębiorców. Wśród gości tego naprawdę wartościowego podcastu można wymienić takich ekspertów i ekspertki jak np. Michał Sadowski, Janina Bąk, Paweł Tkaczyk, Olga Budzyńska, Maciej Aniserowicz, Pat Flynn, Kamil Kozieł, Joanna Ceplin, Maciej Budzich, Wojciech Herra, Michał Szafrański, Dariusz Puzyrkiewicz czy Arlena Witt.
Jak widzisz, lista – zarówno poruszanej tematyki, jak i zaproszonych gości – jest naprawdę imponująca i mówi sama za siebie!
Kilka przykładowych tematów tego ciekawego podcastu:
413: Jak sprzedawać, gdy wokół panuje kryzys? | Jakub Cyran
412: Jak reagować na zmianę zachowań klientów w niepewnych czasach | Paweł Tkaczyk
411: Twoja marka osobista cię przytłacza? Możesz to zmienić | Michał Wrzosek
410: Zdobywanie klientów cię męczy? Jest na to sposób! | Tomasz Dziuda
409: OKR, czyli rób to, co trzeba, a nie pracuj od rana do wieczora | Natalia Dołżycka
Jeden z najpopularniejszych polskich podcastów o biznesie. Jak wskazuje sam tytuł, w Przygodach Przedsiębiorców znajdziesz rozmowy z doświadczonymi przedsiębiorcami, którzy dzielą się swoimi przeżyciami, poradami i wskazówkami. Wśród zaproszonych ekspertów znajdziesz takie osoby jak Kamil Kozieł, Szymon Negacz, Sławomir Mentzen, Anna Ledwoń-Blacha, Michał Sadowski, Artur Jabłoński czy… Mateusz Morawiecki.
Kilka przykładowych tematów tego podcastu:
Budują NOWEGO FACEBOOKA? Nowy wymiar SOCIAL MEDIÓW | Robert Bukowski
Byli SPISANI na STRATY! Jak BRAND24 wrócił na rynek? | Michał Sadowski
TO ODMIENI TWOJE WYSTĄPIENIA PUBLICZNE. Jak Być ZABAWNYM Na Scenie Kamil Kozieł SE2
Zarobić Miliony na Webinarach? Czy to w ogóle możliwe? | Dawid Witych | Przygody Przedsiębiorców
Skuteczna budowa SKLEPU INTERNETOWEGO | Łukasz Plutecki
Podcast biznesowy i marketingowy, w którym pojawiają się też zagadnienia związane m.in. z obsługą klienta czy sprzedażą. Michał Sadowski, założyciel Brand24, dzieli się w nim poradami, odpowiada na pytania swoich odbiorców, a także rozmawia z zaproszonymi gośćmi. Na jakie tematy?
Oto kilka przykładowych odcinków podcastu Michała Sadowskiego:
Jak zamienić PASJĘ w biznes generujący 7 MILIONÓW? | Anna Weber z Pomelody
Bezpieczeństwo w sieci | Michał Mazur z Santander Bank Polska
Budowa globalnego SaaS generującego $8M | Maciej Zawadziński z Piwik PRO
1,000,000 PLN powtarzalnego przychodu na miesiąc | Grzegorz Warzecha z User.com
Budowa agencji Influencer Marketingu | Kacper Zdunek z ClickInStory
10. Marketing z głową
Prowadzący: Łukasz Hodorowicz
Gdzie możesz posłuchać tego podcastu marketingowego?
Zastanawiałeś się kiedyś, jak kupują Twoi klienci? Jeśli nie, najwyższa pora to zmienić! Żeby skutecznie sprzedawać, musisz wiedzieć, co chodzi po głowie Twoim klientom. Dowiesz się tego z… podcastu o marketingu internetowym Marketing z głową, który prowadzi Łukasz Hodorowicz.
Tematy kilku przykładowych odcinków:
„Zabij swoich bliskich” – dlaczego musisz pozbyć się niektórych osób z listy mailingowej
Szorty ep. 1: Czy nagrody są dobre?
Opowiadasz o zaletach oferty? Przestań. Opowiedz o wadach
Jak pomimo kryzysu sprzedawać więcej
Jak zostać ekspertem. Jedyna skuteczna recepta
11. Nowoczesna Sprzedaż i Marketing
Prowadzący: Szymon Negacz
Gdzie posłuchasz tego podcastu o sprzedaży i marketingu?
Szymon Negacz, trener biznesu, konsultant, informatyk, właściciel Sellwise.pl w swoim podcaście o sprzedaży i marketingu dzieli się wieloletnim doświadczeniem i praktycznymi poradami odnośnie do działań w B2B. Czego konkretnie dowiesz się z tego programu?
Oto kilka przykładowych tematów podcastu Szymona Negacza:
System marketing automation – buduj dom na swojej ziemi #WdrażamyNSM
Cele oraz continous improvement w sprzedaży #WdrażamyNSM
Branding w B2B – zadbaj o wygląd Twojej marki #WdrażamyNSM
Mapa procesów w sprzedaży i marketingu #WdrażamyNSM
Jak znaleźć wymarzoną pracę w sprzedaży? Praktyczny przewodnik dla handlowców i dyrektorów
Podcast biznesowy autorstwa Wojciecha Plony, poruszający zagadnienia związane z zarządzaniem firmowymi finansami, który jest skierowany do przedsiębiorców i wszystkich osób, które prowadzą własną firmę.
Podcast o biznesie Finanse w Twojej Firmie – czego się dowiesz? Przykładowe odcinki:
Omawiając podcasty o marketingu internetowym, nie sposób nie wspomnieć o podcaście Dawida Bagińskiego. W Marketing, Biznes i Sprzedaż z Dawidem Bagińskim posłuchasz o doświadczeniach biznesowych autora i wnioskach z nich płynących.
Przykładowe tematy tego podcastu marketingowego:
Porzucone koszyki: proste sposoby na zmniejszenie strat w sklepie
Buyer Persona w biznesie – większość firm robi to źle
Pozyskiwanie leadów – droga do sukcesu w e-commerce
Strategia na czwarty kwartał: Jak zwiększyć sprzedaż i uniknąć błędów
Pozyskujesz leady? Zobacz jak rozwiązać te 5 dużych problemów
Jak zbudować swoją markę osobistą? Jak zwiększyć skuteczność marketingu i sprzedaży? Jak wykorzystać social selling, aby zaangażować swoich pracowników? Tego i wielu innych przydatnych rzeczy dowiesz się z podcastu marketingowego Angeliki Chimkowskiej!
Przykładowe odcinki:
Jak skutecznie komunikować markę osobistą lidera
Social selling w małej firmie
Social selling krok po kroku
5 najlepszych narzędzi do automatyzacji na LinkedIn
Zastanawiasz się, jak rozwijać swój biznes z Google i nie tylko? Chcesz zacząć swoją przygodę z SEO, ale nie wiesz, jak się za to zabrać? A może w Twojej firmie nadszedł czas na przesiadkę na Google Analytics 4 i szukasz porad z tym związanych? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w podcaście o SEO, SEM, marketingu i biznesie, który prowadzi Krzysztof Marzec z DevaGroup!
Przykładowe tematy poruszone w podcaście Krzysztofa Marca:
Treść, treść i jeszcze raz treść! Jak dzięki niej sprzedawać online?
Domena, hosting… jak i co wybrać, by już na starcie być krok do przodu przed konkurencją?
Sprzedaż B2B w praktyce – poznaj kluczowe strategie
Jak zaistnieć na rynkach zagranicznych?
Czy Twój biznes naprawdę potrzebuje Google Ads?
16. Marketing School – Digital Marketing and Online Marketing Tips
Neila Patela chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. W jego podcaście marketingowym, który prowadzi wraz z Ericiem Siu, znajdziesz popartą wieloletnim doświadczeniem wiedzę na temat SEO, social mediów, e-mail marketingu czy content marketingu – a to wszystko w formie praktycznych lekcji.
Kilka przykładowych tematów podcastu o marketingu Neila Patela & Erica Siu:
Will AI Take Over Marketing? Lessons from 2 Years of ChatGPT
How to Attract New Clients: Strategies That Actually Work!
What you can learn from Nike and Starbucks’ new CEOs
Świetna opcja dla zabieganych marketerów, którzy nie mają czasu na słuchanie długich podcastów marketingowych. Odcinki Marketingowych Tipów mają od 5 do 10 minut i zawierają konkretne, krótkie wskazówki marketingowe. Wśród zaproszonych gości znalazło się wielu cenionych ekspertów i ekspertek z branży, takich jak np. Dagmara Pakulska, Kama Kotowska, Krzysztof Marzec czy Łukasz Chwiszczuk.
Przykładowe odcinki:
Analiza behawioralna w marketingu – na co nam to wszystko? (Kama Kotowska)
Jak wykorzystać dynamiczny content w podcastach? (Michał Kasprzyk)
Jak stworzyć efektywną sieć kontaktów na LinkedIn? (Dagmara Pakulska)
Czy działania marketingowe muszą być drogie? (Paweł Pałka)
Jak przeprowadzić audyt profilu na LinkedIn za pomocą ChatuGPT? (Robert Szewczyk)
18. Nienazwany Podcast Damiana Sałkowskiego – podcast o SEO, biznesie i marketingu
Polski podcast o SEO, który prowadzi Damian Sałkowski, prezes Senuto (narzędzia SEO). Coś dla siebie znajdą w nim zarówno początkujący, jak i zaawansowani specjaliści SEO. Wśród gości podcastu można wymienić takich ekspertów, jak Szymon Słowik, Michał Rochwerger, Karol Soja, Michał Chlewiński, Robert Stolarczyk czy Miłosz Krasiński.
Kilka przykładowych tematów podcastu o SEO Damiana Sałkowskiego:
„W Polsce nie wierzymy w outreach” Miłosz Krasiński o linkbuildingu zagranicznym | Podcast #20
„Wzrost mamy zakotwiczony w DNA” Robert Stolarczyk o rozwoju agencji Promo Traffic | Podcast #19
Od czekoladowych fontann do 20 mln rocznie ze sprzedaży linków – Michał Chlewiński | Podcast #18
Jak wygląda praca Head of SEO? – Karol Soja o budowaniu i zarządzaniu zespołem | Podcast #17
„Zwrot jest potężny, ale trzeba się tym pasjonować” – Michał Rochwerger o zarabianiu na afiliacji | Podcast #16
19. Na Podsłuchu – Niebezpiecznik.pl
Prowadzący:Piotr Konieczny, Marcin Maj, Jakub Mrugalski
Na pewno nie raz spotkałeś się z historią o utraconym dostępie do profilu firmowego na Facebooku czy w innych social mediach, albo co gorsza, sam padłeś ofiarą działań hakerów! Jeśli jesteś online marketerem, to podstawą Twoich działań powinno być… bezpieczeństwo w sieci! I o tym m.in. jest właśnie podcast Na Podsłuchu.
Przykładowe odcinki:
Ten o nowoczesnych firewallach z AI, analizie szyfrowanego ruchu i Hypershield
Ten o kluczach U2F, których nienawidzą hakerzy
Ten o złośliwych SMS-ach
Ten o ataku przez drukarki i phishingu oszukującym GMaila
Ten, o podsłuchiwaniu WhatsAppa i Signala
20. W dżungli marketingu – polski podcast marketingowy autorstwa agencji More Bananas
W tym podcaście o marketingu, który jest prowadzony przez agencję More Bananas, znajdziesz rozmowy z takimi ekspertkami z branży jak Joanna Ceplin, Kinga Edward czy Anna Ledwoń-Blacha.
Jakie tematy porusza ten podcast? M.in.:
Employer branding i marketing B2B
Kryzys na rynku marketingowym – jak sobie z nim poradzić?
Jak współpracować z agencją marketingową?
Marketing dla branży SaaS
Akcja menstruacja, czyli oswoić tabu
21. Mamy na to slajd
Prowadzący: Kuba Kwaczyński i Marta Ulman z GoldenSubmarine
Podcast o marketingu Kuby Kwaczyńskiego i Marty Ulman z agencji GoldenSubmarine. Autorzy dzielą się nie tylko historiami z życia specjalistów agencji marketingowej, ale także omawiają trendy, dzielą się praktycznymi wskazówkami, a także prowadzą ciekawe rozmowy z zaproszonymi gośćmi.
Kilka przykładowych tematów tego polskiego podcastu:
Jak buduje się markę platformy wideo? Wywiad z Jerzym Wiąckiem (TikTok Brand Strategist CE GBM)
Kiedy strateg spotyka prawnika. Wywiad z Magdaleną Korol (Creativa Legal)
Czy kampanie wideo na YouTube przyciągają uwagę i są efektywne? Wywiad z Olgą Kudryk (Google) i Michałem Zajdelem (Kantar)
Dowód osobisty marki. Jak tworzyć modele pozycjonowania?
Guilty pleasure nie takie guilty, czyli o zabawie dorosłych
Podcast Marketing MasterClass Magdaleny Pawłowskiej to masa praktycznych wskazówek odnośnie do marketingu online! Co więcej, jej gośćmi są naprawdę inspirujący eksperci i ekspertki! Wśród zaproszonych osób pojawili się już m.in. Ula Chincz, Ewa Chodakowska, Adrian Gorzycki czy Łukasz Jakóbiak.
O czym np. możesz posłuchać w podcaście Magdaleny Pawłowskiej?
Jak stworzyć pierwszy produkt cyfrowy?
Przez radio i TV po sukces na Instagramie – gość Kamila Kalińczak ąę
Sukces pisany szminką, biznes i szczęście – gość Olga Kozierowska
Stała się influencerką będąc babcią – gość Beata Borucka Mądra Babcia
Czy rozwój duchowy ma wpływ na to ile zarabiasz – gość Bartek Indygo
23. #GIRLBOSSKIE (dawniej Jestem Interaktywna) – Ola Gościniak
Chcesz założyć własną stronę www, ale nie do końca wiesz, jak się za to zabrać? W takim razie sprawdź podcast Oli Gościniak, która wraz z zaproszonymi gośćmi dzieli się wiedzą, jak zarabiać online!
Przykładowe tematy odcinków podcastu:
Jak WordPress może zrewolucjonizować Twój podcast?
Jak budować strony internetowe z myślą o SEO od samego początku?
Jak powinna wyglądać strona WWW lokalnej firmy? Agata Koman i Ola Gościniak
Jak zacząć sprzedawać w Internecie? Grzegorz Róg i Ola Gościniak
Podcast o marketingu i biznesie, w którym znajdziesz rozmowy z takimi ekspertami jak Michał Sadowski, Wojtek Kutyła, Paweł Mielczarek, Ola Budzyńska, Anna Ledwoń-Blacha czy Jakub B. Bączek.
Wojciech Bizub, marketer, CEO agencji WBIZNES i autor książki „Odczaruj marketing internetowy”, prowadzi podcast o marketingu internetowym, w którym porusza takie tematy, jak m.in. reklama w internecie, skuteczna sprzedaż, zarządzanie projektami czy social media.
Kilka przykładowych tematów podcastu marketingowego Skuteczny marketing:
Meta Ads przynoszą straty większości firm – oto jak to zmienić (Gość: Patryk Guzek)
LinkedIn – wskazówki od TOP10 z Polski
GAMING MARKETING – jak dotrzeć do najmłodszych odbiorców | Polish Gamers Research 2022
Jak uczą się zajęci ludzie – o nowoczesnym sposobie nauki prosto ze studiów MBA
Reklama w internecie – co sprawdzać, gdy NIE DZIAŁA?
Podcast biznesowy i marketingowy tworzony przez zespół Fox Strategy. Specjaliści agencji dzielą się w nim swoją wiedzą z zakresu SEO, content marketingu, reklamy w internecie, zarządzania projektami i HRu.
Jakie tematy są poruszane w tym podcaście o marketingu? Np.:
DBF #100: Dlaczego warto nagrywać podcast?
DBF #99: Przedsiębiorca na urlopie. Jak przygotować siebie, zespół i firmę na zaplanowaną nieobecność?
DBF #98: Jak pisać skuteczne treści?
DBF #97: Podstawy afiliacji. Jak rozpocząć współpracę w ramach programów partnerskich? DBF #96: Chcę zostać Specjalistą SEO. Pierwsze kroki
Pełną Parą to podcast marketingowy tworzony przez ekspertów z agencji Fabryka Marketingu, w którym porusza się tematykę związaną m.in. z influencer marketingiem, SEO, mediami społecznościowymi czy AI. Wśród zaproszonych gości można znaleźć Michała Sadowskiego, Franciszka Georgiewa, Kamila Kozieła, Damiana Sałkowskiego, Łukasza Kępińskiego czy Mateusza Malinowskiego.
Podcast o marketingu i biznesie autorstwa Michała Korby, który serwuje prawdziwe merytoryczne „mięso”. Co znajdziesz w tym podcaście? Praktyczne porady w zakresie m.in. marketing automation, e-commerce, danych i analityki czy social mediów, poparte case studies i doświadczeniem Michała i zaproszonych gości.
Kilka przykładowych tematów podcastu Michała Korby:
Badania satysfakcji – jak zrobić to dobrze? Wywiad z Piotrem Sadowskim
Czynniki marketingowego sukcesu PayPo. Wywiad z Piotrem Szymczakiem
Wskaźniki sukcesu wdrożenia marketing automation. Wywiad z Pawłem Kędziorem
Dobry Product Owner – czyli kto? Wywiad z Maciejem Maćkowiakiem
Hakuj wzrost jak ekspert – wywiad z Adamem Wesołowskim
W trakcie wielu edycji konferencji #ilovemkt pojawiły się prośby o to, aby przygotować wpis z książkami polecanymi przez prelegentki i prelegentów podczas prezentacji, paneli dyskusyjnych, a także na czacie. Poniżej znajdziesz listę aż 89 książek marketingowych (i nie tylko) polecanych w trakcie ośmiu ostatnich edycji konferencji I Marketing & Technology.
Tytuł: Filterworld: How Algorithms Flattened Culture
Autor: Kyle Chayka
Wydawnictwo: Doubleday
Liczba stron: 304
Polecona przez:Annę Ledwoń-Blachę
Kilka słów o książce: Kyle Chayka snuje opowieść o tym, jak algorytmy zmieniły kulturę. Bo te pojawiają się już w większości miejsc, a rekomendacje oparte na algorytmach dyktują nasze doświadczenia i wybory nie tylko na Netflixie czy TikToku, ale także w świecie offline.
2. A More Beautiful Question: The Power of Inquiry to Spark Breakthrough Ideas
Tytuł: A More Beautiful Question: The Power of Inquiry to Spark Breakthrough Ideas
Autor: Warren Berger
Wydawnictwo: Bloomsbury USA
Liczba stron: 272
Polecona przez:Maćka Sznitowskiego
Kilka słów o książce: Aby uzyskać lepsze odpowiedzi, najpierw musimy zadawać lepsze pytania. Warren Berger pokazuje, jak to zrobić. A warto, bo pomaga to nie tylko w identyfikacji i rozwiązywaniu problemów, ale także w generowaniu pomysłów i poszukiwaniu nowych możliwości.
3. The Anxious Generation: How the Great Rewiring of Childhood Is Causing an Epidemic of Mental Illness
Tytuł: The Anxious Generation: How the Great Rewiring of Childhood Is Causing an Epidemic of Mental Illness
Autor: Jonathan Haidt
Wydawnictwo: Penguin Press
Liczba stron: 400
Polecona przez:Jamesa Behra
Kilka słów o książce: Jonatan Hadit porusza bardzo ważny temat: zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży w erze smartfonów, social mediów i nowych technologii. Autor „The Anxious Generation” pokazuje, jak „dzieciństwo oparte na zabawie” zaczęło zmieniać się w takie, które jest oparte na smartfonach, i jakie konsekwencje to za sobą niesie.
4. Popular Culture and New Media: The Politics of Circulation
Tytuł: Popular Culture and New Media: The Politics of Circulation
Autor: David Beer
Wydawnictwo: Palgrave MacMillan
Liczba stron: 190
Polecona przez:Annę Ledwoń-Blachę
Kilka słów o książce: David Beer bada wpływ nowych mediów na kulturę popularną, rzucając nowe światło na ważną kwestię, jaką jest zdolność nowych technologii do kształtowania doświadczeń jednostki w zakresie kultury popularnej.
5. Mózg nie służy do myślenia. Siedem i pół wywrotowych lekcji o mózgu
Tytuł: Mózg nie służy do myślenia. Siedem i pół wywrotowych lekcji o mózgu
Autorka: Lisa Feldman Barrett
Wydawnictwo: Feeria Science
Liczba stron: 184
Polecona przez:Kamilę Kotowską
Kilka słów o książce: Lisa Feldman Barrett w swojej książce zabiera czytelników w fascynującą podróż przez ewolucję i funkcje ludzkiego mózgu, ukazując go jako złożony mechanizm, który nie tylko myśli, ale też kształtuje nasze życie społeczne i emocjonalne.
6. This Is Your Brain on Music: The Science of a Human Obsession
Tytuł: This Is Your Brain on Music: The Science of a Human Obsession
Autor: Daniel J. Levitin
Wydawnictwo: Penguin Books
Liczba stron: 336
Polecona przez:Pawła Tkaczyka
Kilka słów o książce: Daniel L. Levitin sugeruje, że muzyka jest fundamentalna dla naszego gatunku, być może nawet bardziej niż język. Przekonaj się, czego muzyka może nas nauczyć o mózgu, a mózg o muzyce!
7. O powstawaniu gatunków
Tytuł: O powstawaniu gatunków
Autor: Karol Darwin
Wydawnictwo: Vis-a-Vis Etiuda
Liczba stron: 640
Polecona przez:Pawła Tkaczyka
Kilka słów o książce: Zdaniem Pawła Tkaczyka to jedna z najważniejszych książek świata! A opisaną w niej uniwersalną teorię, że przetrwają tylko osobniki, które są najlepiej przystosowane do otaczającego je świata, można odnieść także do… marketingu.
8. Samolubny gen
Tytuł: Samolubny gen
Autor: Richard Dawkins
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 496
Polecona przez:Pawła Tkaczyka
Kilka słów o książce: Richard Dawkins twierdził, że algorytm Darwina da się zastosować nie tylko do opisania rozwoju gatunków, ale w zasadzie do opisu wszystkiego. A jak przekonywał Paweł Tkaczyk w trakcie swojej prezentacji na #ilovemkt, uniwersalny darwinizm można wykorzystać również do opisania pomysłów, dlatego że pomysły też się zmieniają, replikują i walczą o przetrwanie – a tę wiedzę wykorzystać w działaniach marketingowych.
9. Strategia błękitnego oceanu. Jak stworzyć niekwestionowaną przestrzeń rynkową i sprawić, by konkurencja stała się nieistotna
Kilka słów o książce: Autorzy demonstrują, jak dzięki tworzeniu unikalnych rozwiązań na rynku można sprawić, że konkurencja staje się nieistotna. Książka zawiera analizę ponad 150 posunięć strategicznych w różnych branżach na przestrzeni ponad 100 lat, ukazując, że sukces polega na kreowaniu własnego „błękitnego oceanu”.
10. Model Story Brand. Zbuduj skuteczny przekaz dla swojej marki
Kilka słów o książce: Praktyczny przewodnik, który pomaga firmom skutecznie komunikować swoją ofertę. Opisując siedem uniwersalnych elementów opowieści, autor pokazuje, jak tworzyć jasne i angażujące przekazy, które przyciągają klientów i zwiększają sprzedaż.
Kilka słów o książce: Fundamentalne dzieło Philipa Kotlera, które stało się prawdziwą biblią marketingu. Jeśli jeszcze nie udało Ci się jej przeczytać, najwyższa pora nadrobić zaległości!
12. $100M Offers: How To Make Offers So Good People Feel Stupid Saying No
Kilka słów o książce: Alex Hormozi w „$100M Offers: How To Make Offers So Good People Feel Stupid Saying No” przedstawia sprawdzoną metodę tworzenia ofert, które są tak atrakcyjne, że potencjalni klienci czują się głupio, odmawiając.
13. Skuszeni. Jak tworzyć produkty kształtujące nawyki konsumenckie
Kilka słów o książce: Nir Eyal i Ryan Hoover odpowiadają na pytanie, jak tworzyć produkty, które przyciągają i utrzymują uwagę konsumentów – tak aby chcieli do nich wracać. Niezbędna do tego jest wiedza o kształtowaniu ludzkich nawyków – dzięki niej Twój produkt również może stać się swego rodzaju nawykiem.
14. W marketingu. Czyli jak nie zginąć w świecie mediów społecznościowych
Kilka słów o książce: Chcesz odnieść sukces w social mediach, ale nie wiesz, jak się za to zabrać? Sprawdź praktyczny poradnik napisany przez Gary’ego Vaynerchuka! Autor, wykorzystując swoje bogate doświadczenie, udziela cennych rad na temat budowania marki w erze mediów społecznościowych. A to wszystko porównując je do… ringu bokserskiego.
15. Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?
Kilka słów o książce: Janiny Bąk chyba nie musimy nikomu przedstawiać. Autorka w łatwy i zabawny sposób wprowadza w świat statystyki, tłumacząc podstawowe pojęcia na podstawie interesujących przykładów i anegdot. A statystyka może być nie tylko fascynująca, ale też użyteczna w różnych dziedzinach życia!
Kilka słów o książce: Tę książkę marketingową chyba bez wątpienia można nazwać klasykiem. Znajdziesz w niej masę praktycznych porad i wskazówek, dzięki którym zrozumiesz, co naprawdę sprawia, że marki osiągają sukces.
17. How Brands Grow Part 2: Emerging Markets, Services, Durables, New and Luxury Brands
Kilka słów o książce: Kontynuacja przełomowego dzieła Byrona Sharpa, które zmieniło sposób myślenia o marketingu i strategiach marki. Ta edycja przynosi nowe spostrzeżenia i analizy, podważając kolejne powszechnie przyjęte mity marketingowe.
18. Brandsplaining: Why Marketing is (Still) Sexist and How to Fix It
Kilka słów o książce: Autorzy tej książki tłumaczą, jaki wpływ wywiera marketing na obraz kobiety w społeczeństwie oraz jak nadal utrzymuje i wzmacnia stereotypy płciowe. Co więcej, książka nie tylko diagnozuje problem, ale również proponuje praktyczne rozwiązania, które mogą przyczynić się do zmiany tego stanu rzeczy. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć i przeciwdziałać seksizmowi w marketingu.
Kilka słów o książce: Książka Grega McKeowna to praktyczny przewodnik dla osób, które chcą skupić się na tym, co naprawdę ważne. Autor zwraca uwagę na pułapki codziennego życia, które sprawiają, że jesteśmy przepracowani, rozmieniamy się na drobne i często marnujemy czas na niewłaściwe rzeczy. Autor uczy, jak mówić „nie”, jak ustalać priorytety i jak inwestować swoje siły w odpowiednie przedsięwzięcia.
20. Stolen Focus: Why You Can’t Pay Attention-And How to Think Deeply Again
Kilka słów o książce: Autor „Stolen Focus” zwraca na uwagę na problemy z koncentracją w dobie cyfrowego przesytu, badając, co tak naprawdę kradnie naszą uwagę i jak wpływa to na naszą zdolność skupienia. W książce tej znajdziesz konkretne rozwiązania, które pomogą Ci odzyskać skradzioną uwagę.
21. Decyduj! Jak podejmować lepsze decyzje w życiu i pracy
Kilka słów o książce: Bracia Heathowie w swojej książce „Decyduj! Jak podejmować lepsze decyzje w życiu i pracy” oferują praktyczne wskazówki i narzędzia, które pomogą czytelnikom podejmować bardziej świadome i przemyślane decyzje. Zwracają uwagę na cztery główne pułapki, które często wpływają na jakość naszych decyzji: wąskie kadrowanie, efekt potwierdzenia, bieżące emocje i nadmierną pewność siebie. Ich metoda opiera się na czteroetapowym procesie WRAP, który ma na celu rozszerzenie perspektywy, konfrontację z rzeczywistością, nabranie nieco dystansu przed podjęciem decyzji i akceptację możliwości błędu.
22. The Long and the Short of it: Balancing Short and Long-Term Marketing Strategies
Wydawnictwo: Institute of Practitioners in Advertising
Liczba stron: 82
Polecona przez:Macieja Wróblewskiego
Kilka słów o książce: Przewodnik dla marketerów, którzy chcą zrozumieć, jak skutecznie zrównoważyć krótkoterminowe i długoterminowe strategie marketingowe. Autorzy analizują, jak równoczesne stosowanie obu tych strategii może przynieść maksymalne korzyści markom.
23. Media in Focus: Marketing Effectiveness in the Digital Era
Wydawnictwo: Institute of Practitioners in Advertising
Liczba stron: 80
Polecona przez:Macieja Wróblewskiego
Kilka słów o książce: Ta książka jest niezbędna dla tych, którzy chcą zrozumieć rosnącą rolę mediów cyfrowych w dzisiejszym świecie marketingu. Jej autorzy analizują, jak media wpływają na efektywność marketingu, oferując czytelnikom praktyczne wskazówki i strategie.
24. Mikronawyki. Niewielkie zmiany, które wiele zmieniają
Kilka słów o książce: Czy wiesz, że aby wprowadzić pozytywne zmiany w swoim życiu, czasem wystarczy utrwalenie małych, codziennych nawyków? BJ Fogg pokaże Ci, jak to zrobić! W jego bestsellerowej książce „Mikronawyki” znajdziesz praktyczne porady, jak zidentyfikować i wyeliminować złe przyzwyczajenia oraz jak wdrożyć te pożądane. I jak pokazał Paweł Sala w swojej prezentacji na #ilovemkt, wiedzę tę można wykorzystać również w marketingu!
Kilka słów o książce: Czy wiesz, że codzienne drobne nawyki mogą przynieść Ci duże, długofalowe korzyści? Autor opiera się na sprawdzonej metodzie wykorzeniania złych przyzwyczajeń i zastępowania ich dobrymi. Z książki dowiesz się też, jak działa ludzki umysł i w jaki sposób można wykształcić pożądane nawyki poprzez powtarzanie prostych czynności.
26. Freakonomics: A Rogue Economist Explores the Hidden Side of Everything
Kilka słów o książce: „Freakonomics” odmienia spojrzenie na ekonomię. Zamiast skupiać się na typowych tematach ekonomicznych, autorzy biorą pod lupę różnorodne zjawiska społeczne, pokazując, jak ekonomia wpływa na wszystkie aspekty naszego życia. To lektura, która z pewnością zainteresuje każdego, kto lubi myśleć poza utartymi schematami.
27. Show Your Work! 10 Ways To Share Your Creativity And Get Discovered
Kilka słów o książce: Austin Kleon przekonuje, że warto dzielić się swoją twórczością – i aby to robić, wcale nie musimy być perfekcyjni, bo według autora każdy z nas ma coś wartościowego do pokazania światu. A pokazywać można nie tylko same efekty, ale także procesy, które do nich prowadziły!
28. Scaling Up. Dlaczego niektóre firmy odnoszą sukces, a inne nie?
Kilka słów o książce: Harnish Verne stworzył praktyczny przewodnik dla tych, którzy chcą osiągnąć trwały sukces swojej firmy w procesie skalowania. Książka została podzielona na cztery główne części, które skupiają się na następujących aspektach: strategii, ludziach, finansach i realizacji.
29. The Challenger Sale: Taking Control of the Customer Conversation
Kilka słów o książce: Książka Dixona i Adamsona zmienia sposób myślenia o sprzedaży i interakcjach z klientami. Dzięki autorom poznasz kluczowe elementy, które pomogą Ci osiągnąć sukces w sprzedaży.
Kilka słów o książce: Oliviero Toscani bezkompromisowo przedstawia niewygodną prawdę o świecie reklamy i jej wpływie na nasze społeczeństwo, badając techniki manipulacji stosowane w reklamie i dzieląc się z czytelnikiem swoimi spostrzeżeniami na temat tej branży. Autor dokonuje ostrej krytyki nadmiernego konsumpcjonizmu, manipulacji emocjonalnej i wykorzystywania ludzkich słabości w celach marketingowych.
Kilka słów o książce: Chyba nie ma osoby, która nigdy nie zastanawiałaby się nad tym, co przyniesie jutro… Autor analizuje rozwój technologiczny i naukowy, a także wpływ sztucznej inteligencji, biotechnologii i rozwoju cyfrowego na naszą przyszłość. Książka zmusza nas do refleksji na temat naszych celów, wartości i możliwości ewolucji jako Homo deus.
32. Punkt przełomowy. O małych przyczynach wielkich zmian
Kilka słów o książce: Malcolm Gladwell opisuje, w jaki sposób rodzi się trend. Ten moment nazywa tytułowym punktem przełomowym – kiedy produkty, zachowania lub idee rozprzestrzeniają się na masową skalę. Co ciekawe, chwila ta często jest niedostrzegalna lub wydaje się mało ważna.
33. The Culting of Brands.: When Customers Become True Believers
Kilka słów o książce: Co mają wspólnego Nike czy Apple z Hell’s Angels czy Kościołem Zjednoczenia? Wszystkie z wymienionych spełniają założenia kultu: przyciągają ludzi, którzy chcą należeć do ważnej, ekskluzywnej w ich odczuciu grupy! Douglas Atkin zbadał i opisał, w jaki sposób znane marki sprawiają, że ich klienci czują się ważni i dzięki temu budują z nimi długotrwałe relacje.
Wydawnictwo: Institute of Practitioners in Advertising
Liczba stron: 130
Polecona przez:Macieja Wróblewskiego
Kilka słów o książce: Orlando Wood pokazuje, w jaki sposób wzrost abstrakcyjnego myślenia lewą półkulą rozprzestrzenił się w biznesie i kulturze oraz jaki wpływ ma to na kreatywność i skuteczność reklamy.
Kilka słów o książce: Autorka książki udowadnia, że granie w gry może zwiększać naszą kreatywność, optymizm czy odwagę, a także zmieniać to, w jaki sposób reagujemy na stres, ból czy czekające nas wyzwania.
36. Metoda Lean Startup. Wykorzystaj innowacyjne narzędzia i stwórz firmę, która zdobędzie rynek
Kilka słów o książce: W tej książce omawiane są fundamenty przedsiębiorczości w nowych czasach. Przeczytaj, a dowiesz się, jak stworzyć kolejny hit rynkowy za pomocą najnowocześniejszych narzędzi, a także poznasz praktyczne metody, dzięki którym unikniesz błędów w rozwoju produktów. Nauczysz się też reagować na niektóre sygnały płynące z rynku.
37. Kreatywność S.A. Droga do prawdziwej inspiracji
Kilka słów o książce: Poznaj receptę na to, jak nie popaść w biurokrację i bez przerwy czerpać ze swojej kreatywności. W książce Catmulla znajdziesz zbiór zasad i idei, które pomogą Ci rozwinąć swoją pomysłowość.
38. Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa. Chiny, USA i przyszłość świata
Kilka słów o książce: Zastanawiałeś się kiedyś, czy roboty są w stanie zastąpić ludzi? Zapewne nie raz. Właśnie ten dylemat etyczny został poruszony w książce „Inteligencja…”. Autor zastanawia się, jak sztuczna inteligencja wpływa na nierówności społeczne. W tym celu przybliża case walki Chin ze Stanami Zjednoczonymi w związku z rozwojem nowych technologii.
39. POWERFUL. Jak zbudować kulturę wolności i odpowiedzialności
Kilka słów o książce: Dowiedz się, jak skutecznie zarządzać talentami w swojej firmie! Patty McCord, która przez ponad dekadę pracowała w Netflixie na stanowisku Chief Talent Officer i jest współautorką Netflix Culture Deck, zdradza skuteczne wskazówki i dobre praktyki, jak budować efektywne zespoły. To pozycja obowiązkowa nie tylko dla HRowców, ale także managerów i właścicieli firm!
40. Antykruchość. Jak żyć w świecie, którego nie rozumiemy
Kilka słów o książce: W dzisiejszych czasach przeważa to co zmienne, przypadkowe, nieznane. Dobitnie pokazała nam to chociażby pandemia… Jak żyć w takim świecie i sobie poradzić, zwłaszcza w biznesie, gdzie ważny jest plan? Taleb odpowiada na to pytanie, stawiając tezę, że długookresowe strategie obecnie już nie działają i jednocześnie przekonując, że niektórym rzeczom – antykruchym – służą wstrząsy i kryzysy.
41. Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem
Kilka słów o książce: Tytułowe czarne łabędzie to wydarzenia, które dotykają nas niespodziewane i mają ogromny wpływ na nasze życie i los świata. Zaliczyć do nich można np. wybuch II wojny światowej, ale także rzeczy nam bliższe – takie jak pandemia koronawirusa. Autor w swojej książce analizuje właśnie zjawisko takich „czarnych łabędzi”.
Kilka słów o książce: Andrzej Dragan, profesor fizyki teoretycznej, wyjaśnia w jasny sposób prawa mechaniki kwantowej i teorie Einsteina, okraszając je własnym modelem, który łączy je ze sobą. Dzięki niemu poznasz odpowiedzi na takie nurtujące pytania, jak „Dlaczego mrówki nie galopują?” czy „Dlaczego kury cały czas poruszają głowami?”.
43. Przyszłość zawodów. Jak technologia zmieni pracę ekspertów
Kilka słów o książce: Jak zmieni się zakres prac wielu specjalistów? Czy maszyny przejmą w przyszłości zadania ekspertów? Jaki wpływ technologia wywrze na zatrudnienie? Czy wszystkie dotychczasowe zawody będzie można zastąpić pracą maszyn? Na te pytania odpowiada książka Richarda i Daniela Susskindów! To lektura dla wszystkich tych, których interesuje przyszłość rynku pracy.
44. Kod kulturowy. Jak zrozumieć preferencje współczesnego konsumenta, motywacje wyborców czy zachowania tłumu
Kilka słów o książce: Autor opisuje, jak działa kod kulturowy – swoisty system, który koduje nasze zachowania. Dzięki znajomości tego kodu dowiesz się np., co sprawia, że kupujemy dane produkty, wybieramy jakiś styl życia, czy mamy określone podejście do miłości, a także poznasz odpowiedź na pytanie, co przyczynia się do sukcesu rynkowego produktów znanych firm.
45. How to Take Smart Notes: One Simple Technique to Boost Writing, Learning and Thinking – for Students, Academics and Nonfiction Book Writers
Kilka słów o książce: Praktyczny poradnik, jak krok po kroku stworzyć notatki na podstawie obmyślonego przez Luhmanna systemu – tak aby było to proste, przyjemne i przede wszystkim skuteczne.
Kilka słów o książce: Każdego dnia na naszej drodze pojawiają się różne problemy i przeszkody. Dale Carnegie pokazuje, jak przestać się nimi martwić, a samo nieustanne zamartwianie się nazywa nałogiem. Trudno się z nim nie zgodzić – dla wielu z nas to wręcz sport narodowy. Jak pozbyć się swoich lęków? Tego dowiesz się z tego poradnika!
47. Subtelnie mówię F**k! Sprzeczna z logiką metoda na szczęśliwe życie
Kilka słów o książce: W trakcie lektury będziesz mieć okazję, aby zastanowić się, czym jest szczęście i dlaczego tak trudno je osiągnąć, przestaniesz bać się porażki, poznasz zalety mówienia „nie”, a także dowiesz się, dlaczego warto skoncentrować się na tym, co naprawdę istotne, a resztę zignorować.
Kilka słów o książce: Poznaj skuteczne techniki uczenia się i zacznij zdobywać wiedzę w przyjemny sposób! Radek Kotarski opisuje metody uczenia się, które wytypował na podstawie eksperymentów przeprowadzonych… na samym sobie.
Kilka słów o książce: Wielu z nas to zna: trudne relacje z przełożonym… Thomas Erikson podejmuje temat złych szefów i tego, jak się dogadać nawet z najtrudniejszymi przypadkami. Książka ta to doskonała lektura dla Ciebie również jeśli sam jesteś szefem, który na co dzień ma do czynienia z niezbyt pracowitymi pracownikami.
Kilka słów o książce: Dowiedz się więcej na temat pokolenia lat 80., które świetnie odnajduje się w płynnym społeczeństwie i o świecie, który ulega ciągłym przemianom.
51. Początki kultury
Tytuł: Początki kultury
Autor: René Girard
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 276
Polecona przez:Karolinę Szabłowską
Kilka słów o książce: „Początki kultury” to zapis rozmów dwóch dziennikarzy z René Girardem, francuskim antropologiem kultury, które stanowią rodzaj jego biografii. Znajdziesz tutaj opis rozumowania uczonego, a także historię tego, jak dochodził on do teorii mimetycznej, według której rozwój kultury warunkują dwie kwestie: poszukiwanie kozła ofiarnego oraz pragnienie naśladowania.
52. To, co musimy utracić, czyli miłość, złudzenia, zależności niemożliwe od spełnienia oczekiwania, których każdy z nas musi się wyrzec, by móc wzrastać
Kilka słów o książce: O poczuciu straty, która jest w naszym życiu nieunikniona i o tym, jak sobie z nią radzić, aby wzmocnić się psychicznie i emocjonalnie.
53. Podróż autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy
Kilka słów o książce: Autor omawia wszystkie kwestie, które powinien znać każdy marketer, PR-owiec oraz właściciel firmy. W książce poruszone są takie zagadnienia, jak strategia komunikacji marki, identyfikacja wizualna, nowy marketing czy budowanie silnej marki – a to wszystko poparte case studies!
55. Fioletowa Krowa. Zmień się i bądź rozpoznawalny
Tytuł: Fioletowa Krowa. Zmień się i bądź rozpoznawalny
Autor: Seth Godin
Wydawnictwo: Onepress
Liczba stron: 184
Polecona przez:Rafała Szymańskiego
Kilka słów o książce: Z książki tej dowiesz się, dlaczego firmy pokroju Amazon, Google, IKEA, Nokia, Apple czy HBO rozwijają się w tak szybkim tempie, pozostawiając daleko w tyle inne marki. Seth Godin przedstawia praktyczne wskazówki, jak wyhodować tytułową Fioletową Krowę, czyli coś niezwykłego, wyjątkowego, o czym inni będą chcieli mówić. Jak to zrobić? Tego dowiesz się po lekturze.
Kilka słów o książce: Seth Godin to postać, której nikomu nie trzeba przedstawiać. W „To jest marketing” przedstawia on clue swojego przeszło dwudziestopięcioletniego doświadczenia, pokazując m.in., jak zdobywać zaufanie i przyzwolenie swojego rynku, identyfikować grupę odbiorców czy też jak przyjmować narrację stosowaną przez swoich fanów. To pozycja obowiązkowa dla każdego marketera.
57. Pre-swazja. Jak w pełni wykorzystać techniki wpływu społecznego
Wydawnictwo: GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Liczba stron: 358
Polecona przez:Dagmarę Pakulską
Kilka słów o książce: Chcesz wiedzieć, jak bronić się przed perswazją? A może zastanawiasz się, jak skuteczniej wykorzystywać techniki wpływu społecznego, aby osiągać zamierzone cele? Robert B. Cialdini wyjaśnia, jak tego dokonać. Z książki dowiesz się m.in., jak przekonać do siebie innych i kiedy warto to zrobić.
58. Alchemia. Zaskakująca moc pomysłów, które pozornie nie mają sensu
Kilka słów o książce: Myślisz, że Twoje wybory są racjonalne? Mam dla Ciebie złą wiadomość – prawdopodobnie się mylisz. Jak przekonuje Rory Sutherland, wiele naszych decyzji wcale nie są logiczne. A aby być genialnym, konieczne jest bycie irracjonalnym. Jeśli więc chcesz wpływać na wybory swoich klientów, musisz porzucić logikę.
Kilka słów o książce: Czerpanie inspiracji od innych nie jest niczym złym. W przeciwnym razie kiedy Ty będziesz oczekiwać na przypływ weny, konkurencja będzie działać w najlepsze. Zobacz, jak zapożyczać, inspirować się i kraść w kreatywny i błyskotliwy sposób, aby wyzwolić swój potencjał!
60. Potęga irracjonalności. Ukryte siły które wpływają na nasze decyzje
Kilka słów o książce: Dan Ariely obala mit, że jako ludzie zachowujemy się racjonalnie. Mimo że podejmujemy nielogiczne decyzje, te da się przewidzieć, a to sprawia, że jesteśmy przewidywalnie irracjonalni.
61. Realizacja genialnych pomysłów. Jak sprawić, by nie skończyło się na gadaniu
Kilka słów o książce: Dzięki Scottowi Belsky’emy poznasz techniki, które pozwolą Ci zrealizować genialne pomysły. Autor opisuje m.in., jak współzawodniczyć z innymi, działać w taki sposób, aby szybko udoskonalać swoje idee czy generować swoje pomysły z umiarem, bowiem więcej nie zawsze oznacza lepiej.
62. Alchemy: The Dark Art and Curious Science of Creating Magic in Brands, Business, and Life
Kilka słów o książce: Legendarny wiceprezes Ogilvy w swojej książce analizuje ludzkie zachowania związane z wydawaniem pieniędzy. A robi to w iście zabawny sposób. Propozycja ta to połączenie badań naukowych i case studies takich firm jak Microsoft czy AmEx.
Kilka słów o książce: Praktyczny poradnik, który opisuje, czym jest tworzenie doświadczeń klientów i jak poprawić customer experience w Twojej firmie. A CX jest przecież niezwykle ważne, o czym wiele marek wciąż zapomina.
Kilka słów o książce: Poznaj narzędzia, dzięki którym będziesz lepiej myśleć i podejmiesz lepsze decyzje życiowe, biznesowe i zawodowe! Richard Nisbett pokazuje, jak przeformułować najczęstsze problemy tak, aby zastosować do nich pojęcia naukowe i statystyczne.
65. The Choice Factory. 25 behavioural biases that influence what we buy
Kilka słów o książce: Zanim będziesz mógł wpływać na decyzje, musisz zrozumieć, co nimi kieruje. A wytłumaczy Ci to Richard Shotton w 25 krótkich rozdziałach, z których każdy odnosi się do błędów poznawczych i przedstawia proste sposoby na ich wykorzystanie w Twoich działaniach marketingowych.
66. Filozofia dowcipu. Humor jako siła napędowa umysłu książka
Autor: M. M. Hurley, D. C. Dennett, R. B. Adams Jr.
Wydawnictwo: Copernicus Center Press
Liczba stron: 578
Polecona przez:Jakuba Biela
Kilka słów o książce: Od czego zależy poczucie humoru? Czy da się odpowiedzieć na to pytanie biorąc pod uwagę neuromarketing? Autorzy książki tłumaczą zjawisko humoru, analizują żarty i opisują dlaczego nie wszyscy śmiejemy się z tych samych rzeczy.
Kilka słów o książce: „Zapalniki zmian” to swoiste kompendium wiedzy o wykorzystaniu ekonomii behawioralnej do zmiany zachowań, które skierowane jest do marketerów, sprzedawców, projektantów, specjalistów ds. UX oraz zarządzających ludźmi. Autorka opisuje narzędzia ekonomii behawioralnej, które możesz wykorzystać w swoim biznesie.
68. GRYWALIZACJA. Jak zastosować mechanizmy gier w działaniach marketingowych
Kilka słów o książce: Grywalizacja jest coraz częściej wykorzystywana w działaniach marketingowych. Jak robić to skutecznie? W jaki sposób zachęcić odbiorców, aby zechcieli zagrać w Twoją marketingową grę? Tego dowiesz się z książki Pawła Tkaczyka.
Polecone przez: Annę Ledwoń-Blachę i Radka Kotarskiego
Kilka słów o książce: Jacek Dukaj w swojej książce opisuje ludzkość, która znajduje się u progu ery postpiśmiennej, zdominowanej przez nowe technologie. Czy to koniec cywilizacji, jaką znamy i kres człowieka? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w „Po piśmie”.
70. Historia przyszłości. Oculus, Facebook i rewolucja wirtualnej rzeczywistości
Kilka słów o książce: Historia Oculusa i jego założyciela, Palmera Luckey’a, spisana przez Blake’a J. Harrisa. Przeczytaj i dowiedz się, jak start-up stworzony w małej przyczepie kempingowej urósł do rangi biznesu, którym zachwycił się sam Mark Zuckerberg!
71. Wiek kapitalizmu inwigilacji. Walka o przyszłość ludzkości na nowej granicy władzy
Kilka słów o książce: Książka o tym, że w XX i XXI wieku globalne korporacje stały się prawdziwym wyzwaniem dla ludzkości. A to wszystko między innymi przez składanie fałszywych obietnic, które dążą do kontroli zachowań społecznych. Cała ta maszyna napędzana jest przez pieniądze.
72. Zaufanie czyli waluta przyszłości. Moja droga od zera do 7 milionów z bloga
Polecona przez:Tomasza Manikowskiego, braci Rodzeń
Kilka słów o książce: 7 milionów złotych przychodu z bloga? Tak, to możliwe. W swojej książce Michał Szafrański opowiada o tym, jak w pięć lat udało mu się podnieść po ciężkim wypadku i zajść tak wysoko. Autor na przykładzie swojego doświadczenia uświadamia czytelnika, że nawet najdrobniejsze zdarzenia mogą przyczynić się do życiowego zwrotu akcji.
73. Jutro w Nowym Jorku. Rafał Brzoska o sobie i swoim biznesie opowiada Pawłowi Oksanowiczowi
Kilka słów o książce: Najmłodszy polski biznesmen i milioner w rozmowie z Pawłem Oksanowiczem udowadnia, że każdy może odnieść sukces pomimo wielu przeszkód i przeciwności – wystarczy konsekwentnie dążyć do celu. W dyskusji także o niezliczonych pokładach energii i mnóstwie pomysłów na coraz to nowszy biznes.
Kilka słów o książce: Błysk trwa dwie sekundy. Dokładnie tyle samo trwa przeczucie, którym często kierujesz się podczas podejmowania nieświadomych decyzji. Co właściwie decyduje o tym, jaką kawę wybierasz i z kim się przyjaźnisz? Wszystko to podyktowane jest intuicją. Dzięki tej książce możesz lepiej poznać siebie i motywy swoich decyzji w różnych obszarach.
75. Wszyscy kłamią. Big data, nowe dane i wszystko, co Internet może nam powiedzieć o tym, kim naprawdę jesteśmy
Kilka słów o książce: Ludzie oszukują na każdym kroku – w rozmowach i kwestionariuszach, które wypełniają. Okłamują nawet samych siebie. Jak przekonuje Seth Stephens-Davidowitz, jest jedno miejsce, w którym nie kłamiemy – internet, w którym zostawiamy mnóstwo danych (np. w Google, na portalach społecznościowych, stronach randkowych czy pornograficznych). To właśnie tam znajduje się naga prawda.
76. Paradoks wyboru. Dlaczego więcej oznacza mniej
Kilka słów o książce: Czerwony czy czarny? Kawa czy herbata? Codziennie dokonuje się wiele wyborów, a społeczeństwo zdaje się nimi przytłoczone. Dzięki tej książce może nie nauczysz się podejmować odpowiednich decyzji, jednak skoncentrujesz się tylko na tych naprawdę ważnych i dowiesz się, jak ignorować całą resztę.
Polecona przez:Magdalenę Urbaniak, Wojciecha Popielę i Marka Zielińskiego
Kilka słów o książce: Myślisz, że możesz ufać swojemu umysłowi i intuicji? Ta książka udowadnia, że ani trochę. Kahneman radzi, w jaki sposób możesz myśleć o myśleniu i tym sposobem unikać błędnych decyzji.
Wydawnictwo: GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Liczba stron: 336
Polecona przez:Pawła Tkaczyka
Kilka słów o książce: Chcesz nauczyć się, jak wywierać wpływ na ludzi? A może zastanawiasz się, w jaki sposób możesz ochronić się przez manipulacjami innych? W obu przypadkach ta książka jest dla Ciebie. Cialdini opisuje sześć zasad, które z powodzeniem możesz wykorzystać w marketingu. W jaki sposób? Tego dowiesz się z artykułu Dagmary Pakulskiej.
79. Zachowania niepoprawne. Tworzenie ekonomii behawioralnej
Kilka słów o książce: Richard H. Thaler, ojciec założyciel ekonomii behawioralnej, udowadnia, że badanie błędów poznawczych, które popełniają inni, może pomóc Ci w podejmowaniu lepszych, mądrzejszych decyzji – w końcu jak się uczyć, to najlepiej na błędach innych.
Kilka słów o książce: Kultowa pozycja, która osiągnęła międzynarodowy sukces! Dale Carnegie w prosty sposób opisuje, jak odnieść sukces na polu towarzyskim i zawodowym. Książka ta to swego rodzaju instrukcja obsługi ludzi, którzy nas otaczają. A przecież wszyscy jesteśmy istotami społecznymi, prawda?
81. Negocjuj jakby od tego zależało twoje życie! Nigdy nie idź na kompromis
Kilka słów o książce: Autorzy poradnika przedstawiają 10 technik negocjacji, które możesz wykorzystać nie tylko w biznesie, ale także w życiu prywatnym. Metody są poparte licznymi przykładami, dzięki czemu stanowią świetną lekturę nawet dla tych osób, które nie miały wcześniej do czynienia z technikami negocjacyjnymi!
82. Jak być dobrym sprzedawcą. Zaskakująca prawda o wywieraniu wpływu na ludzi
Nie musisz być sprzedawcą, aby na co dzień sprzedawać. Robisz to cały czas, wpływając na innych ludzi – zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Autor książki przedstawia trzy filary podejścia skutecznego sprzedawcy, a także opisuje:
sześć rodzajów prezentacji,
pięć metod tworzenia skutecznego przekazu,
trzy zasady, dzięki którym lepiej zrozumiesz punkt widzenia drugiego człowieka.
83. Przyczepne historie. Dlaczego niektóre treści przykuwają uwagę, a inne zostają zapomniane
Kilka słów o książce: Zastanawiało Cię kiedyś, dlaczego niektóre historie zapadają nam w pamięci, zaś inne ulatują nam z głowy w mgnieniu oka lub w ogóle nie zostają przez nas zauważone? Chip i Dan Heathowie opracowali sześć elementów chwytliwych koncepcji i opowieści, dzięki którym żadna treść nie ukmnie uwadze Twoich odbiorców. Są to: sedno, umyślne zaskoczenie, konkretyzacja, cenione źródło, emocje i storytelling. Jak je wykorzystać? Tego dowiesz się z książki.
84. Impuls. Jak podejmować właściwe decyzje dotyczące zdrowia, dobrobytu i szczęścia
Kilka słów o książce: Jak przekonują autorzy tej pozycji, jako ludzie jesteśmy bardzo podatni na różnego rodzaju błędy poznawcze, zaś te często prowadzą do wielu pomyłek w zakresie decyzji dotyczących ważnych obszarów naszego życia, takich jak finanse, edukacja czy rodzina. Według Thalera i Sunstein staranna architektura wyboru pomoże nam podejmować lepsze decyzje, nie ograniczając przy tym wolności wyboru.
85. Punkt odniesienia. Rzecz o motywacyjnych i poznawczych inklinacjach w ekonomii behawioralnej
Kilka słów o książce: Piotr Zielonka opisuje w praktyczny sposób, jaki wpływ wywiera punkt odniesienia na nasze decyzje i poziom satysfakcji, bowiem to, czy odbierzemy coś jako zysk lub stratę, zależy właśnie od… punktu odniesienia.
Kilka słów o książce: Jeśli kiedyś zastanawiałeś się, co wpływa na zachowanie zakupowe ludzi, jakie motywacje kierują wyborami Twoich klientów i co dzieje się w ich mózgu, kiedy podejmują decyzje – dobrze trafiłeś/aś!
87. VIRAL. Jak zarażać ideami i tworzyć wirusowe treści
Kilka słów o książce: Piotr Bucki, zwycięzca tegorocznej edycji #ilovemkt, jest autorem pierwszej w Polsce książki na temat virali. Tłumaczy, jak tworzyć wirusowe treści, które poniosą dalej Twój produkt, ideę czy rozwiązanie. Lektura obowiązkowa dla każdego copywritera, specjalisty ds. social mediów czy content managera!
Kilka słów o książce: Jak wspominał w swojej prezentacji Jakub Biel, wszyscy kłamiemy – mniej lub bardziej. Tego, dlaczego oszukujemy, w jaki sposób to robimy i czy kłamstwo zawsze ma krótkie nogi, dowiesz się z książki Toma Philipsa.
89. Efekt viralowy. Jak tworzyć chwytliwe treści, które same się rozpowszechniają
Kilka słów o książce: Jonah Berger tłumaczy, w jaki sposób oddziaływanie społeczne wpływa na sukces różnych usług, produktów czy zachowań. Autor książki wymienia sześć elementów STEPPS, dzięki którym pewne treści przeobrażają się w viral. Chcesz sprawić, aby Twój produkt rozniósł się wirusowo? W takim razie ta książka jest dla Ciebie.
Materiały bonusowe:
„What Makes Online Content Viral?” – badania przeprowadzone przez Jonaha Bergera i Katherine L. Milkman, wspomniane w prezentacji Janiny Bąk, które możesz przeczytać np. tutaj.
Po prezentacji Janiny Bąk pojawiało się sporo pytań o badania Brand Lift. Po więcej informacji na ten temat odsyłamy do tego artykułu, w którym Janina omawia szerzej tę metodę badań.
Kamil wspominał w swojej prezentacji o teorii job to be done. W tym kontekście polecamy artykuł Tomasza Frontczaka, założyciela sprawny.marketing.
Przykład z wykresu potrzeb głębokich, który omawiał w swoim wystąpieniu Kamil Kozieł, odnoszący się do ćwierćcalowego wiertła, otworu i półki, jest autorstwa Setha Godina. Warto zapoznać się z jego książką „To jest marketing!”.
Janina Bąk odnosiła się do badań conversion lift. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat, przeczytaj obszerny artykuł Witolda Wrodarczyka, poparty case studies, który został polecony w tym kontekście przez Janinę i Macieja Lewińskiego.
Artur Jabłoński omawiał też szeroko w swojej prezentacji temat UTM-ów. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak poprawnie stosować kody UTM, koniecznie zapoznaj się z artykułem autorstwa Katarzyny Majchrzak.
Jeśli zastanawiasz się, kiedy wypada Halloween 2024, to przypominam, że już w czwartek 31 października. A jeśli brakuje Ci pomysłów na ciekawe kreacje, bo w Twojej głowie wirują tylko dynie, czaszki, „trick or treat” i kostiumy duchów, jesteś w dobrym miejscu! Oto 10 kreatywnych reklam na Halloween, które przykuły moją uwagę!
1. McDonald’s: Littering Horror
Austracki McDonald’s przekonuje, że prawdziwym horrorem są… śmieci wyrzucane gdzie popadnie! Tym samym marka w swojej kampanii na Halloween z 2023 roku zachęca do tego, aby opakowania po zestawach z maka i inne odpadki lądowały tam, gdzie ich miejsce, czyli w koszu na śmieci.
2. Reklamy na Halloween od Tim Hortons: No More Zombies
Bez porannej kawy czujesz się jak zombie? Firma Tim Hortons wykorzystała ten insight w swoich reklamach na Halloween! Zobaczysz na nich zdjęcia totalnie wyczerpanych ludzi, okraszone hasłem „Halloween’s over. Wake up, Zombies”.
3. Halloweenowe kreacje od IKEA
Do motywu z codziennego życia odwołała się także IKEA. W końcu większość z nas w dzieciństwie bała się potworów, które ukrywały się nocą w szafach, za zasłonami, pod łóżkiem lub w innych zakamarkach pokoju. Kto ma własne dzieci, musi mierzyć się z tymi strachami do dziś, pomagając im z tymi lękami! A przecież na wszelkie potwory jest jeden skuteczny sposób: światło. I na tym właśnie pomyśle oparła swoje reklamy z okazji Halloween IKEA.
4. Ciekawe reklamy na Halloween od Colgate: Keep your smile
W ubiegłym roku z okazji Halloween Colgate opublikował kilka ciekawych kreacji w swoich mediach społecznościowych, w których wykorzystano charakterystyczny uśmiech znany z logo marki i zamieniono go w straszne uśmiechy kojarzone z halloweenowymi postaciami. Zabieg prosty, a skuteczny i wywołujący… uśmiech na twarzy!
5. Heinz Smiles
Najnowsze kreacje od Heinz nie tylko nawiązują do premiery filmu „Joker: Folie à deux”, ale także stanowią ciekawą reklamę z okazji zbliżającego się Halloween. Grafikom towarzyszy hasło „It Ha-Ha-Has to be Heinz”, które odwołuje się do platformy marki „It Has to Be Heinz”.
6. Burger King: A.I.LLOWEEN
Warto też przypomnieć halloweenową reklamę francuskiego oddziału Burger Kinga z 2023 roku, która uzmysławia, jak szybko rozwija się sztuczna inteligencja.
7. Happy H-AI-LLOWEEN
Podobny motyw wykorzystała hiszpańska agencja El Hombre del Paraguas, która do stworzenia swojego video na Halloween użyła takich narzędzi AI, jak RunAway GEN-2 i Midjourney V4, pokazując, że sztuczna inteligencja to nie wszystko – potrzebny jest też human touch, który nada wytworom AI ostateczny kształt.
8. Fanta: B-OOH! Happy Halloween!
A co powiesz na taką reklamę outdoorową od Fanty, w której główną rolę odgrywały efekty świetlne?
9. LEGO i plakaty na Halloween
Jakie są najgorsze koszmary dla fanów klocków LEGO? Zgubienie jakiejś części, niemożność odczepienia od siebie dwóch złączonych klocków, ale przede wszystkim… nadepnięcie na klocek gołą stopą! Do tych strachów odwołała się marka na swoich plakatach opublikowanych w mediach społecznościowych w 2023 roku.
10. Option consommateurs: Grocery shopping shouldn’t be scary
Z kolei Option consommateurs, organizacja non-profit, której misją jest ochrona praw konsumentów, przy okazji Halloween przypomina klientom sklepów spożywczych, aby nie nabierali się na nieuczciwe praktyki marketingowe, nawołując: „Grocery shopping shouldn’t be scary”.
I jak, masz już pomysł na posty na Halloween do swoich mediów społecznościowych? Mam nadzieję, że po lekturze Twoja głowa jest już pełna inspiracji na kreatywne działania marketingowe! Tak więc: cukierek albo psikus, a my życzymy… strasznego Halloween!
Zobacz też inne ciekawe reklamy, które powstały z okazji różnych świąt:
Wczoraj firma OpenAI poinformowała o wprowadzeniu nowego, innowacyjnego narzędzia w ekosystemie ChatGPT. Jest to ChatGPT 4o with Canvas, które powinno spodobać się zwłaszcza copywriterom, content marketerom i innym osobom, które tworzą dłuższe teksty, a także… programistom.
ChatGPT Canvas vs. „tradycyjna” wersja ChatGPT – czym się różnią?
Canvas to przestrzeń robocza, która pozwala na bardziej interaktywną formę współpracy z ChatGPT. Co to oznacza w praktyce? Że zamiast otrzymywać odpowiedzi na pytania w formie rozmów, które już wszyscy znamy, otworzy się nowe okno, którego wygląd przypomina dokumenty Google, Worda czy inne edytory tekstu.
Dzięki takiemu interfejsowi użytkownicy mogą na bieżąco edytować treści wygenerowane przez ChatGPT oraz wprowadzać poprawki bez konieczności zmiany zapytania (promptu).
Źródło: openai.com
Dzięki temu praca nad dłuższymi tekstami jest zdecydowanie łatwiejsza i nie wymaga przekopiowania wygenerowanego tekstu do innego edytora.
ChatGPT 4o with Canvas ułatwia tworzenie i pracę nad bardziej złożonymi zadaniami, w których konieczne są iteracyjne poprawki, takie jak artykuły blogowe, raporty czy zaawansowane projekty programistyczne, tym samym stając się narzędziem przydatnym dla osób, które potrzebują pełnej kontroli nad swoim projektem!
Najważniejsze funkcje ChatGPT 4o with Canvas
Jedną z kluczowych funkcji Canvas jest możliwość bezpośredniego edytowania treści – użytkownik ma pełną kontrolę nad tekstem lub kodem, a wszystkie zmiany są śledzone w czasie rzeczywistym. Dzięki temu można poprawiać tekst bez potrzeby powtarzania zapytań.
Poza tym ChatGPT 4o with Canvas oferuje szereg funkcji, które ułatwiają tworzenie i edytowanie tekstów, takich jak: możliwość ich skracania lub wydłużania, dostosowywania do odbiorcy, redagowania stylistycznego treści czy… dodawania emoji! Tym samym Canvas może stanowić ciekawą alternatywę dla innych narzędzi AI do generowania tekstów, takich jak Jasper AI, Writesonic, Copy.ai czy Rytr.
Canvas to również świetne narzędzie dla programistów, ponieważ pozwala m.in. na automatyczne wykrywanie i naprawianie błędów w kodzie, dodawanie komentarzy czy tłumaczenie kodu na różne języki programowania (takie jak np. Python, JavaScript, C++), ułatwiając codzienną pracę.
Dostęp do ChatGPT Canvas
ChatGPT 4o with Canvas jest już dostępny w wersji beta dla użytkowników ChatGPT Plus i Team, więc jeśli takie posiadasz, to czym prędzej zaloguj się i sprawdź, czy masz już tę opcję u siebie!
A jeszcze więcej o nowościach ze świata sztucznej inteligencji dowiesz się już 24 października podczas konferencji I Love Marketing & Technology w trakcie dnia I AI!
Zapytaliśmy prelegentów, którzy wystąpią na dniu I social media na konferencji I Love Marketing & Technology, która odbędzie się już 22-24 października 2024 roku, o to, jak angażować odbiorców social media i jak zwiększyć zasięgi na Instagramie, TikToku i w innych mediach społecznościowych.
Oto kilka praktycznych wskazówek od Oli Sidorowskiej, Michała Wrzoska i Sylwii Dąbrowskiej, dzięki którym będziesz mieć możliwość skupienia się na tworzeniu wartościowych treści, które trafią do Twojej grupy docelowej, a to pozwoli Ci na zwiększenie zasięgu i zaangażowania na Twoim profilu!
Aleksandra Sidorowska
Social media manager i założycielka agencji kreatywnej Precious Content. Zwyciężczyni pierwszej w Polsce nagrody Make TikToks Contest.
Jak angażować odbiorców i zwiększyć zasięgi w mediach społecznościowych w 2024 roku?
Według mnie angażowanie odbiorców w social mediach zawsze opiera się na dwóch głównych elementach: społeczności oraz narzędziach, jakie w danym momencie oferują nam media społecznościowe.
Kanał nadawczy na Instagramie
Na Instagramie stosunkowo nowym narzędziem jest kanał nadawczy, który daje twórcom możliwość bliższego kontaktu z odbiorcami. Przez pewien czas był to „jednostronny kontakt” i tylko twórca mógł na nim publikować, ale od niedawna Instagram pozwala też odbiorcom na pozostawienie komentarza i wejście w rozmowę z twórcą. Taka forma zacieśniania więzi w przyszłości przekłada się na większe zaangażowanie odbiorców w pozostałe publikacje na profilu twórcy.
PS A jeszcze więcej na temat skutecznych działań na Instagramie dowiesz się już 22 października podczas wystąpienia Oli Sidorowskiej na I Love Marketing & Technology!
Storytime na TikToku
Z kolei na TikToku treściami, które w ostatnim czasie zyskują wysokie wyświetlenia, angażują widzów i mogą zwiększyć zasięgi, są „storytime’y”, czyli filmy, w których twórcy spontanicznie dzielą się swoimi przeżyciami i przemyśleniami.
Ta forma video bardzo często przekracza 60 sekund, a do tego „dba” o watchtime, bo widzowie chętnie wyczekują do końca filmu, by usłyszeć puentę historii. Do tego otwieranie się na widzów, szczerość, dzielenie tymi dobrymi, ale i gorszymi momentami – to wszystko powoduje, że odbiorcy chętnie odnoszą się do usłyszanej historii i dzielą swoimi doświadczeniami w komentarzach.
Michał Wrzosek
Co-Founder & CEO Centrum Respo. Przedsiębiorca, edukator, influencer. W social mediach obserwuje go 2,2 mln obserwatorów, a jego video w zeszłym roku miały ponad 1 mld wyświetleń.
Jak zwiększyć zaangażowanie odbiorców w social mediach?
W marketingu wideo kluczowym elementem jest „hook”, czyli pierwsze kilka sekund filmu, które mają za zadanie przyciągnąć i zatrzymać uwagę widza. Moim zdaniem połowa pracy nad materiałem powinna być poświęcona właśnie na dopracowanie tego elementu, bo jeżeli hook nie zadziała, to nawet najlepszy scenariusz czy przekaz nie uratują filmu. W efekcie Twoja produkcja nie trafi do Twojej grupy docelowej, a obejrzy co najwyżej bliska przyjaciółka lub mama, jeśli wyślesz im link.
Jak sprawdzić, czy hook działa?
Wystarczy przetestować go w biurze, wśród znajomych – po prostu rzuć go głośno w eter i zobacz, ile osób odwróci głowę. Jeśli 60–70% ludzi zwróci na to uwagę, to znak, że hook ma potencjał.
Z mojej analizy kilku tysięcy wideo jasno wynika, że jeśli po 3–4 sekundach ogląda Cię mniej niż 50% użytkowników, to nie ma szans, że taki film zdobędzie dużo wyświetleń.
Wyniki mogą różnić się w zależności od platformy: na TikToku dobry wynik to około 50% utrzymanej uwagi, natomiast na YouTubie może to być nawet 80% i więcej. Dlatego właśnie tak istotne jest to, aby hook był silny i dobrze zaplanowany.
Jak budować hooki?
Najlepsze hooki często bazują na zaprzeczeniach („Nie rób tego!”, „Nie kupuj tego!”), odwołują się do dużych marek lub wykorzystują RTM (real-time marketing, czyli nawiązania do bieżących wydarzeń).
Do tego warto dodać elementy wizualne, które zaskoczą odbiorcę. Przykładem może być hook „Tych produktów nie kupuj w Biedronce ani w żadnym innym sklepie” – w czasie którego potykam się o palety. Czyli mamy tutaj duży sklep, z którym każdy może się utożsamić, zaprzeczenie oraz zaburzenie warstwy wizualnej, co razem tworzy pewniaka na viral. Warto pamiętać, że najlepsze hooki łączą kilka elementów jednocześnie. Powodzenia!
Chcesz dowiedzieć się więcej na temat tworzenia video, które staną się viralem i zwiększą zasięgi w social media? Przyjdź na I Love Marketing & Technology i posłuchaj wystąpienia Michała Wrzoska!
Sylwia Dąbrowska
Założycielka marki Video Teacherka. Od ponad 6 lat pomaga firmom i markom osobistym profesjonalnie i lekko wypadać przed kamerą oraz świadomie budować spójny i wyrazisty wizerunek w sieci.
Podzielę się dziś z Tobą moim sposobem, takim life hakiem biznesowym na to, co robić, żeby angażować swoich odbiorców i zwiększyć zasięgi w social mediach. Powiem Ci, że ten sposób był dla mnie dużym przełomem w tworzeniu treści, które realnie angażują. Możemy jako eksperci wymyślać różnego rodzaju tematy, które uznamy za ważne, możemy czytać co jest aktualnie popularne i trendujące, ale najlepiej zadziała kiedy spytamy naszą społeczność.
To, co najlepiej działa, to ankiety. Robię je szybko i prosto, wykorzystując do tego cztery ogólne pytania. Ważne jest to, by nie sugerować odpowiedzi.
O co pytam społeczność w ankietach?
Czym są aktualnie zainteresowani?
Czego chcą się nauczyć / czego chcą się dowiedzieć?
Jakie mają swoje cele, które chcą zrealizować?
Jakie treści by im w tym pomogły?
Jest kilka narzędzi do przeprowadzenia ankiety na rynku. Ja osobiście korzystam z TypeForm.
PORADA
Czy obserwatorzy w social mediach chętnie wypełniają ankiety?
Tak, pod warunkiem, że dostaną coś w zamian! Warto o tym pamiętać. Daj znać, że w podziękowaniu za wypełnienie ankiety ktoś dostanie coś w prezencie (np. Twój e-book, workbook czy nagrane webinaru). Dodatkowo poinformuj, że ankieta jest krótka, składa się tylko z czterech pytań i masz dużą szansę na mnóstwo wypełnionych ankiet.
Te odpowiedzi to czyste złoto. Masz w nich mnóstwo informacji, czego potrzebuje konkretnie Twój odbiorca, i to tu i teraz. A jak zaprosić do wypełnienia takiej ankiety? Nagraj krótkie wideo, np. w postaci rolki. Na ilustracji poniżej znajdziesz moją rolkę, która zapraszała do wypełnienie takiej ankiety. Obejrzyj, skopiuj schemat i działaj.
A jeszcze więcej na temat tego, jak zwiększyć zasięgi na Instagramie, dowiesz się już 22 października podczas wystąpienia Sylwii Dąbrowskiej na konferencji I Love Marketing & Technology!
Okres skupionej uwagi użytkowników internetu stale się zmniejsza, a konsumenci stają się coraz bardziej rozproszeni. Jak wobec tego tworzyć przekaz reklamowy, który przykuje i skutecznie utrzymają uwagę Twojej grupy docelowej i potencjalnych klientów w mediach społecznościowych? Sprawdź cztery sprawdzone sposoby, dzięki którym Ci się to uda!
Ten artykuł tworzeniu skutecznych reklam w internecie ukazał się w 24. numerze magazynu sprawny.marketing. Sprawdź ofertę i zamów swoją prenumeratę!
A jeszcze więcej na temat tego, jak tworzyć skuteczne reklamy, dowiesz się już 22 października podczas wystąpienia Marii Kalagovej na konferencji I Love Marketing & Technology!
Reklama w internecie: co musisz wiedzieć?
Między rokiem 2000 i 2015 nasz okres skupionej uwagi zmniejszył się o 25%. Pokazało to badanie przeprowadzone jeszcze przed powstaniem TikToka!
Gloria Mark, profesorka informatyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine i autorka książki „Attention Span: A Groundbreaking Way to Restore Balance, Happiness and Productivity”, pisze o tym tak: „Internet został z góry zaprojektowany tak, żeby wykorzystywać to, jak ludzie myślą, więc nic dziwnego, że tak nas wciąga”.
Z kolei badanie Microsoft wskazuje na cztery najważniejsze czynniki, które wpływają na naszą uwagę:
konsumpcja mediów,
użytkowanie mediów społecznościowych,
stopień przyjęcia technologii (ang. technology adoption rate),
zachowania wieloekranowe (ang. multi-screen behavior).
Zachowania wieloekranowe sprawiają, że konsumenci mniej skutecznie eliminują rozproszenia. Oznacza to, że łatwiej nam jako marketerom jest zdobyć ich uwagę, ale również to, że marki muszą ciężej pracować, aby ją utrzymać.
Sposób korzystania z internetu a reklama internetowa i jej skuteczność
Kolejną przeszkodą w osiągnięciu dobrych wyników naszych reklam w mediach społecznościowych i nie tylko jest sposób, w jaki ludzie korzystają z internetu. Genialne badanie „Google Decoding Decisions Making sense of the messy middle”, które polecam każdemu marketerowi, analizuje to, w jaki sposób postpandemiczny internet zmienił metody podejmowania przez konsumentów decyzji zakupowych. Czym więc jest tytułowe „messy middle”, które na potrzeby tego artykułu roboczo nazwę „śródkowym bałaganem”? To „obszar obfitujący w informacje i nieograniczone możliwości, którym konsumenci nauczyli się zarządzać, korzystając z różnych skrótów myślowych”.
Między biegunami wyzwalacza (ang. trigger) i zakupu (ang. purchase) jest środkowy bałagan. Źródło: „Google Decoding Decisions Making sense of the messy middle”
Dlaczego w środku jest bałagan? Ponieważ przestały istnieć „typowe” ścieżki zakupowe. Zamiast tego mamy zawiłą sieć touchpointów, przez co poprawne atrybuowanie tego, co doprowadziło użytkownika do zakupu, jest coraz trudniejsze.
Google wyróżnia dwa sposoby, w jakie korzystamy z internetu – odkrywanie (exploration) i ocena (evaluation).
Odkrywanie – jest pasywne i niepowiązane bezpośrednio z intencjami zakupowymi. Odkrywając, przeglądamy Reelsy na Instagramie czy oglądamy ulubiony kanał na YouTube.
Ocena – jest aktywnym aktem porównywania różnych dostępnych ofert i możliwości, i bezpośrednio prowadzi do zakupu.
Przestawianie się użytkownika między jednym a drugim trybem jest nielinearne i niemożliwe do zaplanowania. Pytanie, jakie ta sytuacja stawia przed marketerami, brzmi tak: „Jak przekonać użytkownika, żeby przestał rozglądać się dookoła i faktycznie kupił to, co sprzedajesz?”.
Dużą rolę w procesie przekonywania odgrywają „wyzwalacze”, czyli to, co sprawia, że użytkownik przechodzi z pasywnego stanu odkrywania w aktywny stan oceny, i finalnie doprowadza go do zakupu. Jednak istotne też jest to, że przeglądając Instagram, nie chcemy być pobudzani do żadnego zakupu! To niejako przeczy samej idei konsumpcji treści: moim celem nie jest kupić tutaj coś, tylko dowiedzieć się, co dzieje się u znajomych czy się zainspirować.
Jakie wnioski możesz wyciągnąć z tych danych?
Przez ilość bodźców użytkownicy w łatwy sposób rozpraszają się w mediach społecznościowych czy internecie, ale tę stosunkowo łatwą do złapania uwagę jest coraz trudniej utrzymać.
Social media zostały zaprojektowane w taki sposób, żeby nas wciągać, a jednocześnie nie chcemy być nakłaniani do zakupu podczas tego pasywnego odkrywania mediów społecznościowych.
Tak zwane ads fatigue, czyli zmęczenie reklamami, sprawia, że użytkownicy coraz bardziej niechętnie wchodzą w interakcję z reklamami w internecie – widzimy to w spadających CTR-ach i rosnących kosztach CPM.
Reklama w internecie: 4 sprawdzone sposoby na 2024 rok
Czy wszystko jest stracone? Nie do końca. Z jednej strony narzędzia AI znacznie ułatwiają pracę marketerów, z drugiej strony sztuczna inteligencja zastosowana w algorytmach Mety, Google’a i TikToka – znacznie ją utrudnia. Zamiast precyzyjnego trafiania do odbiorców, na których Ci zależy, masz dziś bardzo szerokie kierowanie algorytmów i poza kreacją masz dużo mniej możliwości wpływu na to, komu pokażą się Twoje reklamy internetowe. Twoim zadaniem jest mieć świadomość zmian, jakie zachodzą w marketingu online, i reagować na nie tak, żeby dalej tworzyć reklamy przyciągające konsumentów.
Przedstawię Ci cztery sposoby na to, żeby skutecznie łapać i utrzymywać uwagę użytkowników w każdym rodzaju reklam w internecie – od tekstowych w Google’u, przez graficzne, po reklamy wideo.
Ta ściągawka z reklamy internetowej na rok 2024 brzmi tak:
Buduj z bloków.
Używaj haczyków.
Stosuj niereklamy.
Twórz krótkie historie.
1. Buduj z bloków
Każde copy do reklamy w internecie, podobnie jak każde wideo reklamowe w Meta czy na TikToku, możesz rozłożyć na części składowe. Nazywam je blokami reklamowymi. Łatwo przedstawić je w postaci klocków LEGO, które możesz miksować i łączyć ze sobą.
Jakie są najważniejsze bloki reklamowe?
Haczyk – czyli to, czym przykuwasz uwagę.
Problem persony – czyli to, w czym Twój produkt czy usługa są w stanie pomóc personie.
Demo – przykład zastosowania Twojego produktu, jak go używać.
Benefit(y) – korzyści płynące ze skorzystania z Twojej oferty.
Testimonials – czyli opinie innych użytkowników o tym, co sprzedajesz.
Feature(s) – unikalne cechy Twojego produktu.
Social proof – czyli opinie znanych osób lub inne społeczne dowody słuszności (np. statystyki naukowe).
CTA – call-to-action, czyli co użytkownik ma zrobić po zobaczeniu Twojej reklamy.
Pamiętaj, że to nie jest tak, że w jednym wideo czy w jednym copy masz zawrzeć wszystkie osiem bloków! Haczyk zawsze musi być na początku, CTA zawsze na końcu, a to, co w środku – jest kwestią fantazji, a raczej licznych testów.
PORADA
Jak korzystać z bloków reklamowych w przypadku reklam wideo?
Przygotuj listę niezbędnych elementów, które chcesz przetestować w wideo.
Nagraj 2–3 wersje każdego „klocka”.
Łącz je ze sobą i mieszaj – da Ci to możliwość elastycznego tworzenia wielu wersji reklam, zarówno krótszych, jak i dłuższych.
Testuj i optymalizuj, żeby wiedzieć, co działa najlepiej.
Pracując w taki sposób, oszczędzasz czas i pieniądze, ale też możesz precyzyjnie popracować nad każdym fragmentem, żeby upewnić się, że nie tylko skupiasz uwagę grypy docelowej, lecz także tworzysz angażującą narrację.
2. Używaj haczyków
Haczyk – to coś, co przyciąga uwagę grupy docelowej, i jest w stanie wyrwać użytkownika z pasywnego procesu odkrywania. Gdzie możesz stosować haczyki? W skrócie: wszędzie.
Wideo musi mieć haczyk (pierwsze 1,5 sek. na TikToku, pierwsze 3 sek. w Meta).
Każde copy musi mieć haczyk.
Baner musi mieć haczyk (wizualny, tekstowy czy łączony).
Nawet Twój profil na Tinderze będzie bardziej efektywny, jeśli zaczniesz od mocnego haczyka.
Jakie typy haczyków można wyróżnić? Zerknij na poniższą grafikę.
Reklama w internecie: typy haczyków, które możesz wykorzystać w social mediach i nie tylko
No dobrze, teoria teorią, a jak je wykorzystać w praktyce? Załóżmy, że Twoja reklama w internecie ma promować modną ostatnio kawę z grzybów.
Oto przykładowe haczyki:
Problem persony: Czy Ty też wstajesz rano zupełnie pozbawiony energii?
Pytanie: Czy zdarzało Ci się wypić kawę i za chwilę znowu nie mieć energii?
Storytelling: Pierwszy raz spróbowałam kawy grzybowej podczas wycieczki na Islandię.
Rozwiązany problem persony: Wreszcie spróbowałam kawy, która naprawdę poprawia koncentrację!
Odpowiedź na pytanie, którego nikt nie zadał: Tak, jestem kawą, która zawiera naturalne suplementy i poprawia Twój nastrój i samopoczucie!
Strach: Znowu zdarzyło Ci się zaspać do pracy?
Absurd/groteska: Czy wiesz, że kosmici też piją kawę, tyle że z grzybów?
Cena (kiedy coś jest w promocji): Kawa funkcjonalna już od 1,99 zł za filiżankę!
Metafora/gra słowna: Kawa z grzybów z rana jak śmietana!
Poczucie winy: Wypiłeś cztery kawy i znowu prokrastynowałeś przez cały dzień?
Przed/po: Kiedyś: sensacje w brzuchu, niepokój, kołatanie serca. Teraz: pełne skupienie, energia i dużo sił!
Statystyki: Czy wiesz, że 80% testujących naszą kawę poczuło więcej energii w ciągu dnia?
FOMO: Wszyscy Twoi znajomi już dawno przestawili się na kawę funkcjonalną!
Clickbait: Poznaj trzy sposoby na lepszy nastrój i samopoczucie
O czym jeszcze warto pamiętać, pracując z haczykami?
Po pierwsze, haczyk ma działać na emocje, dzięki czemu uwaga jest utrzymywana dłużej.
Po drugie, dobry haczyk nie tylko „wyrywa” użytkownika i skupia jego uwagę, lecz także pomaga w budowaniu dalszej historii, otwiera narrację danej reklamy.
Po trzecie, warto budować własną bibliotekę haczyków i cały czas testować, jak który z nich działa na odbiorców – zebrane tu przeze mnie są podstawą do budowania własnego zasobu.
3. Stosuj niereklamy
Kiedyś reklamy udające, że nie są reklamą, kojarzyły nam się głównie z artykułami sponsorowanymi, sprytnym lokowaniem produktów czy real-time marketingiem. Dzisiaj za sprawą social mediów jest to głównie UGC – user generated content, czyli treści generowane i udostępniane przez prawdziwych użytkowników produktu. Dlaczego taka reklama w internecie jest aż tak skuteczna?
86% millenialsów twierdzi, że UGC jest wskaźnikiem jakości marki.
Konsumenci znacznie częściej ufają rekomendacjom od innych osób niż materiałom marketingowym.
Stworzenie takich treści nie wymaga umiejętności marketingowych ani specjalnego sprzętu – często są to treści nagrane przednią kamerą telefonu albo print screeny komentarzy czy opinii.
Takie reklamy osiągają aż dwa razy lepszy CTR.
Wśród najczęstszych formatów UGC można wymienić testimonial (kiedy użytkownik opowiada o swoim doświadczeniu z produktem, bardziej „mówione”) oraz demo (skupione na pokazywaniu produktu w użyciu). A w jaki sposób zdobyć user generated content?
1
Zupełnie natywne UGC
Sposób najłatwiejszy i najtrudniejszy zarazem. Jeśli Twój produkt jest udostępniany i polecany przez twórców i zwykłych śmiertelników, jedyne, co musisz mieć, to ich zgoda na udostępnienie wizerunku i tego materiału. Nikt nie zrobi Ci lepszej reklamy, niż Twoi klienci – jest to najbardziej szczera i autentyczna forma promocji.
2
Współprace influencerskie
Drugim sposobem na zdobycie UGC są współprace z infleuncerami (np. barterowe), w których użytkownik, który ma zasięgi, dostaje do promocji Twój produkt i ma podzielić się swoją opinią.
PORADA
Nie przejmuj się jakością materiałów wideo, szczególnie jeśli chodzi o TikToka! Konsumenci są spragnieni autentyczności i prawdziwych doświadczeń, więc tym bardziej docenią, że Twoja reklama w internecie pochodzi od kogoś, kto podzielił się swoją opinią nieodpłatnie, z miłości do marki i produktu.
Krótkie formy wideo opanowały social media i reklamy nie są wyjątkiem. Aż 58% oglądających odtworzy wideo do końca tylko wtedy, gdy trwa ono mniej niż minutę! Dlatego więc odchodzimy od 15–30-sekundowych reklam na rzecz krótszych wideo (< 15 sek.). O czym musisz pamiętać, tworząc reklamy wideo do social mediów?
Jeśli mają dobry haczyk, potrafią szybko wciągnąć użytkownika w historię – bez potrzeby czytania copy (chociaż w Meta nadal jest ono dosyć istotne).
Możesz wpleść w nie elementy rozrywkowe, do których użytkownik jest przyzwyczajony podczas przeglądania social mediów (np. przejścia, muzyka), żeby – powtórzę się – mniej przypominały reklamy.
Dzięki dynamicznemu montażowi możesz bardzo szybko opowiedzieć użytkownikowi o swoim produkcie.
Są świetnie dopasowane do wyświetleń na urządzeniach mobilnych, gdzie teraz najczęściej konsumujemy treści.
Jednak to, o czym często zapominają marki, to tworzenie historii, która emocjonalnie połączy konsumenta z marką. Stary dobry storytelling zostaje z nami, bez względu na to, że teraz mamy dużo mniej czasu na opowiedzenie swojej historii. Jakie są więc zasady storytellingu dla ultrakrótkich wideo?
1. Jeden film – jedna narracja
Pamiętasz o blokach reklamowych? Zadbaj o to, żeby mimo używania ich każdy z Twoich filmów miał jedną główną tezę, którą chcesz przekazać. „Życie z tym produktem jest lepsze niż bez”. „Miałem wcześniej problem, a teraz rozwiązałem go i nie mam dzięki XXX”.
2. Zwięzłość to podstawa
Każda marka chciałaby, żeby w reklamie pojawiły się wszystkie możliwe korzyści danego produktu. Jednak pamiętaj, że Twój rozproszony użytkownik, który nie chce oglądać reklam, nie oczekuje, że będziesz mu cokolwiek sprzedawać. Nie wymagaj więc od niego za dużo.
Różne angles (czyli sposoby na przedstawienie danej rzeczy w reklamie), korzyści czy bloki testuj w kolejnych materiałach. Postaraj się zmieścić w 15 sek.
3. Więź emocjonalna
Od haczyka po call-to-action poprzez jedną narrację Twoim celem jest zbudować więź z odbiorcą. Zanim stworzysz jakąkolwiek treść, pomyśl: „Co zostanie w odbiorcy po tym, jak to przeczyta? Jaką emocję wywoła w nim ta reklama internetowa?”.
Emocjonalnym wyzwalaczem, który sprawi, że potencjalny konsument będzie zainteresowany zakupem, może być chęć poczucia przynależności, pragnienie swobody czy radość i optymizm. Na ilustracji niżej znajdziesz przykład, jak w Piesotto budujemy więź z użytkownikiem, porównując psa niejadka do dziecka oraz nawiązując do znanego wszystkim powiedzenia z dzieciństwa.
Reklama w internecie: przykład kreacji Piesotto, w której pies niejadek został porównany do dziecka
Reklama w internecie: podsumowanie
Żyjemy w świecie, w którym nieskończenie scrollujący social media odbiorcy są stosunkowo łatwi do „złapania”, ale jeśli chodzi o kampanie reklamowe, to mamy dosłownie kilka sekund na to, żeby utrzymać ich uwagę, przekazać historię, budując emocjonalną więź, a na koniec jeszcze skłonić do zakupu. Brzmi jak szaleństwo? Myślę, że kluczem do zrozumienia tego, jak budować komunikację marketingową i tworzyć reklamę internetową w świecie zmieniających się algorytmów, jest rozumienie tego, w jaki sposób konsumenci podejmują decyzje w internecie:
Chcą odkrywać treści – więc zapewnij im ciekawe i angażujące treści, korzystając z dobrych haczyków i storytellingu.
Niekoniecznie są na etapie oceny, jakiego produktu potrzebują i czy go potrzebują – więc zbuduj z nimi emocjonalną więź, która sprawi, że zaczną się interesować tym, co masz do zaoferowania.
Nie chcą oglądać reklam w internecie – więc zainwestuj w autentyczne treści i testuj różne warianty przekazu, aż znajdziesz skuteczny.
A na koniec pozwolę sobie przytoczyć cytat nieznanego mi z imienia copywritera ukraińskiej agencji Banda; „Nikt nie lubi oglądać reklam. Ludzie oglądają to, co im się podoba. I tylko czasem to są reklamy”.
I bez względu na zawiłe zachowania konsumentów i ich skomplikowaną analizę chyba nadal tylko na tym polega cała sztuka – na tworzeniu różnych formatów reklam w internecie, które będą się podobać ludziom. I takich reklam nam wszystkim życzę.
W wielu internetowych rankingach praca w sprzedaży plasuje się na górze zawodów najbardziej stresogennych. Jak to się ma do rzeczywistości? Z perspektywy handlowca z ponad 5-letnim doświadczeniem potwierdzam, że praca w sprzedaży potrafi spędzać sen z powiek. Jednak są sposoby, aby sobie ją ułatwić. Jednym z nich jest model DISC.
Trudności w pracy handlowca
Z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że sprzedaż B2B wiąże się z trzema głównymi trudnościami:
Po pierwsze, z koniecznością radzenia sobie z odrzuceniem i presją osiągania wyników.
Po drugie, z dostosowywaniem komunikacji do różnorodnych osobowości klientów.
Po trzecie, z utrzymaniem długotrwałych relacji w obliczu konkurencyjnego rynku.
Każdy z tych aspektów wymaga od handlowca elastyczności, odporności psychicznej i ciągłego doskonalenia umiejętności interpersonalnych.
Czy jest sposób, aby ułatwić sobie codzienną pracę? W tym artykule chciałabym skupić się na wyzwaniu, jakim jest radzenie sobie z trudnymi klientami i dostosowanie się do oczekiwań naszych rozmówców. I nie, wcale nie chodzi o wróżenie z fusów czy o czytanie w myślach – a o zastosowanie modelu DISC i wykorzystanie go do poprawy wyników sprzedażowych (oraz ułatwienie sobie codziennej pracy).
Model DISC: co to jest?
Model DISC to popularna metodologia oceny osobowości, która klasyfikuje ludzi do czterech głównych kategorii:
Dominant (D), czyli dominujący,
Influential (I), czyli inspirujący,
Steady (S), czyli stały,
Conscientious (C), czyli sumienny.
Każdy z tych typów charakteryzuje się innym stylem komunikacji, motywacjami oraz podejściem do rozwiązywania problemów. Model DISC pomaga lepiej zrozumieć zachowania i preferencje ludzi, co umożliwia skuteczniejsze dostosowanie się do nich w interakcjach, zwłaszcza w kontekście sprzedaży i zarządzania relacjami.
Model DISC. Źródło: discboulevard.com
Myśląc o trudnym kliencie, często mamy w głowie osobę, z którą nawiązanie i utrzymanie relacji handlowej wymaga dużego wysiłku ze względu na specyficzne zachowania, oczekiwania lub sposób prowadzenia rozmowy. Trudni klienci są wymagający, niecierpliwi, sceptyczni, nadmiernie krytyczni czy też trudni w negocjacjach. To sprawia, że ich potrzeby często są trudniejsze do spełnienia, a współpraca z nimi wiąże się z wyzwaniami dla handlowca.
Co gdyby jednak odwrócić tę sytuację i spojrzeć z innej perspektywy? Okaże się, że to nie klient jest „trudny”, tylko proces sprzedaży jest niedostosowany do potrzeb jednostki. Łatwo bowiem jest uogólnić i traktować wszystkich identycznie – pomaga to na pewno w usprawnieniu procesów.
W sprzedaży (a szczególnie sprzedaży B2B) warto jednak zrobić miejsce na indywidualne podejście do potrzeb konkretnego potencjalnego klienta. Model DISC jest idealnym połączeniem procesowego podejścia i indywidualnego pochylenia się nad potrzebami czy stylem komunikacji danej osoby.
Typy klientów według metodologii DISC
Oto cztery główne typy klientów, które można wyróżnić według metody DISC.
1. Dominujący (D)
W modelu DISC styl dominujący charakteryzuje osobę o silnej woli, zdeterminowaną do osiągnięcia swoich celów. To ktoś odważny, lubiący rywalizację, kto dąży do osiągnięcia celu bez oglądania się na ewentualne konsekwencje, takie jak „spalone mosty”. Te mogą nie mieć dla niej większego znaczenia, ponieważ nie zamierza zawracać z obranej drogi. Uważa, że to ona ma rację. Po osiągnięciu celu jej sukces jest niepodważalny, zgodnie z zasadą, że zwycięzca „bierze wszystko”.
Osobowość dominująca wierzy w sukces, jest zmotywowana i nie dopuszcza innej możliwości niż realizacja swoich zamierzeń. Często jest pionierem wytyczającym nowe ścieżki – zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Choć może budzić kontrowersje, nie przejmuje się tym, gdyż nadrzędną wartością jest dla niej skuteczność. Doskonale odnajduje się w zhierarchizowanych i konkurencyjnych strukturach, gdzie może wykorzystać swoją determinację i wizję.
2. Inspirujący (I)
W modelu DISC osoba o stylu I jest postrzegana jako dusza towarzystwa, pełna energii i zadowolona z życia. Przepełniona kreatywnością, często zaskakuje swoimi pomysłami, za którymi trudno nadążyć. Uwielbia występować publicznie i czuje się swobodnie na scenie, wyróżniając się zarówno zachowaniem, jak często i wyglądem. Jej entuzjazm jest zaraźliwy, a umiejętność inspirowania innych czyni ją naturalnym liderem, który potrafi porwać tłumy i zachęcać do wspólnych wyzwań.
Kiedy w coś wierzy, potrafi przekonać innych do swojej wizji, często podejmując ryzykowne decyzje, które mogą szokować. Z łatwością nawiązuje kontakty, jest przyjacielska i pogodna, a jej pomysłowość i zdolność do motywowania ludzi czynią ją wyjątkowym zasobem, idealnym do roli przywódcy. To właśnie ona pierwsza w grupie rzuci hasło, by zorganizować imprezę, ognisko czy wyjazd integracyjny.
3. Stały (S)
W modelu DISC osoba o profilu stałym (S) to osobowość rozważna i prawdziwa oaza spokoju – stabilna, niezawodna i skoncentrowana na innych. Cechuje ją poczucie odpowiedzialności, życzliwość, uprzejmość, kultura osobista oraz umiejętność aktywnego słuchania, co sprawia, że jest empatyczna i rozumie potrzeby innych.
Osoba o tym profilu gwarantuje, że praca będzie starannie zaplanowana, a wszystkie zadania zostaną wykonane na czas, bez zbędnego zamieszania, z dbałością o szczegóły i bez niespodzianek. Można na niej polegać, ponieważ zawsze dotrzymuje słowa i dąży do tego, by nie zawieść zaufania innych.
Jednakże do podjęcia decyzji potrzebuje czasu i odpowiednich informacji – unika działań intuicyjnych oraz niechętnie reaguje na nagłe zmiany w planach. Jest doskonałym przyjacielem – tolerancyjnym, cierpliwym, zorientowanym na relacje międzyludzkie. Dobre relacje z innymi są dla niej priorytetem. Ponieważ realizuje swoje zadania bez rozgłosu, jej praca bywa czasami niedoceniana, co jest błędem. Osoba o tym profilu szczególnie potrzebuje uznania za swój wkład, a także szacunku i równego traktowania wszystkich ludzi.
4. Sumienny (C)
W modelu DISC osoba o stylu sumiennym (C) jest wyjątkowo analityczna, wymagająca i krytyczna, postrzegając świat przez pryzmat logiki i poszukując zależności przyczynowo-skutkowych. Ze względu na to, że często nie dysponuje pełnią najświeższych informacji, może opóźniać lub nawet unikać podejmowania decyzji, obawiając się, że brak danych doprowadzi do błędnych wniosków i niepotrzebnego ryzyka.
Osoba o tym profilu jest realistyczna i skupiona na faktach, unikając iluzji i pobożnych życzeń. Jednocześnie dąży do osiągnięcia ideału – czy to w postaci doskonałej decyzji, produktu czy raportu, który będzie oparty na maksymalnej liczbie najbardziej aktualnych i rzetelnych danych.
Model DISC: jak odczytać, z kim mamy do czynienia?
Istnieje prosty trzyetapowy proces, który można wykorzystać, aby określić czyjś styl osobowości. Proces ten można określić jako OAR, a pierwszym etapem procesu jest O, co oznacza „obserwuj”.
PORADA
Najpierw musisz zaobserwować style zachowań osoby, którą próbujesz skategoryzować, np. w jaki sposób się wypowiada. Osoby z osobowością typu S (stałą) często bardziej skupiają się na rodzinie lub związkach. Może to być świetna pierwsza wskazówka przy określeniu typu osobowości danej osoby. Możesz również zwrócić uwagę, jakich słów używa, gdy mówi. Typy osobowości D (dominującym) i C (sumiennym) są bardziej indywidualistyczne. Dlatego gdy mówią, prawdopodobnie powiedzą „ja” i „mnie”. Z drugiej strony, pozostałe dwa typy osobowości, I (inspirujący) oraz S (stały), mogą używać „my” lub „nas”. Dotyczy to szczególnie typów S, ponieważ mają oni tendencję do współpracy i działania kolektywnego, mając na uwadze dobro całej grupy.
Warto również obserwować mowę ciała, np. jest ożywiona, otwarta czy raczej stonowana i zamknięta. Przykładem są tutaj osobowości typu I, które mogą być bardziej ożywione i ekstrawertyczne, zajmować „więcej miejsca w pomieszczeniu” czy gestykulować. Może to zniechęcać niektóre inne typy osobowości, które są bardziej stonowane, takie jak sumienny lub stały. Oczywiście są to tylko naturalne skłonności danej osoby – jeśli styl C (sumienny) lub D (dominujący) włoży w to wysiłek, może zachowywać się w sposób bardziej zorientowany na ludzi, podobnie jak pozostałe dwa typy osobowości.
Drugim z kroków w OAR jest A – od Assess (oceń). Ważne jest, aby najpierw wykonać krok pierwszy i zaobserwować zachowania, style mówienia i mowę ciała osoby, którą analizujesz pod kątem typu DISC. Następnie możesz przejść do oceny tych cech.
Najpierw zapytaj siebie, czy ta osoba jest bardziej aktywna czy powściągliwa. Pomoże to zawęzić jej typ osobowości. Czy jest bardziej skłonna mówić o przyszłości i tym, jak mogłyby wyglądać rzeczy? To uczyniłoby ją bardziej aktywną. Jeśli osoba jest aktywna, prawdopodobnie będzie miała również ożywioną, asertywną mowę ciała i utrzymuje kontakt wzrokowy. Osoby, które są aktywne, będą miały typ osobowości typu D (dominujący) lub I (inspirujący). Osoby, które są powściągliwe, będą wykazywać inne cechy – mówić spokojnie i cicho, zazwyczaj więcej o tym, co dzieje się w teraźniejszości niż w przyszłości. Mogą również unikać kontaktu wzrokowego. Osoby powściągliwe będą miały typ osobowości typu S (stały) lub C (sumienny).
Warto też ocenić, czy dana osoba jest zorientowana na zadania, czy na ludzi. Jeśli mówi więcej o rzeczach do zrobienia i o zadaniach niż o uczuciach lub ludziach, jest zorientowana na zadania. Osoby zorientowane na zadania będą miały typ osobowości typu D (dominujący) lub C (sumienny). Te, które mówią więcej o uczuciach lub ludziach, a także łatwiej okazują emocje, są klasyfikowane jako zorientowane na ludzi. Osoby zorientowane na ludzi będą miały typ osobowości typu I (inspirujący) lub S (stały) w ocenie DISC.
Ostatnim krokiem w procesie OAR jest R, czyli rozpoznanie. Im częściej będziesz dokonywać obserwacji stylów zachowań ludzi, tym szybciej i łatwiej będziesz w stanie identyfikować profile DISC różnych klientów, których spotkasz. To proces, który z czasem będzie przychodził coraz bardziej naturalnie!
Jak podejść do poszczególnych typów osobowości jako handlowiec?
1. Typ dominujący (D)
Osobowości dominujące potocznie nazywane są „prezesami”. Aby najlepiej zaadresować ich potrzeby, handlowiec powinien przyjąć podejście skoncentrowane na efektach i konkretach.
Taki klient ceni sobie szybkie, zdecydowane działanie i jasne komunikaty, więc kluczowe jest, aby prezentacja oferty była zwięzła, skupiona na korzyściach i podkreślała możliwości osiągnięcia celów, które określa klient. Ważne jest, by handlowiec pokazał pewność siebie i profesjonalizm, jednocześnie respektując niezależność klienta, dając mu poczucie kontroli nad decyzją i przedstawiając kilka możliwości, z których może skorzystać.
To ważne, aby klient miał poczucie, że to on podejmuje decyzje. Odpowiedzi na pytania powinny być precyzyjne, a negocjacje krótkie i rzeczowe, aby nie tracić czasu na zbędne dyskusje.
2. Typ inspirujący (I)
Klienci o osobowości inspirującej można określić jako „dusze towarzystwa”. Aby najlepiej zaadresować potrzeby klienta o tej osobowości, handlowiec powinien przyjąć podejście entuzjastyczne i relacyjne.
Taki klient ceni sobie pozytywną energię, interakcje społeczne i nowe pomysły, więc prezentacja oferty powinna być dynamiczna, pełna kreatywnych rozwiązań i nowych możliwości. Warto tutaj podkreślić innowacyjność propozycji.
PORADA
Kluczowe jest, aby handlowiec budował z klientem bliską relację, okazując zainteresowanie jego opiniami i pomysłami, a także angażując go w rozmowę. Ten klient doceni small talk przed rozpoczęciem prezentacji. Warto też dać takiemu klientowi przestrzeń na „wygadanie się”. Inspirujący klient doceni wizję przyszłości, więc warto skupić się na tym, jak produkt lub usługa może pomóc mu osiągnąć sukces i zaangażować innych.
Jednakże klienci o osobowości inspirującej szybko się nudzą, potrafią tracić zainteresowanie. Dlatego ważne odwoływanie się do emocji w ofertowaniu. Kluczowa będzie też rola handlowca w przeprowadzeniu klienta przez poszczególne etapy współpracy, aby nie czuł się opuszczony.
3. Typ stały (S)
Klient o usposobieniu stałym też ceni sobie przyjazną atmosferę i relacje, które biorą pod uwagę emocje obu stron. Ważne, aby upewnić się, że wszyscy uczestnicy procesu rozumieją ofertę. Aby najlepiej zaadresować potrzeby klienta o osobowości stałej, handlowiec powinien przyjąć podejście spokojne, cierpliwe i oparte na budowaniu zaufania. Taki klient ceni sobie lojalność i bezpieczeństwo, więc warto skupić się na tym, jak produkt lub usługa może zapewnić długoterminową wartość i niezawodność. Handlowiec powinien stawiać na budowanie relacji, okazywać empatię i być uważnym słuchaczem, aby zrozumieć potrzeby klienta i zapewnić, że decyzja nie wymaga pośpiechu.
Należy unikać agresywnych technik sprzedaży i zmian w ostatniej chwili, które mogą wywołać dyskomfort. Ten typ klienta potrafi zrezygnować z procesu zakupowego z powodu zbyt nachalnej sprzedaży, a o swojej decyzji nie poinformować handlowca – jedynie potraktować go „ciszą w eterze”. Klient stały doceni także wsparcie po zakupie, dlatego warto podkreślić dostępność serwisu, gwarancji i dalszej opieki posprzedażowej.
4. Typ sumienny (C)
Jeśli chodzi o klienta o sumiennym usposobieniu, w kontakcie z taką osobą trzeba uzbroić się w cierpliwość. W tym przypadku proces zakupowy może przebiegać najdłużej. Aby najlepiej zaadresować potrzeby klienta o osobowości sumiennej, handlowiec powinien przyjąć podejście szczegółowe i precyzyjne.
Klient sumienny ceni sobie dokładność, analizę i logikę, więc prezentacja oferty powinna być oparta na solidnych danych, faktach i rzetelnych argumentach. Warto w ofercie wykorzystać estymacje, wykresy czy arkusze kalkulacyjne. Handlowiec powinien przygotować się na udzielanie odpowiedzi na szczegółowe pytania, dostarczając kompletne informacje, raporty i specyfikacje techniczne.
Kluczowe jest również unikanie nacisku na szybkie decyzje – klient sumienny potrzebuje czasu na przemyślenie i analizę, dlatego warto podkreślić, że decyzja może być podjęta bez pośpiechu, a wszelkie wątpliwości – dokładnie omówione. Handlowiec powinien także zadbać o klarowność i porządek w komunikacji, co zwiększy zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Ten klient doceni również harmonogram związany z procesem ofertowym i obsługą posprzedażową, żeby wiedzieć dokładnie, na jakim etapie się znajduje.
Na jakie dodatkowe aspekty zwracam uwagę w codziennej pracy?
Model DISC: podsumowanie
Warto pamiętać, że rzadko zdarza się tak, że jeden klient reprezentuje tylko jeden typ osobowości. Zwykle jest to mix dwóch lub czasem i trzech typów. Podczas pierwszych interakcji z klientem warto postarać się o zidentyfikowanie jego potrzeb komunikacyjnych – dzięki temu zarówno dalszy proces, jak przygotowanie i prezentacja oferty czy też negocjowanie mogą przyjść z większą łatwością.
Radzenie sobie z trudnymi sytuacjami w relacjach z klientami różnych typów wymaga dostosowania podejścia do ich unikalnych potrzeb i stylu zachowania i komunikacji. Aby unikać konfliktów, kluczowe jest zrozumienie, co motywuje klienta i na tej podstawie dostosowanie swojego przekazu – dla klienta dominującego warto być konkretnym i rzeczowym, podczas gdy klient inspirujący oczekuje pozytywnej energii i entuzjazmu.
W sytuacjach napięć skuteczne jest zachowanie spokoju, empatii i otwartości na perspektywę klienta. Staraj się aktywnie słuchać, unikać zbędnych emocji i szukać rozwiązań, które zadowolą obie strony, budując jednocześnie długoterminowe zaufanie i współpracę. A ja mam nadzieję, że to podsumowanie pomoże Ci w codziennej pracy i pozwoli na osiąganie lepszych wyników sprzedażowych!
W ciągu ostatnich dwóch lat generatywna sztuczna inteligencja szturmem wdarła się do marketingu. Przeciwnicy często zarzucają jej, że kreatywnością nie grzeszy. Czy to prawda i AI jest skazana na tworzenie tekstów zbyt nudnych i bezbarwnych? Niekoniecznie! Sprawdź, jak napisać dobry prompt!
Ten artykuł Mileny Majchrzak ze wskazówkami, jak napisać dobry prompt, ukazał się w 22. numerze magazynu sprawny.marketing. Sprawdź ofertę i zamów swoją prenumeratę!
Nudne treści – plaga internetu
Takie teksty nie zaskakują i nie zachęcają do czytania. Brakuje im dynamiki. Są pozbawione smaczków i detali, które dodają im życia. Próżno szukać w nich elementów pobudzających emocje, które przecież pomagają odbiorcy zapamiętać przekaz.
Niestety, problem banalnych tekstów istniał, zanim pojawiła się generatywna AI. Sztampowe treści codziennie pojawiają się na blogach firmowych czy w opisach usług i produktów.
I w sumie nic w tym dziwnego! Twórcze pisanie wymaga czasu, który ciężko znaleźć dla „zlecenia na wczoraj”. Do tego kreatywność często ogranicza budżet zlecenia. Czasem autor korzysta więc z utartych schematów, a w dodatku skraca korektę do sprawdzenia tekstu w Wordzie.
Z AI jest podobnie – może tworzyć treści, które zapadają w pamięć, ale by ten potencjał wykorzystać, trzeba poświęcić czas i poznać technologię, a także mieć realne oczekiwania. Inaczej wygenerowane teksty są miałkie i nie urywają… wiadomo czego. Jak w takim razie „zmusić” sztuczną inteligencję do tego, aby dostarczała ciekawe treści?
Nudny prompt = nudne teksty
Zasada jest prosta, ale niezmiernie ważna: bez dobrego promptu nie ma dobrej treści. To fundament, na którym zbudowana jest cała generatywna AI.
Co to jest prompt?
Prompt to, najprościej ujmując, instrukcja lub pytanie, które służy do komunikacji z maszyną. Na jego bazie model językowy (np. GPT 4o) dobiera słowa na podstawie prawdopodobieństwa, czyli de facto zgaduje, na czym może zależeć jego operatorowi.
Jeżeli dostanie bardzo uproszczone zapytanie typu „kiedy należy wymienić olej w kosiarce”, udzieli bezpośredniej i mało angażującej odpowiedzi:
„Częstotliwość wymiany oleju zależy od warunków pracy. Producenci zalecają wymianę oleju co najmniej raz do roku lub co 25–50 godzin użytkowania.”
Ten opis niby jest poprawny, jednak nie ma w nim nic ciekawego. Pasuje do instrukcji obsługi, ale nie sprawdzi się w artykule czy tekście promocyjnym. Skuteczny komunikat w sieci ma przecież błyskawicznie przyciągać uwagę internauty i zapadać mu w pamięć. A wszakże nie musi być nudno:
„Jeżeli twoja kosiarka zaczyna brzmieć jak stado łasic w walce z kaczorem, to jest to sygnał, że najwyższy czas wymienić olej.”
Oba fragmenty wygenerowało to samo AI. Pierwszy przykład wygląda jak przepisany żywcem z encyklopedii. Drugi już porusza wyobraźnię odbiorcy, a nawet może go rozbawić. Skąd taka różnica? Nieznacznie zmieniło się wyłącznie polecenie. Jak w takim razie je skonstruować, aby otrzymać interesujące teksty?
Metoda trzech kroków
Tworzenie ciekawych i angażujących treści z AI można podzielić na trzy powtarzalne kroki.
1
Prompt nudny, ale precyzyjny
Najpierw trzeba stworzyć solidny fundament do dalszej rozbudowy, polecenie, dzięki któremu sztuczna inteligencja zrozumie, jakiej odpowiedzi ma udzielić. Można w tym celu skorzystać z następującej listy pytań:
jaki ma być rodzaj treści,
do kogo jest skierowana,
co powinna zawierać,
jaki jest jej cel (informacyjny, sprzedażowy itd.),
jaki ma być ton wypowiedzi (formalny/nieformalny/swobodny itd.),
w jaki sposób zwracać się do czytelnika.
Ponadto trzeba podać wszystkie ważne informacje, które mają się znaleźć w treści (np. parametry czy cechy opisywanego zagadnienia).
Trzy pierwsze wytłuszczone pytania są najważniejsze i warto z nich korzystać za każdym razem w pracy z AI. Prompt na tym etapie może wyglądać tak:
Polecenie powinno być jak najkrótsze, a jednocześnie przekazywać konkrety. Przy zbyt długich i nudnych zapytaniach może pogorszyć się jakość odpowiedzi, choć nowsze modele coraz lepiej radzą sobie z nieprecyzyjnymi promptami.
Na jakość wygenerowanej treści negatywnie wpływa zarówno brak informacji, jak i zbytnia kwiecistość czy rozwlekłość.
Należy unikać instrukcji, w których pojawiają się rozbieżności, np. zwrot do czytelnika nie powinien stać w sprzeczności z tonem wypowiedzi. Często jedno wynika z drugiego – zwrot na „Ty” niejako wymusza nieformalny ton.
AI niezbyt dobrze radzi sobie z copywritingiem inkluzywnym. Na nic zdają się podejścia w stylu: „zwracaj się do czytelnika w drugiej osobie liczby pojedynczej czasu teraźniejszego, stosuj inkluzywny język”. Nawet najnowsze modele, takie jak GPT-4o, Gemini 1.5 Pro czy Claude 3.5 Sonnet mają z tym spory problem, dlatego dopracowanie treści, aby nikogo nie wykluczała, leży nadal po stronie człowieka.
2
Czas doprawiania
Mając nudny, ale konkretny prompt, można przejść do dalszej pracy nad zapytaniem. To na tym etapie można już otrzymać niebanalne, ciekawe i zaskakujące czytelnika treści. Najprościej zrobić to przez dodanie przymiotników i przysłówków, np. takich jak np.: konkretny, precyzyjny, prosty, ciekawy, inspirujący, kreatywny, innowacyjny, zabawny, poważny, straszny, absurdalny, ironiczny, unikatowy, literacki, pomysłowy, dynamiczny, nietypowy, filozoficzny, liryczny, romantyczny, nostalgiczny, analityczny, wnikliwy, satyryczny, przyjazny, sentencjonalny, optymistyczny, pesymistyczny, euforyczny, idylliczny, prosty, twórczy, dyplomatyczny.
Uwaga! Przy wyrażeniach wartościujących trzeba zachować umiar. Jedno, dwa sformułowania na prompt wystarczą. W przeciwnym razie łatwo uzyskać treści zbyt intensywne, wywołujące uśmiech zażenowania i przesadzone.
Teksty w pierwszej kolumnie generowane są bezpośrednio z poleceń otrzymanych w poprzednim kroku.
W drugiej kolumnie znajdują się teksty na podstawie promptów, w których użyto co najmniej trzech wyrazów wartościujących, czasem sprzecznych wewnętrznie (np. „nietypowy, euforyczny i literacki” lub „śmieszny i liryczny”).
W ostatniej znajdują się intrygujące, ale „zbalansowane” teksty, które można już opublikować.
Doprawianie prompta polega też m.in. na dodaniu emocji. Gdy efekt będzie zbyt mocny, dołóż także wyraz „subtelnie” lub „nie wprost”. Możesz także nakazać wykorzystanie pożądanych środków stylistycznych, takich jak metafory czy porównania, ale pamiętaj o umiarze! Silne emocje razem z metaforą dają pretensjonalny efekt znacznie bliższy grafomanii niż tekstom biznesowym.
Jak więc wygląda prompt po fine tuningu?
Napisz wywołujący rozbawienie, dynamiczny akapit do broszury, opisujący laikowi, kiedy należy wymienić olej w kosiarce.
Bardzo często te dwa kroki wystarczą, aby otrzymać przyciągające uwagę treści. Zdarza się jednak, że po kilku próbach AI nadal nie dostarcza oczekiwanego tekstu i wtedy…
3
Zabawa w role play
To proste podejście, polegające na przypisaniu roli zarówno sobie, jak i AI, lub tylko jednej ze stron. Sztuczna inteligencja ma wcielić się w daną postać i odpowiadać z jej perspektywy.
Wracając do prompta wyjściowego o kosiarce i stosując role play, można go zmodyfikować następująco:
„Jesteś sprzedawcą w markecie i mistrzem marketingu jednocześnie. Napisz wywołujący rozbawienie, dynamiczny akapit do broszury, opisujący przerażonej parze z dymiącą kosiarką, kiedy należy wymienić olej w kosiarce.”
Dzięki temu teksty przestają być banalne i łatwiej je zapamiętać:
„Nie czekajcie, aż sąsiedzi pomyślą, że kręcicie niskobudżetowy horror – odwiedźcie nas, a pokażemy Wam, jak przywrócić Waszej maszynie moc Supermena, bez efektów specjalnych!”
Co jeszcze warto wiedzieć i stosować w komunikacji z AI?
1. Generowanie partiami daje lepsze rezultaty
Jedno polecenie, a w odpowiedzi idealny artykuł na 10 000 znaków ze spacjami… Czyż to nie kusząca wizja generowania treści z AI? Niestety, ale na ten moment taka praca jest średnio skuteczna. Może się sprawdzić jedynie na zapleczach SEO, przy tysiącach opisów produktowych, gdzie od kreatywności bardziej liczą się cechy towaru, czy w opisach na YouTube, które „czyta” głównie algorytm serwisu.
AI jest w stanie stworzyć długi tekst na dany temat, ale zwykle jest on znacznie niższej jakości (a przy okazji nudniejszy i sztampowy) niż treść, nad którą pracuje się partiami. Przy dłuższych formach dobrze podzielić sobie generowanie treści na konkretne elementy: wstęp, nagłówki, kolejne akapity itd.
Za to przy hasłach reklamowych lepiej stworzyć prototyp sloganu i poprawiać go, dodając do promptu słowa typu: przepisz, dopracuj itp.
„Zredaguj slogan „Odkryj siłę nowego szamponu, który odżywi twoje włosy, nadając im zdrowy blask i niezrównaną miękkość. Nie czekaj, zadbaj o swoją fryzurę i poczuj różnicę od pierwszego użycia!”, aby wzbudzał romantyzm.”
W efekcie AI stworzy wyważone hasło reklamowe, np.:
„Odkryj moc nowego szamponu, który nada Twoim włosom niezrównany blask i odżywi je, sprawiając, że staną się miękkie jak dotyk ukochanej osoby.”
2. Jedna próba to za mało
Nawet jeśli AI otrzyma idealne polecenie, rezultat potrafi zaskoczyć. Rzadko kiedy pierwszy tekst będzie zdatny od razu do publikacji. Warto wtedy wygenerować go ponownie… i ponownie. Dotyczy to szczególnie treści na tematy niszowe lub skierowane do konkretnej grupy odbiorców, której sztuczna inteligencja „nie poznała” zbyt dobrze w fazie uczenia się. Gdy kolejna próba zawodzi – przychodzi czas na eksperymentowanie z promptem.
3. KISS (Keep It Simple Stupid)
W internecie można znaleźć skomplikowane, a nawet szkodliwe wskazówki. Świetnym tego przykładem jest prompt ze sformułowaniem: „ignore all previous instructions”, który próbuje wymusić na AI ominięcie ograniczeń i pisanie o zakazanych tematach. Najczęściej jest po prostu zbędny.
Zdarza się także, że znalezione w internecie prompty były napisane dla poprzednich, nieużywanych już modeli AI. Często trafiają się także długie i przekombinowane polecenia, czasem aż do tego stopnia, że można je podzielić na akapity i rozdziały. Pisanie elaboratów w instrukcji jest nieco bez sensu – przecież AI ma ułatwiać pracę. W rzeczywistości sztuczna inteligencja wcale nie potrzebuje dziewięciolinijkowego prompta, jaki pokazano tu:
A przecież wystarczy do zwykłego polecenia: „Przetłumacz zdanie na angielski” dodać określenia, które sprawią, że tłumaczenie nie będzie zbyt dosłowne, np. kreatywnie, literacko. Np.: „Przetłumacz zdanie na angielski, kreatywnie zmień styl na literacki: „istanbulu cok seviyom burada olmak cok guzel”.”
Podsumowanie
Komunikacja z AI nie jest tajemną sztuką wymagającą specjalnych umiejętności i narzędzi. Proste prompty w 90% przypadków będą równie albo nawet bardziej skuteczne niż długie polecenia. Jak w każdej dziedzinie, doskonałość wymaga praktyki. Doświadczenie, krytyczne podejście, cierpliwość i gotowość na popełnianie błędów są kluczem do skutecznego wykorzystania AI.
Ważną rolę odgrywają także eksperymenty, zabawa z rolami, „przyprawianie” poleceń i dodawanie do nich emocji. W końcu to, jak toczy się rozmowa z AI, zależy także, a może przede wszystkim, od operatora-człowieka.
A jeśli chcesz dowiedzieć się jeszcze więcej na temat wykorzystania AI w marketingu, zapisz się na konferencję I Love Marketing & Technology i przyjdź na dzień I AI poświęcony sztucznej inteligencji!
Do sali konferencyjnej wbiegł prezes, oddychając głęboko. Stanął jak wryty, a kropla potu spływająca z czoła była świadectwem ogromnego zmęczenia. W końcu powiedział: „Wiem! Użyjemy AI!”. Wyglądał, jakby przed momentem wynalazł chleb krojony, a ekscytacji na dalszej części spotkania nie było końca. Członkowie zarządu wtórowali sobie i wyliczali obszary, w których AI wykona za nich połowę pracy i rozwiąże większość problemów biznesu.
Ten artykuł o tym, jak wdrożyć AI w firmie krok po kroku ukazał się ukazał się w 24. numerze magazynu sprawny.marketing. Sprawdź ofertę i zamów swoją prenumeratę!
A jeszcze więcej praktycznej wiedzy wprost od Szymona Negacza możesz zdobyć już dowiesz się już 23 października podczas konferencji I Love Marketing & Technology!
Ktoś z Was był świadkiem podobnego spotkania? Szczególnie nietechniczne osoby stojące na czele średnich i dużych organizacji dały się na pewnym etapie wciągnąć propagandzie AI. Dzisiaj wstępna ekscytacja już minęła, ale realnych przypadków użycia AI w sprzedaży i marketingu wciąż jest tyle co kot napłakał. I to taki dość chuderlawy.
Wdrożenie AI w firmie: spróbujmy
Na co dzień dowodzę WiseGroup. To grupa pięciu firm, które pomagają innym firmom mądrze rosnąć. W zeszłym roku wygenerowaliśmy 27,6 mln przychodu i zatrudniamy ok. 120 osób.
Przy tej skali wydawać by się mogło, że opcji na użycie AI jest bardzo dużo, ale w praktyce okazało się, że są zaledwie trzy realne scenariusze, z których korzystamy:
Używamy AI do pobierania informacji o leadzie – handlowiec dostaje pełną notatkę na temat firmy w momencie, kiedy się do nas zgłasza.
Używamy AI do ułatwienia sobie analizy danych.
Używamy AI do poprawiania tekstów i pisania raportów z danych.
Jako realnego scenariusza nie liczę tego, że osoby w zespołach mogą zadać jakieś pytanie w ChatGPT, ponieważ ciężko to zmierzyć i realnie wykazać, że w czymkolwiek to pomogło. Wciąż jednak nie byliśmy w stanie użyć AI tak, aby pomagało naszym klientom i obserwatorom.
Krok 1: określenie problemu
W biznesie jest tak, że jeżeli coś ma komuś pomóc, to musi rozwiązywać realny problem. I to najlepiej taki, który występuje dość często. Zabraliśmy się zatem za poszukiwania. Na tym etapie umówiliśmy się, że odpuścimy implementację AI, jeżeli takowego problemu nie znajdziemy. Jako doradcy widzieliśmy już setki firm, które próbowały rozwiązać problem, który nie istniał.
Na szczęście poszukiwania nie zajęły dużo czasu. Na moment pisania tego tekstu mamy dwa kanały YouTube i dwa podcasty w całym WiseGroup. Kolejne dwa są w drodze. Łączna liczba odcinków w tych czterech źródłach wiedzy przekracza 500 i łącznie są one słuchane kilkaset tysięcy razy miesięcznie.
Szukając realnego problemu, okazało się, że każdy z twórców dostaje dziennie od kilku do kilkunastu np. takich pytań:
Mam taki problem. W którym odcinku znajdę odpowiedź, jak go rozwiązać?
A macie może odcinek w takim temacie?
Słyszałem w jednym odcinku, że można zrobić coś takiego. Gdzie znajdę więcej informacji na ten temat?
Nasz content marketing jest jak orbita, po której krążą potencjalni klienci. Mogą konsumować treści w dowolnej kolejności i na dowolne tematy. W praktyce te treści to nasze najbardziej cenne aktywo. Jednakże fakt, że treści jest już tak dużo, że klienci nie potrafią się płynnie po nich poruszać, brzmi jak poważny problem.
Jeżeli ułatwimy klientom poruszanie się po treściach, zyskamy zarówno my, jak i potencjalni klienci. Dzięki temu szybciej znajdą odpowiedź na swoje pytanie i poczucie otrzymanej wartości po ich stronie będzie wyższe, a my tym samym zyskamy więcej wiernych słuchaczy i widzów.
Krok 2: zaplanowanie rozwiązań
Na szczęście jedną z pięciu firm w naszej grupie jest Let’s Automate, które zajmuje się m.in. automatyzacjami oraz implementacją AI w procesach biznesowych. Po wspólnej analizie problemu zaprojektowaliśmy bardzo prosty plan:
Stworzymy centralną bazę wiedzy zawierającą informacje ze wszystkich odcinków, które dotychczas nagraliśmy. Baza będzie automatycznie aktualizować się o nowe odcinki wraz z transkrypcją.
Podłączymy do tego AI, które pochłonie całą bazę.
Wystawimy dla obserwatorów prostą stronę internetową, na której można zadać pytanie.
AI na podstawie naszej bazy wiedzy odpowie na to pytanie i zaproponuje najbardziej dopasowane do pytania odcinki.
Zaproponowane przez WiseApp odcinki w odpowiedzi na pytanie zadane przez użytkownika
Do tego przygotowaliśmy dwa ważne założenia biznesowe:
Rozwiązanie musi być bezpłatne dla użytkownika – inaczej nie rozwiążemy problemu, którym jest po prostu poruszanie się po treściach.
Musi być proste i nie musi być piękne – najważniejsze jest, żeby użytkownik dostał odpowiedź na pytanie i propozycję contentu.
Z uwagi na to, że w całej Polsce nie znaleźliśmy ani jednego podobnego rozwiązania (szczególnie bezpłatnego), musieliśmy samodzielnie podejść do zaprojektowania całości.
Krok 3: zdefiniowanie wyzwań
Jak to bywa w czasie projektów informatycznych, zawsze trafia się na problemy. W naszym przypadku mieliśmy trzy największe, które wymagały rozwiązania.
1
Nasz AI nie jest nasz
Tuż po podłączeniu bazy wiedzy do OpenAI okazało się, że WiseApp odpowiada na pytania tak samo jak ChatGPT. Zamiast opowiadać o procesie zakupu, strategii czy marketingu B2B tak jak my – mówił jak ChatGPT. A to stanowiło dla nas dość duże ryzyko, ponieważ nasi klienci i obserwatorzy mogli być wprowadzeni w błąd. WiseApp odpowiadał inaczej niż to, co było w treści sugerowanych odcinków.
Rozwiązanie:
Ostatecznie udało się ograniczyć odpowiedzi tak, że AI korzysta tylko z naszej bazy wiedzy. Przez to w odpowiedziach nie ma pełnych informacji (np. z literatury), ale zachowaliśmy spójność odpowiedzi z naszymi treściami. Wada rozwiązania jest taka, że jeżeli dana tematyka nie była poruszana w naszych odcinkach, odpowiedź jest dość ogólna.
2
Nasz AI doradza w doborze auta
Nasze odcinki dotyczą sprzedaży, marketingu, zarządzania i technologii – nie ma w nich za wiele na inne tematy biznesowe. W wersji beta nasz WiseApp pisał opisy produktów, wypowiadał się na temat samochodów albo przepisów kulinarnych. Postanowiliśmy to zablokować.
Rozwiązanie:
Zanim AI zabierze się za odpowiedź, osobnym pytaniem do nieco tańszej wersji wysyłamy zapytanie o kontekst pytania. Dopiero kiedy potwierdzimy, że pytanie dotyczy naszej branży, docelowy model AI zabiera się za odpowiedź na pytanie użytkownika.
3
Nasz AI jest drogi
Okazało się, że odpowiedzi są najwyższej jakości, kiedy korzystamy z nieco droższego modelu. To sprawiło, że estymowany koszt bezpłatnego udostępnienia WiseApp okazał się przekraczać nasz budżet. Dość długo debatowaliśmy, jak rozwiązać ten problem, ale wstępne założenie biznesowe było nieubłagane.
Rozwiązanie:
Postanowiliśmy dołożyć do WiseApp możliwość bezpośredniego lead generation. Model wykrywa, która z naszych firm może rozszerzyć odpowiedź na pytanie danego użytkownika i kieruje do bezpłatnej konsultacji. Dzięki temu budżet na to rozwiązanie znacznie się zwiększył i pozostało ono bezpłatne dla użytkowników. Dodatkowo nie ma konieczności konsultacji, skorzystają z niej tylko Ci użytkownicy, którzy będą tego potrzebować.
Wykrywanie przez model, która z firm spółki może rozszerzyć odpowiedź na pytanie i proponowanie użytkownikowi bezpłatnej konsultacji
Efekt
Po 195 godzinach prac w Let’s Automate powstała wersja beta WiseApp – pierwszego w Polsce „kleju”, który uszczelnia ruch w środku lejka marketingowego skupionego na content marketingu i pomaga użytkownikom znajdować treści, które najlepiej pasują do ich pytań. Na niecałe trzy tygodnie po premierze w aplikacji zadano prawie 6 tys. pytań.
To daje nam dodatkowo duże możliwości w analizie, jakie rzeczywiście obecnie problemy ma nasza grupa obserwatorów. Dzięki temu możemy tworzyć bardziej dopasowane treści i poprawiać strategię naszych firm.
Jak wdrożyć AI w firmie: podsumowanie
Bardzo rekomenduję używać AI do rozwiązywania realnych problemów Twoich pracowników i klientów tam, gdzie to możliwe. Technologia zaczyna być coraz łatwiej dostępna, a scenariuszów użycia jest nieskończenie dużo.
Setki tysięcy lat temu ludzkość wypracowała mechanizmy kognitywne, które do tej pory mają fundamentalny wpływ na nasze zachowanie. To one odpowiadają za naszą percepcję, poczucie komfortu i dyskomfortu oraz decydują o tym, w jaki sposób oddziałują na nas komunikaty marketingowe i sprzedażowe. Wiedza o tym, jak kształtował się język oraz umiejętności komunikacji społecznej, rzuca pełniejszy obraz na współczesne techniki perswazji ochoczo wykorzystywane w marketingu.
Techniki perswazji: co to takiego?
Techniki perswazji, które można nazwać także jako sztuka przekonywania lub techniki wywierania wpływu, to różnorodne metody i strategie stosowane w celu wpłynięcia na myśli, emocje i działania innych osób, tak aby skłonić je do podjęcia określonych decyzji lub zachowań. Opierają się na zrozumieniu ludzkiej psychologii.
Wśród technik perswazji można wymienić m.in. społeczny dowód słuszności, ale też takie rodzaje perswazji, jak reguła wzajemności, reguła zaangażowania, sympatia czy poczucie niedoboru. Techniki wywierania wpływu są szeroko stosowane w komunikacji interpersonalnej, reklamie, marketingu i polityce, gdzie kluczowym celem jest wywołanie pozytywnej reakcji i skłonienie do działania.
Mały przewodnik po technikach perswazji
Jakie rodzaje perswazji możesz wykorzystać w swoich działaniach marketingowych? Oto cztery niekoniecznie najpopularniejsze techniki perswazji, na które warto zwrócić uwagę, wraz z przykładami ich wykorzystania.
1. Technika etykietowania
W dobie rosnącej roli marketingu kulturowego warto zacząć od starej, ale wciąż jarej techniki perswazji, jaką jest technika etykietowania społecznego. Możesz ją z powodzeniem wykorzystać do warunkowania odbiorców komunikatów na każdym etapie lejka marketingowo-sprzedażowego.
Skuteczność tej techniki została potwierdzona m.in. przez badanie Whatever people say I am, that’s what I am: Social labeling as a social marketing tool i opublikowane na łamach „Journal of Research in Marketing” w 2007 roku.
Technika etykietowania, znana również jako etykietowanie społeczne, to metoda perswazji, która polega na przypisywaniu jednostce określonej etykiety lub charakterystyki z zamiarem nakłonienia jej do zachowań zgodnych z tą etykietą.
Przykład wykorzystania tej techniki perswazji:
Jeśli powiesz komuś, że jest pomocny, ta osoba może zacząć zachowywać się w sposób nastawiony na udzielenie większego wsparcia, aby działać zgodnie z przypisaną jej etykietą. Etykietowanie społeczne opiera się na teorii samopostrzegania, która sugeruje, że ludzie kształtują swoje przekonania i postawy na podstawie obserwacji własnego zachowania.
Przykłady perswazji: reklama Rolexa wykorzystująca technikę etykietowania
W kontekście naszego marketingowego błotka technika etykietowania może być używana do promocji określonych zachowań u konsumentów. Firma może etykietować swoich klientów jako świadomych ekologicznie, co skłoni ich do wybierania bardziej ekologicznych produktów lub usług. Podobne komunikaty działają w kontekście innych pozytywnie postrzeganych i promowanych postaw konsumenckich czy społecznych – oszczędności, pragmatyczności, bystrości czy empatii.
Etykietowanie społeczne doskonale łączy się ze złudzeniem ponadprzeciętności – błędem poznawczym sprawiającym, że przeceniamy własne cechy i przymioty w stosunku do innych ludzi. Innymi słowy, tworzymy w swojej głowie pozytywną iluzję siebie.
Co ciekawe, złudzenie ponadprzeciętności zdarza się częściej u niekompetentnych ludzi, którzy przeceniają swoje możliwości. Możemy połączyć to zjawisko z efektem Dunninga-Krugera.
Powiedzmy, że chcesz sprzedać klientowi dodatkową usługę do opłacanego przez niego abonamentu. Jeśli mniej więcej znasz usposobienie i charakter tej osoby, to z powodzeniem otworzysz sobie drzwi techniką etykietowania.
Wystarczy, że zaczniesz maila lub rozmowę sprzedażową w ten sposób:
„W naszej firmie wszyscy wiedzą, jak ważne jest dla Ciebie, aby projekt realizowany był bez przeszkód i zgodnie z harmonogramem. Dlatego […]”.
„Zawsze doceniam Pańską otwartą głowę i chęć do nieustannego rozwijania własnej organizacji. Wobec tego […]”.
„Dyskutowaliśmy wraz z naszym menedżerem nad Pani sytuacją i wspólnie przyznaliśmy, że jest ona wyjątkowo skomplikowana. Zgodziliśmy się również, że ponownie swoim zachowaniem udowadnia Pani swoją niesłychaną wytrwałość i determinację”.
Pamiętaj tylko o dwóch zagrożeniach wynikających ze stosowania techniki etykietowania:
Po pierwsze, etykieta musi pasować do danej osoby, a ty musisz być szczery we własnych osądach. Jedna nutka fałszu może zburzyć całą misternie tkaną manipulację.
Po drugie, nie przesadzaj. Jeśli zbytnio się zagalopujesz, Twój rozmówca natychmiast wykryje próby manipulacji i błyskawicznie się zablokuje. A to pociągnie za sobą poważne straty wizerunkowe.
2. Techniki perswazji: przynęta
Efekt przynęty był badany wielokrotnie. Polega na tym, że gdy wybieramy między dwiema alternatywami, dodanie trzeciej opcji, mniej atrakcyjnej (przynęty), może wpłynąć na nasze postrzeganie pierwotnych dwóch wyborów. Ważne jest, aby przynęty były „asymetrycznie zdominowane”. To znaczy aby przynęta była zdecydowanie gorsza niż preferowany możliwy wybór oraz nieznacznie lepsza od drugiej możliwej opcji. Jednocześnie musi być minimalnie tańsza od opcji, którą chcesz sprzedać oraz zdecydowanie droższa od najtańszego wariantu.
Firmy stosują często dodatkowy zabieg uatrakcyjniający przynętę, nazywając ją np. „najczęściej wybieraną opcją przez klientów”, „najbardziej opłacalnym pakietem”, „bestsellerem” oraz dodatkowo wyróżniają ją wizualnie.
Przykładowe wykorzystanie tej techniki perwazji:
National Geographic zleciło swego czasu badanie zachowań konsumentów w odpowiedzi na zestawy popcornu sprzedawane w kinie. Początkowo mały popcorn kosztował 3, a duży 7 dolarów. Wówczas widzowie wybierali najczęściej mały popcorn. Poproszeni o uzasadnienie swojego wyboru stwierdzali, że wydawanie 7 dolarów na popcorn jest bez sensu.
Następnie do oferty dodano kolejny wariant – średni. Cena małego i dużego popcornu pozostała taka sama, natomiast średni kosztował 6,5 dolara. Tym razem większość widzów decydowała się na zakup dużego popcornu. Klienci, którzy po zmianie zakupili przekąskę w dużym rozmiarze, tłumaczyli swój wybór tym, że duży popcorn był znacznie bardziej opłacalny od średniego – za zaledwie 50 centów więcej można było zjeść znacznie więcej.
Jak widać na tym prostym przykładzie, dodanie trzeciej opcji odpowiedzialnej za efekt przynęty diametralnie zmienia sposób percepcji i oceny dwóch pozostałych[1].
Przykłady perswazji: efekt przynęty na podstawie oferty popcornu. Źródło: zasoby serwisu InsideBe [dostęp: 06.08.2024]
Efekt przynęty powoduje, że wydajemy i konsumujemy więcej, niż naprawdę jest nam potrzebne. Kiedy dostajemy 3 warianty do wyboru, mamy tendencję do podejmowania decyzji opartej nie na tym, która opcja będzie najlepiej pasować do naszych celów, a na podstawie tego, co wydaje się nam najkorzystniejsze.
A to może prowadzić do wybrania tej najdroższej opcji. Jako ludzie nienawidzimy przegrywać bardziej niż lubimy wygrywać.
W przypadku 3. opcji zaczynamy argumentować swoją decyzję i podświadomie bardziej koncentrujemy się na uniknięciu strat niż na zyskach. Jeśli nie kupimy największego popcornu za te skromne 50 centów więcej, wówczas stracimy okazję! Ominie nas kupka popcornu stanowiącego różnicę między średnim a dużym wariantem.
Jaki z tego wniosek? Gdy ludzie podejmują decyzję, ich celem nie jest wybranie optymalnej opcji. Wolą racjonalizować wybór, którego już dokonali.
Przynęty ułatwiają nam podkreślenie zalet i wad oferty, pomagają w przytoczeniem odpowiednich argumentów. Sprawiają, że czujemy się komfortowo z naszymi decyzjami. Poza tym ograniczają stres związany z procesem decyzyjnym i minimalizują niepokój związany z posiadaniem zbyt wielu możliwości[2].
3. Zjawisko Baader-Meinhof, czyli nowość staje się wszechobecna
Iluzja częstotliwości występuje podczas przetwarzania oraz interpretowania informacji. Jest wynikiem dwóch mechanizmów: selektywnej uwagi oraz błędu potwierdzenia. Pierwszy z nich pozwala nam wyłowić z ogromu bodźców te, które są dla nas istotne za pomocą filtrowania mniej ważnych sygnałów docierających do naszej świadomości.
Kiedy uczymy się nowego słowa lub zdecydujemy się na zakup konkretnego samochodu, ta informacja jest dla nas interesująca. Przetwarzamy ją na poziomie świadomym, podświadomym oraz emocjonalnym. Z tego powodu mamy ją ciągle „z tyłu głowy” i łatwiej zauważamy związane z nią sygnały w otoczeniu. Błąd potwierdzenia dodatkowo wzmacnia to zjawisko. Sprawia, że szukamy w naszym otoczeniu czegoś, co potwierdzi nasze myśli.
Efekt ten ma ciekawą genezę. Nazwa „Baader-Meinhof” pochodzi od niemieckiej grupy terrorystycznej działającej w latach 70. XX wieku. Termin ten został opracowany w 1994 roku, kiedy redaktor magazynu „St. Paul Pioneer Press” napisał, że po usłyszeniu o tej organizacji wielokrotnie natrafiał na wzmianki na ten temat[3]. Brak lepszego określenia doprowadził do tego, że owa koncepcja po prostu stała się znana jako zjawisko Baader-Meinhof. W roku 2005 Arnold Zwicky nadał temu efektowi nazwę iluzji częstotliwości.
Członkowie grupy Baader-Meinhof. Źródło: Alamy Limited/BEW
Zjawisko Baader-Meinhof w marketingu i sprzedaży
Im częściej dana informacja dociera do twojej świadomości, tym silniej zaprząta twoją uwagę. To z kolei sprawia, że częściej o niej myślisz, czyli aktywnie angażujesz się w przetwarzanie tej informacji. A kiedy się angażujesz, możesz zacząć odczuwać silne emocje wobec powiązanego przedmiotu czy zjawiska – zainteresowanie, ciekawość, a nawet pożądanie. A od emocji bardzo łatwo przejść do zakupu. Według badań statystycznie klient musi zetknąć się z reklamą 7–8 razy, aby skonwertować[4].
Im częściej widzisz określony komunikat, tym wyższe jest prawdopodobieństwo, że go zapamiętasz. Dlatego firmy, gdy tylko mają ku temu sposobność, nieustannie powtarzają swoje claimy. Powtarzanie pomaga utrwalić markę, jej ofertę oraz unikalną propozycję wartości w umysłach konsumentów. Iluzja częstotliwości może być wykorzystana także do wykreowania wrażenia, że produkt lub marka są popularne w danej grupie społecznej.
Materiały reklamowe sieci hipermarketów Stokrotka. Źródło: ambasada.com.pl/stokrotka [dostęp: 06.08.2024].
4. Efekt Zeigarnik
W 1927 roku dwójka radzieckich psychologów – Bluma Zeigarnik oraz Kurt Lewin – udali się do restauracji, aby omówić postępy we wspólnej pracy naukowej. Siedzieli, rozmawiali o poważnych naukowych sprawach i – jak to przystało na sowieckich psychologów – bezpardonowo obserwowali ludzi. Biedni kelnerzy, będący nieświadomymi obiektami badań, naprowadzili Kurta Lewina na pewien trop. Zauważył on, że każda obsługująca gości osoba jest w stanie zapamiętać nawet najbardziej zawiłe zamówienie – ale tylko wtedy, gdy klient jeszcze za nie nie zapłacił.
Po tym jednak, jak rozliczył swój posiłek, kelner natychmiast wypierał z pamięci zamawianą listę produktów i nie był w stanie przypomnieć sobie, co jeszcze kilkanaście minut temu przynosił do owego stolika.
Bluma Zeigarnik przeprowadziła serię eksperymentów sprawdzających zdolność do zapamiętywania różnych zadań. Badaczka zaobserwowała, że przerwane czynności były aż o 90% lepiej zapamiętywane, niż te, które zostały ukończone.
Na podstawie tego eksperymentu ukuto wniosek, że niedokończenie czynności wprowadza pewne psychologiczne napięcie i niepokój, które motywują nas do zakończenia danego zadania oraz nieustannie podtrzymują informacje o nim w pamięci krótkotrwałej[5].
Efekt Zeigarnik był wielokrotnie testowany. Bo kto by tam wierzył radzieckim naukowcom? W 1963 roku psycholog John Baddeley przeprowadził badanie, w którym uczestnicy zostali poproszeni o rozwiązanie zestawu anagramów. Jeśli nie byli w stanie wykonać zadania w określonym czasie, otrzymywali gotowe rozwiązanie[6]. Później Baddeley prosił uczestników badania, aby przypomnieli sobie wyniki. Naukowcy zaobserwowali, że uczestnicy lepiej zapamiętywali anagramy, których nie rozwiązali, niż te, które ukończyli. Potwierdziło to efekt Zeigarnik.
Co z tego wynika?
Efekt Zeigarnik zakłada, że ludzie mają tendencję do natrętnych myśli, a nawet ruminacji, gdy zadanie pozostaje niedokończone lub przerwane. Skwapliwie korzystają z tego osoby, dla których twoja uwaga jest walutą.
Zjawisko to wykorzystują seriale telewizyjne – pozostawiają widzów z cliffhangerem przed dokończeniem opowiadanej historii w następnym odcinku. Taktyka ta jest podobnie wykorzystywana w powieściach, gdy autor kontynuuje wątek w kolejnym tomie. Przerwanie opowieści wywołuje napięcie w pamięci krótkotrwałej, które można rozładować jedynie poprzez dokończenie książki lub obejrzenie kolejnego odcinka serialu.
Efekt Zeigarnik bardzo silnie wiąże się również z luką informacyjną. Ten błąd poznawczy odnosi się do różnicy między tym, co już wiemy, a tym, czego nie wiemy lub o czym nie mamy pełnej informacji. Po prostu brakuje nam danych. Gdy napotkamy takie luki informacyjne, nasza uwaga zostaje skierowana na to, czego nie wiemy. Ta świadomość prowadzi do poczucia niepewności i wytwarza w nas psychologiczne napięcie. Wówczas koniecznie musimy odnaleźć brakujący element.
Techniki perswazji – skuteczność tkwi w subtelności
Wykorzystanie technik perswazji, takich jak etykietowanie społeczne, efekt przynęty, zjawisko Baader-Meinhof czy efekt Zeigarnik, pozwala marketerom skuteczniej wpływać na decyzje konsumentów, bazując na ich głęboko zakorzenionych mechanizmach kognitywnych. Zrozumienie tych narzędzi i ich odpowiednie stosowanie może znacząco zwiększyć efektywność kampanii marketingowych, przyciągając uwagę klientów i skłaniając ich do pożądanych działań. Skuteczna perswazja opiera się jednak na umiejętności balansowania między subtelnością a skutecznością, co pozwala zachować autentyczność i budować zaufanie wśród odbiorców.
A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat tego, jak psychologia może wspierać działania sprzedażowe i marketingowe, zapisz się na szkolenie Psychologia sprzedaży!
AI powoli stało się buzzwordem, który odmieniany jest dziś na milion sposobów na konferencjach technologicznych gigantów i w komunikacji większości firm, z którymi się spotykamy. Dużo tu obietnic, dużo zagrożeń, dużo wizji, ale jak to wygląda w praktyce?
Ten artykuł Michała Sadowskiego o narzędziach AI dla biznesu ukazał się w 22. numerze magazynu sprawny.marketing. Sprawdź ofertę i zamów swoją prenumeratę!
A jeszcze więcej na temat tego, jak wykorzystać AI w swojej codziennej pracy, dowiesz się już 24 października podczas wystąpienia Michała Sadowskiego na konferencji I Love Marketing & Technology!
Przyznam szczerze, że ja jestem kupiony. Poważnie, od pierwszego kontaktu z ChatGPT wiele miesięcy temu czuję się, jakby ktoś pokazał mi internet w 1992 r. Ekspansja technologii związanych z AI stanowi rewolucję pokoleniową, porównywalną jedynie z początkami internetu. Od lat nie byłem pod większym wrażeniem nowych technologii, które zdają się pojawiać każdego tygodnia. Każdy kolejny dzień przynosi małą rewolucję. Adaptacja do tej nowej rzeczywistości stanowi jedno z kluczowych zadań na najbliższe miesiące i lata.
Umiejętność formułowania pytań do narzędzi AI, takich jak ChatGPT czy Midjourney, w celu osiągnięcia najlepszych wyników, stanie się jedną z najbardziej pożądanych kompetencji na rynku pracy w najbliższych latach.
W odpowiedzi na to zapewne powstaną programy certyfikacyjne i system szkoleń wart miliardy. Jednakże to przede wszystkim wielka możliwość dla biznesu, który dzięki AI będzie mógł rozwijać się jeszcze dynamiczniej.
Wielu ludzi obecnie zastanawia się, jak wykorzystujemy narzędzia AI w Brand24. To jest obszar, w którym działamy od dłuższego czasu. Przedstawiam jedenaście narzędzi AI, z których korzystamy w naszej firmie.
1. ChatGPT
Naturalnie najpopularniejszym produktem AI jest dziś ChatGPT. W niektóre dni stosuję go nawet częściej niż wyszukiwarkę. Pomaga w procesie tworzenia treści (jak tej publikacji czy skryptów do materiałów na YouTube), ale pozwala też na wsparcie procesu tworzenia treści komunikacji marketingowej czy produktowej. ChatGPT wykorzystujemy także w tworzeniu zaawansowanych raportów z kluczowymi wnioskami istotnymi dla marek. Pomaga w konstruowaniu tekstów oraz opisów.
Szacujemy, że implementacja ChatGPT/GPT-4 w Brand24 umożliwiła zwiększenie efektywności o ok. 30%.
Jakiś czas temu uruchomiliśmy moduł, który znacząco zwiększa efektywność działań związanych z moderacją i obsługą projektów tworzonych przez użytkowników. GPT-3/GPT-4 jest w stanie rozpoznać, jaki charakter ma tworzony projekt, z jakimi markami jest powiązany, a nawet dostarcza listę konkurentów do danych marek. W kontekście moderacji, po wdrożeniu tego rozwiązania, oszczędzamy 85% czasu, który nasz zespół musiał wcześniej poświęcać na ten proces!
ChatGPT można wykorzystać do procesu tworzenia różnych tekstów, opisów, a także zaawansowanych raportów
2. Jasper AI
Razem z ChatGPT jest to narzędzie, które wykorzystujemy na przemian do wsparcia działań z zakresu content marketingu oraz copywritingu (takich jak newslettery, ogłoszenia produktowe itp.), głównie dla mniej istotnych treści. Te narzędzia pomagają w przygotowaniu fragmentów treści czy szkiców, które następnie rozbudowujemy w publikacje. Zaznaczę, że nie mamy na celu tworzenia całych artykułów za pomocą AI bez krytycznego spojrzenia. Chodzi raczej o delegowanie AI mniej kreatywnych i bardziej rutynowych zadań, co pozwala nam skupić się na ważniejszych aspektach.
W Jasper AI możesz skorzystać z różnych szablonów
3. Compose AI
Compose AI to innowacyjne narzędzie, które wykorzystuje technologię sztucznej inteligencji do ułatwienia i przyspieszania procesu odpowiadania na wiadomości e-mail. Działa na zasadzie generowania szablonów odpowiedzi, które są dostosowywane do treści oryginalnej wiadomości, co umożliwia zaoszczędzenie czasu i usprawnienie komunikacji.
PORADA
To narzędzie okazuje się szczególnie pomocne w przypadku maili, które wymagają odpowiedzi z grzeczności, nawet jeśli nie jesteśmy zainteresowani ofertą przedstawioną w wiadomości. Dzięki Compose AI można wygenerować profesjonalną i uprzejmą odpowiedź, która jednocześnie nie wymaga dużo czasu i energii.
Narzędzie to jest niezwykle przydatne, gdyż pozwala na zarządzanie dużą liczbą wiadomości, które codziennie zalewają nasze skrzynki mailowe. Compose AI daje możliwość utrzymania wysokiego poziomu profesjonalizmu i uprzejmości, jednocześnie pomagając zwiększyć wydajność i skupić się na ważniejszych zadaniach.
Compose AI wygeneruje szablon odpowiedzi na maila
4. Beautiful.ai
Beautiful.ai jest zaawansowanym narzędziem, które wykorzystuje potencjał sztucznej inteligencji do tworzenia imponujących, profesjonalnych prezentacji. To innowacyjne oprogramowanie oferuje różnorodne funkcje, które nie tylko ułatwiają proces tworzenia prezentacji, ale także znacząco podnoszą estetykę i czytelność gotowego produktu.
Główną siłą Beautiful.ai jest jego zdolność do automatyzacji wielu aspektów procesu tworzenia prezentacji. Narzędzie to dysponuje szerokim wyborem predefiniowanych szablonów i motywów graficznych, które mogą być dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkownika. Po wybraniu odpowiedniego szablonu Beautiful.ai automatycznie dostosowuje układ elementów na slajdzie, tak aby zapewnić harmonijną i estetycznie przyjemną kompozycję.
Beautiful.ai jest obecnie wykorzystywane w naszej organizacji do tworzenia wewnętrznych prezentacji. Dzięki temu zdecydowanie poprawiliśmy jakość naszych prezentacji, które teraz są nie tylko piękniejsze, ale również bardziej zrozumiałe. Dzięki sztucznej inteligencji narzędzie to pomaga nam w łatwy sposób prezentować skomplikowane koncepcje i dane, co znacznie ułatwia komunikację i współpracę w zespole.
W Beautiful.ai znajdziesz szeroki wybór gotowych szablonów i motywów graficznych, które możesz swobodnie dopasować do swoich potrzeb
5. Intercom
Intercom jest popularnym narzędziem do automatyzacji marketingu, które ostatnio przeszło ewolucję dzięki integracji z technologiami sztucznej inteligencji. Ta nowa funkcjonalność skierowana jest przede wszystkim do obsługi klienta, przyspieszając wiele procesów, które zwykle wymagają dużej ilości czasu i zasobów.
Jednym z kluczowych aspektów tej AI-integracji jest możliwość tworzenia krótkich streszczeń długich rozmów z klientami. To oznacza, że personel obsługi klienta może szybko przeglądać zapis rozmów i zrozumieć główne punkty dyskusji bez konieczności czytania pełnych transkryptów. To nie tylko przyspiesza proces, ale także pomaga w identyfikowaniu kluczowych problemów i zrozumieniu, jak najlepiej na nie odpowiedzieć.
Innym istotnym elementem AI w Intercomie jest funkcja półautomatycznego odpowiadania na najpopularniejsze pytania. System uczy się od najczęściej zadawanych pytań i generuje odpowiedzi, które mogą zostać dostosowane i wysłane do klienta przez pracownika działu obsługi klienta. Ta funkcja znacznie przyspiesza czas odpowiedzi i zapewnia, że klienci szybko otrzymują informacje, których potrzebują.
Funkcja półautomatycznego odpowiadania na najpopularniejsze pytania w Intercom
6. Grammarly
Grammarly to narzędzie, które niesamowicie ułatwia poprawną pisownię tekstów w języku angielskim. To innowacyjne oprogramowanie służy do sprawdzania i korygowania gramatyki, pisowni, interpunkcji, a także stylistyki i klarowności tekstu. Bez względu na to, czy piszemy mail, artykuł, post na blogu czy formalny raport, Grammarly pomaga upewnić się, że nasza komunikacja jest poprawna i profesjonalna.
Na przestrzeni lat Grammarly przeszło długą drogę rozwoju. Korzystamy z niego od długiego czasu i musimy przyznać, że pierwsze wersje były dość niewygodne i ograniczone w funkcjach. Dziś jednak jest to zaawansowane narzędzie, które z sukcesem wykorzystuje technologie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego do analizy i poprawy tekstu. Z funkcjami takimi jak sprawdzanie kontekstu, sugestie stylu i tonu czy nawet detekcja plagiatów, Grammarly stało się nieodłącznym elementem naszej codziennej pracy.
Co więcej, warto podkreślić, że Grammarly to jedna z najbardziej znanych firm pochodzących z Ukrainy. Ich sukces na globalnym rynku technologicznym jest dowodem na to, że innowacje i ciężka praca mogą prowadzić do międzynarodowego uznania.
7. BetterFeedback
BetterFeedback jest polskim narzędziem, które wykorzystuje zaawansowane technologie do analizy rozmów z klientami. Celem tego narzędzia jest zgłębianie zrozumienia potrzeb klientów, identyfikowanie trendów i wyciąganie wniosków, które mogą prowadzić do poprawy jakości usług i produktów oferowanych przez firmę.
To narzędzie nie tylko rejestruje rozmowy, ale także analizuje je, aby wyodrębnić kluczowe informacje i zrozumieć, co naprawdę leży u serca potrzeb klientów. Zastosowanie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego pozwala na identyfikację ukrytych wzorców i trendów, które mogą nie być oczywiste dla ludzkiego oka.
BetterFeedback nie skupia się wyłącznie na aspektach związanych z produktem. Analizuje też obszary takie jak satysfakcja klienta, oczekiwania dotyczące usług, jakość obsługi klienta, a także przyczyny ewentualnych problemów. Wszystkie te informacje są nieocenione przy podejmowaniu decyzji biznesowych, wprowadzaniu nowych funkcji produktu czy ulepszaniu strategii komunikacji z klientem.
8. Midjourney
Midjourney to innowacyjne narzędzie, które wykorzystuje zaawansowane techniki sztucznej inteligencji do generowania grafik. Umożliwia stworzenie atrakcyjnych i profesjonalnych obrazów na potrzeby różnych materiałów – od artykułów, przez strony internetowe, po komunikację z klientami. Użytkowanie narzędzia jest proste (choć obsługa odbywa się za pośrednictwem platformy Discord), ale za efektem końcowym stoi skomplikowany proces.
Midjourney na podstawie podanego przez użytkownika prompta – krótkiej frazy opisującej oczekiwany obraz – generuje unikalną grafikę. Sztuczna inteligencja analizuje podany opis, rozumie jego kontekst i na tej podstawie tworzy obraz, który najlepiej oddaje zamysł użytkownika.
PORADA
Wykorzystanie AI w tworzeniu grafik jest nie tylko efektywne czasowo, ale również umożliwia tworzenie unikalnych obrazów, które są nie do osiągnięcia przy użyciu tradycyjnych metod. Dzięki temu firmy mogą tworzyć oryginalne i spersonalizowane materiały, które pomagają wyróżnić się na tle konkurencji.
Midjourney to narzędzie, które wprowadza element kreatywności w proces generowania grafik. Przy jego pomocy tworzenie atrakcyjnych wizualizacji staje się łatwiejsze, szybsze i efektywniejsze. Daje to możliwość koncentracji na twórczych aspektach pracy, podczas gdy AI zajmuje się technicznymi detalami. Ba, pozwala nawet tworzyć wizualizacje nowego biura czy mieszkania przed remontem!
Midjourney, narzędzie AI do generowania grafik, obsługuje się za pośrednictwem platformy Discord
9. Heygen
Heygen to zaawansowane narzędzie AI do generowania wirtualnych awatarów i filmów, które zyskuje popularność dzięki swojej zdolności do tworzenia realistycznych animacji twarzy oraz symulacji głosu. Użytkownicy mogą w łatwy sposób stworzyć profesjonalne wideo bez potrzeby angażowania aktorów czy ekipy filmowej.
Dzięki Heygen możliwe jest wygenerowanie awatara, który będzie przemawiał w wybranym języku, a jego mimika zostanie automatycznie zsynchronizowana z mową.
Narzędzie to jest z powodzeniem wykorzystywane w takich dziedzinach, jak:
marketing,
e-learning,
obsługa klienta,
a nawet HR, gdzie pozwala na personalizowanie komunikacji i tworzenie treści na szeroką skalę.
Heygen znajduje zastosowanie zarówno w dużych korporacjach, jak i mniejszych firmach, które chcą zautomatyzować produkcję wideo i skrócić czas realizacji złożonych projektów multimedialnych.
10. AI Brand Assistant
To narzędzie AI, które wspiera marki w monitorowaniu ich obecności w internecie i analizowaniu opinii na temat marki w czasie rzeczywistym. Ta funkcja wewnątrz Brand24 daje gigantyczną oszczędność czasu. Możemy zapytać o dowolne zjawiska czy wątki związane z marką. Jak finał siatkówki wpłynął na zasięg dyskusji o Olimpiadzie w Polsce? Jakie przewagi lub słabości przywołują ludzie porównujący nas z konkurencją? Kto jest top influencerem w Twojej branży? To tylko niektóre pytania, które możemy zadać naszemu personalnemu asystentowi.
Można go sobie wyobrazić, jako totalnego geeka, który czyta i wie wszystko, co mówi się o Twojej marce i konkurentach, a także ma kompletną wiedzę o wszelkich statystykach opisujących dyskusje o markach w sieci. Poza tym potrafi wyciągać podstawowe wnioski na bazie danych, które analizuje.
11. Claude 3
Claude 3 to najnowsza wersja modelu językowego stworzonego przez Anthropic, firmę specjalizującą się w rozwijaniu bezpiecznej i etycznej sztucznej inteligencji. Claude jest zaprojektowany jako asystent AI, który potrafi generować wysokiej jakości teksty, analizować dane oraz rozumieć i interpretować język naturalny.
Zastosowania Claude 3 obejmują m.in. tworzenie treści pisanych, przeprowadzanie analiz i raportów, wsparcie w obsłudze klienta, a także pomoc w programowaniu i automatyzacji procesów.
Wersja Claude 3 została opracowana z myślą o większym bezpieczeństwie i przewidywalności odpowiedzi, co czyni ją bardziej odpowiednią dla zastosowań w biznesie, nauce i badaniach. Model ten jest szkolony w taki sposób, by unikać nieodpowiednich treści oraz minimalizować ryzyko niepożądanych zachowań, takich jak stronniczość lub generowanie fałszywych informacji, dzięki czemu jest zaufanym narzędziem w kontekście firmowych i profesjonalnych zastosowań AI.
Alternatywne zastosowania
Wskazane przykłady to tylko niektóre obszary, w których wykorzystujemy sztuczną inteligencję. AI pomaga nam również w takich zagadnieniach, jak:
Wykrywanie churnu – zastosowanie AI do identyfikacji klientów, przy których jest największe prawdopodobieństwo, że zakończą korzystanie z naszych usług.
Wnioski AI – tworzymy mechanizm, który analizuje dane zbierane przez Brand24 i na ich podstawie formułuje wnioski. Na przykład może to być stwierdzenie, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zaobserwowaliśmy znaczny (45-proc.) wzrost aktywności dyskusji związanych z marką LEGO na Quora, gdzie dominuje dyskusja na temat jednego z zestawów LEGO Technic.
AI Topic Modeling – stworzyliśmy system, który automatycznie dzieli dyskusje o marce na kilka kluczowych tematów, które można analizować oddzielnie. Przykładowo dyskusja o SpaceX jest podzielona na wątki związane z Elonem Muskiem osobno, osobno temat nowego kontraktu, osobno temat kapsuły Dragon.
Analiza emocji AI – chcemy rozwijać nasz system analizy sentymentu, aby nie tylko określać, czy wzmianka jest pozytywna, czy negatywna, ale również identyfikować emocje takie jak gniew, miłość, podziw itp.
Wykrywanie zdarzeń – wykorzystujemy AI do identyfikowania nietypowych skoków, spadków czy innych zdarzeń w dyskusji o danej marce.
Wygrają zwinni
Zasadnicza rewolucja sztucznej inteligencji (AI) przekształca wiele sektorów, wprowadzając nowe metody pracy i przyspieszając decyzje biznesowe. Firmy, które są zdolne do szybkiego dostosowania się i implementacji rozwiązań opartych na AI, zyskują decydującą przewagę na dynamicznie zmieniającym się rynku. W tym kontekście nasza strategia odnosi się do elastyczności i zdolności do odpowiedzi na te zmiany w sposób efektywny kosztowo.
PORADA
Sztuczna inteligencja, w swoim szerokim spektrum możliwości, może być zasobem, który jest kosztowny do opracowania od podstaw, zwłaszcza dla technologii wykorzystujących zaawansowane metody, takie jak uczenie maszynowe. Dlatego gdy stworzenie własnego rozwiązania AI od zera okazuje się zbyt drogie, można zdecydować się na tworzenie własnych rozwiązań, korzystając z API (np. na OpenAI). Przykładami są nasze własne modele AI do analizy sentymentu i przetwarzania języka naturalnego, które są kluczowe dla naszych usług.
Jednocześnie, zdajemy sobie sprawę, że wiele rozwiązań opartych na AI jest już dostępnych na rynku w przystępnych cenach. Zamiast inwestować czas i zasoby w rozwijanie własnych wersji tych technologii, wybieramy integrację z gotowymi produktami.
AI zabierze pracę?
Chciałbym podkreślić jeden aspekt, który uważam za kluczowy. Jakiś czas temu rozmawiałem z dziennikarzem na temat sztucznej inteligencji. Pierwsze pytanie, które mi zadał, brzmiało: „Ile osób zatrudniasz i ile planujesz zwolnić w związku z wdrożeniem AI?”. Myślę, że to jest fundamentalne nieporozumienie. Wdrażanie AI nie jest kwestią redukcji kosztów związanych z zatrudnieniem. Ona pozwala na optymalizację i ulepszanie. Chodzi o to, aby zautomatyzować te części pracy, które są rutynowe i czasochłonne, aby ludzie mogli skupić się na twórczości i innowacji.
Nie uważam, aby AI była w stanie zastąpić doświadczonego grafika, specjalistę od content marketingu, PR czy marketingu. AI może pomóc nam w osiągnięciu pewnego poziomu efektywności, ale to ludzie przekraczają ten ostatni próg, który sprawia, że to, co tworzymy, jest naprawdę wyjątkowe. Mówienie o zastąpieniu specjalistów contentu przez AI jest dla mnie tak absurdalne jak próba zastąpienia grafika przez Photoshopa. AI to narzędzie, które pomaga nam być bardziej efektywnymi i skupić się na kreatywnych aspektach naszej pracy.
W lutym na jednym z portali informacyjnych natrafiłem na newsa, który w wielu kręgach określa się mianem łamiącego. Tytuł newsa brzmiał: „Thermomix znów zdrożeje. Producent podał datę”. Jedno ze zdań, które pojawiło się w jego treści, było takie: „Internauci nie mogą uwierzyć, że robot kuchenny stał się przedmiotem przepychanek słownych i mocnej wymiany zdań między zwolennikami i przeciwnikami maszyny do gotowania”.
Przepychanki słowne, mocna wymiana zdań – to brzmi jak coś, co koniecznie muszę zobaczyć. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej kilku dyskusjom. I tak zaczęła się fascynacja tą historią. Zauważyłem, że postawy komentujących dzielą się na trzy grupy.
Ten artykuł o teorii jobs to be done, dzięki któremu dowiesz się, jak tworzyć produkty i usługi, które spełniają potrzeby klientów, ukazał się w 23. numerze magazynu sprawny.marketing. Sprawdź ofertę i zamów swoją prenumeratę.
A jeszcze więcej na temat tego, jak budować pozytywne nastawienie klienta względem Twojej marki, jego lojalizację i sprawniejsze procesy, dowiesz się już 23 października podczas wystąpienia Wojtka Ławniczaka na konferencji I Love Marketing & Technology!
1. Przeciwnicy
Pierwsza to przeciwnicy. Tam jest wielu hejterów. Ktoś w ogóle napisał, że gdyby cebula była supermocą, to hejterzy Thermomixa byliby Avengersami. Ich postawę ilustrują takie komentarze, jak: „Wyznawcy Thermomixa gorsi od faszystów i lewaków”, „Potem rośnie ułomne pokolenie, co jak dostanie rondel, to nie wie, jak ugotować makaron”, „Thermomixiary i te ich ziemniaki”.
2. Zwolennicy
Zanim dyskusja eskaluje, delikatnie reagują zwolennicy: „Jedno z niewielu urządzeń, które używam praktycznie od ponad 10 lat, i nigdy się nie zepsuło”, „Siedzę sobie na home office, mogę sobie spokojnie gotować. O co ci chodzi, człowieku?”, „Mój 11-latek całkowicie samodzielnie robi ciasta – od zakupu składników do wstawienia do piekarnika”.
3. Symetryści
Do dyskusji podłączają się symetryści. Wiadomo, Ci dowalą każdemu. I właśnie u nich znalazłem cytat, który nieźle komentuje tę dyskusję: „Współczesne społeczeństwo jest spolaryzowane równo. Tyle samo jest fanatycznych wyznawców Thermomixa, co fanatycznych przeciwników Thermomixa, co fanatycznych wyznawców Lidlomixa, co fanatycznych przeciwników obydwu urządzeń”.
Dyskusję o Thermomixie znalazłem nawet na Twitterze. Jeden z wpisów brzmiał: „Znowu się Twitter zepsuł. Czy naprawdę dzisiaj wszyscy gadają o garnku za 6 tys. zł?”. Odpowiedź przyszła szybko i była zwięzła: „Nie 6, tylko 7 tys. Pozdrawiam”.
Wygląda na to, że Thermomix jest dobry w jeszcze czymś, o czym producent nie pisze na opakowaniu – że dobrze podgrzewa atmosferę na Twitterze.
No ale jestem strategiem, więc postanowiłem zrozumieć lepiej, o co chodzi w strategii Thermomixa, i co ludzi tak w nim kręci.
Teoria jobs to be done
Do rozwikłania tej zagadki wybrałem moją ulubioną metodę dekodowania zachowań konsumentów i projektowania. Nazywa się ona jobs to be done (podejście jtbd), czyli prace do wykonania. Zamiennie będę używał pojęć „jobs” i „jobsy”. Lubię to podejście, bo jasno, prosto i konkretnie wyjaśnia mechanizm, który stoi za wszystkimi decyzjami konsumenckimi.
Ludzie nie kupują produktów albo usług, tylko je zatrudniają do wykonania określonej pracy.
Tak, tak, to nie pomyłka – zatrudniają produkt, a kiedy pojawi się lepszy, to zwalniają ten zatrudniony. Jednym słowem, rzeczy i przedmioty, które mamy w domu, zatrudniamy. Mam nadzieję, że przynajmniej na umowę zlecenie, a nie na czarno.
Jak projektuje się coś, co łatwo zatrudnić i trudno zwolnić?
Oczywiście można obrać taką strategię, żeby dać klientowi wszystko, ale nie szedłbym tą drogą, bo to się może moim zdaniem biznesowo nie spiąć. Jobs to be done ma spowodować tsunami wśród klientów. I tak chyba zrobili projektanci Thermomixa. Jak? Wykonuje się trzy działania.
1. Zdefiniuj dżobsy
Uwaga! Przestajesz myśleć o potrzebach. One nie wystarczą, żeby stwierdzić, co konkretnie skłoni klienta do zakupu. Potrzeba ma naturę ogólną, np. sama potrzeba jedzenia nie powie, jaki produkt wybrać. Dżobsy pozwalają przetłumaczyć potrzeby na parametry. Kluczem do zrozumienia jest to, że nie używasz żadnego produktu przypadkowo, lecz dlatego, że pomaga Ci coś osiągnąć.
Nie chodzi więc o to, co robi produkt – że Thermomix kroi, sieka, mieli, gotuje. Istotne jest to, co klient chce osiągnąć, używając Thermomixa. W tym przypadku tym dżobsem jest: „Sprawić, żeby samodzielne przygotowanie posiłku było łatwe i oszczędzało czas”.
Należy pamiętać, że każdy dżobs ma funkcjonalnie, społeczne i emocjonalne osobiste aspekty. To zawsze będzie jakaś kombinacja. Czegoś będzie więcej, czegoś będzie mniej, ale wszystkie te trzy aspekty będą uwzględnione.
Dla przykładu: lubię czasem podejrzeć na Instagramie różne triki. No i muszę Ci się przyznać, że śledzę wieczorami @wzdrowymdomu (dawniej @mama.chemik). U niej właśnie znalazłem taką wskazówkę, do której się zastosowaliśmy. Otóż w naszym domu od jakiegoś czasu do czyszczenia łazienki używamy miksu octu i sody. Dlaczego? Nie dlatego, że jesteśmy jakoś przesadnie oszczędni (może trochę), ale dlatego, że jest to lepsze dla środowiska. Dlatego, że nasze babcie tak robiły. I dlatego, przyznam się, jest w tym jakiś element związany z tym, żeby nasi przyjaciele nas podziwiali. No więc zatrudniamy sodę i ocet w wymiarze funkcjonalnym (czyści), emocjonalnym (oszczędzam) i społecznym (chwalę się). Więc to zawsze będzie połączenie kilku aspektów.
2. Zdefiniuj konkurentów
Kolejnym krokiem jest zdefiniowanie konkurencji – nie z perspektywy funkcji, a tego, co klient chce osiągnąć. Czy konkurentem Thermomixa jest Xiaomi Mi Cooking Robot? A może Monsieur Cuisine Smart? A może convenience food, czyli dania w formie półproduktów z Żabki czy Biedronki? Albo książka kucharska czy aplikacja do gotowania?
Odpowiedź jest prosta i bardzo ważna dla tego sposobu myślenia: wszystkie rozwiązania, które ludzie zatrudniają do samodzielnego i łatwego zapewnienia posiłku, to konkurencja Thermomixa.
3. Zdefiniuj klienta
Klientami Thermomixa mogą być entuzjaści gotowania, amatorzy, profesjonaliści, ludzie gotujący zarówno często, jak i okazjonalnie. I w każdym przypadku będzie widać jakiś wzór. To jest grupa ludzi i podstawowa praca, którą klienci próbują wykonać. W tym kontekście w jobs to be done tworzenie person w oparciu o dane demograficzne czy psychograficzne nie ma sensu.
Przykład:
Mój teść, Andrzej, jest ode mnie starszy o 30 lat. Różni nas wszystko: wiek (on – senior, ja – mid-senior), wygląd (on – wąs, ja – broda), pochodzenie (on – małe miasto, ja – duże miasto), wykształcenie (on – umysł ścisły, ja – humanista), zainteresowania (on – sport, ja – muzyka). Łączy nas jedno: obaj mamy ten sam model smartfona (iPhone) i nawet używamy go w ten sam sposób.
Ludzie są tacy sami w kontekście dżobsów, dlatego łatwiej jest myśleć o grupach klientów skupionych właśnie wokół dżobsów bez podziału na wiek, płeć czy psychografię. Jobs to be done odpowiada na pytanie, co konsument może zrobić lepiej, łatwiej, szybciej, przyjemniej, taniej od tego, co robił wcześniej – czyli co może poprawić.
Psycholog Albert Bandura opisuje ludzi jako proaktywne, aspirujące organizmy. Jobs to be done przenosi tę ideę na biznes i mówi, że kupujemy i używamy rzeczy, żeby się doskonalić, żeby robić postępy. No więc musimy opisywać pracę klienta w kategoriach zapewnienia postępu. Ten postęp oznacza: stara wersja mnie > nowa wersja mnie. Znany również jako ja sprzed sylwestra i miesiąc, góra dwa po tym dniu.
Przykładowo jeśli jesteśmy na konferencji, tym za co płacimy jako uczestnicy, jest postęp w efekcie udziału w wydarzeniu. Nie wiedziałem > teraz wiem, nie miałem pomysłu > teraz mam pomysł, nie umiałem > a teraz umiem. Jestem mądrzejszy. Jestem bardziej pomysłowy. Jestem sprawniejszy, niż byłem przedtem. Postęp. Ja przed posiadaniem Thermomixa – zwykły garkotłuk > ja posiadający Thermomix – cesarz hummusu.
Jak nie ma postępu, to nie ma jobs to be done.
Wstań zza biurka i idź do ludzi
Żeby zrozumieć postęp, który klient stara się osiągnąć, musisz zrozumieć, jaką sytuację stara się poprawić. A żeby to zrozumieć, zawsze prowadzę badania – i to jest etap, który trochę przypomina śledztwo, bo zaczyna się szukać motywu.
Jednak badania te muszą być przemyślane, ponieważ szukać motywu nie oznacza pytać, czego klienci by chcieli, bo to tak, jakbym wyszedł na ulicę i ktoś by mnie zapytał w sondzie: „Dzień dobry, kolejne nasze pytanie w sondzie ulicznej – czy jest pan za przyjęciem euro?”. Odpowiedziałbym: „Tak, przyjmę każdą ilość”.
Szukać motywu nie oznacza pytać, czego klienci by chcieli, bo oni nie wiedzą, jakie rozwiązanie najlepiej wykona pracę. Tak samo jak nie wyobrażali sobie Thermomixa, póki nie powstał.
Henry’emu Fordowi przypisuje się powiedzenie: „Gdybym zapytał klientów, czego chcą, powiedzieliby, że szybszych koni”. Zrobiliby to, bo ich aparat poznawczy nie zakładał, że może się pojawić samochód, czyli coś, czego przedtem w życiu nie widzieli. Nie ma sensu pytać ludzi o dżobsy wprost, bo niczego się nie dowiesz albo będą to totalne bzdury. Klienci bardzo często mówią nam, co myślą, że chcemy usłyszeć, bez względu na to, czy jest to prawdziwe, czy też nie. Zresztą w świecie marketingu znamy przecież słowa Davida Ogilvy: „Konsument nie zachowuje się tak, jak mówi, nie mówi tego, co myśli i nie myśli tego, co czuje”.
Wstałem więc zza biurka, poszedłem do ludzi, przeprowadziłem wywiady z użytkownikami i nieużytkownikami Thermomixa, żeby się dowiedzieć, co chcą osiągnąć. I po sześciu, siedmiu rozmowach miałem całkiem pokaźną listę rzeczy w ramach zdefiniowanej pracy. My te rzeczy nazywamy w slangu projektanckim outcomami. Oto kilka z nich:
Nie wyrzucać jedzenia.
Kontrolować koszty żywności.
Być częścią wtajemniczonej społeczności.
Wnioski z tych kilku rozmów otworzyły mi oczy. Zobaczcie, jakie fajne rzeczy można odkryć – wystarczy słuchać uważnie: „Planowanie posiłków na tydzień to jest dramat jakiś. Niby wszystko wiem i jest to proste, ale weź usiądź z kartką w niedzielę i się zamień w Makłowicza. No niemiłe to jest”.
Nie „trudne”, tylko „niemiłe”. A co jest miłe? „No i nic mnie tak nie cieszy, jak zrobię ciasto i jak Mamusia (teściowa) powie tak pasywno-agresywnie, że «wyszło nawet całkiem smaczne»”.
Kopalnia insightów. Po tak prostym ćwiczeniu postawiłem tezę, że Thermomix po prostu pozwala większej grupie ludzi lepiej wykonać pracę niż rozwiązania konkurencyjne i precyzyjniej odpowiada na najważniejsze outcomy, dlatego cieszy się tak dużą popularnością. Marketingowo to jest magiczne rozwiązanie, bo projektanci znakomicie zdefiniowali pracę, wybrali najważniejsze outcomy i nadali im priorytety. Połączenie produktu, komunikacji, strategii jest moim zdaniem znakomite.
Oczywiście pokazałem tylko fragment procesu, ale już ten fragment ilustruje naprawdę kawał świetnej roboty strategicznej i projektanckiej. Zachęcam – zrób sobie takie ćwiczenie z Twoimi klientami, z Twoim produktem. Gdy odkryjesz, jaką klient ma pracę do wykonania i jaki postęp chce zrobić, masz szansę ograć konkurencję – nawet dużą.
Ważny jest kontekst
Pracowaliśmy niedawno w obszarze gastronomii. Prowadziliśmy badania. Zobaczcie, jak trudno jest odpowiedzieć na pytanie: „Co wolisz: kebab czy pizzę?”. W większości przypadków na tak postawione pytanie usłyszysz odpowiedź, taką najbardziej znaną formułkę – nie tylko w branży marketingowej – czyli „To zależy”. Klient może mieć trudności z porównaniem dwóch produktów spożywczych bez kontekstu. Z jobs to be done zadajesz łatwiejsze pytanie, np.: „Kiedy wolisz kebab, a kiedy pizzę?”. Uzyskanie odpowiedzi na takie pytanie będzie łatwiejsze, bo pytana osoba będzie myślała zarówno o jedzeniu, jak i o kontekście.
Produkty nie mają wartości same w sobie. Mają ją tylko wtedy, kiedy klienci wykorzystują je do dokonania postępu.
I tu wartość pizzy będzie wzrastała w pięknej restauracji w towarzystwie butelki wina. To samo będzie ze stekiem. Ale sytuacja może się zmienić, jak się zmieni kontekst. Przyjęcie urodzinowe z pizzą dla „bąbelka” będzie ok, ale ze stekiem to chyba nie jest najlepsza opcja. Jak widać, ten sam stek będzie miał większą wartość w eleganckiej restauracji niż na przyjęciu urodzinowym dla dzieci. Sam stek się nie zmienia, ale jego wartość tak. Dlaczego? Bo w eleganckiej restauracji stek pomaga uzyskać lepsze doświadczenie, czyli zapewnia odczuwalny postęp. Na przyjęciu dla dziecka nie zapewnia postępu. Chociaż w Polsce są wyjątki, np. komunie. A skoro odbywają się one w maju, to jest dobry moment, żeby sprzedawać grille z wyższej półki. I w Polsce jest na to niezły rynek, nawet do 15 mld zł, więc się nie ma z czego śmiać.
No ale jak przekonasz klientów, żeby zmienili małe grille na większe i droższe modele, gdy jesteś producentem grilli? Bez sensu jest bombardować ich reklamą o tym, jak świetny jest Twój grill. To nic nie da. Trzeba zmienić ich system postępu w jobs to be done, czyli zbudować kontekst – np. pokazywać, jak fajne jest zorganizowanie grilla dla kolegów. Wtedy uświadomią sobie, że ich grille ich tam nie zaprowadzą i będą np. chcieli kupić coś większego.
Znakomicie ograła to firma Weber, oferując materiały edukacyjne, przewodniki dotyczące planowania przyjęć, a nawet bezpłatną infolinię z poradami. Bo oni rozumieją, że bez względu na to, jak dobry jest grill, to jeżeli nie pomaga klientom osiągać postępu, to staje się po prostu średnio wygodnym stolikiem na kiełbasę.
Postęp wyrażony jako aspiracja
Obserwowanie zagadnień postępu emocjonalnego w Polsce kręci mnie szczególnie. Ten postęp jest bardzo często wyrażony jako aspiracja, np. do posiadania. I ten mechanizm aspirowania będzie do wykorzystania tak długo, jak konsumenci będą się porównywać z innymi osobami. Wiele insightów i strategii zawiera ten komponent aspiracji. Wystarczy rozejrzeć się wokół.
Znakomitym przykładem strategii opartej na aspiracji jest marka Deluxe należąca do sieci Lidl.
Podobnie polskie marki 4F, Health Labs czy Purella wykorzystują ten postęp jako kluczową część swoich strategii. Zachęcam do tego, żeby spojrzeć na ich strategię, ale też inne, właśnie przez pryzmat jobs to be done.
Podsumowanie
Co warto zapamiętać w kontekście jobs to be done? Po pierwsze, że ludzie nie kupują produktów czy usług, tylko je zatrudniają do wykonania określonej pracy. Stąd chciałbym, żebyśmy wszyscy często zadawali sobie pytanie, do wykonania jakiej pracy klienci zatrudniają mój produkt/usługę.
Po drugie, jeżeli nowy produkt czy usługa bardziej pomaga w wykonaniu tej pracy, to klienci szybko się przesiadają. To właśnie powoduje, że produkt sprzedaje się lepiej. Stąd znowu warto zadać sobie pytanie, w czym bardziej pomagam klientom niż moja konkurencja.
Po trzecie, w wykonaniu pracy kluczowy jest postęp klienta. Człowiek zawsze dąży do zmiany, on zawsze będzie chciał mieć lepiej. 10 tys. lat temu byliśmy łowcami, zbieraczami, do poruszania się używaliśmy własnych nóg. Dzisiaj mamy big data, sztuczną inteligencję (i Thermimixa). Dlaczego coś zmieniamy? Bo tak nam każe wewnętrzne pragnienie, aby zmieniać dane sytuacje życiowe na lepsze. To, co robimy, ma zawsze jakiś cel – i ta celowa transformacja jest właśnie powodem, dla którego różnimy się od zwierząt.
Wyobraź sobie geparda na sawannie – ja nie spotkałem w życiu żadnego przedstawiciela tego gatunku, który powiedziałby: „Ej, chciałbym, żeby bieganie było szybsze, łatwiejsze, może zawołam inne gepardy, coś tam wymyślimy”. Raczej nie zobaczysz geparda, który popyla porsche po sawannie i wcale nie dlatego, że tam nie ma Orlenu. To zwierzę, jak i żadne inne, nie myśli o poprawie siebie, swojego świata – nie ma dżobsów. A człowiek ma. Dlatego produkty, usługi, marketing, komunikacja nigdy nie będą skuteczne, jeżeli nie będzie w nich uwzględnione pragnienie postępu klienta.
Kwintesencją podejścia jobs to be done jest często widziane w komentarzach internetowych stwierdzenie: „Nikt nie prosił, każdy potrzebował”.
I dlatego zostawiam Cię z jedną myślą: żeby przy pracy z marketingiem, z produktem, z usługą, komunikacją zacząć od zrozumienia, do jakiej pracy ludzie zatrudniają Twoje produkty lub usługi i jakich postępów oczekują. To jest w stanie dać Ci przewagę konkurencyjną.
Powrót do szkoły to nie tylko pewnego rodzaju nowe otwarcie dla każdego dziecka, które wiąże się z wieloma emocjami, ale także spora dawka stresu (i wydatków) dla rodziców. Nic dziwnego, że w tym okresie powstaje sporo kampanii reklamowych i społecznych. Oto kreatywne reklamy z okazji rozpoczęcia roku szkolnego, które przykuły naszą uwagę!
1. Unicef Portugalia: Not Back To School
W swojej reklamie z okazji rozpoczęcia roku szkolnego z 2022 roku UNICEF przypomina, że nie każde dziecko ma możliwość powrotu do szkoły. Z danych wynika, że ponad 600 mln dzieci i młodzieży nie potrafi czytać i liczyć nawet na podstawowym poziomie. Pandemia tylko pogorszyła ten stan. Wiąże się to też ze zwiększonym ryzykiem przemocy domowej, przymusowej pracy czy małżeństw.
Kampania zatytułowana „Not Back To School” miała na celu zwrócenie uwagi na ten problem. Jednocześnie prowadzono zbiórki na lokalne programy edukacyjne. Za kreacje odpowiadała agencja reklamowa i-Brothers.
2. Biedronka i Akcja Menstruacja
Biedronka po raz kolejny wspiera Akcję Menstruację, która jest prowadzona w polskich szkołach. Tym razem bierze w niej udział 650 placówek edukacyjnych. W ramach akcji każda ze szkół otrzyma specjalne pudełka na środki higieniczne oraz roczny zapas produktów menstruacyjnych.
3. Walmart: The New Back To School
Dziecko wybierające do szkoły najdziwniejszy strój (z punktu widzenia rodzica), jaki ma w szafie. Znasz to? Jednak to, co może wydawać się niestosowne dorosłym, dla dzieci może być sposobem na zwiększenie pewności siebie w tak trudnym dniu, jakim jest pierwszy dzień w szkole. Dlaczego więc ich nie wesprzeć?
4. Amazon: Back to School
Pamiętasz, gdy na każdej lekcji sprawdzano listę obecności? Jak widać, można to robić zupełnie inaczej. Na przykład tak jak w reklamie z okazji rozpoczęcia roku szkolnego dla Amazona, gdzie dzieci są wywoływane po zawodach, o jakich marzą. Amazon w kampanii z 2018 roku podkreśla, że nawet najbardziej abstrakcyjne marzenia dzieci są ważne. Bo kto by pomyślał, że ktoś chciałby zostać trenerem jednorożców?
5. Kleenex Someone Needs One | Price Chopper Back2School
Powrót do szkoły wiąże się zazwyczaj z emocjami: nie tylko pozytywnymi, ale również z tymi złymi, zwłaszcza gdy idziemy do niej po raz pierwszy. W takich sytuacjach dobrze jest mieć przy sobie kogoś, kto poda pomocną dłoń, nawet jeśli będzie to miała być dłoń z chusteczką do nosa. Oto krótka reklama z okazji rozpoczęcia roku szkolnego od Kleenex, która pomimo swojej prostoty i krótkiej formy doskonale wykorzystała marketing oparty na emocjach.
6. Plaza Vea: School Relief
W pewnym momencie wakacje mogą stać się dla rodziców dość męczące. Zwłaszcza gdy dzieci wpadają z nudów na coraz to nowe pomysły. I właśnie ten insight wykorzystała Plaza Vea w swoich spotach.
7. Back-To-School Essentials | Sandy Hook Promise
Na koniec warto przypomnieć szokującą kampanię społeczną przygotowaną w 2019 roku dla Sandy Hook Promise – organizacji non-profit, która została założona przez rodziny ofiar strzelaniny w szkole w Newtown, w której zginęło ponad dwadzieścia osób, w tym 20 dzieci w wieku 6 i 7 lat.
Wujek Google w SEO i reklamie płatnej jest podstawą. Nic dziwnego, że z zapartym tchem wszyscy śledziliśmy toczący się za oceanem proces antymonopolowy i tak duże wrażenie robiły na nas kwoty, umowy i wszelkie nawiązane współprace przez giganta z Mountain View. Nadal nas to zajmuje, bo zewsząd docierają do nas informacje o konsekwencjach, jakie pociąga to wszystko za sobą, a które mogą dotknąć nas – e-marketerów. Co wiemy i jakie zmiany nas czekają? Postanowiliśmy to sprawdzić.
Po pierwsze: o co chodzi?
W 2020 r. prokuratura federalna i prawie wszystkie prokuratury stanowe wniosły przeciwko wujkowi Google oskarżenie nielegalnego wykorzystywania swojej pozycji na rynku i ograniczanie konkurencji w głównych obszarach: wyszukiwanie informacji i reklamy.
Dokładniej rzecz ujmując, chodzi o to, że Google w wielu przeglądarkach i na wielu urządzeniach jest… domyślną wyszukiwarką.
W tle oczywiście pojawiły się zawrotne kwoty, które Google płacił (m.in.: Apple) za ustawienie google.com jako domyślnej wyszukiwarki. Jak donosi Spiderweb.pl, w 2022 r. kwota ta wyniosła 20 mld dolarów, a dzięki temu można oszacować, że przychody Google z reklam w Safari wynoszą aż 55,5 mld dolarów.
5 sierpnia 2024 r. sąd federalny dla dystryktu Kolumbii w USA wydał przełomowe orzeczenie w sprawie antymonopolowej przeciwko Google. Sędzia uznał, że gigant technologiczny stworzył „nielegalny monopol” na rynku wyszukiwarek internetowych, a Google przegrał proces antymonopolowy.
Po drugie: i co teraz?
Google może być zmuszony do ustępstw – i to właśnie wizja przyszłych ustępstw elektryzuje marketerów. Bo przecież logicznym ustępstwem jest ograniczenie wspomnianych praktyk i zrobienie naturalnej luki dla innych, mniejszych, firm. Wielu wieszczy, że udział Google’a w rynku wyszukiwarek zacznie spadać. A skoro u udziale mowa: 91,6% dla Google’a (to ta czerwona kreska na górze). Inne wyszukiwarki są na drugim końcu skali (najpopularniejszą z nich jest Bing z wynikiem 3,72%).
Czy tak się stanie? Nie wiemy! Trudno sobie wyobrazić, że teraz część z nas przerzuci się na Binga – z prostej przyczyny: jesteśmy przyzwyczajeni do Google’a, a wybór tej przeglądarki jest już naszym nawykiem, budowanym konsekwentnie przez lata przez samego G.
Poza tym istotna jest również linia obrony Google’a, który twierdzi, że użytkownicy wybierają tę wyszukiwarkę, bo po prostu jest najlepsza. Ponoć najpopularniejszym zapytaniem w Bingu jest właśnie „google”, a intencja użytkowników jest jasna. Podkreślana jest bezpłatność usług, nieustanny ich rozwój i nieblokowanie konkurencji. Linia obrony giganta w skrócie wygląda tak: jesteśmy liderem innowacji, który daje użytkownikom właśnie to, czego pragną.
Pisząc ten tekst, uświadomiliśmy sobie, że Marianna nigdy nie korzystała z innej wyszukiwarki niż Google, Jaro na co dzień korzystał dotychczas z Google’a (nie licząc testowania innych wyszukiwarek o niszowym udziale w rynku), a Mariusz twierdzi, że trzy razy przez przypadek skorzystał z Binga.
Po trzecie: co to oznacza dla Ciebie?
Wyrok w sprawie antymonopolowej przeciwko Google może przynieść istotne zmiany na rynku wyszukiwarek internetowych, choć ich skala i tempo pozostają niepewne. Oto kluczowe aspekty, na które warto zwrócić uwagę:
1
Potencjalny wzrost udziału innych wyszukiwarek
Dotychczas niszowe wyszukiwarki mogą zyskać na znaczeniu. Warto obserwować alternatywne platformy, które mogą zdobyć większy udział w rynku, np. takie jak Bing, DuckDuckGo, a może coś nowego, jak zapowiedziana wyszukiwarka od Open AI czy inny produkt, który nawet jeszcze nie powstał. A to z kolei oznacza, że my, marketerzy, musimy poznawać nowe środowiska. Oczywiście wielu już je zna i w nich działa. Uf!
2
Rozwój modeli językowych
Intensywny postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji prowadzi do powstawania zaawansowanych modeli językowych. Te narzędzia, mając dostęp do internetu, mogą szybko wyszukiwać, analizować i prezentować informacje w przystępnej, konwersacyjnej formie. Przykładem takiego rozwiązania jest Perplexity.ai, które oferuje interaktywne doświadczenie wyszukiwania. Taki sposób interakcji może okazać się atrakcyjny dla wielu użytkowników, stanowiąc alternatywę dla tradycyjnych wyszukiwarek.
Co to jest Perplexity.ai?
Perplexity.ai to narzędzie, które umożliwia robienie bardzo szybkiego researchu i daje informacje w krótkiej formie. Wchodząc na stronę perplexity.io, wita nas ich slogan: Where knowledge begins. A na pytanie „what is Perplexity” odpowiada:
Perplexity AI to oparta na sztucznej inteligencji wyszukiwarka zaprojektowana w celu dostarczania użytkownikom zwięzłych, dokładnych odpowiedzi na ich zapytania poprzez wykorzystanie dużych modeli językowych (LLM). W przeciwieństwie do tradycyjnych wyszukiwarek, które prezentują listę linków, Perplexity dostarcza zsyntetyzowane informacje w formacie języka naturalnego, wraz z cytowaniami i sugestiami dotyczącymi dalszych działań w celu bardziej dopracowanych wyszukiwań.
Przykład wyszukiwania:
Oczywiście o ważne sprawy tego świata można również zapytać:
Dla nas ważne jest to, że rozwiązanie to podaje informacje i powołuje się na źródła – w czym wyprzedza tradycyjne okienko czata GPT.
3
Zmiany w strategiach marketingu cyfrowego
Ewentualne przesunięcia w rynku wyszukiwarek mogą wymagać dostosowania nie tylko strategii SEO, ale również działań w obszarze płatnej reklamy. Optymalizacja pod kątem różnych algorytmów i preferencji wyszukiwarek, jak również dostosowanie kampanii płatnych do nowych platform, może stać się nieodzownym elementem działań online.
4
Śledzenie trendów użytkowników
Zachowania i preferencje użytkowników mogą ewoluować w odpowiedzi na zmiany rynkowe i technologiczne. Monitorowanie tych trendów pomoże w dostosowaniu strategii marketingowych zarówno w obszarze organic, jak i paid.
PORADA
W dynamicznie zmieniającym się krajobrazie cyfrowym kluczowe jest uważne śledzenie rozwoju sytuacji na rynku wyszukiwarek i nowych technologii. Elastyczność i gotowość do adaptacji strategii marketingowych w odpowiedzi na te zmiany będą niezbędne dla utrzymania skuteczności działań online.
Choć Google nadal pozostaje dominującą siłą, warto być przygotowanym na potencjalne przesunięcia w ekosystemie wyszukiwania i odkrywania informacji w internecie. Sukces w przyszłości będzie zależał od umiejętności szybkiego dostosowywania się do nowych realiów i efektywnego wykorzystywania pojawiających się możliwości.
Po czwarte: jak nadal płynąć z prądem?
Mariusz Bacic
Senior SEO specialist w maxroy
Mimo jakiegoś (nie umiemy go oszacować) ryzyka spadku dominacji Google’a nie należy zapominać, że kluczem do sukcesu bywa umiejętność adaptacji do nowej rzeczywistości. Trzeba być zwinnym.
Tym razem załóżmy, że trzeba przywyknąć do takiej rzeczywistości, w której Google może nie być już jedynym liczącym się graczem. Zresztą od dawna są na świecie rynki, gdzie Google wcale nie jest monopolistą. To, co nam może się wydawać trudne do wyobrażenia, dla innych może być chlebem powszednim.
Pierwszym krokiem powinno być poszerzenie horyzontów i zwrócenie uwagi na inne platformy wyszukiwania. Choć Google nadal dominuje na polskim rynku, warto zacząć eksperymentować z optymalizacją pod kątem innych wyszukiwarek, takich jak Bing czy DuckDuckGo. Nie oznacza to rezygnacji z dotychczasowych praktyk, ale raczej rozszerzenie strategii SEO o nowe elementy. Szczególnie wartościowy wydaje się tutaj Bing (produkt Microsoft i duże wsparcie AI), posiadający swój własny odpowiednik Google Search Console.
Jednocześnie – niezależnie od zmian w świecie wyszukiwarek – fundamentem skutecznego marketingu online pozostaje wysokiej jakości, wartościowa treść. Polscy przedsiębiorcy powinni skupić się na tworzeniu contentu, który nie tylko przyciąga uwagę, ale przede wszystkim odpowiada na realne potrzeby i pytania ich odbiorców. To podejście nie tylko pomoże w budowaniu zaufania do marki, ale również zapewni solidne podstawy do działań marketingowych – niezależnie od zmian algorytmów czy preferencji wyszukiwarek.
W kontekście polskiego rynku, gdzie media społecznościowe odgrywają coraz większą rolę w procesie decyzyjnym konsumentów, warto również rozważyć zwiększenie obecności na platformach takich jak Facebook, Instagram, LinkedIn czy stale zwiększający popularność TikTok.
W przypadku Tiktoka również podobnie jak w przypadku Google’a, w najbliższym czasie na drodze mogą stanąć kwestie prawne (przepychanki na linii USA-Chiny). Te kanały mogą stać się alternatywnymi źródłami ruchu i potencjalnych klientów, zwłaszcza jeśli tradycyjne metody SEO staną się mniej efektywne.
Nie można też zapominać o budowaniu bezpośrednich relacji z klientami. W dobie niepewności co do przyszłości wyszukiwarek posiadanie własnej, zaangażowanej społeczności może okazać się bezcennym zasobem. Warto inwestować w rozwój programów lojalnościowych, newsletterów czy forów dyskusyjnych, które pozwolą na utrzymanie stałego kontaktu z odbiorcami.
PORADA
Kluczową rolę odegra również umiejętność analizy danych i szybkiego reagowania na zmiany. Polskie firmy powinny inwestować w narzędzia analityczne i szkolenia zespołów (tutaj czule wspominam stare poczciwe Universal Analytics), aby móc na bieżąco monitorować efektywność swoich działań marketingowych i szybko dostosowywać strategię do zmieniających się warunków.
Nie możemy też ignorować słonia w pokoju. Narzędzia AI (najpopularniejszy ChatGPT) już teraz przemodelowały proces tworzenia treści, analizy danych i personalizacji przekazu. Jednak to dopiero początek. W niedalekiej przyszłości możemy być świadkami całkowitego przewrotu w sposobie, w jaki użytkownicy poszukują i konsumują informacje. Tradycyjne wyszukiwarki mogą ustąpić miejsca zaawansowanym asystentom AI, którzy nie tylko znajdą odpowiednie informacje, ale także je zinterpretują i przedstawią w spersonalizowany sposób.
Marketerzy muszą być gotowi na scenariusz, w którym optymalizacja pod kątem klasycznych wyszukiwarek stanie się przestarzała, a kluczem do sukcesu będzie umiejętność tworzenia treści i doświadczeń.
Tytułem podsumowania
Proces antymonopolowy przeciwko Google niesie za sobą konsekwencje, które w dalszej perspektywie mogą zmienić naszą marketingową rzeczywistość. Ograniczenie wspomnianych tutaj praktyk Google’a to szansa dla innych, mniejszych wyszukiwarek, a to dla niektórych z nas nowe środowiska. Jest jednak pewien zakres praktyk, które z pewnością pomogą nam nadal utrzymać się na powierzchni.
Implikacje procesu dla e-marketerów:
Potencjalny wzrost udziału innych wyszukiwarek, co wymaga poznawania nowych środowisk.
Rozwój zaawansowanych modeli językowych, takich jak Perplexity.ai, może zmienić sposób wyszukiwania i konsumowania informacji.
Konieczność dostosowania strategii marketingu cyfrowego, w tym SEO i płatnej reklamy, do zmian na rynku wyszukiwarek.
Śledzenie trendów użytkowników i elastyczne dostosowywanie się do nowej rzeczywistości będą kluczowe.
Zalecenia dla firm:
Rozszerzenie strategii SEO o optymalizację pod kątem alternatywnych wyszukiwarek, takich jak Bing.
Koncentracja na tworzeniu wysokiej jakości, wartościowej treści, która odpowiada na potrzeby odbiorców.
Zwiększenie obecności na platformach mediów społecznościowych jako alternatywne źródła ruchu i klientów.
Budowanie bezpośrednich relacji z klientami poprzez programy lojalnościowe, newslettery itp.
Inwestycje w narzędzia analityczne i umiejętność szybkiego reagowania na zmiany.
Przygotowanie na rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, które mogą zmienić sposób wyszukiwania i konsumowania informacji.
A jeśli chcesz dowiedzieć się jeszcze więcej na temat tego, jak prowadzić skuteczne działania związane z optymalizacją stron internetowych, sprawdź szkolenie SEO: pozycjonowanie i link building!
Znasz to uczucie, kiedy czujesz, że wreszcie jesteś w czymś dobry i nagle ta dziedzina się diametralnie zmienia? Tak jest z AI, które ewoluuje na tyle szybko, że zanim ktoś zdąży pomyśleć, że jest w niej wystarczająco dobry, to już przychodzą nowe zmiany. Dlatego ważne jest, żeby być na bieżąco z nowinkami świata sztucznej inteligencji. A w szczególności tymi dotyczącymi SEO.
Ten artykuł o AI w SEO ukazał się w 22. numerze magazynu sprawny.marketing. Sprawdź ofertę i zamów swoją prenumeratę!
A jeśli chcesz dowiedzieć się jeszcze więcej na temat przyszłości AI w SEO, przyjdź na konferencję I Love Marketing & Technology, która odbędzie się już 22-24 października w Multikinie Złote Tarasy w Warszawie i obejrzyj wystąpienie Mateusza Malinowskiego pt. „Perplexity AI – przyszłość wyszukiwarek i SEO?”.
Dlaczego AI w SEO ma sens?
Od kiedy pamiętam specjaliści SEO zwykli mówić, że nasza branża jest zmienna i dynamiczna. Częste aktualizacje algorytmów wyszukiwarek, monitoring efektów dzień po dniu, nowe narzędzia… Zderzając się z tak dużą ilością zmiennych czynników, rzeczywiście można tak pomyśleć. Jednak gdy Google przy kolejnej aktualizacji po raz setny odwołał się do tego samego wpisu na swoim blogu (sprzed kilku lat), zacząłem odczuwać pewną monotonię.
Wtedy do gry weszła cała na biało sztuczna inteligencja. Dała kopa rozwojowego wielu branżom, nie tylko SEO czy marketingowi. Dopiero teraz, kiedy realia pracy mogą zmienić się z tygodnia na tydzień, zrozumiałem, co naprawdę znaczy dynamiczna branża.
Szukając informacji o zastosowaniach AI, bardzo spodobało mi się uzasadnienie wykorzystania tej technologii w medycynie. Kiedy idziesz do lekarza z konkretnym problemem, to tylko pod jego kątem zostajesz zdiagnozowany. Jednak jeśli za Twoje wyniki badań i objawy weźmie się AI, to dostaniesz znacznie szerszą diagnostykę. I prawdopodobnie ochroni Cię to przed kolejnymi problemami zdrowotnymi. Innymi słowy, AI pozwala działać w szerszym ujęciu, a nie doraźnie.
Takie myślenie o zastosowaniu AI można wykorzystać również w marketingu i SEO. Różnica jest jedynie taka, że pacjentem jest strona internetowa, a nie człowiek. Wykorzystanie AI w SEO i marketingu nie tylko ma doraźny sens, ale stanowi wręcz ich przyszłość! W erze, gdy algorytmy wyszukiwarek są coraz bardziej skomplikowane i zmienne, AI umożliwia dynamiczne dostosowywanie się do tych zmian, przy okazji przyspieszając proces optymalizacji działań i zwiększając efektywność naszej pracy.
To, co kiedyś wymagało wielu godzin pracy, teraz może zostać wykonane znacznie szybciej. A to pozwala specjalistom SEO skupić się na bardziej strategicznych zadaniach. Mimo że AI dotyczy głównie tworzenia treści, to powstające ciągle narzędzia pozwalają wychodzić jeszcze dalej.
PORADA
Możemy wykorzystać sztuczną inteligencję na różnych etapach projektu – od researchu fraz, przez klasteryzację, wspomniany content, po linkowanie wewnętrzne czy analizę optymalizacji treści konkurencji. W rezultacie AI ułatwia tworzenie strategii SEO oraz wpływa na jej kompleksowość.
Jak będzie wyglądała przyszłość SEO AI?
Zanim przejdziemy do praktycznych porad dotyczących zastosowania AI w SEO, musimy nakreślić sobie wpływ tych zmian na środowisko, w którym widoczne są efekty pozycjonowania, oraz odpowiedzieć na pytanie, dokąd zmierzamy (lub dokąd chciałbym, żebyśmy zmierzali), korzystając z AI.
AI Overviews, czyli nowy Google
W maju 2023 Google pokazał, jak będą wyglądały wyniki wyszukiwania wykorzystujące AI. Pierwotnie określił je terminem Search Generative Experience (SGE), by na premierze rok później zmienić nazwę na AI Overview (AIO). Jest to koncepcja zaprezentowana podczas konferencji Google I/O, która ma zasadniczo zmienić sposób, w jaki korzystamy z wyszukiwarki Google. AIO ma przedefiniować zasady, na jakich strony internetowe pozyskują ruch organiczny i płatny.
Pomimo początkowych obaw, że AIO może wyeliminować organiczny ruch, wszystko wskazuje na to, że SEO nie zniknie, ale będzie ewoluować w coś nowego. Ważnym elementem w tym kontekście jest pokazywanie źródeł, z których Google czerpie, tworząc odpowiedź. Przypuszczać więc można, że niebawem w raportach SEO może pojawić się nowa sekcja – ruch AIO.
W praktyce będzie to wyglądało tak, że do interfejsu wybranych wyników wyszukiwania dodane zostanie pole, które znajdzie się nad pozostałymi wynikami wyszukiwania. Nie będzie ono pojawiało się pod każdą frazą, a tylko tam, gdzie Google uzna, że dostarczy użytkownikowi lepsze informacje niż tradycyjne wyniki wyszukiwania. Obok tekstowej odpowiedzi wygenerowanej przez AI użytkownik dostaje również linki w różnych formach, np. ramek z polecanymi artykułami. Po wdrożeniu pierwszej wersji w USA Google planuje premiery w kolejnych krajach, tj. Wielka Brytania czy Indie.
AI Overviews, czyli zmiany w wynikach wyszukiwania Google
W jakim kierunku będą rozwijały się narzędzia AI?
W jakim kierunku będą rozwijały się narzędzia AI, pokazuje ChatGPT, który przeszedł drogę od narzędzia „zgadującego” odpowiedzi do użytecznego asystenta podłączonego do internetu. Skutkuje to pojawieniem się dwóch nowych możliwości. Pierwsza to przeszukiwanie sieci w celu pozyskania jak najaktualniejszych informacji. Wcześniejsze modele językowe nie miały takiej funkcjonalności, kończąc swoją „wiedzę” na 2021 r. To ważna informacja dla osób tworzących content przy użyciu tego narzędzia.
Pod kątem SEO ważniejsza jest jednak druga funkcjonalność — wtyczki. To aplikacje wewnątrz ChatGPT, które potrafią efektywnie realizować zadania, z którymi standardowa wersja nie dawała sobie rady. I mimo, że do konkretnych zadań często wybieram dedykowane narzędzia AI, to w jasny sposób pokazuje to kierunek rozwoju narzędziownika SEOwca.
Jak to wpłynie na naszą pracę?
Te funkcjonalności mają za zadanie jedno — automatyzację części zadań specjalistów. To oznacza znaczącą zmianę w codziennych zadaniach specjalistów SEO, z kilku kluczowych powodów:
Po pierwsze, przyspieszy realizację prostych zadań. Wiele zadań, które do tej pory były wykonywane ręcznie, takich jak tworzenie tagów title i description, rozbudowa contentu, teraz mogą być zautomatyzowane z pomocą AI. To pozwoli specjalistom SEO skupić się na bardziej złożonych aspektach pracy.
Po drugie, zwiększy effort. Dzięki AI specjaliści SEO mogą realizować więcej zadań w tym samym czasie. Sztuczna inteligencja może przetwarzać dane i generować wyniki znacznie szybciej niż człowiek. Oznacza to, że specjaliści SEO mogą poświęcić na dany projekt więcej czasu lub efektywniej zarządzać większą liczbą projektów jednocześnie.
Po trzecie, umożliwi większą kontrolę nad procesem. Dzięki możliwościom, które dają nam narzędzia AI, specjaliści SEO będą mniej zależni od czynników ludzkich, a co za tym idzie będą mieli większą kontrolę nad efektami. Wprowadzenie AI do SEO oznacza więc nie tyle zastąpienie specjalistów, co raczej usprawnienie ich pracy i umożliwienie im skupienia się na strategicznych i kreatywnych aspektach swojej roli. W rezultacie dzięki wykorzystaniu AI praca specjalistów SEO staje się bardziej efektywna i skuteczna.
Ciemna strona mocy
Jest jednak druga strona medalu, czyli zagrożenia płynące z rozwoju technologii. W przypadku rozwijających się na naszych oczach czatbotów, takich jak ChatGPT czy Bing Chat, dostrzec można pewną niepokojącą tendencję. Mimo że wykorzystanie tych narzędzi przynosi wiele korzyści, mogą one niekiedy generować informacje, które nie są prawdziwe. Zjawisko to, określane mianem „halucynacji AI”, staje się przedmiotem intensywnych badań i działań zaradczych ze strony twórców ChatGPT. Wynika ono ze sposobu działania sztucznej inteligencji.
W uproszczeniu modele te, wykorzystując statystykę, dobierają najbardziej prawdopodobne słowa, które powinny pojawić się w danej sekwencji. Halucynacje są efektem braku wystarczającej ilości danych do nauki. AI, nie mając odpowiednich źródeł informacji, sięga po dane z innych zbiorów, aby spełnić oczekiwania użytkownika.
Trzeba jednak zaznaczyć, że halucynacje nie są celem samym w sobie — są raczej niechcianym skutkiem ubocznym działania algorytmów. OpenAI, będące twórcą ChatGPT, dąży do eliminacji tego problemu. Do tej pory modele językowe były trenowane za pomocą systemu nagród, który premiował udzielenie poprawnej odpowiedzi. Nowe podejście do szkolenia AI polega na wykorzystaniu systemu nagród na pośrednich etapach szkolenia, co ma doprowadzić do lepszego zrozumienia i interpretacji zadań przez AI.
Dodatkowo treści tworzone przez sztuczną inteligencję mogą zawierać błędy gramatyczne (patrz grafika w akapicie „Tworzenie treści a treść promptu”) czy stylistyczne.
PORADA
Dobrze jest w procesie zaplanować proofreading. Warto też sprawdzać linki podawane jako źródła, gdyż zdarzyło się kilkukrotnie, że otrzymałem odnośniki do nieistniejących serwisów.
Fundamenty dobrego SEO
Kiedy wiemy już, z czym to AI się je, możemy przejść do świadomego wykorzystania narzędzia w zadaniach pozycjonujących witryny. Podstawowym krokiem dobrze zaplanowanego procesu SEO jest research fraz kluczowych, a następnie ich klasteryzacja, czyli pogrupowanie ich wokół konkretnych cech i ułożenie drzewa kategorii.
Teoretycznie moglibyśmy wykorzystać ChatGPT do pierwszego etapu tego zadania. W końcu model ten jest w stanie generować nowe, unikalne treści na podstawie podanego mu tematu, a to mogłoby pomóc w identyfikowaniu nowych fraz i słów kluczowych związanych z danym tematem.
W praktyce jednak ChatGPT nie jest w stanie samodzielnie przeprowadzać pełnego researchu fraz, ponieważ nie ma dostępu do danych na temat popularności poszczególnych słów kluczowych i zapytań w wyszukiwarce Google’a. Takie informacje są kluczowe do efektywnego researchu fraz i ich klasteryzacji, tak więc propozycja z tego narzędzia może być jedynie początkiem dla zadania, jakim jest analiza fraz kluczowych.
Propozycje fraz z ChatGPT są jedynie początkiem dla zadania, jakim jest analiza słów kluczowych
Co zrobić, żeby uniknąć wydłużenia tego procesu?
Tutaj z pomocą przychodzi narzędzie o nazwie Keyword Insights. Pozwala ono na generowanie setek powiązanych słów kluczowych na podstawie pojedynczej frazy, a następnie klasteryzuje je w grupy tematyczne.
Dodatkowo, dla języka angielskiego, Keyword Insights jest w stanie określić intencje wyszukiwania użytkowników na podstawie analizy wyników wyszukiwania Google’a, a to umożliwia tworzenie bardziej precyzyjnych i efektywnych strategii SEO. Narzędzie to oferuje też funkcję tworzenia obszernych briefów treści, które mogą pomóc w planowaniu i tworzeniu artykułów zoptymalizowanych pod kątem SEO.
Programmatic SEO
Na tym możliwości AI w SEO się nie kończą. Sztuczna inteligencja może być wykorzystana do zyskującej na popularności strategii pozycjonowania, którą jest programmatic SEO. Polega ona na tworzenia wielu zoptymalizowanych pod kątem SEO stron internetowych naraz, wykorzystując schematyczne frazy kluczowe. Celem jest pomoc witrynie w zwiększaniu ruchu i zysków, czyniąc odpowiednie strony łatwo dostępne dla potencjalnych klientów, ale na dużą skalę.
Przykładem wykorzystania programmatic SEO jest TripAdvisor, który generuje strony dla wielu kombinacji usług i miejscowości, które są zarejestrowane na ich platformie. Jeśli ktoś wpisze w Google’a np. „restauracja Katowice”, TripAdvisor będzie miał stronę specjalnie dla tego zapytania, prezentującą ranking najlepszych restauracji w Katowicach.
Programmatic SEO pozwala na skalowanie serwisów pod kątem SEO, generując dużą liczbę stron, gdzie każda jest zoptymalizowana dla unikalnego zestawu słów kluczowych. Jednakże ważne jest, aby pamiętać, że nie każda firma może skorzystać z tej strategii. Zawartość na stronie musi być istotna i pomocna, a utrzymanie dużej liczby podstron może prowadzić do marnowania crawl budget.
AI content is king
Kiedy wiemy, jakie podstrony należy zoptymalizować pod kątem dopasowanych fraz, przechodzimy do tworzenia contentu. Jest to element, który sztuczna inteligencja zrewolucjonizowała najbardziej, przynosząc ze sobą szereg korzyści dla strategii SEO. Poniżej znajdziesz propozycje wykorzystania technologii na kolejnych etapach realizowania treści na strony www.
1
Content plan
Zaczynamy od content planu. Sztuczna inteligencja może być nieocenionym narzędziem przy tworzeniu planu treści na bloga. ChatGPT umożliwia identyfikację najważniejszych tematów i trendów, które mogą przyciągnąć czytelników. AI może pomóc w planowaniu treści, które są nie tylko atrakcyjne dla czytelników, ale także w optymalizacji treści pod kątem fraz kluczowych, zwiększając widoczność strony w wynikach wyszukiwania.
Dodatkowo AI potrafi dobrze podzielić frazy na silosy tematyczne, co pod kątem SEO pozytywnie wpływa na dalszą dystrybucję mocy SEO w obrębie serwisu.
2
Dobry nagłówek: click-worthy title
Skoro mówimy o atrakcyjności treści, to pierwszym elementem decydującym o tym jest tytuł. Wszyscy znamy kolorowe, clicbaitowe hasła przykuwające naszą uwagę. W tym przypadku również staramy się zachować element tajemniczości, ale tytuł ma wskazywać na profesjonalizm treści. W tym kontekście świetnie sprawdzą się prompty zlecające stworzenie tzw. click-worthy titles.
3
Brief contentowy
Chcąc zrealizować wybrany temat na jak najwyższym poziomie, warto zacząć od briefu contentowego. Może on posłużyć zarówno do dalszego tworzenia tekstu z AI, jak i przesłania go do copywritera. ChatGPT na podstawie Twojego inputu może zaproponować nie tylko cel wpisu, grupę docelową czy styl, ale również strukturę takiego artykułu. Dzięki temu stanowi wyczerpujący opis planowanej treści.
4
Tworzenie treści a treść promptu
Wszystko zaplanowaliśmy, przechodzimy do realizacji tekstu. O tym, że AI tworzy dobre treści, wszyscy wiedzą. Jednak nie wszyscy wiedzą, lub chcą wiedzieć, że mamy realny wpływ na tekst przez nią tworzony. Kluczowe dla efektu końcowego jest to, co dodamy w prompcie. Musi być wyczerpujący i spójny, a dotyczy to nie tylko zawartości merytorycznej, ale nawet stylu pisania. Prosty zapis pozwoli, by tekst był np. napisany w stylu Mistrza Yody.
5
Optymalizacja treści pod SEO
Jeśli chcemy, by ChatGPT tworzył tekst w oparciu o konkretne wytyczne pod kątem SEO, to również muszą się one znaleźć w prompcie. Musisz zaznaczyć rozmieszczenie, odmianę czy liczbę słów kluczowych. Prompty typu „popraw tekst pod kątem SEO” nie zadziałają, gdyż są zbyt mało precyzyjne.
Znacznie lepszym rozwiązaniem będzie połączenie narzędzi SurferSEO i Jasper.ai. Pierwszy z nich analizuje wyniki wyszukiwania dla wybranej frazy kluczowej i zwraca użytkownikowi informację, jak długi tekst powinien stworzyć, ile powinien mieć śródtytułów, jakie frazy należy użyć w treści.
Drugi natomiast jest typowym narzędziem do edycji i tworzenia treści z wykorzystaniem AI. Narzędzia te połączyły swoje siły, dzięki czemu posiadając subskrypcję obu, w jednym oknie możemy korzystać z dobrodziejstw tego rozwiązania, mając pełną kontrolę w optymalizacji treści pod kątem SEO.
Połączenie SurferSEO i Jasper.ai przydaje się w optymalizacji treści
SEO to nie tylko content. W czym jeszcze może nam pomóc sztuczna inteligencja? W pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę na fragmenty rozszerzone Schema.org. Na podstawie wytycznych ChatGPT potrafi sczytać i dopasować poszczególne informacje, zwracając nam np. gotowy rich snippet product. Jest w stanie poradzić sobie również ze stworzeniem dyrektyw hreflang czy pliku robots.txt.
Wykorzystanie AI w SEO – czy warto?
Świadome wykorzystanie sztucznej inteligencji w pracy specjalisty SEO jest jak wygodne zawieszenie we francuskim aucie — przez cykliczne zadania przejeżdżamy znacznie wygodniej, ale musimy liczyć się z notorycznie powtarzającymi się usterkami. Technologia rozwija się bardzo szybko i możemy liczyć, że pod koniec roku będziemy w zupełnie innym miejscu niż obecnie. Jednak na ten moment AI ma być naszym asystentem, a nie wykonać pracę za nas.
A jeszcze więcej na temat zmian algorytmów wyszukiwarek, optymalizacji treści na stronach internetowych, aby zwiększyć widoczność swojej marki w wynikach wyszukiwania czy wykorzystania sztucznej inteligencji w procesie pozycjonowania strony, dowiesz się na szkoleniu SEO: pozycjonowanie i link building.
Pamiętam, że kiedy aplikacja Threads zawitała do Polski (i reszty krajów Unii Europejskiej) w połowie grudnia 2023 r., wsiadałam akurat do pociągu. Po ciężkim dniu pracy marzyłam tylko o podcaście true crime w słuchawkach i odpoczynku od social media.
PS Ten artykuł o aplikacji Threads ukazał się w 24. numerze magazynu sprawny.marketing. Sprawdź ofertę i zamów swoją prenumeratę!
No i zgadnij, co się stało. Oczywiście zamiast usiąść i odpoczywać stwierdziłam, że szybciutko założę konto, napiszę jeden sytuacyjny post i uciekam.
Nie uciekłam, bo wpadłam… w otchłań coraz to nowych wątków i odkrywania Threadsów, które były niczym najprzyjemniejszy flashback z czasów licealnych, kiedy królował mikroblogging i niezobowiązujące „pisanie o pierdołach”. Dziś przedstawię Ci więc kilka obserwacji i wniosków z codziennego buszowania po wątkach z perspektywy zarówno użytkownika prywatnego, jak i brandu. Postaram się odpowiedzieć na nurtujące wielu pytania:
Jak działa aplikacja Threads?
Czy warto jako marka być na Threads?
Jakie cele można tam realizować?
Co publikować na Threads?
Jak budować zaangażowanie na Threads?
A jeśli czytasz to z dużymi wątpliwościami, czy warto w ogóle poświęcić czas na artykuł o aplikacji Threads (bo np. nie słyszałeś o niej jeszcze żadnej success story), to opowiem Ci ciekawostkę, którą błyśniesz jutro na pracowniczym Slacku.
Instagram Threads odnotował ponad 100 mln rejestracji w ciągu pierwszych pięciu dni od jej wprowadzenia na rynek, wyprzedzając tym samym ChatGPT. Liczba użytkowników Threads najszybciej pośród innych aplikacji osiągnęła 100 mln. Widzisz zatem – przepadać nie musisz, ale znać wypada. Lecimy!
Co to jest Threads?
Aplikacja Threads to platforma społecznościowa z ekosystemu Mety, której bazą są krótkie treści (wątki). Od samego początku typowana była jako przyszłościowa alternatywa dla X ze względu na bliźniaczy sposób funkcjonowania.
Źródło: about.instagram.com
Jak założyć konto na Threads?
Wystarczy skorzystać ze swojego istniejącego profilu na Instagramie – aplikacja skutecznie przeprowadza przez cały (krótki) proces i po kilku chwilach można zacząć publikować wątki. Aby jednak w pełni wykorzystać potencjał aplikacji, na początek warto skupić się na kilku kluczowych funkcjach.
1. Limit 500 znaków
Dokładnie tyle znaków możesz wykorzystać! Mogą one być po prostu tekstem, a mogą opisywać zdjęcie, wideo, karuzelę (do 10 kafelków) gif lub 30-sek. głosówkę. Tak jak na platformie X, możesz też odpowiadać, cytować i udostępniać treści innych twórców.
2. Status konta
Podobnie jak w przypadku Instagrama, użytkownicy Threads mogą wybrać między kontem publicznym a prywatnym. Jeśli zależy Ci na budowaniu społeczności i zaangażowania, warto postawić na pierwszą opcję.
3. Udostępnianie wątków w Instagram Stories
Jeśli chodzi o funkcjonalności Threads, to w aplikacji nie ma specjalnej funkcji relacji, ale udostępnianie treści z Threads jest możliwe na Stories na Instagramie. Dzięki temu zwiększysz widoczność swoich treści i dotrzesz do szerszego grona odbiorców.
Ważne: jeśli chodzi o reklamy płatne, na ten moment opcja ta nie jest dostępna, więc Threadsy opierają się w 100% na starych, dobrych (i niestety umierających na innych platformach) zasięgach organicznych. Jest to na pewno dobra informacja dla użytkowników prywatnych, którzy od reklam stronią, natomiast dla marek – umówmy się – stanowi to pewne wyzwanie!
Jak działać na Instagram Threads, by to miało sens?
Skoro mamy już techniczną bazę, to przejdźmy może do konkretnych wskazówek. Wiadomo, że jeśli aplikacja w UE jest niespełna rocznym bobasem, to wszyscy trochę raczkujemy, ale jednak dobrze by było być jednym z tych bardziej „łebskich” brzdąców, prawda?
Z pewnością nie będzie to dla Ciebie zaskoczeniem, jeśli na początek wspomnę, że metoda prób i błędów jest najważniejsza, bo tak naprawdę żeby zrozumieć, jak działa Threads i odnaleźć tam swoje miejsce, trzeba dużo testować. Patrzeć, jak piszą inni. Notować, co się niesie. Szybko reagować – Threads wyróżnia to, że to dobre miejsce na kreatywny Real Time Marketing. Nie zrażać się, gdy na początku nie ma lajków. Chociaż wiem, że to ostatnie skutecznie potrafi ostudzić zapał.
Jak zdobyć zaangażowanie na Threads – porady
Aby by nie być gołosłowną, podzielę się z Tobą moimi spostrzeżeniami i wnioskami z testowania aplikacji Threads na kilku kontach i w różnych branżach. Bo przecież najlepiej uczyć się na cudzych błędach.
1
Regularne postowanie
Jest to bardzo trudny w utrzymaniu, ale i szalenie ważny punkt. Przy zachowaniu regularności dużo łatwiej o utrzymanie Twojego contentu na powierzchni. Aplikacja Threads sama podbija nowe treści od twórców, którzy nie próżnują. Przekonałam się na własnej skórze, że Threadsy nie lubią leniuszków – trzeba postować dużo i często, aby nie zniknąć z feedów użytkowników.
2
Interakcje z innymi kontami
Punkt w sumie powiązany z poprzednim – jeśli myślisz, że wystarczy tylko publikować posty tekstowe, to jesteś w błędzie. Trzeba się też udzielać u innych. Aplikacja Threads uczy nas na nowo, czym jest platforma społecznościowa. Nie ma tu miejsca na monolog – króluje rozmowa, wymiana zdań, żywe komentowanie rzeczywistości i festiwal memów. Bardzo mi się ta wzajemność podoba, lecz również jest to punkt z kategorii trudniejszych, bo wymaga sporego zaangażowania czasowego.
3
Nie masz pomysłu na oryginalną treść? Zacytuj!
Patrząc na punkt 1, można czasem załamać ręce nad brakiem koncepcji na nowy content. Z pomocą przychodzi funkcja udostępnienie treści (repostu), z opcjonalnym autorskim cytatem. Zdecydowanie polecam zawsze dodać od siebie dwa słowa, bo w ten sposób zyskujemy na autentyczności.
4
Zadawaj pytania
Zauważyłam, że to jeden z ulubionych przez użytkowników formatów wątków. Na myśl od razu przychodzą mi znane i lubiane statusy tekstowe z Facebooka, które za każdym razem zaskakują mnie zaangażowaniem, jakie generują. Na Instagram Threads jest bardzo podobnie – proste pytanie powiązane tematycznie z marką lub post typu „Polub ten wątek, jeśli chcesz wypisać się z subskrypcji tego poniedziałku” ma realne szanse na sukces!
5
Korzystaj z ankiet
Szybko się klika, nie trzeba pisać żadnego komentarza – miód na uszy każdego specjalisty ds. social media marketingu. Dobra opcja na Threadsa rozruchowego po weekendzie, jeśli nie masz pomysłu na nic lepszego!
6
Używaj tagów
Zrób rozeznanie, jakie tagi (według nomenklatury Mety – „tematy”) są używane w Twojej niszy, i dodawaj je do pasujących kontekstowo wątków. Pełnią one funkcję hasztagów z Instagrama z tą różnicą, że tutaj użyć możesz tylko 1 zamiast 30. Może Ci to jednak realnie pomóc powiększyć zasięg Twojej publikacji i trafić do prawdziwych zajawkowiczów.
7
Reaguj na komentarze i cytaty
Być może jest to oczywiste, ale i tak to napiszę – nie zostawiaj żadnego komentarza czy cytatu bez lajka i odpowiedzi. Jak wspomniałam, aplikacja Threads traktuje „społecznościowość” bardzo poważnie i najbardziej ceni sobie dialog.
Im więcej komentarzy do Twojego wątku (a sam wygenerujesz sobie ich więcej, odpowiadając na wszystko, co się pojawi), tym łaskawiej spojrzy na Twój profil i kolejne publikacje algorytm Threadsa.
Wykorzystanie aplikacji Threads: czy to miejsce dla Twojej marki?
Wiesz już, co robić, aby rozwinąć swój profil na Threads. Przynajmniej w teorii! Jeśli jednak rozważasz również praktykę i zastanawiasz się, czy ta platforma społecznościowa to dobre miejsce dla Ciebie lub Twojej marki, odpowiedz sobie na jedno, acz bardzo ważne, pytanie: czy masz wystarczająco dużo czasu i zasobów, aby aktywnie uczestniczyć w rozmowach i tym samym spełniać oczekiwania algorytmu?
Wydawać by się mogło, że ze względu na prostotę działania i stosunkowo niewiele dostępnych funkcji, Instagram Threads to medium niepozorne i łatwe do wciśnięcia w strategie marketingowe. Ale czy rzeczywiście tak jest? To prawda, że w Threads daje możliwość publikowania krótkich aktualizacji i że świetnie sprawdzają się na nim krótkie komunikaty, ale:
muszą być one trafione, zaczepne, angażujące,
musi być ich dużo.
Aby spełnić oba te kryteria, potrzeba przede wszystkim czasu. Nie ma tutaj opcji na działanie na pół gwizdka, zwłaszcza że poza publikowaniem autorskiego contentu musimy znaleźć też czas na wymianę doświadczeń – bez otwartości na dialog na Threads długo nie zabawimy. A przynajmniej nie z sukcesem!
Aplikacja Threads – wskazówki: duplikacja contentu, serie tematyczne
„Co z duplikacją contentu?” – być może pomyślisz. Bywa, że sprawdza się to całkiem dobrze w przypadku Facebooka i Instagrama, a więc może i na Threads można wrzucić trzeci raz tę samą karuzelę o pięciu pomysłach na majówkę w Polsce.
PORADA
Moje doświadczenia i obserwacje są takie: powielanie contentu z innych platform na aplikacji Threads sprawdzi się średnio. To miejsce, gdzie najlepiej działają autentyczne treści z życia codziennego, skupione na budowaniu relacji z użytkownikami i wymianie doświadczeń. To idealna platforma do prowadzenia ożywionych dyskusji branżowych, dzielenia się wiedzą i publikowania interesujących faktów i opinii z danej niszy.
Dobrze sprawdzą się również tematyczne serie publikacji, czyli przywiązanie użytkowników do powtarzalnego, sprawdzonego contentu. Instagram Threads to też miejsce na relacje „od kuchni”, czyli pokazanie tego, czego nie ma w bieżącej komunikacji na Facebooku czy LinkedInie. Może się to okazać świetnym sposobem na budowanie pozytywnych skojarzeń z marką – zwłaszcza że, przypomnijmy, na ten moment nie ma tutaj opcji postów sponsorowanych.
Jest to platforma, na której masz szansę realizować głównie cele związane z budowaniem społeczności i zaangażowania. Publikując trafny content, wzmocnisz swój brand i przywiążesz do siebie użytkowników, masz też szansę dotrzeć do nowych.
Czy to wszystko brzmi jak plan dla Twojej marki? Jeśli tak, pamiętaj o jeszcze jednej (nieco zaskakującej) rzeczy – po założeniu konta na Threads, nie możesz go usunąć. To znaczy technicznie możesz, ale z pewnym przykrym skutkiem. Konto to jest bowiem złączone na stałe z Instagramem i żeby je usunąć, musisz pozbyć się też swojego profilu na Insta, czego raczej nie chcemy robić, zwłaszcza jeśli budujemy go od wielu lat. Moja wskazówka jest taka, że jeśli już konto mamy, to warto tam wrzucić chociaż kilka zapoznawczych wątków, aby nie stało ono puste. To w końcu kolejna nasza wizytówka w sieci!
Słówko od autorki
I nawet jeśli teraz, po lekturze artykułu, wciąż czujesz, że…
…to jednak mam nadzieję, że przynajmniej wiesz już, czego się po Threadsach spodziewać, nawet w kontekście działań konkurencji. Ja ze swojej strony obiecuję trzymać rękę na pulsie i śledzić nowe funkcjonalności w gąszczu wątków i w świecie mediów społecznościowych. Zwłaszcza, że socialowa intuicja mi podpowiada, że włączenie reklam na Threads to jedynie kwestia czasu, a wtedy „być albo nie być” na tej platformie z pewnością nieco się zmieni. Na ten moment pozostaje mi życzyć Ci więc…
…nie tylko w poniedziałek. PS Jeśli masz jakieś dodatkowe pytania dotyczące aplikacji Threds lub Instagrama, przyjdź na moje najbliższe szkolenie Instagram marketing!
Marketing na Facebooku to nie tylko płatne reklamy i kampanie sprzedażowe. Świetnym wsparciem kampanii reklamowych, jak i zwykłych relacji jest komunikacja na Facebooku. Jest ona dość prosta i intuicyjna. Bez problemu dodamy zdjęcie, video czy Reelsa. Korzystając dłużej z serwisu, dostrzegamy coraz więcej zmian i czasem ciężko nadążyć za rozwojem różnych funkcji. Sprawdź, czy jesteś na bieżąco z nowościami na Facebooku i zobacz, o czym należy pamiętać, jeśli chcesz zaskoczyć swoich odbiorców!
Warto dodać, że ten artykuł to niejako zbiór FAQ – znajomi i fani sprawnego.marketingu bardzo często zwracają się do nas z pytaniami, jak coś ,,zrobić na Facebooku”, np. jak założyć konto firmowe, jakie są skuteczne sposoby zarządzania kampaniami reklamowymi, czy też jakie są zasady, jeśli chodzi o publikowanie postów. W tym wpisie zebraliśmy dla Was pytania, które pojawiają się najczęściej.
Mamy nadzieję, że ten tekst okaże się przydatny zarówno dla zwykłych użytkowników Facebooka, jak i osób prowadzących działania marketingowe na Facebooku, które chcą zdobyć nowych klientów, bądź też już znają swoją grupę docelową. Te rady w dużej mierze pomogą Ci tworzyć angażujące treści, wzbogacić swoją komunikację z odbiorcami nie tylko pod kątem wizualnym, ale również przez dialog.
1. Jak stworzyć swojego awatara i wysyłać naklejki z jego wizerunkiem?
W ostatnim czasie dużo w branży słyszy się o generowaniu obrazów na podstawie wpisanego przez użytkownika tekstu, dzięki generatywnemu AI (np. Midjourney). Facebook może i nie stworzy Twojego klona (przynajmniej póki co), ale pomoże Ci stworzyć swojego awatara.
Ale jak to zrobić? Pozwól, że pokażemy Ci to w kilku prostych krokach:
Wejdź na Facebooka i pod dowolnym postem naciśnij ,,komentarz”.
Poniżej pola, gdzie możesz napisać komentarz, pojawi Ci się pasek z ikonkami. Naciśnij pierwszą od lewej.
Po naciśnięciu pokaże Ci się opcja ,,Stwórz awatara”.
Daj się ponieść fantazji i stwórz awatara, który odzwierciedli Twoje prawdziwe ja.
No dobra, ale spytasz, co to ma wspólnego komunikacją? Biegniemy z odpowiedzią. Po utworzeniu awatara otrzymasz spersonalizowane naklejki z awatarem, które udostępnisz w wiadomościach Direct lub dodasz do swojej relacji.
PS. Możesz również ustawić go jako zdjęcie profilowe lub utworzyć z nim zdjęcie w tle. Pamiętaj też, że w każdej chwili możesz utworzyć nowego awatara.
2. Jak dodać kolorowe ikony w treści posta na Facebooku?
Zapewne zauważyliście, że każdy profil firmowy czy prywatny – często dodaje w treści postów różne ikonki (np. przedstawiającą słońce, palmę czy samolot). W social mediach to bardzo popularny zabieg. Nawet Ewa Chodakowska ubarwia swoje wpisy symbolami napiętych muskułów czy kciuka podniesionego do góry.
Stworzenie takiego postu jest bardzo proste – korzystamy z gotowego zbioru przygotowanego przez Facebooka. Wystarczy w polu pisania wiadomości na Messengerze lub w trakcie pisania komentarza bądź tworzenia posta nacisnąć uśmiechnięta buźkę (po prawej stronie). Daj się zauważyć w natłoku treści i wyróżnij się kolorowymi ikonkami.
3. Jak dodać naklejkę lub GIF-a na Facebooku?
Można zauważyć, że coraz więcej osób w komentarzach czy wiadomościach prywatnych wyraża swoje emocje poprzez bardziej animowane treści. Za pomocą zabawnej grafiki, naklejki czy GIF-a w łatwiejszy sposób możemy wyrazić siebie i to co, chcemy przekazać. Funkcja ta jest bardzo prosta i dostępna dla każdej osoby korzystającej z Facebooka.
Podobnie jak w poprzednim punkcie, gdzie tłumaczyliśmy, jak dodać kolorowe ikony w treści posta (i nie tylko), po lewej stronie pojawia Ci się ikonka z napisem ,,GIF”, a obok niej trochę zniekształcona, uśmiechnięta, kwadratowa buźka (za jej pomocą dodasz naklejkę).
Po naciśnięciu przycisku „+” po prawej stronie zostaniesz przekierowany do sklepu z naklejkami.
Znajdziesz tam przeróżne formaty i szeroką gamę możliwości – szukaj, baw się i wyrażaj siebie.
4. Jak wysłać ikonkę (ale z dźwiękiem)?
Czasami słowa, GIF czy zdjęcie nie wystarczą, aby wyrazić to, co naprawdę czujesz. Z pomocą nadchodzą Soundmoji! Co jak co, ale braku kreatywności firmie Meta nie można zarzucić. Opracowali oni np. dźwięk kozy (), klaskania (), a także klasyczny dźwięk śmiechu ().
Z tej opcji skorzystasz, wchodząc na aplikację Messenger, następnie przechodząc do dowolnej konwersacji i naciskając z prawej strony uśmiechniętą buźkę – pokażą Ci się 4 zakładki. Ta pierwsza od prawej (ikona głośnika) to właśnie Soundmoji.
5. Jak skopiować link do czyjegoś posta?
Często chcemy (np. w komentarzu na Facebooku) udostępnić link do czyjegoś posta. Jak to jednak zrobić, żeby udostępnić link do samego posta, a nie do całego fanpage’a?
Trzeba przyznać, że jak na razie nie jest to rozwiązanie zbyt intuicyjne – należy mianowicie kliknąć na datę dodania postu, znajdującą się przy każdym wpisie. Dzięki temu zostaniemy przekierowani bezpośrednio danego postu. Teraz wystarczy tylko skopiować wybrany adres URL w pasku, przesłać go dalej i gotowe.
6. O co chodzi z „Innymi wiadomościami” na Facebooku?
Być może nie umknęło Twojej uwadze, że wchodząc do skrzynki odbiorczej na Facebooku, oprócz wiadomości, o których otrzymujesz powiadomienia, jest tu także folder „Inne” (znajdziesz go klikając w trzy kropki po wejściu w czaty).
Co się kryje pod tą enigmatyczną nazwą? Otóż wiadomości, które potencjalnie są spamem, np. oferty reklamowe, najczęściej wysyłane masowo.
Warto jednak raz na jakiś czas sprawdzać ten folder – trafiają tu też często wiadomości po prostu od osób, których nie masz w znajomych i mogą to być np. potencjalne propozycje współpracy.
7. Jak oznaczyć samo czyjeś imię w komentarzu na Facebooku?
Bardzo prosto – gdy zaczynamy wpisywać imię kogoś, kogo mamy w znajomych, wyświetla nam się propozycja nazwisk naszych znajomych, posiadających to imię. Wybieramy właściwą osobę. Dodaje nam się do komentarza jej imię i nazwisko, ale wystarczy, że usuniemy po prostu nazwisko, a link pod imieniem zostaje. Jeśli to nie zadziała, możemy spróbować zrobić to samo, dodając przez wpisywanym imieniem @ – teraz na pewno się uda.
8. Jak oznaczyć w komentarzu konkretne konto firmowe na Facebooku (nie osobę prywatną)?
Dzięki dodaniu @ przed wpisaniem w polu komentarza wielkiej litery konkretnego słowa pojawi nam się lista nie tylko naszych znajomych, ale też polubionych przez nas stron. Wystarczy wybrać odpowiedni profil firmowy na Facebooku.
Grupa odbiorców linku zależy od ustawień prywatności strony lub grupy na Facebooku (np. jeśli wspomnisz o grupie tajnej, tylko jej członkowie zobaczą link).
9. Jak sprawić, by widzieć wszystkie posty ulubionych stron?
Większość użytkowników zauważa, że nawet jeśli polubi daną stronę czy konto firmowe, to i tak nie zobaczy na swoim newsfeedzie wszystkich publikowanych przez nią postów. Marketerzy wiedzą, że przyczyną tego jest algorytm EdgeRank, który decyduje, jakie treści mają pojawić się na tablicy odbiorców (jego okiełznanie jest niejednokrotnie loterią).
Możemy jednak zasugerować algorytmowi, że posty publikowane przez to konto firmowe są dla nas szczególnie istotne – wystarczy, że wejdziemy na profil firmowy danej strony i wybierzemy opcję Obserwowanie/Wyświetlaj najpierw:
Polub stronę.
Naciśnij przycisk „Lubisz to” (pojawi się zamiast poprzedniego „Polub to”).
Wyświetlą Ci się ustawienia obserwowania. Chcąc, aby posty sprawny.marketing lub dowolnej innej strony wyświetlały Ci się w pierwszej kolejności, zaznacz opcję „Ulubione”.
10. Jak zapisać posty, które nas szczególnie zainteresowały i stworzyć kolekcję?
Często w serwisie społecznościowym napotykamy treści ze swojej branży lub po prostu posty, które szczególnie nas zainteresowały. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie kopiował sobie linków do jakiegoś osobnego pliku, żeby potem do niego wrócić. A tymczasem serwis wychodzi do nas z rozwiązaniem!
PORADA
Wystarczy, że przy poście, który chcemy zachować, klikniemy na trzy kropki w prawym górnym rogu i z rozwijanego menu wybierzemy opcję „Zapisz post”. Już na tym etapie powinna pojawić się opcja dodania nowej kolekcji (można nadać jej dowolną nazwę). Zapisane przez nas linki znajdziemy później w kolumnie po lewej stronie naszego głównego widoku.
11. Jak zobaczyć i komentować posty znanych osób (liderów opinii), mimo że nie mamy ich w znajomych?
Wystarczy zaobserwować ich profil.
Chcesz, by Twój profil mogły obserwować też inne osoby?
Wystarczy, że klikniesz w ten link i w opcji „Kto może mnie obserwować” zmienisz „Znajomi” na „Wszyscy”.
12. Jak szybko sprawdzić, jak widzą nasz profil osoby, których nie mamy w znajomych?
Ustawienia prywatności często konfigurujemy raz na jakiś czas i później często już nie pamiętamy, co udostępniamy publicznie.
By szybko sprawdzić, jak widzą nasz profil osoby, których nie mamy w znajomych, wchodzimy na nasze konto, w prawej części naciskamy trzy kropeczki i po rozwinięciu wybieramy opcję „Wyświetl jako…”.
13. Jak oznaczyć w poście to, co czujesz lub gdzie się znajdujesz?
Już od dawna możemy obserwować, jak nasi znajomi, dodając status, oznaczają, że są „szczęśliwi”, „w głupkowatym nastroju” czy „w obliczu wyzwania”,
Teraz możemy też na poziomie statusu oznaczyć dużo innych informacji o nas, np. co oglądamy, gdzie właśnie jedziemy, czy co świętujemy.
By zobaczyć listę dostępnych opcji, wystarczy że klikniesz na symbol buźki (tej żółtej) przy polu do dodawania komentarzy, a następnie zobaczysz całą listę możliwości do wyboru.
Natomiast jeśli chcesz zaznaczyć, gdzie obecnie się znajdujesz, kliknij na symbol lokalizacji i wpisz nazwę miejscowości.
14. Co zrobić, jeśli Facebook nie zaciąga grafiki z linku?
Czasem zdarza się tak, że wrzucamy na Facebooka link, jednak serwis ma problem z jego poprawnym wczytaniem – nie zaciąga do naszego postu miniaturki tekstu z grafiką. W takich sytuacjach na pewno pomocne okaże się to narzędzie.
15. Jak zwiększyć bezpieczeństwo i zapewnić dodatkową ochronę wiadomościom, które wysyłasz?
Jak dobrze wiemy, nasza aktywność w internecie nie należy do tych najbardziej anonimowych. Meta jednak daje nam możliwość większej kontroli swojego bezpieczeństwa, przynajmniej jeśli chodzi o wysyłane wiadomości.
Pełne szyfrowanie w Messengerze – bo o tym mowa – bazuje na szyfrowaniu end-to-end, co oznacza, że jedynie osoba, do której piszesz (posiadająca odpowiedni klucz), ma możliwość odczytania danej treści. W skrócie: nawet Meta nie jest w stanie zobaczyć bądź usłyszeć wysłanych wiadomości.
Jak włączyć tę opcję?
Wejdź na aplikację Messenger.
Następnie wchodząc w wybraną konwersację, naciśnij imię i nazwisko danej osoby.
A później kliknij „Przejdź do tajnej konwersacji’”.
16. Publikowanie Stories na Facebooku – czy ma sens?
Stories na Facebooku to krótkotrwałe treści, które znikają po 24 godzinach, co może wydawać się mało efektywne. Jednakże mają one ogromny potencjał dotarcia do odbiorców grupy docelowej i zwiększają zaangażowanie użytkowników.
Publikowanie Stories na Facebooku umożliwia pokazanie bardziej autentycznej strony marki, jej codziennych działań i aktualności. Jest to również świetne narzędzie do promocji limitowanych ofert, wydarzeń na żywo czy zakulisowych momentów. Stories są wyświetlane na samej górze aplikacji, co zwiększa szansę na ich zauważenie. Dlatego warto je uwzględnić w swoich działaniach jeśli chodzi o marketing na Facebooku.
Stories na Facebooku
17. Wykorzystanie filtrów AR – jak wzbogacić doznania imersyjne?
Filtry AR (Augmented Reality) to nowoczesne narzędzie, które umożliwia tworzenie interaktywnych i angażujących treści na profilu firmowym na Fb. Dzięki Spark AR Studio od Mety marki mogą projektować własne filtry, które użytkownicy mogą stosować w swoich zdjęciach i filmach.
Filtry AR są doskonałym sposobem na zwiększenie widoczności i zaangażowania marki, oferując jednocześnie zabawną i kreatywną formę interakcji dla jej grupy odbiorców.
Filtry mogą być używane do promowania nowych produktów Twojej marki, organizowania interaktywnych kampanii marketingowych, a także do budowania lojalności wśród klientów.
Wykorzystanie AR wspiera również kampanie reklamowe poprzez dodanie elementów grywalizacji. Użytkownicy mogą brać udział w wyzwaniach, korzystając z dedykowanych filtrów, co zachęca do dzielenia się treściami i zwiększa ich zasięg. AR pozwala na stworzenie unikalnych doświadczeń, które pozostają w pamięci grupy odbiorców profilu firmowego, co jest szczególnie ważne w przypadku grupy docelowej w postaci młodszej publiczności, która ceni innowacyjne technologie.
Wznieś marketing na Facebooku na wyższy poziom dzięki Spark AR Studio. Źródło: spark.meta.com
Spark AR Studio jest narzędziem dostępnym dla każdego, a tworzenie filtrów nie wymaga zaawansowanych umiejętności programistycznych, co sprawia, że jest to dostępne rozwiązanie nawet dla małych firm. Warto więc inwestować czas w naukę i eksperymentowanie z AR, aby w pełni wykorzystać jego potencjał w komunikacji na Facebooku.
18. Rolki na Facebooku – jak zwiększyć zasięg postów w 2024 roku?
Wyobraź sobie, że masz możliwość przyciągnięcia uwagi tysięcy ludzi w zaledwie kilkanaście sekund. Brzmi jak marzenie? Z rolkami na Facebooku to marzenie staje się rzeczywistością!
Czym są rolki? Każdy już słyszał o TikToku, YouTube Shorts czy Instagram Reels. Na Facebooku mamy rolki. To krótkie, dynamiczne filmiki, które potrafią zawładnąć wyobraźnią widzów szybciej, niż zdążysz powiedzieć „viral”. Dlaczego ludzie je kochają? Bo są jak przekąski dla mózgu – szybkie, smakowite i zostawiające niedosyt!
Źródło: earthweb.com/youtube-shorts-statistics
Jak wykorzystać rolki na facebooku firmy? Możliwości są niemal nieskończone:
Pokaż swój produkt w akcji – niech zabłyśnie!
Stwórz wyzwanie, które rozpali internet.
Zdradzaj kulisy swojej firmy – ludzie uwielbiają zaglądać za kurtynę.
Dziel się poradami, które zmienią czyjeś życie (albo chociaż dzień).
Ale uwaga! Nie wystarczy po prostu nagrać film, aby przyciągnąć uwagę użytkowników. Musisz stworzyć małe dzieło sztuki! Jak? Oto kilka sekretnych składników:
Muzyka, która wpadnie w ucho i zostanie tam na długo.
Montaż tak dynamiczny, że widzowie nie będą mogli oderwać wzroku. Kluczowe są pierwsze dwie sekundy. One zadecydują, czy odbiorca zobaczy dalej treść, czy ją pominie.
Efekty specjalne, które sprawią, że Twoja rolka na Facebooku będzie wyglądać jak hollywoodzka produkcja.
Pamiętaj: im bardziej kreatywny będziesz, tym większe szanse, że Twoja rolka stanie się viralem. Eksperymentuj! Może dzisiaj stworzysz coś poważnego, a jutro rozbawisz widzów do łez?
PORADA
Najważniejsze? Bądź autentyczny. Pokaż swoją osobowość, swoje poczucie humoru. Ludzie kochają dzielić się tym, co prawdziwe i zabawne. Kto wie, może Twoja następna rolka będzie tą, którą wszyscy będą przesyłać znajomym z komentarzem „Musisz to zobaczyć!”?
Więc na co czekasz? Chwyć telefon, włącz kamerę i stwórz rolkę, która podbije serca (i ekrany) użytkowników Facebooka, a dzięki temu umożliwi zwiększenie rozpoznawalności marki, którą prowadzisz. Kto wie, może to właśnie Ty staniesz się następną sensacją internetu?
19. Jakie zasięgi ma Twoja konkurencja w reklamach?
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego reklamy Twojej konkurencji wydają się przyciągać tłumy klientów, podczas gdy Twoje własne kampanie reklamowe na Facebooku ledwo się trzymają? Co by było, gdybyś mógł zajrzeć za kulisy ich strategii marketingowej i odkryć ich tajne składniki sukcesu? Brzmi jak marzenie? Cóż, obudź się, bo to marzenie właśnie stało się rzeczywistością!
Biblioteka reklam na Facebooku to darmowe narzędzie, które pozwoli Ci stać się marketingowym szpiegiem (oczywiście w legalny sposób!). Dzięki niej możesz:
przeglądać aktywne reklamy konkurencji,
sprawdzać, na jakich kanałach wyświetlają się reklamy,
a od niedawna zobaczyć nawet zasięg reklam z podziałem na demografię odbiorców!
Źródło: www.facebook.com/ads/library
Biblioteka reklam to Twoja tajna broń w walce o uwagę klientów w mediach społecznościowych. Wykorzystaj ją mądrze, a Twoje kampanie reklamowe mogą stać się prawdziwymi hitami, o których będzie mówić cała branża!
Marketing na Facebooku: podsumowanie
Mamy nadzieję, że ten post pomoże Ci w codziennej komunikacji na Facebooku. Bo przecież na ten serwis nie składają się tylko reklamy na Facebooku. Potencjalni klienci czy znajomi na pewno docenią oryginalność i kreatywność Twojej komunikacji. Warto jednak zauważyć, że skupiliśmy się tu stricte na funkcjach serwisu, a w prowadzeniu ciekawego profilu – zwłaszcza, jeśli myślimy o nim pod kątem marketingowym – istotnych jest też wiele innych elementów, takich jak atrakcyjna komunikacja wizualna czy zamieszczanie filmów video.
Więcej informacji na temat marketingu na Facebooku znajdziesz w tych wpisach:
Sztuczna inteligencja nie jest niczym nowym, a jednak w ostatnich miesiącach nie schodzi z ust mareterów i marketerek. A skoro w marketingu jakiś trend jest tak znaczący, nie sposób przejść obok niego obojętnie. Zamiast więc omijać temat sztucznej inteligencji lepiej podejść do niego w sposób holistyczny. Zatem do dzieła!
Ten artykułukazał się w 22. numerze magazynu sprawny.marketing. Sprawdź ofertę i zamów swoją prenumeratę!
AI w content marketingu
Gdy myśli się o pierwszym komputerze z pięknym i wygodnym w użytkowaniu interfejsem, w którym zamiast komendami sterowało się myszką, od razu pojawia się słowo Macintosh. Niewątpliwie produkt ten zrewolucjonizował rynek, choć nie był to pierwszy komputer na świecie, a nawet technologia, którą wykorzystywał, nie została wymyślona w Apple, tylko w Xerox. Jednak to Macintosh stał się symbolem zmiany.
Podobna historia wydarzyła się w ciągu ostatnich kilku miesięcy. OpenAI nie wymyślił sztucznej inteligencji, nie wdrożył jej jako pierwszy, a jednak dzięki łatwości obsługi i powszechności ChatGPT stał się dziś niejako synonimem sztucznej inteligencji.
Nic wielkiego?
O ChatGPT usłyszałam po raz pierwszy w 2022 r. na konferencji I Love Marketing & Technology. I szczerze – nie zrobił na mnie wówczas wrażenia. Myślę, że był to efekt klątwy wiedzy. Wydawało mi się, że będzie to kolejne narzędzie z zakresu AI, z którego będzie można korzystać. Nie pomyślałam jednak, że będzie ono na tyle łatwe w użytkowaniu i dostępne dla każdego, że zmieni nasze biznesowe otoczenie. Również content marketing.
Narzędzia AI, takie jak wspomniany ChatGPT (ale też np. Rytr, Articoolo, Vicuna czy Copy.ai), są zdolne do tworzenia propozycji tematów, a następnie opracowania ich w formie całkiem niezłej jakości treści, na różne tematy. Można je wykorzystać do szybkiego tworzenia szkiców, które następnie mogą być ulepszane i dostosowane do indywidualnych potrzeb.
ChatGPT to również pomoc w tworzeniu szybkich i precyzyjnych odpowiedzi na pytania, które można wykorzystać np. w zakładce FAQ, w odpowiedziach na komentarze w mediach społecznościowych czy też do sprawdzenia gramatyki i składni. Przeredagowanie treści, znalezienie synonimów czy też szybki research to dla niego nic wielkiego (choć warto pamiętać, że czasem ChatGPT mija się z rzeczywistością oraz że informacje mogą być nieaktualne). To wszystko brzmi i jest super.
Warto jednak zauważyć, że ChatGPT nie ma funkcji analitycznych, takich jak przewidywanie trendów, analiza danych o użytkownikach czy optymalizacja SEO. Do tych zadań potrzebne są nieco inne narzędzia AI. A w końcu content marketing to nie tylko tworzenie treści. To także ich personalizacja, dystrybucja, i optymalizacja, a wszystko to zamknięte w odpowiedniej strategii. Dlatego warto poszerzyć swój wachlarz narzędzi, by osiągać jeszcze lepsze efekty.
Jeden na jeden
Kilka lat temu słowem kluczem do marketingowych sukcesów stała się personalizacja 1:1. Prym w takich działaniach wiódł chociażby Netflix, który sprawił, że ręczne sortowanie filmów i seriali odeszło do lamusa. Oczywiście dzięki sztucznej inteligencji. Netflix korzysta z AI i uczenia maszynowego do analizy danych o swoich użytkownikach, tak aby zrozumieć ich preferencje. System zbiera dane na temat ich zachowań na platformie – tego, co oglądają, które tytuły dodają do swojej listy, kiedy zazwyczaj coś oglądają, jak często i jak długo. AI analizuje te dane, wykorzystując techniki machine learning, aby zrozumieć preferencje użytkowników na poziomie indywidualnym.
Na przykład jeśli użytkownik często ogląda komedie romantyczne i rzadko ogląda filmy akcji, system może zdecydować, że użytkownik preferuje komedie romantyczne i będzie sugerował więcej tego typu filmów.
Jednak Netflix idzie o krok dalej. Wykorzystuje nie tylko informacje o preferencjach gatunkowych, ale również analizuje takie elementy, jak preferowani aktorzy, reżyserzy, a nawet skomplikowane wzory, takie jak „dramaty z silnymi postaciami kobiecymi”.
Dzięki temu Netflix jest w stanie dostarczyć niezwykle spersonalizowane rekomendacje dla każdego z milionów swoich użytkowników. To z kolei prowadzi do większego zaangażowania użytkowników, ponieważ są oni bardziej skłonni do oglądania filmów i seriali, które są im polecane. Z podobnych systemów rekomendacji korzysta Spotify czy Amazon. Po co o tym wszystkim piszę? Ponieważ, dziś niemal każdy może budować swoją potęgę na systemie rekomendacji i personalizacji treści. O ile sięgnie po odpowiednie narzędzia.
AI w content marketingu: przydatne narzędzia
Dynamic Yield i OneSpot to platformy, które wykorzystują sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe do dostarczania spersonalizowanych doświadczeń na stronach internetowych. Są one w stanie dostosowywać treści do indywidualnych preferencji i zachowań użytkowników, dzięki czemu odbiorcy mają do czynienia z bardziej angażującymi i skutecznymi materiałami.
1
Dynamic Yield
Do tego typu działań jesteśmy przyzwyczajeni już od dawna. Załóżmy, że masz sklep internetowy oferujący różne produkty. Sklep ma tysiące odwiedzin dziennie, ale zauważasz, że konwersja jest niższa niż oczekiwana. Chcesz to poprawić i decydujesz się na wykorzystanie np. Dynamic Yield. Narzędzie rozpoczyna od analizy zachowań użytkowników na stronie. Zbiera informacje o tym, jakie strony odwiedzają, jakie produkty przeglądają, co dodają do koszyka, co z niego usuwają, jak długo przebywają na stronach poszczególnych produktów itp. Następnie, wykorzystując te informacje oraz dodatkowe dane, takie jak lokalizacja geograficzna użytkownika, urządzenie, z którego korzysta, czy nawet pora dnia, system dostosowuje treść strony do indywidualnych preferencji każdego użytkownika.
Na przykład jeśli użytkownik często przegląda strony z biżuterią, ale nigdy nie dokonał zakupu, Dynamic Yield może zasugerować na stronie głównej promocję na biżuterię lub polecane produkty z tej kategorii. Jeśli użytkownik często robi zakupy wieczorami, system może dostosować treść strony w taki sposób, aby w godzinach wieczornych prezentować najlepsze oferty itp.
Jednak systemy rekomendacji mogą działać na znacznie większą skalę, poprawiając doświadczenia klienta. Idealnym na to przykładem jest case restauracji McDonald’s. Marka zdecydowała się w ponad 12 000 punktach typu Drive Thru McDonald’s w Stanach Zjednoczonych wdrożyć Dynamic Yield. W efekcie w menu i na ekranach kiosków w restauracjach wyświetlane były propozycje dań, które rekomendowała sztuczna inteligencja. Całość poprzedzała szeroka analiza, która dotyczyła zachowań klientów w różnych porach dnia, poziomu ruchu w restauracji czy popularności poszczególnych pozycji. W dalszej części współpracy specjalnie dla McDonald’s powstały nowe algorytmy, na podstawie unikalnego zestawu wymagań i potrzeb biznesowych, które jeszcze bardziej zoptymalizowały rekomendacje i sprawiły, że sieć restauracji testuje te rozwiązania w kolejnych regionach.
2
Optimizely
Z kolei Optimizely jest platformą (jak sama nazwa wskazuje) wspierającą optymalizację, która pozwala na przeprowadzanie testów A/B na stronach internetowych. W content marketingu elementami, które można sprawdzać w tekstach A/B dzięki Optimizely, są np. tytuły artykułów.
PORADA
Do tego samego tekstu na blogu można wykorzystać dwa różne tytuły i sprawdzić, który z nich generuje więcej kliknięć. Narzędzie pozwala także na optymalizację poprzez personalizację. Na podstawie historii przeglądania można dostosowywać tematy, które są potencjalnie bardziej interesujące dla konkretnych odbiorców. Podobnie jak Adobe Target, który oferuje personalizację treści m.in. na stronach internetowych oraz w komunikacji mailowej.
Warto przy tym dodać, że narzędzia do automatyzacji marketingu i e-mail marketingu, takie jak Mailchimp, SendinBlue czy GetResponse, także mają funkcje umożliwiające personalizację wiadomości e-mail na podstawie danych odbiorców.
Wymienione narzędzia mogą być bardzo przydatne przy aktywizowaniu użytkowników, np. wówczas, gdy firma ma wielu odbiorców newslettera, jednak niewielki wskaźnik otwarć.
Zwiększone zaangażowanie
Personalizacja w połączeniu z automatyzacją może przydać się także w innej potencjalnej sytuacji: firma publikuje regularnie posty w mediach społecznościowych, jednak nie wiąże się to ze wzrostem zaangażowania. W takiej sytuacji również może pomóc sztuczna inteligencja, która wesprze we właściwej dystrybucji.
AI przeanalizuje dane, takie jak aktywność użytkowników i popularność różnych typów postów, aby zdecydować, kiedy i gdzie publikować określone treści. Narzędziem, które wspomoże tego typu działania, jest np. Hootsuite. To platforma do zarządzania mediami społecznościowymi, która oferuje funkcje zasilane AI w zakresie automatyzacji i optymalizacji publikacji w mediach społecznościowych. Wystarczy zintegrować swoje media społecznościowe z narzędziem, które następnie zacznie gromadzić dane, analizować je oraz planować posty, tak by osiągnąć maksymalny zasięg i zaangażowanie.
Opisywane narzędzia działają skutecznie dzięki jednej z najważniejszej umiejętności sztucznej inteligencji – analizie ogromnych zbiorów danych. A żeby mieć co analizować, w pierwszej kolejności te dane należy dostarczyć. Do tego niezbędna jest integracja wykorzystywanych narzędzi AI z platformami i systemami, które są źródłami danych. To mogą być media społecznościowe, blogi, e-maile, strona internetowa, CRM itp. Warto pamiętać, że narzędzie powinno być kompatybilne z platformą, z której pobierać będzie dane.
Na szczęście wybór jest tu naprawdę duży. Wystarczy wspomnieć chociażby:
Microsoft Power BI, które pozwala na łączenie danych z różnych źródeł, ich analizę i udostępnianie w formie interaktywnych raportów i dashboardów;
IBM Watson oferujący różne możliwości AI, np. przetwarzanie języka naturalnego czy uczenie maszynowe, które mogą być użyte do analizy danych;
Alteryx, będący platformą do analizy danych, łączącą w sobie funkcje przetwarzania, analizy i wizualizacji danych. Narzędzie to jest szczególnie przydatne, gdy dane pochodzą z wielu różnych źródeł i wymagają wstępnego przetworzenia przed analizą.
Interaktywne raporty i dashboardy w Microsoft Power BI
AI w content marketingu: jeszcze lepsze treści
Dane jednak nie tylko należy przeanalizować, ale co jeszcze bardziej istotne w kontekście skuteczności działań – na ich bazie wysnuć wnioski i wybrać najlepsze strategie. Tu również może pomóc AI. Analiza takich elementów jak zasięg, zaangażowanie, konwersje i ROI pomogą w dobraniu lepszych strategii działań. Zaś optymalizacja treści przez chociażby takie narzędzia jak MarketMouse czy Contadu umożliwi sugerowanie słów kluczowych i tematów, po które warto sięgnąć, a także pomoże w stworzeniu bardziej dogłębnych i wartościowych treści. Wszystko dzięki szerokiej analizie zachowań użytkowników w sieci i kierowanych tam zapytań.
Contadu na tej podstawie wygeneruje zestaw klastrów tematycznych, dzięki którym będzie można budować treści, dopasowane do potrzeb odbiorców, przez wiele tygodni, co także pozytywnie przełoży się na zasięgi w wyszukiwarce Google’a. Narzędzie pozwoli także na odpowiednią analizę sentymentu, dzięki czemu wiadomo, po jakich słowach kluczowych wyszukiwane są konkretne tematy, co umożliwia łatwiejsze dotarcie do potencjalnych odbiorców i mówienie w treściach ich językiem.
Podsumowanie
Dziś mało kto wie, jak potoczy się przyszłość sztucznej inteligencji, jednak ona już dziś jest w stanie pomóc w określeniu przyszłych trendów związanych z tematami, które warto poruszać w content marketingu. Określanie trendów znane jest już ze starego dobrego Google Trends. Jak widać więc, nie jest to nic rewolucyjnego, jeśli chodzi o mechanizm. Jednak rozwój sztucznej inteligencji z pewnością sprawi, że jej możliwości z każdym miesiącem będą coraz większe, a korzyści dla content managerów niemal nieograniczone.
A jeszcze więcej na temat tego, jak tworzyć skuteczne treści, dowiesz się na szkoleniu z content marketingu, które poprowadzi Justyna Bakalarska-Stankiewicz!